Rozdział 1
Tajemniczy list
Stella chwyciła walizkę, otworzyła furtkę i wyszła. Rozpoczynały się wakacje! Od Bożego Narodzenia dzielnie walczyła z lekcjami i zadaniami, w końcu jednak przyszła pora na długie poranki i kąpiele na Smögen. Podczas roku szkolnego mieszkała u krewnych na obrzeżach Alings?s, ponieważ jej tata pracował w Anglii, a mama od dłuższego czasu chorowała.
Kręcone włosy Stelli powiewały na wietrze, podczas kończącego rok szkolny śniadania na boisku do piłki nożnej zdążyła już w kilku miejscach poplamić trawą białą sukienkę. Rozejrzała się dookoła. No nie! Na ulicy przed szkolnym dziedzińcem stał rolls-royce taty, nazywany przez niego Srebrnym Cieniem. Kierowca Ross stał oparty o maskę, a na widok Stelli jego twarz rozpromieniła się uśmiechem. Miał na sobie granatowy garnitur i przekręconą na bakier czapkę. Dlaczego tata zawsze wysyłał po nią swój najlepszy samochód? Odwróciła się, żeby się upewnić, czy nie widział jej żaden z kolegów. Ale zobaczyła jedynie Johna z równoległej klasy, który stał sam na zewnątrz stołówki. Czasem było jej go żal. Miała wrażenie, że nie ma wielu przyjaciół, wydawał się też trochę inny. Ale czy rzeczywiście? Może po prostu był nieśmiały? Poza tym interesował się techniką. Pomachał jej, a ona - trochę zawstydzona - mu odmachała. Ross otworzył drzwi i Stella szybko wskoczyła do środka.
- Jak się miewa moja księżniczka? - spytał, kiedy już zajęła miejsce.
- Dziękuję, dobrze - odpowiedziała.
- Reginald stęsknił się za tobą - ciągnął Ross. - Ale nie tak bardzo jak ja i Frans.
- Mały Frans - podchwyciła Stella. - Mam dla niego puszkę tuńczyka.
Frans był kotem pokładowym i mieszkał obok domu taty. Miał po pięć palców na wszystkich łapkach i nikt nie wiedział, skąd się wziął. Pojawił się pewnego dnia, kiedy Stella była mała, i został. Może przypłynął na jednej z łodzi, które każdego lata przybijały do Smögen? Wiedział to tylko on sam.
- Twój tata chciałby, żebyś pomogła Signe w pewnej sprawie - powiedział Ross. - Oczywiście kiedy już przyjedziemy na miejsce - dodał.
Signe była ich sąsiadką, mieszkała w domu obok, a z jej kuchni zawsze dochodził zapach świeżo upieczonego chleba i bułeczek.
- Jeśli chce, żebym pomogła jej zjeść wszystkie słodkie placuszki, to nie ma sprawy - zażartowała Stella.
Ross ponownie się roześmiał.
- Zabawna z ciebie młoda dama - stwierdził. - Tak, na pewno właśnie to miał na myśli.
Na Smögen smażono na specjalnych patelniach słodkie placuszki z ciasta naleśnikowego i posypywano je cukrem. Zarówno Stella, jak i Frans uważali, że to najlepszy smakołyk na świecie.
* * *
Kiedy dotarli do Smögen, świeciło słońce. Z mostu Stella przyglądała się różowym skałom. Kochała tę małą wyspę - domy stały blisko siebie, na przystani też było tłoczno. Latem ściągali tu ludzie z całego świata. Wszędzie czekały przygody. Ross zaparkował samochód przy dużym domu kupca. Stella od razu pobiegła z walizką do kuchni, gdzie już czekała na nią Hanna, gospodyni taty. Ponieważ Reginald z trudem utrzymywał porządek w swoich rzeczach, nie mówiąc już o tym, że nie potrafił gotować, Hanna i Ross zajmowali się domem i dbali o jego samochód.
- Skarbie! - powitała ją Hanna. - Nareszcie jesteś!
- Tak, koniec ze spokojem na jakiś czas.
Hanna się roześmiała i wzięła od dziewczyny walizkę.
- Już gdzieś biegniesz? - spytała. - Przywitaj się najpierw z Reginaldem, jest w gabinecie.
Reginald kochał swój gabinet. Był urządzony tak samo jak jego gabinet w rezydencji w Anglii, gdzie spędzał zimy. Stella nie bardzo wiedziała, co tam robił, ale na jego starym biurku zwykle leżały dokumenty, okulary i paczka z drobnymi cukierkami miętowymi.
- Cześć, tato - powiedziała, siadając na obitym zieloną skórą fotelu dla gości.
- Witaj, Stello! - Reginald zdjął okulary. - Dobrze, że już jesteś. Pomożesz Signe? Czeka na ciebie. Możesz jej to dać?
Reginald podał Stelli starą pożółkłą kopertę zaadresowaną ozdobnym charakterem pisma.
- Co to za list? - spytała Stella zaciekawiona.
- Hanna znalazła go, kiedy poszła na strych po jakiś karton. Leżał między dwoma wymaglowanymi obrusami. Jest zaadresowany do ojca Signe, więc nie wiem, w jaki sposób tu trafił.
- Oczywiście, że go jej przekażę - oświadczyła Stella. - Zobaczymy się później!
- Tak, o szóstej jadamy obiad, jak zawsze. Nie zapomnij! - rzucił tata.
- Bardziej prawdopodobne jest to, że to ty zapomnisz - roześmiała się Stella.
* * *
Dom Signe leżał zaledwie kilka uliczek od domu Reginalda. Stella zapukała do szklanych drzwi i weszła do środka. W domu Signe i jej brata Gerharda zawsze unosił się wspaniały zapach. Pachniało tam jabłkami, łopoczącymi na wietrze świeżo wypranymi prześcieradłami, no i czymś dobrym z kuchni.
- Witaj, Stello! - Signe uśmiechnęła się, wychodząc jej na spotkanie. Na parapecie niewielkiej oszklonej werandy tłoczyły się różowe pelargonie i pnącza truskawek.
- Reginald prosił, żebym ci to dała - powiedziała Stella i podała sąsiadce list.
- Dziękuję. Zerknę na niego później. Teraz mam do ciebie prośbę. Tak się składa, że na dwa tygodnie zamieszka u mnie pewien chłopiec. Jego rodzice muszą pracować, więc będzie u mnie do czasu ich urlopu.
- Fajnie - ucieszyła się Stella. - Znasz jego rodzinę?
- Jego mama spędzała tu wakacje ze swoimi rodzicami, kiedy była mała. Nadal mamy kontakt, ale chłopca nie zdążyłam jeszcze poznać.
- Co mam zrobić? - spytała zaciekawiona Stella.
- Pomyślałam, że mogłabyś pokazać mu wyspę.
- Bardzo chętnie - oświadczyła dziewczyna.
- Jesteś aniołem. Przyjeżdża dzisiaj po południu. Powiem, żeby przyszedł na pomost przed waszym domem. - Signe się uśmiechnęła.
- Przekaż, że znajdzie mnie w łodzi.
Stella lubiła pokazywać innym swoje sekretne miejsca na wyspie, poza tym Signe prosiła ją o pomoc nie pierwszy raz.
Kobieta postawiła na stole talerz ze świeżo usmażonymi placuszkami. Stały tam już dwie miseczki, jedna z dżemem z jeżyn, druga ze śmietaną. Stella nałożyła sobie od razu trzy placuszki - były tak smaczne, jak to zapamiętała. Kiedy jadła, Signe zaczęła czytać list. Skończyła i spojrzała na Stellę.
- Będę musiała poprosić cię o jeszcze jedną przysługę - powiedziała z zagadkową miną. - Pomożesz mi znaleźć zagubioną mapę? Jak sądzę, może doprowadzić nas do cennego skarbu.
- Ciekawe - zainteresowała się Stella. - To prawdziwy skarb? - spytała.
- Wszystko ci opowiem - powiedziała Signe cicho. Odwróciła się od okna, jakby chciała mieć pewność, że nikt jej nie usłyszy. - Prawie dwieście lat temu u brzegów Smögen jesienią rozszalał się okropny sztorm. Wtedy to zatonął żaglowiec Sankt Anna. Na jego pokładzie była skrzynka wypełniona kamieniami szlachetnymi i złotymi monetami.
- I nikt dotąd nie znalazł tego skarbu? - spytała Stella.
- Nikt - odpowiedziała Signe. - Wygląda na to, że nadal leży gdzieś na dnie.
- Co jest napisane w tym starym liście? - dopytywała się Stella.
- Zaraz ci przeczytam - powiedziała Signe. - Został wysłany do mojego ojca wiele lat temu.
Drogi panie Ferdynandzie Strand!
Mam nadzieję, że cieszy się Pan dobrym zdrowiem i nie nabawił się tego okropnego przeziębienia, które szaleje w całym Bohus.
Niedawno spotkałem kupca Carlberga ze Smögen. Opowiedział mi o skarbie, który zatonął razem z żaglowcem Sankt Anna. Pamięta Pan, że rozmawialiśmy o tym ubiegłego lata? Żaglowiec zatonął niedaleko szkieru Pengeskär podczas okropnego sztormu jesienią 1837 roku. Skarbu nigdy nie znaleziono, ale Carlberg twierdził, iż dowiedział się, że jacyś nurkowie stworzyli mapę dna morskiego w miejscu, gdzie leży żaglowiec. Została ona ponoć ukryta gdzieś na Smögen, może u jednego ze starych pilotów morskich bądź w wieży obserwacyjnej. Czyż nie pora, byśmy - Pan, panie Andersson, i ja - zajęli się złotymi monetami i szlachetnymi kamieniami, które leżą gdzieś na dnie? Tak się składa, że mój syn nurkuje i ma najnowocześniejsze wyposażenie, jakie można sobie wyobrazić, a Pan, dzięki ojcu, jest członkiem Stowarzyszenia Pilotów Morskich. Mając mapę, razem powinniśmy móc dojść do tego, gdzie znajduje się skarb. Po szacunkowych obliczeniach ustaliłem, że wartość skarbu wynosi około trzech milionów koron. To zawrotna suma.
Proszę pozdrowić Pańską Małżonkę Almę i podziękować za wspaniałe poprzednie wakacje. Nadal wspominamy jej fantastyczną zupę rybną ze świeżymi krewetkami ze Smögen. Czy możemy uniżenie prosić, by pozwolił Pan odwiedzić się także tego lata?
Pozdrawiam gorąco!
Emanuel Berger
14 maja 1963 roku, Uddevalla
- Twój tata znalazł skarb? - spytała Stella.
- Nie - odpowiedziała Signe. - Przed śmiercią powiedział mi, że syn Emanuela Bergera przez wiele lat nurkował w poszukiwaniu złota, które jednak zaginęło bez śladu. Nie znaleźli nawet mapy.
- Myślisz, że nam może się udać?
- Jeśli ktoś może ją znaleźć, to właśnie ty.
- Jeśli znajdziemy mapę, łatwiej będzie dotrzeć do skarbu - wymamrotała Stella sama do siebie.