Za kurtyną: Apogeum - Laura Savaes

Reflow text when sidebars are open.
Zza otwartego okna wychodzącego na park dobiegał radosny świergot ptaków śpiewających na cześć wiosny. W swojej sypialni Lena na siłę domykała ułożoną na łóżku walizkę, przyciskając jej wieko łokciem. Ciężkie rude włosy spływały po bokach jej piegowatej twarzy, zasłaniając pole widzenia. Zgrzana od walki z suwakiem zachodziła w głowę, po co w ogóle na tak krótki wyjazd zabiera ze sobą aż tyle rzeczy.
- Dawaj, Lena! Wszyscy jak zwykle na ciebie czekają! - krzyknął Dominik.
Do jej pokoju wparował umięśniony rudzielec o białym uśmiechu, ubrany w sprany T-shirt i spodenki khaki. Wzdychając głośno, przycisnął wieko walizki i zamaszystym ruchem zasunął suwak.
- Proszę, zamknięta. Czy możemy już spadać? Jest prawie ósma. W południe na miejscu będzie na nas czekał przewodnik - powiedział poirytowany, krzyżując masywne ręce na piersi.
Lena tylko przewróciła oczami. Wybitnie nie chciało jej się jechać na ten wyjazd, ale przecież sama się na to zgodziła. Dominik od miesięcy namawiał ją, żeby wybrała się z nim i jego znajomymi na jedną z jego ekstremalnych eskapad, więc dla świętego spokoju w końcu się poddała. Wiedziała jednak, że nie będzie się dobrze bawić. Zupełnie nie podzielała pasji brata do pieszych wycieczek i sportów - tym bardziej wysokościowych. Ale skoro klamka zapadła, pozostało jej zacisnąć zęby i spróbować jakoś przetrwać ten weekend. Musiała chociaż udawać, że stara się nie zawieść brata, któremu bardzo zależy na jej zaangażowaniu w to przedsięwzięcie. Dominik był świetnym, ale i wymagającym organizatorem i kiedy się do czegoś brał, nie tolerował nieprzyjemnych niespodzianek w postaci negatywnego podejścia u swoich kompanów.
Ostatni raz zlustrowała wzrokiem swój pokój, upewniając się, że wszystko zabrała. Telefon, mały plecak i - najważniejsze - naszyjnik. Sprawdziła szybko dłonią, czy na pewno ma na szyi złoty wysadzany szafirami półksiężyc, który dostała od brata na osiemnastkę. Praktycznie nigdy się z nim nie rozstawała, ale upewnianie się, że ma go na sobie, było jej rytuałem. Zawsze gdy choć trochę się stresowała, nerwowo sięgała dłonią w okolice dekoltu, jakby wisiorek był jej talizmanem, który przyniesie ukojenie jej nerwom i ściągnie ją na ziemię. Po tym subtelnym odruchu jej najbliżsi rozpoznawali, kiedy Lena się denerwuje. Upewniona, że ma wszystko, czego potrzebuje, zerknęła ostatni raz w lustro. Proste kosmyki opadające jej na twarz zatknęła za uszy, po czym skierowała się do drzwi, za którymi znikał już Dominik, targając jej nieporęczną walizkę.
Na dole, przy dwóch SUV-ach, czekała już cała grupa. Była tam też Ewka, dziewczyna Dominika. Choć Lena w pełni akceptowała większość wyborów życiowych swojego brata, tego związku nie potrafiła zrozumieć. Ewka, jak każda szanująca się modelka, miała w głowie tylko Instagram, torebki i buty, Dominik zaś kochał sport i survival, a przy tym był piekielnie inteligentny. Nie pasowali do siebie. On był naprawdę świetną partią: dwadzieścia trzy lata, studiował fizykę na uniwerku, pieniędzy też mu nie brakowało; ojciec o to zadbał. Mógłby mieć każdą dziewczynę, do której puściłby oko, a wybrał egzaltowaną Ewkę, która używała pisku zamiast mowy. Kiedy Lena spytała go o sens tego związku, brat odpowiedział jej dość mętnie, że Ewka wcale nie jest taka płytka, na jaką wygląda. Zapewniał, że jest bardzo zaangażowana w jego pasje, wspiera jego ekscentryczne pomysły i, co najważniejsze, chętnie towarzyszy mu we wszystkich wycieczkach, nie narzekając ani nie próbując odwodzić go od jego hobby. Jego wcześniejszy, trwający dwa lata związek z pewną bardzo fajną dziewczyną, Hanią, rozpadł się, ponieważ Dominik postanowił wyjechać na rajd rowerowy. Na pół roku... do Argentyny... Oliwy do ognia dolało to, że przez pierwsze trzy miesiące swojej wyprawy nie odbierał telefonu. Lenie trudno więc było winić Hankę, że w końcu się poddała. Miała jednak świadomość, że jej brat jest niespokojną duszą i potrzebuje przy sobie kogoś, kto będzie to rozumiał i akceptował.
Obok Ewki stała jej najlepsza przyjaciółka - czarnowłosa, nieco mroczna Iza. Szczebiotały między sobą, scrollując wspólnie Instagrama na telefonach. Walizki w bagażniku układali Jędrek, chłopak Izy, oraz Tomek, jego brat cioteczny. Ech, Tomek. Od kilku tygodni Ewka próbowała zeswatać go z Leną. Chłopak był bardzo miły, uprzejmy, przystojny i nie dało mu się nic zarzucić. Lena była świadoma jego zalet, ale nie zmieniało to faktu, że zupełnie nic do niego nie czuła. Nie chciała pogłębiać tej relacji, bo od początku wiedziała, że to się nie może udać i skończy się krzywymi spojrzeniami całej ekipy podczas wspólnych wyjść. Mimo subtelnych sygnałów odmownych ze strony Leny zainteresowanie Tomka jej osobą wydawało się jednak nie słabnąć, co było wyraźnie wyczuwalne dla wszystkich w grupie. W myślach zaczęła zadawać sobie pytanie, po co w ogóle zgodziła się jechać na ten wyjazd.
- O, są bliźniaki! No to zbieramy się! - krzyknął zza klapy bagażnika Jędrek, kiedy zauważył Lenę i Dominika zbliżających się do samochodu.
To zdarzało się często, gdy pojawiali się gdzieś razem: znajomi nazywali ich bliźniakami, mimo że Lena była młodsza od Dominika o cztery lata. Faktycznie, byli do siebie bardzo podobni. Oboje mieli smukłe, lekko zadarte nosy, wysokie kości policzkowe i gęste włosy o płomiennie rudym odcieniu - po matce. Nawet gdyby spróbowali je zafarbować, zdradziłaby ich cera. Twarze mieli całe w piegach, a oczy niebieskie jak dwa baseny z mocno chlorowaną wodą. Jednak mimo fizycznych podobieństw ich usposobienia całkowicie się różniły. Dominik był przebojowy, głośny i wszędzie było go pełno - jak przystało na klasycznego lidera z uśmiechem niczym milion dolców. Zaprzyjaźniał się z ludźmi w dziesięć sekund, a po wspólnie spędzonej dobie nowy znajomy gotów byłby mu oddać własną nerkę. Wszyscy kochali Dominika, tak było zawsze i tak miało pozostać, bo mimo że świecił jak diament, nie przytłaczał swoim światłem innych. Pozostawał uważny i otwarty wobec każdego. Lena miała za to znacznie więcej dystansu i często chowała się w cieniu brata. Mimo nieschodzącego z twarzy łagodnego uśmiechu i generalnie sympatycznego nastawienia trudno było przebić się przez jej skorupę i lepiej ją poznać. Nie otwierała się szybko, była ostrożniejsza, a swobodnie czuła się tylko przy osobach, które znała długo i dobrze. Uważała, że na przyjaźń i zaufanie trzeba zasłużyć czymś więcej niż tylko wspólną zabawą na kilku imprezkach. Posiadanie takiego brata jak Dominik było jej więc bardzo na rękę, bo w sytuacjach towarzyskich to on ściągał na siebie całą uwagę, dzięki czemu Lena mogła po prostu dobrze się bawić bez wzbudzania zbyt dużego zainteresowania swoją osobą.
- Usiądę w samochodzie Dominika, z Leną! - oznajmił Tomek, zmierzając w stronę SUV-a jej brata.
- Cześć, Tomek. Wiesz, wolałabym się położyć na tylnym siedzeniu, sama. Mam chorobę lokomocyjną. - Lena zagrodziła mu drogę, robiąc zbolałą minę, jak przystało na osobę cierpiącą.
- Od kiedy? - parsknął śmiechem Dominik, który zamykał właśnie bagażnik.
Lena zmarszczyła czoło i spojrzała na niego ostrzegawczo.
- Od niedawna. Podobno u niektórych pojawia się dopiero w dorosłym wieku - odburknęła, otwierając tylne drzwi SUV-a, które zatrzasnęła za sobą szybko, zanim Tomek zdążył zauważyć, co się wydarzyło. Nie miała już złudzeń, że to będzie ciężki weekend. Pod wieloma względami.
Całą trasę do Jury Ewka głaskała Dominika, cmokała do niego, miziała go i kiziała. Zachowywała się tak, jakby był słodkim pomeranianem lub innym mikropieskiem. Lenę zaczynało powoli mdlić od jej przerysowanych czułości, odpaliła więc sobie książkę na telefonie, byle zająć czymś umysł. Przynajmniej czas w drodze mogła poświęcić na naukę do zbliżającej się sesji letniej. Planowała zdać wszystko podczas zerówek, tym samym zapewniając sobie dłuższe wakacje po pierwszym roku studiów. Choć marketing nie był może zbytnio wymagającym i wyspecjalizowanym kierunkiem, to po maturze nie czuła żadnego konkretnego powołania, zupełnie inaczej niż Dominik, który od lat wiedział, że pójdzie na fizykę. Kiedy więc on zakuwał do sesji, nie śpiąc po nocach, Lena jednorazowo przeglądała podręczniki i zdawała egzaminy na piątki, lub w gorszym wypadku na czwórki. Podziwiała jego determinację. Po liceum miała serdecznie dość nauki i już nie potrafiła się w nią angażować tak jak kiedyś.
Do zarezerwowanego apartamentu dotarli chwilę po jedenastej, a w południe wsiadali już do vana przewodnika. Mimo piekącego słońca mieli przykazane zabrać ze sobą długie spodnie dla ochrony - Dominik zaplanował na ten dzień wspinaczkę na dwie skały i czołganie się po niskich tunelach jakiejś znanej w okolicy jaskini. Lena stwierdziła, że odpuści sobie te wątpliwe przyjemności, w tym chodzenie w długich spodniach, i pójdzie z nimi tylko dla towarzystwa, bez zamiaru wspinania, pełzania i bezsensownego męczenia się. W przeciwieństwie do brata nie szalała nigdy za brudzeniem się dla zabawy. Założyła więc białą tunikę z krótkimi rękawkami i czarne skórzane espadryle. Nie miała zamiaru ruszyć się ani metr nad ziemię, ani metr pod nią.
- Zobacz, Lena, nawet Ewka, która średnio przez pół roku paraduje w szortach, zabrała długie spodnie i normalne buty - lamentował poirytowany Dominik, wskazując na śnieżnobiałe adidasy swojej dumnej z siebie dziewczyny. - Czemu ty zawsze musisz po swojemu?
- Domin, jest dwadzieścia pięć stopni, ugotuję się w dżinsach! Poza tym nie mam zamiaru wspinać się ani czołgać z wami. Idę na zwykły długi spacer. Zamierzam się zrelaksować, a nie męczyć - uśmiechnęła się uspokajająco, ignorując irytację brata.
- Spokojnie, dzieciaki, mam na pace dwa uniwersalne kombinezony na takie okazje. Panna może zostać w sukience, a jeśli zechce się wspinać lub wejść do jaskini, po prostu założy kombinezon - wtrącił przewodnik, zanim Dominik zdążył odpowiedzieć.
Maks, bo tak miał na imię blond wspinacz, był niewiele starszy od Dominika, ale widać było, że swoje wie i zna się na tym, co oferuje turystom, spragnionym bardziej ekstremalnych wrażeń. Opowiedział grupie trochę o Szlaku Orlich Gniazd, o historii okolicy, skałkach, jaskiniach oraz o samej wspinaczce. Lena niestety nie słuchała go prawie wcale; była zajęta esemesowaniem z mamą, która właśnie skończyła malować tryptyk obrazów dla klienta i prosiła córkę o ocenę dzieł. Lena była zachwycona, mimo że nie był to do końca styl jej mamy. Obrazy były niepokojące i agresywne, a Julia Rajska znana była raczej z twórczości, która uspokajała i relaksowała każdego, kto na nią spojrzał. Dziewczyna natychmiast spytała rodzicielkę, skąd taka zmiana klimatu, na co ta odpisała, że od jakiegoś czasu czuje, jakby coś dziwnego wisiało w powietrzu - niepokój, coś nagłego i nieodwracalnego. Po chwili napisała też, że mają na siebie uważać razem z Dominikiem, ponieważ to dziwne przeczucie ostatnio się nasiliło. Lena odpowiedziała jej natychmiast, żeby nie dramatyzowała, bo jest z nimi doświadczony przewodnik, a lokalne skały zdobywają nawet dziesięciolatki, bez problemu pokonujące również tutejsze jaskinie. W odpowiedzi dostała tylko serduszko.
Czasem Lena zastanawiała się, jak to możliwe, że ich emocjonalna i wrażliwa mama tak dobrze poradziła sobie ze zdradą męża i rozwodem. Owszem, przez kilka miesięcy było jej ciężko, ale nie obarczała tym Leny i Dominika, nie okazywała tego, że cierpi. Nie minęło pół roku, a zachowywała się, jakby nic się nie stało. Zaczęła nawet chodzić na randki, ale twardo utrzymywała, że robi to tylko dla zabawy i zabicia czasu. Chyba tylko dzięki absolutnej i szczerej pasji do swojej pracy udało jej się przetrwać rozstanie z taką klasą i gracją. Najwyraźniej najszczęśliwsze związki tworzyła ze swoimi obrazami, a nie z mężczyznami. Zresztą Dominikowi i Lenie już od jakiegoś czasu wydawało się, że tata najchętniej wróciłby do byłej żony, gdyby ta tylko wykazała odrobinę chęci. Życie bywa przewrotne. Parę lat temu ich ojciec zagapił się trochę za długo na sekretarkę w swojej kancelarii, dał się jej omotać, a potem okazało się, że zupełnie nie było warto. Teraz szukał byle okazji, aby wpadać do domu Julii, i wymyślał kolejne superważne powody do spotykania się w celu "wspólnego rozwiązywania problemów dzieci". Mama to widziała, bawiło ją to i na tym kończyły się jej emocje związane z byłym mężem.
Pierwszym punktem ich kilkudniowego wyjazdu była wspinaczka. Schowana pośród lasu ruda skała z dołu nie wyglądała zbyt wymagająco, ale Ewa z Izą wpadły w histerię, gdy znalazły się na samej górze. Mimo kilku lin, które je zabezpieczały, nie chciały zejść na dół, odbijając się stopami od kamiennej ściany. Podobno człowieka ogarnia wtedy wrażenie, jakby odchylając się w tył, miał zrobić fikołka i spaść głową do dołu. To był właśnie jeden z głównych powodów, dla których Lena postanowiła nie próbować tego typu rozrywek. Lęk wysokości wydawał się śmieszny, ale tylko kiedy było się na dole. Skończyło się na tym, że panowie trzymający liny spuścili wiszące jak na wędkach bezwładne dziewczyny ku ziemi, śmiejąc się z nich i pogłębiając ich upokorzenie.
- Luz, dziewczyny, nie musicie wspinać się w kolejnym punkcie. Za to gwarantuję wam, że jaskinia będzie dużo łatwiejsza i przyjemniejsza - pocieszał je Maks, gdy obie, czerwone z nerwów i wstydu, znalazły się już na dole.
Kiedy zarzucały swoich chłopaków pretensjami, Lena leżała w cieniu, na trawie, u stóp skały i patrzyła na czyste niebo przez pryzmat liści pochylających się nad nią drzew. Czuła kojący zapach wiosny tak ciepłej, że łatwo było ją pomylić z latem. Gałęzie falowały na lekkim wietrze, snując cichą melodię, która uspakajała ją bardziej, niż mogła się spodziewać. Musiała na chwilę odpłynąć, podczas gdy reszta ekipy kilkanaście metrów dalej urządzała sobie piknik z kanapek i przekąsek. Lena nie miała pojęcia, ile minęło czasu, gdy ze snu wybił ją podekscytowany głos Tomka.
- Wstawaj, piękna, bo nie załapiesz się na lunch!
Kiedy otworzyła oczy, zobaczyła nad sobą brązowe tęczówki chłopaka. Jego uśmiechnięta, okolona ciemnymi włosami twarz wisiała nad nią niebezpiecznie nisko. Lena zerwała się bokiem do pozycji siedzącej i otrzepując trawę z sukienki, podniosła się, żeby jak najszybciej przerwać niezręczny moment.
- Jasne, dzięki. - Odwróciła się w kierunku grupy, gdy poczuła jego dłoń na swoim ramieniu.
- Lenka, poczekaj, pogadajmy. - Pociągnął ją łagodnie w swoją stronę, a ona wzdrygnęła się na dźwięk zdrobnienia, którego użył. - Robię coś nie tak? - zapytał, wlepiając w nią wielkie oczy. Był uroczy, to prawda. Tylko, że "uroczy" nie było określeniem, którego chciałaby używać w odniesieniu do swojego chłopaka.
- Nie - uśmiechnęła się nerwowo. - Wszystko robisz okej. - Nie miała pojęcia, jaki wymyślony powód jej niedostępności byłby dla niego znośny i by go nie zranił.
- Więc o co chodzi? Potrzebujesz więcej czasu? - zapytał tonem, którego nie była w stanie rozszyfrować. Poczuła się nagle lekko osaczona, ale wiedziała, że od tej rozmowy nie ucieknie.
- Tomek... chyba po prostu nie jestem jeszcze gotowa na coś poważnego. - Starała się odpowiedzieć łagodnie, ale jednocześnie wcale się nie spodziewała, że on odbierze to dobrze. Już zbyt długo i zbyt otwarcie okazywał jej swoje zainteresowanie, żeby teraz pokornie pogodzić się z porażką.
Po krótkiej chwili Lena zaczęła odchodzić w kierunku pikniku, chcąc uniknąć dalszej niezręcznej dyskusji. On jednak nie dawał za wygraną. Ponownie poczuła jego rękę na swoim ramieniu i natychmiast odwróciła się w niemym zdumieniu. Nie podobało jej się to, że pozwala sobie na tak stanowcze gesty.
- A jest w ogóle szansa, że kiedyś będziesz gotowa? Jeśli nie, to powiedz mi to wprost - wyrzucił z siebie, wyraźnie poirytowany. Mimo upalnego dnia Lena przysięgłaby, że powiało chłodem.
- Niczego ci nie obiecywałam i nie obiecam. Mówiłam ci to już wiele razy... - Zawahała się. - Ale... nie przepadam za... presją. - W jej pozornie spokojnym tonie wyczuwalne było jawne ostrzeżenie. Zdecydowanym ruchem wyciągnęła swoje ramię spod jego dłoni.
- Lena, latam za tobą od dwóch miesięcy, staję na głowie, żebyś na mnie spojrzała, a ty i tak zawsze patrzysz w innym kierunku. Ewka ma rację, ty jesteś jeszcze niedojrzała i nie potrafisz się w nic zaangażować. - W jego wzroku widać było wyraźne pretensje. - Twoja otwartość kończy się na płytkich przyjaźniach ze wszystkimi dookoła, ale dobrego chłopaka nie widzisz nawet, kiedy tańczy przed twoim nosem - prychnął i odszedł szybkim krokiem w stronę reszty grupy.
Lena stała jak wryta, zastanawiając się, skąd u niego taki dramatyzm. Nie znała go takiego, nie wiedziała, jak powinna interpretować ten wybuch. I przede wszystkim nie spodziewała się tego po Tomku, który sprawiał wrażenie człowieka pogodnego i unikającego konfrontacji, zbywającego problemy i ciężkie tematy. Czuła mieszankę lekkiego oburzenia i niesmaku, a cała sytuacja odsunęła ją jeszcze dalej od ewentualności związania się z nim w jakikolwiek sposób. Zazwyczaj Lena unikała konfliktów, omijała napięcia i nieprzyjemne sytuacje. Jednak nawet najmniejszy piesek zapędzony w róg zaczyna warczeć. I taka też była Lena. Chwilę jej zajęło, nim otrząsnęła się z transu wywołanego wybuchem chłopaka. Była nim zawiedziona. Może to trochę nie w porządku z jej strony, skoro to ona go odrzuciła, ale tak się czuła.
Gdy dołączyła do grupy, wszyscy właśnie skończyli jeść, a to, co zostało, Jędrek spakował już do swojego plecaka. Nie chciało jej się prosić go o ponowne wypakowanie jedzenia; za bardzo lubił narzekać. Świetnie. Teraz będę głodna do następnego przystanku. Piechotą była to kolejna godzina marszu, którą Dominik wykorzystał, by wyjątkowo oddzielić się od swojej drugiej połówki i dołączyć do Leny na końcu karawany. Zamierzał przesłuchać siostrę w sprawie sytuacji z udziałem Tomka, którą - jak się okazało - bacznie obserwował z oddali.
- Co to było, mała? - zapytał spokojnie, patrząc przed siebie i dopasowując swój krok do jej tempa.
- Tomek stwierdził, że jak wywrze na mnie presję, to na pewno padnę mu do stóp - odpowiedziała sarkastycznie, wzdychając głęboko.
- Facet się stara, daj mu trochę nadziei - zaśmiał się beztrosko.
- Po co mam to robić? I tak nic z tego nie będzie. - Zirytowana zatrzymała się i spojrzała na brata, marszcząc brwi.
Dominik odwrócił w jej stronę piegowatą twarz i przeczesał dłonią marchewkowe włosy.
- Do teraz nie powiedziałaś mu stanowczego "nie" - odparł, unosząc brwi na znak dezaprobaty.
- Do teraz to on nie zadał wprost żadnego konkretnego pytania - prychnęła.
- Ale w sumie to o co ci chodzi, Lena? Przecież to jest równy gość, ten Tomek. Może daj sobie szansę go lepiej poznać. - Dominik wzruszył ramionami.
- Nie ma potrzeby, tylko zrobi sobie nadzieje i wyjdzie z tego jeszcze większy problem, a ja wiem, że z nas nic nie będzie - odparła z rezygnacją w głosie.
- Lena, a nie przyszło ci do głowy, że ty może celowo odpychasz każdego chłopaka, który zwróci na ciebie uwagę? Połowa moich kolegów do ciebie wzdychała. Kiedy któryś odważył się odezwać, od razu uciekałaś. Nigdy nie dałaś nikomu szansy - powiedział, kładąc ręce na ramionach siostry i uśmiechnął się ciepło, jakby coś go rozczuliło.
- Nikt mi się nie spodobał ani mnie nie zainteresował. - Nie bardzo wiedziała, czemu właściwie się tłumaczy. - Czy wiesz, że Ewka opowiada, że jestem niedojrzała i potrafię się angażować co najwyżej w przyjaźnie? - zapytała bojowo, krzyżując ręce na piersiach.
- Na pewno nie powiedziała tego w taki sposób. Jeśli już, to z troski...
- Gdzie tu niby jest troska? - zapytała z wyrzutem. - Zrobiła ze mnie jakiegoś dzikusa, który nie rozumie podstawowych uczuć - dokończyła z frustracją, zerkając, czy reszta grupy z przodu nie słyszy, o czym rozmawiają.
- Lena, ludzie tak gadają, bo masz dziewiętnaście lat, a nigdy nie miałaś chłopaka, ba, nawet bliższego kolegi. Martwią się o ciebie - odpowiedział łagodnie, zabierając dłonie z jej barków.
- Co? To nie tylko Ewa, ale teraz i "ludzie" tak gadają? - parsknęła z niedowierzaniem, goniąc spojrzeniem uciekający wzrok brata. - Domin, ja mam, no właśnie, dziewiętnaście lat. Nie trzydzieści dziewięć. Nie mów, że boisz się, że zostanę starą panną. Ty od lat nie przeżyłeś tygodnia jako singiel, ale to nie znaczy, że ja też tak muszę. Ja po prostu nie chcę takiej... zwykłej, nijakiej relacji z rozsądku tylko po to, żeby była - odparła twardo i nieprzyjemnie, spoglądając na oddalającą się grupę.
Dominik nie odpowiadał, ale czuła jego spojrzenie na sobie. Zrozumiał aluzję do jego związku z Ewą, miał pełną świadomość, że według Leny jest z nią z braku innych opcji. Po chwili ciszy, gdy odgłosy ich towarzyszy znacznie się oddaliły, przyciągnął siostrę do siebie i objął, niezbyt delikatnie wciskając jej głowę w swoją klatkę piersiową. Momentalnie frustracja zaczęła z niej wyparowywać. Zapach spranej koszulki Dominika zmieszany z wodą kolońską Fierce był czymś, co zawsze uspokajało Lenę. Była to woń wspólnych poranków przy przesłodzonej herbacie. Utworów Led Zeppelin i Metalliki grywanych wieczorami na gitarze za przymkniętymi drzwiami jego pokoju. Zapach spokoju, bezpieczeństwa i domu. Gdy Dominik już naładował ją dobrą energią, wyswobodziła się z jego żelaznych objęć, a on odezwał się ostrożnie.
- Ja myślę, że ty nie chcesz nikogo do siebie dopuścić przez to, że ojciec nas zostawił. Nie chcesz nikomu zaufać - powiedział pozornie luźno, starając się zminimalizować napięcie, które ten temat zawsze generuje.
- Ale przecież tata jest w naszym życiu, Domin. Mamy z nim normalny kontakt, chociaż nie jest ojcem na medal - zaoponowała.
- Co z tego, że jest w naszym życiu. To, że odszedł z dnia na dzień, zrobiło swoje. Teraz boisz się, że każdy facet zrobi to samo - odpowiedział tak pewnie, jakby był profesjonalnym psychoanalitykiem.
Lena przez chwilę milczała, analizując jego teorię, która nawet jeśli posiadała w sobie ziarno prawdy, nie pasowała jej i nie wystarczała. W tej kwestii się ze sobą nie zgadzali. Dominik był od niej starszy i kiedy ojciec miał romans, więcej rozumiał i więcej zapamiętał, przez co dziś ma do niego zdecydowanie więcej żalu i pretensji niż Lena. Ona miała w tamtym czasie dwanaście lat i znacznie mniejszy dostęp do informacji o przebiegu rozwodu rodziców. Szczerze nie uważała, że jej chłodny stosunek do ludzi - a przede wszystkim do chłopaków - spowodowany jest nagłym odejściem ojca. Wierzyła, że taka po prostu jest, że taka się urodziła. Nieufna i zdystansowana. Jej brat miał jednak swoją teorię, według której to Stefan Rajski jest tego głównym powodem.
- Jeśli nawet masz rację, nie zmienia to faktu, że mam do tego prawo - upierała się.
- Ale może warto się w końcu przełamać i kogoś do siebie dopuścić?
- Domin, jestem zwyczajnie ostrożna i po prostu jeszcze nie spotkałam nikogo wystarczająco ciekawego, żeby chcieć się zaangażować. To tyle. - Zmusiła się do uśmiechu, chcąc zakończyć te ciężkie tematy. Przez tę dyskusję zgromadziła się nad nimi chmura nieprzyjemnych wspomnień wywołujących melancholię, a to nie było ani miejsce, ani czas na tego typu rozmowy. Dominik najwyraźniej podzielał jej zdanie.
- Powiedz tylko słowo, a pogonię Tomka tak skutecznie, że więcej na ciebie nie spojrzy - zaoferował, szczerząc białe zęby. - Ale upał! Chodź, musimy ich dogonić, bo wyjedzą nam wszystkie kanapki - zakończył wątek ostrym cięciem i pociągnął siostrę za rękę w stronę reszty ekipy.
Lena szła obok Dominika z przyklejonym uśmiechem, trawiąc to, co powiedział. Może on ma rację? Może za dużo wymagam i powinnam dać Tomkowi szansę, poczekać, aż coś się między nami rozwinie? Wszystkie koleżanki w jej wieku miały za sobą już przynajmniej jeden związek, przynajmniej jednego chłopaka. To fakt, Lena blokowała każdego, kto wydawał się nią zainteresowany, nie dając mu szansy na bliższe poznanie. Jednak prawda była taka, że nigdy dotąd patrząc na płeć przeciwną, nie poczuła żadnej iskry, przyspieszonego bicia serca, ani grama zaciekawienia. Zawsze była tylko pustka, mimo że wielokrotnie naprawdę starała się spojrzeć na kogoś, kogokolwiek, w romantyczny sposób. Sama nie wiedziała, o co jej chodzi i z czego wynika jej brak zainteresowania miłostkami, randkami i całą tą ekscytacją, która się z nimi wiąże. Do pewnego momentu miała wrażenie, że czeka na jakieś wielkie, porywające uczucie rodem z literatury pięknej. Na piorun, który strzeli ją z nieba i rzuci na kolana. Z czasem jednak zaczęło jej się to wydawać coraz bardziej nierealne i odległe. W końcu doszła do wniosku, że ona po prostu nie nadaje się do romantycznych relacji, a bez sensu jest wiązać się na siłę. W obecnej sytuacji martwiło ją tylko to, że Dominik się o nią niepokoi. Był jedynym mężczyzną w jej życiu, na którego opinii i zainteresowaniu jej zależało. Poza nim nie ufała żadnemu facetowi. W tej kwestii jej brat miał akurat rację.
Pod presją Ewy i Izy ekipa zdecydowała, że rezygnuje z kolejnej wspinaczki, i skierowała się prosto do jaskini. Droga przez rzadki las zajęła im kolejną godzinę, aż znaleźli się przed szerokim i wysokim wejściem otwierającym się przed nimi w rudawej skalnej ścianie. Przystanek był zagospodarowany całkiem komfortowo, miał dużo wydzielonego miejsca dla turystów, a w pobliżu stały ławki i stoliki pod drewnianymi zadaszeniami. Przy jednym ze stołów kilka osób ze swoim przewodnikiem robiło sobie właśnie piknik, a nieopodal biegały jakieś dzieciaki. Lena spoglądała to na wejście do jaskini, to na strefę wypoczynkową, nie mogąc się zdecydować, który wybór będzie lepszy. Ciężko jej było uwierzyć, że choć jest dopiero koniec kwietnia, to pot skleja jej włosy na czole. Coraz bardziej kusiła ją wizja ulgi, którą przyniósłby chłód jaskini.
Wspinacz Maks zebrał wszystkich przed sobą i zaczął swoją pogadankę o tym, jak trzeba się zachowywać i czego nie wolno robić w środku.
- Słuchajcie, ta jaskinia to rozgrzewka przed jutrem, jest stosunkowo łatwa do przejścia. Mają tu wstęp już dzieci od dziesiątego roku życia, ale trzeba cały czas uważać na głowę i pająki. Korytarz ma około pięćdziesięciu metrów długości. Przez całą drogę się czołgacie, bo sklepienie jest na wysokości około sześćdziesięciu centymetrów, aż do wyjścia na powierzchnię. Na końcu zobaczycie światło; jest tam mały otwór wyjściowy i linka z uchwytami - gadał tak szybko, że ciężko im było notować w pamięci wszystkie informacje. - W środku nie da się wstać ani kucnąć. Żeby wyjść na zewnątrz, będziecie się musieli podciągnąć na wspomnianej lince do pionu, pod kątem dziewięćdziesięciu stopni. To nie jest ciężkie, poradzicie sobie. - Wyszczerzył się do nich szeroko, gdy krzywili się na myśl o tej mało komfortowej aktywności. - Od wyjścia z jaskini mamy już prostą drogę na parking, w dół zbocza przez las - zakończył pierwszą część wyuczonej na pamięć instrukcji, rozdając im po kolei kaski z przymocowanymi latarkami i ochraniacze na ręce. Lena związała wilgotne od potu włosy w luźny kok z tyłu głowy i po chwili wahania wyciągnęła dłoń po kask.
- Aha, czyli do jaskini jednak chcesz wejść? - zapytał Maks z przekąsem, podając jej nakrycie głowy.
- Stwierdziłam, że będzie tam na pewno chłodniej niż tutaj - odpowiedziała z niepewnym uśmiechem, wachlując się dłonią, na co Maks się roześmiał.
- Jędrek pytał mnie wcześniej o ciekawostki związane z regionem i jego atrakcjami. - Uniósł kilka razy brwi. - Otóż w ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat w okolicach tej jaskini zaginęło dziewiętnaście osób. To bardzo dziwne, bo sama jaskinia ma tylko jeden główny korytarz i dwa boczne tunele, które po dziesięciu metrach zbiegają się z główną arterią. Były poszukiwania - zarówno w środku, jak i w okolicach - ale zaginionych nigdy nie odnaleziono - mówił to tak spokojnie i bez wyrazu, jakby opowiadał o swoim śniadaniu. - Sami zaraz zobaczycie, że tu nie ma gdzie zaginąć. Możecie spokojnie czołgać się środkiem lub jednym z bocznych przejść. Każda droga jest bezpieczna, a wyjście jest tylko jedno, tak samo jak wejście - skwitował pewny siebie, spoglądając na grupę z kolejnym szerokim uśmiechem, jakby sprawdzał, czy historyjka o znikających ludziach nie odwiodła ich od pomysłu zwiedzania chłodnych korytarzy. Lena zakładała, że takie niewyjaśnione, ekscytujące wydarzenia wręcz jeszcze bardziej przyciągają tu lubiących dreszczyk emocji turystów.
- Ale co się stało z tymi ludźmi? Jak mogli się tak po prostu zapaść pod ziemię? - zapytała Iza z czystym przerażeniem w głosie, zerkając na Ewkę, jakby oczekiwała od niej wsparcia.
- Nie mam na to odpowiedzi. - Przewodnik rozłożył ręce. - Wydaje mi się, że ktoś kiedyś faktycznie mógł się zgubić w tej okolicy po wyjściu z jaskini i został uznany za zaginionego. Reszta być może po prostu użyła tego miejsca i tej historyjki, żeby zwiać i zacząć nowe życie. Kto wie? - odpowiedział znudzonym głosem Maks, zerkając na zegarek. - Dobra, mili państwo. Idziemy do środka. Za mną! Jakby coś się działo, nie panikujcie i dajcie znać, zrozumiano? Lena, łap kombinezon. Inaczej nie pozwolę ci wejść do środka. - Maks rzucił jej w ręce szary jednoczęściowy strój, który cały był w neonowych odblaskach i śmierdział wilgocią. Swoje polecenia wydał bardzo zasadniczo, ale na koniec uśmiechnął się szeroko, przelatując wzrokiem po twarzy każdego z nich.
Zszedł do groty jako pierwszy, pokazując, gdzie i jak trzymać się ścian. Lena postanowiła, że najbezpieczniej będzie, jeśli pójdzie ostatnia. Jestem najdrobniejsza, więc na pewno się nie zaklinuję, a w ten sposób nikogo nie spowolnię. W grocie wszyscy włączyli latarki, bo z każdym krokiem robiło się coraz ciemniej, a po dotarciu do niewielkiego otworu na przeciwległej do wejścia ścianie zdjęli plecaki i postawili je na ziemi. Maks jeszcze raz przypomniał zasady i instrukcje, po czym oznajmił, że będzie czołgał się jako ostatni, tuż za Leną, aby pilnować grupy. Tomek przewrócił na to oczami. Za niezadowolonym Tomkiem kolejno kładli się na brzuch i wczołgiwali do korytarza zestresowana Ewka i uspokajający ją Dominik, a po nich zestresowana Iza i uspokajający ją Jędrek. Zostali tylko Lena i Maks.
Lena kucnęła przed tunelem, aby położyć się na brzuchu, po czym zastygła, zastanawiając się, po jaką cholerę w ogóle wchodzi do środka, skoro wybitnie nie lubi takich rozrywek. Pokręciła nosem, wzięła kilka głębokich wdechów, żeby odzyskać zen, i przemogła się, by ruszyć za grupą. Zaczęła się czołgać, słysząc za sobą Maksa. W korytarzu było ciemno jak w pierwszym kręgu piekielnym, a Lena czuła się osaczona przez pająki, których nawet nie widziała. Po kilku metrach od utrzymywania głowy w nienaturalnej pozycji rozbolał ją kark i nie odnajdywała nic fajnego ani ciekawego w tym doświadczeniu. Przynajmniej Dominik nie będzie mi wyrzucał, że nie spróbowałam. Czołgała się dalej przed siebie, aż dotarła do rozwidlenia. Prawa odnoga jaskini wydawała się dużo bardziej przestronna niż ta, którą obecnie przemierzała.
- Maks, mogę iść prawym tunelem? Jest szerszy, będzie mi wygodniej - wysapała, próbując spojrzeć za siebie.
- Jasne! Poczekam na ciebie tam, gdzie korytarze się zbiegają. Spokojnie, już połowa jaskini za tobą. Jakby coś się działo, krzycz! - odpowiedziało jej echo głosu Maksa.
Skręciła w boczny korytarz, słysząc, jak przewodnik przeciska się środkową trasą. Na chwilę rozprostowała zmęczone od zginania ramiona i kolejny raz wzięła parę głębokich, uspokajających oddechów. Gdy tylko ruszyła przed siebie, poczuła, że gwałtownie robi jej się słabo. Zamroczyło ją i na moment wręcz zabrakło jej tchu, jakby coś ciężkiego nacisnęło jej na klatkę piersiową. Zatrzymała się, aby się uspokoić, ale dziwne uczucie lekkiej głowy i dezorientacji nie mijało. Czyżby klaustrofobia? Odepchnęła od siebie tę myśl, podejrzewając, że po prostu zabrakło jej świeżego powietrza. Nie mogła panikować. Musiała tylko na chwilę przystopować i złapać oddech. Minęło parę sekund, ale uczucie się nasilało, na dodatek zaczęła czuć przeszywający chłód, jakby w korytarzu powstał nagle lodowaty przeciąg. Jej ciało zadrżało, starając się rozgrzać gwałtownie sztywniejące tkanki. Gdy Lena wypuściła powietrze z ust, przysięgłaby, że dostrzega parę. Zupełnie jak na ostrym mrozie. Zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc, na co patrzy. Musiało mi się przewidzieć. To brak świeżego tlenu, lekka klaustrofobia i różnica temperatur. Zaraz będzie mi lepiej. Wzięła się w garść i po kilkunastu sekundach z trudem zaczęła pełznąć dalej. Jej ciało wydawało się jej nienaturalnie ciężkie. Dotarła do zbiegu korytarzy, o którym przed chwilą rozmawiali, ale Maksa nie było nigdzie widać ani słychać. Zatrzymała się więc i czekała. Przynajmniej zrobiło jej się trochę cieplej. Odczekała kilka dłużących się chwil przy rozwidleniu, ale przewodnik w dalszym ciągu się nie pojawiał. Widocznie poszedł jednak przodem. Pomyślała, że pewnie jest już dobry kawałek przed nią, a może nawet i na zewnątrz. Coraz mniej kręciło jej się w głowie, gdy wczołgiwała się do głównego korytarza i pełzała przed siebie, aż zaczęła widzieć światło. Widok promieni słońca ucieszył ją niesamowicie. Niepotrzebna udręka, jaką ewidentnie była ta przeprawa przez jaskinię, miała się zaraz skończyć. Z ulgą krzyknęła: "Zaraz będę!" w stronę rozświetlonej dziury, ale nikt jej nie odpowiedział. Musieli odejść kawałek od jaskini. Jędrek pewnie pali papierosa, a reszta rozkłada kolejny piknik. Gdy znalazła się przy samym wyjściu, stwierdziła, że coś jej tu nie pasuje. Nie wyglądało tak, jak je sobie wyobrażała na podstawie objaśnień Maksa. Przede wszystkim nigdzie nie było żadnej liny, a i sam kształt tunelu nie wymagał podciągania się. Korytarz po prostu coraz bardziej rozszerzał się na boki i w górę, aż w końcu Lena była w stanie wstać na równe nogi i wyjść na zewnątrz.
Tylko że tam nikogo nie było.
* * *
koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji