Z wierszem do Brata Alberta - Marcin Staszak
Kup ebooka
10.10 zł
8.38 zł
(10,10 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
Na peronie
na peronie
bez tablicy odjazdów
zatrzymałem się
na skraju zimowej nocy
podróżni
mijali mnie
bez imion
o niczym ważnym
rozmawiałem
ze sprzedawcą
w budce z hot dogami
przemęczony
miejskim gwarem
i śniegiem
szukałem schronienia
wszędzie
próbowano mnie
usunąć
z poczekalni
dworca
pozwolono mi tylko
na chwilę ciepła
w kaplicy kolejowej
starszy mężczyzna
o siwych włosach
i brodzie
zamienił ze mną
trzy słowa
zapytałem o imię
powiedział:
Brat Albert
Ojcze Ubogich
na jedną noc
przenocuj mnie
w swojej
albertyńskiej
noclegowni
Spowiedź szpitalnika
oskarżam serce
z braku miłości
że jej za mało we mnie
więcej poświęceń
by się zdało
więcej podanych
kubków z herbatą
więcej zupy
do talerzy nalanych
więcej rozmów
tych bardziej cierpliwych
asystowania wtedy
kiedy choroba
na łopatki rozkłada
na salach chorych
oskarżam swoje serce
że może za mało
we mnie czułości
że za szpitalnym parawanem
bywam jak bez wiary
że w brudowniku na internie
było za dużo
mocnych zwierzeń
że za mało kocy
rozdałem w noclegowni
że nie czuwałem
przy łóżku chorego
tak jak święci
że za szybko chciałem wyjść
z domu opieki społecznej
nie spowiadam się w tym roku
że w piątki jadałem za tłusto
że kilka ostrych słów
poleciało na wiatr
bo ubogich ktoś znowu wyzwał
grzechów nie wyznaję
że długich modlitw
nie odprawiam
że na tacę
nie daję jak trzeba
bo bardziej
czas cierpiącym oddaję
mnie
szpitalnikowi
nie pamiętaj Panie
że siebie sprzedałem
za miłosierdzie
Albertyńskie Post Morte
tak po prostu
przejść małą drogę
jak Teresa z Lisieux
najskromniej
zaprosić do stołu
tułaczy
naszych czasów
otworzyć na oścież
klasztorne furty
do chleba zaprosić
bo cóż więcej potrzeba
zakochałem się
w albertyńskiej służbie
jak szaleniec
wśród ubogich
staję się małym chłopcem
biedna miłość
jest mi najbliższa
zasiadam
w szorstkim klęczniku
gdy wieczór pachnie
zachodem słońca
to nic
że szary habit
połatany od cudzej biedy
modlę się
na drewnianym różańcu
sam bezdomnym będąc
rozpoznaję
Ubiczowaną Miłość
zamieszkaliśmy razem
pod jednym dachem
tuląc biedę do serca
na Kalatówkach
u Brata Alberta
uczyłem się ciszy
w Schronisku w Bielicach
u księdza Jerzego Marszałkiewicza
zapragnąłem być uczniem
żeby nie minąć się po drodze
z chorym
co dźwiga ból
z bezdomnym
co dźwiga noc
niech i ja
stanę się
ich dobrym bratem