Z czułością i wspólnie - Aleksandra Derra

Reflow text when sidebars are open.
Książka odautorsko przedstawia założenia i konkretne rozstrzygnięcia współczesnych teorii feministycznych. Prezentuję w niej sposoby, w jakie są one rozwijane, założenia na temat równości, jakie się w nich przyjmuje, oraz to, jak się stosuje ustalenia teoretyczne do praktycznych działań emancypacyjnych. Staram się ukazać obraz współczesnego feminizmu, pokazać zmiany, które w nim zaszły w długiej i bogatej historii, oraz wskazać trendy, które zdają się w nim obecnie dominować. Odpowiadam na pytanie, z jakim feminizmem mamy do czynienia w XXI wieku, i próbuję przewidzieć, jakiego rodzaju teorie feministyczne będą w stanie odpowiedzieć na problemy współczesnego, dynamicznie zmieniającego się świata. Uzasadniam także, dlaczego uważam, że potrzebujemy dziś feminizmu sojuszy upominającego się o równość nie tylko kobiet, lecz także wszelkich grup wykluczonych, w tym wszystkich istot żywych, a nawet pamiętającego o dobrostanie świata nieożywionego. Przekonuję, że to feminizm uprawiany z czułością i wspólnie.
Liczę na to, że tym osobom, które od dawna interesują się przedstawianą tematyką, proponowana praca stworzy kolejną okazję, by pogłębić znajomość teorii feministycznych. By jeszcze bliżej przyjrzeć się analitycznym narzędziom, które się w nich stosuje, oraz ponownie rozpoznać ich praktyczne zastosowanie do celów emancypacyjnych. Mam także wielką nadzieję, że dzięki wyjaśnieniu podstawowych pojęć i zilustrowaniu relacjonowanych ustaleń wieloma przykładami prezentowane w niej treści będą dostępne także dla tych osób, które dopiero zaczęły się interesować tematyką feministyczną.
Książka ma charakter monograficzny, daje możliwość zapoznania się z szeroko rozumianą problematyką współczesnego feminizmu, w której porusza się rozległy wachlarz tematów i proponuje różnorodne, czasem nawet sprzeczne, rozwiązania. Chcę oddać tę teoretyczną wielość i jednocześnie pokazać, że różne teorie określane parasolowym określeniem "feministyczne" łączą strategiczne cele, jakimi są rozpoznanie i zdemontowanie stereotypów płciowych oraz przekształcenie relacji interpersonalnych i wspólnotowych w oparciu o równość i różnorodność. Książka nie jest typową monografią, choć koncentruje się wokół jednego, wydawać by się mogło, zagadnienia. Widzę ją raczej jako zestaw opowieści i przykładów opatrzonych komentarzem filozoficznym. Buduję w niej narrację, wychodząc od rozważań teoretycznych i pojęciowych, a następnie ilustruję je wynikami badań naukowych, a także przykładami zaczerpniętymi ze sztuki i popkultury. Na najbardziej ogólnym poziomie można powiedzieć, że w pracy tej odpowiadam na następujące pytania: Czym jest feminizm dzisiaj? Jakiego feminizmu potrzebujemy i dlaczego? Jakie teorie najcelniej i najciekawiej odpowiadają na wyzwania współczesnego świata?
Korzystając pełnymi garściami z wiedzy innych, zawarte w książce interpretacje przedstawiam z perspektywy pierwszoosobowej, ponosząc pełną odpowiedzialność za wszelkie potknięcia i uchybienia. W trakcie pisania nieustannie towarzyszył mi niepokój, bo poruszane zagadnienia są zbyt złożone i rozległe, by przedstawić je całościowo. Zawsze uchwytuje się jedynie jakiś fragment, spogląda z ograniczonej perspektywy, narażając się nieustannie na pytania o to, co nie zostało uwzględnione, i zarzuty, że czegoś zabrakło. Mogę jedynie liczyć na to, że osoby czytające jak najrzadziej będą miały ochotę je stawiać. Towarzyszył mi także lęk przed tym, że przedstawiane interpretacje nie będą spełniały wymogów, które sama stawiam współczesnym teoriom feministycznym. Są to wymogi intersekcjonalności, wyjścia poza perspektywę zachodnią i uwolnienia się od wiedzy opartej wyłącznie na myśli anglosaskiej. Starałam się je spełnić. Nie wiem, z jakim skutkiem się to udało, bo i moja wiedza jest uwikłana w uprzedzenia, które trudno sobie uświadomić.
Książkę pisałam w bardzo trudnym dla mnie czasie. Przepełniały go wyzwania związane z ważnymi dla mnie relacjami oraz umieranie i śmierć moich rodziców. Co kilka dni traciłam wiarę w to, że będę zdolna ją skończyć. Przetrwałam dzięki czułości, wsparciu, rozmowom i obecności bliskich mi osób. Są to (w kolejności alfabetycznej): Agata Araszkiewicz, Marzena Adamiak, Ewa Bińczyk, Magda Braun, Bartek Chludziński, Magda Chrzczonowicz, Szymon Derra, Marcin Jaranowski, Magda Jaranowska, Magda Kalińska, Ania Kąkol, Magda Klebs, Ania Kola, Marlenka Kujawińska, Aśka Niezgoda, Magda Szymczak-Michalska, Tomasz Thun-Janowski, Julia Sienkiewicz, Szymon Stanek, Kasia Więckowska. Rozpadłabym się na nieodpowiedzialne kawałki, gdyby nie obecność mojej najbliższej rodziny - dziękuję, że jesteście zawsze ze mną i przy mnie.
Dziękuję redaktorce Sylwii Ciule za to, że mnie odnalazła, zaproponowała napisanie książki, za jej cierpliwość, kiedy pisałam, i za niesłabnącą wiarę, że warto. Bez niej ta praca nigdy by nie powstała. Dziękuję mojemu macierzystemu Instytutowi Filozofii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie pracuję, za umożliwienie mi wolności myślenia i za wspieranie mnie w rozwoju naukowym. Wydawnictwu Naukowemu PWN dziękuję za gotowość jej wydania, a Barbarze Surówce i Rafałowi Sarnie za troskę redakcyjną i językową.
Gdzie wychodząc od historycznie ważnych kamieni milowych feminizmu, wskazuję, czym współczesne podejście różni się od swojego dziedzictwa. Podkreślam wyjście poza politykę tożsamości oraz intersekcjonalny charakter obecnych teorii feministycznych (uwzględnienie innych zmiennych niż płeć, jak rasa czy klasa społeczna) i współdziałanie z teoriami i aktywizmem na rzecz klimatu, praw pracowniczych, dewzrostu i dekolonizacji.
Niemożliwe byłoby podsumowanie tak rozległego, zróżnicowanego, dynamicznie rozwijającego się obszaru badań, teorii, tradycji i działań jak feminizm (ruchy feministyczne, teorie feministyczne, krytyki feministyczne) w jednym tekście napisanym przez jedną osobę. Nie dysponuję takimi kompetencjami, horyzontem poznawczym i dobrym samopoczuciem, by podjąć się tak karkołomnego zadania. Spróbuję jednak zaproponować w tym wprowadzającym rozdziale pewien syntetyczny punkt wyjścia do rozważań, które będę prowadzić w tej książce. Ten punkt wyjścia jest siłą rzeczy do jakiegoś stopnia arbitralny, choć nieprzypadkowy. Ma też charakter projektujący w tym znaczeniu, że proponuję tutaj pewne spojrzenie na feminizm, które jest mi bliskie i ukształtowane przez moje lektury, doświadczenia i sposób myślenia. Przyjmuję perspektywę, którą amerykańska badaczka i myślicielka feministyczna Donna Haraway nazywa usytuowaniem. Rozumiem to w ten sposób, że wiedza zawsze jest formułowana z perspektywy "częściowej i niepełnej", a jednocześnie uprzywilejowanej. Częściowej, bo zawsze będącej wytworem miejsca, czasu i społeczności, z których dana osoba się wywodzi. Uprzywilejowanej, bo nie każda grupa społeczna czy osoba ma szansę formułować tezy, które uznane zostaną za warte wysłuchania, rozpowszechniania i opatrzenia mianem wiedzy. Moja opowieść o feminizmie jest zatem jedną z wielu propozycji, efektem wycinkowego patrzenia na feminizm i nieroszczącą sobie prawa do kompletności. Chcę pokazać, które momenty w historii feminizmu jako zbioru idei, teorii i działań uważam za przełomowe; chcę uchwycić moment, w którym jest dzisiejszy feminizm, jednocześnie ryzykownie, ale ostrożnie wskazując, gdzie upatruję jego przyszłości. Z całą pewnością w historii feminizmu jako złożonej trajektorii idei i teorii oraz zróżnicowanych działań aktywistycznych można wskazać na kamienie milowe. Rozumiem je jako dające się wyodrębnić momenty, których doniosłość wpłynęła na wszystko, co się w feminizmie zadziało później. Wszystkie one wiążą się zarówno z rozwijaniem dyskusji teoretycznych, jak i wprowadzaniem konkretnych, praktycznych zmian w kulturze, relacjach gospodarczych czy politycznych. Wymieniłabym tutaj bój o prawa wyborcze kobiet, walkę o możliwość podjęcia pracy zawodowej, prawo do posiadania majątku i domaganie się przestrzegania praw pracowniczych kobiet (samostanowienie ekonomiczne), rozwój feminizmu wielokulturowego (dyskusja nad tożsamością płciową i rolami płciowymi), rozwój feminizmu kolorowego, odejście od binaryzmu płci i zakwestionowanie rzekomego emancypacyjnego wymiaru neoliberalnej gospodarki rynkowej, by wskazać tylko te najważniejsze momenty.
Problem z dominującym i najbardziej rozpowszechnionym feminizmem głównego nurtu polega na tym, że najczęściej przybiera on formę feminizmu liberalnego, na pierwszym planie eksponującego wolność jednostki. Kobieta przez niego zaprojektowana uzyskuje wyzwolenie poprzez prawa wyborcze, edukację, samoświadomość, samodzielność finansową, samostanowienie o swoim ciele i roli, którą będzie odgrywać. Taka kobieta jest najczęściej białoskóra, cispłciowa, heteroseksualna, wykształcona, żyjąca w dosyć bogatym kraju Zachodu, w strukturze relacji społecznych opartych na monogamii i rodzinie nuklearnej. Upraszczając, tak rozumiany feminizm skupia się raczej na tożsamości osoby (kim ona jest), a nie na systemie, który wytwarza określone formuły tożsamości, uprzywilejowując jedne, a deprecjonując inne. Słuszne przypisywanie ogromnej roli wolności finansowej, która daje możliwość samostanowienia, przynosi jednak destrukcyjne konsekwencje. Z jednej strony zbyt pochopne szukanie sojusznika w kapitalizmie, z drugiej ignorowanie i niezauważanie sytuacji innych kobiet: niebiałych, z klas biedniejszych, niewykształconych. Tymczasem wiele analiz przekonująco dowodzi, że kapitalizm opiera się na patriarchacie i wyzysku, w tym na wyzysku ludzi uznanych za nieludzi (jak osoby niebiałe, kobiety, dzieci etc.), czy eksploatacji natury. Takie jednostkocentryczne ujęcie feminizmu siłą rzeczy musi skupić się na dyskusji o tym, kim jest kobieta wyzwolona (feministka), co sprawia, że możemy określić ją tym mianem, jak zdefiniować istotę kobiecości. Spór o kobiecość prowadzi szybko do wykluczającego charakteru feminizmu, bo dookreślając, kim jest kobieta, jednocześnie wykluczamy te kobiety, które nie mieszczą się właśnie w przyjętej charakterystyce kobiecości. Feminizm jako z definicji ruch emancypacyjny i włączający sam zaczyna wykluczać. Z kolei spory o kobiecość w ramach feminizmu, lub też o to, czy należy ją w ogóle dookreślać, nieuchronnie prowadzą do rozłamów i niekończących się debat, które opóźniają realizację postulatów feministycznych i osłabiają budowanie wspólnoty o emancypacyjnych celach. Siłą ruchów feministycznych zawsze było poszerzanie wspólnoty i wychodzenie poza zastane podziały, choćby klasowe (jak w przypadku walki o prawa wyborcze czy o wolność dysponowania własnym ciałem), stąd coraz wyraźniej słyszany jest postulat, by feminizm wyszedł poza politykę tożsamości. Ze względu na dynamikę dzisiejszego świata - z zagrożeniem w postaci katastrofy klimatycznej, rosnącymi nierównościami, coraz bardziej niesprawiedliwą dystrybucją władzy, zwiększającą się rolą technologii i zmieniającym się charakterem pracy - potrzebna jest systemowa i radykalna przemiana matryc urządzających świat, a nie tylko zwiększenie udziału kobiet i grup mniejszościowych czy marginalizowanych w istniejących modelach. Nie oznacza to wcale, że prawa polityczne czy niezależność finansowa straciły na ważności lub że nie ma znaczenia, jak rozumiemy płeć czy kobiecość. Zajęcie się tą problematyką nie wystarcza jednak do rozwijania feminizmu na miarę XXI wieku, nie pozwoli także na podjęcie działań realnie prowadzących do zmniejszenia nierówności i budowania sprawiedliwego świata.
Czy ja nie jestem kobietą? Intersekcjonalność
Kimberlé Crenshaw, profesorka prawa z amerykańskiej Columbia Law School, badaczka zajmująca się krytycznymi teoriami rasy i założycielka African American Policy Forum, w 1989 roku upowszechniła ważny dla myślenia feministycznego termin "intersekcjonalność". Jak sama wspomina, zainspirowała ją sprawa Emmy DeGraffenreid. Ta amerykańska pracownica General Motors wraz z czterema innymi czarnoskórymi kobietami pozwała w 1976 roku swojego pracodawcę za zwolnienie. W związku z kryzysem firma podjęła decyzję o zwolnieniach, które w pierwszej kolejności dotknęły osoby najkrócej zatrudnione. Ze względu na to, że czarnoskóre kobiety pracowały w niej dopiero od 1964 roku, zwolnienia dotknęły właśnie je. Sądy w swojej opinii podkreślały, że czarnoskóre kobiety nie stanowią jakiejś szczególnej grupy, którą należy chronić przed dyskryminacją. Rozpatrywały dyskryminację osobno wobec osób czarnoskórych oraz osobno wobec kobiet. Ze względu na to, że firma od dawna zatrudniała kobiety (choć wyłącznie białoskóre), sąd nie dopatrzył się tutaj dyskryminacji ze względu na płeć. Z kolei w przypadku dyskryminacji ze względu na kolor skóry zalecał dołączyć do pozwów składanych przez czarnoskórych mężczyzn. Jak podkreśla Crenshaw, czarnoskóre kobiety mogą być chronione jedynie pod warunkiem, że ich doświadczenia pokrywają się z doświadczeniami czarnoskórych mężczyzn lub z doświadczeniami (białych) kobiet. Jeśli ich doświadczenia jako czarnoskórych kobiet są odmienne, system ich nie rozpoznaje. Z pewnością czarnoskóre kobiety czasami są dyskryminowane tak jak białe kobiety, czasami tak jak czarnoskórzy mężczyźni, ale czasami doświadczają podwójnej dyskryminacji - ze względu na płeć i kolor skóry jednocześnie, która nie jest zwykłą sumą tych dwóch rodzajów dyskryminacji. Jest raczej ich swoistym krzyżowaniem się, przecinaniem różnych typów wykluczeń: ze względu na wspomniane płeć i kolor skóry, ale także niepełnosprawność, klasę społeczną, bycie imigrantką etc. Jest intersekcją właśnie.
Dominujący paradygmat dyskryminacji ze względu na płeć opiera się na doświadczeniach białych kobiet, a dyskryminacji ze względu na kolor skóry na doświadczeniach najbardziej uprzywilejowanych osób czarnoskórych. Według Crenshaw w teoriach feministycznych kolorowe kobiety są na ogół pomijane, a ich nieobecność potęguje to, że doświadczenie dyskryminacji białych kobiet jest uniwersalizowane, przedstawiane jako powszechne i jednolite. Inaczej mówiąc, anglosaski feminizm drugiej fali rościł sobie prawo do reprezentowania wszystkich kobiet jako uniwersalny głos sprzeciwu, a de facto reprezentował doświadczenia tylko niektórych z nich. Symbolicznie wyraziła to już w XIX wieku abolicjonistka i aktywistka feministyczna, czarnoskóra niewolnica Sojourner Truth, zadając słynne już dzisiaj pytanie: "Czy ja nie jestem kobietą?" (Ain't I a woman?). Sparafrazowała tutaj używane w ruchu na rzecz zniesienia niewolnictwa hasło: "Czy nie jestem człowiekiem i bratem?" (Am I not a man and a brother?), by powołując się na osobiste doświadczenie, pokazać, że niewolnictwo dotyczy także kobiet, co umyka nie tylko abolicjonizmowi, lecz także feminizmowi. W XX wieku amerykańska myślicielka feministyczna bell hooks użyła zdania Truth jako tytułu swojej książki, przekonując, że wspomniany feminizm głównego nurtu reprezentuje uprzywilejowane kobiety oraz wzmacnia seksizm, rasizm i klasizm. Reni Eddo-Lodge, brytyjska dziennikarka pochodzenia nigeryjskiego, wnikliwie opisuje przenikający także teorie feministyczne rasizm strukturalny, które są ślepe na rasę i nie dostrzegają białego przywileju. W książce o wymownym tytule Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry pokazuje, jak w rozmaitych mikrodziałaniach przejawia się systemowo ugruntowane prawo białych do zabierania głosu we wszystkich sprawach, także w imieniu innych grup.
Pomijanie głosu określonych grup kobiet dotyczy także polskiego ruchu feministycznego, choć w większym stopniu odnosi się do klasy społecznej, wieku czy sprawności. W przemówieniu wygłoszonym na Zjeździe Kobiet w 1907 roku Zofia Nałkowska, upominając się o prawo kobiet do realizowania swoich pragnień erotycznych i swobody życia seksualnego, jednocześnie antycypowała niektóre elementy opisywanego tutaj podejścia intersekcjonalnego. Zauważyła, że na zjeździe dotyczącym praw i spraw kobiet reprezentowana jest jedynie grupa kobiet oświeconych i pochodzących z klas wyższych i że nie mogą zabrać na nim głosu pracownice seksualne, a stąd nie można zapytać ich o zdanie. Nie da się jednak ukryć - jak rozpoznaje Nałkowska - że stanowią one istotną część życia małżeńskiego, rodzinnego i ekonomicznego także kobiet z wyższych klas. Ich mężowie korzystają z usług seksualnych, co ma istotne konsekwencje dla całej dynamiki życia poszczególnych jednostek: i żon, i pracownic seksualnych, i mężczyzn. Jak zauważa pisarka, w tym wykluczającym podejściu widać, jakie piętno pogardzanej, marginalizowanej klasie nadaje klasa dominujących kobiet, przywołując swoją wyższość moralną. W tym samym roku działaczka feministyczna, publicystka i redaktorka Paulina Kuczalska-Reinschmit podkreślała w ważnym dla polskiego ruchu feministycznego czasopiśmie "Ster", że będzie ono "[...] organem wszystkich ludzi, którzy współdziałając w ogólnych dążeniach wolnościowych wytężają swoje usiłowania, aby znieść ucisk jaki dziś jeszcze z zasady płci krępuje wolność i swobodę ludzką". Pisała, że ma ono uwzględniać interesy wszystkich kobiet "pomimo antagonizmu klasowego", skupiając się na wspólnym interesie, jakim jest zlikwidowanie "podległości płci" [1907, s. 1-2].
Podsumowując ten wątek, zgodnie z interpretacją Crenshaw intersekcjonalność powinniśmy traktować jako swoiste narzędzie czy okulary do badania dyskryminacji. Przede wszystkim dlatego, że w realnym codziennym życiu rzadko kiedy spotykamy się z przypadkami jej wyizolowanej, jednoczynnikowej wersji. Mamy tutaj raczej złożony wpływ krzyżujących się zmiennych, takich jak płeć, rasa, klasa społeczna, status ekonomiczny, narodowość, orientacja psychoseksualna, tożsamość płciowa, stopień sprawności i wiek, by wymienić tylko niektóre. Żadna współczesna wersja feminizmu nie będzie adekwatna, jeśli nie uwzględni tej złożoności. Szybko także - jak już wspominałam - gdy skupiamy się na jakimś rodzaju doświadczenia, uniwersalizujemy go, nie dostrzegając innych wykluczających doświadczeń. Feminizm jako rodzaj fundamentalizmu wypacza swoje wyjściowe postulaty emancypacyjne. Podobnie jak ruch ekologiczny, postulujący zmniejszanie eksploatacji planety - skonsumowany przez kapitalistyczną logikę kupowania po prostu innego rodzaju produktów - wypacza idee niemarnowania zasobów i ich oszczędnego, ostrożnego, minimalistycznego używania.