Z mlekiem czy bez? - Anita Klecha

Kup ebooka

10.00 zł
8.05 zł (7,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Tatiana nie planowała kariery naukowej. Pomysł podjęcia współpracy z uczelnią wyższą zrodził się z dnia na dzień. Znajomy ze studiów zadzwonił któregoś ranka z propozycją napisania artykułu historycznego. I tak to się zaczęło.

Godziny spędzane nad książkami. Godziny w bibliotekach i archiwach. Godziny wytężonej pracy umysłowej nie mającej końca - tak wyglądały dni, tygodnie, miesiące.

O sprawie księżniczki słuckiej też dowiedziała się przypadkiem. Na jednej z konferencji w Rydze pojawił się temat rzetelności i uczciwości w naukach humanistycznych. Dyskusja zeszła na niebezpieczne tory; kilku prelegentów zarzucało innym fałszowanie i przeinaczanie dokumentów na potrzeby własnych badań.

Sytuację w końcu opanowano, ale niesmak pozostał.

Zespół badawczy, którego była członkiem, miał zająć się sprawą książąt słuckich. Gdzieś w archiwach znajdowała się prawda. Pytanie tylko - gdzie?

***

Być może Profesor miał rację, ale Tatiana takiej pewności nie miała. Wzięła łyk kawy i popadła w zadumę. "A jeśli należało zbadać tę sprawę raz jeszcze?" - zastanawiała się.

Spojrzała przez okno kawiarni; samochody sunęły leniwie jeden za drugim po kocich łbach wąskiej uliczki. Wyjęła z torebki wygnieciony dokument i po raz kolejny zamierzała go przeanalizować.

- A, tu pani jest! - Młody mężczyzna nie pozwolił kobiecie zagłębić się w tekst. - Chyba pani nie przestraszyłem?

- Skądże... - Na ułamek sekundy zdało się jej, że samochody jadące za oknem zwolniły. - Zaczęłam się właśnie przygotowywać, sam pan rozumie...

- Pani Tatiano, ależ to nic wielkiego, pani zawsze taka spięta. - Uśmiechnął się serdecznie. - Profesor za chwilę przybędzie.

- Sądzi pan, panie Tadeuszu, że uda nam się dojść do jakiegoś porozumienia?

- Proszę nie martwić się na zapas - odparł mężczyzna. - Wczoraj kontaktowałem się z Profesorem. Poinformował mnie, że jest w posiadaniu ważnego pisma. Jestem przekonany, że doprowadzimy sprawę do końca.

- A jeśli odbiorą nam licencję? Co wtedy? Panu nie uczyni to większej różnicy, ale dla mnie...

- Pani Tatiano. - Mężczyzna przyciszył głos. - Profesor doskonale orientuje się w pani sytuacji. Badania na pani uczelni finansowane są ze środków państwowych, a że Profesor zna niektóre osobistości z tamtejszego środowiska... Wszystkim nam zależy na wiarygodności stawianych diagnoz.

- Skąd to przekonanie?

Nie zdążył udzielić odpowiedzi, ponieważ uwagę obojga przykuła zbliżająca się do stolika postać Profesora.

- Korek na Laisv?s. I problemy z zaparkowaniem. Ale mam, mam... - Profesor z lekkością i wdziękiem typowym dla ludzi przeświadczonych o słuszności swoich racji, odsunął krzesło i usiadł naprzeciwko Tatiany. Kobieta poczuła, jak piętrzące się w niej obawy, opuszczają ją.

Profesor Sołtin był wzrostu Napoleona. Tatiana przewyższała go o głowę, co krępowało ją w sytuacjach, kiedy musiała stawać twarzą twarz z Profesorem. Tadeuszowi jego postura nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie - dzięki temu, że Profesor był od niego niższy, czuł się przewodnikiem swego naukowego mentora (przynajmniej w sprawach czysto praktycznych), lecz poza tym wiedza i doświadczenie Profesora okazywały się nieocenione.

Tatiana poznała Profesora Sołtina na międzynarodowej konferencji w Wilnie w 1996 roku, zorganizowanej z okazji obchodów 400-lecia ustanowienia unii brzeskiej. Spotkanie obojga było zupełnie przypadkowe, skutkowało jednak we wzajemne rewizyty w Polsce i w Mińsku, rodzinnym mieście Tatiany. O badaniach naukowych Profesora i Tadeusza dowiadywała się ze wspólnie prowadzonych projektów, o których Tadeusz niezobowiązująco, ale regularnie ją informował.

- Profesorze - zaczął Tadeusz, nim Profesor zdążył rozwinąć temat - zgodnie z prośbą Profesora zrobiłem kserokopie wierszy Naborowskiego.

Wcięcia słowne czynione przez Tadeusza, choć pod niejakimi względami drażniły Tatianę, dodawały swoistego uroku jego osobie. Odnosiło się wrażenie, jakby Tadeusz czytał w myślach Profesora, wyprzedzał to, co za chwilę jego zwierzchnik i tak by wypowiedział. Było to więc wygodne i dla Profesora, a i dla Tadeusza dawało poczucie spełnienia, przydatności, i chyba najbardziej - o co Tatiana go podejrzewała, i co wywoływało w niej uczucia serdeczności i ciepła - pozwalało mężczyźnie zmierzyć swój intelektualny potencjał i przekonać się, czy jego sposób myślenia odpowiada rozumowaniu Profesora. Zauważało się, iż próba sił, do której nieraz dochodziło w wykonaniu Tadeusza, przypominała młodzieńcze utarczki słowne dorastającego ucznia i zrównoważonego, cierpliwego nauczyciela.

Tatiana lubiła powracać do Wilna; był to jej siódmy czy ósmy przyjazd do miasta. Tu po raz pierwszy przeczytała relację Krzysztofa Zenowicza, wojewody brzesko-litewskiego o perypetiach roku 1600. Doszło wtedy do konfliktu między dwoma bogatymi rodami magnackimi tamtych czasów. Kilkunastoletnia Zofia, księżniczka słucka została wówczas zmuszona do zamążpójścia za Janusza I Radziwiłła. Czy była to prawda czy też ubarwiona historia, tego Tatiana do końca nie wiedziała.