15
Środa, 17 maja
Godzina 7.55
Przed odprawą Falk zreferowała Bergman treść ustaleń związanych ze śledztwem, co zabrało jej czterdzieści pięć minut. Kiedy Bergman wchodziła do sali konferencyjnej, w której miała się odbyć odprawa, poczuła znajomy dreszcz. Dobiegający wcześniej z sali gwar na korytarzu natychmiast ucichł.
Bergman zatrzymała się na sekundę, jakby nie wiedziała, jak się zachować. Ona, komisarz policji kryminalnej z najwyższą wykrywalnością w całym Wydziale do spraw Zabójstw! Po wszystkim, czego tu doświadczyła, znała tych ludzi jak własną kieszeń. Znowu zobaczyła tych, których nazywała "swoimi śledczymi". Tworzyli trzon ekipy, której w pełni ufała, bo zawsze dawali z siebie wszystko: Viking Johansson, Nina Hamilton, Thomas Alfredsson i Karin Falk. Byli też Bertil Nilsson i Fredrik Boberg, których uważała za najlepszych i najbardziej doświadczonych techników policyjnych.
Ciszę, jaka zapadła po wejściu Bergman, przerwał Nilsson, który głośno chrząknął i jak zwykle przesunął dłonią po głowie, jakby chciał sprawdzić, czy włosy układają się na niej jak należy.
- Będziesz tak stać czy w końcu usiądziesz? Nie mam czasu, żeby tu tkwić bez potrzeby.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem i Bergman też się uśmiechnęła. Podeszła do stołu i usiadła obok Falk. Nagle poczuła się tak, jakby na zwolnieniu lekarskim nie spędziła ani jednego dnia. Falk zastukała długopisem o kubek i powiedziała:
- Wszyscy są, więc możemy zacząć. Ingrid będzie nam od dzisiaj pomagać w śledztwie. Jakieś pytania?
W sali znowu zapadła cisza. Nawet Nilsson się nie odzywał.
- Dzięki - powiedziała Bergman. - Bardzo się cieszę, że wróciłam i że znowu będziemy pracować razem. Śledztwo jest w dobrych rękach. To tyle ode mnie. Możemy kontynuować.
I znowu zapadła cisza. Bergman zaczęła się wiercić na krześle, ale w tej samej chwili głos zabrał Nilsson:
- Jak już wspomniałem, nie mam za dużo czasu.
- Okej, w takim razie zacznij - odparła Falk.
Bergman od razu zauważyła, że Falk jest bardzo spięta. Siedziała na krześle sztywna jak kij, a palce miała splecione tak ściśle, że aż zbielały jej kłykcie. Drżała jej powieka, a usta miała zaciśnięte tak mocno, jakby próbowała zatrzymać w nich coś, co się chciało z nich wydostać. Bergman domyślała się, że Falk najchętniej odesłałaby Nilssona do wszystkich diabłów, i dobrze ją rozumiała. Nilsson potrafił zirytować każdego, gdy był w złym humorze. A zwykle był. Chrząknął, przeciągnął dłonią po głowie i zaczął:
- Wynik analizy odcisków butów jest gotowy. Wiemy, że to męskie adidasy, model Stan Smith Originals, rozmiar czterdzieści. Żaden inny model ani rozmiar do tych odcisków nie pasuje.
- Wniosek z tego taki, że sprawca był tylko jeden - wtrącił Alfredsson.
Nilsson spojrzał na niego i demonstracyjnym ruchem przesunął okulary na czubek nosa.
- Bertil, kontynuuj - poprosiła Falk.
Nilsson chrząknął i wrócił do przerwanego wątku:
- Odciski palców, które znaleźliśmy w mieszkaniu, należały do dwóch osób. Jeden komplet do ofiary, drugi, jak mniemam, do zabójcy. I to tyle na dzisiaj. Dalej radźcie sobie sami.
Po tych słowach Nilsson wstał z krzesła, zebrał swoje papiery i spojrzał na Boberga, jakby kazał mu zrobić to samo. Potem obaj wyszli z pokoju.
Falk podłączyła swojego laptopa do rzutnika i spojrzała na ścianę. Postanowiła zacząć od prezentacji zdjęcia, które dostała w zakładzie medycyny sądowej, a potem omówić raport:
- W zakładzie medycyny sądowej mieli kłopot z ustaleniem dokładnej daty zgonu, co utrudnia nam pracę. Spróbujemy jednak użyć innego sposobu, żeby ją określić. Viking i Nina, czy dostaliście jakieś informacje od banku albo od operatora telefonii komórkowej? Z tego co wiem, opłaty czynszowe były ściągane z konta Lindstena automatycznie.
- Wygląda na to, że opłacał tak wszystkie swoje rachunki, w tym także za prąd i telefon - odparła Hamilton. - Tak nas w każdym razie poinformowano w Swedbanku. Emerytura wpływała na jego konto osiemnastego każdego miesiąca i dopiero wtedy przelewał trzy tysiące na kartę klienta sieci Hemköp. Po jego śmierci ktoś korzystał z jego karty dwa razy na miesiąc, aż do teraz. Uwagę zwraca jedna rzecz: dziesiątego grudnia Lindsten wypłacił ze swojego konta dwadzieścia tysięcy koron w gotówce. Zamierzam to sprawdzić w banku.
Bergman uniosła rękę i Falk udzieliła jej głosu.
- Jak to możliwe? Przecież z raportu sporządzonego przez zakład medycyny sądowej wynika, że Lindsten nie żył od kilku miesięcy.
Bergman zrobiła przerwę i popatrzyła na zebranych.
- Jeśli to prawda, to zabójca, który go obrabował, pobił i zamknął w garderobie, dokonał tych przestępstw jeszcze w grudniu, a następnie systematycznie pobierał pieniądze z konta. Wniosek z tego taki, że sprawca dużo wiedział o Lindstenie i dobrze się orientował, co powinien zrobić, żeby nikt nie zauważył, że coś jest z nim nie w porządku.
- Chcesz powiedzieć, że w jego otoczeniu nie było nikogo, kto by zareagował prawidłowo? - spytał Johansson.
Bergman czuła, jak adrenalina buzuje jej w żyłach. Bardzo jej brakowało takich dyskusji, analizowania dowodów, rozważania różnych wątków, tropów, poszlak i faktów. Kiedy tu przyszła, od razu poczuła się tak, jakby ktoś jej podał tlen. Dosłownie odżyła. Nic nie może się równać z czymś takim jak przełom w śledztwie, bez względu na to, jakie ma on znaczenie dla jego dalszego przebiegu.
- Opierając się na tym, co wiemy, możemy stwierdzić, że sprawcą był samotny mężczyzna, który znał zwyczaje Lindstena i zdobył jego zaufanie, chociaż Lindsten był człowiekiem niezwykle podejrzliwym, o czym świadczy liczba zamków i wizjerów w drzwiach. A teraz proponuję małą burzę mózgów.
Bergman podeszła do białej tablicy i spojrzała pytająco na Falk, która skinęła jej głową i w ten sposób udzieliła zgody. Bergman wzięła mazak i przystawiła go do tablicy.
- Zastanówmy się, jakie osoby i jakie grupy zawodowe pasują do takiego profilu zabójcy - zaczęła. Rozejrzała się po sali i nagle poczuła, że szybciej oddycha i że się zaczerwieniła na policzkach.
- Konserwator nieruchomości - rzucił Alfredsson.
- Pomoc domowa - dodała Hamilton. - Czy ktoś się z nim kontaktował?
Falk chciała odpowiedzieć, ale uprzedziła ją Bergman:
- Wpiszmy te sugestie na listę. Inne pomysły?
- Ktoś ze sklepu Hemköp, w którym Lindsten robił zakupy - zasugerował Johansson. - Ewentualnie ktoś z banku, w którym miał swoje konta.
Bergman zawahała się, bo nie wiedziała, jakiej użyć liczby - pojedynczej czy mnogiej.
- Konta?
- Tak. Nie zdążyłem was poinformować, ale Lindsten miał dwa konta: jedno rozliczeniowe i jedno oszczędnościowe. Do tej pory rozmawialiśmy o rozliczeniowym. Na oszczędnościowym miał ponad sześćset tysięcy koron.
Przez salę przeszedł szmer. Bergman zapisała tę kwotę na tablicy.
- To mnóstwo pieniędzy, ale zabójca się do nich nie dobrał. Zadowolił się wypłatami, których dokonywał co miesiąc, plus ewentualnie dwudziestoma tysiącami, które Lindsten podjął dziesiątego grudnia.
- Nie dobrał się, bo o nich nie wiedział - sprecyzował Alfredsson.
- No właśnie. Jakieś inne sugestie? - spytała Bergman, a gdy nikt się nie odezwał, spytała: - Może wiemy o jakimś sąsiedzie, z którym Lindsten prowadził grzecznościowe rozmowy? O kimś z zakładu opieki społecznej? Listonoszu? Kimkolwiek?
Po jej słowach zapadła wymowna cisza.
- Okej, w takim razie na tym poprzestaniemy - stwierdziła Bergman i popatrzyła na to, co napisała na tablicy. Odłożyła mazak i spytała: - Jak się podzielimy obowiązkami?
Rozejrzała się po sali i zauważyła, że patrzą na nią błyszczącymi oczami, jakby w każdego wstąpiła nowa energia. Z iskry powstał płomień.
Tylko Falk sprawiała wrażenie nieobecnej. Bergman miała nadzieję, że policjantka nie poczuła się przez nią stłamszona. Przed odprawą Karin kilka razy ją zapewniała, że jest pozytywnie nastawiona do jej decyzji o powrocie do pracy i o udziale w śledztwie. Wyraziła też wdzięczność za to, że Ingrid chce się wykazać inicjatywą.
Bergman otrząsnęła się z tych myśli. Znała Karin od lat i wiedziała, że nie jest przewrażliwiona na swoim punkcie. Taka postawa jest niezbędna w pracy policyjnej. Hamilton uniosła palec, sygnalizując, że chce coś powiedzieć.
- Ja i Viking weźmiemy to na siebie - powiedziała. - Thomas, który ma rozmawiać z sąsiadami, sprawdzi, czy dowie się czegoś, co może nas zainteresować.
- Nie ma sprawy - odparł Alfredsson, notując coś na kartce.
- A balkonik? - spytała Hamilton. - Nigdzie go nie ma.
- To faktycznie dziwna sprawa - zgodził się z nią Johansson. - Ja i Nina przeszukaliśmy mieszkanie, a potem zeszliśmy do piwnicy, żeby obejrzeć komórkę Lindstena. Thomas, spytaj sąsiadów, co Lindsten robił z balkonikiem: zostawiał go na klatce schodowej czy zabierał do mieszkania?
Alfredsson zapisał to w notesie, a Bergman usiadła obok Falk i spytała:
- O jakiej komórce mówicie? Powiecie mi coś więcej?
- Nie zdążyliśmy tego wpisać do naszej bazy, ale komórka w piwnicy była pusta i nic w niej nie znaleźliśmy - odparł Johansson i wyprostował się na krześle.
- Może Lindsten pożyczył go od kogoś?
- Nie, bo podłoga w komórce była pokryta warstwą kurzu. W środku wyglądało tak, jakby od dawna nikt do niej nie wchodził. Wszystkie komórki oddzielone są od siebie kratą, więc warto byłoby spytać sąsiadów, czy komórka Lindstena zawsze była pusta.
- Thomas? - rzuciła Bergman.
Policjant skinął głową i zapisał to w notesie.
- Operacja "Rozmowy z sąsiadami" zacznie się o trzynastej - odparł.
Bergman zauważyła, że wszyscy patrzą na nią wyczekująco, jakby chcieli, żeby kontynuowała.
- Jak rozumiem, jedynym spadkobiercą Lindstena jest jego syn.
- W czasie przeszukiwania mieszkania nie natknęliśmy się na testament, co nie musi oznaczać, że taki nie istnieje - wyjaśniła Hamilton. - Jednak po naszych wczorajszych oględzinach doszliśmy do wniosku, że Lindsten był bardzo dokładnym, a nawet pedantycznym człowiekiem. Wszystko miał uporządkowane i powkładane w segregatory, ułożone w szufladach i szafkach, a do tego szczegółowo opisane, z datą i opisem zawartości. I chociaż całe mieszkanie zostało dokładnie przeszukane, a na podłodze leżały porozrzucane różne przedmioty, widać było, że wcześniej panował w nim wzorowy porządek. Wszystko było czyste i wysprzątane. W garderobie, w której znaleziono Lindstena, stał nawilżacz powietrza. To pewnie dlatego ciało uległo mumifikacji.
- Nawilżacz? Skąd wziął się nawilżacz? Udało wam się coś ustalić?
- W garderobie były prawie same ubrania i obuwie. Większość należała do żony i córki Lindstena, które zginęły w wypadku. Może wstawił ten nawilżacz po to, żeby te przedmioty zakonserwować? Wśród ubrań była na przykład suknia ślubna. Ustaliliśmy to na podstawie fotografii, która wisiała na ścianie w sypialni.
Bergman poczuła, że znowu zbiera jej się na wymioty. Wiedziała, że powinna coś zjeść, a najlepiej wypić trochę wywaru imbirowego, ale postanowiła z tym poczekać. Nie mogła tak po prostu wyjść ze spotkania, więc kontynuowała z nadzieją, że zaraz poczuje się lepiej. Wsunęła ręce pod stół i zaczęła intensywnie pocierać punkt na nadgarstku. Zastanawiała się, czy są jeszcze jakieś ważne tematy, które warto poruszyć.
- Czego wam na dzisiaj brakuje? - spytała.
- Wszelkich informacji o jego przyjaciołach i znajomych, zwłaszcza z okresu aktywnego życia zawodowego. Znaleźliśmy zdjęcia, ale zrobiono je w okresie, kiedy jego żona i córka jeszcze żyły. Można odnieść wrażenie, że po ich śmierci Lindsten przestał dokumentować swoje życie. Nie znaleźliśmy też jego portfela. Nie wiemy, czy zginęły jakieś wartościowe przedmioty, ale w mieszkaniu nie było biżuterii ani niczego, co można by spieniężyć.
- A zamki od wewnętrznej strony drzwi? Jakie macie zdanie na ten temat?
- Staruszek kazał je zamontować, bo się bał - odparł Alfredsson.
- Nie sądzę, żeby tak było. Karin pokazała mi zdjęcia, które zrobiono w mieszkaniu w czasie, gdy byli w nim nasi technicy. Niektóre wykonano z bliska. Zamki są stare, zainstalowano je dawno temu. To niemiecka konstrukcja, która znacząco się różni od zamków standardowych. Proponuję poprosić o pomoc techników.
Falk wpisała coś na klawiaturze i wyświetliła na ekranie zdjęcia przedstawiające obie strony drzwi.
- A dwa wizjery? - spytała. - Czemu Lindsten umieścił jeden z nich na wysokości bioder?
Oba pytania zawisły w powietrzu, a Bergman zaczęła się zastanawiać, czy żyjący w samotności Lindsten, który miał problemy z chodzeniem, nie miał jakichś dawnych tajemnic, które go w końcu dopadły. Pohamowała się jednak ze zbyt daleko idącymi teoriami, żeby nie dać się ponieść fantazji. Najprawdopodobniej było tak, że jakiś działający w pojedynkę przestępca zdołał nakłonić Lindstena, żeby ten wpuścił go do mieszkania, a gdy staruszek zauważył, że został oszukany, zaczął stawiać napastnikowi opór. Sprawca wiedział, że Lindsten mógłby go później zidentyfikować, więc go zamknął w garderobie, chociaż bez wątpienia zdawał sobie sprawę z konsekwencji tego czynu.
- Jak widać, zamki i wizjery nie pomogły, bo Lindsten chyba jednak wpuścił zabójcę do środka - podsumowała głośno Falk to, o czym wszyscy myśleli. - Za mało o nim wiemy.
- Jego notes z numerami telefonów też nam w niczym nie pomógł - stwierdził Johansson. - Znaleźliśmy w nim numery do banku, stomatologa i przychodni lekarskiej. Nie było numeru do syna ani jego adresu.
- A inni członkowie rodziny? Krewni?
- Nikogo. Na podstawie dokumentów z urzędu stanu cywilnego wiemy, że Lindsten nie miał żyjącej rodziny.
- Dalej się chyba dzisiaj nie posuniemy - stwierdziła Falk. - Chyba że ktoś ma jeszcze coś do powiedzenia.
Wszyscy pokręcili głowami i to zadecydowało. Falk zamknęła laptopa i zebrała leżące na stole akta.
- W takim razie wracamy do pracy, a jeśli nic się nie zdarzy, kolejna odprawa odbędzie się jutro o ósmej rano. Jeśli dowiemy się czegoś nowego, wzajemnie się o tym poinformujmy. Mam nadzieję, że czegoś więcej dowiemy się po konferencji prasowej.
Falk wzięła laptopa i dokumenty i wstała z krzesła, jakby chciała w ten sposób pokazać, że spotkanie dobiegło końca. W innych okolicznościach wszyscy wyszliby z sali w ciągu pół minuty, ale tym razem zostali dłużej, żeby porozmawiać z Bergman.
Falk spojrzała na zegarek. Jeśli się postara, zdąży zjeść lunch. Wyszła na korytarz, a w sali jeszcze przez pewien czas słychać było śmiechy i szuranie krzeseł. Weszła do swojego pokoju, zamknęła drzwi i ciężko usiadła za biurkiem. Oparła się o fotel i zaczęła się gapić niewidzącym wzrokiem w sufit.