Zagadka naszego współistnienia - Karolina Waryś

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy

Niebo przecięte różową smugą wskazuje na to, że zaczyna świtać. Mrugam niemrawo oczami, po czym przecieram je pozbawionym sił gestem. Rzucam okiem na zegarek cyfrowy, który pełni również funkcję budzika. 4.28. Czyżbym znowu przesiedział całą noc?

Wyrywam z ucha słuchawkę, z której sączy się głos Chrisa Simpsona, po czym zerkam na kartkę papieru leżącą tuż przede mną na drewnianym biurku. Wzdycham ciężko, podpisuję się pod tekstem i wrzucam go do szuflady. Odchylam się na krześle, wciąż słuchając muzyki z lewej słuchawki. Przeczesuję ręką swoje jasnobrązowe włosy i tłumię ziewnięcie.

"Należałoby pójść spać, co Krystian?" - pytam samego siebie.

Nastawiam budzik na siódmą rano i kładę się do łóżka. Przez krótką chwilę patrzę na jaśniejące jesienne niebo, po czym odpływam.

"Znowu na mnie spojrzała" - taka myśl przychodzi mi do głowy kilka godzin później na lekcji polskiego.

Obok moich zmęczonych dłoni leży egzemplarz Odzianego światłem mojego ulubionego poety, Rainera Maria Rilkego.

Naprawdę na mnie spojrzała.

Piszę imię Kornelia na marginesie zeszytu. Imię dziewczyny, którą kocham miłością projekcyjną od początku liceum. Nigdy nie miałem odwagi się do niej odezwać, jednak piszę i myślę o niej bez przerwy.

Zostawiam wzrok utkwiony w Kornelii. Patrzę na jej ciemnoblond włosy, gdy przeczesuje je niedbale, lecz z gracją; na jej ubrane w wąskie dżinsy nogi, które z roztargnieniem krzyżuje pod ławką; na jej roześmiane oczy, gdy dzieli się z przyjaciółką czymś dla niej ważnym. Wzdycham bezgłośnie, pozwalając sobie zatracić się w jej widoku. Właśnie wtedy znów czuję na sobie jej wzrok. Uświadamiam sobie, że cały czas na nią patrzyłem, więc robi mi się głupio. Kornelia przybiera dziwnie smutny wyraz twarzy i odwraca się.

"Pozwól mi ze sobą porozmawiać, Kornelio" - formuję prośbę w swojej głowie - "Czuję, że to właśnie ty byś mnie zrozumiała."

W drodze do domu szkicuję projekt na dodatkowe zajęcia z rysunku. Coś mnie rozprasza. Rozglądam się po wnętrzu autobusu. Dwa siedzenia dalej dostrzegam Kornelię. Zdumiony, czuję ucisk w gardle. Zauważa mnie i chyba zamierza obok mnie usiąść. Oj, bo skonam.

- Cześć, Krystian - uśmiecha się, wrzucając swój szary plecak pod siedzenie.

Nie mogę uwierzyć w to, co się właśnie dzieje. Jestem w stanie tylko kiwnąć głową.

- Mogę zerknąć? - wskazuje na mój rysunek.

Zapomnij. Wyzwałabyś mnie od świrów i kazała nie zbliżać się do siebie ani na krok.

- Nie... - zamykam swój zeszyt w zmechaconej płóciennej okładce.

Przez chwilę wygląda na zasmuconą.

- Chodzisz na rysunek? Czy... po prostu szkicujesz? - podejmuje jednak temat od nowa.

- Chodzę na zajęcia - odpowiadam, sztywnym jak tektura, tonem.

Co za kretyn ze mnie. Kornelia wydaje się dotknięta moim chłodem. Przez jakiś czas nic nie mówi.

- Jest w tobie coś niepokojącego.

Wzruszam tylko ramionami.

- Nie myśl sobie, że cię nie zauważyłam przez te wszystkie lata. Chciałbyś być niewidzialny, ale ci nie wychodzi - mówi, patrząc przed siebie.

- Muszę tutaj wysiąść - podnoszę się z miejsca. Nie umiem słuchać, gdy mówi o mnie.

- Ja też. Przeprowadzam się w tym tygodniu.

- Tutaj? - pytam bezmyślnie. Z minuty na minutę zachowuję się coraz durniej.

- Tam - Kornelia macha ręką - To jeden z tych bloków na Kańskiego.

Ach, mówi o tym eleganckim osiedlu z bramą przystrojoną mosiężnymi lwimi głowami. Klasa.

Wysiadamy z autobusu, czując jesienne powietrze, które tak uwielbiam.

- Odprowadzę cię - zdobywam się na propozycję. Takie akty odwagi to u mnie rzadkość.

- Miałam taką nadzieję - uśmiecha się lekko.

Wyjmuję słuchawkę z prawego ucha i jeszcze bardziej ściszam dźwięk.

- Kochasz muzykę, co? - odzywa się Kornelia, obserwując bacznie, co robię.

- Nie każdą. Przemawiają do mnie tylko tacy wokaliści, którzy swoim śpiewem skłaniają mnie do samobójstwa.

Miałem nadzieję, że ją to rozbawi, jednak żaden mięsień na jej twarzy nawet nie drgnął.

- Ale jeszcze nigdy nie próbowałeś tego zrobić?

To pytanie zbija mnie z tropu. Nie odpowiadam. Czuję się osaczony, bo wkroczyła na mój teren.

- Przepraszam - wzdycha Kornelia - Jasne, że nie chcesz o tym ze mną rozmawiać.

"W zasadzie, to jesteś jedyną osobą, z którą naprawdę chcę rozmawiać, Kornelio" - odpowiadam jej w głowie, po czym spuszczam wzrok. I tak zrobiłem duże postępy. Sam fakt, że na mnie spojrzała, radykalnie zmienił mój stan ducha.

- Nie jesteś nudny, Krystian. Uważam, że jesteś szalenie interesujący, jeśli choć trochę się otworzysz.

- Kto mówi, że jestem nudny?

- Dziewczyny z klasy, na przykład - Kornelia przewraca oczami - Co nie zmienia faktu, że uważają cię za przystojniaka.

Śmieję się gorzko, mimo że zaskoczyło mnie to, co powiedziała. Naprawdę myślałem, że nikt nie zwraca na mnie uwagi.

- Tak, jasne.

Kornelia przystaje przed swoim blokiem.

- Dzięki, że dotrzymałeś mi towarzystwa. Możliwe, że od teraz codziennie będziemy ze sobą wracać.

Moje serce niebezpiecznie się unosi. To chyba nazywa się radość. Powoli się uśmiecham.

- Miło mi będzie z tobą rozmawiać, Kornelio - wykrztuszam, próbując skupić się na tym, by patrzeć jej w oczy.

- Mam nadzieję, że następnym razem powiesz mi coś więcej! - mówi na odchodnym.

Na powrót raczę się muzyką, dobiegającą z moich słuchawek.

- Star has fallen, way too soon for you - mamroczę pod nosem piosenkę zespołu Pop Unknown, po czym chowam ręce do kieszeni. Rozciąga się przede mną krajobraz stworzony przez moją ukochaną porę roku. Podeszwy moich butów szurają w rytm utworu, a mój wzrok uwięziony jest w częściowo ogołoconych z liści drzewach.

Rozmawiałem z Kornelią.

Otwieram drzwi do domu.

Ona naprawdę się do mnie odezwała.

Gdy jestem już w swoim pokoju, przesuwam tom wierszy Rilkego na bok, by zabrać się za przelewanie dzisiejszych myśli na papier.

Rozdarty na pół, czuję ból.

Ale czuję coś jeszcze,

Coś jeszcze czuje moje serce.

Szczęście? Nie, to niemożliwe.

To dla mej duszy zbyt ckliwe.

Nie mogę czuć szczęścia,

Dopóki nie pozbędę się złego zaklęcia.

Debilny słowotok zdruzgotanego gimnazjalisty. Zgniatam kartkę i wyrzucam ją do kosza na śmieci. Pozwalam utkwić swojemu spojrzeniu w gitarze akustycznej, stojącej w przeciwnym rogu pokoju.

"Kochasz muzykę, co?" - zapytała mnie Kornelia przed dwoma godzinami.

Kocham, jasne, że tak. Prawie tak bardzo jak muzykę kocham właśnie Kornelię.