Z wizytą w niebie. Autentyczne relacje z zaświatów - Johannes Michels

-
Proszę czekać

W drodze do nieba...

Myśl o śmierci zawsze wywoływała we mnie niesamowity lęk, któremu nieodłącznie towarzyszyły pytania:

Co dzieje się po śmierci? A jeśli istnieje jakieś życie, to jak ono wygląda?

Opierając się na swych osobistych przekonaniach, mogłem wprawdzie udzielić na nie odpowiedzi, jednak kryły one w sobie wiele możliwości interpretacji i wyjaśnień, zaś żadnych dokładnych wskazówek i ocen. Wszystko w jakiś sposób wiodło w dwie strony: ludzkie życie nieodwołalnie i definitywnie kończy się śmiercią lub istnieje po niej jakaś forma dalszej egzystencji.

W tej sytuacji niepewności i bezradności pomocne okazały się opowieści drogich mi osób z najbliższej rodziny, które podzieliły się ze mną swymi doświadczeniami zdobytymi w obliczu największego zagrożenia życia i związanej z nim bezpośredniej bliskości śmierci.

Wobec tych relacji byłem z początku powściągliwy i sceptyczny, ponieważ zakładałem, że chodzi o sny. Jak się jednak okazało, opisywane przeżycia zawsze wiązały się ze wskazówkami na temat przyszłych wydarzeń.

Tymczasem sny odzwierciedlają przecież tylko informacje zachowane w pamięci w momencie doświadczania marzeń sennych. Zatem w wypadku przekazów dotyczących przyszłości nie mogło być mowy o snach. Doznania z pogranicza śmierci - wraz z towarzyszącymi im prawdziwymi przepowiedniami - wykraczały daleko poza marzenia senne i stanowiły opis faktycznych przeżyć na granicy śmierci i zaświatów.

Gdy przekonałem się o autentyczności i słuszności relacji osób, które w bezpośredni sposób doświadczyły bliskości śmierci, rozpocząłem dalsze badania, odkrywając w ich trakcie wiele podobnych, absolutnie wiarygodnych opowieści.

Ludzie, którzy podzielili się ze mną swoimi przeżyciami, powrócili do życia mimo poważnego stanu zagrożenia życia i głębokiej śpiączki. Zatem nie przebywali na tamtym świecie, choć mieli bezpośredni kontakt z rozmówcami funkcjonującymi jako istoty duchowe poza światem doczesnym, co udowodnili w swoich przekonujących wypowiedziach. Ich relacje nie mogły wynikać z rozważań opartych jedynie na doczesności, czy nawet z najśmielszych fantazji, ponieważ były realistyczne, później zaś okazywały się na wskroś prawdziwe.

Kontakt z duchowymi istotami pochodzącymi z zaświatów - a zatem z nieba - mieli tylko ci, którzy byli bliscy śmierci, a przepowiednie ich rozmówców okazały się autentyczne, ponieważ zyskały potwierdzenie w doczesnym życiu. Dlatego na podstawie realistycznych opisów osoby te mogą uchodzić za absolutnie wiarygodnych sprawozdawców usytuowanych między światem doczesnym a zaświatami. Dzięki swym przeżyciom i kontaktem z rozmówcami z tamtego świata znajdowali się wręcz na drodze do nieba!

Ze względu na przepisy prawne było mi niezwykle trudno znaleźć osoby, które mają za sobą tego typu doświadczenia, niemniej stało się to możliwe dzięki żmudnym dochodzeniom. Ludzie ci zgodzili się później na publikację swych wypowiedzi pod warunkiem zachowania anonimowości ich personaliów i wprowadzenia zmian do opisywanych okoliczności towarzyszących.

Chciałbym złożyć im serdeczne podziękowania za chętne relacjonowanie swoich przeżyć. Równie serdeczne dziękuję wszystkim tym, którzy wspaniałomyślnie wspierali mnie w trudnych poszukiwaniach.

Moje zadanie polegało na wysłuchaniu wypowiedzi oraz ich szczegółowym odtworzeniu i objaśnieniu na podstawie faktycznych opisów. Później wyciągnąłem z nich ostateczne wnioski i wypracowałem jednoznaczny, ogólny punkt widzenia i wynikające z niego oceny.

Prof. dr Johannes Michels

Przerażający wypadek drogowy i jego skutki

Było to w pewną sierpniową sobotę. Zbliżał się ostatni tydzień wakacji. Cudowne, słoneczne popołudnie wręcz zachęcało do wyjścia z domu i rozkoszowania się promieniami słońca i ciepłem przyjemnego letniego powietrza.

Piękna pogoda skusiła również amatora motocykli oraz dwunastoletniego ucznia, który planował pojechać rowerem na pole kukurydzy wysokości człowieka, by bawić się tam w chowanego ze swoim kuzynem. Imponujące kukurydziane łodygi tworzyły wspaniały labirynt umożliwiający zabawę bez obawy uszkodzenia olbrzymich roślin.

Aby dotrzeć na miejsce, dwunastoletni Christoph W. musiał tylko przejść przez ulicę, a następnie na przełaj udać się na kukurydziane pole. Chłopiec niezmiernie cieszył się na myśl o wybrykach i szaleństwach między wysokimi łodygami. Na równie wielką frajdę liczył pewnie jego kuzyn, który nadjeżdżał z przeciwnej strony.

Jednak nie było mu już dane zobaczyć Christopha W. ani tego dnia, ani później, bowiem na ulicy ciągnącej się przez niewielką miejscowość na północy Niemiec doszło do przerażającego wypadku, o którym jeszcze długo opowiadali ludzie mieszkający w bliższej i dalszej okolicy.

W chwili, gdy Christoph W. już miał przejechać na rowerze przez ulicę, w błyskawicznym tempie zaczął zbliżać się ku niemu kierowca motocykla. Przy zachowaniu ustanowionego w tym miejscu ograniczenia prędkości manewr hamowania na pewno byłby możliwy. Jednak ze względów technicznych lub innych niestety do niego nie doszło, a obydwaj uczestnicy ruchu drogowego z całej siły zderzyli się ze sobą, zwłaszcza głowami. Młody rowerzysta został porwany przez rozpędzony do maksymalnej prędkości motocykl i pociągnięty kilka metrów dalej. Dwunastolatek wprawdzie odniósł groźne dla życia obrażenia, jednak przeżył.

Tymczasem kierowca motocykla pojechał dalej, wywrócił się wraz ze swym pojazdem i uderzył głową w żelazny słup bramy wjazdowej. To zderzenie przypuszczalnie wywołało u niego śmiertelne obrażenia.

Dwunastoletni rowerzysta leżał na ulicy obok uszkodzonego roweru. Jego dziwnie wykrzywioną nogę próbował wyprostować jakiś przechodzień, jednak to nie wystarczyło, by uratować chłopcu życie. Ktoś zadzwonił po pogotowie. Na miejscu wypadku pojawił się helikopter ratunkowy, którym przetransportowano ciężko rannego nastolatka do szpitala położonego w najbliższym większym mieście. Chłopca uratowano i utrzymywano przy życiu, jednak długo leżał w śpiączce.

Trwająca około roku rehabilitacja ostatecznie pomogła mu powrócić do satysfakcjonującego i bezproblemowego życia.

Christoph W. tak opowiedział o swoim doświadczeniu z pogranicza śmierci:

Najpierw widziałem ulicę, którą miałem jechać na rowerze i przez którą właśnie zamierzałem przejść. Nagle z pewnej odległości usłyszałem ryczący dźwięk nadjeżdżającego motocykla. Zdążyłem się jeszcze zastanowić, czy powinienem chwilę poczekać, gdy zobaczyłem pędzący w moją stronę pojazd. Potem wszystko rozegrało się w mgnieniu oka: zanim zdołałem pomyśleć, poczułem gwałtowne uderzenie. Kierowca uderzył swoją głową w moją. Poczułem jeszcze, jak motocykl porywa mnie razem z rowerem i wlecze po jezdni. W końcu zatrzymałem się. Kierowca pojechał dalej. W pewnej chwili motocykl wywrócił się, a kierujący nim mężczyzna z całej siły uderzył w słup bramy wjazdowej.

Później jeszcze niewyraźnie widziałem, jak jakiś przechodzień próbuje wyprostować moją skrzywioną lewą nogę. Nawet to czułem, bo to był straszny, kłujący ból. Potem ogarnęło mnie coś w rodzaju silnego zamroczenia.

W pewnym momencie zauważyłem, że znajduję się w czymś na kształt ciemnego tunelu, który z początku zdawał się nie mieć końca. Później na jego drugim końcu zamigotało coś przypominającego światełko. Im bardziej wchodziłem w głąb ciemnego przejścia, stawało się ono coraz jaśniejsze, ból zniknął, a ja poczułem się tak, jakbym był w stanie nieważkości, lekki jak piórko. Na końcu tunelu z lewej strony dostrzegłem drzwi z kutego żelaza, które były jednak zamknięte. Na prawo zaś droga ciągnęła się dalej. Wydawało mi się, że stoję na prowadzących do góry ruchomych schodach. Zacząłem się rozglądać, czy jestem sam, czy może ktoś znajduje się gdzieś obok.

Z lewej strony nikogo nie było, ale z prawej wyraźnie czułem obecność kogoś, kto jechał na górę razem ze mną. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom - to był kierowca motocykla, z którym przed chwilą się zderzyłem. Obydwaj jechaliśmy w górę. Spoglądałem na niego i czekałem na jakąś reakcję, jednak on tylko nieruchomo patrzył w jeden punkt i zdawał się mnie w ogóle nie zauważać.

W pewnym momencie dotarliśmy na górę, gdzie panowała dość gęsta mgła. Nagle wyłonili się z niej dwaj ubrani na jasno strażnicy, trzymający w rękach długie białe kije. Można było odnieść wrażenie, że pilnują spowitych mgłą drzwi.

Za nimi z całą pewnością musiało znajdować się ukryte, fascynujące pomieszczenie lub nieznana przestrzeń. Coś mnie tam przyciągało.

Nagle zobaczyłem, jak motocyklista bez przeszkód mija obydwu strażników i znika we mgle. Chciałem natychmiast pójść za nim i również przejść przez zasłonięte mgłą drzwi.

Jednak wtedy stało się coś zdumiewającego. Gdy właśnie podchodziłem do przejścia i prawie go dogoniłem, obydwaj strażnicy skrzyżowali swoje długie, białe kije i zagrodzili mi drogę. Spoglądali na mnie przy tym poważnym wzrokiem, ale nie powiedzieli ani słowa. Zanim zdążyłem im zadać jakieś pytanie, już znajdowałem się na całkiem innej drodze.

Ujrzałem swoje połamane, krwawiące ciało, leżące na ulicy obok zupełnie zniszczonego roweru. Na tym skończyły się moje wspomnienia, ponieważ wokół zrobiło się całkowicie ciemno.

Później dowiedziałem się, że przez wiele tygodni leżałem w sztucznie przedłużanej śpiączce. Dopiero potem odzyskałem pełną przytomność. Gdy po tym długim czasie dotarło do mnie, że motocyklista zginął w wypadku i został pochowany kilka miesięcy temu, myśl o jego losie napełniła mnie bólem i smutkiem. Kiedy stałem nad jego grobem, jeszcze raz przeszła mi przez myśl nasza wspólna jazda w górę po ruchomych schodach. Dopiero znacznie później - gdy byłem już dorosły - domyśliłem się prawdziwego znaczenia jego swobodnego przejścia przez strzeżone drzwi i zatarasowania ich przede mną.

Jeszcze dziś wyraźnie pamiętam zdarzenia, jakie rozegrały się, gdy straciłem przytomność i razem z poszkodowanym w wypadku motocyklistą podróżowałem w górę, w stronę pilnowanego przez strażników przejścia w chmurach.

W tym miejscu nasuwa się pytanie: czy to doświadczenie lub wizja opiera się na marzeniu sennym, halucynacji albo urojeniu?

Gdyby opisane wrażenia były odosobnione, wówczas ich ewentualna jednoznaczna ocena mogłaby być problematyczna. Jednak pojawiają się tu trzy decydujące kryteria, które wykluczają marzenia senne i urojenia, a jednocześnie wskazują na moment widzenia lub wizji:

W przypadku snu najpierw przypominamy sobie jedynie jego fragmenty, które później niekiedy z trudem łączymy w spójną całość. Jednak tutaj poszkodowany w wypadku nastolatek nawet po latach był w stanie bardzo dokładnie przypomnieć sobie wszystkie szczegóły swojej wizji i wiernie je odtworzyć.

Ponadto chłopiec nie tylko widział siebie razem z drugą ofiarą wypadku, lecz także był świadkiem szczególnych wydarzeń - motocyklista przekroczył próg nieznanego świata, podczas gdy ciężko ranny dwunastolatek nie uzyskał do niego dostępu. Jak się później okazało, kierowca pojazdu nie przeżył wypadku - w przeciwieństwie do rowerzysty. Tym samym z powyższej wizji jednoznacznie wypływają wnioski dotyczące przyszłości, które wyraźnie się w niej zarysowują. W przypadku widzenia sennego, urojenia lub halucynacji nie pojawiają się przecież wskazówki odnośnie do przyszłych wydarzeń, ponieważ w tym momencie nie są jeszcze zachowane w pamięci.

Co więcej, nastolatek widział niejako panoramę swojego wykrzywionego, krwawiącego ciała i uszkodzonego roweru, które leżały na ulicy. Zatem był to widok z góry. Ofiara wypadku nie mogłaby zobaczyć siebie z tej perspektywy.

Niezwykła jest tutaj również logiczna i konsekwentna konstatacja: poszkodowany w wypadku dwunastolatek widział siebie ciężko rannego i leżącego na ulicy, z czego można wywnioskować, że doświadczenie wizji pojawiło się bezpośrednio po tragicznym wypadku drogowym. Stosunkowo krótki czas po nim z pomocą helikoptera ratunkowego chłopiec został przewieziony do szpitala, zatem po tragicznym zajściu nie leżał długo na ulicy.

Dlatego w powyższym opisie z pewnością musi chodzić o doświadczenie z pogranicza śmierci, które stało się udziałem nastolatka tuż po ciężkim wypadku.

Strażnicy nie odezwali się do niego ani słowem, jednak swoim zachowaniem wyraźnie dali do zrozumienia, że istnieje podział na świat doczesny i zaświaty. Pozwalając śmiertelnej ofierze wypadku na wejście do nieznanego świata, zabronili tego chłopcu, który przeżył i pozostał w świecie doczesnym.

Owym "nieznanym światem" ewidentnie musi być rzeczywistość, którą zwiemy zaświatami. Jednocześnie z opisanego doświadczenia wynika, że śmierć fizyczna nie oznacza kresu człowieka, bowiem gdyby po śmiertelnym wypadku nie istniało dalsze życie duchowe, wówczas przejście motocyklisty do innej rzeczywistości nie byłoby konieczne, a tym samym nie doszłoby do skutku. Ponadto ów świat po prostu by nie istniał. Jakiż bowiem miałby sens, gdyby wszystko kończyło się wraz ze śmiercią?

Słowa wypowiedziane przez rowerzystę - teraz już dorosłego mężczyznę - pod koniec relacji wskazują jeszcze na fakt, że w trakcie śmierci fizycznej dusza oddziela się od ciała, zaś człowiek żyje dalej jako istota duchowa. Grób motocyklisty, o którym wspomniał rowerzysta, oznacza pochowane, martwe ciało, podczas gdy widziany w sytuacji doświadczenia z pogranicza śmierci duch motocyklisty, który poniósł śmierć, żyje dalej w nieznanym świecie, czyli w zaświatach.

Z opisanego doświadczenia można wyciągnąć jeszcze jeden wniosek wskazujący na przynajmniej pośrednio zrealizowaną przepowiednię dotyczącą losów dwunastolatka. Czytelne zachowanie obydwu strażników stojących przy wejściu do nieznanego świata stanowi wyraźną przepowiednię lub prognozę o charakterze proroctwa, mówiącą, który z dwóch uczestników wypadku umrze, który zaś będzie nadal żyć na tym świecie. Najprawdopodobniej chłopiec uświadomił to sobie jeszcze zanim lekarze wydali jednoznaczne orzeczenie, która z dwóch poszkodowanych w wypadku osób umrze lub umarła, a która przeżyje.

Doświadczając stanu bliskiej śmierci, dwunastolatek z pewnością jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego proroctwa. Dopiero po pewnym czasie, gdy stał nad grobem kierowcy motocykla, owa jednoznaczna przepowiednia stała się dla niego jasna, zaś później, już jako dorosły człowiek, zrozumiał całe jej znaczenie i sens.