Zachwyt i rozpacz - Agnieszka Papieska

Kup ebooka

59.00 zł
45.19 zł (45,03 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Tomasz Jastrun

(ur. 1950)

- poeta, prozaik, krytyk literacki. Autor felietonów publikowanych w paryskiej "Kulturze" (pod pseudonimem Witold Charłamp i Smecz), "Rzeczpospolitej", "Res Publice Nowej", "Newsweeku", "Wprost", "Twoim Stylu", "Zwierciadle". W latach 1990-1994 dyrektor Instytutu Polskiego przy Ambasadzie RP w Sztokholmie.

Czarne skarpetki w czerwone kraby

Z dzieciństwa pamiętam, że w naszym domu często wypowiadano jej imię, niezwykłe, gdyż takie "wiślane", a nazwisko brzmiało w uszach dziecka dobitnie i triumfalnie. Zawsze mówiło się u nas o niej ciepło i serdecznie, co poświadczają dzienniki mego ojca[1]. A przecież już jako dziecko wiedziałem, że pisarze nie zawsze lubią się nawzajem.

I oto widzę, jak w gabinecie ojca siedzi Szymborska w naszym dostojnym fotelu. Jakby skrępowana, zaciera nerwowo ręce, ale zaraz zapali papierosa i jest już wesoło, nie musi pytać ojca, on też pali, pali nawet moja mama[2], zresztą wtedy nie pytano w mieszkaniach, czy można. A fotel - stoi teraz w naszym salonie - w którym siedziała Wisława, nadal robi wrażenie, ma solidne, pięknie wyprofilowane drewniane poręcze, błyszczące, wyślizgane od tysięcy dłoni i łokci. W gabinecie ojca siedzieli w nim zawsze goście, pamiętam Herberta, Różewicza, Lipską. Jest więc 27 kwietnia roku 1961, Wisława ma trzydzieści osiem lat, a ja jedenaście i jestem właśnie jej przedstawiany. (Taka młoda była wtedy, nie do wiary, a może ja teraz po prostu całkiem jestem niemłody). Ojciec notuje w dzienniku tego dnia: "Odwiedziny Szymborskiej. Zaciekawił mnie jej wybór moich tekstów "pod muzykę"" (Wisława pracuje wtedy w wydawnictwie muzycznym).

Przez lata spotykają się wielekroć, kontakt nigdy się nie urywa. Na ogół widują się w Warszawie, a czasami u niej w Krakowie. Raz pojechałem z rodzicami i jak przez mgłę widzę jej dom z wielkiej płyty i malutkie mieszkanko.

Sam odwiedzę ją po latach, tuż po roku stanu wojennego, kiedy wyszedłem z więzienia w Białołęce. Udałem się do Wisławy jak z pielgrzymką, by dostać wsparcie duchowe i ewentualnie wiersze do naszego pisma "Wezwanie", które przez osiem lat wydawać będę w podziemiu. Była zmaltretowana przez stan rzeczy, jak my wszyscy, martwiła się, co to będzie. Imperium zdawało się gnić, ale mogło tak długo, a my nie byliśmy w dobrej formie. I co dalej? Martwiła się też, że mój ojciec ciężko choruje, bardzo go lubiła i ceniła, "biedny Mieczysław" - powtarzała. Nie wyszedłem ze spotkania jakoś specjalnie wzmocniony, ale chyba z wierszami.

[...]

Kolacyjka z loteryjką

Jest wrzesień 2005 roku, robiłem coś okropnie trywialnego, kiedy zadzwonił telefon, a w nim gorączkowe: "halo, halo". Jakbym znał ten głos. Niemożliwe, Szymborska? "Czy to Tomek, Tomek? Mówi Wisława, jesteś tam? Tak! Niemożliwe, to jednak działa!!!".

To były jakieś jej "komórkowe" początki i stąd szok, że to działa. Bardzo głośno, jakby chciała przekrzyczeć te czterysta kilometrów, zapraszała nas do siebie na kolację za kilka dni. Osób też było kilka, Michał Rusinek i Jurek Pomianowski[5], obaj z żonami[6], ten ostatni co najmniej rówieśnik Szymborskiej, przed wojną w męskiej łódzkiej szkole, uczeń mego ojca. Znałem poprzednie skromne mieszkanie Wisławy, ale to, kupione już po Noblu, zaskoczyło mnie też bardziej skromnością niż dostatkiem, przyzwoitą bylejakością. Nigdy nie przywiązywała wagi do materialnych spraw tego świata. Był to rok niezwykły, kiedy rosła w siłę partia Andrzeja Leppera, co doprawdy było osobliwe. Wisława uwielbiała osobliwości, ale skala tej ją niepokoiła. Tym bardziej zapragnęła sytuację rozśmieszyć. Nie wiem, skąd miała balonik z napisem "Samoobrona". Rzuciła go między nas, a my poczęliśmy go odbijać. Ale zabawa! Była dziecinna, jak każdy artysta, i dbała o dziecko w sobie i o ciągłe zdumienie światem. Potem był obiadek, skromny, ale smaczny. Po deserze nagle zapłonęły jej oczy i klasnęła radośnie w dłonie: "A teraz loteryjka!". Uwielbiała loteryjki. Kiedyś zostałem zaproszony do jej malutkiego mieszkania na Chocimskiej, byli Staszek Barańczak, Karl Dedecius, Ryszard Krynicki, Teresa Walas. Nagle okazało się, że mamy wziąć udział w loteryjce i że będziemy losować różne różności przygotowane przez gospodynię. Pamiętam, że Staszek Barańczak wygrał skarpetki, a ja tylko miniaturowy wiklinowy koszyczek. Nie wiem, jaką miałem minę, pewnie smutną. Nigdy nie zapomnę zmartwienia Szymborskiej: "Jest ci przykro, że wygrałeś tylko taki koszyczek?". Po kilku miesiącach miałem wrażenie, że Szymborska nadal martwi się, że wylosowałem tylko koszyczek, więc napisałem w liście: "Koszyczek rozwiązał wielki problem mojego życia, zawsze szukałem po całym mieszkaniu ostrzynki, co kosztowało mnie masę nerwów, a teraz zawsze wiem, gdzie ona jest". Kiedy indziej mój los padł na mały kieliszek z myszką szklaną na dnie. A tym razem moja Ewa[7] wygrała czarne skarpetki w czerwone kraby.

Dlaczego moja żona włoży te skarpetki rano w dniu jej śmierci? Nie wiem. I mnie proszę nie pytać, jestem beznadziejnie racjonalny.

[Tekst zredagowany przez AP na podstawie artykułów Tomasza Jastruna: W szponach Nobla, "Twój Styl" 1996, nr 12; By smutku nikt nie zauważył, "Zwierciadło" 2012, nr 2, uzupełniony przez Autora].

[1] Mieczysław J a s t r u n (1903-1983), poeta, prozaik, eseista i tłumacz poezji francuskiej, niemieckiej i rosyjskiej; autor monograficznych opowieści o Mickiewiczu, Słowackim, Kochanowskim. Wisława Szymborska wielokrotnie pojawia się na kartach jego Dziennika 1955-1981, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2002.

[2] Mieczysława B u c z k ó w n a (ur. 1924), poetka, autorka utworów dla dzieci; w 1950 roku wyszła za mąż za Mieczysława Jastruna; matka Tomasza Jastruna. W latach 1965-1972 redaktor działu poezji polskiej w miesięczniku "Poezja".

[5] Jerzy P o m i a n o w s k i (ur. 1921), prozaik, eseista, krytyk teatralny i tłumacz. Po Marcu 68 wyjechał do Włoch, gdzie wykładał historię literatur słowiańskich na uniwersytetach w Bari i w Pizie. W 1994 roku zamieszkał w Krakowie. Redaktor naczelny rosyjskojęzycznego czasopisma "Nowaja Polsza". Przekładał twórczość m.in. Antoniego Czechowa, Aleksandra Sołżenicyna oraz Izaaka Babla.

[6] Aleksandra K u r c z a b-P o m i a n o w s k a (ur. 1940), reżyser teatralny, aktorka, tłumaczka literatury włoskiej i francuskiej; druga żona Jerzego Pomianowskiego. Barbara R u s i n e k (ur. 1969), lekarz laryngolog, absolwentka Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, żona Michała Rusinka.

[7] Ewa J a s i ń s k a-J a s t r u n (ur. 1972), germanistka, żona Tomasza Jastruna.