Rozdział 2
I
WALENCJA,24 listopada 1997 roku
- Przecież już mówiłem! Ile razy mam to jeszcze powtarzać? - Johan odsunął się gwałtownie od stołu i wlepił z pogardą wzrok w komisarza Marrero, który bez pośpiechu notował jego zeznania. - Kiedy się obudziłem, Blanki już nie było. Nie zmartwiło mnie to, bo często jeździ rowerem do Turii na poranne treningi przed próbami z kwartetem. Jednak gdy wróciłem z pracy, mieszkanie wciąż było puste.
- Proszę się tak nie denerwować. To z pewnością nie sprzyja ustalaniu faktów - zwrócił mu uwagę mężczyzna i po chwili zadał kolejne bezsensowne pytanie. - Na pewno żona nie wspominała wcześniej o żadnym wyjeździe?
Spokój w głosie tego nierozumnego funkcjonariusza jeszcze bardziej go zirytował. Miał ochotę nim potrząsnąć, wykrzyczeć, żeby się pospieszył, odłożył te głupie formularze i zaczął szukać jego żony. Na szczęście w ostatniej chwili się opanował. Wziął głęboki wdech, wypuścił powoli powietrze i odparł przez zaciśnięte zęby:
- Gdyby wspominała, nie byłoby mnie tutaj.
Komisarz pokiwał tylko głową, znów coś zanotował i wrócił do swojej irytującej listy pytań.
- Nie byliście pokłóceni?
- Nie - Johan odburknął, po czym, uderzając pięścią w stół, dodał już podniesionym głosem: - Czy ma pan mnie za człowieka, który przychodzi na komisariat, by rozwiązywać małżeńskie spory?!
- Panie Johanie, proszę się uspokoić - upomniał go nieco ostrzej funkcjonariusz i kontynuował flegmatycznym tonem: - Bardzo często w takich sytuacjach okazuje się, że małżonka zapomniała powiadomić męża o jakimś wyjeździe i zaraz się znajduje. Musimy zbadać wszelkie możliwości.
Johan nie skomentował tej idiotycznej hipotezy. Gdyby mieszkali w Szwecji, na pewno ktoś by już jej szukał. Jednak tu, nawet w komisariacie mógł usłyszeć tylko to, co zwykle: No te preocupes, todo bien, no pasa nada[4] i inne, nic niewnoszące tego typu wiązanki. Zdaniem Hiszpanów wpasowujące się w każdą sytuację - zarówno jeśli chodziło o zwykłe spóźnienie się do pracy, jak i o zaginięcie kogoś bliskiego. Wyciągnął papierosa, zapalił i nie zwracając uwagi na karcący wzrok komisarza, głęboko się zaciągnął. Ten wstał, powoli podszedł do regału i wyjął z szuflady popielniczkę. Najwyraźniej nie chciał go już bardziej denerwować.
- Ma pan przy sobie zdjęcie żony? - zapytał.
Johan bez słowa wyciągnął fotografię z kieszeni jesiennego płaszcza. Przed pójściem na komisariat wyjął ją z ramki przy łóżku. Blanka w zwiewnej sukience nad morzem, uśmiechnięta, z tymi swoimi dołeczkami i rozwianymi włosami. Policjant przez moment przyglądał się zdjęciu, po czym uniósł smutny wzrok w jego stronę.
- Proszę podpisać zaświadczenie o złożeniu zgłoszenia. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby odnaleźć pana żonę. I oczywiście proszę niezwłocznie nas poinformować, gdyby nagle się z panem skontaktowała.
Johan, nie patrząc na policjanta, podpisał dokument. Potem wysłuchał jeszcze jego zaleceń i wrócił do domu. Był wycieńczony. Wciąż nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Nikt jej nie widział, do nikogo nie dzwoniła, w mieszkaniu jak co dzień wszystko leżało na swoim miejscu. Funkcjonariusz wypytywał go o tysiące szczegółów. Teraz znów Johan starał się po kolei w głowie odtworzyć wieczór, noc, poranek.
Jeszcze wczoraj koło dwudziestej pierwszej jedli w ciszy kolację. Blanka przygotowała paellę, której nie znosił, ale nigdy jej o tym nie powiedział, i sałatkę, którą serwowała im prawie codziennie. Nie pytała go już, jak było w pracy, bo prawie zawsze odpowiadał to samo. Zmęczony i głodny, chciał jak najszybciej się położyć. Blanka musiała jednak jeszcze przed pójściem spać poćwiczyć na wiolonczeli, co również przestał już komentować, bo nie miał siły znów się o to kłócić. Całe szczęście, że wytłumił jej gabinet, który wcześniej służył za spiżarkę. Ona ćwiczyła, on bezmyślnie przeglądał strony internetowe. Typowy wieczór. Blanka jeszcze kilka miesięcy temu starała się coś zmienić. Proponowała wyjścia na imprezy, koncerty, chciała żyć jak wszyscy tutejsi, czyli oddawać się niekończącej się fieście. Disfruta la vida[5] - cokolwiek by się działo, ciesz się życiem, zabawa lekarstwem na wszystko. Na początku ulegał, ale po jakimś czasie zaczęło go to męczyć. Te hiszpańskie przebieranki, loterie, biesiadowanie do późnych godzin wieczornych, popołudniowe sjesty... Najbardziej nienawidził marca, kiedy życie zaczynało kręcić się wyłącznie wokół Fallas. Tej kilkudniowej imprezy, na którą zjeżdżała się cała Hiszpania, chyba tylko on nie potrafił zrozumieć. Upiorna, kretyńska, coroczna fiesta uświadamiała mu, jak bardzo pragnie stąd uciec. Ale jego ukochana nie zamierzała wyjeżdżać, a on został, bo nie wyobrażał sobie bez niej życia.
Mimo że różniło ich tak wiele, że czasami nie potrafili ze sobą rozmawiać, że kłócili się o drobiazgi, to Blanka była dla niego wszystkim. Godzinami mógł patrzeć w jej oczy, w te zielone tęczówki, które jednego wieczoru zamąciły mu w głowie na tyle, że postanowił wywrócić swoje życie do góry nogami. Podziwiał jej delikatne ciało w świetle nocnej lampki, codziennie zanurzał się w nim bez słowa, bez cienia uśmiechu. Nic poza nią nie miało znaczenia w jego życiu. Blanka działała na niego jak narkotyk. Przed snem odurzał się jej zapachem, wtulając się w jej rozpuszczone włosy.
Sygnał telefonu wyrwał go z rozmyślań. Gwałtownie poderwał się z kanapy. Jego umysł w jednej chwili wypełniły setki przypuszczeń. Ktoś z policji, ktoś ją widział, miała wypadek albo to po prostu...
- Johan, podobno Blanka zniknęła. - Niski ton głosu Alicii mimowolnie go rozgniewał.
- Tak, nie wróciła dzisiaj do domu - odparł oschle, zawiedziony, że to jednak tylko jeden z tych nic nieznaczących telefonów. Że to nie ona.
- Jutro mamy koncert w Madrycie.
- A mnie właśnie zaginęła żona! - krzyknął, nie dowierzając, że Alicia w takiej chwili może mówić o jakimś pieprzonym koncercie.
- Przepraszam... po prostu... nie zdążymy znaleźć teraz nikogo na zastępstwo, nie wiem, czy mam go odwołać, czy zaczekać - altowiolistka próbowała nieskładnie się tłumaczyć, ale kolejnymi słowami tylko się pogrążała.
- Róbcie sobie, co chcecie. Gówno mnie obchodzi jakiś koncert, nie zajmuj mi linii takimi pierdołami, bo w każdej chwili może zadzwonić Blanka lub ktoś z policji!
Rozłączył się i cisnął telefon na łóżko. Miał ochotę rzucać wszystkimi przedmiotami po kolei. Tymi jej barokowymi lampami, świecznikami, chciał zrywać zasłony z okien, przewracać stoły, krzyczeć. Chciał wiedzieć, gdzie ona teraz jest! Jeszcze nigdy nie czuł się taki bezradny. W końcu wycieńczony położył się na kanapie i po raz pierwszy w dorosłym życiu zaczął płakać.
II
Alicia wpatrywała się w telefon jeszcze przez kilka sekund. Nigdy nie przepadała za Johanem, ale zdawała sobie sprawę, że w tej sytuacji musiał przeżywać koszmar. One też czuły się zupełnie zdezorientowane. Jeszcze wczoraj ustalały szczegóły koncertu. Blanka na wszystko przystawała. Może była trochę zmęczona, nieobecna, ale wiedziała, jak wielkie znaczenie miał ten występ dla ich kwartetu, i obiecała im, że ich nie zawiedzie.
- Co robimy? - zapytała Theresa, przerywając milczenie, które nastało między nimi po rozmowie telefonicznej z Johanem.
- Nie możemy dłużej zwlekać. Musimy odwołać koncert - oznajmiła Greta, pierwsza skrzypaczka zespołu.
- Przecież niedawno widziałyśmy się na próbie... Co jej odwaliło?
Alicia nerwowo stukała palcami o blat stołu. Starała się sobie przypomnieć ich ostatnie spotkanie. Blanka jak zwykle nieznacznie spóźniła się na próbę. Od dłuższego czasu była trochę smutna, rozkojarzona, ale znały ją i wiedziały, że dopytywanie nic nie da. Czekały, aż sama im powie, co się stało. Taka już była Blanka, zawsze tajemnicza, skryta. Mimo łączącej ich przyjaźni nie mówiła im wszystkiego. Tworzyły kwartet od czterech lat. Miały za sobą wiele wspólnych sukcesów, koncertów, a jutrzejszy występ dla każdej z nich stawał się na swój sposób wyjątkowy. Blanka jeszcze nigdy ich nie zawiodła.
- A co, jeśli coś jej się stało? - Alicia spojrzała niepewnie na przyjaciółki.
- Co masz na myśli?
- Nie wróciła do domu, ma wyłączony telefon, nikt jej nie widział, z nikim się nie kontaktowała.
- Myślisz, że miała wypadek albo... została porwana?
- Nie wiem, ale to wszystko wydaje się trochę dziwne. Zauważyłyście, że Blanka ostatnio jakby nie była sobą? Wydawała się taka nieobecna...
Alicia wstała i zaczęła nerwowo krążyć po scenie sali koncertowej w Conservatorio Superior de Música, gdzie spotykały się na próbach. Ona, Theresa i Greta ukończyły tę uczelnię, a pod koniec studiów zaczęły razem grać w założonym przez profesora Varelę kwartecie.
Blanka nie była w zespole od samego początku. Wygrała przesłuchania na stanowisko nowej wiolonczelistki. W tamtym okresie kwartet zaczynał być już rozpoznawalny w Europie i na ogłoszony przez zespół konkurs zgłosiło się wiele chętnych. Blanka od samego wejścia na scenę przykuła uwagę artystek. Jej długie, rzadko spotykane w Hiszpanii blond włosy mieniły się w świetle reflektorów i kontrastowały z delikatnie opaloną cerą. W jasnej, długiej sukience przypominała anioła. A kiedy zaczęła grać, żadna z nich nie miała wątpliwości, że jest idealną kandydatką do ich kwartetu. W jej dźwięku słychać było tęsknotę, jakiś bliżej nieokreślony smutek, grała całą sobą, czarowała, zdawało się, jakby z wiolonczelą tworzyła jedno ciało, nierozerwalne, piękne. Każda z kobiet w głębi duszy zastanawiała się, gdzie ta dziewczyna ukrywała się przez te wszystkie lata. Gdy członkinie kwartetu Appassionato poznały Blankę bliżej na jednym z pierwszych spotkań integracyjnych, od razu ją pokochały.
Teraz żadna z nich nie dopuszczała myśli, że mogło stać się jej coś złego. Grecie po kilku próbach w końcu udało się dodzwonić do organizatora i wbrew jego licznym obiekcjom i ogólnemu poirytowaniu odwołać koncert. Mimo że miał to być ich debiut w Auditorio Nacional de Música w Madrycie, nie zastanawiały się teraz nad tym, czy kiedykolwiek znów będą miały okazję zagrać w tej prestiżowej sali koncertowej. Liczyła się Blanka - ich przyjaciółka. Analizowały wspólnie ostatnie rozmowy, liczne niedopowiedzenia, wspominały jej ślub z Johanem. Mimo że minęło już trochę czasu, wciąż dziwiła je nagła decyzja o jej związaniu się z chłodnym obcokrajowcem. Poza tym miały wrażenie, że od tego czasu Blanka zaczęła się zmieniać. Ale może to normalne, że kobieta po ślubie staje się inna? Theresa też ostatnio miała problemy w małżeństwie i chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu myślała o czymś innym niż zdrada jej męża i planowany rozwód. Numer telefonu Blanki wciąż pozostawał nieaktywny.
- Może jej ojciec coś wie? - szepnęła zrezygnowana Alicia i coraz bardziej zaniepokojona zadzwoniła do Carlosa. Już dawno zauważyła, że Blankę łączą bardzo bliskie więzi z tatą. Była pewna, że to jedyna osoba, która może posiadać jakieś nieznane im informacje. Nie rozmawiali zbyt długo. Altowiolistka odłożyła telefon i spojrzała niepewnie na przyjaciółki, po czym drżącym głosem przekazała im to, co wyznał jej Carlos - Blanka miała go dzisiaj odwiedzić. Podobno chciała powiedzieć mu coś ważnego. Jednak się nie zjawiła.
Greta przygryzła nerwowo wargi, energicznie wstała z krzesła i wzięła głęboki oddech. Theresa z wyraźnym niepokojem popatrzyła na Alicię. Ta na nowo układała sobie w głowie wydarzenia ubiegłego tygodnia. Wracały myślami do ich ostatnich rozmów i w jednej chwili zdały sobie sprawę, że za zniknięciem Blanki kryje się jakaś tajemnica.