Za Czarnym Aniołem. Powieść fantastyki naukowej - Adam Berger

Kup ebooka

29.45 zł

-
Proszę czekać

Rozdział 2 Tajemnicza Przesyłka Z

Przyszłości

Obrzeża Los Angeles Sany Zjednoczone rok 2025.

Zgrzyt, świst, błysk. Po kilku błyskach, świstach,

urzeczywistniła się skrzynia, niedaleko dużego białego domu,

spadając z wysokości około trzech metrów, odbijając się od

płotu i tocząc się w stronę bramy wjazdowej, ażeby uderzyć w

nią i zatrzymać się, lekko trzęsąc się przez chwilę. Skrzynia

miała wymiary 20 cm x 30 cm i wykonano ją z lekkiego

tworzywa sztucznego, jeszcze parująca z herbem na samej

górze organizacji LondonPiur. Tej samej, do której należał

Alex Rosenberger.

Zauważyli to dwaj przechodzący tamtędy ludzie, pracujący

dla gangu Czarnych Aniołów. Ich znakiem rozpoznawczym,

był wytatuowany czarny anioł na prawej piersi z pół

otwartymi skrzydłami, z wyrazem twarzy ukazujący

odczuwany ból.

Czarny Anioł symbolizował wieczne cierpienie dla

przeciwników gangu, był ich patronem i opiekunem, mieli dla

niego wielki szacunek. Można powiedzieć, że był to Patron

nowych czasów, który zamiast nastawiać policzek, kazał

wymierzać sprawiedliwość przeciwnikom.

Organizacja zajmował się dbaniem o zamożniejszych

mieszkańców Los Angeles, tak ażeby mieli w okolicy

zapewnioną najlepszą opiekę, obsługę i co tylko chcieli.

W razie jakichś problemów Elity kontaktowały się z

podległym opiekunem i skarżyli się na niedogodności, które

spotkały ich podczas codziennego dnia.

Zgłaszali

przeróżne

sprawy,

od

niewłaściwego

potraktowania podczas zakupów, po zablokowane miejsce

7

parkingowe gdzie zawsze stawiał samochód dany VIP.

Informowali także o bardziej istotnych sprawach jak na

przykład, źle wykonanym zabieg u kosmetyczki, albo o długim

terminie oczekiwania wizyty u lekarza.

Czarne Anioły raz-dwa radzili sobie z takimi problemami,

mieli swoich ludzi pozatrudnianych w prawie wszystkich tych

miejscach, a część pracowała także u samych cele brytów, od

ochrony po sprzątaczki. Wszyscy znali swoje miejsce w

szeregu, razem z zamożnymi.

Zatrudniani byli tylko nieliczni, o wysokich kwalifikacjach i

bardzo oddani sprawie. Nikt się nie wychylał, wszyscy robili

swoje. Kary stosowane przez Czarne Anioły były różne, od

drobnych upomnień, po śmierć w najcięższych przypadkach,

włącznie z Elitą. Dla nich jednak zbierało się konsorcjum,

które rozstrzygało spór.

Wszystko starannie zaplanowane, gwiazdy płaciły, żeby im

się lekko żyło, a Czarne Anioły im to ułatwiały. Jeżeli któryś z

zamożnych nie chciał płacić, to go starannie upominali. Takie

upomnienia odbywały się przeważnie przez złą obsługę w

sklepie, źle wykonaną usługę Manicure, zajmowanie miejsc

parkingowych przed VIP-ami, nasyłaniem paparazzi wszędzie

gdzie się ruszyli i robienie nieodpowiednich zdjęć. Brak

miejsca w odwiedzanych lokalach (robili sztuczny tłok), tak

żeby sławny gość nie mógł zjeść kolacji. Zajeżdżali drogę

podczas prowadzenia samochodu, obrażali ich w Internecie.

Po jednym dniu przeważnie mieli dość i płacili za ochronę,

wtedy wszystko się zmieniało, byli traktowani jak bogowie,

pełna opieka, zawsze wolny stolik w ulubionej restauracji,

wolne miejsce parkingowe, idealnie wykonane zabiegi i co

tylko chcieli. Cynk dostawali pracownicy, jak mają traktować

danego VIP-a. Decyzje były podejmowane na górze w

zależności od obecnej współpracy z zamożnymi.

Wszystko to sprawiało, że chętnie płacili za takie usługi, a

gang rozrastał się w siłę, stawał się niebezpieczny i zagrażał

8

strukturom państwa, mieli w niektórych sprawach realny

wpływ na decyzje na szczeblu Państwowym. Wywierali nacisk

na niektóre decyzje władz, które chcieli wprowadzić w życie.

Jednymi ze współpracowników Czarnych Aniołów byli

Archi i Merik. Archi trochę bardziej zorganizowany, miał

lekką skłonność do rządzenia i wydawania rozkazów.

Szpakowaty, nos dość duży, fryzura zaczesywana na bok z

długą grzywką, tył wygolony, sylwetka wysportowana i dość

mocno umięśniona. W początkowych latach swojego życia

trenował MMA, zakończył jednak uprawianie tego sportu z

powodu kontuzji barku.

Drugi to Merik, raczej typ poddańczy, wykonywał polecenia

Archiego, sylwetka wysportowana, włosy postawione do góry,

krótko ścięte, zafarbowane na blond z pasemkami perłowymi

na czubku głowy, trenował kulturystykę i dalej dźwiga ciężary

w wolnych chwilach. Razem pracowali w Haus Barze, Archi

nadzorował pracę, przez co miał bardzo duży wpływ na

Merika, a ponadto bardzo dobrze się dogadywali i dość często

razem ze sobą przebywali, nawet po pracy. Chodzili razem na

siłownię, urządzali wspólne wypady poza miasto, byli dobrymi

kumplami i właśnie wybrali się na nocny obchód swojego

terenu. Przechodząc obok dużego domu, nagle zauważyli coś

na drodze swojej przechadzki.

- Merik widzisz to, co to? - Zapytał Archi.

- Widzę, skąd mam wiedzieć, sprawdźmy! - Podeszli do

skrzyni i zaczęli oglądać ją z każdej strony, Archi dotknął jej,

próbując dostać się do środka, potrząsł, ale nie potrafił

otworzyć.

- Zabierzmy ją do Haus Baru na zaplecze, tam

sprawdzimy, co jest w środku! - Poinformował Merik.

- Ok. - Po chwili byli już na zapleczu Haus Baru, lokal

znajdował się niedaleko. Był ich punktem spotkań z innymi

członkami gangu, służył również rozrywce, ale także

9

wymieniali się kontaktami między sobą. Zbliżała się godzina

12 10 w nocy, kiedy zaczęli otwierać znalezisko.

- Archi jak to otworzymy?

- Nie panikuj, przynieś lepiej skrzynkę z narzędziami, stoi

na czwartej półce z lewej. - Merik posłusznie poszedł po

skrzynkę z narzędziami.

- Masz i co teraz? - Stawiając, przysunął narzędzia

szybkim ruchem ku Archiemu.

- Teraz to ja to rozpierdolę młotkiem. - Poirytowany

Archi, bierze młotek i zaczyna tłuc w skrzynię. Trach, jeb, łub,

słychać uderzenia młotka, a zarazem nie ma odrzutu, podczas

uderzania, tak jakby siła uderzeń była pochłaniana przez

skrzynię.

- I co puściło? - Pyta dociekliwie Merik.

- Zaraz to ciebie puści, nic ani drgnie, kurwa!

- Archi patrz, tam coś odstaje, chyba trzeba nacisnąć. -

Zwraca uwagę Merik.

- Zaraz tam nacisnąć, może jebnąć. - Archi ironizuje ze

złości. Spróbował, nacisnął, nagle skrzynia uchyliła wieczko,

aż w końcu otworzyła się w całości.

W środku znajdował się obiektostrop i list napisany przez

Alexa Rosenbergera.

- Archi pokaż, co to jest!

- Masz, kurwa nie tak zachłannie, zaraz to z tego nic nie

zostanie, a może coś na tym zarobimy, jak nie spierdolisz. -

Archi szybkim wymuszonym ruchem przesuwa skrzynię w

kierunku Merika.

- Archi to jakieś cacko, co to kurwa jest, a i list jakiś masz,

czytaj. - Merik podaje list. Archi czyta list na głos, przesłany

przez Alexa... " Jest rok 2155, wszystko jest inne, niż czym

miało być. Zapewnienia z roku 2027 nie sprawdziły się, a

Szachtańcy zawładnęli Planetę Ziemię... ".

10

- Jakieś brednie kurwa, co go pojebało, jakie Szachtańcy,

jaką Planetę, czy on jest normalny, chyba jakiś świr. Przesuń

się Merik wyciągniemy tę maszynkę, może na niej zarobimy. -

Archi upomina Merika i wyjmuje obiektostrop ze skrzyni.

- Archi, choć zobaczymy, jak to urządzenie wyświetla ten

obraz, co pisał ten gość.

- Jebać gościa, to jakiś świr, słyszałeś, co napisał, nie będę

tych bzdur oglądał, przynajmniej na razie. - Odpowiada

drażliwie Archi, a w międzyczasie ogląda przedmiot i kryje

obiektostrop do skrzyni.

- Archi, a może tam jest wskazówka jak zgarnąć dużo kasy,

zanieśmy to do ludzi Prezydenta. - Zauważa po chwili Merik.

- Ty to chyba jesteś pojebany, myślisz, że oni ci zapłacą, za

co kurwa! Co im powiesz, że masz maszynkę złotą, co

wyświetla jakiś obraz z przyszłości i że masz list od jakiegoś

świra? - Zauważa Archi.

- Choć zobaczymy przynajmniej kawałek i zdecydujemy, co

dalej z tym zrobić, przecież rzeczywistość w tamtych czasach

musi być inna niż teraz! - Merik drąży temat dalej.

- Ty myślisz, że teraz nie idzie podrobić takich rzeczy, teraz

to potrafi każdy dzieciak w szkole, jeden program, drugi i już

wszystko wygląda jak z przyszłości. - Archi ignoruje

przemyślenia, Merika.

- To pokażmy im też tę skrzynię, w której to było. - Merik

dalej próbuje przekonać Archiego.

- Jak mi powiesz, jak zamierzasz im to sprzedać?. -

Zaskakuje Archi pytaniem.

- No..., pójdziemy do prasy i im to sprzedamy. -

Odpowiada po chwili Merik.

- Nie do prasy, myśl intensywniej. - Archi stanowczo się

nie zgadza.

- To może, do profesora Zerchofa, mamy go w garści, niech

sprawdzi tworzywo skrzyni, nie pokazujmy mu zawartości,

11

sami też się przekonamy czy to faktycznie przyszło z

przyszłości i czy coś jest nie tak z tą skrzynią, widziałeś, co się

działo, jak waliłeś młotkiem po niej. Tacy ludzie jak on

potrafią wyłożyć kupę forsy na takie przedmioty, kiedyś

sprzedałem starą drewnianą komodę za 1000 $. - Wymyślił

na poczekaniu Merik.

- Ok., na to mogę pozwolić, masz rację, podczas uderzania

w skrzynię, faktycznie było coś nie tak, młotek nie odbijał przy

normalnych uderzeniach w przedmiot. - Archi przystał na

propozycję Merika. Profesora znali w okolicy prawie wszyscy,

wykładał na uniwersytecie Stanforda, a między czasie

prowadził badania z cząstek elementarnych w laboratorium.

Dla Zerchofa zbadanie pochodzenia tworzywa skrzyni nie

stanowiło problemu. Opłacał także regularnie haracz za

ochronę, więc był idealnym człowiekiem do tego zadania,

znali go doskonale, nie raz byli u niego na pogawędce.

Decyzja zapadła, pojechali do profesora.

Posiadłość była oddalona od Haus Baru o cztery dzielnice,

po chwili dotarli na miejsce. Zajechali pod olbrzymi dom,

wyglądem przypominał dworek z czasów Napoleońskich,

otoczony krótko przyciętym trawnikiem i dwoma dużymi

kolumnami z przodu budynku. Droga wjazdowa sięgała pod

same drzwi wejściowe budynku. Podjechali pod wejście

główne, wysiedli z samochodu i podeszli pod drzwi wejściowe.

Archi zastukał kilka razy do drzwi poprzez elektroniczną

kołatkę. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich wyłoniła się

postać profesora.

Profesor był zadbanym mężczyzną z bujną fryzurą o

różnych odcieniach siwizny. Sylwetka postawna i bardzo

sprawna, codziennie ćwiczył i jeździł na rowerze w czasie

wolnym od zajęć ze studentami.

- Witam Profesora. - Przywitał się grzecznie Archi.

- Archi, co tu robisz, mówiłem, abyś mnie uprzedzał,

zanim tu przyjedziesz, wiesz, że nie życzę sobie tu twojej

12

obecności, pieniądze wpłaciłem. - Odpowiedział poirytowany

profesor.

- Profesorze, ja tu przychodzę w innej sprawie, można

rzec, że w prywatnej. Merik przynieś skrzynię.

- Ok. - Odpowiada Merik i kieruje się w kierunku

samochodu.

- Wie pan..., natrafiliśmy na taką skrzynię i bardzo nas

interesuje jej pochodzenie, gdzie mogła zostać zrobiona i czy

to tworzywo, z którego została zbudowana, jest dzisiaj

ogólnodostępne? Była odporna na uderzenia młotka, z tym że

młotek nie sprężynował podczas uderzania, jakby skrzynia

pochłaniała energię, działającą na nią. Może pan to sprawdzić

dla mnie, będę ogromnie wdzięczny, a i jakiś bonusik dla pana

się znajdzie w Haus Barze, ta Ruda się w panu zabujała, a pan

profesor ją także wzrokiem rozbierał ostatnim razem.

Zorganizuję spotkanie, jak się dogadamy. - Archi wysunął

propozycję nie do odrzucenia dla profesora.

- Nie teraz, żona może słuchać! - Poirytował się profesor i

zarazem zląkł, dobra sprawdzę tę waszą skrzynię. Zanieście to

do garażu, jutro to sprawdzę, takie badania mogą zająć nawet

7 dni, więc uzbroicie się w cierpliwość. - Zawstydzony

profesor, trochę zmieszany przystał na propozycję Archiego.

- Merik gdzieś ty jest? - Zawołał Archi.

- Idę, idę..., nie jest to dwa metry od auta, jak widzisz, a

skrzynia też waży - Odparł podniesionym głosem Merik.

- Dobra nie unoś się, chyba dwa deka, zanieś skrzynię do

garażu pana profesora, sprawa załatwiona. - Zgasił Merika,

Archi.

- Ok.

- Postaw gdzieś przy samochodzie, tak żeby profesor nie

musiał, z tym daleko chodzić. - Skalał się profesorowi Archi.

- Ok.

13

- To do widzenia panie profesorze, za tydzień się odezwę. -

Pożegnał się Archi w ich imieniu i zaczął kierować się w stronę

samochodu.

- Do widzenia.

- Merik idziesz, czy tu nocujesz. - Pogania Merika, Archi.

- Idę, przecież się nie rozdwoję, wkurwia mnie ta twoja

gadka - Wzburzył się Merik.

- Och przestań, sprawa załatwiona. - Zbagatelizował Archi

wzburzenie Merika i razem poszli do samochodu, którym

odjechali w stronę Haus Baru. Minęło siedem dni, profesor

przeprowadził odpowiednie badania i stwierdził, że materiał

ma bardzo ciekawe zastosowania elektro przewodzące,

pochłania energię przyłożoną do materiału skrzyni,

niespotykane w dzisiejszych znanych materiałach, oprócz

keflaru. Tam jednak energia kinetyczna rozchodzi się po całej

powierzchni, a tu jest to po prostu połykane, a znał się na tym,

jak nikt inny, ciągle szukał nowych ciekawych substancji

chemicznych. A tu pacz dar od losu, nowy materiał o

ciekawych właściwościach i to przyniesiony przez Archiego.

Profesor za wszelką cenę chce przytrzymać skrzynię na dalsze

badania, nie wie tylko jak powiedzieć o tym Archiemu.

Wymyślił, że powie o konieczności powtórzenia badania, ze

względu na błędne wyliczenia i pozostawienia jej, na jeszcze

jeden tydzień. W tym zadzwonił Archi.

- I jak profesorze, czy już coś wiadomo z tą naszą

skrzyneczką.

- No ładna mi to skrzyneczka, badania coś mi się nie

zgadzają, jakieś odmienne właściwości dysponuje niby ta

skrzyneczka.

- Tak może być, bo ta..., porozmawiajmy dzisiaj w Haus

Barze o 19 00, Ruda też tam będzie.

- Przyjadę i pogadamy. - Odparł profesor, nie mówiąc o

przeprowadzaniu kolejnych badań, licząc, że Archi coś więcej

powie na temat znaleziska. No i chciał zobaczyć Rudą. Zbliża

14

się godzina 19 00 podjeżdża auto profesora pod Haus Bar,

wysiada i kieruje się w stronę drzwi, u progu witają go znani

profesorowi Archi, Merik i Ruda.

- Dzień dobry profesorze, jak miło, że odwiedził nas pan w

naszych skromnych progach. - Mówi podniesionym głosem

Archi.

- Tak jestem tego samego zdania, cześć.

- Witamy, proszę spocząć, napije się pan czegoś? -

Zaprasza profesora do stolika Merik.

- Tak piwo w butelce.

- Proszę piwko raz. - Podstawia Merik piwo profesorowi

do stolika.

- Chłopaki i pani, sprawa wygląda następująco, nie będę

owijał w bawełnę, materiał ze skrzyni jest mi obcy, nie

spotkałem się jeszcze z takim w mojej 35-letniej karierze. Ma

właściwości elektro statyczne niespotykane w dzisiejszych

materiałach, skąd do licha macie taką skrzynię? - Merik

puścił parę z ust.

- Znaleźliśmy...

- Zamknij się. - Zganił go Archi.

- Profesorze powiem wprost, czy materiał, z którego jest

wykonana ta skrzynie, jest panu nieznany dotychczas i jego

właściwości także? - Zadał ironiczne pytanie Archi.

- To właśnie mówię, nie ma takiego, znam ich bardzo

wiele, lecz jeszcze o takim nie słyszałem, ani nie czytałem,

pierwszy raz widzę takie właściwości. Jest dla mnie

materiałem fascynującym pod każdym względem. Powiedzcie

z kąt macie tę skrzynię?

- Sprawa zrobiła się bardziej skomplikowana, niż się

wydawała. Merik będziemy musieli zanieść skrzynie do

miejsca, o którym mówiłeś, jak otwieraliśmy ją po raz

pierwszy.

15

- Też mi się tak wydaje, będzie to najbardziej rozsądne,

rozwiązanie i profesor może nam w tym pomóc, raczej nas do

Białego Domu nie wpuszczą. - Profesor pyta z ciekawości i

wielką powagą.

- A co mówił Merik, jak ją otwieraliście i co ma z tym

wszystkim wspólnego Biały Dom.

- Mówił, profesorze..., a pomoże ją pan nam dostarczyć do

Białego Domu. - Poprosił łamanym głosem Archi profesora.

- Tego Białego Domu? - Ironizował profesor na wzór

Archiego.

- No mówcie, nie bawmy się w dzieci, nie będę wyciągał z

was wszystkiego za uszy, mówcie wszystko po kolei, albo nici z

pomocy z mojej strony.

- Dobrze, skrzynia to jedno, a zawartość to drugie. -

Odpowiedział Archi.

- Jaka znowu zawartość? - Pyta profesor.

- Widzi profesor, w skrzyni był jeszcze list i maszyna do

wyświetlania obrazu, nazwana przez niejakiego Alexa,

obiektostrop, przypuszczamy, że jest to przesyłka z

przyszłości.

- Że jak z przyszłości!? - Zdziwił się profesor.

- Co to za Alex, mówcie już, natychmiast! - Ponagla ich

podekscytowany wiadomościami profesor.

- Alex Rosenberger był..., jest... jakimś obrońcą planety

przed Szachtańcami.

- Gdzie macie te rzeczy? - Spytał profesor.

- Na zapleczu. - Odparł Archi.

- Tu na zaplecz? - Ponowił pytanie profesor.

- Tak.

- Bierzemy je i jedziemy do mnie, Ruda ani piśnij, przed

moją żoną, że mamy coś razem wspólnego - Wydał rozkaz

profesor i upomniał Rudą.

16

- A mamy? - Zadrwiła Ruda.

- A jak myślisz!?

Śmiech...

17