Z nosem w smartfonie Co nasze dzieci robią w internecie i czy na pewno trzeba się tym martwić? - Karol Jachymek

Kup ebooka

39.99 zł
35.99 zł (23,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
 
 

- Moja córka jest uzależniona od smartfona.

 

To zdanie usłyszałem podczas moich warsztatów. Powiedziała je matka nastoletniej dziewczyny wyraźnie zaniepokojona tym, że jej córka przez parę godzin dziennie korzysta z internetu. Nie zaskoczyło mnie to szczególnie. Rodzice i nauczyciele bardzo często przychodzą na moje szkolenia, uznając je za formę terapii, przy okazji żaląc się i narzekając na swoje dzieci lub na swoich uczniów. Chcą także, żebym podpowiedział im, co mają zrobić, żeby skutecznie zakazać im internetu. Zazwyczaj wychodzą wtedy mocno zawiedzeni.

 

- Dlaczego pani tak sądzi? - zapytałem.

- Miała się uczyć do egzaminu ósmoklasisty, ale cały czas patrzyła w ekran i zajmowała się czymś innym. Zdecydowałam więc, że odłączę wi-fi w całym domu. To było jakieś dwa tygodnie temu. Wracam z pracy. I co widzę? Razem ze swoją młodszą siostrą siedzi jakoś dziwnie przy drzwiach od balkonu. Dlaczego tam? Tam był zasięg. ZHAKOWAŁA SIEĆ SĄSIADÓW!

- Hmm... Jeśli spojrzeć na to z trochę innej perspektywy, to w gruncie rzeczy ma pani dość kreatywną córkę. Hakowanie to nie jest prosta sprawa.

- Nie. Internet całkowicie już ją pochłonął. Ciągle kłamie. Jak wchodzę do jej pokoju, to szybko przełącza stronę i mówi, że korzysta z Librusa. Chyba muszę wysłać ją do specjalisty. Zgadza się? Co mam z nią zrobić? Jak mogę jej pomóc?

 

Takich pytań słyszałem już setki. Zawsze trudno mi na nie odpowiedzieć. Żeby to zrobić - muszę najpierw poznać cały kontekst i zrozumieć, czy sytuacja opisana przez rodzica lub nauczyciela rzeczywiście jest problemem. Wtedy mogę polecić im odpowiednie rozwiązania i zasugerować właściwych ekspertów. Jasne. Internet to nie jest niewinny świat, po którym wszyscy możemy całkowicie bezkarnie biegać, nie myśląc wcale o konsekwencjach. Choć często okazuje się, że jako dorośli troszkę w tych naszych opowieściach przesadzamy...

Dlaczego jednak zapamiętałem akurat tę historię - skoro było ich tak wiele? Tym razem bowiem kobieta, tak zmartwiona zachowaniem swojej córki, przez cały czas trwania warsztatów siedziała z nosem w smartfonie. Po ich zakończeniu postanowiłem do niej podejść, żeby chwilkę z nią na ten temat porozmawiać. Zdenerwowała się.

 

- TO ZUPEŁNIE CO INNEGO!

- Tak. Rozumiem. Ale...

- To moja córka ma kłopot z internetem, A NIE JA! Ja przecież musiałam. To była ważna sprawa. A ona? Ona nawet jak wraca ze szkoły, nie może się oderwać od swojego telefonu. Czy wie pan, co ona za każdym razem robi? Dzwoni do mnie i mówi: "Mamo, porozmawiaj ze mną, nie chce mi się iść tak samej do domu". Nawet przez moment nie umie pobyć sam na sam ze swoimi myślami. Jak ją wyciągnąć z tego nałogu?

 

Niestety na to pytanie zupełnie nie umiałem już odpowiedzieć...

 

Ta książka nie będzie o zagrożeniach. Nie będzie się też koncentrować na problematycznym korzystaniu z internetu (choć naturalnie opowiem w niej także trochę o dobrych regułach funkcjonowania w sieci). Na temat ten powiedziano i napisano już bardzo wiele. Ba! Zaryzykuję nawet twierdzenie, że to głównie przez pryzmat zagrożeń myślimy zazwyczaj o aktywnościach podejmowanych przez młodych ludzi w ich komputerach lub telefonach. Tak, tak. Jasna sprawa. Wszyscy wiemy, że robią tam oni również mnóstwo świetnych rzeczy. Ale skoro nie dzieje im się wtedy nic złego, to po co się tym zajmować? Przecież doskonale radzą tam sobie bez naszego udziału. Niekiedy podobne słowa padają z ust dorosłych...

Tymczasem to właśnie wiedza na ten temat może pomóc nam dużo lepiej zrozumieć nasze dzieci i naszych uczniów. Dzięki niej łatwiej będzie nam też towarzyszyć im w dorastaniu i wspólnie z nimi ustalić zdrowe zasady korzystania z mediów cyfrowych. To moim zdaniem bardzo ważna rzecz móc od czasu do czasu powisieć sobie ze swoją córką na telefonie lub razem poszukać, gdzie jest najlepszy sygnał wi-fi. I nie martwić się, że technologie tylko popsują wasz kontakt i że z miejsca spotka was tam coś złego.

Nie jestem fanem radykalnych zakazów. Jeśli więc chcesz się dowiedzieć, w jaki sposób zakazać młodym ludziom internetu - nie kupuj tej książki. Zamiast zabraniać, zanurzymy się w niej w codzienną rzeczywistość młodych osób wypełnioną memami, dramami i TikTokiem. Z empatią przyjrzymy się również twórczemu potencjałowi sieci i porozmawiamy o tworzeniu wspólnot i wzmacnianiu relacji za pomocą mediów cyfrowych. Siedzenie z nosem w smartfonie nie zawsze musi być przecież oznaką samych kataklizmów.

Zresztą rozwinę to wszystko w kolejnych rozdziałach. Opowiadam w nich o tematach, o których wielokrotnie rozmawiałem podczas moich spotkań z rodzicami, nauczycielami czy pracownikami firm i instytucji. Czasami przesadzam, prowokuję i wsadzam kij w mrowisko. Zazwyczaj staję też po stronie młodych osób i mówię z ich perspektywy. Przyjmuję rolę tłumacza. Zdarza mi się również nie podawać gotowych rozwiązań. Zakładam, że podróż przez tę książkę ma być przede wszystkim empatyczną próbą zrozumienia punktu widzenia naszych dzieci i uczniów. To moim zdaniem bardzo potrzebna umiejętność - potrafić wsłuchać się w ich głosy, mimo iż niekiedy nasze i ich oczekiwania dotyczące preferowanych sposobów spędzania czasu w mediach cyfrowych mogą być całkowicie sprzeczne ?.

"Obraz wykorzystania mediów przez młodych ludzi nie jest statyczny i szybko się dezaktualizuje, co dotyczy szczególnie powszechności wykorzystania poszczególnych narzędzi internetowych" - napisał kiedyś profesor Jacek Pyżalski. Ta gigantyczna wręcz dynamika dzisiejszego internetu była również największym wyzwaniem podczas pisania tej książki. Przyglądam się w niej zatem nie tylko nowościom (które pewnie wkrótce i tak się przeterminują). Sięgam także po starsze przykłady. Opisywane w niej zjawiska traktuję przede wszystkim jako swego rodzaju ilustracje, które mają na celu pomóc nam po prostu lepiej zrozumieć mechanizmy współczesnej kultury cyfrowej (nie tylko) młodych osób.

Miłej lektury! ?

 
 

Pisanie książki o mediach, internecie i kulturze cyfrowej młodych osób to nie lada wyzwanie. Nie tylko dlatego, że świat ten zmienia się niemal z dnia na dzień, i to w zawrotnym tempie. Czasem trudno za nim nadążyć - zwłaszcza jeśli chcemy być na bieżąco (a czy zawsze musimy być na bieżąco - to już inna sprawa!). Większa trudność leży gdzie indziej - jest to jeden z tych gorących tematów, które w nas, dorosłych, potrafią wywołać wiele skomplikowanych emocji. Jak choćby strach.

- Co robi moje dziecko w sieci?

- Czy na pewno jest tam bezpieczne?

- Dlaczego non stop siedzi z nosem w smartfonie?

- Jak odciągnąć je od ekranu?

- Kiedy wreszcie wyloguje się z mediów społecznościowych i zacznie żyć w "realnej rzeczywistości"?

 

Wszystko to pytania, które pewnie nieraz pojawiły się w głowach rodziców (ale też dziadków, nauczycieli, edukatorów i innych dorosłych, którzy na co dzień mają kontakt z młodymi osobami).

Obecność młodych ludzi w sieci często nas niepokoi. Martwimy się o nich. Chcemy im pomóc uwolnić się z sideł niekorzystnego dla nich wpływu mediów, a ich cyfrowe działania wywołują w nas przerażenie. O dominacji tego punktu widzenia świadczą co rusz pojawiające się na rynku publikacje czy popularne programy edukacyjne. W większości skupiają się one na kwestiach związanych z bezpieczeństwem, dezinformacją, cyberprzemocą, hejtem, bullyingiem, utratą prywatności, ochroną danych, uzależnieniami czy brakiem odpowiedniej higieny cyfrowej, a także na wszelkich innych aspektach dotyczących problematycznego użycia mediów. Wyzwanie to dostrzegł także profesor Jacek Pyżalski, który we wstępie do raportu Pozytywny internet i jego młodzi twórcy wyraźnie stwierdził: "Większość dostępnych raportów koncentruje się na ryzykownej (ciemnej) stronie używania internetu przez młode pokolenie. [...] Przeciwny kraniec funkcjonowania młodych ludzi w środowisku online, czyli działania o charakterze pozytywnym, jest dużo słabiej rozpoznany empirycznie".

Ryzykownej strony internetu dotyczy też większość szkoleń skierowanych do młodych osób:

 

- Szanowni, pewnie się ucieszycie - jutro nie będzie sprawdzianu. Idziemy do domu kultury na kolejne warsztaty dotyczące zagrożeń i uzależnień cyfrowych.

- Proszę pani... Szósty raz? Może zamiast tego tym razem nauczylibyśmy się kręcić profesjonalne filmy do internetu?

- Profesjonalne filmy? A niby do czego to wam się potem przyda?

- To może lepiej napiszmy już ten sprawdzian...

 

A przecież moglibyśmy zorganizować dla nich warsztaty z tworzenia filmów, przy okazji wspominając o największych wyzwaniach czy mieliznach, na które możemy wpaść podczas korzystania z internetu.

Chociaż raport Pozytywny internet i jego młodzi twórcy opublikowany został w 2019 roku, od tej pory prawie nic się nie zmieniło. W mówieniu o kulturze cyfrowej młodych osób w dalszym ciągu dość rzadkie są głosy wspierające, przyglądające się jej w empatyczny sposób, doceniające jej potencjał i z ciekawością starające się zrozumieć typowe dla niej zjawiska. A nawet jeśli się zdarzają, to i tak najczęściej dominuje w nich pedagogiczny punkt widzenia zakładający, że działania podejmowane w sieci powinny być mimo wszystko inteligentne, efektywne, jakościowe i prowadzić do łatwego do udowodnienia rozwoju. Dyskusja wokół mediów cyfrowych skupia się więc przede wszystkim na patologiach.

Zastanówmy się zatem, jak może wpływać to na młodych ludzi i ich poczucie dobrostanu, skoro o ich relacjach z nowymi technologiami mówimy zazwyczaj w negatywnych kontekstach, pomijając przy tym całą złożoność tego świata. Hmm... To trochę jak z samospełniającym się proroctwem. Wiele młodych osób zaczyna myśleć, że ma problem z korzystaniem z mediów cyfrowych - choć tak naprawdę go nie mają.

Ot, taki dialog:

 

- Byłam wczoraj na warsztatach i dostałam od prowadzącego test, jak rozpoznać u dziecka uzależnienie od internetu. Zaraz wam go zrobię. Pierwsze pytanie: czy czasem boli was głowa i jesteście przemęczeni?

- Matko... TAK! Rzeczywiście mamy problem: JESTEŚMY UZALEŻNIENI!

 

To trochę przesadzona scenka, ale jeśli przejrzymy internet w poszukiwaniu porad (co pewnie od czasu do czasu robimy), znajdziemy w nim bardzo podobne pytania. Trudno nie odpowiedzieć na nie twierdząco.

 

Przypomina mi się tutaj autentyczna historia Michała, którego rodzice przyszli na moje warsztaty. Nastoletniego chłopaka w spektrum, który bał się smartfonów. Dlaczego? Tyle słyszał wokół siebie o ich negatywnym wpływie, że zaczął uważać, że natychmiast się od nich uzależni.

 

Naturalnie nie uważam, że korzystanie z mediów cyfrowych w ogóle nie wiąże się z ryzykiem. Internet bywa mocno kłopotliwy - zwłaszcza jeśli wpadniemy w niego po uszy, a wielość różnych bodźców utrudni nam codzienne funkcjonowanie. Wiadomo. Zero życia społecznego, zero ruchu, zero snu i tylko scrollowanie po nocach, siedzenie przez cały dzień przed ekranem i nawalanie w gierki...

Z reguły jednak o problematycznym używaniu mediów cyfrowych mówimy przede wszystkim w kontekście młodych osób, choć przecież dotyczy to również nas, dorosłych. Może o tym świadczyć raport Higiena cyfrowa dorosłych użytkowniczek i użytkowników internetu w Polsce opublikowany w 2023 roku przez Instytut Cyfrowego Obywatelstwa i Fundację Orange - naprawdę jeden z nielicznych na polskim rynku. Wynika z niego, że tylko 14,3% dorosłych badanych zawsze lub prawie zawsze kontroluje czas spędzany przed ekranem, a 21,9% świadomie ogranicza liczbę otrzymywanych powiadomień w komputerze lub w telefonie. Założenie, że my jako osoby dorosłe korzystamy z internetu lepiej i bardziej świadomie niż nasze dzieci, niestety bywa błędne...

 
O patrzeniu z góry
 

Oczywiście istnieją programy - profilaktyczne, edukacyjne lub szkoleniowe - skierowane do użytkowników internetu w różnym wieku, zwłaszcza do osób starszych (co swoją drogą również jest ciekawe - dlaczego takie działania kierujemy głównie do młodzieży i seniorów?). Przeważnie jednak to właśnie wokół młodych i ich zachowań w sieci toczy się dyskusja o negatywnym wpływie mediów cyfrowych. Mam wrażenie, że na praktyki medialne i kulturę cyfrową młodych osób zdarza nam się spoglądać z góry - z wyraźną rezerwą.

Wyobraźmy sobie taką oto sytuację. Jest siedemnasta. Na przystanku autobusowym widzimy mniej więcej czternastoletniego chłopaka. Od dłuższego już czasu stoi i czeka na autobus. Jak inni. Niby normalna sytuacja. Chłopak ten jednak ani na chwilę nie odrywa oczu od swojego smartfona. Wpatruje się w ekran. Prawie dotyka go nosem. Coś przegląda. Przesuwa palcem. Obok niego stoi jego koleżanka z równoległej klasy. W podobnym wieku. Również z telefonem w dłoni. Zawzięcie scrolluje. Nie pada pomiędzy nimi ani jedno słowo. Tylko stoją i korzystają ze swoich smartfonów. Co o nich pomyślimy?

- Uzależnieni.

- Wciągnięci po uszy.

- Bez kontaktu.

- Oderwani.

- Nieumiejący funkcjonować w "realnym świecie".

- Ach, ta dzisiejsza młodzież!

- Wylogujcie się wreszcie do życia!

- Nauczcie się ze sobą komunikować!

- To wszystko przez tę technologię!

- Pora na cyfrowy detoks!

- Tylko z nosami w smartfonach!

 

Wyobraźmy sobie teraz inną banalną scenkę. Jest godzina siedemnasta. Skończyliśmy właśnie pracować. Idziemy już na przystanek, choć nasz autobus przyjedzie dopiero za jakieś dwadzieścia minut. Tuż za nami z budynku wychodzi nasza koleżanka z pracy. Pożegnaliśmy się z nią chwilę wcześniej, choć w gruncie rzeczy nie łączy nas z nią żadna relacja. Jutro w biurze czeka nas ważne spotkanie. Musimy się do niego przygotować, a w domu nie będzie na to czasu. Wieczorem przychodzi do nas dawno niewidziana znajoma, z którą umówiliśmy się na kolację. Na przystanku sięgamy więc po telefon. Mamy przecież dwadzieścia minut, żeby przemyśleć projekt i przejrzeć dokumenty, a potem dodatkowy czas w trakcie podróży autobusem. Po dojściu na przystanek nasza koleżanka robi to samo. Wyciąga smartfona. Ona również będzie uczestniczyć w tym samym zebraniu. Co o samych sobie pomyślimy? Jak ocenimy nasze zachowanie? Czy tak samo jak w przypadku pary nastolatków?

Wróćmy zatem do nich. Zastanówmy się, jakie mogły być przyczyny tego, że nie odzywali się do siebie i skupili na swoich smartfonach:

- Mogli się przygotowywać do jutrzejszej - trudnej i wymagającej - klasówki (a wieczorem nie będą mieć na to czasu, bo do ich domów przychodzi dawno niewidziana znajoma rodziców).

- Mogli się pokłócić tuż po lekcjach i w dalszym ciągu na siebie wściekli nie mieć ochoty na jakąkolwiek rozmowę - i zamiast tego zawzięcie wpatrywać się w telefony.

- Mogli się nie znać zbyt dobrze, dlatego woleli wykorzystać wolny czas na przystanku na oglądanie seriali, granie w gry lub przeglądanie social mediów.

- Mogli mieć za sobą stresujący dzień w szkole lub kłopoty rodzinne, a scrollowanie smartfona pozwala im się zrelaksować.

- Mogli ironicznie pisać do siebie na komunikatorze, żartując z całej tej sytuacji.

- Naturalnie mogli również nie umieć nawiązać ze sobą kontaktu ze względu na nadmierne zanurzenie w mediach cyfrowych.

 

Potencjalnych przyczyn ich zachowania można by pewnie przywołać znacznie więcej, ale to ten ostatni scenariusz - związany z problematycznym użyciem mediów cyfrowych - z reguły przychodzi nam do głowy w pierwszej kolejności. Dlaczego? W ten właśnie sposób działa podstawowy błąd atrybucji. W psychologii społecznej terminem tym określa się skłonność do nadawania zbyt dużego znaczenia cechom osobowości przy równoczesnym ignorowaniu czynników sytuacyjnych, gdy tłumaczymy zachowania innych ludzi.

 
O podstawowym błędzie atrybucji
 

Wyobraźmy sobie teraz inną sytuację. Do pracy spóźnia się jeden z pracowników - na przykład kolega z sąsiedniego pokoju, którego niezbyt lubimy. Robi to już zresztą kolejny raz. Spóźnia się, mówi krótkie "przepraszam" i jak gdyby nigdy nic siada przy biurku. Nawet się nie tłumaczy. Co o nim pomyślimy?

- Jest leniwy i zadufany w sobie.

- Brakuje mu odpowiedzialności.

- Nie przykłada odpowiedniej wagi do powierzanych mu zadań.

- Zadziera nosa i ma innych gdzieś.

 

Wiadoma sprawa - wszystko, co najgorsze! Tymczasem powody jego spóźniania się mogą być bardzo różne:

- Może się spóźniać ze względu na skomplikowaną sytuację rodzinną, która powoduje, że późno kładzie się spać.

- Może bierze leki, które powodują nadmierną senność.

- Może musiał sprzedać samochód z powodów finansowych, a mieszka daleko, więc zaczął dojeżdżać pociągiem.

- Może ma jakieś inne kłopoty, o których nie chce nam mówić ze względu na brak bliskiej relacji.

 

Dlaczego więc w pierwszym odruchu pomyśleliśmy o nim i o jego spóźnianiu się w niezbyt przychylny sposób? Czy tak samo postrzegalibyśmy również nasze późniejsze przyjście do pracy? To bardzo ciekawy psychologiczny mechanizm. Często zdarza nam się uznawać decyzje czy zachowania innych osób za skutek ich - rzekomych - stałych cech (jeżeli ktoś się spóźnia i z tego nie tłumaczy, na pewno musi być leniwy, nieodpowiedzialny i zadufany w sobie).

Zazwyczaj nie bierzemy pod uwagę pełnego kontekstu. Nie uwzględniamy czynników zewnętrznych i nieprzewidzianych sytuacji, które mogły przecież na to zachowanie wpłynąć. Te natomiast stają się kluczowe, kiedy mówimy o nas samych, o czym świadczyć może chociażby przykład związany z naszym spóźnianiem się. Kiedy my się spóźniamy, spowodowane jest to najczęściej nie naszym lenistwem, ale korkiem, chorobą dziecka, niedziałającym budzikiem lub innymi przeciwnościami losu. To oczywiste! 100%!

Podobna perspektywa często charakteryzuje nasze myślenie o sposobach korzystania z internetu i mediów cyfrowych przez młode osoby. Jeśli nasze dziecko wróci do domu po całym dniu spędzonym w szkole, w ubraniu położy się do łóżka, weźmie do ręki smartfona i zacznie scrollować memy na Reddicie lub przeglądać filmiki na TikToku - nie robi nic pożytecznego i tylko traci czas. Jeśli to my wrócimy do domu po ciężkim dniu pracy, siądziemy w fotelu i sięgniemy po telefon, by sprawdzić, co się dzieje na Facebooku, lub włączymy ulubiony program w telewizji - jest to niezbędna nam forma rozrywki, relaksu czy kontaktu z bliskimi. Jeśli to młode osoby korzystają z internetu - na pewno są od niego uzależnione, marnują życie, a w ich zachowaniu nie ma nic pożytecznego. Jeśli korzystamy z niego my - pełni on w naszej codzienności wiele przydatnych funkcji, pomaga nam w pracy, a nasze zachowania w sieci są całkowicie zrozumiałe, praktyczne i racjonalne. Dwie zupełnie różne narracje, choć przecież w internecie bardzo często robimy dokładnie to samo, co młode osoby.

A czasami nawet to nasze dzieci mogą być w tym kontekście zdecydowanie mądrzejsze od nas. Doskonale wyobrażam sobie taką rozmowę:

 

- Babciu, ciągle zerkasz na telefon. Jak ja tak robię podczas kolacji, to na mnie krzyczysz...

- Krzyczę. I słusznie. Poza tym teraz to co innego. Czekam na ważny telefon od koleżanki.

- Babciu, ja też czekam zawsze na wiadomości od moich kolegów. Może umówimy się, że odłożysz smartfona na dwadzieścia minut i zajrzysz do niego po kolacji? Chciałam ci opowiedzieć o takiej jednej śmiesznej lekcji, którą mieliśmy ostatnio w szkole.

 

Czy nie jest to dobry pomysł, żeby ustalić z naszymi dziećmi, żeby też zwracały nam uwagę, gdy przesadzamy z internetem? Oj tak! ?

 
O wstydliwych przyjemnościach
 

To wyraźne pęknięcie w myśleniu o mediach cyfrowych dostrzec można zresztą w wieeelu różnych badaniach. Zajrzyjmy choćby do przedostatniej edycji raportu Nastolatki 3.0, która została opublikowana przez NASK - Państwowy Instytut Badawczy w 2021 roku. Dotyczył on sposobów korzystania z internetu przez uczniów i uczennice w Polsce, a część z przedstawionych w nim wyników odnosiła się również do rodziców i opiekunów. Do jakich czynności osoby dorosłe używają zatem najczęściej internetu? Już wymieniam:

- korzystają z poczty e-mail - 87%

- załatwiają sprawy urzędowe i płacą rachunki - 77%

- robią zakupy - 68,8%

- przeglądają wiadomości i czytają artykuły - 67,3%

- kontaktują się ze znajomymi i rodziną za pomocą komunikatorów - 56,2%

- poszerzają wiedzę w ramach swoich zainteresowań i hobby - 51,3%

- pomagają dzieciom przy uczeniu się - 42,4%

- słuchają muzyki - 33%

- oglądają filmy i seriale - 29,8%

- grają w gry online - 6,7%

 

W przypadku młodych osób internet pełni przede wszystkim funkcje społeczne i zaspokaja potrzebę rozrywki, a nie - jak często zdarza nam się myśleć - służy głównie do oglądania influencerów czy nieustannego scrollowania TikToka (choć i to naturalnie się zdarza). W najnowszej edycji raportu Nastolatki 3.0 z 2023 roku na pytanie: "Do jakich aktywności najczęściej używasz internetu lub smartfona?", młodzi ludzie odpowiedzieli: do słuchania muzyki - 75,2%, do kontaktów ze znajomymi i/lub rodziną za pomocą komunikatorów i czatów - 64,4%, do oglądania filmów i seriali - 58,7%, do grania w gry online - 46,3%, do korzystania z serwisów społecznościowych - 41,7%, do odrabiania lekcji - 34,6%, do poszerzania wiedzy w ramach swoich zainteresowań i hobby - 19,7%, do przygotowywania się do sprawdzianów i klasówek - 16,3%.

 

Czy te wyniki są miarodajne? Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć - być może wskazują na pewne tendencje. Moim zdaniem mówią one jednak przede wszystkim o tym, do czego łatwiej jest nam się w takim badaniu przyznać (badania w ramach raportu realizowane były bowiem na podstawie deklaracji, a nie pomiaru rzeczywistego zachowania). Dużo łatwiej jest przecież powiedzieć, że internet potrzebny jest nam do profesjonalnych, przydatnych, produktywnych celów. Trudniej - że wykorzystujemy go do zabawy, rozrywki lub po prostu spędzamy w nim czas. Takie korzystanie z internetu nie jest przecież wystarczająco rozsądne i nie ma najlepszej prasy.

Czy jednak sami nigdy nie używamy internetu w taki właśnie sposób? Czy podczas nudnych, trwających bez końca spotkań czy zebrań w pracy (a już zwłaszcza tych organizowanych w formie online) nie sprawdzamy, co się dzieje na Facebooku, LinkedInie lub Instagramie? Czy nie zdarza nam się sięgać po smartfona zaraz po obudzeniu się i wstaniu z łóżka? Czy dla zabicia czasu nie przeglądamy filmów na YouTubie lub nie włączamy sobie odstresowujących nas seriali na Disney+, SkyShowtime lub Amazon Prime?

Naturalnie, że tak. Wszystkie te czynności znamy pewnie aż za dobrze. Zazwyczaj jednak nie przykładamy do nich wielkiej wagi, nie dostrzegamy ich lub po prostu wykonujemy je mechanicznie. Tym samym stają się one dla nas neutralne, naturalne i przezroczyste, potrafimy je bowiem uzasadnić i usprawiedliwić. Pełnią one w danej chwili bardzo ważną funkcję w naszym życiu. Mimo iż czasami jest nam trudno głośno się do nich przyznać, zdarza nam się myśleć o nich jako o naszej "wstydliwej przyjemności" - naszym guilty pleasure... Gdybyśmy jednak uświadomili sobie wszystkie te łączące nas podobieństwa, czy nie mogłoby to pomóc w budowaniu dialogu z naszymi uczniami lub dziećmi?

Kto wie? Może każdy z nas w skrytości swojego serca czeka na nowe piosenki Sanah... ?

 
O potrzebie marnowania czasu
 

Nasze podejście do kwestii rozrywki, zabawy i czasu wolnego spędzanego w internecie to w ogóle ogromnie ciekawy wątek - zwłaszcza jeżeli mówimy o młodych osobach. Zastanówmy się, po co sami włączamy sobie kolejny odcinek ulubionego reality show na Netflixie? Bo chcemy się zrelaksować po ciężkim dniu w pracy. Bo bardzo je lubimy i zależy nam na tym, żeby zobaczyć, co się wydarzy dalej. Bo w ten sposób odwlekamy inne konieczne do wykonania czynności, choć przez chwilę odpoczywając i nie robiąc nic konkretnego. Program ten nie musi być więc szczególnie rozwijający - ważne, żeby nam się podobał i spełniał istotne dla nas w danym momencie funkcje.

Wobec młodych osób często mamy odmienne oczekiwania. Zależy nam na tym, żeby nasze dziecko nieustannie się rozwijało. Jeśli już więc musi korzystać ze smartfona i mediów cyfrowych w swoim czasie wolnym, to najlepiej mądrze, używając ich do celów wychowawczych, edukacyjnych czy pedagogicznych. Jeśli natomiast korzysta z internetu w mało produktywny według nas sposób (na przykład scrolluje TikToka lub bierze udział w streamingu na Twitchu) - na aktywność tę zdarza nam się patrzeć z ukosa. Tymczasem rozrywka sama w sobie może odgrywać w naszym życiu ważną rolę - może nas relaksować, pozytywnie wpływać na odczuwane przez nas emocje lub mieć silnie wspólnototwórczy potencjał (o tym streamingu będzie przecież mówić potem cała szkoła!).

Poza tym czy zawsze musi być coś złego w siedzeniu, niemyśleniu i przeglądaniu Instagrama - zwłaszcza po całym dniu szkoły lub pracy? Raczej nie. Nasze myślenie o "odpowiednich" sposobach korzystania z mediów cyfrowych często zakłada konieczność bycia produktywnym - w ich kontekście niekiedy kieruje nami przymus efektywności. Jasne. Czasem lepiej po prostu pogapić się w okno i oderwać nasz umysł od ciągłego bodźcowania. Jednak założenie, że gdybyśmy nie mieli internetu i kont w mediach społecznościowych, to zrobilibyśmy więcej wyjątkowych i produktywnych rzeczy, nie jest szczególnie empatyczne ani dobre dla nas samych.

A przecież niekiedy zdarza nam się myśleć w taki oto sposób:

 

- Jurek, jak wróciłam wczoraj z pracy, byłam tak wykończona, że kompletnie nie miałam na nic sił - siadłam tylko w fotelu i scrollowałam TikToka przez godzinę. Serio. Gdyby nie te social media, na pewno bym coś zrobiła. Nie wiem, przynajmniej posprzątała dom.

- Mamo, byłaś po prostu zmęczona. A dom posprzątałem już ja.

- Ale naprawdę... Gdyby nie ten TikTok, miałabym czas na wszystko!

- Mamo, przecież założyłaś sobie TikToka dopiero w zeszłym tygodniu...

 

Może warto byłoby po prostu raz na jakiś czas wrzucić na luz i odpuścić (również samemu sobie)? Nie zawsze musimy być doskonali. To trochę jak z zasadą wystarczająco dobrego rodzica. Zróbmy tyle, ile jesteśmy w stanie - bez stawiania sobie nierealnych celów.

"Myślę, że nadszedł czas, aby porzucić uproszczone poczucie winy dotyczące marnowania czasu w internecie i zamiast tego zacząć eksplorować - a może nawet celebrować - złożone możliwości, które dzięki temu się przed nami otwierają" - pisał Kenneth Goldsmith, amerykański artysta konceptualny, krytyk i poeta, w swojej książce Wasting Time on the Internet (Marnowanie czasu w internecie). Mimo że słowa te brzmią bardzo prowokacyjnie, w gruncie rzeczy trudno się z nim nie zgodzić. W internecie wcale nie trzeba bowiem non stop śledzić poczynań Grety Thunberg, nie trzeba nawet wiedzieć, kim ona jest, ani subskrybować kolejnych kanałów edukacyjnych, żeby uznać ten czas za dobrze spędzony (ten rodzaj treści może być zresztą zupełnie spoza naszych zainteresowań). Nie trzeba także korzystać z programu ChatGPT, którą to technologię niektórym z nas zdarza się postrzegać jako mądrzejszą od innych, z czego wywodzimy zasadność jej używania (mądry ChatGPT vs. głupie rolki na Instagramie).

Zamiast tego możemy się na przykład relaksować, grając w Fortnite'a lub przeglądając memy na Reddicie. Również tego rodzaju aktywności odgrywają istotną rolę w naszym życiu. Niekiedy zdecydowanie ważniejszą niż zdobywanie wiedzy na temat najświeższych wydarzeń politycznych - zwłaszcza kiedy mamy czternaście lub piętnaście lat. Czy sami w tym wieku mocno interesowaliśmy się polityką? Dlaczego zatem narzekamy na nasze dzieci?

 
O własnym doświadczeniu medialnym
 

Wątpliwości, które towarzyszą nam, kiedy myślimy o korzystaniu z internetu i mediów cyfrowych przez nasze dzieci i przez naszych uczniów, często wynikają również z naszej nostalgii i "sentymentalnego spojrzenia". Wpływa ono na nasz sposób rozumienia technologii i zachodzących wokół niej przemian. Zdarza nam się spoglądać na kulturę cyfrową młodych z punktu widzenia naszej własnej młodości czy naszego własnego doświadczenia medialnego. Kiedy siedzimy w fotelu i od dłuższego już czasu oglądamy telewizję, przeskakując z programu na program, zazwyczaj nie widzimy w tym zachowaniu nic szczególnie zatrważającego - jest to przecież aktywność, do której przywykliśmy. Kiedy natomiast nasze dziecko leży na kanapie ze smartfonem w dłoni i co chwila włącza inny filmik na YouTubie, czynność ta staje się dla nas dużo bardziej widoczna i przez to w gruncie rzeczy dużo bardziej niepokojąca. Utożsamiamy ją bowiem z zupełnie innym zachowaniem w mediach niż to charakterystyczne dla nas (choć oczywiście obydwa te działania mogą być w takim samym stopniu neutralne, jak ryzykowne).

Często także uznajemy, że pejzaż medialny, w którym wyrośliśmy i po którym w związku z tym dość swobodnie się poruszamy, jest lepszy, bezpieczniejszy i dużo bardziej przydatny. To z jego perspektywy spoglądamy na rzeczywistość cyfrową, w której funkcjonują młode osoby - to on staje się dla nas neutralnym punktem odniesienia. Rozumiemy więc Facebooka (jak również czytanie książek i słuchanie radia), nieufność wzbudza w nas natomiast TikTok. Skype jest przydatnym wynalazkiem, który ułatwił nam codzienną komunikację ze znajomymi i rodziną, ale Instagram jest pod tym względem zupełnie beznadziejny. Jakby to zatem brzmiało?

- Zobacz, tak wyglądał IRC. Ach! To były piękne chwile, ale co ty w ogóle widzisz w tym Discordzie?

- W liceum dostałem polaroida, popatrz, takie fajne zdjęcia zrobiłem sobie kiedyś na przerwie z kolegami, ale do czego jest wam potrzebny ten durny BeReal?!

- Jak byłem dzieckiem, lubiłem oglądać Cartoon Network przez kilka godzin dziennie, zwłaszcza Krowę i kurczaka oraz Laboratorium Dextera, ale ty to chyba zaraz uzależnisz się od tego smartfona.

Wiadomo!

 

Myśląc w ten sposób, zapominamy, że świat internetu i mediów cyfrowych nie jest stały ani nie zatrzymał się w miejscu, kiedy sami czuliśmy się w nim najlepiej i zaczynaliśmy go poznawać (często zapewne ku przerażeniu wielu starszych od nas osób - naszych nauczycieli, rodziców, opiekunów czy dziadków). Z roku na rok wygląda inaczej, rozwija się dynamicznie i co chwila przynosi nowe rozwiązania. Nowe i nie zawsze gorsze, niszczące czy zubażające nasze codzienne doświadczenie - choć oczywiście również takie się zdarzają.

Pod wieloma względami wcale też nie aż tak bardzo odległe od tego, co sami dobrze znamy. Bo czy oglądanie skoków narciarskich lub mistrzostw świata w piłce nożnej na ekranie telewizora i śledzenie rozgrywki Counter-Strike na platformie streamingowej na pewno różni się od siebie w aż tak dramatyczny sposób? W obydwu przypadkach oglądamy ważne dla nas wydarzenie, które wywołuje w nas olbrzymie emocje.

 

[...]