Zabójstwo przed Gwiazdką - Joel Jessup

Kup ebooka

39.90 zł
31.92 zł (22,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PROLOG

Trzydziesty listopada

Zwłoki pana Holly'ego leżały na chodniku przed domem kultury w Candlestow. Inspektor Twelvetrees nie miał natury poety, ale gdyby nie wiedział, że mężczyzna nie żyje, mógłby powiedzieć, że ten wygląda spokojnie.

To była scenka rodzajowa podszyta tragedią. Drabina stała oparta o frontową ścianę budynku i dach, na którym rozmieszczono liczne (obecnie zgaszone) ozdoby świąteczne, w tym podświetlanego plastikowego bałwana, Świętego Mikołaja, kilka dmuchanych reniferów i sznury świątecznych lampek.

- Tępy uraz, kilka stłuczeń, zgon zapewne na skutek obrażeń głowy - oznajmił doktor Wodecki, miejscowy patomorfolog, i wstał. - Śmierć nastąpiła szybko. Podejrzewam, że kilka godzin temu.

Zgłoszenie nadeszło od doktor Adeline Harker, miejscowej lekarki, która niedawno przeszła na emeryturę, a która należała do zarządu domu kultury. Było dopiero po siódmej rano, ale kobieta zjawiła się wcześnie, żeby otworzyć salę i przygotować wszystko na pierwszą próbę przedstawienia bożonarodzeniowego.

Doktor Wodecki powiedział, że na karetkę trzeba będzie trochę zaczekać (Candlestow było małym, prowincjonalnym miasteczkiem, położonym daleko od większych miejscowości), i wszedł do środka, żeby się ogrzać. Skinął przyjaźnie do doktor Harker, która wychodziła właśnie z tacą wyładowaną kubkami z herbatą.

- Musiał chyba spaść, kiedy naprawiał jedną z dekoracji - zauważyła z dziwnym naciskiem na słowo "chyba".

- Czy zajmował się tym na co dzień? - zapytał Twelvetrees.

Inspektor miał nadzieję, że nie. Pan Holly był po osiemdziesiątce i jeśli to nie on wpadł na pomysł majstrowania przy czymś na dachu, to odpowiedzialność za wypadek może spaść na zarząd domu kultury.

- Nie, zwykle nie. Od tego jest Roy Hatt - odpowiedziała lekarka. - Trochę przesadził, ale pan Holly jest bardzo pomocny. Jest... a raczej był kościelnym. Często mu powtarzałam, żeby się nie przemęczał, ale rzadko mnie słuchał.

Czyli zwyczajny wypadek. Holly pewnie zauważył, że jeden z reniferów trochę oklapł, wszedł na dach, żeby temu zaradzić, potknął się o kabel i spadł na ziemię. Tylko że inspektor Twelvetrees słyszał w głowie cichutki głos. Głos, który go nie opuszczał od ukończenia akademii policyjnej. Inspektorowi zależało jedynie na tym, żeby wieść przyjemne, spokojne życie, ale ten głos nigdy mu na to nie pozwalał. A tym razem połączył się z głosem doktor Harker, która skołowana zauważyła:

- Jeśli spadł z dachu... to dlaczego żadna z dekoracji nie została zniszczona lub przewrócona? Na pewno którąś z nich by stratował.

Dokładnie to samo powiedział głos w głowie Twelvetreesa. To nie był zwykły wypadek, choć na to wyglądało. Równie dobrze to mogło być zabójstwo.

- A wiadomo coś na temat jego najbliższych krewnych? - zapytał Twelvetrees stojącego obok posterunkowego.

- Nie znamy ich - odparła doktor Harker, zanim posterunkowy zdążył otworzyć usta. - Pan Holly zawsze mówił, że jest związany z całym miasteczkiem. Ludzie będą zrozpaczeni.

- Był lubiany? - zaciekawił się inspektor.

- Och, ech, no tak. Ale chodziło mi o przedstawienie. Był reżyserem - wyjaśniła.

Inspektor zastanawiał się, czy nie zwrócić jej uwagi, że są ważniejsze sprawy, ale wiedział, że w tak małych miejscowościach ludzie podchodzą do okolicznościowych przedstawień z wielką powagą. Niektórzy mogli nawet uznać, że zrujnowana sztuka to najgorsza rzecz, jaka ich spotkała w te święta. Inspektor Twelvetrees nie miał pojęcia, jak bardzo się w tym względzie mylił.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki