ROZDZIAŁ 3
Katrine
Aarhus
Zaczął siąpić deszcz, ale w pierwszych tygodniach września powietrze wciąż było ciepłe. Wrzuciłam do kontenera czarny worek ze śmieciami i skierowałam się w stronę roweru opartego o żywopłot naprzeciwko Casablanki. Teraz, gdy zostało mi już tylko wrócić do Tr?jborga i położyć się spać, czerwone botki na wysokim obcasie zmieniłam na wygodne trampki. Wieczór okazał się długi. Poza tym, że był to pierwszy weekend po rozpoczęciu semestru, w mieście trwał także wielki festyn. Dookoła wciąż rozbrzmiewała muzyka i panowała atmosfera zabawy, mimo że dochodziła trzecia w nocy. Ziewnęłam i sięgnęłam do kucyka, z którego ściągnęłam upinającą go gumkę. Kiedy się pochyliłam, żeby otworzyć blokadę na kole roweru, długie włosy opadły mi na twarz.
- Hej, wracasz do domu?
Zamek odblokował się cichym kliknięciem, a ja zerwałam się na równe nogi.
- Co pan tu robi? Myślałam, że już dawno poszliście do domu.
Jaspar i jego kumpel żegnali się ze sobą męskim uściskiem i klepnięciem w ramię.
- Właśnie się zbieram. - Przeszedł ostatnie kroki dzielące nas od siebie. - A pani gdzie mieszka?
- Nie wiem, czy powinnam o tym mówić. W końcu prawie się nie znamy.
Z jednej strony czułam się absolutnie bezpiecznie w jego towarzystwie, z drugiej - miałam wrażenie, że gdzieś czai się jakieś niebezpieczeństwo. Jaspar przeczesał dłonią ciemne włosy, przez co uroczo je rozczochrał.
- Sterczą panu teraz włosy.
Miał na sobie niebieską koszulę z rękawami podwiniętymi do łokci, do tego ciemne dżinsy. Wiatrówkę trzymał przewieszoną przez ramię.
- Poza tym pada, zmoknie pan - powiedziałam i ruszyłam przed siebie, prowadząc rower.
"Czego on chce? Czy to możliwe, żeby się mną interesował?"
Szybko mnie dogonił.
- Chciałbym, żebyś mi pozwoliła się odprowadzić. Do Viby jest spory kawałek drogi.
Patrzył na mnie tymi niebezpiecznymi zielonymi oczami, w których bardzo łatwo mogłabym przepaść bez reszty. Ostatni raz golił się chyba wiele godzin temu. Na brodzie i policzkach odznaczał się cień ciemnego odrostu. Ogarnęła mnie niepohamowana chęć, żeby go dotknąć, ale pokręciłam głową, żeby sprowadzić się z powrotem na ziemię.
- Nie musi się pan o mnie martwić. Jestem przyzwyczajona do wracania rowerem z pracy i do przemieszczania się bez asysty po mieście. To Aarhus, a nie Nowy Jork. - Zrobiłam ruch, jakbym zaraz miała wskoczyć na siodełko i odjechać.
Jaspar położył rękę na mojej dłoni, którą trzymałam na kierownicy.
- Mimo to nalegam. Tego samego roku, gdy przeprowadziłem się do Aarhus, doszło do kilku brutalnych napaści. Wciąż nie mogę o tym zapomnieć.
- W takim razie chodźmy - poddałam się. Nie w tym rzecz, że nie miałam ochoty na jego towarzystwo. Zainteresowanie atrakcyjnego mężczyzny moją osobą bardzo mi pochlebiało. Do tej pory spotykałam się tylko z młodszymi kolesiami, w moim wieku, którzy mieli w głowie wyłącznie imprezowanie, zaliczanie lasek, markowe ciuchy i zarabianie kasy na pierwsze bmw albo audi.
- Mieszkam w Tr?jborgu przy Otte Ruds Gade, na samym końcu, niedaleko lasu. Możemy pójść przez cmentarz albo Dronning Margrethes Vej. A pan? Mieszka pan w centrum?
- Tak, na Aarhus ?.
Kiedy szliśmy Mejlgade, nie odzywaliśmy się przez dłuższy czas.
- Katrine, opowiesz mi coś o sobie? - Jaspar szedł z rękami w kieszeniach spodni. Z powrotem włożył kurtkę i podniósł kołnierz.
Wyciągnęłam z plecaka płaszcz przeciwdeszczowy.
- Cóż, jak już pan wie, nazywam się Katrine Brandt. Mam dwadzieścia trzy lata i pochodzę z Aalborga, gdzie mieszkałam z rodzicami i siostrą, aż zrobiłam maturę i przyjechałam tutaj na studia. - Nawijałam o sobie, ale myślami przebywałam zupełnie gdzie indziej.
Idący obok mężczyzna wydał mi się niezwykle miły i atrakcyjny. Byłoby fantastycznie, gdyby wyszło coś z tego więcej. Moje ciało już teraz na niego reagowało, to nie z powodu deszczu miałam mokro w majtkach.
- Siostra jest młodsza o trzy lata i wciąż mieszka w Aalborgu, ale nie z rodzicami. Jesteśmy sobie bardzo bliskie. To chyba tyle. A pan, panie profesorze? - Celowo powiedziałam z lekką kpiną.
- Już wiesz, że mieszkam w Nowym Jorku, gdzie pracuję jako adwokat, kiedy nie prowadzę zajęć tutaj. Moja matka jest Dunką i pochodzi z Aarhus. Poznała ojca, kiedy pojechała do Stanów na wymianę studencką. Mam starszego brata Jacoba, też adwokata. Jest zaręczony i latem żeni się z Heleną, swoją dziewczyną z college'u. Co jeszcze... mój ojciec jest Amerykaninem z północnej części stanu Nowy Jork, z tym że mieszkamy wszyscy na Manhattanie.
- Nigdy nie byłam w Nowym Jorku, ale bardzo bym chciała tam pojechać - wyrwało mi się.
- To absolutnie fantastyczne miasto, tyle że mieszkanie tam bywa męczące. Uwielbiam Aarhus za jego wielkomiejski sznyt w połączeniu z panującym tutaj totalnym luzem.
- To prawda, Aarhus to cudowne miejsce, jednak po studiach chciałabym znaleźć pracę gdzieś za granicą i zobaczyć trochę świata. To dlatego wybrałam przedmioty związane z prawem unijnym i stosunkami międzynarodowymi. Okej, jesteśmy na miejscu. - Wskazałam budynek z czerwonej cegły, w którym mieszkałam na trzecim piętrze.
- To była dla mnie prawdziwa przyjemność, piękna Katrine. Od A do Z. - Ujął dżentelmeńsko moją dłoń i ją pocałował. Speszona wyrwałam mu ją, nie wiedząc, co powiedzieć.
- Nie jestem piękna - wyrwało mi się.
- Jesteś. - Założył mi za ucho niesforny lok, po czym odwrócił się i odszedł.
Wklepałam kod do domofonu i otworzyłam drzwi na klatkę schodową. Kiedy szłam na górę, przeskakując co dwa stopnie, w głowie przewijał mi się cały wieczór. Od spotkania w Casablance, kiedy Line bezwstydnie z nim flirtowała, a ja byłam pewna, że zaraz dorwie go w swoje szpony, aż do teraz, gdy odprowadził mnie do domu.
Wysłałam Line esemesa.
Ja: Wiesz, co się właśnie stało?
Line: Śpię chrrrr....
Ja: Wcale nie! Jesteś z kimś albo masz czas, żeby ze mną pisać.
Ja: Profesor Niezłe Ciacho przed chwilą odprowadził mnie do domu.
Line: WTF!!!!!! Przecież poszedł do domu kilka godzin temu.
Ja: Ale wrócił, akurat gdy zamykaliśmy.
Line: I co dalej?
Ja: Chciał mnie odprowadzić.
Line: Niczego nie próbował?
Ja: Eee, nie. Zachowywał się jak dżentelmen.
Line: Tak ci się tylko wydaje LOL. To wilk w owczej skórze.
Ja: No serio. Rozmawialiśmy o sobie i o naszych rodzinach. Zupełnie normalna gadka.
Line: Nawet się nie przymierzał?
Ja: Nazwał mnie piękną i pocałował w rękę.
Line: Więcej, chcę więcej!
Ja: Nie wiem, czy kogoś nie ma Pamiętasz Grease.
Line: I to wszystko?
Ja: Jak na spowiedzi.
Line: Jeśli się w Tobie zabujał, to ja pasuję.
Ja: To znaczy, nic takiego nie zaszło. Jeśli za nim szalejesz....
Line: Przestań, kochana, i lepiej siebie posłuchaj. Piszesz do mnie w środku nocy. Jest Twój i koniec. To ty za nim szalejesz.
Ja: Tylko że to nie ma sensu. To nasz wykładowca, a mi zależy na dobrej ocenie z przedmiotu.
Line: No to masz receptę na sukces. Uwiedź go i dostań dobrą ocenę.
Ja: Nie, no co Ty. Chcę na nią naprawdę zasłużyć.
Line: Żartuję, przecież wiem. Ale przy okazji możesz się trochę zabawić? Najwyższy czas, żebyś coś zrobiła ze swoim małym problemem.
Ja: Dobrze wiesz, że dla mnie to żaden problem.
Line: Tak, ale nawet nie wiesz, co tracisz... ŻAL.
Ja: To prawda, nie wiem.
Line: Wyobraź sobie wysokiego umięśnionego Amerykanina, tylko dla Ciebie.
Ja: Dobra, koniec. W poniedziałek nie spojrzę mu w oczy, jeśli nie przestaniesz. Ale kuuuurwa, jakie z niego ciacho. Oczy, usta, dłonie....
Line: Wpadłaś, mówię ci, jak śliwka w kompot.
Ja: Idę spać. Skoczymy jutro na kąpielisko?
Line: Yes, jeśli pogoda dopisze. Gdyby padało, zostaje nam Netflix i jakiś fast food.
Ja: Umowa stoi, odezwę się, jak się obudzę.
Line: Kolorowych snów, Kochana