Elsa
Do moich uszu dobiegał wwiercający się w mózg dźwięk pikania. Nie miałam pojęcia, gdzie jestem ani tym bardziej jak doszło do tego, że się tu znalazłam. Byłam bardzo zmęczona, ale jednocześnie chciałam otworzyć oczy - niestety moje powieki ważyły tonę, podobnie jak reszta mojego ciała. Nie umiałam się poruszyć ani o milimetr, a w dodatku w gardle czułam jakąś rurkę, która przeszkadzała mi w oddychaniu.
Miałam wrażenie, jakbym co chwilę zasypiała albo traciła przytomność. Przez moje zamknięte powieki próbowało się przebijać rażące światło, ale gdy zapadałam się w otchłań nieświadomości, widziałam swój ciążowy brzuch, którego jeszcze niedawno z czułością dotykałam. Marzyłam, by zrobić to teraz, ale byłam sparaliżowana. Chciałam krzyczeć, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
- Pani Elso, słyszy mnie pani?
Nieznany mi kobiecy głos mówił do mnie, a ja nie mogłam nic odpowiedzieć. Zebrałam w sobie wszystkie siły, by się odezwać, ale uniemożliwiała mi to rurka w gardle. Pikanie się nasilało, wydając dźwięk coraz głośniej i częściej, a ja czułam, że głowę zaczyna mi rozsadzać potworny ból.
- Panie doktorze, budzi się!
Doktorze? Części układanki zaczęły składać się w całość. Powoli wracało wspomnienie wypadku, a po chwili dostałam czegoś w rodzaju ataku paniki. Ktoś zaczął wydawać polecenia, których niestety nie rozumiałam. Po chwili, która wydawała mi się wiecznością, poczułam spokój i usłyszałam, że ktoś do mnie mówi cichym, kojącym głosem.
- Pani Elso, budzimy się. Ktoś na panią czeka i chce w końcu panią poznać...
Z trudem udało mi się otworzyć oczy. Oślepiające światło sprawiało mi niemal fizyczny ból, ale wiedziałam, że muszę to zrobić.
- Brawo, grzeczna dziewczynka. Jeszcze troszkę.
Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu właścicielki dopingującego mnie głosu i ujrzałam kobietę w średnim wieku, która patrzyła na mnie niemalże anielskim wzrokiem, trzymając mnie za rękę. Nie przestawała do mnie mówić, za co byłam jej ogromnie wdzięczna.
- Pewnie masz sucho w ustach, nie możesz jeszcze pić, więc zwilżę ci wargi. - Poczułam przyjemny chłód i próbowałam zlizać kropelki życiodajnego płynu. - Nie przestrasz się, gdy zauważysz, że nie masz brzuszka, twoja córeczka jest już na świecie.
Poczułam, że do moich oczu napływają łzy szczęścia. Słowa kobiety oznaczały, że mała żyje, a ja miałam nadzieję, że wypadek jej w żaden sposób nie zaszkodził.
Próbowałam poruszać palcami, które były zupełnie bezwładne. Chciałam przekręcić głowę, ale kołnierz ortopedyczny utrudniał mi to zadanie. Czułam się bezradna, jednak wiedziałam, że to nie jest czas na użalanie się nad sobą. Musiałam być silna, jeśli nie dla siebie, to dla niej - istotki, która teraz najbardziej na świecie potrzebowała sprawnej mamy.
- Dzień dobry, pani Elso, jestem pani lekarzem prowadzącym - powiedział mężczyzna niewiele starszy ode mnie. - Miała pani ogromne szczęście, że wyszła pani z wypadku bez większego uszczerbku na zdrowiu. Musimy jednak na jakiś czas zostawić kołnierz na pani szyi, a noga będzie w gipsie przez najbliższe dwa tygodnie. - Patrzyłam, jak zapisuje coś w karcie. - Oczywiście zostanie pani u nas na obserwacji, tym bardziej że została pani mamą silnej dziewczynki, chociaż na początku nie byliśmy do końca pewni, czy będziemy świadkami szczęśliwego zakończenia. W pani samochodzie wybuchła poduszka powietrzna, co mocno zamortyzowało uderzenie, ale odbiła się pani od bocznej szyby, stąd lekki uraz kręgów szyjnych.
Nie interesowało mnie, co mówił o moim stanie zdrowia. Najbardziej martwiłam się o Sofi i o to, kiedy ją zobaczę i przytulę.
- Co z Sofi? - wydukałam, nie poznając własnego głosu.
- Zaraz ją do pani przywiozą. Początkowo miała sześć punktów w skali Apgar, ale szybko dobiła do dziewięciu, co jest cudem, jeśli chodzi o poród powypadkowy. Obserwujemy ją, ale do tej pory nic nas nie zaniepokoiło, więc powinno być dobrze. Wrócę jutro, gdy już dojdzie pani do siebie. Do zobaczenia.
Z moich oczu znowu pociekły łzy. Byłam wdzięczna losowi, że mimo tego, co na mnie zesłał, nie zabrał kogoś, bez kogo moje życie nie miałoby już sensu.
Patrzyłam w sufit i ciągle próbowałam rozruszać swoje dłonie. Miałam w sobie ogromne pokłady motywacji i zamierzałam jak najszybciej wrócić do zdrowia.
- Pani Elso, proszę poznać swoją córeczkę. Jest śliczna. - Kobieta, która była przy mnie, gdy się ocknęłam, wyciągała właśnie zawiniątko z dziwnego wózka. - Nie może pani dźwigać, pewnie nie ma pani jeszcze pełnej władzy w rękach, więc położę ją pani przy piersi i przytrzymam, dobrze?
Przytaknęłam i nie odrywałam wzroku od różowego becika, z którego wyłaniała się ciemna czuprynka. Gdy po raz pierwszy spojrzałam na Sofi, moje serce rozbiło się na milion kawałków. Była najpiękniejszym dzieckiem, jakie kiedykolwiek widziałam. Ucinała sobie właśnie drzemkę, więc nie mogłam zobaczyć koloru jej oczu, ale rozczuliły mnie jej malutkie usta i drobniutkie palce, które zaciskała w piąstki. Tak bardzo chciałam przychylić jej nieba, przytulić i dać całą miłość, którą w sobie od lat kumulowałam.
- Pani Elso, tutaj ciągle przychodzi na zmianę dwóch mężczyzn. Czy mam któregoś z nich poinformować, że się pani wybudziła?
Chris i Alex... Zupełnie o nich zapomniałam i w zasadzie dobrze się z tym czułam. Nie chciałam znać żadnego z nich, nie potrzebowałam ich w swoim życiu, tym bardziej po tym, co mi zrobili. Gdyby nie ich układ, nie doszłoby do wypadku, a ja mogłabym przytulić swoje dziecko, tak jak na to zasługiwało. Pokręciłam przecząco głową, a pielęgniarka doskonale mnie zrozumiała.
- Czy mam do kogoś zadzwonić w pani imieniu?
Zastanawiałam się, kogo chciałabym teraz widzieć, i do głowy przychodziła mi tylko Alice. Z trudem podyktowałam numer, prosząc o skontaktowanie się z przyjaciółką. Wiedziałam, że sama sobie ze wszystkim nie poradzę i będę potrzebowała wsparcia kogoś, kto pomoże mi stanąć na nogi, a nie będzie się nade mną użalał i obchodził się jak z jajkiem.
Córeczka nagle zaczęła kwilić, a ja nie miałam pojęcia, co się stało.
- Zgłodniała, a muszę panią uprzedzić, że uwielbia jeść. Przyniosę ją do pani jutro, a teraz proszę odpoczywać. Sen to najlepsze lekarstwo na wszystko.
Kobieta zabrała ode mnie Sofi, ale wiedziałam, że nie robiła tego na złość. Pokochałam córkę, gdy dowiedziałam się o jej istnieniu, i chciałam dla niej jak najlepiej, a nie było tajemnicą, że nie mogłam się nią teraz zająć. Oddałam ją w ręce pielęgniarki, od której biło dobro i spokój, dziękując jej za pomoc.
Ogarnęło mnie ogromne zmęczenie, które chwilę wcześniej zwiastowało ziewnięcie, sprawiające, że poczułam nieznośny ból poobijanych żeber. Z każdą chwilą poznawałam kolejne następstwa wypadku, ale wiedziałam, że teraz będzie już tylko lepiej...
***
- Dzień dobry, kochanie! - Zatroskana Alice chciała mnie uściskać na przywitanie, ale widząc kołnierz na mojej szyi, zrezygnowała. - Dziecinko, jak się czujesz? Wyglądasz okropnie, ale nie przejmuj się, doprowadzę cię do stanu używalności! Przywiozłam wasze torby z rzeczami i kupiłam ci kilka najpotrzebniejszych drobiazgów. Napijesz się wody?
Alice włączył się tryb katarynki, co świadczyło o tym, że była zestresowana i nie miała pojęcia, co robić. Skinęłam głową i pozwoliłam się napoić. Przyjemny chłód wody spłynął na mój język i do gardła, przynosząc ukojenie, którego od wczoraj pragnęłam.
- Dziękuję. I nie panikuj, wszystko jest w porządku.
- Elso, nawet nie masz pojęcia, jak się o ciebie... o was martwiłam. Opowiesz mi, co się stało?
Nie chciałam do tego wracać, to była dla mnie zakończona historia, a nowy rozdział zaczął się kilka dni temu. W moim życiu była od tej pory wyłącznie moja córka i tak miało pozostać. Nie potrzebowałam przy sobie fałszywych ludzi i oszustów, którzy w kontaktach ze mną mieli ukryty cel.
- Może kiedyś, teraz to nie jest ważne. Pielęgniarka zaraz pewnie przyniesie Sofi, to się poznacie.
- Nie mogę się doczekać! Ale jak się czujesz? - Widziałam troskę w jej oczach.
- Jestem obolała mimo środków przeciwbólowych, ale nie jest źle. Przyniosłaś mi może mój telefon?
Pamiętałam, że wyszłam z domu bez torebki, jedynie zarzucając na siebie płaszcz.
- Tak, przyniosłam ci wszystko, telefon, portfel, kosmetyczkę. - Wyciągała z torby po kolei wszystkie rzeczy.
- Nie szalej tak, na razie potrzebuję tylko naładowanego telefonu. - Uśmiechnęłam się. - Połóż mi go, proszę, obok ręki, żebym nie musiała po niego daleko sięgać.
Alice zrobiła to, o co ją poprosiłam. Patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę, a na jej twarzy malował się smutek.
- Tak mi przykro, kochanie, że cię to spotkało. Napędziłaś nam wszystkim strachu, ale najważniejsze, że dochodzisz do siebie. Ze wszystkim ci pomogę.
- Dziękuję, chętnie skorzystam z twojej pomocy. Nie wiem, czy będę mogła liczyć w tej kwestii na mamę, ale na pewno nie przeprowadzi się do mnie na jakiś czas... - Posłałam jej smutne, ale pełne wdzięczności spojrzenie. - Mam jednak nadzieję, że szybko wrócę do pełnej sprawności. Zobacz! - Uniosłam delikatnie prawą rękę. - Jeszcze wczoraj nie mogłam nią ruszyć, a dziś jest coraz lepiej.
Byłam z siebie dumna. W nocy często się budziłam i oprócz bezsensownego patrzenia w sufit ćwiczyłam, by rozruszać zastałe mięśnie.
Drzwi pokoju się otworzyły, a zza nich wyłonił się wózek, w którym leżała moja córeczka. Pielęgniarka podwiozła ją do mojego łóżka, a mnie momentalnie przepełniły szczęście i miłość.
- Alice, przedstawiam ci moją córkę Sofi. Sofi, poznaj ciocię Alice.
Moja przyjaciółka popatrzyła na zawiniątko i wyciągnęła ręce, by wyjąć malutką z tego dziwnego pojemnika z przezroczystymi ściankami. Nie musiała mnie pytać, czy może - to było oczywiste.
- Jaka ona jest piękna! - powiedziała zachwycona. - Ma twoje oczy. A jakie ma słodkie paluszki!
Wydawała się bardziej zakochana w małej niż ja. Kompletnie oszalała na punkcie dziewczynki, co mnie w ogóle nie dziwiło. Pojawienie się na świecie kolejnego małego człowieka zawsze przynosiło ze sobą pozytywne emocje. Nie inaczej było i tym razem.
Alice była z nami jeszcze przez chwilę, po czym z żalem stwierdziła, że musi wracać. Obiecała jednak, że nazajutrz wróci. Położyła Sofi obok mnie, tak bym mogła ją przytulić i bez końca na nią patrzeć. To były bezcenne chwile i cieszyłam się, że jeszcze mnóstwo takich przed nami.