Wzorce (Tom II). Sun Zi i jego Sztuka wojny. Filozofia i praktyka oddziaływania na bieg zdarzeń - Piotr Plebaniak

Kup ebooka

48.00 zł
40.17 zł (39,77 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Aneksy

Bibliografia książek polecanych przez współautorów

Biblia

Isaac Asimov, Fundacja (I tom trylogii)

Fernand Braudel, Morze Śródziemne i świat śródziemnomorski w epoce Filipa II

Fritjof Capra, Punkt Zwrotny

Philip K. Dick, Człowiek z Wysokiego Zamku

Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka

Umberto Eco, Imię róży

Erazm z Rotterdamu, Pochwała głupoty

Arkady Fiedler, Dywizjon 303

Theo Fischer, Wu Wei - płyń z prądem życia

Andrzej Maksymilian Fredro, Fragmenty pism, czyli uwagi o wojnie i pokoju

Erich Fromm, Ucieczka od wolności

Zebrała Maria Górska (tłum.), Pięciu braci Li

Jaroslav Hašek, Przygody dobrego wojaka Szwejka

James P. Hogan, Najazd z przeszłości

Ryszard Kapuściński, Cesarz

Paul Kennedy, Mocarstwa świata

Daniel Keyes, Kwiaty dla Algernona (opowiadanie SF)

Victor Klemperer, LTI - notatnik filologa

Józef Kossecki, Naukowe podstawy nacjokratyzmu

Józef Kossecki, Gry sił i interesów w historii

Krzysztof Iszkowski, Ofiary losu

Stanisław Jerzy Lec, Myśli nieuczesane

Bruce Lee, M. Uyehar, Tao of jeet kune do

Stanisław Lem, Summa technologiae

Konrad Lorenz, Tak zwane zło

C. C. MacApp, Zapomnij o ziemi

Alistair MacLean, HMS Ulisses

George Orwell, Rok 1984

György Pólya, Jak to rozwiązać?

Arthur Schopenhauer, Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów

William Shakespeare, Makbet

Henryk Sienkiwicz, Trylogia

Wiktor Suworow, Lodołamacz

Stefan Themerson, Wykład profesora Mmaa

Lew Tołstoj, Wojna i pokój

Mika Waltari, Egipcjanin Sinuhe

Janusz A. Zajdel, Paradyzja

Bibliografia wybranych pozycji książkowych w dorobku współautorów

Nota: W poniższym zestawieniu znalazły się tylko książki, które nawiązują treścią do tematu przewodniego niniejszej pracy zbiorowej, nie więcej niż pięć. Zestawienie zawiera pozycje szykowane na rok 2020, będące pod redakcją autora lub napisane przy współautorstwie. Pełna ilość publikacji książkowych w nawiasie przy pierwszej książce każdego z autorów.

Lidia Czarkowska, Coaching jako wskaźnik zmian paradygmatu w zarządzaniu, POLTEXT , Warszawa 2012.

Lidia Czarkowska, Business-Coaching jako dźwignia rozwoju przedsiębiorczości, POLTEXT, Warszawa 2015.

Andrzej Kruczyński, 72 godziny, Bellona, Warszawa 2019.

Andrzej Kruczyński, Zielona droga, Bellona, Warszawa 2020.

Naval, Ostatnich gryzą psy, Bellona, Warszawa 2011.

Naval, Chłopaki z Marsa, Bellona, Warszawa 2020.

Witold Orłowski, Stulecie chaosu. Alternatywne dzieje XX wieku, Open Wydawnictwo Naukowe i Literackie, Warszawa 2007.

Witold Orłowski, Świat, który oszalał, czyli poradnik na ciekawe czasy, Agora, Warszawa 2008.

Witold Orłowski, Świat do przeróbki. Spekulanci, bankruci, giganci i ich rywale, Agora, Warszawa 2011.

Piotr Plebaniak, 36 forteli. Chińska sztuka podstępu, układania planów i skutecznego działania, Zysk i S-ka, Poznań 2017.

Piotr Plebaniak, Siły psychohistorii (planowane na 2021).

Piotr Plebaniak, Pulsujący matecznik cywilizacji (listopad 2020).

Radosław Sikora, Husaria. Duma polskiego oręża, Znak, Kraków 2019.

Radosław Sikora, Kłuszyn 1610. Rozważania o bitwie, Warszawa 2010.

Radosław Sikora, Husaria pod Wiedniem 1683, Warszawa 2012.

Witkowski Tomasz, Inteligencja makiaweliczna, Moderator, Wrocław 2005.

Tomasz Witkowski, Psychologia kłamstwa, Jacek Santorski & Co, Warszawa 2006.

Tomasz Witkowski, Psychomanipulacje, Biblioteka Moderatora, Wrocław 2004.

Tomasz Witkowski, Psychologia konfliktów, Biblioteka Moderatora, Wrocław 2004.

Słowo o znaczeniu kaligrafii zamieszczonych w tomie

Kaligrafia na grzbiecie okładki

Znak shi ?. Według słowników to siła, wpływ, trend, okoliczność, konfiguracja zdarzeń i oczywiście Moc - centralny koncept traktatu Sztuka wojny. No i oczywiście sprawczość - zdolność do realizowania swojej woli. Pole semantyczne słów zawierających ten znak jest arcy-fascynujące. Guoshi ?? to siła narodowa, shoushi ?? - gest ręką (oddziaływanie?); shi to potocznie męskie genitalia (np. słowo qushi ?? to dokonać kastracji, ale też "końcowy stan spraw", moment zaprzestania oddziaływania).

Kaligrafia w nagłówku częsci I

???????? (du ci ze wei wangzhe shi yi).

"Przeczytaj tą księgę, a zostaniesz nauczycielem królów". To fraza ze starożytnej opowiastki o starcu, który testował pokorę młodzieńca, trzy razy każąc stawić się mu o świcie w wyzaczonym miejscu. Dopiero za trzecim razem młody człowiek, po prostu czuwając przez całą noc przy wskazanym mostku, zdołał zameldować się przed nadejściem starca. Otrzymał wtedy od niego pochwałę, traktat militarny Sześć tajemnych strategii czcigodnego Jianga i wyjaśnienie ważkości zawartej w księdze wiedzy.

Kaligrafia na karcie tytułowej traktatu

???? (zuozhan zhi dao).

"Dao toczenia wojen". To alternatywny tytuł traktatu, ukuty zgodnie z naturą wiedzy w nim przekazywanej.

Kaligrafia w nagłówku części II

"Młóto starożytnych" ???? (guren zhi zao).

"Młóto starożytnych". To kluczowa fraza ze starożytnej opowiastki dydaktycznej. Kołodziej pracujący przy swoim zagłębionym w starożytnych traktatach suwerenie stwierdził, że zawartość szacownych ksiąg to młóto starożytnych. Zapytany przez rozzłoszczonego tym stwierdzeniem króla kołodziej wyjaśnił:

Sprawność ręki zyskuję pogrążony w pracy. Ma ręka wie, jak mocno ciosać i przykrawać, gdyż wiedza ta płynie z mojego serca. Słowami ta zdolność wyrażona być nie może. Memu synowi jednako przekazać jej nie mogę. Talenty starożytnych umarły wraz z nimi. Dlatego właśnie dzieła ich, które raczysz czytać, są jedynie niespłukanymi resztkami, które pozostawili.

Ta słynna opowiastka poucza, że wiedza to coś innego, niż zdolność jej spożytkowania. Nie ten mądry, kto wie, jak czynić, ale ten, kto zdolnym wiedzę w czyn przekuć. A do tego trzeba uruchomić pamięć mięśniową, rozpoznać sprzyjające okoliczności i wychować się w środowisku społecznym umożliwiającym realizację samodoskonalenia. Morał opowiastki można zamknąć w słowach gen. Kraszewskiego, który stwierdził na kartach tej publikacji, że dowódca ma mieć wizję.

Ale najcelniejszą ilustracją tej prawidłowości jest przypadek silnika rakietowego Rocketdyne F1. NASA nie byłaby w stanie go obecnie zbudować, gdyż dokumentacja rozwiązywania problemów inżynieryjnych nie zachowała się - była zapisywana przez inżynierów doraźnie na marginesach arkuszy projektowych, które się nie zachowały1.

Kaligrafia w nagłówku części III

???? (bai jia zheng ming).

"Niechaj debatuje Sto Szkół!". To pean na cześć synergii cywilizacyjnej, która nastąpiła w czasie apogeum chaosu Okresu Walczących Królestw. Dziesięciolecia wojen toczonych pod szyldem "dominacja to przetrwanie" zrodziły gwałtowne przyspieszenie rozwoju cywilizacji. Kluczową częścią tego zjawiska było powstanie rozmaitych szkół, z których każda wypracowała koncepcję lub filozofię na zarządzanie państwem i jego wysiłkiem wojennym.

Starożytni reprezentanci rozmaitych szkół myśli wpływali na siebie i swoje idee, wspomagając wysiłek wojenny swoich ojczyzn własnym zestawem narzędzi koncepcyjnych. Sun Zi był reprezentantem szkoły militarystów (bingjia ??, Szkoła Strategów), Konfucjusz - Szkoły Konfucjańskiej (rujia ??). Sito ewolucyjne ciągłych wojen z zabójczą bezstronnością usuwało pomysły kontrproduktywne. Liczyła się skuteczność i zdolność danego rozwiązania do zapewnienia państwu przetrwania.

Nie wszyscy starożytni mistrzowie i uczniowie tych szkół żyli w jednym pokoleniu i w jednym miejscu. Koltektywnym, trwającym stulecia wysiłkiem stworzyli zjawisko intelektualne pod nazwą Sto Szkół. Tak jak współcześni współautorzy tego tomu, stworzyli kolektywnym wysiłkiem niniejszy podręcznik oddzialywania na bieg rzeczy.

1 Why Can't we Remake the Rocketdyne F1 Engine? https://youtu.be/ovD0aLdRUs0, [dostęp: 2020.09.16].

Sekcja II Ponadczasowe maksymy i spostrzeżenia o konfliktach i naturze ludzkiej

Wyciąg z dorobku zachodniego

Trudno znaleźć jakieś jedno kryterium doboru spostrzeżeń i maksym sformułowanych poprzedniej i tej sekcji. Kierowałem się ich jakością w tym sensie, że trafiały na karty tej książki te, które są w jakiś sposób na tyle dobre, że da się je użyć jako motta rozdziałów, esejów, a nawet całych książek.

Zbiór IPodsunięte przez współautorów

Współautorzy i konsultanci tego tomu zostali poproszeni o zaproponowanie jednego lub dwóch najcelniejszych, znanych im spostrzeżeń dotyczących konfliktów i ludzkiej natury. Zebrane tu spostrzeżenia stanowią mistrzowskie podsumowanie ich rozważań, albo też są wyjątkowo cenne poznawczo, lecz włączanie ich w esej byłoby zabiegiem zakłócającym wywód lub niepotrzebną dygresją.

Oto niektóre z nich.

Od broni ważniejsza jest gotowość do jej użycia.

(bez rodowodu)

Zaproponował Jarosław Duczmalewski

Jak wywiady dobrze pracują, to wojny są niepotrzebne.

Vincent V. Severski, Nieśmiertelni

Zaproponował Tomasz Formicki

Wojna to kolektywne zabijanie dla kolektywnych celów.

John Keegan, The Face of Battle

Zaproponował Piotr Plebaniak

Obawiam się, że właśnie obudziliśmy śpiącego olbrzyma i napełniliśmy go straszliwą determinacją.

Isoroku Yamamoto (przypisywany)

Zaproponował prof. Witold. M. Orłowski

Dominacja to przetrwanie.

John. J. Mearsheimer, Tragizm polityki mocarstw

Zaproponował prof. Andrzej Zapałowski. W oryginalnej formie: "Dominacja to najlepszy sposób, by zapewnić sobie przetrwanie".

Życie nie jest nieustanną walką, ale drogą w świecie zagrożeń, gdzie myśl a nie oręż jest mieczem dającym przetrwanie.

Andrzej Zapałowski

Nie ma lepszej inwestycji dla narodu niż napełnianie dzieci mlekiem.

Winston Churchill

Zaproponował prof. Witold. M. Orłowski

Są tylko dwie siły na świecie: miecz i rozum; na dłuższą metę miecz zawsze ulega rozumowi.

Napoleon Bonaparte

Zaproponował Tomasz Formicki

Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.

Carl G. Jung

Zaproponowała Lidia D. Czarkowska

Dowódca ma mieć wizję!

gen. Jarosław Kraszewski

Zaproponował gen. Kraszewski - jako tytuł swojego tekstu

Zbiór II Myśli rozmaite o działaniu, sztuce wojennej i naturze ludzkiej

Zamieszczone w poniższym zbiorze spostrzeżenia trudno przypisać do jakiejś jasno określonej kategorii. Może oprócz tej, że idee i wizje, które w sobie niosą, każą zatrzymać się na chwilę... pomyśleć, jak odnoszą się do świata, do natury człowieka, wojen... i dopiero potem powiedzieć: "Hmm... dobre".

Odnoszą się one do percepcji świata, jakie w sobie żywimy... które nas pobudzają do działania. Do sposobu, w jaki wpływamy na świat i sposobu, w jaki świat wpływa na nas. Współautorzy, którzy wzbogacili poniższy zbiór perełkami ze swoich zbiorów mogą mieć tylko nadzieję, że w każdej znajdziemy jakąś nieśmiertelną prawidłowość, czy wytyczną dla kreślenia planów czy kroczenia ku obranym w młodości celom.

Oprócz spostrzeżeń znajdą się tu też słowa w jakiś sposób budujące wolę działania. A jak wiąże się ta wola z naszą wizją świata i rządzących nim prawideł, mówi niejedno z poniższych spostrzeżeń.

Niektóre myśli zostały z tego rozdziału bezwstydnie ukradzione - zabrane, by wzbogacić przesłanie tekstów w całym niniejszym tomie. W tej zbieraninie tylko kazałyby czytelnikowi zatrzymać się i zadumać. Tam - wyróżnione graficznie ku wygodzie poszukiwaczy maksym - zaprzęgnięte do autorskiego zamiaru, wzbogacją jego wywód.

Kolory blakną, świątynie obracają się w gruzy, imperia upadają, ale słowa mądrości są wieczne.

Colours fade, temples crumble, empires fall, but wise words endure.

Edward Thorndike

Daj mi właściwe słowo i odpowiedni akcent, a poruszę świat.

Joseph Conrad

Nigdy nie zasilaj porażki.

Never reinforce failure.

John Keegan, The Face of Battle

Słać posiłki do wsparcia żołnierzy, którym nie powiódł się atak i czują się przez to pobici, i umykają z pola bitwy, jest marnotrawieniem energii nowoprzybyłych. [...] i niesie ryzyko zarażenia ich utratą nadziei.

To właśnie to, co czytasz, kiedy nie musisz, decyduje o tym, kim będziesz, kiedy nie będziesz miał wpływu na okoliczności.

Charles Francis Potter

Cuda nie są sprzeczne z naturą, ale tylko z tym, co wiemy o naturze.

Augustyn z Hippony

Ten prawdziwie wolnym, kto lęki swe pokonał.

Arystoteles

Wielkie czyny są zazwyczaj wykute z wielkiego ryzyka.

Herodot

W momencie, gdy porzucasz swoje zasady i wartości, jesteś martwy, twoja kultura jest martwa, twoja cywilizacja jest martwa. Kropka.

Oriana Fallaci

Uważaj na spokojnego człowieka. Bo gdy inni mówią, on patrzy. A podczas gdy inni działają, on planuje. A kiedy w końcu inni odpoczywają... on uderza.

(motto filmu Vice, 2019)

Kiedy mówią czyny, słowa są niczym.

Pierre-Joseph Proudhon

Dyktatura to państwo, w którym wszyscy boją się jednego, a jeden wszystkich.

Alberto Moravia

Książki mogą być niebezpieczne. Najlepsze z nich powinny być oznaczone ostrzeżeniem: "To może zmienić twoje życie".

Helen Exley

W wojnie nie chodzi o to, kto wygra. Chodzi o to, kto mniej straci.

War isn't about who wins. Its about who loses less.

(bez rodowodu)

Gdy tyran umiera, jego panowanie się kończy. Gdy umiera męczennik, jego rządy dopiero się rozpoczynają.

S?ren Aabye Kierkegaard

Historia to nauczanie filozofii na przykładach.

Dionizjusz z Halikarnasu

Odwaga jest niemalże sprzecznością. Oznacza silne pragnienie życia przyjmujące formę gotowości na śmierć.

Gilbert Keith Chesterton

To nie to, co wiesz. To to, co zauważasz.

Henry David Thoreau (parafraza)

Dobrze zadane pytanie jest już w połowie odpowiedziane.

Charles Kettering

Najczęstszym kłamstwem jest to, w którym kłamie się samemu sobie; kłamanie innym jest stosunkowo wyjątkiem.

Friedrich Wilhelm Nietzsche

Przemierzałem świat w poszukiwaniu wyjaśnień zjawisk, których nie rozumiałem. Skąd brały się muszle na szczytach gór? Dlaczego kamień rzucony na wodę tworzy okręgi fal, i dlaczego ptak utrzymuje się w powietrzu? Te pytania wypełniały moje myśli przez całe życie.

Leonardo Da Vinci

Jesteśmy w stanie wojny, a wróg nasz wie, że podświadomość wchłonie wszystko.

Wayne Gerard Trotman

Będziemy żołnierzami, by nasi synowie mogli być rolnikami, a ich synowie artystami.

Thomas Jefferson

Toast za szalonych. Odstających. Buntowników. Wichrzycieli. Okrągłe kołki w kwadratowych otworach. Ci, którzy inaczej widzą. Nie lubią zasad. I nie uznają status quo. Można ich cytować, nie zgadzać się z nimi, gloryfikować lub szkalować. Jedyną rzeczą, której nie możesz zrobić, jest ignorowanie ich. Bo to oni zmieniają rzeczy. Pchają rasę ludzką do przodu. I chociaż niektórzy mogą ich postrzegać jako szalonych, my widzimy geniusz. Ponieważ ludzie, którzy są wystarczająco szaleni, by myśleć, że mogą zmienić świat, są tymi, którzy to robią.

Rob Siltanen

Ludzie śpią spokojnie w łóżkach w nocy tylko dlatego, że twardzi mężczyźni stoją w gotowości do użycia przemocy w ich imieniu.

Richard Grenier

Gatunkiem, który przetrwa, nie jest ani ten najsilniejszy, ani najinteligentniejszy. Przetrwa ten, który potrafi się zmieniać.

Karol Darwin

Najtrudniejszą rzeczą jest decyzja by działać, reszta to jedynie wytrwałość.

Amelia Earhart

Trzeba tylko pobyć w otoczeniu chorych i przygnębionych i zadać sobie pytanie, czy wymowne skargi i żałosne jęki, popisywanie się nieszczęściem nie mają w istocie na celu zadawania bólu obecnym [...] litość [...] im uświadamia, że pomimo całej swojej słabości mają wciąż jedną przynajmniej władzę, władzę zadawania bólu.

Friedrich Wilhelm Nietzsche

Bajki są czymś więcej niż tylko prawdą. Nie dlatego, że mówią nam, że smoki istnieją, ale dlatego, że mówią nam, że smoki mogą być pokonane.

Neil Gaiman

Nigdy nie wątp, że mała grupa świadomych celu i zaangażowanych obywateli może zmienić świat. W rzeczy samej jest to jedyna droga, jaka kiedykolwiek przyniosła sukces.

Margaret Mead

Jeśli człowiek nie odkrył czegoś, za co umrze, nie nadaje się do życia.

Martin Luther King, Jr.

Ludzie będą zawsze dla ciebie źli, jeżeli konieczność nie zmusi ich do tego, by byli dobrzy.

(bez rodowodu)

To, co człowiek widzi, zależy zarówno od tego, na co patrzy, jak i od tego, co nauczył się dostrzegać w swym dotychczasowym doświadczeniu wizualnym i pojęciowym.

Thomas Kuhn

Nie możemy pozwolić, aby nas definiowało ograniczone postrzeganie innych ludzi.

We must not allow other people's limited perceptions to define us.

Virginia Satir

Słowa potrafią rozniecać ogień w umysłach ludzi.

Patrick Rothfuss, The Wise Man's Fear

Świat pełen jest magicznych zjawisk, które czekają cierpliwie, aż nasze zmysły się wyostrzą.

The world is full of magic things, patiently waiting for our senses to grow sharper.

William Butler Yeats

Rewolucje nie toczą się o drobiazgi. Rewolucje wszczyna się o drobiazgi.

Arystoteles

Każda prawda przechodzi przez trzy etapy, zanim zostanie rozpoznana. W pierwszym etapie jest wyśmiewana. W drugim - jest zwalczana. W trzecim - jest uważana za oczywistość.

Arthur Schopenhauer

Siła to nie tylko to, co masz, ale też to, co przeciwnik myśli, że masz.

Power is not only what you have, but what the enemy thinks you have.

Saul Alinsky

Ludzie prędzej puszczają w niepamięć śmierć ojca niż stratę ojcowizny.

Niccolo Machiavelli

Jedna osoba, która w coś święcie wierzy, jest równa 99, które mają tylko interesy.

One person with a belief is equal to 99 who have only interests.

John Stuart Mill

W każdej bitwie pojawia się moment, w którym dowódcy obu stron sądzą, że przegrali. Wtedy ten, który kontynuuje atak - wygrywa.

Ulysses S. Grant

Boże, strzeż nas przed poglądami naszych ojców.

Hans Helmut Kirst

Człowieka bezbronnym wobec manipulacji czyni bałagan w myśleniu.

(bez rodowodu)

Jeśli sprawią, że będziesz zadawać niewłaściwe pytania, nie będą musieli kłopotać się z odpowiedziami.

(bez rodowodu)

Polityk dzieli ludzi na wrogów i narzędzia.

(bez rodowodu)

Najlepszą sztuczką [retoryczną] jest po prostu mieć rację.

Jerzy Bralczyk

Rewolucji nie można kupić. Rewolucji nie można wywołać. Rewolucją można się tylko stać. Jest w waszych duszach -albo nie ma jej wcale.

Ursula K. LeGuin

Zobaczenie tego, co znajduje się tuż przed naszym nosem, wymaga ciągłej walki.

George Orwell

Narody, które upadną walcząc, powstaną ponownie. Ale te, które pokornie skapitulują, są skończone. Jeśli długa historia naszej wyspy ma się skończyć, niech więc tak się stanie, tylko gdy już będziemy leżeć, dławiąc się własną krwią.

Winston Churchill

Im dalej wstecz możesz spojrzeć, tym dalej wprzód masz szansę zobaczyć.

The farther back you can look, the farther forward you are likely to see.

Winston Churchill

Każda wielka Sprawa zaczyna się jako ruch, staje się biznesem, a w końcu degeneruje się w jazgot.

Eric Hoffer

Bastion wiedzy opiera się na trzech filarach: historii, językach i matematyce. Wyposażony w te trzy rzeczy możesz nauczyć się czegokolwiek chcesz. Lecz jeśli któregoś ci brakuje, jesteś kolejnym ciemnym prostakiem w zagnojonych gumofilcach.

Robert A. Heinlein

Wolność oznacza prawo do mówienia, że 2 i 2 jest 4. Z tego wynika reszta.

George Orwell

Rozumowanie nigdy nie sprawi, że Człowiek poprawi błędną Opinię, której nie nabył wcześniej przez Rozumowanie...

Reasoning will never make a Man correct an ill Opinion, which by Reasoning he never acquired...

Jonathan Swift

Pragnienie bezpieczeństwa stoi na drodze każdego szlachetnego przedsięwzięcia.

Tacyt

Ten kto prawdę sprzedaje, bliski jest sprzedawania ludzi.

ks. Jerzy Popiełuszko

Prawdziwe badanie świata nie polega na poszukiwaniu nowych lądów, ale na patrzeniu w nowy sposób.

Marcel Proust

To najpowszedniejszy z błędów uważać, że granice naszej percepcji to także granice tego, co da się spostrzec.

C. W. Leadbeater

Dyktatura to państwo, w którym wszyscy boją się jednego, a jeden wszystkich.

(bez rodowodu)

Prawda w nauce może być zdefiniowana jako hipoteza najlepiej predysponowana do tego, aby otworzyć drogę lepszej.

Konrad Lorentz

Źle, gdy prawdę wolno mówić tylko dzieciom i wariatom.

Jan Czarny

Jeśli myślisz, że edukacja jest kosztowna, spróbuj ignorancji.

If you think education is expensive, try ignorance.

(bez rodowodu, przypisywane rektorowi Harvardu)

Prawa istnieją po to, by przekazywać nakazy rozumu tym, którzy nie mogą ich otrzymywać bezpośrednio.

Platon

Uważaj na swoje myśli, stają się słowami. Uważaj na słowa, stają się czynami. Obserwuj swoje działania, stają się nawykami. Obserwuj swoje nawyki, stają się twoją postacią. Obserwuj swoją postać, staje się twoim przeznaczeniem.

Frank Outlaw

Cudze poglądy bierzemy za własne. By udowodnić, że są nasze, dajemy się za nie zabić.

Krzysztof Kąkolewski

Wolność to produkt uboczny nadwyżki ekonomicznej.

Freedom is the by-product of economic surplus.

Aneurin Bevan

Ci, którzy czynią pokojową rewolucję niemożliwą, uczynią krwawą rewolucję nieuniknioną.

John Fitzgerald Kennedy

Nadzieja, jak wiara, jest niczym, jeśli nie jest odważna; jest niczym, jeśli nie jest śmieszna.

Thornton Wilder

Na całym świecie nie ma wystarczająco wiele ciemności, aby zdławić światło tej malutkiej świeczki.

Robery Alden

Słowa, jak powszechnie wiadomo, są wielkimi wrogami rzeczywistości.

Words, as is well known, are great foes of reality.

Joseph Conrad

Przeciwieństwem wolności - słabość.

Piotr Plebaniak

Tradycje - to głupstwa, które dziadkowie przekazują wnukom za naszym pośrednictwem.

Pitigrilli

Talent trafia w coś, w co inni nie mogą trafić, geniusz trafia w to, czego inni nie mogą zobaczyć.

(bez rodowodu)

Uważaj na technologię. To często zaledwie udoskonalone środki dla nieudoskonalonych celów.

Henry David Thoreau

Ludzkość od chaosu dzieli dziewięć niezjedzonych posiłków

There are only nine meals between mankind and anarchy

A. H. Lewis

By przejąć kontrolę nad ośrodkiem decyzyjnym przeciwnika, nie zawsze najskuteczniejszym jest celowanie wprost w punkt centralny. Czasem lepszą taktyką jest opanowanie obręczy, która go otacza. Logika wystarczy - jeśli chcielibyśmy do czegoś przekonać króla, przydatnym będzie uzyskanie wpływu na tych, którzy mają dostęp do jego ucha.

Fuji Nakamura, 100 maksym o dezinformacji

Nie wierzę w niezdementowane informacje.

Aleksander Michajłowicz Gorczakow

Są dwa składniki wpływu. Pierwszy to przemożność, a drugi to subtelność. Nie pozwoliłbyś komuś, by zepchnął cię z kursu, ale mógłbyś przeoczyć, gdy ktoś sprawia, że lekko cię z kursu znosi, tak że nawet tego nie zauwazyłeś.

Jim Rohn

Natura nie dopuszcza kłamstw. (Natura nie kłamie.)

Nature admits no lie.

(bez rodowodu)

Nie ma innej porażki poza tą, że zaprzestaje się prób.

There is no failure except in no longer trying.

Elbert Hubbard

Nie ma słabości, nie ma siły. Jest tylko wyćwiczony i niećwiczony.

There is no weakness, there's no tough. There is trained, or untrained.

(film Człowiek w ogniu, 2004)

Są myśli, są słowa nawet, które trzeba głośno wypowiedzieć, aby nas straszyć przestały.

Wacław Berent

Idei nie da się zdławić uciskiem. Zdławić je można, ignorując je. Odmawiając myślenia. Odmawiając zmiany.

Ursula K. LeGuin

Nic nie marnuje się na wojnie - oprócz życia i własności.

Notihng was wasted, in war, except for lives and property.

Piers Anthony, Chaining the Lady

Dwa tysiące funtów edukacji pada od dżazila25 za dziesięć rupii.

Two thousand pounds of education drops to a ten rupee...

Rudyard Kipling, Arithmetic on the Frontier

Nasza władza pochodzi z percepcji naszej władzy.

Our power comes from the perception of our power.

(Serial telewizyjny Czarnobyl, 2019)

Zaraz po bitwie przegranej, najsmutniejszą rzeczą jest bitwa wygrana.

(film Waterloo, 1970)

Przecież strategia to po prostu stoso-wanie zdrowego rozsądku, a tego nikogo nie można nauczyć.

Strategy is the application of sound human sense to the conduct of war; its teachings go little beyond the first requirements of common sense.

Helmuth von Moltke starszy

Nie pozwól, aby twoje zasady moralne odwiodły cię od zrobienia tego, co słuszne.

Salvor Hardin, Fundacja

Przyszła wojna będzie wojną niewidzialną. Dopiero, gdy dany kraj zauważy, że plony uległy zniszczeniu, jego przemysł jest sparaliżowany, a jego siły zbrojne niezdolne do działania, zrozumie nagle, że brał udział w wojnie i że tę wojnę przegrywa.

Fryderyk Joliot Curie

Nie oddać głosu to nie jest bunt, to kapitulacja.

(bez rodowodu)

Pieniądze, które mamy, dają nam wolność. Pieniądze, których nie mamy, dają nam niewolę.

Roseau

Siła to nie tylko to, co masz, ale też to, co przeciwnik myśli, że masz.

Saul Alinsky

Sekretem władzy jest wiedzieć, że inni są bardziej tchórzliwi od ciebie.

Ludwig Börne

Nie wiem, czego bardziej bać się należy, ulic pełnych przyzwyczajonego do grabieży żołdactwa czy strychów pełnych pisarzy nawykłych do łgania.

I know not whether more is to be dreaded from streets filled with soldiers accustomed to plunder or from garrets filled with scribblers accustomed to lie.

Samuel Johnson

Każdy, kto ma władzę sprawić by ktoś uwierzył w absurd, ma też władzę, aby nakłonić go do popełnienia niesprawiedliwości.

Wolter

To, co [chrześcijańscy królowie] nazywają pokojem, to krótki czas spędzony na konie-czności przeładowywania broni.

Robert G. Ingersoll

Kluczowy atrybut i siła władzy nad ludźmi to zdolność narzucania własnego prawodawstwa26.

Piotr Plebaniak

Wojna to proces dostosowania rzeczywistości traktatowej do aktualnego układu sił.

(bez rodowodu)

Człowiek, który nie wierzy w Boga, uwierzy w byle co.

Chesterton

Za kupcami idą żołnierze.

(bez rodowodu)

Bez znajomości siły słów nie sposób poznać ludzi.

Konfucjusz

Ręka, która buja kołyskę, rządzi światem.

William Ross Wallace

Kto o wojnie myśli ze wstrętem w czasie pokoju, nie będzie się nim cieszyć długo, a nawet wcale.

Andrzej Maksymilian Fredro

Esencja wojny to przemoc. Łagodzenie tego to kretynizm.

Jackie Fisher

Wojna nie jest przekleństwem wpisanym w ludzką naturę: jest przekleństwem wpisanym w życie. Nie ucieknie się od wojny, ponieważ wojna jest częścią życia.

Oriana Fallaci

Powyższy pakiet maksym i spostrzeżeń po opatrzeniu komentarzami stanie się częścią zbioru maksym pt. Głębie, do których trzeba się wspiąć.

25 Dżazil to muszkiet-samoróbka używany w Afganistanie aż do początków XX wieku.

26 To niedoskonałe sformułowanie wymaga więcej namysłu. Rozważmy dwa spostrzeżenia: "My mamy prawa. My reprezentujemy cywilizację", słyszymy w filmie Monachium (2005). "Bez praw, komandorze, nie ma cywilizacji", słyszymy w filmie Most na rzece Kwai (1957). Dlaczego bolszewicy i Stalin eliminując konkurentów wymagali podpisów, mimo że procesy i wymuszone zeznania były kompletną farsą? Dlaczego w swej istocie ruchy takie jak #metoo czy tzw. kultura bycia ofiarą (ang. victimhood culture) dokonują dysfunkcji porządku prawnego i zastąpują go dyktatem własnych, niezawsze sformalizowanych praw i norm kanalizujących zachowanie ludzi? Ustanowić się sędzią dobra i zła oraz mieć zdolność karania i nagradzania wiystępnych - oto natura władzy i jej legitymizacji.

To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji. Lista sprzedawców w portalu chiny.pl

Tekst redakcyjny

Wojny współczesnych plemion

Felieton o naszym wewnętrznym przymusie dominowania nad innymi

Guadalcanal, rok 1942. Niebo rozświetlane gwiazdami i błyskami flar sygnałowych. Dla siedzących w okopach żołnierzy US Marines to kolejna nieprzespana noc. To groźba samobójczej szarży banzai, sporadyczne strzały i obelgi rzucane łamanym angielskim przez poddanych cesarza Hirohito, okopanych po drugiej stronie wąskiej ziemi niczyjej. Amerykanie modlą się tylko, by dożyć świtu.

Wszyscy, oprócz jednego. Świeżo po szkoleniu, koniecznie chce zastrzelić swojego pierwszego Japońca. Weteran radzi mu: "Przygotuj karabin i krzyknij: "Do diabła z Hirohito!". Zaraz któryś wychyli się i odkrzyknie "Do diabła z FDR!". Strzelaj, jak tylko się wychyli do krzyku". FDR to inicjały amerykańskiego prezydenta, demokraty Franklina Delano Roosevelta (1882-1945).

Żołnierz robi, jak mu poradzono. Wydziera się w złowieszczą ciemność. Miał szczęście. Gdy nieprzyjaciel odkrzykiwał: "Do diabła z FDR!", jakaś flara podświetliła jego sylwetkę przez całe dwie sekundy. Ale strzał nie padł.

"Co jest, stary?! Czemu nie strzeliłeś?", zapytał weteran ze szczerym zdziwieniem. Młody żołnierz usiadł ciężko i odrzekł, sztywno patrząc tamtemu w oczy: "Nie wygramy tej wojny, strzelając do republikanów".

Ten drugowojenny dowcip niesie ponadczasową prawidłowość: ludzie zawsze będą grupować się w plemiona i walczyć. Z kimkolwiek i o cokolwiek. O walidację grupowej tożsamości, poczucie moralnej wyższości, potwierdzenie (afirmacja) spójności własnej wizji świata, mniejsza o to, czy mądrej. Druga strona plemiennej waśni zawsze się znajdzie - niech no się ktoś nawinie, kto źle spojrzał, ubrał nie to, co trzeba, powiedział coś nie tym tonem. Dyktowanie innym, co mają mówić i jak myśleć to instynkt społeczny, który jest częścią naszej natury. A kto zdoła rozgrywać te potężne siły, będzie zza kulis kierować wszystkim.

Każdy pretekst dobry

Naśladownictwo nie zawsze jest najlepszym komplementem. O przedziwnych zawiłościach plemiennych wojen kulturowych w USA przekonała się w 2018 roku maturzystka Keziah Daum1. Ta dość szeroko komentowana w Stanach sprawa zaczęła się całkiem niepozornie. Dziewczyna jako kreację na bal maturalny wybrała sobie tradycyjną chińską suknię qipao. Niewinne dziewczę pochwaliło się suknią na Twitterze. Gdy Keziah przyznała, że nie ma pochodzenia chińskiego, natychmiast sformował się i rzucił na nią internetowy motłoch2, oskarżając o tzw. "kulturowe zawłaszczenie" (ang. cultural appropriation). Nie sformował się broniący dziewczyny kontrtłum feministek Co uważam za okoliczność godną głebszego wejrzenia (batalia z białą supremacją ma pierwszeństwo?).

Rys. Andrzej Mleczko

Czy moda potrafi podzielić ludzi na plemiona?

Istnieją tak zwane marki statusowe. Posiadacze sygnowanych nimi dóbr tworzą plemiona ludzi... wyróżniających się na plus pod względem postrzeganego statusu społecznego. Wynikające z wywyższenia podniesienie samooceny posiadacza produktu nastąpi kosztem osób go nieposiadających. W sedno zdaje się trafia anonimowy mem internetowy, w którym na pierwszym obrazku postać człowieka modli się przy łóżku słowami: "Boże, spraw, abym był lepszym człowiekiem". Na drugim obrazku w powietrzu materializuje się telefon znanej marki.

Plemiona modowe. W dzieciństwie nurtowała mnie ewidentna sprzeczność: dlaczego ludzie ulegają modom, nosząc to samo, a przy tym mówią, że chcą się wyróżnić lub zaakcentować swój indywidualizm. Być może odpowiedzią jest to, że osoby idące za modą spontanicznie tworzą "wirtualne plemię", uformowane doraźnie w celu odróżnienia się od reszty, która nie dość szybko podąża za trendami. W typowym przypadku nowe plemię inicjowane jest przez kogoś sławnego, o wyższym statusie. Ci o statusie niższym - naśladują. Stąd i powiedzenie "naśladownictwo jest najlepszym komplementem". Imitować czyjeś zachowanie i wygląd to brać go za pozytywny wzorzec do naśladowania, uznawać jego wyższy status. Zazwyczaj - bo z tą suknią qipao niestety nie wyszło i zrobiło się "śmieszno-strasznie".

Zwycięstwo... czyje?

Należy tu wspomnieć słynny wywiad Cathy Newman z kanadyjskim psychologiem Jordanem Petersonem3. W czasie dyskusji Peterson wykazuje swojej interlokutorce, że przejawia ona hipokryzję. Newman, uwikłana w waśń plemienną, szermowała ideałami wolności osobistej (decydowaniem o własnej deklarowanej tożsamości). Odmawiała przy tym stronie przeciwnej moralnego prawa do obrony swojej wizji świata. Gdy dziennikarka nagle dostrzegła, że realizuje inne ideały, niż głosi, zatkało ją - proszę wybaczyć kolokwializm. Przebieg dyskusji oceniony został jako wielki triumf Petersona, jednak w rzeczywistości jest wielkim triumfem Caty Newman, która zyskała mój wielki szacunek. Zobaczyła ona coś, czego my wszyscy, uwikłani w nasze plemienne wojny, dostrzec najczęściej nie potrafimy: prawo do obrony własnej wizji świata ma także nasz przeciwnik. Rządzącą naszym trybalizmem prawidłowość po mistrzowsku ujął Jonathan Swift, autor Podróży Guliwera:

Rozumowanie nigdy nie sprawi, że Człowiek poprawi błędną Opinię, której wcześniej nie nabył przez Rozumowanie...4

Czy Stalin był komunistą?

Pozornie pytanie sugeruje popadnięcie w odmęty szaleństwa. Ale przyjrzyjmy się dwóm spostrzeżeniom. Dziennikarz Jerzy Drobnik (1894-1974) stwierdził:

Największymi szkodnikami każdej idei nie są jej wrogowie, ale ci, którzy z niej żyją.

Z kolei amerykański filozof Eric Hoffer (1899-1983) spostrzegł:

Każda wielka Sprawa zaczyna się jako ruch, staje się biznesem, a w końcu degeneruje się w jazgot.

Istotą obu spostrzeżeń jest to, że każda nośna idea przyciąga tych, którzy nie są idealistami, a jedynie używają jej instrumentalnie do zdobywania różnych typów władzy nad innymi ludźmi. Idealiści z czasem spychani są na margines (mają wartość instrumentalną, wizerunkową) lub są korumpowani i uciszani przez tzw. ekstremę, czyli ludzi, których poczynaniami rządzi instynkt dominacji. Friedrich Hebbel ostrzegał:

Nie wiąż się nigdy z człowiekiem, dla którego środkiem jest to, co tobie celem.

Przykład Stalina jest na tyle klarowny, by stwierdzić, że nie był on ideowym komunistą - był co najwyżej mistrzem bezlitosnej gry o władzę i przetrwanie, traktującym pewien pakiet idei czysto instrumentalnie. Ale nasze życie społeczne jest pełne innych przykładów tego, jak członkowie ruchów inicjowanych dla idei przestają żyć z nią w zgodzie. W czerwcu 2019 ulicami Gdańska przeszła manifestacja środowisk walczących, zdaje się, o tolerancję i szacunek dla odmiennych wartości. Na niesionych transparentach widniały jednak treści obsceniczne połączone artystycznie z symbolami przeciwników. W roku 2020 oglądając transmisję z Sejmu RP, można było zobaczyć parlamentarzystę wykonującego publicznie obelżywy, obsceniczny gest. Akty wojny plemiennej.

Być może w obydwu przypadkach mamy do czynienia z przedstawicielami tego samego plemienia - plemienia tych, dla których konflikt i narzucanie własnej woli czy wizji świata jest treścią życia. Ocenę tych i dziesiątków innych epizodów pozostawiam Czytelnikowi.

Dobrym przykładem jawnej sprzeczności deklarowanych i faktycznych ideałów jest działalność ruchu Black Lives Matter w USA. Ruch miast deeskalować napięcia rasowe, stał się jawnie rasistowski i anarchistyczny. Wartym uwagi, choć wyjątkowo złożonym przykładem "porwania" jest debata dotycząca globalnego ocieplenia. Okazuje się, że temat wymagający chłodnego naukowego podejścia stał się areną konfliktów ideologicznych i narracyjnych. Dla tych rozważań najciekawszym wydaje się incydent zwany Climategate z 2009 roku. Był to wyciek ­olbrzymiego pakietu e-maili naukowców zajmujących się problemem klimatu. Okazało się, że profesor Patrick J. Michaels padł ofiarą spisku swoich przeciwników w wojnie plemion. Jego koledzy po fachu planowali skryte zdyskredytowanie go w świecie naukowym. Jedna z cytowanych w wywiadzie dla CNN i ujawnionych w wycieku wypowiedzi dotyczyła próby wpłynięcia na decyzje redakcyjne periodyków naukowych tak, aby teksty sprzeczne z określoną narracją nie były w przyszłości publikowane. Poszkodowany rozpoznaje to jako mające forrmę spisku zastraszanie decydentów pism5. Warto tutaj dodać, że stawka w takich przepychankach ma także wymiar materialny: granty, dotacje i pensje dla tych, którym uda się zdominować debatę publiczną.

Strona racjonalna zachowań dominacyjnych

Spójrzmy na sprawę z bardziej optymistycznego punktu widzenia. Dominacja jest całkowicie racjonalna. Dominacja to grupowe osiąganie celów. A w każdej grupie zaufanie oparte na zgodności wizji świata stanowi podstawę społecznego kontraktu, dzięki któremu ludzka aktywność może istnieć. W jedności naszego plemienia siła - to najbardziej oczywiste ze spostrzeżeń zawartych w tym felietonie.

Stalin musiał mieć zaufanych wykonawców swojej woli politycznej - mniejsza o to, że zastraszonych. Miernikiem lojalności była zgodność ideologiczna... w brutalnej grze o przetrwanie traktowana instrumentalnie. Posiadanie podobnych lub identycznych poglądów zwiększa zdolność osiągania kolektywnych celów, a zmniejsza ryzyko codziennego funkcjonowania dla członków zintegrowanej ideologicznie społeczności. Z pewnością zagrożenie, iż człowiek o zgodnym światopoglądzie oszuka czy okradnie, jest znacznie mniejsze. Będzie bardziej skłonny poświęcić własne, prywatne dobro na rzecz dobra osiąganego kolektywnie. Ideologie w określonych warunkach wiążą ludzi silniej niż więzy krwi. Sama zaś walka o dominację nad innymi zaczyna się od drobnych przysług, idzie przez powszechny w życiu gospodarczym nepotyzm ("załatw bratankowi pracę - odwdzięczę się")... by płynnie, bez ostrzeżenia przejść w zachowania agresywne, coraz bardziej podpadające pod terror i prześladowania wszystkich, którzy nie współdzielą pewnego pakietu wartości nazywanego zazwyczaj tożsamością grupową. Jak pisze Stefan Kisielewski, ta dynamika jest esencją naszego życia społecznego:

Kto chce grać w daną grę, musi grać właściwymi jej, konkretnymi elementami, kto chce mieszkać w danym czasie na danym terenie, musi posługiwać się właściwym dla tego środowiska zespołem słownych symboli, czyli właściwym, ustalonym tutaj językiem. Jeśli zaś twierdzi, że jest to język kłamliwy, popełnia zasadnicze, pojęciowe uproszczenie, język bowiem nie jest wyrazem wszystkiego, co istnieje, jest tylko zespołem pewnych słownych symboli, zespołem ograniczonym do słów symbolizujących rzeczy czy sprawy, które na danym terenie uznano za istniejące, potrzebne, wyrastające z rzeczywistości lub też kształtujące ją. To ostatnie zwłaszcza, motywacja, że potrzebne jest to, co kształtuje rzeczywistość, czy też utrzymuje ją w pewnym kształcie, bardzo jest ważne6.

Cywilizacja przeciwieństwem wojny?

Siły, które pchają nas do walk plemiennych są potężne. Jak je ujarzmić? Jak zmoderować? Czy taki postępek będzie rzeczą rozsądną - może nas wszak wystawić na łup tych, którzy nie współdzielą ideałów pokoju i koegzystencji... i nie zawahają się przy tym narzucić nam swoich wartości? Być może odpowiedzią okażą się słowa Gordona R. Dicksona, który w powieści Encyklopedia ostateczna rzekł ustami jednej z postaci:

Nie ma złości, nie ma smutku, nie ma destrukcyjnych uczuć tam, gdzie jest zrozumienie.

Ten artykuł i inne prace zawarte w niniejszym tomie powstały po to, by pomóc Czytelnikowi zrozumieć konflikt i zrozumieć ludzką naturę. Mogą stać się narzędziem skutecznego wygrywania konfliktów, ale mogą też stać się inspiracją do ich eskalacji i moderowania sposobów ich rozwiązywania. Konflikty i wojny plemienne z pewnością pozostaną treścią życia ludzi. Ale być może zrozumienie ich dynamiki sprawi, że będą dla nas mniej dokuczliwe.

Zakończenie: Dwa rodzaje ludzi

Robert Benchley podzielił się ze światem znakomitym paradoksem (sprzeczności i paradoksy najtrafniej opisują ludzką naturę):

Są tylko dwie klasy ludzi: ci, co dzielą ludzi na dwie klasy, i ci, którzy tego nie robią.

Moglibyśmy pokusić się o parafrazę słów Benchleya, pasującą do podsumowania niniejszego wywodu. Może ludzie dzielą się na tych, którzy deeskalują konflikty i tych, którzy żywią się nimi, którzy za ich pośrednictwem produkują dopaminę, by się nią następnie narkotyzować...

Aby te rozważania zakończyć konstruktywnie, aby podpowiedzieć w jakiś sposób, co czynić, zakończmy aforyzmem, który skomponował dla nas Feliks Chwalibóg (1866-1930):

Ten świat zimny, niewdzięczny, obłudny i okrutny, na który narzekamy, to my dla innych. -

1 This Student Says Her Qipao Prom Dress Is Being Called Out... https://www.teenvogue.com/story/qipao-prom-dress-called-out-for-cultural-appropriation [dostęp: 2020.04.08].

2 Ang. hate mob (dosł. tłum nienawiści), choć mamy wiele innych terminów na to zjawisko, m.in. flash mob (błyskawicznie zbierający się tłum, zbiegowisko, skrzyknięte lub składające się z ludzi w jakiś sposób kierowanych wspólnym motywem).

3 Jordan Peterson debate on the gender pay gap..., https://www.youtube.com/watch?v=aMcjxSThD54 [dostęp: 2020.03.31].

4 W oryginale: Reasoning will never make a Man correct an ill Opinion, which by Reasoning he never acquired.

5 Patrick J. Michaels discusses Climategate on CNN, https://www.youtube.com/watch?v=ffgj6Deni_Y [dostęp: 2020.04.20].

6 Stefan Kisielewski, Pochwała kłamstwa, "Kultura" 1977, nr 1-2, s. 138.

To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji. Lista sprzedawców w portalu chiny.pl

Wojna jako forma komunikacji

Rozmowa z prof. Jerzym Bralczykiem o naturze języka i naturze ludzkiej

Tomasz Rawski: Panie profesorze, na początek banalna kwestia, ale w swojej prostocie dość przewrotna. Ile komunikacji jest w wojnie, a ile wojny w komunikacji?

Jerzy Bralczyk: To dosyć atrakcyjne pytanie. Trochę trąci metaforą. Nie mamy takich miar, którymi moglibyśmy się posługiwać, mówiąc, ile jest czegoś w czymś: Ja bym to przeformułował, na ile wojna jest komunikacją, a na ile komunikacja jest wojną? Wtedy pewnie nie traktowalibyśmy tego jako pojemnika zawierającego ileś tam jednostek jednego i drugiego.

Czy wojna jest komunikacją? Dla niektórych byłaby o tyle komunikacją, o ile komunikacją jest wszystko, każde nasze działanie społeczne. Watzlawick sformułował taki znany powszechnie paradoks: nie można nie komunikować. Cokolwiek robimy, to komunikujemy. Nawet jeżeli rezygnujemy w naszej świadomości z komunikacji, to i tak jest to komunikator naszej rezygnacji. Nasze bycie społeczne to komunikacja nieustająca.

Czy nasze życie wewnętrzne jest komunikacją? Wydaje się, że i naszemu myśleniu można przypisać taki element, można uznać, że myśląc, coś sobie w pewnym sensie uświadamiamy. Mamy tutaj zaimek sobie, który jest zwrotny. Nasza świadomość jest dla nas, a my sami sobie coś komunikujemy.

Przepraszam za ten długi wywód, ale on pokazuje, że wszystko w zasadzie jest komunikacją.

Można by powiedzieć, że wojna, najwyższy stopień agresji, który wiąże się z zabijaniem, czyli unicestwianiem potencjalnych partnerów, to sytuacja, w której mamy tej komunikacji właściwie najmniej. Jeżeli traktowalibyśmy komunikację jako relację między podmiotami, to unicestwianie jednego z podmiotów przez drugi byłoby w jakimś sensie unicestwianiem komunikacji. Wręcz ostatecznym aktem komunikacyjnym: niszczę ciebie, już ciebie nie ma i nie istniejesz, ani dla mnie, ani w ogóle dla nikogo.

W tym sensie wojna byłaby komunikacją. Komunikowałaby agresję, dominację, chęć zagarnięcia czegoś, wiele rzeczy, o których doskonale wiemy. Ale jednocześnie zmierzałaby też do unicestwienia. Można by to w paradoksalny sposób interpretować jako samounicestwiającą się komunikację.

TR: To teraz z drugiej strony, ile wojny jest w komunikacji?

Jedną z klasycznych metafor komunikacyjnych jest metafora gry. W grze komunikacyjnej istnieją jakieś reguły, ale tak jak to bywa w grze, jest w niej również zawarty pewien element porozumienia i pewien element konfliktu.

Konflikt polega choćby na tym, że do podstawowych funkcji komunikacji językowej - a myślę, że również komunikacji w ogóle - należy funkcja nakłaniająca, nazywana różnie: konatywną, impresywną, perswazyjną czy rozkazującą. Polega ona na wywieraniu wpływu na partnerze komunikacji.

Oczywiście o ile mamy na myśli strukturę komunikacji partnerskiej. Partnerstwo jest czymś innym niż dążenie do dominacji albo zgoda na podporządkowanie się. W grze komunikacyjnej często chodzi nam o partnerstwo, ale każdemu z uczestników komunikacji można przypisać chęć dominacji nad drugim.

Dominacja ma bardzo różne wymiary i formy. Przyjęcie do wiadomości przez partnera komunikacji tego, co chcę mu powiedzieć, już zawiera w sobie pewien element wpływu na niego.

W grze, jakkolwiek obowiązują reguły, to jednak występuje też zwykle pewien element rywalizacji. Komunikacja, w jakimś sensie, jest nakłanianiem do czegoś. Nawet jeśli o czymś informujemy. Na przykład mówię, że jest godzina piąta, a w tym kryje się rama modalna: chcę, żebyś przyjął do wiadomości, że jest godzina piąta, albo też - jak przekonują niektórzy - chcę, żebyś przyjął do wiadomości, że ja chcę, żebyś uważał i tak dalej...

W tym sensie można uznać, że element walki, który z pewną dozą agrawacji czy uogólnienia moglibyśmy nazwać wojną, występuje w każdym z aktów komunikacyjnych.

TR: Zastanawiam się, bo skoro zostało powiedziane, że komunikując się, możemy prowadzić wojnę, konflikt...

Nie, nie. Konfliktu nie prowadzimy. Konflikt jest czymś, co istnieje w związku z nami, ale nie możemy powiedzieć, że my nad konfliktem panujemy. Samo ujęcie konfliktu pokazuje, że jest to jakiś proces, zjawisko, które się w pewien sposób od nas uniezależnia.

TR: Gdzie w tym wszystkim będzie zwycięstwo? Gdzie w tym wszystkim będą reguły gry?

Zakłada pan, że wojnę prowadzi się dla zwycięstwa. Dla wielu nie jest to oczywiste. Mamy takie wyobrażenia, zgodnie z którymi wojna stanowi sposób istnienia, na przykład rycerza. Rycerz zazwyczaj chce zwyciężyć, ale też może sobie stawiać cel bliższy. i tym celem jest samo walczenie, sama walka.

Wielu pojmuje walkę jako cel. Człowiek się rodzi, żeby walczyć. Czy walczy, żeby zwyciężyć? Trudno powiedzieć. Jeżeli rodzajem zwycięstwa jest udana obrona, to może i tak. Moglibyśmy rozszerzyć to zwycięstwo. Nie wydaje się wcale tak oczywiste, że celem walki jest zwycięstwo.

TR: Jeśli nie zwycięstwo, to co?

Samo uczestniczenie w wojnie może być postrzegane jako posłannictwo, jako spełnianie swojej roli w świecie. Kiedy Rostow idzie na wojnę w Wojnie i pokoju to nie tylko po to, aby zwyciężyć, ale żeby uczestniczyć, żeby być w, w środku.

TR: A wojak Szwejk? Też idzie na wojnę. i też chce coś zakomunikować.

Trudno jest rozmawiać, kiedy metaforyzujemy. Każdy z nas ma swoje metafory, każdy może przychylać się do metafor, które narzuca lub podsuwa mu rozmówca, ale ma zawsze obawę, czy jest to trafne czy nie.

Jedną z interpretacji, dosyć mi bliskich, postaci Józefa Szwejka jest to, że on stara się eliminować wojnę z wojny. To sposób prowadzenia wojny, a tych mamy bardzo wiele. Począwszy od tego, co przypomina strajk włoski, czyli wypełnianie wszystkich dokładnie poleceń tak, żeby nie można było niczego zarzucić. W efekcie dochodzi do bojkotowania celu przez doprowadzanie do absurdu różnego rodzaju poleceń czy rozkazów, przez dystans ironiczny, który jest maskowany, traktowaniem wszystkiego niby-serio.

Szwejk to postać bardzo skomplikowana, ale mająca licznych protoplastów. Bardzo wielu jest w dawnej literaturze takich żołnierzy, rycerzy, giermków czy ciurów, którzy na pewnym oszustwie budują swoją prywatną pozycję.

Mamy tu - mówiąc bardziej atrakcyjnie - wojnę z wojną. Na jakie sposoby możemy walczyć z wojną? Andrzej Bołkoński będzie dostrzegał absurdalność wojny jako takiej i niemożliwość skonstruowania jakichkolwiek planów strategicznych i taktycznych. Zgodnie z doktryną Tołstoja, na wojnę składa się tyle różnych czynników, że my nie możemy ich ogarnąć. Ważną rolę odgrywa też przypadek. Wystarczy, że ktoś zawoła: hura! Albo przegraliśmy i wszystko już idzie w taką lub inną stronę.

TR: Czy idąc na wojnę z wojną nie jesteśmy na straconej pozycji?

Na różne sposoby możemy prowadzić swoją wojnę z wojną. Inaczej robili pacyfiści, inaczej zwolennicy wojny tylko obronnej.

Wojna dla wielu istnieje także w wymiarze deklaracji. Wymiarze jak najbardziej komunikacyjnym. Wojna jest złem, czy to będzie Brecht w Matce Courage, czy Goya, czy inni, którzy postarają się pokazać wojnę jako absurd, jako ostateczne zwyrodnienie, zbrodnię, głupotę... Na bardzo wiele sposobów można też z niej pokpiwać.

Przypomnijmy, że w jednym z najbardziej profetycznych tekstów, w Księgach Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego, Mickiewicz pisze: "O wojnę powszechną za wolność ludów, prosimy Cię, Panie". Ta wojna, rzecz jasna, mogła mieć charakter narodowowyzwoleńczy, ale to dosyć mocne sformułowanie. Proszenie o wojnę powszechną to deklaracja zgody na coś, co jest przez wielu traktowane jako najwyższy absurd.

Z drugiej strony cała epopeja napoleońska - ta apoteoza czynu bohaterskiego, którą też się Polacy zarazili - jest literacko sakryfikowana. Wojna jest święta. Świętość wojny zakłada jej wyższe racje. Czasem nie tylko racje tej konkretnej wojny czy konkretnej strony konfliktu, ale wojny w ogóle. Sławiono ją przecież jako naturalną część życia ludzkiego czy historii.

Wracając do Szwejka, z jednej strony wydaje się deklaratywnym lojalistą, ale na dobrą sprawę, my nie bardzo znamy jego poglądy. i podejrzewam, że on w związku z wojną poglądów prawie nie ma. Poza tym, że jego dystans do świata, do wojny, pozwala mu ocalić wiele, może nie tyle z jego dobrostanu, ile z indywidualności, poczucia tożsamości. Po nim ta wojna spływa jak woda po gęsi. On jest immunizowany na swój sposób przeciwko wojnie. Nie poddaje się jej.

TR: Komunikację traktujemy w użytkowym rozumieniu jako dialog, porozumiewanie się, bycie w kontakcie. Może warto to skonfrontować z diagnozą Hobbesa o wojnie wszystkich ze wszystkimi. Wszyscy się komunikujemy, szczególnie dzisiaj, wszyscy ze sobą są w kontakcie. Czy zatem możemy powiedzieć, że każdy z każdym toczy jakąś wojnę?

Oczywiście - powiedzieć można. Pan przed chwilą to powiedział, więc można powiedzieć. Mówiąc, dowiódł pan tego. To jest taka zgrabna formuła. Nieprawdziwa, jak większość zgrabnych formuł.

"Wojna wszystkich ze wszystkimi" byłaby hiperbolą, agrawacją. Nie jest prawdą, że wszyscy ze wszystkimi, bo wszyscy ze wszystkimi się nie kontaktują. Moja przestrzeń kontaktu i komunikacji, w tej chwili została zawężona do bardzo niewielu osób przez kwarantannę, ale zazwyczaj, mimo że mam liczne kontakty, nie jest to nieograniczona liczba, nie związana z nieograniczonym zbiorem ludzi.

Czy wojna zawiera w sobie coś intencjonalnego? Jedno z podstawowych pytań. Czy ja, chcąc nawet wpłynąć na kogoś, jednocześnie pragnę jego dobra, czy też jego dobro jest dla mnie podobnym wskaźnikiem jak dobro moje, zgodnie z zasadą miłuj bliźniego jak siebie samego. Mało jest takich bliźnich, których tak kocham jak siebie samego. To jednostki, ale są takie jednostki, owszem, których dobro jest dla mnie najważniejsze i ważne na równi z moim własnym dobrem. i dlatego nie mogę powiedzieć, że intencjonalnie prowadzę z nimi wojnę przez cały czas.

Natomiast mogę powiedzieć, że od czasu do czasu prowadzę z nimi rodzaj sporu. Jeżeli ten spór nazwiemy walką, może będziemy nie tak dalecy od prawdy, bo będziemy się kłócili, będziemy się spierali. Czy to jest wojna? Nie należy znaczeń słów rozszerzać.

TR: Dzisiaj obserwujemy przynajmniej dwie tendencje. Z jednej strony nadużywamy słowa wojna, mówimy o wojnie medialnej, wojnie politycznej, wojnie kultur, inni z ostrożnością podchodzą do tego słowa, wiedząc, że wojna to tragedia i dramat.

Słowa wojna używa się prowokacyjnie. Jest taka historia przytaczana przez niektórych badaczy, o humanitarnych generałach amerykańskich. Była komenda w armii amerykańskiej, do walki na bagnety, brzmiała ona Kill! Kill! (czyli "Zabij! Zabij!"). Niektórym humanitarnym generałom amerykańskim wydało się, że nawoływanie do zabijania jest niehumanitarne. Zaproponowali, żeby zamienić tę komendę na: Ya, ya!. Inni, bardziej humanitarni, uznali, że nawoływanie do zabijania okrzykiem: Ya!, ya! jest krańcowo obłudne i bardziej szkodliwe, o ile pamietam, to komendy nie zmieniono ale wycofano bagnety z wojny.

To pokazuje, do jakiego stopnia myślenie o czymś, że to wojna, może neutralizować nasz stosunek do wojny.

Z natury jestem pacyfistą. Człowiekiem zgody. Uważam, że zgoda należy do najważniejszych wartości. Trochę mi przeszkadza, że w słowie zgoda mieści się ten rdzeń god, który jest obecny też w czasowniku godzić. A godzić to nie tylko kogoś z kimś, ale też godzić w coś. Jeżeli ktoś kogoś ugodził, to niekoniecznie sprawił, że on się porozumiał z kimś, wręcz przeciwnie. Takim ugodzeniem mógł go wręcz zabić. To mi trochę przeszkadza w zgodzie, która jest ambiwalentna, jak bardzo wiele słów.

Ale jestem człowiekiem zgody. i dlatego też samo ujęcie komunikacji jako wojny czy też wojny jako komunikacji w zasadzie jest mi obce, a poniekąd wrogie. Moja pewna niechęć do uczestniczenia w tym tomie także stąd się brała.

Możemy to ująć tak, że komunikacja jest rodzajem wojny albo że wojna jest rodzajem komunikacji, ale ponieważ mam najwyższe obrzydzenie dla tego, co potocznie nazywane jest wojną, a bardzo dużo sympatii do tego, co potocznie jest nazywane komunikacją, to niniejszym, wyrażam swój opór przeciwko takiemu stawianiu sprawy. Wojny nienawidzę, komunikacja jest mi droga. Na czym, jak sądzę, nasza rozmowa mogłaby się zupełnie dobrze zakończyć. -

Jerzy Bralczyk - emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Polonista, językoznawca. Wiceprzewodniczący Rady Języka Polskiego

Książki, które uformowały moją wizję świata

Stefan Themerson, Wykład profesora Mmaa

Nie zawsze jesteśmy świadomi, która z książek naprawdę wywarła na nas wpływ. W moim przypadku jedną z nich był z pewnością Wykład profesora Mmaa. Ten przewrotny traktat filozoficzny pokazywał wielostronność naszego myślenia, wielość możliwości interpretacji zjawisk a także możliwość pewnego dystansu do problemów i do sposobów ich rozwiązywania.

Lew Tołstoj, Wojna i pokój

Najpierw czytałem głównie fragmenty dotyczące pokoju, dziś ciekawi mnie bardzo też to, co Tołstoj myślał o wojnie. Jego przemyślenia na temat wojny są bardzo sugestywne ale w wielu przypadkach wydają się irracjonalne, ale może dobrze by było, gdyby było tak, jak on myślał.

To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Piotr Plebaniak

Teoria królowej i teoria króla

Pustka i Pełnia w chińskich oraz zachodnich wzorcach toczenia wojen

Twardym w twarde czy twardym w miękkie?

Chińska sztuka wojenna wyewoluowała pod wpływem zasadniczo innej etyki, sposobu rozumienia człowieczeństwa, ale też kosmologii, czyli sposobu postrzegania Wszechświata i wzajemnych zależności zachodzących w nim zjawisk. Najstarszym kompendium wiedzy na ten temat jest Księga przemian, której geneza sięga chińskiego neolitu. Była ona i nadal jest instruktarzem obserwacji, ale też wpływania na otaczającą ludzi rzeczywistość. W maksymalnym skrócie: ten zbiór starożytnych maksym uczy, jak działać w danej sytuacji społecznej z uwzględnieniem faz świata.

Fazy świata rządzą się swoimi prawami, które w chińskim kręgu kulturowym określane są jako Dao, czyli nienazywalna wszechzasada funkcjonowania wszystkich zjawisk. Oscylują one w swym natężeniu od szczytu do minimum. Prężne imperium może osiągnąć apogeum swojej siły, aby po okresie maksymalnej ekspansji popaść w bezsiłę, dekadencję... i w końcu ulec któremuś z rzędu najazdowi barbarzyńców lub rebelii powodowanego głodem chłopstwa.

Znane bodaj wszystkim miłośnikom historii wojskowości dzieło Sztuka wojny to traktat, w którym maksymy Księgi przemian zaserwowane są czytelnikowi w formie porad w konkretnym kontekście - prowadzenia konfliktu zbrojnego czy też zarządzania (dowodzenia) armią i oddziaływania nią na przeciwnika i bieg wydarzeń. Gdyby przetłumaczyć dosłownie oryginalny tytuł traktatu, brzmiałby on Reguły posługiwania się armią mistrza Suna.

Sun Zi, domniemany autor dzieła, posługuje się tymi samymi metaforami, które znajdziemy i w Księdze przemian. Napotkamy więc w starożytnym traktacie maksymę "uderzaj pełnią w pustkę" lub "uderzaj twardym w miękkie" wyrażoną w anegdotach i zaleceniach formułowanych na użytek adepta taktyki i strategii. Sun Zi pisał (I.15-17):

Skłoń przeciwnika do decyzji pochopnej, korzyści pozorne pokazując. Gdy po jego stronie nieład zapanuje, niespodziewanie uderz i go pokonaj. Kiedy w stanie Pełni jest przeciwnik, na jego atak się gotuj.

Pełnia ( shi ?) to stan maksymalnej gotowości bojowej, na co składać się może apogeum morale i siły żołnierzy, splot korzystnych okoliczności taktycznych, geopolitycznych itp. Może to być stadium przygotowania kraju i narodu na wysiłek wojenny, a więc efekt długoletnich prac i zapobiegliwości. Stan Pustki (xu ?) to odwrotność powyższego, a więc sytuacja, w której armia jest z jakiegoś powodu słaba: wyczerpanie, nieudolny lub omamiony fortelami dowódca, skromny rozmiar względem sił przeciwnika itp.

Pełnia i Pustka mają też inne znaczenie, które często przewija się przez starożytne chińskie traktaty militarne i funkcjonuje także we współczesnej myśli wojskowej. Pełnia to coś prawdziwego, rzeczywistego, a Pustka to nasze złudzenia, ułuda, coś, co jest tylko pozorem. Ta para znaczeń, choć zasadniczo wywodzi się z myśli buddyjskiej i jest z nią kojarzona, bardzo często przewija się w chińskiej cywilizacji i to jeszcze na długo przed importem do Chin buddyzmu, co nastąpiło około III wieku naszej ery.

Księga przemian ogólnie, a traktat Sztuka wojny w kontekście wojskowym, zaleca takie manipulowanie stanem swojej armii i okolicznościami, aby twardym (Pełnią) uderzyć w miękkie (Pustkę). Należy więc wyczekać, aż naturalne cykle Wszechświata - mówi Księga przemian - przyjmą postać taką, że minimalnym wysiłkiem zdołamy wywrzeć maksymalny efekt. Traktat tłumaczy to na język żołnierza w wielu miejscach swojego traktatu, pisząc między innymi:

Jeśli wojska przeciwnika są sił pełne, wyczerpać je trzeba. (I.20)

Przeto, jeśli przeciwnik w Pełni sił jest, on go wyczerpuje. (VI.4)

W chińskiej przestrzeni umysłowej ta maksyma jest powszechnie rozpoznawanym przysłowiem, a zarazem jednym z "planów działania", które dogłębnie analizuję w mojej książce 36 forteli. Na marginesie: polskie słowo "fortel" to tłumaczenie chińskiego ji (?, czyt. dźi), które ma zupełnie inne pole semantyczne - w języku chińskim oprócz podstępu to zmyślny plan, procedura. Przywołany "fortel" zaleca znaleźć entry point, punkt wejścia czyli miejsce albo moment przyłożenia dźwigni. Trzeba wybrać czas ataku wtedy, gdy stosunek sił stron walczących jest dla nas samych najbardziej korzystny.

Taką sytuację widzimy w najbardziej oczywistym przykładzie wziętym z naszej polskiej historii - rozgrywce Jagiełły w dniu bitwy pod Grunwaldem. Relacje historyczne mówią, że na polu bitwy pojawili się z jednej strony wymęczeni całonocnym forsownym przemarszem Krzyżacy, gotujący się - niemalże dosłownie - na bitwę w pełnym słońcu, a z drugiej wojska Litwy i Korony, spokojnie czekające wśród dających cień lasów. Stanęły więc naprzeciw siebie armie niedospana i wyspana, wymęczona upałem i wypoczęta. Pustka i Pełnia.

Niech Bóg nas rozsądzi

Teraz wróćmy do świata Zachodu. Do świata Clausewitza, świata, w którym mniej lub bardziej ostentacyjnie panoszy się wzorzec, zgodnie z którym zwycięstwo należy osiągnąć w możliwie spektakularnym starciu, w walnej bitwie, a szerzej - w konfrontacji sił mających zbliżoną (obyczajowo i rytualnie) naturę.

Uważam, że dążenie do konfrontacji sił podobnej natury jest głęboko wdrukowane w naszą kulturę, system prawny i sposób myślenia. Ten wzorzec odziedziczyliśmy po starożytnej Grecji, w której spór między dwoma polis rozstrzygała bitwa dwóch armii hoplitów. Wygrywała ta falanga obywateli polis, która przegoniła przeciwnika z placu boju bądź w inny sposób wykazała swoją wyższość.

Istotną fazą ewolucji tego wzorca były pojedynki rycerzy i bitwy pojedynkowe, praktykowane w średniowiecznej Europie. Nie dopuszczały stosowania podstępów w określonych zwyczajem fazach konfrontacji, ponieważ stanowiły formę sądu bożego, mającego wskazać tę stronę, przy której stoi prawda i Bóg. Zwycięstwo odniesione podstępem hańbiło, a przede wszystkim nie rozstrzygało. Zakres akceptowalnych i nieczystych zagrań zmieniał się oczywiście z czasem i miejscem zdarzenia.

Przykładem takiej bitwy pojedynkowej jest bitwa pod Koronowem, stoczona 10 października 1410 roku. Piotr Derdej, autor opracowania Koronowo 1410, cytuje kronikę Długosza, według którego w bitwie przeciwnicy zarządzali przerwy, nosząc sobie nawzajem wino. Według przytaczanych przez Derdeja historyków, Stefana Marii Kuczyńskiego i Zdzisława Spieralskiego, wynikało to z przekonania, że

rycerscy goście zakonu rodem z Europy Zachodniej [...] wciąż jeszcze zachowywali prastare obyczaje rycerskie, nakazujące szacunek wobec przeciwnika, który walczy uczciwie.

Wcześniej Derdej pisze:

Rycerstwo po obu stronach przestrzegało zachodnioeuropejskiego kodeksu honorowego i toczyło tę bitwę również na sposób zachodni, na poły turniejowy, gdzie stawali w szranki równi sobie [...] w obyczajach rycerskich przeciwnicy, którzy podziwiali i szanowali się nawzajem, choć chwilowo - walczyli pod przeciwnymi sobie sztandarami.

Teoria króla i teoria królowej

W obu cywilizacjach, zachodniej i chińskiej, dowódcy i mężowie stanu stawali przed wyborem sposobu zneutralizowania przeciwnika. Taka neutralizacja to synonim wygrania wojny. Jednak treści mieszczące się w owym synonimie zależą od kontekstu kulturowego, w którym konflikt się toczy, a więc i od zdefiniowania tego, co zwykło się określać mianem "zwycięstwa". Neutralizacja to bardzo sprytne słowo, bo może oznaczać jedno z całego spektrum zdarzeń, od fizycznego zniszczenia wrogiej armii (narzędzi oddziaływania) poprzez spektakularne zdobycie stolicy, na pozbawieniu wroga woli realizowania jego interesów kończąc.

Możliwe ujęcia tego, czym jest zwycięstwo, to samo sedno różnic między Wschodem a Zachodem. Chińczycy prędzej zadowolą się tym, że przeciwnik zaprzestał przeszkadzania. A zwycięstwo rytualne, na przykład uroczyste podpisanie pokoju w wagonie kolejowym albo na pokładzie pancernika lub narzucenie poniżających kontrybucji wojennych, może wywołać... albo więcej: zmusić przeciwnika do szukania sposobu na "odzyskanie honoru". Taką właśnie sytuację obserwujemy w przypadku nastrojów rewanżystowskich w niemieckim społeczeństwie po pierwszej wojnie światowej. Percepcja była taka, że Niemcy wojnę przegrały nie jak przystało, na polu bitwy, ale w skutek zdławienia ich gospodarki. A percepcja jest wszystkim.

Moim zdaniem

"zwyciężyć" to sprawić, że inni utracą wolę do przeciwdziałania naszym planom, zoptymalizować swoją zdolność oddziaływania na bieg wydarzeń.

W tym celu nie trzeba ani zniszczyć fizycznie przeciwnika czy jego narzędzi działania (wtedy napisalibyśmy: pozbawić go zdolności do przeciwdziałania nam...), ani nawet narzucać mu własnych poglądów czy zniewolić politycznie lub fizycznie. W wersji minimum wystarczy wywołać w nim zjawisko psychologiczne znane jako "poczucie rzeczywistej lub postrzeganej przegranej", zniszczyć jego morale (ang. fortitude).

Ta "wersja minimum" to kwintesencja chińskiej filozofii prowadzenia konfliktu w dowolnej sferze, poczynając od życia osobistego, a na formułowaniu doktryn geopolitycznych kończąc. Także w czasach współczesnych i w kontekście budowania tak zwanego Nowego Jedwabnego Szlaku1. Ta wspomniana powyżej jako "szukanie entry point" koncepcja polegająca na podjęciu działania w chwili optymalnego dla działającego stosunku sił to koncepcja wuwei (??), inaczej doktryna niedziałania.

Zbierając materiały do napisania książki 36 forteli, trafiłem na absolutnie fascynującą książkę The Art of Maneuver, w której amerykański teoretyk Robert Leonhard formułuje dylemat uczestniczącego w konflikcie decydenta (a w tymże dziele dowódcy wojskowego) jako teorię króla i teorię królowej. Leonhard uważa, że dylemat należy rozstrzygnąć definiując, co powinno być lub co jest newralgicznym punktem, którego skuteczne zaatakowanie stanie się momentem konfliktu decydującym o zwycięstwie.

Teoria króla to koncepcja działań, która zakłada atak na punkt najsłabszy - w szachach jest to figura króla. Teoria królowej to atak na punkt najsilniejszy, czyli na figurę królowej. Niech mi będzie wolno przytoczyć fragment mojej własnej książki, omawiający wywód Leonharda:

Wojny i konflikty toczą ludzie. Pierwszorzędnym celem oddziaływania jest umysł przeciwnika. Tak pojmowana sztuka wojenna jest z samej swojej natury gałęzią psychologii. Podejście "zachodnie" to wojna na wyniszczenie (ang. attrition warfare). Metoda zwycięstwa to wytworzenie obliczalnej metodami arytmetycznymi, dającej się więc skwantyfikować, przewagi liczebnej lub materiałowej, a następnie fizyczne (kinetyczne) zniszczenie przeciwnika lub pozbawienie go zdolności albo narzędzi działania. Newralgiczny punkt, którego zniszczenie jest celem, tzw. środek ciężkości przeciwnika (ang. center of gravity), to jego kluczowa siła. Uwarunkowania kulturowe sprawiają, że starcie przybiera formę konfrontacji typu fair game (gry sprawiedliwej), a więc między innymi atak ma naturę uderzania twardym w twarde, a obrona polega na wytworzeniu kontrsiły podobnego typu, co ta użyta do ataku.

W rozumieniu Clausewitza punkt ciężkości konfliktu stanowi albo zbudowanie siły zdolnej do rozbicia armii przeciwnika (kontrsiły podobnego typu), albo zdobycie jego stolicy i - koniecznie! - parada zwycięstwa w rzuconym na kolana mieście. To "koniecznie" jest potrzebne do tego, aby i przeciwnik uznał swoją porażkę, i obserwatorzy ją uprawomocnili, formalnie rozpoznając wywalczony efekt geopolityczny. Ale to nasza zachodnia logika. Decydentom wykształconym pod wpływem Sun Zi taka oprawa rytualna wydaje się zupełnie zbędna, a często uznają ją wręcz za szkodliwą, gdyż otwiera drogę do rewanżu.

By schwytać rozbójników, pochwyć ich herszta

Podstawową różnicą między chińskim a zachodnim prowadzeniem wojen jest - oprócz tego, że Chińczycy starają się toczyć konflikty skrycie - osiąganie zwycięstwa bez walki. A więc głównym celem wywieranego oddziaływania i instrumentem realizacji będzie dla nich nie armia (Pełnia, twarde), ale ta aktywność przeciwnika, która generowaniu Pełni służy (Pustka, miękkie). Miarą mistrzostwa decydenta politycznego lub dowódcy okazuje się więc nie umiejętność wygrania bitwy czy wojny, ale rozstrzygnięcie konfliktu, zanim nastąpi kosztowna i nieprzewidywalna eskalacja wymagająca użycia wojska. Przytoczę teraz moje dwa ulubione fragmenty Sztuki wojny, które, choć odnoszą się do użycia wojska, równie dobrze opisują akcje przed fazą zbrojną konfliktu:

Wódz, co zwycięstwo osiąga sposobem takim, iż postronni je dostrzegają, nie jest mistrzem największym. Ten, co piórko uniesie, nie jest wszak siłaczem, ten, co słońce i księżyc dostrzeże, sokolim wzrokiem nie włada, jako i gromu dosłyszenie świadectwa słuchu niepowszedniego nie daje. Ten, którego w dawnych wiekach mistrzem wojowania zwali, niepostrzeżenie zwyciężał. Za tą przyczyną zwycięstwa jego, przez postronnych nienależycie cenione, ani mu sławę wodza wielkiego przynosiły, ani glorię za czyny niezłomne.

[...] Przeto armia, której zwycięstwo jest pisane, pierwej zwycięża, potem zaś dopiero o stoczenie bitwy się stara, armia natomiast na klęskę skazana wpierw wdaje się w walkę, a dopiero w boju szansy zwycięstwa. (IV.6,8-9)

Aby osiągnąć zwycięstwo, dowódcy zachodni i chińscy mają do dyspozycji pulę działań, zasadniczo dzielącą się na dwie grupy względem identyfikacji punktu newralgicznego, którego zaatakowanie prowadzi do nokautu lub decydującego załamania wysiłków przeciwnika. Chińczycy, jak już powiedziałem, uznają walne starcie "siły i kontrsiły" (czyli oblężenie lub walną bitwę głównych sił) oraz wszelkie warianty i odmiany takiej konfrontacji za najgorsze rozwiązanie. Będą starali się oddziaływać w miejscach i sytuacjach, których nie da się określić, a czasem nawet zauważyć i zidentyfikować jako "decydującego starcia". To nie jest temat na niniejszy esej, ale tak poprowadzona "wojna bez wojny" to esencja tego, co dziś nazywamy wojnami hybrydowymi2.

Podejście chińskie, którego prekursorem jest Sun Zi, Leonhart nazywa wojną manewrową (ang. maneuver warfare) -w kontraście dla wojny na wyczerpanie (ang. attrition warfare, patrz wyżej). Pozwolę sobie podsumować jego wywód.

W takiej wojnie uczestnik uzyskuje przewagę, wykorzystując trudne do zważenia słabości i siły ludzkiej duszy. Psychologia jest fundamentem wszystkich koncepcji wojny manewrowej - starcia dwóch przeciwstawnych ludzkich woli. W wojnie manewrowej środek ciężkości przeciwnika to jego kluczowa słabość. Atak ma postać uderzania twardym w miękkie, najlepiej w warunkach możliwie nieuczciwych dla tamtego.

Kwintesencję powyższego rozumowania w chińskiej sztuce wojennej znajdziemy w traktacie Sun Zi:

Dlatego najwłaściwszym wojny rodzajem jest zamysły i plany3 przeciwnika wniwecz obrócić. Mniej pomyślnym jest uderzenie w sojusze jego. Gorszą jeszcze rangę atak ma na jego wojska, a najgorszym jest miast jego obleganie.

Garść przykładów

Wśród możliwych wariantów dla realizacji teorii króla wybiorę teraz dwa. Pierwszy z nich to maksyma-przysłowie: "By schwytać rozbójników, pochwyć ich herszta".

Naczelny decydent dla armii lub jakiejkolwiek dążącej do kolektywnych celów grupy jest zwykle jej najwrażliwszym ogniwem w tym sensie, że wymaga minimalnych nakładów do zaatakowania4. A taki minimalistyczny atak przekłada się często na maksymalny efekt. W osobie charyzmatycznego przywódcy koncentruje się "wola polityczna" do kontynuowania konfliktu albo zdolność do jego toczenia, a czasem wręcz do jego wygrania. Takim ogniwem był admirał Isoroku Yamamoto, który został przez Amerykanów zabity - pod dyktando chińskiego przysłowia - w słynnej akcji z kwietnia 1943 roku.

Inny wariant zastosowania teorii króla to przysłowie-fortel "zabierz opał spod kociołka". Tu płynnie przywołamy przykład z tego samego okresu i teatru działań. W pułapkę uderzenia twardym w twarde wpadli Japończycy w 1941 roku. Zakochani w swoim triumfie w bitwie pod Cuszimą (to moje osobiste przypuszczenie), uznali, że atakując bazę w Pearl Harbor, powinni zniszczyć "twarde", czyli amerykańskie pancerniki i lotniskowce. Atak na składy paliwa, kluczowe dla podtrzymania możliwości działania US Navy na Pacyfiku, był zaplanowany dopiero dla trzeciej fali nalotu, która, ze względu na oprzytomnienie Amerykanów i wzmagającą się obronę przeciwlotniczą, została przez dowodzących atakiem odwołana.

Japończycy źle zdefiniowali zadanie do wykonania. Ich strategicznym celem było usunięcie z teatru pacyficznego amerykańskiej floty, ale nie jej "zniszczenie" (uderzenie twardym w twarde)! Gdyby więc w "dniu niesławy" skoncentrowali się na zniszczeniu magazynów paliwa, a następnie zniszczyli lub uczynili nieprzydatnym Kanał Panamski, najprawdopodobniej osiągnęliby strategiczny cel - Amerykanie sami wycofaliby się, dając Imperium Nipponu przestrzeń i czas do zagarniania kolejnych połaci Azji Wschodniej.

Ostatni przykład to wojna w Wietnamie. Jeden jej aspekt wydaje się dla całego tego konfliktu najważniejszy. Wietnamscy decydenci toczyli konflikt w myśl koncepcji walki partyzanckiej Mao Zedonga, który sformułował ją w postaci traktatu w roku 1937. Jej centralnym punktem jest budowanie własnej siły i wyczerpywanie siły przeciwnika.

Amerykanie równie bezwiednie co skwapliwie współpracowali w tym zakresie ze swoim przeciwnikiem. Uwięzieni w swoim zachodnim modelu konfliktu, toczyli wojnę na wyczerpanie za pomocą machiny wojennej stworzonej do walki z symetrycznym, tj. podatnym na załamanie machiny przemysłowej, przeciwnikiem.

Z niecierpliwością wyczekiwali decydującego starcia i próbowali je sprowokować. Mogliby wówczas wyzyskać swój atut - siłę ognia lotnictwa i artylerii. Ta konkretnie rozgrywka nastąpiła w kampanii 1968 roku w rejonie amerykańskiej bazy ogniowej Khe Sanh. Amerykanie kusili okazją do powtórzenia przez Wietnamczyków ich wiktorii odniesionej nad Francuzami w Đi?n Bi?n Ph? w 1954 roku.

Tamta bitwa była klasycznym starciem typu "teorii królowej". Ale teraz Wietnamczycy ograli Jankesów w ich własną grę, grając przy tym w swoją. Dla dowodzącego wietnamskim wysiłkiem wojennym generała V? Nguy?na Giápa (1911-2013) atakowanie amerykańskiej "pełni", przeważającej formy, czyli sił wojskowych obecnych na terytorium Wietnamu, było niepożądanym, kosztownym i zasadniczo samobójczym zastosowaniem teorii królowej. Cel Giápa znajdował się na innym kontynencie. Zamiarem wietnamskiego stratega było wymęczenie amerykańskiego społeczeństwa, a konkretnie - uderzenie na jego "styk" z demokratycznie obieralnymi reprezentantami.

Konkretną strategią Wietnamczyków była gra na czas ("wyczekaj, aż wróg się zmęczy"), ale też sprytne posunięcia mające poróżnić amerykańskich decydentów ze społeczeństwem. Taki cel miała - jak coraz częściej czytamy w opracowaniach historycznych - zarówno aktywizacja ugrupowań lewicowych na terenie USA, jak słynna ofensywa "T?t" z 1968 roku. Ale choć ofensywa skończyła się dla strony wietnamskiej potwornymi stratami, jej cel nie był militarny. Dowodzący wysiłkiem Wietnamu Północnego generał Giáp osiągnął coś zupełnie innego: niezbicie wykazał amerykańskim telewidzom (czytaj: wyborcom), że - wbrew optymistycznym komunikatom Białego Domu - wojna wcale nie zbliża się do zwycięskiego dla Amerykanów końca.

Fortel w fortelu w fortelu, czyli podsumowanie

I to jest świetny moment, żeby wskazać moją ulubioną ciekawostkę dotyczącą chińskiej sztuki stosowania podstępów, powiązanej - zawsze! - z wzorcami będącymi esencją Księgi przemian.

"Ukryj Pełnię w Pustce", "ukryj Pustkę w Pełni" poucza Sun Zi. Ukryj swoją siłę w okazywanej na zewnątrz słabości. Udawaj słabego, gdyś jest silny. Albo gdyś jest słaby, udawaj silnego. Ustaw ciury obozowe w szyk bitewny, by wróg przeląkł się niespodziewaną zmianą stosunku sił. Strosz się - jak robią walczące zwierzęta. Albo prowokuj. Upozuj się na łatwą zdobycz, aby przeciwnik zlekceważył środki ostrożności, nie użył całej dostępnej mu siły.

To - bardziej ogólnie, bliżej Księgi przemian niż wojny - dwie siły o przeciwnej naturze, z których jedna ukryta jest w drugiej. Obie widzimy w znanym chyba każdemu znaku Yin-Yang. Dwie niepozorne kropki to nie tylko zaczątek przemiany oscylujących sił - białego w czarne i czarnego w białe. Siły w słabość. Pełnej gotowości bojowej w wyczerpanie. Pozoru i ułudy w prawdziwy obraz spraw. To napomnienie, że Pustka skrywa Pełnię i na odwrót. Ale to też ostrzeżenie, że nawet w apogeum siły gdzieś tam da się znaleźć słaby punkt... i na odwrót. Najsłabszy przeciwnik też dysponuje jakimś fortelem ostatniej szansy, by nim znienacka ukąsić. To nauka, że nawet najsilniejszy przeciwnik zawsze ma jakiś słaby punkt, przysłowiową piętę achillesową. To w końcu też porada, że jeszcze nie czas na decydujący ruch, że oscylujące zjawiska jeszcze się nie ustawiły jak należy... a zarazem tajemnica chińskiej cierpliwości i przypisywanej temu narodowi dalekowzroczności.

W konkretnym przypadku wojny w Wietnamie to również dwie różne metody osiągania celu. Ofensywa "T?t" to walna bitwa głównych sił, akcja mająca dla Amerykanów uwodzący niczym syreni śpiew charakter mokrego snu. To teoria królowej. Jednak jej celem politycznym, a raczej psychologicznym, bo rozgrywającym się w sferze walki umysłów, a nie bluzgających ogniem dział, okazało się nastawienie amerykańskich wyborców. Zaś atak nie na uzbrojoną po zęby armię, ale na coś bardzo podatnego na "miękkie" wywieranie wpływu, to teoria króla, czyli bodaj najgłębsza esencja dzieła Sun Zi - aby zwyciężyć, zaatakuj plany i zamysły przeciwnika, jego wolę walki (ang. fortitude).

Skrywanie Pełni w Pustce i Pustki w Pełni oznacza tworzenie skomplikowanych obrazów mentalnych. Stawianie ich przed oczami przeciwnika tak, aby tamten z własnej woli i na własny koszt wpakował się na drogę wiodącą do zguby - nie dostrzegłszy konsekwencji na kilka ruchów naprzód. Chińscy decydenci, wychowani na traktacie Sun Zi, na anonimowej kompilacji Trzydzieści sześć forteli i na Księdze przemian, mają nad nami naturalną przewagę oswojenia z trikami, których przewidzenie lub zauważenie już w fazie realizacji może zadecydować o wygranej czy porażce. "O upadku lub przetrwaniu państwa", jak pisze Sun Zi na samym początku swojego traktatu.

Dziś, w roku 2020, kiedy stoimy w obliczu końca geopolitycznej pauzy i korekty politycznej układu sił zmienionego przez wzrost potęgi Chin, obserwujemy skomplikowany taniec mocarstw ponad naszymi głowami. Czy któremuś z nich uda się przeważyć, zanim otwarcie toczona wojna stanie się nieuchronną fazą zmagań o władzę nad światem? Czy zdołamy rozpoznać ten moment, gdy nastąpi? Czy będą nad nim debatować omamieni oficjalną narracją historycy przyszłości?

Kiedy sprawa się dokona, to - idę o zakład - dokona się niezauważenie. Zgodnie z nieśmiertelnymi słowami, które raz już tu przytoczyłem:

Ten, którego w dawnych wiekach mistrzem wojowania zwali, niepostrzeżenie zwyciężał. Za tą przyczyną zwycięstwa jego, przez postronnych nienależycie cenione, ani mu sławę wodza wielkiego przynosiły, ani glorię za czyny niezłomne.

Być może gracze, jeden grający w teorię króla, a drugi wkręcony przez pierwszego w teorię królowej, tylko się do siebie uśmiechną... trochę jak w niepozornej scenie filmu Ostatni rycerze5, w której jeden z dwóch wojowników grających w szachy, zmarszczywszy brwi nad niepozornym ustawieniem pionów, rzekł z cichym podziwem: "Hmm! Wygląda na to, że wygrałeś". -

Wykorzystane prace

Leonhard Robert, The Art of Maneuver: Maneuver-Warfare Theory and Airland Battle, Novato 1994.

Plebaniak Piotr, 36 forteli. Chińska sztuka podstępu, układania planów i skutecznego działania, Poznań 2017.

Piotr Plebaniak - socjolog, historyk. Doktorant Wydziału Historiografii na PCCU w Tajpej na Tajwanie, gdzie pisze pracę zestawiającą wzorce rozwoju cywilizacji starożytnej Grecji i starożytnych Chin.

Autor m.in. książek 36 forteli. Chińska sztuka podstępu, układania planów i skutecznego działania (2017), Starożytna mądrość chińska (2010, 2018), Drogi wędrownych doradców (2019), Chiny. Zrozumieć imperium (2020) oraz Siły psychohistorii (2021).

Książki, które ukształtowały moją wizję świata

Janusz A. Zajdel, Paradyzja

Jako jedenastoletni dzieciak po raz pierwszy zetknąłem się w tej książce z ideami takimi jak mit założycielski (w powieściowym świecie dla jego podtrzymania nauczano sfałszowanych praw fizyki) czy decydentów działających z tylnego siedzenia (to amerykańskie określenie na "grupę trzymającą władzę"). Przede wszystkim jednak uwiodło mnie fenomenalne, mistrzowskie zakończenie tej opowieści o technokratycznym totalitaryzmie skonfrontowanym z "siłami napędowymi ludzkiego ducha" i "pragnieniem wolności".

James P. Hogan, Najazd z przeszłości

Książką, która ostatecznie skierowała mnie ku socjologii, był traktat socjologiczno-etyczny zakamuflowany jako powieść fantastyczno-naukowa pt. Najazd z przeszłości Jamesa P. Hogana. Powieściowe wydarzenia i dylematy bohaterów są przykładami pozwalającymi zrozumieć cywilizacyjne, kulturowe i mentalnościowe uwarunkowania zachowań tak pojedynczych ludzi, jak i całych społeczeństw... których "dobrobyt i samo istnienie zależy od zdolności produkowania dóbr materialnych". Poznają tu państwo nawiązanie do percepcji Marksa?

Już jako kandydat na socjologa rzeczoną książkę czytałem po raz kolejny na wykładzie Ideologie XX wieku socjologa profesora Jerzego Szackiego (1929-2016), gdy usłyszałem kwestię z filmu Żołnierze kosmosu (1997, reż. Paul Verhoeven). Okazało się, że twórcy filmu wpletli weń deklarację ideową włoskiego ruchu faszystowskiego z początków dwudziestego stulecia. Ich dzieło, zakamuflowane jako efektowna i pozornie bezmózga space opera, co najwyżej postrzegana jako parodia faszyzmu, pod względem socjologicznym i politologicznym skrywa arcyciekawe głębie6.

Isaac Asimov, cykl Fundacja

Szczególnie przemożny wpływ wywarł na mnie i tysiące mi podobnych cykl Fundacja Isaaca Asimova. Oczywistym centralnym jego wątkiem jest Święty Graal większości ludzkiego wysiłku, w tym filmów, książek, religii i nauki: przewidywanie przyszłości i wpływanie na bieg przyszłych zdarzeń. W powieści za bary biorą się jednostki i nieubłagane siły historii, kształtując losy upadającego galaktycznego imperium - autor inspirował się monumentalnym dziełem E. Gibbona Zmierzch cesarstwa rzymskiego. Temat jest szczególnie na czasie w drugiej dekadzie XXI wieku, gdy do swojego końca zbliża się "geopolityczna pauza", nazywana czasem Pax Americana. To właśnie fikcyjna dziedzina nauki "psychohistoria", przewidująca naukowym aparatem pojęciowym przyszłe obroty potężnych dziejowych mechanizmów, kazała mi kolejny tom serii Wzorce zatytułować Siły psychohistorii.

1 Nawiasem mówiąc, ta nazwa na Inicjatywę Pasa i Drogi (dosł. "Jednego Pasa i Jednej Drogi" ????) to wprowadzający w błąd obraz mentalny ukuty jedynie w Polsce, który niemal nie pojawia się w debacie anglojęzycznej.

2 To niezbyt fortunna nazwa na wojny toczone w tzw. przestrzeni umysłowej, czyli polegające na kształtowaniu percepcji uczestników konfliktu oraz oddziaływaniu na ich kolektywnie osiąganą mentalną zdolność aktywnego wpływania na bieg wydarzeń. Jedną z podstawowych technik prowadzenia wojen w przestrzeni informacyjnej jest ukrycie tożsamości działającego aktora, a przynajmniej uniemożliwienie przypisania rozliczalności. To jest esencja tego, co Sun Zi w swoim traktacie identyfikuje jako ideał: przyjęcie bezkształtności, która uniemożliwia przeciwnikowi wygenerowanie adekwatnej kontrsiły (planowania kontrposunięć), ale tez pogłębia zjawisko wyuczonej bezradności.

3 W tym wolę i motywację wprowadzania ich w czyn.

4 Na marginesie, amerykański historyk John Keegan definiuje wojnę jako "kolektywne zabijanie dla kolektywnych celów".

5 2015, reż. Kazuaki Kiriya; to koreańsko-czeski film o rycerzach z Morganem Freemanem. Żartobliwie, ale gorąco polecam ten retelling japońskiej opowieści o czynie czterdziestu siedmiu samurajów.

6 Polecam wideo-esej z analizą treści filmu pt. The Politics of Starship Troopers, dostępną na kanale Sargon of Akkad w portalu YouTube https://www.youtube.com/watch?v=kVpYvV0O7uI [dostęp: 2019.11.05].

To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Tekst redakcyjny

Przypadkowe spotkanie nieprzypadkowego człowieka

Żartobliwe oberwacje cywila nt. dowodzenia

Chile. Andy. Wysokość ok. 4000 m. n.p.m. Szosa z miasta Arica wspina się serpentyną w stronę granicy z Boliwią, by około 80 kilometrów dalej minąć przepięknie położone jezioro Chungará. Wtem, prowadząc motocykl przez kolejny z zakrętów, widzę grupę żołnierzy. Stop! Takiej okazji do zdjęcia grupowego przepuścić nie wolno.

Cały odział, pod dowództwem młodego porucznika, patroluje teren przygraniczny. Żołnierze prowadzą ze sobą psa. Porucznik opiekuje się dziewiątką podkomendnych. Ich młody wiek i zachowanie kazało mi domniemać, że musi to być jeden z ich pierwszych patroli. Dlaczego napisałem "opiekuje się", a nie "dowodzi"? Właśnie o tym jest ten krótki tekst.

Porucznik przejął kontrolę nad sytuacją, gdy tylko zeskoczyłem z motocykla. Rozstawił ludzi po jednej stronie, a mnie po drugiej. Przeszedł na angielski, mimo tego, że mój hiszpański był wystarczająco komunikatywny. Zaczął przekładać dla swoich podwładnych moją autoprezentację. Z punktu widzenia cywila wszedł w rolę pośrednika "obsługującego" przekaz. Ale było zupenie inaczej - on mnie przesłuchiwał. Dzięki decyzji przejścia na język angielski został też dla swoich podkomendnych jedynym źródłem informacji o mnie. Jeśli chłopaki cokolwiek o mnie się dowiedzieli, to tylko poprzez niego. I tak ma być.

Po przesłuchaniu nadszedł czas na wymianę pamiątek. Wyciągnąłem kilka polskich i tajwańskich naszywek oraz nasze polskie przedwojenne monety. Tu również wszystko przebiegło w rytm zarządzeń porucznika: "Ty! Daj mu swoją naszywkę", powiedział jednemu. "Ty! Masz jakąś monetę? Daj mu", powiedział drugiemu. Widzicie już wzorzec? Wszystkie transakcje, interakcje i relacje ze światem zewnętrznym były pod kontrolą dowódcy. I tak ma być.

Trzecim aktem spotkania było zdjęcie grupowe. Zgadnijcie, kto musiał je zrobić. Zgadliście. Ale porucznik był mistrzem - a swój ostateczny ruch wykonał na koniec. Gdy pakowałem majdan wyrzucony z plecaka przy poszukiwaniu woreczka z pamiątkami, ucapił mnie za ramię, kazał wyciągnąć dłoń i ulokował w niej swój epolet porucznika, świeżo zdjęty z ramienia.

I tak zostawił na poboczu górskiej drogi, z niewyrównaną wymianą. Stąd drugie łatwe pytanie: komu kibicuję, gdy Chile gra z jakimś innym krajem? To łatwe. Krajanom porucznika i jego podkomendnych. Jak by to skomentował porucznik? Prosto. Powiedziałby: "I tak miało być". -

To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Tekst redakcyjny

"Tylko martwi zobaczą koniec wojny"1

Słowo końcowe

Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik? Jak niewolnik, co wzdycha do cienia, jak robotnik, co czeka zapłaty2.

Tak zaczyna się Księga Hioba, księga udręki. Wtóruje jej starożytny głos znad Rzeki Żółtej:

Wszystkie żywe istoty, w których krew płynie, zmagać się będą po kres ich życia o przetrwanie.

Bezustanne zmagania z codziennymi zagrożeniami, troska o jedzenie, współzawodnictwo o pracę, starcia z tymi, którzy chcą nas oczernić lub zabrać dorobek lat ciężkiej pracy. Walka i konflikt to nie tyle aspekty naszego życia, ile jego esencja.

To nie człowiek przyniósł na świat konflikt i rywalizację. Są one częścią nie tylko natury, ale życia w ogóle. Ciało człowieka to nie tyle samodzielny organizm, co cały ekosystem: organizmy żyjące w symbiozie, pasożytujące itp. toczą w nas i wokół nas walkę o swoje własne przetrwanie. Kto walki zaniecha, tego pożrą, jak to żartobliwie opisywał Stanisław Lem w opowiadaniu Kobyszczę:

[...] Wyrosły mu uszy, żeby słyszał, jak zdobycz nadciąga, a także zęby i nogi, żeby ją dogonił i zjadł. A jeśli mu nie wyrosły albo za krótkie były, jego zjedli. Stworzycielką rozumu jest tedy ewolucja; cóż w niej bowiem Głupota i Mądrość oraz Dobro i Zło? Dobro to tyle, kiedy ja kogoś zjem, a Zło, kiedy mnie zjedzą. Toż i z Rozumem: zjedzony, że na to mu przyszło, jest głupszy od jedzącego, ponieważ nie może mieć racji ten, kogo nie ma, a wcale nie ma tego, kto został spożyty3.

Kto w tych wojnach nie ćwiczy, kto nie wykształci broni (ostrożności, szczepionki, ideologii wspomagającej wolę przetrwania tożsamości, armaty), ten przegra. Nie inaczej jest w największej znanej nam skali - państw i imperiów. Lemowe krotochwile dałoby się przetłumaczyć na Tytusa Liwiusza:

Gotujcie się do wojny, skoroście pokoju ścierpieć nie potrafili4.

Działa tu uniwersalne prawidło:

Kto przekuje miecze na lemiesze, będzie orał, dla tego, który tego nie zrobi5.

Współzawodnictwo o dominację i przetrwanie, które tak celnie wskazał John J. Mearsheimer cytowany przez prof. Zapałowskiego, nie ma końca. Nie będzie końca historii. Pokój? To chyba wtedy, gdy wszyscy stoją i przeładowują6. Z mistrzowską celnością podsumował sprawę bohater filmu Król (2019, reż. David Michôd), gdy skomentował koniec wojny stuletniej:

Tak czyni się pokój - przez zwycięstwo.

Równość, sprawiedliwa dystrybucja? Nierealna mrzonka! Nawet jeśli rozdać wszystkim po równo, to następnego dnia jeden wyda, a drugi odłoży na później. A zrównywanie skończy się użyciem ulubionych narzędzi propagatorów sprawiedliwości społecznej: motyką i młotkiem, jak to celnie ujął Tomasz Wróblewski w jednym ze swoich podkastów.

Niniejsza praca zbiorowa jest przewodnikiem intelektualnym przez wojny i konflikty. Przez ludzką naturę. Naturę dziką, nieobliczalną i okrutną, ale taką, która zapewnia nam przetrwanie - najtrafniej opisują nas paradoksy i sprzeczności. Naturę tę winniśmy studiować i okiełznywać, aby miejsce tych najgorszych cech zastąpiła cywilizacja. Niech w tych wysiłkach zrozumienia samych siebie przyświeca nam - jakże trafna nazwa - Hymn o miłości:

Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, myślałem jak dziecię, rozumowałem jak dziecię; lecz gdy na męża wyrosłem, zaniechałem tego, co dziecięce7.

1 Fraza przypisywana Platonowi, wł. George Santayana (1863-1952) w Soliloquies in England and Later Soliloquies, nr 25 (1922). http://www.gutenberg.org/files/48429/48429-h/48429-h.htm [dostęp: 2020.05.01].

2 Hi 7:1, ten i dalsze cytaty za Biblią Waszawską. Passus chiński pochodzi z traktatu Pytania i odpowiedzi....

3 Stanisław Lem, Cyberiada, Kraków 2015.

4 Łac. Bellum parate, quoniam pace pati non potuistis. Słowa zmieniły się w przysłowie: "Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny" (łac. Si vis pacem, para bellum).

5 Parafraza Iz 2:4, zmodyfikowana przez zwolenników posiadania broni w USA.

6 Parafraza słów przypisywanych Robertowi G. Ingersollowi. Pierwotnie: "To, co [chrześcijańscy królowie] nazywają pokojem, to krótki czas poświęcony konieczności przeładowania ich armat". Patrz s. 230.

7 Kor. 13.1. Niemowlę: dziecko, ktoś niewykształcony, ktoś nieuczony.

To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji. Lista sprzedawców w portalu chiny.pl

Czym jest, a czym nie jest traktat Sztuka wojny?

Dosłowne tłumaczenie tytułu traktatu

Reguły zarządzania armią mistrza Suna (Sun Zi Bingfa ????, czyt. sun-dzy bing-fa). Tak brzmi tytuł traktatu znanego nam pod tytułem Sztuka wojny. Sun Zi to Mistrz Sun, jego domniemany autor. Tytuł traktatu skracany jest czasem, zgodnie z chińską praktyką, do "Mistrz Sun". Podobnie jest z traktatem Mencjusz (??) czy Mistrz Guan (??). Zauważmy różny sposób spolszczenia czy szerzej westernizacji zapisu nazwisk rodowych i nazw tych mistrzów. Mencjusz (ang. Mencius), podobnie do Konfucjusza, zawiera w sobie "mistrza", mistrz Guan - nie (byłoby "Guancjusz").

W języku polskim poprawne, choć niepraktykowane jest nazwanie Konfucjusza "mistrzem Kong"1, ale fraza "mistrz Konfucjusz" byłaby przejawem błędu wynikającego z niewiedzy o kulturze, z której podchodzi imię2. W języku polskim nie przyjęła się ściśle przestrzegana praktyka rozróżnienia, czy chodzi o księgę będącą kompilacją nauk danego mistrza, czy też o samego mistrza. Ja sam dzieło zapisuję jako Mengzi, a imię autora Meng Zi.

Prawidłowym zapisem fonetycznym chińskiego znaku mistrz (?) jest zi (czyt. dzy). Taki zapis zgodny jest z regułami transkrypcji Hanyu pinyin, która obowiązuje jako jedyny standard zapisu fonetycznego od 1981, także w Polsce. Zapisy takie jak "Tsu" lub "Tzu" są reliktami wcześniejszych rozwiązań, szczególnie widocznymi w książkach tłumaczonych z języka angielskiego. Należy ich w miarę możliwości unikać.

Cząstka ?? (bingfa) to reguły wojowania. Najbliższym odpowiednikiem chińskiego fa są "reguły". Według Słownika języka polskiego PWN reguła to m.in. "zasada postępowania ustalona przez kogoś lub przyjęta na mocy zwyczaju" lub "formuła wyjaśniająca jakieś zjawiska"3. Znak ? (bing) to żołnierz lub armia. Ale w języku chińskim istnieje znak ? (wu), który tłumaczy się jako militarny, związany z siłą zbrojną4.

Jawny temat traktatu

Mając już pełne rozeznanie co do poszczególnych składników tytułu traktatu, możemy pokusić się o zaproponowanie jego opisowej nazwy. Będzie to: "Reguły zarządzania i używania armii". Niejako sprowadzając zawartość traktatu do tematów przewodnich omawianych w jego treści, ten powyższy tytuł zawiera w sobie:

reguły budowania armii: rekrutowania dowódcy i szeregowych żołnierzy, zapewniania zaopatrzenia i wsparcia ludności państwa, które inwestuje w wystawienie armii; reguły budowania świadomości sytuacyjnej w zakresie tego, jak środowisko operowania armii wpływa na jej siłę i zdolność bojową. Tu mistrz Sun proponuje fenomenalnie użyteczną koncepcję "budowania przemożnej siły"; filozofię realizowania celów politycznych za pomocą narzędzia, jakim jest armia (siła zbrojna); protonaukowy sposób ważenia szans na zwycięstwo, który był alternatywą dla opierania się na wróżbach i omenach, a ogólnie na sprzyjaniu lub niesprzyjaniu sił nadprzyrodzonych oraz cykli natury. Sun Zi jest prekursorem metody naukowej; wytyczne co do zawiłości ludzkiej natury, m.in. spostrzeżenia co do uwikłania użycia siły w etykę, co wchodzi w paradę wspomnianym działaniom.

Co nie wynika z tytułu, ale jest istotne, to obserwacja, że cały traktat to podręcznik przetrwania napisany dla władców państw. Z bezbłędną celnością wyłapał to prof. Zapałowski, podsuwając cytat, który w towarzystwie innego spostrzeżenia ("życie to ciągła walka") w sparafrazowanej formie "dominacja to przetrwanie" trafił na okładkę tego tomu. Sam Sun Zi w pierwszym zdaniu traktatu pisze o tej kwestii wprost: toczenie wojen to dla państwa sprawa życia i śmierci.

Traktat jako studium ludzkiej natury

Wojna to konfrontacja dwóch przeciwstawnych ludzkich woli. Zwycięstwo i dominację w wojnie, a ogólnie praktycznie w każdej ludzkiej interakcji, uzyskuje się wykorzystując trudne do zważenia słabości i siły ludzkiej duszy. Wojny i konflikty toczą ludzie. Pierwszorzędnym celem oddziaływania jest umysł przeciwnika. Tak pojmowana sztuka wojenna okazuje się w swojej istocie gałęzią psychologii. Tak rozumiał wojnę Clausewitz, tak rozumiał ją Sun Zi.

Traktat jako podręcznik amoralnego pragmatyzmu

W traktacie napotykamy zdanie: "Posługiwanie się armią jest drogą gui". Ta fraza traktatu zwykle jest tłumaczona jako wariacja na temat "wojna to sztuka wprowadzania w błąd". Wyjątkowo pojemny termin gui ? oznacza wszelkie naruszenia harmonii i obyczajów, w tym jawności działania. Sun Zi tym stwierdzeniem przyznaje, że para się amoralnym pragmatyzmem, w którym wszelkie ograniczenia moralne są przeszkodą w osiągnięciu zwycięstwa. W grze o przetrwanie wszystkie chwyty dozwolone - pamiętajmy o impresji dostarczonej przez prof. Zapałowskiego.

Podręcznik budowania świadomości sytuacyjnej

Świadomość sytuacyjna to zdolność do błyskawicznego dostosowania się do zmiennej sytuacji. To nie tyle zespół czynności ile nawyk aktywnego poszukiwania czynników zagrożenia lub po prostu czynników, które mogą mieć wpływ na decyzje i podjęte akcje. Dla armii szykującej się do konfrontacji z przeciwnikiem systemem świadomości sytuacyjnej są satelity obserwacyjne, drony zwiadowcze i te elementy tzw. łańcucha zabijania (ang. kill chain), które dostarczają informacji co, kiedy i jak zaatakować.

Sun Zi proponuje narady wojenne, gry wojenne i zliczanie przewag jako metodę podejmowania decyzji związanych z prowadzeniem wojen. W okresie jego życia takie narady określano jako kalkulacje w świątyni5 miaosuan (??).

Mistrz zaleca budowanie modeli mentalnych6 sił obu stron na podstawie zliczania liczebności wojsk, morale ludności przeciwnika, wielkości gospodarki, a więc i potencjału do prowadzenia wojny. Stwierdza przy tym, że dobrze przeprowadzone ważenie pozwala mu na skuteczne przewidzenie wyniku wojny.

Sztuka czy nauka? Traktat jako dzieło protonaukowe

W 2016 roku Akademię Obrony Narodowej zastąpiła Akademia Sztuki Wojennej. Czy prowadzenie wojny to sztuka czy nauka? Czy przewodzenie ludźmi to sztuka czy nauka? Czy zarządzanie obroną państwa to sztuka czy nauka?

Clausewitz w swoim traktacie twierdził jasno - dowodzenie armiami i toczenie wojen to sztuka. Tytuł traktatu Sun Zi, jak już powiedzieliśmy, jest tylko przekładem tytułu chińskiego, który do oryginału ma się nijak. Ale Sun Zi, zdaje się, wojowanie także rozumiał jako sztukę. Sztukę zmyślnego oddziaływania na wolę i decyzję przeciwnika. Aby osiągnąć w tych umiejętnościach poziom mistrza, wiedza i trening nie wystarczy - potrzeba finezji, wyczucia, szóstego zmysłu... i duszy artysty.

Co w nabywaniu umiejętności jest kluczowe: ciężka praca i samodyscyplina, a może bardziej wrodzone zdolności kognitywne (IQ)? A może środowisko społeczne oraz zakumulowane przez pokolenia zdobycze kultury, generujące mniej lub więcej jednostek mających predyspozycje do bycia ludźmi kompetentnymi?

Odpowiedzi na te pytania udziela i Sun Zi, i Clausewitz. Odpowiedzi widzimy w świecie, który nas otacza. Obie zdolności, mistrza "czującego" i "dostrajającego się" do obiektu swojego oddziaływania oraz naukowca, należy połączyć i uzyskać synergię Mistrza Oddziaływania [na bieg rzeczy] - Tego, Który Osiągnął Oświecenie... i potrafi zaprząc je do swoich celów. Sprawę świetnie puentuje spostrzeżenie Napoleona: "Lubię generałów, którzy mają szczęście".

Traktat manifestacją chińskiego postrzegania natury świata

Traktat Sztuka wojny jest głęboko zintegrowany z tradycyjną chińską kosmologią i wizją rzeczywistości proponowaną w Księdze Przemian. Jest emanacją, przejawem postrzegania świata i porządku rzeczy, w myśl którego dzieje się wszystko, co się dzieje:

Dao to bezosobowy ład rządzący Wszechświatem, jego podstawowy mechanizm oraz wszystkie ukryte i jawne prawidła. Wydarzenia dają się przewidzieć dzięki temu, że są to powiązane ze sobą przejawy dynamicznej równowagi przeciwieństw [...]. Słynna Księga przemian jest instruktażem obserwacji, ale też wpływania na Wszechświat. [...] Dostrzec oscylację wszelkich zjawisk i stać się ich częścią to zrozumieć nienazywalne Dao. Dla tych, którzy dostąpią takiego oświecenia - którzy widzą, że we wszystkim można znaleźć kiełkujące lub ukryte przeciwieństwo - przeszłość i przyszłość są otwartą księgą7.

Postrzeganie zdarzeń i działanie zgodnie z nimi jest oznaką, że ktoś osiągnął oświecenie (chiń. de Dao ??, osiągnąć/pojąć Dao). Eksplorowanie pól semantycznych słów języka chińskiego zawierających znak dao jest zajęciem owocującym w liczne spostrzeżenia

Fizyka jako nauka to wuli ??, tłumaczona przez rozmaite słowniki jako "przyrodzony porządek rzeczy" (ang. innate laws of things) lub "prawa natury" (ang. laws of nature). Ma to posmak zachodniej "filozofii eksperymentalnej", etykietki fizyki funkcjonującej do połowy XX wieku.

Słowo daoli ?? da się przetłumaczyć jako "porządek i logika". Słownikowe znaczenia tego słowa to sens (ang. reason lub sense - jak w zdaniach he speaks reason i it makes no sense), racjonalność. Ale dalej jest też "zasada, prawda".

Prawda. Prawdę definiuje się jako zgodność sądów z faktycznym stanem rzeczy. Przez analogię zgodność między stosowaną regułą/procedurą działania a rzeczywistością, na którą oddziaływanie jest wywierane możemy nazwać skutecznością.

Istnieje cała dziedzina, zwana prakseologią, która uczy sztuki skutecznego działania. Jej chińskim odpowiednikiem jest koncepcja wuwei ??. To biegłość w minimalizowaniu wysiłku celem dostrojenia swojej ingerencji do natury i logiki wszystkich zdarzeń8, wyjątkowo myląco tłumaczona jako "doktryna niedziałania".

Zgodny z Dao tytuł traktatu Sztuka wojny

I tu dochodzimy do sedna. Starożytny traktat wojskowy Sztuka wojny to traktat o sztuce skutecznego działania. O dostrojeniu się do sytuacji i wywarciu korzystnego dla siebie wpływu. Traktat Sztuka wojny jest zastosowaniem praktycznym reguł skutecznego oddziaływania na świat w odniesieniu do wąskiego ich wycinka - do zarządzania armią i prowadzenia wojen. Tytuł traktatu, jeśli ukuć go na podstawie powyższego wywodu, mógłby brzmieć:

Reguły mistrza Suna do budowy armii i posługiwania się nią.

A co będzie, jeśli pozbędziemy się z tego obrazu mentalnego kontekstu armii? Tytuł mógłby wtedy brzmieć:

Filozofia (to od "filozofii eksperymentalnej") budowania instrumentów oddziaływania i reguły praktycznego ich zastosowania".

Spójrzmy teraz na okładkę, na podtytuł tej książki. Zgadza się? Chińską wersję tytułu nieniejszego tomu, zuozhan zhi dao ???? (dosł. zasady prowadzenia wojen) możemy podziwiać na karcie tytułowej drugiej części niniejszego tomu.

Wersje traktatu, uwagi redakcyjne i wskazówki dotyczce konwencji przekładu

Wśród rozlicznych wydań chińskich, które zestawiałem ze sobą, szukając rozstrzygnięć co do znaczenia słów, jest to podstawowe, czyli Sztuka Wojny i uwagi jedenastu uczonych ??????9. Choć ten potężny tom we współczesnych wydaniach opatrzony jest wyczerpującymi komentarzami, to podczas prac nad przekładem korzystałem z konsultacji specjalistów od języka klasycznego i literatury starożytnej na Tajwanie, z których nieoceniony wkład wniosła prof. Ke Shuling (???), której składam tu osobne podziękowania.

Inną częścią pracy było zapoznanie się z dziełem profesora Li Linga ??, Sunzi guben yanjiu ?????? (Studia dawnych tekstów traktatu Sunzi), Beijing University Press, Pekin 1995, na którym swój przekład oparł K. Gawlikowski (identyfikuje on tę wersję tekstu źródłowego jako "pochodzącą z epoki Han"), oraz kilkoma wydaniami akademickimi dostępnymi na Tajwanie.

Częścią pracy nad przekładem było zapoznanie się z najwartościowszym dorobkiem tłumaczy zachodnich, w tym polskich. Za inspirację oraz podstawę do licznych porównań wariantów przekładu w przypisach wybrałem trzy:

Roger Ames, Sun-Tzu The Art of War, New York 1993. Ralph D. Sawyer, The Seven Military Classics of Ancient China, New York 2007. Gawlikowski Krzysztof, Księga mistrza Suna, niepublikowany kps.

Oderwany od przygodnych okoliczności sposób opisywania prawideł w traktacie

Chiński język klasyczny nie przenosi niektórych informacji, a więc każdy przekład sprawia, że tłumacz musi dodawać coś od siebie. Na problemy natykają się nie tylko tłumacze na język zachodni, a zwłaszcza fleksyjny, ale też rodowici Chińczycy, gdy przekładają traktat na język sobie współczesny.

Osoby trudniące się przekładaniem słów z jednego języka na drugi czasami muszą dodawać coś od siebie... albo coś z języka docelowego. W języku angielskim słowo cook (kucharz) nie pozwala określić płci osoby - trzeba przyjmować cokolwiek. Gdy brak kontekstu, tłumacz może być bezradny wobec słowa ship - statek to, czy okręt?

W traktacie Sztuka wojny sprawa idzie jeszcze dalej. Raz, starożytny język chiński jest bardzo nieostry, dający bardzo szerokie pole do interpretacji. Dwa, autor traktatu czyni zabiegi mające oderwać zasadę postępowania zgodną z niewyrażalnym Dao od konkretnego zastosowania danej porady w sferze wojskowości (tę nieoznaczoność widzimy w XI. 22). Traktat ma za czytelnika docelowego i władcę państwa i wodza naczelnego armii. Stąd zamiast "dowodzić" mamy rządzić lub zarządzać. Ale czyż armią też się nie rządzi lub zarządza?

W języku chińskim w słowach "rower", "samochód osobowy", "ciężarówka", "rydwan" występuje znak che ?, który jest rodzajem nazwy ogólnej dla pojazdu. Nieco podobnie jest z frazą "proszę o sztućce!" wypowiedzianą w restauracji. Komuś, kto posługuje się zachodnim kodem kulturowym będzie chodziło o nóż, widelec i łyżkę (zależnie od sytuacji). W Azji Wschodniej położą mu przed nosem pałeczki. Język potoczny nie idzie dalej, ale gdy klientowi restauracji zabraknie słowa "sztućce", to jeśli powie "narzędzia", zostanie zrozumiany.

I tak właśnie jest z językiem traktatu. Ucieka on nie tyle w sfery enigmatycznej poezji, ile ku niewyrażalnemu Dao, oderwanemu od wszelkich ludzkich spraw, które są jego przejawem. Student traktatu interpretuje go podwójnie: na własny kod kulturowy i na potrzebne mu akurat praktyczne zastosowanie, niekoniecznie wojskowe

Traktat i prawidła, które zawiera, można poczuć. Dostrzec ich pulsowanie. Nowy sposób patrzenia pozwoli zobaczyć, jakimi skutkami brzemienne są przyczyny, rozgrywać swoje gry i ambicje, dostroić bieg rzeczy do własnych potrzeb. Takie właśnie wpół mistyczne, oderwane od języka postrzeganie prawideł Wszechświata miał na myśli Einstein, opisując swój sposób myślenia słowami: "Bardzo rzadko myślę słowami. Jakaś myśl mnie nachodzi i mogę spróbować wyrazić ją w słowach później".

Wirtuozi oddziaływania kształtują los milionów, a ci, podlegli sile odwiecznych praw, są pionkami w grach toczonych przez wielkich, dla i przez których Sztuka wojny i podobne traktaty są czasem pisane. Takich własnie ludzi, a konkretnie Napoleona, miał na myśli w Wieku brązu lord Byron:

Którego grą były królestwa i którego stawką trony Którego stołem ziemia, którego kośćmi do gry, kości ludzkie.

Taoistyczni filozofowie głosili, że Dao, czyli naczelna zasada wszechświata, którą pokrótce opisaliśmy w sekcji tego eseju pt. Traktat manifestacją chińskiego postrzegania natury świata powyżej, jest niewyrażalna: "Dao, o którym można mówić, nie jest prawdziwym Dao". Traktat Sun Zi jest tak blisko Dao przy przekazywaniu ogólnych prawidłowości, jak to tylko możliwe. Jeden z traktatów chińskich cytowanych dalej na kartach tej książki głosi:

Tak więc reguł Sztuki wojny zmienić nikt nie zdoła choćby i przez dziesięć tysięcy pokoleń.

1 Dodatkową komplikacją jest to, że imię mistrza Konga zapisuje się w ChRL za pomocą trzech znaków: ??? (Kong fuzi). Cząstka fuzi to tytuł grzecznościowy używany m.in. przez ucznia wobec mistrza.

2 Na marginesie, takim błędem jest polskie słowo konfucjanizm, które sugeruje, że twórcą tego systemu społeczno-politycznego jest Konfucjusz. Był on jednynie kompilatorem, który usystematyzował doktrynę i zaprezentował w formie spójnej wizji zarządzania państwem i społeczeństwem, znanej pod nazwą Szkoły konfucjańskiej (rujia ??).

3 Z kolei słowo metoda to "świadomie stosowany sposób postępowania mający prowadzić do osiągnięcia zamierzonego celu". Regule więc bliżej do osiągniętej jakimś kolektywnym wysiłkiem procedury.

4 Podobieństwa i różnice znaczenia są interesujące np. o ile bingqi ?? to uzbrojenie, broń w odniesieniu do klasy przedmiotów stosowanych w działaniach militarnych, to wuqi ?? będzie desygnować egzemplarz broni.

5 Chodzi o świątynię przodków władcy, miejsce, w którym odbywały się narady wojenne.

6 Model mentalny, patrz teksty Wiedzieć wcześniej oraz Świadomość sytuacyjna.

7 Na podstawie: Piotr Plebaniak, Drogi wędrownych doradców, Zona Zero, Warszawa 2019, s. 39.

8 Więcej w eseju J. Duczmalewskiego, s. 277.

9 Pełna nazwa: Song ben shiyi jia zhu Sunzi ???????? (Kopia z epoki Song Księgi Mistrza Suna z komentarzami jedenastu autorów).

To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji. Lista sprzedawców w portalu chiny.pl

Percepcja jest wszystkim

Wstęp

Co to jest percepcja

W psychologii percepcja to procesy zmysłowe, w tym też interpretujące dane zmysłowe i inne bodźce nadchodzące ze świata zewnętrznego do umysłu. Dane te pozwalają podjąć decyzję i prowadzą do zainicjowania akcji lub reakcji na to, co dzieje się wokół - na bieg zdarzeń.

Słowo "percepcja" przeniknęło do życia codziennego, rozszerzając swoje znaczenie o przetwarzanie danych zmysłowych, a nawet formowanie decyzji. Słyszymy: "jaka jest pana percepcja?" gdy chodzi o pogląd na świat, o wizję świata, o obraz mentalny zachodzących w nim zdarzeń - związków przyczynowo-skutkowych, które je łączą w "bieg rzeczy". Oba ujęcia są zgodne z modelem podejmowania decyzji znanym jako OODA:

Obserwacja ? Orientacja ? Decyzja ? Akcja.

Obserwacji, "pobierania danych zmysłowych", dokonujemy za pomocą sensorium. W wybitnie ciekawym tekście Mój pogląd na świat2 Stanisław Lem definiuje je tak:

Sensorium to całość wszystkich zmysłów oraz wszystkich dróg (zazwyczaj nerwowych), jakimi informacje, powiadamiające nas o "istnieniu czegokolwiek", mkną do ośrodkowego układu nerwowego.

Sensorium można trenować, wzmacniać i rozbudowywać. Służą do tego radary, lornetki, mikroskopy, psy wyszkolone do wyczuwania narkotyków, czujniki wykrywające substancje chemiczne, aparaty słuchowe3.

Faza orientacji to proces przetwarzana informacji, w tym zdolność wykrywania m.in. metodą dedukcji i patrzenia na obraz sytuacji z różnych punktów widzenia. Według modelu OODA wszystkie cztery fazy zachodzą równolegle, pozwalając na wybór optymalnej procedury działania i korygowanie jej w trakcie realizacji.

Orientacja i obserwacja to czynności narażone na zakłócenia naturalne i indukowane przez inne podmioty - ludzi, firmy, państwa, imperia. Podlegamy błędom poznawczym spod szyldu selektywnej percepcji. Ulegamy fortelom podstępnych przeciwników. Dajemy się omamić i zmanipulować wizjami świata politycznych liderów czy naszych najbliższych. My sami wpływamy na innych tym samym zestawem narzędzi - narzędzi, które oddziałują na percepcję naszych celów, na rachunek zysków i strat, na tożsamość i samoocenę.

Zdolność percepcji, a później oddziaływania, można wzmacniać treningiem, warunkowanym dostępem do akumulowanego przez stulecia dorobku cywilizacji. Spostrzeżenie pochodzące z indyjskiego dorobku, Mahabharaty, trafia w istotę sprawy najcelniej, a może w sposób najlepiej przemawiający do wyobraźni, sposób, na który jesteśmy najbardziej receptywni:

Władcy widzą poprzez szpiegów tak jak krowy za pomocą zapachów, bramini za pomocą ksiąg i reszta ludzi za pomocą oczu.

Thomas Kuhn, o którego przełomowej pracy zaraz sobie powiemy, stwierdził:

To, co człowiek widzi, zależy zarówno od tego, na co patrzy, jak i od tego, co nauczył się dostrzegać w swym dotychczasowym doświadczeniu wizualnym i pojęciowym.

I tu jest miejsce na refleksję nad definicją wojen informacyjnych stworzoną przez Kolegium Połączonych Sztabów Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych: to wszelkie działania podjęte w celu osiągnięcia dominacji informacyjnej poprzez wpływ na informację przeciwnika, jego procesy przetwarzania i sysyemy informatyczne.

Ludzie z wyobraźnią poszukiwani

Stanisław Lem stwierdził, że jeśli istnieje w kulturze postęp, to pojęciowy przede wszystkim. A prekursorzy i pisarze-wizjonerzy tacy jak sam Lem, jak Leonardo da Vinci, Arthur C. Clarke, Juliusz Verne czy Philip. K. Dick to awangarda ludzkiej cywilizacji. Ich wizje inspirują kolejne pokolenia tak, jak inspirowały wielu współautorów tej książki. Pomysł poproszenia o wskazanie książek, które uformowały ich wizję świata, zaowocował czymś, co nie powinno zaskoczyć, ale zaskoczyło: znaczna część zadeklarowanych dzieł to fantastyka naukowa.

Zdolność przetwarzania informacji nietypowej i zdolność antycypowania przyszłych stanów rzeczy to zagadnienie kluczowe w każdej skali postrzegania i oddziaływania na świat.W lipcu 2019 roku armia francuska powołała do życia zespół ekspercki składający się z pisarzy fantastyki naukowej4. Zespół Czerwony ma być ciałem doradczym dla Agence de l'Innovation de Défense i realizować zadania konceptualizacji bliższej i dalszej przyszłości, wspomagając rozpoznawanie zagrożeń bezpieczeństwa narodowego Francji.

Nie można się nie uśmiechnąć na wieść, że "główny nurt" doszusował w końcu do matecznika miłośników ludzi lubiących zabawy myślami, lubiących wybiegać ponad to, co wiemy o świecie dziś, by zobaczyć jutro. Lem stwierdził celnie w którymś z wywiadów, że jeśli ktoś chciałby ukryć relację ze świata przyszłości tak, żeby nikt jej nie wziął na serio, powinien opublikować ją pod postacią powieści SF. Decyzja francuskiej agencji, ku mojej głębokiej satysfakcji, udowadnia, że fachowcy i rząd docenili pozornie niszowy gatunek literatury.

O złych książkach Lem stwierdził, że pisane są tak, by odbiorca mógł jednocześnie pogrążyć się w bezpiecznym zdziwieniu i pozostać niewytrąconym ze swojej życiowej filozofii. Ta "życiowa filozofia" to coś, co w tej książce będziemy nazywali zdolnością postrzegania pewnego zestawu prawidłowości, a więc percepcją.

A percepcja jest wszystkim.

Percepcja a działanie

Zwierzętom i ludziom sensorium jest potrzebne do przetrwania. My, ludzie, potrzebujemy go do budowania cywilizacji i innych kolektywnych działań. Skromne sensorium zmysłów rozbudowujemy narzędziami takimi jak mikroskopy i teleskopy, ale też językami. Lem w dalszej części swojego wywodu pisze:

Język etniczny [...] oraz matematyka, jako z tego języka (z tych języków) wywiedlny język wąskopasmowy o silnie wzmożonej "precyzyjnej" ostrości, stanowią tu nasze "macki", nasze kule (inwalidzkie), nasze "protezy". Jednak podobnie jak ślepiec, postukując o kamienną posadzkę swoją białą laską, słuchem stara się rozpoznać, czy znajduje się w pokoju, czy na ulicy, czy w nawie świątyni, tak i my owymi (matematycznymi) protezami "wystukujemy" sobie to, co znajduje się poza obszarem naszego sensorium.

Na to, czy działamy i jak działamy, wpływa cały gąszcz czynników. O podjęciu działania w dużej mierze decyduje przekonanie, że wysiłek zaowocuje skutkiem. To skomplikowana sfera działania sił naszego umysłu i oddziaływań czynników zewnętrznych, której najistotniejszą częścią jest stopień poddania się tzw. wyuczonej bezradności. W grę wchodzi też posiadanie instrumentarium wpływu (broni, czyli instrumentów oddziaływania): umiejętności przemawiania, a nawet samopoczucie (morale, wiara we własną wartość i siły). Jeden z aspektów w nie do końca oczywisty sposób wskazał Bertrand Russell:

Największym wyzwaniem myśliciela jest takie sformułowanie problemu, które pozwoli na uzyskanie rozwiązania.

Wyposażenie się w sensorium, a więc osiągnięcie zdolności percepcji tego, co zapewni przetrwanie, ale też stworzenie instrumentarium oddziaływania na świat zewnętrzny, "do zagłady lub przetrwania prowadzi" (Sun Zi I.1). Przetrwania ludzi, narodów i państw.

A prawda was wyzwoli...

"I poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli"5. Ten werset Nowego Testamentu żyje w naszej kulturze własnym życiem i jest wyjątkowo podatny na interpretacje. Wyryty w marmurowej ścianie siedziby Centralnej Agencji Wywiadowczej w Langley, został mottem tej instytucji. Oficjalna wersja uzasadnienia dla tego wyboru mówi o wysiłku, jaki ta instytucja realizuje, aby "dojść do prawdy" albo "wyciągnąć prawdę na światło dzienne".

Celem funkcjonowania CIA jest jednak oddziaływać na bieg rzeczy tak, by sprzyjał on interesom Stanów Zjednoczonych. Na język praktyki można przełożyć to tak: zadaniem Agencji jest pozyskać maksymalnie precyzyjny obraz zdarzeń, ludzi i zależności między nimi. Obraz ten ma być użyteczny: ma wygenerować przestrzeń decyzyjną do tego, by możliwie skutecznie wpływać na bieg zdarzeń.

Mamy więc w tym prostym cytacie procedurę zaprezentowaną nie do końca wprost: pozyskaj świadomość sytuacyjną ? podejmij decyzję ? użyj dostępnych instrumentów wpływu, by osiągnąć optymalny stan rzeczy. Pozostaje to w zgodzie z modelem podejmowania decyzji OODA.

W dobie przeniesienia oddziaływań do sfery informacyjnej tzw. instytucje wywiadowcze wykonują swoją misję nie poprzez wykradanie sekretów, a poprzez realizowanie oddziaływania w sposób możliwie niewykrywalny. Mówi o tym m.in. Jurij Bezmienow: gro zadań "służb" to rozciągnięte na lata mentalne rozbrajanie przeciwnika, a nie pozyskiwanie informacji.

Zerknijmy na motta agencji wywiadowczych innych państw. Włoski wywiad, zanim przyjął obecne "Rozumiem i bronię", miał na sztandarach wypisaną łacińską formułę Arcana intellego ("rozumieć ukryte rzeczy"). Republika Czeska również gustuje w łacinie. Motto jej służb Audi, Vide, Tace oznacza "Słuchaj, Patrz, Milcz"6. W tym międzyagencyjnym haiku Brytyjskie MI6 dopisuje Semper Occultus - "zawsze w ukryciu"7.

Naturę oddziaływań tych wszystkich służb w kontekście wpływu, jakie potencjalnie mają na bieg spraw, znakomicie podsumował wybitny były pracownik naszego polskiego wywiadu płk Włodzimierz Sokołowski, znany jako poczytny pisarz Vincent Severski. Na Forum Bezpieczeństwa w Warszawie w czerwcu 2018 roku rzekł z mistrzowską celnością:

Jeśli służby dobrze realizują swoją pracę, wojny są niepotrzebne.

Niech ten powyższy pakiet sentencji i spostrzeżeń starczy Czytelnikowi za esej o "służbach", którego w tym tomie z różnych względów zabrakło. Rozpisywanie się z podawaniem przykładów powiązań świata polityki i biznesu czy resztą życia publicznego to zabawa sprawami niezwykle trudnymi do udowodnienia i kontrowersyjnymi. Niech za jedyny przykład posłuży kwestia stopnia infiltracji ruchu Solidarności przez służby PRL na przełomie lat 70. i 80. Nasza percepcja wydarzeń tamtego okresu stanie się mniej jednoznaczna.

A percepcja jest wszystkim.

"Czymże jest prawda?"

"Czymże jest prawda?", słowa Poncjusza Piłata w nagłówku powyżej idealnie trafiają w esencję zmagań na płaszczyźnie moralnej i nie tylko. Sam Piłat mówi: "Nie znajduję żadnej winy w tym człowieku"8. Ale siła konkurencyjnej "prawdy" wygenerowanej przez tłum przeważa. Piłat ulega... i umywa ręce. Fraza ta - ba! cały epizod - jest integralną częścią naszego języka, kultury, naszego postrzegania świata - i percepcji tego kłębowiska konfliktów i sprzecznych wizji oraz narracji tego, jakim jest lub jakim powinno być nasze życie.

W tej książce prawdę będziemy definiować dwojako. Po pierwsze, jako obraz świata (jego percepcję), który pozwoli w optymalny sposób wykorzystać dostępne instrumenty oddziaływania. Kwestię tę ujął najcelniej Alfred Korzybski, którego wywód znalazł miejsce w powieści SF Time Enough for Love Roberta A. Heinleina:

Człowiek żyje w świecie idei. Każdy fenomen jest tak złożony, że człowiek nie jest w stanie zrozumieć go w całości. Wyodrębnia więc pewne cechy danego zjawiska, tworząc nową ideę, a potem przedstawia ideę jakimś symbolem, słowem lub symbolem matematycznym.

Ludzkie działania są niemal całkowicie reakcją na symbole. Kiedy myślimy, pozwalamy symbolom działać na inne symbole w pewien ustalony sposób - zgodnie z zasadami logiki lub matematyki. Jeśli symbole zostały wyodrębnione tak, że pod względem budowy są podobne do fenomenu, który reprezentują i jeśli działania na symbolach są podobne do budowy i porządku działań tego fenomenu w rzeczywistym świecie, jesteśmy psychicznie zdrowi. Jeśli nasze logiczno-matematyczne lub słowne symbole zostały źle dobrane, nie jesteśmy psychicznie zdrowi.9

Na dalszych stronicach będziemy zajmować się naturą i sposobem generowania tzw. świadomości sytuacyjnej - orientacji w środowisku działania pozwalającej zrozumieć dynamicznie zmieniającą się sytuację i przedsięwziąć skuteczne reagowanie. Jej zbudowanie, tj. możliwie pełne poznanie stanu spraw, w tym własnych przewag i słabości, pozwoli z większą szansą na osiągnięcie zaplanowanego skutku realizować zamierzone oddziaływania lub utrzymać możliwie optymalny stan homeostazy (przetrwać).

Drugą kwestią jest skomplikowana i niejednoznaczna natura działań mających za cel narzucanie własnej woli i wizji świata innym. Szczególnie dobrze uwidacznia się to w rozgrywkach między podmiotami państwowymi. Byt geopolityczny taki jak państwo narodowe czy imperium musi zabezpieczyć własne trwanie i realizować swoje interesy. Robi to albo na zasadzie dobrowolnej wymiany, albo wymuszając niekorzystne dla innych warunki interakcji: od narzucania nieuczciwych traktatów handlowych aż do otwartego podboju.

Użycie siły trzeba uzasadnić - na gruncie prawa i etyki. Decydenci idący na wojnę wymyślają więc mity narodowe, kreują potrzebę odzyskania utraconego honoru, przypominają przeszłą wielkość i chwałę. A równolegle - pomni historycznej odpowiedzialności - szykują preteksty: wysuwają niemożliwe do realizacji ultimatum, prowokują do zadania pierwszego ciosu czy wreszcie za pomocą instrumentu, jakim są m.in. "służby", oddziaływają w sposób niejawny.

Aby usprawiedliwić akt agresji, należy stworzyć ideologię. Trzeba zbudować spójny obraz mentalny, który możliwie skutecznie rozgrzesza (uwalnia) stosującego przemoc od moralnych, psychicznych, historycznych i wszelkich innych konsekwencji jej użycia. Takie zadanie spełnia tzw. "trening mordercy" realizowany w Armii Stanów Zjednoczonych po II wojnie światowej. Ma on ograniczać instynkt hamowania agresji wewnątrzgatunkowej: zabicie przeciwnika przestaje być pozbawieniem życia istoty ludzkiej, a zostaje procedurą regulowaną m.in. przez pamięć mięśniową: "zagrożenie ? likwidacja zagrożenia"10.

Podobne różnice w postrzeganiu konsekwencji etycznych widzimy w sporze ideologicznym między ruchami pro-life i pro-choice. Ci pierwsi aborcję nazywają "morderstwem istoty ludzkiej" lub "zabiciem dziecka", a drudzy "wolnością wyboru i prawem człowieka do decydowania o sobie". Obie strony przejawiają cały szereg wizji świata sprzecznych z wizjami przeciwników. W tym i innych konfliktach sednem interakcji (punktem ciężkości w konfrontacji) jest nie tyle "wspólne dochodzenie do prawdy" czy szukanie konsensusu, co zdominowanie oponentów i narzucenie własnej wizji świata, usprawiedliwienie jej.

Praktycznie u wszystkich ludzi i u wszystkich zbiorowości doraźny interes i wizja własnej tożsamości stają prędzej czy później w sprzeczności z wartościami, które są fundamentem owej tożsamości. Dotyczy to poglądów religijnych, naukowych. Spójność obrazu świata może zostać zachwiana lub podważona przez tzw. subwersję ideologiczną. Może też być naturalnym stanem form życia społecznego. Tu na myśl przychodzi tytuł pracy zbiorowej Złudzenia, które pozwalają żyć11, z którą w tym miejscu gorąco polecam się zaznajomić.

W tej książce nie skupimy się jednak na rozstrzyganiu, kto praw, a kto nie. Skupimy się na narzędziach walki. Naszą wizję świata tworzymy po to, aby realizować swoje interesy i narzucać innym tę wizję. Percepcje mogą ograniczać pulę dostępnych nam działań lub ją rozszerzać. Obciążać nas "zaszłościami" i poczuciem winy lub od nich wyzwalać.

A percepcja jest wszystkim.

"Nazwy zasłaniają rzeczy"

To zwięzłe spostrzeżenie zawdzięczamy Krzysztofowi Kąkolewskiemu (1930-2015). Ale słowa nie tylko odcinają nas od rzeczywistości, którą język nie zawsze jest w stanie zmapować, odzwierciedlić. Nazwy pozwalają nam tworzyć konstrukcje myślowe, pozwalają nam budować cywilizację. Stanisław Lem zauważa:

Żeby opanować świat, trzeba go najpierw nazwać.

Świetnym spostrzeżeniem podzielił się ze światem czeski pisarz Karel Čapek:

Dopóki rzecz nie ma nazwy, niepokoi człowieka, stoi przed nim zagadkowa i zamknięta, nieprzystępna i nie dająca się opanować, ale jeśli ma swoją nazwę, to jest tak, jakby człowiek ją znał i nie musiał się już jej bać; jest w jakiś sposób włączona do innych rzeczy, oznaczona i jakby nawet opanowana; dla człowieka jest to sprawa jakoś załatwiona. Oto jak wszechmocną i czarodziejską siłą jest nazwa!12

Pogłębmy nasz wgląd wyznaniem Alberta Einsteina:

Bardzo rzadko myślę słowami. Jakaś myśl mnie nachodzi i mogę spróbować wyrazić ją w słowach później.

Słowa będą więc przeszkodą w poznawaniu rzeczywistości, w poznawaniu jej natury i odkrywaniu metod wpływania na nią. Słowa, zdania, akapity, rozdziały i wreszcie całe książki to obrazy mentalne lub wizje utkane z ich zestawów. To percepcje, przy pomocy których decydujemy, czy coś jest możliwe, albo inni decydują o tym za nas. Czy działanie jest konieczne czy zbędne; pożądane czy niechciane. Jedną z najbardziej inspirujących myśli o postrzeganiu rzeczywistości i praktycznych tego skutkach zainspirował nas Tomasz Kołodziejczak w powieści SF pt. Schwytany w światła:

Kiedy po raz pierwszy Daniel zapoznał się z tymi interpretacjami korgardzkiej inwazji, wydały mu się zabawne, groteskowe. Potem jednak uświadomił sobie, że nie powstały one na podstawie wierzeń kolejnej zwariowanej sekty religijnej, ale opierały się na paradygmatach parksańskiej nauki. Paradygmatach, które skutecznie poprowadziły tę rasę ku eksploracji kosmosu i korzystania z hiperprzejść. Tak samo jak ludzi z ich teoriami. Mogą więc to być wyjaśnienia równie dobre, co i ludzkie.

W działaniu i zaniechaniu działania, w postrzeganiu praw natury i miejsca człowieka we wszechświecie, w kluczowych dla naszego życia i tożsamości decyzjach... kierujemy się pakietami uprzedzeń. Tych nabytych w procesie socjalizacji (indoktrynacji do przypisanego nam stanu kultury i cywilizacji) i fizjologicznie uwarunkowanych. Kierujemy się percepcjami.

A percepcje? A percepcje są wszystkim.

Więźniowie własnej wizji świata

Jedną z najbardziej trafnych i spójnych wizji na temat tego, jak ludzie postrzegają świat i budują swoje rozumienie jego natury jest książka Thomasa Kuhna Struktura rewolucji naukowych. Skomplikowany wywód o zdolności radykalnej zmiany wizji świata Kuhn ubarwia opisem niezwykle doniosłego eksperymentu z urządzeniem do szybkiego wyświetlania obrazów.

Perfidny eksperymentator zlecał swoim ofiarom rozpoznawanie kart do gry. Część z kart była trefna - np. pik był czerwony, a kier czarny. Przy krótszych czasach ekspozycji:

[...] na przykład czarną czwórkę kier utożsamiano albo z czwórką kier, albo z czwórką pik. Nie zdając sobie sprawy z istnienia jakiegokolwiek problemu, włączano ją natychmiast do jednej z przyswojonych uprzednio kategorii pojęciowych. [...] Kiedy ekspozycję nieprawidłowych kart przedłużano, zaczynały się wahania i zaczynano uświadamiać sobie występowanie anomalii. Na przykład na widok czerwonej szóstki pik mówiono niekiedy: "To szóstka pik, ale coś jest w niej dziwnego, wokół czarnego pola są czerwone brzegi". [...] po rozpoznaniu dwu lub trzech kart nieprawidłowych dalsze nasuwały znacznie mniej trudności. Jednak paru osobom nigdy nie udało się dopasować karty do odpowiedniej kategorii. [...] Osoby, którym się nie powiodło, popadały niekiedy w stan silnego przygnębienia. Ktoś zawołał: "Nie potrafię powiedzieć, co to jest, wszystko mi jedno. Teraz to już nawet nie wygląda jak karta. Zupełnie nie wiem, jaki to kolor i czy jest to pik, czy kier. Nie jestem nawet pewny, jak wygląda pik. O mój Boże!"13

Badani nie odróżniali poszczególnych cech, lecz ich połączone w nierozerwalną całość zespoły czy amalgamaty. Wynik eksperymentu interpretowany jest jako potwierdzenie, że patrzenie jest czynnością "kulturowo zapożyczoną", że widzimy to, co rozumiemy14. Doświadczenie i jego efekt na uczestnikach moim zdaniem klarownie demonstruje, że za pomocą odpowiednich zabiegów możliwe jest indukowanie bezradności percepcyjnej, która z kolei przełożyć się może na paraliż decyzyjny, a w dalszej kolejności na efekt podobny do lub będący w swej istocie wyuczoną bezradnością. Broń wywołująca tak definiowane zaburzenia myślowe to podstawowy oręż współczesnych wojen informacyjnych. Rozwinięcie kwestii znane jest w psychologii jako tzw. dysonans percepcyjny. Można ją podsumować za pomocą niezwykle trafnego spostrzeżenia francuskiego filozofa Henriego Bergsona:

Oko widzi tylko to, co umysł gotowy jest przyjąć.

Obserwując i uczestnicząc w konfliktach i wojnach... definiując i chroniąc własną tożsamość i narzucając innym własną wolę i wizję świata... kończąc lekturę każdego z esejów i impresji tej pracy zbiorowej... niech czytelnik powtarza do siebie tą mantrę - niczym Kato Starszy wołający Carthago delenda est15, niczym mnich recytujący litanię do Ducha Świętego - prostą, ale fundamentalną prawidłowość. Jak to było?... Aha!

Percepcja jest wszystkim.

2 Stanisław Lem, Bomba megabitowa, Kraków 1999.

3 "Jak sprawuje się pana nowy aparat słuchowy?" "Dziękuję, znakomicie, panie doktorze. Już trzy razy zmieniałem testament".

4 Document d'orientation de l'innovation de Defense (DOID) 2019: les nouvelles ambitions du ministere en matiere d'innovation, https://www.defense.gouv.fr/actualites/articles/document-d-orientation-de-l-innovation-de-defense-doid-2019-les-nouvelles-ambitions-du-ministere-en-matiere-d-innovation, [dostęp: 2020.03.31].

5 To wyjęta z kontekstu parafraza słów Ewangelii Św. Jana (8:31-32). O ile nie podano inaczej, cytaty biblijne za Biblią Tysiąclecia.

6 To pierwsza część łacińskiej sentencji audi, vide, tace, si vis vivere in pace (słuchaj, patrz, milcz, jeśli chcesz żyć w pokoju).

7 W języku angielskim tłumaczy się to na always secret, ale słowo occultus słowniki tłumaczą na "ukryty", "tajemny", "niepojęty".

8 Łk 23:4.

9 Robert A. Heinlein, Time Enough for Love, New York 1973.

10 Dave Grossman, O zabijaniu, Warszawa 2010.

11 Mirosław Kofta, Teresa Szustrowa (red.), Złudzenia, które pozwalają żyć, Warszawa 2001.

12 Karel Čapek, Aforyzmy, Warszawa 1984, s. 11.

13 Thomas Kuhn, Struktura rewolucji naukowych, przeł. Helena Ostromęcka, Warszawa 2009, s. 116.

14 Doświadczenie opisuje tzw. efekt Stroopa, który pokazuje zależ-ność czasu reakcji i ilości błędów od spójności przekazu, gdy przedmiot obserwacji jest niespójny, np. słowo "zielony" napisane czerwoną czcionką. Kwestia omówiona w książce We władzy wyobraźni Marcina Napiórkowskiego, Warszawa 2014, s. 42-43.

15 Łac. Kartagina musi zostać zniszczona.

To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Spis treści

Sun Zi i jego Sztuka wojny Filozofia i praktyka oddziaływania na bieg zdarzeń Spis treści Część I. Traktat Sztuka wojny Część II. Plewy starożytnych Część III. Impresje, wizje oraz opiniewspółczesnych ekspertów i specjalistów Aneksy Percepcja jest wszystkim Czym jest, a czym nie jest traktat Sztuka wojny? Rozdział VMoc1 Sekcja II Ponadczasowe maksymy i spostrzeżenia o konfliktach i naturze ludzkiej Wyciąg z dorobku zachodniego Zbiór IPodsunięte przez współautorów Zbiór II Myśli rozmaite o działaniu, sztuce wojennej i naturze ludzkiej Wojny współczesnych plemion Wojna jako forma komunikacji Teoria królowej i teoria króla Przypadkowe spotkanie nieprzypadkowego człowieka "Tylko martwi zobaczą koniec wojny"1 Aneksy Bibliografia książek polecanych przez współautorów Bibliografia wybranych pozycji książkowych w dorobku współautorów Słowo o znaczeniu kaligrafii zamieszczonych w tomie

Punkty orientacyjne

Spis treści
To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji. Lista sprzedawców w portalu chiny.pl

Rozdział VMoc1

shi ?

Rzekł Mistrz Sun:

Podział właściwy i liczebność2 dozwoli [wielką] rzeszą dowodzić takim samym [łatwym] sposobem, jak grupą nieliczną. Wieść do boju grupę ogromną i oddział mały jednako jest łatwo. Rang [dowodzenia] i rozkazów przekazywania właściwy porządek możliwym to czyni3.

O tym, iż rzesza armii czoło przeciwnikowi stawić potrafi Wybieg4 i Działanie jawne decydują. Przyczyną zaś, dla której wojska w starciu wroga miażdżą jak potężny głaz jajko, Pustka jest i Pełnia5.

W walce Działanie jawne do zwarcia z przeciwnikiem wiedzie, przez Wybieg zaś zwycięstwo się osiąga. Mistrz Wybiegów jest w ich obmyślaniu jako Niebo i Ziemia bezkresny, jako wody rzeki Jangcy i morza niewyczerpany. Na słońca i księżyca podobieństwo kresu drogi dochodzi i od nowa bieg swój rozpoczyna; niczym cztery pory roku umiera, by zrodzić się znowu.

Gamy muzycznej ledwie pięć jest tonów6, wszelako ich przemiany więcej melodii tworzą niźli ktokolwiek wysłuchać by zdołał. Barw prostych więcej pięciu nie ma, wszelako łączenia ich bogatsze dają odcienie, aniżeli ktokolwiek dostrzec by potrafił. Ledwie pięć smaków jest prostych, zmieszanie ich wszak więcej smaków rodzi, niż ktokolwiek rozróżnić by umiał7.

Moc bitewna8 jedynie w Wybiegu i w Działaniu jawnym objawiać się może, lecz przemiany ich są niewyczerpane. Wybiegi i Działania jawne jedne z drugich się rodzą na podobieństwo koła, co się bez końca obraca. Któż ich bogactwo wyczerpać by zdołał?

Moc tym jest, co sprawia, iż nurt rzeki górskiej potężne głazy nieść potrafi9. Tym, co orłowi ofiarę swą dopaść dozwala, jest Miara10 jego dokładna.

Moc mistrza wojowania wzbiera gwałtownie, a jego Miara zawsze jest krótką11. Mocy gromadzenie napinaniu kuszy jest podobne, a właściwej Miary użycie jest niczym spustu onego zwolnienie.

Choć w boju wojska i chorągwie się mieszają, mistrz wojowania celu z oczu nie traci12. W zamieszaniu i tumulcie Forma armii zanika, do klęski to wszelako [wodza] nie wiedzie.

Chaos z ładu się rodzi, tchórzostwo - ze śmiałości, a słabość - z siły13. O chaosie i porządku w równej mierze odpowiednia liczebność14 przesądza. Odwagę jako i tchórzliwość żołnierza Moc armii określa. Siła lub słabość armii z jej Formy wynika.

Gdy mistrz, co wedle własnej woli przeciwnika zwodzi, ledwie pozorną mu Formę objawi, tamten zaś z pewnością podług niej działania podejmie; gdy ten nęcić go będzie, przeciwnik niechybnie pokusie ulegnie. Podsunie tamtemu korzyści pozorne, co wroga do przedsięwzięć pobudzą, a samemu z wojskami w zasadzce wyczekiwać będzie.

Przeto mistrz wojowania do mistrzostwa swego dochodzi, Moc budując15, a nie przez rozkazów wydawanie. Bez żołnierzy starań się on obywa, a na kształtowaniu i powodowaniu Mocą16 polega.

A kto na Mocy polega, ludzi pcha do walki, aż na podobieństwo bali i kamieni się toczą. Naturą onych nieporuszoność jest, gdy na płaskiej ziemi leżą, pędu zaś na pochyłości nabierają17. Kanciaste nieruchomo trwają, a okrągłe w dół się toczą. Z tego mistrza wojowania Moc płynie - do walki ludzi posyłanie podobnym jest toczeniu kamieni krągłych z wysokiej góry. Różnica poziomów, co w ruch wprawia - tym właśnie jest Moc.

Objaśnienia

1 W różnych wersjach traktatu tytuł tego rozdziału składa się z jednego lub dwóch znaków chińskich. Tłumaczenie Jarka Zawadzkiego jun shi ?? to "moc bitewna", inne możliwe tłumaczenia: "przemożna siła" (w tekście A. Zapałowskiego), "Moc". Zob. też opis znaczenia znaku w aneksie ?. To ten znak pisma chińskiego znalazł się na grzbiecie niniejszego tomu.

2 Organizacja, struktura armii ma swoje optymalne wzorce, które są skalowalne, tj. dają się zastosować do dowalnego zbiorowiska ludzi. Sun Zi zaleca tym stwierdzeniem, aby poszukiwać uniwersalnych wzorców i prawidłowości. Można je nazwać "dao wojowania" lub "dao prowadzenia wojen" .

3 In. sygnałów, sztandarów.

4 Qi ?siły specjalne, wybieg; zheng ? (działanie bezpośrednie, siły jawne. Ich znaczenie omówione w tekście Teoria królowej ?, a ich pierwotne rozumienie w wyciągu z traktatu Pytania i odpowiedzi... ?.

5 Pustka (xu ?) to niski lub radykalnie niższy poziom gotowości bojowej czy też zdolności bojowej - poziom "przemożnej siły". Pełnia (shi ?) to maksimum tej siły. Oba stany zależą zarówno od Formy armii (morale, liczebność itp.), jak i okoliczności i warunków, w których przebiega starcie (pogoda, ukształtowanie terenu). Czynniki te działają na uczestników rozgrywki w niejednakowy sposób. Wyczerpujące objaśnienie na przykładach tych kluczowych dla całego traktatu pojęć w tekście Teoria królowej....

6 Kosmologia wykształcona w chińskiej starożytności to fascynująco odmienne spojrzenia na istotę tego, co jest harmonią praw natury. Wiele heterogeniczności zjawisk starożytni filozofowie dzielili na pięcioskładnikowe domeny: pięć podstawowych tonów (my mamy siedem), pięć smaków, pięć metali itp.

7 W chińskiej tradycji definiowano pięć jakości w wielu domenach świata: pięć podstawowych smaków, pięć czynników (żywiołów), pięć barw itp. Te piątki są głęboko wbudowane w chiński kod kulturowy. We współczesnych Chinach sklep metalowo-budowlany to po chińsku wu jin ?? - pięć metali, czyli "wszystko, co z metalu".

8 Zhan shi ?? - tu: dosł. moc bitewna, Moc.

9 W sedno natury tak rozumianej Mocy trafia dopisek w przekładzie K. Gawlikowskiego: "siła ta jest zrodzona przez otoczenie". To przewaga wysokości (energii potencjalnej) przy powietrznym starciu myśliwców, to przewaga ludnościowa rolniczych kolonii brytyjskich nad francuskimi, która zdeterminowała rezultat wojen o dominację w Ameryce Północnej. Można tak wyliczać bez końca.

10 Jie ?; zdolność precyzyjnego wymierzenia czasu i dystansu.

11 Arch. precyzyjną. Mistrz wojowania osiąga zamierzony efekt działania, uderzając całą swą mocą i działając błyskawicznie. Ten przepis na skuteczny atak widzimy i w filozofii użycia formacji elitarnych (tekst s. 545) i w sztukach walki (tekst tutaj ?).

12 Lub: "nie może to prowadzić do rzeczywistego chaosu". Potocznie, chodzi o konfuzję lub utratę orientacji niezbędnej do skutecznego wpływania na bieg zdarzeń.

13 Słowa te odnoszą się do pozorowania słabości i operowania formą swojej armii tak, aby sprowokować przeciwnika do podjęcia decyzji na podstawie zafałszowanego obrazu sytuacji. Przykładem może być epizod bitwy pod Grunwaldem, w którym część wojsk litewskich uciekła z wiru bitwy, by potem powrócić i ponownie stawić czoła przeciwnikowi. Przedmiotem debat miłośników historii jest to, czy był to manewr celowy, czy faktyczna rejterada.

Ze słów traktatu wynika też pośrednio, że mistrz wojowania może sobie pozwolić na faktyczne rozbicie własnej formy, a nie tylko pozorne. Skoro jest mistrzem i potrafi kontrolować przemiany jednego w drugie, tym skuteczniej przekona przeciwnika do działania na podstawie zaprezentowanego mu obrazu sytuacji.

14 Shu ?. Chodzi o porządek, system podziału armii na jednostki o optymalnej liczebności.

15 Trudno było wybrać słowo języka polskiego, które w moim rozumieniu oddaje myśl autora traktatu. Użyjmy metafory. Najtrafniejszą wydaje się boska zdolność ciskania gromów, ale poprzedzona aktem stworzenia potężnej burzowej chmury, której nagromadzona energia (ładunek elektrostatyczny) jest tym większa, im potężniejsza chmura. Ta energia kondensuje się w postaci wyładowania kierowanego ręką wodza. Gdyby Sun Zi był Grekiem, z pewnością wspomniałby tu moc ciskającego gromami Zeusa.

16 W tym miejscu Roger Ames nazywa Moc "strategiczną przewagą" (ang. strategic advantage), co celnie identyfikuje źródło zwycięstwa jako efekt mozolnych przygotowań na długo przed bitwą lub wojną. Inne tłumaczenie proponuje Sawyer: "strategiczna konfiguracja siły" (ang. strategic configuration of power), co uważam za równie celne, choć polski przekład D. Bakalarza (za Sawyerem) "strategiczna siła wojskowa" zdaje się być w tym głuchym telefonie przekładów o jeden krok za daleko i zupełnie rozmija się z wizją autora traktatu.

17 Jak podsuwa K. Gawlikowski, zdanie jest grą słów - fascynującą. W języku chińskim znajdowanie się na pochyłości wiąże się z niebezpieczeństwem. "Płaski teren" (an ?) to nie tyle dosłownie płaski teren, co sytuacja, w której to, co na nim jest znajduje się w stanie równowagi, w stanie spoczynku - jest osadzone w miejscu, w którym bez przyłożenia siły nie stanie się aktywne. Inny znak chińskiego pisma, ping ?, to równowaga, poziomy, płaski - wchodzi w skład m.in. słowa "pokój" (heping ??) oraz "bezpieczny, stabilny" (ping'an ??). Ten obraz mentalny jest głęboko osadzony w filozoficznej koncepcji znanej jako kroczenie Drogą Środka, czyli z dala od skrajności, które wymuszają zmianę i są przyczyną utraty zdolności przewidywania.

To jest próbka książki Zapraszamy do zakupu pełnej wersji