Wprowadzenie
Bo aby wszystkich ludzi uczynić doskonałymi, trzeba wielu z nich odebrać wolność, zastosować wobec nich przymus, a nie zdaje się, aby ludzie mogli być szczęśliwi pod przymusem.
Władysław Tatarkiewicz, O szczęściu
"Gromada" lwowskich filozofów w pierwszych latach po II wojnie światowej przystąpiła do odbudowy własnej szkoły na gruzach tego, co pozostało w pamięci z jej złotych lat[1]. Podjęto działania rewindykacyjne, prace w Polskiej Akademii Umiejętności, wskrzeszono Polskie Towarzystwo Filozoficzne, a także rozpoczęto wydawanie: "Studia Philosophica", "Kwartalnika Filozoficznego", "Przeglądu Filozoficznego" i "Ruchu Filozoficznego". Wznowiono zajęcia na wyższych uczelniach. Wszystko, co dobre, powoli wracało do normalności. Niestety, dość szybko te działania zostały ograniczone przez decydentów władzy. Cenzura, czystki uniwersyteckie, zamknięcie głównych czasopism filozoficznych, zakaz wyjazdów i uczestniczenia w międzynarodowych kongresach - to niektóre restrykcje dotkliwie dotykające naszą filozofię. Dla uczniów lwowskiej szkoły Kazimierza Twardowskiego zaczął się trudny czas próby. Roman Witold Ingarden poprosił jeszcze Izydorę Dąmbską:
Aby spróbowała napisać dzieje tego ruchu filozoficznego, który nazywał się przez wiele lat "szkołą lwowską", a który dziś, zdaje się, należy już do przeszłości. Kiedyś po latach będzie znacznie trudniej napisać jego dzieje, dziś to jeszcze z uwagi na żywość pewnych tradycji i pamięć pewnych zdarzeń jest możliwe[2].
Słowa Romana Witolda Ingardena okazały się prorocze. Ataki na szkołę lwowską zaczęły się mnożyć pod koniec lat czterdziestych ubiegłego wieku. Ich celem było usunięcie z wyższych uczelni przedwojennej kadry akademickiej. W ciągu kilku lat w jej miejsce mieli się pojawić naukowcy chowu partyjnego, kandydaci nauk, ślepo wpatrzeni w przekazywane zasady marksizmu, leninizmu i stalinizmu. Kontynuacja wolnych badań naukowych stanęła pod znakiem zapytania. Filozofia polska dostała się w krąg politycznych manipulacji. Można było pomarzyć o wolnym uniwersytecie, o który usilnie zabiegał w swojej mowie Twardowski, wygłoszonej z okazji doktoratu honoris causa, przyznanego mu jeszcze przed wojną przez Uniwersytet Poznański. Mówił on wówczas:
Ilekroć wymawiam wyraz "Uniwersytet", czynię to - przyznaję - z pewnym namaszczeniem. Minęło wprawdzie już sporo lat, odkąd po raz pierwszy zetknąłem się z tą instytucją; przez prawie pół wieku mogłem się z nią oswoić zrazu jako student, następnie jako nauczyciel; mimo to po dziś dzień odczuwam tak żywo wielkie dostojeństwo Uniwersytetu, jak wtedy, gdy z dumą w sercu stałem się obywatelem akademickim. Dostojeństwo to płynie nie tylko z sędziwego wieku i chlubnych tradycji uczelni, noszących tę nazwę, ma ono swe źródło w samej idei Uniwersytetu, która się z biegiem czasu ustaliła i która wyznacza mu funkcję, jaką on ma pełnić w życiu zbiorowym współczesnej ludzkości i rozlicznych jej odłamów narodowych. Według tej idei zadaniem Uniwersytetu jest zdobywanie prawd i prawdopodobieństw naukowych oraz krzewienie umiejętności ich dochodzenia. Rdzeniem i jądrem pracy uniwersyteckiej jest tedy twórczość naukowa, zarówno pod względem merytorycznym, jak pod względem metodycznym. Ciąży na Uniwersytecie obowiązek odkrywania coraz to nowych prawd i prawdopodobieństw naukowych oraz doskonalenia i szerzenia sposobów, które je odkrywać pozwalają. Z tych wysiłków wyrasta gmach wiedzy naukowej, wiedzy obiektywnej, która domaga się uznania wyłącznie na tej podstawie, że jest według praw logiki uzasadniona, i która narzuca się umysłowi ludzkiemu jedynie, ale i nieprzeparcie siłą argumentów. W tym właśnie uwydatnia się charakter obiektywny badania naukowego, że nie pozwala ono rozkazywać sobie żadnym czynnikom zewnętrznym i że nie chce służyć żadnym względom ubocznym, lecz że jako panów swoich uznaje jedynie doświadczenie i rozumowanie i że jedno tylko ma zadanie: dojście do należycie uzasadnionych sądów prawdziwych albo przynajmniej jak najbardziej prawdopodobnych[3].
Życie akademickie zostało objęte szczególnym zainteresowaniem ze strony władz, całkowicie uzależnionych od wielkiego brata ze wschodu. Przykładem tego był projekt utworzenia od stycznia 1952 roku w Warszawie przy Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, którego przewodniczącymi byli w tamtym czasie Edward Ochab i Józef Cyrankiewicz, Polsko-Radzieckiego Instytutu, którego zadaniem miała być organizacja badań naukowych na wyższych uczelniach[4]. Wielkim gestem okazało się przekazanie przez stronę radziecką zbioru prac Mikołaja Kopernika. Powstała delegacja, której zadaniem było odebranie tych zbiorów od przedstawicieli nauki radzieckiej. W jej skład weszli: Tadeusz Golański w randze wiceministra oraz profesorowie: Jan Wasilkowski, Tadeusz Banachiewicz i Stanisław Mazur[5].
Rozpoczął się dramatyczny okres panowania stalinizmu. W filozofii dominował on pod postacią sztucznie wytworzonego kultu jednostki. Antoni Słonimski pisał:
Stalin jest naprawdę zwycięskim wodzem narodu rosyjskiego. Dowiódł w rozmiarach dotąd niespotykanych, że największa brednia i najnikczemniejsze okrucieństwo może być narzucone ludziom, że słowo płynące z autorytatywnego źródła najwyższej władzy musi być powtórzone tylko parę razy, aby stało się jedyną obowiązującą prawdą. Jednostki inteligenckie się nie liczą. Masa okazała się posłuszna i karna. Teza polityczna, oparta na absolutnej pogardzie dla rodzaju człowieczego, została przez Stalina potwierdzona olbrzymim eksperymentem dokonanym w laboratorium sowieckim. To, co nazywamy polityką, doczekało się w Sowietach koszmarnej i groteskowej karykatury. Wydawać by się mogło, że ten obraz przerazi ludzi, że ta zbyt daleko posunięta gra obróci się przeciw głównemu reżyserowi. Ale troglodyta uzbrojony w karabin maszynowy i latający samolotem zachował psychikę jaskiniowca. Na cześć Stalina wznoszą w Sowietach okrzyki i posągi. Jakieś pismo sowieckie opisuje z dumą, ile zużyto marmuru i brązu na wzniesienie w prowincjonalnym mieście posągu bożka sowieckiego. Posąg ten stanął na miejscu dawnej świątyni chrześcijańskiej[6].
Stalinizm stał się w polskiej filozofii jedyną dopuszczalną dla niej wykładnią. Była to teoretyczna podstawa, stanowiąca uproszczoną i wewnętrznie sprzeczną w wielu miejscach nadinterpretację marksizmu oraz leninizmu, traktowanych dogmatycznie i instrumentalnie. Dość szybko znalazł on rzesze radykalnych wyznawców. Należał do nich niewątpliwie Adam Schaff. W kręgach decydentów władzy był on zaliczany do stalinowskich radykałów. Z czasem zaczął wybijać się na szczyty władzy i trafiać w gusta rządzących aparatczyków partyjnych. Stał się autorem słynnego powiedzenia o "ataku kuracyjnym", zwróconym w stronę uczniów Twardowskiego. Plan swoich działań zakreślił w jednym z listów do Kazimierza Ajdukiewicza. Pisał w nim:
Tu dochodzę do sedna. Po co prowadzimy polemikę z Panami? Oczywiście chcemy rozbić poglądy z naszego punktu widzenia fałszywe. Ale do czego dążymy, jeśli idzie o nosicieli tych poglądów? Czy chcemy Panów eliminować, odtrącać itp.? Wręcz przeciwnie! My walczymy o Panów. My Panów wysoko cenimy, uznajemy wiedzę Panów, widzimy możliwości Panów - naukowe i polityczne. Nasz atak ma za cel zmuszenie Panów do zrobienia choćby kroku naprzód w porównaniu z dawniej zajmowanymi pozycjami. Jest to atak "kuracyjny", dobrotliwy w swych zamierzeniach i celach. Idzie o to, by Panowie to widzieli i słyszeli[7].
Schaff szybko skupił przy sobie grono wiernych aspirantów. Należeli do nich: Leszek Kołakowski, Henryk Holland, Bronisław Baczko i inni. Młodzież ta nie musiała czytać opasłych tomów dzieł Karola Marksa, Fryderyka Engelsa czy Włodzimierza Lenina. Wystarczyło, aby podjęła wyznaczoną przez Józefa Stalina interpretację marksizmu i leninizmu. Drogowskazem dla nich stało się to, co napisał on w Podstawach leninizmu:
Leninizm jest to marksizm epoki imperializmu i rewolucji proletariackiej[8].
Stalinizm pod koniec lat czterdziestych XX wieku narzucono siłą w życiu akademickim. Nie przyjął się jednak wśród nieufnych elit profesorskich ze Lwowa, Wilna i Warszawy. Decydenci władzy podjęli środki zaradcze. Zaczęli forsować wymyślone przez siebie hasła ofensywy ideologicznej, czyniąc poglądy Stalina jej podstawą. Organizowano dla przedwojennej kadry naukowej zebrania szkoleniowe, masówki, wiece, na których przemawiali aparatczycy partyjni różnych zawodów - począwszy od traktorzystów, a skończywszy na górnikach - całkowicie nieprzygotowani do wykładania marksizmu i leninizmu. Powrócił wówczas w pamięci lwowskich profesorów czas pierwszej okupacji radzieckiej, gdzie marksizm wykładali robotnicy z fabryk i tramwajarze. Nie miało to nic wspólnego ani z nauką, ani z wprowadzonym do nauczania akademickiego marksizmem. I jeszcze ważniejsza kwestia - rozpoczęła się wówczas we Lwowie ideologizacja studiów wyższych. Wiązała się ona z instalacją nowych katedr. Były to: Katedra Marksizmu-Leninizmu, Katedra Materializmu Dialektycznego i Historycznego, Katedra Ekonomii Politycznej oraz Katedra Historii Ukrainy i Historii ZSRR. Zlikwidowano Senat i Rady Wydziału, a 3 stycznia 1940 roku zmieniono nazwę Uniwersytetu - imię patrona uczelni Jana Kazimierza zastąpiono imieniem Iwana Franki. Katedry Marksizmu-Leninizmu i Materializmu Dialektycznego i Historycznego bardzo szybko stały się wiodącym elementem nowego ładu i propagandy komunistycznej na Uniwersytecie Lwowskim. Zaczęła się bezpardonowa inwigilacja środowiska akademickiego. Doszło do aresztowań wśród kadry naukowej, permanentnego przetrzymywania naukowców w więzieniach, torturowania, wreszcie wywózek i egzekucji. Dominacja wspomnianych dwóch katedr, przy obowiązkowym języku wykładowym, którym stał się ukraiński, szybko doprowadziła do tego, że filozofia stała się narzędziem indoktrynacji o charakterze ideologicznym. Pojęcie nauki wiązało się z filozofią marksistowską, a dydaktyka - z propagandą partyjną.
Pomni tamtych zdarzeń lwowscy uczniowie Twardowskiego z przerażeniem patrzyli na to, co dzieje się w powojennej filozofii. Nie mieli złudzeń, że historia powtarza się na ich oczach. Władze podejmowały różnego rodzaju postanowienia, które wprowadzały w życie zasady stalinowskiego reżimu. Jednym z pierwszych pomysłów było szkolnictwo partyjne. Opiekę nad nim przejął bezpośrednio Schaff. Jego "partyjnym dzieckiem" stał się Instytut Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR, gdzie powołano grupę "tutorów" sprawujących opiekę naukową nad słabszymi w pojmowaniu marksizmu towarzyszami. Po latach on sam zapisał:
Trzeba było pójść na eksperyment karkołomny: wydzielić grupę szczególnie zaawansowanych i uzdolnionych studentów, którzy jednocześnie pełnili owe funkcje "tutora" w stosunku do innych, mniej zaawansowanych. Jeśli są chłopi-robotnicy, to dlaczego nie mieliby istnieć analogicznie studenci-profesorzy? Wspomnę tu kilka nazwisk takich dziwolągów, jeśli idzie o normalne koncepcje świata akademickiego: Włodzimierz Brus, Bronisław Baczko, Leszek Kołakowski i inni[9].
Jeszcze innym pomysłem było samokształcenie ideologiczne kadr naukowych. Tym razem całą sprawę kontrolował kierownik Wydziału Nauki Kazimierz Petrusewicz. 10 marca 1952 roku informował sekretarza KC PZPR Edwarda Ochaba o samokształceniu ideologicznym młodszych pracowników nauki[10]. Powstała w tej sprawie "Uchwała" Sekretariatu Biura Politycznego KC PZPR, w której zapisano:
Sekretariat Biura Politycznego KC PZPR postanawia: 1) Zobowiązać Wydział Nauki do powołania Komisji w składzie: tow. tow. Finkelsztejn, Grobelna, Bartkiewicz, w celu przejrzenia programów i instrukcji w sprawie samokształcenia pracowników naukowych. Wnioski przedstawić Sekretarzowi Biura Politycznego do 31 marca br.; 2) Zobowiązać Wydział Nauki do przedstawienia Sekretarzowi Biura Politycznego sprawozdania z przebiegu akcji samokształceniowej do dnia 15 kwietnia 1952 roku; 3) Polecić Wydziałowi Nauki by wspólnie z Ministerstwem Szkolnictwa Wyższego i Zarządem Głównym Z.Z.N.P. opracował zasady powoływania i działania komisji egzaminacyjnej oraz określił uprawnienia osób, które otrzymają dyplomy po złożeniu egzaminu; 4) Skierować list do I-ch Sekretarzy Komitetów Wojewódzkich w sprawie udzielenia pomocy i otoczenia opieką akcji samokształcenia[11].
Tym razem nie powołano jednak "tutorów". W ich miejsce stworzono "Listę 15 lektorów", sprawujących opiekę nad postępującą akcją samokształcenia w terenie. Znaleźli się na niej: Bronisław Baczko, Józef Zawadzki, Stanisław Ehrlich, Karol Lapter, Tadeusz Daniszewski, Jerzy Tepicht, Andrzej Brzoza, Zenon Grossfeld, Paweł Hoffman, Gustaw Ausceler, Mieczysław Szleyen, Adam Schaff, Karol Martel, Janina Siekierska, Józef Gutt[12]. Zadaniem "lektorów" było szerzenie idei marksistowsko-leninowskiej w duchu stalinowskim[13]. Najważniejszym zaś osiągnięciem było upowszechnienie nauki Pawłowa w Polsce. Powstał w tym celu "Naukowy Komitet Pawłowski"[14], którego zadaniem było zgromadzenie naukowców z różnych dziedzin nauki, w tym przede wszystkim medycyny, psychiatrii, psychologii i filozofii. Osiągnięcia Pawłowa przeciwstawiano freudyzmowi i innym trendom psychologicznym z obszaru burżuazyjnej filozofii[15].
Dziś, z perspektywy czasu, wiemy, że były to nieudane eksperymenty. Nie przysporzyły władzy zaszczytu i chwały. Starania Jakuba Bermana, Bolesława Bieruta, Kazimierza Petrusewicza, Edwarda Ochaba czy wreszcie samego Schaffa i grupy jego "tutorów" oraz "lektorów" nie zapisały się chwalebnie w dziejach powojennej filozofii. Wręcz przeciwnie - doszło do nieprzyzwoitych "ataków kuracyjnych" na przedwojenną kadrę naukową. Miejsce filozofii lwowskiej szybko zajął partyjny stalinizm. Jako jeden z pierwszych, w sprawie przeobrażania życia akademickiego według stalinowskiej wizji, wypowiedział się partyjny działacz Berman. Na jednym z wieców grzmiał z mównicy:
Zdobycie wiedzy marksistowskiej wymaga usilnej pracy, wymaga, co jest może trudniejsze, przyswojenia sobie marksistowskiej metody myślenia, która pozwala wysnuwać trafne wnioski z potoku wielkich i małych wydarzeń, w skali swojej wsi czy fabryki, powiatu, województwa lub całości Państwa, pozwala na krytyczne sprawozdania codziennej walki i pracy Partii. Pamiętamy proste, przekonywujące słowa Engelsa o tym, że "socjalizm od czasu, gdy stał się nauką, wymaga, aby traktowano go jako naukę, to znaczy, aby go studiowano". Nic nie straciły na aktualności wezwania wypowiedziane przez Engelsa przeszło 70 lat temu, aby "coraz bardziej oświecać się we wszystkich zagadnieniach teoretycznych, coraz bardziej wyzwalać spod wpływu tradycyjnych frazesów należących do starego światopoglądu". Właśnie wyostrzeniu broni teoretycznej, umiejętności powiązania teorii marksistowskiej z praktyką walki, zawdzięcza proletariat rosyjski w dużej mierze swe zwycięstwa. Nie darmo Stalin powtarzał, że: "praktyka staje się ślepa, jeżeli nie oświetla sobie drogi rewolucyjną teorią. Natomiast teoria może się stać olbrzymią siłą ruchu robotniczego, jeżeli kształtuje się w nierozerwalnym związku z rewolucyjną praktyką, gdyż ona i tylko ona może dać ruchowi pewność, siłę orientacji i zrozumienie wewnętrznego związku otaczających wydarzeń" (Stalin). Bez jasności ogólnych założeń ideologicznych niepodobna trafnie rozwiązywać nawet drobnych, codziennych kwestii, pozornie odległych od ogólnych założeń. Dlatego wypowiedzieć należy wojnę ignorancji, dyletantyzmowi ideologicznemu, zarozumialstwu i pyszałkowatości. Stoi przed nami zadanie krytycznej oceny dotychczasowego dorobku myśli marksistowskiej w Polsce. Musimy położyć fundament teoretyczny dla polskiej drogi rozwojowej do socjalizmu[16].
Stalinizm stał się religią w partyjnej świątyni wiedzy. Biblią okazała się Historia Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików), tj. Krótki kurs, popularnie zwana "Krótkim Kursem Historii WKP (b)"[17]. Pierwsze wydanie tej książki w Polsce opublikowała w 1948 roku Spółdzielnia Wydawnicza "Książka". Największy jednorazowy nakład ukazał się w 1950 roku, o czym informował "Tygodnik Powszechny":
Największy nakład po wojnie osiągnął Pan Tadeusz A. Mickiewicza - 1,5 mln, tuż po nim "Krótki kurs historii WKP (b)" - 1,25 mln egzemplarzy[18].
Ostatnie ósme polskie wydanie ukazało się w 1955 roku w dwóch rzutach: w marcu - 20 163 i w kwietniu - 30 000 egzemplarzy. Biblia stalinowska szybko znalazła uznanie w oczach partyjnych decydentów. Pozwalała orientować się w najnowszych trendach marksizmu i leninizmu. Okazała się hitem wydawniczym, w którym przywódca totalitarnego imperium forsował sobie tylko zrozumiały i twórczy w jego rozumieniu marksizm oraz leninizm. Cała reszta miała powtarzać do znudzenia nabożne słowa wodza. Na szczytach władzy organizowano konferencje dedykowane Stalinowi. Najważniejsza z nich poświęcona była jego "genialnemu" dziełu Ekonomiczne problemy socjalizmu w ZSRR[19]. Odbyła się 28 lutego 1953 roku. Wydawało się, że stalinizm będzie kwitł wiecznie, niczym wilczomlecz lśniący. Nic nie robiono sobie ze złych wieści nadchodzących z Moskwy. Trwano w przekonaniu, że Stalin szybko powróci do zdrowia, a jego panowaniu nie będzie końca. Nastąpił jednak krach na giełdzie nadziei. Dzień był słoneczny. Do końca roku pozostawało 211 dni roboczych. Trwała jeszcze sroga zima. Wiosna miała zacząć się za 16 dni. W kalendarzu ściennym umieszczono nawet stosowne przysłowie: "Kiedy starzec chory w marzec, będzie zdrów, lecz gdy baba w maju słaba, pacierz zmów". Niestety, ono też nie zmieniło biegu zdarzeń. W czwartek 5 marca 1953 roku, jak podano w Moskwie, o 21.50 zmarł Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili - Józef Stalin. Córka wodza wspominała tę chwilę:
Twarz ściemniała i zmieniła się, rysy stały się nierozpoznawalne. Agonia była straszna. Dusił się na oczach wszystkich. W pewnym momencie - nie wiem, czy rzeczywiście, ale tak mi się wydawało - otworzył oczy i powiódł wzrokiem po stojących dookoła. Było to przerażające spojrzenie, na poły bezmyślne, na poły gniewne i przepełnione strachem przed śmiercią. Ojciec uniósł lewą rękę i ni to wskazał gdzieś w górę, ni to pogroził nam wszystkim. W następnym momencie dusza, uczyniwszy ostatni wysiłek wyrwała się z ciała. Twarz taty zbladła i przyjęła swój zwykły wygląd stateczny, piękny, opanowany. Nie wiem, ile czasu staliśmy tak w milczeniu, oniemiali[20].
Zwolennicy Stalina w Polsce na wieść o jego śmierci, przynajmniej w oczach czerwonej propagandy, zalali się autentycznym szlochem, rozpaczając za "Największym człowiekiem swoich czasów", "Ojcem narodów" i "Przywódcą socjalistycznych ojczyzn". Wisława Szymborska napisała z tej okazji wiersz:
Ten dzień
O śmierci Józefa Stalina
Jeszcze dzwonek, ostry dzwonek w uszach brzmi.
Kto u progu? Z jaką wieścią, i tak wcześnie?
Nie chcę wiedzieć. Może ciągle jestem we śnie.
Nie podejdę, nie otworzę drzwi.
Czy to ranek na oknami, mroźna skra
tak oślepia, że dokoła patrzę łzami?
Czy to zegar tak zadudnił sekundami?
Czy to moje własne serce werbel gra?
Póki nikt z was nie wypowie pierwszych słów,
brak pewności jest nadzieją, towarzysze...
Milczę. Wiedzą, że to czego nie chcę słyszeć -
muszę czytać z pochylonych głów.
Jaki rozkaz przekazuje nam
na sztandarach rewolucji profil czwarty?
- Pod sztandarem rewolucji wzmacniać warty!
Wzmocnić warty u wszystkich bram!
Oto Partia - ludzkości wzrok.
Oto Partia: siła ludów i sumienie.
Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie.
Jego Partia rozgarnia mrok.
Niewzruszony drukarski znak
drżenia ręki mej piszącej nie przekaże,
nie wykrzywi go ból, łza nie zmaże.
A to słusznie. A to nawet lepiej tak[21].
Po latach, gdy spytano Wiaczesława Mołotowa, jak często śni mu się Stalin, w znamienny sposób odpowiedział:
Nieczęsto, ale czasami. Zawsze ten sam sen. Okoliczności są dosyć niezwykłe. Jestem w jakimś zniszczonym mieście, nie mogę odnaleźć drogi, a później spotykam jego [...]. Potem, potem budzę się mokry od potu[22].
Po śmierci Stalina działania jego zwolenników nie zniknęły. Rozpoczęta przez Schaffa ofensywa ideologiczna trwała. Nie zaprzestano zwalczania przedwojennej filozofii. Dopiero z czasem dobro zaczęło zwyciężać zło. W połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku polska filozofia zaczęła się uwalniać od rządów stalinowców. Olbrzym na glinianych nogach zaczął się chwiać. W 1956 roku przystąpiono do przywracania usuniętych profesorów do pracy, a wraz z nimi wróciły właściwe wartości uniwersyteckie. Obroniono się przed falą stalinowskiego tsunami. Odzyskana wolność wykładania filozofii była jednak pozorna. Ostatecznie zagrożenia wciąż trwały. Schaff w trzydziestą rocznicę śmierci Stalina napisał:
[...] wówczas brakło nam wykształconych marksistowskich kadr naukowych, gdyż z różnych przyczyn nie istniały w naszej "przyrodzie", dziś natomiast ta kadra została rozbita lub rozchwiana przez swoisty "kryzys marksistów" i wymaga wymiany przez kadrę młodą. Potrzeba na te kadry istniała więc wtedy i dziś, rozwiązaliśmy to zadanie wówczas w warunkach w pewnym sensie gorszych, choć pod innym względem lepszych. Gdy dziś znowu stajemy przed podobnym zadaniem, warto spojrzeć na to doświadczenie przeszłości, uwzględniając - oczywiście - zmodyfikowane warunki[23].
Pod innymi barwami wciąż wyrastają nowe pokolenia wyznawców tamtych idei. O wielu sprawach nie chcemy pamiętać. Zacierane są ślady wrogiej działalności i odchodzą ludzie pamiętający ten ciężki czas próby. Ta książka podejmuje rewizję działań ideologizujących polską filozofię, dokonanych w latach czterdziestych, pięćdziesiątych i późniejszych ubiegłego wieku. Stara się opisać tamte niechlubne wydarzenia[24]. Wraca do tego, co zaszło w 1950 roku. Przygląda się z uwagą szczegółom nagonki stalinowców na osobę Tatarkiewicza. To, co wydarzyło się na jego Seminarium Filozoficznym w dniu 27 marca 1950 roku, wciąż pozostaje plamą, która ciąży na honorze polskiej filozofii. Sprawa ataku na Tatarkiewicza podjętego przez młodych, oportunistycznych stalinowców, z Kołakowskim na czele, skutkująca odsunięciem Profesora od zajęć na Uniwersytecie Warszawskim, mimo częściowych, często wymuszonych i inscenizowanych prób jej wyjaśnienia, nie została dotychczas dokładnie opisana. Zadania tego - po kilku nieudanych próbach opublikowania słynnego "Listu 8" młodych stalinowców zainicjowanych przez rodzinę filozofa w "Gazecie Wyborczej" i "Polityce" - podjął się jakiś czas potem "Przegląd Filozoficzny" ("Nowa Seria")[25]. Przedstawione tam zestawienie opinii okazało się jednak relacją skazaną na niepowodzenie. Przy niskim stosunkowo nakładzie czasopisma sprawa nie mogła dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Nawet w środowisku filozoficznym nie odbiła się stosownym echem. Rzecz całą pominięto i uznano za mało ważną. To zaś, co opublikowano w "Przeglądzie Filozoficznym", dziś z perspektywy czasu można uznać za sprawę ustawioną, ukierunkowaną na próbę zrehabilitowania stalinowskich bohaterów. Na łamach czasopisma pozwolono wypowiedzieć się Kołakowskiemu oraz Baczce. Oddano też głos innym uczestnikom spotkania. Wypowiedział się między innymi biskup Bronisław Dembowski, który okazał się być nie tylko uczniem Tatarkiewicza, lecz także obrońcą Kołakowskiego. Przemówiła asystentka profesora Tatarkiewicza, a mianowicie Krystyna Zwolińska. W imieniu spadkobierców głos zabrał Krzysztof Tatarkiewicz, syn filozofa. Był też osobny głos Schaffa, który się wypowiedział w jednej ze swoich wspomnieniowych publikacji. Stalinowcy nie skorzystali z szansy, którą stworzył im "Przegląd Filozoficzny". Nie potrafili wznieść się na wyżyny dobrego wychowania i przeprosić, także spadkobierców nieżyjącego Tatarkiewicza. Później postarano się w mało przekonujący sposób wybielić stalinowskich aspirantów. Wyniesiono ich na piedestał bycia autorytetami we współczesnej polskiej filozofii. Kołakowski otrzymał najwyższe polskie odznaczenie państwowe: Order Orła Białego[26]. Gdy zmarł, władze państwa urządziły mu pogrzeb honorowy z udziałem kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego[27]. Homilię pożegnalną wygłosił Dembowski, dawny uczeń Tatarkiewicza, wtedy już biskup włocławski, który zrehabilitował Kołakowskiego[28]. Rozgrzeszył go za czyny popełnione w okresie panowania stalinizmu w Polsce. Mówił o "miłości filozofa do prawdy"[29], która towarzyszyła podczas całej jego drogi życiowej. Jego zdaniem ważniejsza była ona od jego "kariery akademickiej"[30]. Kołakowski dał się poznać przez "dążenie do prawdy, [które] coraz bliżej prowadziło go do chrześcijaństwa"[31]. Dembowski podkreślił, że droga życiowa Kołakowskiego wiodła "od gorliwego marksisty do człowieka, który zauważył, że chrześcijaństwo jest czymś ważnym"[32]. Przyznał, że był jego "osobistym świadkiem"[33] na tej drodze. Obaj uczestniczyli w słynnym Seminarium Filozoficznym profesora Tatarkiewicza. Wówczas wydawało się, że znajdują się po przeciwnych stronach barykady. Dembowski nie miał jednak żadnych skrupułów, aby dać wyidealizowany obraz Kołakowskiego jako nawróconego bohatera współczesnej Polski. Sam Kołakowski, co trzeba podkreślić, nigdy nie dokonał żadnego aktu ekspiacyjnego. Do końca pozostał wierny stalinizmowi jako jedynej właściwej interpretacji marksizmu i leninizmu. Nieprawdą jest, że doszło w nim do jakiejkolwiek przemiany po 1966 roku, gdy wyrzucono go z partii, ani gdy dwa lata później wyjechał z Polski. Potrafił raczej doskonale dopasować się, podobnie jak Schaff, Baczko i inni stalinowcy, do zastanych warunków, czerpiąc z nich i widząc zawsze tylko okazję dla zrobienia kariery. Niczym kameleon przemykał po światowych uczelniach i salonach, zmieniając jedynie charakter swoich opowieści. Był raczej oportunistą doskonale usposobionym w młodości przez partię i Schaffa. A jak wiadomo: "Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trącić będzie".
Tatarkiewicz stał się jedną z ofiar represji stalinowskich. Potraktowano go perfidnie. Przeprowadzono nagonkę na autorytet w dziedzinie filozofii, estetyki i historii sztuki. Dopuszczono do ataku celowo ludzi młodych, niewykształconych, zapalczywych, uległych stalinizmowi i partyjnym działaczom. Podobny los spotkał małżeństwo Marii i Stanisława Ossowskich czy Ingardena i Dąmbską[34]. Wcześniej poddano surowym represjom zasłużonego dla Uniwersytetu Poznańskiego rektora Stefana Dąbrowskiego, którego POP oskarżyła o tworzenie udogodnień przy organizacji Zjazdu Młodzieży Katolickiej w Poznaniu. Sprawę tę badał i rozstrzygnął jako rektor Uniwersytetu Łódzkiego Tadeusz Kotarbiński[35], wieloletni kolega Tatarkiewicza z równoległej Katedry Filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Jeszcze gorzej było w przypadku przeniesienia na emeryturę profesorów Antoniego Peretiatkowicza i Feliksa Szczęsnego Dettloffa. Zdaniem POP i jej przewodniczącego Tadeusza Szczurkiewicza ten pierwszy w czasie wojny rzekomo kolaborował z Niemcami[36]. Z kolei Dettloff miał się źle wypowiadać o Stalinie tuż po jego śmierci, za co karnie został usunięty z uczelni[37].
Inwigilacja i represje nie ominęły również innych ośrodków naukowych. W Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim prowadzono wiele takich działań. III Oddział Służby Bezpieczeństwa jeszcze w latach czterdziestych zajął się niewygodnymi profesorami Wincentym Lutosławskim i Feliksem Koniecznym, odsuwając ich całkowicie od studentów i eliminując z procesu nauczania. Później, pod koniec lat pięćdziesiątych, prowadzono wiele akcji pod kryptonimami: Senat, Jezioro, Zmierzch, łącząc je ze sobą pod wspólną nazwą "Wenecja". W gronie represjonowanych znaleźli się profesorowie tej uczelni: Adam Vetulani, Henryk Barycz, Jan Hulewicz, Ignacy Zarębski oraz Jerzy Zatheya[38].
Hasła namawiające do walki z filozofią burżuazyjną padały od 1945 roku z ust różnych decydentów partyjnych. Szczególny popis dali Władysław Gomułka i wspominany już Berman. Ten pierwszy na wiecu w sali dawnego Domu Akcji Katolickiej "Roma" nawoływał:
Gdy szukamy naszych braków w partii, to trzeba moim zdaniem wskazać, że najsłabsze nasze miejsce jest właśnie na odcinku inteligencji. To jest źle, towarzysze. To jest słabość naszej partii. Do tego niestety musimy się przyznać. Nam zależy na tym, aby zdobyć inteligencję. Niektórzy słusznie zresztą krytykowali tutaj stosunki na wyższych uczelniach. Prawdą jest, że są tam profesorowie reakcyjni. Słusznie krytykowano, że oni są reakcyjni, ale przecież my profesorów na kursach nie dokształcimy. Profesorowie zdobywają kwalifikacje całe lata, długie lata, a my przecież jesteśmy u władzy dopiero miesiące. My dopiero musimy wychować naszych profesorów i wychowamy ich na pewno, ale dopiero po latach, po okresie potrzebnym na wychowanie profesora[39].
W charakterystyczny sposób wypowiedział się również Berman. Hasło: "Do boju Towarzysze!"- rzucił po raz pierwszy 15 marca 1945 roku. Stało się to podczas wiecu partyjnego w świeżo powołanej w Lublinie szkole partyjnej PPR-u. Podtrzymał je później na łamach "Nowych Dróg" w 1947 roku, gdy opublikował w numerze pierwszym artykuł Na posterunku[40]. Problem kształcenia nowych kadr naukowych podjęto nieco później na Posiedzeniu Kandydatów na Wykładowców Doktryn Polityczno-Społecznych na Wyższych Uczelniach z 14 maja 1947 roku w KC PPR. Celina Bobińska[41] stwierdziła:
Ofensywę ideologiczną na wyższych uczelniach należy prowadzić na dwóch odcinkach: 1) oddzielnych wykładach doktryny marksistowskiej, 2) na tle historii[42].
Wtórowali jej minister Stefan Jędrychowski i Schaff. Pierwszy z nich podczas jednego ze spotkań partyjnych przedstawicieli nauki w KC PPR grzmiał z mównicy:
Istnieje w naszym środowisku paradoks: marksizm, który jest skutecznym orężem klasy robotniczej, jest na naszych uniwersytetach na ostatnim planie; teorię marksistowską potępia się ex cathedra na uniwersytetach, nie siląc się na argumentację naukową. Nawet niektórzy marksiści wstydzą się marksizmu, usiłując stosować mimikę, żeby nie razić w otoczeniu. Jest to rezultat długotrwałej izolacji społecznej uniwersytetów od ruchów masowych w Polsce. Uniwersytet Jagielloński przed wojną światową był twierdzą stańczyków, socjalizm był tam wyklęty, a każdy młody naukowiec podejrzany o czerwoność nie miał drogi do katedry. Władysław Leopold Jaworski, żeby zdobyć katedrę, musiał zatrzeć ślady swojego radykalizmu. Zdarzały się wyjątki, zwłaszcza w okresie międzywojennym. Dziś ta izolacja staje się tragicznym dylematem, ponieważ jest w sprzeczności z panującą oficjalną rzeczywistością. Uniwersytety stają się siedliskami opozycji intelektualnej. Drugim źródłem tego stanu rzeczy jest izolacja od postępowych ośrodków nauki zagranicznej (przede wszystkim Związku Radzieckiego, zwłaszcza w okresie międzywojennym) - trwa ona w dalszym ciągu, a może jest nawet jeszcze większa zwłaszcza na niektórych odcinkach. Następne źródło - pogardliwy stosunek do marksizmu, pochodzi z przekonania o jego nieaktualności naukowej. Nauka burżuazyjna od czasu Marksa i Engelsa stworzyła wiele teorii społecznych, które miały obalić marksizm, jako teorię przestarzałą. W dziedzinie nauk społeczno-humanistycznych istnieje zróżniczkowanie teorii niemożliwe w naukach ścisłych; w zasadzie teorie naukowe sprzeczne z rzeczywistością w naukach ścisłych ostać się nie mogą, w tej dziedzinie interesy klasowe doprowadziły do zaciemnienia; sprzeczność teorii z rzeczywistością społeczną nie wpływa na jej popularność, a tam gdzie się ona kompromituje zupełnie, zostaje zastąpiona przez inną bardziej zamaskowaną. Dlatego utrzymują się tu teorie antymarksistowskie[43].
Z kolei Schaff dał upust emocjom w Narodzinach i rozwoju filozofii marksistowskiej. Pisał:
Marksizm-leninizm, właśnie dlatego, że jest nauką klasową, nauką wyrażającą interesy i dążenia proletariatu - najbardziej postępowej klasy społeczeństwa kapitalistycznego, jest najbardziej postępową i obiektywną nauką doby obecnej, nauką posiadającą nieograniczone możliwości rozwoju. W tym sensie więc klasowość marksizmu nie tylko popada w sprzeczność z jego obiektywnością, naukowością, lecz wręcz przeciwnie, jest tej obiektywności i naukowości najtrwalszą i najsilniejszą gwarancją. Stąd też czujność i bezkompromisowa walka marksizmu przeciw nauce burżuazyjnej posiada obiektywnie postępowy charakter i jest drogą do prawdziwego postępu nauki[44].
Proces zawładnięcia filozofią przez stalinowców w Polsce miał się rzekomo zakończyć w 1989 roku, wraz z transformacją ustrojową. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Polska filozofia nie rozliczyła się dotąd z niechlubnych czynów. Nie przeprowadzono rachunku sumień. Wciąż tkwimy w grzechach stalinowskiej przeszłości, a myśli o popełnionych i niechlubnych czynach próbuje się odsunąć jak najdalej od siebie. Brak rozliczenia powinien niepokoić. Młode pokolenie polskiej filozofii nie zna tamtych czasów. Te ciemne sprawy bardzo często są wypaczane w oficjalnej historiozofii.
Przypisy
[1] Określenia "gromada" w odniesieniu do lwowskiej filozofii użył po raz pierwszy Tadeusz Kotarbiński. Zob. Archiwum Nauki Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności, List Tadeusza Kotarbińskiego do Izydory Dąmbskiej z 18 lipca 1946 roku, "Archiwalia Izydory Dąmbskiej", K III-109.
[2] Archiwum Rodzinne Ingardena, List Romana Witolda Ingardena do Izydory Dąmbskiej z 30 stycznia 1946 roku.
[3] K. Twardowski, Lwowskie wykłady akademickie, t. I: Wykłady o idei Uniwersytetu, wykłady z rękopisów i maszynopisów przeczytali, przepisali, opracowali oraz słowem wstępnym i wprowadzeniami poprzedzili: R. Kuliniak, D. Leszczyna, M. Pandura, Ł. Ratajczak, Kęty 2018, s. 319-441: "Wprowadzenie do mowy O dostojeństwie Uniwersytetu z okazji nadania przez Uniwersytet Poznański Kazimierzowi Twardowskiemu doktoratu honoris causa", s. 442: "O dostojeństwie Uniwersytetu".
[4] Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Wyciąg z protokołu nr 132 posiedzenia Sekretariatu KC PZPR z 13 listopada 1952 roku, Centralne Archiwum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Zespół: "Polska Zjednoczona Partia Robotnicza Komitet Centralny", Dział: "Wydział Nauki Szkolnictwa Wyższego, lata 1950-1952", sygn. 273/XVI, 32 (tajne).
[5] Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Uchwała Sekretariatu Biura Politycznego KC PZPR, bez daty, tajne, a także Pismo Rządu Radzieckiego w sprawie przekazania zbiorów Mikołaja Kopernika, Centralne Archiwum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Zespół: "Polska Zjednoczona Partia Robotnicza Komitet Centralny", Dział: "Wydział Nauki Szkolnictwa Wyższego, lata 1950-1952", sygn. 273/XVI, 32.
[6] A. Słonimski, Stalin dobry i mądry, 20 marca 1938, w: tenże, Kroniki tygodniowe 1936-1939, Warszawa 2004.
[7] Polska Akademia Nauk, Archiwum w Warszawie, List Adama Schaffa do Kazimierza Ajdukiewicza z 27 grudnia 1949 roku, "Spuścizna Kazimierza Ajdukiewicza", j. 161, III-141.
[8] J.W. Stalin, O podstawach leninizmu. Wykłady wygłoszone na Uniwersytecie im. Swierdłowa w początku kwietnia 1924 roku, Moskwa 1924, s. 1 i n. (zwłaszcza określenia leninizmu i marksizmu).
[9] A. Schaff, Niezauważona rocznica, "Tu i Teraz" z 6 kwietnia 1983 r., R. 2, nr 14, s. 15.
[10] Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Notatka Kierownika Wydziału Nauki Kazimierza Petrusewicza dla Sekretarza KC Towarzysza Edwarda Ochaba w sprawie samokształcenia ideologicznego, Centralne Archiwum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Zespół: "Polska Zjednoczona Partia Robotnicza Komitet Centralny", Dział: "Wydział Nauki Szkolnictwa Wyższego, lata 1950-1952", sygn. 273/XVI, 32.
[11] Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Uchwała Sekretariatu Biura Politycznego KC PZPR w sprawie akcji samokształcenia ideologicznego pracowników naukowych, Centralne Archiwum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Zespół: "Polska Zjednoczona Partia Robotnicza Komitet Centralny", Dział: "Wydział Nauki Szkolnictwa Wyższego, lata 1950-1952", sygn. 273/XVI, 32.
[12] Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Lista 15 lektorów powołanych w sprawie samokształcenia ideologicznego, Centralne Archiwum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Zespół: "Polska Zjednoczona Partia Robotnicza Komitet Centralny", Dział: "Wydział Nauki Szkolnictwa Wyższego, lata 1950-1952", sygn. 273/XVI, 32.
[13] Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Instrukcja w sprawie samokształcenia ideologicznego pomocniczych pracowników naukowych i lektorów, Centralne Archiwum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Zespół: "Polska Zjednoczona Partia Robotnicza Komitet Centralny", Dział: "Wydział Nauki Szkolnictwa Wyższego, lata 1950-1952", sygn. 273/XVI, 32.
[14] Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Uchwała Sekretariatu Biura Politycznego KC PZPR w sprawie szerzenia nauki Pawłowa w Polsce, Centralne Archiwum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Zespół: "Polska Zjednoczona Partia Robotnicza Komitet Centralny", Dział: "Wydział Nauki Szkolnictwa Wyższego, lata 1950-1952", sygn. 273/XVI, 32.
[15] Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Notatka informacyjna dla Biura Politycznego KC PZPR w sprawie szerzenia nauki Pawłowa w Polsce oraz Naukowy Komitet Pawłowski, Centralne Archiwum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Zespół: "Polska Zjednoczona Partia Robotnicza Komitet Centralny", Dział: "Wydział Nauki Szkolnictwa Wyższego, lata 1950-1952", sygn. 273/XVI, 32.
[16] J. Berman, Na posterunku, "Nowe Drogi" 1947, nr 1, s. 16-17.
[17] Historia Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików). Krótki kurs, pod redakcją Komisji KC WKP (b) zaaprobowany przez KC WKP (b). 1938 r., Warszawa 1948.
[18] "Tygodnik Powszechny" z 30 kwietnia 1950 r., nr 18, rubryka "Z dnia".
[19] Relacja z tej konferencji wyszła w numerze specjalnym "Myśli Filozoficznej" z 1953 r., nr 1 (7). Znalazły się tam m.in. Studia nad pracą J.W. Stalina. Ekonomiczne problemy socjalizmu w ZSSR. W kolejnym numerze "Myśli Filozoficznej", tj. 2 (8), ukazało się Sprawozdanie z sekcji IKKN przy KC PZPR poświęcone pracy Towarzysza Stalina. Ekonomiczne problemy socjalizmu w ZSRR, autorstwa T. Jaroszewskiego, a także A. Jasińskiej relacja Z publikacji radzieckich w związku z pracą Stalina. Ekonomiczne problemy socjalizmu w ZSRR.
[20] S. Alliłujewa o agonii Stalina, w: S.S. Montefiore, Stalin. Dwór czerwonego cara, tłum. M. Antosiewicz, Warszawa 2008.
[21] W. Szymborska, Ten dzień. O śmierci Stalina, "Życie Literackie" z 15 marca 1953 r., nr 11/61.
[22] W. Mołotow, Molotov Letters, Chicago 1993 (wpis w wywiadzie z 1985 r.).
[23] A. Schaff, Niezauważona rocznica..., s. 3.
[24] Problem zadenuncjowania Tatarkiewicza był do tej pory podjęty kilkakrotnie, m.in. w: R. Kuliniak, M. Pandura, Ł. Ratajczak, Filozofia po ciemnej stronie mocy. Krucjaty marksistów i komunistów polskich przeciwko Lwowskiej Szkole Filozoficznej Kazimierza Twardowskiego. Część II: Problem reformy szkolnictwa wyższego w świetle partyjnej ofensywy ideologicznej, Kęty 2019, s. 199-232: "IX. "Mściwość ludzka nie zna granic. A) Przypadek Tatarkiewicza". Niniejsze rozważania w znacznym stopniu odnoszą się do tamtych ustaleń. Dotychczasowe prace ujmowały jednak problem tylko częściowo. Stan badań od wydania tych prac znacznie się rozszerzył. Pojawiły się nowe fakty, które są prezentowane w tej książce. Być może są jeszcze gdzieś inne materiały archiwalne na ten temat. Żyją też pewnie ludzie pamiętający tamtą sprawę. Dlatego w tym momencie nie kończy się praca badawcza. Poszukiwania będą prowadzone dalej. Wydaje się bowiem, że są one konieczne do osiągnięcia w miarę obiektywnego spojrzenia na tamte, niechlubne dla nas wydarzenia.
[25] Wydarzenia związane z publikacją "Listu 8" stalinowców odczytanego 27 marca 1950 roku, które w połowie lat dziewięćdziesiątych minionego wieku podjęła rodzina Tatarkiewicza, zostaną opisane w dalszej części tej publikacji.
[26] Postanowienie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z 11 listopada 1997 r. o nadaniu orderu [Orderu Orła Białego Leszkowi Kołakowskiemu], M.P. z 1998 r. Nr 6, poz. 109.
[27] Relację z pogrzebu Leszka Kołakowskiego zamieścił m.in. "Dziennik Gazeta Prawna" z 29 lipca 2009 r., https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/341008,pogrzeb-prof-leszka-kolakowskiego.html (dostęp: 25.09.2023 r.).
[28] Tamże.
[29] Tamże.
[30] Tamże.
[31] Tamże.
[32] Tamże.
[33] Tamże.
[34] Zob. W. Tatarkiewicz, Dzienniki, t. I: Lata 1944-1960, z rękopisów odczytali i przepisali, wstępem i biografią filozofa poprzedzili: R. Kuliniak, D. Leszczyna, M. Pandura, Ł. Ratajczak, Kęty 2019, s. 413: "Warszawa, 28 lipca 1950 roku".
[35] Zob. T. Schramm, Kilka mniej znanych kart z dziejów Uniwersytetu Poznańskiego, Poznań 1994, s. 1-5.
[36] Tamże.
[37] Tamże.
[38] Zob. J. Dybiec, Uniwersytet Jagielloński wobec stalinizmu 1945-1956, "Prace Komisji Historii Nauki Polskiej Akademii Umiejętności" 2001, t. 3, s. 5-33.
[39] W. Gomułka ("Wiesław"), Przemówienie końcowe po dyskusji nad sprawozdaniem politycznym, wygłoszone w dniu 8 grudnia 1945 roku, w: tenże, Ku nowej Polsce. Sprawozdanie polityczne i przemówienia wygłoszone na I Zjeździe PPR, Katowice 1945, s. 139. Por. tenże, Jesteśmy partią narodu - partią zwycięstwa. Końcowe przemówienie sekretarza gen. KC PPR tow. Gomułki Wiesława, "Głos Robotniczy" z 12 grudnia 1945 r., R. 1, nr 176, s. 2.
[40] J. Berman, Na posterunku..., s. 16-17.
[41] Celina Bobińska, Wikipedia, https://pl.wikipedia.org/wiki/Celina_Bobińska (dostęp: 25.09.2023 r.).
[42] Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Protokół z Posiedzenia Kandydatów na Wykładowców Doktryn Polityczno-Społecznych na Wyższych Uczelniach z 14 maja 1947 roku w KC PPR, MAZHP przy KC PZPR, sygn. 295/XVII-57.
[43] Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Protokół konferencji profesorów i pracowników naukowych wyższych uczelni odbytej w Wydziale Oświaty i Kultury KC PPR dnia 5 czerwca 1947 roku, Przemówienie towarzysza Jędrychowskiego, MAZHP przy KC PZPR, sygn. 295/XVII-57.
[44] A. Schaff, Narodziny i rozwój filozofii marksistowskiej, Warszawa 1950, s. 68-69.