Z pamiętnika siostry zakonnicy - Gabriela Zapolska

Kup ebooka

12.50 zł
10.25 zł (9,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Z PAMIĘTNIKA SIOSTRY ZAKONNICY

Prosisz mię Pani, abym skreśliła ci jakiś moment, jedną chwilę z moich wspomnień. Cóż ci powiem, jakże wywiążę się z trudnego zadania, jakie na mnie włożyłaś? Jeśli chcesz płakać i smucić się, zażądaj odemnie powieści, jeśli pragniesz się roześmiać, - powiedz mi to lepiej. Wspomnienia moje wszystkie - to jedno pasmo bólów i nędz ludzkich, to jęk konającego, modlitwa wśród ciszy bezsennych nocy. Powieści moje smutne jak łza sieroca. Jeśli więc nie odwracasz ze wstrętem swej pięknej twarzy od cierpień i nieszczęść twych bliźnich, mogę cię ukołysać do snu mem opowiadaniem. Będzie to intermezzo w twych codziennych rozrywkach, - a choć słowa moje nie będą pendant do uroczego walca, którego tańczyłaś na balu w resursie... czytaj je, abyś wiedziała, ty dziecko szczęścia, że są dzieci niedoli i smutku na świecie. Gdy w przeszłym roku zwiedzałaś nasz szpital, zawiodłam cię do oddziału obłąkanych. Bałaś się bardzo tych biednych kobiet wynędzniałych, płaczących to śmiejących się naprzemiany, bałaś się tych oczów szeroko roztwartych, tych rąk kurczowo zaciśniętych, rwących odzież w nieprzytomnym szale. Drżałaś wtedy i tuliłaś się do mnie jak dziecię. Dziwiłaś się tylko, że na mój głos śmiechy ustawały, - łzy przestawały płynąć i te nieszczęśliwe istoty z łagodnym uśmiechem czepiały się rąk moich i powtarzały: "Siostra Marta! Dobra siostra Marta". Pytałaś mię wtedy, jakiemi czarami zdołałam zapanować nad tymi ludźmi bez duszy, nad temi ciałami, co bez własnej woli, - bez świadomości swego istnienia żyją i cierpią często za cudze winy. Odpowiedziałam ci: - "To między Bogiem i mną tajemnica". Mówiłam prawdę, - bo oto mnie samej jest tajemnicą, skąd ta miłość moja dla tych nieszczęśliwych, - gdzie źródła tego uczucia, które mi każe kochać ich i myśleć bezustannie o ich cierpieniach. - Bóg jeden wie tylko i zna to źródło łaski, - jam jego cicha służebnica, wypełniam tylko Jego świętą wolę. Z ogólnej sali poszliśmy do ogrodu. W ogrodzie była cisza, spokój, pełno woni i blasków słonecznych. W zwierciadlanej powierzchni naszej małej sadzawki śmiał się do nas błękit nieba. Na wzgórku otoczona zielonością bielała Najświętsza Panna i wyciągała ku nam swe marmurowe dłonie. Obłąkanym chodzić do ogrodu nie wolno. Odetchnęłaś swobodniej. A przecie zasmuciłaś się raz jeszcze, - nad brzegiem wody ujrzałyśmy siedzącą na trawie bladą kobietę - mającą na sobie szary strój szpitalny. Zapytałaś mię, czy to warjatka. Nie odpowiedziałam ci na to, bo to była rzeczywista warjatka. Lekarze mówili, że cierpi na czarną melancholję. Mnie się zdawało co innego, - ale nie wyjawiałam swego zdania.

Mojem zadaniem spełniać przepisy lekarza, - o reszcie decydować mi nie wolno.

----------

Kobieta siedziała na trawie i nucąc zrywała dokoła trawki i polne kwiaty, z których wiła mały wianek.

Nie słyszała naszych kroków, stałyśmy więc długo i przypatrzyłaś się jej do woli. Pamiętasz zapewne tę twarz bladą, drobną dziecięcą niemal - te wielkie oczy czarne i smutne jak noc bezsenną, te włosy czarną kaskadą spadające na ramiona i okrywające smukłą postać jakby płaszcz królewski. - O! pamiętasz ją zapewne, - bo ja widzę ją codziennie w snach moich. Przychodzi wśród ciszy nocnej, pochyla swą piękną głowę i mówi: "Siostro Marto! Smutno! Bardzo mi smutno!" O! było ci smutno na świecie, ty biedna kobieto, wiem o tem i bez skargi Twojej, ale jakże ci teraz?... Może jeszcze smutniej. Pytałaś mię o jej przeszłości, chciałam ją opowiedzieć choć w krótkich słowach, ale dzwonek powołał mię do chorej i niemogłam zaspokoić twą ciekawość. Prosiłaś mię o skreślenie jednego wspomnienia: dobrze, niech to wspomnienie będzie zarazem odpowiedzią na twe zapytanie uczynione mi w ogrodzie na widok smutnej i bladej kobiety. Ona biedna nie rozgniewa się, gdy uchylę przed Tobą kartę jej życia. Śpij spokojnie i cicho pod zimną mogiłą. Biedna Ella! Przywieźli nam ją w zimie zziębniętą i milczącą. - "Córka mi zachorowała, nic nie je, nie gada, zróbcie co z nią, niech odżyje". Tak powiedział ojciec, biedny rzemieślnik, gdy stanął przed rządcą szpitala. - "Przyszło to nieszczęście nagle, zawsze była wesoła i bardzo spokojna,.. teraz do niczego, - chowa się po kątach a gada od rzeczy". Dziewczyna stała opodal, owinięta w grubą wełnianą chustkę, - czarne włosy dawno nieczesane spadały w grubych pasmach na zmarszczone czoło. Twarz miała czarne plamy z brudu i kurzu. - Usta nerwowo zaciśnięte drgały od czasu do czasu jakimś nieokreślonym, dziwnym uśmiechem. - "Chciałem ją za mąż wydać,.. i miało być niedługo wesele, ale się tak znarowiła, że rady sobie z nią dać nie mogę" - ciągnął dalej w formie bliższych objaśnień ojciec. - Czarne brwi dziewczyny ściągnęły się nagle, głuchy, przeciągły jęk wydarł się z jej piersi. - "Ot widzicie, państwo, to tak zawsze kiedy o weselu wspomnę" - tłumaczył ojciec - "a szkoda! Bo Jacenty Skórkowski i człek uczciwy, stateczny, zasobny a nawet familjant, familjant!" I byłby tak opowiadał do nieskończoności, ale pan rządca wezwał go do załatwienia formalności, podania wieku, imienia... Dowiedziałam się wtedy, że nowa pacjentka ma lat dwadzieścia, imię Graziella, - co mię zadziwiło niemało. - "Graziella, - tak Graziella," - objaśnił ojciec - Dziwne to i pogańskie imię, ale niemogłem się sprzeciwiać jaśnie wielm. hrabinie, która dziecko do chrztu św. podawała a później je do siebie wzięła. - My ją w domu nazywamy Ella, choć i to, Boże odpuść, - nie po katolicku". Machnął ręką i spojrzał na córkę. - "Urodziła się na swoją i moją biedę, co mi teraz po niej, - weźcie ją, panowie, może ją do rozumu przyprowadzicie". W tej samej chwili wszedł lekarz miejscowy. - Był to młody i bardzo piękny mężczyzna, - mówię to słowo piękny z całem przeświadczeniem, że nie popełniłam grzechu chwaląc urodę doktora. Patrzałam nieraz długo na tę twarz białą, gładką, okoloną promieniami jasnych włosów i dziwiłam się, dlaczego w tak pięknem ciele tak brzydka dusza siedlisko dla siebie obrała. Mówiły kobiety, że zgubiona ta, dla której się piękne usta doktora w uśmiech przystroją, - ja o tem sądzić nie mogę, ale dla mnie był on tylko złym i nieszlachetnym człowiekiem, pełnym fałszu, obłudy i cynizmu. Jego nieuczciwa dusza mówiła do mnie z każdego uśmiechu, z każdego spojrzenia szafirowych oczów, z każdego ruchu jego wyniosłej postaci. Gdy po śmierci starego i zacnego dr. Gunthera przyprowadzono nam młodego i nieznanego jeszcze zastępcę, jakiś dreszcz trwogi przeszedł po mojem ciele. Zdawało mi się, że razem z tym człowiekiem weszło w nasze mury nieszczęście, że ciemna chmura zawisła nad naszym szpitalem. Do tej chwili nieszczęść wyraźnych nie było, - ale ileż to nocy bezsennych przepłakały biedne kobiety, do których uśmiechnął się piękny doktór, - na iluż to rozpalonych gorączką i miłością głowach musiałam trzymać moje chłodne dłonie i słowami pełnemi łagodności ostrzegać biedne serca przed grożącem niebezpieczeństwem! - Choć jestem siostrą miłosierdzia i noszę brzydką grubą sukienkę, ale kobietą pozostanę zawsze i wszędzie, - instynktem odgaduję cierpienia, które zawiedzione uczucie sprawia, nie doznawałam ich nigdy, ale tak, jak odczuwam ból rannego lub jęk chorego, któren kona trawiony gorączką - tak rozumiem tę hydrę stugłową, która Wam, kobietom ze świata, w serce się wpija a którą wy miłością zowiecie! Gdy więc ujrzałam tę smutną i bladą twarz dziewczęcą, rozjaśniającą się pod uśmiechem doktora jakby za wpływem różdżki czarodziejskiej, zadrżałam nagle o to biedne dziewczę, które od pierwszej chwili uległo magnetycznemu wzrokowi tego człowieka. - "Pójdę z Tobą!" - wyrzekła dziewczyna podając mu rękę i wychodząc razem z nim z sali. Ja szłam o kilka kroków za niemi i widziałam, jak doktór okiem znawcy oceniał już piękność i urok nowoprzybyłej. - Ona szła tuż przy nim spokojna z dziwnym wyrazem w oczach i wpatrzona w złote włosy mężczyzny z dziecięcym niemal zachwytem. Przechodziliśmy długim ciemnym kurytarzem, prowadzącym do oddziału obłąkanych. W niży na prawo stoi tam duży krzyż drewniany, a na nim Bóg-człowiek wyciąga swoje skrwawione ramiona. U stropu migoce mała lampeczka zapalona moją ręką. - Ileż raz klęczałam na tej kamiennej posadzce prosząc Boga o ulgę w cierpieniach dla drugich. On najlepszy lekarz dla duszy i dla ciała. Mijaliśmy właśnie krzyż. - Ella stanęła chwilę i przytomnym nieomal wzrokiem spojrzała na Chrystusa w cierniowej koronie. - "Pan Jezus!" - wyszeptała cicho. Zbliżyłam się szybko ku niej. - "Pomódl się, Ello!" - rzekłam ujmując jej rękę. - "Chodź za mną!" - odezwał się w tej chwili głos doktora, któren, uszedłszy kilka kroków, stanął czekając na swą pacjentkę. - "Pójdę z Tobą!" - rzekła powoli i jakby we śnie postąpiła dalej nie obejrzawszy się nawet za Panem Jezusem. - "Pójdę z Tobą" - powtórzyła raz jeszcze, gdy złączywszy się z doktorem szła dalej ciemnym kurytarzem. Ja zostałam przy krzyżu nagłym smutkiem zdjęta - chciałam za pomocą modlitwy i Boga obudzić choć na chwilę tę biedną duszę, której błysk dostrzegłam, - uśmiech pięknego doktora i dźwięczny głos jego zniszczył mój zamiar. Wobec jego potęgi uczułam się bezsilną. - Gdy umilkł odgłos kroków doktora i Elli w ciemnej głębi pustego kurytarza, zdawało mi się ciągle dostrzegać te dwie postacie idące obok siebie a w powietrzu dźwięczał jeszcze drżący głos Elli, mówiący "Pójdę z Tobą!"

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.