Zaginione notatniki Darwina - Oren Harman

Kup ebooka

29.99 zł
23.09 zł (17,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

"Tajemnica tajemnic"

Era­smus leżał na kana­pie, prze­glą­da­jąc swój ulu­biony album z foto­gra­fiami z dzie­ciń­stwa. Wła­śnie prze­wra­cał stronę ze zdję­ciem, na któ­rym sie­dział na szczy­cie drzewa, kiedy drzwi wej­ściowe otwo­rzyły się i wpa­dła przez nie pro­fe­sor Win Wig­gles.

-?Skra­dziono je! -?krzyk­nęła. -?Skra­dziono, mówię ci! Znik­nęły! Prze­pa­dły!

-?Co skra­dziono, mamo? -?zapy­tał Era­smus, tro­chę wystra­szony.

-?Włącz tele­wi­zor -?odpo­wie­działa, sia­da­jąc obok niego na kana­pie.

Na ekra­nie poja­wiła się główna biblio­te­karka Uni­wer­sy­tetu Cam­bridge, dok­tor Jes­sica Gard­ner, która wła­śnie prze­ka­zy­wała światu szo­ku­jące wie­ści.

-?Z bólem serca muszę pań­stwa poin­for­mo­wać, że loka­li­za­cja dwóch notat­ni­ków Dar­wina, w tym jed­nego zawie­ra­ją­cego jego słynne drzewo życia, jest obec­nie nie­znana -?oświad­czyła biblio­te­karka, po czym z tru­dem powstrzy­mu­jąc łzy, dodała: -?Może jest gdzieś ktoś, kto ma wie­dzę, która pomoże nam je odna­leźć...?

Era­smus spoj­rzał na mamę i zauwa­żył, że rów­nież jej łzy napły­wają do oczu.

"Po co pła­kać z powodu jakichś zagu­bio­nych notat­ni­ków?" -?pomy­ślał.

-?Notat­niki Dar­wina są bez­cenne -?powie­działa Win Wig­gles, jakby czy­tała mu w myślach. -?Ktoś musiał przyjść do biblio­teki i naj­zwy­czaj­niej je ukraść! To potworne, Era­smus! Czy masz poję­cie, jak cenne są dla świata notat­niki Dar­wina?

Ale zanim Era­smus zdą­żył odpo­wie­dzieć, roz­le­gło się gło­śne puka­nie do drzwi wej­ścio­wych.

-?Otwie­rać! Poli­cja!

Era­smus w mgnie­niu oka zesko­czył z kanapy i scho­wał się za nią.

Win Wig­gles otwo­rzyła drzwi. Jej oczom uka­zał się niski, pulchny funk­cjo­na­riusz w mun­du­rze. Zza kanapy Era­smus widział jego krza­cza­ste brwi i prze­krzy­wioną czapkę poli­cyjną.

-?Pani pro­fe­sor Wini­fred Wig­gle­sworth, jak sądzę? -?ode­zwał się poli­cjant do wyso­kiej kobiety sto­ją­cej przed nim.

-?Ludzie nazy­wają mnie Win Wig­gles.

-?Detek­tyw Dolit­tle z poli­cji Cam­brid­ge­shire, kła­niam się -?przed­sta­wił się męż­czy­zna piskli­wym, żabim gło­sem. -?Podej­rze­wam, że sły­szała już pani o znik­nię­ciu notat­ni­ków Dar­wina?

-?Tak -?odparła Win Wig­gles, sku­biąc pła­tek ucha. -?Mówili o tym w wia­do­mo­ściach. Prawda, że to okropne?

-?Z całą pew­no­ścią -?zgo­dził się poli­cjant -?ale jeste­śmy zde­ter­mi­no­wani roz­wią­zać tę zagadkę i zwró­cić notat­niki biblio­tece.

-?Mam nadzieję... -?Pani pro­fe­sor odkaszl­nęła. -?Tak kocham Dar­wina, że sama marzy­łam o posia­da­niu tych notat­ni­ków. Ale to jest po pro­stu straszne! Te zapi­ski były darem Dar­wina dla nas wszyst­kich. Jak ktoś miał czel­ność tak po pro­stu je sobie wziąć?

-?To wła­śnie mnie tu spro­wa­dza, pani pro­fe­sor. Myślę bowiem, że może pani pomóc nam zna­leźć zło­dzieja.

Detek­tyw Dolit­tle rozej­rzał się wokół swoim zawo­dowo podejrz­li­wym wzro­kiem. W salo­nie na niskim maho­nio­wym sto­liku znaj­do­wała się ska­mie­lina olbrzy­miego try­lo­bita, a nad nią na ścia­nie wisiało czarno-białe zdję­cie męż­czy­zny z długą białą brodą. Poli­cjant roz­po­znał twarz Char­lesa Dar­wina z bry­tyj­skiego bank­notu dzie­się­cio­fun­to­wego.

-?Będę potrze­bo­wał pomocy eks­perta w tym śledz­twie -?odchrząk­nął -?a ponie­waż pani jest świa­to­wej sławy spe­cja­listką od tych wszyst­kich nauko­wych rze­czy... No cóż, powiedzmy, że chęt­nie sko­rzy­stał­bym z pani wspar­cia.

-?Bar­dzo pro­szę -?Win Wig­gles gestem zapro­siła detek­tywa do środka. -?Co chce pan wie­dzieć?

-?Eee... no cóż... -?Męż­czy­zna wyda­wał się odro­binę zakło­po­tany. -?Uczy­łem się o Dar­wi­nie w szkole pod­sta­wo­wej, ale to było dawno temu. Pro­szę odświe­żyć mi pamięć, pani pro­fe­sor. Dla­czego Dar­win i jego notat­niki mają tak donio­słe zna­cze­nie?

"Ten detek­tyw naprawdę nic nie wie" -?pomy­ślał Era­smus, prze­wra­ca­jąc oczami.

-?Dar­win był naukow­cem, który żył dwie­ście lat temu w Anglii -?zaczęła Win Wig­gles. -?Ludzie mówią, że jest naj­wy­bit­niej­szym bio­lo­giem, jakiego znał świat.

-?Dwie­ście lat temu? -?powtó­rzył poli­cjant, pod­no­sząc krza­cza­stą brew i pisząc coś w czar­nym zeszy­ciku. -?Popro­szę o datę uro­dze­nia.

Teraz Win Wig­gles wyglą­dała na skon­fun­do­waną.

-?Dwu­dzie­sty piąty stycz­nia 1975 roku.

-?To nie jest dwie­ście lat temu, pani pro­fe­sor.

-?Och! Cho­dziło panu o Dar­wina! -?zro­zu­miała Win Wig­gles. -?On uro­dził się 12 lutego 1809 roku, dokład­nie tego samego dnia, co Abra­ham Lin­coln, słynny pre­zy­dent Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

Era­smus uśmiech­nął się, cią­gle scho­wany za kanapą. Wie­dział, że nie ma na świe­cie dru­giej rze­czy, o któ­rej jego mama lubi­łaby mówić tak bar­dzo, jak o Char­le­sie Dar­wi­nie.

-?Ale Dar­win nie uro­dził się, aby zostać poli­ty­kiem -?cią­gnęła. -?Był na to zbyt nie­śmiały. Jego ojciec chciał, żeby został leka­rzem, tak samo jak on, ale Dar­win wolał badać naturę i zbie­rać motyle, ptaki i rośliny. Pew­nego razu, gdy zabra­kło mu rąk do trzy­ma­nia wszyst­kich owa­dów, które zna­lazł w lesie, wło­żył sobie chrząsz­cza do ust!

-?Czy to ma zna­cze­nie dla śledz­twa? -?Detek­tyw Dolit­tle zmarsz­czył brwi. -?Wróćmy do notat­ni­ków.

-?Notat­niki... -?Oczy Win Wig­gles zaszły mgłą, jakby się roz­ma­rzyła. - Kiedy Dar­win miał dwa­dzie­ścia dwa lata, wypły­nął stat­kiem o nazwie Beagle na Pacy­fik w stronę rów­nika i dalej na połu­dnie i wschód, aby badać przy­rodę Bra­zy­lii i Afryki Połu­dnio­wej, a potem Austra­lii i Nowej Zelan­dii. Kiedy wró­cił do Anglii, zaczął spi­sy­wać swoje myśli w małych notat­ni­kach. Widzi pan, Dar­win posta­no­wił roz­wią­zać pro­blem, z któ­rym nie mogły się upo­rać naj­wy­bit­niej­sze umy­sły przed nim. Nazwał ten pro­blem "tajem­nica tajem­nic".

-?"Tajem­nica tajem­nic"! -?Detek­tyw Dolit­tle oży­wił się wyraź­nie. -?Czy to było jakieś oszu­stwo? Zbrod­nia? Kra­dzież ubez­pie­cze­nia samo­cho­do­wego?

-?Och, nie, nic z tych rze­czy! Dar­win chciał wie­dzieć, dla­czego na świe­cie ist­nieje tak wiele róż­nych gatun­ków żywych stwo­rzeń i skąd się one wzięły -?odpo­wie­działa Win Wig­gles. -?Dla­czego ist­nieją miliony żuków, dżdżow­nic czy ryb, pod­czas gdy inne gatunki wymie­rają.

-?Jak dino­zaury! -?zawo­łał Era­smus, wyska­ku­jąc nagle zza kanapy.

Detek­tyw Dolit­tle zachwiał się i upu­ścił swój czarny zeszy­cik.

-?Małpa w miesz­ka­niu! Małpa w miesz­ka­niu!!! -?wrza­snął poli­cjant, po czym zaczął co sił dmu­chać w gwiz­dek i bie­gać w kółko.

Miał tak krót­kie nogi i pulchny brzuch, że na kanapę musiał się wspiąć na czwo­ra­kach.

-?Pro­szę się uspo­koić! -?zawo­łała Win Wig­gles. -?Nie ma się czego bać. To jest Era­smus. Szym­pans, nie małpa. Zna­la­złam go na drze­wie w Afryce.

-?A co pani robiła w Afryce? -?zapy­tał detek­tyw Dolit­tle, poru­sza­jąc ner­wowo pal­cami u rąk i stóp.

-?Moja mama jest świa­to­wej sławy eks­pertką od Dar­wina! -?zawo­łał Era­smus. -?Była na eks­pe­dy­cji w dżun­gli!

Detek­tyw Dolit­tle zamarł. Był teraz zbyt zszo­ko­wany, żeby poru­szać czym­kol­wiek.

-?Tak -?potwier­dziła Win Wig­gles i prze­szła na śro­dek salonu. Usia­dła na krze­śle naprze­ciwko poli­cjanta. -?To było nie­mal dokład­nie dzie­sięć lat temu. Sie­dział tam, porzu­cony na czubku drzewa, cał­kiem sam. Nie mam wła­snych dzieci i kiedy zoba­czy­łam to maleń­stwo, moje serce stop­niało. Zabra­łam go ze sobą do domu, do Cam­bridge, adop­to­wa­łam go i nauczy­łam wszyst­kiego, co jest mu potrzebne do życia.

-?Na przy­kład jak się włą­cza tele­wi­zor i jak się pod­lewa rośliny w ogro­dzie -?wtrą­cił z dumą Era­smus. -?I jesz­cze róż­nych rze­czy o Char­le­sie Dar­wi­nie!

Detek­tyw Dolit­tle odzy­skał oddech na tyle, by znów wydać z sie­bie krzyk:

-?Dla­czego ta małpa umie mówić?!

-?Ach, to... -?Win Wig­gles non­sza­lancko mach­nęła ręką. -?Nauczy­łam go, oczy­wi­ście. A przy oka­zji, to ja też nada­łam mu imię. Widzi pan, i brat Dar­wina, i jego dzia­dek mieli na imię Era­smus.

Funk­cjo­na­riusz i szym­pans wpa­try­wali się w sie­bie podejrz­li­wie, aż w końcu ten drugi prych­nął i znów wsko­czył za kanapę.

-?Uwa­żaj! -?krzyk­nęła Win Wig­gles, gdy nie­mal prze­wró­cił cenny chiń­ski wazon sto­jący na kominku.

Potrzą­snęła głową i mruk­nęła:

-?Naprawdę, nie mie­ścisz się już w tym domu...

Era­smus zaci­snął pię­ści i spu­ścił wzrok.

-?Na czym to sta­nę­li­śmy? -?zasta­no­wiła się Win Wig­gles, pod­cho­dząc do detek­tywa i wycią­ga­jąc rękę, żeby pomóc mu pod­nieść się z kanapy. -?Ach tak, na dino­zau­rach. Wymarły miliony lat temu, ale potem poja­wiły się inne stwo­rze­nia. Dar­win chciał wie­dzieć, jak rodzą się nowe gatunki i czy orga­ni­zmy kie­dy­kol­wiek zmie­niają się w natu­rze. To wła­śnie była dla niego "tajem­nica tajem­nic".

Detek­tyw Dolit­tle ze świ­stem nabrał powie­trza, gdy Era­smus wsko­czył na stół kuchenny, chwy­cił banana z miski z owo­cami i wło­żył go sobie do ust.

-?Widzi pan -?mówiła dalej Win Wig­gles, nie zwra­ca­jąc zbyt­niej uwagi ani na Era­smusa, ani na detek­tywa -?po powro­cie z podróży na statku Beagle Dar­win roz­wią­zał tę zagadkę.

-?Jagjo­ro­zwio­zał? -?wymam­ro­tał Era­smus z buzią pełną banana.

Detek­tyw Dolit­tle na­dal wpa­try­wał się w Era­smusa, ale Win Wig­gles po pro­stu jak zwy­kle wyjęła chu­s­teczkę i wytarła bana­nową papkę z buzi szym­pansa.

-?Jak ją roz­wią­zał? -?powtó­rzyła pyta­nie. -?No cóż, czy­tał dużo ksią­żek, zada­wał dużo pytań i prze­pro­wa­dzał dużo eks­pe­ry­men­tów. I cały czas robił notatki w swo­ich małych notat­ni­kach. Robił to w zoo, w ogro­dzie bota­nicz­nym albo w biblio­tece. A nawet... -?Win Wig­gles nie mogła powstrzy­mać się od chi­chotu. -?Nawet kiedy sie­dział na toa­le­cie!

Detek­tyw Dolit­tle nagle przy­po­mniał sobie o wła­snym notat­niku. Pod­niósł go i drżą­cym czar­nym dłu­go­pi­sem wska­zał na Era­smusa. W końcu, wciąż oszo­ło­miony, zwró­cił się do Win Wig­gles.

-?Dla­czego ktoś miałby chcieć ukraść dwu­stu­let­nie notat­niki Darw­nia? - zapy­tał.

Win Wig­gles wyda­wała się jed­nak w tej spra­wie rów­nie zdez­o­rien­to­wana co on.

-?Naprawdę, nie wiem, kto mógłby je ukraść -?powie­działa, a do jej oczu nagle znów napły­nęły łzy. -?Wiem tylko tyle, że znik­nęły z biblio­teki. I to jest naprawdę straszne, potworne i okropne!

Detek­tyw Dolit­tle ostroż­nie scho­wał czarny zeszy­cik i dłu­go­pis do kie­szeni.

-?Niech pani nie pła­cze -?powie­dział swoim żabim gło­sem. -?Prze­cież po to tu jestem. Pani jest świa­to­wej sławy eks­pertką od Dar­wina i razem zła­piemy tego zło­dzieja!

Dotknął lekko swo­jej poli­cyj­nej czapki i spoj­rzał na Era­smusa.

-?Ale wszystko po kolei, pani pro­fe­sor -?wychry­piał. -?Czy zechcia­łaby pani pójść ze mną na miej­sce zbrodni?

Miejsce zbrodni

Od miej­sca zbrodni dzie­liło ich tylko kilka kro­ków. Win Wig­gles i Era­smus miesz­kali bli­sko biblio­teki uni­wer­sy­tec­kiej, bo pro­fe­sor cho­dziła tam pra­wie codzien­nie, żeby czy­tać książki Char­lesa Dar­wina.

Szli ulicą Grange Road -?Win Wig­gles z chu­s­teczką, którą wciąż osu­szała łzy, a detek­tyw Dolit­tle w jak zwy­kle prze­krzy­wio­nej czapce poli­cyj­nej. Era­smus miał na gło­wie swoją ulu­bioną czer­woną cza­peczkę. Wkrótce ich oczom uka­zała się ceglana wieża, która zda­wała się się­gać nieba.

Era­smus uwiel­biał cho­dzić do biblio­teki ze swoją mamą, a ona chęt­nie go tam zabie­rała, ale w głębi serca wie­dział, że tym razem wszystko jest ina­czej.

Era­smus wszedł do Czy­telni Głów­nej i oszo­ło­miony spoj­rzał w górę - dokład­nie tak, jak robił to zawsze. To miej­sce było cudowne. Pod pięk­nie zaokrą­glo­nymi oknami cią­gnęły się regały pełne ksią­żek. W całej sali pano­wała cisza, która koja­rzyła mu się z prze­by­wa­niem w brzu­chu gigan­tycz­nego wie­lo­ryba.

-?My na miej­sce zbrodni -?zadud­nił dono­śnie detek­tyw Dolit­tle, gdy mijali sta­reńką biblio­te­karkę w gigan­tycz­nych oku­la­rach.

Następ­nie zaczął mówić do sie­bie odro­binę za gło­śno:

-?W lewo, a potem w prawo. Skrę­cić na rogu, potem znowu w prawo i w górę po schod­kach. To tu!

Kiedy zatrzy­mali się przed potęż­nymi sta­rymi drew­nia­nymi drzwiami, detek­tyw z poważną miną ski­nął głową ochro­nia­rzowi, po czym zerwał taśmę poli­cyjną z napi­sem "ZAKAZ WSTĘPU". Mała tabliczka infor­mo­wała, że znaj­duje się tutaj Czy­tel­nia Sta­ro­dru­ków, gdzie prze­cho­wy­wane są naj­rzad­sze i naj­cen­niej­sze eks­po­naty.

Drzwi skrzyp­nęły, gdy detek­tyw Dolit­tle powoli je otwo­rzył. Win Wig­gles i Era­smus weszli za nim do środka.

-?Ostroż­nie! -?krzyk­nął poli­cjant.

Włą­czył świa­tło i wtedy na pod­ło­dze tuż przy drzwiach ujrzeli kałużę wody.

-?To dość dziwne, prawda? -?zapy­tał.

Wszy­scy troje ostroż­nie obe­szli kałużę.

Następ­nie ich oczom uka­zały się regały zapeł­nione sta­rymi książ­kami i ręko­pi­sami. Wszystko tu wyglą­dało na bar­dzo upo­rząd­ko­wane, a publi­ka­cje stały ści­śle obok sie­bie -?z jed­nym wyjąt­kiem.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki