Z woleja - Tadeusz Czerniwski

Kup ebooka

40.38 zł
33.52 zł (40,38 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

O odwadze, głupocie i tym, co sprawia, że jesteśmy ludźmi

Od zawsze fascynowało mnie to, co wykracza poza granice zdrowego rozsądku. Nie w sensie intelektualnym - raczej w tym pierwotnym, instynktownym, gdzie ciało mówi nie, a człowiek i tak odpowiada tak. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o sporcie, w którym dwudziestu dwóch mężczyzn wspina się na żywą ścianę skalną, by kopnąć piłkę przymocowaną magnesem na wysokości piętnastu metrów - pomyślałem, że to żart. Kiedy dowiedziałem się o lidze rozgrywanej w żołądkach płetwali błękitnych - uznałem, że ktoś robi sobie ze mnie głupca. A kiedy ktoś opowiedział mi o meczu na liniach wysokiego napięcia, z prądem o napięciu dwustu dwudziestu kilowoltów, który zabija w ułamku sekundy - byłem pewien, że padłem ofiarą mistyfikacji.

A jednak. Te sporty istnieją. Istnieją naprawdę. I ludzie w nie grają. Nie dla pieniędzy - choć i za pieniądze też. Nie dla sławy - choć i sława bywa udziałem nielicznych. Grają, ponieważ w każdym z nas tkwi coś, co każe nam przekraczać granice. Co każe nam wchodzić tam, gdzie inni nie wchodzą. Co każe nam stawać na głowie, gdy cały świat stoi na nogach. Co każe nam jeść kilogram nie mytych śliwek i pić wodę z kałuży, a potem biegać za piłką, gdy jelita krzyczą, a bat wisi nad nami.

Ta książka nie jest przewodnikiem. Nie jest też zbiorem porad, jak uprawiać te dyscypliny - broń Boże, nie próbujcie tego w domu, ani nigdzie indziej. Ta książka jest opowieścią o ludziach. O tych, którzy postanowili, że zwykłe życie jest dla nich za małe. O tych, którzy zamiast siedzieć w fotelu przed telewizorem, wolą wisieć na drucie, nurkować w błocie, tańczyć na dachu, który się rozsuwa, i grać w piłkę w stalowej rurze, gdzie skorpiony są jedyną publicznością. Ta książka jest hołdem dla ich odwagi. I dla ich głupoty. Bo jedno bez drugiego nie istnieje.

Jako autor reportaży sportowych i psycholog z wykształcenia, przez lata przyglądałem się ludziom, którzy uprawiają sporty ekstremalne. Myślałem, że widziałem już wszystko. Wspinacze, skoczkowie, maratończycy, triathloniści - wszyscy oni przesuwają granice ludzkich możliwości. Ale dopiero gdy trafiłem na świat sportów kuriozalnych, zrozumiałem, że granica nie leży w mięśniach, ani nawet w płucach. Granica leży w głowie. I to właśnie ci sportowcy - nazwijmy ich kuriozalami, choć sami wolą miano pionierów - przesuwają tę granicę dalej niż ktokolwiek inny.

Weźmy pod uwagę piłkę nożną pionową, gdzie dwadzieścia dwa życia wisi na jednym chwycie skalnym, a każdy strzał to ryzyko upadku z wysokości trzydziestu metrów. Albo piłkę nożną wewnętrzną, gdzie zawodnicy grają w ciemności, w wilgoci i wśród ścian, które kurczą się, gdy wieloryb oddycha. Albo napowietrzną, gdzie mecz trwa tylko tyle, ile trwa spadanie - i gdzie hymn drużyny śpiewa się w locie, zanim ziemia przyjmie cię w swoje objęcia. Każda z tych dyscyplin to oddzielny świat, oddzielna filozofia, oddzielny sposób na odpowiedź na pytanie: po co to robić?

Odpowiedź jest zawsze podobna. Nie dla pieniędzy. Nie dla sławy. Dla tego uczucia, które przychodzi w momencie, gdy ciało mówi nie, a ty mówisz tak. Gdy stajesz na rękach, chociaż nogi proszą się o odpoczynek. Gdy wchodzisz na dach, chociaż ziemia wzywa cię do siebie. Gdy zjadasz śliwki, chociaż jelita krzyczą o litość. To uczucie - nazwijmy je spełnieniem, nazwijmy je triumfem, nazwijmy je po prostu życiem - jest tym, czego szukają. I znajdują je w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach.

Jako psycholog sportu, przez lata badałem mechanizmy motywacji, radzenia sobie ze stresem i kontroli emocji. Myślałem, że znam wszystkie odpowiedzi. Ale sporty kuriozalne nauczyły mnie, że odpowiedzi są tak różnorodne, jak ludzie, którzy je wymyślili. Jeden znajduje spełnienie w stalowej rurze, inny w bagnie pełnym jaguarów, jeszcze inny pod taflą szkła, która nie pozwala mu się wyprostować. I każdy z nich ma rację. Bo sport nie jest o tym, co robisz. Jest o tym, dlaczego to robisz. A w tych dyscyplinach - powód jest zawsze ten sam: by poczuć, że żyjesz. By poczuć, że granice są tylko w głowie.

Ta książka jest o nich. O ich historii, o ich pasji, o ich szaleństwie. I o ich śmierci - bo w tych sportach śmierć jest zawsze obecna, jak cień, który nie odstępuje na krok. Ale to właśnie ta obecność śmierci sprawia, że życie staje się intensywniejsze. Że każdy oddech ma smak. Że każdy gol jest zwycięstwem nie tylko nad przeciwnikiem, ale nad własnym lękiem.

Nie namawiam do uprawiania tych sportów. Wręcz przeciwnie - ostrzegam. To są dyscypliny dla ludzi, którzy mają coś w sobie, czego większość z nas nie ma. I dobrze. Nie każdy musi stać na głowie na linii wysokiego napięcia. Nie każdy musi grać w piłkę w żołądku wieloryba. Świat jest wystarczająco duży, by pomieścić zarówno tych, którzy ryzykują życie dla piłki, jak i tych, którzy oglądają ich z bezpiecznej odległości, z popcornem w dłoni.

Ale jeśli czytając tę książkę, poczujecie choć cień emocji, które towarzyszą tym zawodnikom - to znaczy, że udało mi się przekazać wam coś z ich świata. Świata, w którym granice są tylko sugestiami. Świata, w którym odwaga i głupota idą w parze. Świata, w którym piłka nożna to nie tylko gra - to egzystencja.

Zapraszam was w tę podróż. Przez rury, przez dachy, przez bagna, przez linie wysokiego napięcia, przez szklane tafle i przez żołądki wielorybów. I przez śliwki. Nie zapomnijcie o śliwkach. One też są częścią tej opowieści.

Bo to, co robią ci ludzie, nie jest ani mądre, ani rozsądne. Ale jest autentyczne. A autentyczność - w dzisiejszym świecie pełnym filtrów, pozorów i sztuczności - jest chyba najcenniejszą rzeczą, jaką możemy znaleźć.

I właśnie dlatego warto było napisać tę książkę.

Warszawa, jesień 2024