ROZDZIAŁ 3
Line
- Co powiesz na to, żeby stąd spadać? Zjadłbym jakąś pizzę. - Kolejny głęboki głos szepnął mi zza pleców do ucha.
- Dość tego! Nie zamierzam z nikim iść do domu! - Błyskawicznie obróciłam się na krześle gotowa zdzielić w łeb kolejnego obleśnego dziada. Ta kropla przelała czarę.
- Spokojnie. - Thomas chwycił mnie za rękę, którą zamachnęłam się w powietrzu.
- Thomas, nareszcie! Gdzie byłeś? - Rzuciłam mu się na szyję i mocno się do niego przytuliłam. Było to najlepsze uczucie na świecie.
- Coś mi się wydaje, że księżniczka potrzebowała dziś ratunku.
- Nawet nie masz pojęcia... Skąd ludzie biorą te wszystkie denne teksty na podryw?
Thomas ryknął gromkim śmiechem, przyciągając spojrzenia stojących wokół nas osób. Był wysoki, szeroki w barach, dobrze umięśniony i wyglądał obłędnie ze swoimi brązowymi włosami i przejrzystymi błękitnymi oczami. Chociaż mierzyłam prawie metr osiemdziesiąt, a więc dość dużo jak na dziewczynę, czułam się przy nim małą kobietką.
- Śmierdzisz seksem na kilometr. - Skrzywiłam się.
- A ty alkoholem. No, chodź, ty imprezowiczko. Zapłaciłaś? - Przywołał barmana uniesieniem ręki.
- Mam nadzieję, że nie musiałeś z mojego powodu przerwać jakiejś gorącej randki. -
Nie do końca trzymałam pion na swoich wysokich obcasach. Na dodatek lekko bełkotałam.
- Niczego nie przerwałaś. Zdążyliśmy skończyć.
Barman wrócił do naszej części baru.
- Chciałbym zapłacić za tę oto panią. Dla niej na dziś wystarczy.
Obaj zaśmiali się do siebie. Zamruczałam z niezadowoleniem za ich plecami.
- Ej, nie musisz za mnie płacić! - Tupnęłam ze złością, przez co ugryzłam się w wargę.
- Nie muszę, ale zapłacę, a ty możesz mi postawić śniadanie - rzucił do mnie Thomas przez ramię.
- Już zapłaciła, ale najwyraźniej o tym zapomniała - stwierdził barman. - Cieszę się, że przyszedłeś po swoją dziewczynę. Miałbym obawy puszczać ją samą do domu ze względu na tych wszystkich naprutych gości, którzy przez cały wieczór nie dawali jej spokoju.
- Ona nie jest moją... - Thomas zamilkł w połowie zdania i zaczął wygładzać swoje zmierzwione włosy.
- Nie jesteśmy parą - dokończyłam za niego, po czym dodałam ze wzruszeniem ramion: - Tylko przyjaciółmi.
- Okej, bez względu na to, co was łączy, życzę wam udanej nocy. - Mrugnął do nas porozumiewawczo, jakby nie do końca wierzył, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Chcesz u mnie przekimać? Tylko najpierw muszę coś zjeść.
- Tak, wbijamy do ciebie, do mnie jest stąd za daleko. Aha, czyli zgłodniałeś przez dziki i niepohamowany seks? - Uniosłam kilkakrotnie brwi. - Była aż tak dobra? - Szturchnęłam go, gdy szliśmy obok siebie ulicą.
- Line, do cholery! To są prywatne sprawy. - Ton jego głosu był żartobliwy, ale wiedziałam, że Thomas mówi poważnie i nie ma ochoty na zwierzenia.
- Okej, okej, już daję spokój twojej łóżkowej przyjaciółce. Ej, stop, ta pizzeria jest wciąż otwarta!
Thomas przewrócił oczami i pokręcił głową na mój komentarz.
Stanęliśmy obok siebie w kolejce. Wciąż się chwiałam, a w głowie szumiało mi od alkoholu.
- I co, ty moja mała pijaczko, wolisz szynkę czy pepperoni?
Nie zauważyłam, że już nadeszła nasza kolej.
- Hmm, niech będzie pepperoni, i cola. Strasznie chce mi się pić.
Z trójkątami pizzy i puszkami napojów w rękach przeszliśmy resztę drogi do lokum Thomasa. Mieszkał sam w dwóch niewielkich pokojach. Wcześniej miał współlokatora, ale ten skończył studia i wyjechał do Kopenhagi. Na szczęście Thomas był w stanie samodzielnie opłacać czynsz.
- Nastawię dla ciebie kawę, żebyś choć odrobinę wytrzeźwiała, a ja w tym czasie się wykąpię.
Zrzuciłam szpilki w korytarzu i boso podreptałam za Thomasem do kuchni. Nie była duża, ale udało mu się tam wcisnąć mały stolik z dwoma krzesłami. Usiadłam na jednym z nich, podwinęłam pod siebie nogi i nalałam kawy do wielkiego kubka, nie żałując sobie mleka na sam koniec. Dokładnie tak, jak lubiłam najbardziej.
- Dasz sobie radę, kiedy będę się kąpał? - zapytał ze szczerą troską w głosie, co wydało mi się naprawdę fajne.
- Mhm - mruknęłam, dmuchając na kawę, zanim upiłam łyk. Była fantastycznie mocna i rozgrzewała całe ciało.
Siedziałam nad kawą, pogrążona we własnych myślach, gdy usłyszałam krzyk Thomasa:
- Line, przyniesiesz mi ręcznik? Nie ma tu żadnego.
Wstałam.
- Jasne, a gdzie są?
- W komodzie w sypialni, szuflada na samym dole.
Spoza uchylonych drzwi wydostawała się para. Thomas ich nie domknął po tym, jak wyszedł mnie zawołać. Z szuflady wyjęłam duży niebieski ręcznik kąpielowy. Po namyśle wzięłam też drugi, trochę mniejszy, gdyby chciał użyć osobnego do włosów.
- Hej, kładę je na toalecie. - Spuściłam deskę, położyłam na niej ręczniki i odwróciłam się, żeby wyjść. Przyjaźniliśmy się, ale nie byliśmy ze sobą aż tak blisko, żeby paradować przed sobą nago. Nagle dostrzegłam jakiś ruch. Przystanęłam na chwilę i spojrzałam w lustro. Thomas stał najspokojniej w świecie i mył włosy szamponem, nagusieńki jak go Pan Bóg stworzył. Nie zauważył, że go zobaczyłam. Nie zasunął do końca zasłonki od prysznica, a szczelina, którą zostawił, była dość duża, żebym ujrzała w lustrze jego atrakcyjne umięśnione ciało. Powiodłam wzrokiem w dół, do miejsca między nogami, gdzie absolutnie nie powinnam była patrzeć. Otworzyłam szeroko oczy i usłyszałam swój własny jęk.
- Wystarczy, że go gdzieś położysz. - Thomas najwidoczniej dopiero teraz odkrył moją obecność.
- Przyniosłam dwa, zostawiłam je na toalecie. Mogę pożyczyć jakiś T-shirt do spania?
- Wiesz, gdzie są.
Zdarzało nam się wbijać do siebie na noc, ale nigdy wcześniej nie widziałam Thomasa zupełnie bez ubrania. Potrząsnęłam głową, próbując się pozbyć obrazu jego olbrzymiego nabrzmiałego penisa. Oczywiście widywałam go w kąpielówkach albo w bokserkach, ale to było czymś zupełnie, ale to zupełnie innym.
- Jasne, wezmę sobie jedną i lecę pod kołdrę.
Zamknęłam drzwi do łazienki, oparłam się o ścianę w przedpokoju i uderzyłam się w czoło.
- Boże przenajświętszy, nigdy nie widziałam tak wielkiego... - Zasłoniłam sobie usta dłonią, bo powiedziałam to głośno.
- Czego? - Thomas zdążył zakręcić wodę i usłyszeć moje słowa.
- Nic, nic, tylko... O, rany, jestem megazmęczona i boli mnie głowa.
- Poszukam czegoś przeciwbólowego, tylko najpierw włożę bokserki. Znalazłaś koszulkę?
- Nie, ale już po nią idę.
Szybko się rozebrałam i włożyłam jeden ze spranych T-shirtów Thomasa. Przyjemnie pachniał proszkiem do prania i Thomasem. Łóżko było zasłane i starannie nakryte narzutą. Złożyłam ją, przeniosłam na biurko i wsunęłam się pod kołdrę.
- Łyknij to, zanim zaśniesz. - Thomas przysiadł na brzegu łóżka. Podał mi dwie tabletki i szklankę wody. - Jest ci przykro z jakiegoś powodu? Chciałabyś o tym porozmawiać? - W jego głosie słychać było troskę, gdy gładził mnie delikatnie po włosach.
Słowa uwięzły mi w gardle. Powinnam mu opowiedzieć o cioci Evie, ale tylko połknęłam tabletki i popiłam wodą.
- Nie teraz, możemy iść spać? Może jutro rano.
Podciągnęłam kołdrę pod brodę i przysunęłam się jak najbliżej ściany. Tak, sypialiśmy w jednym łóżku, robiliśmy to już wcześniej, ale nigdy nic ponad to.
- Okej. Gaszę światło i też się kładę.
***
W sypialni panowała ciemność. Leżeliśmy obok siebie w odległości przynajmniej pół metra.
- Thomas - szepnęłam. - Śpisz?
- Jeszcze nie.
Kołdra zaszeleściła, gdy obrócił się w moją stronę. Przez szczelinę w żaluzjach wpadało światło księżyca.
- Chodzi o ciocię Evę - powiedziałam cicho, wpatrując się w ciemność. - Wykryto u niej raka.
- Do kurwy nędzy, Line. Chodź tutaj. - Przysunął się i mnie przytulił.
- To rak piersi. Ciocia jest w sumie dobrej myśli, więc nie powinnam aż tak się tym przejmować.
Poczułam łzy spływające mi po policzkach. Thomas pocałował mnie we włosy i mocno przycisnął do siebie.
- Masz takie uczucia, a nie inne, i nic na to nie poradzisz. Pamiętaj, że zawsze możesz o tym ze mną porozmawiać.
- Boję się. - Pociągnęłam nosem.
- Wiem. - Pogładził mnie po ramieniu. - Rozumiem, że coś takiego sprawia ból. Ale nie wszyscy muszą od razu umrzeć i cię zostawić.
Wypowiedział głośno moje najgorsze obawy. Rozpłakałam się teraz na dobre.
- Przepraszam, że tak cię obarczam swoimi problemami, ale nie chciałam dzwonić do Katrine o tej porze. Umówiłyśmy się jutro na brunch i na przymiarkę sukni ślubnej.
- Line. - Jego głos zabrzmiał teraz śmiertelnie poważnie. - Może i nie jestem Katrine i nie znam się na babskiej gadce, ale jestem twoim przyjacielem i zawsze możesz na mnie liczyć.
- Wiem i dlatego właśnie do ciebie zadzwoniłam, kiedy poczułam, że jest mi smutno.
- Dowiedziałaś się o tym dzisiaj? - Jego dłoń objęła mnie w pasie. Przysunął mnie jeszcze bliżej do siebie.
Moja głowa spoczęła pod jego podbródkiem i poczułam, jak powoli uchodzi ze mnie napięcie.
- Tak, ciocia zadzwoniła po południu. Wiedziałam, że była na badaniu, ale czekałyśmy na wyniki.
- Może powinnaś ją jutro odwiedzić?
- Pojechała z Hansem na weekend do Kopenhagi. - Westchnęłam, mając świadomość, że w moim głosie pobrzmiewa rezygnacja. - Zobaczymy się w poniedziałek, kiedy wróci z pracy, a ja z zajęć. Idziemy spać? Jestem wykończona.
- Tak. Może skoczymy jutro wieczorem coś zjeść? Nie mam żadnych planów oprócz treningu z Mikkelem w ciągu dnia.
- Fajnie. Pewnie, że tak.
- Dobranoc, Line.