ROK TEMU
Rozdział 1
-?No dalej, Jason. Zadzwoń. -?Marszczyłam brwi, patrząc na swojego
iPhone'a, i chodziłam po salonie, a obcasy moich szpilek odbijały się
echem od drewnianej podłogi. -?Albo napisz SMS-a. Nie ma znaczenia, co
wybierzesz. Po prostu się odezwij. Proszę.
Moje serce podskoczyło, gdy zadźwięczał telefon, ale SMS był od jednej z moich najlepszych przyjaciółek.
Mail Od Elise
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Sarah! To ostatni rok przed
trzydziestką, więc wykorzystaj go jak najlepiej. Szkoda, że jesteś tak
daleko, dałabym Ci urodzinowego przytulasa, ale zamiast tego wysyłam Ci
go SMS-em. Mam nadzieję, że Twój prezent dotrze dzisiaj. Mam nadzieję,
że Jason przygotował dla Ciebie wspaniały prezent... może oświadczyny?
Miłego wieczoru xxxxxxx
Wyciągnęłam rękę, aby podziwiać błyszczącą srebrną bransoletkę, którą mi
przysłała.
Mail Do Elise
Właśnie wróciłam do domu i czekała na mnie Twoja paczka. Jak zwykle
zdecydowanie zbyt hojna... ale absolutnie cudowna! Bardzo dziękuję. Nie
mam pojęcia, gdzie mnie zabierze, ale mam nadzieję, że tym razem będzie
to jakieś miłe miejsce. Jestem już wystrojona, jedynie nie mam dokąd
iść! Skłamałabym, mówiąc, że nie przyszło mi do głowy, że może mi się
oświadczyć. AAAAAAA!!! Będziesz pierwsza, która się dowie, jeśli to
zrobi xxx
Kiedy pisałam te słowa, ręce mi lekko drżały, a w żołądku czułam motyle.
Czy to naprawdę może być ta noc? Być może. Moment wydawał się
odpowiedni, a on mówił o planach na przyszłość. Byliśmy razem od dwóch
lat i dwóch miesięcy i przez większość tego czasu mieszkaliśmy razem.
Pomijając sporadyczne przejawy jego bezmyślności i tendencję do
ciągnięcia mnie na siłownię lub na trzydziestokilometrowe wędrówki
znacznie częściej, niż człowiek powinien znosić w ciągu całego życia,
byliśmy razem bardzo szczęśliwi i zakładałam, że oświadczyny nie są zbyt
odległą perspektywą.
Przyszła kolejna wiadomość, ale nadal nie była to wiadomość od Jasona.
Mail Od Clare
Przepraszam, że nie napisałam wcześniej. Dim Daz pożyczył mój telefon, a potem pojechał z nim do Essex. Totalny głupek. W każdym razie, lepiej
późno niż wcale... wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, stara
prukwo. Nie mogę uwierzyć, że chcesz spędzić wieczór ze swoim głupim
współlokatorem, a nie ze mną. Mam nadzieję, że tym razem nie będzie to
McDonalds! Może naprawdę Cię rozpieści i pójdziecie do Pizza Hut?!
Zarezerwuj sobie sobotni wieczór, jeśli chcesz dostać kartkę i prezent,
bo inaczej je zatrzymam xx
Na końcu wiadomości dodała kilka śmiesznych emotikonów.
-?Twoja ciocia Clare jest bardzo niegrzeczna, jak zwykle -?powiedziałam
do jednego z naszych kociąt, Kat, które pojawiło się, domagając się
uwagi. -?Współlokator, rzeczywiście.
Ale nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Tylko Clare mogła sobie pozwolić na
taką uwagę.
Mail Do Clare
Dzięki. Zaczynałam myśleć, że o mnie zapomniałaś! Obiecuję, że sobota
będzie przeznaczona dla Ciebie. Boję się pomyśleć, jakie obelgi
spotkałyby mnie, gdybym tego nie zrobiła. Nie wiem, gdzie zabierze mnie
MÓJ CHŁOPAK. Nadal czekam na wiadomość. McDonalds to było
nieporozumienie i dobrze o tym wiesz! Na razie xx
Mail Od Clare
Niezrozumienie, akurat! Moje ostatnie przypuszczenie tego wieczoru...
Griffin
Pokręciłam głową. Nasza dwuletnia rocznica nie poszła zgodnie z planem,
ale to naprawdę była moja wina. Powinnam była wiedzieć, że powiedzenie
"Chciałabym pójść na kolację, żeby to uczcić; co powiesz na The Kam Po?
Mogę spotkać się z tobą w The Griffin po pracy" -?było dla Jasona zbyt
niejasne. Skończyło się na tym, że przez dziewięćdziesiąt minut
popijałam ten sam kieliszek Pinot Grigio, zanim w końcu pogodziłam się z tym, że on nie przyjdzie. Wracając do domu, zastałam go w stroju
gimnastycznym, grającego na Xboxie.
-?Pracowałaś do późna? -?zapytał. -?Powinnaś była dać mi znać. W drodze
do domu kupiłem ci coś w McDonaldzie, ale teraz będzie już zimne, a nie
ma nic innego do jedzenia.
Wrócił do gry, a ja poszłam spać głodna. Miałam nadzieję, że zda sobie
sprawę ze swojego błędu, ale tak się nie stało, a wtedy było już za
późno, żeby cokolwiek powiedzieć.
Ponownie sprawdziłam telefon. Nic. To nie mogło się zdarzyć dwa razy,
prawda? Nie. Tym razem to był jego pomysł. Niektórzy z moich znajomych
z pracy zaproponowali urodzinowy posiłek, ale Jason nalegał, że zabierze
mnie sam. Kilka dni temu delikatnie mu o tym przypomniałam, a on
zapewnił mnie, że wszystko jest załatwione i nie powinnam go więcej
wypytywać, bo zepsuję niespodziankę. Powiedział, że skontaktuje się ze
mną w ostatniej chwili, poda mi miejsce spotkania, abym mogła cieszyć
się ekscytacją związaną z domysłami, dokąd się wybieramy. Była to z pewnością ostatnia chwila, a ekscytacja nie była uczuciem, które
mogłabym opisać.
Było już po szóstej trzydzieści. Do diabła z tym! Nie mogłam już tego
znieść.
Mail Do Jasona
To mnie dobija! Gdzie mnie zabierasz? Jestem gotowa i czekam na
instrukcje! Proszę, powiedz mi, że nie zapomniałeś xx
Miałam nadzieję, że ponowne przeczytanie kartek urodzinowych odwróci
moją uwagę. Nie pomogło. Głosik w mojej głowie powtarzał mi, że on
zapomniał, a żart Clare o McDonaldzie lub mojej lokalnej knajpie może
nie być daleki od prawdy. Być może właśnie teraz gorączkowo dzwonił do
restauracji i dlatego nie dawał znaku życia. Nadeszła kolejna wiadomość
i w końcu była od niego. Proszę, nie mów, że to McDonald...
Mail Od Jasona
Stacja metra South Kensington. 19:15. Rezerwacja stolika na 19:30 xx
W żołądku poczułam trzepotanie motyli. O mój Boże! South Kensington.
Czy to możliwe...?
Pośpiesznie schowałam telefon do torebki, włożyłam płaszcz i wyszłam z mieszkania, na drżących nogach kierując się w stronę stacji metra. To
był tylko zbieg okoliczności. W South Kensington były setki restauracji
i mogliśmy wybrać się do każdej z nich. Biorąc pod uwagę dotychczasowe
wybory Jasona, mogła to być restauracja McDonald's. Ale co, jeśli...?
Zabrał mnie do Luigi's, aby świętować moją przeprowadzkę do Londynu
wkrótce po tym, jak zaczęliśmy się spotykać. Podczas deseru mężczyzna
przy stoliku obok nas oświadczył się swojej dziewczynie. To była taka
wzruszająca i romantyczna chwila, a w drodze do domu Jason powiedział,
że mógłby sobie wyobrazić, że też tam się oświadcza. Ale to nie
znaczyło, że zarezerwował tam stolik na dzisiejszy wieczór, aby mi się
oświadczyć, prawda?
Kiedy dotarłam do stacji metra South Kensington, musiałam użyć całej
swojej siły woli, aby stać nieruchomo na ruchomych schodach, podczas gdy
jedyne, czego pragnęłam, to przepchnąć się przez podróżnych, pobiec po
schodach i przeskoczyć przez halę, krzycząc:
-?Tak, Jason, wyjdę za ciebie.
Zauważyłam go przy jednym z wyjść. Zaniemówiłam, widząc, co miał na
sobie. Klasycznie wysoki, ciemny i przystojny, wyglądał wyjątkowo
seksownie w trzyczęściowym garniturze, który kupił na ślub swojego brata
w zeszłym roku. Po mundurze strażaka był to mój ulubiony strój, w którym
go widziałam. Chociaż, szczerze mówiąc, przy jego wysportowanej sylwetce
wolałam, żeby nie nosił żadnych ubrań.
-?Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. -?Pochylił się i delikatnie
mnie pocałował. Wdychałam jego piżmowy zapach, a motyle w brzuchu
oszalały. -?Dobrze wyglądasz.
-?Dziękuję. -?Rozchyliłam płaszcz jak ekshibicjonistka, odsłaniając małą
czarną, którą długo się zastanawiałam, czy włożyć, bojąc się, że będę
zbyt elegancka.
Zaczął gwizdać, a ja zaczerwieniłam się od stóp do głów.
-?Zatwierdzam. Chociaż może jesteś trochę zbyt elegancka na to, co
zaplanowałem na dzisiejszy wieczór.
Znowu się zaczerwieniłam, a Jason roześmiał się, biorąc mnie za rękę. -
Idziemy?
-?Dokąd idziemy? -?Starałam się brzmieć swobodnie, ale nie wyszło mi to
najlepiej. Proszę, niech to będzie Luigi's. Proszę.
Mrugnął do mnie, uśmiechając się szeroko.
-?To niespodzianka.
O mój Boże!
To mogły być tylko trzy minuty, ale przysięgam, że ten spacer wydawał mi
się godziną. Moja spocona dłoń ciągle wyślizgiwała się z jego dłoni,
potknęłam się kilka razy, a nawet miałam czkawkę, co sprawiło, że Jason
zapytał, czy piłam wino przed wyjściem z mieszkania.
Przed nami pojawiła się włoska flaga i ciemnozielony baldachim
restauracji Luigi's. Mój oddech przyspieszył i przygotowałam się
psychicznie: nie wolno mi wyglądać na rozczarowaną, jeśli przejdziemy
obok, muszę wyglądać na szczęśliwą, gdziekolwiek mnie zabierze.
Ale nie przeszliśmy obok. Zatrzymaliśmy się. Weszliśmy do środka.
Podając swoje nazwisko, zostaliśmy zaprowadzeni do stolika na tyłach,
gdzie czekało na nas wiaderko z lodem i szampanem. Szampan. Prawdziwy
szampan. Jason zawsze twierdził, że własna marka szampana z supermarketu
jest zbyt droga. Co mogło oznaczać tylko jedno... O mój Boże!
Odstawiłam kieliszek szampana, gdy Jason odsunął świecę i kilka minut
później sięgnął po moją dłoń przez stół.
-?Wyglądasz dziś naprawdę cudownie -?powiedział.
-?Ty też nie najgorzej -?szepnęłam, ledwo mogąc mówić, niecierpliwie
oczekując na to, co miało nastąpić.
Jego ciemne oczy błyszczały, gdy patrzył na mnie przez stół.
-?Dziękuję. Pomyślałem, że powinienem się postarać. W końcu to wyjątkowa
okazja.
Ach!
-?Nie dałem ci jeszcze prezentu urodzinowego.
Przeszył mnie dreszcz oczekiwania.
-?Nie, nie dałeś.
-?Jeśli dobrze cię znam, spędziłaś cały dzień, próbując zgadnąć, co to
jest.
-?Ja? Nigdy nawet nie przyszło mi to do głowy.
Jason się roześmiał.
-?Tak, jasne. Myślę, że ci się spodoba. Chciałem poczekać do końca
posiłku, ale jestem zbyt podekscytowany, żeby czekać. Czy możemy to
zrobić teraz?
Skinęłam głową.
-?Najpierw chciałbym powiedzieć kilka rzeczy -?kontynuował.
-?Pańska woda, proszę pana. -?W nieodpowiednim momencie pojawił się
kelner. Woda butelkowana? Nie z kranu? O rany! Chciałam, żeby kelner
się pospieszył. -?Czy mam nalać wodę, proszę pana? -?zapytał.
W duchu błagałam Jasona, żeby odmówił, zanim zmoczę się z podekscytowania.
-?Nie trzeba. Proszę zostawić. Dziękuję.
-?Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin -?powiedział Jason, gdy
kelner w końcu odszedł.
-?Dziękuję. -?Strzeliliśmy szampanem.
-?No dobrze, na czym to skończyłem?
-?Chciałeś coś powiedzieć?
-?O tak. Pamiętasz noc, kiedy się poznaliśmy? -?Ponownie sięgnął po moją
dłoń.
-?Oczywiście. Najlepsza noc w moim życiu.
-?Powiedzieliśmy, że to przeznaczenie, że się spotkaliśmy, pamiętasz?
-?Tak miało być -?zgodziłam się.
Żadne z nas nie miało być w Nottingham w noc, kiedy się poznaliśmy. W ostatniej chwili zostałam zaproszona, abym uzupełniła ekipę na wieczór
panieński znajomej znajomego podczas wieczoru panieńskiego, a Jason
spontanicznie zdecydował się odwiedzić tam starego przyjaciela po tym,
jak jego plany na weekend legły w gruzach.
Po dniu zabaw i harców na świeżym powietrzu, które były tak
przerażające, że już nigdy się nie powtórzą, uczestniczki wieczoru
panieńskiego założyły skrzydła wróżek i tiulowe spódniczki i wyruszyły
na zaliczanie pubów. Wylądowaliśmy w klubie w stylu lat
osiemdziesiątych, gdzie dostrzegłam Jasona na parkiecie, wyglądającego
bardzo uroczo i zupełnie niepasującego do otoczenia w grubym swetrze.
-?Nie jest ci gorąco?! -?krzyknęłam, przekrzykując muzykę.
-?Jestem przyzwyczajony do gorąca -?odpowiedział. -?Jestem strażakiem.
Och, daj spokój! Miałam obsesję na punkcie strażaków, więc to jedno
zdanie powiedziało mi wszystko, co chciałam wiedzieć. A kiedy
dowiedziałam się, że mieszka w Londynie... Cóż, dwa tygodnie później
przeprowadzałam się tam z Manchesteru. To musiało być przeznaczenie.
-?Pamiętasz, co powiedziałem, że mnie w tobie pociągało tamtej nocy w Nottingham? -?zapytał Jason.
-?Moje puszyste skrzydła?
Roześmiał się.
-?Strój na pewno pomógł. Ale było coś, co sprawiło, że pod koniec
wieczoru poprosiłem cię o numer telefonu.
Wzruszyłam ramionami.
-?To dlatego, że spędziłaś dzień na spacerze po wąwozie. Każda kobieta,
która spędziła dzień na zjeżdżaniu na linie, wspinaczce i spacerowaniu
po wodospadach, była warta bliższego poznania.
Och! To było nieoczekiwane. Myślałam, że powiedziałam mu, że to
jednorazowa impreza panieńska i nigdy nie zgodziłabym się wziąć w niej
udziału, gdybym wiedziała, co jest zaplanowane. A może jednak nie
powiedziałam. Chyba nie był to moment, żeby się przyznawać.
-?Nigdy nie miałem dziewczyny, która tak samo jak ja lubiłaby spędzać
czas na świeżym powietrzu i dbać o kondycję fizyczną -?kontynuował. -
Nie mogę uwierzyć, że znalazłem kogoś, kto uwielbia chodzić na
siłownię...
Czy nie zdawał sobie sprawy, że raczej toleruję chodzenie na siłownię,
niż je lubię? Najwyraźniej nie.
-?...która lubi kolarstwo górskie...
Ojej! Lepiej nie wyznawać, że mój rower górski wcale nie został
skradziony, tylko chowa się w garażu Clare, bo dostałabym zawału, gdybym
musiała ponownie poddać się ekstremalnej torturze, którą Jason opisał
jako -?łagodną, spokojną przejażdżkę.
-?...i wędrówki. To spełnienie moich marzeń. Bardzo się cieszę, że masz
takie same pasje jak ja.
Spojrzał na mnie wilgotnymi oczami przez stół, a ja starałam się
utrzymać jego spojrzenie z pewnością siebie, podczas gdy moje serce biło
jak szalone. O nie! Spodziewałam się, że oświadczyny będą dotyczyły
tego, jak bardzo go uszczęśliwiam i jak bardzo kocha moje towarzystwo.
Właściwie to właśnie powiedział, ale nigdy nie patrzyłam na to z tej
strony. Wiedziałam, że szczerość jest podstawą dobrego związku, ale to
były tylko małe, niewinne kłamstewka, prawda? To znaczy, regularnie
towarzyszyłam mu na siłowni, ale głównie dlatego, że pracował na zmiany
i bez tego prawie go nie widywałam. Chodziłam też na piesze wycieczki,
ale dlatego, że uwielbiałam przebywać na wsi, a nie dlatego, że lubiłam
przemierzać trzydzieści kilometrów. Być może moment oświadczyn nie był
najlepszy, by mu to wszystko wyznać. Nie tylko to nas przecież łączyło.
Robiliśmy razem mnóstwo innych rzeczy. Siłownia i tym podobne zajęcia
stanowiły tylko niewielką część tego, co robiliśmy... prawda?
Na szczęście przerażająca przemowa Jasona na temat fitnessu dobiegła
końca.
-?Wiesz, że jesteś dla mnie wszystkim, więc chciałem sprawić ci
prawdziwą radość w twoje urodziny. Łamałem sobie głowę, próbując
wymyślić idealny prezent. Chciałem dać ci coś, czego naprawdę pragniesz,
więc... oto jest. Jedna rzecz, o której wiem, że naprawdę bardzo
chcesz...
Sięgnął do kieszeni marynarki. Serce podskoczyło mi do gardła, gdy
wyciągnął małe zielone aksamitne pudełeczko na pierścionek. -
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Sarah -?powiedział, kładąc je
przede mną.
-?Czy to...?
-?Otwórz, a zobaczysz.
Drżącymi rękami delikatnie otworzyłam wieczko. Żołądek podszedł mi do
gardła, gdy pudełko otwierało się coraz szerzej, odsłaniając... Co
to...?
W środku nie było pierścionka zaręczynowego.
Nie było nawet pary kolczyków.
Był tam mały kluczyk.
Spojrzałam na Jasona, potem na klucz, a potem znowu na Jasona. Przyszła
mi do głowy pewna myśl. Nie uklęknął jeszcze na jedno kolano, więc może
to był początek skomplikowanej zabawy w poszukiwanie pierścionka. Byłby
zamknięty w puszce w walizce w sejfie lub czymś podobnym, a ja
musiałabym podążać śladami z różowych płatków i magicznego pyłu. Jakie
to niezwykle romantyczne.
Wręczył mi kopertę. Być może była to pierwsza wskazówka? Rozerwałam
pieczęć i przejrzałam zawartość. Być może jednak nie. Zacisnęłam pięść,
zgniatając krawędź papieru.
Szanowny Panie Wilkes i Pani Peterson,
z radością potwierdzamy Państwa sześciomiesięczne członkostwo premium w The Fitness Factor. To fantastyczna inwestycja w Państwa zdrowie i dobre
samopoczucie. Państwa ekskluzywne członkostwo gwarantuje miejsce w naszych najpopularniejszych zajęciach -?bez list oczekujących -?a także
cotygodniowe sesje na basenie i ściance wspinaczkowej dostępne wyłącznie
dla członków premium.
Przez cały okres członkostwa będą Państwo mieli do dyspozycji własne
szafki. Z przyjemnością załączamy klucze.
W przyszłym roku uruchomimy ekscytujący program przygód na świeżym
powietrzu, w którym członkowie premium będą mieli pierwszeństwo
rezerwacji.
Dziękujemy za wybranie The Fitness Factor. Czekamy na Was jako członków
premium już wkrótce.
Zespół The Fitness Factor
Nie zrobił tego, prawda? Na pewno nie kupił mi członkostwa w siłowni na
urodziny. Wspólnego członkostwa. Prezentu, który był również dla niego.
Poczułam mdłości, gdy ta przypadkowa przemowa o dbaniu o kondycję
fizyczną i wspaniałej przyrodzie nagle nabrała sensu.
-?Co o tym sądzisz? -?Jason wiercił się na krześle, wyraźnie
podekscytowany. -?Czy to nie idealny prezent?
-?To świetny pomysł -?powiedziałam, a mój głos brzmiał o oktawę wyżej
niż zwykle. -?Dzięki, Jase.
-?Nie ma za co. Wiedziałem, że ci się spodoba. Ile razy mówiłaś, że
chciałabyś mieć własną szafkę, żeby nie musieć pamiętać o zabraniu
szamponu i innych rzeczy, kiedy idziesz popływać lub do sauny?
Przypomniała mi się scena sprzed kilku tygodni, kiedy wychodziliśmy z siłowni. Musiałam nie zamknąć dobrze torby, bo mój żel pod prysznic
wypadł na wyłożoną kafelkami podłogę w holu, rozlewając się wszędzie
cytrusową mazią. -?Wiesz, czego teraz pragnę...? -?zapytałam.
-?Wiem, że sześć miesięcy to duże zobowiązanie -?kontynuował -?ale
ponieważ mieszkamy razem od dwóch lat, nie sądziłem, że będzie to zbyt
wymagający krok.
Poczułam, jak opadają mi ramiona i cała energia uchodzi z mojego ciała.
Więc to miał na myśli, mówiąc o planach na przyszłość. Sześciomiesięczna
umowa z siłownią. Nie wspólne życie. Łzy napłynęły mi do oczu, ale
szybko je otarłam.
-?To nie jedyny prezent, jaki dla ciebie mam -?powiedział Jason.
Może? Sięgnął pod siedzenie po coś, a następnie przesunął przez stół
torbę ze sklepu sportowego z napisem "Kocham, Jason" nabazgranym
markerem na przodzie. Może nie. Zajrzałam do torby i niechętnie
wyciągnęłam błyszczący materiał w panterkę. O mój Boże. -?Trykot?
-?Będziesz w nim wyglądać fantastycznie. -?Naprawdę sądzę, że w to
wierzył.
Niepewnie zawiesiłam ten kontrowersyjny przedmiot na palcu i sprawdziłam
metkę z rozmiarem 8-10. Chciałam na niego krzyknąć: Czy ja noszę
rozmiar 8-10? Od kiedy lubię wzór lamparta? Kiedy ja dałam do
zrozumienia, że wolę nosić trykot zamiast luźnej koszulki i legginsów?
Po ponad dwóch latach razem, naprawdę mnie nie znasz? Jednak
powiedziałam tylko:
-?Dzięki, Jason. Jest śliczny. -?Starając się brzmieć, jakbym naprawdę
tak uważała. Podejrzewałam, że towarzyszący temu uśmiech wyglądał
bardziej jak grymas, ale Jason najwyraźniej tego nie zauważył. Wyglądał
na bardzo zadowolonego z siebie.
-?Wiedziałem, że ci się spodoba. Miałem zamiar kupić ci tylko karnet na
siłownię, ale kiedy byłem ostatnio w sklepie, zauważyłem to w promocji i pomyślałem, że będzie do ciebie pasować.
Jak? Jak mógł pomyśleć, że kostium gimnastyczny w panterkę jest dla
mnie? Nie mogłam na niego spojrzeć, gdy pośpiesznie chowałam diabelski
strój gimnastyczny z powrotem do torby.
-?Strażaku Wilkes! -?zaskoczył mnie donośny głos. -?Widzę, że
przyszedłeś do mojej restauracji.
-?Panie Crocetti! -?Jason wstał i uściskał wysokiego mężczyznę ubranego
w białą koszulę kucharską.
-?Luigi, proszę -?nalegał. -?A kim jest ta bella donna? Twoja żona?
-?Boże, nie! -?odparł Jason. -?Nie jesteśmy małżeństwem. To tylko moja
dziewczyna, Sarah.
Gapiłam się na Jasona z otwartymi ustami. O Boże, nie! Czy on naprawdę
to powiedział? I -?tylko moja dziewczyna? Tak. Powiedział. O Boże,
nie! To oznaczałoby, że pomysł poślubienia mnie był... Nie mogłam
dokończyć myśli.
-?Buona sera, Sarah. -?Luigi sięgnął po moją dłoń i ucałował ją. -
Twój mężczyzna uratował dom. Uratował królika. Jest bohaterem.
-?Co zrobił?
W głowie mi się kręciło. Potrzebowałam świeżego powietrza, ale z jednej
strony miałam ścianę, a z drugiej głośnego Włocha.
-?Uratował dom. Uratował królika -?powtórzył Luigi.
-?Byłem dzisiaj na wezwaniu -?wyjaśnił Jason. -?Mały pożar w garażu
Luigiego. Ich królikowi zaszkodził dym, ale wykonałem sztuczne
oddychanie i...
-?Uratował królika. Bambini bardzo szczęśliwi. Powiedziałem mu, żeby
przyszedł do mojej restauracji, kiedy tylko zechce. Na koszt firmy. Może
wybrać, co tylko zechce. Zaproponował dzisiejszy wieczór.
Odpowiedziałem, że oczywiście.
-?Dzięki, Luigi -?powiedział Jason.
-?Smacznego. -?Luigi pochylił się, poklepał mnie po ramieniu, a następnie wskazał na Jasona. -?Bohater -?powiedział, kłaniając się.
Potem skierował się w stronę kuchni.
Poczułam, jak krew odpływa mi z policzków, gdy patrzyłam na Jasona.
-?To za darmo? -?szepnęłam. -?Posiłek? Szampan? Dzisiaj wieczorem?
-?Wiem. Czy to nie wspaniałe? Nie gniewaj się na mnie, ale nie zdążyłem
nigdzie zarezerwować stolika, więc to idealny moment. Nie byłoby mnie
stać, żeby zabrać cię tu ponownie, gdyby nie było to na koszt firmy.
Uśmiechnął się do mnie, wyraźnie zachwycony sobą i nieświadomy skutków
swoich działań. Spuściłam wzrok na swoje ręce, które bezwładnie wisiały
na kolanach, i skupiłam się na gołym palcu serdecznym. To nigdy nie
miały być oświadczyny. To była okazja z ostatniej chwili, a ja byłam
taką kompletną idiotką. Westchnęłam i zakryłam lewą rękę prawą.
-?Wszystko w porządku? -?zapytał Jason. -?Nie wyglądasz zbyt dobrze.
-?Myślałam, że przyprowadzasz mnie tutaj, żeby...
-?Żeby co?
Podniosłam wzrok znad dłoni. Wyglądał na naprawdę zdezorientowanego.
Zapomniał, co się tu wydarzyło ostatnim razem i co powiedział.
-?Sarah? Żeby co?
-?Nic -?mruknęłam. -?To nie ma znaczenia. Wybaczysz mi?
Powoli wstałam, trzymając się stołu, bojąc się, że nogi mnie nie
utrzymają.
-?Muszę pójść do toalety, zanim przyniosą jedzenie.
Upokorzenie i rozczarowanie paliły mnie w gardle, gdy potykałam się w zatłoczonej restauracji. Walczyłam, by zachować spokój, dopóki nie
dotarłam do toalety, ale ledwie zamknęłam drzwi kabiny, gdy pierwsze
łkanie wstrząsnęło moim ciałem. Osunęłam się na toaletę, nie dbając o to, kto mnie słyszy. Bolesne krzyki odbijały się echem od marmurowych
ścian i otulały mnie moim cierpieniem.
W końcu łzy przestały płynąć, a drżenie ustąpiło, ale ból w sercu
pozostał. Wytarłam nos i zmęczona otarłam mokre policzki. Jak mogłam być
tak głupia, żeby myśleć, że zabrał mnie tu, żeby mi się oświadczyć? Jak
mogłam się tak pomylić?
Powoli wstałam, wrzuciłam stos przemoczonych chusteczek do muszli
klozetowej, spuściłam wodę i patrzyłam, jak chusteczki znikają wraz z moimi nadziejami i marzeniami. W mojej głowie rozbrzmiewały słowa, które
powiedział do Luigiego. Nie jego żona, tylko dziewczyna? Dokąd, do
diabła, teraz zmierzamy? Na pewno nie do ołtarza.
Ale dręczący głos w mojej głowie mówił: Nie gniewaj się na niego, Sarah.
To twoja wina. Miałaś ponad dwa lata, żeby mu powiedzieć, że nie
kochasz siłowni, wędrówek ani kolarstwa górskiego tak jak on. Czego się
spodziewałaś? Biedak naprawdę myślał, że kupił ci coś, co pokochasz,
ponieważ dałaś mu do zrozumienia, że tak samo jak on kochasz ćwiczenia.
To twoja wina, nie jego.
Nie chciałam słuchać tego głosu.
ROK PÓŹNIEJ
Rozdział 2
Stałam na chodniku, wpatrując się na wiktoriańskie mieszkanie na
parterze poniżej poziomu ulicy, które Jason i ja wynajmowaliśmy przez
ostatnie trzy lata i dwadzieścia trzy dni. Klucze wbijały mi się w dłoń,
podczas gdy obserwowałam zmieniające się światło ekranu telewizora
migoczące przez zasłonięte firanką okno. Zimny wiatr szarpał moim
płaszczem i łaskotał mnie w nos. Zadrżałam i pociągnęłam nosem. Potem
znów pociągnęłam nosem, wdychając niepowtarzalny aromat świeżej,
czosnkowej, domowej lasagne. Jason robił świetną lasagne, kiedy się
poznaliśmy. Na początku często gotował, ale teraz zamrażarka była
wypełniona gotowymi daniami.
Ogarnęło mnie uczucie nostalgii za tymi szczęśliwymi początkami. Być
może zapach dochodził z naszego mieszkania. Być może pamiętał, że mam
trzydzieści lat i ugotował to jako urodzinową niespodziankę. Tak,
pewnie. I jeszcze by pozmywał i odkurzył mieszkanie. Prędzej ziemia się
rozstąpi... Jason miał przerwę między zmianami, więc spędził kilka godzin
na siłowni, a potem pojeździł na rowerze i teraz leżał na kanapie z kontrolerem do gier praktycznie przyspawanym do rąk.
Jak to możliwe, że minął cały rok od tej katastrofalnej nieudanej
propozycji? Tamtej nocy wróciłam do stołu i zastałam Jasona zajadającego
się przystawką. Jeśli zauważył moje czerwone oczy i łzy na policzkach,
nie powiedział ani słowa. Moja nagła utrata apetytu została przyjęta
jako więcej darmowego jedzenia dla niego, a moje milczenie w pociągu do
domu zostało przypisane zmęczeniu po ciężkim tygodniu w pracy. Czy
naprawdę był tak nieświadomy?
Usiadłam ciężko na najwyższym stopniu, próbując zebrać siły, aby wejść
do środka, i zaczęłam szukać telefonu w torbie. Zamiast wywołać uśmiech
na mojej twarzy, mój feed na Facebooku pełen życzeń urodzinowych
działał jak przygnębiające przypomnienie wszystkiego, co było nie tak w moim życiu: -?Wszystkiego najlepszego z okazji trzydziestych urodzin.
Mam nadzieję, że Jason zabierze cię w jakieś fajne miejsce. -
Wszystkiego najlepszego z okazji trzydziestych urodzin, Sarah. Czy w tym roku uda mu się przebić Luigi's? -?Mam nadzieję, że miałaś
wspaniały dzień i że Jason zaplanował weekend pełen przyjemności.
Szanse na to: zero. Zwłaszcza że nawet nie wspomniał o moich urodzinach,
kiedy wychodziłam do pracy tego poranka. No cóż, ledwie zwracanie na
siebie uwagi stało się naszą codziennością, a ja byłam tym wyczerpana.
Czy dam radę przeżyć kolejny taki rok? Nie chciałam umrzeć samotnie, jak
mój wujek Alan, ale czy to naprawdę lepsze niż samotność?
Przyszła wiadomość.
Mail Od Elise
Nasza Jess i Lee wrócili z Rzymu i są zaręczeni!!! Jestem z nimi i Garym
w Minty's. Jej diament jest większy niż mój. To skandaliczne! Nie mogę
się doczekać, żeby jutro porozmawiać z Tobą i dowiedzieć się wszystkiego
o Twojej wielkiej urodzinowej imprezie xxx
Moje ramiona opadły jeszcze bardziej. Młodsza siostra Elise zaręczyła
się? Ale była sześć lat młodsza ode mnie. Nie mogła wyjść za mąż. Nie
przede mną. Ale najwyraźniej spotkała odpowiednią osobę, podczas gdy
ja... Spojrzałam w okno i potrząsnęłam głową. Nadszedł czas.
Wstałam, strzepnęłam kurz ze spódnicy i zeszłam po kamiennych schodach.
Otworzyłam drzwi, weszłam do holu, wzięłam głęboki oddech i ogłosiłam
tak radośnie, jak tylko potrafiłam: -?Jason? Jestem w domu.
Nie było odpowiedzi. Słychać było tylko odgłos karabinu maszynowego.
Moja ręka sięgnęła do klamki drzwi salonu, ale cofnęłam ją i zamiast
tego skierowałam się do kuchni. Może najpierw trochę odwagi w płynie.
Biorąc pod uwagę, że w mieszkaniu bardziej pachniało spoconymi
skarpetkami niż lasagne, miałam rację, przewidując, że nie przygotował
posiłku. Ogarnęło mnie przytłaczające uczucie zmęczenia, oparłam się o framugę kuchennych drzwi i rozejrzałam się po zniszczonym wnętrzu. Jak
on to zrobił? Bezużyteczny, leniwy, niechlujny... Wilgotne pranie gniło
w pralce. Kartka A4, którą przykleiłam z przodu pralki, z napisem
napisanym markerem, dużymi literami -?Proszę nas powiesić -?leżała na
blacie pokrytym okruchami i plamą po filiżance kawy. Kubki zalegały w matowej beżowej cieczy w zlewie. Skórki od bananów, puste paczki po
chipsach i częściowo wypite szklanki soku walały się na blatach.
Wyjęłam z lodówki półpustą butelkę wina i wzięłam duży łyk. Trochę
zszokowana tym, że piję wprost z butelki -?co dalej, wódka z papierowej
torby? Sięgnęłam do szafki po kieliszek, nalałam resztę i wzięłam długi
łyk. -?Wszystkiego najlepszego z okazji trzydziestych urodzin, Sarah.
Zapowiada się tak samo kiepsko jak twoje dwudzieste dziewiąte.
Z burczącym żołądkiem ponownie otworzyłam lodówkę i zaczęłam w niej
grzebać. Co mogłabym zjeść? Zdecydowałam się na słoik chrupiącego masła
orzechowego, mimo że tak naprawdę nie lubię tego smaku. Z łyżką w dłoni
usiadłam na jednym z niewygodnych stołków przy wąskim blacie
śniadaniowym. Ktokolwiek zaprojektował te głupie rzeczy -?bez wątpienia
mężczyzna -?z pewnością nie miał na myśli osób noszących rozmiar 16-18.
Rozejrzałam się po kuchni. Obok chlebaka leżała sterta kartek i kilka
małych paczek. Poczuwszy, że w moich urodzinach nie ma nic
"szczęśliwego", zostawiłam je tam, gdzie stały.
Dwadzieścia minut później Jason wszedł do kuchni, ziewając i drapiąc się
po kroczu.
-?Jesteś w domu.
-?Na to wygląda.
Obserwowałam, jak jego wzrok przeskakuje ode mnie do pustej butelki
wina, a potem do masła orzechowego. Nie skomentował tego, ale
wiedziałam, co myśli, gdy przyłapuje mnie na objadaniu się: -?Nic
dziwnego, że jesteś gruba. Kiedy się poznaliśmy, byłaś szczupła.
Chodziłaś na siłownię. Dbałaś o swój wygląd. A teraz spójrz, jak się
prezentujesz.
-?Nadal masz na sobie płaszcz -?powiedział.
-?Naprawdę? -?Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Jedyne, co mnie
interesowało, to to, jak bardzo byłam głodna, jak masło orzechowe
przykleiło mi się do podniebienia, jak wino uderzyło mi do głowy i jak
straciłam czucie w lewym pośladku. Prawy prawdopodobnie nie był daleko w tyle.
-?Która godzina? -?zapytał.
-?Prawie dziesiąta.
Patrzyłam, jak sięga do lodówki i zastanawiałam się, dlaczego kiedyś
uważałam, że jest poza moim zasięgiem. Był wysoki i ciemny, ale czy był
przystojny? Nie bardzo. To, co mówiono o osobowości, było prawdą. To
wysportowane ciało, od którego kiedyś nie mogłam oderwać rąk, już na
mnie nie działało. Byłam również świadoma, że po roku jedzenia dla
poprawy samopoczucia, moje ciało również nie robiło na nim wrażenia... a może nawet go odrzucało. Pracując do późna przez ostatni rok, aby
uniknąć konfrontacji z rzeczywistością, że Jason nie był jednak tym
jedynym, wracałam do domu zbyt późno, aby gotować, więc żywiłam się
czekoladą, chipsami, pączkami i daniami na wynos. Miało to negatywny
wpływ na stan mojego konta, sylwetkę, pewność siebie i nasz związek. Na
początku ciągle się kłóciliśmy. Potem zaczęliśmy się ignorować, więc
jadłam więcej, aby się pocieszyć i... cóż, było to dość błędne koło.
Zamknął drzwi lodówki.
-?Co jest na kolację?
Zdjął kapsel z butelki piwa. Upadł na podłogę i leżał na kafelkach obok
łodygi pomidora i czegoś, co wyglądało jak kleks majonezu sałatkowego.
Nie zamierzał tego podnieść. Nie obchodziło go to. I w tej właśnie
chwili uświadomiłam sobie, że i mnie też to nie obchodzi. Ześlizgnęłam
się ze stołka, sięgnęłam po swoją torbę i powiedziałam:
-?Nie mogę tego dłużej robić, Jason.
-?Czego?
-?Żyć w ten sposób.
-?Nie miałem czasu posprzątać.
-?Nie chodzi mi o bałagan. -?Oderwałam się od tego, co robiłam i spojrzałam mu prosto w oczy. -?Chodzi mi o nasz związek. Chcę, żebyśmy
się rozstali.
W chwili, gdy słowa te opuściły moje usta, poczułam ulgę. Czułam się
lekka jak piórko. Czułam się... O cholera, on zamierzał zaprotestować.
-?Mówisz poważnie?
-?Tak.
Bądź silna. Nie mów, że to tylko sugestia. Nie zgadzaj się na kolejną
próbę. Dasz radę. Równie dobrze możesz to zakończyć i zostać sama, bo
to, co masz teraz, nie jest związkiem. Jesteście jak współlokatorzy,
którzy nawet się nie lubią.
-?Nie pasujemy do siebie. Ten ostatni rok nie był rajem dla naszego
związku, prawda?
Jason patrzył na mnie, zachowując całkowicie pokerową twarz. Chciałam,
żeby coś powiedział. Zgodził się. Zaprotestował. Krzyknął. Cieszył się.
Po prostu coś zrobił. Wypił resztę drinka i uderzył pustą butelką o blat. Potem obdarzył mnie olśniewającym uśmiechem i powiedział:
-?Cóż, dzięki Bogu, że jedno z nas w końcu miało odwagę to powiedzieć.
Sarah, uratowałaś mi życie. Masz ochotę na ostatnie drinki w The
Griffin? Nie wyglądaj na tak zszokowaną. Chodź. Postawię ci drinka z okazji urodzin.
I tak się skończyło. Nieco ponad trzy lata razem dobiegły końca. Bez
łez, bez wzajemnych oskarżeń; tylko dwa drinki, paczka frytek Scampi i przyjacielska rozmowa w stylu -?o tym, jakimi idiotami byliśmy,
pozwalając, by to trwało tak długo. Uzgodniliśmy, że wypowiemy umowę
najmu mieszkania i sprzedamy samochód, a ja dostanę prawo do opieki nad
kotami.
Nie mogłam czuć większej ulgi z powodu końca tej męki, chociaż było to
tak łatwe, że nie mogłam przestać się obwiniać, że nie miałam odwagi
zakończyć tego wcześniej.
Jason pocałował mnie na dobranoc -?delikatnie w policzek -?a potem
wezwał taksówkę, by udać się do domu przyjaciela, aby uniknąć nocy na
kanapie, a także dać mi trochę przestrzeni do przemyśleń.
I właśnie to robiłam. W rzeczywistości większość nocy spędziłam na
rozmyślaniach. I zamartwianiu się. O ważnych sprawach, takich jak to,
gdzie będę mieszkać, jak szybko sprzedamy samochód i jak uporządkujemy
nasze finanse, a także o drobiazgach, które o trzeciej nad ranem nagle
wydawały się ważne, na przykład o tym, kto zatrzyma świeczniki, które
kupiliśmy latem na targu w Greenwich, i czy będę musiała zapłacić
Jasonowi za jego część drapaka dla kotów.
Początkowo deszcz stukał w okno delikatnie, a potem coraz mocniej.
Rytmiczne bębnienie w końcu wprowadziło mnie w niespokojny sen, w którym
cofnęłam się do czasów, gdy miałam trzynaście lat i drżałam na zewnątrz
mieszkania wujka Alana.
-?Wujku Alanie? To tylko ja! -?krzyknęłam przez skrzynkę na listy.
Krople lodowatego deszczu z przepełnionej rynny spadały mi na głowę i spływały po szyi. Pociągnęłam nosem, gdy duża kropla spłynęła mi po nim,
a potem natychmiast odskoczyłam od skrzynki pocztowej, zatykając nos,
gdy uderzył mnie smród przypominający gnijące mięso. Fuj! Musiał znowu
zostawić kurczaka poza lodówką. Wstrzymałam oddech, podnosząc ponownie
klapkę. -?Wejdę sama.
Wsuwając pod pachę torbę z niedzielnymi gazetami, sięgnęłam do kieszeni
dżinsów po zapasowy klucz i otworzyłam drzwi, przygotowując się na
obezwładniający smród. Żołądek mi się skręcił i przycisnęłam dłoń do
nosa i ust, wdzięczna, że nie zjadłam śniadania.
-?Wujku Alanie? -?zawołałam przez palce. -?Nie mów, że tym razem też
tego nie czujesz.
Kilka much brzęczało mi wokół uszu, więc odgoniłam je ręką. Położyłam
torbę w przedpokoju, powoli zdjęłam kurtkę przeciwdeszczową i powiesiłam
ją na wieszaku obok beżowego płaszcza, bez którego nigdy nie wychodził z domu. Ręce lekko mi drżały, gdy zdejmowałam kalosze i ponownie
zawołałam: -?Wujku Alanie? Znowu dzisiaj jesteś zrzędliwy? Jeśli tak, to
nie pomogę ci w rozwiązywaniu krzyżówki.
Z sercem w gardle czekałam na jego odpowiedź. Nic.
Zabiłam jeszcze kilka much, po czym skradając się korytarzem,
skierowałam się w stronę salonu na tyłach mieszkania.
-?Wujku Alanie? -?Zatrzymałam się tuż przed drzwiami salonu i ponownie
nasłuchiwałam. Przez deszcz, grzmoty i muchy słyszałam tylko bicie
swojego serca.
Z ręką nadal przyłożoną do nosa i ust, zebrałam całą swoją siłę i odwagę, aby przejść z przedpokoju do salonu, ponieważ uczucie ciężaru w żołądku podpowiadało mi, że nasza niedzielna rutyna zostanie złamana na
zawsze.
Zasłony były częściowo zasunięte, więc salon pogrążony był w ciemności.
Ostrożnie szukałam ręką włącznika światła wzdłuż zniszczonej winylowej
tapety. Kiedy moje palce dotknęły plastikowej obudowy, błysk pioruna
oświetlił pokój jak reflektor. I wtedy go zobaczyłam. Leżał tam. Przez
grzmoty usłyszałam krzyk. Krzyk dziewczyny -?przerażony, pełen bólu.
Siedziałam teraz wyprostowana, z sercem w gardle, gdy błysk pioruna
oświetlił moją sypialnię.
-?Wujku Alanie? -?szepnęłam.
Kiedy rozległ się grzmot, zadrżałam i zanurkowałam pod kołdrę, ściskając
mojego misia, pana Pink, przypominając sobie, że mam trzydzieści lat, a nie trzynaście. Musiałam myśleć pozytywnie. Musiałam wyobrazić sobie, że
on nadal żyje. Musiałam skupić się na naszej dawnej rutynie. W każdą
niedzielę o 10 rano ogłaszałam swoje przybycie przez skrzynkę na listy,
wchodziłam do środka i kierowałam się do salonu, gdzie znajdowałam go
wylegującego się w swoim ulubionym fotelu, maczającego zwykłe herbatniki
w herbacie z mlekiem. Ponieważ jego życie kontrolowała cukrzyca, te
zwykłe herbatniki były jego jedyną cotygodniową przyjemnością. Na mnie
czekał truskawkowy koktajl mleczny i kilka czekoladowych herbatników.
Podziwiałam jego powściągliwość, ponieważ sam nigdy nie ulegał pokusie
czekoladowych ciastek. Piliśmy nasze napoje, a ja opowiadałam mu o moim
tygodniu w szkole i o tym, co robiłam w kółkach pozalekcyjnych, a potem
pomagałam mu rozwiązywać krzyżówki. Mówię -?pomagałam, ale z pewnością
nie byłam mózgiem tego duetu; moje czytanie oszczędzało mu kłopotu
zakładania okularów, a moje pisanie oszczędzało mu bólu rąk
spowodowanego artretyzmem. Jego ciało mogło go zawieść, ale jego umysł
był bystry i pełen milionów faktów i szczegółów.
Kolejny błysk pioruna oświetlił pokój, a wraz z nim w mojej głowie
pojawił się obraz wujka Alana -?piorun odsłonił opuchniętą twarz,
marmurkowatą żółto-szarą skórę, zabrudzone spodnie -?i zadrżałam.
Żałowałam, że to ja znalazłam go tego dnia. Ale gdyby nie ja, znalazłaby
go mama, tata lub mój brat Ben, a nie życzyłabym nikomu z nich tak
makabrycznego odkrycia. Gdybym tylko mogła wymazać ten obraz z pamięci i zamiast tego wyobrazić sobie go jako zrzędę o dobrym sercu, jakim go
znałam, z wielkim zmarszczonym czołem, ale błyszczącymi szarymi oczami,
które łzawiły za każdym razem, gdy obejmowałam go na pożegnanie.
Mrugałam, powstrzymując łzy, które pojawiały się tak łatwo za każdym
razem, gdy o nim myślałam. Powinnam była odwiedzać go częściej. Raz w tygodniu to za mało. On mnie potrzebował. Nie miał nikogo poza naszą
małą rodziną. Otarłam łzę i skarciłam się w duchu. Byłam młoda, robiłam,
co mogłam, a on to doceniał.
Skulona pod kołdrą, myślami przeskakiwałam między momentem, w którym
znalazłam wujka Alana, a moją obecną sytuacją z Jasonem.
Kiedy o świcie burza w końcu ucichła, doszłam tylko do jednego wniosku:
nie chciałam spędzać całego weekendu sama. Jedyną bliską przyjaciółką,
jaką miałam w Londynie, była Clare, a ona wyjechała na imprezę firmową
do Birmingham, co oznaczało, że dom -?nadmorskie miasteczko Whitsborough
Bay w hrabstwie North Yorkshire -?był miejscem, do którego należało się
udać. Niestety, odebrałam wiadomość głosową od mamy, w której
informowała mnie, że tata zabrał ją na weekend do Paryża i miała
nadzieję, że Jason zaplanował równie romantyczny weekend z okazji moich
urodzin (och, ironia losu). Nie mogłam więc zatrzymać się u rodziców.
Mogłam jednak zwrócić się do siostry mamy, cioci Kay. Nie musiałam
dzwonić wcześniej, ponieważ dokładnie wiedziałam, gdzie będzie. Była
praktycznie w związku małżeńskim ze swoją pracą i nigdy, przenigdy nie
brała urlopu.
Po wrzuceniu kilku ubrań do małej walizki pojechałam metrem, a następnie
złapałam pierwszy pociąg z King's Cross.
Rozdział 3
Głęboko wciągnęłam haust świeżego morskiego powietrza, a następnie
otworzyłam drzwi do Seaside Blooms -?kwiaciarni, którą ciocia Kay
otworzyła dwadzieścia pięć lat wcześniej. Dzwonek zadzwonił radośnie.
Zawsze uwielbiałam ten dźwięk, tak przyjazny i tak bardzo kojarzący się
z domem.
-?Sarah! Co tu robisz?
Ciotka Kay delikatnie odłożyła bukiet ślubny, który właśnie układała.
Wytarła ręce o fartuch i wybiegła zza lady.
-?Niespodzianka!
Rzuciła mi się na szyję.
-?Miałam do ciebie zadzwonić wieczorem, więc to świetnie, że tu jesteś.
Kiedy mocno ją przytuliłam, zapora, która zaskakująco pozostała
zamknięta poprzedniego wieczoru, pękła.
-?Kochanie, co się stało? Co się wydarzyło?
-?Jason -?wyszeptałam.
-?Czy wszystko z nim w porządku?
-?To koniec.
-?Och, kochanie, tak mi przykro.
Zadzwonił dzwonek sklepowy. Stojąc plecami do drzwi, na wypadek gdyby to
był ktoś znajomy, puściłam ciocię Kay i zaczęłam szukać chusteczki w torebce.
-?Dzień dobry, pani Bates -?powiedziała. -?Cathy zaraz do pani
podejdzie. -?Cathy?
Cathy pojawiła się w przejściu z tyłu sklepu, wygładzając fartuch na
swoich obfitych kształtach. Uśmiechnęła się promiennie, gdy mnie
zobaczyła.
-?Sarah! Kay nie powiedziała...
-?Sarah złożyła nam niespodziewaną wizytę -?przerwała ciotka Kay. -?Ale
musimy porozmawiać na zapleczu. Czy możesz zająć się panią Bates?
-?Oczywiście.
Cathy, która najwyraźniej dostrzegła łzy, spojrzała na mnie ze
współczuciem i lekko poklepała mnie po ramieniu, mijając mnie w pośpiechu.
Ciotka Kay zaprowadziła mnie na zaplecze -?tak Ben i ja nazwaliśmy
biuro/magazyn/kuchnię na tyłach kwiaciarni, ponieważ ciotka Kay lubiła
mówić: -?Idę na zaplecze, żeby zaparzyć herbatę -?i posadziła mnie na
swoim zniszczonym skórzanym krześle biurowym.
Usiadła na biurku i czekała, aż się uspokoję.
-?Przepraszam za to -?powiedziałam. -?Myślałam, że wszystko jest w porządku, ale może wypowiedzenie tego na głos uświadomiło mi, że to
prawda.
I że jestem sama. Znowu. Tak jak wujek Alan.
-?Kto to zakończył?
-?Ja.
-?Mogę zapytać dlaczego?
-?Możesz, ale może później. Czy mogę zostać dziś na noc w Seashell
Cottage? -?Miałam klucz do domu rodziców, ale wolałam zostać w domku
cioci Kay na Starym Mieście, niż być sama.
-?Oczywiście, że tak. Zawsze jest tam dla ciebie miejsce.
Poczułam się znacznie spokojniejsza, ponownie otarłam oczy i odgarnęłam
kosmyki włosów z twarzy.
-?Masz dzisiaj ślub?
-?To może poczekać. Wiesz, że zawsze mam czas dla mojej ulubionej
siostrzenicy.
-?Jestem twoją jedyną siostrzenicą.
-?Jestem pewna, że nadal byłabyś moją ulubienicą, nawet gdyby było ich
tuzin.
Uśmiechnęłam się.
-?Nie chciałam ci przeszkadzać, ale najwyraźniej mama i tata wyjechali
na weekend do Paryża.
-?Ach tak. Romantyczny wypad. Twój tata zaskoczył ją wczoraj biletami.
Najwyraźniej minęło trzydzieści pięć lat, odkąd poprosił ją o rękę.
Westchnęłam.
-?Niektórzy mają łatwo. Jason nigdy nie zabierał mnie na romantyczne
weekendy.
-?W takim razie prawdopodobnie dobrze zrobiłaś, że go rzuciłaś. Czas
znaleźć kogoś, kto to zrobi.
Pokręciłam głową.
-?Może jeszcze nie teraz. Myślę, że najpierw muszę odnaleźć siebie.
Nawet jeśli oznaczało to samotność przez jakiś czas. Zaczęłam panikować
i powtarzałam mantrę, którą opracowałam, gdy miałam dwadzieścia dwa lata
i byłam zrozpaczona zerwaniem w moim pierwszym poważnym związku. Sama
jako osoba samotna... ale nie samotna. Mam przyjaciół. Sama w sensie
niezamężna... Wstałam i wzięłam głęboki oddech.
-?Może wróć do swojego bukietu, a ja przygotuję nam coś do picia, a potem pomogę ci z kwiatami?
-?Na pewno nie masz nic przeciwko?
-?Na pewno. Z przyjemnością.
-?Twoja pomoc byłaby wybawieniem -?powiedziała. -?Powinno nas być
cztery, ale Wendy jest na weselu, a Gemma się nie pojawiła. Mówi, że ma
grypę żołądkową, ale ja twierdzę, że to kac. To dla niej ostatnie
ostrzeżenie, a my jesteśmy kompletnie w tyle. Bukiety dla druhen czy
butonierki?
-?Proszę o butonierki. Nie spałam, więc nie sądzę, żebym była
wystarczająco wypoczęta, aby dobrze wykonać bukiety.
Prawda była taka, że bałam się, że coś zepsuję. Sytuacja w domu zaczęła
wpływać na moją pracę jako asystentki ds. marketingu w dużym banku.
Niedawno popełniłam kilka nieostrożnych błędów i otrzymałam reprymendę,
że nie powinnam przynosić swoich problemów osobistych do pracy. Moja
pewność siebie była na najniższym poziomie w historii.
Jakby wyczuwając mój kryzys pewności siebie, ciocia Kay powiedziała:
-?Niezależnie od tego, czy jesteś zmęczona, wiem, że dasz radę. Jesteś i zawsze byłaś najbardziej utalentowaną kwiaciarką, jaką miałam
przyjemność szkolić, i masz kwalifikacje, które to potwierdzają.
Mogłabyś zrobić te bukiety z zamkniętymi oczami i z rękami związanymi za
plecami. Ale dam ci spokój, bo miałaś traumatyczne urodziny. Możesz
zacząć od butonierki, ale jeśli zrobi się tłoczno, będę musiała
awansować cię do bukietów. I potrzebuję wszystkich szczegółów
dotyczących Jasona, podczas gdy ty będziesz pracować. Nie mogę się
doczekać.
Kilka godzin później ciocia Kay przyjrzała się trzem bukietom dla
druhen, dwóm bukietom dla dzieci i ośmiu butonierkom, które stworzyłam.
-?Powiedz mi jeszcze raz, dlaczego tu nie pracujesz. Są przepiękne. Te
zajęcia w tym Londynie z pewnością były warte swojej ceny.
Rozbawiło mnie, kiedy nazwała mój dom -?tym Londynem tonem pełnym
obrzydzenia, jakim mogłaby opisać -?tę chorobę przenoszoną drogą
płciową. Odwiedziła mnie tam tylko raz i nie miałam wątpliwości, że
uznała to o jeden raz za dużo. Nigdy nie zdołałam rozgryźć, czy
nienawidziła konkretnie -?tego Londynu, czy faktu, że mieszkałam tam,
a nie w domu.
-?Od dawna nie robiłam bukietów -?powiedziałam. -?Jestem całkiem
zadowolona.
-?I powinnaś. Mówisz, że w ciągu ostatniego roku częściej chodziłaś do
swojego klubu florystycznego...?
Skinęłam głową.
-?Świetna wymówka pozwalająca uniknąć Jasona.
-?Cóż, opłaciło się. Hej, Cathy, chodź zobaczyć.
Cathy podeszła powoli.
-?Sarah, są przepiękne. Wiesz, co powinnaś zrobić?
-?Nie. Co?
-?Powinnaś wrócić do domu i pracować dla cioci.
-?Czy wy to wcześniej ćwiczyłyście? -?zapytałam, kładąc ręce na biodrach
w udawanym oburzeniu, ale nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
To było cudowne uczucie być potrzebną, zwłaszcza po ostatnim roku
spędzonym z Jasonem, kiedy czułam się zupełnie inaczej.
-?Nie mam pojęcia, o czym mówisz. -?Ciotka Kay spojrzała na mnie szeroko
otwartymi oczami i niewinnym wyrazem twarzy. -?Ale to dobry pomysł. Na
pewno nie chcesz?
-?Tak, ciociu Kay. Jestem pewna. Ponieważ...
-?Wiem, wiem... -?Puściła oko do Cathy. -?Bo florystyka to tylko hobby,
mimo że masz dwa razy więcej talentu niż większość profesjonalnych
florystów, których znam. Bo już tu nie mieszkasz. Bo kochasz Londyn. Bo
tam masz pracę. Bo Jason nie chce się przeprowadzać. -?Zrobiła pauzę, a potem dodała dramatycznie: -?Chociaż Jason już nie wchodzi w grę,
więc...
-?Ciociu Kay! To już nie jest mój dom. Wyprowadziłam się stąd dwanaście
lat temu.
-?A mogłabyś równie łatwo wrócić. Nawet odważyłabym się na kolejną
podróż, żeby pomóc ci spakować rzeczy. Cathy mogłaby się zająć sprawami
tutaj, na miejscu, prawda, Cathy?
-?To pestka -?powiedziała Cathy. -?Tylko podaj datę.
-?Przestańcie, obie.
Zakryłam uszy dłońmi i zaczęłam nucić, aż ciocia Kay zasłoniła usta
dłonią, lekko uderzyła mnie w nadgarstek i wyszeptała:
-?Przepraszam.
-?Też tak myślę. -?Zdjęłam ręce z uszu.
-?Wkrótce zmienisz zdanie co do powrotu tutaj.
-?Wątpię. Ale dziękuję za wysiłek. Prawdopodobnie poczułabym się
urażona, gdybyście nie próbowały mnie przekonać do pozostania.
Pomyślałabym, że już mnie nie chcecie.
-?Chodź tu. -?Znów mnie przytuliła. -?Zawsze będę chciała mieć przy
sobie moją ulubioną siostrzenicę.
-?Witam. Czy to nieodpowiedni moment?
Nie słyszałam dzwonka nad drzwiami, więc męski głos mnie zaskoczył.
Odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę w granatowym fraku. Wyglądał na
około trzydzieści lat, miał około sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu
i gęste ciemne włosy, które były lekko wystrzępione na czubku głowy.
Całkiem niezły.
-?Nick! -?Ciotka Kay pocałowała go w oba policzki. -?O rany, ależ dobrze
wyglądasz. Pokaż się nam.
-?Dziękuję. -?Nick wykonał nieco niezręczny obrót. -?Myślę jednak, że
jesteś zbyt hojna. Czyż większość ludzi nie wygląda dobrze w takich
strojach?
Moim zdaniem tak, ale Nick w swoim wyglądał wyjątkowo dobrze. Kiedy
spojrzał na mnie i uśmiechnął się, moje serce zabiło szybciej. Przez
chwilę nie zwracałam uwagi na nic innego, tylko na niego i jego
niebieskie oczy, które błyszczały jak ocean w słoneczny dzień.
-?Nie uważasz, że wyglądam jak niebieski pingwin? -?zapytał, nadal
patrząc mi w oczy.
Nie. Po prostu przepiękny, boski facet. Wow! Opanuj się, Sarah. Ten
facet wkrótce się żeni. Odwróć wzrok. Teraz. Na szczęście ciocia Kay
odezwała się, a Nick oderwał ode mnie wzrok.
-?Nie umniejszaj sobie. Niektórzy mężczyźni wyglądają w tym śmiesznie, a widziałam setki z nich w tej branży. Tobie naprawdę pasuje. Wyglądasz
bardzo przystojnie.
Zwróciła się do mnie. O nie. Nie waż się.
Odważyła się.
-?Prawda, Sarah? Czyż nie wygląda przystojnie?
Moje policzki zapłonęły.
-?Tak, nieznajomy, którego nigdy nie spotkałam, wyglądasz bardzo
przystojnie, jak to ujęła moja ciocia.
Nick roześmiał się, wyciągnął rękę i entuzjastycznie uścisnął moją.
-?Ciotka? W takim razie musisz być siostrzenicą Kay, Sarah. Dużo o tobie
słyszałem. Jestem Nick Derbyshire.
-?Cześć, Nick. -?Niechętnie puściłam jego dłoń.
-?Denerwujesz się, Nick? -?zapytała ciocia Kay.
-?Jestem przerażony. Zwłaszcza przemową. Chciałbym nie musieć przemawiać
jako pierwszy.
-?To nie pan młody przemawia jako pierwszy -?wyrwało mi się. -?To ojciec
panny młodej.
Nick uśmiechnął się dumnie.
-?Jestem ojcem panny młodej.
-?Ale... ale nie możesz być dużo starszy ode mnie.
-?Mam trzydzieści dwa lata.
-?W takim razie musiałeś mieć córkę w bardzo młodym wieku.
Ciotka Kay roześmiała się.
-?On nie ma dzieci. To ślub jego siostry.
Zmarszczyłam brwi.
-?Ale...
-?Nasz tata zmarł, kiedy miałem dziesięć lat, a Callie sześć -
powiedział Nick. -?Byłem dla niej zarówno ojcem, jak i starszym bratem,
więc poprosiła mnie, żebym ją poprowadził do ołtarza.
-?Och, to takie urocze. Przykro mi z powodu twojego taty.
-?Dziękuję. Byłby dziś bardzo dumny z Callie.
Zwrócił się do cioci Kay.
-?Czy kwiaty są gotowe?
-?Pokażę ci. -?Poprowadziła Nicka do dużego stołu za ladą. -?Sarah
zrobiła większość z nich -?powiedziała z entuzjazmem, odwracając się i uśmiechając do mnie. -?Jest tak utalentowana. Czyż nie są wspaniałe?
Moje policzki znów się zaczerwieniły. No nie mogła być już bardziej
oczywista?
Nick odwrócił się i uśmiechnął do mnie.
-?Bardzo piękne.
Było coś w sposobie, w jaki na mnie patrzył, co sprawiło, że pomyślałam,
iż nie mówił o kwiatach. Nie może mieć na myśli mnie... prawda? Daleko
mi do piękna. Jestem gruba. Mam potargane włosy. Moje oczy są czerwone
i... nie, na pewno ma na myśli kwiaty. Głupio się zachowuję. Mam
halucynacje z powodu braku snu.
Zadzwonił dzwonek i młodszy mężczyzna w dopasowanym garniturze wychylił
głowę zza drzwi.
-?Przepraszam, Nick. Stanąłem na podwójnej żółtej linii -?powiedział.
-?W porządku, to lepiej ruszajcie.
Nick podał mężczyźnie pudełko, a potem chwycił drugie.
Ciotka Kay otworzyła szeroko drzwi dla nich obu.
-?Pozdrów Callie -?powiedziała. -?Powiedz jej, że chcę zobaczyć zdjęcia.
Powodzenia z przemową. Mówią, że należy wyobrazić sobie publiczność
nago. Pomaga to opanować nerwy.
-?Nie jest to przyjemna myśl. Nie widziałaś mojego wujka Clive'a. -
Skrzywił się i zadrżał. -?Nie mogę teraz pozbyć się tego obrazu. To może
być dla mnie traumatyczne doświadczenie na całe życie. A skoro o tym
mowa... jeszcze raz dziękuję za te rzeczy, Kay.
Odwrócił się i uśmiechnął się szeroko do mnie.
-?Miło było cię w końcu poznać, Sarah. Jesteś dokładnie taka, jak sobie
wyobrażałem. Mam nadzieję, że nasze drogi jeszcze się skrzyżują.
Uśmiechnęłam się i pomachałam, próbując zignorować motyle w brzuchu.
Uspokój się, Sarah. Reagujesz na niego tylko dlatego, że jesteś teraz
singielką i możesz sobie na to pozwolić. To naturalne, że pociąga cię
pierwszy przystojny mężczyzna, który ma na tyle uprzejmości, żeby się do
ciebie odezwać. Zwłaszcza gdy ma na sobie frak, oczy koloru oceanu i...
przestań.
Ciotka Kay zamknęła drzwi i wróciła do lady.
-?Jaki uroczy młody człowiek -?powiedziała.
-?Wydawał się całkiem miły -?starałam się brzmieć nonszalancko.
Nie jestem pewna, czy mi się to udało.
-?Jest. Bardzo miły. Bardzo uroczy. Pamiętasz Almę Sutton, która
mieszkała obok mnie, kiedy byłaś mała? Była babcią Nicka.
-?Świat jest mały.
-?To bardzo wrażliwy młody człowiek. Co roku w sylwestra przychodzi po
trzy bukiety białych róż i trzy pojedyncze kwiaty. W Nowy Rok kładzie
bukiet na grobach babci, dziadka i taty, a pojedyncze kwiaty wrzuca do
morza przy Lighthouse Point, aby upamiętnić każdego z nich.
-?To bardzo miłe i troskliwe z jego strony.
-?On jest singlem, wiesz.
-?Czy nie jest dla ciebie trochę za młody?
-?Nie chodzi mi o mnie.
Położyłam ręce na biodrach i spojrzałam na nią z udawaną surowością.
-?Doskonale rozumiem, co masz na myśli, ale wolę to zignorować. Już ci
mówiłam, że nie jestem gotowa na randki, a nawet gdybym była, ktoś
mieszkający cztery godziny drogi stąd nie znalazłby się na szczycie
mojej listy.
-?Możesz wrócić do domu.
-?Myślę, że potrzebowałabym nieco poważniejszego powodu, żeby wrócić do
domu, niż twoje próby odgrywania roli Kupidyna. -?Westchnęłam i potrząsnęłam głową.
Ciotka Kay nie odpowiedziała. Zamiast tego bawiła się pierścionkiem
zaręczynowym mojej babci, obracając go na palcu.
Spojrzałam na nią spod zmrużonych powiek.
-?Wszystko w porządku?
Przestała kręcić pierścionkiem i wzięła głęboki oddech.
-?Powiedziałam, że zadzwonię do ciebie dzisiaj wieczorem. Czas
powiedzieć ci, dlaczego.
Żołądek mi się skręcił, ale nie w przyjemny sposób, jak wcześniej z Nickiem -?raczej w niepokojący. Zakładałam, że zadzwoni, żeby zapytać o moje urodziny, a nie dlatego, że ma jakieś wiadomości. I to
prawdopodobnie złe wiadomości, sądząc po tym rzadkim przejawie
zdenerwowania. Przez głowę przemykały mi myśli o śmiertelnych chorobach.
-?Stresujesz mnie -?powiedziałam.
-?Daj mi chwilę. -?Zniknęła na zapleczu i po kilku chwilach wróciła,
trzymając w ręku jasnoczerwony segregator, który mi podała.
-?Co to jest?
-?Mówiłaś, że potrzebujesz nieco mocniejszego powodu, aby przeprowadzić
się do domu, niż tylko swatanie. Cóż, mam taki powód. Pamiętasz, jak
zawsze mówiłam, że po mojej śmierci odziedziczysz Seaside Blooms, a Ben
dostanie Seashell Cottage?
-?Tak. A ja zawsze mówiłam ci, żebyś pozbyła się czarnowidzenia. O Boże! Ona jest chora. Nie!
Znów zaczęła bawić się pierścionkiem.
-?Zmieniłam zdanie. Nie chcę zostawić ci firmy w testamencie. Chcę ci ją
dać już teraz.
-?Co?
-?Niespodziewanie pojawiła się okazja, aby podróżować po świecie z moją
przyjaciółką Lindą i postanowiłam z niej skorzystać. Chcę przejść na
emeryturę i chcę, abyś została nową właścicielką Seaside Blooms.
Praktycznie od zaraz.
Rozdział 4
-?W końcu miałaś na tyle rozsądku, żeby rzucić tego głupka? -?Clare
rozwinęła szalik, zdjęła płaszcz i podała mi obie rzeczy. -?Nie mogłaś
tego tak zostawić? Po co rezygnować też z pracy? -?Nie czekając na
odpowiedź, weszła do mojej sypialni.
Powiesiłam jej płaszcz, a potem poszłam za nią. Leżała wyciągnięta na
łóżku, a jej brązowe zamszowe buty na wysokich obcasach leżały porzucone
w drzwiach. Westchnęłam i odsunęłam je na bok.
-?Czy ty nigdy nie nosisz dżinsów, jak normalna osoba? -?zapytałam,
patrząc na jej drogi, miękki, dopasowany sweter w kolorze kremowym i krótką brązową spódniczkę z kaszmiru. -?To nie wygląda na zbyt
praktyczne, jeśli chcesz mi pomóc się spakować.
Clare podparła się na łokciach.
-?Moim zadaniem jest leżeć tutaj i kierować. Pakowanie to dobra okazja
do porządków, więc zaczniemy od twoich ubrań. Powiem ci, co możesz
zatrzymać. Nie patrz tak na mnie. Robię ci przysługę, naprawdę.
-?W jaki sposób?
-?Kiedy skończę, będziesz miała o wiele mniej śmieci do zapakowania
jutro do furgonetki.
-?Ależ to niegrzeczne z twojej strony.
-?Chociaż nie będziesz musiała się tym martwić, jeśli uda mi się
przekonać cię do zmiany zdania i pozostania.
-?Przepraszam. -?Odsunęłam jej nogi na bok, żeby móc usiąść na łóżku. -
Wiesz, że będę za tobą bardzo tęskniła, ale to zbyt dobra okazja.
Musiałam z niej skorzystać.
Westchnęła.
-?Wiem. To raczej ja powinnam cię przeprosić.
-?Za co?
-?Za to, że jestem taką beznadziejną przyjaciółką.
-?Bo przez cały tydzień byłaś w złym humorze? -?Wyciągnęłam do niej
język.
-?Byłam o wiele gorsza niż to.
-?Spotykałaś się z Jasonem za moimi plecami -?zażartowałam.
Wyprostowała się.
-?Jezu! Oszalałaś? Kiedy mówiłam, że go nie znoszę, nie ukrywałam
żadnego głębokiego pożądania. Naprawdę go nie znosiłam.
-?OK. Rozumiem.
Ponownie opadła na łokcie.
-?Ale byłam kiepską przyjaciółką, ponieważ nie byłam przy tobie.
Wiedziałam, jak nieszczęśliwa byłaś w pracy i z Jasonem przez ostatni
rok, a nie powiedziałam nic, co zachęciłoby cię do rozmowy na ten temat.
-?Wiedziałaś? Skąd? Nigdy nic nie mówiłam.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki