Fragment książki "Zaborcza Bestia" Melisa Bel
[...] Jonathan zaczął gładzić nieznacznie jej dłoń kciukiem.
Zsunęła wzrok, przyglądając się tej niezwykłej scenie.
Jego palce były mocne i ogorzałe. Zupełnie inne niż jej własne, białe, miękkie i gładkie.
Czuła dotyk jego zrogowaciałej skóry. Delikatny, ale zarazem drażniący.
- P... panie Hawkins? - wyszeptała niepewnie.
- Hmmm? - wymruczał, wtulając twarz w jej włosy.
- Czy... jest pan na mnie zły? - spytała, nie bardzo wiedząc, skąd wzięło się jego osobliwe zachowanie.
Jej niedoświadczony umysł podpowiadał jej, że przecież zaledwie kwadrans temu ledwie nad sobą panował z wściekłości. Być może udało jej się trochę go uspokoić... ale z drugiej strony może tak naprawdę jeszcze bardziej go zdenerwowała swoją postawą i teraz chce ją ukarać? Jej matka niejednokrotnie tak robiła.
- Co...? Nie... - wysapał, wdychając jej zapach.
- Ale... to... - Przełknęła z wysiłkiem ślinę. - Co pan robi?
To pytanie otrzeźwiło nieco Jonathana.
Co on właściwie robił?
Nie umiał sobie na to odpowiedzieć.
Wiedział tylko, że jest mu w tej chwili tak dobrze, że za nic w świecie nie wypuści panny Brooke z objęć.
Jej ciało idealnie dopasowywało się do jego sylwetki. Czuł przylegające do niego miękkie wypukłości; miał ochotę ciasno do nich przywrzeć. Jedynie resztką woli kontrolował pragnienie, by nie przycisnąć do niej swoich lędźwi.
Wtulił twarz w jej włosy i wdychał jej niezwykły zapach, upijając się jej słodyczą i ciepłem.
Co miał jej powiedzieć?
Z pewnością nie prawdę, bo uciekłaby przed nim w popłochu.
A jaka była prawda?
Zaklął w duchu, wiedział bowiem, że najbardziej na świecie pragnął
położyć ją teraz na tych planach, na biurku, podwinąć jej spódnicę i wtargnąć gwałtownie w jej ciało.
Fakt, iż była dziewicą, niedostępną dla niego dziewicą, jeszcze bardziej potęgował dojmujące pożądanie.
- Ja... uspokajam się - wymamrotał ze świadomością, że jest to największe kłamstwo jego życia.
- Uspokaja się pan? - usłyszał zdziwienie w jej głosie. Och, ta jej niewinność doprowadzała go do szału! Miał jednak nad nią przewagę w doświadczeniu. Doskonale potrafił rozpoznawać oznaki podniecenia ze strony kobiet. Płytki, przyspieszony oddech, delikatne drżenie ciała, przyzwolenie widoczne w lekkim odsłonięciu wrażliwej szyi.
O tak, to wszystko zobaczył jak na dłoni. Już wcześniej o tym wiedział, ale starał się unikać bliskości Annabel, by jej niewinność nie wodziła go na pokuszenie.
Prawie od ich pierwszego spotkania zdawał sobie sprawę, jak silnie na niego reaguje. Największą w tym ironią było jednak to, że łączyła występujące u niej symptomy z chorobliwą niechęcią wobec jego bliskości, a nawet strachem.
To istna tortura! Ale może tak jest lepiej, stwierdził w myślach. Ostatnie, czego chciał, to tego, by się dowiedziała, jak wielką ma nad nim władzę.
- To tylko zwykła reakcja - zapewnił ją. - Muszę uspokoić się po ostatnim...
- ...ataku? - podsunęła uprzejmie, gdy zaczął z wolna konstruować wypowiedź.
- Tak... ataku... - potwierdził, bezwiednie zsuwając twarz ku szlachetnemu wygięciu jej szyi. Nienawidził się za tę słabość, ale też nie potrafił (i nie chciał!) jej zwalczać.
- Wtedy gdy opanowuje pana bestia, tak? - dopytywała przerywanym głosem.
- Tak... bestia... - powtórzył znów, po czym musnął wargami jej skórę.
- I... - wykrztusiła, gdy sunął powoli wargami od nasady ucha w dół. -
I... w ten sposób pan odreagowuje?
- Mhm... - wymruczał między pocałunkami. - Dokładnie tak... - zgodził
się zadowolony, że dziewczyna sama podsunęła mu rozwiązanie. Była zbyt niewinna, by wiedzieć, że jest to kompletna bzdura i że znalazła się w objęciach mężczyzny, który ledwie się kontrolował.
- Czy... długo to trwa...? - usłyszał jej rwący się głos.
- Co? - spytał, nie pojmując, o czym w ogóle mówi.
Myślał tylko o tym, jak cudownie byłoby posiąść ją całą. Mieć ją wyłącznie dla siebie...
- Pańskie odreagowywanie - drążyła, jednocześnie poddając się jego powolnym pieszczotom.
- Dłuższą chwilę... - improwizował, byle tylko przedłużać ten moment w nieskończoność.
- Nie chciałabym przeszkadzać, ale...
- Ale? - zamruczał zmysłowo, jednocześnie czując, że ta zabawa skończy się dla niego wielogodzinną męczarnią.
Zbagatelizował to przeczucie.
- Ale chyba nie powinien pan tego robić - zaoponowała słabo.
Jonathan uśmiechnął się w duchu, słysząc to nad wyraz urocze, grzeczne napomnienie, zważywszy na to, że pozwalał sobie na tak wiele.
Miała diabelną rację!
- Dlaczego? Przecież w pani gestii leży, bym był spokojny przy pracy -
hipnotyzował ją głosem. Ręka, która obejmowała jej kibić, zatrzymała się tuż pod linią biustu. Druga, ta zanurzona we włosach, masowała niespiesznie jej kark.
- Tak, ale... - Wstrzymała na chwilę oddech, jak gdyby usiłowała zapanować nad głosem. - Ja... nie czuję się zbyt dobrze.
- Nie rozumiem.
- Znów mi jest słabo - wyznała nieco speszona. - Mówiłam panu wcześniej, że towarzystwo mężczyzn źle na mnie wpływa, tym bardziej, jeśli ktoś znajduje się tak blisko, jak teraz pan.
Kiedy jej słowa nie spotkały się z żadną odpowiedzią, zebrała się na odwagę i usiłując przybrać swobodny ton, dodała:
- Może mógłby mnie pan puścić, a ja poszukałabym kogoś innego...?
- Kogoś innego? - Jonathan uniósł głowę.
Annabel odchrząknęła, czując, że zyskała nieco więcej jego uwagi, jednak na całe szczęście nie rozzłościła go na nowo.
- Skoro po każdym napadzie złości potrzebuje pan czyjejś bliskości, mogłabym kogoś zawołać... - wyjaśniała nieporadnie. - Ja chyba nie jestem najlepszą osobą do tego zadania.
- Obawiam się, że nie mamy teraz nikogo pod ręką - odparł rozbawiony absurdalnością tej sytuacji. - To pani musi ukoić moją hm... bestię.
- Och... - usłyszał tylko w odpowiedzi.
Obrócił ją gwałtownie przodem do siebie i spojrzał jej w twarz. Szeroko rozwarte zielone oczy patrzyły na niego w oszołomieniu, usta delikatnie rozwarte aż prosiły się o pocałunki.
Czy ktoś już ją całował?
Gdy wyobraził sobie, że jakiś niedoświadczony młokos składa na jej ustach nieudolne pocałunki, poczuł ogarniającą go furię.
- Nie wygląda pan na spokojnego - zauważyła zaraz dziewczyna. Dłonie wspierała teraz na jego poruszającej się w głębokim oddechu piersi.
- Potrafisz temu zaradzić? - spytał, patrząc wprost w jej ciemniejące oczy, po czym sugestywnie zsunął spojrzenie na jej usta.
- Ja - przełknęła ślinę - nie mam doświadczenia w tych sprawach...
- Ale ja mam - zamruczał zmysłowo, po czym dłonią, którą podtrzymywał
jej plecy, zaczął gładzić ją przez materiał sukni.
- W takim razie co powinnam teraz zrobić? - wyszeptała, gdy zawisł tuż nad nią ustami.
- A jak myślisz? - spytał, błądząc po jej wargach wzrokiem wygłodniałego zwierzęcia.
[...]