Zacząć na nowo w Seaside Blooms - Jessica Redland

Kup ebooka

32.90 zł
27.31 zł (23,03 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROK TEMU

Rozdział 1

-?No dalej, Jason. Zadzwoń. -?Marsz­czy­łam brwi, patrząc na swo­jego iPhone'a, i cho­dzi­łam po salo­nie, a obcasy moich szpi­lek odbi­jały się echem od drew­nia­nej pod­łogi. -?Albo napisz SMS-a. Nie ma zna­cze­nia, co wybie­rzesz. Po pro­stu się ode­zwij. Pro­szę.

Moje serce pod­sko­czyło, gdy zadźwię­czał tele­fon, ale SMS był od jed­nej z moich naj­lep­szych przy­ja­ció­łek.

Mail Od Elise

Wszyst­kiego naj­lep­szego z oka­zji uro­dzin, Sarah! To ostatni rok przed trzy­dziestką, więc wyko­rzy­staj go jak naj­le­piej. Szkoda, że jesteś tak daleko, dała­bym Ci uro­dzinowego przy­tu­lasa, ale zamiast tego wysy­łam Ci go SMS-em. Mam nadzieję, że Twój pre­zent dotrze dzi­siaj. Mam nadzieję, że Jason przy­go­to­wał dla Cie­bie wspa­niały pre­zent... może oświad­czyny? Miłego wie­czoru xxxxxxx

Wycią­gnę­łam rękę, aby podzi­wiać błysz­czącą srebrną bran­so­letkę, którą mi przy­słała.

Mail Do Elise

Wła­śnie wró­ci­łam do domu i cze­kała na mnie Twoja paczka. Jak zwy­kle zde­cy­do­wa­nie zbyt hojna... ale abso­lut­nie cudowna! Bar­dzo dzię­kuję. Nie mam poję­cia, gdzie mnie zabie­rze, ale mam nadzieję, że tym razem będzie to jakieś miłe miej­sce. Jestem już wystro­jona, jedy­nie nie mam dokąd iść! Skła­ma­ła­bym, mówiąc, że nie przy­szło mi do głowy, że może mi się oświad­czyć. AAAAAAA!!! Będziesz pierw­sza, która się dowie, jeśli to zrobi xxx

Kiedy pisa­łam te słowa, ręce mi lekko drżały, a w żołądku czu­łam motyle. Czy to naprawdę może być ta noc? Być może. Moment wyda­wał się odpo­wiedni, a on mówił o pla­nach na przy­szłość. Byli­śmy razem od dwóch lat i dwóch mie­sięcy i przez więk­szość tego czasu miesz­ka­li­śmy razem. Pomi­ja­jąc spo­ra­dyczne prze­jawy jego bez­myśl­no­ści i ten­den­cję do cią­gnię­cia mnie na siłow­nię lub na trzy­dzie­sto­ki­lo­me­trowe wędrówki znacz­nie czę­ściej, niż czło­wiek powi­nien zno­sić w ciągu całego życia, byli­śmy razem bar­dzo szczę­śliwi i zakła­da­łam, że oświad­czyny nie są zbyt odle­głą per­spek­tywą.

Przy­szła kolejna wia­do­mość, ale na­dal nie była to wia­do­mość od Jasona.

Mail Od Clare

Prze­pra­szam, że nie napi­sa­łam wcze­śniej. Dim Daz poży­czył mój tele­fon, a potem poje­chał z nim do Essex. Totalny głu­pek. W każ­dym razie, lepiej późno niż wcale... wszyst­kiego naj­lep­szego z oka­zji uro­dzin, stara pru­kwo. Nie mogę uwie­rzyć, że chcesz spę­dzić wie­czór ze swoim głu­pim współ­lo­ka­to­rem, a nie ze mną. Mam nadzieję, że tym razem nie będzie to McDo­nalds! Może naprawdę Cię roz­pie­ści i pój­dzie­cie do Pizza Hut?! Zare­zer­wuj sobie sobotni wie­czór, jeśli chcesz dostać kartkę i pre­zent, bo ina­czej je zatrzy­mam xx

Na końcu wia­do­mo­ści dodała kilka śmiesz­nych emo­ti­ko­nów.

-?Twoja cio­cia Clare jest bar­dzo nie­grzeczna, jak zwy­kle -?powie­dzia­łam do jed­nego z naszych kociąt, Kat, które poja­wiło się, doma­ga­jąc się uwagi. -?Współ­lo­ka­tor, rze­czy­wi­ście.

Ale nie mogłam powstrzy­mać uśmie­chu. Tylko Clare mogła sobie pozwo­lić na taką uwagę.

Mail Do Clare

Dzięki. Zaczy­na­łam myśleć, że o mnie zapo­mnia­łaś! Obie­cuję, że sobota będzie prze­zna­czona dla Cie­bie. Boję się pomy­śleć, jakie obe­lgi spo­tka­łyby mnie, gdy­bym tego nie zro­biła. Nie wiem, gdzie zabie­rze mnie MÓJ CHŁO­PAK. Na­dal cze­kam na wia­do­mość. McDo­nalds to było nie­po­ro­zu­mie­nie i dobrze o tym wiesz! Na razie xx

Mail Od Clare

Nie­zro­zu­mie­nie, aku­rat! Moje ostat­nie przy­pusz­cze­nie tego wie­czoru... Grif­fin

Pokrę­ci­łam głową. Nasza dwu­let­nia rocz­nica nie poszła zgod­nie z pla­nem, ale to naprawdę była moja wina. Powin­nam była wie­dzieć, że powie­dze­nie "Chcia­ła­bym pójść na kola­cję, żeby to uczcić; co powiesz na The Kam Po? Mogę spo­tkać się z tobą w The Grif­fin po pracy" -?było dla Jasona zbyt nie­ja­sne. Skoń­czyło się na tym, że przez dzie­więć­dzie­siąt minut popi­ja­łam ten sam kie­li­szek Pinot Gri­gio, zanim w końcu pogo­dzi­łam się z tym, że on nie przyj­dzie. Wra­ca­jąc do domu, zasta­łam go w stroju gim­na­stycz­nym, gra­ją­cego na Xbo­xie.

-?Pra­co­wa­łaś do późna? -?zapy­tał. -?Powin­naś była dać mi znać. W dro­dze do domu kupi­łem ci coś w McDo­nal­dzie, ale teraz będzie już zimne, a nie ma nic innego do jedze­nia.

Wró­cił do gry, a ja poszłam spać głodna. Mia­łam nadzieję, że zda sobie sprawę ze swo­jego błędu, ale tak się nie stało, a wtedy było już za późno, żeby cokol­wiek powie­dzieć.

Ponow­nie spraw­dzi­łam tele­fon. Nic. To nie mogło się zda­rzyć dwa razy, prawda? Nie. Tym razem to był jego pomysł. Nie­któ­rzy z moich zna­jo­mych z pracy zapro­po­no­wali uro­dzi­nowy posi­łek, ale Jason nale­gał, że zabie­rze mnie sam. Kilka dni temu deli­kat­nie mu o tym przy­po­mnia­łam, a on zapew­nił mnie, że wszystko jest zała­twione i nie powin­nam go wię­cej wypy­ty­wać, bo zepsuję nie­spo­dziankę. Powie­dział, że skon­tak­tuje się ze mną w ostat­niej chwili, poda mi miej­sce spo­tka­nia, abym mogła cie­szyć się eks­cy­ta­cją zwią­zaną z domy­słami, dokąd się wybie­ramy. Była to z pew­no­ścią ostat­nia chwila, a eks­cy­ta­cja nie była uczu­ciem, które mogła­bym opi­sać.

Było już po szó­stej trzy­dzie­ści. Do dia­bła z tym! Nie mogłam już tego znieść.

Mail Do Jasona

To mnie dobija! Gdzie mnie zabie­rasz? Jestem gotowa i cze­kam na instruk­cje! Pro­szę, powiedz mi, że nie zapo­mnia­łeś xx

Mia­łam nadzieję, że ponowne prze­czy­ta­nie kar­tek uro­dzi­no­wych odwróci moją uwagę. Nie pomo­gło. Gło­sik w mojej gło­wie powta­rzał mi, że on zapo­mniał, a żart Clare o McDo­nal­dzie lub mojej lokal­nej knaj­pie może nie być daleki od prawdy. Być może wła­śnie teraz gorącz­kowo dzwo­nił do restau­ra­cji i dla­tego nie dawał znaku życia. Nade­szła kolejna wia­do­mość i w końcu była od niego. Pro­szę, nie mów, że to McDo­nald...

Mail Od Jasona

Sta­cja metra South Ken­sing­ton. 19:15. Rezer­wa­cja sto­lika na 19:30 xx

W żołądku poczu­łam trze­po­ta­nie motyli. O mój Boże! South Ken­sing­ton. Czy to moż­liwe...?

Pośpiesz­nie scho­wa­łam tele­fon do torebki, wło­ży­łam płaszcz i wyszłam z miesz­ka­nia, na drżą­cych nogach kie­ru­jąc się w stronę sta­cji metra. To był tylko zbieg oko­licz­no­ści. W South Ken­sing­ton były setki restau­ra­cji i mogli­śmy wybrać się do każ­dej z nich. Bio­rąc pod uwagę dotych­cza­sowe wybory Jasona, mogła to być restau­ra­cja McDo­nald's. Ale co, jeśli...?

Zabrał mnie do Luigi's, aby świę­to­wać moją prze­pro­wadzkę do Lon­dynu wkrótce po tym, jak zaczę­li­śmy się spo­ty­kać. Pod­czas deseru męż­czy­zna przy sto­liku obok nas oświad­czył się swo­jej dziew­czy­nie. To była taka wzru­sza­jąca i roman­tyczna chwila, a w dro­dze do domu Jason powie­dział, że mógłby sobie wyobra­zić, że też tam się oświad­cza. Ale to nie zna­czyło, że zare­zer­wo­wał tam sto­lik na dzi­siej­szy wie­czór, aby mi się oświad­czyć, prawda?

Kiedy dotar­łam do sta­cji metra South Ken­sing­ton, musia­łam użyć całej swo­jej siły woli, aby stać nie­ru­chomo na rucho­mych scho­dach, pod­czas gdy jedyne, czego pra­gnę­łam, to prze­pchnąć się przez podróż­nych, pobiec po scho­dach i prze­sko­czyć przez halę, krzy­cząc:

-?Tak, Jason, wyjdę za cie­bie.

Zauwa­ży­łam go przy jed­nym z wyjść. Zanie­mó­wi­łam, widząc, co miał na sobie. Kla­sycz­nie wysoki, ciemny i przy­stojny, wyglą­dał wyjąt­kowo sek­sow­nie w trzy­czę­ścio­wym gar­ni­tu­rze, który kupił na ślub swo­jego brata w zeszłym roku. Po mun­du­rze stra­żaka był to mój ulu­biony strój, w któ­rym go widzia­łam. Cho­ciaż, szcze­rze mówiąc, przy jego wyspor­to­wa­nej syl­wetce wola­łam, żeby nie nosił żad­nych ubrań.

-?Wszyst­kiego naj­lep­szego z oka­zji uro­dzin. -?Pochy­lił się i deli­kat­nie mnie poca­ło­wał. Wdy­cha­łam jego piż­mowy zapach, a motyle w brzu­chu osza­lały. -?Dobrze wyglą­dasz.

-?Dzię­kuję. -?Roz­chy­li­łam płaszcz jak eks­hi­bi­cjo­nistka, odsła­nia­jąc małą czarną, którą długo się zasta­na­wia­łam, czy wło­żyć, bojąc się, że będę zbyt ele­gancka.

Zaczął gwiz­dać, a ja zaczer­wie­ni­łam się od stóp do głów.

-?Zatwier­dzam. Cho­ciaż może jesteś tro­chę zbyt ele­gancka na to, co zapla­no­wa­łem na dzi­siej­szy wie­czór.

Znowu się zaczer­wie­ni­łam, a Jason roze­śmiał się, bio­rąc mnie za rękę. - Idziemy?

-?Dokąd idziemy? -?Sta­ra­łam się brzmieć swo­bod­nie, ale nie wyszło mi to naj­le­piej. Pro­szę, niech to będzie Luigi's. Pro­szę.

Mru­gnął do mnie, uśmie­cha­jąc się sze­roko.

-?To nie­spo­dzianka.

O mój Boże!

To mogły być tylko trzy minuty, ale przy­się­gam, że ten spa­cer wyda­wał mi się godziną. Moja spo­cona dłoń cią­gle wyśli­zgi­wała się z jego dłoni, potknę­łam się kilka razy, a nawet mia­łam czkawkę, co spra­wiło, że Jason zapy­tał, czy piłam wino przed wyj­ściem z miesz­ka­nia.

Przed nami poja­wiła się wło­ska flaga i ciem­no­zie­lony bal­da­chim restau­ra­cji Luigi's. Mój oddech przy­spie­szył i przy­go­to­wa­łam się psy­chicz­nie: nie wolno mi wyglą­dać na roz­cza­ro­waną, jeśli przej­dziemy obok, muszę wyglą­dać na szczę­śliwą, gdzie­kol­wiek mnie zabie­rze.

Ale nie prze­szli­śmy obok. Zatrzy­ma­li­śmy się. Weszli­śmy do środka. Poda­jąc swoje nazwi­sko, zosta­li­śmy zapro­wa­dzeni do sto­lika na tyłach, gdzie cze­kało na nas wia­derko z lodem i szam­pa­nem. Szam­pan. Praw­dziwy szam­pan. Jason zawsze twier­dził, że wła­sna marka szam­pana z super­mar­ketu jest zbyt droga. Co mogło ozna­czać tylko jedno... O mój Boże!

Odsta­wi­łam kie­li­szek szam­pana, gdy Jason odsu­nął świecę i kilka minut póź­niej się­gnął po moją dłoń przez stół.

-?Wyglą­dasz dziś naprawdę cudow­nie -?powie­dział.

-?Ty też nie naj­go­rzej -?szep­nę­łam, ledwo mogąc mówić, nie­cier­pli­wie ocze­ku­jąc na to, co miało nastą­pić.

Jego ciemne oczy błysz­czały, gdy patrzył na mnie przez stół.

-?Dzię­kuję. Pomy­śla­łem, że powi­nie­nem się posta­rać. W końcu to wyjąt­kowa oka­zja.

Ach!

-?Nie dałem ci jesz­cze pre­zentu uro­dzi­no­wego.

Prze­szył mnie dreszcz ocze­ki­wa­nia.

-?Nie, nie dałeś.

-?Jeśli dobrze cię znam, spę­dzi­łaś cały dzień, pró­bu­jąc zgad­nąć, co to jest.

-?Ja? Ni­gdy nawet nie przy­szło mi to do głowy.

Jason się roze­śmiał.

-?Tak, jasne. Myślę, że ci się spodoba. Chcia­łem pocze­kać do końca posiłku, ale jestem zbyt pod­eks­cy­to­wany, żeby cze­kać. Czy możemy to zro­bić teraz?

Ski­nę­łam głową.

-?Naj­pierw chciał­bym powie­dzieć kilka rze­czy -?kon­ty­nu­ował.

-?Pań­ska woda, pro­szę pana. -?W nie­od­po­wied­nim momen­cie poja­wił się kel­ner. Woda butel­ko­wana? Nie z kranu? O rany! Chcia­łam, żeby kel­ner się pospie­szył. -?Czy mam nalać wodę, pro­szę pana? -?zapy­tał.

W duchu bła­ga­łam Jasona, żeby odmó­wił, zanim zmo­czę się z pod­eks­cy­to­wa­nia.

-?Nie trzeba. Pro­szę zosta­wić. Dzię­kuję.

-?Wszyst­kiego naj­lep­szego z oka­zji uro­dzin -?powie­dział Jason, gdy kel­ner w końcu odszedł.

-?Dzię­kuję. -?Strze­li­li­śmy szam­pa­nem.

-?No dobrze, na czym to skoń­czy­łem?

-?Chcia­łeś coś powie­dzieć?

-?O tak. Pamię­tasz noc, kiedy się pozna­li­śmy? -?Ponow­nie się­gnął po moją dłoń.

-?Oczy­wi­ście. Naj­lep­sza noc w moim życiu.

-?Powie­dzie­li­śmy, że to prze­zna­cze­nie, że się spo­tka­li­śmy, pamię­tasz?

-?Tak miało być -?zgo­dzi­łam się.

Żadne z nas nie miało być w Not­tin­gham w noc, kiedy się pozna­li­śmy. W ostat­niej chwili zosta­łam zapro­szona, abym uzu­peł­niła ekipę na wie­czór panień­ski zna­jo­mej zna­jo­mego pod­czas wie­czoru panień­skiego, a Jason spon­ta­nicz­nie zde­cy­do­wał się odwie­dzić tam sta­rego przy­ja­ciela po tym, jak jego plany na week­end legły w gru­zach.

Po dniu zabaw i har­ców na świe­żym powie­trzu, które były tak prze­ra­ża­jące, że już ni­gdy się nie powtó­rzą, uczest­niczki wie­czoru panień­skiego zało­żyły skrzy­dła wró­żek i tiu­lowe spód­niczki i wyru­szyły na zali­cza­nie pubów. Wylą­do­wa­li­śmy w klu­bie w stylu lat osiem­dzie­sią­tych, gdzie dostrze­głam Jasona na par­kie­cie, wyglą­da­ją­cego bar­dzo uro­czo i zupeł­nie nie­pa­su­ją­cego do oto­cze­nia w gru­bym swe­trze.

-?Nie jest ci gorąco?! -?krzyk­nę­łam, prze­krzy­ku­jąc muzykę.

-?Jestem przy­zwy­cza­jony do gorąca -?odpo­wie­dział. -?Jestem stra­ża­kiem.

Och, daj spo­kój! Mia­łam obse­sję na punk­cie stra­ża­ków, więc to jedno zda­nie powie­działo mi wszystko, co chcia­łam wie­dzieć. A kiedy dowie­dzia­łam się, że mieszka w Lon­dy­nie... Cóż, dwa tygo­dnie póź­niej prze­pro­wa­dza­łam się tam z Man­che­steru. To musiało być prze­zna­cze­nie.

-?Pamię­tasz, co powie­dzia­łem, że mnie w tobie pocią­gało tam­tej nocy w Not­tin­gham? -?zapy­tał Jason.

-?Moje puszy­ste skrzy­dła?

Roze­śmiał się.

-?Strój na pewno pomógł. Ale było coś, co spra­wiło, że pod koniec wie­czoru popro­si­łem cię o numer tele­fonu.

Wzru­szy­łam ramio­nami.

-?To dla­tego, że spę­dzi­łaś dzień na spa­ce­rze po wąwo­zie. Każda kobieta, która spę­dziła dzień na zjeż­dża­niu na linie, wspi­naczce i spa­ce­ro­wa­niu po wodo­spa­dach, była warta bliż­szego pozna­nia.

Och! To było nie­ocze­ki­wane. Myśla­łam, że powie­dzia­łam mu, że to jed­no­ra­zowa impreza panień­ska i ni­gdy nie zgo­dzi­ła­bym się wziąć w niej udziału, gdy­bym wie­działa, co jest zapla­no­wane. A może jed­nak nie powie­dzia­łam. Chyba nie był to moment, żeby się przy­zna­wać.

-?Ni­gdy nie mia­łem dziew­czyny, która tak samo jak ja lubi­łaby spę­dzać czas na świe­żym powie­trzu i dbać o kon­dy­cję fizyczną -?kon­ty­nu­ował. - Nie mogę uwie­rzyć, że zna­la­złem kogoś, kto uwiel­bia cho­dzić na siłow­nię...

Czy nie zda­wał sobie sprawy, że raczej tole­ruję cho­dze­nie na siłow­nię, niż je lubię? Naj­wy­raź­niej nie.

-?...która lubi kolar­stwo gór­skie...

Ojej! Lepiej nie wyzna­wać, że mój rower gór­ski wcale nie został skra­dziony, tylko chowa się w garażu Clare, bo dosta­ła­bym zawału, gdy­bym musiała ponow­nie pod­dać się eks­tre­mal­nej tor­tu­rze, którą Jason opi­sał jako -?łagodną, spo­kojną prze­jażdżkę.

-?...i wędrówki. To speł­nie­nie moich marzeń. Bar­dzo się cie­szę, że masz takie same pasje jak ja.

Spoj­rzał na mnie wil­got­nymi oczami przez stół, a ja sta­ra­łam się utrzy­mać jego spoj­rze­nie z pew­no­ścią sie­bie, pod­czas gdy moje serce biło jak sza­lone. O nie! Spo­dzie­wa­łam się, że oświad­czyny będą doty­czyły tego, jak bar­dzo go uszczę­śli­wiam i jak bar­dzo kocha moje towa­rzy­stwo. Wła­ści­wie to wła­śnie powie­dział, ale ni­gdy nie patrzy­łam na to z tej strony. Wie­dzia­łam, że szcze­rość jest pod­stawą dobrego związku, ale to były tylko małe, nie­winne kłam­stewka, prawda? To zna­czy, regu­lar­nie towa­rzy­szy­łam mu na siłowni, ale głów­nie dla­tego, że pra­co­wał na zmiany i bez tego pra­wie go nie widy­wa­łam. Cho­dzi­łam też na pie­sze wycieczki, ale dla­tego, że uwiel­bia­łam prze­by­wać na wsi, a nie dla­tego, że lubi­łam prze­mie­rzać trzy­dzie­ści kilo­me­trów. Być może moment oświad­czyn nie był naj­lep­szy, by mu to wszystko wyznać. Nie tylko to nas prze­cież łączyło. Robi­li­śmy razem mnó­stwo innych rze­czy. Siłow­nia i tym podobne zaję­cia sta­no­wiły tylko nie­wielką część tego, co robi­li­śmy... prawda?

Na szczę­ście prze­ra­ża­jąca prze­mowa Jasona na temat fit­nessu dobie­gła końca.

-?Wiesz, że jesteś dla mnie wszyst­kim, więc chcia­łem spra­wić ci praw­dziwą radość w twoje uro­dziny. Łama­łem sobie głowę, pró­bu­jąc wymy­ślić ide­alny pre­zent. Chcia­łem dać ci coś, czego naprawdę pra­gniesz, więc... oto jest. Jedna rzecz, o któ­rej wiem, że naprawdę bar­dzo chcesz...

Się­gnął do kie­szeni mary­narki. Serce pod­sko­czyło mi do gar­dła, gdy wycią­gnął małe zie­lone aksa­mitne pude­łeczko na pier­ścio­nek. - Wszyst­kiego naj­lep­szego z oka­zji uro­dzin, Sarah -?powie­dział, kła­dąc je przede mną.

-?Czy to...?

-?Otwórz, a zoba­czysz.

Drżą­cymi rękami deli­kat­nie otwo­rzy­łam wieczko. Żołą­dek pod­szedł mi do gar­dła, gdy pudełko otwie­rało się coraz sze­rzej, odsła­nia­jąc... Co to...?

W środku nie było pier­ścionka zarę­czy­no­wego.

Nie było nawet pary kol­czy­ków.

Był tam mały klu­czyk.

Spoj­rza­łam na Jasona, potem na klucz, a potem znowu na Jasona. Przy­szła mi do głowy pewna myśl. Nie uklęk­nął jesz­cze na jedno kolano, więc może to był począ­tek skom­pli­ko­wa­nej zabawy w poszu­ki­wa­nie pier­ścionka. Byłby zamknięty w puszce w walizce w sej­fie lub czymś podob­nym, a ja musia­ła­bym podą­żać śla­dami z różo­wych płat­ków i magicz­nego pyłu. Jakie to nie­zwy­kle roman­tyczne.

Wrę­czył mi kopertę. Być może była to pierw­sza wska­zówka? Roze­rwa­łam pie­częć i przej­rza­łam zawar­tość. Być może jed­nak nie. Zaci­snę­łam pięść, zgnia­ta­jąc kra­wędź papieru.

Sza­nowny Panie Wil­kes i Pani Peter­son,

z rado­ścią potwier­dzamy Pań­stwa sze­ścio­mie­sięczne człon­ko­stwo pre­mium w The Fit­ness Fac­tor. To fan­ta­styczna inwe­sty­cja w Pań­stwa zdro­wie i dobre samo­po­czu­cie. Pań­stwa eks­klu­zywne człon­ko­stwo gwa­ran­tuje miej­sce w naszych naj­po­pu­lar­niej­szych zaję­ciach -?bez list ocze­ku­ją­cych -?a także coty­go­dniowe sesje na base­nie i ściance wspi­nacz­ko­wej dostępne wyłącz­nie dla człon­ków pre­mium.

Przez cały okres człon­ko­stwa będą Pań­stwo mieli do dys­po­zy­cji wła­sne szafki. Z przy­jem­no­ścią załą­czamy klu­cze.

W przy­szłym roku uru­cho­mimy eks­cy­tu­jący pro­gram przy­gód na świe­żym powie­trzu, w któ­rym człon­ko­wie pre­mium będą mieli pierw­szeń­stwo rezer­wa­cji.

Dzię­ku­jemy za wybra­nie The Fit­ness Fac­tor. Cze­kamy na Was jako człon­ków pre­mium już wkrótce.

Zespół The Fit­ness Fac­tor

Nie zro­bił tego, prawda? Na pewno nie kupił mi człon­ko­stwa w siłowni na uro­dziny. Wspól­nego człon­ko­stwa. Pre­zentu, który był rów­nież dla niego. Poczu­łam mdło­ści, gdy ta przy­pad­kowa prze­mowa o dba­niu o kon­dy­cję fizyczną i wspa­nia­łej przy­ro­dzie nagle nabrała sensu.

-?Co o tym sądzisz? -?Jason wier­cił się na krze­śle, wyraź­nie pod­eks­cy­to­wany. -?Czy to nie ide­alny pre­zent?

-?To świetny pomysł -?powie­dzia­łam, a mój głos brzmiał o oktawę wyżej niż zwy­kle. -?Dzięki, Jase.

-?Nie ma za co. Wie­dzia­łem, że ci się spodoba. Ile razy mówi­łaś, że chcia­ła­byś mieć wła­sną szafkę, żeby nie musieć pamię­tać o zabra­niu szam­ponu i innych rze­czy, kiedy idziesz popły­wać lub do sauny?

Przy­po­mniała mi się scena sprzed kilku tygo­dni, kiedy wycho­dzi­li­śmy z siłowni. Musia­łam nie zamknąć dobrze torby, bo mój żel pod prysz­nic wypadł na wyło­żoną kafel­kami pod­łogę w holu, roz­le­wa­jąc się wszę­dzie cytru­sową mazią. -?Wiesz, czego teraz pra­gnę...? -?zapy­ta­łam.

-?Wiem, że sześć mie­sięcy to duże zobo­wią­za­nie -?kon­ty­nu­ował -?ale ponie­waż miesz­kamy razem od dwóch lat, nie sądzi­łem, że będzie to zbyt wyma­ga­jący krok.

Poczu­łam, jak opa­dają mi ramiona i cała ener­gia ucho­dzi z mojego ciała. Więc to miał na myśli, mówiąc o pla­nach na przy­szłość. Sze­ścio­mie­sięczna umowa z siłow­nią. Nie wspólne życie. Łzy napły­nęły mi do oczu, ale szybko je otar­łam.

-?To nie jedyny pre­zent, jaki dla cie­bie mam -?powie­dział Jason.

Może? Się­gnął pod sie­dze­nie po coś, a następ­nie prze­su­nął przez stół torbę ze sklepu spor­to­wego z napi­sem "Kocham, Jason" naba­zgra­nym mar­ke­rem na przo­dzie. Może nie. Zaj­rza­łam do torby i nie­chęt­nie wycią­gnę­łam błysz­czący mate­riał w pan­terkę. O mój Boże. -?Try­kot?

-?Będziesz w nim wyglą­dać fan­ta­stycz­nie. -?Naprawdę sądzę, że w to wie­rzył.

Nie­pew­nie zawie­si­łam ten kon­tro­wer­syjny przed­miot na palcu i spraw­dzi­łam metkę z roz­mia­rem 8-10. Chcia­łam na niego krzyk­nąć: Czy ja noszę roz­miar 8-10? Od kiedy lubię wzór lam­parta? Kiedy ja dałam do zro­zu­mie­nia, że wolę nosić try­kot zamiast luź­nej koszulki i leg­gin­sów? Po ponad dwóch latach razem, naprawdę mnie nie znasz? Jed­nak powie­dzia­łam tylko:

-?Dzięki, Jason. Jest śliczny. -?Sta­ra­jąc się brzmieć, jak­bym naprawdę tak uwa­żała. Podej­rze­wa­łam, że towa­rzy­szący temu uśmiech wyglą­dał bar­dziej jak gry­mas, ale Jason naj­wy­raź­niej tego nie zauwa­żył. Wyglą­dał na bar­dzo zado­wo­lo­nego z sie­bie.

-?Wie­dzia­łem, że ci się spodoba. Mia­łem zamiar kupić ci tylko kar­net na siłow­nię, ale kiedy byłem ostat­nio w skle­pie, zauwa­ży­łem to w pro­mo­cji i pomy­śla­łem, że będzie do cie­bie paso­wać.

Jak? Jak mógł pomy­śleć, że kostium gim­na­styczny w pan­terkę jest dla mnie? Nie mogłam na niego spoj­rzeć, gdy pośpiesz­nie cho­wa­łam dia­bel­ski strój gim­na­styczny z powro­tem do torby.

-?Stra­żaku Wil­kes! -?zasko­czył mnie dono­śny głos. -?Widzę, że przy­sze­dłeś do mojej restau­ra­cji.

-?Panie Cro­cetti! -?Jason wstał i uści­skał wyso­kiego męż­czy­znę ubra­nego w białą koszulę kuchar­ską.

-?Luigi, pro­szę -?nale­gał. -?A kim jest ta bella donna? Twoja żona?

-?Boże, nie! -?odparł Jason. -?Nie jeste­śmy mał­żeń­stwem. To tylko moja dziew­czyna, Sarah.

Gapi­łam się na Jasona z otwar­tymi ustami. O Boże, nie! Czy on naprawdę to powie­dział? I -?tylko moja dziew­czyna? Tak. Powie­dział. O Boże, nie! To ozna­cza­łoby, że pomysł poślu­bie­nia mnie był... Nie mogłam dokoń­czyć myśli.

-?Buona sera, Sarah. -?Luigi się­gnął po moją dłoń i uca­ło­wał ją. - Twój męż­czy­zna ura­to­wał dom. Ura­to­wał kró­lika. Jest boha­te­rem.

-?Co zro­bił?

W gło­wie mi się krę­ciło. Potrze­bo­wa­łam świe­żego powie­trza, ale z jed­nej strony mia­łam ścianę, a z dru­giej gło­śnego Wło­cha.

-?Ura­to­wał dom. Ura­to­wał kró­lika -?powtó­rzył Luigi.

-?Byłem dzi­siaj na wezwa­niu -?wyja­śnił Jason. -?Mały pożar w garażu Luigiego. Ich kró­li­kowi zaszko­dził dym, ale wyko­na­łem sztuczne oddy­cha­nie i...

-?Ura­to­wał kró­lika. Bam­bini bar­dzo szczę­śliwi. Powie­dzia­łem mu, żeby przy­szedł do mojej restau­ra­cji, kiedy tylko zechce. Na koszt firmy. Może wybrać, co tylko zechce. Zapro­po­no­wał dzi­siej­szy wie­czór. Odpo­wie­dzia­łem, że oczy­wi­ście.

-?Dzięki, Luigi -?powie­dział Jason.

-?Smacz­nego. -?Luigi pochy­lił się, pokle­pał mnie po ramie­niu, a następ­nie wska­zał na Jasona. -?Boha­ter -?powie­dział, kła­nia­jąc się.

Potem skie­ro­wał się w stronę kuchni.

Poczu­łam, jak krew odpływa mi z policz­ków, gdy patrzy­łam na Jasona.

-?To za darmo? -?szep­nę­łam. -?Posi­łek? Szam­pan? Dzi­siaj wie­czo­rem?

-?Wiem. Czy to nie wspa­niałe? Nie gnie­waj się na mnie, ale nie zdą­ży­łem ni­gdzie zare­zer­wo­wać sto­lika, więc to ide­alny moment. Nie byłoby mnie stać, żeby zabrać cię tu ponow­nie, gdyby nie było to na koszt firmy.

Uśmiech­nął się do mnie, wyraź­nie zachwy­cony sobą i nie­świa­domy skut­ków swo­ich dzia­łań. Spu­ści­łam wzrok na swoje ręce, które bez­wład­nie wisiały na kola­nach, i sku­pi­łam się na gołym palcu ser­decz­nym. To ni­gdy nie miały być oświad­czyny. To była oka­zja z ostat­niej chwili, a ja byłam taką kom­pletną idiotką. Wes­tchnę­łam i zakry­łam lewą rękę prawą.

-?Wszystko w porządku? -?zapy­tał Jason. -?Nie wyglą­dasz zbyt dobrze.

-?Myśla­łam, że przy­pro­wa­dzasz mnie tutaj, żeby...

-?Żeby co?

Pod­nio­słam wzrok znad dłoni. Wyglą­dał na naprawdę zdez­o­rien­to­wa­nego. Zapo­mniał, co się tu wyda­rzyło ostat­nim razem i co powie­dział.

-?Sarah? Żeby co?

-?Nic -?mruk­nę­łam. -?To nie ma zna­cze­nia. Wyba­czysz mi?

Powoli wsta­łam, trzy­ma­jąc się stołu, bojąc się, że nogi mnie nie utrzy­mają.

-?Muszę pójść do toa­lety, zanim przy­niosą jedze­nie.

Upo­ko­rze­nie i roz­cza­ro­wa­nie paliły mnie w gar­dle, gdy poty­ka­łam się w zatło­czo­nej restau­ra­cji. Wal­czy­łam, by zacho­wać spo­kój, dopóki nie dotar­łam do toa­lety, ale led­wie zamknę­łam drzwi kabiny, gdy pierw­sze łka­nie wstrzą­snęło moim cia­łem. Osu­nę­łam się na toa­letę, nie dba­jąc o to, kto mnie sły­szy. Bole­sne krzyki odbi­jały się echem od mar­mu­ro­wych ścian i otu­lały mnie moim cier­pie­niem.

W końcu łzy prze­stały pły­nąć, a drże­nie ustą­piło, ale ból w sercu pozo­stał. Wytar­łam nos i zmę­czona otar­łam mokre policzki. Jak mogłam być tak głu­pia, żeby myśleć, że zabrał mnie tu, żeby mi się oświad­czyć? Jak mogłam się tak pomy­lić?

Powoli wsta­łam, wrzu­ci­łam stos prze­mo­czo­nych chu­s­te­czek do muszli klo­ze­to­wej, spu­ści­łam wodę i patrzy­łam, jak chu­s­teczki zni­kają wraz z moimi nadzie­jami i marze­niami. W mojej gło­wie roz­brzmie­wały słowa, które powie­dział do Luigiego. Nie jego żona, tylko dziew­czyna? Dokąd, do dia­bła, teraz zmie­rzamy? Na pewno nie do ołta­rza.

Ale drę­czący głos w mojej gło­wie mówił: Nie gnie­waj się na niego, Sarah. To twoja wina. Mia­łaś ponad dwa lata, żeby mu powie­dzieć, że nie kochasz siłowni, wędró­wek ani kolar­stwa gór­skiego tak jak on. Czego się spo­dzie­wa­łaś? Bie­dak naprawdę myślał, że kupił ci coś, co poko­chasz, ponie­waż dałaś mu do zro­zu­mie­nia, że tak samo jak on kochasz ćwi­cze­nia. To twoja wina, nie jego.

Nie chcia­łam słu­chać tego głosu.

ROK PÓŹ­NIEJ

Rozdział 2

Sta­łam na chod­niku, wpa­tru­jąc się na wik­to­riań­skie miesz­ka­nie na par­te­rze poni­żej poziomu ulicy, które Jason i ja wynaj­mo­wa­li­śmy przez ostat­nie trzy lata i dwa­dzie­ścia trzy dni. Klu­cze wbi­jały mi się w dłoń, pod­czas gdy obser­wo­wa­łam zmie­nia­jące się świa­tło ekranu tele­wi­zora migo­czące przez zasło­nięte firanką okno. Zimny wiatr szar­pał moim płasz­czem i łasko­tał mnie w nos. Zadrża­łam i pocią­gnę­łam nosem. Potem znów pocią­gnę­łam nosem, wdy­cha­jąc nie­po­wta­rzalny aro­mat świe­żej, czosn­ko­wej, domo­wej lasa­gne. Jason robił świetną lasa­gne, kiedy się pozna­li­śmy. Na początku czę­sto goto­wał, ale teraz zamra­żarka była wypeł­niona goto­wymi daniami.

Ogar­nęło mnie uczu­cie nostal­gii za tymi szczę­śli­wymi począt­kami. Być może zapach docho­dził z naszego miesz­ka­nia. Być może pamię­tał, że mam trzy­dzie­ści lat i ugo­to­wał to jako uro­dzi­nową nie­spo­dziankę. Tak, pew­nie. I jesz­cze by pozmy­wał i odku­rzył miesz­ka­nie. Prę­dzej zie­mia się roz­stąpi... Jason miał prze­rwę mię­dzy zmia­nami, więc spę­dził kilka godzin na siłowni, a potem pojeź­dził na rowe­rze i teraz leżał na kana­pie z kon­tro­le­rem do gier prak­tycz­nie przy­spa­wa­nym do rąk.

Jak to moż­liwe, że minął cały rok od tej kata­stro­fal­nej nie­uda­nej pro­po­zy­cji? Tam­tej nocy wró­ci­łam do stołu i zasta­łam Jasona zaja­da­ją­cego się przy­stawką. Jeśli zauwa­żył moje czer­wone oczy i łzy na policz­kach, nie powie­dział ani słowa. Moja nagła utrata ape­tytu została przy­jęta jako wię­cej dar­mo­wego jedze­nia dla niego, a moje mil­cze­nie w pociągu do domu zostało przy­pi­sane zmę­cze­niu po cięż­kim tygo­dniu w pracy. Czy naprawdę był tak nie­świa­domy?

Usia­dłam ciężko na naj­wyż­szym stop­niu, pró­bu­jąc zebrać siły, aby wejść do środka, i zaczę­łam szu­kać tele­fonu w tor­bie. Zamiast wywo­łać uśmiech na mojej twa­rzy, mój feed na Face­bo­oku pełen życzeń uro­dzi­no­wych dzia­łał jak przy­gnę­bia­jące przy­po­mnie­nie wszyst­kiego, co było nie tak w moim życiu: -?Wszyst­kiego naj­lep­szego z oka­zji trzy­dzie­stych uro­dzin. Mam nadzieję, że Jason zabie­rze cię w jakieś fajne miej­sce. - Wszyst­kiego naj­lep­szego z oka­zji trzy­dzie­stych uro­dzin, Sarah. Czy w tym roku uda mu się prze­bić Luigi's? -?Mam nadzieję, że mia­łaś wspa­niały dzień i że Jason zapla­no­wał week­end pełen przy­jem­no­ści.

Szanse na to: zero. Zwłasz­cza że nawet nie wspo­mniał o moich uro­dzi­nach, kiedy wycho­dzi­łam do pracy tego poranka. No cóż, led­wie zwra­ca­nie na sie­bie uwagi stało się naszą codzien­no­ścią, a ja byłam tym wyczer­pana.

Czy dam radę prze­żyć kolejny taki rok? Nie chcia­łam umrzeć samot­nie, jak mój wujek Alan, ale czy to naprawdę lep­sze niż samot­ność?

Przy­szła wia­do­mość.

Mail Od Elise

Nasza Jess i Lee wró­cili z Rzymu i są zarę­czeni!!! Jestem z nimi i Garym w Minty's. Jej dia­ment jest więk­szy niż mój. To skan­da­liczne! Nie mogę się docze­kać, żeby jutro poroz­ma­wiać z Tobą i dowie­dzieć się wszyst­kiego o Two­jej wiel­kiej uro­dzi­no­wej impre­zie xxx

Moje ramiona opa­dły jesz­cze bar­dziej. Młod­sza sio­stra Elise zarę­czyła się? Ale była sześć lat młod­sza ode mnie. Nie mogła wyjść za mąż. Nie przede mną. Ale naj­wy­raź­niej spo­tkała odpo­wied­nią osobę, pod­czas gdy ja... Spoj­rza­łam w okno i potrzą­snę­łam głową. Nad­szedł czas.

Wsta­łam, strzep­nę­łam kurz ze spód­nicy i zeszłam po kamien­nych scho­dach. Otwo­rzy­łam drzwi, weszłam do holu, wzię­łam głę­boki oddech i ogło­si­łam tak rado­śnie, jak tylko potra­fi­łam: -?Jason? Jestem w domu.

Nie było odpo­wie­dzi. Sły­chać było tylko odgłos kara­binu maszy­no­wego. Moja ręka się­gnęła do klamki drzwi salonu, ale cof­nę­łam ją i zamiast tego skie­ro­wa­łam się do kuchni. Może naj­pierw tro­chę odwagi w pły­nie.

Bio­rąc pod uwagę, że w miesz­ka­niu bar­dziej pach­niało spo­co­nymi skar­pet­kami niż lasa­gne, mia­łam rację, prze­wi­du­jąc, że nie przy­go­to­wał posiłku. Ogar­nęło mnie przy­tła­cza­jące uczu­cie zmę­cze­nia, opar­łam się o fra­mugę kuchen­nych drzwi i rozej­rza­łam się po znisz­czo­nym wnę­trzu. Jak on to zro­bił? Bez­u­ży­teczny, leniwy, nie­chlujny... Wil­gotne pra­nie gniło w pralce. Kartka A4, którą przy­kle­iłam z przodu pralki, z napi­sem napi­sa­nym mar­ke­rem, dużymi lite­rami -?Pro­szę nas powie­sić -?leżała na bla­cie pokry­tym okru­chami i plamą po fili­żance kawy. Kubki zale­gały w mato­wej beżo­wej cie­czy w zle­wie. Skórki od bana­nów, puste paczki po chip­sach i czę­ściowo wypite szklanki soku walały się na bla­tach.

Wyję­łam z lodówki pół­pu­stą butelkę wina i wzię­łam duży łyk. Tro­chę zszo­ko­wana tym, że piję wprost z butelki -?co dalej, wódka z papie­ro­wej torby? Się­gnę­łam do szafki po kie­li­szek, nala­łam resztę i wzię­łam długi łyk. -?Wszyst­kiego naj­lep­szego z oka­zji trzy­dzie­stych uro­dzin, Sarah. Zapo­wiada się tak samo kiep­sko jak twoje dwu­dzie­ste dzie­wiąte.

Z bur­czą­cym żołąd­kiem ponow­nie otwo­rzy­łam lodówkę i zaczę­łam w niej grze­bać. Co mogła­bym zjeść? Zde­cy­do­wa­łam się na słoik chru­pią­cego masła orze­cho­wego, mimo że tak naprawdę nie lubię tego smaku. Z łyżką w dłoni usia­dłam na jed­nym z nie­wy­god­nych stoł­ków przy wąskim bla­cie śnia­da­nio­wym. Kto­kol­wiek zapro­jek­to­wał te głu­pie rze­czy -?bez wąt­pie­nia męż­czy­zna -?z pew­no­ścią nie miał na myśli osób noszą­cych roz­miar 16-18.

Rozej­rza­łam się po kuchni. Obok chle­baka leżała sterta kar­tek i kilka małych paczek. Poczuw­szy, że w moich uro­dzi­nach nie ma nic "szczę­śli­wego", zosta­wi­łam je tam, gdzie stały.

Dwa­dzie­ścia minut póź­niej Jason wszedł do kuchni, zie­wa­jąc i dra­piąc się po kro­czu.

-?Jesteś w domu.

-?Na to wygląda.

Obser­wo­wa­łam, jak jego wzrok prze­ska­kuje ode mnie do pustej butelki wina, a potem do masła orze­cho­wego. Nie sko­men­to­wał tego, ale wie­dzia­łam, co myśli, gdy przy­ła­puje mnie na obja­da­niu się: -?Nic dziw­nego, że jesteś gruba. Kiedy się pozna­li­śmy, byłaś szczu­pła. Cho­dzi­łaś na siłow­nię. Dba­łaś o swój wygląd. A teraz spójrz, jak się pre­zen­tu­jesz.

-?Na­dal masz na sobie płaszcz -?powie­dział.

-?Naprawdę? -?Nie zda­wa­łam sobie z tego sprawy. Jedyne, co mnie inte­re­so­wało, to to, jak bar­dzo byłam głodna, jak masło orze­chowe przy­kle­iło mi się do pod­nie­bie­nia, jak wino ude­rzyło mi do głowy i jak stra­ci­łam czu­cie w lewym pośladku. Prawy praw­do­po­dob­nie nie był daleko w tyle.

-?Która godzina? -?zapy­tał.

-?Pra­wie dzie­siąta.

Patrzy­łam, jak sięga do lodówki i zasta­na­wia­łam się, dla­czego kie­dyś uwa­ża­łam, że jest poza moim zasię­giem. Był wysoki i ciemny, ale czy był przy­stojny? Nie bar­dzo. To, co mówiono o oso­bo­wo­ści, było prawdą. To wyspor­to­wane ciało, od któ­rego kie­dyś nie mogłam ode­rwać rąk, już na mnie nie dzia­łało. Byłam rów­nież świa­doma, że po roku jedze­nia dla poprawy samo­po­czu­cia, moje ciało rów­nież nie robiło na nim wra­że­nia... a może nawet go odrzu­cało. Pra­cu­jąc do późna przez ostatni rok, aby unik­nąć kon­fron­ta­cji z rze­czy­wi­sto­ścią, że Jason nie był jed­nak tym jedy­nym, wra­ca­łam do domu zbyt późno, aby goto­wać, więc żywi­łam się cze­ko­ladą, chip­sami, pącz­kami i daniami na wynos. Miało to nega­tywny wpływ na stan mojego konta, syl­wetkę, pew­ność sie­bie i nasz zwią­zek. Na początku cią­gle się kłó­ci­li­śmy. Potem zaczę­li­śmy się igno­ro­wać, więc jadłam wię­cej, aby się pocie­szyć i... cóż, było to dość błędne koło.

Zamknął drzwi lodówki.

-?Co jest na kola­cję?

Zdjął kap­sel z butelki piwa. Upadł na pod­łogę i leżał na kafel­kach obok łodygi pomi­dora i cze­goś, co wyglą­dało jak kleks majo­nezu sałat­ko­wego. Nie zamie­rzał tego pod­nieść. Nie obcho­dziło go to. I w tej wła­śnie chwili uświa­do­mi­łam sobie, że i mnie też to nie obcho­dzi. Ześli­zgnę­łam się ze stołka, się­gnę­łam po swoją torbę i powie­dzia­łam:

-?Nie mogę tego dłu­żej robić, Jason.

-?Czego?

-?Żyć w ten spo­sób.

-?Nie mia­łem czasu posprzą­tać.

-?Nie cho­dzi mi o bała­gan. -?Ode­rwa­łam się od tego, co robi­łam i spoj­rza­łam mu pro­sto w oczy. -?Cho­dzi mi o nasz zwią­zek. Chcę, żeby­śmy się roz­stali.

W chwili, gdy słowa te opu­ściły moje usta, poczu­łam ulgę. Czu­łam się lekka jak piórko. Czu­łam się... O cho­lera, on zamie­rzał zapro­te­sto­wać.

-?Mówisz poważ­nie?

-?Tak.

Bądź silna. Nie mów, że to tylko suge­stia. Nie zga­dzaj się na kolejną próbę. Dasz radę. Rów­nie dobrze możesz to zakoń­czyć i zostać sama, bo to, co masz teraz, nie jest związ­kiem. Jeste­ście jak współ­lo­ka­to­rzy, któ­rzy nawet się nie lubią.

-?Nie pasu­jemy do sie­bie. Ten ostatni rok nie był rajem dla naszego związku, prawda?

Jason patrzył na mnie, zacho­wu­jąc cał­ko­wi­cie poke­rową twarz. Chcia­łam, żeby coś powie­dział. Zgo­dził się. Zapro­te­sto­wał. Krzyk­nął. Cie­szył się. Po pro­stu coś zro­bił. Wypił resztę drinka i ude­rzył pustą butelką o blat. Potem obda­rzył mnie olśnie­wa­ją­cym uśmie­chem i powie­dział:

-?Cóż, dzięki Bogu, że jedno z nas w końcu miało odwagę to powie­dzieć. Sarah, ura­to­wa­łaś mi życie. Masz ochotę na ostat­nie drinki w The Grif­fin? Nie wyglą­daj na tak zszo­ko­waną. Chodź. Posta­wię ci drinka z oka­zji uro­dzin.

I tak się skoń­czyło. Nieco ponad trzy lata razem dobie­gły końca. Bez łez, bez wza­jem­nych oskar­żeń; tylko dwa drinki, paczka fry­tek Scampi i przy­ja­ciel­ska roz­mowa w stylu -?o tym, jakimi idio­tami byli­śmy, pozwa­la­jąc, by to trwało tak długo. Uzgod­ni­li­śmy, że wypo­wiemy umowę najmu miesz­ka­nia i sprze­damy samo­chód, a ja dostanę prawo do opieki nad kotami.

Nie mogłam czuć więk­szej ulgi z powodu końca tej męki, cho­ciaż było to tak łatwe, że nie mogłam prze­stać się obwi­niać, że nie mia­łam odwagi zakoń­czyć tego wcze­śniej.

Jason poca­ło­wał mnie na dobra­noc -?deli­kat­nie w poli­czek -?a potem wezwał tak­sówkę, by udać się do domu przy­ja­ciela, aby unik­nąć nocy na kana­pie, a także dać mi tro­chę prze­strzeni do prze­my­śleń.

I wła­śnie to robi­łam. W rze­czy­wi­sto­ści więk­szość nocy spę­dzi­łam na roz­my­śla­niach. I zamar­twia­niu się. O waż­nych spra­wach, takich jak to, gdzie będę miesz­kać, jak szybko sprze­damy samo­chód i jak upo­rząd­ku­jemy nasze finanse, a także o dro­bia­zgach, które o trze­ciej nad ranem nagle wyda­wały się ważne, na przy­kład o tym, kto zatrzyma świecz­niki, które kupi­li­śmy latem na targu w Gre­en­wich, i czy będę musiała zapła­cić Jaso­nowi za jego część dra­paka dla kotów.

Począt­kowo deszcz stu­kał w okno deli­kat­nie, a potem coraz moc­niej. Ryt­miczne bęb­nie­nie w końcu wpro­wa­dziło mnie w nie­spo­kojny sen, w któ­rym cof­nę­łam się do cza­sów, gdy mia­łam trzy­na­ście lat i drża­łam na zewnątrz miesz­ka­nia wujka Alana.

-?Wujku Ala­nie? To tylko ja! -?krzyk­nę­łam przez skrzynkę na listy.

Kro­ple lodo­wa­tego desz­czu z prze­peł­nio­nej rynny spa­dały mi na głowę i spły­wały po szyi. Pocią­gnę­łam nosem, gdy duża kro­pla spły­nęła mi po nim, a potem natych­miast odsko­czy­łam od skrzynki pocz­to­wej, zaty­ka­jąc nos, gdy ude­rzył mnie smród przy­po­mi­na­jący gni­jące mięso. Fuj! Musiał znowu zosta­wić kur­czaka poza lodówką. Wstrzy­ma­łam oddech, pod­no­sząc ponow­nie klapkę. -?Wejdę sama.

Wsu­wa­jąc pod pachę torbę z nie­dziel­nymi gaze­tami, się­gnę­łam do kie­szeni dżin­sów po zapa­sowy klucz i otwo­rzy­łam drzwi, przy­go­to­wu­jąc się na obez­wład­nia­jący smród. Żołą­dek mi się skrę­cił i przy­ci­snę­łam dłoń do nosa i ust, wdzięczna, że nie zja­dłam śnia­da­nia.

-?Wujku Ala­nie? -?zawo­ła­łam przez palce. -?Nie mów, że tym razem też tego nie czu­jesz.

Kilka much brzę­czało mi wokół uszu, więc odgo­ni­łam je ręką. Poło­ży­łam torbę w przed­po­koju, powoli zdję­łam kurtkę prze­ciw­desz­czową i powie­si­łam ją na wie­szaku obok beżo­wego płasz­cza, bez któ­rego ni­gdy nie wycho­dził z domu. Ręce lekko mi drżały, gdy zdej­mo­wa­łam kalo­sze i ponow­nie zawo­ła­łam: -?Wujku Ala­nie? Znowu dzi­siaj jesteś zrzę­dliwy? Jeśli tak, to nie pomogę ci w roz­wią­zy­wa­niu krzy­żówki.

Z ser­cem w gar­dle cze­ka­łam na jego odpo­wiedź. Nic.

Zabi­łam jesz­cze kilka much, po czym skra­da­jąc się kory­ta­rzem, skie­ro­wa­łam się w stronę salonu na tyłach miesz­ka­nia.

-?Wujku Ala­nie? -?Zatrzy­ma­łam się tuż przed drzwiami salonu i ponow­nie nasłu­chi­wa­łam. Przez deszcz, grzmoty i muchy sły­sza­łam tylko bicie swo­jego serca.

Z ręką na­dal przy­ło­żoną do nosa i ust, zebra­łam całą swoją siłę i odwagę, aby przejść z przed­po­koju do salonu, ponie­waż uczu­cie cię­żaru w żołądku pod­po­wia­dało mi, że nasza nie­dzielna rutyna zosta­nie zła­mana na zawsze.

Zasłony były czę­ściowo zasu­nięte, więc salon pogrą­żony był w ciem­no­ści. Ostroż­nie szu­ka­łam ręką włącz­nika świa­tła wzdłuż znisz­czo­nej winy­lo­wej tapety. Kiedy moje palce dotknęły pla­sti­ko­wej obu­dowy, błysk pio­runa oświe­tlił pokój jak reflek­tor. I wtedy go zoba­czy­łam. Leżał tam. Przez grzmoty usły­sza­łam krzyk. Krzyk dziew­czyny -?prze­ra­żony, pełen bólu.

Sie­dzia­łam teraz wypro­sto­wana, z ser­cem w gar­dle, gdy błysk pio­runa oświe­tlił moją sypial­nię.

-?Wujku Ala­nie? -?szep­nę­łam.

Kiedy roz­legł się grzmot, zadrża­łam i zanur­ko­wa­łam pod koł­drę, ści­ska­jąc mojego misia, pana Pink, przy­po­mi­na­jąc sobie, że mam trzy­dzie­ści lat, a nie trzy­na­ście. Musia­łam myśleć pozy­tyw­nie. Musia­łam wyobra­zić sobie, że on na­dal żyje. Musia­łam sku­pić się na naszej daw­nej ruty­nie. W każdą nie­dzielę o 10 rano ogła­sza­łam swoje przy­by­cie przez skrzynkę na listy, wcho­dzi­łam do środka i kie­ro­wa­łam się do salonu, gdzie znaj­do­wa­łam go wyle­gu­ją­cego się w swoim ulu­bio­nym fotelu, macza­ją­cego zwy­kłe her­bat­niki w her­ba­cie z mle­kiem. Ponie­waż jego życie kon­tro­lo­wała cukrzyca, te zwy­kłe her­bat­niki były jego jedyną coty­go­dniową przy­jem­no­ścią. Na mnie cze­kał tru­skaw­kowy kok­tajl mleczny i kilka cze­ko­la­do­wych her­bat­ni­ków. Podzi­wia­łam jego powścią­gli­wość, ponie­waż sam ni­gdy nie ule­gał poku­sie cze­ko­la­do­wych cia­stek. Pili­śmy nasze napoje, a ja opo­wia­da­łam mu o moim tygo­dniu w szkole i o tym, co robi­łam w kół­kach poza­lek­cyj­nych, a potem poma­ga­łam mu roz­wią­zy­wać krzy­żówki. Mówię -?poma­ga­łam, ale z pew­no­ścią nie byłam mózgiem tego duetu; moje czy­ta­nie oszczę­dzało mu kło­potu zakła­da­nia oku­la­rów, a moje pisa­nie oszczę­dzało mu bólu rąk spo­wo­do­wa­nego artre­ty­zmem. Jego ciało mogło go zawieść, ale jego umysł był bystry i pełen milio­nów fak­tów i szcze­gó­łów.

Kolejny błysk pio­runa oświe­tlił pokój, a wraz z nim w mojej gło­wie poja­wił się obraz wujka Alana -?pio­run odsło­nił opuch­niętą twarz, mar­mur­ko­watą żółto-szarą skórę, zabru­dzone spodnie -?i zadrża­łam. Żało­wa­łam, że to ja zna­la­złam go tego dnia. Ale gdyby nie ja, zna­la­złaby go mama, tata lub mój brat Ben, a nie życzy­ła­bym nikomu z nich tak maka­brycz­nego odkry­cia. Gdy­bym tylko mogła wyma­zać ten obraz z pamięci i zamiast tego wyobra­zić sobie go jako zrzędę o dobrym sercu, jakim go zna­łam, z wiel­kim zmarsz­czo­nym czo­łem, ale błysz­czą­cymi sza­rymi oczami, które łza­wiły za każ­dym razem, gdy obej­mo­wa­łam go na poże­gna­nie.

Mru­ga­łam, powstrzy­mu­jąc łzy, które poja­wiały się tak łatwo za każ­dym razem, gdy o nim myśla­łam. Powin­nam była odwie­dzać go czę­ściej. Raz w tygo­dniu to za mało. On mnie potrze­bo­wał. Nie miał nikogo poza naszą małą rodziną. Otar­łam łzę i skar­ci­łam się w duchu. Byłam młoda, robi­łam, co mogłam, a on to doce­niał.

Sku­lona pod koł­drą, myślami prze­ska­ki­wa­łam mię­dzy momen­tem, w któ­rym zna­la­złam wujka Alana, a moją obecną sytu­acją z Jaso­nem.

Kiedy o świ­cie burza w końcu uci­chła, doszłam tylko do jed­nego wnio­sku: nie chcia­łam spę­dzać całego week­endu sama. Jedyną bli­ską przy­ja­ciółką, jaką mia­łam w Lon­dy­nie, była Clare, a ona wyje­chała na imprezę fir­mową do Bir­ming­ham, co ozna­czało, że dom -?nad­mor­skie mia­steczko Whits­bo­ro­ugh Bay w hrab­stwie North York­shire -?był miej­scem, do któ­rego nale­żało się udać. Nie­stety, ode­bra­łam wia­do­mość gło­sową od mamy, w któ­rej infor­mo­wała mnie, że tata zabrał ją na week­end do Paryża i miała nadzieję, że Jason zapla­no­wał rów­nie roman­tyczny week­end z oka­zji moich uro­dzin (och, iro­nia losu). Nie mogłam więc zatrzy­mać się u rodzi­ców. Mogłam jed­nak zwró­cić się do sio­stry mamy, cioci Kay. Nie musia­łam dzwo­nić wcze­śniej, ponie­waż dokład­nie wie­dzia­łam, gdzie będzie. Była prak­tycz­nie w związku mał­żeń­skim ze swoją pracą i ni­gdy, przeni­gdy nie brała urlopu.

Po wrzu­ce­niu kilku ubrań do małej walizki poje­cha­łam metrem, a następ­nie zła­pa­łam pierw­szy pociąg z King's Cross.

Rozdział 3

Głę­boko wcią­gnę­łam haust świe­żego mor­skiego powie­trza, a następ­nie otwo­rzy­łam drzwi do Seaside Blo­oms -?kwia­ciarni, którą cio­cia Kay otwo­rzyła dwa­dzie­ścia pięć lat wcze­śniej. Dzwo­nek zadzwo­nił rado­śnie. Zawsze uwiel­bia­łam ten dźwięk, tak przy­ja­zny i tak bar­dzo koja­rzący się z domem.

-?Sarah! Co tu robisz?

Ciotka Kay deli­kat­nie odło­żyła bukiet ślubny, który wła­śnie ukła­dała. Wytarła ręce o far­tuch i wybie­gła zza lady.

-?Nie­spo­dzianka!

Rzu­ciła mi się na szyję.

-?Mia­łam do cie­bie zadzwo­nić wie­czo­rem, więc to świet­nie, że tu jesteś.

Kiedy mocno ją przy­tu­li­łam, zapora, która zaska­ku­jąco pozo­stała zamknięta poprzed­niego wie­czoru, pękła.

-?Kocha­nie, co się stało? Co się wyda­rzyło?

-?Jason -?wyszep­ta­łam.

-?Czy wszystko z nim w porządku?

-?To koniec.

-?Och, kocha­nie, tak mi przy­kro.

Zadzwo­nił dzwo­nek skle­powy. Sto­jąc ple­cami do drzwi, na wypa­dek gdyby to był ktoś zna­jomy, puści­łam cio­cię Kay i zaczę­łam szu­kać chu­s­teczki w torebce.

-?Dzień dobry, pani Bates -?powie­działa. -?Cathy zaraz do pani podej­dzie. -?Cathy?

Cathy poja­wiła się w przej­ściu z tyłu sklepu, wygła­dza­jąc far­tuch na swo­ich obfi­tych kształ­tach. Uśmiech­nęła się pro­mien­nie, gdy mnie zoba­czyła.

-?Sarah! Kay nie powie­działa...

-?Sarah zło­żyła nam nie­spo­dzie­waną wizytę -?prze­rwała ciotka Kay. -?Ale musimy poroz­ma­wiać na zaple­czu. Czy możesz zająć się panią Bates?

-?Oczy­wi­ście.

Cathy, która naj­wy­raź­niej dostrze­gła łzy, spoj­rzała na mnie ze współ­czu­ciem i lekko pokle­pała mnie po ramie­niu, mija­jąc mnie w pośpie­chu.

Ciotka Kay zapro­wa­dziła mnie na zaple­cze -?tak Ben i ja nazwa­li­śmy biuro/maga­zyn/kuch­nię na tyłach kwia­ciarni, ponie­waż ciotka Kay lubiła mówić: -?Idę na zaple­cze, żeby zapa­rzyć her­batę -?i posa­dziła mnie na swoim znisz­czo­nym skó­rza­nym krze­śle biu­ro­wym.

Usia­dła na biurku i cze­kała, aż się uspo­koję.

-?Prze­pra­szam za to -?powie­dzia­łam. -?Myśla­łam, że wszystko jest w porządku, ale może wypo­wie­dze­nie tego na głos uświa­do­miło mi, że to prawda.

I że jestem sama. Znowu. Tak jak wujek Alan.

-?Kto to zakoń­czył?

-?Ja.

-?Mogę zapy­tać dla­czego?

-?Możesz, ale może póź­niej. Czy mogę zostać dziś na noc w Seashell Cot­tage? -?Mia­łam klucz do domu rodzi­ców, ale wola­łam zostać w domku cioci Kay na Sta­rym Mie­ście, niż być sama.

-?Oczy­wi­ście, że tak. Zawsze jest tam dla cie­bie miej­sce.

Poczu­łam się znacz­nie spo­koj­niej­sza, ponow­nie otar­łam oczy i odgar­nę­łam kosmyki wło­sów z twa­rzy.

-?Masz dzi­siaj ślub?

-?To może pocze­kać. Wiesz, że zawsze mam czas dla mojej ulu­bio­nej sio­strze­nicy.

-?Jestem twoją jedyną sio­strze­nicą.

-?Jestem pewna, że na­dal była­byś moją ulu­bie­nicą, nawet gdyby było ich tuzin.

Uśmiech­nę­łam się.

-?Nie chcia­łam ci prze­szka­dzać, ale naj­wy­raź­niej mama i tata wyje­chali na week­end do Paryża.

-?Ach tak. Roman­tyczny wypad. Twój tata zasko­czył ją wczo­raj bile­tami. Naj­wy­raź­niej minęło trzy­dzie­ści pięć lat, odkąd popro­sił ją o rękę.

Wes­tchnę­łam.

-?Nie­któ­rzy mają łatwo. Jason ni­gdy nie zabie­rał mnie na roman­tyczne week­endy.

-?W takim razie praw­do­po­dob­nie dobrze zro­bi­łaś, że go rzu­ci­łaś. Czas zna­leźć kogoś, kto to zrobi.

Pokrę­ci­łam głową.

-?Może jesz­cze nie teraz. Myślę, że naj­pierw muszę odna­leźć sie­bie.

Nawet jeśli ozna­czało to samot­ność przez jakiś czas. Zaczę­łam pani­ko­wać i powta­rza­łam man­trę, którą opra­co­wa­łam, gdy mia­łam dwa­dzie­ścia dwa lata i byłam zroz­pa­czona zerwa­niem w moim pierw­szym poważ­nym związku. Sama jako osoba samotna... ale nie samotna. Mam przy­ja­ciół. Sama w sen­sie nie­za­mężna... Wsta­łam i wzię­łam głę­boki oddech.

-?Może wróć do swo­jego bukietu, a ja przy­go­tuję nam coś do picia, a potem pomogę ci z kwia­tami?

-?Na pewno nie masz nic prze­ciwko?

-?Na pewno. Z przy­jem­no­ścią.

-?Twoja pomoc byłaby wyba­wie­niem -?powie­działa. -?Powinno nas być cztery, ale Wendy jest na weselu, a Gemma się nie poja­wiła. Mówi, że ma grypę żołąd­kową, ale ja twier­dzę, że to kac. To dla niej ostat­nie ostrze­że­nie, a my jeste­śmy kom­plet­nie w tyle. Bukiety dla dru­hen czy buto­nierki?

-?Pro­szę o buto­nierki. Nie spa­łam, więc nie sądzę, żebym była wystar­cza­jąco wypo­częta, aby dobrze wyko­nać bukiety.

Prawda była taka, że bałam się, że coś zepsuję. Sytu­acja w domu zaczęła wpły­wać na moją pracę jako asy­stentki ds. mar­ke­tingu w dużym banku. Nie­dawno popeł­ni­łam kilka nie­ostroż­nych błę­dów i otrzy­ma­łam repry­mendę, że nie powin­nam przy­no­sić swo­ich pro­ble­mów oso­bi­stych do pracy. Moja pew­ność sie­bie była na naj­niż­szym pozio­mie w histo­rii.

Jakby wyczu­wa­jąc mój kry­zys pew­no­ści sie­bie, cio­cia Kay powie­działa:

-?Nie­za­leż­nie od tego, czy jesteś zmę­czona, wiem, że dasz radę. Jesteś i zawsze byłaś naj­bar­dziej uta­len­to­waną kwia­ciarką, jaką mia­łam przy­jem­ność szko­lić, i masz kwa­li­fi­ka­cje, które to potwier­dzają. Mogła­byś zro­bić te bukiety z zamknię­tymi oczami i z rękami zwią­za­nymi za ple­cami. Ale dam ci spo­kój, bo mia­łaś trau­ma­tyczne uro­dziny. Możesz zacząć od buto­nierki, ale jeśli zrobi się tłoczno, będę musiała awan­so­wać cię do bukie­tów. I potrze­buję wszyst­kich szcze­gó­łów doty­czą­cych Jasona, pod­czas gdy ty będziesz pra­co­wać. Nie mogę się docze­kać.

Kilka godzin póź­niej cio­cia Kay przyj­rzała się trzem bukie­tom dla dru­hen, dwóm bukie­tom dla dzieci i ośmiu buto­nier­kom, które stwo­rzy­łam.

-?Powiedz mi jesz­cze raz, dla­czego tu nie pra­cu­jesz. Są prze­piękne. Te zaję­cia w tym Lon­dy­nie z pew­no­ścią były warte swo­jej ceny.

Roz­ba­wiło mnie, kiedy nazwała mój dom -?tym Lon­dy­nem tonem peł­nym obrzy­dze­nia, jakim mogłaby opi­sać -?tę cho­robę prze­no­szoną drogą płciową. Odwie­dziła mnie tam tylko raz i nie mia­łam wąt­pli­wo­ści, że uznała to o jeden raz za dużo. Ni­gdy nie zdo­ła­łam roz­gryźć, czy nie­na­wi­dziła kon­kret­nie -?tego Lon­dynu, czy faktu, że miesz­ka­łam tam, a nie w domu.

-?Od dawna nie robi­łam bukie­tów -?powie­dzia­łam. -?Jestem cał­kiem zado­wo­lona.

-?I powin­naś. Mówisz, że w ciągu ostat­niego roku czę­ściej cho­dzi­łaś do swo­jego klubu flo­ry­stycz­nego...?

Ski­nę­łam głową.

-?Świetna wymówka pozwa­la­jąca unik­nąć Jasona.

-?Cóż, opła­ciło się. Hej, Cathy, chodź zoba­czyć.

Cathy pode­szła powoli.

-?Sarah, są prze­piękne. Wiesz, co powin­naś zro­bić?

-?Nie. Co?

-?Powin­naś wró­cić do domu i pra­co­wać dla cioci.

-?Czy wy to wcze­śniej ćwi­czy­ły­ście? -?zapy­ta­łam, kła­dąc ręce na bio­drach w uda­wa­nym obu­rze­niu, ale nie mogłam powstrzy­mać uśmie­chu.

To było cudowne uczu­cie być potrzebną, zwłasz­cza po ostat­nim roku spę­dzo­nym z Jaso­nem, kiedy czu­łam się zupeł­nie ina­czej.

-?Nie mam poję­cia, o czym mówisz. -?Ciotka Kay spoj­rzała na mnie sze­roko otwar­tymi oczami i nie­win­nym wyra­zem twa­rzy. -?Ale to dobry pomysł. Na pewno nie chcesz?

-?Tak, cio­ciu Kay. Jestem pewna. Ponie­waż...

-?Wiem, wiem... -?Puściła oko do Cathy. -?Bo flo­ry­styka to tylko hobby, mimo że masz dwa razy wię­cej talentu niż więk­szość pro­fe­sjo­nal­nych flo­ry­stów, któ­rych znam. Bo już tu nie miesz­kasz. Bo kochasz Lon­dyn. Bo tam masz pracę. Bo Jason nie chce się prze­pro­wa­dzać. -?Zro­biła pauzę, a potem dodała dra­ma­tycz­nie: -?Cho­ciaż Jason już nie wcho­dzi w grę, więc...

-?Cio­ciu Kay! To już nie jest mój dom. Wypro­wa­dzi­łam się stąd dwa­na­ście lat temu.

-?A mogła­byś rów­nie łatwo wró­cić. Nawet odwa­ży­ła­bym się na kolejną podróż, żeby pomóc ci spa­ko­wać rze­czy. Cathy mogłaby się zająć spra­wami tutaj, na miej­scu, prawda, Cathy?

-?To pestka -?powie­działa Cathy. -?Tylko podaj datę.

-?Prze­stań­cie, obie.

Zakry­łam uszy dłońmi i zaczę­łam nucić, aż cio­cia Kay zasło­niła usta dło­nią, lekko ude­rzyła mnie w nad­gar­stek i wyszep­tała:

-?Prze­pra­szam.

-?Też tak myślę. -?Zdję­łam ręce z uszu.

-?Wkrótce zmie­nisz zda­nie co do powrotu tutaj.

-?Wąt­pię. Ale dzię­kuję za wysi­łek. Praw­do­po­dob­nie poczu­ła­bym się ura­żona, gdy­by­ście nie pró­bo­wały mnie prze­ko­nać do pozo­sta­nia. Pomy­śla­ła­bym, że już mnie nie chce­cie.

-?Chodź tu. -?Znów mnie przy­tu­liła. -?Zawsze będę chciała mieć przy sobie moją ulu­bioną sio­strze­nicę.

-?Witam. Czy to nie­od­po­wiedni moment?

Nie sły­sza­łam dzwonka nad drzwiami, więc męski głos mnie zasko­czył. Odwró­ci­łam się i zoba­czy­łam męż­czy­znę w gra­na­to­wym fraku. Wyglą­dał na około trzy­dzie­ści lat, miał około sto osiem­dzie­siąt cen­ty­me­trów wzro­stu i gęste ciemne włosy, które były lekko wystrzę­pione na czubku głowy. Cał­kiem nie­zły.

-?Nick! -?Ciotka Kay poca­ło­wała go w oba policzki. -?O rany, ależ dobrze wyglą­dasz. Pokaż się nam.

-?Dzię­kuję. -?Nick wyko­nał nieco nie­zręczny obrót. -?Myślę jed­nak, że jesteś zbyt hojna. Czyż więk­szość ludzi nie wygląda dobrze w takich stro­jach?

Moim zda­niem tak, ale Nick w swoim wyglą­dał wyjąt­kowo dobrze. Kiedy spoj­rzał na mnie i uśmiech­nął się, moje serce zabiło szyb­ciej. Przez chwilę nie zwra­ca­łam uwagi na nic innego, tylko na niego i jego nie­bie­skie oczy, które błysz­czały jak ocean w sło­neczny dzień.

-?Nie uwa­żasz, że wyglą­dam jak nie­bie­ski pin­gwin? -?zapy­tał, na­dal patrząc mi w oczy.

Nie. Po pro­stu prze­piękny, boski facet. Wow! Opa­nuj się, Sarah. Ten facet wkrótce się żeni. Odwróć wzrok. Teraz. Na szczę­ście cio­cia Kay ode­zwała się, a Nick ode­rwał ode mnie wzrok.

-?Nie umniej­szaj sobie. Nie­któ­rzy męż­czyźni wyglą­dają w tym śmiesz­nie, a widzia­łam setki z nich w tej branży. Tobie naprawdę pasuje. Wyglą­dasz bar­dzo przy­stoj­nie.

Zwró­ciła się do mnie. O nie. Nie waż się.

Odwa­żyła się.

-?Prawda, Sarah? Czyż nie wygląda przy­stoj­nie?

Moje policzki zapło­nęły.

-?Tak, nie­zna­jomy, któ­rego ni­gdy nie spo­tka­łam, wyglą­dasz bar­dzo przy­stoj­nie, jak to ujęła moja cio­cia.

Nick roze­śmiał się, wycią­gnął rękę i entu­zja­stycz­nie uści­snął moją.

-?Ciotka? W takim razie musisz być sio­strze­nicą Kay, Sarah. Dużo o tobie sły­sza­łem. Jestem Nick Der­by­shire.

-?Cześć, Nick. -?Nie­chęt­nie puści­łam jego dłoń.

-?Dener­wu­jesz się, Nick? -?zapy­tała cio­cia Kay.

-?Jestem prze­ra­żony. Zwłasz­cza prze­mową. Chciał­bym nie musieć prze­ma­wiać jako pierw­szy.

-?To nie pan młody prze­ma­wia jako pierw­szy -?wyrwało mi się. -?To ojciec panny mło­dej.

Nick uśmiech­nął się dum­nie.

-?Jestem ojcem panny mło­dej.

-?Ale... ale nie możesz być dużo star­szy ode mnie.

-?Mam trzy­dzie­ści dwa lata.

-?W takim razie musia­łeś mieć córkę w bar­dzo mło­dym wieku.

Ciotka Kay roze­śmiała się.

-?On nie ma dzieci. To ślub jego sio­stry.

Zmarsz­czy­łam brwi.

-?Ale...

-?Nasz tata zmarł, kiedy mia­łem dzie­sięć lat, a Cal­lie sześć - powie­dział Nick. -?Byłem dla niej zarówno ojcem, jak i star­szym bra­tem, więc popro­siła mnie, żebym ją popro­wa­dził do ołta­rza.

-?Och, to takie uro­cze. Przy­kro mi z powodu two­jego taty.

-?Dzię­kuję. Byłby dziś bar­dzo dumny z Cal­lie.

Zwró­cił się do cioci Kay.

-?Czy kwiaty są gotowe?

-?Pokażę ci. -?Popro­wa­dziła Nicka do dużego stołu za ladą. -?Sarah zro­biła więk­szość z nich -?powie­działa z entu­zja­zmem, odwra­ca­jąc się i uśmie­cha­jąc do mnie. -?Jest tak uta­len­to­wana. Czyż nie są wspa­niałe?

Moje policzki znów się zaczer­wie­niły. No nie mogła być już bar­dziej oczy­wi­sta?

Nick odwró­cił się i uśmiech­nął do mnie.

-?Bar­dzo piękne.

Było coś w spo­so­bie, w jaki na mnie patrzył, co spra­wiło, że pomy­śla­łam, iż nie mówił o kwia­tach. Nie może mieć na myśli mnie... prawda? Daleko mi do piękna. Jestem gruba. Mam potar­gane włosy. Moje oczy są czer­wone i... nie, na pewno ma na myśli kwiaty. Głu­pio się zacho­wuję. Mam halu­cy­na­cje z powodu braku snu.

Zadzwo­nił dzwo­nek i młod­szy męż­czy­zna w dopa­so­wa­nym gar­ni­tu­rze wychy­lił głowę zza drzwi.

-?Prze­pra­szam, Nick. Sta­ną­łem na podwój­nej żół­tej linii -?powie­dział.

-?W porządku, to lepiej ruszaj­cie.

Nick podał męż­czyź­nie pudełko, a potem chwy­cił dru­gie.

Ciotka Kay otwo­rzyła sze­roko drzwi dla nich obu.

-?Pozdrów Cal­lie -?powie­działa. -?Powiedz jej, że chcę zoba­czyć zdję­cia. Powo­dze­nia z prze­mową. Mówią, że należy wyobra­zić sobie publicz­ność nago. Pomaga to opa­no­wać nerwy.

-?Nie jest to przy­jemna myśl. Nie widzia­łaś mojego wujka Clive'a. - Skrzy­wił się i zadrżał. -?Nie mogę teraz pozbyć się tego obrazu. To może być dla mnie trau­ma­tyczne doświad­cze­nie na całe życie. A skoro o tym mowa... jesz­cze raz dzię­kuję za te rze­czy, Kay.

Odwró­cił się i uśmiech­nął się sze­roko do mnie.

-?Miło było cię w końcu poznać, Sarah. Jesteś dokład­nie taka, jak sobie wyobra­ża­łem. Mam nadzieję, że nasze drogi jesz­cze się skrzy­żują.

Uśmiech­nę­łam się i poma­cha­łam, pró­bu­jąc zigno­ro­wać motyle w brzu­chu. Uspo­kój się, Sarah. Reagu­jesz na niego tylko dla­tego, że jesteś teraz sin­gielką i możesz sobie na to pozwo­lić. To natu­ralne, że pociąga cię pierw­szy przy­stojny męż­czy­zna, który ma na tyle uprzej­mo­ści, żeby się do cie­bie ode­zwać. Zwłasz­cza gdy ma na sobie frak, oczy koloru oce­anu i... prze­stań.

Ciotka Kay zamknęła drzwi i wró­ciła do lady.

-?Jaki uro­czy młody czło­wiek -?powie­działa.

-?Wyda­wał się cał­kiem miły -?sta­ra­łam się brzmieć non­sza­lancko.

Nie jestem pewna, czy mi się to udało.

-?Jest. Bar­dzo miły. Bar­dzo uro­czy. Pamię­tasz Almę Sut­ton, która miesz­kała obok mnie, kiedy byłaś mała? Była bab­cią Nicka.

-?Świat jest mały.

-?To bar­dzo wraż­liwy młody czło­wiek. Co roku w syl­we­stra przy­cho­dzi po trzy bukiety bia­łych róż i trzy poje­dyn­cze kwiaty. W Nowy Rok kła­dzie bukiet na gro­bach babci, dziadka i taty, a poje­dyn­cze kwiaty wrzuca do morza przy Ligh­tho­use Point, aby upa­mięt­nić każ­dego z nich.

-?To bar­dzo miłe i tro­skliwe z jego strony.

-?On jest sin­glem, wiesz.

-?Czy nie jest dla cie­bie tro­chę za młody?

-?Nie cho­dzi mi o mnie.

Poło­ży­łam ręce na bio­drach i spoj­rza­łam na nią z uda­waną suro­wo­ścią.

-?Dosko­nale rozu­miem, co masz na myśli, ale wolę to zigno­ro­wać. Już ci mówi­łam, że nie jestem gotowa na randki, a nawet gdy­bym była, ktoś miesz­ka­jący cztery godziny drogi stąd nie zna­la­złby się na szczy­cie mojej listy.

-?Możesz wró­cić do domu.

-?Myślę, że potrze­bo­wa­ła­bym nieco poważ­niej­szego powodu, żeby wró­cić do domu, niż twoje próby odgry­wa­nia roli Kupi­dyna. -?Wes­tchnę­łam i potrzą­snę­łam głową.

Ciotka Kay nie odpo­wie­działa. Zamiast tego bawiła się pier­ścion­kiem zarę­czy­no­wym mojej babci, obra­ca­jąc go na palcu.

Spoj­rza­łam na nią spod zmru­żo­nych powiek.

-?Wszystko w porządku?

Prze­stała krę­cić pier­ścion­kiem i wzięła głę­boki oddech.

-?Powie­dzia­łam, że zadzwo­nię do cie­bie dzi­siaj wie­czo­rem. Czas powie­dzieć ci, dla­czego.

Żołą­dek mi się skrę­cił, ale nie w przy­jemny spo­sób, jak wcze­śniej z Nic­kiem -?raczej w nie­po­ko­jący. Zakła­da­łam, że zadzwoni, żeby zapy­tać o moje uro­dziny, a nie dla­tego, że ma jakieś wia­do­mo­ści. I to praw­do­po­dob­nie złe wia­do­mo­ści, sądząc po tym rzad­kim prze­ja­wie zde­ner­wo­wa­nia. Przez głowę prze­my­kały mi myśli o śmier­tel­nych cho­ro­bach.

-?Stre­su­jesz mnie -?powie­dzia­łam.

-?Daj mi chwilę. -?Znik­nęła na zaple­czu i po kilku chwi­lach wró­ciła, trzy­ma­jąc w ręku jasno­czer­wony segre­ga­tor, który mi podała.

-?Co to jest?

-?Mówi­łaś, że potrze­bu­jesz nieco moc­niej­szego powodu, aby prze­pro­wa­dzić się do domu, niż tylko swa­ta­nie. Cóż, mam taki powód. Pamię­tasz, jak zawsze mówi­łam, że po mojej śmierci odzie­dzi­czysz Seaside Blo­oms, a Ben dosta­nie Seashell Cot­tage?

-?Tak. A ja zawsze mówi­łam ci, żebyś pozbyła się czar­no­wi­dze­nia. O Boże! Ona jest chora. Nie!

Znów zaczęła bawić się pier­ścion­kiem.

-?Zmie­ni­łam zda­nie. Nie chcę zosta­wić ci firmy w testa­men­cie. Chcę ci ją dać już teraz.

-?Co?

-?Nie­spo­dzie­wa­nie poja­wiła się oka­zja, aby podró­żo­wać po świe­cie z moją przy­ja­ciółką Lindą i posta­no­wi­łam z niej sko­rzy­stać. Chcę przejść na eme­ry­turę i chcę, abyś została nową wła­ści­cielką Seaside Blo­oms. Prak­tycz­nie od zaraz.

Rozdział 4

-?W końcu mia­łaś na tyle roz­sądku, żeby rzu­cić tego głupka? -?Clare roz­wi­nęła sza­lik, zdjęła płaszcz i podała mi obie rze­czy. -?Nie mogłaś tego tak zosta­wić? Po co rezy­gno­wać też z pracy? -?Nie cze­ka­jąc na odpo­wiedź, weszła do mojej sypialni.

Powie­si­łam jej płaszcz, a potem poszłam za nią. Leżała wycią­gnięta na łóżku, a jej brą­zowe zamszowe buty na wyso­kich obca­sach leżały porzu­cone w drzwiach. Wes­tchnę­łam i odsu­nę­łam je na bok.

-?Czy ty ni­gdy nie nosisz dżin­sów, jak nor­malna osoba? -?zapy­ta­łam, patrząc na jej drogi, miękki, dopa­so­wany swe­ter w kolo­rze kre­mo­wym i krótką brą­zową spód­niczkę z kasz­miru. -?To nie wygląda na zbyt prak­tyczne, jeśli chcesz mi pomóc się spa­ko­wać.

Clare pod­parła się na łok­ciach.

-?Moim zada­niem jest leżeć tutaj i kie­ro­wać. Pako­wa­nie to dobra oka­zja do porząd­ków, więc zaczniemy od two­ich ubrań. Powiem ci, co możesz zatrzy­mać. Nie patrz tak na mnie. Robię ci przy­sługę, naprawdę.

-?W jaki spo­sób?

-?Kiedy skoń­czę, będziesz miała o wiele mniej śmieci do zapa­ko­wa­nia jutro do fur­go­netki.

-?Ależ to nie­grzeczne z two­jej strony.

-?Cho­ciaż nie będziesz musiała się tym mar­twić, jeśli uda mi się prze­ko­nać cię do zmiany zda­nia i pozo­sta­nia.

-?Prze­pra­szam. -?Odsu­nę­łam jej nogi na bok, żeby móc usiąść na łóżku. - Wiesz, że będę za tobą bar­dzo tęsk­niła, ale to zbyt dobra oka­zja. Musia­łam z niej sko­rzy­stać.

Wes­tchnęła.

-?Wiem. To raczej ja powin­nam cię prze­pro­sić.

-?Za co?

-?Za to, że jestem taką bez­na­dziejną przy­ja­ciółką.

-?Bo przez cały tydzień byłaś w złym humo­rze? -?Wycią­gnę­łam do niej język.

-?Byłam o wiele gor­sza niż to.

-?Spo­ty­ka­łaś się z Jaso­nem za moimi ple­cami -?zażar­to­wa­łam.

Wypro­sto­wała się.

-?Jezu! Osza­la­łaś? Kiedy mówi­łam, że go nie zno­szę, nie ukry­wa­łam żad­nego głę­bo­kiego pożą­da­nia. Naprawdę go nie zno­si­łam.

-?OK. Rozu­miem.

Ponow­nie opa­dła na łok­cie.

-?Ale byłam kiep­ską przy­ja­ciółką, ponie­waż nie byłam przy tobie. Wie­dzia­łam, jak nie­szczę­śliwa byłaś w pracy i z Jaso­nem przez ostatni rok, a nie powie­dzia­łam nic, co zachę­ci­łoby cię do roz­mowy na ten temat.

-?Wie­dzia­łaś? Skąd? Ni­gdy nic nie mówi­łam.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki