Zagadka Rogu Obfitości. Jak sobie radzić, gdy wszystkiego jest za dużo - Przemek Staroń; Ilustracje: Marta Ruszkowska

Kup ebooka

44.99 zł
39.59 zł (44,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
WSTĘP
 
 

Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy, Drogie Osoby Czytające!

Jest mi niesamowicie miło, wręcz PRZEM-iło, przywitać Was w Szkole Bohaterek i Bohaterów. Być może rozpoczynacie właśnie trzeci rok, a może to jest Wasz pierwszy. Witam Was niezależnie od tego, kim jesteście i czy się już znamy. Wraz z całą ekipą zrobiliśmy wszystko, aby książka, którą właśnie czytacie, była dla Was podróżą najlepszą z możliwych.

Zanim w nią wyruszycie, chciałbym Wam powiedzieć kilka rzeczy.

 

Wiecie, co jest najważniejsze? To, co jest mottem tej książki: gwiazda świeci nad godziną naszego spotkania.

 

Szkoła bohaterek i bohaterów to projekt, który powstał w 2019 roku. Stanowił pokłosie kilkunastu lat mojej pracy. Po premierze książki w 2020 roku bardzo szybko, bo rok później, ukazał się drugi tom serii. Zagadka Rogu Obfitości pojawia się pięć lat po premierze drugiego tomu. Jeśli trafiacie do Szkoły bohaterek i bohaterów po raz pierwszy, trafiacie w idealnym momencie. Jest to nowe otwarcie wynikające z zupełnie innych realiów, w których żyjemy. Jeżeli znaleźliście się tu ponownie, to również w idealnym momencie. Jest to dla Was - po opanowaniu podstawowych zaklęć i eliksirów w pierwszym tomie oraz nauce obrony przed czarną magią w drugim tomie - czas stawania się aurorx i dekonstruowania horkruksów.

Odniesienia do fantastyki pojawiają się w moich książkach nie przez przypadek. Proponowanie sposobów radzenia sobie z życiem na przykładach bohaterek i bohaterów świata kultury, zwłaszcza popkultury, którzy rozwiązują swoje problemy, to podstawowa matryca Szkoły bohaterek i bohaterów. Referencja do fikcyjnych światów jest nam znana od zarania, i bardzo pomaga w rozwiązywaniu naszych własnych problemów. Fikcyjne - często fantastyczne - światy mówią bowiem o tym, co najprawdziwsze.

W moich słowach pojawia się odniesienie do uniwersum Harry'ego Pottera, z którym wiele osób mnie kojarzy. Od kilku lat równie wiele osób kochających to uniwersum ma problem w związku z postawą autorki wobec osób transpłciowych. Czy kochać dalej ten czarodziejski świat stworzony przez pisarkę, która korzystając z wolności słowa, zdaje się nie dostrzegać drugiej strony medalu wolności: odpowiedzialności za słowo. I tego, jak jej postawa oraz wypowiedzi pogarszają i tak już dramatyczną sytuację osób transpłciowych, wśród których odsetek prób samobójczych i samobójstw jest najwyższy w całej społeczności LGBTQIA.

Odpowiem krótko: żyjemy w świecie niewiarygodnie złożonym, a w wyniku różnych mechanizmów (o tym wszystkim przeczytasz już niedługo!) pojawia się w nas często poczucie konieczności opowiadania się za czymś bądź przeciw czemuś. Zero-jedynkowo. Albo-albo. Binarnie. Świat jest jednak niebinarny. Jeden z moich transpłciowych uczniów kiedyś powiedział, że jako wielki fan Harry'ego Pottera żyje po prostu z tym dyskomfortem. Nie udaje, że go nie ma, ale nie pozwala nikomu, aby mówił mu, jaką postawę ma przyjąć. Dlatego przypominam: to, jak poradzimy sobie z tego typu dylematami moralnymi, zależy wyłącznie od nas. Nikt nie ma prawa mówić Wam, że macie nie rozróżniać autora od dzieła i mieć niezmienne podejście do osób tworzących kulturę, jeśli ich działalność zaczęła uderzać w Wasze wartości. I tak samo nikt nie ma prawa kazać Wam zerwać więź z tym, co kochacie i co stało się częścią Was. Skoro ludzie są w stanie tworzyć relacje z chatbotami, chyba nie powinno nas zaskakiwać, że tworzą je z bohaterami i bohaterkami ukochanych uniwersów.

Ja nie usuwam uniwersum Harry'ego Pottera ani ze swojego serca, ani z warsztatu swojej pracy, zwłaszcza że badania pokazują, że lektura tej serii ma moc rozwijania empatii. Robię coś innego.

Po pierwsze, od lat wspieram osoby transpłciowe (i wszystkie osoby LGBTQIA, i w ogóle wszelkie narażone na dyskryminację osoby, również pozaludzkie), gdzie tylko i jak się da. Staram się być ich sojusznikiem. Takim, jakiego potrzebują - dlatego wielokrotnie konsultuję z nimi różne wypowiedzi, a także rozdział poświęcony w dużej mierze transpłciowości i transfobii z drugiego tomu Szkoły bohaterek i bohaterów (z niezwykle starannie dobranym bohaterem rozdziałowym, ale o tym przypomnę w ostatnim rozdziale).

Często dostaję za wspieranie osób transpłciowych, niebinarnych, queerowych po głowie. Czy się boję? Pewnie, że tak. Jednakże żyją we mnie słowa, które pierwszy raz usłyszałem od mojej koleżanki Marty Badowskiej, dyrektorki jednej ze szkół podstawowych w Gdańsku, że w tęczy i dumie nie chodzi o to, aby dzieci hetero stawały się dziećmi queerowymi, tylko aby dzieci queerowe nie stawały się dziećmi martwymi. Oswajanie lęku nie oznacza, że on zniknie, ale w pewnym momencie wartości okazują się dla nas ważniejsze. Dla mnie ochrona życia oraz zmniejszanie cierpienia innych żywych istot to wartości rdzeniowe. I właśnie tego nigdy nie zrozumiem u J.K. Rowling.

Jednym z przykładów wspierania wszelkich osób nieheteronormatywnych jest troska o język, którego używam. Dlatego też w Zagadce Rogu Obfitości spotkacie się nie tylko z feminatywami, ale także z językiem neutralnym wyrażonym w postaci tzw. iksatywów. Dlaczego wybrałem takie rozwiązanie? Jeżeli jakaś osoba prosi mnie, aby zwracać się do niej jej drugim imieniem lub nie odmieniać jej imienia w wołaczu, bo nie lubi brzmienia swojego imienia w tym przypadku, albo używać jej pseudonimu, to po prostu to robię. Jeśli spowoduje to, że będzie czuć się lepiej, to czemu nie? Przecież dla mnie to żaden problem. Wpisuje się w to używanie zaimków, o które ktoś nas prosi. Nie wiem, jakich używacie zaimków, Drogie Osoby Czytające, dlatego pod x wstawiajcie taką formę, która jest Wam najbliższa. Nie mówię nikomu, jak ma żyć. Będąc psychologiem i nauczycielem, jestem pedagogiem. Mam w głowie źródłosłów: paidagogos to w najgłębszym sensie "towarzysz drogi". W Szkole bohaterek i bohaterów jestem towarzyszem drogi każdej napotkanej istoty - również Waszym. Tak, Twoim! Zmiana, także języka, bywa wyzwaniem. Przypomina mi się fragment świetnej książki Natalie C. Parker Come Out, Come Out [Wyjdź, wyjdź]. Mówi on o pewnej dorosłej kobiecie, która dowiedziała się, że jej dziecko jest osobą niebinarną: "[...] była mocno zakorzeniona w binarności i częściej czegoś nie rozumiała, niż rozumiała. Dzięki pomocy swoich dzieci zaczęła się jednak zmieniać. Zaimek po zaimku".

I w końcu po drugie. Z jednej z moich ukochanych książek ostatnich lat, Lisa z Martwego Lasu, nauczyłem się, że czasami trudności naciskają na krawędzie naszej osobowości, zmuszając ją do zmiany kształtu. Wtedy często odkrywamy, że jest w niej nieskończona przestrzeń. Nie muszę odrzucać uniwersum, mogę po prostu zanurzyć się w inne. Ja na przykład zanurzyłem się w twórczość Ursuli K. Le Guin. To ona pomogła mi zrozumieć, dlaczego minęło pięć lat od poprzedniej książki, oraz uznać, że było to bardzo potrzebne. Powtórzę za nią: "Cieszę się z daru tej opowieści. Taki dar zawsze jest dla pisarki tajemnicą".

Szkoła bohaterek i bohaterów powstała w pierwszej kolejności z myślą o młodych ludziach. Ja jednak od samego początku z różnych względów wiedziałem, że jej przekaz jest uniwersalny. Bardzo szybko zaczęły do mnie docierać słowa osób dorosłych, że kupiły ją dla młodzieży, same zaczęły czytać i uświadomiły sobie: "To jest w równym stopniu o mnie", "To jest tak samo dla mnie". Pisały do mnie nie tylko osoby młode, ale także rodzice, osoby ze świata biznesu, nauczyciele i nauczycielki, terapeutki i terapeuci. Fragmenty moich książek trafiły i do podręczników języka polskiego, i do podręcznika akademickiego oraz artykułów naukowych.

Wyzwala to we mnie wdzięczność i wzruszenie, ale też ani trochę nie dziwi. Przecież nikt z nas nie skończył szkoły, w której systemowo nauczono by nas, jak radzić sobie z tym, co najważniejsze: z życiem. Od najsłynniejszej polskiej muminkolożki prof. Hanny Dymel-Trzebiatowskiej nauczyłem się, że literatura jest dwuadresowa, a często wręcz wieloadresowa. A zatem może adresatem prozy Stephena Kinga jest tylko osoba dorosła, ale już adresatem Małego Księcia jest nie tylko dziecko. Ursula K. Le Guin napisała: "Ja chcę podążać za moimi bohaterami od ich młodości przez całe ich życie. [...] Jestem wdzięczna moim czytelnikom, że przeżywali je razem z nimi". To dla mnie gamechanger, który lubię też nazywać gejczendżerem (gejczendżery spotkasz po zakończeniu każdego rozdziału, w postaci ćwiczeń do pomyślenia i zrobienia. Jest to novum, którego w poprzednich książkach nie było).

Realia rynku są jednak, jakie są. Wydawnictwa muszą wcisnąć książki w sztywne kategorie wiekowe. To był temat wielu rozmów i rozkmin z Wydawnictwem Agora, na czele z moją najukochańszą redaktorką, która przez lata stała się moją przyjaciółką, Karoliną Oponowicz. Kiedy okazało się, że wiele osób pragnie kontynuacji Szkoły bohaterek i bohaterów, co budzi we mnie bezbrzeżną, nieskończoną wdzięczność, zanim przystąpixśmy do pracy nad nią, zadawaxśmy sobie pytanie: do kogo ją skierować? Zwłaszcza że z roku na rok uświadamiaxśmy sobie, że pomoc młodym wiedzie przez dorosłych zaczynających od pomocy samym sobie. Ponadto osoby czytające Szkołę bohaterek i bohaterów rosną. Jeśli w 2020 roku czytały ją, mając 12 lat, dziś stoją już na progu dorosłości.

Gdy pewnego razu wracałem z zajęć (na Uniwersytecie Trzeciego Wieku) z wielkim pluszowym muminkiem, kilka osób spontanicznie powiedziało na mój widok coś w stylu: "Ojej, jak super, kocham Muminki". Byli to dwaj nastolatkowie wychodzący ze szkoły, dorosła kobieta wchodząca do sklepu, a nawet pan, który pod tym sklepem regularnie spożywał mugolską wersję piwa kremowego... Dodam, że odebrałem tego muminka po kilku tygodniach, gdyż jedna z pań woźnych miała trudny czas i zapytała, czy mógłbym jej go pożyczyć.

A zatem Zagadka Rogu Obfitości to książka i dla młodszych, i dla starszych. I wszystkich tych, którzy jej potrzebują.

Mój tata Tadeusz Staroń w swoim wierszu Inność pięknie to ujął językiem poezji:

 

Świat nie jest jednobarwny - ma wiele odcieni,

w ogrodach istnień żaden kształt się nie powtarza. [...]

A pod tą samą tkanką tak samo wciąż drgamy,

choć każdy niesie inne światło w swym imieniu.

 

Można to też opowiedzieć językiem nauki. Niedawno odkryłem książkę Perennialsi. Megatrendy tworzące społeczeństwo postpokoleniowe Mauro F. Guilléna. Ucieszyłem się, że ktoś w końcu pokazał zasadność pokoleniowego keine Grenzen w kontekście współczesnej cywilizacji. Na naszych oczach dzieje się wielopokoleniowa rewolucja.

Uważam, że im bardziej nasz świat pęka, tym częściej powinniśmy mieć w rękach nie nożyczki, lecz klej. A to, że nasz świat pęka, widać na każdym kroku. Od wydania poprzednich tomów Szkoły bohaterek i bohaterów doświadczamy coraz potężniejszej skali tego pęknięcia - Voldemorci i Sauroni tego świata zaczęli bombardować kraj za naszą granicą, a w jednej z kolebek naszej cywilizacji trwa ludobójstwo.

A jednak pomimo tego - a może właśnie dlatego - nie mam wątpliwości co do esencji naszego życia. Są nią siła miłości i siła opowieści, obydwie oparte na tym, co daje wsłuchiwanie się zarówno w każde żywe istnienie, jak i w to, czego dostarcza nam metoda naukowa. Z roku na rok jestem jeszcze bardziej przekonany, że Albus Dumbledore miał rację, mówiąc na Peronie 9 i ? o Voldemorcie:

"Jakże żałosna była jego niewiedza, Harry! Nie zaprzątał sobie głowy tym, czego nie cenił. Nic nie wiedział o domowych skrzatach i o bajkach dla dzieci, o miłości i niewinności. Nic. Nigdy nie pojął, że to wszystko obdarzone jest mocą większą od jego mocy, że to wszystko jest potężniejsze od wszelkiej magii".

Voldemort długi czas był niepokonywalny, bo się odradzał. Dumbledore wiedział, że aby to zrozumieć, trzeba sięgnąć głębiej. I miał rację - uwolnienie czarodziejskiego świata od Voldemorta zaczęło się od odkrycia, że rozszczepił on swoją duszę na części, tzw. horkruksy. Ich zdekonstruowanie umożliwiło pokonanie Voldemorta.

Zastanawiałem się nad tym, co stanowi horkruksy naszej rzeczywistości. Nieustannie przyglądałem się światu. Wiedziałem, że aby pomóc innym, muszę szukać głębiej. W końcu dotarłem do Geda, Arcymaga Ziemiomorza, a konkretnie do wypowiedzianego przez niego zdania: "Coś pękło, Thorionie; w materii świata jest jakaś rana, jakieś rozdarcie, i tego szukam".

Coś pękło.

A jako że blisko łóżka mam półkę z ukochanymi kryminałami Agathy Christie i często na nie patrzę, przypomniał mi się tytuł jednego z nich: Zwierciadło pęka w odłamków stos.

Lustro!

Odłamki zaczęły mi się sklejać w całość. Zwłaszcza gdy przypomniałem sobie fragment Lustrzanny (i jednocześnie zakończenie Szkoły bohaterek i bohaterów 2):

"Wzięła głęboki oddech. Uwolniła się od wszystkich oczekiwań, pragnień, wszelkiego strachu. [...]

- Przejdziemy przez to lustro razem.

Zanurzyła się w swoje odbicie.

Razem. Ty i ja".

Uświadomiłem sobie, że olbrzymi i olbrzymki ludzkiej myśli, na ramionach których stoję, pokazują nam od stuleci, że kiedy patrzymy na świat, nie widzimy go takim, jaki on jest. Widzimy świat przefiltrowany przez nas samx (co w poprzednich tomach Szkoły bohaterek i bohaterów mocno wybrzmiało). A co się dzieje, kiedy patrzymy na siebie samx? Na swoje własne odbicie? Dzięki mitowi o Narcyzie wiemy, że z wpatrywaniem się w siebie wiąże się pewne ryzyko.

Pomyślałem, że w XX wieku pojawiły się ekrany, które są bardzo szczególnymi lustrami. Telewizja zawładnęła życiem społecznym. Widzimy zatem świat w krzywym zwierciadle.

W XXI wieku pojawiły się jeszcze bardziej wyjątkowe lustra, które ostatecznie przybrały postać ekranów smartfonów. Niemal każdx z nas ma to lustro w kieszeni. Wielokrotnie w ciągu dnia bierzemy je do ręki. Nie tylko w nie spoglądamy, ale też nieustannie wchodzimy z nim w interakcję. Niestety, one są krzywymi zwierciadłami w stopniu, którego dotąd nie znała ludzka cywilizacja, są jakby magiczną bramą, przez którą przechodzimy do całego gabinetu luster pokazujących zniekształconą rzeczywistość, w tym zniekształconych nas samych. Gdybyśmy wiedzieli, co się z nami dzieje w wyniku ciągłego spoglądania w to lustro, i mieli adekwatne sposoby, by ograniczać to spoglądanie, świat byłby lepszy.

Nie istnieje magiczna różdżka, za pomocą której mogxbyśmy tę zniekształconą rzeczywistość zlikwidować. Nie potrzebujemy jednak żadnej magii, zwłaszcza że ta brama wcale nie jest magiczna - jest po prostu tak projektowana, abyśmy wciąż i wciąż przez nią przechodzix. A co najważniejsze, ta brama jest tylko i aż bramą, a nie źródłem pęknięcia. Nie jest powodem tego, że w materii świata jest rana, że jest w nim rozdarcie. Ani diadem Roweny Ravenclaw, ani czarka Helgi Hufflepuff nie były odpowiedzialne za to, że Voldemort umieścił w nich kawałki swojej okaleczonej duszy.

Dlatego zanurzyłem się w swoje odbicie i w wiele innych odbić i jestem teraz gotów, by w końcu razem z Wami przejść przez lustro i wyruszyć w podróż. Co najważniejsze: wspólną podróż. Skoro się spotkaliśmy, skoro gwiazda świeci nad godziną naszego spotkania, mogę powiedzieć to z całą mocą: już nigdy nie będziesz szedł sam, już nigdy nie będziesz szła sama, już nigdy nie będziesz szło samo.

Czas zatem wyruszyć.

Rozdział, który jest właśnie przed Wami, nazwałem rozdziałem 0. To dobrze oddaje jego funkcję. Ale nie tylko dlatego nadałem mu taki tytuł.

0 wygląda jak lustro.

Obiecuję Ci, że przejdziemy przez to lustro razem.

Razem. Ty i ja.

ROZDZIAŁ 0,NAZYWANY TAKŻE LUSTRZANYM
 
 
DLACZEGO CIĄGLE CZUJĘ NIEPOKÓJ, LĘK I ZMĘCZENIE, CZYLI O TYM, ŻE TO NIE JEST ŚWIAT DLA MUMINKÓW
 
 

Jej świat rozpadł się dwa razy.

Najpierw był wypadek z lustrem, w którym utknęła. Długa rehabilitacja nie przywróciła ciału Ofelii dawnej harmonii. Mimo że posiadła wyjątkowo rzadką moc - przechodzenia przez lustra - została jakby rozregulowana: potykała się, przewracała, tłukła przedmioty i wpadała na wszystko, co akurat znajdowało się w jej zasięgu. Z czasem pogodziła się z tym, że jest niezdarą, zwłaszcza że wypadek nie odebrał jej fundamentalnej mocy rodzinnej, czyli czytania, dzięki której dotykając przedmioty, poznawała ich przeszłość.

Dlatego tak dobrze czuła się w swojej pracy w muzeum. Tam była w pełni sobą. Rodzinie nie udało się wyswatać jej z żadnym z kuzynów. Miała życie, które może i nie było szczególnie widowiskowe, ale które należało do niej.

Pewnego dnia wszystko się zmieniło, a jej świat rozpadł się po raz drugi. Nestorki rodziny poinformowały Ofelię, że wkrótce opuści swoją rodzinną arkę Animę, żeby na odległej arce zwanej Biegunem wyjść za mąż. Miała poślubić niejakiego Thorna, wysoko postawionego urzędnika. Małżeństwo zostało zaaranżowane w imię politycznych interesów i nie było miejsca na protesty.

Świat wykreowany przez Christelle Dabos w jej bestsellerowej serii Lustrzanna jest światem postapokaliptycznym, ale zupełnie innym niż te, które znamy z historii o zabójczych wirusach czy nuklearnych pustkowiach. Dabos stworzyła postapokalipsę baśniową, barokową, steampunkową. Za samo światotwórstwo należałby jej się złoty medal. Mamy oto planetę, która dawno temu uległa katastrofie nazywanej Rozdarciem. Większość globu zniknęła w otchłani, kontynenty przestały istnieć, a życie przetrwało jedynie na oderwanych szczątkach dawnego świata, tzw. arkach. Zawisły one w powietrzu i dryfowały z dala od siebie. Arki zamieszkiwały klany rodzinne posiadające odmienne moce, a nad każdą czuwał nieśmiertelny przodek - duch rodziny.

 

postapo

 

Podgatunek science fiction, którego akcja dzieje się w świecie po wielkim kataklizmie. Często ma on charakter końca znanego nam świata, czyli apokalipsy. Bohaterxami są osoby, które po zagładzie cywilizacji (spowodowanej np. pandemią, uderzeniem asteroidy, wojną jądrową) próbują nie tylko przetrwać, ale też odbudować swoje życie. Niejednokrotnie podejmują wręcz próby odbudowania świata. Tytuły takie jak: Terminator, Mad Max, Igrzyska Śmierci, The Last of Us, Fallout, i stworzone na ich podstawie dzieła kultury to przykłady tego popularnego podgatunku, jakim jest postapo.

 

Powiedzieć, że Ofelia i Thorn do siebie nie pasowali, to nic nie powiedzieć. Ofelia była niewysoka, cicha i niepozorna. Nosiła okulary zmieniające odcień pod wpływem przeżywanych przez nią emocji i szalik, który zdawał się żyć własnym życiem. Thorn był postawny, zasadniczy i tak uporządkowany, jakby ktoś, stwarzając go, pomylił model człowieka z projektem wieżowca. Jego twarz pokrywały blizny, ciało ukrywał pod uniformem, a całe życie podporządkował pracy. Od początku traktował Ofelię oficjalnie. Wiedział, że ich związek ma charakter polityczny, i nie próbował nawet udawać, że mogłoby się w nim pojawić coś więcej. Ofelia także nie oczekiwała miłości, liczyła jednak przynajmniej na odrobinę szacunku. Co otrzymała? Chłód, dystans i lekceważenie. Powiedział jej, że jest "zbyt wątła, nierozgarnięta, rozpieszczona" i nie przetrwa na jego arce nawet jednej zimy.

 

światotwórstwo (światotworzenie)

 

Projektowanie i kreowanie fikcyjnego uniwersum. Osoby zajmujące się światotwórstwem tworzą na potrzeby książek, filmów, seriali czy gier. Światotwórstwo może wyglądać tak jak w dziełach Tolkiena, który stworzył nawet nowe języki! Może też mieć o wiele skromniejszy charakter. Szczegółowo przemyślany worldbuilding obejmuje: prawa fizyki, warunki geograficzne, historię, kulturę, mitologię i wiele innych. Najważniejsze jest to, aby wykreowany świat był wewnętrznie spójny, co pozwala na to, aby prawa rządzące nim były w jego ramach logiczne. System wiedzy o takim świecie określa się jako lore.

Moja uczennica ze Szkoły w Chmurze Zuza Szwagulińska nie tylko jest światowórczynią, ale także prowadzi zajęcia ze światotwórstwa. "Dokładnie rozbudowany świat pozwala odbiorcy dużo lepiej wczuć się w historię, którą chcemy opowiedzieć" - mówi i dodaje: "Tworzenie światów może być również oddzielną pasją twórczą, angażującą wyobraźnię i kreatywność".

 
 

Dziewczyna nie miała wyboru i poleciała wraz z Thornem na Biegun. Trafiła do zawieszonego w powietrzu Niebiasta. Przypuszczenia mężczyzny się sprawdziły, nie było to miejsce stworzone dla Ofelii. Mylił się jednak, sądząc, że ona tam nie przetrwa. Początkowo wszystko zdawało się potwierdzać jego przewidywania. W Niebieście Ofelia była obca, nie znała obowiązujących tam zasad i nie rozumiała ukrytych hierarchii. Przez pewien czas musiała nawet ukrywać swoją tożsamość, przebrana za lokaja. Zamiast pojawić się na dworze jako przyszła żona wpływowego urzędnika, była zmuszona poruszać się po nim niemal niewidzialna.

Ale dzięki temu mogła przyglądać się Niebiastu od środka i obserwować ludzi, którzy nie podejrzewali, kim naprawdę jest. Stopniowo odkrywała, że olśniewający przepych miasta to w znacznej mierze dzieło tkaczy iluzji - olśniewające pałace, sale, ogrody i stroje nie były prawdziwe. Mało tego, pod warstwą pozornego piękna kryły się polityczne układy, bezwzględna rywalizacja i przemoc. Klany rodzinne walczyły o wpływy, a dworzanie szukali ucieczki od rzeczywistości podczas seansów, w których iluzje pozwalały im doświadczać ekstatycznych stanów. Ofelia w pewnym momencie poczuła, że ją to przerasta, że tego wszystkiego jest dla niej za dużo. Miała wrażenie, że jej ciało jest dwa razy cięższe niż zazwyczaj.

Thorn nie zauważał, że Ofelia przechodzi przemianę. A może raczej... że coraz wyraźniej staje się sobą. Dziewczyna w końcu zdobyła uznanie ducha rodziny i została mianowana młodszą bajarką na jego dworze. Niestety, nie poczuła się dzięki temu bezpieczniejsza. Wręcz przeciwnie. W Niebieście zaczęli znikać ludzie, a na dodatek coś działo się z samą arką. Od Bieguna zaczęły się odrywać niewielkie fragmenty lądu. Ofelia przypuszczała, że pod powierzchnią wydarzeń kryje się mechanizm znacznie większy niż wszystko, z czym dotąd się zetknęła, potężniejszy niż tkane na Biegunie iluzje razem wzięte. Jakby cała rzeczywistość zaczynała pękać.

Jednocześnie pękało coś jeszcze: mur między nią a Thornem. Ich relacja zmieniała się powoli, niemal niezauważalnie. Kiedy w końcu Thorn wyznał Ofelii, że ją kocha, zaskoczył prawdopodobnie nie tylko ją, lecz także samego siebie. Niestety, w wyniku nieszczęśliwego splotu okoliczności musiał uciekać z Bieguna. Odnaleźli się dopiero po kilku latach. Tylko że ten silny mężczyzna, który potrafił stawiać czoła politycznym przeciwnikom, przestraszył się, że Ofelia go odrzuci. Całe jego ciało było pokryte bliznami, które ukrywał pod uniformem. Ofelia zaczęła jednak ten uniform rozpinać, mówiąc mu, że chce poznać każdą z jego blizn.

Sytuacja, w której pragniemy drugiego człowieka i jednocześnie odkrywamy, że on pragnie nas, należy do najbardziej intensywnych doświadczeń, jakie można sobie wyobrazić. Część z nas ma już takie doświadczenie. Część wciąż na nie czeka. (Oczywiście nie jest ono uniwersalnym pragnieniem każdego człowieka. Osoby znajdujące się w spektrum aseksualności i/lub aromantyczności mogą przeżywać bliskość inaczej i lokować swoje najważniejsze pragnienia w innych przestrzeniach. Nie istnieje jeden obowiązujący sposób kochania ani jedna forma relacji, która miałaby czynić życie pełnym).

Mimo licznych przeciwności losu nadeszła chwila, gdy Ofelia i Thorn stali się wreszcie jednością: sercem, umysłem i ciałem. Rzeczywistość miała jednak dla nich przykrą niespodziankę. Bo właśnie wtedy, kiedy Ofelia i Thorn zatracali się w sobie, rozległ się komunikat o kataklizmie. Od arki, na której wtedy przebywali - Babel - oderwał się fragment mieszczący ogrody botaniczne. Ogrody zniknęły. Całkowicie. Zostały pochłonięte przez otchłań. Tak samo jak przed laty niemal cały ich dawny świat.

Nadchodziło kolejne Rozdarcie - albo tamto sprzed wieków wcale się nie skończyło.

 

Kiedy myślę o tej scenie, przypominają mi się sytuacje, gdy ktoś mi bliski sięgał wreszcie po coś, czego bardzo pragnął, a wtedy świat robił fikołka. Mam przed oczyma moje osoby uczniowskie, które nie zostały dopuszczone do matury. Osoby z Zakonu Feniksa, którym zabrakło punktu na olimpiadzie. Moich uczniów i moje uczennice, gdy w marcu 2020 roku uświadomix sobie, że w następny weekend nie pojadą na wyczekiwaną imprezę. Przyjaciół, których dopiero co otwarte biznesy runęły w kolejnych falach pandemii. Uczniów i uczennice, którzy przyjechax do Polski, bo musix uciec z kraju, na który ktoś postanowił zrzucać bomby. Mam przed oczyma to, co Ty masz w swoim sercu. Nie wiem, co to dokładnie jest, ale czuję, że może to być coraz większe Rozdarcie.

Stan każdej z tych osób kojarzy mi się z cytatem z Zimy Muminków Tove Jansson: "Umarł. Cały świat umarł, kiedy spałem. Ten świat należy do kogoś innego, kogo nie znam. Może do Buki. I nie został zrobiony po to, aby żyły w nim Muminki".

 

Zakon Feniksa

 

Fenomen, który wyrósł z prowadzonych przeze mnie zajęć dla licealistx biorących udział w Olimpiadzie Filozoficznej. Wiele lat temu studentki Uniwersytetu Trzeciego Wieku Bogusia "Bodziarek" Bartnik, Danuta Kamińska, nazwana później Ciocią Daną, oraz Elżbieta Tatarkiewicz-Skrzyńska zaproponowały, że możemy uczyć się filozofii wspólnie - osoby z liceum i te z UTW. W ciągu paru lat nasz fakultet z kilkunastu osób rozrósł się do kilkudziesięciu, powstały niesamowite więzi, także międzypokoleniowe. Do Zakonu Feniksa dołączyli uczniowie i uczennice z innych szkół oraz osoby spoza szkoły, które chciały wspólnie poznawać filozofię jako metodę podążania ścieżką mądrości. Zakon Feniksa stał się prawdziwą wspólnotą, a moje osoby uczniowskie zdobyły ponad pięćdziesiąt tytułów laureatów, finalistów i finalistek Olimpiady Filozoficznej. Nazwa "Zakon Feniksa" wyłoniła się naturalnie - jako nawiązanie do grupy czarodziejów i czarodziejek z uniwersum Harry'ego Pottera, walczących z czarną magią. Od początku bowiem osoby przychodzące na fakultet mówiły, że my też walczymy z czarną magią, rozumianą jako ignorancja, głupota, manipulacja i dyskryminacja.

 

Przyjrzyjmy się elementom tego fragmentu. "Cały świat umarł, kiedy spałem" - brzmi bardzo emocjonalnie, hiperbolicznie, ale możemy to uznać za ekspresję uczuć. Nieraz przecież mówimy czy choćby myślimy "to już koniec" bądź "to nie ma sensu". Z kolei "Ten świat należy do kogoś innego, kogo nie znam" dobrze oddaje poczucie obcości, również nam znane.

W tym cytacie pada jeszcze jedno zdanie. I jest to zdanie zupełnie innego kalibru: "Nie został zrobiony po to, aby żyły w nim Muminki". Mam wrażenie, że coraz więcej z nas właśnie to czuje gdzieś głęboko w sobie - jakby ten świat nie został zrobiony po to, aby żyli w nim ludzie.

Czy to możliwe? Może to przesada? Przecież sytuacje, które przywołuję, to przypadki rozczarowań i zawiedzionych oczekiwań. Z pewnością trudne, ale będące częścią ludzkiego doświadczenia. Mówienie, że świat nie został stworzony, by żyli w nim ludzie, wydaje się nadużyciem. Świat od zawsze wywraca nasze plany do góry nogami i średnio go obchodzi, co o tym myślimy. I ludzkość w tym świecie żyje już całkiem długo. Cały proces ewolucji zachodzi dzięki adaptowaniu się do trudnych warunków życia. Poza tym nie czarujmy się - kiedyś było dużo gorzej. Pisałem wyżej o tym, jak pandemia koronawirusa zrujnowała nasze plany, ale przecież COVID to pikuś przy pandemii dżumy. Jeśli pojawiłaby się możliwość wyboru i zamiany życia w roku 2020 na życie w XIV wieku, szczerze wątpię, aby chętne osoby waliły drzwiami i oknami.

Może więc nie ma co narzekać i się nad sobą roztkliwiać. Może jesteśmy rozpieszczeni i roszczeniowi. Jesteśmy płatkami śniegu. Jesteśmy po prostu słabi. I słabe. W ogóle słabx. Chociaż nie wiem, czy jest sens używać feminatywów i neutratywów. To przecież kolejny przykład przesady i roztkliwiania się nad sobą. Kiedyś tego nie było i jakoś żyliśmy. Wyszliśmy na ludzi.

Czujecie, że powyższy akapit to nie jest narracja z naszej Szkoły Bohaterek i Bohaterów, prawda? No chyba że byłby to tryb advocatus diaboli. Ten tryb - w którym wysuwam pozorne kontrargumenty - w naszej szkole pojawia się bardzo często i absolutnie celowo.

Powiedzmy sobie szczerze: przekonanie, że rzeczywistość nie jest od spełniania naszych pragnień, towarzyszy nam od tysiącleci. Każda osoba chodząca na terapię wie o tym doskonale, wszak wszelkie formy psychoterapii pomagają nam w urealnianiu naszego obrazu świata. Narzekanie na czasy, w których żyjemy, to aktywność również znana nam od wieków. A jednak myśl, że powyższy cytat z Muminków opisuje świat, w którym żyjemy w drugiej połowie trzeciej dekady XXI wieku, nie chce mnie opuścić od dawna. Przekonanie, że żyjemy w szczególnie problematycznej rzeczywistości, uderza mnie za każdym razem, gdy widzę dane dotyczące skali zaburzeń zdrowia psychicznego. Gdy czytam doniesienia o statystykach prób samobójczych i samobójstw. Te dane spływają zewsząd. Przez pół książki mógłbym cytować badania, metaanalizy i raporty. Ale spokojnie, nie zrobię tego. Jeśli tu jesteś, to prawdopodobnie je znasz. Przywołajmy jednak kilka faktów.

Znaczna część mieszkańców i mieszkanek wielu krajów Europy mierzy się z wysokim poziomem stresu, który w kontekście objawów i odczuć można interpretować jako stres chroniczny. Nie dotyczy to tylko Europy - skala odczuwanego stresu oraz doznawanych obciążeń psychicznych wzrosła w ostatnich latach w wielu krajach świata. Ponad miliard osób żyje z zaburzeniami psychicznymi.

A jak to wygląda na naszym podwórku? Niezliczone raporty pokazują, że kryzys psychiczny w Polsce dotyka także młode osoby. Przywołam kilka mniej znanych liczb.

Pierwsza: Prawie jedna czwarta Polek i Polaków może zmagać się z objawami PTSD. To kilkakrotnie przewyższa średnią europejską.

 

PTSD (zespół stresu pourazowego)

 

Jest to reakcja psychiki na wydarzenie wiążące się z tak dużym stresem i zagrożeniem, że przekracza to możliwości poradzenia sobie. I choć wydarzenie traumogenne należy już do przeszłości, mózg nadal zachowuje się tak, jakby niebezpieczeństwo było tuż obok. Wspomnienia dotyczące m.in. doświadczeń wojennych, katastrof naturalnych, poważnych wypadków komunikacyjnych, pożarów, przemocy fizycznej, seksualnej lub psychicznej, napadów, porwań, doświadczeń uchodźczych, nagłej śmierci bliskiej osoby w tragicznych okolicznościach, potrafią wracać niespodziewanie. Zwykłe sytuacje mogą wywoływać silny lęk, poczucie bezpieczeństwa zostaje zachwiane. PTSD wpływa na nasze emocje, relacje, poczucie bezpieczeństwa i codzienne funkcjonowanie. Jednak dzięki odpowiedniemu wsparciu i leczeniu można stopniowo odzyskać poczucie kontroli nad swoim życiem i przestać cierpieć.

 

Druga: 80% aktywnych zawodowo obywateli i obywatelek Polski zgłasza co najmniej jeden symptom wypalenia zawodowego. Jest to wzrost o kilkanaście punktów procentowych w ciągu ostatnich kilku lat.

 

wypalenie zawodowe

 

Jest to stan przewlekłego wyczerpania związanego z pracą, który rozwija się w wyniku długotrwałego stresu zawodowego, z którym nie udało się skutecznie poradzić. Nie jest zaburzeniem psychicznym ani chorobą. Zgodnie z klasyfikacją ICD-11 (Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób i Zaburzeń) WHO, czyli Światowej Organizacji Zdrowia, wypalenie zawodowe obejmuje trzy komponenty: wyczerpanie, dystans psychiczny lub cynizm wobec pracy oraz obniżone poczucie skuteczności zawodowej.

 

Trzecia: W 2024 roku w naszym kraju 1,9 mln osób wykupiło refundowane leki przeciwdepresyjne. To wzrost o 97% w ciągu 11 lat.

Czwarta: W obejmującej ponad pół miliona polskich pracowników i pracowniczek analizie Medicover wykazano, że w latach 2022-2024 liczba konsultacji psychiatrycznych wzrosła o prawie 90%.

Piąta: W tej samej analizie wykazano, że liczba pracowników i pracowniczek ze zwolnieniem lekarskim z powodu zaburzeń lękowych wzrosła o 81%, a liczba dni zwolnienia lekarskiego z powodu zaburzeń lękowych - o 89%.

Takich przykładów można podać dużo, dużo więcej. Najważniejsze jest to, że cierpimy wszyscy, niezależnie od uwarunkowań.

Ale chwila, stop. Może mamy tu do czynienia z tzw. detection bias, czyli błędem detekcji - wiemy więcej, rośnie wiedza o zdrowiu psychicznym, częściej się diagnozujemy - stąd liczby szybują. Jeśli dziś wykrywamy więcej nowotworów, to również dlatego, że nasza zdolność ich wykrywania ogromnie wzrosła. Gdy w mieście inwestującym w kampanię przeciwdziałania przemocy domowej rośnie liczba zgłoszeń, często oznacza to, że mieszkańcy lepiej rozpoznają, czym jest przemoc, i odważniej o niej mówią.

Czyżby to tłumaczyło zatrważające dane o zdrowiu psychicznym?

Przywołajmy przykład rzeki, a konkretnie powodzi z 1997 roku. Kiedyś nie mieliśmy odpowiednich metod pomiaru stanu rzek. Dziś dysponujemy precyzyjnymi narzędziami, gęstą siecią czujników, stałym monitoringiem. A jednak fakt, że lepiej mierzymy poziom rzeki, nie oznacza, że rzeka nie wzbiera. Nie oznacza, że nie może zbliżać się powódź. Mamy dokładniejsze pomiary, to prawda, lecz równie dobrze może być tak, że nurt staje się silniejszy. Podobnie było z pandemią koronawirusa. Rosnąca świadomość objawów i coraz lepsza diagnostyka nie zmieniły tego, że rok 2021 przyniósł w Polsce rekordową liczbę zgonów. Najwyższą od czasów II wojny światowej.

 

[...]

 
 

Książka do nabycia na kulturalnysklep.pl, w formie ebooka i audiobooka na Publio.pl

Redakcja: Karolina Oponowicz

Korekta: Katarzyna Juszyńska

Konsultacja psychologiczna: Joanna Salbert

Projekt okładki i ilustracje: Marta Ruszkowska

Przygotowanie ilustracji do druku: Łukasz Irzyk

Opracowanie graficzne i skład: Elżbieta Wastkowska

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

 

Producent: Agora Książka i Muzyka sp. z o.o.

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

wydawnictwo@agora.pl

www.wydawnictwoagora.pl

 

Copyright ? by Przemysław Staroń, 2026

Copyright for illustrations ? by Marta Ruszkowska, 2026

Copyright for this edition ? by Agora Książka i Muzyka sp. z o.o., 2026

 

Wydanie pierwsze

 

Wszelkie prawa zastrzeżone

 

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA)

 

Niniejsza publikacja jest chroniona prawem autorskim. Publikacja może być zwielokrotniona i wykorzystywana wyłączenie w zakresie dozwolonym przez prawo lub umowę zawartą z Wydawcą. Zwielokrotnianie i wykorzystywanie treści publikacji w jakiejkolwiek formie do eksploracji tekstów i danych (text and data mining) lub do trenowania modeli sztucznej inteligencji, bez uprzedniej, wyraźnej zgody Wydawcy jest zabronione.

 

Warszawa 2026

 

ISBN: 978-83-8380-593-1 (EPUB), 978-83-8380-593-1 (MOBI)

 

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

 

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej