Rozdział I
Klub Artylerzystów
W czasie wojny secesyjnej1 w Stanach Zjednoczonych w mieście Baltimore, położonym w centrum stanu Maryland, powstał bardzo wpływowy klub. Wiadome jest wszystkim, z jaką wielką siłą rozwinęło się w tej społeczności armatorów, kupców i mechaników upodobanie do spraw wojskowych. Zwykli handlarze wyskoczyli zza swoich lad, aby na poczekaniu przeistoczyć się w kapitanów, pułkowników i generałów, nie odbywszy nawet szkolnych praktyk w West Point2. Szybko jednak dorównali w "sztuce wojowania" swoim kolegom ze Starego Kontynentu, i tak jak tamci odnosili zwycięstwa wskutek nieustannego hojnego szastania pociskami, milionami i ludźmi.
Lecz w jednej dziedzinie Amerykanom udało się znacznie wyprzedzić Europejczyków - była nią balistyka3. Nie dlatego, by ich broń osiągnęła wyższy stopień doskonałości, lecz z tego powodu, że przedstawiała sobą niezwykłe rozmiary, skutkiem czego miała zasięg do tej pory niespotykany. Anglicy, Francuzi i Prusacy wiedzieli wszystko o prowadzeniu ognia koszącego, na przedpole lub na wprost, krzyżowego, amfiladowego czy też obchodzącego. Ich armaty, haubice i moździerze4 zdawały się jednak jedynie kieszonkowymi pistoletami wobec przerażających machin amerykańskiej artylerii.
Nie powinno to nikogo dziwić. Jankesi5, ci najlepsi mechanicy na świecie, rodzą się inżynierami, podobnie jak Włosi muzykami a Niemcy metafizykami6. Było zatem rzeczą naturalną, że natychmiast wnieśli do balistyki swą śmiałą pomysłowość. Stąd też wzięły się gigantyczne działa, dużo mniej pożyteczne niż maszyny do szycia, lecz równie zdumiewające i jeszcze bardziej podziwiane. Znane są wszystkim cuda wyprodukowane w tej dziedzinie przez Parrotta, Dahlgrena, Rodmana. Armstrong, Palliser i Treuille de Beaulieu7 mogą tylko chylić czoło przed swymi rywalami zza oceanu.
Toteż podczas tej strasznej walki pomiędzy nordystami a południowcami8 artylerzyści mieli wysokie notowania. Dzienniki unijne wychwalały z wielkim entuzjazmem ich wynalazki i nie było nawet marnego sklepikarza czy prostodusznego booby'iego9, który dzień i noc nie łamałby sobie głowy, obliczając niedorzeczne trajektorie10 pocisków.
Otóż, gdy jeden Amerykanin ma jakiś pomysł, szuka drugiego Amerykanina, który podziela jego ideę. Jeśli jest ich trzech, to wybierają jednego prezesa i dwóch sekretarzy. Kiedy jest ich czterech, mianują archiwistę i działa już biuro. Gdy pięciu, zwołują zgromadzenie generalne i tworzy się klub. Podobnie rzecz się miała w Baltimore. Ten, który wymyślił nowy typ armaty, połączył się z tym, który ją pierwszy odlał i z tym, który pierwszy ją przewiercił. Taki był trzon "Gun Clubu" - Klubu Artylerzystów11. W miesiąc po utworzeniu liczył on już tysiąc osiemset trzydziestu trzech członków rzeczywistych i trzydzieści tysięcy pięciuset siedemdziesięciu pięciu członków korespondentów.
Każda osoba chętna do wstąpienia do stowarzyszenia musiała spełnić pewien warunek sine qua non12 - warunkiem tym było wymyślenie lub przynajmniej udoskonalenie jakiegoś działa. Zamiast działa mogła to być jakakolwiek broń palna. Trzeba jednak powiedzieć, że wynalazcy piętnastostrzałowych rewolwerów, karabinów obrotowych czy pistoleto-szabli nie cieszyli się wielkim poważaniem. Artylerzyści przewyższali ich pod każdym względem.
"Poważanie, jakie uzyskali - powiedział pewnego dnia jeden z najbardziej uczonych mówców Klubu Artylerzystów - jest współmierne do ilości ich dział i wprost proporcjonalne do kwadratu odległości osiąganych przez ich pociski!".
Jeszcze trochę, a byłoby to prawo Newtona13 o powszechnym ciążeniu, przeniesione na obszar moralności.
Z łatwością można sobie wyobrazić, co wytworzyła w dziedzinie broni palnej genialna pomysłowość Amerykanów, gdy założono Klub Artylerzystów. Machiny wojenne osiągnęły kolosalne rozmiary. Pociski, przelatując poza dozwolone granice, przecinały na pół niewinnych spacerowiczów. Wszystkie te wynalazki pozostawiły daleko w tyle skromne narzędzia artylerii europejskiej.
Można to ocenić, przedstawiając następujące dane:
W dawnych, "dobrych czasach", pocisk trzydziestosześciofuntowy14 wystrzelony z odległości trzystu stóp15 przecinał trzydzieści sześć koni ustawionych bokiem i sześćdziesięciu ośmiu ludzi. Były to dopiero początki sztuki artyleryjskiej. Od tego momentu pociski zaczęły się rozwijać. Pocisk ważący pół tony, wyrzucony z armaty Rodmana na odległość siedmiu mil16, z łatwością niszczył sto pięćdziesiąt koni i trzystu ludzi. Takiej właśnie uroczystej próby chciał dokonać Klub Artylerzystów. Lecz choć konie zgodziłyby się wystawić na próbę i poddać eksperymentowi, to ludzie, niestety, nie chcieli wziąć udziału w tym przedsięwzięciu.
Jakkolwiek by na to patrzeć, efekt działania tych armat był nad wyraz zabójczy, a po każdym strzale walczący padali jak łany zboża pod kosą. Cóż zatem znaczyła w porównaniu z tymi pociskami owa słynna kula, która pod Coutras17 w roku 1587 wyeliminowała z walki dwudziestu pięciu ludzi, czy też inna, która pod Zorndorf18 w roku 1758 zabiła czterdziestu piechurów, bądź też ta austriacka armata z Kesselsdorfu19, której każdy strzał powalał na ziemię siedemdziesięciu nieprzyjaciół? Czymże były te zaskakujące ognie artyleryjskie spod Jeny lub spod Austerlitz20, które decydowały o losach bitwy? Podczas wojny secesyjnej można było zobaczyć wiele innych! W bitwie pod Gettysburgiem21 jeden pocisk stożkowy, wyrzucony przez działo o gwintowanej lufie, dosięgnął stu siedemdziesięciu trzech konfederatów. Podczas przeprawy przez Potomac22 jedna kula z armaty Rodmana wysłała dwustu piętnastu południowców do z pewnością lepszego świata. Należy wspomnieć również o wspaniałym moździerzu wynalezionym przez J.-T. Mastona, znakomitego członka i dożywotniego sekretarza Klubu Artylerzystów, którego działanie było jeszcze inaczej zabójcze, ponieważ przy swoim strzale próbnym zabił trzysta trzydzieści siedem osób - co prawda, sam się rozrywając!
Czy można jeszcze coś dodać do tych liczb, już samych w sobie tak wymownych? Oczywiście nic. Dlatego też bez zastrzeżeń można przyjąć następujący wynik obliczeń dokonanych przez statystyka Pitcairna: dzieląc liczbę ofiar padłych pod kulami przez liczbę członków Klubu Artylerzystów, wyliczył on, że każdy z tych członków miał średnio na swoim koncie dwa tysiące trzystu siedemdziesięciu pięciu zabitych, dodatkowo z drobnym ułamkiem.
Zważywszy na wielkość tej liczby, staje się rzeczą oczywistą, że jedynym zajęciem tego uczonego stowarzyszenia było niszczenie ludzkości w celach filantropijnych i doskonalenie broni uważanej za instrument cywilizacji.
Było to zatem zgromadzenie Aniołów-Niszczycieli, skądinąd najpoczciwszych ludzi na świecie.
Należy dodać, że ci Jankesi, dzielni i zahartowani w bojach, nie posługiwali się tylko formułami i sloganami, lecz również płacili swoimi ciałami. Można było pomiędzy nimi znaleźć oficerów wszystkich stopni, poruczników i generałów, wojskowych w każdym wieku, takich, którzy dopiero rozpoczynali karierę w armii, i takich, którzy zdążyli się już zestarzeć przy swojej lawecie. Wielu poległo na polu walki, a ich nazwiska figurowały w księdze honorowej Klubu Artylerzystów. Większość z tych, którzy powrócili, nosiła na sobie oznaki niewątpliwej odwagi. Kule, drewniane nogi, ręce z hakami, kauczukowe szczęki, srebrne czaszki, platynowe nosy - niczego w tej kolekcji nie brakowało. Wspomniany wcześniej Pitcairn obliczył również, że w Klubie Artylerzystów jedna ręka przypadała na cztery osoby, a zaledwie dwie nogi na sześć.
Lecz ci waleczni artylerzyści nie zważali na takie drobiazgi i mieli słuszny powód do dumy, kiedy komunikat wojenny podawał liczbę ofiar przewyższającą liczbę zużytych pocisków.
Jednakże nadszedł dzień - dzień smutny i żałosny - w którym ci, co przeżyli zawieruchę wojenną, podpisali pokój. Z wolna zanikł huk wystrzałów, uciszyły się moździerze, umilkły na długo haubice, a działa z opuszczonymi lufami powróciły do zbrojowni. Kule armatnie gromadziły się w magazynach, krwawe wspomnienia odchodziły w niepamięć, krzaki bawełny rozwijały się wspaniale na obficie użyźnionych polach; ubrania żałobne przestały zużywać się z nadmiaru boleści, a Klub Artylerzystów pogrążył się w głębokiej bezczynności.
Niektórzy gorliwcy, zaciekli pracusie, zajmowali się jeszcze obliczeniami balistycznymi, ciągle marzyli o gigantycznych bombach i niezrównanych pociskach armatnich. Lecz na cóż zdadzą się próżne teorie bez zastosowania ich w praktyce? Toteż sale klubu pustoszały, służba spała w przedpokojach, pisma leżące na stołach pokrywały się pleśnią, z ciemnych kątów dochodziło żałosne chrapanie, a członkowie Klubu Artylerzystów, niegdyś tak hałaśliwi, teraz zmuszeni do milczenia za sprawą podpisania nieszczęsnego pokoju, pogrążali się w marzeniach o platonicznej23 artylerii!
- To jest nie do zniesienia - powiedział pewnego wieczora dzielny Tom Hunter, podczas gdy jego drewniane nogi przypalały się w kominku znajdującym się w palarni. - Nie ma co robić! Nie ma nadziei! Co za obmierzłe życie! Gdzie są te czasy, kiedy każdego ranka armaty budziły nas swoimi radosnymi detonacjami?
- Te czasy już nie wrócą - odparł dziarski Bilsby, starając się rozłożyć ręce, których nie posiadał. - Wtedy, to dopiero była przyjemność! Każdy wymyślał nowy rodzaj haubicy i ledwo odlaną, już biegło się wypróbować ją na nieprzyjacielu, po czym po słowach zachęty z ust Shermana, czy uścisku dłoni McClellana24, wracało się do obozu! Lecz dziś generałowie powrócili za sklepowe lady i zamiast pocisków wysyłają zupełnie nieszkodliwe bele bawełny! Ach, na świętą Barbarę25! Artyleria w Ameryce nie ma już żadnej przyszłości!
- Tak, Bilsby - zawołał pułkownik Blomsberry - spotkało nas srogie rozczarowanie! Któregoś dnia porzuca się swoje spokojne przyzwyczajenia, uczy się posługiwać bronią, opuszcza Baltimore dla pól bitewnych, staje się bohaterem, a po dwóch czy trzech latach owoce tylu wyrzeczeń idą na marne, człowiek zmuszony jest pogrążyć się w kompletnej bezczynności i pozostaje mu jedynie wsadzić ręce w kieszenie.
To powiedziawszy, dzielny pułkownik poczuł się wielce zażenowany, nie mogąc obrazowo wyrazić swej bezczynności - i to nie z powodu braku kieszeni.
- I żadnej wojny w perspektywie! - odrzekł na to sławny J.-T. Maston, drapiąc się żelaznym hakiem po czaszce z gutaperki26. - Żadnej chmurki na horyzoncie, kiedy jeszcze tyle pozostało do zrobienia w dziedzinie artylerii! Otóż ja, który teraz do was mówię, skończyłem właśnie tego ranka rysunek moździerza w rzucie poziomym i pionowym, łącznie z przekrojem poprzecznym, moździerza, który miał odmienić losy wojny!
- Doprawdy...? - zareplikował Tom Hunter, myśląc mimowolnie o ostatniej próbie czcigodnego J.-T. Mastona.
- Oczywiście! - odparł zapytany. - Lecz na co się przyda tyle badań doprowadzonych do pomyślnego końca, tyle pokonanych trudności? Czyż ta praca nie poszła na marne? Wydaje się, że narody Nowego Świata27 przysięgły sobie, aby żyć w pokoju, a nasza wojownicza "Tribune"28 przepowiada przyszłe katastrofy wywołane gorszącym przyrostem ludności.
- Tymczasem jednak, Maston - wtrącił się pułkownik Blomsberry - w Europie ciągle biją się w obronie praw narodów!
- I cóż z tego?
- No więc, można by było tam spróbować dokonać jakiegoś dzieła i gdyby tylko zechcieli skorzystać z naszych usług...
- Co za pomysł! - zawołał Bilsby. - Technika balistyczna przynosząca korzyść obcym!
- Lepsze to, niż nie robić nic - odparował ostro pułkownik.
- Niewątpliwie byłoby to znacznie lepsze - zgodził się z nim J.-T. Maston - ale nie ma co marzyć o takim wyjściu.
- A to dlaczego? - spytał pułkownik.
- Ponieważ oni tam, w Starym Świecie, mają takie wyobrażenie o postępie, które przeciwstawia się całkowicie naszym amerykańskim zwyczajom. Nie mieści im się w głowach, że można zostać głównodowodzącym wojsk, nie będąc wcześniej podporucznikiem, co odpowiadałoby twierdzeniu, że nie można być dobrym celowniczym, gdy się wcześniej nie odlało samemu działa...! Otóż, jest to po prostu...
- Kompletna bzdura! - dopowiedział Tom Hunter, tnąc nerwowo poręcze fotela swoim bowie-knife29. - Skoro tak się rzeczy mają, to nie pozostaje nam nic innego jak uprawiać tytoń lub destylować olej z wielorybów!
- Jak to! - krzyknął donośnym głosem J.-T. Maston. - Przez ostatnie lata naszego życia nie zajmować się doskonaleniem broni palnej!? Nie szukać żadnej okazji do wypróbowania donośności naszych pocisków!? Czyżby błyski z naszych dział nie miały już rozświetlać atmosfery!? Czy nie pojawi się w końcu międzynarodowy zatarg, który pozwoli nam wypowiedzieć wojnę jakiemuś zaatlantyckiemu mocarstwu? Francuzi nie zatopią już żadnego z naszych parowców, a Anglicy, nie zważając na prawa obowiązujące wśród ludzi, nie powieszą kilku naszych współrodaków!?
- Nie, Maston - odpowiedział pułkownik Blomsberry - nie doznamy już takiego szczęścia! Niestety, nie dojdzie już do żadnego z tych incydentów, a nawet gdyby doszło, nie przyniesie nam to żadnych korzyści! Skłonność do obrażania się Amerykanów maleje z dnia na dzień i wkrótce zupełnie zniewieściejemy!
- Tak, my się poniżamy! - dodał Bilsby.
- I nas się poniża! - dorzucił Tom Hunter.
- Wszystko to jest aż nazbyt prawdziwe - powiedział J.-T. Maston z rosnącą zapalczywością. - W powietrzu wisi tysiąc okazji do walki, a my nie możemy się bić! Oszczędza się nogi i ręce tylko z pożytkiem dla ludzi, którzy nie wiedzą, co z nimi począć! A przecież, żeby daleko nie szukać powodu do wojny - czyż niegdyś Ameryka Północna nie należała do Anglików?
- Bez wątpienia - odparł Tom Hunter, rozgarniając z wściekłością końcem swej kuli węgle w kominku.
- No więc! - podjął na nowo J.-T. Maston. - Dlaczego Anglia z kolei nie miałaby należeć do Amerykanów?
- To byłoby tylko wypełnieniem się sprawiedliwości - dodał pułkownik Blomsberry.
- Zaproponujmy to zatem prezydentowi Stanów Zjednoczonych - zawołał J.-T. Maston - a zobaczycie, jak nas przyjmie!
- Przyjmie nas bardzo źle - wymruczał Bilsby przez zęby, z których tylko cztery uratował z pól bitewnych.
- Jeśli tak, to słowo daję, że przy najbliższych wyborach nie ma co liczyć na mój głos! - krzyknął zapalczywie J.-T. Maston.
- Ani też na nasze - dopowiedzieli z całkowitą zgodnością wojowniczy inwalidzi.
- A póki co, podsumowując - podjął na nowo J.-T. Maston - jeżeli nie będę miał sposobności wypróbowania mego nowego moździerza na prawdziwym polu bitwy, składam rezygnację z członkostwa w Klubie Artylerzystów i zaszywam się gdzieś w preriach Arkansas!
- A my udamy się tam za tobą! - odpowiedzieli rozmówcy odważnego sekretarza klubu.
Otóż tak się obecnie przedstawiały sprawy. Umysły rozpalały się coraz bardziej. Klubowi groziło bliskie rozwiązanie, kiedy nieoczekiwane wydarzenie zapobiegło tej pożałowania godnej katastrofie.
Następnego dnia po przytoczonej wyżej rozmowie każdy z członków klubu otrzymał okólnik, zredagowany w takich oto słowach:
Baltimore, 3 października
Prezes Klubu Artylerzystów ma zaszczyt zawiadomić swoich kolegów, że na posiedzeniu w dniu piątego bieżącego miesiąca wygłosi pewien komunikat, którego natura żywo ich zainteresuje. Wobec tego prosi ich bardzo, aby zechcieli odłożyć na bok wszystkie swoje sprawy i skorzystali z zaproszenia, które zostało im właśnie doręczone.
Bardzo im oddany
Impey Barbicane, P.K.A.
1 Wojna secesyjna - wojna domowa w USA w latach 1861-1865, między Konfederacją Południa i stanami Północy (Unią); rezultat narastającego w XIX w. sporu o likwidację niewolnictwa oraz secesji 11 stanów Południa (w roku 1861 utworzono Skonfederowane Stany Ameryki); do drugiej połowy 1862 roku sukcesy Południa, potem przewaga Unii; w roku 1863 prezydent A. Lincoln wydał proklamację emancypacji niewolników; wojna zakończyła się klęską Konfederacji i jej powrotem do Unii w okresie tzw. rekonstrukcji.
2 West Point - szkoła wojskowa w Stanach Zjednoczonych [przyp. J. Verne'a].
3 Balistyka - dział mechaniki, badający ruch postępowy i obrotowy pocisku w lufie i poza nią.
4 Haubica - działo kalibru od około 75 mm wzwyż, o krótkiej lufie (od 10 do 30 kalibrów) i małej prędkości początkowej pocisku, przeznaczone głównie do strzelania stromotorowego; stosowane przede wszystkim do prowadzenia ognia do celów ukrytych (znajdujących się w ukryciu) lub zakrytych (za przeszkodami); moździerz - rodzaj prostego działa strzelającego stromotorowo; w większości, z wyjątkiem największych rodzajów, nie stosuje się oporopowrotnika.
5 Jankes - ironiczne określenie Amerykanina.
6 Metafizyk - potocznie człowiek skłonny do spekulacji myślowej oderwanej od rzeczywistości.
7 Robert Parker Parrott (1804-1877) - amerykański wynalazca i konstruktor armaty o gwintowanej lufie, zwanej armatą Parrotta, stosowanej na morzu i lądzie podczas wojny domowej w USA; John Adolphus Bernard Dahlgren (1809-1870) - u Verne'a: Dahlgreen; amerykański wynalazca armaty gładkolufowej, kontradmirał; jego armaty były szeroko stosowane podczas wojny secesyjnej; Thomas Jackson Rodman (1815-1871) - amerykański wynalazca pryzmatycznego i zbrylonego prochu kanalikowego; opracował także nową metodę odlewania dział, dającą wzmocnienie odlewu; pod koniec wojny mianowany na generała brygady, komendant arsenału w Rock Island; William Armstrong, baron (1810-1900) - brytyjski przemysłowiec i inżynier, wynalazł napęd hydrauliczny i zrewolucjonizował produkcję broni palnej; wprowadził działa z zamkiem, ładowane od tyłu, posiadające gwintowane lufy; William Palliser, sir (1830-1882) - brytyjski wynalazca, major kawalerii, w roku 1863 opracował system gwintowania starych luf, wynalazł pocisk przeciwpancerny; Antoine Hector Thésée Treuille baron de Beaulieu (1809-1886) - francuski generał, oficer artylerii, ukończył Szkołę Politechniczną, konstruował potężne działa i nowoczesne karabiny.
8 Nordyści - zwolennicy Unii w czasie wojny secesyjnej, zwani też unionistami, abolicjonistami i federalistami; południowcy - przeciwnicy Unii, zwani też konfederatami, separatystami lub secesjonistami.
9 Booby (ang.) - gap, próżniak [przyp. J. Verne'a].
10 Trajektoria - linia zakreślona przez poruszający się pocisk; tor pocisku.
11 Gun Club (ang.) - Klub Artylerzystów; w dalszej części używana będzie wyłącznie nazwa polska.
12 Sine qua non (łac.) - warunek nieodzowny.
13 Isaac Newton, sir (1643-1727) - angielski fizyk, matematyk, filozof i astronom, profesor fizyki i matematyki uniwersytetu w Cambridge, członek Royal Society, członek paryskiej AN; w roku 1687 opublikował pracę Philosophiae naturalis principia mathematica, w której sformułował podstawy fizyki klasycznej i przedstawił ich zastosowanie w zagadnieniach mechaniki, astronomii i fizyki; sformułował prawo powszechnego ciążenia, wyjaśnił precesję osi Ziemi i pływy morza, uzasadnił prawa Keplera; w optyce opracował korpuskularną teorię budowy światła, określił zasady optyki geometrycznej oraz odkrył interferencję światła; dał początek badaniom nad ciepłem.
14 Funt - jednostka masy i ciężaru, w krajach anglosaskich równa 0,454 kg.
15 Stopa - jednostka długości stosowana w krajach anglosaskich, równa 30,48 cm; stopa francuska wynosiła 32,48 cm.
16 Mila - tu: mila amerykańska lądowa równa 1609,34 m.
17 Coutras - miejscowość i gmina we Francji, w regionie Akwitania, znana z bitwy w czasie wojen religijnych, w której protestanckie wojsko Henryka Nawarskiego zdruzgotało siły królewskie dowodzone przez księcia Anne de Joyeuse.
18 Zorndorf - u Verne'a: Zorndoff, obecnie Sarbinowo, wieś w powiecie myśliborskim, miejsce nierozstrzygniętej bitwy, która rozegrała się 25 sierpnia 1758 roku, w czasie wojny siedmioletniej, między wojskami pruskimi króla Fryderyka Wielkiego a wojskami rosyjskimi generała Fermora, Anglika w służbie cesarzowej Elżbiety.
19 Kesselsdorf - obecnie Kotliska, wieś w powiecie lwóweckim, miejsce bitwy, która rozegrała się 15 grudnia 1745 roku podczas drugiej wojny śląskiej w ramach szerszych zmagań wojny o sukcesję austriacką; Prusacy, dowodzeni przez Leopolda I von Anhalt-Dessau, odnieśli zwycięstwo nad Austriakami i Sasami dowodzonymi przez feldmarszałka Rutowsky'ego.
20 Jena - miasto w Niemczech, miejsce bitwy stoczonej przez Napoleona Bonapartego z wojskami pruskimi i saskimi w dniu 14 października 1806 roku; Austerlitz - obecnie Sławków koło Brna w czeskich Morawach, miejsce jednej z najważniejszych bitew wojen napoleońskich, zwanej bitwą trzech cesarzy, decydującej bitwy wojny z III koalicją antyfrancuską, stoczonej 2 grudnia 1805 roku między francuską Wielką Armią a połączonymi armiami: austriacką i rosyjską, w której zwyciężył Napoleon.
21 Gettysburg - miasto w stanie Pensylwania, gdzie pomiędzy pierwszym a trzecim lipca 1863 roku rozegrała się największa bitwa wojny secesyjnej, zakończona zwycięstwem Unii, w której zginęło około 46 tysięcy ludzi.
22Podczas przeprawy przez Potomac - wojska konfederatów, wycofując się po bitwie pod Gettysburgiem, w dniach 13 i 14 lipca przeprawiały się przez rzekę Potomac.
23 Platoniczny - oparty na skłonności wyłącznie duchowej, pozbawiony zmysłowości; uduchowiony.
24 William Sherman (1820-1891), George McClellan (1826-1885) - u Verne'a: Mac Clellan, generałowie amerykańscy, dowódcy wojsk stanów północnych w czasie wojny secesyjnej.
25 Święta Barbara - święta Kościoła katolickiego i prawosławnego żyjąca w III wieku, dziewica, męczennica, patronka dobrej śmierci i trudnej pracy m.in. górników, hutników, marynarzy, rybaków, żołnierzy, kamieniarzy, więźniów.
26 Gutaperka - substancja pochodzenia naturalnego, pozyskiwana i wykorzystywana w podobny sposób jak kauczuk naturalny, z tą różnicą, że gutaperka w normalnych warunkach jest tworzywem nieelastycznym; jest pozyskiwana z soku mlecznego roślin z rodziny sączyńcowatych, np. z drzewa gutaperkowca.
27 Nowy Świat - Ameryka, w przeciwieństwie do Starego Świata - Europy.
28 "Tribune" (ang.) - "Trybuna", najbardziej zaciekły dziennik unionistów, walczący o zniesienie niewolnictwa [przyp. J. Verne'a].
29 Bowie-knife (ang.) - nóż o szerokim ostrzu.