Z widokiem na ocean - Daniel Drożdżał

Reflow text when sidebars are open.
Oto historia, którą opowiedział mi przyjaciel. Jej bohaterem jest Carlos. Zdrobniale wołano na niego Carlinhos. "Wołano", nie "mówiono", bo nie istniały jeszcze wtedy przenośne telefony i ludzi się wołało. Ściślej mówiąc, było to w roku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym ósmym, kiedy Portugalia prowadziła swoje wojny kolonialne, a młodzież na całym świecie buntowała się przeciwko władzy. W Portugalii, gdzie wciąż panowała dyktatura, jedną z najprostszych form nieposłuszeństwa wobec państwa była dezercja. Mój przyjaciel poznał więc Carlosa w pociągu, gdy uciekali przed powołaniem do wojska wraz z paroma rówieśnikami, których wejście w dorosły wiek też przypadło na ten niefortunny moment. Osią wspomnianej historii nie jest jednak polityka, lecz pieniądze, zatem warto przytoczyć pewne liczby.
Carlinhos dostał swój bilet od ojca, a do tego czterysta tysięcy escudo na utrzymanie się przez pewien czas za granicą. Owe czterysta tysięcy stanowiło równowartość dzisiejszych dwóch tysięcy euro. Trudno powiedzieć, czy to duża suma, lecz z pomocą odrobiny szczęścia oraz przyjaciół, którzy mieli czekać na naszych bohaterów w Holandii, powinna wystarczyć na kilka miesięcy. Tymczasem cała grupa uciekinierów miała umówione spotkanie w określonym miejscu w Lizbonie. Problem w tym, że Carlos najwyraźniej nie zapamiętał adresu tego miejsca, a telefony, jak zaznaczyłem, nie były czymś powszechnym, więc połowę kwoty podarowanej przez ojca wydał na prywatny samolot z Lizbony do Faro, by tam po raz kolejny zasięgnąć informacji. Mając na uwadze jak cenna była każda minuta, Carlos z lotniska wziął taksówkę a następnie wrócił do Lizbony wynajętym wcześniej samolotem. Z racji tego, że lot pochłonął wszystkie posiadane przezeń środki, zapożyczył się tym razem u ojca mojego przyjaciela.
Wkrótce, zapewne po wielu perypetiach i z jeszcze bardziej nadwątlonym budżetem, nasz bohater dotarł do Holandii. Co stało się z pozostałymi pieniędzmi, które Carlinhos dostał na wyjazd?
Omówmy to po kolei.
Pierwszym poważny zakupem Carlinha był motocykl. Trochę nim pojeździł, po czym stwierdził, że stan jego portfela niebezpiecznie się kurczy. Motocykl więc po paru dniach został sprzedany i nasz Carlinhos wpadł na pomysł, by odkuć się finansowo, grając muzykę w klubach. Potrzebował do tego instrumentu, a jego wybór padł na elektroniczne pianino. Warto wspomnieć, że elektryczne instrumenty tego typu istniały już nieco wcześniej, podczas gdy elektroniczne, inaczej zwane syntezatorami, były nowym wynalazkiem, hitem sezonu. Jeśli pamięć mojego przyjaciela nie myli i był to w istocie instrument elektroniczny, musiał on kosztować również sporą sumę. Niestety nie przyniósł Carlosowi spodziewanego sukcesu, więc wkrótce trzeba było go sprzedać, ale dzięki temu udało mu się odzyskać część zainwestowanych pieniędzy. O ile jednak nadzieje Carlosa na muzyczną karierę przeminęły bezpowrotnie, nie można powiedzieć tego samego o jego zamiłowaniu do muzyki, czego dowodem był kolejny zakup - gramofon. Mimo to Carlos, jako człowiek pełen pasji i o wszechstronnych zainteresowaniach, nie mógł ograniczać się wyłącznie do jednej dziedziny i w związku z tym, gdy coraz bardziej pochłaniała go sztuka fotografii, postanowił sprawić sobie aparat. Jak wiemy, szastanie pożyczonymi pieniędzmi nie jest rzeczą godziwą moralnie, poza tym nie zawsze wykonalną, dlatego w celu nabycia aparatu, Carlos zdecydował się pozbyć gramofonu. Ów aparat, drogi polaroid, był jego ostatnią inwestycją, o której pamięta mój przyjaciel. Potem ich ścieżki się rozeszły. Wspomnianych transakcji Carlinhos dokonał w odstępie dwóch tygodni. Wszyscy także pamiętają, że w owym czasie często używał dzwoneczka, który w holenderskich barach oznaczał chęć postawienia drinka dla całej klienteli.
Ponowne spotkanie Carlinha z moim przyjacielem miało miejsce również w pociągu. Było to wiele lat później. Carlinhos miał już rodzinę i dzieci, ale nie był zbyt wylewny w rozmowie o tym, czym aktualnie się zajmował. Napomknął coś o handlu nieruchomościami - kupno, sprzedaż, tego typu sprawy. Jakie nieruchomości bądź nieruchomość miał na myśli, niestety nie powiedział. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuścić, że chodziło o jego własną.
Carlinhos był więc dezerterem. Był też trochę maminsynkiem. Był jednocześnie nieudacznikiem i człowiekiem, który czerpał z życia pełnymi garściami. Dla mnie przede wszystkim był artystą, po którym nie pozostanie żadne dzieło.
Tak samo jak mój przyjaciel Paulo.
[1] Wzór mapy pochodzi z witryny yoel.info, a został znaleziony przeze mnie na najskrupulatniej prowadzonym blogu podróżniczym, na jaki udało mi się natknąć w internecie: kornel.travel.pl
[2] Albergue (hiszp.) - schronisko dla pielgrzymów.
[3] Guten morgen (niem.) - dzień dobry.
[4] Z racji niskiego poziomu rozwoju średniowiecznej medycyny była to tylko nazwa używana do określenia przytułku.
[5] Buen camino (hiszp.) - udanej wędrówki.
[6] Camino Primitivo (hiszp.) - droga pierwotna.
[7] Slow walking (ang.) - dosłownie "powolne chodzenie".
[8] Był to najprawdopodobniej GMC Motorhome produkowany w latach 1972-1978.
[9] Na pozornie absurdalny cytat o "znanych wiadomych, nieznanych wiadomych i nieznanych niewiadomych" trafiałem, czytając dzieła specjalistów z tak różnych dziedzin jak fizyka (Marcus du Sautoy), psychologia (Daniel Kahneman) czy nawet ekonomia (Ha-Joon Chang).
[10] Polpa de polaco con calamares (hiszp.) - ośmiorniczka po polsku z kalmarami.
[11] Największa konserwatywna partia w Hiszpanii założona przez dawnych popleczników generała Franco.
Wypłata poszła na kwiaty i szampana,
Jazdę za dnia i tańce do białego rana.
Życie było jak marzenie
W moim starym volkswagenie.
- Martin Sexton "Gypsy Woman"
W celu przybliżenia czytelnikom postaci mojego przyjaciela Paula, najłatwiej będzie przytoczyć pewną anegdotę. Otóż, przyjechawszy do Portugalii, nie dysponowałem żadnym adresem, a nadal potrzebne mi było kilka przedmiotów, których nie mógłbym dostać w stacjonarnym sklepie. Oprócz tego rodzice mieli mi wysłać dokumenty od samochodu, bo nie zdążyłem ich odebrać w kraju. Pomyślałem więc, że najlepszym sposobem będzie skorzystanie z adresu przyjaciela, gdyż tak czy inaczej zamierzałem go odwiedzić.
Zdając sobie sprawę z niefrasobliwości Paula, w dzień przed nadejściem pierwszej paczki poinformowałem go, że łącznie ma się spodziewać trzech - dwie z internetowych sklepów oraz jedna od mojego taty. Napisałem również, by dał znać, gdy je otrzyma, co pozwoliłoby mi ustalić odpowiedni moment wyjazdu do Algarve, rejonu w południowej części Portugalii, w którym Paulo mieszkał. Śledząc paczki w Internecie po numerze nadania, zauważyłem że dwie z nich już nadeszły, lecz mój przyjaciel wciąż się nie odzywał. Zaniepokoiło mnie to. Poza tym zbliżał się wolny od pracy weekend, podczas którego mogłem odbyć planowaną podróż na południe, więc ponowiłem moje zapytanie do Paula, czy część paczek dotarła, czy jeszcze nie. Odpowiedź była następująca:
Cześć, Daniel!
Poprzez słowo parceiro (po portugalsku partner) zrozumiałem, że chodzi o twoich znajomych. Owszem, przyszły dwa tajemnicze zamówienia pocztą: jedno ze szkłem do telefonu i jedno z miniaturowym telefonem. Jedno ze Szwecji a drugie z Hiszpanii, lecz nie miałem pojęcia, czemu je dostałem. Szkło jest u mnie, ale telefon dałem Xavierowi, który z kolei sprzedał go swojemu szefowi. Poproszę go o zwrot. Powinieneś był podać przy zamówieniu swoje nazwisko zamiast mojego. Do zobaczenia wkrótce, P.
Napisałem do Natalii, co skomentowała słowami:
- Oto cały Paulo.
To właśnie był Paulo, a moja pierwsza styczność z jego osobą miała miejsce w równie zadziwiających okolicznościach, jak ta ostatnia. Było to dziesięć lat temu. Zakończyłem pracę na stacji paliw w mieście, w którym studiowałem, czyli w Poznaniu, wyruszyłem za zarobione pieniądze w dwumiesięczną podróż i po powrocie zacząłem szukać nowego zajęcia. Mój wybór nie ograniczał się do Polski, więc rozsyłałem zgłoszenia także do innych krajów, choć ani razu nie przemknęło mi przez myśl, że odezwie się ktoś z Portugalii.
Portugalia była jednak krajem, który zajmował nie tylko moje myśli, ale również sny. Zdarzyło mi się raz, po obejrzeniu filmu Lisbon Story, dojechać autostopem do samego krańca kontynentu, na Przylądek Roca. Parę nocy spędziłem pod gołym niebem pośród wąskich lizbońskich uliczek, gdzie budziło mnie słyszane jeszcze wówczas pianie kogutów. Gdy zobaczyłem czerwony most, podobny do tego z San Francisco, zakochałem się w tym mieście. Obraz Portugalii, który powracał do mnie w snach, najczęściej nie przypominał widoków ujrzanych tam własnymi oczyma, lecz scenę z plakatu, wiszącego w toalecie jednego z poznańskich pubów. Scena ta przedstawiała człowieka, siedzącego z opuszczoną głową pod jakimś murem, być może w trakcie sjesty, która niegdyś istniała w Portugalii. Nad nim wisiał znak ze strzałką i napisem LISBOA. Właśnie ten obdarty mur, te odcienie, które nawet w czerni i bieli wydawały się mieć kolor, i ten spokój, były scenerią wielu moich marzeń sennych, a ów drogowskaz nieustannie kierował moje myśli w tamte strony. Chciałem kupić plakat, ale po pewnym czasie zniknął, zastąpiony reklamą filmu Jima Jarmuscha.
[1] Portal internetowy do nawiązywania kontaktów zagranicą, który powstał jeszcze przed Couchsurfingiem.
[2] Peace and love (ang.) - miłość i pokój.
[3] Po dokładniejszej analizie okazało się, że dla kamperów jest niższy, ale łącznie z podatkiem drogowym i tak nie mniejszy od kosztów corocznych wycieczek do Polski przez parę lat.
[4] Wyrażenie "nie przeszkadzać" napisane w formie bliższej portugalskim regułom wymowy.
[5] Carlo Rovelli Rzeczywistość nie jest tym, czym się wydaje. Feeria 2017.
[6] Historia ta została opisana w jego książce Hiperprzestrzeń.
[7] Przenoszenie elementów działalności (na przykład zarządzanie kadrami) na zewnętrzne firmy znajdujące się często za granicą.
[8] Strona internetowa przeznaczona do sprzedaży lub wymiany różnych przedmiotów między użytkownikami.
[9] Słodkie życie, reż. Federico Fellini. Francja, Włochy 1960.
[10] Plantar uma Árvore (port.) - posadzić drzewo.
[11] Gunshot! Girlfriend (ang.) - strzelanina, dziewczyna.
[12] Utwór "Burning the Midnight Oil" Thomma Jutza i Petera Cronina pochodzi z prequelu Life is Strange: Before the Storm wydanego w 2017.
[13] Sorry, excuse me (ang.) - przykro mi, przepraszam.
[14] Tak wynikało z opowieści żony, które tuż przed wydaniem książki okazały się w dużej mierze fikcją. Doprowadziło to ostatecznie do bardzo bolesnego dla mnie rozstania. Aby zachować ciągłość oraz spójność fabuły, przytoczyłem jej historię dokładnie w takiej formie, w jakiej była mi wówczas znana. Mimo zdobycia ogromnej ilości informacji na temat prawdziwego, nieopisanego tutaj życia Natalii, w którym jednak nie potrafiła stawić czoła rzeczywistym problemom, całej prawdy nigdy nie poznałem.
[1] Luis Bu?uel Moje ostatnie tchnienie. Świat Literacki 2006.
[2] 2046, reż. Wong Kar-Wai. Chiny, Francja, Hongkong, Niemcy, Włochy 2004.
[3] Preppers (ang.) - określenie ludzi, którzy przygotowują się na mającą nastąpić w nieokreślonym momencie katastrofę.
[4] The Pilgrim and the Stars (ang.) - pielgrzym i gwiazdy.
[5] Propriedade privada (port.) - własność prywatna.
[6] Jack Kerouac Big Sur. Wydawnictwo W.A.B. 2011.
[7] Hard science fiction (ang.) - "twarda" fantastyka, podgatunek nie wykraczający treścią poza ramy wiedzy podpartej nauką.
[8] Określenie wojskowych oficerów, którzy doprowadzili do kwietniowej rewolucji w 1974 roku.
[9] Kultowy polski serial emitowany w latach siedemdziesiątych.
[10] Layoff (ang.) - tymczasowe zawieszenie lub ograniczenie działalności gospodarczej.
[11] Grupa odrestaurowywanych przez rząd od 1991 roku jednostek osadniczych o ważnym znaczeniu dla historii kraju.
[12] Według internetowych źródeł jest możliwe, że już w ogóle go tam nie ma, albo istnieją tylko pojedyncze osobniki.
[13] W zasadzie nie wiedziałem, czy to jałowiec, lecz zgodnie z danymi w internetowej encyklopedii portugalskiej flory (flora-on.pt) było to najbardziej prawdopodobne źródło zapachu.
[14] Papież Franciszek Encyklika Laudato si". W trosce o wspólny dom. Wydawnictwo M 2015.
[15] Liberdade, igualdade, fraternidade (z port.) - wolność, równość i braterstwo.
[16] Skrót od wyrażenia "Chuj w dupę policji".