Yijing Księga przemian. Księga wyroczni I Ching w praktyce - Zygmunt Krok
36.99 zł

Reflow text when sidebars are open.
Spis treści
1. Księga, która zna odpowiedź
1.1. Najstarsza wyrocznia świata
1.2. Dlaczego Yijing nigdy się nie myli
1.3. Trzy tysiące lat nieprzerwanej mądrości
1.4. Księga żywa, która odpowiada każdemu
2. Tajemnica Yin i Yang
2.1. Dwie siły, z których powstało wszystko
2.2. Linia ciągła i linia przerywana
2.3. Taniec przeciwieństw
2.4. Gdy Yin staje się Yang
2.5. Równowaga jako prawo kosmosu
3. Osiem trygramów - klucz do wszechświata
3.1. Dar legendarnego Fu Xi
3.2. Niebo, Ziemia, Grzmot i Wiatr
3.3. Woda, Ogień, Góra i Jezioro
3.4. Rodzina trygramów
3.5. Porządek Wcześniejszego i Późniejszego Nieba
4. Sześćdziesiąt cztery bramy losu
4.1. Jak z ośmiu rodzi się sześćdziesiąt cztery
4.2. Każdy heksagram to cały świat
4.3. Wyrocznie, obrazy i komentarze
4.4. Linie zmienne - serce przemiany
4.5. Mapa wszystkich ludzkich sytuacji
5. Mądrość mędrców i cesarzy
5.1. Król Wen w więzieniu - narodziny księgi
5.2. Książę Zhou i jego słowa
5.3. Konfucjusz, który przetarł rzemienie trzy razy
5.4. Doradca władców i generałów
5.5. Yijing podbija Zachód - Leibniz i Jung
6. Jak zadać pytanie Niebu
6.1. Właściwy stan ducha
6.2. Sztuka formułowania pytania
6.3. Szacunek wobec wyroczni
6.4. Czego pytać, a czego nie
6.5. Gdy odpowiedź wydaje się niejasna
7. Monety, łodygi i znaki przeznaczenia
7.1. Święty rytuał łodyg krwawnika
7.2. Metoda trzech monet
7.3. Budowanie heksagramu krok po kroku
7.4. Odczytywanie linii zmiennych
7.5. Heksagram pierwotny i heksagram przyszły
8. Życie w zgodzie z Przemianą
8.1. Codzienna rozmowa z księgą
8.2. Yijing w miłości, pracy i zdrowiu
8.3. Synchroniczność - nic nie dzieje się przypadkiem
8.4. Szlachetny człowiek jako ideał
8.5. Płynąć z nurtem Tao
Zanim powstała Księga Przemian, w Chinach wróżono ogniem. Za panowania dynastii Shang, czyli mniej więcej między siedemnastym a jedenastym wiekiem przed naszą erą, wróżbici posługiwali się brzusznymi tarczami skorup żółwi oraz łopatkami bydła. Materiał ten najpierw starannie przygotowywano: czyszczono, wygładzano i wyrównywano powierzchnię.
Na odwrotnej stronie wiercono lub wydrążano szereg owalnych i okrągłych zagłębień, ułożonych w regularne rzędy. Zagłębienia te miały cienkie dno, co było zabiegiem celowym. Dzięki nim kość pękała w przewidywalnym miejscu, a nie przypadkowo.
Podczas seansu wróżbita przykładał do zagłębienia rozżarzony pręt z brązu albo płonący patyk. Kość, rozgrzana punktowo, pękała z trzaskiem, a na jej licu pojawiała się rysa o charakterystycznym kształcie: pionowa kreska z odchodzącą w bok gałęzią. Właśnie ten kształt uważa się za źródło znaku, którym do dziś zapisuje się po chińsku słowo oznaczające wróżenie.
Z układu pęknięcia odczytywano odpowiedź. Znaczenie miał kąt odgałęzienia, jego długość, gładkość pęknięcia i dźwięk, z jakim powstawało. Zasady tego odczytu nie zachowały się w żadnym podręczniku i pozostają dla nas w dużej mierze nieznane, choć wiemy, że wróżbici byli wyspecjalizowanymi urzędnikami, a ich umiejętność przekazywano w rodzinach.
Najcenniejsze jest jednak to, co wróżbici robili po zakończeniu obrzędu. Na kości ryto nożem zapis: datę, imię wróżbity, treść pytania, czasem odczytaną odpowiedź, a niekiedy także to, co naprawdę się wydarzyło. Zapiski te wykonywano pismem, które nazywamy dziś jiaguwen, czyli pismem na kościach i skorupach.
To najstarsze zachowane zapisy pisma chińskiego. Odkryto je przypadkiem, pod koniec dziewiętnastego wieku, gdy kości wróżebne wykopywane w okolicach Anyangu sprzedawano w aptekach jako "smocze kości" przeznaczone do sporządzania leków. Uczeni rozpoznali na nich pismo, a późniejsze wykopaliska w Yinxu, ostatniej stolicy Shangów, odsłoniły dziesiątki tysięcy fragmentów. Dziś znamy ich ponad sto pięćdziesiąt tysięcy.
Znaki te są już dojrzałym systemem pisma, a nie jego początkiem. Rozpoznano w nich około czterech i pół tysiąca odrębnych znaków, z czego jedną trzecią udało się odczytać pewnie. Wiele z nich ma bezpośrednich potomków we współczesnym piśmie chińskim, co czyni chińszczyznę jedynym pismem starożytnego świata, które funkcjonuje nieprzerwanie do dziś.
O co pytali władcy Shang? Lista jest zaskakująco konkretna i pozbawiona metafizyki. Pytano o wyprawy wojenne: czy król powinien uderzyć na sąsiednie plemię, czy wyprawa przyniesie powodzenie, ilu ludzi zebrać. Pytano o żniwa: czy proso obrodzi, czy zbiory będą pomyślne w danym regionie.
Bardzo często pytano o pogodę, i to w perspektywie najbliższych dni: czy będzie padać, czy noc minie bez deszczu, czy nadchodzi wiatr. Pytano o polowania królewskie, o podróże, o budowę osad i o to, czy nadchodząca dekada przyniesie nieszczęście.
Osobną i liczną grupę stanowiły pytania o zdrowie. Król pytał o ból zęba, o chorobę oczu, o dolegliwości brzucha, o poród żony i o to, czy urodzi się syn. Pytania o chorobę łączono często z pytaniem o jej przyczynę, a przyczyny szukano wśród przodków: to oni mieli zsyłać dolegliwość, gdy zaniedbano należne im ofiary.
Stąd bierze się ostatnia wielka grupa zapisów, czyli pytania o ofiary. Któremu przodkowi złożyć ofiarę, jakie zwierzę wybrać, ile sztuk, w którym dniu obrzędowego kalendarza. Świat Shangów był światem, w którym zmarli krewni władcy pozostawali czynnymi uczestnikami spraw państwa, a wróżenie było sposobem porozumiewania się z nimi.
Warto zwrócić uwagę na formę tych pytań. Nie brzmiały one "co się stanie", lecz miały postać twierdzenia poddanego sprawdzeniu: "w najbliższej dekadzie nie będzie nieszczęścia". Wróżba potwierdzała lub podważała taką wypowiedź. Ten sposób myślenia przetrwał i odnajdziesz go w Księdze Przemian, której odpowiedzi także orzekają o pomyślności bądź jej braku, zamiast opowiadać przyszłość.
Z czasem obok wróżenia ogniem pojawiło się wróżenie liczbami. Była to zmiana zasadnicza, choć dokonywała się stopniowo i przez pewien czas obie metody stosowano równolegle, niekiedy w tej samej sprawie.
Różnica między nimi jest głębsza, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Pęknięcie kości jest niepowtarzalne: każde ma inny kształt, a jego odczytanie zależy od wprawy i wyczucia wróżbity. Liczba natomiast jest powtarzalna i sprawdzalna. Ten sam wynik daje ten sam znak, a znak odsyła do zapisanego tekstu, który można przeczytać i porównać z poprzednimi odczytami.
Wróżenie liczbami wymagało więc czegoś, czego wróżenie ogniem nie potrzebowało: księgi. Skoro wynik jest powtarzalny, można przypisać mu stały tekst, a teksty zebrać i uporządkować. Tak narodziła się możliwość istnienia wyroczni zapisanej, dostępnej każdemu, kto potrafi czytać.
Zmiana ta miała też skutek społeczny. Wróżenie ogniem było kosztowne, wymagało rzadkiego materiału, przygotowanej pracowni i wyszkolonego urzędnika, więc pozostawało przywilejem dworu. Wróżenie liczbami wymaga garści roślinnych łodyg. Wyrocznia zeszła z pałacowego dziedzińca i z czasem trafiła pod strzechy, a ostatecznie na biurko współczesnego czytelnika.
Sam sposób uzyskiwania liczb omawiam w rozdziale siódmym, bo to zagadnienie praktyczne i zasługuje na osobne miejsce. Tutaj wystarczy wiedzieć, że pod koniec epoki Shang i na początku epoki Zhou w Chinach istniały już obie tradycje, a druga zaczynała brać górę.
Źródła chińskie wspominają, że Zhouyi, czyli Przemiany Zhou, nie były pierwszym systemem tego rodzaju. Księga Obrzędów Zhou, opisując obowiązki dworskiego wróżbity, wymienia trzy metody Przemian: Lianshan, Guicang i właśnie Zhouyi. Wróżbita miał znać wszystkie trzy, a każda liczyła osiem trygramów rozwiniętych w sześćdziesiąt cztery układy.
Lianshan, czyli "Łączące się góry", tradycja wiąże z dynastią Xia, najstarszą i do dziś niepotwierdzoną jednoznacznie przez archeologię. Nazwa ma pochodzić od tego, że system ten rozpoczynał się od znaku góry, a łańcuchy gór łączą się jeden z drugim bez końca.
Guicang, czyli "Powrót do ukrycia" albo "Powrót do skarbnicy", przypisywano dynastii Shang. Ten system miał zaczynać się od znaku ziemi, do której wszystko powraca i w której wszystko zostaje złożone. Różnica w punkcie wyjścia jest tu znacząca: każdy z trzech systemów zaczyna od innego znaku, a więc inaczej porządkuje całość.
Oba teksty uchodziły przez wieki za bezpowrotnie utracone i wielu badaczy wątpiło, czy w ogóle istniały. W 1993 roku w grobowcu w Wangjiatai, w prowincji Hubei, odkryto jednak bambusowe listwy z epoki Qin, zawierające tekst wróżebny z nazwami znaków i krótkimi zapisami wyroczni. Znaczna część uczonych uznaje go za wersję Guicangu albo za tekst bardzo mu bliski. Odkrycie to pokazało, że wzmianki w dawnych źródłach nie były czczym wymysłem.
Nazwa Zhouyi składa się z dwóch znaków i oba wymagają objaśnienia. Pierwszy, "zhou", to nazwa dynastii, która obaliła Shangów około roku 1046 przed naszą erą i panowała formalnie przez osiem stuleci. Księga jest więc dosłownie "Przemianami Zhou", tak jak poprzednie systemy wiązano z poprzednimi dynastiami. Część komentatorów odczytuje to słowo inaczej, jako "okrężny" albo "wszechogarniający", co dawałoby "Przemiany wszechobejmujące", ale pierwsze odczytanie jest powszechniejsze.
Drugi znak, "yi", ma trzy tradycyjne znaczenia, wyliczone w komentarzach z epoki Han i powtarzane do dziś. Pierwsze to przemiana: wszystko nieustannie się zmienia, a księga opisuje prawidłowości tej zmiany. To znaczenie dało polski tytuł Księga Przemian.
Drugie znaczenie to łatwość i prostota. Zasada rządząca przemianami jest nieskomplikowana, a posługiwanie się nią nie wymaga uczoności. Dwie linie, osiem znaków, sześćdziesiąt cztery układy i tekst, który można przeczytać w kwadrans.
Trzecie znaczenie jest pozornie sprzeczne z pierwszym: niezmienność. Zmienia się wszystko, lecz samo prawo zmiany pozostaje stałe. Noc następuje po dniu i zawsze będzie następować, a to, co osiągnęło szczyt, zawsze zacznie opadać. Trzy znaczenia razem tworzą spójny obraz: świat płynny, opisany prostą regułą, która sama się nie zmienia.
Jak stary jest tekst, który dziś czytamy? Odpowiedzi dostarczyła archeologia ostatniego półwiecza i są to odpowiedzi konkretne.
W 1973 roku w Mawangdui koło Changshy otwarto grobowce zapieczętowane w drugim wieku przed naszą erą. W jednym z nich znaleziono jedwabne zwoje, a wśród nich pełny tekst Zhouyi wraz z kilkoma komentarzami, z których część nie była wcześniej znana. Rękopis ten różni się od wersji przekazanej: inaczej porządkuje znaki, inaczej zapisuje niektóre nazwy i używa wielu odmiennych znaków pisma. Mamy więc dowód, że w drugim wieku przed naszą erą tekst już istniał w postaci bliskiej dzisiejszej, ale jeszcze się ustalał.
W 1994 roku Muzeum Szanghajskie zakupiło na hongkońskim rynku antykwarycznym partię bambusowych listew pochodzących z państwa Chu. Datowanie radiowęglowe i analiza pisma wskazują na okres około trzysta lat przed naszą erą, a więc o półtora wieku wcześniej niż Mawangdui. Wśród listew znalazł się fragment Zhouyi obejmujący trzydzieści cztery znaki wraz z tekstami wyroczni. To najstarszy znany nam zachowany rękopis tej księgi.
Uniwersytet Tsinghua otrzymał w 2008 roku darowiznę kolejnego zbioru bambusowych listew z podobnego okresu. Nie zawierają one samego Zhouyi, lecz odrębny podręcznik wróżbiarski, nazwany przez badaczy Shifa, opisujący metodę posługiwania się znakami liczbowymi. Dokument ten pokazuje, że w epoce Walczących Królestw istniało kilka równoległych systemów wróżebnych opartych na tej samej podstawie.
Wnioski z tych znalezisk są dwa. Po pierwsze, rdzeń tekstu, czyli nazwy znaków, orzeczenia i słowa linii, jest bardzo stary i powstawał najprawdopodobniej we wczesnej epoce Zhou, w okolicach dziewiątego albo ósmego wieku przed naszą erą. Po drugie, tekst ten przez wieki pozostawał płynny i dopiero za dynastii Han przyjął postać, którą uznano za obowiązującą.
Starożytność znała wiele wyroczni i warto na moment spojrzeć na tę szerszą panoramę. W Delfach, u stóp Parnasu, kapłanka Pytia udzielała odpowiedzi w imieniu Apollina przez z górą tysiąc lat. Przybywali tam władcy i miasta, a wyrocznia rozstrzygała sprawy wojny, kolonizacji i prawa.
Etruskowie rozwinęli haruspicję, czyli sztukę odczytywania woli bogów z wątroby ofiarnego zwierzęcia. Zachował się brązowy model wątroby z Piacenzy, podzielony na kilkadziesiąt pól z imionami bóstw, który służył prawdopodobnie do nauki tej sztuki. Rzymianie przejęli ją od nich wraz z całym korpusem ksiąg etruskich.
W Mezopotamii wróżenie z wątroby uprawiano jeszcze dawniej i znacznie systematyczniej. Babilońscy kapłani sporządzili obszerne zbiory tabliczek klinowych opisujących kształty i znamiona narządu wraz z odpowiadającymi im przepowiedniami, a także osobne kompendia poświęcone znakom na niebie.
Wszystkie te tradycje wygasły. Wyrocznia delficka zamilkła pod koniec czwartego wieku naszej ery, gdy cesarstwo przyjęło chrześcijaństwo. Haruspicja zanikła wraz z religią rzymską, a wraz z nią rozumienie ksiąg etruskich. Babilońskie kompendia przetrwały na glinianych tabliczkach, lecz jako zabytek, nie jako praktyka, i przez dwa tysiąclecia nikt nie potrafił ich przeczytać.
Yijing jest jedynym wyjątkiem. Ta sama księga, którą konsultowali urzędnicy dworu Zhou trzy tysiące lat temu, leży dziś w księgarniach w kilkudziesięciu językach, a ludzie na wszystkich kontynentach zadają jej pytania. Nie przetrwała jako zabytek w gablocie ani jako przedmiot badań filologów, lecz jako używane narzędzie.
Przyczyn tej trwałości jest kilka i wrócę do nich w kolejnych podrozdziałach. Najważniejsza wydaje się ta, że Yijing nigdy nie był związany z jednym bóstwem ani z jedną instytucją kapłańską. Kiedy upadały dynastie, religie i światopoglądy, księga pozostawała, bo nie zależała od żadnego z nich.
Zdanie z tytułu tego podrozdziału brzmi zuchwale i wymaga wyjaśnienia, które natychmiast odbierze mu zuchwałość. Yijing nie myli się dlatego, że nie robi tego, co robią wróżbici z opowieści: nie przepowiada nieuchronnych zdarzeń.
Nie usłyszysz od księgi, że w marcu dostaniesz awans, że twój sąsiad się wyprowadzi ani że samochód zepsuje się w czwartek. Takie zdania w ogóle nie występują w jej tekście. Zamiast nich znajdziesz opis układu sił: co w danej sytuacji jest mocne, a co słabe, co narasta, a co słabnie, kto jest w ruchu, a kto stoi w miejscu.
Do tego dochodzi wskazanie kierunku. Księga mówi, dokąd sytuacja zmierza, jeśli nic jej nie zakłóci, i gdzie leży punkt, w którym można coś zmienić. To wiedza zupełnie innego rodzaju niż przepowiednia, a dla podejmującego decyzję bardziej użyteczna.
Weźmy prosty przykład. Pytasz o projekt, który prowadzisz od pół roku i który idzie coraz ciężej. Wyrocznia, która przepowiadałaby przyszłość, powiedziałaby "projekt upadnie" albo "projekt się uda". W pierwszym przypadku byś go porzucił, w drugim zostawił sprawy własnemu biegowi. Yijing odpowiada inaczej: wskazuje, że siły w tej sprawie są rozproszone, że pośpiech jej szkodzi, i radzi wycofać się na jakiś czas z widoku. Z taką odpowiedzią wciąż masz coś do zrobienia.
Język wyroczni jest przy tym konsekwentnie warunkowy i warto się temu przyjrzeć, bo wiele osób czyta te formuły jako zapewnienia. Najczęstsza z nich brzmi "korzystne jest" i po niej następuje wskazanie czynności: korzystne jest mieć dokąd pójść, korzystne jest ujrzeć wielkiego człowieka, korzystne jest przeprawić się przez wielką wodę.
Formuła ta niczego nie obiecuje. Mówi, że określone działanie jest w tym układzie sił właściwe, a nie że przyniesie powodzenie niezależnie od tego, jak zostanie wykonane. Spotkasz też jej zaprzeczenie, "niekorzystne jest", oraz ostrzeżenie "nie sprzyja podjęciu wyprawy".
Druga rozpowszechniona formuła to "bez winy". Oznacza ona, że w danym położeniu nie popełnia się błędu, nawet jeśli wynik będzie niepomyślny. Wielki Komentarz objaśnia ją wprost: "bez winy" to ten, kto potrafi naprawić własne pomyłki. To ocena postępowania, a nie zapowiedź skutku.
Trzecia formuła to "żal znika". Pojawia się tam, gdzie sytuacja zawiera powód do żalu, ale jest on przejściowy i przy właściwym postępowaniu przeminie. Jej odwrotność brzmi "żal" albo "upokorzenie" i wskazuje na drobne, nieprzyjemne skutki, których można było uniknąć.
Wszystkie te zwroty opisują tendencje. Mówią, w którą stronę przechyla się szala, a nie jaki werdykt zapadł. Wyrok ogłasza się i nie ma od niego odwołania, tendencja zaś jest czymś, na co można wpłynąć, i właśnie dlatego księga została napisana.
Osobną cechą tekstu jest jego obrazowość. Yijing nie posługuje się pojęciami abstrakcyjnymi, lecz scenami wziętymi z życia i z przyrody, a tych scen w całej księdze jest kilkaset.
Wielka woda do przebycia powraca kilkanaście razy i oznacza przedsięwzięcie poważne, ryzykowne, wymagające przygotowania i odwagi. Lis przechodzący po lodzie, który moczy ogon tuż przed brzegiem, pojawia się w ostatnim znaku księgi i mówi o nieostrożności w chwili, gdy sprawa wydawała się już dokonana. Smok w polu, smok ukryty w głębinie i smok latający wysoko opisują kolejne etapy dojrzewania siły.
Znajdziesz też studnię wymagającą oczyszczenia, kocioł ze złamaną nogą, konia, który cofa się i zawraca, wóz bez osi, ptaka lecącego zbyt wysoko, dziewczynę czekającą na małżeństwo, bramy domu, których nie widać, oraz zęby zaciśnięte na suchym mięsie.
Obrazowość jest tu zaletą, a nie wadą, i wynika z tego, jak obrazy działają. Zdanie pojęciowe ma jeden sens i pasuje do jednej sytuacji. Obraz ma budowę, a budowa powtarza się w bardzo różnych okolicznościach.
Wóz bez osi opisuje firmę bez księgowego, zespół bez kogoś, kto pilnuje terminów, plan bez finansowania i małżeństwo bez rozmowy. We wszystkich tych sytuacjach brakuje elementu, który sam nie rzuca się w oczy, a bez którego całość nie ruszy z miejsca. Jeden obraz, cztery sprawy, a trafność za każdym razem ta sama.
Właśnie dlatego ta sama odpowiedź potrafi trafić w pytanie o pracę zadane przez inżyniera z Poznania i w pytanie o rodzinę zadane trzy tysiące lat wcześniej przez urzędnika w Luoyi. Obraz nie opisuje okoliczności, tylko układ sił, a układy sił powtarzają się niezależnie od epoki.
Ma to także konsekwencję praktyczną. Czytając odpowiedź, nie szukaj w niej dosłowności. Jeśli otrzymasz obraz studni, nie oglądaj się za studnią, lecz zapytaj, co w twojej sprawie jest źródłem, do którego wszyscy sięgają, i czy to źródło jest czyste.
Każda odpowiedź Yijing składa się z dwóch elementów i to rozróżnienie jest najważniejszą rzeczą w całym tym podrozdziale. Pierwszy element to ocena sytuacji, drugi to rada dotycząca postępowania.
Ocena mówi, jak rzeczy stoją. Może brzmieć pomyślnie, może zapowiadać trudność, może wskazywać zastój albo nadchodzącą zmianę. Rada mówi, co z tym zrobić: wytrwać, wycofać się, poczekać, działać zdecydowanie, poszukać sojusznika, zająć się sobą, zachować skromność.
Rada występuje zawsze, także przy najgorszej ocenie, i to odróżnia Yijing od wyroczni ogłaszających wyrok. Znak Ucisk, jeden z najcięższych w księdze, mówi o wyczerpaniu i braku środków, a zaraz potem zaleca wytrwałość i dodaje, że słowom człowieka w takiej sytuacji nikt nie da wiary, więc lepiej milczeć i działać. To rada praktyczna, którą można zastosować tego samego dnia.
Dzięki temu odpowiedź jest użyteczna niezależnie od tego, czy brzmi przyjemnie. Pomyślna ocena z radą o zachowaniu ostrożności chroni przed rozluźnieniem. Zła ocena z radą o wytrwaniu daje punkt oparcia. Czytelnik, który zatrzymuje się na samej ocenie, traci połowę odpowiedzi, i to tę połowę, dla której warto było pytać.
Kiedy więc otrzymasz odpowiedź, poszukaj w niej obu elementów osobno. Zapisz w jednym zdaniu, co księga mówi o stanie sprawy, a w drugim, co radzi zrobić. Jeśli drugiego zdania nie potrafisz napisać, czytaj dalej, bo ono w tekście jest.
Tradycja chińska ma na temat trafności wyroczni stanowisko jednoznaczne, choć dla współczesnego czytelnika niewygodne. Gdy odpowiedź nie zgadza się z tym, co się wydarzyło, przyczyną jest odczytanie, a nie księga.
Odpowiedzialność spoczywa zatem na pytającym i rozkłada się na kilka etapów. Pierwszym jest samo pytanie: źle postawione pytanie nie może otrzymać dobrej odpowiedzi. Drugim jest stan, w jakim pyta się o radę, bo pośpiech i uprzedzenie przenoszą się na odczyt. Trzecim jest interpretacja, czyli rozpoznanie, o której warstwie sprawy księga mówi.
Stanowisko to bywa krytykowane jako wygodne, bo w takim ujęciu wyrocznia nie może się pomylić z definicji. Zarzut jest słuszny i warto o nim wiedzieć. Ma jednak drugą stronę: takie ujęcie kieruje uwagę na pracę pytającego, a nie na zgadywanie, co się wydarzy.
W praktyce oznacza to konkretną postawę. Kiedy odpowiedź wydaje się chybiona, nie odkładasz księgi z westchnieniem, lecz wracasz do zapisanego pytania i sprawdzasz, czy zostało zadane o to, o co chodziło. Bardzo często okazuje się, że odpowiedź trafiła w sprawę, której unikałeś w pytaniu. Sposobom postępowania w takich sytuacjach poświęcam podrozdział 6.5.
Zachowały się starożytne zapisy konsultacji i są one materiałem, który każdy praktykujący powinien poznać. Najważniejszym źródłem jest kronika Zuozhuan, komentarz do roczników państwa Lu, spisany prawdopodobnie w czwartym wieku przed naszą erą i opisujący wydarzenia z dwóch poprzednich stuleci.
Kronika zawiera kilkanaście opisów wróżb przeprowadzonych z Zhouyi, a każdy z nich ma tę samą budowę: okoliczności, pytanie, otrzymany znak wraz z linią, odczytanie dokonane przez wróżbitę lub dostojnika, a na końcu przebieg wydarzeń. To jedyne w swoim rodzaju źródło, bo pokazuje księgę w użyciu, a nie w komentarzu.
Odczytania w Zuozhuan bywają zaskakujące dla dzisiejszego czytelnika. Wróżbici rzadko poprzestają na tekście: rozkładają znak na trygramy, przywołują ich obrazy, wiążą je z porami roku, z pokrewieństwem i z położeniem osób. Jeden z najbardziej znanych zapisów dotyczy przepowiedni przy narodzinach chłopca, z której wywiedziono losy jego potomków na kilka pokoleń naprzód.
Interesujące jest też, że kronika zapisuje wróżby, które się nie sprawdziły, a raczej takie, w których pomyślny tekst został przez doradcę odrzucony. Wrócę do jednego z takich przypadków w podrozdziale 6.4, bo dotyczy on sprawy zasadniczej: tego, komu wyrocznia odpowiada.
Na koniec rada praktyczna, od której warto zacząć pracę z księgą. Zapisuj swoje pytania i odpowiedzi wraz z datą, i rób to od pierwszej konsultacji.
Powód jest prosty i dotyczy ludzkiej pamięci, a nie wyroczni. Pamięć nie przechowuje dawnych oczekiwań, lecz dopasowuje je do tego, co się wydarzyło. Po trzech miesiącach będziesz pamiętał, że księga "trafnie przewidziała" rozstanie, choć w rzeczywistości otrzymałeś obraz, który odczytałeś wtedy zupełnie inaczej. Działa to też w drugą stronę: trafne odpowiedzi umykają, bo przestają się wyróżniać.
Zapis usuwa ten kłopot. Notuj datę, dokładne brzmienie pytania w tej postaci, w jakiej je zadałeś, otrzymane znaki i linie oraz jedno, dwa zdania o tym, jak wtedy zrozumiałeś odpowiedź. To ostatnie jest najcenniejsze, bo pozwala później porównać odczyt z przebiegiem spraw.
Zostaw na dole strony wolne miejsce i wracaj tam po kilku tygodniach, dopisując, co się wydarzyło. Po roku będziesz miał kilkadziesiąt takich zapisów i własne, a nie zapożyczone zdanie o tym, jak ta księga działa.
Ostrzegam przy tym przed dwiema pokusami. Pierwsza to naciąganie: dopisywanie zdarzeń tak, by pasowały do obrazu. Druga to ocenianie po skutku, czyli uznawanie odpowiedzi za trafną wyłącznie wtedy, gdy sprawa skończyła się po twojej myśli. Zapisuj także konsultacje, z których nic nie wynikło, bo bez nich zestawienie będzie bezwartościowe.
W roku 213 przed naszą erą cesarz Qin Shi Huang, zjednoczyciel Chin, wydał rozkaz, który przeszedł do historii jako palenie ksiąg. Za namową kanclerza Li Si polecił zniszczyć kroniki wszystkich państw poza własnym, a także prywatne egzemplarze Księgi Pieśni, Księgi Dokumentów i pism stu szkół filozoficznych. Za ukrywanie ksiąg groziła kara, za rozmowy o dawnych czasach w celu krytykowania teraźniejszości kara śmierci.
Rozporządzenie zawierało jednak wyjątki i to one uratowały Yijing. Oszczędzono pisma o medycynie, o wróżbiarstwie oraz o uprawie roślin i sadzeniu drzew. Księga Przemian należała do drugiej z tych kategorii, uchodziła bowiem za podręcznik wróżenia, a nie za dzieło filozoficzne czy historyczne.
Ocalenie to niesie w sobie pewną ironię i chińscy uczeni wielokrotnie ją zauważali. Tekst, który później uznano za najgłębszy z klasyków i wykładano jako podstawę całej kosmologii, przetrwał dlatego, że cesarz uznał go za praktyczny poradnik bez znaczenia politycznego.
Dynastia Qin upadła po kilkunastu latach, a wraz z nią rozporządzenie. Wiele ksiąg odtwarzano potem z pamięci uczonych lub z egzemplarzy ukrytych w ścianach domów. Yijing niczego takiego nie wymagał, bo jego przekaz nigdy nie został przerwany.
Za dynastii Han sytuacja księgi zmieniła się zasadniczo. W roku 136 przed naszą erą cesarz Wu, za radą uczonego Dong Zhongshu, ustanowił konfucjanizm doktryną państwową i powołał urzędowych erudytów, po chińsku boshi, dla Pięciu Klasyków.
Kanon ten obejmował Księgę Pieśni, Księgę Dokumentów, Księgę Obrzędów, Roczniki Wiosen i Jesieni oraz Yijing. Każdemu z tych dzieł przypisano uczonych, których zadaniem było nauczanie i objaśnianie tekstu, a przy każdym z nich skupiali się uczniowie tworzący szkoły przekazu.
Yijing zajął wśród nich miejsce szczególne i z czasem zaczęto go nazywać pierwszym z klasyków. Uzasadniano to tym, że pozostałe księgi opisują sprawy ludzkie, a Przemiany opisują porządek, z którego sprawy ludzkie wynikają.
Awans ten miał skutek podwójny. Z jednej strony zapewnił księdze trwałość instytucjonalną: kopiowano ją, komentowano, nauczano jej w szkołach dworskich i przechowywano w cesarskich bibliotekach. Z drugiej przesunął punkt ciężkości z wróżenia na wykład filozoficzny, a spór o to, czym Yijing przede wszystkim jest, toczy się od tamtej pory nieprzerwanie.
W epoce Han uformowała się pierwsza wielka tradycja interpretacyjna, nazywana szkołą obrazów i liczb, po chińsku xiangshu. Jej przedstawiciele wychodzili z założenia, że znaki księgi odwzorowują budowę wszechświata, a kto pozna reguły tego odwzorowania, pozna także bieg rzeczy.
Uczeni tej szkoły opracowali rozbudowane systemy powiązań. Przypisywali znaki miesiącom i okresom kalendarza, wiązali je z pięcioma fazami, z niebiańskimi pniami i ziemskimi gałęziami, z dwudziestoma ośmioma gwiazdozbiorami i z tonami skali muzycznej. Wprowadzili pojęcia takie jak znaki nakładane, znaki odwracane i znaki zanurzone, pozwalające wyprowadzać jeden układ z drugiego.
Najbardziej znanym twórcą tego nurtu był Jing Fang, o którym piszę szerzej w podrozdziale 5.4, a drugim Meng Xi, twórca systemu wiążącego znaki z podziałem roku. Ich celem było stworzenie narzędzia obliczeniowego, które pozwalałoby wyprowadzać przewidywania z samej budowy znaków.
Zarzuca się tej szkole, że gubiła sens tekstu w gąszczu powiązań. Zarzut jest po części słuszny, lecz warto pamiętać, że to właśnie ona zachowała wróżebną stronę księgi w czasach, gdy dwór interesował się przede wszystkim jej wykładnią moralną. Do dziś metody wróżebne w Chinach, w tym system ośmiu pałaców, wywodzą się z tego nurtu.
Przeciwny kierunek nadał księdze Wang Bi, człowiek, który zmarł w wieku dwudziestu trzech lat, a mimo to na siedemset lat ustawił sposób jej czytania. Żył w latach 226-249, w niespokojnym okresie po upadku Hanów, i należał do nurtu nazywanego nauką o tajemnym, łączącego konfucjanizm z myślą taoistyczną.
Wang Bi uznał obliczenia szkoły obrazów i liczb za drogę donikąd. W swoim traktacie postawił tezę, która stała się hasłem całego kierunku: obraz służy do uchwycenia myśli, a gdy myśl zostanie uchwycona, obraz można porzucić. Słowa służą obrazowi tak samo i podlegają tej samej zasadzie.
Kto przywiązuje się do obrazu, pisał Wang Bi, ten traci myśl, którą obraz miał wyrazić. Mnożenie powiązań między znakami a kalendarzem uznał za zajęcie, które oddala od tekstu zamiast do niego prowadzić.
Jego komentarz, Zhouyi zhu, stał się podstawą tak zwanej szkoły znaczeń, po chińsku yili, skupionej na filozoficznym i moralnym przesłaniu tekstu. Wang Bi czytał Yijing jako księgę o postępowaniu człowieka w zmieniających się okolicznościach, o właściwym czasie, o położeniu i o cnocie, a nie jako zbiór reguł obliczeniowych.
Komentarz ten zdobył pozycję wykładni obowiązującej. W siódmym wieku Kong Yingda opracował na polecenie dworu Tang oficjalny podkomentarz oparty właśnie na Wang Bi, a wersja ta obowiązywała w cesarskich egzaminach przez stulecia. Przez cały ten czas wróżebne zastosowanie księgi istniało dalej, lecz poza głównym nurtem uczoności.
W epoce Song, między jedenastym a trzynastym wiekiem, Yijing znalazł się w centrum nowego ruchu myślowego, który nazywamy neokonfucjanizmem. Jego przedstawiciele budowali spójny obraz świata, łączący etykę konfucjańską z kosmologią, a Księga Przemian dostarczała im do tego podstawy.
Cheng Yi, żyjący w latach 1033-1107, napisał komentarz Yichuan Yizhuan, będący konsekwentnym odczytaniem księgi jako podręcznika postępowania. Cheng Yi niemal całkowicie pominął wróżenie i traktował znaki jako opisy typowych położeń, w jakich znajduje się człowiek, a słowa linii jako wskazówki, jak w tych położeniach postępować. Jego komentarz jest przy tym niezwykle konkretny: mówi o urzędniku, który dostał trudne stanowisko, o człowieku otoczonym schlebiającymi mu ludźmi, o tym, kiedy odejść ze służby.
Zhu Xi, żyjący w latach 1130-1200, największy porządkujący umysł chińskiej tradycji, poszedł w innym kierunku i dokonał rzeczy, która dla praktykującego czytelnika ma znaczenie rozstrzygające. Przywrócił Yijing jego wróżebną funkcję.
Zhu Xi postawił tezę prostą i wtedy niepopularną: Yijing powstał jako księga wróżebna i tak należy go czytać. Filozofia i moralistyka są w nim obecne, lecz jako warstwa późniejsza, dołożona przez komentatorów. Kto chce zrozumieć tekst, musi najpierw zrozumieć, do czego służył.
Swoje stanowisko wyłożył w dwóch dziełach. Zhouyi benyi, czyli "Pierwotne znaczenie Przemian Zhou", jest komentarzem trzymającym się wróżebnej warstwy tekstu. Yixue qimeng, czyli "Wprowadzenie do nauki Przemian", to podręcznik zawierający opis metody dzielenia łodyg oraz reguły odczytywania linii zmiennych, którymi posługujemy się do dziś i które omawiam w podrozdziale 7.4.
Zhu Xi opisał też przygotowanie do konsultacji: czysty stół, kadzidło, umycie rąk, formułę wezwania. Wracam do tego w podrozdziale 6.3. Dla nas najważniejsze jest to, że współczesna praktyka wróżebna opiera się w znacznej mierze na ustaleniach dwunastowiecznego uczonego, który uporządkował to, co znalazł w starszych źródłach.
Od epoki Song do początku dwudziestego wieku Yijing należał do programu cesarskich egzaminów urzędniczych, a to oznaczało obecność w życiu całej warstwy wykształconej. System egzaminacyjny, ukształtowany za dynastii Sui i Tang, a rozwinięty za Songów, był jedyną drogą do urzędu, a przez to do pozycji społecznej.
Kandydat musiał znać Pięć Klasyków, przy czym od czasów Mingów wymagano gruntownej znajomości jednego wybranego oraz ogólnej pozostałych. Yijing wybierało wielu, a każdy egzaminowany musiał umieć go cytować, objaśniać i wykorzystywać w rozprawach na zadany temat.
Skutki tego stanu rzeczy trudno przecenić. Przez blisko tysiąc lat każdy chiński urzędnik, a więc każdy sędzia, poborca, naczelnik powiatu i minister, czytał tę księgę w młodości i znał jej podstawowe pojęcia. Obrazy i formuły z Yijing weszły do języka administracji, listów, poezji i rozmowy.
Wyjaśnia to także obecność Yijing w chińskiej literaturze pięknej. Aluzje do znaków i cytaty z orzeczeń pojawiają się w wierszach i powieściach bez objaśnienia, bo autor zakładał, że czytelnik je rozpozna.
Osobną drogę przeszedł Yijing w taoizmie. Najważniejszym świadectwem jest Zhouyi cantong qi, czyli "Pokrewieństwo trzech według Przemian Zhou", tekst przypisywany Wei Boyangowi i datowany na drugi wiek naszej ery.
Dzieło to łączy trzy rzeczy: symbolikę Yijing, myśl taoistyczną i praktykę alchemiczną. Znaki i linie służą w nim do opisania procesu przemiany zachodzącego w piecu alchemika, a później, w alchemii wewnętrznej, w ciele praktykującego. Sześćdziesiąt znaków, pominąwszy cztery uznane za osie całości, przypisano kolejnym okresom miesięcznego cyklu, wyznaczającym rytm pracy.
Alchemia wewnętrzna, po chińsku neidan, przejęła ten język w całości. Trygramy Kan i Li, woda i ogień, oznaczają w niej dwa składniki, które praktykujący ma połączyć, a cały proces opisuje się jako powrót do stanu pierwotnego. Cantong qi uchodzi za najważniejszy tekst tej tradycji i doczekał się dziesiątków komentarzy, w tym jednego pióra Zhu Xi, wydanego pod pseudonimem.
Ślady Yijing odnajdziesz też w medycynie chińskiej, choć są tam mniej bezpośrednie. Podstawowe pojęcia obu dziedzin są wspólne: Yin i Yang, qi, pięć faz, równowaga i właściwy czas. Klasyczne dzieła medyczne posługują się tym samym słownikiem co komentarze do Przemian.
W epoce Ming lekarz Zhang Jiebin, autor obszernego kompendium, sformułował zasadę, że kto nie zna Przemian, ten nie zna medycyny, i poświęcił osobne rozprawy powiązaniom obu nauk. Powstały też systemy wiążące punkty akupunkturowe z liczbami z Yijing, w tym metoda otwierania punktów według cyklu czasowego, do dziś stosowana w niektórych szkołach.
W fengshui obecność księgi jest jeszcze wyraźniejsza. Kompas geomantyczny luopan ma na swoich pierścieniach osiem trygramów, a rozplanowanie domu ocenia się według ich układu i kierunków. Szkoły latających gwiazd posługują się kwadratem z Diagramu z Rzeki Luo, o którym piszę w podrozdziale 3.5.
W kalendarzu Yijing pozostawił ślad przez liczby. Tradycyjny kalendarz chiński dzieli rok na dwadzieścia cztery okresy, a systemy wiążące je ze znakami znane były od epoki Han. Mnich Yixing oparł na liczbach z Wielkiego Komentarza obliczenia kalendarza cesarskiego, o czym wspominam w podrozdziale 5.4.
Poza Chiny księga wyszła wraz z całym pismem i kulturą kraju środka. Do Korei dotarła najpóźniej w epoce Trzech Królestw, a za dynastii Joseon stała się przedmiotem obszernych studiów neokonfucjańskich. Koreańscy uczeni, zwłaszcza Jeong Yak-yong z przełomu osiemnastego i dziewiętnastego wieku, napisali do niej komentarze o samodzielnej wartości, a Jeong opracował własną teorię czytania znaków.
W Japonii Yijing pojawił się w szóstym lub siódmym wieku i przez stulecia pozostawał w rękach dworu oraz mnichów. W epoce Edo rozkwitły tam badania konfucjańskie, a wróżenie z Przemian stało się osobnym zawodem. Najsłynniejszym japońskim mistrzem był Takashima Kaemon, żyjący w dziewiętnastym wieku przedsiębiorca i wróżbita, którego zbiór odczytów przełożono potem na angielski.
W Wietnamie, gdzie pismo chińskie i egzaminy urzędnicze obowiązywały przez tysiąc lat, Yijing należał do kanonu w tej samej postaci co w Chinach. Powstały tam własne komentarze, a znaki z księgi trafiły do sztuki dworskiej i do praktyk wróżebnych.
We wszystkich tych krajach powstawały lokalne szkoły odczytu, łączące tekst z rodzimymi tradycjami. Nie jest to więc dziedzictwo jednego narodu, lecz całego kręgu kulturowego Azji Wschodniej.
Dwudziesty wiek przyniósł Yijing najpoważniejsze zagrożenie w jego dziejach, i to nie ze strony obcych, lecz z wewnątrz. Ruch Czwartego Maja z 1919 roku odrzucał tradycję jako przyczynę słabości kraju, a badacze z tego kręgu poddali klasyczne teksty ostrej krytyce. Szkoła wątpiąca w starożytność, z Gu Jiegangiem na czele, podważyła tradycyjne przypisania autorstwa i wykazała, że wiele z nich powstało późno.
Krytyka ta miała stronę pożyteczną, bo dała początek nowoczesnym badaniom nad tekstem. Towarzyszyło jej jednak odrzucenie samej praktyki wróżebnej jako zabobonu.
Po roku 1949 w Chinach kontynentalnych praktyki wróżebne zostały uznane za przesąd feudalny, a w okresie rewolucji kulturalnej tradycyjna uczoność poniosła dotkliwe straty. Posiadanie ksiąg wróżebnych bywało niebezpieczne, a mistrzowie zaprzestali nauczania albo prowadzili je w ukryciu.
Ciągłość zachowały wtedy środowiska poza zasięgiem tych ograniczeń. Na Tajwanie tradycja trwała nieprzerwanie, a uczeni tacy jak Nan Huaijin prowadzili wykłady i publikowali komentarze. W Hongkongu wróżbiarstwo pozostało żywym zawodem, a szkoły przekazu działały jawnie. Diaspora chińska w Azji Południowo-Wschodniej, w Stanach Zjednoczonych i w Europie zabrała księgę ze sobą.
Od lat osiemdziesiątych w Chinach kontynentalnych nastąpił powrót. Otwarto instytuty badawcze, wznowiono wydania komentarzy, a odkrycia z Mawangdui i z bambusowych listew dały badaniom nowy materiał. Yijing jest dziś przedmiotem wykładów uniwersyteckich, a jednocześnie księgą, do której ludzie zwracają się z pytaniami, tak jak trzy tysiące lat temu.
Do korzystania z Yijing nie potrzebujesz żadnej wiary religijnej. Nie musisz uznawać istnienia bóstw, duchów ani sił nadprzyrodzonych, nie musisz przyjmować chińskiej kosmologii ani zmieniać swojego światopoglądu.
Nie ma też wtajemniczenia. Nie istnieje obrzęd, który dopuszczałby cię do praktyki, nie ma stopni, nie ma nauczyciela, który musiałby przekazać ci uprawnienie. Wszystko, czego potrzeba, zawarte jest w książce, którą można kupić w księgarni, oraz w trzech monetach.
Nie ma wreszcie pośrednika. W Delfach odpowiedzi udzielała kapłanka, a pytający słyszał jej słowa w opracowaniu kapłanów. W wielu tradycjach wróżebnych między pytającym a odpowiedzią stoi specjalista, który jedyny potrafi odczytać znaki. Tutaj pytasz sam i sam czytasz odpowiedź.
Ta bezpośredniość jest w dziejach wyroczni czymś rzadkim i wynika z samej budowy księgi. Skoro wynik wróżby jest liczbą, a liczba odsyła do zapisanego tekstu, to każdy, kto potrafi liczyć i czytać, jest samowystarczalny.
Nie znaczy to, że nauczyciel jest bezużyteczny ani że każda interpretacja jest równie dobra. Znaczy tylko tyle, że nikt nie stoi między tobą a tekstem, a wprawa, którą zdobędziesz, będzie twoja.
Drugą przyczyną powszechnej dostępności tej księgi jest materiał, z którego zbudowano jej obrazy. Yijing mówi niebem, ziemią, wodą, ogniem, górą, jeziorem, grzmotem i wiatrem. To osiem podstawowych obrazów, a wszystkie pozostałe są od nich pochodne.
Żaden z nich nie wymaga objaśnienia kulturowego. Człowiek wie, czym jest góra, i wie to w Polsce tak samo jak w Chinach: to coś, czego się nie przesuwa, co zatrzymuje wędrowca i co trwa dłużej niż pokolenia. Wie, czym jest woda: przenika wszędzie, płynie w dół, drąży i bywa niebezpieczna. Wie, czym jest ogień: świeci, ogrzewa, a przy tym niczego nie posiada, bo musi się czegoś trzymać, żeby płonąć.
Wyrocznia oparta na imionach bóstw albo na urzędach dawnego państwa działa inaczej. Taki tekst wymaga słownika i po upadku swojej kultury staje się nieczytelny. Obrazy przyrody nie starzeją się, bo odnoszą się do rzeczy, które każdy człowiek widział.
Dlatego właśnie tekst sprzed trzech tysięcy lat nie wymaga tłumaczenia realiów. Zdanie o wodzie, która wypełnia zagłębienie, zanim popłynie dalej, znaczy dziś dokładnie to, co znaczyło wtedy, i nie potrzebuje żadnego przypisu.
Przejdźmy do cechy, która dla wielu czytelników bywa początkowo kłopotliwa: ten sam znak oznacza co innego dla różnych osób i różnych pytań.
Weźmy znak Zatrzymanie, którego obrazem jest góra spoczywająca nad górą. Dla człowieka zapracowanego, który pyta o wyczerpanie, będzie to zalecenie odpoczynku. Dla kogoś, kto rozważa nowe przedsięwzięcie, będzie to wskazanie, że pora jeszcze nie nadeszła. Dla osoby pytającej o konflikt będzie radą, by przestać reagować na zaczepki. Dla medytującego będzie opisem stanu, do którego zmierza.
Ta sama sytuacja zachodzi w drugą stronę. Ten sam znak otrzymany przez ciebie dwa razy w odstępie roku może za pierwszym razem mówić o pracy, a za drugim o zdrowiu, bo zmieniło się to, co w twoim życiu wymaga zatrzymania.
Nowicjusz widzi w tym nieokreśloność i czuje się oszukany: skoro odpowiedź znaczy wszystko, to nie znaczy nic. Zarzut ten ma sens tylko przy założeniu, że wyrocznia ma przepowiadać zdarzenia. Jeśli natomiast opisuje układ sił, sprawa wygląda inaczej.
Znak nie opisuje bowiem treści sprawy, lecz jej budowę. Zatrzymanie to nie jest zdanie o pracy, zdrowiu czy konflikcie, tylko o położeniu, w którym ruch jest niewłaściwy, a zatrzymanie właściwe. Treść dokłada pytający, bo tylko on wie, czego sprawa dotyczy.
Tradycja uznaje to za zaletę i ma ku temu dobry powód. Gdyby każdy znak opisywał jedną konkretną sytuację, do opisania ludzkiego życia potrzeba by ich milionów. Sześćdziesiąt cztery wystarczają właśnie dlatego, że opisują układy, a nie zdarzenia.
Dla praktyki wynika stąd ważna wskazówka. Czytając odpowiedź, nie pytaj "co to znaczy", lecz "co to znaczy w mojej sprawie". Pierwsze pytanie prowadzi do słownika, drugie do odpowiedzi.
Z tej samej cechy bierze się jeszcze jedno: ludzie o bardzo różnych poglądach mogą korzystać z tej księgi, nie wchodząc sobie w drogę.
Pierwszy sposób to korzystanie z niej jako z wyroczni. Pytający zakłada, że otrzymana odpowiedź nie jest przypadkowa i że układ znaków ma związek z jego sprawą. Tak czyniła tradycja chińska przez trzy tysiące lat i tak czyni większość praktykujących dzisiaj.
Drugi sposób to traktowanie księgi jako narzędzia refleksji. W tym ujęciu przypadkowo otrzymany tekst pełni rolę bodźca, który wytrąca myślenie z utartej koleiny i zmusza do spojrzenia na sprawę od innej strony. Nie zakłada się tu niczego o naturze zbiegu okoliczności, a rezultat bywa podobny: człowiek dostrzega w swojej sytuacji to, czego wcześniej nie widział.
Trzeci sposób to lektura filozoficzna, bez wróżenia. Yijing czytany po kolei, od pierwszego znaku do sześćdziesiątego czwartego, jest traktatem o zmianie, o właściwym czasie i o postawie człowieka wobec okoliczności, na które nie ma wpływu. Tak czytali go Cheng Yi i cała szkoła znaczeń, a także wielu współczesnych badaczy.
Nie ma potrzeby wybierać jednego z tych trzech sposobów na całe życie. Wielu praktykujących zaczyna od drugiego, przechodzi do pierwszego, a przez cały czas korzysta z trzeciego. Sam zachęcam do tego, żebyś na początku nie rozstrzygał, jak to działa, i po prostu sprawdził, co z tego wyniknie.
Teraz sprawa praktyczna: wybór wydania. Książka, którą trzymasz, jest przewodnikiem, a nie samym Yijing, i będziesz potrzebował osobnego wydania tekstu. Dostępne pozycje dzielą się z grubsza na trzy rodzaje.
Pierwszy to przekłady bezpośrednio z chińskiego, dokonane przez sinologów. Ich zaletą jest wierność i zwykle obszerny aparat: objaśnienia znaków, warianty odczytań, informacja o tym, gdzie tekst jest niepewny. Wadą bywa suchość i to, że tłumacz zostawia czytelnika z wieloznacznością, zamiast rozstrzygać za niego.
Drugi rodzaj to przekłady za pośrednictwem niemieckiej wersji Richarda Wilhelma z 1924 roku, o której piszę w podrozdziale 5.5. Wilhelm pracował pod kierunkiem chińskiego uczonego, a jego przekład jest dziełem wybitnym i najbardziej wpływowym na Zachodzie. Trzeba jednak wiedzieć, że jest to przekład interpretujący: Wilhelm rozstrzyga wieloznaczności, dopowiada tam, gdzie tekst milczy, i wplata objaśnienia w tok zdania. Przekład polski dokonany z niemieckiego oddala się od oryginału o dwa kroki.
Trzeci rodzaj to wydania z rozbudowanym komentarzem współczesnego autora. Bywają bardzo pomocne dla początkującego, bo prowadzą przez tekst i pokazują zastosowania. Ich słabością jest to, że głos komentatora łatwo zagłusza głos księgi, a czytelnik przyswaja czyjeś odczytania zamiast wyrabiać własne.
Na co zwrócić uwagę przy wyborze? Przede wszystkim sprawdź, czy wydanie podaje pełny tekst: nazwę znaku, orzeczenie, obraz i słowa wszystkich sześciu linii wraz z komentarzami. Wydania skrócone, ograniczone do jednego akapitu na znak, nie pozwolą ci odczytać linii zmiennych, czyli najważniejszej części odpowiedzi.
Sprawdź następnie, czy podano podstawę przekładu. Rzetelne wydanie mówi we wstępie, z jakiego języka tłumaczono, na jakiej wersji tekstu się oparto i jak potraktowano miejsca sporne.
Zwróć uwagę, czy jest tabela do odnajdywania znaku po trygramach, o której piszę w podrozdziale 4.1. Bez niej praca jest uciążliwa.
Sprawdź wreszcie, czy tłumacz zaznacza miejsca niepewne. Tekst Yijing zawiera zwroty, których znaczenia nie znamy na pewno, a uczciwe wydanie mówi o tym wprost, zamiast podawać gładką wersję.
Najlepszym rozwiązaniem, do którego zachęcam, jest posiadanie dwóch wydań różnego rodzaju: jednego wiernego i jednego komentowanego. Porównywanie ich przy trudniejszych odczytach jest jedną ze skuteczniejszych metod pracy, o czym piszę w podrozdziale 6.5.
Wersje cyfrowe to osobny temat. W internecie znajdziesz dziesiątki serwisów i aplikacji, które rzucą za ciebie monetami i od razu wyświetlą tekst. Jest ich tyle, że trzeba umieć odróżnić źródło rzetelne od podróbki.
Rzetelne źródło podaje, z jakiego przekładu korzysta, i wymienia tłumacza. Jeśli tekst pojawia się bez żadnej informacji o pochodzeniu, prawdopodobnie jest to skrócona przeróbka czyjegoś przekładu.
Rzetelne źródło podaje pełny tekst znaku wraz ze wszystkimi liniami, a nie tylko te, które wypadły, i pozwala zobaczyć znak przyszły. Pokazuje także uzyskane liczby, czyli sześć, siedem, osiem lub dziewięć, a nie same linie.
Rzetelne źródło pozwala wprowadzić wynik rzutu wykonanego samodzielnie, zamiast wymuszać losowanie na serwerze. To ważne, jeśli chcesz zachować obrzędową stronę praktyki.
Czego unikać? Serwisów, które do odpowiedzi dokładają horoskop, numerologię i reklamę płatnej konsultacji. Aplikacji z gotowymi "przepowiedniami" w rodzaju "w tym tygodniu spotkasz miłość", bo to nie jest tekst Yijing. Stron, które przy każdym odświeżeniu dają inny znak, bo pokazuje to, że traktują rzecz jako zabawkę.
Osobiście radzę, żeby na początku pracować z papierową książką i monetami, a z aplikacji korzystać w podróży. Powód jest praktyczny: telefon podsuwa powiadomienia, a przewracanie stron zmusza do wolniejszego czytania.
Od czego zacząć? Radzę, żebyś przez pierwszy tydzień nie zadawał żadnych pytań.
Weź wydanie, które kupiłeś, i przeczytaj kilkanaście znaków po kolei, zwyczajnie, od pierwszej strony. Zacznij od pierwszych dwóch, bo są najobszerniejsze i najważniejsze, a potem przeczytaj kilka z różnych miejsc księgi.
Czytaj bez notowania i bez odnoszenia do siebie. Chodzi o to, żebyś przywykł do sposobu mówienia tego tekstu: do jego zwięzłości, do braku wyjaśnień, do obrazów pojawiających się bez wprowadzenia i do formuł, które powracają.
Przy okazji zauważysz rzecz pożyteczną: że wiele znaków jest zwyczajnie ciekawych i że tekst ma swój rytm. Człowiek, który pierwszy kontakt z księgą ma przy pytaniu o ważną sprawę, czyta w napięciu i niewiele z tego rozumie.
Po tym tygodniu przejdź do rozdziałów o Yin i Yang, o trygramach i o budowie znaków. Pierwsze pytanie zadaj dopiero wtedy, gdy zaczniesz rozpoznawać osiem trygramów bez zaglądania do tabeli.
Na koniec zachęcam do rzeczy, która z czasem okaże się najcenniejsza: załóż własny dziennik pracy z księgą.
Nie chodzi tu o sam zapis wróżb, o którym pisałem wcześniej, lecz o coś szerszego. Niech to będzie zeszyt, w którym gromadzisz wszystko, co dotyczy twojej relacji z tą księgą: zdania, które cię zatrzymały, obrazy, do których wracasz, własne objaśnienia trygramów, pytania, na które nie znasz odpowiedzi.
Zapisuj w nim swoje rozumienie poszczególnych znaków, sformułowane własnymi słowami, i wracaj do tych notatek po roku. Zobaczysz wtedy, jak zmieniało się twoje czytanie, a to jest miara postępu bardziej wiarygodna niż liczba przeczytanych komentarzy.
Notuj również miejsca, w których nie zgadzasz się z tłumaczem albo z komentatorem. Taka niezgoda jest początkiem samodzielnego odczytu i warto ją utrwalić, zamiast uznawać, że autorytet ma rację.
Zeszyt prowadź odręcznie, jeśli możesz. Pisanie ręką jest wolniejsze, a przy tej księdze wolniej znaczy lepiej.