Wzorce zwyciężania. Planowanie, improwizacja i fortele na polu bitwy. Tom I - Piotr Plebaniak

Kup ebooka

30.00 zł
25.35 zł (24,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Słowo o znaczeniu elementów symbolicznych i nawiązań do popkultury

Znak pisma chińskiego na grzbiecie okładki pochodzi z języka kantońskiego i w tamtejszym slangu oznacza sprytne zrealizowanie jakiegoś planu lub zamiaru. Jest nawiązaniem do filmu God of cookery (1995, reż. Stephen Chou), w którym bohater otworzył sieć restauracji, a jego wrogowie wybrali lokalizacje których rozlokowanie na mapie układało się w znak si (?) oznaczający śmierć. Bohater przejrzał perfidny spisek na jego prosperity i zmienił lokalizacje tak, aby układały się właśnie w znak chińskiego pisma, który widnieje z grzbietu książki. Podwójnie przekreślona pionowa kreska po jego prawej stronie to graficzna reprezentacja ręki, część po prawej stronie to ideogram sklepu lub kramu kupieckiego.

Znak włącza wizualnie niniejszy tom do serii Wzorce. Z uwagi na współautorstwo tego tomu, Piotr Plebaniak nie zamieścił w treści książki innych niespodzianek.

Na okładce znajduje się pokolorowane historyczne zdjęcie generała Thomasa "Stonewall" Jacksona, generała Konfederacji w czasie amerykańskiej wojny secesyjnej. Na tej i innych książkach cyklu Wzorce zwyciężania będziemy starali się zamieszczać historycznych wojskowych takich właśnie jak "Stonewall" Jackson, Erwin Rommel czy Gieorgij Żukow z bardzo ważkiego powodu. Jako jednostki i grupy powinniśmy mieć zdolność uczenia się skutecznego działania nawet od wrogów i osób, które służyły "złej sprawie".

Odrzucenie cennej porady ze względu na osobę, która jej udziela, jest po prostu niemądre. Nie nauczyciel jest ważny, a wiedza i doświadczenie, którą nam przekazuje. Ponadto, słuchanie krytyki jest oznaką siły charakteru. Zdolność pochwalenia wroga za sprytny plan równolegle z potępieniem sprawy, której plan ten się przysłużył - jest oznaką mądrości. Taki oto pakiet bon motów jest przesłaniem zarówno całej serii Wzorce, jak i tego i kolejnych tomów Wzorców zwyciężania.

Wybrana bibliografia oraz lektury polecane

Źródła internetowe

Autor dysponuje kopiami archiwalnymi wszystkich linkowanych materiałów (teksty, wideo). W przypadku potrzeby Czytelnika dostępu do materiałów usuniętych, zapraszam do kontaktu.

Poniżej znajdują się wybrane pozycje przywołane i cytowane oraz pomocnicze (polecane). Zastosowane kryterium doboru: użyteczność koncepcyjna i praktyczna.

Wstęp

Joseph Henrich, The WEIRDest People in the World, Straus and Giroux, Farrar 2020.

Peter Turchin, Wojna i pokój, i wojna, Wydawnictwo WEI, Warszawa 2022.

Ian M. Morris, War! What is it Good For?, Straus and Giroux 2014.

Peter Turchin, Ultrasociety: How 10,000 years of War Made Humans the Greatest Cooperators on Earth, Beresta Books 2015.

Taleb Nassim Nicholas, Antykruchość. Jak żyć w świecie, którego nie rozumiemy, Zysk i S-ka, Poznań 2020.

Nassim Taleb, Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem, Zysk i S-ka, Poznań 2014.

Piotr Plebaniak, Sun Zi i jego Sztuka wojny. Filozofia i praktyka oddziaływania na bieg zdarzeń, Chiron, Kraków 2023.

Temat 1 (Parametry zdolności zwyciężania)

Piotr Plebaniak, Siły psychohistorii, Chiron, Kraków 2023:

Piotr Plebaniak, 36 forteli, Zysk i S-ka, Poznań 2020.

Temat 2 (Dostrojenie do pola walki)

Leonhard Robert, The Art of Maneuver: Maneuver-Warfare Theory and Airland Battle, Presidio Press, Novato 1994.

John R. Boyd, Strategic Game of ? and ?, briefing, June 1987.

Temat 3 (Przełomy technologiczne)

Azriel Lorber, Misguided Weapons: Technological Failure and Surprise on the Battlefield, Potomac Books 2003.

Alfred Price, Instruments of Darkness: The History of Electronic Warfare, 1939-1945, William Kimber, London 1967.

Temat 4 (Rajdy sił specjalnych)

McRaven, William H., Special Operations: Case Studies in Special Operations Warfare - Theory and Practice. New York 1990, Presidio Press

Kurowski, Franz, Jump Into Hell: German Paratroopers in World  War II, Mechanicsburg 2010: Stackpole Books.

Campbell, James L. "Downfall at Desert One: The Cost of Opeartional Security in The Iranian Rescue Mission", Naval War College Review . 1990.

Guy Gibson, Enemy Coast Ahead, Bridge Books, Wrexham 1995.

Helmuth Euler, The Dams Raid Through the Lens, After the Battle, Old Harlow 2001.

Temat 5 (Operacje, kampanie...)

Martin van Creveld, Żywiąc wojnę. Logistyka od Wallensteina do Pattona. s. 89. Warszawa 2013.

Ken Ford, Run The Gauntlet The Channel Dash 1942, Osprey 2012.

Temat 6 (Wybitni dowódcy i wodzowie)

Elan Journo, What Justice Demands: America and the Israeli-Palestinian Conflict, Post Hill Press 2023 (nt. Bliskiego Wschodu).

Bernard Fergusson, Behind the Chindwin.

Paddy Griffith, Battle Tactics of the American Civil War, The Crowood Press 1987.

Trevor Royle, Orde Wingate a man of genius,1903-1944, Frontline Books 2010.

Spis map i planów bitew

Mapa orientacyjna położenia stolicy Unii i miasteczka Gettysburg

126

Trasa przewozów Mussoliniego do nowych miejsc przetrzymywania oraz trasa dolotu wyprawy "ratunkowej" (1944)

206

Mapa Zatoki Biskajskiej i obszaru wybrzeża okupowanej Francji (1942)

212

Schematyczny plan portu Saint-Nazaire i suchego doku Normandie (1942)

218

Mapa sytuacyjna dolotu Yamamoto oraz grupy amerykańskiej na miejsce akcji (1943)

228

Szkic sytuacyjny lotniska w Entebbe (1976)

263

Uproszczona mapa Strefy Gazy

267

Mapa poglądowa lokalizacji miasta Dieppe (1943)

289

Indeks chronologiczny przywołanych ilustracji historycznych

Fort i port Diu (Indie-Imperium Osmańskie, 1509)

279

Wyprawy na Moskwę (Rosja, 1612 oraz 1812)

297

Kampania Jacksona w Dolinie Shenandoah (USA, 1862)

322

Chancelorsville (USA, 1863)

329

Bitwa pod Gettysburgiem (USA, 1863)

122

Bitwa jutlandzka (Morze Północne, 1916)

129

Rajd na fort Eben-Emael (Belgia, 1940)

170

"Canal Dash" (Kanał Angielski, 1942)

109

Rajd na port w Saint-Nazaire (Francja, 1942)

211

Rajd na tamy w Zagłębiu Ruhry (Niemcy, 1942)

236

Uwolnienie Mussoliniego (Gran Sasso, Włochy, 1943)

203

Zestrzelenie Yamamoto (Bougeinville, 1943)

222

Rajd na Dieppe (Francja, 1943)

285

Bombardowanie Hamburga z użyciem "WINDOW" (Niemcy, 1944)

119

Kampania Chinditów w Birmie (Birma, 1942-1945)

337

Wingate i działania partyzanckie w Palestynie (Bliski Wschód 1945-1948)

332

Odbicie zakładników w Entebbe (Uganda, 1976)

250

Operacja "EAGEL'S CLAW" (Iran, 1980)

187

Ukraina (Ukraina, 2022-2023)

317

Filozofia budowania przewagi koncepcyjnej

Warsztat koncepcyjny zdefiniowany we wcześniejszych tomach serii Wzorce

Pojedynczy ludzie i ich zbiorowiska walczą o prestiż, status, władzę decyzyjną, co jest ściśle powiązane z pierwszeństwem w dostępie do zasobów, a więc przetrwaniem. Ludzie oraz ich zbiorowiska, a więc zarówno państwa jak i armie to homeostaty powodowane obsesją oraz niezwykle silnymi instynktami co do posiadania instrumentów służących oddziaływaniu na środowisko swojego funkcjonowania.

W sferze akcji militarnych szczególną uwagę kierujemy do kwestii budowania zdolności oddziaływania własnej i przeciwnika. Za pomocą siły zbrojnej - personelu i produktów technologii (broni) - niszczymy zasoby militarne przeciwnika. Jeśli odniesiemy sukces, instrumenty militarne przeciwnika zostaną zniszczone i groźbą zniszczenia fizycznego pozyskujemy zdolność narzucenia naszej woli stronie pokonanym. Przejmujemy kontrolę nad jego procesem decyzyjnym co do zarządzania jego zasobami lub same zasoby.

Poza kontekstem ludzi i ich zbiorowisk, powyżej wymienione instrumenty zapewnienia przetrwania stosują wszystkie ogólnie homeostaty żyjące w kooperujących społecznościach. Prawa rządzące decyzjami i akcjami zwierząt, ludzi i takich typów ich społeczności jak armie, korporacje, grupy interesów czy narody. Wszystkie one dadzą się zaklasyfikować jako homeostaty - organizmy żywe walczące o zasoby niezbędne do przetrwania.

Skuteczność działań militarnych, które są tematem niniej- szego tomu, zależy od szeregu czynników niemilitarnych: zasobów geologicznych, warunków geograficznych, kultury społeczności, z której rekrutowani są żołnierze. Istnieje całe spektrum niemilitarnych oddziaływań i parametrów narzędzi, które nie mają charakteru militarnego: to subwersja ideologiczna.

Wszystkie one wychodzą poza zakres tematyczny tej książki. Czytelnik powinien jednak wyposażyć się w aparat koncepcyjny uwzględniający ich istnienie. Stąd ich lista i zwięzłe wyjaśnienia poniżej.

Koncepcje i rekonceptualizacje omawiane w kolejnych tomach serii Wzorce służą do budowania przewagi w interakcjach społecznych. Wojna i akcje militarne są formą interakcji społecznych. Są "kolektywnym zabijaniem dla kolektywnych celów", jak sformułował to amerykański historyk wojskowości John Keegan.

Oto kilka kluczowych koncepcji, bez których zrozumienia i oswojenia, bez wbudowania ich we własną aparaturę percepcyjną, Czytelnik nie będzie w stanie analizować należycie bieżących wydarzeń współczesnego świata.

Homeostat (?SP, V.1)

Homeostat, czyli regulator, dążący do utrzymania swych zmiennych istotnych w granicach, których przekroczenie zagraża jego egzystencji"

Lem, Summa Technologiae

Homeostat to system, który reguluje parametry środowiska i własne do poziomu optymalnego do przetrwania. Pojęcie homeostatu pierwotnie odnosiło się do organizmów biologicznych. Czytelnicy książek Stanisława Lema z pewnością bez problemu będą zdolni przenieść to pojęcie na pole geopolityki. Mocarstwa i ogólnie społeczności zdolne do kolektywnego osiągania celów przejawiają wszelkie zachowania homeostatyczne: zdobywają i walczą o zasoby, utrzymują przebieg procesów gospodarczych na poziomie możliwie optymalnym - zwłaszcza jeśli chodzi o odporność na zakłócenia.

Armie rozumiane jako siły zbrojne danego kraju, ale też wszelkie jednostki wojskowe od grup armii w rozumieniu drugowojennym aż do najmniejszych jednostek takich jak sekcje bojowe tworzone doraźnie lub na stałe... wszystkie one także mogą być traktowane jako homeostaty. Jako samodzielnie funkcjonujące organizmy za naczelny imperatyw mają:

Własne przetrwanie i zachowanie zdolności do wpływania na parametry swojej homeostazy. Realizację wyznaczonego zadania. Zapewnienie sobie zasobów do funkcjonowania oraz zachowania zdolności do realizowania oddziaływań bojowych w przyszłości.

Jako że są podrzędnymi częściami większych organizacji (sekcja snajperska jest częścią plutonu, dywizja jest częścią całej armii), jednostki wojskowe muszą utrzymywać zdolność do współdziałania we wszystkich istotnych aspektach. Chodzi więc nie tylko o współdziałanie rodzajów broni (lotnictwo, jednostki naziemne, flota), ale też wsparcia jednostek podobnego typu przy realizacji zadań wyznaczonych przez dowództwo.

Sprawczość

Dostarczenie władzom politycznym państwa sprawczości, czyli zdolności narzucania własnej woli politycznej wewnątrz i poza granicami terytorialnymi, jest naczelnym zadaniem armii, a więc i wszystkich jej cząstkowych jednostek organizacyjnych.

We współczesnych zmaganiach "hybrydowych" zwycięstwa nie należy poszukiwać w fizycznym wymiarze, gdyż zmagania odbywają się poza tradycyjnie rozumianym polem walki (?SP VIII.3, s. 496). W obecnym porządku międzynarodowym, nazywanym Pax Americana, jego uczestnicy wyrzekli się regulowania sporów za pomocą instrumentu zbrojnych konfrontacji. Podstawowymi metodami i instru- mentami oddziaływania stały się zachowania niejawne i wielkoskalowe operacje psychologiczne.

Ultrakooperacja i oprogramowanie kulturowe (?SP, VII.6)

Termin został opisany przez autora pojęcia, Petera Turchina w książce pt. Ultrasociety: How 10,000 Years of War Made Humans the Greatest Cooperators on Earth (przekład podtytułu: "jak dziesięć tysięcy lat wojen uczyniło ludzi najlepszymi kooperatorami na Ziemi"). Ultrakooperacja to zdolność społeczności potrafiących osiągać kolektywne cele do skalowania swojej liczebności w górę, aż do skali mocarstw i imperiów. Na poziomie jednostki kluczowym elementem oprogramowania mentalnego jest takie zaprogra- mowanie obyczajowości, nawyków, wierzeń i motywacji, aby jednostka wykazywała największy możliwy poziom zdolności do zachowań kooperacyjnych. Zdolność ta sprowadza się do tego, aby jednostka postrzegała dobro całej społeczności jako ważniejsze od własnego dobra osobistego.

Mówiąc prostym językiem, przedstawiciele naszego gatunku żyją w grupach, w których dzięki zdolności do kooperacji uzyskują kolektywną zdolność homeostatyczną: zdobywania zasobów, zapewniania bezpieczeństwa i - być może przede wszystkim - zdolność do korzystania z doświadczeń życiowych osób obcych bądź już nieżyjących. Kolektywną i indywidualną zdolność do przetrwania i realizowania swoich celów (sprawczość) zapewniamy sobie dzięki nabyciu drogą treningu (socjalizacji, treningu, specjalizacji zawodowej etc.).

Większość zwierząt ma te umiejętności wrodzone, a ich zdolność samodzielnego przeżycia bez opieki rodziców działa od urodzenia. Zwierzęta zdolne do życia społecznego, ale nie tylko, zdolne są do uczenia się nowych taktyk i strategii przetrwania drogą mimiki i naśladowania (ang. emulation oraz imitiation). Zachowania takie, obserwowane m.in. w pewnym stadzie szympansów, w którym nauczyły się one redukować ilość zatruć pokarmowych przez spożywanie niektórych ziół, są prymitywnymi, początkowymi formami kultury. Nasz gatunek osiągnął daleko więcej. Jesteśmy nie tyko mistrzami kooperacji. Jesteśmy też jedynym gatunkiem zdolnym do ultrakooperacji. Kopiujemy wzorce nie tylko w przekazie międzypokoleniowym, ale - m.in. dzięki książkom - od ludzi żyjących przed wiekami po drugiej stronie planety. Uczymy się od osób nam całkowicie nieznanych, a nawet wrogów i tych, których uważamy za gorszych lub godnych pogardy.

Oprogramowanie kulturowe

Nie obyło się bez powstania cech kontrproduktywnych w kwestii zdolności do samodzielnego podtrzymania homeo- stazy. Dzieci homo sapiens tuż po urodzeniu, a więc przed długotrwałą indoktrynacją do kultury, są całkowicie bezradne i wymagają długoletniej opieki i edukacji.

Zdolność do zachowań związanych z obroną i zdobywaniem pożywienia u homo sapiens nie jest dziedziczona, a nabyta przez naśladowanie. Tych zachowań uczymy się w procesie przekazu kulturowego od starszych (mających autorytet) osobników społeczności m.in. w procesie socjalizacji. Kopiowanie wzorców zachodzi w dużym stopniu mimowolnie, a sprawność oprogramowania kulturowego w zapewnieniu przetrwania zależy od zdolności przyswajania wzorców i ich jakości. Te z kolei od stopnia wrogości środowiska naturalnego, agresywności społeczności sąsiedzkich, tradycji handlowych czy obyczajów, które kumulowały się na danym obszarze etniczno-kulturowym przez stulecia.

Najbardziej łakomym kąskiem dla agresora jest zniszczenie tych elementów oprogramowania kulturowego, które odpowiadają za zdolność atakowanej społeczności do osiągania kolektywnych celów, inaczej ultrakooperacji.

Taktyką ataku może być m.in. wspieranie zjawisk utraty zaufania między członkami społeczności, zaburzenie obyczajowości związanej z prokreacją, przekupywanie prawodawców państwa do erozji wiary w nienaruszalność własności prywatnej, niszczenie wspólnych mitów energetyzujących itp.

Ultrakooperacja w kontekście organizacji wojskowych i niewojskowych

Przykład: "Sufitem" dla ultrakooperacji przejawianej przez społeczność jest etniczny i międzypokoleniowy klucz rekrutowania nowych członków. Blokadę rozwoju zdejmują religie uniwersalne - przynależność do nich zależy od zaadaptowania zachowań i ideologii. Rozrost może więc następować nie tylko przez indoktrynację z rodziców na dzieci, ale i poprzez nawracanie osób niespokrewnionych. Na zdolność do ultrakooperacji składa się:

Wytworzenie pakietu oprogramowania kulturowego, którym socjalizowane są kolejne pokolenia danej społecz- ności (np. szacunek dla bohaterów poświęcających siebie dla przetrwania innych członków społeczności). Wytworzenie instytucji prawa i obyczajowości, które premiują zachowania kooperacyjne (np. kara śmierci za zdradę stanu lub tchórzostwo w obliczu wroga). Głównym składnikiem ultrakooperacji jest tzw. spójność społeczna (ang. social cohesion), którą buduje się przez zapewnianie członkom społeczności poczucia sprawiedliwości przy redystrybucji zasobów. Wytworzenie mitów energetyzujących i wspólnych mitów (?SP VIII.7). Ich najwydajniejszym generatorem są religie, a zwłaszcza te oferujące wszechwidzącego sędziego - karze on i nagradza za zachowania anty- i prospołeczne. Działa tu m.in. zasada "ludzie zachowują się lepiej gdy wiedzą, że są obserwowani". Wytworzenie społeczności o coraz wyższej liczebności i komplikacji, zdolnych do skalowania wysiłku obronnego. Przykład: Po trwającej stulecia działalności chrystianizacyjnej (cywilizacyjnej) Kościół był w stanie zmobilizować kontynent do zatrzymania podboju Europy przez islam, a potem powołania do życia ruchu krucjatowego, który choć tylko czasowo i częściowo, odzyskał część utraconych przez Chrześcijaństwo ziem w rejonie Palestyny.

Zdolność do ultrakooperacji danej społeczności i jej członków zależy od takich parametrów jak wyznawanie wiary we wszechwiedzącego boga (nieuchronność kary za występki i zachowania aspołeczne), obyczajowość i konstrukcja psychiczna sprzyjająca budowaniu zaufania między osobami obcymi, poczucie sprawiedliwych reguł regulujących przywileje i obowiązki. Pozbawienie społeczności cech kulturowych i mentalnych do skalowania kooperacji to w moim przekonaniu najtrafniejsza definicja celu wrogich działań w tzw. wojnach hybrydowych, w tym subwersji ideologicznej w rozumieniu J. Biezmeinowa itp.

Asabijja (solidarność grupowa; ?SP, VII.6)

Za tym arabskim słowem kryje się:

Zdolność do definiowania i osiągania kolektywnych celów. Zdolność jednostek do poświęcania dobra osobistego na rzecz realizowania celów społeczności.

Wręcz demoniczną lojalność grupową i ducha pracy zespołowej przejawiają Japończycy. Ich kultura ukształtowała się pod wpływem niezwykle restrykcyjnej obyczajowości. Japońskie dzieci od najwcześniejszych lat życia uczą się zachowań prospołecznych w sposób, który u nas wywołuje rodzaj szoku kulturowego, a czasem, mimo ewidentnej prospołeczności, spotkałby się z oporem rodziców ze względu na różnice w praktykach życia codziennego. Przykładem jest to, że w japońskich szkołach podstawowych dzieci same sprzątają szkołę, w której się uczą, a nawet przygotowują dla siebie nawzajem posiłki.

Generatorem solidarności grupowej jest wojna (ogólnie: konflikt zewnętrzny), co za pomocą licznych i fascynujących przykładów opisuje Peter Turchin w książce Ultrasociety.

Mit energetyzujący, mit mobilizujący i wspólny mit

Takie mity to siły, które pozwalają społecznościom porwać się na czyn zbudowania tysiącletniego imperium. To też siły, które sprawiają, że cały naród kolektywnie zgadza się na wyrzeczenia po to, aby zbudować lepszą, dumną przyszłość dla swoich dzieci.

Takie mity to też pakiety "aktów wiary ustanawiających porządek świata", które pozwalają stworzyć stabilne i prosperujące społeczeństwa, dzięki temu, że członkowie znają swoje miejsce w biegu rzeczy i realizacji kolektywnego wysiłku.

Myślenie systemami i emergencja (?SP V.1)

Starożytny filozof Archimedes miał rzec:

Przetnij na pół kamień, a będziesz miał dwa kamienie. Przetnij na pół żabę, a będziesz miał martwą żabę.

Tym właśnie są systemy i procesy - czymś, co trzeba zrozumieć całościowo.

Prowadząc geopolityczną rozgrywkę z państwem lub mocarstwem, realizujemy interakcję z systemem. Niemożność predykcji zachowania skomplikowanych systemów wynika głównie z tego, że system to coś, co przejawia cechy emergentne. To takie cechy, które w określonych konfiguracjach parametrów środowiska lub wewnętrznych pojawiają się "znikąd". Ich faktyczna siła oddziaływania na zachowanie całości systemu wynika ze współwystępowania i jest daleko większa niż ich prosta suma arytmetyczna.

Tych cech emergentnych bardzo często nie da się wydedukować czy przewidzieć zawczasu. W praktyce ilość parametrów składających się na odporność systemu na zakłócenia, jest najczęściej ogromna. Kto pojmie ich wzajemne zależności lepiej lub szybciej, wygra współzawodnictwo o przetrwanie. To dlatego wiedza o zawiłościach prawideł ludzkiej natury jest kluczem do wygrania tzw. wojen hybrydowych, co przegapiają youtubowi "eksperci ds. wszelkich".

Kruchość, antykruchość oraz odporność systemu

Kontynuując, myśleć systemami to mieć zdolność wyszukania punktów newralgicznych. Ten, kto lepiej rozumie jak przeprowadzony atak zakłóci działanie całego systemu (np. wie, gdzie jest newralgiczny punkt, którego naruszenie doprowadzi do knock-outu), zwycięstwo ma w kieszeni.

Kruchość to podatność systemu na bodźce destrukcyjne. Krucha jest porcelanowa filiżanka. Uderzenie młotkiem zniszczy ją. Odporność wykazuje kauczukowa piłka - identyczne uderzenie młotkiem sprawi, że odkształci się, a gdy oddziaływanie zniknie, wróci do pierwotnego kształtu.

Ale istnieje druga odwrotność kruchości - antykruchość. To cecha systemów zwłaszcza homeostatycznych, która sprawia, że system zwiększa odporność na kolejne wystąpienia bodźca destrukcyjnego. Inaczej: co nas nie zabija, to nas wzmacnia1. Organizmy biologiczne są antykruche dzięki układowi odpornościowemu i szczepionkom: kolejne infekcje tym samym lub podobnym patogenem są zwalczane coraz skuteczniej. Walczące ze sobą armie również przejawiają antykruchość: ucząc się kontrować i wykorzy- stywać coraz to kolejne wymyślane przez przeciwnika taktyki czy strategie.

Czarne łabędzie

To wydarzenia, które są niemożliwe do przewidzenia ze względu na to, że nie da się ich "wydedukować" z aktualnie obserwowanych cech systemu i jego środowiska funkcjonowania. Nassim Taleb w książce Czarny łabędź, podaje wręcz ikoniczny potrójny przykład kasyna w Las Vegas. To nie udane akcje zawodowych specjalistów liczących karty czy stosujących sztuczki by ograć kasyno zagroziły jego istnieniu. Wśród wydarzeń powodujących zagrożenia egzystencjalne było m.in. to, że księgowy kasyna nie wysyłał do IRS (urzędu skarbowego) informacji o dużych wygranych oraz to, że właściciel w desperacji pobrał z kasy kasyna pieniądze na okup za porwaną córkę.

W sytuacji pojawienia się czarnego łabędzia, systemy w sposób nieprzewidywalny stają się bardziej lub mniej podatne na uszkodzenie - przechodzą tzw. stress test. Kluczową rolę odgrywa immanentna niemożność systemu (np. mocarstwa), predykcji takich zdarzeń, a więc i do prewencji mogącej ograniczyć uszkodzenia.

Zdolność powoływania takich zdarzeń do istnienia to zdolność do ataku na poziomie Mistrza. Chiński Święty Mąż to mistrz dostrajania się z działaniem do naturalnie i samoistnie pojawiających się zdarzeń oraz trendów. Poja- wienie się nowego koronawirusa w 2020 roku było czarnym łabędziem: przekreślało wszystkie predykcje i plany stawiane i układane przez korporacje oraz mocarstwa na scenie geopolitycznej.

Tu winniśmy skierować naszą ciekawość poznawczą w kierunku kluczowej cechy czarnych łabędzi. Są one zjawiskiem przejawiającym się w sferze ludzkiej percepcji. A więc ten, kto czarnego łabędzia wprowadza do rozgrywki, nie podlega jego efektom. -

Ilustracje historyczne i praktyczne porady na wynos

A. Cała wojna w 38 minut

Zdolność oddziaływania militarnego to instrument narzucania sprawczości. 27 sierpnia 1896 roku miała miejsce najkrótsza wojna świata. Pięć brytyjskich okrętów zostało użytych do interwencji w proces następstwa tronu w Sułtanacie Zanzibaru. Brytyjczycy mieli zagwarantowane traktatowo prawo wyznaczania następcy tronu. Podówczas świeżo mianowany nowy sułtan odmówił żądaniu ustąpienia. Brytyjska eskadra pojawiła się w zatoce przy mieście stołecznym z pozwoleniem na użycie wszelkich niezbędnych środków.

Po upłynięciu ultimatum Brytyjczycy rozpoczęli ostrzał drewnianego pałacu sułtana. Brak jakichkolwiek środków pozwalających na kontrakcję sprawił, że po zaledwie pół godzinie sułtan ustąpił - zbiegł do konsulatu niemieckiego, którego polityczne wsparcie otworzyło mu drogę do realizacji zamachu stanu dwa dni wcześniej. Morał z tej relacji wypływa taki, że wola polityczna i geopolityczna musi być realizowana siłą - w myśl słynnego stwierdzenia admirała Jackie Fishera:

Wojna to przemoc. Negowanie tego to kretynizm.

-

1 Ważne zastrzeżenie, a zarazem ostrzeżenie przed "mądrze brzmiącymi spostrzeżeniami". To, co nas nie zabija za pierwszym razem, to nas osłabia i zabije za którymś kolejnym razem. Przykład to opary metali ciężkich oraz izotopy promieniotwórcze.

Zaburzanie percepcji przeciwnika

Plan sieci metra i uwagi na temat filozofii budowania obrazów mentalnych

Do naszych zmysłów dochodzi gigantyczna ilość informacji. By podjąć decyzję, musimy odfiltrować nieważne i rozpoznać kluczowe. Jedną z najbardziej innowacyjnych wizji tego, jak należy kształtować strumień danych docierający do naszych umysłów, jest Harry Beck. Był on kreślarzem pracującym dla londyńskiego metra. W 1931 roku Beck stworzył rewolucyjny diagram sieci podziemnej kolei.

Podstawą jego rewolucyjnego pomysłu była prosta konstatacja: pasażerów nie interesuje dokładność odwzorowania geograficznego miasta. Nie potrzebują informacji o ukształtowaniu przestrzeni. Dla pasażera istotne jest wyłącznie to, jak nazywają się stacje początkowa i docelowa oraz ile przystanków musi przejechać i gdzie ma się przesiąść, aby dotrzeć do stacji docelowej. I tylko ta właśnie informacja powinna być treścią planu. Ówcześnie rysowane schematy próbowały zarzucić odbiorcę informacjami zbędnymi.

Konkretną techniką realizacji było zastąpienie tła kolorem białym, usunięcie z niej wszelkich punktów orientacyjnych (zabytki itp.) oraz umieszczenia stacji metra w równych odległościach od siebie. Takiemu odwzorowaniu bliżej do schematu niż mapy.

Pomysł Becka przeniesiony na inne pola ludzkiej aktywności

Jeśli pomysł Becka sformułować w sposób możliwie najbardziej uniwersalny, brzmiałby mniej więcej tak: aby osiągnąć zamierzany skutek (udaną komunikację, udaną zmianę percepcji u odbiorcy), ze strumienia informacji przesyłanych do zamierzonego odbiorcy usuń wszystko, co zbędne.

Teraz tę ogólną zasadę możemy przełożyć na poradę pisarską i estetyczną: "sztuka pisania to sztuka skreślania", "proste jest piękne". Zbyt skomplikowana opowieść staje się dla widza lub czytelnika niezrozumiała. Motyw bohatera opowieści powinien być prosty i oczywisty - na przykład zemsta za zabicie żony czy dziecka. Zbyt rozwlekle pisana powieść staje się niestrawna - Gdy przestajemy identyfikować się z motywami bohatera, gdyż zawiera elementy, które autor dodaje dla własnej przyjem- ności, a nie celem kształtowania obrazów mentalnych czytelnika w spójną całość.

W zastosowaniach wojskowych

Dochodzimy tu do budowy obrazów mentalnych, która jest i sztuką, i nauką. Pytanie: czym jest akt komunikacji? To akt oddziaływania na pakiet obrazów mentalnych w umyśle odbiorcy komunikatu, który albo zmodyfikuje jego motywację. Może to być trwała modyfikacja całego systemu motywacyjnego, albo doraźne skłonienie odbiorcy do podjęcia sprzyjającego nam działania.

W traktacie Sztuka wojny pojawia się mocno niedoceniana porada:

Stoczenie bitew licznych i z każdej wyjście zwycięskie nie jest najlepszym wcale wydarzeń przebiegiem. Najlepszym jest bowiem wroga wojska pod własną komendę przejąć, takim sposobem jednakże, by walki nie toczyć. (SW III.2)

Jeśli posługujemy się tradycyjnym pojmowaniem tego, czym jest wojna i działania zbrojne, odczytamy ten passus jako poradę, aby przejąć dowodzenie nad armią przeciwnika. W społeczeństwach o strukturze feudalnej, może choćby chodzić o to, by zdezerterowali i uznali zwierzchnictwo nowego pana. W rozmaitych przekładach anglojęzycznych mamy tutaj takie rozwiązania jak "subdue enemy's army" (Ames), czyli podporządkować sobie armię przeciwnika.

Z uwagi na specyfikę klasycznego języka chińskiego poradę można zinterpretować jednak zupełnie inaczej. Chodzi o przejęcie kontroli nad procesem decyzyjnym przeciwnika. Gdy taka sztuka się powiedzie, będziemy mogli lepiej lub gorzej sprawiać, że to wraży dowódca będzie komenderował takie, a nie inne posunięcia. Będą one zgodne z naszym celem taktycznym i strategicznym.1 To oczywiście kwestia interpretacji i nie mamy jak spytać autora traktatu o co mu chodziło. W moim osobistym przekonaniu chodziło o takie kształtowanie przestrzeni decyzyjnej wrogiego decydenta, aby robił to, co my chcemy. Inaczej, chodzi o przejęcie władzy decyzyjnej w sposób hybrydowy, tj. bez formalnego obejmowania dowództwa czy innej formy jawnego brania pod swoje rozkazy efektorów należących do przeciwnika.

Komponowanie strumienia informacji

Przetwarzanie informacji jest wszystkim. Przetwarzanie informacji na skuteczną akcję jest wszystkim - na wszystkich etapach cyklu decyzyjnego OODA. Spośród rozmaitych sfer ludzkiej aktywności, przy filtrowaniu informacji dochodzących do nas i preparowaniu strumienia danych płynących do ośrodka decyzyjnego przeciwnika, stawką jest fizyczne przetrwanie. Los efektora (armii) oraz bronionej przez niego społeczności zależy m.in. od:

Zdolności rozpoznawczych, a więc technologii radarowych i nasłuchowych. Dostępnych mocy obliczeniowych niezbędnych do odfiltrowania dezinformacji oraz informacji nieużytecznych, a następnie przetworzenia ich w użyteczne przesłanki do podjęcia akcji. Aparatu koncepcyjnego pozwalającego na wprowadzenie do rozgrywki danych zakłócających proces decyzyjny przeciwnika. Zdolność do niejawnego przejęcia kontroli nad procesem decyzyjnym i motywacyjnym przeciwnika.

Dogłębna konceptualizacja parametrów oprogramowania kulturowego, które po dziś dzień są rozpoznane przez współczesne nauki społeczne i kognitywne wybiórczo, nierzetelnie, a często są z rozmysłem fałszowane. Problem z zakresu 5GW (in. spiritual warfare) jest taki, że operacje psychologiczne typu subwersji ideologicznej są wręcz szokująco ignorowane w sferze budowania spójności (ang. social cohesion) na poziomie narodowym. Także w sferze funkcjonowania sił zbrojnych wpływ ideologii, którymi infekowani są członkowie armii i społeczeństwa jest szalenie niedocenianym czynnikiem zakłócającym percepcję - w tym zdolność dostrzegania wzorców i prawideł, wedle których kształtują się zdarzenia na polu bitwy. -

1 W oryginale fraza brzmi bu zhan er quren zhi bing ???????.

Fortel: teoria i praktyka

Nietypowa, filozoficzna definicja podstępu i co z niej wynika

Wspomniany już Nassim Taleb wprowadził do użytku niezwykle przydatne pojęcie - czarnego łabędzia. To wydarzenie, którego pojawienia się w rozgrywce nie da się przewidzieć za pomocą dotychczas wypracowanych "ram predykcyjnych", gdyż są okolicznościami zewnętrznymi dla systemu, którego zachowanie staramy się przewidzieć. Innym rodzajem zdarzeń nieprzewidywalnych są zjawiska emergentne. Są to zaskakujące zachowania i stany danego systemu, który obserwowaliśmy zbyt krótko, by poznać wszystkie istotne prawa jego funkcjonowania. Inaczej: to stany systemu, których nie da się wydedukować z dotychczas poznanych praw nim rządzących.

Definicja fortelu

W 36 fortelach najbardziej ogólną definicją stosowania fortelu jest następująca dyrektywa:

Przeciwnik ma dobrać taktykę i sposób działania narzucone mu przez inne względy niż logika bezpośredniego pola walki.

W tej definicji nacisk kładziony jest na proces decyzyjny przeciwnika. Przy podejmowaniu decyzji ma on uwzględnić czynniki, które nie prowadzą do podstawowego celu - do zwycięstwa. Trzeba go więc obrazić, nastraszyć, rozzłościć. W swój proces decyzyjny powinien przeciwnik włączyć sprawy lojalności sojuszników czy to, czy będzie postrzegany jako agresor.

Ale fortel to także działanie, które realizujemy w sytuacji posiadania przewagi informacyjnej nad przeciwnikiem. Aranżujemy okoliczności dla realizacji fortelu sprawiając, że przeciwnik gorzej rozumie logikę pola walki, niż my sami. Nie rozumie praw rządzących działaniem nowej broni, nie docenia należycie kwestii warunków pogodowych na morale czy szybkość przemieszczania się jednostek. Nie zdoła zareagować na czas i właściwie w sytuacji, której koncepcyjnie nie zdołał opanować.

W takich właśnie okolicznościach możemy posłużyć się inną definicją fortelu:

Stosowanie forteli to wprowadzenie do rozgrywki czynnika nieprzewidywalnego. To posługiwanie się czarnymi łabędziami i zjawiskami emergentnymi oraz tworzenie sytuacji, na które przeciwnik nie wytworzył w sobie antykruchości (nie wytrenował odporności).

Taka taktyka w języku angielskim często nazywana frazą game-changing (pol. zmieniająca zasady gry). Moim ulubionym, idealnym przykładem było posłużenie się przez aliantów sztucznymi portami Mulberry w czasie inwazji w Normandii w 1944 roku. Porty te zwolniły wojska inwazyjne z konieczności natychmiastowego opanowania portu głębokowodnego. Rezultatem było przekreślenie użyteczności strategii obronnej Niemców. Ich nakłady na budowę fortyfikacji, tj. Wału Atlantyckiego, stały się inwestycją błędną, marnotrawstwem.

Zdolność uczenia się i antykruchość

Zdolność wytwarzania odporności na działanie czynnika destrukcyjnego to podstawowa cecha organizmów żywych, a ogólniej - homeostatów, czyli systemów przetwarzających dostępną w środowisku energię na zdolność do przetrwania. Kolejny krok w tym rozumowaniu to stwierdzenie, że homeostaty to systemy autonomiczne zdolne do pozyski- wania informacji o środowisku swojego funkcjonowania i przetworzenie tych danych w obraz mentalny pozwalający podjąć prawidłową decyzję. Prawidłową czyli taką, która minimalizuje wydatki energetyczne zużywane na wszelkie działania korekcyjne względem własnych stanów wewnętrznych, parametrów środowiska oraz decyzji konkurentów.

Taką działalnością zajmują się rośliny i zwierzęta, w tym ludzie, ale też "homeostaty geopolityczne", czyli państwa i mocarstwa. Ale armie i jednostki wojskowe także mogą być rozumiane jako homeostaty. To właśnie jest myślą przewodnią całej niniejszej książki, a tego eseju w szczególności. Homeostaty podejmują decyzje i posługują się rozmaitymi narzędziami do wpływania na bieg zdarzeń.

Organizacje wojskowe i ludzie będący ich członkami realizują działania militarne, czyli takie, które polegają na użyciu siły do zniszczenia lub neutralizacji przeciwnika. Armia jako instytucja zapewniająca trwałość państwa czy narodu realizuje cele mające zapewnić przetrwanie i sobie, i państwu. Wszelkie jednostki wojskowe, od grup armii po pojedynczych żołnierzy, realizują zadania w myśl tej samej logiki, modyfikowanej jedynie zależnie od skali swojej wielkości. Do budowania świadomości sytuacyjnej, a potem zdolności podejmowania optymalnych decyzji, organizacje militarne posługują się wywiadem i rozpoznaniem. Tak jak i inne typy homeostatów, armie starają się przewidzieć przyszły bieg zdarzeń. Armie formułują predykcje co do dalszych ruchów przeciwnika oraz inwestują zasoby ludzkie i materiałowe.

Najważniejsze jest jednak to, że armie się uczą. Lepiej lub gorzej. A uczenie się można przedefiniować do nabywania antykruchości. Weźmy najprostszy przykład - zmagania niemiecko-sowieckie w teatrze frontu wschodniego II wojny światowej. Obie potężne organizacje wojskowe uczyły się nawzajem swoich taktyk i strategii. Obie kopiowały rozwiązania konstrukcyjne broni. Obie musiały modyfikować doktryny użycia broni aby jak najskuteczniej dostroić swoje działania do zmieniających się praw pola bitwy.

Ten i kolejne tomy serii Wzorce zwyciężania jest zbiorem przykładów historycznych i analiz pokazujących, jak organizacje stają się głupie i mądrzeją. -

Pocisk Minié i taktyka w wojnie secesyjnej

Postęp technologiczny przynosi potężne przewroty w czymś, co można śmiało nazwać filozofią cywilizacji technicznej. Studiując książki na temat rewolucji przemysłowej, z których bodaj najlepszą jest Wyznaczniki biegu historii Jerzego Krasuskiego, możemy zapoznać się z fascynującym wyłonieniem się warunków niezbędnych do tego, aby standaryzacja produkcji i wymienność części zamiennych z marzenia średniowiecznych stała się codziennością współczesnych inżynierów... i innowatorów technologii wojskowej.

Zmorą a zarazem codziennością dla osób zajmujących się logistyką w czasach przednowoczesnych było to, że rozmaite egzemplarze broni były wykonywane w zakładach rzemieślniczych, które nie stosowały się do narzuconych odgórnie standardów odnośnie jakości materiałów i wymiarów wytwarzanych obiektów. Bywało i tak, że armia maszerująca w kierunku grodu, który miała oblegać i zdobyć, wyposażona była w pociski specjalnie wymiarowane do konkretnych egzemplarzy dział. Wszystko to zaczęło zmieniać się zasadniczo już w XVIII wieku, jednak dopiero w połowie wieku XIX pojawiły się karabiny nie tylko ładowane odtylcowo, ale wykorzystujące nabój zintegrowany, czyli taki w którym pocisk i ładunek miotający wraz ze spłonką został scalony w metalowej obudowie. To ta innowacja, wykorzystana w ultranowoczesnej armii pruskiej sprawiła, że Prusy uzyskały decydującą przewagę technologiczną w bitwie pod Sadową (1860). Pokonawszy Austrię, Prusy zdołały zjednoczyć państwa niemieckie i zostać ich hegemonem.

Lata 60. XIX wieku na starym i nowym kontynencie były okresem gigantycznego postępu w technologiach wojennych, a wojna secesyjna była największym katalizatorem tych zmian. Postęp w konstrukcji broni strzeleckiej i artylerii był dziełem kolektywnym, w którym współpracowali ze sobą sojusznicy, ale też i przeciwnicy. Wszyscy oni kopiowali skuteczne rozwiązania i udoskonalali je w zadziwiającej konwergencji wysiłku - paradoksalnej, gdyż nad innowacjami pracowali i wzajemnie inspirowali się do nich oficerowie służący wrogim sobie władcom.

Karabin Sharpsa: szybkostrzelność i celność

Kluczową innowacją w opatentowanym w 1848 roku karabinie był zamek pozwalający strzelcowi oddać do pięciu strzałów na minutę. Mimo tego, że karabin nie przyjmował nabojów zintegrowanych, dawał kolosalna przewagę nad żołnierzami wykorzystującymi ładowane odprzodowo muszkiety. Ładowanie odtylcowe pozwalało obsługującemu broń utrzymać pozycję leżącą, dzięki czemu nie wystawiał się na strzały nieprzyjaciela.

Taktyka walki w linii i pojedynków kroczących ku sobie szeregów strzelców skazana była na szybkie odejście do lamusa. Kolejne miesiące wojny secesyjnej, toczonej w latach 1861-1865, to proces wypierania muszkietów i zastępowania ich karabinami odtylcowymi, w tym takimi strzelającymi pociskami minie. Był to proces bolesny dla obu stron, które musiały przejść bolesną i trudną drogę do tego, by uzmysłowić sobie, że szybkostrzelność karabinów odtylcowych i celność pocisków minie sprawiała, że frontalne szarże na skrytego za osłoną przeciwnika coraz częściej i coraz bardziej dobitnie zmieniały się dla szturmujących w akt zbiorowego samobójstwa.

Karabiny Sharpsa dzięki nowatorskiej konstrukcji zamka oraz gwintowaniu lufy oferowały nadzwyczajną celność. W języku angielskim pojawiło się używane do dziś słowo sharpshooters. Pierwotnie słowem tym nazywano tych żołnierzy, którzy wyposażeni w sharpsy mogli wykazać się celnością niemożliwą do uzyskania dla użytkowników innych karabinów. Sharpshooterzy byli zapowiedzią pojawienia się na polu walki snajperów, w tym wyposażonych w przyrządy optyczne, a nie tylko szczerbinkę i muszkę.

Idea pocisku Minié

Lufy zarówno muszkietów ładowanych odprzodowo jak i karabiny Sharpsa miały gwintowane lufy. Gwintowanie sprawia, że pociskowi przechodzącemu przez lufę nadawanych jest ruch obrotowy, co stabilizuje jego lot po opuszczeniu przewodu lufy. Dramatycznie wzrasta celność i zasięg strzału.

Ale ówcześni inżynierowie i głowiący się nad problemem oficerowie nie byli w stanie rozwiązać jednego problemu - dopasowania pocisku do lufy. Aby pocisk szybko załadować, powinien mieć on średnicę mniejszą od średnicy wewnętrznej lufy. Jeśli pocisk pasował idealnie, zatykał lufę i stawiał opór. Jeśli zaś stosować pocisk luźno pasujący do lufy, to gwintowanie przestawało działać, a karabin wykazywał niemożliwy do kontrolowania przez strzelca rozrzut. Problem stawał się być typu "albo rybki, albo akwarium" - albo szybkostrzelność albo celność

Rozwiązanie dylematu znalazł francuski szkoleniowiec Claude-Étienne Minié (1804-1879). W 1846 roku opracował on pocisk, który miał średnicę mniejszą od wewnętrznej średnicy lufy, jednak energia gazów eksplodującego ładunku miotającego sprawiała, że wklęsły tył pocisku pęczniał, przez co szczelnie wypełniał przewód lufy. Kule Minié wystrzeliwane przez muszkiety leciały dalej, szybciej i miały większą celność, a przy tym powodowały bardziej śmiertelne obrażenia.

Ryc. 1. Fragment oryginalnego schematu pocisku Minie

Przykład historyczny pierwszy. Bitwa pod Gettysburgiem

Przegrana przez konfederatów bitwa pod Gettysburgiem (lato 1863 roku) przyniosła im bezpowrotna utratę inicjatywy strategicznej i zdecydowanie odwróciła szale wojny na korzyść Unii. Dwa kolejne lata stały pod znakiem coraz wyraźniejszej i coraz bardziej deprymującej konfederatów przewagi materiałowej oraz przemysłowej Północy.

Ryc. 2. Mapa orientacyjna położenia stolicy Unii i miasteczka Gettysburg
Szarża Picketta

Generał konfederacki Robert E. Lee był dowódcą natchnionym, mającym pełny kontakt z realiami pola bitwy (patrz s. 326). A jednak to właśnie on trzeciego dnia bitwy wydał rozkaz, który przechylił ostatecznie szalę zwycięstwa na stronę Unii. Już przed realizacją rozkazu o przeprowadzeniu szarży na pozycje unii generałowie odpowiedzialni za jego wykonanie stwierdzali też, że atak jest niewykonalny.

Mimo tych wątpliwości ponad dwanaście tysięcy wyposażonych w muszkiety i karabiny żołnierzy Południa ruszyło na ukrytego na pozycjach obronnych wroga. Musieli oni przebyć otwarte, pozbawione drzew pole o szerokości 1200 metrów. Atakujący stali się łatwym celem dla artylerii polowej i piechoty nieprzyjaciela. Zostali odparci. Poniesione straty wynosiły horrendalne 50 procent.

Ryc. 3. Rekonstrukcja szarży Picketta w czasie obchodów 150 rocznicy bitwy w 2013 roku. W przeciwieństwie do rekonstrukcji odmalowanej w epizodzie serialu South Park, konfederaci tym razem zgodnie z uzgodnieniami przegrali. (Fot. symulujący odniesienie śmiertelnej rany współautor PP)

Po nieudanej szarży było jasne, że bitwa została przegrana. Żołnierze konfederacji wracali z wolna do punktów wyjściowych ataku, u stóp Grzbietu Seminaryjnego. Lee obawiał się, że nastąpi kontrofensywa unionistów i próbował zmienić te luźne grupy w dającą się kierować całość. Gdy natrafił na zrozpaczonego Picketta i nakazał mu zebranie jego dywizji, załamany generał odrzekł tylko: "Generale Lee, ja już nie mam dywizji".

Unijne kontrnatarcie nigdy nie nastąpiło. Armia Potomaku była wyczerpana i przetrzebiona trzydniowymi zmaganiami niewiele mniej niż konfederacka Armia Północnej Wirginii. Zdaj Dowodzący niebieskimi generał Meade cieszył się, że udało mu się utrzymać pole.

4 lipca walczący zawarli nieformalne zawieszenie broni, by pozbierać swych zabitych i rannych. Ale późniejsze wydarzenia pokazały, że był to punkt zwrotny wojny. Dokładnie tego samego dnia generał Ulysses Grant przyjął kapitulację garnizonu Vicksburga nad rzeką Missisipi. Zajęcie tego miasta przez Unię oznaczało, że terytoria konfederacji zostały rozcięte strategicznie na dwa odizolowane obszary. -

Praktyczne porady na wynos

A. Wojna generatorem innowacji

Konflikty zbrojne w oczywisty sposób są generatorami innowacji i postępu technologicznego. Przyczyniają się do tego prawidłowości opisane m.in. w nadzwyczajnie wartościowej książki War. What it is good for Iana Morrisa.

Technologie precyzyjnego wiercenia luf armatnich, doskonalone szczególnie intensywnie przez cały XIX wiek zostały wtórnie zaadaptowane do projektowania i konstrukcji cylindrów maszyn parowych. A więc intensywna, endemiczna wojna przyczyniła się do postępu technologicznego, ale także moralnego - i to w całkiem typowy sposób.

B. Refleks na poziomie taktycznym

Innowacje technologiczne na poziomie taktycznym potrafią wywołać kolosalne straty tej walczącej stronie, która nie doceni skutków zmiany. Efekt mogliśmy oglądać w trakcie zaostrzenia konfliktu między Azerbejdżanem i Armenią w 2020 roku. Zastosowane przez Azerbejdżan drony, otrzymywane od Turcji, dokonywały dramatycznej rzezi Armeńskich stanowisk artylerii i wśród pojazdów pancernych. Armeńska obrona przeciwlotnicza nie dysponowała środkami zwalczania dronów. W rezultacie morale żołnierzy silnie ucierpiało, a kampania została szybko przegrana. -

"Eagle Claw". Teheran 1980

Nieudana akcja odbicia zakładników

Tło geopolityczne i nowe potrzeby

Nasilający się terroryzm międzynarodowy w latach 70. XX wieku sprawił, że powstała potrzeba utworzenia nowych jednostek, wyspecjalizowanych między innymi w operacjach antyterrorystycznych. Głównym zadaniem takich jednostek specjalnych miało być uwalnianie zakładników. Szczególnie katastrofalna wizerunkowo nieudana akcja odbicia zakładników w czasie olimpiady w Monachium (1972) sprawiła, że praktycznie wszystkie potencjalnie zagrożone kraje rozpoczęły prace koncepcyjne na wielu szczeblach.

W armii amerykańskiej motywacją mającą przemożny wpływ na decyzję o utworzeniu nowych jednostek były zakończone spektakularnym sukcesem operacje uwolnienia zakładników przeprowadzone przez izraelskie i niemieckie siły specjalne, odpowiednio na lotnisku Entebbe (1976, s. 257) oraz w Mogadiszu (1977).

Ostatecznie nowa jednostka, nazwana Delta Force, już dwa lata po powstaniu musiała zmierzyć się z poważnym zadaniem - uwolnieniem zakładników przetrzymywanych na terenie amerykańskiej ambasady w Teheranie.

Cechy szczególne Delta Force

Jednostka ta została zaprojektowana na wzór brytyjskiej SAS w 1977 roku, co wynikało ze spostrzeżenia założyciela jednostki: Stany nie posiadały żadnego instrumentu zdolnego do realizacji zadań, do których powołano brytyjski wzorzec.

Przy szkoleniu nacisk kładzie się na orientację i poruszanie w terenie. Najciekawszą jednak cechą szczególną operatorów Delty jest ich specjalizacja taktyczna. Większość jednostek specjalnych za główny punkt programu ma zaskoczenie przeciwnika i przytłoczenie go przewagą siły ognia. Delta Force specjalizuje się w starannym zaplanowaniu skrytego podejścia i realizacji zadania zanim przeciwnik zorientuje się, że jego perymetr został spenetrowany.

Z uwagi na mniejszy nacisk na pracę zespołową, do Delty trafiają żołnierze o bardziej introwertycznej osobowości. W literaturze żartobliwie pisze się czasem, że operatorów tej jednostki w czasie wolnym znajdzie się częściej w jakimś cichym zakątku z książką w ręku niż w barze dokazujących z kolegami.

To, co Deltę odróżnia od innych jednostek specjalnych jest specjalizacja w akcjach polegających na uwalnianiu zakładników. Szczególny nacisk kładzie się więc na walk w ciasnych wnętrzach, zwłaszcza pokłady samolotów. Gdy zadanie wymaga oczyszczenia z wrogich sił budynku lub samolotu, grupa wyznaczona do akcji przechodzi próby w makietach, które w maksymalnie możliwy sposób replikujące rzeczywisty obiekt. Dzięki temu poruszanie się wewnątrz tego obiektu w czasie rzeczywistej akcji opiera się na pamięci mięśniowej, a więc jest istotnym parametrem sukcesu.

Delta była wykorzystana w czasie interwencji Waszyng- tonu w Grenadzie i Panamie. W jednostce służy obecnie około 1200 operatorów, a jej akcje objęte są klauzulą tajności.

Bezpośrednie tło akcji

11 lutego 1979 roku w wyniku rewolucji władzę w Iranie po dynastii Pahlawi, wspieranej przez Stany Zjednoczone, przejął reżim Ruhollaha Musawi Chomejniego. Ustanowiono Republikę Iranu. Cały ciąg powiązanych wydarzeń już w ich trakcie po stronie amerykańskiej uważano za spektakularną wpadkę i brak kompetencji wywiadu. Jednym z przejawów tych niedociągnięć było wysyłanie raportów o rozwoju wydarzeń za pomocą zwykłych depesz niskiego priorytetu, przez co nie zostały one w porę docenione przez osoby odpowiedzialne za inicjowanie istotnych zmian w faktycznie realizowanych przez Stany działaniach modyfikujących przebieg wydarzeń1.

Do eskalacji doszło 4 listopada 1979 roku. Grupa kilkuset Studentów Wiernych linii Imama (ang. "Moslem Student Followers of the Imam's Path") wtargnęło do ambasady z deklarowaną intencją zajęcia jej na 48 godzin. Protest wynikał z wcześniejszej o miesiąc decyzji Waszyngtonu o wpuszczeniu na teren USA obalonego szacha celem przeprowadzenia jego leczenia.

W kwestii tego czy i kto inspirował tą "spontaniczną akcję mamy do dziś wyłącznie niczym nie poparte spekulacje. Niemniej, sytuacja eskalowała. Łącznie niemal 3 tysiące osób wdarło się na teren amerykańskiej placówki. Już w pierwszych dniach jej okupacji odnaleziono dokumenty udowadniające kontakty liberalnych polityków irańskich z Amerykanami. Miało to przemożny wpływ na radykalizację postawy Irańczyków - zarówno zwykłych obywateli jak i władz. Uchwalona w następnym miesiącu konstytucja oddawała władz w ręce duchownych szyickich, w sposób radykalny skonfrontowanych ideologicznie z Ameryką.

W pierwszych minutach szturmu, jeszcze w dużym zamieszaniu i chaosie, najbardziej trzeźwym, ogarniętym i dobrze oceniającym sytuację kilku amerykańskim pracownikom udało się uciec z terenu placówki. W rezultacie zamieszek 53 zakładników zostało uwięzionych. Zaraz po tym ataku w USA przed ambasadą Iranu zebrał się kilku tysięczny tłum. Placówka stała się na krótko bodaj najlepiej chronionym miejscem w USA. Gdyby doszło do ataków fizycznych, mogło to doprowadzić do stworzenia śmiertelnego zagrożenia dla przetrzymywanych Amerykanów.

ATAK TERRORYSTYCZNY: Porada praktyczna dla CYWILA

UWAGA. Treść niniejszej ramki ma charakter wyłącznie poglądowy.

Pierwsze minuty w takich sytuacjach są kluczowe. Są one niepowtarzalną, najlepszą okazją do ucieczki. Zgodnie z najnowszymi wytycznymi opracowanymi przez CPTABW (Centrum Prewencji Terrorystycznej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego).

Uważaj Uciekaj Ukryj się Udaremnij atak

W ostatnich latach standardem jest szkolenie pracowników ambasad, konsulatów czy nawet dziennikarzy (korespondentów wojennych) jak maja się zachować w sytuacji stania się zakładnikiem: jak prawidłowo reagować na zagrożenia, jak dać sobie szansę na przeżycie, a nawet jak sobie samemu pomóc przy zranieniu

(samopomoc). W Polsce jest to kampania Społeczna 4U.

Są też dostępne różnego rodzaju poradniki na stornach RCB (Rządowe Centrum Bezpieczeństwa).

Ciekawostką kulturową jest to, że zdecydowana większość instrukcji dla potencjalnych ofiar służy ratowaniu ich własnego. Nie ma instrukcji, jak podjąć walkę z terrorystą. Przyczyną może być odpowiedzialność prawna podmiotu sporządzającego instrukcję. Sprawa ma jednak wpływ na planowanie akcji przez samych terrorystów. W sytuacji kulturowej, w której ludzie są warunkowani do postaw bierności i defetyzmu (brak stawiania oporu), terroryści są bardziej skłonni do rozważania akcji śmielszych i o większym rozmachu.

Dobrze pokazuje to film 15.17 do Paryża (2018, reż. Clint Eastwood). Bohaterowie wydarzeń, ale także filmu, być może pod wpływem postaci inspektora Calahana, bohatera serii filmów o Brudnym Harrym, stawili opór pojedynczemu, szczęśliwie samodzielnie działającemu terroryście, czym zapobiegli skutecznej realizacji jego planu zaatakowania pasażerów pociągu.

W okresie następującym po dramatycznych wydarzeniach strony toczyły skomplikowaną i chaotyczną dyplomatyczną grę. Jej częścią było m.in. wydalenie irańskich dyplomatów z USA zrealizowane 12 grudnia. W połowie stycznia Rada Bezpieczeństwa wydaje rezolucję dotyczącą nałożenia na Iran sankcji, jednak weto zgłasza Związek Sowiecki. 7 kwietnia następnego roku Stany zrywają stosunki dyplomatyczne z Iranem - po załamaniu się negocjacji między stronami.

Przestrzeń decyzyjna USA

Wojna w Iranie nie wchodziła w grę. W Waszyngtonie obawiano się, że stan wojny doprowadzi do osądzenia zakładników i skazania ich na śmieć. W pół roku po zajęciu ambasady amerykański prezydent Carter wprowadza na Iran sankcje. Zbigniew Brzeziński, doradzający wówczas amerykańskim decydentom, doradzał akcję zbrojną2. Carter mianował go koordynatorem akcji odbicia zakładników. Akcja zbrojna zdawała się nieunikniona zwłaszcza po tym jak powiodło się wykonanie serii zdjęć z wysłanego w rejon przetrzymywania zakładników samolotu wywiadowczego. Był to wyraźny zwrot biegu zdarzeń, gdyż uznano, że z dobrym rozpoznaniem akcja odbijania zakład- ników (akcja ratunkowa) może się udać.

Już natychmiast po zajęciu ambasady Brzeziński nakreślił ramy możliwej akcji, które współcześnie traktuje się za oczywistą listę parametrów w podobnych incydentach:

Zachować absolutną tajność wszystkich faz operacji. Zabezpieczyć życie zakładników. Zminimalizować zniszczenia oraz ofiary cywilne po stronie irańskiej. Zminimalizować wielkość zespołu planistycznego i grupy uderzeniowej.
Irańska przestrzeń decyzyjna

W Iranie bardzo szybko władze doszły do konkluzji, że los zakładników jest priorytetem dla prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zdecydowano się grać tą kartą. Wiedząc że wojna ze Stanami nie wchodzi w grę, zaczęto straszyć. Ogłoszono przygotowania publicznych egzekucji zakładników. Ba, urządzano nawet próbne akty wykonania wyroków.

Plan i jego wady koncepcyjne

W tamtym czasie wielu osobom wydawać się mogło że jeszcze bardzo młoda nowa formacja Delta Force była odpowiednio przygotowana do tego typu zadania. Problemem było szybkie wcielenie Delty w struktury innych sił niezbędnych do wsparcia i zabezpieczenia operacji nazwanej Eagle Claw. Był to element powołanych doraźnie jednostek z sił powietrznych i marynarki wojennej.

W przypadku helikopterów, uwzględniając prędkość przelotu na 120 mil/h i czas potrzebny na międzytankowania, określono czas dolotu na osiem godzin. Były to założenia nierealistyczne - założona prędkość była niemożliwa przy obciążeniu ładunkiem niezbędnym do realizacji misji. Dodatkowo, piloci nie mieli treningu i doświadczenia niezbędnego przy zakładanym profilu ich zadania.

Optymistycznie zakładano że sama operacja odbijania zakładników (akcja ratunkowa) potrwa około 2 godzin.

Przebieg misji (19-25 kwietnia 1980)

Planowana operacja miała trwać dwa dni. Podzielono ją na trzy fazy. Pierwsza to nocne wkroczenie na obszar przeciwnika oraz dolot do punktu zbornego o nazwie kodowej Desert One. Miało tam nastąpić uzupełnienie paliwa przez helikoptery oraz spotkanie z grupą uderzeniową przewożoną w transportowcach C-130. Po tankowaniu grupa uderzeniowa uda się na pozycję wyjściową w pobliżu przedmieść Teheranu, z którego rozpocząć się miała właściwa akcja.

Faza druga to odbicie zakładników. Grupa szturmowa miała dotrzeć do miejsca przetrzymywania zakładników transportem kołowym. Faza trzecia to ewakuacja helikopterowa uwolnionych zakładników oraz operatorów uczestniczących w akcji i uwalniania.

Amerykański lotniskowiec miał zbliżyć się do wybrzeża Iranu by mogły z niego wystartować śmigłowce i sześć samolotów transportowych z ciężkim sprzętem z bazy w Egipcie, po około 90 minutach miało nastąpić spotkanie obu grup w określonym punkcie około 50 mil od Teheranu.

W trakcie misji pojawiły się poważne incydenty związane z awariami maszyn. Niestety po pewnym czasie okazało się dwa śmigłowce musiały zawrócić na lotniskowiec (przyczyny techniczne). Chwilę później już na pustyni trzeci śmigłowiec zgłosił problemy techniczne. Podobny pech miały samoloty. Dwa z ośmiu samolotów zepsuły się, a pilot trzeciego podczas startu uderzył w stojącą obok maszynę.

O 19.05 czasu lokalnego helikoptery wystartowały z lotniskowca odległego ok. 140 mil od wybrzeża Iranu. Miały do przelecenia około 1100 kilometrów do Desert One. Założone parametry lotu (patrz sekcja końcowa) to prędkość 120 węzłów (220 km/h) i wysokość ok. 30 metrów nad poziomem gruntu (ang. AGL above ground level).

Komponent Sił Powietrznych, czyli sześć samolotów transportowych C-130 wiozące grupę szturmową i zapasy paliwa wystartowały z lotniska na omańskiej wyspie Masirah, w linii prostej ok. 500 km od wybrzeży Iranu.

Po wlocie nad stały ląd Amerykanów natychmiast zaczął prześladować pech. Jeden z ośmiu helikopterów doznał awarii wirnika i został porzucony na pustkowiu. Załoga przesiadła się do maszyny towarzyszącej.

Po przeleceniu nieco ponad 400 km eskadra wleciała w obszar pyłu podniesionego burzą piaskową, pierwszą z dwóch napotkanych. Widoczność spadła do około dwóch kilometrów. Z uwagi na nakaz ciszy radiowej, złamany tylko przez jednego pilota, eskadra utraciła spójność. Rozdzieliła się na pary maszyn docierające do punktu zbornego na własną rękę, wykonując ostatnie otrzymane rozkazy.

Dodatkowym zagrożeniem stało się pojawienie w rejonie Desert One irańskiej cysterny samochodowej. Została ona zniszczona, co przygodnie pomogło zagubionym w burzy helikopterom w odszukaniu miejsca przegrupowania. Po wszystkich tych perypetiach na lądowisku pojawiło się jedynie sześć z ośmiu helikopterów. Opóźnienie względem planu dolotu wynosiło 50-85 minut.

Choć nadal było dość czasu na dotarcie do drugiego lądowiska pod osłoną nocy, spiętrzenie problemów stało się zbyt duże. Awarii technicznej uległ kolejny helikopter. Na chwilę ich przebywania zaledwie w punkcie pierwszego międzylądowania zostało już ich ledwie pięć! Zarządzający Desert One pułkownik Sił Powietrznych Kyle ustalił w rozmowie z dowódcami eskadry śmigłowców i grupy szturmowej, że upakowanie niezbędnej do realizacji misji liczby operatorów do pięciu maszyn nie jest możliwe.

W obliczu tych brutalnych okoliczności pułkownik Beckwith, który dowodzi grupą szturmową, podjął decyzję o odwołaniu misji. Zaplanowana akcja w tym momencie nie mogła być kontynuowana z prostego powodu gdyż nawet gdyby udało się uwolnić zakładników, to i tak nie zabrano by ich w komplecie na pokład dostępnych sprawnych maszyn - sprawnych dopiero w pierwszym punkcie międzylądowania.

Już po zainicjowaniu wycofania się z terytorium Iranu nastąpiła katastrofa kosztująca ludzkie życia. Helikopter zdarzył się z samolotem transportowym C-130 wiozącym operatorów. W kolizji śmierć poniosło ośmiu operatorów. Ich ciała pozostawiono na miejscu - wraz z wrakami siedmiu helikopterów oraz jednego C-130.

Rezultat akcji

W czasie całej operacji ośmiu komandosów straciło życie. Akcję odbicia zakładników postanowiono przerwać, przez co amerykańscy urzędnicy pozostali w rękach obcych sił. Ciała amerykańskich żołnierzy władze irańskie wystawiły na pokaz 27 kwietnia. Ajatollah grzmiał w triumfie, że Amerykanów powstrzymała boska interwencja.

Konsekwencje wizerunkowe porażki

Operacja skompromitowała administrację prezydenta Cartera na arenie międzynarodowej. Na pustyni pozostawiono ciała ośmiu żołnierzy cztery śmigłowce, broń oraz ważne dokumenty. Duża ilość sprzętu pozostawiona na pustyni była twardym dowodem przeprowadzenia operacji i została odpowiednio nagłośniona przez stronę  irańską.

Strona irańska zareagowała błyskawicznie. Po nieudanej próbie odbicia zakładników przewieziono ich do kilku różnych miejsc, rozlokowanych we wzajemnym oddaleniu.

Przetrzymywani zakładnicy zostali zwolnieni dopiero w dniu zaprzysiężenia Ronalda Reagana na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Uznano to za próbę - kolejną - upokorzenia byłego już prezydenta Jimmy'ego Cartera przez ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego. Miało to miejsce 20 stycznia 1981 roku.

Wydarzenia przełomu lat 70. i 80. XX wieku ochłodziły stosunki między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Do dziś pozostają one napięte. Zerwanych w trakcie kryzysu stosunków dyplomatycznych nie przywrócono do dziś, a między krajami wciąż ma miejsce wiele napięć. Poziom wzajemnej nieufności i wrogości wzrósł jeszcze bardziej od objęcia urzędu prezydenta USA przez Donalda Trumpa i jego decyzji o wycofaniu Stanów Zjednoczonych z poro- zumienia nuklearnego.

Błędy popełnione na etapie przygotowania i planowania

Planiści, którzy prezentowali plan operacji najwyższym władzom (prezydentowi) deklarowali wysokość szans na powodzenie na 70 procent. Komisje po akcji oceniały je na 60 procent.

Poniżająca porażka operacji "Eagle Claw" stała się punktem zwrotnym dla całej machiny pracy amerykańskich jednostek specjalnych. Komisje stwierdzały wiele niedociągnięć i błędów koncepcyjnych w procedurach działania. Systematycznie i skrupulatnie je usuwano.

Stwierdzono, że błędem było przeprowadzenie ćwiczeń do operacji w odrębnych miejscach dla grupy szturmowej i załóg statków powietrznych. W rezultacie braku wspólnego przejścia fazy treningowej siła realizująca zadanie nie miała możliwości wykształcenia ducha wspólnej pracy (ang. espirit de corps). Brak zgrania był szczególnie istotnym czynnikiem zakłócającym dla załóg samolotów i śmigłowców. Załogi te przed właściwą akcją ani razu nie miały możliwości działania w ramach jednego zespołu.

Ta obniżająca zdolność realizacji misji okoliczność była pogłębiona przez prerogatywę zachowania ścisłej tajemnicy. Skutkiem było to, że dowódcy i piloci poszczególnych komponentów składu helikopterowego i samolotowego nie znali siebie nawzajem. Problemy z komunikacją i koor- dynacją dolotów na "Desert One" przypisano właśnie tym okolicznościom.

W rezultacie cały zespół nie miał ani jednej szansy pojawić się w jednym miejscu w takim składzie, jaki ruszył ku terytorium nieprzyjaciela. Piloci trenowali pod rygorem całkowitej ciszy radiowej, co było zasadniczo zbędne, a przy tym powodowało unieczynnienie kanałów przekazywania rozkazów i raportów zwrotnych oraz epizody utraty świadomości sytuacyjnej.

W czasie licznych dochodzeń wykryto też, że załogi nie były odpowiednio przeszkolone do operacji tankowania w trudnych warunkach (noc, burze piaskowe). Tankowań w warunkach polowych niektóre załogi nie przechodziły nigdy!

Dodatkowym błędem instytucjonalnym było to, że piloci trenowali na maszynach różniących się od tych użytych do misji. Faktycznie użyte w operacji maszyny przebazowano na USS "Nimitz" zaledwie cztery miesiące przed operacją. Przesiadka na maszyny innych modeli i serii produkcyjnych sprawiła, że załogi nie były należycie oswojone z historią konkretnych maszyn, parametrami ich zachowania w powietrzu - mimo tego, że były one w znakomitej kondycji technicznej. Przed właściwą akcją załogi mieli możliwość lotów na maszynach przeznaczonych do niej... jedynie raz. Istotą problemu było to, że maszyny należące do Sił Powietrznych i do Marynarki różniły się budową i funkcjonowaniem ich podsystemów.

Kolejną kwestią były procedury podtrzymania zdolności do lotów w przypadku helikopterów świeżo przebazowanych na lotniskowce. Ustalenia komisji śledczych wykazały, że mniejszą awaryjność maszyn w czasie operacji dałoby się osiągnąć, jeśli oficerowie zarządzający utrzymaniem technicznym maszyn stosowali przy selekcji maszyn do operacji kryterium w postaci historii ich dotychczasowej awaryjności. Tymczasem nikt o czymś tak wyrafinowanym, a w sumie oczywistym nie pomyślał.

Kryteria odwołania misji

Kryteria te okazały się w praktyce nierealistyczne. Wyli- czono je na siedem maszyn przekraczających linię brzegową Iranu, sześć startujących z "Desert One" i pięć obsługujących właściwą akcję zbrojną. Ewakuowani zakładnicy i grupa szturmowa mogła pomieścić się w czterech.

Wyliczona w fazie planowania ilość helikopterów (osiem) była więc od samego początku za mała. Wynika to ze znanej już w fazie planowania statystyki usterek mechanicznych w helikopterach należących do floty, a wynoszącej 74 procent. Możliwość bezawaryjnej realizacji całej misji, wynikająca z powyższych statystyk wynosiła zaledwie siedemnaście procent! Major C.E. Holzworth, autor cytowanego powyżej opracowania, stwierdza wprost, że w obliczu tych twardych liczb decyzja planistyczna użycia zaledwie ośmiu helikopterów była po prostu nieracjonalna!

Brak rozpoznania warunków pogodowych

Rozpętała się burza piaskowa której nikt wcześniej nie przewidział. Co było gwoździem do trumny dla całej misternie zaplanowanej operacji która planowano około ośmiu miesięcy przy pomocy najlepszych ekspertów. Konsekwencją piaskowej burzy było zderzenie śmigłowców oraz zderzenie śmigłowca z jednym z samolotów, pojawiły się pierwsze osoby zabite i ranne.

Rezultaty i wnioski

Amerykanie na poziomie instytucjonalnym przyjęli odpowiedzialność za porażkę w sposób godny najwyższego szacunku. Nauki i nauczki, jakie przyszło im dotkliwie przyjąć, stały się początkiem radykalnych i fundamentalnych zmian w organizacji całych sił zbrojnych. Początkiem zmian było utworzenie Special Operations Review Group, która miała zbadać przebieg operacji "Eagle Claw" już w maju 1980 roku.

Analizując plany i przygotowania, stwierdzono oczywiście nieuzasadnione przekonanie o bezawaryjności helikopterów RH-53D. Ich faktyczna bezawaryjność w czasie pojedynczych misji została dodatkowo naruszona przez burze piaskowe. Stwierdzono też nieistnienie doktryny wspólnego planowania operacji przez rozmaite rodzaje broni (siły specjalne, Siły Powietrzne, Marines). Taka separacja funkcjonowania w fazie treningu (ang. compartmentalization) była powszechną praktyką nawet w fazie planowania. Każdy element, należący do innego rodzaju broni, mia więc tendencję do działania w swoim własnym obrębie. Wszystkie skutki tego nieistnienia zdolności do synchronizacji i zgrania organizacyjnego rozmaitych jednostek objawiły się w trakcie feralnej operacji.

Stwierdzono, że dotychczas stosowane przy planowaniu wszelkich operacji wytyczne ograniczały potencjał koncepcyjny osób planujących. Problem przejawiał się przede wszystkim w aspekcie planowania. Ciekawym szczegółem odkrytym w czasie śledztwa były też patologie związane z przekazywaniem wiedzy o operacji pomiędzy następującymi po sobie "pokoleniami" rotującego personelu odpowiedzialnego za sporządzanie planów misji. Restrykcje zapewniające bezpieczeństwo informacji po prostu zrywały łańcuch przekazywania niezbędnej do pracy wiedzy. Mniej zaskakującym szczegółem było to, że gotowy plan misji nie został skonfrontowany z chłodnymi głowami niezależnego zespołu, który pracowałby z dystansem emocjonalnym i z rezerwą. W raporcie grupy śledczej stwierdzono, że oczywisty błąd z oceną niezawodności helikopterów typu użytego do akcji byłby przez tak zespół beta-testerów z całą pewnością odkryty.

Co ciekawe, sama grupa śledcza popełniała błędy koncepcyjne. W raporcie błędnie stwierdzono, że trening był wystarczający. Wniosek ten był nieuzasadniony, gdyż w okresie w którym uczestnicy przyszłej akcji trenowali nie istniały praktyki połączonych operacji.

Należycie jednak rozpoznano nieadekwatność treningu tankowania w warunkach polowych. W czasie ćwiczeń do misji nie praktykowano osobistego briefingu i debriefingu, a piloci nie mieli możliwości należytego oswojenia się ze statkami powietrznymi, które użyto w rzeczywistej akcji.

Wywiad i rozpoznanie

W sferze pozyskiwania danych wywiadowczych oraz w obiegu informacji niezbędnych do realizacji misji (zbudowania świadomości sytuacyjnej) stwierdzono bardzo podobne dysfunkcje organizacyjne oraz przeszkody administracyjne. Planiści misji nie dostali pozwolenia na dostęp do wszystkich agencji pozyskujących dane o przeciwniku. Kryterium dostępu w postaci dochowania tajności było dochowanie tajemnicy, a nie zwiększenie szans na sukces operacji.

Grupa zadaniowa orzekła, że przed operacją należało powołać wydzieloną, dedykowaną grupę zadaniową odpowiedzialną za pozyskanie danych wywiadowczych potrzebnych do osiągnięcia sukcesu. W czasie realizacji przygotowań do "Eagle Claw" doszło do tego, że dane pozyskiwano w sposób nieuporządkowany informacyjnie. Zbiór pozyskanych informacji był nie tylko dziurawy. Osoby odpowiedzialne za jego generowanie nie miały wręcz możliwości wykorzysta pełnego potencjału swoich możliwości przetwarzania danych w użyteczny dla grupy szturmowej obraz mentalny celu jej akcji. Inaczej: nie udało się sprzęgnąć osób pracujących nad zadaniem w spójny i zgrany zespół, energetyzowany zdolnością do dostarczania sobie nawzajem elementów układanki.

Podsumowanie

We wnioskach końcowych komisja zarekomendowała utworzenie Centrum Operacyjnego ds. Antyterroryzmu (Counter Terrorist Task Force) oraz zatrudnienie weteranów podobnych misji jako dodatkowej siły doradczej. Za jedno z kluczowych uchybień uznano brak pojedynczej, centralnej struktury dowodzenia (ang. unity of command).

Ogółem, porażka operacji irańskiej wyszła całym siłom zbrojnym Stanów Zjednoczonych na dobre. Reformy zrealizowane na podstawie analiz błędów i dysfunkcji instytucjonalnych były wręcz rewolucyjne. I za tą korekcyjną fazę całej sprawy realizatorom reform należy się piątka z plusem. -

Praktyczne porady na wynos

A. Lekcje na przyszłość:

Porażka operacji Eagle Claw wyraźnie dowiodła, że nie można planować i prowadzić operacji specjalnych siłami wyznaczonymi do operacji doraźnie, niemającymi stałego dowództwa, wspólnych, przetrenowanych procedur oraz spójnego systemu dowodzenia i niezbędnego wsparcia wywiadowczego. Dodatkowo niezbędne jest szkolenie specjalistyczne personelu przebywającego/pracującego  w takich miejscach (szkolenia antynapadowe, sytuacja zasadnicza czy też jak reagować w akcji uwalniania zakładników).

B. Uczymy się na błędach

Paradoksalnie, to właśnie dzięki fiasku tej operacji wojska specjalne USA przeszły reformę której symbolami było powołanie 160th SOAR (Special Operations Aviation Regiment) "Night Stalkers" (pułku lotniczego dedykowanego do operacji specjalnych) i dowództwa połączonego wojsk specjalnych SOCOM (Special Operations COMmand). -

1 Dziś możemy zapoznać się z materiałami źródłowymi na ten temat - udostępniono je w ramach Freedom of Information Act. Patrz State Department, Bureau of Intelligence and Research, Report No. 704, "The Future of Iran: Implications for the US," Secret, January 28, 1977.

2 Major C.E. Holzworth USMC, Operation Eagle Claw: A Catalyst for Change in the American Military https://www.globalsecurity.org/military/library/report/1997/Holzworth.htm [dostęp: 2023.06.12].

Wypad Hamasu (2023)

Sprytne zagrywki i błędy planowania stron w przededniu i w trakcie starcia

Konflikt o faktyczne posiadanie i moralne prawo do zasiedlenia terenów Palestyny nie ma rozwiązania, które by usatysfakcjonowało obie strony jednocześnie. Walczą one o przetrwanie w konflikcie o sumie zerowej. Stan ten pogłębia reguła ludzkiej natury regulująca sferę odstraszania przeciwnika. Strona, która ustąpi, będzie postrzegana jako słaba, a więc podatna na atak i wymuszenia. Tak w największym i upraszczającym skrócie można zarysować sytuację konfrontacji państwa Izrael z Palestyńczykami i organizacją Hamas zamkniętą w Strefie Gazy.1

Strefa Gazy i jej izolacja od Izraela

Gaza powstała w 1949 roku jako produkt ówczesnego zawieszenia broni Izraela i Egiptu. Jej populacja wynosiła wtedy 280 tys. ludzi. Dziś populacja wzrosła do około dwóch milionów.

Ryc. 1. Uproszczona mapa Strefy Gazy

Gaza jest ściśle odizolowana od terytorium izraelskiego, przez infrastrukturę graniczną. Od strony lądu jest to mur wysoki na ponad sześć metrów o nieujawnionej głębokości, umocnionego systemem wieżyczek obserwacyjnych i strzeleckich. Strefa graniczna jest patrolowana i obserwowana przez ludzi i system nadzoru elektronicznego. Naszpikowany sensorami mur jest barierą dla olbrzymiej sieci podziemnych tuneli, które przekopali m.in. rezydujący w Strefie Hamasowcy celem infiltracji terytorium Izraela. Od strony wnętrza Gazy obowiązuje pas zakazu wstępu o szerokości stu metrów, rozszerzoną o kolejne dwieście metrów dostępne wyłącznie dla czynności uprawy roślin.

Dostęp do Gazy od strony morza jest rygorystycznie strzeżony przez marynarkę wojenną Izraela. Wyłącznie ograniczona działalność rybacka jest dozwolona. Lotnictwo Izraela roztacza parasol bezpieczeństwa nad całą strefą a obecnie, od 2001 roku, międzynarodowy port lotniczy obsługujący wcześniej Strefę, został zamknięty. Ruch cywilny przez przejścia graniczne jest silnie ograniczony, a przy tym osoby opuszczające strefę w celach medycznych i innych są często zmuszane do podjęcia pracy dla wywiadu Izraelskiego.

Tunele Hamasu w Strefie Gazy

Bojownicy wyposażeni w nowoczesne granatniki przeciwpancerne i być może prymitywne, ale skuteczne drony z ładunkami wybuchowymi. Potężna sieć tuneli podziemnych szacowana nawet na 500 km długości. Głębokość miejscami sięgająca nawet od 30 metrów (nie do zniszczenia przez bombardowania) tam mają swoje zapasy amunicji, żywności, wody, tam produkują amunicję, są usytuowane szpitale polowe, centra dowodzenia. Tunele są zabezpieczone, zamaskowane z możliwością odcięcia zasypania poszczególnych odcinków w przypadku gdyba tam ktoś się chciał zapuścić lub wtłoczyć gaz.

W wielu miejscach z takich tuneli można szybko wyjść na zewnątrz, oddać kilka strzałów z moździerzy, granatnika (granatniki NLAW) lub broni maszynowej i ponownie się ukryć, znikając pod powierzchnia ziemi.

Tunele o przeznaczeniu militarnym kopano od zawsze. Wszelkie oblężenia fortyfikacji w czasach historycznych to nieodłączna wielka wojna na podkopy i kontr-podkopy oraz wyrafinowane urządzenia i taktyki ich wykrywania i likwidowania. Wystarczy przypomnieć sobie naszego Pana Wołodyjowskiego" i to, że Turcy też kopali tunele, żeby wysadzić zamek w Kamieńcu. To nie jest fikcja literacka. Powstańcy warszawscy również zeszli do kanałów. Wykorzystywali je do przenoszenia rannych, ewakuacji oddziałów czy po to, aby utrzymywać łączność między odciętymi i brutalnie pacyfikowanymi dzielnicami miasta.

Wojna w Wietnamie to osobny epizod. Do niszczenia rozległych podziemnych baz i miast Amerykanie powołali do życia jednostki Tunnel Rats. Podobne jednostki mają także Izraelczycy. Współcześnie od kilku lat elitarne jednostki specjalne inicjują szkolenia walki w tunelach rozmaitych typów i przeznaczenia. Szczegóły tych szkoleń nie przedostają się na zewnątrz.

Ostrzały rakietowe

Są one idealną ilustracją skomplikowanej gry wizerunkowej. Bojownicy Hamasu wykorzystują dostawy cywilne i elementy już istniejącej infrastruktury - rury kanalizacyjne, nawozy azotowe itp.2 - do konstruowania domowej roboty rakiet niekierowanych. Jedna może kosztować zaledwie 600 USD, podczas gdy antyrakieta izraelskiego systemu Żelaznej Kopuły kosztuje do 100 tysięcy USD. W rezultacie Hamas może minimalnym kosztem drenować zasoby IDF.

Atak 7 października 2023

Pierwszą fazą działań Hamasu był zmasowany atak rakietowy, rozpoczęty o godzinie 6.30 rano. Ocenia się, że salwy wystrzelonych w kierunku izraelskich miast rakiet składały się z około dwóch do trzech tysięcy rakiet. Przeładowało to obronę antyrakietową i doprowadziło do licznych ofiar cywilnych.

Drugą fazą był atak za pomocą cywilnych dronów na wieże obserwacyjne na granicy. Oślepiło to system obserwacyjny i zneutralizowało bronie automatyczne i zdalnie sterowane.

Wtedy oddziały bojowników przedostały się na teren Izraela ponad murem za pomocą wyposażonych w silniki paralotni. Zaraz po nich inne grupy, poruszające się na motocyklach, dokonały za pomocą małych ładunków wybu- chowych wąskich wyłomów w murze obronnym. Szybko wyłomy rozszerzone zostały przez buldożery. Grupy na motocyklach zdołały zaatakować izraelskie placówki wojskowe uzyskując całkowite zaskoczenie ich załóg. Szacuje się, że około tysiąca bojowników Hamasu wniknęło na terytorium Izraela by siać chaos, terror i zniszczenie oraz porywać zakładników.

Skuteczne posunięcia Hamasu
Planowanie ataku nie zostało wykryte przez służby wywiadowcze Izraela. Świadczy to o wysokiej kulturze bezpieczeństwa informacyjnego. Atak przeprowadzono w sobotę, a więc w odpowiednik naszej niedzieli. Opóźniło to mobilizację izraelskich służb mundurowych. Atak przeprowadzono równocześnie na ok. pięćdziesiąt (oświadczenie Hamasu) różnych celów, co zmniejszało zdolność reagowania IDF, zwłaszcza w obliczu tego że pierwsze akcje miały na celu zniszczenie instalacji informacyjnej i komunikacji. Dodatkowo, niedawne intensyfikacje przemocy na Zachodnim Brzegu sprawiły, że personel IDF wokół Strefy Gazy był uszczuplony. Co więcej, niektóre placówki nie wystawiały nawet wart i nie obsadzały posterunków obserwacyjnych. Opublikowane nagrania samych bojowników Hamasu pokazują, że mieli oni na sobie umundurowanie i kamuflaże hełmów bardzo podobne do tych noszonych prze żołnierzy IDF. (Częściowe domniemanie) Hamas propagował "fałszywki" w swoich kanałach przepływu informacji, symulując swoją bezradność wobec zabezpieczeń granicznych. Decydenci izraelscy uznali błędnie, że brak skutecznych akcji przeciw umocnieniom na granicy Gazy wynika z jego skuteczności. W rzeczywistości wynikał z braku podejmowania faktycznych prób. Najbardziej mistrzowskim posunięciem Hamasu była jednak akcja "spamowania" własnych kanałów komunikacyjnych. Przez bardzo długi okres czasu system wymiany informacji był używany przez bojowników Hamasu do prowadzenia licznych, całkowicie niezwiązanych z działalnością bojową rozmów telefonicznych o byle czym. W rezultacie w IDF podjęto decyzję o zaprzestaniu nasłuchu, który angażował personel i był kosztowny. W dniu ataku doprowadziło to do tego, że Hamas nagle wykorzystał bezpieczne dla siebie elektroniczne środki komunikacji, wiedząc, że IDF nie prowadzi operacji pozyskiwania z nich swojej świadomości sytuacyjnej. Efektem było to, że Hamasowcy w większości atakowanych osiedli mogli przez około cztery godziny zabijać cywili i wycofać się własną decyzją, a nie uciekając przed kontratakiem. Wydzielony oddział Hamasu w błyskawicznej akcji opanował placówkę dowodzenia IDF, która obsługiwała południową część Strefy. Armia nie miała więc możliwości koordynowania kontrakcji ani udrożnienia komunikacji między siłami IDF w rejonie. Plan zakładał zabicie jak największej ilości osób - żołnierzy oraz ludności cywilnej oraz pojmanie zakładników i transport na teren Gazy. Schwytani posłużą jako żywe tarcze, element negocjacji. Hamas z pewnością - umiejętnie wykorzysta aspekty psy- chologiczne tej sytuacji. Akcja odbicia zakładników jest niemożliwa, o czym wspomnieliśmy wcześniej. Jeśli przetrzymywani są wciąż w samej Gazie, to na pewno w olbrzymiej ilości kryjówek. Ryc. 2. Kadr z materiału szkoleniowego Hamasu. Motocyklista przedostaje się przez makietę uszkodzonego płotu granicznego. (fot. Hamas)
Błędy i niedociągnięcia po stronie IDF oraz słabości "systemowe
Służby wywiadowcze zlekceważyły widoczne gołym okiem operacje treningowe, w tym loty moto- -paralotniowe realizowane w czasie przygotowań w biały dzień. Przygotowania były filmowane, a na- grania używano w materiałach propagandowych i treningowych.3 Hamas skonstruował nawet makietę typowego izraelskiego osiedla, w którym bojownicy ćwiczyli atak i walkę. To, co wywiad Izraela uznał za pozowanie, było w rzeczywistości mistrzowską realizacją bodaj najbardziej filozoficznie wyrafinowanego z chińskich, słynnych 36 forteli: "Zamień miejscami prawdę i fałsz".4 Na makietach ćwiczono pamięć mięśniową - to standardowa technika w jednostkach specjalnych. Metodyczność przygotowań pokazuje jak bardzo byli zdeterminowani atakujący. Zdaniem obu współautorów tomu Hamas otrzymał zewnętrzną pomoc w planowaniu, ćwiczeniach, gromadzeniu uzbrojenia, tworzeniu własnych możliwości produkcji uzbrojenia. Ktoś dostarczył drony, wyrzutnie rakiet i wszystko inne. To potworna, ciężka praca logistyczna i to zrealizowana w ścisłej konspi- racji. To, że tych wielomiesięcznych przygotowań strona izraelska nie namierzyła, jest szokujące. Skuteczność instalacji obronnych na granicy Strefy została zneutralizowana relatywnie prosto, dowodząc że jej faktyczna skuteczność ma się nijak do postrzeganej w obliczu dobrze przemyślanego ataku. Przy granicy zorganizowano duża imprezę masową która nie była nawet w żaden sposób zabezpieczona. Zdaniem AK to ta okoliczność zdecydowała o godzinie i miejscach przeprowadzenia ataku. Swoje ultranowoczesne systemy obronne Izrael kieruje przeciw przeciwnikowi działającemu na skraj- nie prymitywnym poziomie najprostszych możliwych broni z "poprzedniej epoki". W takiej sytuacji Hamas uzyskuje znaną z traktatu Sztuka wojny Bezforemność5 w tym sensie, że ultranowoczesne izraelskie środki rażenia nie mają zdolności odróżniania cywili od bojowników, co czyni je w niektórych sytuacjach bezużytecznymi. Jednym z ważniejszych zarzutów, które można skierować w stronę polityki izraelskiej jest to, że decydenci zdali się uwierzyć w okazywaną przez Hamas chęć deeskalacji konfliktu. Sprowokowało to poluzowanie ścisłej kontroli przepływu ludzi i zwiększenie ilości mieszkańców Gazy do przekraczania granicy celem udania się do pracy na terytorium Izraela. Przez ostatnie dwa lata Hamas powstrzymywał się od ataków, a Izrael pozwalał "gastarbeiterom" na dorabianie poza Strefą. Hamas symulował też skupienie się na problemie finansowania swojej działalności. Atak z 7 października pokazał, że Izraelczycy dali się w spektakularny wręcz sposób wywieźć w pole. Powyższe ma to związek z wręcz doskonałym przygotowanie wywiadowczym całej akcji. Jej uczestnicy dysponowali aktualnymi i szczegółowymi informacjami o lokalizacji i stanie osiedli cywilnych i placówek wojskowych w sąsiedztwie Strefy Gazy. Właśnie ta wiedza sprawiła, że atakujący mieli kolosalną przewagę w zakresie tego co i gdzie się dzieje.

Podsumowanie i znaczenie strategiczne oraz geopolityczne ataku

Kluczową siłą Hamasu oraz sił i interesów, które tę organizację wspierają, jest wola kontynuowania walki - morale. To właśnie ten parametr jest całkowicie odporny na oddziaływanie kosztownych, ultranowoczesnych systemów uzbrojenia. Morale osób walczących o własną wolność wykuwane jest za pomocą czynników duchowych i bardzo często jest efektem skomplikowanej inżynierii społecznej, planowanej przez mistrzów w swoim fachu.

To właśnie w tej niematerialnej i nieuchwytnej sferze Hamas uzyskał wręcz spektakularne zwycięstwo nad Izraelem. Pokazał światu i potencjalnym rekrutom, że dobrze przeprowadzona akcja może zagrozić egzystencji Izraela. Propagandową emanacją tej wizji jest powtarzane w propagandzie palestyńskiej niczym mantra hasło "Palestine will be free, from the river to the sea".6

Pamiętajmy przy tym, że bojownicy są dobrze wyposażeni i mają niesamowity motywator - walczą za swoje rodziny. To twardzi, zaprawieni w walce bojownicy. Szkoleni są przez Irańczyków z Korpusu Strażników Rewolucji, a być może także Rosjan z Grupy Wagnera.

"Kim są, sprawdzi się później" (PP)

Zasadniczo ograniczona w skali akcja Hamasu ma wręcz nadzwyczajne przełożenie na sytuację geopolityczną. Postawieni pod ścianą Palestyńczycy w Strefie Gazy pokazali, że świat arabski i diaspory arabskie (a przede wszystkim palestyńskie) są znaczną siłą mogącą organizować protesty i wpływać w ten pośredni sposób na przebieg konfliktu między Izraelem i Hamasem.

Najciekawszym aspektem jest postulowana rola Rosji. Rosyjska Grupa Wagnera niemal na pewno szkoliła i doradzała Hamasowi. Niezależnie, rozjątrzenie konfliktu na Bliskim Wschodzie jest dla Rosji znakomitym sposobem osłabienia uwagi Zachodu skierowanej w stronę Ukrainy. Niezależnie, migracja osób pochodzenia żydowskiego z Rosji do Izraela mogła być dla Kremla okazją do przemycenia agentów wpływu do sfer decydenckich żydowskiego państwa.

Przede wszystkim jednak protesty antyizraelskie organizowane w krajach Zachodu, w tym w sąsiadujących z Polską Niemczech pokazały, że diaspory arabskie mają coraz większą siłę, mogącą zagrozić stabilności procesu demokratycznego - mówiąc oględnie. W trakcie demonstracji poparcia dla Hamasu w Niemczech pojawiły się flagi Państwa Islamskiego, Talibów i innych ugrupowań niekoniecznie bezpośrednio powiązanych z cierpieniem cywilów w Gazie. I ten dopiero impuls dotarł szczęśliwie do elit Zachodu. Zakwestionowano politykę ściągania migrantów ze stref wojennych na ślepo. -

1 Więcej: P. Plebaniak, Prawidła geopolitycznej gry o przetrwanie, Chiron, Kraków 2023.

2 Hamas wtapia się w codzienne funkcjonowanie cywilów na wiele sposobów, z których najbardziej znanym jest prowadzenie ostrzałów rakietowych z obszarów mieszkalnych. Stawia to IDF przed dylematem. Ostrzał odwetowy powoduje straty cywilne, a więc jest wizerunkowo szkodliwy dla Izraela.

3 Tu należy wspomnieć o hipotezach "spiskowych", obecnych w debatach od 2022 roku, czyli czasu, w którym m.in. zaobserwowano wzrost nasycenia strefy Gazy nowoczesną bronią strzelecką, czemu działania izraelskie nie potrafiły skutecznie przeciwdziałać. Samooślepienie służb wywiadowczych IDF ma być wedle hipotez działaniem celowym, mającym dać Hamasowi szansę na skuteczny atak, a Izraelowi rację moralną na forum światowej opinii do wypędzenia kłopotliwych Palestyńczyków ze Strefy Gazy. (PP)

4 P. Plebaniak, 36 forteli, Zysk i S-ka 2018, s. 253-254. Fortel celebrowany jest jako cytat ze starożytnej powieści Sen czerwonego pawilonu, słowami "Gdy fałsz udaje prawdę, prawda też wygląda jak fałsz.

5 P. Plebaniak, Sun Zi i jego Sztuka wojny, Chiron, Kraków 2023, s. 92 oraz w tejże pozycji esej T. Formickiego pt. Bezforemność, s. 339.

6 Pol. Palestyna będzie wolna - od rzeki do morza. Hasło to implikuje, że celem strategicznym Hamasu jest zniszczenie państwa Izrael. Innymi słowy, co już powtarzałem, obie strony toczą bezpardonowy bój o przetrwanie.

Błogosławiona wojna

Wstęp-wizja tomu

I. Armia jako antykruchy homeostat

Czym są armie i ich konfrontacje?

Ta książka jest studium zdolności organizacji militarnych do dostrajania do środowiska oraz uczenia się - zwłaszcza poprzez kopiowanie skutecznych metod oddziaływania bojowego od przeciwnika. Książka jest też repozytorium przykładów dobrych i złych praktyk w dowodzeniu i planowaniu akcji wojskowych.

Najogólniej, armia to narzędzie przemocy w rękach źródła woli politycznej i geopolitycznej. Armia to narzędzie narzucania woli innym oraz instrument zabezpieczający własne przetrwanie. Wódz, władca lub rząd używają armii do zniszczenia podobnych narzędzi w dyspozycji swoich przeciwników - zwykle konkurentów chcących uzyskać dostęp tych samych zasobów materialnych.

Zwykle konfrontacja dwóch woli geopolitycznych za pomocą działań militarnych (armii) to gra o sumie zerowej, tj. taka, w której zysk jednej strony następuje kosztem drugiej. W wersji minimum takiej wizji przynajmniej jedna ze stron postrzega konflikt w takich właśnie kategoriach, co staje się siłą napędową konfliktu między stronami, eskalującą go do poziomu wojny.

Każda armia, zarówno w rozumieniu sił zbrojnych danego państwa lub armii sunącej na spotkanie nieprzyjaciela, jest homeostatem: przetwarza zasoby na osiągnięcie zwycięstwa. Przetwarza energię i inne zasoby na zdolność oddziaływania i przetrwania własnego, i państwa, którego trwanie zabezpiecza. Ale armia, a ogólnie jednostki wojskowe traktowane jako homeostaty mają inną cechę: ulepszają proces podejmowania decyzji i uczą się. Armia oraz każda wydzielona z niej jednostka organizacyjna to przede wszystkim zorganizowane zbiorowisko ludzi realizujące jasno zdefiniowane zadania. Sukces takich kooperujących grup ludzkich sprowadza się w swojej istocie do rozwiązania jakiegoś problemu.

Zdolność uczenia się to zdolność nabywania nowych umiejętności i wdrażania innowacyjnych instrumentów oddziaływania. To zdolność dostosowania się do oddziaływań przeciwnika tak, aby jego skuteczność lub inwencja została zniwelowana. Tak pojmowana zdolność uczenia się w swoim najgłębszym, filozoficznym niemal sensie jest zdolnością generowania antykruchości.

Antykruchość (definicja)

W kontekście ewolucji kulturowej na poziomie społecz- ności ludzkich, kluczem, by podsumować koncepcję antykruchości, była i jest zdolność do kolektywnego uczenia się zachowań prowadzących do przetrwania. Jeśli Czytelnik chciałby pełniej zrozumieć tak zarysowaną filozofię wojny, odsyłam go do lektury czterech książek, których główne, wręcz rewolucyjne idee omawiam w Siłach psychohistorii. Wizje zawarte w owym tomie są kompilacją spostrzeżeń o nadzwyczajnej wadze dla rozumienia zarówno wojny i natury ludzkiej, jak i wszelkiej działalności państwo- i imperiotwórczej. Wypracowali je wybitni antropolodzy, prymatolodzy, psycholodzy, socjolodzy oraz mistrzowie prowadzenia wojen, badający ewolucję gatunku homo sapiens - nie tylko biologiczną, ale i kulturową. Bez tego fundamentu koncepcyjnego - przekonałem się na własnej skórze - nie ma i co marzyć o zrozumieniu tego, czym jest wojna i jak należy wojny i bitwy wygrywać.

Pierwsza z polecanych książek to Ultrasociety Petera Turchina, o podtytule który niemal wystarczy za lekturę samej książki: "Jak dziesięć tysięcy lat wojny uczyniło ludzi najskuteczniejszymi kooperatorami na Ziemi". Drugą jest tegoż autora Wojna i pokój, i wojna. Autor opisuje w niej mechanizm cykliczności wzrostów i upadków imperiów, mocarstw oraz narodów. Nieuchronne wzrastanie ku wielkości i równie nieuchronny upadek wykuwane są w zaklętym cyklu generowania spójności społecznej. Istotą tej spójności jest wedle autora wymuszona indoktrynacją (procesem socjalizacji), obyczajowością i presją do kolektywnego przetrwania zdolność jednostek do samopoświęcania się dla dobra kolektywnego.

Dopełnieniem tej "apoteozy wojny" jest książka Iana Morrisa War! What is it Good For? (pol. "Wojna! Do czego jest dobra?"). Ostatnią pozycją dopełniającą ten nieco eklektyczny pakiet wizji jest The WEIRD-est People in the World antropologa Josepha Henricha. Opierając się na tytanicznej pracy własnego międzynarodowego zbioru współbadaczy, Henrich w wizjonerski sposób opisuje fascy- nujące konsekwencje nietypowego przebiegu podwójnej ewolucji kulturowej i genetycznej, jaka ukształtowała m.in. zdolność do kooperacji i ultrakooperacji u Europejczyków, ale także mieszkańców innych zakątków ziemi. Centralną ideą, tkanką wizji Henricha, jest ta sfera naszego oprogramowania kulturowego, które odpowiada za zdolność homo sapiens do ultrakooperacji (patrz dalej).

Dopiero na fundamencie wizji i idei zawartych w powyższych czterech dziełach można w użyteczny sposób przywołać koncepcję kluczową dla niniejszej książki - antykruchość. To cecha systemów złożonych (ang. complex systems), a przede wszystkim homeostatów, a więc m.in. organizmów biologicznych czy państw. Cecha ta to zdolność "uczenia się", tj. wytwarzania odporności na czynniki destrukcyjne. Koncepcja została ukuta przez Nassima Taleba na użytek jego książki o tymże tytule1. Posługując się przykładem samego Taleba, porcelanowa filiżanka, uderzona młotkiem, rozpadnie się na drobne kawałki - jest krucha. Kubek stalowy pod tym samym działaniem odkształci się, a gumowy - wróci do poprzedniego kształtu. Te dwa ostatnie są po prostu odporne (ang. resilient).

Systemy antykruche (ang. antifragile) są zdolne do czegoś jeszcze innego: czynnik destrukcyjny sprawia, że wytwarzają one odporność na kolejne oddziaływania tego czynnika. Do tego służy zwierzętom układ immunologiczny, a współczesnym ludziom szczepionki. Społecznościom ludzkim poddanym koewolucji kulturowo-genetycznej - adaptacja nowych wzorców zachowań (norm prawnych, obyczajowości, metod motywowania) służy do generowania zdolności przetrwania. Przetrwania kolektywnego.

Zasada działania czynników takich jak szczepionki i łagodnie przechodzone choroby (o niskiej szkodliwości) polega na indukowaniu odporności na toksyny lub mikroorganizmy chorobotwórcze. Odnosząc się do idei Turchina, wojny sprawiają, że organizacja społeczna staje się odporna na czynniki destrukcyjne. Nabywają tę zdolność przez wytworzenie obyczajowości, mentalności czy instytucji regulujących życie społeczne. Ich adaptacja do czynników destrukcyjnych zwiększa spójność społeczną, zdolność do zachowań kooperacyjnych i inne parametry uczestniczącej w konflikcie społeczności.

Antykruchość to jedna z konstytucyjnych cech wszelkich homeostatów. Mając te pojęcie wśród koncepcji, za pomocą których rozumiemy świat i wpływamy na niego, możemy radykalnie przebudować obraz mentalny, za pomocą którego patrzymy na świat i oddziałujemy na bieg rzeczy.

Antykruchość i starcie dwóch armii

Przełóżmy teraz koncepcję antykruchości do sfery starcia militarnego, starcia dwóch armii. Epickie starcie sowieckiej i niemieckiej machiny wojennej na teatrze frontu wschodniego w latach 1941-1945 może być interpretowane jako akt ewolucji kulturowej, w którym obie strony budują zdolność bojową, strategię i taktykę tak, aby antykruchość wbudować w strukturę własną, a usunąć ją ze struktur funkcjonowania przeciwnika.

Mówiąc ludzkim, mniej fikuśnym językiem, starcie zbrojne ma zwiększyć nasz spójność społeczną, współdziałania rodzajów sił zbrojnych, a w rezultacie naszą zdolność do skutecznego zwalczania przeciwnika. Tamtego zaś trzeba pozbawić zdolności uczenia się na błędach, rozpoznawania nowych reguł przetrwania na polu walki (nowych taktyk, nowych broni). Ma być głupi i zginąć z naszej ręki głupi.

Antykruchość to cecha systemu pozwalająca nabywać odporność, kontr-taktykę lub umiejętność adaptacji do destrukcyjnych bodźców. Antykruchość to zdolność podpatrywania taktyki i strategii przeciwnika. To początkowe sukcesy niemieckiej taktyki wojny błyskawicznej, a potem zmniejszenie jej skuteczności - przeciwnik nauczył się ją kontrować i wykorzystywać. Przestał dawać się zaska- kiwać. Nabrał odporności. Wygenerował antykruchość.

Mogę tu pokusić się o sformułowanie maksymalnie ogólnej definicji zwycięskiego posunięcia, nawiązując do starożytnego motta całej niniejszej książki:

Stworzyć warunki do zwycięstwa to sprawić, aby przeciwnik utracił lub nie był w stanie wykoncypować kontrtaktyki czy wygenerować zdolności do wykształcenia skutecznej kontrsiły.

W starożytnym traktacie Sztuka wojny Mistrz Wojowania to parający się zarządzaniem i posługiwaniem armią taoistyczny Święty Mąż. Taki mistrz planuje posunięcia uwzględniając prawa natury, których przeciwnik nie przyswoił lub nie dostrzega.

Oprócz pojęcia Mocy, a więc operowania motywacją zbiorowisk ludzkich takich jak narody czy armie, drugą z trzech kluczowych koncepcji traktatu jest Bezforemność, czyli ukrycie swojej Formy tak, aby przeciwnik nie zdołał wykoncypować kontrtaktyki lub pokrzyżować planów atakującego. Trzecią koncepcją jest, upraszczając, atakowanie Pustki za pomocą Pełni. Przełóżmy te starożytne maksymy na wizję uczenia się i pozyskiwania antykruchości:

Atakujący metodą brutalnej siły inwestuje. Powiększa ponoszony wydatek energetyczny celem wygenerowania większej siły uderzenia. Mistrz Wojowania użyje ułamka tego wysiłku - sprawi, że przeciwnik utraci zdolność obrony przed ciosem lub zasoby niezbędne do odbudowy strat.

Prostym językiem:

Mistrz Wojowania pozbawia przeciwnika zdolności do antykruchości.

Oto esencja nauk Sun Zi zapisana językiem nie starożytnych metafor, a za pomocą dorobku koncepcyjnego skumulowanego przez ostatnie dwa tysiąclecia. Powyższą ogólną zasadę można wykryć w niemal każdym systemie czy filozofii walki. Weźmy najbanalniejszy przykład. Co robi uczestnik walki w systemie judo? Ma przed sobą przeciwnika stojącego stabilnie i pewnie, odpornego na wykonanie nim rzutu. Co trzeb zrobić? Pozbawić go tej odporności - sprawić, że jego środek ciężkości przesunie się. Można więc sprowokować go do ataku, pchnąć, pociągnąć ku sobie.

Ogólne prawidło ataku:

Spraw, by atakowany utracił antykruchość. Niech nie uczy się na swoich błędach.

Niech twój atak nie nauczy go, jak obronić się przed repetą. Alternatywnie: ukrywaj akt agresji, by nie uruchomić mechanizmów obronnych i odpowiedzialnych za nabycie odporności.

Najskuteczniejszą formą tak pojmowanego ataku jest zaburzyć funkcjonowanie atakowanego systemu. Atakującemu ma przyświecać następujący cel: zwiększyć prawdopodobieństwo pojawiania się w systemie przeciwnika zaburzających homeostazę zjawisk emergentnych (ogólnie: niezwykle mało prawdopodobnych), których nie da się ani przewidzieć, ani kontrolować za pomocą wcześniej wypracowanych i oswojonych praktyk i narzędzi zapewniających przetrwanie.

Uczymy się od wrogów

W eseju o filozofii stosowania forteli (s. 73) zajmiemy się zjawiskami nieprzewidywalnymi dwóch typów: zjawiskami emergentnymi i czarnymi łabędziami. W służbach specjalnych państw i innych podmiotów istnieją całe sekcje ludzi główkujących właśnie nad taką filozofią ataku i zwyciężania, w wyniku których przeciwnik wystawiony jest na zdarzenia, na które nie ma wypracowanej metody reagowania. Wspomniani eksperci z pewnością skwapliwie potwierdzą - tajemniczo się uśmiechając - że tak po prawdzie ataki na antykruchość to esencja ich codziennej pracy koncepcyjnej.

Ale równie ważną esencją pracy służb i żołnierzy, których zadaniem jest stawienie czoła wrogom, jest po prostu zdolność uczenia się od przeciwnika. Przejmowania jego taktyki, pomysłów na wykorzystanie broni w nowatorski, bardziej efektywny lub zaskakujący sposób. Środowisko starcia konwencjonalnego to źródło najsilniejszych zachęt do wypracowania otwartej głowy - tą zachętą są świszczące nad głową kule.

Uczenie się od pogardzanego i znienawidzonego przeciwnika to najwyższa forma pokory, a jednocześnie konieczność wynikająca z potrzeby fizycznego przetrwania na polu walki. W zgromadzonym w naszej cywilizacji repozytorium relacji historycznych znajdziemy takie ciekawostki militarne jak wykorzystanie jerrycans przez aliantów w trakcie kampanii w Afryce w czasie II wojny światowej2. Niemieckie oryginały były po prostu lepsze - nie przeciekały, trudniej było je uszkodzić. Brytyjczycy, których własne kanistry były przeważnie jednorazowego użytku, nie brzydzili się "złym bo niemieckim" kanistrem. Używali wszystkich zdobycznych sztuk, które tylko wpadły im w ręce.

Innym rozdziałem historii uczenia się na polu walki jest kolektywny wysiłek inżynierów i naukowców pracujących dla walczących ze sobą ośrodków geopolitycznych. Pchali oni do przodu rozwój broni pancernej. Pochylenie pancerza jako zwiększenie ich efektywnej grubości i cecha zwiększająca szansę na rykoszetowanie pocisków litych. W niemieckich czołgów w pierwszej fazie II wojny światowej nie był stosowany. Pomysł tego rozwiązania nie był niemiecki - był rosyjski. Został skwapliwie wykorzystany przez konstruktorów niemieckich, gdy tylko wpadły im w ręce pierwsze egzemplarze czołgów T-34 zdobytych w czasie operacji "Barbarossa".

Prowadzony w czasie II wojny światowej wyścig technologiczny narzucał bardzo wyrafinowane zasady bezpieczeństwa. Ludzie mający dostęp do kluczowych technologii mieli zakaz pojawiania się na lub nad terytorium wroga. Torturowani, mogli zdradzić kluczowe myki decydujące o przewadze w walce lub zdolności uzyskania zaskoczenia. Przykładem opisanym w eseju o rajdzie na Dieppe (s. 285) była misja zbadania nowego modelu niemieckiej stacji radiolokacyjnej. Sierżant RAF, któremu powierzono to zadanie, miał ze sobą kapsułkę cyjanku. Miał popełnić samobójstwo tak, aby Niemcy nie zdołali wydobyć z niego torturami wiedzy eksperckiej. Dodatkowo, sekcja żołnierzy mająca wywalczyć mu drogę do instalacji działała pod ścisłymi rozkazami, by nieszczęsnego technika w razie zagrożenia wzięciem do niewoli zastrzelić.

Gdy z pobudek sentymentalnych wracam czasem do lektury ulubionych pozycji serii Żółty Tygrys, z szerokim uśmiechem dostrzegam kolosalne różnice w moim własnym postrzeganiu. Pozornie błahe opisy, komentarze czy dłuższe rozważania nad skutecznością oddziaływań bojowych widzę zupełnie nowymi oczami. Nad dziecięcą wersją mojej osoby góruję przewagą koncepcyjną i po prostu dostrzegam wcześniej niewidzialne aspekty tego, co wcześniej uznałem za sprawy oczywiste i nie wymagające rewizji.

A najważniejszą z tych rzeczy jest dążenie ku temu, aby nasz przeciwnik nie uczył się nowych rzeczy i nie naby- wał nowych zdolności oddziaływania - nie zwiększał swojej antykruchości.

II. Błąd? Kula w łeb!

Impresja pierwsza. Nie istnieje sytuacja generująca silniejszą motywację do innowacji jak walka o fizyczne przetrwanie. Na poziomie indywidualnej istoty ludzkiej, sytuacją najbardziej sprzyjającą generowaniu motywacji jest walka o własne życie.

W chwili, gdy kule wystrzelone przez przeciwnika świszczą nad głową czy wbijają się w parapet przeszkody, za którą żołnierze próbują się rozpaczliwie ukryć, uaktyw- niają się prawa zupełnie różne od tych, które są częścią zwykłego życia społecznego. Już w bardzo wczesnym wieku dziecięcym spostrzegłem różnicę, którą i wtedy i obecnie uważam za najważniejszą.

W zwykłym życiu mamy bardzo, ale to bardzo duży margines bezpieczeństwa, których chroni nas od konsekwencji błahych pomyłek. W życiu na linii frontu kulkę można dostać za nieopatrzne nieuważne wychylenie się ponad krawędź okopu3. Ogólnie, każde odstępstwo od procedury, od wbijanych nam do głowy instrukcji i wyjaśnień, kończy się tym, że ktoś ginie.

Wojna to wielka szkoła samodyscypliny i koncentracji. Z tej szkoły, przynajmniej w czasach historycznych, żywi i jakby lepsi, wychodzą ci, których odsiał przypadek, instynkt przeżycia i przytomność umysłu. Wojna sprawia, że obrośnięci balastem zbędnych mniemań, złudzeń i błędnych percepcji nagle pozyskujemy zdolność dostrojenia się do środowiska, w którym przyszło nam się znaleźć. Ci, którzy dostroić się nie zdołają - zginą. To trochę w myśl słynnego spostrzeżenia Ralpha W. Emersona, które słyszymy w filmie Szeregowiec Ryan:

Wojna wyostrza zmysły, budzi siłę charakteru, doskonali konstrukcję fizyczną, a w krytycznych momentach doprowadza ludzi do tak szybkiego i bliskiego zderzenia, że człowiek zaczyna być godny tego miana.

Impresja druga. Wojna kształci dyscyplinę i odpowiedzialność osobistą. To dwie cechy oprogramowania kulturowego, które z dzisiejszej perspektywy rozpoznaję jako kluczowe cechy pożytecznego członka społeczności. Cechy te należy wpajać w dorastające dzieci od kołyski. Społeczność, która zaniedbuje o tej regule przetrwania, popadnie w bezradność i bezsiłę. Zostanie podbita.

Seria Wzorce, a już szczególnie niniejsza książka o dobrych i złych praktykach na polu walki, ma pewną bardzo odległą inspirację w postaci epizodu z - jak już wspomniałem - mojego skomplikowanego dzieciństwa. Epizodem tym był atak histerii, którego doznałem mając lat bodaj dwanaście czy trzynaście podczas lektury Opowieści o pilocie Pirxie Stanisława Lema.

W "Opowiadaniu Pirxa" bohater jest dowódcą kosmolotu wewnątrzukładowego, którego załoga jest, mówiąc oględnie, modelowym przykładem mentalnej degrengolady, a przy tym zapada gremialnie na świnkę. Słowem, opowiadanie winno nosić tytuł "Czeski film w kosmosie". W apogeum trwającej tygodniami kosmicznej nudy statek natyka się na niezwykle rzadkie zjawisko - wielki rój meteorów pozaukładowych, mknących na wskroś Układu Słonecznego. Wśród meteorów majestatycznie sunie wrak monstrualnego pojazdu kosmicznego, mający może miliony, a może setki milionów lat. Pirx gorączkowo zapisuje parametry kursu giganta, by wysłać je do bazy floty. To bodaj największe i najdonioślejsze odkrycie w historii ludzkiej rasy. Gdy majestatyczny obiekt znika z zasięgu instrumentów okazuje się, że w rejestratorze, do którego Pirx wysyłał parametry kursu, poprzedni wachtowy zapomniał założyć świeżą rolkę taśmy. No i co zrobisz? I komu?

Dużo czasu minęło, zanim rodziciel doprowadził mnie do stanu pozwalającego nawiązać kontakt. Ale nauka nie poszła w las. Stała się kluczową inspiracją dla skompono- wania w spójną całość koncepcji oprogramowania kulturowego, której skróconą wizję tu z pułkownikiem Kruczyńskim opisujemy i zaopatrujemy w przykłady zaczerpnięte z historii wojskowości.

Samodyscyplina, koncentracja, samoświadomość (znajomość swoich słabych stron i niedostatków). To te cechy naszej mentalnej konstrukcji decyduj o naszym zwycięstwie i sukcesie - na poziomie indywidualnym i zbiorowym. Te cechy, co wiele autorytetów w branży psychologii i socjologii z rozmysłem lub z prostej ignorancji prze- milcza, są przekazywanym z pokolenia na pokolenie wytworem ewolucji kulturowej. Ciągłość tego przekazu wiedzy i praktyk jest warunkiem naszego przetrwania.

Nie ma innej koherentnej grupy ludzi, dla której te ideały i wzory są ważniejsze, niż sunąca ku wrogowi jednostka wojskowa. Tak właśnie narodziła się idea niniejszej książki.

III. Przekleństwo cywilizacji. Błogosławieństwo wojny

Cywilizacja to słabość!

Cywilizacja to otoczka bezpieczeństwa, która zabezpiecza nas kokonem przed konsekwencjami naszych błędów, chwilowych niedyspozycji, nieostrożności i niewiedzy, mniej lub bardziej przelotnej głupoty. Przed niedostatkami koncentracji i samodyscypliny. Stulecia gromadzenia wiedzy i dostęp do olbrzymich ilości taniej energii w postaci ropy i gazu doprowadziły nas do punktu, w którym mamy szczepionki na tężec, eliminujące ryzyko poślizgu systemy ABS w samochodach, poduszki powietrzne w tychże.

W tych błogosławieństwach kryje się przekleństwo. Przestaliśmy być zdolni do generowania w sobie antykru- chości: odporności na działanie destrukcyjnych czynników, nawyków ostrożności, samokontroli. Możemy więc mniej uważać na drobne skaleczenia przy kopaniu dołów. Możemy bez konsekwencji mniej dbać o wpajanie kierowcom mniejszej dbałości w przestrzeganiu przepisów.

Słowem, stworzyliśmy dla siebie zbyt bezpieczne środowisko i przestaliśmy uczyć się na błędach. Do tych i wielu równie zatrważających wniosków doszli m.in. autorzy wybitnej książki pt. Rozpieszczony umysł4. Fascynujące materiały zebrane przez autorów pokazują m.in., że współczesne dzieci i młodzież nie mają okazji do wykształcenia odporności (antykruchości) niezbędnej do konfrontowania się z odmiennymi poglądami, co predysponuje je do zachowań neurotycznych i fobii społecznych. Jeśli szukać dowodu naukowego na tezę zawartą w słynnym obiegowym bon mocie o tym, że dobre czasy tworzą słabych ludzi, to można śmiało zaczynać od tej właśnie książki.

Cywilizacja czyni nas słabymi, a wojna - silnymi. Wojna jest przeciwieństwem cywilizacji - także w tym najgłębszym sensie, czyli w nabywaniu zdolności przetrwania. Otoczka cywilizacji sprawia, że przestajemy się uczyć. Cywilizacja jest więc przekleństwem. Wojna, z drugiej strony, jest błogosławieństwem. Wyostrza nasze zmysły. Uczy czujności. Uczy optymalnego gospodarowania zasobami. Uczy podejmowania decyzji, w których stawką jest przetrwanie w sytuacjach najprostszych i najbardziej skomplikowanych.

W skali najmniejszej, pojedynczego człowieka wysłanego na linię frontu, wojna jest swego rodzaju sitem ewolucyjnym. Brutalnym, ale działającym. Chwilowy brak koncentracji czy nieliczenie się z realną sytuacją - to kula w łeb. Bez żadnej taryfy ulgowej. Przeżyją ci, którzy zachowają największą przytomność. Ci, którzy najszybciej nauczą się od weteranów wszystkich trików pozwalających uniknąć wyroku śmierci wykonywanego przez bezosobowe prawa pola walki.

Jako małe dziecko, rozumiałem tą twórczą siłę kształtującą ludzki charakter całkowicie równolegle z etycznym postrzeganiem całego procesu: wpajanym przez poprzez przekazy kulturowe twierdzeniem - "wojna to zło!". Czułem jednak jakąś sprzeczność albo ukryty paradoks i drugie dno w tym szlachetnym moralnym osądzie.

Czym jest ewolucja kulturowa

W skali największej, cywilizacji, działa równie szatańska sprzeczność wartości pragmatycznych i etyki. Stan załamania cywilizacji bądź wielki konflikt, w którym dochodzi do konfrontacji dwóch lub więcej projektów imperialnych, to - paradoksalnie - okres, w którym działa najsilniejszy impuls postępu i innowacji.

To trwający całe stulecia chaos polityczny i stan endemicznej wojny wszystkich przeciwko wszystkim był impulsem, który uczynił cywilizację konfucjańską matecznikiem najwspanialszej synergii cywilizacyjnego postępu. Jak grzyby po deszczu powstawały wtedy rozmaite systemy administrowania państwem i dowodzenia armią. Te, dzięki którym władca był w stanie zbudować silniejszy organizm gospodarczy i potężniejszą armię, pozwalały temu władcy przetrwać przejście przez bezlitosne sito ewolucji kulturowej. Efektem tego procesu były coraz to nowe potężne imperia. Orężem powoływane do życia, od oręża padały w proch. Ale z biegiem dziesięcioleci i stuleci te mocarstwa były coraz potężniejsze, a ich armie coraz liczniejsze.

Identyczny w swojej naturze impuls postępu technologii i instytucji politycznych nastąpił w średniowiecznej oraz nowożytnej Europie. Endemiczny stan wojen i współzawodnictwa był sitem ewolucyjnym, w którym dominację zdobywał ten władca, który szybciej i lepiej zaprzęgł innowację w cugle woli politycznej. Nie ma lepszej ilustracji tych procesów jak realizowany przez pokolenia projekt portugalskiej potęgi morskiej, a potem realizowany przez całe stulecia proces powoływania do życia Prus i ich siły militarnej.

Rozejrzyjmy się dookoła, by dostrzec zjawiska nieco mniejszej skali. Skąd wywodzą się technologie będące przaśną codziennością nas wszystkich?

GPS. System stworzony do celów czysto wojskowych. Pod naciskiem opinii publicznej, system wdrożono do cywilnego zastosowania i dziś trudno wręcz sobie wyobrazić lotnictwo cywilne bez tego błogosławieństwa. Fotografia cyfrowa. Technologia opracowana celem transmisji danych z satelitów szpiegowskich. Dziś każdy z nas ma przy sobie kilka kamer cyfrowych, bez których nasze codzienne interakcje wyglądają zupełnie inaczej niż choćby dwadzieścia lat temu.

Ultrakooperacja - naśladujemy przeciwnika

Ultrakooperacja to zdolność do efektywnej współpracy członków społeczności. W kontekście wojskowym spójność jednostek (ang. unit cohesion) przekłada się na zdolność realizowania celów i przetrwania na polu walki.

To nie tyle wojna - zbyt nieprecyzyjne - ale konieczność walki o przetrwanie i o zasoby jest najważniejszym impulsem pchającym naszą cywilizację do przodu. Ten postęp to genetyczne predyspozycje i kulturowe oprogramowanie dające każdej jednostce i grupie nadzwyczajną przewagę: zdolność do uczenia się i współpracy z ludźmi z poza najbliższego kręgu znajomych: nawet z tymi żyjącymi tysiące lat wcześniej w krainach odległych o dziesiątki tysięcy kilometrów.

Niektóre wynalazki i idee, powstałe w tym skażonym moralnym złem tyglu, czynią wojnę straszniejszą. Niektóre zaś - sprawiają, że wojna i walka przestają być potrzebne. Ten miks dobra z i zła nie jest jednak tematem tej książki. Tematem jest zdolność do uczenia się od przeciwnika na poziomie taktycznym i operacyjnym.

Historyczni dowódcy popełniali swoje błędy po to, abyśmy my nie musieli. Ta prosta obserwacja, ocierająca się wręcz o banał, stała się kamieniem węgielnym książki Wzorce zwyciężania, jej pierwszą i ostatnią przesłanką. W swojej najgłębszej istocie sukces homo sapiens oraz to, że stworzyliśmy globalną cywilizację polega na tym, że doprowadziliśmy do perfekcji zdolność do społecznego uczenia się i kooperowania z osobami bezpośrednio nieznanymi.

Zdolność do uczenia się, a przede wszystkim do uczenia się społecznego, przejawia zaskakująco wiele zwierząt. Jednak w ewolucji homo sapiens nastąpił proces bez precedensu. Wykształciliśmy zdolność do skalowania kooperacji za pomocą komunikacji językowej: głosowej, a później za pomocą pisma. Sito ewolucyjne działało na poziomie całych grup ludzkich: grup myśliwsko-zbierackich funkcjonujących w środowisku o marginalnych cechach umożliwiających przeżycie. Sukces ewolucyjny - przetrwanie i zdolność do skalowania w górę swojej liczebności - osiągały te grupy, które wykształciły skuteczniejsze wzorce zdobywania zasobów i zwalczania grup konkurencyjnych.

Czym jest oprogramowanie kulturowe

Przykład. Aktem ewolucji kulturowej jest szerokie wprowadzenie technik i procedur CRM (ang. Crew Resource Management), które w sposób skokowy zmniejszyły ilość wypadków lotniczych5.

Wojna "tradycyjna", a więc taka toczona za pomocą środków militarnych, to kwintesencja i apogeum wykorzystania naszej zdolności do uczenia się.

Jeśliby poszukać motta dla tej książki, prostego jak konstru- kcja cepa, można by wybrać: "Liczy się, kurwa, skuteczność!". O tym jak budować oprogramowanie kulturowe w skali organizacji wojskowych, a nie kłębowisko niezbornych i niesfornych cywilów zmienić w jeden organizm. O tym, jak tą skuteczność osiągnąć, o tym, jak stanąć twarzą w twarz z wrogiem z arsenałem najwydajniejszej broni, taktyki i koncepcji... O tym właśnie jest ta książka.

Piotr Plebaniak, Hualien, Tajwan, Czerwiec 2023

1 Taleb Nassim Nicholas, Antykruchość. Jak żyć w świecie, którego nie rozumiemy, Zysk i S-ka, Poznań 2020.

2 To znane nam powszechnie dwudziestolitrowe kanistry na przede wszystkim benzynę. Przewagą tych niemieckich był starannie przemyślany projekt, uwzględniający realia pola walki oraz jakość wykonania umożliwiająca wielokrotne używanie.

3 O ile jestem w stanie sięgnąć pamięcią w otchłanie skomplikowanego dzieciństwa, opisywana tu impresja miała miejsce w czasie lektury fortelu opisywanego w jednym z Tygrysów. Jakiś dowcipny amerykański J.I. Joe opisywał, jak to w czasie wojny pozycyjnej w sąsiedztwie wrogich okopów korzystał ze swojego talentu do naśladowania głosów zwierząt. Przechwalał się, że naśladował głośne pianie koguta, na co niemal zawsze któryś zaskoczony niespodziewanym odgłosem przeciwnik wychylał się z okopu... i był zabijany przez wyczekującego takiej nieostrożności strzelca.

4 Greg Lukianoff, Jonathan Haidt, Rozpieszczony umysł. Jak dobre intencje i złe idee skazują pokolenia na porażkę, Zysk i S-ka, Poznań 2023.

5 Szersza analiza i przegląd tych technik w kontekście zastosowania wojskowego pojawi się w tomie Wzorce dowodzenia.