W puszczy, przed norą Leśnego Dziadka. W głębi jezioro, skąd
dochodzą dźwięki zatopionych dzwonów; przez drzewa prześwieca
czerwona łuna zachodu, ad niej odcinają się czarno pnie i gałęzie.
Mrok zapada. Głupi Maciuś,kilkunastoletni wyrostek, w potarganej
płótniance i słomianym, obdartym kapeluszu na lnianej czuprynie,
boso, z kobiałką w ręku i flaszką za pazuchą - dobija się do drzwi
Leśnego Dziadka.
GŁUPI MACIUŚ
Dziadku Leśny!... He!. Słysyta! Śpi? Cyli pomar w tej
jamie? A ino! Pomarby stary! Jego się słabość nie chyta,
Rozgląda się dokoła, potem zaziera przez szparę
Bez śpary. Bije światłość od łucywa. Jest w jamie... - A
cyście głusi, Dziadku?!...
Dobija się
LEŚNY DZIADEK
wewnątrz
Kto się tam dobywa? A niech zaraza wydusi. Przeklęte
ludzkie nasienie!
GŁUPI MACIUŚ
czeka, a potem dobija się
Otwórzta!
LEŚNY DZIADEK
wewnątrz
A kogóż niesie. Czart na moje utrapienie?! Spokojności
nawet w lesie. Nie masz przed oną hołotą!
GŁUPI MACIUŚ
po chwili, dobijając się coraz mocniej
Dziadku Leśny - puśćcie!
LEŚNY DZIADEK
wewnątrz
Kto to?!
GŁUPI MACIUŚ
Ja.
LEŚNY DZIADEK
Co za "ja"?!
GŁUPI MACIUŚ
No ja, Głupi Maciuś!
LEŚNY DZIADEK
otwiera drewniane okienko we drzwiach i wystawia głowę
Chłopak utrapiony! Miasto krzyknąć imię swoje. Dobija mi
się do brony. Mało, że drzwi nie rozłupi...
Uchyla drzwi i staje w progu. Ogromny, zgrzybiały starzec,
odziany zgrzebnym płótnem, zielonymi i pożółkłymi liśćmi, trawami i
mchami - długie, siwe włosy i biała broda, spadająca do pasa, na
nogach łapcie z łyka, w ręku sękaty kostur. Stoi w progu zgarbiony,
poza nim widać w głębi ciemne wnętrze jamy, oświetlone czerwono
łuczywem.
LEŚNY DZIADEK
I przecz takie niepokoje czynisz mi po całym borze?
Wylękną się leśne łanie. I nie przyjdą pić w jeziorze. Już ich
dzisiaj nie wydoję - Ani mi się nie dostanie. Czynsz wieczorny od
wiewiórek. Co mi przynoszą orzechy...Spojżryj no, jak mi jaskółki.
Spłoszyłeś! Dokoła strzechy. Krążą lotem czarnych piórek...
GŁUPI MACIUŚ
Odpuśćcie mi, Leśny Dziadu! A dyć sera dwie
gomółki. Przynoszą wam i ze sadu. Kobiałkę słodkich cereśni. I z
psennej mąki dwie bułki.
LEŚNY DZIADEK
niechętnie
Od Maryny młynarzowej?
GŁUPI MACIUŚ
A lino. Nie mogłem wceśniej. Bo wprzódziej musiałem
krowy. Gnać na odwiecerz do młyna. Przygnałem, a tu Maryna. Daje mi
to i powiada: - "Naści kobiałkę cereśni. Naści sera dwie gomółki i
z psennej mąki dwie bułki. Idź z tem do Leśnego Dziada. Ino nie
zezrej po drodze. Nie bois się?" - "A nie boję cobym się bał?" -
Więc powiada: - "Boś głupi..."
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.