ROZDZIAŁ 1
Czasami człowiek pragnie w życiu dużej zmiany. Emilia Pieczkowska chciała jej od wielu lat, ale dopiero jakiś czas temu wreszcie się na nią zdecydowała. Co ją wcześniej blokowało? Lęk. Na pewno też przejmowanie się opiniami ludzi, choć doszła do takiego momentu w swoim życiu, że przestały mieć one dla niej znaczenie. Rodzice wychowali ją na grzeczną dziewczynkę, potem przez lata starała się być przykładną żoną i matką. Dzień w dzień powielała utarte schematy i robiła wszystko, by zadowolić innych, przez co zapomniała o sobie.
Dwa lata temu postanowiła wreszcie, że nie chce już tak żyć, i na nowo odnalazła szczęście. Jak to się stało? Za sprawą Oresta Borowskiego, byłego policjanta, którego los postawił niespodziewanie na jej drodze. To właśnie z nim Emilia przeżyła cudowny romans. Od lat była żoną Jerzego, spokojnego mężczyzny, szanowanego w okolicy właściciela okolicznej żwirowni, w ich małżeństwie jednak od dawna nie działo się dobrze. Żyli pod jednym dachem, ale z dala od siebie, każde zajęte własnymi sprawami. Często już nawet nie chciało im się kłócić, gdy coś im nie pasowało, po prostu w milczeniu każde szło w swoją stronę. Z perspektywy czasu Emilia zastanawiała się, dlaczego nie odeszła od męża wcześniej. Może po prostu potrzebowała silnego bodźca, jakiegoś wyzwalacza, który uruchomiłby lawinę nieuchronnych zmian?
Teraz Oresta już przy niej nie było. Nie żył. A ona wciąż czuła się najsmutniejszą i najsamotniejszą kobietą na świecie.
Kiedy przed dwoma laty wydarzył się nieszczęśliwy wypadek, Emilia do ostatniej chwili nie dopuszczała do siebie myśli, że już nigdy nie zobaczy Oresta. Że więcej go nie usłyszy, nie spojrzy w jego rozbawione oczy i nie spędzą już razem namiętnego wieczoru, nie przytulą się do siebie, spełnieni po chwilach namiętności. Niestety, życie było okrutne.
Emilia uważała Oresta za dobrego, szlachetnego mężczyznę i chyba to właśnie dobre serce zawiodło go w objęcia śmierci. Zginął, ratując życie nastoletniej dziewczyny, za którą w ostatnich tygodniach życia czuł się odpowiedzialny. Połączyły go z Leną trudne doświadczenia. On również w dzieciństwie zaznał przemocy domowej, więc szybko nawiązali dobry kontakt. Kiedy nastolatka znalazła się w sytuacji zagrożenia życia, Orest nie wahał się ani chwili. Pojechał do niej i wdał się w bójkę z jej ojcem. Niestety, skończyło się to dla niego tragicznie, z czym Emilia nie umiała się do tej pory pogodzić. Zawsze wierzyła w życiową sprawiedliwość. Zawsze. Czy za dobre czyny człowiek nie powinien zostać hojnie obdarowany przez los? Od śmierci Oresta mnóstwo razy zadawała sobie to pytanie - i wiele innych. Nie znajdowała jednak odpowiedzi.
Emilia straciła osobę, która odmieniła jej życie. Po śmierci Oresta nie wiedziała, co dalej. Czuła się tak, jakby zapadł jej się grunt pod nogami. Do męża nie zamierzała wrócić, ale samotność ją przerażała. Po wyprowadzce z domu wynajęła nieduże mieszkanie na obrzeżach pobliskiego miasteczka i rzuciła się w wir pracy, żeby nie myśleć ciągle o Oreście ani o rozwodzie, który wydawał się toczyć w nieskończoność z powodu biurokracji. Wsparciem była dla niej przyjaciółka Edyta i nastoletni syn. Łukasz, o dziwo, wcale nie miał do niej żalu za to, że postanowiła odejść od jego ojca.
- Powinniście się rozejść już dawno temu - skwitował, kiedy Emilia powiedziała mu o swojej decyzji.
Zaskoczył ją wtedy.
- Naprawdę tak sądzisz?
- Mamo, nie jestem najlepszy w uczuciach, ale nawet głupek by się zorientował, że od lat nie układa wam się z ojcem. Starzy nie jesteście, przynajmniej nie jakoś tragicznie, więc poukładacie sobie życia osobno.
- Dziękuję za zrozumienie - wydusiła bliska łez.
Łukasz przytulił ją mocno.
- Każde dziecko chce, żeby jego rodzice byli szczęśliwi. Wierz mi.
- Wierzę. Tylko martwię się, czy ty w tej sytuacji będziesz szczęśliwy.
- Ja niedługo i tak wyprowadzę się z domu, bo idę na studia. Pewnie, wolałbym tu wracać co któryś weekend i widzieć was razem, ale jakoś przeżyję to, że będzie inaczej. Tylko żebyś nie znalazła sobie dużo młodszego od siebie chłopaka, bo tego bym nie zniósł - zastrzegł od razu i atmosfera stała się mniej patetyczna. - Matka jednego z moich kumpli zadała się z niewiele starszym ode mnie kolesiem. To trochę... obleśne.
- Zapewniam, że nic takiego się nie wydarzy.
- Skąd możesz wiedzieć? Kryzys wieku średniego dopiero przed tobą.
- Wydaje mi się, że nie jestem typem, który nagle zacznie odwiedzać gabinet chirurga plastycznego, kupować drogie ubrania i podrywać chłopaków w wieku syna.
- Trzymam cię za słowo. - Łukasz się uśmiechnął.
Emilia poczuła ogromną ulgę. Bała się, jak syn przyjmie wiadomość o rozwodzie, a Jerzy nie chciał uczestniczyć w tej rozmowie, mówiąc, że to jej głupi pomysł, więc sama musi się wytłumaczyć Łukaszowi.
Typowe - pomyślała, gdy to powiedział. Taki właśnie ostatnio był Jerzy: spychał na nią wiele spraw i wyjeżdżał do pracy. Niekiedy aż nie mogła się nadziwić, że kiedyś byli razem szczęśliwi. Gdy się wyprowadzała, pomyślała, że za domem będzie tęsknić dużo bardziej niż za mężem.
Los postawił na jej drodze kolejnego anioła - dawno niewidzianą kuzynkę, która przyjechała w rodzinne strony po śmierci matki. Emilia spotkała Zosię na pogrzebie ciotki i postanowiły odnowić relację. Kuzynka zaproponowała, by Pieczkowska przeniosła się na Pomorze Zachodnie i pomogła jej w biznesie. Prowadziła dobrze prosperujący ośrodek położony w lesie nad jeziorem, który słynął z zajęć jogi organizowanych przez cały rok.
- Muszę to przemyśleć - odpowiedziała Emilia, ale już po kilku dniach zadzwoniła do Zosi z informacją, że podjęła decyzję.
I takim sposobem znowu spakowała cały swój dobytek w kilka dużych toreb. Udała się w podróż, która miała odmienić jej życie.
* * *
Kiedy Emilia wysiadła z samochodu przed bramą ośrodka Ostoja, cieszyła się, że może wreszcie rozprostować nogi. Jechała kilka godzin z dwiema krótkimi przerwami na skorzystanie z toalety i napicie się kawy, a ponieważ to była najdłuższa podróż, w jaką udała się sama od lat, czuła się zmęczona.
Nawet w tym stanie nie mogła nie uśmiechnąć się na widok okolicy, w której miała zamieszkać. Choć kilka dni temu przejrzała stronę internetową ośrodka stworzonego przez Zosię, na żywo wyglądał on dużo lepiej niż na zdjęciach, a okolica była urokliwa. Działka znajdowała się w lesie, ze wszystkich stron otaczały ją drzewa. Wiodła do niej wąska droga, ale Emilia nie sądziła, by stanowiło to problem dla przyjeżdżających tu gości. Teren otaczał drewniany płot, a nad bramą wisiał szyld z nazwą. Emilia widziała za nią nowoczesne, drewniane budynki między drzewami. W dużych oknach oraz przeszklonych drzwiach odbijały się drzewa oraz pojedyncze promienie słońca.
Emilia ruszyła wytyczoną alejką za znakami wskazującymi recepcję. Wzdłuż ścieżki rosły rododendrony, kępki traw oraz nieduże iglaki, których nazw Emilia nie znała. Gdy weszła przez obrotowe drzwi w drewnianym budynku w typie nowoczesnej stodoły, znalazła się w recepcji. Za drewnianym kontuarem stała młoda dziewczyna w czarnym uniformie.
- Dzień dobry. Gdzie znajdę Zosię?
- Zosię?
- Zofię Małecką. Właścicielkę ośrodka.
- Och, chodzi o panią Małecką. Przepraszam najmocniej, nie skojarzyłam od razu. Szefowa ma ważne spotkanie z kontrahentem.
- Zosia wie, że miałam dzisiaj przyjechać. Jestem jej kuzynką.
Recepcjonistka się zawahała.
- Szefowa kazała sobie nie przeszkadzać, prowadzi naprawdę ważne spotkanie, więc może poczeka pani chwilę? Mogę zaproponować kawę albo herbatę?
Emilia wypiła dzisiaj już dwie caff? latte po drodze, ale była tak zmęczona podróżą, że skusiła się na trzecią. Usiadła na miękkiej kanapie i zapatrzyła się na leśny krajobraz za oknem. Poczuła się jak na wczasach, chociaż przecież nie przyjechała tu odpoczywać.
Kiedy dziewczyna przyniosła jej kawę, Emilia podziękowała i wyszła z kubkiem na zewnątrz, żeby zadzwonić do Łukasza i dać mu znać, że dojechała bezpiecznie.
- Cześć, mamo.
- Cześć, synku. Możesz rozmawiać?
- Idę właśnie na uczelnię.
- Chciałam ci tylko dać znać, że dotarłam bezpiecznie.
- To super. Jak droga?
- Na szczęście bez przygód.
- Cieszę się.
- No dobra, to nie przeszkadzam ci już. - Emilia odetchnęła głęboko leśnym powietrzem. - Ciekawych zajęć. I pozdrów Natalkę.
- Pozdrowię. Dzięki, mamo.
Emilia schowała telefon do kieszeni i upiła łyk kawy. Tęskniła za Łukaszem, ale jednocześnie bardzo chciała, by zdobył wyższe wykształcenie, więc akceptowała to, że rzadko się widzą, odkąd wyjechał na studia. Cieszyła się, że jest szczęśliwy z Natalią, swoją dziewczyną, którą poznał na uczelni. Kierował swoim życiem. Ono było przecież tak krótkie...
Zosia nadal nie przychodziła, więc Emilia postanowiła rozejrzeć się trochę po terenie ośrodka. Z kubkiem kawy przeszła się leśnymi alejkami między budynkami. Dostrzegła kort do tenisa, siłownię na świeżym powietrzu i strefę rekreacyjną, w której ustawiono leżaki oraz drewniane ławki. Przysiadła na jednej w zacienionym zakątku. I wtedy dotarło do niej, że już się cieszy z przyjazdu tutaj, choć nie wiedziała jeszcze, co w tym miejscu ją spotka. Ciasne, wynajmowane mieszkanie bardzo ją męczyło, w miasteczku ciężko było uciec od wścibskich spojrzeń. Jurek należał do wpływowych osób w gminie. Był zamożny i wiele robił dla lokalnej społeczności: a to wspierał zbiórki charytatywne, gdy rodzice zbierali na leczenie dzieci, a to sfinansował sprzęt gimnastyczny dla szkoły. Gdy zbliżały się dni miasta, zostawał jednym ze sponsorów festynu połączonego z występami na żywo. Emilia wiedziała, że pozostając tam, już do końca życia będzie nosiła łatkę jego byłej żony, i to tej złej, skoro to ona złożyła pozew o rozwód. Spotkanie z Zosią było więc dla niej swojego rodzaju błogosławieństwem. Pomimo smutnych okoliczności i pogrzebu.
Siedziała zadumana, aż w końcu znalazła ją Zosia. Miała na sobie lnianą, białą sukienkę do kolan o kroju długiej koszuli. Włosy zaczesała w elegancki kok, na szyi i w uszach połyskiwała złota biżuteria. Gdy się uściskały, Emilia pochwaliła jej wygląd.
- No wiesz, na spotkaniach z kontrahentami trzeba jakoś się prezentować - zaśmiała się kuzynka, po czym usiadły na ławce. - Ale nie rozmawiajmy chwilowo o mojej pracy, bo to były wyczerpujące negocjacje i muszę się od nich zdystansować. Opowiadaj lepiej, jak minęła ci podróż. Trafiłaś do naszej Ostoi od razu? Niektórzy goście mają z tym problem, zwłaszcza że GPS lubi szwankować w tych lasach.
- Na szczęście nie błądziłam.
- To dobrze. Ale pewnie jesteś zmęczona godzinami za kółkiem, co?
Emilia uśmiechnęła się i przyznała:
- Padam z nóg.
- W takim razie teraz zapraszam na późny obiad, a potem pokażę ci twoje nowe lokum, żebyś mogła się odświeżyć i odetchnąć.
- Brzmi jak dobry plan.
Zosia poprowadziła Emilię do restauracji znajdującej się w tym samym budynku co recepcja. Emilia oddała po drodze kubek po kawie miłej dziewczynie, która ją dla niej zaparzyła, a potem weszły z Zosią do niemal całkiem przeszklonej sali restauracyjnej. Podobnie jak recepcja, była utrzymana w odcieniach szarości, beżu i brązu. Przy wejściu znajdował się długi bar ze sporym wyborem alkoholi oraz słodkości, ale Emilia z kuzynką minęły go i usiadły przy jednym ze stolików. Zosia zdawała się nie przejmować tym, że niektóre w pobliżu były zajęte przez gości. Kelner przyniósł im menu, złożyły zamówienie i dostały świeże pieczywo z pastą oliwkową jako przystawkę.
- Bardzo smaczna - pochwaliła pastę Emilia.
- Zatrudniam niezłych kucharzy.
- Pewnie masz sporo pracy, co?
- Żebyś wiedziała. Stąd też moja propozycja, żebyś przyjechała mi pomóc. Mimo tego, że dajemy z siebie z Markiem wszystko, to czasami odnosimy wrażenie, że pewne sprawy nas przerastają.
- Z przyjemnością pomogę - zapewniła Emilia. - Tylko co ja właściwie miałabym tutaj robić?
- No właśnie, bo ja w końcu nie powiedziałam ci, co z Markiem planujemy! - uświadomiła sobie Zosia, po czym nachyliła się do niej lekko. - Chcemy przyciągnąć do ośrodka nową grupę gości, mianowicie rodziny z dziećmi. Wybudowaliśmy ostatnio kolejny budynek z miejscami noclegowymi, większe, rodzinne pokoje i nieustannie pracujemy nad poszerzeniem oferty o atrakcje dla najmłodszych, ale mamy na głowie tyle spraw, że żadne z nas nie może się temu całkowicie poświęcić. Pomyśleliśmy, że mogłabyś się tym zająć. Potrzebujemy kogoś zaufanego, a ty jesteś kreatywna, no i do niedawna pracowałaś z rodzinami i dziećmi, więc na pewno wiesz, czego oczekują od ośrodków tego typu klienci. Może udałoby nam się uzyskać jakieś dofinansowanie, żeby mogły tu przyjeżdżać też takie trudne rodziny? Wiesz, żeby oderwać się od problemów, znaleźć życiowy balans... Po prostu chcemy rozwinąć ośrodek i przyda nam się dodatkowa para rąk do pracy. No i oczywiście kolejna głowa pełna pomysłów.
Emilia wzięła głęboki oddech, bo tego się nie spodziewała.
- A ja myślałam, że będę pomagać w recepcji albo zostanę kimś w stylu: przynieś, podaj, pozamiataj - bąknęła, na co Zosia się roześmiała.
- Zwariowałaś? Na pewno byśmy ci czegoś takiego nie zaproponowali.
- Właśnie widzę, że macie co do mnie bardziej górnolotne plany. Tylko czy ja się nadaję na takie ważne stanowisko? Do tej pory albo robiłam wyklejanki z papieru z podopiecznymi, albo nadzorowałam rodziny z problemami. Nie mam doświadczenia w biznesie.
- Ja i Marek też nie mieliśmy, dopóki nie odziedziczyliśmy campingu po jego rodzicach i nie postanowiliśmy go rozbudować.
- Sama nie wiem... - Emilia nadal miała wątpliwości. - Chcecie mi powierzyć bardzo odpowiedzialne zadanie.
- Kochana, ale przecież nie zostawimy cię z nim sami i nie rzucimy od razu na głęboką wodę! - zapewniła Zosia. - Najpierw na spokojnie we wszystko cię wdrożę i powiem, na czym najbardziej nam zależy, a potem zaczniesz stawiać pierwsze kroki na stanowisku.
- Widzę, że wszystko sobie dobrze przemyśleliście. - Emilia uśmiechnęła się i po krótkim wahaniu zdecydowała: - A więc zaczyna się kolejny nowy rozdział w moim życiu.
- Mam nadzieję, że piękny.
- Bardzo bym tego chciała - powiedziała z nadzieją Pieczkowska.