Rozdział 3
Henrik zamknął z trzaskiem książkę i rozejrzał się wyczekująco po klasie. Absolutna cisza. Trzydzieści dwoje ponurych pryszczatych piętnastolatków gapiło się na niego zmęczonymi, zaczerwienionymi oczami. Westchnął demonstracyjnie.
- Nikt, naprawdę? Nie ma tu nikogo, kto coś poczuł, kto coś przeżył?
Dwie dziewczyny z przednich ławek uśmiechały się niepewnie, kilka innych rozglądało się na boki. Henrik uznał, że ze swoimi na wpół otwartymi ustami wyglądają jak kierdel głupich owiec.
- Właśnie przeczytałem wam fantastyczny kawałek tekstu. Kiedy czytam te słowa, te zdania, czuję to tu, w środku. - Henrik położył prawą dłoń na piersi. - Te słowa sprawiają, że serce bije trochę szybciej, trochę mocniej.
Uśmiechnął się do klasy i mówił dalej:
- Może to dlatego, że jestem taki stary. Mam odwagę czuć. Mam odwagę się przyznać, że czuję. I podejrzewam, że przynajmniej niektórzy z was wiedzą, o czym mówię. Nie musicie jednak się tym dzielić. Najważniejsze, żebyście coś z tego wynieśli. Dziękuję za dziś i do zobaczenia jutro.
Henrik odwrócił się do drzwi i patrzył, jak jego trzódka owiec rzuca się do skrzynki, w której na czas lekcji były przechowywane telefony. Uczniowie przepychali się i głośno gadali, rzucali się na swoje urządzenia, by jak najszybciej sprawdzić, co im umknęło podczas tych trzech kwadransów.
Henrik zebrał swoje książki i laptopa. Rzucił okiem na zegar. Jeśli się pospieszy, powinien zdążyć wpaść do biblioteki przed próbą chóru.
Przechodzące dzieci machały do Kajsy. Bibliotekę odwiedziła grupa przedszkolaków, by wypożyczyć książki, a Kajsa pomagała im znaleźć to, czego szukali, i proponowała odpowiednie tytuły. Biblioteka znajdowała się w tym samym budynku co szkoła w Solinge i stanowiła część domu kultury. Poza nią była tu jeszcze niewielka kafejka otwarta przez kilka godzin dziennie, świetlica, najczęściej wykorzystywana przez emerytów, a także sala konferencyjna używana czasami przez personel szkoły do przeprowadzania spotkań.
Teraz w bibliotece było całkiem pusto i Kajsa napełniła kubek gorącą wodą, ta sama torebka herbaty powinna wystarczyć na następną porcję. Kiedy wróciła, zauważyła mężczyznę, którego przelotnie widziała już kilka razy. Stał odwrócony plecami, a słońce wpadające przez wielkie okna sprawiało, że jego gęste rude włosy płonęły jak ogień. Był wysoki i szczupły, niemal wychudzony, ubrany w musztardową bluzę z dzianiny i sztruksowe spodnie w kolorze brązowej fasoli. Wyglądał, jakby nieco się kołysał, może nucił w duchu jakąś piosenkę, albo po prostu trudno mu było ustać spokojnie. Kajsa odchrząknęła i mężczyzna się odwrócił. Kiedy ją zobaczył, uśmiechnął się, a ona odwzajemniła jego uśmiech. Usta rozciągnęły się mu szeroko. Nos miał pokryty piegami, a niebieskie oczy obserwowały ją spod jasnych, niemal białych rzęs.
- Ach, dzień dobry. Jak miło. Myślę, że potrzebuję pomocy. Szukam książki Świeci gwiazda. Zawsze wypożyczam ją koło Bożego Narodzenia, wydaje mi się, powinna gdzieś tutaj stać. Chyba ma czerwoną okładkę.
Kajsa zrobiła kilka kroków w jego stronę, wyciągnęła rękę i powiedziała.
- Witam. Nazywam się Kajsa. Kajsa Jansson. Jestem tu nowa, pracuję od końca października. Nie spotkaliśmy się, ale już cię kiedyś widziałam. To miasteczko jest na tyle małe, że chyba możemy się sobie przedstawić, na pewno jeszcze się zobaczymy, jeśli często tu przychodzisz.
Henrik wydawał się nieco zaskoczony, ale też wyciągnął rękę, a Kajsa ją chwyciła. Była ciepła i sucha.
- Cześć. Henrik. Henrik Lind. Jestem nauczycielem szwedzkiego w gimnazjum. Często tu bywam. A więc dostałaś pracę po Barbro?
Jego głos był głęboki i mroczny.
- Tak. Poszła na emeryturę. Zdążyła tylko mnie przeszkolić. Tak więc teraz to ja wiem, co tutaj się dzieje. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Wskazała ręką na półki z książkami, a on kiwnął głową.
- Tak, Gunvor oczywiście została, ale ma tylko kilka godzin w tygodniu.
- Na pewno wszystko się ułoży. Ale, jak wspominałem, szukam Świeci gwiazda, wiesz, czy jest?
Kajsa minęła go, pochyliła się do najniższej półki i wyciągnęła książkę.
- Oto i ona.
Podała mu ją, a on podziękował. Potem na kilka sekund zapadła między nimi cisza.
- Świetnie, jeszcze raz dziękuję. Wypożyczę ją sobie. Miło było poznać - powiedział Henrik i ruszył w kierunku biurka wypożyczalni.
Kajsa została na miejscu i patrzyła za nim. Serce jej waliło.
- Wkrótce znów się zobaczymy - wyszeptała.