Rozdział 2
Kilka minut po dwudziestej pierwszej Agata i Mirka zasiadły przy kuchennym stole w mieszkaniu Ewki. Wszystkie czekały na przyjście swojej przyjaciółki Róży i na to, aż świeżo upieczony sernik nieco ostygnie, aby można go było pokroić i przenieść się wraz z nim na kanapę w pokoju gościnnym. Piły, jak zawsze, swoje ulubione porto, od którego szybko szumiało im w głowach.
Agata nigdy nie wypijała więcej niż dwie lampki, nie jadła też wypieków Ewki, zbyt mocno dbała o to, aby nie stracić wcięcia w talii. Wszystko przeliczała na kalorie, a te z kolei na czas, jaki będzie musiała spędzić na bieżni, aby je spalić. Uważała, że krótka chwila przyjemności przy stole nie jest warta tylu wyrzeczeń.
Mirka za to niczym nie gardziła, dużo jadła, jeszcze więcej piła, a i tak figurę miała doskonałą, co doprowadzało Agatę niemalże do łez.
- Piękne macie to mieszkanie, u nikogo jeszcze nie widziałam takiej przestronnej kuchni! - Mirka zachwalała mieszkanie Ewki i zawsze robiła to szczerze. Rzeczywiście było niestandardowe, jasne i rozległe, wszystkie przejścia zostały w nim poszerzone, a ściany przebudowane. Osobliwy klimat nadawały mu czarnobiałe fotografie przyrody, mocno powiększone i podświetlone w jakiś magiczny sposób. Zdjęcia te zrobiła niegdyś Ewka, fotografowanie było jej prawdziwą pasją, którą niestety porzuciła po wypadku córki.
Gdy pięć lat temu jej córeczka Anetka jechała rowerem z dziadkiem, który wiózł ją w foteliku za sobą, uderzył w nich samochód prowadzony przez młodego kierowcę. Ojciec Ewki zmarł w szpitalu. Dziewczynka długo walczyła o życie, ocaliło ją jedynie to, że podczas wypadku miała na głowie kask. Miała wówczas trzy latka. Niestety, od tamtej pory nie odzyskała sprawności fizycznej i jak mówili lekarze, nie miała na to szans również w przyszłości, czego jej rodzice nigdy nie przyjęli do wiadomości. To właśnie dlatego wszystko w ich mieszkaniu zostało urządzone tak, aby poruszanie się na wózku było dla niej jak najmniej uciążliwe.
Gdy Ewka i jej mąż Sebastian zrozumieli, że ich dziecko musi jeździć na wózku, kupili to mieszkanie, chociaż wcale nie było ich na nie stać. Wzięli ogromny kredyt, którego spłata z miesiąca na miesiąc była coraz trudniejsza. Ani na chwilę nie przestawali walczyć o zdrowie córeczki. Niestety, rehabilitacje, sanatoria, sprzęty do ćwiczeń były niemiłosiernie drogie. Ewka sprzedała wtedy swój sprzęt fotograficzny, który kolekcjonowała latami. Potrzeby własne i swojej drugiej córki zredukowali wraz z mężem do minimum, ale i tak z trudem wiązali koniec z końcem.
Z czasem zabrakło rzeczy, których mogliby się jeszcze pozbyć, a lista niezbędnych wydatków związanych z Anetką ciągle się wydłużała. To właśnie wtedy podjęli trudną decyzję o wyjeździe męża Ewki za granicę.
Sebastian porzucił pracę na dwa etaty w szkole muzycznej i wyemigrował do Norwegii, gdzie jeden z jego byłych uczniów załatwił mu pracę w paczkowalni. W domu nie bywał prawie wcale, dzięki czemu w ciągu trzech lat udało mu się spłacić znaczną część kredytu i wynająć prywatną rehabilitantkę. To sprawiło, że Anetka poczyniła znaczne postępy.
Sernik Ewki roztaczał swoją słodką woń w całym mieszkaniu. Smakował równie dobrze, jak wyglądał, więc Mirka, zupełnie ignorując zdrowy rozsądek, pochłonęła kolejny jego kawałek, popijając winem.
- Tak się czasami nad wami zastanawiam... - zagadnęła, oblizując palce. Ewka i Agata spojrzały na nią pytająco, alkohol bowiem zdążył już wymalować na ich twarzach rumieńce niczym u rosyjskich księżniczek. - No, nad tym, jak to jest z wami i waszymi potrzebami? Dlaczego takie fajne babki jak wy, bądź co bądź samotne, nie znajdą sobie miłych chłopców, aby się trochę rozerwać, odprężyć? Przecież możliwości macie nieograniczone! Naprawdę nie brakuje wam starego, dobrego seksu? - Od zawsze było wiadomo, że Mirka miała dość nowatorskie podejście do kwestii wierności małżeńskiej i spraw damsko-męskich w ogóle. Różnice poglądów dotyczące tych zagadnień często bywały tematem zaciętych dyskusji pomiędzy przyjaciółkami.
- Nie wiem jak ty... - głos zabrała Ewka - ale ja nie mam nawet czasu zastanawiać się nad tym, czy nie brakuje mi pieprzenia. Całą energię zużywam na dzieci i dom. Resztki sił, jakie mi pozostają, zużywam na was, moje kochane... - W geście totalnej bezradności rozrzuciła ręce na boki.
- A ja... - Agata zaczęła się zastanawiać. - To trudne... Tomka nie ma od roku...
- No właśnie! - Mirka wyraźnie zachęcała ją do zwierzeń. - Kawał czasu, a ty ciągle młoda!
- Początkowo bardzo cierpiałam, i to nie z powodu braku seksu, ale braku jego codziennej obecności przy mnie. Same wiecie, co się ze mną wtedy działo, byłam jak cień. Po kilku miesiącach przywykłam, że sypiam sama, skupiłam się na dzieciach, tak jak Ewa, no i oczywiście na pracy, chociaż jej nie cierpię.
- Ściemniasz. Nie wierzę, że przestałaś odczuwać podstawowe ludzkie potrzeby! - Mirka domagała się szczegółów.
- Oczywiście, że nie - zaśmiała się Agata. - Potrzebę snu, jedzenia i ciepła odczuwam nieprzerwanie.
- Coś kręcisz... - Ewka również to wyczuła. - Mów szczerze, nam przecież możesz.
- Chodzi o to... Chciałabym to dobrze ująć, ale nie wiem jak. Być może im dłużej trwa moja samotność, tym bardziej mam ochotę...
- Wiedziałam, jednak jesteś normalna! - Mirka poczuła satysfakcję.
- Czekaj, nie skończyłam. Problem jest w tym, że nie tyle mam ochotę na seks z mężem, co na wykorzystanie jego nieobecności i spróbowanie tego, czego nie skosztowałam przed ślubem...
Zaskoczenie zamknęło przyjaciółkom usta. Czegoś takiego w życiu by się po niej nie spodziewały. Nawet sama Agata była zdumiona tym, że w końcu jednoznacznie nazwała to, co kołatało jej w głowie od pewnego czasu.
- Muszę przyznać, że mnie zatkało. - Twarz Ewki wyrażała dezaprobatę. - Do głowy by mi nie przyszło, że kuszą cię jakieś poboczne przygody. Ty i Tomek jesteście najbardziej zgraną parą, jaką znam. Zanim cokolwiek zrobisz, dobrze się zastanów.
- I nie zrozumiałyście. To nie jest tak, że ja szukam czegoś na boku, bo nie szukam. Chyba nie jestem z tych, co potrafią łączyć romans z życiem rodzinnym. Tak się tylko ostatnio zastanawiałam nad tym, czy będąc od zawsze z jednym facetem, czegoś przypadkiem nie straciłam.
- Jestem pewna, że straciłaś! - Mirka nie miała co do tego żadnych wątpliwości. - Uważam, że człowiek, niezależnie od płci, nie jest stworzony do monogamii. To wbrew naturze.
- Czy to, co mówisz, jest potwierdzone naukowo, czy to twoja osobista teoria? - Drwina w głosie Ewki była oczywista. Mirka już dawno się do tego przyzwyczaiła, prawdopodobnie dlatego tym razem nie zwróciła na nią uwagi.
- Czy w zgodzie z naturą nie jest dążenie do szczęścia, do zadowolenia? Przecież właśnie o to nam wszystkim chodzi, no same powiedzcie.
Agata skinęła głową na znak zgody, Ewka zaś tylko obojętnie wzruszyła ramionami.
- Właśnie! - Mirka postanowiła kontynuować myśl. - A więc i w seksie powinno się do tego dążyć, w końcu to część naszego życia. Ale żeby poczuć zadowolenie w tej dziedzinie, potrzebna jest adrenalina, nowe bodźce, świeże doznania. A o jakiej adrenalinie możemy mówić, gdy przez lata sypia się z tą samą osobą?
- Jak zwykle wszystko upraszczasz. - Ewka zmieniła pozycję, wyprostowała się i była gotowa do obrony swoich racji. - W wieloletnim związku może nie ma wiele adrenaliny, ale jest coś ważniejszego, miłość i szacunek.
- Jasne - Mirka zgodziła się z nią, odstawiając pusty kieliszek. - Tylko czy szacunek może podniecać? Czy to, że kogoś kochasz, jest równoznaczne z tym, że będziesz miała orgazm?
- Przecież nie można sprowadzać życia do seksu! - Ewka walczyła coraz bardziej zaciekle, Agata przyglądała się temu spektaklowi ciekawa jego zakończenia. - Ja naprawdę nie odczuwam jego braku. Zupełnie nie potrafię zrozumieć, dlaczego ty tak za nim szalejesz, mi zwyczajnie się nie chce, podobnie jak nie chce mi się ćwiczyć co rano.
Pyszne, małe kanapeczki znikały z talerza jedna po drugiej, wina ubywało, a porozumienia na próżno by upatrywać.
- Może jeszcze tego nie wiecie, ale mam własną teorię na temat tego, dlaczego niektórzy ludzie nie potrzebują seksu - rzekła Mirka.
- Dlaczego mnie to nie dziwi? - Roześmiała się Agata.
- Myślę, że jeżeli kobieta albo facet mówią, że seksu nie potrzebują, nie lubią lub mogą się bez niego obejść, znaczy to tylko tyle, że nigdy w życiu nie zaznali prawdziwej ekstazy, nieziemskiego orgazmu. Każdy, kto chociaż raz w życiu uniósł się ponad ziemię z prawdziwej rozkoszy, zawsze będzie dążył do zaznania tego ponownie. To instynkt!
- Ale my jesteśmy ludźmi, nie kierujemy się instynktami, mamy uczucia i rozum. To odróżnia nas od prymitywnych zwierząt - upierała się Ewka.
- Ależ oczywiście, że kierujemy się instynktami, chociaż przyznaję, że nie tylko nimi. - Atmosfera stawała się coraz bardziej napięta.
"Dobrze, że na stole nie ma noży" - pomyślała Agata, czując podskórnie, że bardziej zgadza się ze stanowiskiem Mirki niż Ewki. To było dla niej zaskakujące, bowiem nigdy wcześniej nie podzielała takiego podejścia do życia, jakie miała Mirka.
- Mira, a nie martwi cię to, że dla tych cielesnych przyjemności, które tak tobą zawładnęły, ryzykujesz losem własnej rodziny? Czy naprawdę fizyczne doznania są dla ciebie najważniejsze? Wydaje mi się to niezbyt normalne. - Światło płynące ze ścian lekko rozjaśniało coraz bardziej napiętą twarz Ewki. Ileż to już razy starała się wytłumaczyć Mirce, że zachowuje się po prostu głupio, jednak do tej pory efektów tych rozmów nie było widać. Dobrze wiedziała, że i tym razem niczego nie wskóra, nie byłaby jednak sobą, gdyby jej odpuściła.
- Seks, moja kochana, jest ważny dla każdego, kto wie, czym on jest. On jest jak czwarte koło w samochodzie, niezbędny, aby jechać. Jeśli go zabraknie, to oczywiście siłą rozpędu można ujechać nawet spory kawałek, ale komfort jazdy jest słaby, niestety.
- Chcesz powiedzieć, że ja i Agata ciągniemy nasze małżeństwa siłą rozpędu, bo nie mamy tego twojego czwartego koła, czyli bzykanka? - Ewka poczuła się urażona. Agata natomiast pomyślała, że może w tym, co mówi Mirka, jest jakaś racja, bo przecież komfort jazdy" małżeńskiej znacznie się im obu pogorszył, odkąd zostały same. Zachowała jednak te przemyślenia dla siebie, zdając sobie sprawę, że rano wraz z utratą promili może porzucić również tę myśl.
- Tylko się nie obrażaj... - W tej chwili Mirka zdała sobie sprawę, że prawdopodobnie zagalopowała się w swoim wywodzie. Co innego rozważania teoretyczne, a co innego przypisywanie niemiłych komentarzy swoim przyjaciółkom. Nie miała przecież zamiaru krytykować sposobu ich życia, tak jak one nigdy nie krytykowały j ej.
- Nie obrażam, ale muszę się napić. - Ewka dolała sobie wina i upiła solidny łyk. - Jak to możliwe, że wciąż cię kocham, skoro czasami mam ochotę zwyczajnie skopać ci tyłek?!
- Mnie najwyraźniej nie da się nie kochać! - Mirka również obniżyła ton. Przez te wszystkie lata, które spędziły ze sobą, poznały się już tak dobrze, że żadne różnice poglądów nie mogły ich ze sobą skłócić. A przynajmniej nie na długo. Postawa Mirki kształtowała się latami, a one były tego świadkami. Od najmłodszych lat Mirka powtarzała, że mężczyźni są źli i nie można im ufać, że nigdy nie wyjdzie za mąż i nie będzie miała dzieci. Nie wyrosła z tych poglądów. Miała wielu adoratorów, niejeden stracił dla niej głowę, ale ona z nikim nie potrafiła związać się na dłużej niż pół roku. Gdy jej związki zaczynały robić się poważne, uciekała. Nie wzruszały jej złamane serca, które porzucała bez mrugnięcia okiem. Z dnia na dzień z czułej i - wydawałoby się - zakochanej kobiety stawała się soplem lodu.
Jako dziecko Mirka nigdy nie zaznała miłości, jak sama mówiła, z winy ojca. Jej matka, chorobliwie w nim zakochana, popadała w obłęd, gdy co kilka miesięcy wyprowadzał się do innej kochanki. Gdy znikał, matka Mirki pogrążała się w głębokiej depresji, a kiedy wracał, ogarniała ją taka euforia, że zapominała o swoich dzieciach.
Prawdopodobnie Mirka wytrwałaby w swoim przekonaniu i do dziś pozostała singielką, gdyby nie spotkała na swej drodze Macieja. Schemat się powtórzył, bo kiedy już zamierzała go rzucić, okazało się, że jest w ciąży. Była zdruzgotana. Nigdy nie zapominała o połknięciu pigułki, nigdy poza tym jednym razem. Bez skrupułów zdecydowała się na aborcję, powstrzymał ją jednak brak pieniędzy. To, że dała się Maciejowi namówić na ślub i urodzenie dziecka, to - jak stwierdziła później - wina hormonów. Rafałek przyszedł na świat słaby i mały, Mirka karciła za to siebie. Uważała, że dziecko czuło się od początku niechciane, nie miało więc motywacji, by żyć. Wtedy dopiero obudził się w niej instynkt macierzyński i zapałała do syna miłością taką, o której istnieniu nie miała dotąd pojęcia. Macieja także pokochała na swój sposób, głównie za to, że to dzięki niemu ich szkrab w ogóle się urodził. Lecz była to bardzo dziwna miłość, niełatwa ani dla niej, ani dla niego. Może chodziło tu bardziej o wdzięczność, przywiązanie, szacunek?
Wieczór niepostrzeżenie się starzał. W miarę, jak ubywało wina, tematy rozmów stawały się coraz lżejsze, a przyjaciółki rechotały coraz częściej z coraz bardziej banalnych powodów. Wszystkie lubiły ten stan głupkowatego odprężenia, który przynosił ulgę skołatanym nerwom i zmęczonym ciałom.
Agata, dopuszczona nareszcie do głosu, nieśmiało wspomniała o koledze z biura, niejakim Janku. Mężczyzna od pewnego czasu wyraźnie się nią zainteresował, chociaż nie zrobił niczego wprost. Nieustannie jednak krążył, kluczył, kombinował.
- Ciągle się pyta, czy czegoś nie potrzebuję, przynosi mi kawę z bufetu, prawi niewinne komplementy - opowiadała, bo przyjaciółki podchwyciły nowy wątek i ciągnęły ją za język.
- A jakie to są "niewinne komplementy"? - Ewka miała szelmowski uśmiech.
- Mówi na przykład: "Masz śliczny kolor tej bluzeczki".
- I to ma być komplement? Chyba dla producenta farb do tkanin! - Ewka parsknęła. - Powinien był raczej powiedzieć, że tobie pięknie w tym kolorze!
- No właśnie - Agata przyznała jej rację. - Dlatego mówię, że te komplementy są jakieś takie... okrężne. Niby wiem, co chce powiedzieć, ale on tego nie mówi, więc nie mogę zareagować.
Ciche pukanie do drzwi sprawiło, że zamilkły, nasłuchując, co nastąpi dalej. Wszystkie trzy siedziały wygodnie wśród poduszek, z nogami na niskim stoliku, i żadna nie miała ochoty podnieść się stamtąd bez powodu, więc kilka razy upewniały się, czy pukanie nie jest jedynie wytworem ich nietrzeźwych umysłów.
- Jednak ktoś puka - uznała Ewka. - I chyba nawet wiem kto! - Wygrzebała się ze swojego legowiska i boso pobiegła w stronę drzwi. Wróciła po minucie, a wraz z nią do pokoju weszła Róża.
- Sorry, że dopiero teraz. Miałam poważną rozmowę z mężem i nie mogłam przerwać. Ale mam za to wiadomość, której się nie spodziewacie. - Zdjęła z siebie mały sweterek i zamaszystym ruchem posłała go w odległy kąt pokoju. Zwinnie przeskoczyła przez oparcie kanapy i wcisnęła się pomiędzy Agatę i Mirkę. Była tak drobna, że żadna z nich nie odczuła nawet, że zrobiło się ciaśniej. - Chcemy mieć dziecko! - oświadczyła dumnie, a ton jej głosu dawał do zrozumienia, że jest na to absolutnie zdecydowana.
- No nie, zwariowałaś? - Reakcja Mirki była natychmiastowa i oczywista. - Nie brałaś dziś prochów albo wzięłaś ich za dużo!
Róża chwilowo skupiła się na serniku, który podała jej Ewka, zostawiając przyjaciółkom czas na przyswojenie informacji, którą właśnie od niej otrzymały.
- Mówiłaś przecież, że ostatnio tobie i Leszkowi nie bardzo się układa, może to nie jest odpowiednia chwila na taką decyzję... - Ewka swoje wątpliwości potrafiła wyrażać dużo bardziej dyplomatycznie niż jej poprzedniczka.
- Ewka ma rację, jeśli macie problemy, dziecko ich nie naprawi. Lepiej się wstrzymaj, aż między wami się ociepli. - Agata również nie była zachwycona tym, co usłyszała.
- Jakie tam problemy, ponarzekałam trochę, bo mieliśmy słabszy okres, to wszystko. Lesiu to Lesiu, nikogo innego nie mam i mieć nie chcę. - Róża widząc, że nie ma co liczyć na to, że ktoś w tym pokoju ją obsłuży, sama wstała i podeszła do oszklonej komódki, skąd wyjęła dla siebie kieliszek. Nalała do niego resztkę wina i wypiła je, czując jego rozgrzewającą moc. Przełknęła głośno i dokończyła wcześniejsze rozważania. - Przemyślałam to dokładnie razem z Lesiem... Nic wam wcześniej nie mówiłam, bo myślałam, że to pragnienie minie mi po okresie, po porcji słodyczy lub po szaleńczych zakupach. Nie minęło. My naprawdę tego chcemy. Nie potrafię się już od tej myśli uwolnić.
- A co, jeśli wasze problemy są poważniejsze, niż ci się zdaje? Nie podejmuj takiej decyzji pochopnie! - Przez Ewkę jak zawsze przemawiała troska.
- Nasze problemy, jak oboje wywnioskowaliśmy, wynikają właśnie z tego, że nie mamy jeszcze dzieci. Między nami powstała jakaś pustka, nieobsadzone miejsce, które podświadomie drażni nas oboje. Poza tym mam trzydzieści dwa lata, zegar biologiczny bije nieubłaganie. Nie mam czasu na grymasy, a na Leszku mogę polegać, jest odpowiedzialny, troskliwy i mądry. Ma naprawdę dobre geny, w jego rodzinie są sami wysoko wykształceni, a brat jego matki zna sześć języków. - Kobiety popatrzyły po sobie, nie kryjąc zdziwienia.
- Wybierasz ojca dla swojego dziecka, biorąc pod uwagę bystrość jego plemników? - Agata nie wierzyła własnym uszom.
- Toż to szczyt wyrachowania. - Ewka tylko udawała oburzenie.
- Co złego jest w tym, że już dziś dbam o to, aby za kilka lat nie wstydzić się na wywiadówkach?
- A co zrobisz, jeśli urodzisz, a między wami nic się nie poprawi? - Mirka nie pozwalała zbić się z tropu.
- Nie poprawi się, gdy nie urodzę, to pewne. Ale gdy już zostaniemy rodzicami, będziemy mieli więcej powodów, aby starać się bardziej. Jeśli będzie trzeba, zafundujemy sobie terapię.
- Terapię, moja kochana, to ja zalecałabym teraz. - Mirka patrzyła na Różę karcącym wzrokiem i kręciła głową z dezaprobatą. - To, co mówisz, nie jest normalne.
- Dogadał kocioł garnkowi, czy jak to tam szło... Czy twoje podwójne życie jest normalne? Albo życie Agaty czy Ewki, które prowadzą je właściwie samotnie, mimo że na palcach wciąż mają obrączki? Sebastian prawie nie zna własnych dzieci, czy to jest normalne?
- Nie denerwuj się już, jako przyszła mama musisz o siebie dbać. - Agata uśmiechnęła się. - Przecież wiesz, że my zawsze będziemy po twojej stronie i kibicujemy ci we wszystkim, co robisz. Zaskoczyłaś nas, ale osobiście przyznaję ci rację, już czas, abyś sama się przekonała, czym jest życie matki.
- No właśnie! Już dawno powinnam się była zdecydować. Wy macie odchowane dzieci, a ja... może jestem bezpłodna?
- Jasne, to po co łykasz pastylki? - parsknęła Mirka.
- No, może jestem, a nie wiem?
- Pamiętam, jak byłam w liceum i też tak o sobie myślałam... - Agata uśmiechnęła się do tych odległych wspomnień. - Od lat współżyłam z Tomkiem i nic się nie działo, mimo że się nie zabezpieczaliśmy. Kolejne koleżanki zaliczały wpadki, a my ciągle nic. Byłam pewna, że jestem bezpłodna... ależ człowiek był głupi.
- Teraz już chyba nie wierzysz w ślepy los i zabezpieczasz się? - upewniała się Mirka.
- Teraz to Tomusia niestety nie ma i ciąża mi nie zagraża, ale jak przyjeżdża taki wyposzczony, to na wszelki wypadek założyłam sobie spiralkę. Lekkoduchem już nie jestem.
- Widzisz, kwiatuszku... - Ewka przeszła z drugiego końca narożnej kanapy tylko po to, by objąć przyjaciółkę. - Twoja bezpłodność jest pewnie taka sama jak Agaty, więc nie dramatyzuj, tylko działaj, jeśli naprawdę tego chcesz. - Uścisnęły się mocno i Ewka chwiejnym krokiem wróciła na swoje miejsce.
- Strasznie tego chcę, aż trudno mi zrozumieć, skąd wzięła się we mnie ta potrzeba, i to od razu taka silna. Marzę, by wziąć w ramiona takie moje maleńkie, różowe bobo, tulić je, całować je, chronić...
- Hola, hola, zapomniałaś jeszcze o kilku szczegółach! - zawołała Mirka. - Zanim do tego dojdzie, najpierw będziesz tyła jak wieloryb, puchła jak balon, miała żylaki, hemoroidy i rozstępy jak Wielki Kanion, a na końcu tej niesamowitej metamorfozy będziesz wyła z bólu na porodówce, błagając lekarzy, aby cię dobili. I bądź pewna... - spojrzała przyjaciółce prosto w oczy ze stoickim spokojem - żaden z tych drani w fartuchach tego nie zrobi.
- Kiedyś bałam się tych twoich opowieści, ale teraz nie czuję żadnego strachu, wiem, czego chcę i zrobię to. Chcę mieć dziecko, rozumiecie?
Zrozumiały. Róża dojrzała. Później niż większość kobiet, ale dopadła ją ta nieprzeparta potrzeba bycia mamą. Od tej chwili stało się jasne, że nie zazna spokoju, póki tej potrzeby nie zaspokoi.
- Zwariowała, słowo daję, zwariowała! - Oczy Mirki wywróciły się białkami ku górze w teatralnym geście oburzenia.
- Dzieci są sensem mojego życia, waszego zresztą też - Ewka zwróciła się do Agaty i Mirki. - Więc bardzo się cieszę, że nareszcie się zdecydowałaś - puściła "powietrznego" buziaka do Róży.
- Będziesz miała ślicznego, piegowatego bobasa - Agata przeszła w stan euforii. Teraz ona otuliła przyjaciółkę ramieniem i piskliwym głosikiem dodała:
- Takiego, który z grubymi udami i kuperkiem w pieluszce będzie łaził na czworaka pomiędzy naszymi nogami. Już się nie mogę doczekać!
- Dajcie mi jeszcze wina, bo nie zniosę tej paplaniny! - Mirka poderwała się nagle i przeszła przez pokój. Uśmiechając się, podeszła do bohaterki wieczoru, ujęła jej głowę w dłonie, spojrzała w oczy i cmoknęła w czoło. - No dobra, moje błogosławieństwo też masz, ale nie mów, że cię nie ostrzegałam.