Debiut
Przez cztery fiordy na dach Skandynawii i jezioro Gjende. Tak nazwaliśmy nasz wyjazd. W lipcu 2016 roku, wraz z moją dziewczyną Agnieszką, lecimy z rodzinnego Gdańska do Bergen, na Półwysep Skandynawski. Po raz pierwszy kajak jest w samolocie. Po wylądowaniu wsadzamy go w autokar do Gudvangen, by ostatecznie zwodować na norweskich wodach. Zamysłem wyprawy jest przepłynięcie z Gudvangen do Skjolden przez tytułowe cztery fiordy: N?r?yfjord, Aurlandsfjord, Sognefjord i Lustrafjord. Następnie spakowanie kajaka, dotarcie do Spiterstulen i wejście na najwyższy szczyt Norwegii - Galdh?piggen. Ostatni etap naszej wyprawy to trzydniowy marsz do Gjendebu i przepłynięcie turkusowego jeziora.
Norwegia jest dowodem na to, że nie trzeba lecieć w tropiki, by znaleźć się w raju. Kraj w prezencie od Matki Natury otrzymał polodowcowe fiordy, a jego mieszkańcy w odpowiednim czasie odkryli rozległe złoża ropy naftowej. Naród rybaków, drwali i myśliwych przekształcił się w zamożne społeczeństwo. Tym samym życie w Norwegii od niedawna toczy się dla miejscowych w mniejszym lub większym dobrobycie, ze wskazaniem na to drugie. Przed laty zamknięci w swoich osadach na długie miesiące z powodu niesprzyjającej pogody, z biegiem czasu do perfekcji opanowali drążenie tuneli w górskich zboczach. Wikińską tradycję żeglowania wzdłuż fiordów do dziś z przytupem podtrzymują promy miejscowego armatora - Hurtigruten. My zamierzamy płynąć znacznie mniejszą jednostką, choć z równie wysoko podniesioną głową.
N?r?yfjord
Wodujemy się czym prędzej w Gudvangen, które w sezonie przypomina trochę nasze rodzime Krupówki. Człowiek na człowieku. W przeszłości z tej osady ruszały łupieżcze wyprawy w kierunku Wysp Brytyjskich. Cieszy nas, że jesteśmy już na wodzie, N?r?yfjord od początku zachwyca. Strome ściany w najwęższym punkcie wydają się być bardzo blisko siebie, ale to złudzenie. Odległość pomiędzy nimi to prawie ćwierć kilometra. Mimo to czujemy się jak we "Władcy Pierścieni", choć trylogia była kręcona w krainie innych fiordów, tych na drugim krańcu świata - w Nowej Zelandii. Mijamy nieliczne farmy, dostępne wyłącznie od strony wody. Zachodzę w głowę, jakim cudem na niemalże pionowych ścianach mogą rosnąć pokaźnej wielkości drzewa. W urwiskach gnieżdżą się kolonie głośnego ptactwa. Fiord, z uwagi na głębokość, nigdy nie zamarza. Mam świadomość, że pod powłoką kajaka woda jest ciemna, głęboka na kilkaset metrów...
Turkusowe jezioro Gjende
N?r?yfjord nie bez powodu znajduje się na liście UNESCO, choć na razie wolę unikać stwierdzenia, jakoby był tym najpiękniejszym. Nie widziałem zbyt wiele fiordów, a jest ich ponad tysiąc, uwzględniając Svalbard. Nie ma sensu wysnuwać clickbaitowych tez już na początku podróży. Rozbijamy namiot pośród zboczy gór, na brzegu, po prawej stronie fiordu. Z uwagi na szybko odjeżdżający autobus do Gudvangen, nie udało nam się kupić kartusza gazowego. Na szczęście dwa kamienie z niewielkim ogniskiem pośrodku sprawdzają się równie dobrze.
Co ciekawe, dwa miesiące przed rozpoczęciem naszej wyprawy, w maju 2016 roku, Norwegia stała się pierwszym krajem na świecie, który zobowiązał się do wydania zakazu wylesiania terenów zielonych. Inne kraje niechętnie biorą jednak przykład z Norwegów, a Polska stała się wręcz niechlubnym przykładem. Absurdy prawne, interesy niektórych grup, przekupstwo i polityka. Kompromitacja zarządzających terenami zielonymi w Polsce i daleko posunięta dewastacja natury wymagają jednak znacznie więcej słów, ale to materiał na inną książkę.
Aurlandsfjord
N?r?yfjord ma raptem siedemnaście kilometrów i rankiem drugiego dnia wpływamy w Aurlandsfjord. U jego podnóża rozciąga się miejscowość Fl?m, wraz z końcową stacją zabytkowej linii kolejowej jadącej z Myrdal. Bilety niestety dość drogie, a sama przejażdżka podobno nie jest aż tak malownicza, jak zachwalają przewodniki. Zostawiamy Fl?m za plecami i płyniemy przed siebie. Szybko przemieszczające się chmury mówią nam, że wiatr wysoko nad głowami jest dziś wyjątkowo silny. Strome ściany wąskiego Aurlandsfjordu skutecznie chronią nas przed jakimikolwiek podmuchami. Do czasu.
Ujawniają się pierwsze problemy, jakie niesie ze sobą pływanie kajakiem pneumatycznym. Z jednej z trzech komór zaczyna schodzić powietrze. Nie jest to koniec świata, lecz lokalizacja i naprawa usterki zajmują ponad dwie godziny. Nadchodzą też norweskie upały i na czas klejenia komory chowamy się pod drzewami.
Zbliżamy się do najdłuższego fiordu w Norwegii i w całej Europie, a także drugiego co do długości na świecie. Sognefjord ustępuje jedynie fiordowi Kangertittivaq we wschodniej Grenlandii. Gwoli ścisłości - N?r?yfjord, Aurlandsfjord i Lustrafjord są jedynie odnogami Sognefjordu. Jak na złość, gdy jesteśmy w najszerszym punkcie, rozpętała się ulewa. Nie pozostaje nic innego, jak mozolne wiosłowanie i znalezienie dogodnego punktu do zejścia na brzeg. Nie zamierzamy sprawdzać, jakie kreatury pływają w tych zimnych i ciemnych czeluściach. Sognefjord ma w najgłębszym miejscu aż 1308 metrów! Im bliżej brzegu, tym wyraźniej widzimy wyłaniającą się zza ściany deszczu nietypową budowlę. Nie jest to zwykła norweska hytta, jaką na odludziu posiada prawie każdy Norweg.
Kamienny budynek przypomina nieczynny młyn wodny, lecz gdy dopływamy bliżej dochodzimy do wniosku, że jest to mocno nadgryziony zębem czasu tartak. Idealne schronienie w niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Spokojnie możemy wysuszyć rzeczy, a także mieć dach nad głową bez rozstawiania namiotu. Tartak jest niedostępny z lądu, a drewno transportowano stąd kiedyś zapewne na barkach. Nachodzi nas myśl, że w Europie Wschodniej zardzewiały i pozostawiony samopas osprzęt nie pozostałby zbyt długo na swoim miejscu. Kusząca ilość złomu.
Kamienny, opuszczony tartak nad Aurlandsfjorden
Sognefjord
Poranek z widokiem na fiord uprzyjemnia śniadanie. Dla takich momentów chce się żyć, bez pośpiechu, celebrując chwile. Musimy płynąć dalej, choć chętnie zostalibyśmy tu dłużej. Opatrujemy niewielkie rany kajakowe.
Sognefjord przecina cały okręg Sogn og Fjordane i środkową Norwegię na dwie części. Główny punkt programu tego dnia to dopłynięcie i postój w Kaupanger. To pierwsza większa miejscowość od wodowania w Gudvangen. Na termometrze 30 stopni, więc na głowach lądują kapelusze. W Kaupanger mieści się imponujący drewniany kościół, którego budowę datuje się na rok 1190. Podziwiamy go z zewnątrz dziwiąc się, że budynek przetrwał ponad osiemset lat... W sklepie kupujemy wakacyjne dobra - lody i piwo. Odnoszę wrażenie, że wszyscy mieszkańcy liczącego nieco ponad tysiąc osób Kaupanger, ten upalny dzień spędzają nad wodą.
Foki w Sognefjorden
Płyniemy. Kilka kilometrów dalej przypomina o sobie wypite piwo i Agnieszka prosi o dopłynięcie do brzegu. Spełniam prośbę, a jednocześnie obserwuję gigantyczne ryby, raz po raz wystawiające grzbiety nad powierzchnię wody. Po zaspokojeniu potrzeb fizjologicznych wszystko staje się jasne. To nie były ryby. Zostaliśmy otoczeni przez stado fok. Przyglądało się nam około piętnaście ciekawskich sztuk.
Widzisz, wystawiłaś tyłek i od razu się zjawiły, śmieję się z Agi, jednocześnie nie dziwiąc się reakcji fok.
Lustrafjord
Nazajutrz w miejscowości Kroken, nad samą wodą, spostrzegamy samoobsługowy kiosk. Lodówka z miejscowymi produktami, między innymi sokami i dżemami. Każdy może zabrać, ile chce, zostawiając odpowiednią kwotę w skarbonce. Realia Skandynawii. Ile wody w fiordach musi upłynąć, by w wielu krajach - poza kilkoma wyjątkami - nastała taka mentalność, i wszystkie produkty (a przede wszystkim gotówka ze skarbonki!) nie znikały nim wróci po nie właściciel? O dziwo, kiosk w Kroken przypomina mi się pięć lat później, a tym samym częściowo powraca wiara w to, że coś się zmieni. W Gdyni, na granicy Orłowa i Małego Kacka, otwarto "Malinogród" działający na tej samej zasadzie, co norweski sklepik. Założyciele sami przyznali, iż inspiracją były Szwajcaria oraz Skandynawia. W sklepie, otwartym w godzinach od siódmej rano do dziewiętnastej, można kupić owoce sezonowe, przetwory, soki ze świeżych owoców. Niestety, było już kilka prób opróżnienia skarbonki oraz kradzieży darów ziemi. Na razie problem zniknął dzięki zainstalowaniu monitoringu.
Choć pomysł nam się bardzo spodobał, nie potrzebujemy niczego, i wracamy do wiosłowania. W pewnym momencie widzimy siedzącą na wysokiej skale kobietę z aparatem, z którego jak wielka roślina z małej doniczki wyrasta potężny obiektyw. O wspólne zdjęcie w kajaku z dalszej perspektywy bywa ciężko, uprzejmie poprosiłem więc o fotkę, a także donośnym głosem przeliterowałem adres e-mail, na który miała zostać wysłana. Początkowo oczekiwania i ciekawość odnośnie potencjalnego ujęcia były duże, lecz zdjęcie nie przyszło. Wraz z upływem czasu coraz częściej myślałem, że fotografka po prostu źle usłyszała mój krzyk i pomyliła literkę w adresie lub zwyczajnie zapomniała o nas. A jednak! Niespodziankę otrzymaliśmy w ostatni dzień roku, prawie sześć miesięcy po wyprawie.
Lustrafjorden
Dopływamy pod drugi najwyższy wodospad w Norwegii. Moim zdaniem, Feigefossen urodą znacznie ustępuje wodospadom islandzkim, lecz niezmiennie pozostaje dużą atrakcją regionu. Prawie dwustudwudziestometrowy sznur wody, swobodnie spadający strumieniem na skały. Domki pod nim wyglądają jak makieta. Na koniec dnia udajemy się na spacer w okolice wodospadu. Z bliska robi dużo większe wrażenie.
Czas kończyć pierwszy etap wyprawy. Cztery fiordy za nami, dopływamy do Skjolden i tuż po rozbiciu namiotu na polu kempingowym snujemy plany o możliwie najszybszym dostaniu się do Spiterstulen - bazy wypadowej na okoliczne, najwyższe szczyty całego Półwyspu Skandynawskiego: Galdh?piggen oraz minimalnie mu ustępujący Glittertind.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -Ciąg dalszy dostępny w pełnej wersji książki.