Zachłysnąć się tobą. Najpiękniejsze wiersze i piosenki - Konstanty Ildefons Gałczyński

-
Proszę czekać

PEŁNY SPIS TREŚCI

Piosenka o trzech wesołych aniołach

Łakomstwo

Muza

Szekspir i chryzantemy

Jesień

Na dziwny a niespodziewany odjazd poety Konstantego

Srebrne i złote

Ulica szarlatanów

Modlitwa ślepego lunatyka

Romanca o trzech siostrach emigrantkach

Wszystko nam dałeś

Egzotyki nieprawdopodobne

Kołysanka o kołysce

Portret panny Noel

Raj

Serwus, madonna

Ulica Towarowa

Usta i pełnia

Podróż do Arabii Szczęśliwej

Złota kąpiel

Evviva la poesia

Baba, co nad konstytucją płakała

Na śmierć motyla przejechanego przez ciężarowy samochód

Prośba o wyspy szczęśliwe

Śmierć poety

Cyrulik jesienny

Pieśń cherubińska

Ballada ślubna

Cud w winiarni

Palcem planety obracasz

Powoli otwierajmy bramę...

Ballada o Moście Marionetkarzy

Bal u Salomona

Fragment z "Balu u Salomona"

Modlitwa do Anioła Stróża

Książka mówi do stroskanego

Wszystko się chwieje

O mej poezji

Poezja

Portret ojca artysty

List znad rzeki Limpopo

Obcuję z tobą jak z miesiącem...

O naszym gospodarstwie

Ballada ślubna II

Ofiara świerzopa

Na pewnego Polaka

Pięć donosów

Gałązka wiśni

Kryzys w branży szarlatanów

Instrumentami potrząsać

Ciężki wieczór

Noc w Wilnie

Z Horacego

Szafirowa romanca

Muzie nóżki całuję

Wciąż uciekamy

Krzyczysz przez sen

Skumbrie w tomacie

Strasna zaba

Bal zakochanych

Wielkanoc mojej córki

Oto widzisz, znowu idzie jesień

Anińskie noce

Kotwico złota...

Już kocham cię tyle lat

"Jubileuszowa" rozmowa z Kirą

Jak się te lata mylą

Noctes Aninenses

Długom błądził i szukał

Dziwni letnicy

Pieśń o żołnierzach z Westerplatte

Sen żołnierza

List jeńca

Srebrna akacja

To nic, że droga daleka...

Dzika róża

Pokochałem ciebie

Ty mnie, miła...

Siódme niebo

Nocne notatki

Choć godzina...

Notatki z nieudanych rekolekcji paryskich

Pyłem księżycowym...

Cóżem winien

We śnie

Zachłysnąć się tobą

Powrót do Eurydyki

Ballada o samotnej pompie

"Liryka, liryka, tkliwa dynamika"

Dlaczego ogórek nie śpiewa

List z fiołkiem

Rach-ciach i twardo

Zaczarowana dorożka

Czterdziesty szósty Kraków

Tylko nieboszczyk...

Małe kina

Poemko jubileuszowe

Śmierć inteligenta

Pożegnanie z latarniami

Wjazd na wielorybie

Ars poetica

O wróbelku

Ciche marzenie

Pochwalone niech będą ptaki

Przed zapaleniem choinki

List noworoczny do ludzi z wiosek i z małych miast

I ty poznasz sklerozę

Jeśli katedra

Do mowy polskiej

Epistoła do zakochanych

Na śmierć Esteriny, deportowanej przez hitlerowców Wenecjanki

Wenus

Uwertura dorożkarska

Elegia

Dziecko się rodzi

Ślubne obrączki

Tamara Chanum

Kto wymyślił choinki?

Lubię...

O sierpniu

Wesoły sierpień

Satyra na bożą krówkę

Mariensztackie szaleństwo

Warszawski wiatr

Warszawscy dorożkarze

Gdybym miał jedenaście kapeluszy

Dziwny wypadek na rogu Nowowiejskiej

Śmierć Andersena

Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha

Kronika olsztyńska

Spotkanie z matką

Rozmowa liryczna

Niobe

Deszcz

Wieniec dla Warszawy

Wit Stwosz

Skromność

Sanie

Poeta i pomarańcze

Księżyc

Chmiel na rogach jelenich...

W leśniczówce

Oda do nocy przedwiosennej

Dzikie wino

Ballada o trzęsących się portkach

Ukochany kraj

To przecież nie da się...

Pytał się kot sowy

Pieśni

Ale są jeszcze sprawy drobne...

A ja tobie bajki opowiadam...

Nota edytorska

Piosenka o trzech wesołych aniołach

- Słuchajcie, słodkie siostry -

tak mówił stary opat.

(Na dworze było wietrzno,

ponuro i listopad.)

- Raz było trzech aniołów,

jak trzy wyborne liry,

imiona ut sequuntur:

Piotr, Paweł i Zefiryn.

Śliczni to byli chłopcy,

jeden w drugiego gładszy,

łaskawym na nich okiem

Pan Bóg zza pieca patrzył.

No, w raju, jak to w raju,

zielono i wesoło,

obiady, gadu-gadu,

wieczerze i tak w koło.

Lecz nasi aniołowie

coś nazbyt byli dziarscy

i często Bóg Dobrodziej

brew zagniewaną marszczył;

i gęsto w skórę leli

aniołów rajskie zbiry -

na próżno: znów szaleli

Piotr, Paweł i Zefiryn.

Od sromu jak od gromu

cierpiały aniołówny...

Ha, było trzech aniołów,

lecz siedem grzechów głównych.

Anioł Piotr, jak to Piotry,

szklenicą zwykł się bawić

i nieraz w Mons Pietatis

musiał skrzydła zastawić;

a gdy wyłysiał mieszek,

to wonczas furis more

do piwnic Dobrodzieja

dobierał się wieczorem.

Paweł zasię po Pawle

rycerskie wziął zasługi:

Dzień w dzień na rajskiej łące

aniołów kładł jak długich.

Sam święty Jerzy, siostry,

przyglądał się i dziwił:

"Ho, ho, nasz anioł Paweł

bije się jak Radziwiłł.

Dobrodziej też by chwalił,

lecz właśnie śpi w obłokach".

Tak mówił święty Jerzy

i dalej męczył smoka...

Zefiryn był muzykant,

miłośnik strun i syryng,

niefrasobliwy, lekki,

jednym słowem, Zefiryn;

znał się na mitologii,

Achillach i Chimerach,

miał skłonność do księżyca,

troszeczkę do Baudelaire'a

i do sekretnych uciech,

nie gardził również pozą,

błąkając się, dziwacząc

andante maestoso.

A taki był wstydliwy...

coś niby... jak Jan Jakub;

kazania wielce cenił:

"Do rybek" i "Do ptaków";

chociaż wuj Zefiryna,

już taki starszy anioł,

raz widział "Słówka" Boya

pod kołdrą. (Ach, ty draniu!)

Tak żyli aniołowie,

ale nadeszła kryska

i wezwał Bóg Dobrodziej

nadanioła Matyska.

"Wypędź mi - prawi - Piotra,

Pawła i Zefiryna,

kalają Paradisum,

Ego Deus - daj wina!"

Po takim paternoster

i po wytrawnym winie

Dobrodziej chodził gniewny

i huczał po łacinie.

Zefiryn zasromany

pochylił nisko głowę,

wstydził się jak Jan Jakub,

skrzydła tuląc różowe.

Piotr zasię, jak to Piotry,

brat rygielkom i zamkom,

siedział w chłodzie piwniczki

i świecił sobie lampką.

Paweł, jak zwykle Paweł,

anioł bitny, rogaty,

na podwórcu rajowym

bił się z Jerzym w palcaty.

Ale nic nie pomogło,

zjawił się Anioł Michał

i rzecze: "Zefirynku,

już mi nie będziesz wzdychał.

Zwołaj swoich kamratów,

tak Decyzja orzekła...

ruszaj się, pókim dobry!

ani mru-mru! do Piekła!"

Wypędziły aniołów

rajskie draby i zbiry.

Zmarnowali kariery

Paweł, Piotr i Zefiryn.

Ergo, siostry najsłodsze

(Boże, módl się za nami!),

lepiej wam się przed nocą

nie wdawać z aniołami.

1926

Muza

(z którą, po pijanemu, autor dotarł do trzeźwej pointe'y)

Niechaj tam innym Sława dmie w laurowy puzon,

niech się hołota bawi hucznie i wesoło,

kupcy niech śpią na mieszkach -

ja ze swą Muzą

gołą

w strofie zamieszkam.

Muzo, ta strofa będzie "kościołem Dyjanny",

w którym przy Tobie zasnę jak jaki Endymion;

tam, czy wieczór, czy świt ranny,

będziemy ziółka zbierać,

rozbierać się i ubierać,

i mleczko ssać

ze zmyślonych jałowic wymion.

Jak ogród podzielimy strofę na kwatery,

z rymów zielonych zrobimy szpalery,

a z białych będziesz miała majtki,

z czerwonych dla mnie będzie frak,

i tak

będziemy żyli jako królestwo z bajki.

O strofy, "koralowe ostrowy" ułudy!

("Cudy

nie dziwią poetów".)

Kiedy nie zechcesz ze mną razem

spożyć obiadu, auto-Pegazem

pojedziesz w raj trioletów.

Gdybyś skłonności miała lunatyczne,

to w każdym wierszu będzie wschodził miesiąc.

Zimą w oktawie będziemy przez miesiąc

mieszkać, a latem w rondzie elastycznem.

Ze znaku zapytania dam Ci parasolkę,

bo się boisz piegów i komet;

a gdybyś miała gorączkę,

to podnieś tylko rączkę:

z przecinka zrobię Ci termometr...

Tam usta połączymy jak rymy najsłodsze,

tam będę Cię miłował i pieścił jak przeor -

usta do ust się zbliżą, rym o rym się otrze,

strofa stanie się niebem, cezurą - meteor...

O tam, o tam!

ten świat mi będzie rajem

i szczęście tam

rozwinie "złote żagle"...

Et pourtant:

(tak pomyślałem nagle)

nad Pegaza, Dianę i Ceres

lepszy uczciwy interes:

knajpa, dom, elektryczne magle

albo zgoła karet wynajem.

1926

Na dziwny a niespodziewany odjazd poety Konstantego

elegia

Żandarmom Republiki

...Więc odjeżdżasz, oszuście, słodki szarlatanie,

któryś kochał alkohol, cygara i czaple1,

któryś był taumaturga, bufon i hochsztapler,

odjeżdżasz, a więc jedźże na karku złamanie!

Ach, znamy, dobrze znamy twoje promenady,

od "Kresów" do "Ziemiańskiej", z "Ziemiańskiej" do "Kresów",

dżdżyste rajdy autami z córkami mechesów,

noce w mrocznych winiarniach, komersze i szpady.

Faktycznie, pamiętamy "noce infernalne"

i "Poemat o piekle", i liścik Lechonia,

twoje usta za duże, spalone przez koniak

i przez miłości słotne, a fenomenalne.

O, poeto najsłodszy, hodujący kwiatki,

robiący tricki lepsze niż święty Franciszek,

pustkę serca wyleczył ci pełny kieliszek

i krawat, w którym lśniła duża łza twej matki.

A kiedy przychodziły noce niepogody,

po Nalewkach się błąkał twój kabriolet stary,

noc zmieniała się w strofy, a strofy w dolary...

hélas! strofy są zawsze, honoraria - w środy.

I takeś, o, Konstanty, gwizdał po Warszawie,

jak jakiś wzniosły Rilke albo zdoła Irzek2;

prawie co noc w "Empirze" grywałeś na lirze,

rachunki dobrzy ludzie płacili łaskawie.

Ale wszystko się kończy i odjeżdżasz oto,

łzy Eleonory zmieszały się z deszczem,

odjeżdżasz... never, never! Zostań chwilę jeszcze,

lubiła cię hołota, więc zostań z hołotą.

O, pociągu jesienny, jadący w szarugę,

o, koła, roztrzęsione strachem i malarią!

Kochałem cię naprawdę, Stanisławie Mario,

a ty szaleństwa moje i moją papugę.

1926

1 Czapla - ulubiony ptak poety (przyp. wyd.).

2 Irzek - pierwszoplanowa postać w monumentalnej beletrystyce Kadena (przyp. red.).