Z pamiętnika jeża Emeryka - Marta Wiktoria Trojanowska

Kup ebooka

32.90 zł
27.31 zł (27,97 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

25 sierp­nia

Pola

Pro­si­łam i bła­ga­łam bar­dzo długo. Na­prawdę! Pies, kot, świnka mor­ska, cho­mik, myszka... Co­kol­wiek, co ma fu­terko i cztery łapy. Tak bar­dzo chcia­łam mieć ja­kieś pu­chate zwie­rzątko. Ta­kie do przy­tu­la­nia i gła­ska­nia. Mię­ciut­kie jak moje przy­tu­lanki!

Je­stem Pola i od za­wsze za­zdro­ści­łam ko­le­żan­kom i ko­le­gom, któ­rzy mają czwo­ro­noż­nych pu­pili. Wła­śnie za­czę­łam czwartą klasę, ale do­sko­nale pa­mię­tam, że kiedy dzieci ma­lo­wały w przed­szkolu swoje uko­chane zwie­rzęta, ja por­tre­to­wa­łam Ma­riolę - kota miesz­ka­ją­cego u cioci na wsi. I uda­wa­łam, że to mój kot. A kiedy pani w szkole ka­zała opi­sać swoje zwie­rzę - rów­nież po­ra­to­wała mnie Ma­riola. Mam na­dzieję, że opis był wierny, bo wi­dzę ją tylko od czasu do czasu, więc nie pa­mię­tam już do­kład­nie, gdzie ma ciem­niej­sze łatki.

No do­brze, przy­znaję się, u nas w domu też miesz­kało jedno zwie­rzę - bo­jow­nik. Był bar­dzo ładny, a kiedy pły­wał wolno w ma­łym akwa­rium wy­ło­żo­nym mu­szel­kami przy­wie­zio­nymi przez nas znad mo­rza, tak pięk­nie fa­lo­wały mu płe­twy, że i mnie zda­rzało się pa­trzeć na niego z za­chwy­tem. Ale cóż, że był ładny, skoro nie można było wziąć go na ręce, przy­tu­lić i po­gła­skać. Poza tym tylko pły­wał i pły­wał, ewen­tu­al­nie jadł i jadł, a ja wy­da­wa­łam mu się zu­peł­nie obo­jętna.

Kiedy jed­nak pró­bo­wa­łam roz­ma­wiać z mamą i tatą o moim wła­snym pu­cha­tym zwie­rzątku, za­wsze sły­sza­łam ten sam ze­staw od­po­wie­dzi: pies nie - bo to od­po­wie­dzial­ność i nie bę­dzie go miał kto wy­pro­wa­dzać rano, kot nie - bo to od­po­wie­dzial­ność, a poza tym mama ma aler­gię; świnka, cho­mik, myszka nie, bo to od­po­wie­dzial­ność, a poza tym ja mam aler­gię... A wła­śnie, że nie mam! To zna­czy mam, na nie­które drzewa, i kiedy wio­sną za­czy­nają ob­ra­stać w li­ście i pąki, po­twor­nie ki­cham i kaszlę. Ale to wcale nie ozna­cza, że ki­cha­ła­bym rów­nież na cho­mika albo świnkę mor­ską, choć mama mówi, że wła­śnie tak może się stać. Ale prze­cież te pu­chate stwo­rze­nia nie mają li­ści i pą­ków! A ja nie mam uko­cha­nego zwie­rzątka. To zna­czy do­tąd nie mia­łam. Ale to się zmieni! Czuję, że się zmieni!

Po­wiem Wam szcze­rze, że zu­peł­nie nie wiem, jak to się stało, że po tylu proś­bach, groź­bach, tu­pa­niach, krzy­kach, pła­czach i spo­koj­nych roz­mo­wach na­gle mój los - czyli los bied­nego dziecka ma­rzą­cego o uko­cha­nym pu­pilku - za­czął się od­mie­niać. No, oczy­wi­ście nie od razu udało mi się na­mó­wić ro­dzi­ców. Szcze­gól­nie tata był bar­dzo oporny. Dla­tego sku­pi­łam swoje wy­siłki na ma­mie. Wie­cie, jak to jest, jed­nego z ro­dzi­ców za­wsze ła­twiej prze­ko­nać do swo­ich ra­cji. A ja czu­łam, że po kilku ty­go­dniach co­dzien­nego po­wra­ca­nia do te­matu, to wła­śnie mama za­czyna się ła­mać. To zna­czy nie tak do­słow­nie ła­mać. Po pro­stu prze­stała być taka sta­now­cza, a któ­re­goś po­po­łu­dnia po­dej­rza­łam na­wet, jak czyta w ko­mórce o opiece nad je­żem pig­mej­skim.

Bo to wła­śnie o jeża za­czę­łam mę­czyć ro­dzi­ców.

Tak, wiem, co za­raz po­wie­cie; jeż nie jest pu­chaty tak jak moje ma­skotki, choć aku­rat jego brzu­szek po­krywa miłe i mięk­kie fu­terko. Ma kolce i nie jest ta­kim przy­tu­la­skiem jak pies czy kot, ale zro­zum­cie, wy­da­wało mi się, że to naj­lep­sze roz­wią­za­nie. Zwłasz­cza je­śli mam speł­nić swoje ma­rze­nie o zwie­rzę­ciu, które będę mo­gła cho­ciaż wziąć na ręce, a nie tylko pa­trzeć, jak fa­luje płe­twami i od­pływa pod ka­mienny mo­stek. Poza tym sły­sza­łam w jed­nym pro­gra­mie na YouTube, że jeże nie po­wo­dują ki­cha­nia i ka­sła­nia! Na­prawdę! No, przy­naj­mniej u więk­szo­ści lu­dzi. A na ten ar­gu­ment mama po­zo­sta­wała bez­silna. Poza tym jeża nie trzeba wy­pro­wa­dzać na spa­cery, za­ba­wiać i pil­no­wać. Co prawda z tym pil­no­wa­niem to nie by­łam taka pewna, ale wy­pro­wa­dza­nie z pew­no­ścią od­pada. Żad­nego po­ran­nego wsta­wa­nia! Czy to nie wspa­niałe? Na­leży tylko za­pew­nić mu cie­pły kąt, je­dzonko i tro­chę miej­sca, żeby mógł wy­tup­tać się do woli. Tak mó­wili w tym pro­gra­mie. A do­kład­nie, to mó­wiła pani, która trzy­mała jed­no­cze­śnie na ręku cał­ko­wi­cie oswo­jone, spo­kojne zwie­rzątko, które smacz­nie spało, wtu­la­jąc pysz­czek w za­głę­bie­nie ręki. Wspa­niała wi­zja, prawda?

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki