Kluczowe koncepcje i rekonceptualizacje
Ten tom oraz zdefiniowane w innych tomach serii "Wzorce"
Homeostat
Homeostat to każdy system autonomiczny bądź quasi-autonomiczny, który zdolny jest do podejmowania decyzji i akcji prowadzących do przedłużenia swojej egzystencji.
W przypadku istot żywych (biologicznych) powyższą definicję trzeba rozszerzyć o zdolność wyprodukowania organizmów potomnych.
Zdolność podejmowania decyzji (przetwarzanie danych zmysłowych w model/percepcję świata) wymaga energii. Działanie na podstawie tak wypracowanych decyzji także wymaga energii. Obie aktywności wymagają w związku z tym nabycia zdolności i narzędzi do pozyskiwania energii ze środowiska... Zasoby są zawsze ograniczone. Co więcej, w sytuacji typowej energia ta pozyskiwana jest kosztem innych homeostatów - w zmaganiach typu gry o sumie zerowej, w rytm logiki "oni albo my!".
Oprogramowanie kulturowe
Homo sapiens jest gatunkiem żyjącym społecznie, a swoją zdolność przetrwania (reprodukcji, zdobywania zasobów) generuje na poziomie nie jednostkowym, a kooperujących wspólnot. Zdolność do ich tworzenia opieramy na mechanizmach obyczajowych, prawie, zdolności do samokontroli.
Wszystkie te wzorce kulturowe akumulujemy w przekazie międzypokoleniowym, który może być na rozmaite sposoby zaburzony bądź przerwany.
Tabu "umysłu jako białej karty" i równości kultur"
Przykładem tabu, które blokuje zdolność dostrzegania niektórych prawidłowości jest zdolność do wygenerowania (spłodzenia i odchowania) kolejnego pokolenia. Utrata tej zdolności rozumiana jest jako wada o naturze biologicznej: wada genetyczna bądź rozwojowa, przebyte choroby, kastracja mechaniczna lub chemiczna.
Ale zdolność ta u homo sapiens warunkowana jest kulturowo, a więc przez oprogramowanie kulturowe. A więc przez skażenie lub inny kontakt z okaleczającymi ideologiami. Przykłady to nabycie orientacji homoseksualnej bądź efekt działalności ekstremistów ideologii transgenderyzmu, w tym przekonywanie dzieci, że urodziły się w złym ciele i namawianie ich do zabiegów samookaleczania bądź przyjmowania hormonów zaburzających proces dojrzewania1.
Twierdzenie, że płeć jest konstruktem społecznym i przejawem narzucenia ról płci przez "opresyjne struktury hierarchiczne", jest przejawem błędnego przekonania ogólnego, wedle którego psychika i osobowość da się ukształtować całkowicie niezależnie od biologii.
W sferach proliferacji wszystkich kultur, zwłaszcza tych, których efektem jest budowa wielkich cywilizacji, działa specyficzne tabu. Polega ono na przekonaniu, że wszystkie kultury są równe w sensie etycznym i zdolności do budowy wysokiej cywilizacji. Kultury nie są równe, a generowanych ich międzypokoleniowym przekazem pakiet oprogramowania kulturowego jest kształtowany synergicznym pakietem, w którego skład wchodzi także: dieta (energetyczność, obecność drobnoustrojów), ukształtowanie geograficzne i klimat, dostęp do wymiany kulturowej z sąsiednimi wspólnotami meta-etnicznymi, różnicami genetycznymi między rasami homo sapiens, które są biologicznym faktem2.
Socjalizacja dziecka indoktrynacją do budowania cywilizacji
Krytyczną sekcją oprogramowania kulturowego jest imprinting systemu motywacyjnego. W jego skład wchodzi zdolność do odraczania nagród, samokontrola, zafiksowanie danej jednostki na określonym typie nagród hormonalnych. Inaczej: to co potocznie nazywane jest poddaniem dziecka socjalizacji jest w swojej naturze procesem indoktrynacji do wykształcenia określonego.
Kluczowym mechanizmem socjalizacji jest przestrojenie systemu dopaminergicznego, dozującego dopaminę, hormon nagrody) z zaspokajania instynktów rozmnażania i zdobywania pożywienia (energii) na uruchamiania przez impulsy społeczne: akceptacji, aprobaty, szacunku.
Szczególnie istotnym bodźcem wyzwalającym docelowo są zachowania zwiększające zdolność społeczności do kolektywnego przetrwania, a więc akty poświęcania się dla dobra wspólnoty: odrzucenia egoizmu i wszelkie przejawy zachowań zwiększających spójność grupy.
Naturą wszelkich hierarchii, a przy tym mechanizmów awansu społecznego i szacunku jest sprzęgniecie ich właśnie z kolektywną zdolnością wspólnoty do podtrzymania swojego wzrostu, produktywności, odporności na zakłócenia i samego istnienia.
Ultrakooperacja
Społeczności zdolne są do przetrwania dzięki podatnym na zakłócenia i atak zjawiskom emergentnej ultrakooperacji - zdolności współpracy ludzi niezależnie od więzów pokrewieństwa (klanowych, rodowych). W społecznościach neolitycznych górną granicą wzrostu społeczności zdaje się być 100-200 osobników.
Zdolność ludzi do tworzenia organizmów państwowych czy imperiów wynika z postępu koewolucji biologicznej i kulturowej. To prawa i zasady tzw. bezosobowego zaufania (z osobami spoza klanu/rodziny), poszanowania godności, własności osób obcych i tym podobne cechy (-SP VII.7).
Duże grupy obcych sobie ludzi mogą współpracować, gdy łączy ich wiara w tzw. wspólny mit i zaufanie rozumiane jako dobro publiczne. Wspólny mit to także mit energetyzujący i mobilizujący do podejmowania wszelkich typów wysiłku kolektywnego. Historycznie najskuteczniejszym generatorem takiego mitu były religie, zwłaszcza abrahamowe. Są one kluczowym, najwydajniejszym składnikiem oprogramowania kulturowego, który napędza zjawisko ultrakooperacji.
Przykładem skoku ewolucyjnego, który usuwa niewidzialny sufit rozrostu wielkości wspólnoty jest różnica między religią Starego Testamentu i chrześcijaństwem. Wyznawcą tej pierwszej można stać się przez urodzenie. W chrześcijaństwie pojawia się nawrócenie, polegające na przejściu rytuału przyjęcia pakietu kulturowego. Rytuał dostępny jest dla wszystkich bez ograniczeń rasowych, kulturowych czy innych.
Hierarchizacja ras, kultur i płci
Podziały my-oni są naturalnym przejawem życia we wspólnotach kooperujących wewnątrz i współzawodniczących o zasoby ze wspólnotami zewnętrznymi. Podziały te są wielowątkowe, wielorakie, liczne, a przy tym bardzo trwałe. Mogą być rasowe, etniczne, językowe, etyczne, ideologiczne (s. 119).
Hierarchie między grupami pozwalają pozyskać racje moralne do tego, aby rasę czy grupę niższą zabić, obrabować, pozbawi godności, nie dotrzymywać wobec niej zasad uczciwości i sprawiedliwości, zmuszać do pracy za mniejsze wynagrodzenie.
Specyficznym przykładem jest status Żydów na terenie Lewantu pod jarzmem kolonizacji arabskiej i islamskiej. Żydzi, niewielka mniejszość, byli obywatelami niższej kategorii. Ich awans w postaci ustanowienia własnego państwa, jaki nastąpił w XX wieku, jest trudny, a nawet niemożliwy do przełknięcia dla ideologów islamistycznych i nie tylko (-OM2 V.1, ramka "Jauhar i losy podbijanych...").
Konfliktujące agendy
Oczywistością jest to, że nasze długo- i krótkoterminowe plany bywają sprzeczne. Podobnie jest z lojalnością wobec wspólnot, a celami egoistycznymi przynależącej do nich jednostki. W tomie Oni albo my! 2 głównym wątkiem przewodnim jest sprzeczność interesów wspólnotowych w sytuacji konfliktu ze wspólnotą zewnętrzną.
Esencją tych sprzeczności jest hierarchizacja lojalności względem rozmaitych ośrodków sprawczych. Przykładem są osoby należące do społeczności zniewalanej lub kolonizowanej, a które są wypychane na stanowiska władzy po to, aby zewnętrzne siły geopolityczne czy biznesowe mogły realizować swoje interesy, które są diametralnie sprzeczne z interesem "ofiar". Zwykle nazywamy to korupcją elit w koloniach czy quasi-koloniach, a za przykład podajemy rozmaite państwa afrykańskie, które mimo uzyskania formalnej niepodległości w drugiej połowie XX wieku, nadal są pozbawione suwerenności - ale przez mechanizmy ekonomiczne i m.in w wyniku niezdolności wykształcenia elit odpornych na korupcję w skali międzynarodowej.
-
1 Ten zarzut wymaga dobrze udokumentowanego przykładu - oto on. W wywiadzie z kanadyjskim psychiatrą Jordanem Petersonem ofiara opisuje proces, w którym jako dwunastolatka z lękami wynikającymi z rozpoczętego procesu dojrzewania, zamiast prawidłowej terapii polegającej na oswojeniu się z procesami metamorfozy ciała, została nakłoniona przez szereg osób w randze m.in. lekarzy do przyjmowania tzw. blokerów dojrzewania, a następnie zrealizowała masektomię, czyli amputację piersi. Materiał: https://youtu.be/YSI67eogd74 [dostęp: 2025.04.01].
2 To m.in. gen MCPH1 zob. -SP II.1 (https://chiny.pl/p/153).
Kolejność dziobania jest wszystkim
Wstęp-wizja
- Jaka jest różnica między rzeką, a polskim politykiem? - Rzekę łatwiej oderwać od koryta1.
Za prostym stwierdzeniem "człowiek to istota społeczna" skrywa się najważniejsza prawda o wszelkiej ludzkiej aktywności. Mamy wszyscy hopla na punkcie naszego miejsca w hierarchii. Wielu z nas ma ten typ zachowań całkowicie poza wszelką kontrolą.
Większość naszej aktywności oraz trosk orbituje wokół kwestii folgowania obsesjom związanym z władzą i domi-nacją nad innymi ludźmi. Wspinamy się na coraz to wyższe szczeble hierarchii, udaje się nam lub nie udaje zdominować innych, bezkarnie ich poniżyć czy zrobić na złość.
Instynkt dominacji jest często silniejszy niż instynkt przetrwania. Wsiadając do samolotu módlmy się, aby pilotom należycie wpojono reguły CRM2 - najlepiej za pomocą silnych elektrowstrząsów. Celem CRM jest należycie ułożyć komunikację między kapitanem a resztą załogi kokpitu tak, aby tzw. "gradient autorytetu" umożliwiał komunikowanie kapitanowi jego błędów. Bez takiego stanowienia drożności i dwustronności kanału komunikacji kapitan ma tendencję do tracenia z oczu wszystkiego, prócz kwestii zachowania prestiżu i autorytetu, co prowadzi do rozbicia pracy zespołowej, zdolności wspólnego rozwiązywania problemów, a często i całego samolotu.
System szkolenia wypracowała amerykańska NASA, a jego implementacja w branży lotniczej zaskutkowała skokowym spadkiem ilości katastrof samolotów pasażerskich w latach 90. XX wieku. Takiego systemu w naszym codziennym życiu szybko mieć nie będziemy3. Tam gdzie ludzie nie giną straszną śmiercią w sposób oczywisty jako bezpośrednie ofiary nieokrzesanych małpoludów, impuls innowacyjny słabszy niż nasze przyrodzone potrzeby dominowania nad innymi, bez których wielu nie wyobraża sobie życia.
Tymi wszystkimi zachowaniami sterują zza kulis neuro-fizjologiczne mechanizmy, które odpowiadają za złośliwość nie tylko homo sapiens, ale i innych małp naczelnych. Nagradzają nas za sukces działkami hormonów nagrody. Nie pojawiły się ot tak, bez żadnej potrzeby. Realizacja nagradzanych zachowań zwiększa tzw. fitness, zdolność przetrwania indywidualnego i kolektywnego. To w tym ostatnim, kolektywnym, homo sapiens, jako gatunek kooperujący i żyjący w społecznościach, jest arcymistrzem.
Ewolucyjnie wykształcone mechanizmy nagradzają nas dlatego, że im wyżej jesteśmy w hierarchii, tym bardziej zwiększamy swoją szansę na zapewnienie sobie i osobom najbliższym, w tym potomstwu, zasobów niezbędnych do przetrwania. Kosztem innych. Znowu mamy więc konfrontację typu "my" i "oni"
To właśnie kwestia zdobywania zasobów kosztem innych jest racjonalnym, a przy tym kluczowym rdzeniem naszych hierarchicznych obsesji. Jest racjonalnym pierwiastkiem w pozornie nieracjonalnych zachowaniach złośliwych, pokazach żenującej apopleksji, w którą wpadają ludzie obsesyjnie strzegący swojej powagi.
"Pan nie wie, kto ja jestem! Jeszcze się policzymy!". Takie zakodowane w naszych instynktach społecznych reakcje są wyjaśnieniem, dlaczego niektórzy - proszę o wybaczenie za użycie na drodze wyjątku tego celnego określenia - dostają pierdolca, gdy coś lub ktoś pozbawi ich "godności" oraz idącego za nią prestiżu i posłuchu u podwładnych czy poddanych. W opowiadaniu Ostatnie życzenie Andrzeja Sapkowskiego konkurent polityczny został w malowniczy sposób pozbawiony godności. Efekt rozumiemy instynktownie:
- Hę, hę, hę - zarechotał nagle burmistrz. - O to akurat się najmniej gniewam. Wawrzynosek podgryzał mnie, na urząd mój dybał. A teraz nie znajdzie już u ludzi posłuchu. Co kto sobie przypomni, jak dostał w dupę...
Od osobistych porachunków do gry imperiów
- Terror! - warknęła, mrużąc błyszczące oczy i pociągając nosem. - Stację mamy pod terrorem! Cesarz Emhyr trzyma tak cały świat, my jeno tę budę. Ale zasada ta sama!
Jednym z najzabawniejszych powiedzonek, jakie zebrałem w tomie Prawidła geopolitycznej gry o przetrwanie, było opisanie Iranu jako wspólnoty narodowej, która powołała do istnienia liczną armię i zaczęła okupować samą siebie. Ta facecja i pozornie prosty żarcik miały jedynie oderwać czytelnika na chwilkę od spraw śmiertelnie poważnych. Ale mają bardzo głębokie drugie dno. Nie od razu dotarłem do oczywistości, która dość długo dała się wyczuć, ale nie nazwać. Prawidło jest takie:
Wszystkie społeczności da się opisać jako system opresji i przymusu. Ktoś musi być w dole i wykonywać najmniej prestiżowe prace. Ktoś musi umierać na polu bitwy, by inni, często zupełnie obcy ludzie, mogli przeżyć. Istotą tej struktury hierarchicznej jest wieczny, nierozwiązywalny konflikt osobistych i egoistycznych potrzeb, dążeń i praw skonfrontowanych z obowiązkami wynikającymi z potrzeb całej społeczności.
Ten konflikt interesów najbardziej kontrastowo widoczny jest w tradycyjnej kulturze japońskiego feudalizmu. System relacji społecznych jest w nim przestrzegany skrajnie restrykcyjnie, a z zachodniego punktu widzenia - bardzo często poza granice absurdu. Japończycy zdefiniowali dwa typy dążeń: honne oraz tatemae. Te pierwsze to dążenia prawdziwe, a więc egoistyczne i zwykle stojące w sprzeczności z interesem wspólnoty. Tatemae to piękny obrazek pełnego konformizmu, który każdy pokazuje publicznie pod rygorem uruchomienia ostracyzmu bliźnich4.
Przejdźmy do absolutnego sedna. W ekonomii i naukach humanistycznych konflikt interesów jednostki i wspólnoty opisuje się za pomocą pojęcia racjonalnego agenta (ang. rational agent). To indywiduum, które kieruje się wyłącznie swoim osobniczym interesem. Społeczność składająca się z takich "agentów" jest skazana na zgubę. Jest tak, gdyż nie ma w niej takich jednostek, które poświęcą siebie samych i swoje aspiracje na rzecz przetrwania wspólnoty, w tym tych, którzy się nie poświęcą.
Ikonicznym paradoksem przywoływanym przy okazji tematu racjonalnych agentów jest proste spostrzeżenie: egoiści (to taki rodzaj socjopatów) świetnie prosperują w społeczeństwie pełnym ludzi gotowych do wyrzeczeń, ale społecznościom pełnym egoistów wiedzie się gorzej we współzawodnictwie ze społecznościami pełnymi ludzi gotowych do poświęceń.
Opresyjność wszelkich systemów społecznych i politycz-nych... Ba! Cała ich natura polega na stworzeniu takiego systemu zakazów i nakazów - prawnych, moralnych, religijnych i wszelkich innych - aby "racjonalnych agentów" było możliwie mało. Wynika to z prostej okoliczności konkurowania o zasoby na poziomie wspólnot, między narodami, mocarstwami czy imperiami. To stąd całe bogactwo przypowieści, baśni czy opowiastek dydaktycznych. Przypowieści takich jak ta o dobrym Samarytaninie czy filmów w rodzaju Podaj dalej (2000), które są narzędziem trenującym oraz wzmacniającym postawy prospołeczne.
Stawką w tej walce Dobra ze Złem - powtórzę niczym w litanii - jest przetrwanie. Prawidło:
Hierarchie służą temu, by wymusić na członkach wspólnoty zachowania kooperacyjne.
Co wolno wojewodzie...
Czym wyżej jesteśmy, tym więcej ludzi zabiega o naszą przychylność i pomoc, tym więcej pogwałceń prawa i obyczaju może ujść nam płazem, tym większym dysponujemy prawem - także prawem kaduka - do zabierania innym owoców ich pracy, terytorium (żerowiska), zasobów niezbędnych do przetrwania, takich jak drewno na opał, tereny łowieckie, złoża ropy i gazu ziemnego. Między prawem i prawem kaduka granica jest niesłychanie płynna.
To uniwersalne prawidło funkcjonowania ludzi od zarania istnienia rodzaju ludzkiego po jego kres. Znajdziemy je w każdej wyobrażalnej interakcji między grupami ludzi. Im zajdziemy wyżej, tym więcej będziemy mieć okazji i legitymizacji, by powiedzieć "przekroczył pan czerwoną linię!". Wreszcie - od pozycji w hierarchii zależy to, kto wysyła na śmierć w obronie całej społeczności, a kto jest wysyłany. To sprawy życia i śmierci5, a co najmniej zdewastowania planów życiowych.
Mechanizmy te działają na poziomie indywidualnym i kolektywnym. Celem powstania tej książki jest ich poznanie, oswojenie koncepcyjnie, a następnie nauka kontrolowania ich tak, abyśmy to "my", a nie "tamci" byli górą. Abyśmy to my byli źródłem prawa i moralności. Abyśmy to my decydowali, co jest Dobre, a co Złe.
Pojęcie homeostatu i kluczowe prawidło tej książki
Powtórzmy, choć to oczywiste - każdy człowiek ma swojej naturze wbudowany system pozycjonowania się w hierarchii wspólnoty, której jest częścią. Walkę o możliwie wysoką pozycję w hierarchii mamy zakodowaną w naszej biologii na twardo. Walka ta jest główną treścią naszego życia.
Kooperujące, a raczej zdolne do kooperacji społeczności homeostatów same są homeostatami. Te meta-homeostaty rządzą się prawami i regułami, których funkcją jest wymuszanie na członkach wspólnot zachowań wspomagających przetrwanie kolektywne ponad przetrwanie indywidualne. Absolutnie najgłębiej sięgające prawidło, które jest tkanką i tworzywem praktycznie wszystkich dylematów czasów wojny i pokoju:
Wspólnota ludzka buduje zdolność swojego przetrwania kosztem swoich członków.
I tu pojawiają się hierarchie. Ci, którzy są na górze, mają prawo nakazywać tym na dole, by poświęcali się dla przetrwania wspólnoty. By ryzykowali życie w czasie polowań, by szli na front i bili się na pierwszej linii z agresorem lub sami będąc agresorami.
Podobna korelacja bezpieczeństwa osobistego i hierarchii jest powszechna w świecie zwierząt. Najbanalniejszym przykładem jest życie społeczne kury domowej. Precyzyjnie chodzi o siadanie na wyższej grzędzie. W stanie dzikim kury nocujące na gałęziach drzew były tym bezpieczniejsze, im dalej od powierzchni ziemi była gałąź. Dalej od grasujących nocnych drapieżników.
Prawo do zużywania energii
W społecznościach pierwotnych, zbieracko-łowieckich, wegetujących na granicy głodu, częstą regułą jest to, że to ten, kto ustrzelił zwierzynę, pierwszy wybiera tę część, która jest uznawana za najwartościowszą. Najwartościowszą, oczywiście, energetycznie. To forma merytokracji. Ale im bardziej społeczeństwo jest skomplikowane i im bardziej akcentują się specjalizacja i podział pracy, tym bardziej dotkliwe stają się role społeczne, kasty i klasy. Pojawia się dyktowany hierarchią podział pozyskanych przez wspólnotę zasobów. Pojawiają się takie obserwacje jak ta, którą sformułował Ignazio Silone:
Rząd ma jedno ramię długie, a drugie krótkie: długie służy do brania - sięga wszędzie; krótkie służy do dawania i dosięga tylko tych, którzy są najbliżej.
W historycznych społecznościach ludzkich dostęp do żywności lepszej jakości, a nawet do przypraw, był rzeczą cenną i bezcenną. Aktualnie żyjemy w erze wyjątkowej obfitości, jaką zapewniamy sobie dzięki bajecznie tanim kopalnym surowcom energetycznym. Ale w społeczeństwach feudalnych, które nie miały technologii niezbędnych do odblokowania energii zaklętej w ropie i gazie ziemnym, ani dokopać się do nieprzebranych pokładów węgla, ucisk był zasadniczo nieodzowny. Zasobów było po prostu za mało. To, jak funkcjonowały relacje społeczne feudalizmu, ilustruje ten ustęp:
Foltest wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Velerad i wielmoża, którzy dotychczas stali, natychmiast rozsiedli się przy stole. Grododzierżca dopił w połowie pełny puchar króla, zajrzał do dzbana, zaklął6.
To, co teraz napiszę, zostanie być może uznane za kontrowersyjne, ale jak najbardziej prawdziwe. W erze taniej energii początku XXI wieku 8 miliardów ludzi dzięki spalaniu paliw kopalnych ma do dyspozycji pracę kolejnych 50 miliardów. Jedna baryłka ropy to wręcz niewyobrażalny skarbiec energii. Wyliczenia podają, że baryłka ropy zawiera odpowiednik od 5 do 7 lat pracy dorosłego człowieka, przy założeniu, że generuje tę energię pracą swoich mięśni dzień w dzień przez osiem godzin.
Nasza wiedza technologiczna na temat pozyskiwania i wykorzystywania energii z "darów Natury" akumulowała się przez stulecia. Postęp w umiejętności przetwarzania energii to współcześnie atom. Wcześniej - drewno i węgiel drzewny, niezbędny w znacznych ilościach do produkcji stali. Ale jeszcze wcześniej były torf i węgiel brunatny, znacznie mniej kaloryczne, ale przecież odpowiedzialne za dostarczenie energii gwałtownie modernizującym się narodom Europy Zachodniej, takim jak Belgia czy Holandia. Bez tego torfu wylesienie było na tyle silne, że stałoby się nieprzezwyciężalną blokadą dla rozwoju cywilizacji w tym rejonie.
To, że Imperium Brytyjskie porwało się na nadzwyczajny czyn zniesienia niewolnictwa na poziomie systemowym na całym świecie, było możliwe wyłącznie dlatego, że było zdolne do napędzania rewolucji przemysłowej energią z węgla. Ten akt postępu moralności ma więc za fundament nie idee abstrakcyjne wolności, równości i braterstwa, a czysto pragmatyczną kwestię dostępu do energii.
Ach, jak dobrze mieć w żyłach błękitną krew
Na poziomie naszego codziennego życia działają podob-ne zasady, choć generują one nieco inne prawidła. Nie tylko przetrwanie, ale również prestiż i pozycję społeczną budujemy naszą zdolnością do pozyskiwania energii z pewnych źródeł, a następnie jej wydatkowania. A nawet szafowania nią celem sygnalizowania zamożności!
W feudalnej Europie zwierzyna łowna, a więc źródło cennych protein, była przeznaczona na wyłączność dla właścicieli lasu. Ludność mieszkająca przy lasach zwykle mogła jedynie kłusować, żeby uszczknąć trochę z bogactwa białek zwierzęcych.
Tego typu hierarchie dostępu do energii niosły nie do końca oczywiste konsekwencje. Ci, którzy mieli dostęp do większej ilości żywności, którzy rzadziej cierpieli głód i nie musieli znosić permanentnego niedożywienia, byli zdrowsi, więksi i silniejsi. Stąd już tylko jeden krok do ideologii głoszących, że szlachta i ci, którzy są na szczytach hierarchii, są ulepieni z lepszej gliny albo po prostu "lepsi".
Tak jak wcześniej, tak i dziś epatowanie bogactwem to nic innego, jak szastanie energią, często na pokaz. Miliarderzy i milionerzy zużywają więcej energii - latają prywatnymi odrzutowcami, jeżdżą samochodami o silnikach większej pojemności, otaczają się przedmiotami zbytku, których wytworzenie wymagało zużycia energii. No ale kto bogatemu zabroni?
Podsumowując, pozycja w hierarchii determinuje pierwszeństwo przy podziale zasobów. Hierarchia w społecznościach homeostatów determinuje dostęp do energii, w tym prawo do jej zużywania. Zakończmy prawidłem:
Miarą postrzeganego prestiżu i pozycji w hierarchii jest ilość zużywanej energii. Miarą wartości przedmiotów materialnych czy nawet relacji międzyludzkich jest ilość energii potrzebna do ich stworzenia i utrzymania.
Oni albo my? Jak balansować rozwarstwieniem w hierarchiach
Pierwotnie ten tom miał nosić tytuł Oni albo my! 3. Powód był i jest oczywisty - przy zmaganiach o pozycję w hierarchii podział na "onych" na górze i "nas", chudziaczków, na dole jest głównym wątkiem ludzkiej aktywności we wszelkich sferach życia.
Dziedzictwem feudalnej zależności Polski od Związku Sowieckiego i wcześniej carskiej Rosji jest świetnie dostrzegany przez Polaków rozdźwięk między władzą a obywatelami. "Oni" to partia, za którą stała wola Wielkiego Brata. "My" to ludzie, którzy staraliśmy się przeżyć, zachować godność i odchować dzieci. Na poziomie geopolitycznym braterska współpraca między Związkiem Sowieckim to "Oni", którzy kochali nas za żarcie i "my", którzy kochaliśmy ich za wzięcie. Rozdźwięk między władzą a ofiarami systemu, będącymi najniżej w hierarchii systemu PRL, był klarowny, praktycznie czarno-biały.
Głównym problemem elit każdej społeczności jest nieuchronna monopolizacja władzy i bogactwa. Problem jest rozmoznany i nazwany frazą "dystans władzy" (ang. power distance). Niewłaściwe balansowanie prowadzi do buntów społecznych. Tak w feudalnej Europie, tak w historycznych Chinach, tak w Polsce Ludowej itd. Przykładem współczesnym jest praktycznie pełne załamanie systemu demokratycznego na Wyspach Brytyjskich, ale i w Polsce. Istotą problemów takich jak dzietność jest to, że na decyzję o prokreacji wpływa percepcja możności awansu społecznego oraz szans na godne życie.
W czasach świetności narody generują swoje bogactwo dzięki uruchomieniu potężnych zachęt motywujących masy. To "amerykański sen", "chiński sen", "russkij mir". To coś, co sprowadza się do transakcji między elitami, a "pospólstwem". Ciężko pracujący ludzie mogą swoją ciężką pracę i poświęcenie zamienić na godność, prosperitę i poczucie realizacji jakiegoś wielkiego celu. W wybitnej, aczkolwiek nie odkrywającej Ameryki książce Czasy ostateczne. Elity, kontrelity i ścieżka dezintegracji Peter Turchin opisuje mechanizmy prowadzące nieuchronnie do utraty spójności społecznej. Sprowadzają się one do tego, że elity, betonując swoją pozycję, blokują wszystkim poniżej możliwość awansu. Stopniowo, a potem lawinowo znika motywacja do wszelkiej aktywności ekonomicznej.
W Polsce trzeciej dekady XXI wieku te mechanizmy sił psychohistorii przejawiają się w m.in. w tym, że młodzi ludzie nie mają możliwości zapracowania na własne mieszkanie i stworzenia podstaw ekonomicznych do założenia rodziny.
II Cywilizacja
Nietypowe spojrzenie na metodę naukową
Stworzony w obrębie cywilizacji chrześcijańskiej gmach metody naukowej jest kwintesencją odejścia od feudalnej konstrukcji świata społecznego oraz od myślenia "plemiennego".
Nauka to system generujący twierdzenia o świecie i prawidłach, w rytm których następują w nim wszelkie zdarzenia i procesy. Kluczowa różnica między systemem nauki a systemami religijnymi i magicznymi sprowadza się do odrzucenia wpływu kwestii hierarchicznych na wysiłek poznawania. W religijnym ujęciu świata prawda o świecie jest objawiona. W nauce o tym, kto zostanie uznany za źródło Prawdy, decydują argument, dowód i eksperyment. Trzy fundamentalne cechy myślenia naukowego to:
Uniwersalizm - każdy ma do niej dostęp, każdy może ją nabyć i współtworzyć, gdyż jest ona swobodnie dostępna.
Nie jest ona objawiona nielicznym bądź nadana w jakimkolwiek akcie. Jej podstawową cechą jest twierdzenie, że nie ma absolutnych autorytetów. Powtarzając za Robertem Mertonem: dowody potwierdzające prawdę są dostępne każdemu. Nie istnieją uprzywilejowani obserwatorzy. Nauka jako taka z samej swojej natury prowadzi do rewolucji. Jest bowiem w immanentnej sprzeczności z większością modeli władzy - przede wszystkim z systemami feudalnymi.
Innym aspektem tak rozumianej wiedzy jest ponadkulturowość. Jeszcze innym - odseparowanie jej terytorium od tych dziedzin ludzkiego życia, w których hierarchie decydują o wszystkim. Dobrą alegorią jest system przepisów ruchu drogowego. Pierwszeństwo ma nie ten, kto ma droższy samochód czy większy pęd (masa razy prędkość razy cena). O pierwszeństwie przejazdu decydują zasady działające jednakowo na wszystkich.
Intersubiektywna sprawdzalność twierdzeń i uni-kanie subiektywizmu - Każdy może sprawdzić prawdziwość twierdzeń na własną rękę. Innymi słowy - wiedza dostarczana przez naukę jest opisem stanu świata niezależnym od obserwatora.
Oparcie na dowodach rzeczowych - prawdziwość twierdzeń o świecie nie jest objawiona ani oparta na autorytecie. Decydują o niej zgromadzone dowody popierające zasadność twierdzeń oraz wyniki powtarzalnych eksperymentów.
Tyle szczytne i wzruszające ideały. A w rzeczywistości mamy bizantyjski ceremoniał świata akademickiego, który zdominowany jest przez arogantów z ego rozdętym do rozmiaru Obłoków Magellana. Mamy setki i tysiące bezwartościowych badań, pisanych wyłącznie dla osiągnięcia prestiżu i pozycji (tzw. paper mills)7.
Mamy też wrogie przejęcia przez ekstremistów ideologicznych. Przykładem tego ostatniego jest słynna afera z nazi-feministkami, które przyjęły do druku tekst Our Struggle is My Struggle, plagiatujący obszerne fragmenty Mein Kampf Adolfa Hitlera, w których w miejsce słowa "Żydzi" autorzy prowokacji wstawili słowo "mężczyźni"8.
Współzawodnictwo o prestiż i pozycję zamiast na argumenty i determinację rozgrywa się dla celów czysto hierarchicznych. O dominację ideologiczną, granty i wspięcie się na pozycję, z której da się gnoić wszystkich potencjalnych konkurentów.
Imperia feudalne
W Potopie Sienkiewicza czytamy o Szwedach, którzy sprytnie wykorzystywali animozje hierarchiczne:
Historia drugiego takiego przykładu nie podaje! Tfu! Tfu! Panie kawalerze! Kanalia w tym kraju żywie bez sumienia i ambicji!... I taki kraj nie ma zginąć? Na łaskawość się szwedzką oglądali! Będziecie mieć łaskawość! Już tam w Wielkopolsce Szwedzi szlachcie palce w kurki od muszkietów wkręcają!... I tak wszędy będzie - nie może być inaczej, bo taki naród musi zginąć, musi pójść w pogardę i w służbę do sąsiadów!9
Grzmiąc dydaktyczną przyganą "drugiego takiego przykładu nie podaje", nasz Sienkiewicz myli się potężnie. Wzmianki o takim scenariuszu można znaleźć w relacjach historycznych z wszelkich imperialnych podbojów. Ucisk feudalny "naszej" elity był tak dotkliwy, że poddani chętnie zmieniali swoich dotychczasowych oprawców na kogo-kolwiek. Tak było z muzułmańskimi kolonistami w czasie rekonkwisty, którym ichniejsze elity naprzykrzały się z potrzebami wypierania z Półwyspu Iberyjskiego chrześcijan. Wcześniej, w pierwszej fali świętej wojny w VII wieku, gdy arabskie hordy w błyskawicznym tempie podbijały coraz to nowe terytoria, było tak z podbijanymi przez islam ludami chrześcijańskimi - poddawały się one podbojom licząc na lepsze traktowanie przez nowych władców. To wszystko już było. I będzie. To wieczne prawidło.
Jego najbardziej przemawiającym do wyobraźni przykładem jest metoda podbojów użyty przez Aleksandra Wielkiego. Stałym punktem było "wyzwalanie" ludów ujarzmianych przez swoje własne elity. Aleksander dawał im godność i zmniejszał opresję polityczną i podatkową. Był postrzegany jako wyzwoliciel w takim samym sensie, w jakim ludność sowieckiej Ukrainy witała maszerujący Wehrmacht chlebem i solą, widząc koniec bolszewickiego. Jedynie dla porządku dopiszę - do czasu.
Świat geopolitycznych rozgrywek
W czasach panowania chińskiej dynastii Zhou (1022-256 p.n.e.) setki lenników i gubernatorów podlegających królowi państewek walczyły o przetrwanie. To ono było impulsem motywacyjnym dla całej ich aktywności.
Ten reżim przetrwa, który zdoła sprzęgnąć machinę gospodarczą, populacyjną i militarną w najsprawniej zarządzany system. Przetrwa ten, kto kosztem sąsiadów zgromadzi więcej zasobów i zaprzęgnie je do zbudowania większej siły militarnej, a przez to przejmie kontrolę nad zasobami sąsiadów jawnie bądź przez zależności feudalne.
Tytuł hegemona całego świata zdobył w końcu jeden z władców dynastii Qin - znamy go jako Pierwszego Cesarza. To on zdołał stworzyć potężną machinę podbojów, która sięgnęła południa współczesnego Państwa Środka. Konieczność generowania siły ekonomicznej i militarnej przyniosła w nieuchronny sposób koniec potężnego imperium. Świeżo podbite ludy nie dawały się spacyfikować i ujarzmić.
Ale - tu widzimy kolejne prawidło historii - upadek Qin nie oznaczał powrotu do starych porządków i suwerenności ówczesnych chińskich narodów. Próżnię po starym reżimie wypełniło kolejne mocarstwo. Szczęśliwie, nowa dynastia była nieco mniej opresyjna. Dotkliwy dla zwykłego człowieka, ale nieodzowny wysiłek wygenerowania nowego porządku społecznego zrealizowało totalitarne Qin. Kolejna dynastia, Han, przyszła na gotowe i z fundamentów wzniesionych przez poprzednika grzmiała krytyką tego, co było istotą jej własnej potęgi.
Współcześnie żyjemy w czasach określanych bardzo celnie jako Pax Americana. To Stany Zjednoczone dyktują swoje wartości, praktyki biznesowe czy co tam jeszcze. To Ameryka, mając olbrzymią przewagę siły militarnej nad wszystkimi innymi mocarstwami, trzyma je wszystkie w dole. Tym pilnowaniem, aby żaden potencjalny konkurent nie zagroził pozycji Stanów Zjednoczonych, Amerykanie nieuchronnie tworzą warunki do "buntu". Do powstania sił, których głównym celem jest zrzucenie jarzma aktualnego pana. I na dobre, i na złe.
Istotą siły geopolitycznej Stanów jest to, że są one w stanie zapewnić wszystkim w miarę sprawiedliwy dostęp do energii - ropy i gazu ziemnego. Zasadniczo wolny rynek energii sprawia, że poza samymi Stanami, nikt nie ma zdolności nakładania sankcji i stosowania szantażu wobec innych równorzędnych graczy. To kontrola przepływów energii jest rdzeniem świata - systemu, którego jesteśmy wszyscy i więźniami, i beneficjentami.
Utrata tej władzy przez Stany oznacza dla całego świata chaos i pogrążenie się w plemiennych waśniach. Ten mechanizm omówimy tutaj bardzo dokładnie. Wracając na chwilę do passusu z Potopu, zrozumiemy analogie między szwedzkim kuszeniem polskiej szlachty a chińskim kuszeniem pomniejszych mocarstw za pomocą idei BRICS oraz ideologii pięknego, sprawiedliwego podziału bogactw świata między tych, którzy zdradzą swojego dotychcza-sowego suwerena. W rozgrywkach tych, toczonych na najwyższym poziomie - o władzę nad światem - kwestie hierarchii są kluczowym aspektem.
Podsumowanie
Prestiż i ulokowanie u szczytów hierarchii władzy sprawia, że ci przy władzy zyskują moc dyktowania swojej woli innym. Taka pozycja daje dostęp do wszystkiego. Od energii zaklętej w paliwach kopalnych do nagród hormonalnych pozyskiwanych z poczucia bycia w jakiś sposób lepszym od tych, którym przyszło bezradnie godzić się z biegiem rzeczy, brakiem perspektyw na awans i poniżeniem.
Któż lepiej rozumie te mechanizmy budowania prestiżu i wpływu lepiej niż pisarz czy artysta tworzący monumentalne czy zwykłe dzieła? Któż lepiej rozumie niż polityk trenujący tembr głosu czy zakładający krawat, białą koszulę i wbijający się w możliwie drogi garnitur? Któż lepiej niż każdy z nas, żyjących ponad stan czy kupujących przedmioty statusowe10? Wszyscy przecież staramy się jeździć do miejsc emanujących prestiżem, lansem i ważnością, aby stamtąd wysyłać pocztówki albo wstawiać fotografie w nasze media społecznościowe... zamiast przyznać się do bytności w jakiejś mieścinie bez znaczenia?
Wszystkie te zabiegi mają znaczenie. Uruchamiają neurofizjologiczne mechanizmy w umysłach wyborców, widzów i czytelników, rodziny i znajomych. Wszystkie plasują nas wyżej lub niżej. Wpływają na postrzeganie nas u innych ludzi i przez nas samych.
Szanghaj, styczeń 2025
1 Dowcip, którym uporczywie bombarduję prowadzonych przeze mnie tajwańskich adeptów języka polskiego. Znać idiomy to znać język.
2 Ang. Crew Resource Management, czyli System Zarządzania Załogą. Pisząc językiem książek serii "Wzorce", chodzi o możliwie pełne wyeliminowanie specyficznych dla każdej kultury blokad przepływu informacji z dołu w górę hierarchii. Apodyktyczni kapitanowie, którzy swoją charyzmą (pisząc najdelikatniej) zastraszają, a często wyżywają się nad podwładnymi, mają na sumieniu tysiące ludzkich istnień. Elektrowstrząsy są tutaj żartem. Niestety.
3 Propozycję jego architektury prezentuję na s. 407.
4 Fascynujące meandry japońskiej obsesyjnie hierarchicznej kultury biznesowej znajdzie czytelnik opisane w książce Japoński kod kulturowy (wydanie polskie Etiuda, 2020). Natomiast wręcz niepojęte najciekawsze "kwiatki" zawarłem w Siłach psychohistorii, w rozdziale 'Patologie' japońskiej kultury biznesowej (-SPVII.2). Wszystkie odwołania do rozdziałów książek własnego autorstwa czytelnik może pobrać bezpłatnie w formie PDF z licencją na druk na użytek prywatny. Link na s. 12.
5 A o sprawach dowodzenia i wysyłania innych na śmierć powstaje już osobny tom serii "Wzorce" - Wzorce dowodzenia.
6 Andrzej Sapkowski, opowiadanie Wiedźmin.
7 Chodzi o niezwykle wyrafinowane i działające na szeroką skalę przedsięwzięcia polegające na nabywaniu za pieniądze autorstwa prac naukowych. Z doniesień relacjonujących walkę z tym zjawiskiem wynika poniekąd, że prestiżowe pisma naukowe są silnie zaangażowane w proceder, co wynika z przebiegłego skomponowania zależności finansowych i innych zachęt.
8 Więcej o tej sprawie z 2018 r. patrz -SP VII.10.
9 Henryk Siekiewicz, Potop, r. XXV.
10 Do dziś pamiętam moment nagłego zrozumienia tych kwestii, gdy w powieści Cyklop Clive'a Cusslera jako licealista przeczytałem opis osobnika przeraźliwie chudego, który "wyglądał jak młodszy księgowy, który odejmuje sobie od ust, aby kupić złoty zegarek". Będzie mi bardzo miło, jeśli, Czytelniku, pofatygujesz się przekazać mi opis własnego momentu oświecenia.
Siła fizyczna - praźródło wszelkiej władzy. Coś jeszcze? Tak!
Jak hierarchie przenoszą odpowiedzialność, egzekwowalność oraz inne, mniej oczywiste oddziaływania
W potocznym i oswojonym sposobie rozumienia hierarchie służą przenoszeniu decyzji. Ci na górze decydują, a ci na dole słuchają. Czego nie przyjmujemy do wiadomości, to to, że hierarchie są kanałem transmisyjnym innych sił wpływających na działanie ludzi i wspólnot, do których należą. Wynika to bardzo często z tabu i "szarych stref percepcji", maskujących całe sfery oddziaływań skrytych i nieuprawnionych oficjalnym stanem rzeczy. Przykładem jest manipulacja percepcją wyborców we współczesnych systemach demokratycznych.
My zdajemy sobie sprawę z tych zawiłości... ale z uwagi na istnienie silnych tabu w kwestii idei przewodniej - mitu równości ludzi - rozumiemy te sprawy wybiórczo. Oto najważniejsze siły, które propagują się przez relacje hierarchiczne:
użycie siły fizycznej i przymusu; skuteczne pociąganie do odpowiedzialności za zachowania antyspołecznie (rozliczalność); ustanawianie modelu awansu i degradacji jednostek w strukturze społecznej, przydzielanie i pozbawianie miejsca pracy i typu prac, które realizuje jednostka, a które generują właściwy sobie poziom prestiżu dla wykonawcy; egzekwowanie (wymuszanie) przestrzegania norm wspólnotowych. Tym zajmują się wyspecjalizowane elity - tradycyjnie kapłani i duchowni zarządzający sektorem "moralności" i obyczajowości oraz władza świecka ze skodyfikowanym prawem i monopolem na przemoc.
Siła fizyczna
Siła fizyczna i prawo do użycia przymusu są podstawą legitymizacji władzy. Każdej władzy. Prawidłowość ta wynika z prostego faktu, że aby wyegzekwować działanie praw i odpowiedzialności oraz dokonać redystrybucji dóbr wygenerowanych przez wspólnotę, trzeba bardzo często decydować wbrew opinii i poczuciu sprawiedliwości bezpośrednio zainteresowanych. Zwłaszcza w sytuacji ograniczonych zasobów, czyli zawsze.
Władza, którą dysponują ci na górze hierarchii każdej wspólnoty, oznacza możliwość użycia przemocy. Zasada ta jest przejawem jeszcze bardziej ogólnego prawidła: społeczności homeostatów kooperujących (np. obywatele państwa narodowego) same są homeostatami, a swoją zdolność do przetrwania pozyskują kosztem jednostek, które do nich przynależą.
Bodaj najważniejszą prawdą o ludzkiej naturze, której nie przyjmujemy do wiadomości z uwagi na indoktrynację do ideologii "liberalnych", stawiających na piedestale wolność osobistą, jest to, że hierarchie służą do wymuszania zachowań kooperacyjnych1. Ustanawiając hierarchie wspólnota uzyskuje zdolność funkcjonowania i trwania, ale kosztem wygody, wolności, swobód osobistych, a często życia jednostek wchodzących w jej skład.
Współczesne ekstremistyczne ideologie feministyczne z wymalowanym na sztandarach obaleniem wszelkich hierarchii definiują bezwarunkowo nadawaną wolność jednostki jako całkowicie nieskrępowane "róbta, co chceta". Wszelkie ograniczenia tak rozumianej "wolności" nie podlegają restrykcjom (w tym ocenie moralnej) innych członków społeczności. To dlatego ekstremistki feministyczne mają za swojego głównego wroga wszelkie opresyjne hierarchie "patriarchatu".
Taka postawa jest de facto przyjęciem postawy skrajnie egoistycznej, w której jednostce należą się wszelkie przywileje, ale nie jako wynagrodzenie za poświęcenie i przyjmowanie na siebie odpowiedzialności za wspólny los wspólnoty, ale jako niezbywalne prawo bez żadnych idących za nim zobowiązań.
Tego typu egoizm jest siłą zaburzającą poczucie sprawiedliwości postrzeganej przez innych członków wspólnoty. Jest też podstawową siłą subwersyjną uruchamianą przez konkurencyjne wspólnoty celem doprowadzenia do zaburzeń homeostatycznych u przeciwnika. Najbardziej dostrzegalną i oswojoną formą zaburzeń jest bunt osób przekonanych, że są traktowane przez wspólnotę niesprawiedliwie. W kosmologii marksistowskiej taka wroga ingerencja nazywana jest "budowaniem potencjału rewolucyjnego", a więc kohorty ludzi uznających się za pokrzywdzonych, gotowych do obalenia zastanych hierarchii i odbicia sobie krzywd z nawiązką. W tym i następnym rozdziale poznamy filozoficzne fundamenty nieporozumień koncepcyjnych, które stoją za tzw. feminizmem i innymi ideologiami subwersyjnymi, które destabilizują przede wszystkim współpracę między płciami.
Doktryna użycia siły
Użycie siły i fizyczna zdolność do tego to kwestia kształtująca dynamikę władzy między kobietami i mężczyznami. Dominacja mężczyzn w praktycznie wszystkich historycznych społecznościach opiera się na zdolności użycia siły fizycznej przez mężczyzn. Można ją nazwać "ostatecznym argumentem mężczyzn" - w nawiązaniu do maksymy ultima ratio regum2.
Przewaga wynika z czynników czysto biologicznych. Konstrukcja biologiczna (a więc i psychiczna) mężczyzn daje im zdecydowaną przewagę na arenie przemocy fizycznej: większa masa ciała, w tym mięśni, oraz testosteron oddziałują na wzorce zachowań. Wszystko to są przystosowania ewolucyjne specjalizujące mężczyzn do walki w obronie najbliższych członków rodziny oraz całej wspólnoty. Taka dynamika zdolności oddziaływania prowadzi do stanu rzeczy, który jest w rażącej sprzeczności z ideologiami, którymi od kilku dekad programowane są kobiety. Podsumowując, zanim zakończę ten wątek dygresją: kobiety zależą od mężczyzn w zakresie użycia siły nawet w społecznościach, w których mężczyźni ilościowo stanowią margines.
Operacja psychologiczna wrogów cywilizacji (1)
Dlaczego kobietom wmawia się, że biologicznie są równe mężczyznom? Dlaczego osoby głoszące oczywiste fakty biologiczne są atakowane?
Zarówno w krajach Zachodu, jak i rozwiniętych krajach Azji (Korei, Japonii, Tajwanie itp.) promuje się jawnie fałszywą tezę o braku biologicznej przewagi mężczyzn, a nawet braku jakichkolwiek biologicznie mierzalnych przewag nad kobietami3.Co szerzej opisuję w ramce na s. 240, ta skrajnie groźna kampania ideologicznego prania mózgów jest organizowana przez niezwykle władne, koordynujące swoje działania siły o zasięgu międzynarodowym. Przejawem ich działania w Polsce, konkretnie w kwestii różnic płci wynikających z kultury, jest wypowiedź M. Środy "Nie ma ani jednej cechy genetycznej, fizjologicznej czy medycznej decydującej o płci".
Odpowiednio podprowadzona ideologicznie młodzież jest niezwykle podatna nawet na tak oczywiste bzdury, a przedsięwzięcie jej rewoltowania względem wartości procywilizacyjnych, na marginesie, przejawia się m.in. promowaniem tez, że matematyka jest rasistowska (-OM1 IV.5). Proszę cię teraz, Czytelniku, weź pod uwagę cały pakiet podobnych przykładów, które prezentuję w tym i pozostałych tomach "Wzorców". Oto spostrzeżenie kluczowe:
Prezentowane tu przykłady oddziaływania "przedsięwzięcia" mają za cel zablokowanie procesów cywilizowania i socjalizacji. To, że trudno to dostrzec, wynika z faktu, że oddziaływanie zachodzi na poziomie neuroanatomicznym: ukształtowania systemu motywacyjnego, który sprzęgany jest układem dopaminerginczym. Układ ten odpowiada za wyrzuty hormonów nagrody przy aktywowaniu go odpowiednim typem bodźców.
Poziom umiejętności czytania, podobnie jak nauka logiki i "rasistowskiej" matematyki zmieniają fizjologicznie mózg i sposób jego pracy, ale też percepcję rzeczywistości, w tym postrzeganie związków przyczynowo-skutkowych. Te umiejętności składają się na sumaryczną wartość ilorazu IQ, ale przede wszystkim
odpowiadają za zdolność jednostki do emancypacji (o ile stan społeczeństwa pozwala na mobilność pionową poprzez otwarcie merytokratycznych dróg awansu) i uzyskania podmiotowości.
Ofiary hipotezowanej tu operacji psychologicznej poddawane są indoktrynacji: przekonuje się je, że są ofiarami systemowej opresji. Jednocześnie uniemożliwia im się ukształtowanie systemu motywacyjnego na poziomie neuroanatomicznym. Otrzymują nagrody hormonalne za stanie się "pudłami rezonansowymi" ideologii bycia ofiarą, a przy tym przy próbach współzawodniczenia z mężczyznami doznają zawodu i wystawiane są na działanie mechanizmów generujących wyuczoną bezradność.
Wyrazistym przykładem w kazusie krzywdzenia kobiet przez opisywane tu działania socjoinżynieryjne jest wpuszczenie do sportów kobiecych mężczyzn-transwestytów pod pretekstem tego, że utożsamiają się oni jako kobiety. Na październik 2024 roku ilość medali ukradzionych w ten sposób kobietom szacowana była na około 9004.
W przypadku mniejszości murzyńskiej w USA (więcej s. 211) podstawia się jej zachęty do zbudowania tożsamości ofiar rasowej niesprawiedliwości, co samo w sobie dostarcza więcej nagród i wsparcia od współofiar. Dochodzi to tego, że promuje się twierdzenia takie jak to, że merytokracja i awans hierarchiczny oparty na niej są sposobem białych na opresjonowanie czarnych. Takie wizje świata głoszone są przez - a jakże by inaczej - białych liberałów5.
Wyimaginowana opresja patriarchatu
Kobiety są zawsze zależne w kwestii zastosowania siły (używania przemocy do wymuszania realizacji woli/decyzji/przewag hierarchicznych uczestników silniejszych). Nie istnieje społeczność, w której systemu rządów i utrzymania porządku, zapewnienia bezpieczeństwa itp. kobiety nie delegują na mężczyzn, oczekując od nich użycia siły.
Główną formą dominacji jest zastosowanie przemocy. Aby mieć prawa i przywileje czy też ogólnie, aby jakikolwiek system rządów i porządku społecznego mógł funkcjonować, potrzebna jest zdolność wymuszenia tego stanu za pomocą aparatu przymusu - w tym policji, wojska i systemu sądowniczego6. Inaczej mówiąc, władza sama w sobie w ogóle nie jest siłą. Jednak, aby egzekwować przestrzeganie praw, potrzebny jest przymus. A przymus wymaga użycia siły.
Czy kooperacja może być wymuszona?
Istotnym spostrzeżeniem jest to, że mężczyźni mają możliwość fizycznego wymuszenia kooperacji, w tym wymuszania na kobietach podporządkowania się. To, że we współczesnych społeczeństwach Zachodu następuje tzw. proces równouprawniania kobiet, może być interpretowane jako przejaw dobrej woli ze strony mężczyzn, którzy w imię spójności społecznej rezygnują z realizowania swojej naturalnej przewagi. Ta zmiana kulturowa ma swoje plusy i minusy.
Siła i zdolność do jej użycia to forma ustanawiania swojej władzy (ang. authority). Zastąpienie siły techniką nie zmieni wiele w tej dynamice, gdyż użytkowanie ciężkiego sprzętu zawsze wymagać będzie siły fizycznej. To dlatego w chwili konkurowania z męską grupą kobiety nie mają żadnych realnych szans. Naciśnięcie guzika nigdy w stu procentach nie zastąpi umiejętności rzucania nożem.
Znakomitą ilustracją tej kwestii są starania zakwalifikowania się kobiet do elitarnych jednostek wojskowych US Army. W jednym z kazusów kandydatka została uprzywilejowana częstszym dostępem do prysznica, dodatkowym czasem na odpoczynek, a przy tym ekipa dokumentująca jej wysiłki przemontowała nagrany materiał tak, aby zamaskować (nieudolnie) wszelkie manipulacje.
Rezultat ideologicznej dewastacji systemu rekrutacyjnego to na przykład Shaina Coss, jedna z pierwszych kobiet, która ukończyła kurs w 2015 roku, a potem dostała przydział do... sztabu, a nie do jednostki liniowej. Ale absolutnym skandalem jest szeroko komentowany przez specjalistów kazus implementacji ideologii DEI7. Polityka ta w praktyce sprowadza się do destrukcji systemu hierarchicznego opartego na merytokracji (osiągnięciach) i faktycznych kwalifikacjach pod hasłem dopuszczenia do wysokich stanowisk osób z "wcześniej poddanych systemowej opresji mniejszości społecznych". W wielu przypadkach jest to formą systemowego rasizmu, jak np. podczas tzw. akcji afirmacyjnej, polegającej m.in. na przyjmowaniu na uczelnie wyższe kandydatów murzyńskich z nieuczciwie niskim progiem punktów uzyskanych na egzaminach wstępnych. Taką opinię wydał Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych8... ale dopiero po kilku dekadach krzywdzenia kandydatów bardziej kwalifikowanych.
Innym znanym przypadkiem były fory dawane kobietom aspirującym do udowodnienia ideologicznie zaprogramowanej w nie bzdury. W czasie testu na rangę sierżanta kryterium zaliczenia było przeprowadzenie przez las w symulowanym nocnym rajdzie plutonu w pełnym składzie osobowym. Kandydatka zgubiła jednego z członków oddziału (co było parametrem decydującym o zaliczeniu zadania). Dodatkowo, w rezultacie nie do końca wyjaśnionych okoliczności, w końcu jeden z instruktorów przejął oddział, by poprowadzić go do celu drogą, a nie przez las9. Kandydatka uzyskała awans mimo tego, że nie wykazała się kwalifikacjami.
To nie "opresyjny patriarchat" i narzucone przez niego hierarchie stawiają kobiety w "gorszej pozycji". Ta dynamika wynika z praw natury. Najlepszym dowodem, na to, że cała afera jest formą operacji psychologicznej realizowanej przez oszalałych ekstremistów ideologicznych, jest to, że ekstremistki feministyczne szermują hasłami "islamofobii". Robiąc to, ignorują fakt, że model traktowania kobiet w islamie jest niekorzystny dla zainteresowanych, zwłaszcza w porównaniu do pakietu swobód, którymi kobiety cieszą się pod ochroną wartości Zachodu. Anonsując główne prawidło zachowań hierarchicznych, można tu już sformułować jego przybliżoną formę:
Prędzej damy się zabić, niż pogodzimy się z tym, że nasze aspiracje i oczekiwania co do własnej pozycji w hierarchii są nierealistyczne bądź niezasłużone.
Czy znaczenie słowa 'kooperacja' dopuszcza kooperację wymuszoną?
Kobiety są zmuszone do kooperacji z mężczyznami, ponieważ mężczyźni mają opcję, której kobiety nie mają - wykorzystania siły i zmuszenia do współpracy. W przypadku typowym to mężczyźni będą ustalać zasady10. Można więc zakwestionować nazywanie tego współpracą. Pytanie: czy partnerzy interakcji muszą posiadać równy status i siłę kształtowania relacji, aby ich wspólny wysiłek można było nazwać współpracą? Czy znaczenie terminu kooperacja zakłada równość hierarchiczną jej uczestników?
Na początek przywołam wyjątkowo komiczny fragment dyskusji, w której kobieta-feministka została zapytana o kwestię jej kooperacji z własnymi dziećmi. Kobieta uznała, że jej relacja z własnymi dziećmi jest kooperacją. "Zonk" zrobił się jednak w chwili, w której rozmówca skierował jej uwagę na bardzo paskudny szczególik - jako matka, kobieta jest na stanowisku władzy, jest in charge (pol. ma władzę [rodzicielską]; ona decyduje o tym, co robi druga strona i wymuszać zachowania). Rozmówca postawił matkę przed pytaniem: "Mały Jaś może ci powiedzieć, że nie idzie dzisiaj do lekarza, bo się boi. Albo że danego dnia nie chce iść do szkoły. Jeśli faktycznie jest chory, matka może wyrazić zgodę. Ale zwykle jest tak, że dzieciak symuluje, a rodzic mówi "nie ma gadania!" i zawozi go do szkoły. Czy to wciąż jest kooperacja?"11.
Możemy oczywiście podać setki przykładów podobnej dynamiki władzy między partnerem podporządkowanym a dominującym. To zawiezienie psa do weterynarza na zastrzyk. Sankcją wiszącą w powietrzu jest to, że to człowiek karmi psa. To pozycja Polski jako junior-partnera wobec Stanów Zjednoczonych.
Stany są postrzegane jako gwarant niepodległości Polski od przymusu realizowanego przez Rosję. To relacja między pracodawcą a pracownikiem, w której prawa i obowiązki są regulowane (balansowane) przez prawo pracy, dynamikę wyceny pracy przez rynek czy działalność związków zawodowych. Inaczej: jeśli pracownik uzna się za przymuszonego do przyjęcia warunków nieuczciwych, może wezwać na pomoc podmiot, który ma większą pałę niż pracodawca, bo kara dla łamiącego przepisy pracodawcy jest większa niż wartość comiesięcznej pensji pracownika.
Wróćmy jednak do dynamiki dominacyjnej między płciami. Oto pytanie na wagę istnienia cywilizacji: dlaczego mężczyzna ma godzić się na partnerstwo, jeśli ma monopol na użycie siły? Taka relacja podporządkowania (ang. subjugation) kobiet jest podobna w swojej naturze do tego, co ma miejsce z dziećmi. Z tego wynika reszta12. Kluczem do zrozumienia dynamiki damsko-męskiej walki dominacyjnej jest zdolność do dostarczenia lub obrony zasobów potrzebnych obu stronom do przetrwania. Dlaczego mężczyźni mieliby chcieć partnerstwa na zasadzie pełnej równości, skoro mogą mieć partnerstwo, w którym będą dominować? Wybierają uprzywilejowaną pozycję, ponieważ mają możliwość użycia siły. Oczywiście w ten przywilej jest wbudowana cena - dodatkowe prawa, które mają mężczyźni, a których nie przyznaje się kobietom, są okupione tym, że mężczyźni mogą zostać wcieleni do wojska (czyli jeśli mają ryzykować życiem), czego tradycyjnie od kobiet się nie wymaga13.
Rozmaite warianty współczesnych ideologii "feministycznych" są nierealne w tym sensie, że bazują na ignorowaniu kwestii balansowania przywileju i odpowiedzialności. I dlatego właśnie przybierają formę suprematyzmu, czyli przywilejów i wysokiego miejsca w hierarchii bez równoważących je obowiązków i odpowiedzialności. Jednym z przejawów tych ideologii jest propagowanie twierdzenia, że testosteron jest toksyną14 czy incydenty w rodzaju słynnej reklamy Gillette z 2019 roku promującej ideologię toksycznej męskości zamiast produktu15.
Czy "matriarchat" jest rozwiązaniem?
Nawet jeśli odsetek mężczyzn spadnie drastycznie, mężczyźni nadal będą dominować. Koronnym przykładem jest wojna paragwajska (1864-1870). W jej trakcie zginęło 90% mężczyzn paragwajskich. Ale właśnie dzięki faktycznemu monopolowi na użycie siły nawet po tej hekatombie mężczyźni pozostali w Paragwaju płcią dominującą. Stało się to jeszcze zanim proporcje płci wyrównały się w kolejnym pokoleniu.
Ale najistotniejsze jest coś, co omówię szerzej w kolejnym rozdziale - że kobiety i mężczyźni realizują skrajnie odmienne strategie doboru partnerów do małżeństwa. Kobiety, nawet uważające się za skrajnie zaangażowane w realizację postulatu równości płci, kierują się statusem partnera. Działa następująca prawidłowość: kandydat na męża powinien zarabiać co najmniej tyle samo, a optymalnie więcej niż kobieta. W przypadku mężczyzn kluczem wyboru jest płodność, a więc zdolność wydania na świat potomka16, sygnalizowana neuroanatomicznie młodym wyglądem.
Z tego wynika jedna z najbardziej oburzających feministki prawidłowości świata: w zakresie wieku 20-30 lat wartość matrymonialno-randkowa kobiet liczona w sygnałach płodności, czyli młodym wyglądzie, spada. Jednocześnie wzrasta wartość mężczyzn liczona w zdolności do generowania zasobów. Znaczna część kobiet postrzega tą sytuację jako wielką krzywdę, w czym kluczowe znaczenie ma jedna z najgroźniejszych ideologii subwersyjnych prowadzących do katastrofalnego spadku dzietności na całym świecie: wpajanie w umysły młodych kobiet przekonania o tym, że mogą folgować zachowaniom promiskuitycznym17 z równą bezkarnością, co mężczyźni.
Jak ma się to do kwestii hierarchii i statusu? A może nawet bardziej do poczucia sprawiedliwości istniejących hierarchii? Bardzo prosto. Kobietom proponowane jest współzawodnictwo z mężczyznami, w którym nie mają szans na wyrównaną walkę. To wywołuje miks efektu wyuczonej bezradności i poczucia bycia ofiarą systemowej opresji. Nie u wszystkich, ale kumulowany efekt prowadzi do braku zaufania i spadku szacunku między płciami.
Mechanizm opisany wyżej jest naturalny i niezmienny, ale jeśli stanie się fundamentem ideologii tłumaczącej "krzywdę" kobiet restrykcjami opresyjnego patriarchatu, kontrolerzy tej ideologii zdołają wygenerować potężny potencjał buntu wobec zastanego stanu rzeczy. Same kobiety wpadają tu w perfidną pułapkę rozbieżności oczekiwań ideologicznych i praw natury. Starając się awansować socjoekonomicznie, zamiast poszerzać swój zakres partnerów do wyboru18, podwyższają poprzeczkę dla potencjalnych partnerów, gdyż muszą oni spełniać coraz bardziej wyśrubowane wymagania w zakresie różnicy statusu.
Przyczyny katastrofy demograficznej w Azji Wschodniej
Problem ten jest wyjątkowo wyrazisty we współczesnych Chinach. Olbrzymia ilość kobiet migruje z prowincji do miast, szukając pracy i awansu społecznego. Mają przy tym wręcz niewiarygodne wymagania co do gradientu statusu między własną pozycją (np. pensja 50 tys. RMB rocznie) a minimalnymi wymaganiami wobec partnera (np. pensja powyżej 1 mln RMB, własny dom, samochód itp.). Rezultatem jest to, że na prowincji pojawia się nadpodaż mężczyzn rzędu 20% przewagi demograficznej, a w miastach kobiety nie mogą znaleźć "odpowiedniego partnera". Wszystko w tym przykładzie sprowadza się do tego, powtórzmy, że z jednej strony ideologia, "duch czasów" czy też "trendy społeczne" polegające na gwałtownym wzroście statusu i pozycji społecznej kobiet stoją w sprzeczności z naturalnymi hierarchiami społeczeństw homo sapiens.
O ile badania i sondaże w społeczeństwach zachodnich sugerują, że kobiety szukające partnerów do krótko- i długoterminowych związków wpadają w prawidłowość 80-20 (80% kobiet uważa za atrakcyjnych 20% mężczyzn), o tyle w Chinach dochodzi do jeszcze większych dysproporcji. Zaburzenie rynku matrymonialnego w aspekcie oczekiwania na "księcia na białym koniu"
jest takie, że kobiety porażająco nierealistycznie zawyżające własną pozycję są zainteresowane partnerami z górnego pół procenta dostępnych kandydatów.
Kazusem najbardziej skutecznego ataku na tradycyjne struktury hierarchiczne jest sytuacja w Korei Południowej. Tamtejsi mężczyźni jawnie deklarują rezygnację z poszukiwania życiowej partnerki, gdyż obecna oferta rynku matrymonialnego w postaci lewicujących kobiet całkowicie wykracza poza akceptowalne wzorce współżycia w małżeństwie. Wśród innych czynników deklarowany jest brak stabilności finansowej i pojmowanie wolności osobistej jako braku obowiązków i kultury odpowiedzialności i współodpowiedzialności.
(Kontynuacja tego wątku: zob. ramka na s. 134)
To pośrednio z tego mechanizmu wypływa siła ideologii aborcji. Prawo do aborcji postrzegane jest jako centralny symbol wyzwolenia kobiet spod opresji. Przez wyznawców tej ideologii ignorowana przy tym jest przede wszystkim rola pigułki antykoncepcyjnej jako wynalazku, który - owszem - uwolnił kobiety... ale z konieczności niezwykle starannego doboru właściwego męża. Czyli, mówiąc brutalnie, od odpowiedzialności i konsekwencji podejmowanych przez siebie decyzji19.
Obyczajowość narzucająca te rygory jest "systemem opresji" dla jednostek (w tym przypadku kobiet), ale kwestią przetrwania, wyprodukowania kolejnych pokoleń dla wspólnot, do których kobiety należą. Wiele wypowiedzi ekstremistek "feminizmu" i aborcji świadczy o tym, że świetnie zdają sobie sprawę z nieusuwalnej sprzeczności ich aspiracji i realnych parametrów kolektywnego przetrwania. Potrzeba realizacji emancypacji (a więc podniesienia statusu) jest silniejsza niż poczucie obowiązku względem wspólnoty.
I to jest siła psychohistorii, która prowadzi społeczeństwa we wszystkich zakątkach świata do katastrofy demograficznej. Przy okazji destrukcja tego mechanizmu motywacyjnego zaowocowała też takimi patologiami jak załamanie się przekazu międzypokoleniowego obyczajowości premiującej samokontrolę i odpowiedzialność osobistą.
I co mi zrobisz? Rozliczalność i egzekwowalność
Egzekwowalność to termin powszechnie używany w sferze praktyki prawniczej20, a zdecydowanie nie dość oswojony w innych sferach życia. Ja osobiście używam egzekwowalności nie tylko przy podpisywaniu pisemnych umów, ale i w umowach ustnych i dynamice codziennych interakcji nawet w pozornie błahych sprawach.
Mini-poradnik w kwestii egzekwowalności
Jeśli nie masz możliwości zapewnić sobie prawa do nałożenia sankcji (np. odszkodowania, otrzymania ekwiwalentu) w kontrakcie biznesowym czy w relacji osobistej, uciekaj!
Brak egzekwowalności lub rażąca dysproporcja między stronami kontraktu w prawie do wymuszania odszkodowań są zadziwiająco często ignorowane. Wynika to z tego, że my, Polacy, żyjemy na co dzień w tzw. społeczeństwie wysokiego zaufania.
Umowy cywilno-prawne mogą być i bardzo często są skonstruowane wadliwie. Podpisujący może mieć przekonanie, że partnerzy mają zbliżony status, czyli podatność na kary umowne. Często jednak ten optymizm
jest złudzeniem. Najbanalniejszym przykładem jest rekompensata za opóźnienia w wypłatach wynagrodzeń. Umowy między wydawcami i autorami rzadko precyzują warunki, w których autor może zażądać wypłaty odsetek karnych czy kary umownej. Nie jest to po prostu praktykowane, a poza tym może spowodować decyzję o zaprzestaniu współpracy ze strony wydawcy. Z kolei w sprawach karnych wyrok wypłacenia odszkodowania może być pustym zwycięstwem w sytuacji, w której strona przegrana jest niewypłacalna... choćby po przepisaniu majątku na członków rodziny.
Ale absolutnie fenomenalnym przykładem, idealnie trafiającym w kwestie zawiłości hierarchicznych i to, co hierarchie tak naprawdę przenoszą, jest anegdota z okresu Cesarstwa Rzymskiego przytoczona przez N. Taleba w książce Na własne ryzyko. Najbardziej odpowiedzialne zadanie sprawowania kontroli nad skarbcem rodowym patriarcha rodu powierzał nie osobie najbliższej - małżonce. Skarbnikiem stawał się niewolnik.
Trik polegał na tym, że przy wykryciu nieprawidłowości w działaniach niewolnika patriarcha rodu miał do dyspozycji pełne spektrum kar, do obcięcia głowy włącznie. Obowiązywała pełna odpowiedzialność. Małżonka była zaś częścią hierarchii innego, wpływowego rodu. Ta zależność nie tylko blokowała część jak najbardziej zasłużonych kar, ale już przed popełnieniem nieprawidłowości dawała małżonce zachętę w postaci poczucia bezkarności.
Generalnie, jeśli jawnie (wprost, na głos, pisemnie, explicite) umowa nie daje możliwości wyciągnięcia konsekwencji lub uzyskania rekompensaty od drugiej strony
za niezrealizowanie zobowiązania, umowę uważa się za źle skonstruowaną. Praktyka życia codziennego dostarcza jednak całej lawiny przykładów na to, że większość umów zawieramy na zaufanie, zakładając, że druga strona dopełni swojej działki w ramach "ogólnoludzkiego zaufania".
Zaufanie na kredyt tworzy żerowisko dla ludzi, którzy z unikania odpowiedzialności uczynili sobie "stałe źródło zarobkowania". Użyta tu fraza jest trawestacją formułki spotykanej w uzasadnieniach wyroków sądowych. Kluczem w przypadku rozliczalności jest powszechne zjawisko unikania ponoszenia kosztów w taki sposób, który jest albo niewykrywalny, albo trudny do wykrycia.
Przy egzekwowalności w grę wchodzi teoretyczny i faktyczny stan relacji hierarchicznych. Stąd nepotyzm całkowicie słusznie uznawany jest za najpoważniejszą siłę subwersyjną (destrukcyjną) dla tzw. rządów prawa. Jeśli system społeczny i prawny dopuszcza robienie wyjątków i wyszukiwanie dróg ominięcia odpowiedzialności dla znajomych i rodziny, może to doprowadzić do społecznej utraty wiary w sprawiedliwość. To zaś jest nieodmiennie nieodzownym elementem niszczącym spójność społeczną potrzebną do tego, aby członkowie wspólnoty wykazywali gotowość do poświęcania się na rzecz dobra kolektywnego21. To prawidło działania ludzkiej natury znane jest od zarania historii. W traktacie Sztuka wojny czytamy:
Jeżeli konsekwentnie przyuczy się lud wypełniania poleceń, stanie się on posłuszny. Jeżeli zaś zbraknie konsekwencji w egzekwowaniu poleceń, lud będzie niepokorny. Ten, kto konsekwentnie egzekwuje polecenia, zbuduje wzajemne zaufanie pomiędzy sobą a masami. (Sun Zi, VIII.24)
Prawidłowość jest następująca: ludzie, ale także zwierzęta żyjące w kooperujących społecznościach, są obsesyjnie wrażliwi na kwestie sprawiedliwego nagradzania ich za pracę i - ogólniej - na nierówne traktowanie22. Z tego wynika oczywista skuteczność taktyki subwersyjnej polegającej na promowaniu wszelkich ideologii czy obyczajowości, które promują nierówne nagradzanie za te same zachowania. Widzimy to i w przypadku kontrowersji generowanych przez DEI, i w promowanym przez "feminizm" postrzeganiu niesprawiedliwych wahań statusu między mężczyznami i kobietami.
Osobista odpowiedzialność
Przywileje, status i szacunek to nagrody. Ceną za nie są poświęcenie, samodyscyplina i samokontrola. Problemem jest to, że nie dla wszystkich taka transakcja jest oczywista, ani postrzegana jako sprawiedliwa.
Zgodnie z tzw. ewolucyjną teorią piękna, ale też wypracowaną przez współczesną psychologię wizją ludzkiego systemu motywacyjnego, ludzki system motywacyjny jest programowany przez skumulowane osiągnięcia ewolucji kulturowej. Pierwotnie działający główny system motywacyjny, tj. system dopaminergiczny23, został w toku biologiczno-kulturowej koewolucji homo sapiens przeprogramowany. Albo precyzyjnej - nie tylko przeprogramowany genetycznie, ale i w przekazie międzypokoleniowym programowany do tego, aby aktywował się i produkował nagrody hormonalne uruchomiany czymś zupełnie innym niż zaspokajanie zwierzęcych instynktów (zdobywaniem pożywienia i reprodukcją).
Układ ten w procesie socjalizacji dostrajany jest do potrzeb wspólnoty: aktywuje się pod bodźcem społecznej aprobaty za zachowania prospołeczne, zwiększające szanse wspólnoty na przetrwanie24.
Istnieją zjawiska społeczne, typy aktywności i ideologie, które z samej swojej natury dewastują i neutralizują powyższe oprogramowanie. To grupy i społeczności, które "ładują dopaminą" i poczuciem słuszności obranych dróg życiowych przez to, że nagradzają za przynależenie, a nie faktyczne osiągnięcia. Przypadkiem skrajnym są sekty religijne, które stosują cały pakiet technik, jak "bombardowanie miłością" celem wykształcenia w ofierze/nowym członku sprzężenia zwrotnego, dzięki któremu nowa społeczność przejmuje monopol na uruchamianie systemów nagród25. W praktyce: w zamian za przyjęcie pakietu ideologicznego wspólnoty, sekta dostarcza nagród w postaci społecznej aprobaty.
Miniporadnik w tej kwestii wyglądałby następująco. Dobro i Zło dają się odróżnić po charakterze zachowań, za które nagradzają swoich wyznawców. Jeśli nagradzana jest samodyscyplina i praca nad swoimi umiejętnościami (np. kółka zainteresowań w szkole, hobby budujące bazę doświadczenia w inżynierii, jak w przypadku Wernhera von Brauna), społeczna aprobata sprzyja budowie siły wspólnoty, a więc jest Dobrem.
Problemem ideologii takich jak DEI, a więc i prób pozyskania statusu i należnego szacunku przez kwoty rasowe, prześlizgiwanie się przez sita selekcji dzięki koneksjom i tym podobnych, jest to, że prowadzą do załamania kluczowej zachęty: nagradzania za podejmowane ryzyko.
Cywilizacje, kultury i społeczności pod powyższym względem mogą być gorsze i lepsze. Niektóre - z uwagi na swoje sektorowo działające wypaczenia i dysfunkcje - wymagają stworzenia mechanizmów kompensacyjnych poprzez ustanawianie praw. Powoduje to zużycie większej ilości energii i ludzkiego wysiłku do uzyskania tego samego celu. Mówiąc prosto, kultury nie są sobie równe. Twierdzenie, że są równe, jest równie rażącym łgarstwem jak przekonanie, że ludzie pierwotni żyli w raju, w harmonii z naturą.
W tym rankingu zgodności form życia społecznego z działaniem ludzkiej natury - na dobre i na złe - prym wiedzie system motywacyjny wykształcony w Cywilizacji Zachodniej, a bazujący na poszanowaniu ludzkiej podmiotowości (redukcja opresyjnych zjawisk hierarchicznych) oraz generujący impuls do podejmowania ryzyka przez kompensowanie go otwieraniem drogi awansu. Jednym z takich mechanizmów była primogenitura zaprowadzona przez Kościół26. Generowane przez nią impulsy motywacyjne były zastrzykiem żywotności, który stał się fundamentem siły Zachodu, a następnie jego dominacji. Miały więc wręcz fenomenalne konsekwencje dla historii świata. Otwierały drogę do awansu społecznego na drodze osobistej inicjatywy i przez podejmowanie ryzyka.
Czym danej społeczności bliżej do tego ideału w danym czasie, tym jest żywotniejsza i silniejsza. Czym bardziej popada w nepotyzm, nagradzanie na zasadzie narkotyku, tym bliżej jej do zapaści i podboju przez siły zewnętrzne. I to jest przesłanie starożytnego traktatu Sztuka wojny, które wymyka się naszej percepcji, a które natchniony autor traktatu umieszcza między wierszami swojego dzieła.
Wszystko rozchodzi się o hierarchie między ludźmi. Zawsze. Kluczem jest bowiem to, w jakim stopniu hierarchie te kanalizują motywacje istot ludzkich i powołują do działania zjawiska synergiczne.
Przykłady i spostrzeżenia na wynos
A. Nowoczesne liderki i zachowania prospołeczne
Jeden z komentatorów spektakularnej porażki filmu Królewna Śnieżka (2025) spostrzegł wyjątkowo znamienną zmianę względem wersji z 1937 roku. W wersji tradycyjnej uciekająca przez las Śnieżka natrafia na dom krasnoludków. Normy społeczne, którymi została zaprogramowana przez ówczesne społeczeństwo, sprawiają, że pod nieobecność domowników Śnieżka zabiera się za wysprzątanie zapuszczonej leśnej siedziby. Chce tym samym zapracować w oczach właścicieli na schronienie, którego potrzebuje. W wersji "dla nowoczesnej widowni"27 królewna-liderka czeka na powrót domowników, a następnie zapędza ich do pracy nad uporządkowaniem ich własnego domu.
W podobny sposób zdewastowane zostało większość scen. Ekstremiści ideologiczni feminizmu - bo tak jawnie deklarują się twórcy filmu - wielokrotnie dają dowody, że jest im całkowicie obce rozumienie sfery użycia siły czy przymusu. W scenie, w której Śnieżka atakowana jest przez agresora z nożem, scena starej wersji filmu przedstawia śnieżkę cofającą się i zasłaniającą przed zagrożeniem. W filmie "nowoczesnym" Śnieżka nie tylko nie przejawia naturalnego odruchu obronnego w postaci oddalenia się od źródła bezpośredniego niebezpieczeństwa, ale wdaje się w polemikę z napastnikiem28. Rezultatem wszystkich "współczesnych" zabiegów jest to, że film utracił praktycznie wszystkie walory edukacyjne i ostrzegawcze, które uczyłyby dzieci, jak działa świat.
Ideologia, która kryje się za wypowiedziami Zegler poza filmem, przesłanie całego dzieła a także sam fakt, że Disney nie pierwszy raz produkuje treści, które zrażają odbiorców, każe wnioskować, że w ostatnich latach głównym celem działalności biznesowej nie jest zarabianie na dostarczaniu rozrywki i nie jest to przeoczenie. Świadoma zgoda kierownictwa Disneya na straty finansowe po to, aby wykorzystać kanał przekazu do wpływania na postawy odbiorców treści, jest rozmyślną polityką. Za trafnością tego spostrzeżenia przemawia ta prosta obserwacja, że Disney świetnie zdawał sobie sprawę z negatywnego odbioru wypowiedzi Zegler, miał instrumenty kontraktowe do jej uciszenia, a przy tym miał też doświadczenia z wcześniejszymi produkcjami zawierającymi elementy ideologii woke. Kolejną przesłanką są elementy "nowoczesnych ideologii" w uniwersum Gwiezdnych wojen.
B. Rozdźwięk naturalnych hierarchii i codziennego życia
W czasie mojej pracy przy audytach prywatnych szkół języka angielskiego dla dzieci na Tajwanie stałem się uczestnikiem wyjątkowo pouczającej sytuacji. Młode nauczycielki-stażystki nie były w stanie uspokoić trzech chłopców w wieku ok. 10-12 lat. To, że nie miały realnej siły ucieszenia dzieciaków, wynikało z ich słabej pozycji w hierarchii wewnątrz klasy szkolnej. Stażystki starały się o pracę - swoją pierwszą. Bały się więc robić kłopot właścicielowi szkoły. Zgłaszając problem, przyznałyby się, że nie są dostatecznie kompetentne, by uciszyć powierzone im dzieci. Dodatkowo dzieci mogły poskarżyć się rodzicom, co związane jest z ryzykiem, że rodzic przeniesie się nimi do konkurencji.
Słowem, nauczycielki nie były in charge. Ich władza nauczycielska (przewaga hierarchiczna nad dzieckiem) została nadpisana29 przez pozycję klienta szkoły30. Dzieciaki świetnie zdawały sobie z tego sprawę i folgowały sobie. To nie powinno mieć miejsca i - cytując komisarza Rybę - uznałem za stosowne interweniować.
To, że dzieciaki trafiły wtedy akurat na mnie, było dla nich i pechem, i okazją do nauki. Nie byłem ograniczony powyżej opisanymi komplikacjami hierarchicznymi. Nie bałem się ani rodziców, ani zwolnienia z pracy czy jakiejkolwiek innej sankcji. Najbardziej rozwrzeszczany chłopak został "przywrócony do pionu" za pomocą m.in. przypomnienia mu pozycji w hierarchii rodzinnej. Powiedziałem mu, że jego ojciec i matka pracują ciężko po to, aby miał on przywilej chodzenia do tej szkoły. Okaże im szacunek i podziękuje najlepiej, siedząc cicho i ucząc się jak najwięcej - tym bardziej, że za zdolność do samokontroli będzie szanowany, gdy dorośnie. Zadziałało.
Gdyby ktoś nie załapał, to tym samym ochroniłem profilaktycznie siebie: stawałem po stronie interesu ludzi, którzy za całą imprezę płacili. Widzimy tutaj nie tylko patologię hierarchiczną, których setki powstają w sposób naturalny i celowy, a które szkodzą produktywności społeczności. Widzimy też użycie przymusu i opresji dzieci - pchnięcie ich w stronę systemu hierarchicznego, w którym premiowane są cechy takie jak samokontrola.
Esencją problemu jest to, że kobiety w roli nauczycieli nie próbują nauczyć dzieci, jak rozwiązywać konflikty, ale uczą, jak ich unikać, co jest potrzebą u płci żeńskiej, która nie dysponuje siłą fizyczną do poparcia swojego stanowiska. W kulturze męskiej, w której agresja fizyczna często generuje realne zagrożenie uszkodzenia ciała, wykształca się cały pakiet reguł moderowania konfliktów i restrykcji podczas użycia siły. Tą kulturę przekazać mogą wyłącznie nauczyciele-mężczyźni31.
C. Odpowiedzialność osobista, rządy prawa i prawo motłochu
Ludzie zawsze nadużywali i zawsze będą nadużywać pozycji władzy. Prawo i praktyki społeczne w różny sposób będą zarządzać tym zjawiskiem. Jednym z najbardziej rażących kazusów był przypadek Harveya Weinsteina. Wedle oskarżeń ten hollywoodzki producent rutynowo wykorzystywał seksualnie swoje ofiary. Były nimi atrakcyjne początkujące aktorki z aspiracjami - seksem płaciły za otworzenie drogi do dobrych ról. Wedle oskarżeń Weinstein dokonywał też gwałtów i innych przestępstw seksualnych. To właśnie afera wokół działalności Weinsteina stała się zapalnikiem powołania do życia ruchu #metoo. W kwietniu 2024 roku sąd apelacyjny Nowego Jorku podważył jednak wyrok, zgodnie z którym Weinstein miał odsiedzieć w więzieniu 23 lat za dwa konkretne czyny32. Uzasadnieniem było m.in. to, że przy zasądzaniu wyroku brano pod uwagę zeznania niepowiązane z czynem skutkującym skazaniem.
Ruch #metoo stał się specyficznym żerowiskiem dla kobiet podejmujących próby szantażowania mężczyzn i niszczenia ich życia na podstawie sfabrykowanych fałszywych oskarżeń33 o przestępstwa seksualne lub ojcostwo. W Polsce przejawem tych operacji subwersyjnych jest ustawa antyprzemocowa, przezwana frazą "mieszkanie za pomówienie"34.
Patologie przypisywania odpowiedzialności mają interesujący wspólny aspekt ze zjawiskiem fałszywego przypisywania ojcostwa (ang. paternity fraud), w którym kobieta próbuje skorzystać z form funkcjonowania prawa tak, aby "usidlić" upatrzonego mężczyznę i wyłudzać alimenty, lub oszukać partnera co ojcostwa.
-
1 W Siłach psychohistorii prawidło to ma postać "zachowania kooperacyjne trzeba wymusić".
2 Pol. ostatni argument królów. Pierwotnie sentencja odnosiła się do użycia artylerii w czasach francuskiego króla Ludwika XV. Później znaczenie sentencji wyewoluowało do wariacji myśli "siła jest ostatecznym argumentem".
3 Pakiet opracowanych i uźródłowionych przykładów: https://niepozwalam.pl/ qr/cla/71 [dostęp: 2025-04-30].
4 Female Athletes Lost Almost 900 Medals to Trans-Identifying Men Worldwide, https://www.nationalreview.com/news/female-athletes-lost-almost-900-medals-to-trans-identifying-men-worldwide-u-n-report-finds [dostęp: 2025-04-30].
5 Niezwykle wymownym tekstem pokazującym ten proces jest Mit merytokracji i jak podtrzymuje on kulturę białej supremacji, Zob. The Myth of Meritocracy and How it Upholds White Supremacy Culture, https://gaertner-andy122.medium.com/the-myth-of-meritocracy-and-how-it-upholds-white-supremacy-culture-8b30854a739f [dostęp: 2025-04-30].
6 Na marginesie, ruch "defund the police" (pol. zdefinansować policję) w USA ma za podłoże filozoficzne właśnie to spostrzeżenie dotyczące świata.
7 Ang. Diversity, Equity, Inclusion. Tak aktualnie nazywa się tak zbiorczo podobne instytucjonalne polityki kadrowe.
8 Decyzja SN zapadła 29 czerwca 2023 r. Zmusiła ona uniwersytety do zaprzestania lub zakamuflowania praktyki, która jest nie tylko w oczywisty sposób rasistowska. Patologia ta mogła zostać zaistnieć przez skrajnie silne amerykańskie tabu związane z różnicami rasowymi. Szerzej na s. 211.
9 The Inside Story Of How The Army Reduced Standards To Get Women Through Ranger Training, https://dailycaller.com/2019/08/28/female-rangers-us-army-ranger-school [dostęp: 2025-04.12]. Więcej kazusów w książce Jamesa Hassona, Stand Down: How Social Justice Warriors Are Sabotaging America's Military, Skyhorse Publishing 2019. Od kwietnia 2025 r., po przejęciu władzy przez Trumpa, wprowadzono nowe, całkowicie jednolite dla wszystkich (a więc bez ulg z uwagi na płeć) testy sprawności fizycznej m.in. w szkole Rangersów.
10 Takie sformułowanie jest skażone ideologią opresji. Prawidłowo: ten kto ma siłę umożliwiającą wymuszenie realizacji decyzji, ma realną władzę.
11 Andrew Wilson Shows Feminist That Even in a MATRIARCHY Women Need Men, https://www.youtube.com/watch?v=c3LENVV3uBU [dostęp: 2025-03-25], czas ok. 5:50.
12 To dlatego jednym z głównych postulatów "wyzwolenia kobiet z opresji patriarchatu" jest uzyskanie przez kobiety niezależności finansowej.
13 Zob. wypowiedź. R. Ziemkiewicza na s. 236.
14 Przykładem jest wypowiedź reżysera Jamesa Camerona: "Zawsze myślę o [testosteronie] jako o toksynie, którą trzeba powoli wydalić z organizmu". Oryg. "I always think of [testosterone] as a toxin that you have to slowly work out of your system." https://www.forbes.com/sites/brucelee/2022/12/04/james-cameronavatar-director-calls-testosterone-a-toxin-heres-the-response/ [dostęp: 2025.04.10].
15 W skrócie: reklama zamiast zachwalać produkt, w sposób ostentacyjny obrażała jego główny target: mężczyzn. Twórcy przekazu piętnowali elementy kultury męskiej jako toksyczne w sposób, który został odebrany powszechnie jako celowa, choć trudna do ubrania w słowa pogarda.
16 Ta cecha obyczajowości jest wyjątkowo silna we współczesnej Nigerii, stąd wyjątkowo wysoka w tym kraju dzietność. Ilość spłodzonych dzieci jest głównym czynnikiem statusu dla mężczyzn.
17 Kurwieniu się. Zjawisko jest w oczywisty sposób skrajnie negatywne, jednak presja ideologii "wyzwolenia" przeważa nad oczywistymi implikacjami, m.in. korelacją negatywną ilości partnerów seksualnych i trwałości późniejszych małżeństw. Kwestię skrajnie rozbieżnej dynamiki statusu kobiet i mężczyzn znakomicie opisuje horror The Substance (2024). Starzejąca się celebrytka zażywa tytułową substancję i przenosi świadomość do dwudziestoletniego ciała. Odkrywa m.in., że o ile jej starsza wersja nie jest dostrzegana przez mężczyzn, to nieatrakcyjni mężczyźni nie są z kolei zauważani przez nią.
18 Tak jest w przypadku bogacących się mężczyzn. Czym wyżej pną się w hierarchii awansów i zamożności, tym bardziej atrakcyjni się stają.
19 (Satyra) Mam tu nadzieję, że nazi-feministki są wegankami i buddystkami, gdyż inaczej za powyższą wypowiedź rozszarpią mnie na sztuki i pozyskaną biomasą nakarmią świnie. Naruszam tu centralny dogmat ich systemu ideologicznego, za co wiele osób ponosiło niezwykle dotkliwe konsekwencje w postaci m.in. cancelowania.
20 Zob. M. Wawrykiewicz, Batalie prawne, [w:] P. Plebaniak, Sun Zi i jego Sztuka wojny, Kraków 2024.
21 Zob -OM1.
22 Zob. -SP VII.4. oraz Why Monkeys Care about Fairness and What It Means for Us, https://www.wabe.org/why-monkeys-care-about-fairness-and-what-it-means-us/ [dostęp: 2024.02.05].
23 -SP IV.1, esej Wszyscyśmy fetyszystami i ćpunami.
24 Tak, będę powtarzać to prawidło do znudzenia. Wyróżnione prawidło, tak na marginesie, jest najcelniejszą definicją cywilizowania ludzi, jaka jest mi znana
25 Zob. Tomasz Witkowski, Psychomianipulacje, Biblioteka Moderatora 2000, rozdział Pranie mózgu.
26 Zob. Ręka drugich synów, -SP VII.1.
27 Cytując aktorkę Rachel Zegler, Śnieżka staje się "liderką, którą wie, że może zostać".
28 Na marginesie, jest pewien klucz, wedle którego natychmiast da się poznać, że twórcy filmu są silnie zindoktrynowani ideologiami ekosystemu woke. Nie potrafią oni odmalować w swoim dziele logiki i praktyki operowania przemocą. W przypadkach skrajnych można więc natknąć się na grafiki promujące zakaz posiadania broni, w których z rewolweru, z którego strzela namalowana postać, wylatują łuski (powinny pozostać w bębnie). Przewiną twórców jest nie tyle brak wiedzy, co brak kultury konfrontowania swojego wyobrażenia o rzeczywistości z osobami o potencjalnie odmiennej wizji świata. Dla amerykańskich wokistów będą to ludzie o poglądach konserwatywnych, skorelowanych z kulturą posiadania broni.
29 Przeważyła. Stała się dominującym kanałem hierarchicznie balansowanej sprawczości. W tym kazusie siłą lewarowaną przez dzieciaka były pieniądze jego rodziców - bez ich zgody, oczywiście.
30 Precyzyjniej: rodzica-klienta w relacji z biznesmenem zarządzającym szkołą.
31 Niezwykle wnikliwą analizę tych kwestii przeprowadzili autorzy książki Rozpieszczony umysł, Zysk i S-ka 2023.
32 The Legal Reason Why Harvey Weinstein's MeToo Conviction Was Overturned, https://youtu.be/06COQ1YVvk4, Artykuł: Weinstein verdict overturned, Harvey Weinstein: New York court overturns 2020 rape conviction, https://www.theguardian.com/world/2024/apr/25/harvey-weinstein-rape-conviction-overturned [dostęp: 2025-04-02].
33 Woman Pleads Guilty To Lying About Attempted Rape And Kidnapping In Middletown, https://bucks.crimewatchpa.com/da/29567/post/woman-pleads-guilty-lying-about-attempted-rape-and-kidnapping-middletown
34 Jednym z ważniejszych zarzutów wobec ustawy jest nierówne traktowanie oświadczeń stron, sprzeczne z konstytucją RP.
Pariasi i podludzie
Hierarchie opresyjne - dlaczego lubimy mieć pod ręką obiekty pogardy
Wszystko wskazuje na to, że musimy mieć pod ręką kogoś, kim gardzimy lub kogo nienawidzimy. Cel? Wyżyć się, sycić poczuciem wyższości. Kryterium? Różnice obyczajowe, wygląd czy co tam jeszcze. A do tego taki ktoś obsłuży za nas niskoprestiżowe prace.
Ludzie potrafią wypruwać sobie nawzajem flaki o rzeczy tak błahe jak kolor czapki czy wsparcie konkretnego kandydata w wyborach. Wynika to z niezwykle silnych mechanizmów zaprogramowanych w nas biologicznie i kulturowo. Zasady działania tej cechy ludzkiej natury są łatwe do nazwania, ale z uwagi na bardzo silne tabu i wiecznie trwające wojny tożsamościowe (in. ideologiczne, narracyjne) trudno o nich debatować w nieskrępowany sposób.
Jednym z prawideł tego hobby rodzaju ludzkiego, obecnego we wszystkich kulturach i czasach historycznych, jest potrzeba poczucia wyższości nad jakąś lepiej czy gorzej sprecyzowaną grupą. W tradycyjnej kulturze Indii mamy system kastowy, na którego dnie tkwiła kasta niedotykalnych - pariasów. Członkom pozostałych kast nie wolno było ich dotykać ani z nimi rozmawiać. Pariasów zmuszano ich do prac uznawanych za najbardziej hańbiące. Poniżano ich m.in. przez zmuszanie do noszenia ubrań zdjętych ze zwłok. Pariasi mieli też nakaz jedzenia posiłków z rozbitych naczyń, co było postrzegane jako dodatkowa, należna zniewaga.
Wszyscy "niedotykalni" parali się zajęciami, które były pogardzane przez społeczeństwo Ariów1, na przykład tymi związanymi z zabijaniem ludzi lub zwierząt - pogardzani byli więc kaci, rzeźnicy, a nawet rybacy. Takie traktowanie ludzi nosi znamiona podobieństwa do wierzeń Chińczyków Han, którzy parających się czynnościami związanymi z przemocą i zabijaniem traktowali jako skalanych moralnie. Cechą szczególną wierzeń chińskich było to, że pogardzani byli tam żołnierze, którzy w innych cywilizacjach stawiani byli (i są) na piedestale.
W Indiach z biegiem stuleci w kaście niedotykalnych znikała jednorodność. Tworzyły się "podkasty". Każda z nich nabierała przekonania, że znajduje się w hierarchii wyżej od pozostałych. "Niedotykalny" mógł awansować poza swoją kastę jedynie w następnym wcieleniu i to w dość sztywno określonych okolicznościach. Na lepszy nowy żywot mógł zasłużyć, oddając życie za bramina, kobietę, dziecko lub krowę. Dokuczliwość przynależności do najniższych kast skłaniała wielu niedotykalnych do konwersji na islam, buddyzm czy chrześcijaństwo.
Burakumin - kasta nieczystych w Japonii
Japończycy to ludek wręcz skrajnie opętany kwestią hierarchii. Wynika to w dużej mierze z niezwykle ograniczonych zasobów naturalnych i przestrzeni pod zabudowę i pola uprawne. Prawidło jest takie, że im surowsze środowisko funkcjonowania i im mniejszym margines tolerancji dla zachowań sprzecznych z interesem przetrwania, tym dokuczliwsze i ściślej przestrzegane są reguły przestrzegania hierarchii.
W erze rządów Tokugawy (1603-1867, in. epoka Edo) społeczeństwo japońskie było silnie klasowe, a populacja dzieliła się na cztery szacowne, podstawowe filary2 ówczesnego systemu: wojowników, rolników, rzemieślników i kupców.
Elitą byli samurajowie - klasa rządząca (7% populacji). Poniżej było chłopstwo (80%). Ich opodatkowanie wynosiło połowę wyprodukowanej żywności, nie mieli swobody podróżowania, mieli też zakaz picia herbaty. Kolejną klasą byli mieszczanie (ch?nin) - rzemieślnicy i kupcy. Kupców, tak jak w tradycyjnych Chinach, uważano za darmozjadów i pasożytów żyjących z cudzej pracy.
Niżej kłębiły się wszelkie wyrzutki - aktorzy, prostytutki i ogólnie ludzie najniższego sortu. Wśród nich znajdowała się tzw. kasta eta, "nieczyści". Jej reprezentanci funkcjonowali poza społeczeństwem - byli z niego wykluczeni. Nie mogli mieszkać poza wyznaczonymi miejscami, awansować do wyższej kasty ani wchodzić w związki małżeńskie z osobami spoza niej3. Parali się oni wykonywaniem zawodów i czynności, które były potrzebne społeczeństwu, jednak zostały uznane za nieczyste. Doprowadziło to do wykluczenia ludzi, którzy wykonywali zawody niezwiązane z czterema szanowanymi filarami.
Zawody i zajęcia były dziedziczone, a przy tym istniały rejestry, w których ludność była zapisywana już w chwili urodzenia. To dlatego do dnia dzisiejszego w każdej chwili można zidentyfikować burakumina. Stare rejestry, choć nieoficjalnie, istnieją nadal, a nastawienie ludzi należących do "lepszej kategorii" niewiele się zmieniło.
Eta zajmowali się pracami, które w buddyjskich porządkach uznawano za kalające z uwagi na to, że miały związek ze śmiercią i krwią. Do nieczystych zawodów należały wszystkie czynności związane z zabijaniem zwierząt i przetwórstwem mięsa i skór. Oprócz rzeźników na dno powędrowali nawet producenci instrumentów perkusyjnych, garbarze czy wytwórcy sandałów. Obok grabarzy degradacja dotyczyła ludzi wykonujących czynności przy zmarłych - myjących i przygotowujących ciała do pochówku. Do eta zaliczali się też kaci i ich asystenci (ci od zabijania oraz torturowania).
W epoce Edo pogardzano nimi i unikano interakcji jak ognia. Degradacja obejmowała wszystkie dziedziny życia publicznego: Ludzie ci musieli żyć tylko w swoich miejscowościach, zwanych buraku. Ich dzieci nie mogły chodzić do normalnych szkół, otwartych dla "normalnych" dzieci. Nie wolno im było wchodzić do świątyń, by praktykować swoją religię. Nie wolno im było wchodzić do domów "zwykłych obywateli" i skorzystać na przykład z poczęstunku. Nie wolno im było też pobierać nieodpłatnie chrustu i drewna z lasu, i tak dalej... Wszystko dlatego, że byli "nieczyści". Eta, a potem burukumin najbardziej ze wszystkich klas cierpieli z powodu ubóstwa
Prawnie eta zostali wyzwoleni w 1871 roku wraz ze zniesieniem kast w Japonii. Potomkowie tej kasty współcześnie nazywani są burakuminami4. W czasach feudalnych eta mieszkali przeważnie w wyznaczonych osadach. Złe traktowanie tych ludzi przetrwało do dziś, a we współczesnej Japonii jest tematem tabu w podobny sposób, co kwestia homogeniczności etnicznej Japonii. Oficjalnie lansuje się taką właśnie homogeniczną wizję narodu z uwagi na kluczową rolę przestrzegania co do joty wszelkich rytuałów, w tym wyglądu i zachowania. Dochodziło do tego - i to jeszcze w latach 90. XX wieku - że Japończycy są w stanie wyczuć szóstym zmysłem, że ich ziomek po przebywaniu przez kilka lat za granicą rozstroił się i nie jest zdolny zachowywać się identycznie jak inni.
W 1980 roku w raporcie dotyczącym Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych rząd japoński twierdził, że w kraju nie istnieją mniejszości etniczne. Jeszcze w sierpniu 1986 roku ówczesny premier Yasuhiro Nakasone (1982-1987) głosił, że fundamentem gospodarczego sukcesu Japonii jest etniczna homogeniczność państwa (tan'itsu minzoku kokka)5.
Potomkowie eta etnicznie należą do tej samej grupy narodowościowej, co pozostali Japończycy (w przeciwieństwie do mniejszości etnicznej Ajnu czy Koreańczyków. Żaden aspekt fizyczny, w tym rysy twarzy, religia czy nawet zaprogramowana obyczajowość nie wyróżnia burakuminów od tych "lepszych" Japończyków. Z tego powodu nazywa się ich "mniejszością niewidzialną".
Burakumini dzielą się na dwie podgrupy: eta (??, dosł. dużo brudu) i hinin (??, nie-ludzie albo mniej niż ludzie). Współcześnie ich populację oficjalnie szacuje się na około 1,2 miliona, ale szacunki nieoficjalne są dwukrotnie wyższe. To 2-2,5% społeczeństwa Japonii. Obszary, na których kiedyś zamieszkiwali, także dziś jeszcze nazywa się buraku, choć jest to coraz rzadsze i nieoficjalne. Jednym z epizodów tej kwestii było nazwanie tak niektórych obszarów Japonii na mapach Google Earth w 2009 roku. W wyniku protestów nazwy usunięto. To dłuższa historia - oto ona.
Współczesna dyskryminacja
Edykt z 1871 roku zniósł podział kastowy, ale praktyka realizowana przez kilka stuleci nie została zarzucona. Nowo wyzwoleni eta w oficjalnych dokumentach i spisach ludności określani byli jako kyu-eta bądź moto-eta, czyli "byli eta". Dawało się więc ich zidentyfikować.
Jeszcze po drugiej wojnie światowej w Japonii utrudniano burakuminom małżeństwa z osobami spoza ich grupy, czy oddawanie dzieci do szkół. Na ścianach domów burakuminów mazano obraźliwe graffiti. Utrudniano im zajmowanie lepszych posad w firmach. Zwalniano ich z pracy, gdy wychodziło na jaw ich pochodzenie. W celu identyfikacji potencjalni pracodawcy sięgali po Tokushu Buraku Chimei Sokan, czyli rejestr miejscowości i wiosek z których wywodzą się burakumini, a także po informacje z narodowego rejestru ludności (koseki).
W roku 1947 japońskie Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej zabroniło pracodawcom sięgać do wyciągu z rejestrów koseki w czasie przyjmowania kandydatów do pracy. Jednak nie wszyscy się do tego stosują. Nazwiska i dane adresowe wskazujące na zamieszkanie w gminach buraku wciąż też figurują w starych rejestrach mimo tego, że ich publiczną dostępność zlikwidowano w 1976 roku. "Czerwoną flagą" w działach kadr jest nazwisko (które współcześnie można już zmieniać) i miejsce urodzenia.
Praktyki te zostały oficjalnie zakazane dopiero w latach osiemdziesiątych, zaś dostęp do koseki ograniczano etapami. W latach siedemdziesiątych zablokowano możliwość swobodnego korzystania zeń pracodawcom, a dużo później, bo w 2008 roku, wszystkim niemającym interesu prawnego w dostępie do danych konkretnej osoby. W 2016 roku miał miejsce duży skandal, kiedy to jedna z firm zapowiedziała, a potem faktycznie opublikowała listę osób pochodzenia burakumińskiego6. Ten epizod był jedną z bardzo wielu prób jawnego i skrytego publikowania takich list. Działy personalne większych firm nadal prowadzą nieoficjalne wykazy, choć jest to nielegalne. Firmy prowadzące takie praktyki są na celowniku kilku organizacji polujących na kolejne przypadki naruszenia przepisów antydyskryminacyjnych z wielką determinacją.
Tabu czterech palców
Japończycy są szczególnie przewrażliwieni w kwestii posiadania kompletu palców u dłoni. W niektórych kontekstach gest pokazania czterech palców postrzegany jest jako obelga. Pierwszą przyczyną jest skojarzenie ze światkiem yakuzy. Obcinanie palców było i wciąż jest w tej organizacji karą dyscyplinarną7. Drugim powodem są uszkodzenia genetyczne ofiar dwóch bomb atomowych, które spadły na Japonię w 1945 roku. Jedną z częstych wad genetycznych u dzieci ofiar był brak palców. Ale za główną przyczynę tego obyczajowego niektórzy (sprawa nie jest klarowna) uznają kwestię potencjalnych zadrażnień z robotnikami fabryk mięsa. W tych fabrykach pracowali przeważnie burakumini, a specyfiką ich zawodu była częsta utrata palców.
Kwestia ta okazuje się wręcz fascynująca w kontekście postaci w grach i produkcjach filmowych dogłębnie omawia Bartłomiej Nagórski8. Okazuje się, że kwestia może być i jest negocjowana. Stroną są aktywiści strzegący godności burakuminów działający na zasadzie eko-terrorystów. Praktyka wymuszeń jest w oczywisty sposób wątpliwa etycznie - tym bardziej że ofiarami praktyki są firmy, które nie mają nic wspólnego z dyskryminowaniem barukumin.
W japońskich edycjach czy filmach animowanych Disneya zobaczymy, że postacie mają po cztery palce, czyli tyle samo, co w wersjach oryginalnych. Lorne Lanning, ekspert branży gamingowej, opisuje, że uiszczenie uzgodnionej kwoty na rzecz organizacji antydyskryminacyjnych skutkuje tym, że odstępują one od egzekwowania odpowiedzialności prawnej i nękania za znieważanie burakuminów. Ekspert wymienił konkretne kwoty. Walt Disney Company płaciła w drugiej dekadzie XXI wieku roczny haracz w wysokości 5 milionów dolarów. Dzięki temu nie była potrzebna modyfikacja zawartości wizualnej produktów. Większość mniejszych firm nie godzi się na haracze proponowane przez antydyskryminacyjną mafię i zmuszona jest do wprowadzania niezbędnych zmian.
Jako że efektem batalii prawnej może być konieczność zapłacenia odszkodowania, japońscy wydawcy wolą dmuchać na zimne i eliminować problem w zarodku. Stąd bierze się wywieranie presji na zachodnich twórców, z którymi kooperują.
Organizacje parające się szantażem dążą do poprawy wizerunku burakuminów w mediach, nierzadko dość agresywnie ścigając twórców i wydawców, którzy w niekorzystnym świetle pokazują postaci należące do tej grupy. Pierwsza organizacja powstała w 1922 roku. W 1955 roku założono nową, znacznie waleczniejszą - Ligę Wyzwolenia Buraku (Buraku Kaiho domei ??????, BLL). Była ona głównym inicjatorem powołania do życia Międzynarodowego Ruchu przeciwko Wszelkim Formom Dyskryminacji i Rasizmu (IMADR) w 1988 roku.
Polacy nie gęsie, a swoje hierarchie mają
Zawody i czynności hańbiące były częścią życia także w średniowiecznej Europie, w tym Polsce. Koncepcja profesji niegodnych (mercimonia inhonesta) wykształciła się ostatecznie w epoce średniowiecza, czerpiąc z obyczajowości czasów rzymskich.
Szlachta musiała wystrzegać się podejmowania prac fizycznych. Kwestię tę wyjaśniał w 1566 roku Stanisław Orzechowski. Pisał on, jak to ludność miast nie zasługiwała na szlachectwo i przyznawanie im praw, gdyż praktykowała "plugawiące" organizm "rzemiosła niewolnicze". Inaczej mówiąc - wymagały one by "ciało samo sobą robiło"9. W XV i XVI wieku sejm polski wielokrotnie układał listy zawodów zakazanych dla szlachty - m.in. w 1633 i 1677 roku. Szlachcie herbowej zakazywano parania się rzemiosłem, wytwórstwem, ale i medycyną.
Podział typów pracy między stany był trwały. Mieszczanin i chłop byli urodzeni do pracy, co wykluczało wyzbycie się "splugawienia". Awans do stanu szlacheckiego był dla hołoty zamknięty. Co ciekawe, szlachcic mógł zająć się fachem miejskim i nie kalało go to permanentnie. Obyczaj dozwalał na to, by delikwent przenosząc się do miasta, tracił szlachectwo, ale po opuszczeniu miasta mógł wrócić do swojego pierwotnego stanu.
Wśród stanów niższych w naszym kraju funkcjonowały zawody nieczyste. Podobnie jak w innych kulturach związane było to z tabu kontaktu z krwią. Kaci, hycle i grabarze musieli mieszkać na obrzeżach miast, obok prostytutek i grabarzy. Musieli też nosić stroje, które pozwalały ich łatwo odróżnić bardziej eleganckiej części społeczeństwa. Hyclowi obowiązkowo wyszywano literkę H na białym suknie. Do skalania zwykłego człowieka dochodziło przez sam kontakt fizyczny z "małodobrym".
Ostracyzm najbardziej doskwierał hyclom, rakarzom i oprawcom. Mężczyźni wykonujący te zawody pozbawieni byli obywatelstwa i możliwości sprawowania urzędów. Nie mogli nawet występować w sądach w charakterze świadków. Do tego grona - zdaje się - ponadkulturowego, do którego zaliczali się i chirurdzy, dołączali lichwiarze i prostytutki. Zawody te były skalane grzechem chciwości i nieczystości.
Wykluczenie społeczne przybierało różne formy natę-żenia. Wykazy profesji niegodnych różniły się między poszczególnymi regionami, a nawet sąsiednimi miastami. W Toruniu nawet miejscowi piekarze odwracali przeznaczone dla kata pieczywo spodem do góry, a w przepisach rzeźników poznańskich nakazywano, aby "żaden brat nie grał z katem w karty, kostki czy warcaby pod groźbą grzywny".
Oczywiście obyczaje i reguły zmieniały się w czasie. Kwestie strzeżenia godności szlacheckiej przestały być skrupulatnie przestrzegane po połowie XVI wieku.
Wszyscy albo nikt
Bardzo zabawną konsekwencją tych wszystkich skarbów dziedzictwa kulturowego były często poważne problemy logistyczne władz miejskich w czasie budowy i remontów miejsc takich jak publiczny pręgierz czy szafot. Konieczne było angażowanie do tej czynności wszystkich cechów miejskich niezależnie od tego, czy ich wkład był faktycznie potrzebny. Chodziło o to, żeby skalanie dotknęło wszystkich po równo. Identyczna logika realizowana była podczas rozwiązywania wewnętrznych problemów jakiejś społeczności. Gdy zabrakło na przykład kata do tego, aby wykonać wyrok powieszenia, wszyscy członkowie bractwa czy cechu musieli gremialnie uczestniczyć w czynności wieszania, choćby było to jedynie symboliczne dotknięcie szubienicznego sznura.
Podsumowanie.Co można robić ludziom i nacjom niższego sortu?
Odpowiedź jest oczywista. Co się tylko da! Działa tu następująca prawidłowość ludzkiej natury:
Raz ustanowione relacje hierarchiczne, wymuszone przez silniejszego, nie podlegają zmianom i kontestowaniu. Przestają być kontestowane, gdy stojący wyżej stosują prawo kaduka, a precyzyjnie - gdy kolektywna presja tych, którzy są na górze, trzyma tych niżej z mordą przy ziemi.
Sferą debaty pełną przykładów ilustrujących kwestię odczłowieczania jest kwestia dopuszczalności aborcji na życzenie. Skrajne ekstremistki propagują wizję, w której płód w łonie matki jest pasożytem10. Uznanie go za istotę ludzką konfliktuje radykalnie z podstawowym dogmatem, czyli prawem kobiety do decydowania o własnym ciele. Te prawo zostało ideologicznie ściśle i nierozerwalnie splecione z emancypacją kobiet i ich wydobyciem się spod opresji "patriarchatu". Kluczowa zależność (splot ideologiczny): realizacja prawa do zabicia "pasożyta" w łonie jest afirmacją wyzwolenia, a więc awansu do statusu zapewniającego suwerenność osobistą.
Siła ideologii proaborcyjnych11 (samookreślanych jako "pro-choice") polega na odmówieniu płodowi statusu istoty ludzkiej. Nawiązując do przebiegu emocjonalnych debat: gdyby przeciwnicy ideologiczni skutecznie przekonali osobę proaborcyjną do tego, że chwilą powstania istoty ludzkiej jest moment zapłodnienia, przesunięcia nadania statusu istoty ludzkiej (nadający prawo do ochrony jego życia) z momentu zapłodnienia (powstania organizmu o unikalnym DNA) do momentu przejścia przez "magiczny kanał".
Mówiąc prosto - kluczowy trik ideologiczny to splecenie wyzwolenia się z systemu moralno-hierarchicznego z rytuałem potwierdzającym, czyli prawem do aborcji na życzenie.
Na pocieszenie zakończmy temat aborcji moim autorskim dowcipem:
- Dlaczego aborcjonistki nienawidzą Wałęsy? - Bo donosił.
-
Spostrzeżenia i przykłady na wynos
A. Korekta dynamiki statusowej - niemożliwa
Powyższe prawidło jest niemal idealnym odzwierciedle-niem tego, które funkcjonuje na poziomie interpersonalnym (facet z facetem): przy pierwszej interakcji osoby bezwiednie fiksują swoje postrzeganie wzajemnej różnicy statusowej. Jeśli na początku nie uda się ustalić warunków partnerskich lub innego typu relacji wzajemnego szacunku, nic się nie da zmienić. Do odwrócenia gradientu statusu bez jakichś dramatycznych wydarzeń - typu ciężkie pobicie czy interwencja siły o znacznie wyższym statusie - nie dojdzie.
Wszystkie kultury i subkultury ustanawiają rozmaite rytuały i procedury służące temu, aby status i pozycja konkretnej jednostki została obniżona lub podniesiona w sposób, który zostanie uznany. To takie akty performatywne jak odczytanie wyroku sądu, rytuał pasowania na rycerza czy skazanie kogoś na banicję.
Paradoksalnie dużą siłę korekt struktury hierarchicznej mają plotki, szkalowanie i pomówienia. Ich skuteczność wynika z działania mechanizmów neurofizjologicznych, takich jak te wymuszające konformizm, odpowiedzialne za postrzeganie sprawiedliwości czy zawieranie sojuszy.
B. "A wy nie wiecie, kto to jest Kudłaty!", czyli hierarchie więzienne
Jednym ze środowisk społecznych oferujących mały margines na popełnianie głupich błędów są więzienia. Slang więzienny, czerpiący wiele z języka jidysz, przenika do codziennego języka polskiego. Jest on emanacją życia w strukturach hierarchicznych, które kształtują zachowania więźniów.
W skrócie - grupą, która rządzi więziennym nieformalnym życiem, jest "klika" grypsujących. Środowisko tych więźniów uważa się za elitarne. Kształtuje ono życie pozostałych osadzonych. Nazwa powstała w więzieniu na warszawskiej Gęsiówce. Na górze hierarchii, wewnątrz grupy grypsujących stoją "mąciciele". Zachowują swoją rangę do czasu wyjścia na wolność. Członkowie tej elity przywódczej często stosują wizualne znaki rozpoznawcze: wytatuowane małe serduszko pod lewym okiem lub "cynkówkę" - małą kropkę umieszczoną nieco poniżej zewnętrznego kącika lewego oka. Kwalifikacje potrzebne do uzyskania statusu mąciciela to długi staż więzienny, sława przestępcza, siła i sprawność fizyczna oraz przywódcze cechy osobowości.
Gwardią przyboczną elity elit są "satelity" lub "łapiduchy". Ich cechą szczególną jest bezwzględne oddanie i posłuszeństwo rozkazom. Rolę pomocniczą w przypadkach specjalnych poruczeń pełnią "rozkminiający". Kieruje się ich do rozwiązywania problemów wymagających i skomplikowanych.
To w grupie grypsujących znajdują się rozmaici eksperci: tatuażyści, specjaliści w zakresie autoagresji, rysownicy, "fajansiarze" (wykonawcy różnych ozdobnych oraz użytkowych przedmiotów), "kopytkarze" (przeważnie najmłodsi w grupie słynący z wybryków), "fermenciarze" (najbardziej agresywni członkowie grupy) czy też "fansiarze" (specjaliści w organizowaniu przemytu).
Grypsujący posługują się oni szeregiem wartości o różnych poziomach. Do wartości nadrzędnych należy walka z prawem i stojącymi na jego straży instytucjami w ramach zasady "potępienia potępiających". Kluczem są oczywiście solidarność grupowa, godność osobista i grypserski "honor". Karą główną za wykroczenia jest "przecwelenie", czyli degradacja na sam dół więziennej hierarchii.
Inną nieformalną grupą są frajerzy, czyli skazani niegrypsujący. Są oni uznawani przez grypsujących za osoby bez zdania i honoru, a przy tym zdolne do donoszenia na pozostałych. Typowo frajerzy to osoby, które dobrowolnie zrezygnowały z przynależności do grypsujących. Głównym motywem jest chęć spokojnego odbycia kary.
Grupę konkurencyjną dla grypsujących, a przy tym najbardziej stanowią tzw. "fest ludzie". Są to skazani, którzy współpracują z administracją więzienną. Z tego powodu są znienawidzeni przez grypserę. "Feści" organizują swoje życie więzienne wokół możliwości pracy na rzecz zakładu karnego, który ich gości.
Typem więźnia ulokowanym najniżej w więziennej hierarchii jest odpowiednik pariasa - cwel. Cwele nie tworzą żadnej spójnej grupy. Są zbiorowiskiem osób w jakiś sposób poszkodowanych. Cwelami zostają więźniowie sprawni fizycznie, ale posiadający szczególnie nasilone defekty psychiczne. Zostają nimi też osoby wcześniej zgwałcone12. Przez wszystkich stojących wyżej w hierarchii są traktowani jak wrogowie - feści i grypsujący umilają sobie więzienne życie dręczeniem i znęcaniem się nad cwelami na wszelkie możliwe sposoby. To bicie i pobicia, poniżanie, pilnowanie, by nie nabyli oni jakichś przywilejów. Zmusza się ich do usługiwania innym więźniom i obarcza poniżającymi obowiązkami. Poniża się im zmuszaniem do lizania butów i podłogi, wymusza czynności i usługi seksualne. Cwelami zostają więźniowie sprawni fizycznie, ale posiadający szczególnie nasilone defekty psychiczne. Zostają nimi też osoby wcześniej zgwałcone.
Niezwykle interesującym kazusem są perypetie dwóch Polaków odbywających wyrok w więzieniu w Limie, stolicy Peru około roku 201013. Polacy, a więc obcokrajowcy, trafili do, mówiąc delikatnie, mordowni. Perspektywa, za przeproszeniem, zamiany dupy w wiadro, zmobilizowała ich w sposób godny podziwu. Zastany zupełny chaos i brak struktur hierarchicznych stały się dla nich okazją do stworzenia zasadniczo bardziej cywilizowanych warunków bytowania dla wszystkich więźniów. Na przestrzeni kilku miesięcy relacje w społeczności więźniów stały się na tyle uporządkowane, a codzienne życie bezpieczniejsze, że dla administracja uznała za możliwe wznowienie odwiedzin więźniów przez członków rodziny.
-
1 Lud indoirański, który pomiędzy III a II tysiącleciem p.n.e. zamieszkiwał Azję Środkową. W sanskrycie słowo arja oznacza szlachetny.
2 In. stany (tak jak w średniowiecznej Europie) czy też "filary społeczeństwa lub zawody".
3 Nie uzgodniono relacji wynikowej między przynależnością do eta a wykonywaną pracą. Czy wyrzutkiem zostawało się przez wykonywanie prac, czy też bycie wyrzutkiem skazywało na zajęcie się nieczystym zawodem?
4 Jap. burakumin ??? to dosłownie wieśniak, jednak z uwagi na status słowo te ma bardzo pejoratywne konotacje. Buraku to wioska, osada, a min - lud, ludzie.
5 International Covenant on Civil and Political Rights. Zob. B. Bochorodycz, Okinawa - geograficzne i polityczne peryferia Japonii, "Azja-Pacyfik" 2007, nr 1, s. 116-136.
6 https://www.asahi.com/ajw/articles/14937683
7 Świetnie odmalowuje to film Outsider z 2018 r. (reż. Martin P. Zandvliet).
8 B. Nagórski, Nasz człowiek w Japonii: tabu czterech palców, https://www.gram.pl/artykul/2014/10/04/nasz-czlowiek-w-japonii-tabu-czterech-palcow.shtml [dostęp: 2025-05-02].
9 S. Orzechowski, Policya Królestwa Polskiego na kształt Aristotelesowych Polityk wypisana, 1566.
10 __
11 Pełna i zweryfikowana lista wraz z linkami udostępniona w wersji on-line niniejszego przypisu: https://chiny.pl/f/331 oraz w https://niepozwalam.pl/tezy/72.
12 Na podstawie m.in. W. Krajciewicz, Subkultura zakładów karnych, Wydawnictwo WSPIA Rzeszów 2019.
13 Niestety nie udało mi się odnaleźć oryginalnego tekstu on-line. Proszę więc Czytelnika o wsparcie i kontakt, gdyby udało mu się odnaleźć oryginalną relację.
Kto podnosi rękę na władzę ekstremistów, temu ta władza...
Co komu wolno i kiedy? Prawidła ideologii i nieformalnych struktur władzy
Terror ideologiczny pseudofeministycznych suprematystek - przykłady
Zadziwiające szaleństwo ideologiczne w postaci przekonania o równych możliwościach kobiet i mężczyzn w szczególnie wyrazisty sposób ujawniło się w czasie rozmowy w telewizji śniadaniowej kanału CBS Mornings1. Gościem był wybitny tenisista John McEnroe. Kontestowano jego wówczas głośną wypowiedź, w której stwierdził, że najlepsza tenisistka świata, Serena Williams, w tenisie męskim wylądowałaby na około 700 pozycji. Prowadząca program w bezczelny sposób zażądała złożenia samokrytyki za naruszenie świętego dogmatu nazi-feministek2. Zapytała: "Czy chcesz przeprosić?". McEnroe odmówił - był dość silny jako osoba publiczna, by odeprzeć presję i groźby późniejszej napaści wyspecjalizowanych lincz-mobów3 linczujących . Co ciekawe, jego teza jest zbieżna z wypowiedziami samej Williams, która w wywiadach wielokrotnie powtarzała, że z uwagi na różnice w warunkach fizycznych między płciami, tenis męski i kobiecy to dwa zupełnie różne światy.
Ofiarą tej nagonki stał się m.in. James Watson, współodkrywca DNA. Pierwszej napaści ideologicznej dokonano na niego w 2007 roku za wypowiedź, której najbardziej "zbrodniczy" fragment to:
all our social policies are based on the fact that their intelligence is the same as ours, whereas all the testing says, not really4.
W innym miejscu wyraził też pragnienie, żeby rasy faktycznie były równe, ale, "osoby mające styczność z czarnymi pracownikami wiedzą, że to nie jest prawdą"5.
Wspomniana w poprzednim rozdziale piłkarka-feministka nienawidzi swojego kraju z uwagi - jak sama deklaruje - na brutalność policji wobec mniejszości. Niestety profesor Roland Fryer pozyskał znakomicie udokumentowany dowód na to, że kluczowe twierdzenie jej ideologii nie ma podstaw. Można przekornie stwierdzić, że Fryer dysponuje tzw. czarną kartą, czyli że może pozwolić sobie na głoszenie pewnych poglądów bezkarnie dlatego, że sam jest murzynem. Ale kwestie ruchu Defund the Police (dosł. pozbawić policję finansowania) to faktycznie jeden z centralnych dogmatów wiary sieci ideologii realizujących subwersyjną destrukcję porządku prawnego i społecznego USA. Fryer opowiada, że przed publikacją swojego opracowania otrzymywał "dobre rady od zaufanych przyjaciół", by zrezygnował. Już po publikacji Fryer stał się celem gróźb karalnych i otrzymał całodobową ochronę6. Nie bez powodu. Praca w sposób niezaprzeczalny pokazywała, że twierdzenia "uciśnionych mniejszości" nie mają absolutnie żadnego potwierdzenia w twardych danych.
Opracowanie danych statystycznych przez Fryera nie było jedyną próbą pokazania, że menażeria ideologii antyamerykańskich jest niezwykle niebezpieczna, gdy nadepnąć na czułe miejsce. Innymi epizodami podważającymi ich kłamstwa założycielskie były m.in. sprawa śmierci George'a Floyda, którą eskalowano do poziomu ogólnokrajowych zamieszek w 2020 roku.
Inną, nieco mniej widowiskową sprawą była zawartość laptopa Huntera Bidena. Zawartość laptopa doprowadziła do uruchomienia i ujawnienia ukrytych sieci władzy. Jeszcze inną kwestią jest tzw. insurekcja 6 stycznia 2021 roku. W tym ostatnim przypadku (zastrzegam, że to domniemanie, które trudno udowodnić) Tucker Carlson, znany prezenter konserwatywnej telewizji Fox News, utracił swój program i został wyrzucony krótko po tym, gdy ujawnił przekazane mu setki godzin nagrań ze "szturmu na Kapitol". Nagrania pokazywały, że tylko bardzo niewielka część osób zachowała się konfrontacyjnie i niebezpiecznie. Większość tych, którzy wedle narracji Demokratów uczestniczyli w rebelii, po prostu zwiedzała szacowną budowlę, chodząc wytyczonymi korytarzami, przepuszczani przez niekonfrontującą się z tłumami ochroną i policją.
Jak demokraci hodują klasę opresjonowanych
Kilkadziesiąt godzin analizy epizodów doprowadziło mnie do bardzo doniosłej konkluzji. Proces kulturowej degeneracji amerykańskiej mniejszości murzyńskiej jest celowo realizowaną strategią - wszystko wskazuje na to, że celem jest stworzenie żelaznego elektoratu, którego zmiana światopoglądu jest uniemożliwiona silnymi negatywnymi emocjami.
Bardzo dużym luzem na łańcuchu ideologicznej swobody wypowiedzi cieszy się prof. Thomas Sowell (ur. 1930), w moim przekonaniu jeden z najwybitniejszych współczesnych myślicieli amerykańskich. Sowell bezlitośnie obnaża intelektualne szalbierstwa będące filarami narracji "lewicowych" czy "liberalnych" elit w USA. To, że nie jest wściekle atakowany, wynika z tego, że i on dysponuje "czarną kartą".
W jednym ze swoich komentarzy politycznych Sowell poddaje analizie następujące prawidło:
Państwo opiekuńcze niweluje zachęty do rozwoju ludzkiego kapitału. A otrzymywanie produktów kapitału ludzkiego wygenerowanego przez innych nie ma tak krytycznej wartości jak to, co wygeneruje się samodzielnie.7
Spójrzmy na kazus Arabii Saudyjskiej8. Kraj ten znajduje się systemowo w pułapce blokującej jakikolwiek rozwój społeczny, a więc i postęp cywilizacyjny. Arabia Saudów nie jest nowoczesnym państwem z instytucjami praworządności, edukacji i innymi, które kształtowały się przez całe pokolenia prób i błędów na drodze uzyskania spójności społecznej.
Arabia jest zbiorowiskiem plemion, które skupione są pod jedną władzą centralną i nie buntują się wyłącznie dlatego, że dom Saudów trzyma wszystko żelazną ręką za pomocą importowanej, kosztującej krocie broni. Drugim bardzo kosztownym produktem są najemnicy, specjaliści wojskowi, inżynierowie i wszyscy obcokrajowcy, którzy tą importowaną technologię potrafią obsługiwać.
Jakakolwiek próba wykształcenia klasy średniej zdolnej wyprodukować wysoko wykwalifikowanych specjalistów prowadziłaby do krytycznego naruszenia stabilności królestwa. Podobnie jest z wojskiem. Uzbrajając i szkoląc lokalną ludność, Saudowie zagwarantowaliby sobie nieuchronną utratę dominacji wewnętrznej i to, że zostaliby natychmiast zmieceni z tronu. Mówiąc (ponownie) otwartym tekstem, to właśnie ten mechanizm - sojusz rodu Saudów z interesem hegemonicznym Stanów - sprawia, że Saudowie muszą współpracować z kimś, kto wedle wszelkich pozostałych kalkulacji jest wrogiem Wiary (przede wszystkim dla fanatycznych ekstremistów wahabickich, dominujących w strukturach władzy duchowej państwa Saudów.
Ale przejdźmy z obszarów światowej geopolityki do amerykańskich komplikacji rasowych. Sowell od dekad tłumaczy katastrofalne następstwa polityki opiekuńczej roztaczanej przez amerykańskich "liberałów". Jedną z form pomocy, realizowaną od wczesnych lat 70., było wspieranie przez państwo samotnych matek. Mechanizm finansowy stał się... zachętą do unikania małżeństw. Kobieta dostawała świadczenie, gdy w domostwie nie było mężczyzny.
Równolegle popularyzowała się degeneracyjna kultura rapu, zażywania narkotyków i posiadania przez modelowych mężczyzn wielu partnerek seksualnych bez zobowiązań. Częścią tej kultury - są na to liczne badania - było zaniechanie piętnowania moralnego mężczyzny za porzucenie kobiety po tym, jak zaszła ona w ciążę.
Te i wiele innych czynników doprowadziły do sytuacji katastrofalnej, pogłębiającej siłę pułapki biedy, w której znajdowały się ofiary. Przykłady:
W roku 1970 odsetek panien (kobiet nigdy nie zamężnych) w wieku 35 lat i więcej był równy u białych i czarnych kobiet - wynosił około 6-7%. W roku 2010 odsetek wśród kobiet czarnych wzrósł do 25%, a u białych oscyluje w zakresie 6-8%. Jeszcze groźniejsze konsekwencje nastąpiły w kwestii wychowania dzieci w pełnych rodzinach. Współcześnie w skali całego społeczeństwa z obojgiem rodziców wychowuje się 70% dzieci, ale tylko 42% w przypadku dzieci czarnych. Naprawdę groźnym zjawiskiem jest jednak wychowywanie dzieci przez samotne matki. To odpowiednio 21% i 46%.
Kazus ludności murzyńskiej (rodziny nuklearnej) jest celowa?
Czy destrukcja kultury jest celowa? Czy hamowanie ich emancypacji jest celowe? Za wyjaśnienie niższej od Białych i Azjatów sytuacji ekonomiczno-socjalnej zawsze podaje się dziedzictwo niewolnictwa i systemowy rasizm (prawa Jima Crowa9 na Południu). Ale na stan obecny oddziałują zupełnie inne czynniki sprawiające, że Czarni tkwią w pułapce biedy10.
Pierwszym czynnikiem jest to, że współczesna dominująca kultura ludności murzyńskiej to przeszczepiona kultura rednecków11, ale także elementy przeszczepione z miejsc takich jak Szkocja i Irlandia. W źródłowych i wynikowej kulturze mniejszy nacisk kładziony jest na edukację, Ta wrogość jest postrzegana jako punkt honoru. Lekceważone jest kształtowanie nawyków nakierowanych na długoterminowy sukces, zastąpiony uzależnieniem od natychmiastowej gratyfikacji12.
Kluczowym wydarzeniem był okres tzw. Wielkiej Migracji w latach 1910-1930 i 1940-1970, kiedy to około 6 milionów ludzi przemieściło się, uciekając od południowego rasizmu i praw Crowa. Przenieśli oni patologie swojej kultury niczym zarazę, dewastując efekty przejęcia przez ludność murzyńską na północy cech sprzyjających emancypacji, kopiowanych od ludności białej. Niszczycielskie były zwłaszcza:
preferowanie zachowań przemocowych, natychmiastowa gratyfikacja zamiast odroczonej, folgowanie impulsom zamiast wybierania długoterminowego planowania, skupienie się na osobistym "honorze" (pojmowanym na sposób klanowy, a nie ultrakooperacyjny) zamiast na podporządkowaniu się wspólnocie (tu rolę odegrała mentalność klanowa i plemienna Irlandii i Szkocji).
Mentalność klanowa, definicja rasy i prawo do krytykowania
Szczególnej uwadze polecam kwestię kwestii obciążenia mentalnością klanową kultury rdzennie irlandzkiej w kontekście kwestii angielskiego rasizmu. W terminologii używanej historycznie ma miejsce wymieszanie cech składających się na pojęcie rasa (zob. s. 121) - w skład pakietu wchodziły cechy fizyczne (a więc dziedziczone genetyczne), ale też elementy oprogramowania kulturowego, które jest stanem końcowym obyczajowości i praktyk, które ewoluowały i były zaszczepiane kolejnym pokoleniom na określonych obszarach.
"Mentalność klanowa" jest kontrsiłą, czy też drugim końcem spektrum dla mentalności ukształtowanej do generowania ultrakooperacji. Definiowanie obu polega na dość arbitralnym skomponowaniu pewnego pakietu pakietu parametrów psychicznych osoby lub kultury, z której się wywodzi.
Za pomocą pakietu klanowość-ultrakooperacyjność i podobnych narzędzi oceniamy ludzi i klasyfikujemy ich do statusu "cywilizowanych" i nie do końca. Przykładem jest określanie członków dzikich plemion jako "dangerous and unreliable" (ang. niebezpieczni i nie można na nich polegać), co jest przejawem tego, że dwie kultury są niekompatybilne w kwestii wzajemnej kooperacji, a przynajmniej ustanowienia zasad współpracy. Problem wynika z tego, że cechą immanentną niektórych kultur jest płynność tego typy ustaleń.
Mój własny, osobisty pakiet zawiera wiele reguł przypisywania napotkanym ludziom zaszczytu bycia osobą "prawidłowo" ukształtowaną przez własną kulturę i indywidualny proces socjalizacji. To głównie parametry
czegoś, co nauczyłem się nazywać znacznie później - ultrakooperacji. Patrzę więc na zdolność przestrzegania zasad bezosobowej uprzejmości do obcych: rzucanie
śmieci na chodnik, brak obsesji w kwestii walidowania własnych wizji świata, zdolność do przyjmowania krytyki od osób obcych, którzy dyscyplinują do zachowań ultrakooperacyjnych.
Świetnym przykładem wielowątkowości tych kwestii, a przy tym myślenia klanowego, jest dla mnie epizod podkastu Dział zagraniczny, w którym gospodarz rozmawiał z ekspertem o plemionach Ameryki Południowej. Gość opisał mentalność pewnego ludu jako niedostosowaną do wymogów kultury pracy: spóźnianie, brak zaangażowania itp. Najciekawszy fragment rozmowy nastąpił później. Według obu panów krytykowanie przedstawicieli owego ludu przez osoby z zewnątrz, choć było jak najbardziej merytoryczne (przedstawiciele ludu byli kiepskimi pracownikami) obaj uznali za rasizm - jeden z rozmówców stwierdził to wprost mimo tego, że przygana dotyczyła nie cech fizycznych, a mentalności, czyli czegoś nabytego.
Ukształtowanie mentalne budowane na północy uległo degradacji. Pojawiły się i wzmacniały zjawiska patologiczne, takie jak rezygnacja z edukacji podstawowej i średniej, zniknięcie mechanizmów mobilności pionowej.
Według m.in. Thomasa Sowella to te procesy sprawiły, że problemem jest kultura, a nie rasa (czynniki biologiczne). Sposobem na rozwiązanie problemu jest więc, wciąż według Sowella, wymuszenie zmiany kulturowej (przeprogramowanie kulturowe), czyli wytężona praca nad zmianą nieaprobowanych społecznie, choć indywidualnie uznawanych za element tożsamości i dumy nawyków i cech mentalności, na takie, które umożliwiają wyrwanie się z zaklętego kręgu biedy.
Głównym zarzutem Sowella względem państwa opiekuńczego jest to, że "sygnalizowanie cnoty" i współczucie przejawiane zasypywaniem dotkniętych problemem pieniędzmi utrwala zależność od pomocy rządowej, a przy tym uniemożliwia wygenerowanie mentalności opartej na osobistej odpowiedzialności i innych cechach spajających społeczności dotknięte biedą.
Sowell rutynowo stwierdza, że taka polityka pomocy jest kontrproduktywna w sposób nieintencjonalny:
Państwo opiekuńcze nieumyślnie osłabiło rodziny, zwłaszcza czarne - na przykład samotnym matkom łatwiej było finansowo wychowywać dzieci.13
Jednak rozmaite kwestie podniesione m.in. przez Candice Owens (patrz dalej) sprawiają, że ja sam nie mam wątpliwości, że cała ta polityka jest prowadzona z pełną premedytacją celem pogłębienia konfliktu rasowego i hodowania przez demokratów puli wyborców, którym dostarczana jest ideologia wiecznego pokrzywdzenia.
Bez ojców lawinowo rosła ilość dzieci kształtowanych przez środowisko braku struktur [hierarchicznych - przyp. PP] i dyscypliny, co skutkowało i wciąż skutkuje eksplozją przestępczości. Sowell stwierdza w podsumowaniu swojego wywodu, że jednostki dotknięte tym mechanizmem okradane są z zachęt (ang. incentives) do zmiany okoliczności kształtujących ich mentalność. Zależność od troski i wpajanie przekonania o winie innych (rasistowskich białych) za swój stan prowadzi do zadowolenia z aktualnie posiadanych cech mentalności. Wedle samego Sowella:
Problemem nie jest to, że ci uczniowie nie potrafią się uczyć lub że są niezdolni do doskonałości. Problemem jest system, który nie stanowi dla nich wyzwania. Od dawna opowiadam się za możliwością wyboru szkoły przez rodziców, by mieli możliwość przeniesienia swoich dzieci z upadających szkół do instytucji, które wymagają doskonałości. (...) Tu nie chodzi o czarnych i białych, bogatych i biednych, ale o stworzenie systemu, który działa, który nagradza wysiłek i daje każdemu uczniowi uczciwą szansę na sukces. (...) Spędziłem całe życie na studiowaniu różnych grup na całym świecie i jedna rzecz jest krystalicznie jasna: różnice istnieją wszędzie, między dowolnymi grupami, niezależnie od rasy, kultury czy położenia geograficznego; faktem jest, że przyczyny różnic ekonomicznych między grupami są znacznie bardziej złożone niż jakiekolwiek proste wyjaśnienie systemowego rasizmu. Czynniki takie jak kultura, geografia, historia i osobiste wybory mają znacznie większe znaczenie niż kolor skóry.14
Kontrprzykładem podawanym przez Sowella do jednoczynnikowej narracji o rasistowskiej dyskryminacji promowanej przez demokratów są Amerykanie pochodzący z Azji Wschodniej. Podlegali oni przez całe dekady takim działaniom jak Chinese Exclusion Act15, a Japończycy trafiali nawet do obozów internowania w czasie II wojny światowej. Współcześnie osoby pochodzenia japońskiego i chińskiego są najlepiej usytuowanym prestiżowo i finansowo segmentem amerykańskiego społeczeństwa. Wynika to z ich kultury! Jej cechami są priorytetowe traktowanie edukacji, stabilność rodziny i ciężka praca16.
Perfidna praktyka polityków. Podsumowanie
Wiele osób zdążyło się już zorientować w tej sytuacji. Jedną z nich jest aktywistka konserwatywna Candice Owens. Owens w swojej książce pt. Blackout: How Black America Can Make Its Second Escape from the Democrat Plantation17 przedstawia wizję tego, że demokraci realizują swoją narrację i politykę wobec ludności murzyńskiej z rozmysłem. Pomija jednak kwestie "porwania" tej narracji czy to przez ekstremistów ideologicznych - co opisuje Rafał Ziemkiewicz w Strollowanej rewolucji, ingerencji aktorów międzynarodowych, przede wszystkim ChRL, czy sojuszu lewicy z dżihadystami, co opisuję i ilustruję wydarzeniami ja sam w kolejnych tomach serii "Oni albo my!".
Małe są szanse, że tak potężna i zuchwała operacja psychologiczna i jej konsekwencje dotrą do jej ofiar. Nie chciałbym być jednak w skórze demokratów, kiedy się to stanie. Demokraci, którzy firmują swoimi twarzami cały powyżej opisany proces, oraz siły, które to wszystko napędzają i utrzymują w ruchu, są sprawcami niewyobrażalnej wręcz krzywdy i odzierania ludzi z godności, trwających przez całe pokolenia. I wszystko dla władzy. -
Spostrzeżenia i przykłady na wynos
A. Nieco teorii na zakończenie
Politycy stosują ograniczoną pulę narzędzi kontroli swoich wyborców. Wskazując bogatych jako przyczynę niedoli czy deprywacji biednych, politycy nie uzyskują wzmocnienia celu swoich "wyznawców". Oni tylko budują zawiść i animozje. Prawidło: wywołaj wszelkie możliwe oburzenie i poczucie niesprawiedliwości i wskaż dogodny cel dla tych uczuć.
Uruchomienie emocji sprawia, że wyborcy i zwolennicy przestają pytać o to, dlaczego nic nie poprawia się w kwestii pułapki ubóstwa, efektów działania systemu edukacji czy zależności od państwa. W ten sposób powstaje permanentna klasa pokrzywdzonych. Są oni przekonani, że to ktoś inny jest odpowiedzialny za ich niepowodzenia. Że to bogaci zabierają należny im udział.
Rezultat: politycy pozostają politykami, a biedni pozostają biedni. Ci drudzy nie mają nikogo, kto wyperswaduje im, że bogactwo bierze się z przelewów rządowych. Bogactwo bierze się z pracy ludzi ukształtowanych mentalnie do rozwiązywania problemów, prowadzenia biznesów, wymyślania innowacji i podejmowania ryzyka.
W tak działającym systemie niektórzy stają się bogaci dzięki temu, że tworzą coś, co podnosi jakość życia innych. Ci, którzy atakują bogatych, tak naprawdę atakują system generujący zachęty do tworzenia innowacji i postępu. Tak właśnie działa ideologia oparta na marksizmie - zaprojektowana do niszczenia wydajności i postępu generowanego przez systemy kapitalistyczne.
B. Analogia rewolucji francuskiej i niewesołe prawidła emancypacji mas
Dobrym przykładem rozpędzania podobnych mechanizmów kształtujących losy historii jest rewolucja francuska. Powodujący nią ekstremiści, zwłaszcza jakobini, posługiwali się retoryką równości (equity) i sprawiedliwości. Śmierć arystokratom (właścicielom bogactwa) - lud do władzy! Ale gdy w ruch poszła gilotyna, pod jej ostrze wpadła nie tylko elita, ale i klasa wytwórcza, odpowiedzialna za generowanie bogactwa całego narodu. Zamiast emancypacji, którą miał przynieść demontaż starej, niesprawiedliwej hierarchii, przyszły chaos i głód. A zaraz potem wyniszczające wojny napoleońskie.
Mechanizm dojścia Napoleona do władzy totalitarnej również zawiera w sobie powyższe prawidła. Stał się dyktatorem ślącym na śmierć setki tysięcy ludzi18 nie dzięki emancypacji mas, którym postęp historii dał do ręki władzę odebraną tyranom. Napoleon wstąpił na szczyt hie-rarchii dzięki wygenerowaniu resentymentu, nienawiści i poczucia krzywdy. Te potężne siły i napięcia strukturalne rozdarły na strzępy wszelkie więzi hierarchiczne scalające społeczeństwo. Zaufanie, zdolność do kooperacji, potrzeby najbiedniejszych... wszystko przestało się liczyć. Ci, których los wypchnął do roli kierujących tym chaosem, troszczyli się wyłącznie o utrzymanie własnej władzy i pozycji
C. Wizja centralna tej książki
Fałszywe ideologie wyjaśniają statystyczne różnice rasowe nie biologicznymi faktami, a opresją systemową. Cała obudowa ideologiczna podobnych nonsensów jest więc perfidnym narzędziem sprawowania władzy i dominacji.
Ideologie, które przejawiają się wypowiedziami komicznymi, takimi jak "biologiczny mężczyzna może rodzić dziecko" czy o "biologicznej równości kobiet i mężczyzn"19, są ekosystemem narzędzi mających utrzymać w funkcjonowaniu system władzy oparty nie na współzawodnictwie merytorycznym idei zarządzania społeczeństwami ludzkimi, lecz na kontroli masowych motywacji. Techniką realizacji tej działalności jest powoływanie do życia klas pokrzywdzonych, kierowanych emocjami.
Przesłanką potwierdzającą taki stan rzeczy jest choćby filozofia prowadzenia kampanii wyborczej przez demokratów w kampanii prezydenckiej w USA w 2024 roku. Taktyką demokratów (zob. s. 207) były nie debaty i budowanie programu konkurującego na zasadach merytorycznych z przeciwnikiem. Demokraci w nic takiego się nie angażowali. W przyciąganiu wyborców do swojej sprawy polegali na zapraszaniu gwizd pop, a więc kreowaniu gradientów prestiżu.
-
1 John McEnroe says he won't apologize to Serena Williams, https://youtu.be/Y0vw0AHsjFM, dostęp 2024-04-10].
2 Używam tego terminu w nawiązaniu do słynnej afery z 2018 roku, w którym trzej badacze strollowali pismo feministyczne Affilia z sukcesem publikując w nim fragmenty Mein Kampf Hitlera ze słowem "Żydzi" podmienionym na "mężczyźni". Zob. ___.
3 Przepraszam za anglicyzm - angielskie słowo lynch-mob nie ma polskiego odpowiednika. Chodzi o rozwścieczony motłoch dokonujący samosądu. Grupy, które realizując tego typu akcje są elementami międzynarodowo organizowanych sieci terrorystów ideologicznych i ekstremistów, których akcje polegają na zastraszaniu, niszczeniu karier i wizerunku oraz innych akcji uciszających wszystkie głosy sprzeczne z doktryną lub mogące zaszkodzić dominacji agresorów w przestrzeni publicznej.
4 Pol. Wszystkie nasze [procesy] polityczne bazują na fakcie, że ich inteligencja jest taka sama jak nasza, podczas gdy testy pokazują, że niezupełnie.
5 Ang. People who have to deal with black employees find this not true.
6 Wywiad: Black Professor Accidentally PROVES "Anti-White" Double Standard, https://youtu.be/6Jf48nclVzk. Sama praca: An Empirical Analysis of Racial Differences in Police Use of Force https://www.journals.uchicago.edu/doi/abs/10.1086/701423
7 Sowell EXPOSES Saudi Arabia's BIGGEST WEAKNESS https://youtu.be/mJNlCNMgqvU
8 Pełne rozumowanie, zob. -PGVII.3.
9
10 "Biali" piszę dużą literą z uwagi na pojawienie się w USA wymogu takiej pisowni słowa "Czarni". Z "Azjatami" jest problem, gdyż w wojnach kulturowych chodzi o East-Asian Americans (czyli migrantów z obszaru oddziaływania cywilizacji konfucjańskiej... a jak w wielu miejscach tej książki, ale zwłaszcza w niniejszym rozdziale wskazuję, kluczem różnic jest nie tyle rasa, ale oprogramowanie kulturowe
11 Określenie pejoratywne opisujące mentalność biedoty rolniczych obszarów południa USA. Potocznie utożsamiane jest z rasizmem wobec murzynów, jednak istotą tej mentalności jest plemienność i pogarda dla kultury "wyższej", a nie rasizm. Co wymyka się powszechnej percepcji, pewien pakiet destruktywnych elementów oprogramowania kulturowego został przez ludność murzyńską południa USA skopiowany.
12 To impulsy seksualne i uzależnienia od substancji. Tytułem ciekawostki: załamanie się emancypacji murzyńskiej w latach 70. XX w. współwystępuje czasowo ze wzrostem popularności zażywania kokainy.
13 The Honest Reasons Why Whites are Rich and Blacks Poor, https://youtu.be/mCXN_tyqOFI [dostęp: 2025-04-02] ok. 3:15.
14 Op.cit. Pełna wypowiedź zawiera liczne warte głębszego przemyślenia przykłady i reinterpretacje oficjalnych narracji.
15 Ustawa działająca w okresie 1882-1943 zabezpieczała Stany przed niekontrolowaną masową migracją z Chin, ogarniętych w tamtym okresie biedą, głodem i załamaniem społecznym wynikającym z przyspieszających procesów upadku imperium Qing.
16 Sowell, jak najbardziej trafnie piętnując jednoczynnikową narrację demokratów, w swoich wywodach nie zajmuje stanowiska w kwestiach biologicznych różnic między rasami.
17 Pol. Zaciemnienie. Jak Czarna Ameryka może dokonać drugiej ucieczki z demokratycznej plantacji.
18 W wojnach napoleońskich życie straciło 700 tys. Francuzów i ok. 400 tys. sprzymierzonych. Ich łączny koszt w tylko zabitych szacuje się na 4 mln.
19 J. Lorber, Believing is Seeing: Biology as Ideology, "Gender and Society" 1993, nr 4, s. 568-581, https://www.jstor.org/stable/189514 [dostęp: 2025-04-24].
Los dorszy od śmierci
Mechanizm narodzin mocarstwa na przykładzie Imperium Brytyjskiego
Gdzie przyszło na świat Imperium Brytyjskie? Proste. Imperium dumnego Albionu narodziło się na kamienistych, capiących rybimi wnętrznościami plażach Nowej Fundlandii. To chłostana arktycznymi wiatrami wyspa wielkości Wielkiej Brytanii leży u wybrzeży współczesnej kontynentalnej Kanady. Splot okoliczności i gra sił, jakie kryją się za tym stwierdzeniem, są treścią tego rozdziału.
Szczypta filozofii. Samorodne silniki termodynamiczne
Czym jest tajfun?1 Tajfun to samoistnie powstający silnik termodynamiczny zasilany ciepłem oceanu. Potężne zjawisko rodzi się w nagrzanych letnim słońcem wodach - wysysa z nich ciepło i konwertuje je w ruch mechaniczny mas powietrza. Dzięki różnicom temperatur i ciśnienia zaczyna działać pozytywne sprzężenie zwrotne. Tajfuny poruszają się nad bezmiarami wód, zasysając z nich energię cieplną. Gdy tajfun wejdzie nad ląd, źródło energii znika, a kataklizm szybko zmienia się w porywisty wiatr i rozprasza w niebyt.
Historyczne armie lądowe, licząc aż do początków XIX wieku, są zjawiskiem napędzanym podobną logiką. Pozyskują energię do istnienia ze swojego bezpośredniego środowiska. Armie zawsze były nie tylko niezwykle kosztowne w powołaniu do istnienia, ale i zasobożerne. Musiały przemieszczać się i podbijać, aby przetrwać. Tysiące ludzi i zwierząt wchodzące w skład maszerującej armii błyskawicznie drenowały zasoby okolicy, którą cały ten niszczycielski żywioł przemierzał lub, częstując mieszkańców szwedzkim napojem, zatrzymywał na nieco dłużej.
Szczególnie wyraziście widać ten mechanizm w relacjach ze zmagań wojennych w czasie wojny trzydziestoletniej (1630-1648). To właśnie one stały się dla mnie samego inspiracją do dostrzeżenia analogii w pozornie niepowiązanych ze sobą zjawiskach. Poruszające się armie siedemnastowieczne, zwłaszcza armia szwedzka, zostawiały po sobie ślad zniszczenia niczym tornado.
Armie takie często musiały poruszać się kursem determinowanym nie przez względy strategiczne, a czysto zaopatrzeniowe. Jednym z prawideł było to, że musiały kierować się ku obszarom możliwie niedotkniętym wojną. Ku wioskom i miasteczkom, które nie zostały jeszcze zdewastowane i złupione przez przejście armii wrażej lub własnej. Kres tej gehennie, przynajmniej w jej najdokuczliwszej dla zwykłych ludzi postaci, położyły nie szczytne ideały pacyfizmu, a epoka industrialna i m.in. armijne magazyny centralne, wykoncypowane przez Napoleona na początku XIX wieku.
Dla tajfunu energią jest ciepło wód. Dla armii historycznej - zasoby żywności wygenerowane przez ludność mieszkającą na trasie przemarszu. Ale... Potężne mocarstwa i imperia też są rodzajem silnika termodynamicznego. Energią dla ich działania są dostępne dzięki handlowi i postępowi cywilizacyjnemu zasoby żywności, pieniędzy, metali, a także zdolności, np. podnoszenia produktywności pól uprawnych.
Imperia są największym typem wspólnot realizowanych przez homo sapiens. Formy mniej pokaźne to wszystkie, także wspólnoty narodowe, które zdolne są powoływać do życia mechanizmy pozyskiwania zasobów, rekruta i energii. Wszystkie one są homeostatami. Przyrównanie armii i państw do tajfunów jest może nietypowa, ale - po dłuższym zastanowieniu - niezwykle użyteczna. Prawidło, do którego dojdziemy na końcu następnego rozdziału, jest następujące:
Wielkie imperia czerpią energię do podtrzymania swojego istnienia z sieci handlowych. Efektem ich działania są zasoby pozyskiwane poza terytorium macierzystym. To przede wszystkim energia - czy to w postaci żywności, czy surowców energetycznych od najmniej, do najbardziej wydajnych: torfu, drewna, węgla, płynnych węglowodorów, uranu. To w przeważającej mierze gra o sumie zerowej - dominacja jednego oznacza utratę suwerenności przez resztę. Jeden zgarnia gros zysków, reszta musi zadowolić się resztkami z pańskiego stołu.
I Dorsze nowofundlandzkie
Pierwsze i drugie brytyjskie imperium
Royal Navy chroniła szlaki komunikacyjne. Dochody generowane przez import towarów z całego świata finansowały budowę kolejnych statków handlowych. A dzięki nakładanym na handel podatkom finansowano budowę okrętów wojennych, które pilnowały interesu i były kluczowym instrumentem wasalizowania i podporządkowywania konkurencji czy też tych, którzy nie potrafili obronić siebie i swoich zasobów, ani spożytkować tych ostatnich.
To samonapędzająca się potężna machina, którą równie trudno wywrócić, co powołać do życia. Wynika to z prostej prawidłowości, a w zasadzie paradoksu:
Esencją agregatu (koncertu) mechanizmów ekonomicznych jest tworzenie warunków dla dobrobytu i przetrwania nie tylko dla samych twórców wielkiego mocarstwa. Struktury hierarchiczne zapewniające dominację mocarstwu kolonialnemu, pozwalają też cieszyć się prosperitą tym zdominowanym i wyzyskiwanym ośrodkom woli geopolitycznej, które mają aspirację do budowy własnych mocarstw. To te ogólne prawidło, przyjmując postać dominacji dolara i kontroli Ameryki nad światowym systemem dystrybucji energii sprawia, że chińscy decydenci mają tak wielkie problemy (i dylematy egzystencjalne!) z doprowadzeniem Ameryki i Zachodu do upadku2.
Imperium Brytyjskie to dwa okresy wzrostu. Pierwszy z nich, czasami określany jako "Pierwsze Imperium Brytyjskie", powstał na fundamencie handlu dorszem.
Wzrastające imperium musi zdobyć energię. Służy ona produkcji żelaza i stali, transportowi i wielu innym sprawom. Ale energia to też żywność, która napędza ludzi. Żywność zawsze była produktem deficytowym i niewidzialnym sufitem, który uniemożliwiał wzrost liczebności populacji. To stąd właśnie efektowna, a zarazem słuszna teza, że twórcami potęgi brytyjskiej byli rybacy łowiący dorsza. Byli to zziębnięci śmiałkowie, którzy wczesną wiosną przemierzali ocean po to, aby przywozić do Europy to, czego nigdy nie było dość - proteiny. Ci rybacy byli kluczowym elementem handlu suszonym dorszem, który zaczął pojawiać się w Europie od XIV wieku.
Prowadzone w początkowym stadium eksploracji Ameryk osadnictwo było związane z funkcjonowaniem sezonowych przedsiębiorstw rybackich na brzegach Nowej Fundlandii. Sygnalizując wieloczynnikowość całego procesu cywilizacyjnego wspominam, że jednym z wielu mechanizmów wymiany towarowej były przemysłowe plantacje produkujące cukier na wyspach Indii Zachodnich.
Drugie Imperium Brytyjskie powstało na początku XIX wieku po wyzwoleniu się trzynastu amerykańskich kolonii spod kontroli korony angielskiej. Kluczowym wydarzeniem była bitwa przy przylądku Trafalgar. Dzięki tej wiktorii Zjednoczone Królestwo wynurzyło się z tumultu wojen rewolucyjnych i napoleońskich jako ich zwycięzca. Przede wszystkim stało się dominującą potęgą morską. A to, jak pokazał Alfred Mahan w swojej wizji powstałej niemal stulecie później, dawało Anglikom możliwość odcięcia od zasobów całego świata wszystkich konkurentów.
Pamiętajmy tutaj, że przez większość XVIII wieku termin "imperium" oznaczał nie tyle kontrolę polityczną nad rozległymi i licznymi terytoriami, co stan dominacji oraz dyktowanie warunków handlu między mocarstwami i terytoriami podległymi. Pierwsze Imperium Brytyjskie było "imperium mórz" w zdecydowanie większym stopniu niż drugie.
Ryc. 1. Połowy śledzia i dorsza na wodach Europy i Ameryki Północnej dostarczane na rynki europejskie. Na podstawie: Holm i in., The North Atlantic Fish Revolution ca. AD 1500, Quaternary Research, 2018.
Pierwszy ładunek dorsza pochodzącego z Ameryki Północnej pojawił się na Wyspach Brytyjskich w 1501 roku. Wtedy to do portu w Bristolu zawinął statek, którym dowodził Hugh Eliot. Statek miał w ładowniach 36 ton solonego dorsza. Połów ten były warty 180 funtów - tyle, co ówczesny roczny dochód sporego majątku ziemskiego.
Ale w tamtym okresie, ledwie kilkanaście lat po odkryciu Ameryki, popyt na dorsza na Wyspach Brytyjskich był bardzo niski - brakowało przypraw i kultury kulinarnej, aby dorsz nabrał atrakcyjności jako składnik wyspiarskiej diety. Tylko garstka najbardziej zdeterminowanych podejmowała niebezpieczne podróże. Bezpieczniej było wyprawiać się na połowy wokół Islandii i na Morzu Północnym.
Wszystko zmieniło się, gdy skrystalizował się podwójny mechanizm: handel dorszem z południem Europy, a przy tym odbiorcą dorsza została instytucja, która, tak jak jej odpowiedniki w innych państwach, nieszczególnie dba o atrakcyjność potraw - Royal Navy.
Rybołówstwo na Nowej Fundlandii bardzo szybko rozwinęło się w prężną gałąź angielskiego handlu. Coraz większa liczba inwestorów i kupców (niektórzy z tak odległych miejsc jak Londyn) zaczęła uczestniczyć w handlu, finansując i zlecając wyprawy. Do 1615 roku na połowy u wybrzeży Nowej Fundlandii wypływała flotylla 250 statków. Działał rynek i potrzeba stabilizacji dostaw żywnoci (energii). Potrzeba rozwoju połowów i pływania po suszoną rybę wynikała z perturbacji geopolitycznych i rozmaitych uwarunkowań handlowych.
Ryc. 2. Osada rybacka na Nowej Fundlandii, XVIII wiek. Źródło: domena publiczna.
Synergiczny charakter zjawiska wynikał z tego, że handel morski był ściśle skorelowany z potęgą floty wojennej. Marynarka handlowa i rybacka zawsze była zasobem doświadczonych marynarzy, także na czas wojny. Rozrastająca się marynarka handlowa czerpała z kolei z puli kompetentnych rybaków, aby obsadzić swoje statki. W ten sposób rybołówstwo w Nowej Fundlandii nie tylko pomogło sfinansować i wykarmić wyprawy zarówno eksploracyjne, jak i handlowe, które wyruszały tropem największych ryzykantów, ale też dało na nie ludzi. A odbiorcą suszonego dorsza stała się organizacja stojąca na straży całego tego interesu. Tak oto, oczywiście w uproszczeniu, powstał handlowo-ekonomiczny homeostat, którego głównym wątkiem aktywności było zapewniać sobie zasoby do dalszego funkcjonowania. Do przetrwania.
Angielscy władcy bezbłędnie wyczuli te trendy. Ilustrowany inwentarz floty Henryka VIII dokumentuje, że do 1545 roku król wykorzystał bogactwo, które skonfiskował z klasztorów w czasie zakładania Kościoła Anglikańskiego, aby powiększyć swoją flotę do 58 statków z zaledwie pięciu, które odziedziczył po swoim ojcu.
Jak łowiono dorsze nowofundlandzkie
Czym który statek szybciej dotarł do Nowej Fundlandii wczesną wiosną, tym większy miał wybór przy zajmowaniu miejsca na bazę wypadową i doraźnie budowaną przetwórnię. Po wyborze lokalizacji załoga demontowała i zabezpieczała takielunek, aby w śniegu i na mrozie wyprawić się do lasu po drewno. Budowano pomosty, suszarnie i wieszaki do suszenia połowów oraz chatę i kuchnię dla ludzi. Siedziby były przeznaczone na jeden sezon. Były to klecone z darni i gałęzi zwykłe szałasy, co najwyżej chaty.
Rybacy przywozili ze sobą rozmontowane na czas podróży przez Atlantyk łodzie rybackie. Na nich wyruszali na połowy. Wedle relacji ówczesnych rybaków dorsz nowofundlandzki był tak obfity, że można go było łowić bez sieci rybackich czy wędek. Wystarczyło po prostu opuszczać obciążone kosze do wody.
W sezonie letnim plaże Nowej Fundlandii zmieniały się w fabryki na świeżym powietrzu. Całodzienna harówka sprawiała, że skórzane fartuchy pracujących mężczyzn pokryte były łuskami ryb i krwią. Rybami śmierdziało wszędzie i cały czas. Już na początku wypracowano rodzaj linii produkcyjnej, w której każda ryba przechodziła przez szereg rąk. Ale sumaryczna skala ich działalności była prawdziwie przemysłowa - łowiono setki i tysiące ton ryb, które patroszono, solono i suszono.
Metodę konserwacji tusz dorszowych wypracowano we wcześniejszych stuleciach w rejonie Morza Północnego i Bałtyku. Wbrew naszym współczesnym intuicjom, wymagała ona skomplikowanych i wymagających olbrzymiej staranności zabiegów. Ówcześni dorszarze odnotowali, piórem jednego z uczestników wypraw Jamesa Yonge'a w jego wspomnieniach:
"Zbyt dużo soli pali ryby i sprawia, że łamią się i wilgotnieją, zbyt mało sprawia, że czerwienieją, to [zaś] znaczy, że wyglądają na czerwone, gdy są ususzone, a więc... nie nadają się do sprzedaży", 3.
Potrzeba geopolityczna
W XIV wieku i wcześniej zaczątki handlu rybami z przeznaczeniem na eksport powstały na wybrzeżu Norwegii. Próby zmonopolizowania połowów na Morzu Północnym podjęte przez Ligę Hanzeatycką wywierały na Anglikach presję, by szukać nowych łowisk z dala od Morza Północnego. Największym portem trudniącym się połowami było kontrolowane przez Ligę Hanzatycką Bergen. Anglia była wtedy za słaba na konfrontację i wojnę handlową. Innym czynnikiem dającym impuls do uruchomienia połowów w rejonie Nowej Fundlandii nieco ponad 100 lat później była konkurencja francuska i duńska w rejonie Islandii.
Przylegające do Atlantyku państwa Europy uruchomiły handel dorszem, tkaninami i towarami luksusowymi,w tym tymi, które importowano z Dalekiego Wschodu. Angielski bilans handlowy był narażony na zakłócenia zachodzące w rytm podatnego na perturbacje systemu. Gdy zachodziła potrzeba, bilans handlowy łatano twardą walutą.
W połowie XVI wieku Anglicy nie zdołali bilansować importu dóbr luksusowych - gdy zagraniczny popyt na produkowaną na Wyspach wełnę spadł. Angielski popyt na luksusowe artykuły spożywcze nie doznał jednak załamania, a wino, oliwa i rodzynki stały się pewnym obciążeniem dla angielskich zapasów kruszcu. Na Nowej Fund-landii Anglicy odkryli towar, który pomógł naprawić tę nierównowagę handlową. Mówiąc prosto - to nie wartość jako żywność sama w sobie, ale status waluty barterowej suszonego dorsza był dla Anglików brakującym elementem układanki.
Bilansowanie handlu jest wszystkim
Od średniowiecza Anglia polegała na swoim przemyśle włókienniczym, aby finansować import prawie wszystkich luksusowych produktów żywnościowych. Bilansowanie handlu jest wszystkim - to wieczne prawido życia imperiów. A częścią tego "wszystkiego" było dla raczkującego mocarstwa sprytne zgranie ładunków powrotnych. I tak we wczesnym okresie kolonialnym (XVI-XVII wiek) każdej wiosny flotylla około stu statków wyruszała na Nową Fundlandię z West Country4. Większość statków płynęła wpierw do Francji, Portugalii lub Afryki Zachodniej. Tam rybacy kupowali sól. Dopiero wtedy kierowali się na zachód, aby przepłynąć Atlantyk.
Złowione i zakonserwowane dorsze trafiały na rynki poza Anglią. Jak już wiemy, solony dorsz z Nowej Fundlandii wstrzyknął w obieg handlowy zastrzyk gotówki, który ratował i angielską gospodarkę, i jej bilans handlowy. Gdy już ta machina rozpędziła się i ustabilizowała, Anglicy wypracowali przewagę i to Hiszpanie byli zmuszeni teraz płacić za część ryb srebrem. Angielscy kupcy wprowadzali srebro z powrotem do gospodarki, wykorzystując je do finansowania dalszej ekspansji.
Od końca XVI wieku już nie tylko angielskie, ale holenderskie, francuskie, a nawet kilka statków hiszpańskich przybywało co roku na Nową Fundlandię pod koniec wiosny, załadowane winem, które wymieniali na solone ryby. W rezultacie do 1620 roku tylko około 10% sumarycznych połowów w rejonie Nowej Fundlandii było faktycznie przywożonych do Anglii. Większość dorsza była pakowana do ładowni statków i przewożona na południe Europy.
Ale suszone dorsze były przewożone w ładowniach przede wszystkim angielskich statków. W efekcie w latach 1570-1689 tonaż angielskiego transportu morskiego wzrósł siedmiokrotnie. Tak oto Anglia stała się europejską potęgą morską.
Załoga 250-tonowego frachtowca, która odbyła podróż z Nowej Fundlandii do Europy Południowej, w latach 30. XVII wieku mogła oczekiwać z ładunku dorsza zarobku w wysokości około 465 funtów. Był to 14% zwrot z inwestycji w wysokości 3300 funtów. Ładunkiem powrotnym wiezionym do portów południowej Anglii na angielskich statkach było najczęściej wino, oliwa z oliwek i rodzynki. Sprzedaż tych dóbr, zakupionych za dochody ze sprzedaży suszonych ryb w rejonie Morza Śródziemnego, mogła ten zysk podwoić.
Jedzcie dorsze - gówno gorsze, czyli "biedny Jan"
Średniowieczna chrześcijańska praktyka niejedzenia mięsa w piątki także przyczyniła się do rozkwitu europejskiego rybołówstwa. Prekursorami byli Holendrzy, a potem wspomniani już Norwegowie. Holendrzy w XIV wieku wypracowali sztukę solenia śledzi wyławianych z Morza Północnego. Technika konserwowania ryb umożliwiła przestrzeganie nakazu religijnego także chrześcijanom mieszkającym w głębi lądu.
Zarówno jako przenośny artykuł spożywczy, jak i towar handlowy suszony dorsz stał się jednym z fundamentów rodzącego się Imperium Brytyjskiego. O uruchomieniu połowów przy Nowej Fundlandii celem zaopatrywania armii lądowej i floty zadecydował deficyt w zaopatrzeniu floty. W 1595 roku dostawcy armii zostali zmuszeni do specjalnego zamówienia dwóch statków rybackich, aby popłynęły ku Nowej Fundlandii po solone dorsze dla armii pacyfikującej wówczas Irlandię.
Tak zaczęło się torturowanie marynarzy przyrządzanym praktycznie zawsze tak samo dorszem. Dni rybne nie były popularne - marynarze nazywali solonego dorsza "biednym Janem" (ang. poor John). Marynarka oszczędzała, jak mogła, a dzień rybny dla czterech mężczyzn kosztował ją 8 pensów, czyli połowę kosztu dnia mięsnego. Można dodać, że w ramach oszczędności decydenci zwiększyli liczbę dni rybnych do trzech, a w jeden z pozostałych dni "wołowych" karmiono marynarzy tańszą wieprzowiną z grochem.
Absolutnie najciekawszego wglądu w ten materializujący się mechanizm dostarczają badania genetyczne szczątków prowiantu wydobytych z wraku "Mary Rose", okrętu, który zatonął w 1545 roku w czasie bitwy w cieśninie Solent. Ser odnaleziony we wraku pochodził z Gloucester lub Cheshire. Masło wytworzono lokalnie z mleka bydła mlecznego z Hampshire. Wieprzowina i wołowina pochodziły z angielskich stad świń i bydła. Ale ryby nie były już lokalnym produktem. Analiza wykazała, że suszony dorsz został złowiony w północnej części Morza Północnego i wokół Islandii. Ale jedna z przebadanych ryb została zidentyfikowana jako pochodząca z ławic żyjących u północno-wschodnich wybrzeży kontynentu amerykańskiego.
W okresie, w którym połów dorsza odgrywał największą rolę przy powstawianiu imperium, marynarka wojenna Henryka VIII liczyła około 7700 marynarzy. Zakładając, że każdemu z nich wydawano ćwiartkę solonego dorsza w każdy z zarządzanych w tamtym okresie dwóch dni rybnych, to roczne zapotrzebowanie Royal Navy w latach 40. XVI wieku wynosiło ponad 200 tysięcy solonych ryb. Na koniec każdego lata agenci handlowi marynarki czekali niecierpliwie na powrót flot rybackich, pragnąc zabezpieczyć ich ładunek dla wojsk królewskich. Ich wymagania rozszerzyły angielski rynek do tego stopnia, że do 1529 roku nawet francuscy rybacy wozili swoje połowy z Nowej Fundlandii do Anglii. -
II Wełna, potem bawełna... i cyk!Największe imperium w historii świata
Zrządzeniem losu dla Anglii było to, że u progu rewolucji przemysłowej miała do dyspozycji na własnym terytorium łatwe w eksploatacji pokłady węgla. Ale to spostrzeżenie jest na tyle niedoskonałe, że wręcz błędne. Niemniej - energia jest wszystkim. Dziś energia wytwarzana przez spalanie paliw kopalnych to ekwiwalent pracy dodatkowych 50 miliardów ludzi. Ekwiwalent ten wylicza się przy założeniu, że trzeba by ich zniewolić i zmusić do generowania elektryczności na jakimś "rowerku" podłączonym do dynama. Osiem godzin dziennie. Taką kalkulację łatwiej mentalnie przyswoić.
Ale zupełnie nie dostrzegamy tego, jak wszechobecnym i kluczowym dla naszej aktualnie trwającej złotej ery dobrobytu surowcem jest bawełna5. Jest wszechobecna. Jest w banknotach. W filtrach do kawy, które pomagają nam dojść do siebie rano, przed pójściem do pracy. Jest w oleju roślinnym, którego używamy do gotowania. W mydle, którym się myjemy i w prochu strzelniczym, którym prowadzimy nasze wojny. Śpimy pod nią. Owijamy w nią noworodki. W XV wieku angielscy kupcy sprzedawali wełnę w Antwerpii i wykorzystywali zyski do zakupu wina, przypraw, oliwy z oliwek oraz tak dużych ilości rodzynek, że Włosi zakładali, że zamiast je spożywać, Anglicy muszą wydobywać barwnik z suszonych owoców. Kryzys gospodarczy lat 1550-1560 doprowadził do załamania europejskiego rynku angielskiej wełny. Spostrzeżenie:
To ludzie zarządzający rynkiem bawełny i spinający kolejne etapy jej produkcji w całość wynaleźli globalną gospodarkę, którą dziś uważamy za oczywistą.
Ktokolwiek chciałby dziś powrotu do wełny, musiałby zorganizować hodowlę 7 miliardów owiec. Zwierzaki te potrzebowałyby 700 milionów hektarów pastwisk, a więc 160% powierzchni Unii Europejskiej6.
Świat w sezonie 2023/2024 wyprodukował 114 milionów bel bawełny ważących 218 kg każda. Nawiązując do mierzenia odległości w boiskach piłkarskich, podajmy dwie przemawiające do wyobraźni liczby. Te 24 miliony ton bawełny, produkowane rocznie w skali świata, to 20 t-shirtów na osobę, albo stos bel o wysokości 70 tys. kilometrów - jedna siódma odległości do Księżyca.
Aż do XIX wieku bawełna, choć znana, była mało istotna dla europejskiej produkcji i konsumpcji tekstyliów. I rzeczywiście, aż do roku 1780 Indie i Chiny produkowały znacznie więcej surowej bawełny i tekstyliów bawełnianych niż Europa i Ameryka Północna.
Sven Beckert przytacza statystyki, wedle których od X do XIX wieku w wielu zakątkach świata bawełna stanowiła nie "jedno z", ale najważniejsze przedsięwzięcie produkcyjne. Jeszcze w XVII wieku nie sposób było sobie wyobrazić, że produkcja i przetwarzanie bawełny przejdą do Chin i Indii.
Ryc. 3. Gotowa do zbioru bawełna. Źródło: Domena publiczna.
Europejska dominacja w światowym przemyśle bawełnianym spowodowała falę deindustrializacji w znacznej części reszty świata. To prawidło konsolidacji i monopolizacji rynku jest jednym z podstawowych praw ekonomii. Jest też kluczowym mechanizmem wszelkich porządków politycznych i gospodarczych, w każdej skali. Stało się rdzeniem marksistowskiej teorii systemu-świata, omówionej w kolejnym rozdziale.
Europejczycy, którzy nagle, w XIX wieku, pojawili się w branży produkcji bawełny, zniszczyli wszystkie wcześniejsze mechanizmy generujące prosperity i siłę gospodarczą, a więc i militarną. W hierarchii przepływu bogactwa konkurencja spadła na dno. Bardzo boleśnie.
Bawełna generowana w globalnym mechanizmie pod kontrolą Anglików stała się najważniejszym towarem przepuszczanym przez globalne szlaki handlowe7. Przemysłowa jej produkcja wygenerowała potężny impuls dla innowacji w przemyśle. Dla inwestorów i producentów liczyły się zysk i stopa zwrotu z inwestycji - a więc wydajność i cięcie kosztów. Fabryka jako taka była wynalazkiem przemysłu bawełnianego8.
Ta machina gospodarcza zniszczyła wszystkie wcześniejsze łańcuchy dostaw, zwłaszcza produktów tekstylnych. Tą ekonomiczną próżnię wypełnili sobą Anglicy i inne nacje europejskie. Przemysłowcy i plantatorzy konkurowali o dostęp do ziemi uprawnej oraz o siłę roboczą. Wprowadzanie coraz doskonalszych maszyn sprawiało, że pozbawieni tradycyjnych źródeł dochodu ludzie przenosili się do miast. Społeczeństwa zmieniały się nie do poznania. Świat zmieniał się nie do poznania.
Podczas gdy w 1614 roku brytyjscy kupcy wyeksportowali 12 500 belek surowej tkaniny bawełnianej, między 1699 a 1701 rokiem ta liczba wzrosła do ponad 875 tysięcy belek rocznie. W okresie amerykańskiej wojny secesyjnej na Wyspach Brytyjskich w jakąś formę przetwarzania bawełny było zaangażowane około 20-25% całości siły roboczej. Na całym świecie jej przerobem na m.in. ubrania zajmowało się około 20 milionów ludzi. Koniec końców do 1900 roku około 1,5% populacji świata było w jakiś sposób zaangażowane w któryś etap cyklu produkcyjnego tekstyliów bawełnianych.
Ryc. 3. Ilustracja z 1882 roku, przedstawiająca cykl produkcyjny bawełny. Na ilustracji beneficjenci, jak i przymusowi uczestnicy - od niewolników do wielkich biznesmenów. Źródło: Biblioteka Kongresowa Stanów Zjednoczonych.
Produkcję realizowano za pomocą wszelkich modeli aktywności ekonomicznej - od niewolnictwa do inwestycji międzynarodowego kapitału. Pracą przy przetwarzaniu bawełny zajmowali się niewolnicy, biedota, ale i ludzie w pełni wolni. Pracowano na plantacjach i w fabrykach. Częścią tej aktywności byli indyjscy tkacze, niewolnicy w Alabamie, greccy kupcy w miastach delty Nilu oraz wysoko wykwalifikowani rzemieślnicy w angielskim Lancashire. Edward Baines, właściciel gazety w Leeds, w 1835 roku twierdził, że zgłębianie całego tego wysiłku jest bardziej doniosłe dla badacza rzeczywistości niż studiowanie wojen i losów dynastii królewskich. I tak jest w istocie.
Przetwarzanie bawełny ma szczególną cechę, która sprawia, że jest ona impulsem dla innowacji. W przeciwieństwie do innych produktów do uzyskania wyrobu końcowego wymaga aż dwóch etapów intensywnej pracy. Oprócz uprawy i zbiorów jest to przetwarzanie w fabrykach. Inaczej: ani indygo, ani cukier, ani tytoń nie powodowały powstawania zagłębi przemysłowych i wyodrębnienia się klas społecznych robotników fabrycznych. Bawełna to zrobiła. Tytoń nie doprowadził do powstania ogromnych przedsiębiorstw wytwórczych.
"Kapitalizm wojenny" i "kapitalizm przemysłowy"
Tak jak każde imperium w historii ludzkości, także brytyjskie powstawało dzięki użyciu instrumentów przemocy. Fakt ten jest podstawą stawiania przez mocno lewicującego9 Beckerta zarzutu, że kapitalizm powstał wcześniej niż takie osiągnięcia kulturowe Zachodu jak demokracja czy poszanowanie własności prywatnej. Tworzenie globalnego biznesu następowało poprzez wywłaszczanie ludności miejscowej, niewolnictwo, wojny oraz tzw. handel zbrojny. Następowała "afirmacja suwerenności" nad ludźmi na dole łańcuchów produkcyjnych oraz nad ich własnością. Ten "kapitalizm wojenny" pojawia się wedle Beckerta na długo przez maszynami i fabrykami.
Na wyspach pojawiały się nowe metody produkcji, organizacji produkcji oraz handlu. Wczesna faza rozwoju to niemal nieograniczona działalność osób i firm prywatnych, które wzbogacały się dzięki "narzucaniu dominacji panów nad niewolnikami i kapitalistów granicznych nad ludnością tubylczą". Pierwszy milion trzeba ukraść - tą facecją podsumuję cały wywód dotyczący osiągania pozycji dominującej.
Centralnym ośrodkiem rynku bawełny stał się Manchester. Ten pierwszy globalny łańcuch dostaw był zaczątkiem porządku świata, który w XX wieku zostanie nazwany systemem-światem, stając się zarazem jedną z ważniejszych koncepcji marksizmu. Marksizm z kolei stanie się jedną z głównych kontrsił dla kapitalizmu.
Beckert w swojej książce w sposób uciążliwy promuje dwa wymyślone przez siebie, błędnie skonceptualizowane pojęcia. Kapitalizm wojenny miał być fundamentem, z którego wyewoluował bardziej znany kapitalizm przemysłowy, oparty na wielowątkowym postępie cywilizacyjnym. Pierwsze państwo przemysłowe, Wielka Brytania, jak pisze Beckert, wcale nie była liberalnym, szczupłym (w sensie: tanim) państwem z niezawodnymi, ale bezstronnymi instytucjami, jak często się ją przedstawia. Ten "drugi" kapitalizm charakteryzuje się potężnymi państwami o ogromnych zdolnościach administracyjnych, wojskowych, sądowych i infrastrukturalnych. Beckert wielokrotnie głosi tę błędną percepcję wprost: "[Dopiero] z tych wywłaszczeń pochodziło wielkie bogactwo i nowa wiedza, a te z kolei wzmacniały europejskie instytucje".
Taka wizja jest bardzo użytecznym fundamentem ideologicznym dla sił politycznych konfrontujących się z Zachodem geopolitycznie od zewnątrz, a subwersyjnie od środka. W czasie badania historii produkcji bawełny natrafiłem na jeden z licznych śladów ideologicznej konfrontacji między "my" - niesprawiedliwie gwałconymi i ograbianymi z owoców naszej pracy, a "nimi" - właścicielami środków produkcji. Jedno z opracowań historii przemysłu bawełnianego i początków kapitalizmu ma w nagłówku tezę, która nie pojawia się w tekście głównym: "Skoro faszyzm to kapitalizm, a faszyzm oznacza wojnę, to kapitalizm oznacza wojnę". Jest to część wyjątkowo skomplikowanego agregatu ideologicznego, którym zakażone są ruchy marksistowskie wewnątrz środowisk medialnych i akademickich praktycznie we wszystkich krajach Zachodu.
Ryc. 4. fragment wyszukiwania frazy "kapitalizm wojenny" zawiera przesłankę świadczącą o identyfikowaniu faszyzmu z kapitalizmem przez osoby promujące narracje o inherentnym złu toczącym dominujący nad światem Zachód. (Uproszczenie!)
Zewnętrznym przejawem tych percepcji pod zbiorczym hasłem "kapitalizm to zło" są m.in. slogany, pod którymi odbywają się protesty studentów na uniwersytetach w USA czy ikoniczny incydent zniszczenia przez policję stanu Nevada blokady drogowej, której organizatorzy przygotowali m.in. planszę "zakazać kapitalizmu"10.
Nie ulega wątpliwości, że zbudowanie przez Brytyjczyków systemu przetwarzania bawełny, który doprowadził do upadku tej branży przede wszystkim w Indiach, stało się początkiem ogromnych podziałów. Podział nastąpił na kraje, które dysponują zaawansowanym przemysłem i kontrolą nad przepływem wartości, które zajmują pozycję dając najwyższe marże przy podziale pracy, i na pozostałe państwa "trzymane w dole" hierarchii. Nastąpił podział na kolonizowanych i kolonizujących. Zindustrializowanych i "trzeci wiat". Globalną północ i globalne południe.
Taki porządek rzeczy i takie mechanizmy kształtują współczesny świat. Nazwano je potem systemem-światem. O nim jest kolejny rozdział. A dychotomie powyżej wymienione są głównymi punktami ideologii wypisanej na sztandarach Chin budujących konkurencyjne dla Zachodnich przepływy gospodarcze.
Protekcjonizm i sprzeczne interesy
Europejscy kupcy byli wspierani w zabezpieczaniu tkaniny bawełnianej tak pod względem ilości, jak i jakości, której potrzebowali, oraz w rozsądnej cenie. Ich działalność była sprzęgnięta z mechanizmem funkcjonowania brytyjskiej dominacji na świecie. Praktyki biznesowe były wspierane przez polityczną kontrolę nad coraz bardziej rozległymi terytoriami Indii. Przybyli nie tylko jako kupcy, ale coraz częściej jako władcy. Ale wcale nie było tak, że wszystko było zgrane idealnie. Przemysł przetwarzania bawełny narobił sporo zamieszania na samych Wyspach Brytyjskich.
Zanim Brytyjczycy zaczęli wieść prym w produkcji bawełny, sami stali się ofiarą dominacji rynkowej - swojej własnej. Przeciw nowym tkaninom sprowadzanym z Indii i zalewającym brytyjski rynek protestowali kupcy hand-lujący wełną. Po raz pierwszy nastąpiło to w 1621 roku, a więc krótko, około dwie dekady, po utworzeniu Kompanii Wschodnioindyjskiej. Kompania ta sprowadzała tkaniny, które były i tanie, i bezkonkurencyjne we wzornictwie. W tamtym okresie parlament brytyjski nazwał ten import "szkodliwym dla interesów narodowych". Ustawa z 1721 roku była wręcz ikonicznie restrykcyjna. Poddanym zakazano noszenia drukowanych kalik (płócien), jeśli pochodziły z Indii. Kolejne dekady mijały na zmaganiach o prym na rynku wewnętrznym.
Wełna odeszła do lamusa. Walkę toczyli lokalni producenci bawełny i importerzy. Jedną z najbardziej wyrazistych ilustracji jej przebiegu jest kryminalizacja posiadania indyjskiej bawełny. Za jej posiadanie, po donosie właściciela budynku, jeden z najemców został wysłany do więzienia. Było to w 1772 roku. Już dwa lata później parlament wprowadził zarządzenie, wedle którego wszelkie tkaniny bawełniane musiały być wytwarzane z bawełny przędzonej i tkanej w Anglii.
Brytyjczycy musieli zwalczać europejską konkurencję. Deptali im po piętach Francuzi. Do końca lat 30. XVIII wieku francuscy producenci zdołali skopiować wszystkie technologii produkcji tkanin, poza tymi najbardziej wyrafinowanymi. Aby utrzymać kontrolę nad światowym rynkiem bawełny, brytyjscy kupcy musieli znaleźć rynki w innych częściach świata. Do krajów na wszystkich kontynentach trafiały więc i tkaniny produkowane w Indiach, i na Wyspach Brytyjskich.
Tu widzimy w działaniu kolejne prawidło, bodaj najważniejsze w całej niniejszej książce:
Synergiczne mechanizmy masowej produkcji wymagają nie tylko zewnętrznych źródeł energii. Potrzebują też zewnętrznych rynków zbytu na swoją produkcję.
Uzupełnieniem powyższej obserwacji jest prawidło, również zasługujące na wykucie w granicie, dotyczące roli Chin w stworzonym przez Zachód globalnym systemie gospodarczym:
Chiny zostały przez tzw. Zachód włączone w kontrolowany przez amerykańskiego hegemona obieg energetyczny11.
Podsumowanie
Znaczenie bawełny zostało przyćmione przez przełomowe wynalazki, takie jak maszyna parowa, potężne przedsięwzięcia wydobycia węgla i produkcji stali. Pierwszym w historii współczesnego świata "globalnym silnikiem ekonomicznym" z prawdziwego zdarzenia była produkcja właśnie bawełny - i nie stało się tak przez przypadek. Produkcja tkanin zawsze była wąskim gardłem w procesie wytwarzania dostatku materialnego. Wartość tkanin bawełnianych leżała w tym, że podobnie jak suszony dorsz, były one idealnym towarem barterowym, a więc form pienidza. Bawełnę wymieniano m.in. na nowych niewolników12.
Teraz możemy pokusić się o sformułowanie prawidła powstawania systemów-światów, czyli struktur hierarchii hegemonicznej o zasięgu globalnym, w których dominuje najsilniejszy z uczestników. Aktualnie tym dominującym rozgrywającym są Stany Zjednoczone. Powołały one do życia system, który nazywamy Pax Americana.
Aby zainicjować proces osiągnięcia dominacji w jakimś obszarze, musi nastąpić sprzęgnięcie całego pakietu rozmaitych czynników. Bawełna była tylko jednym z elementów całego "przedsięwzięcia". Kluczem do osiągnięcia przewagi w fazie wyłaniania się dominującego gracza jest wtórna adaptacja dotychczasowych zasobów przemysłowych i energetycznych. Muszą istnieć wcześniejsze przepływy towaru i kapitału oraz dostęp do rynków zbytu. W przypadku Anglii istniały wcześniejsze tradycje produkcji podobnych towarów - Anglia wcześniej była ośrodkiem produkcji wełny.
Musi być też dostępna kadra inżynierów i innowatorów, która wygeneruje dostępność maszyn automatyzujących produkcję. W przypadku rewolucji przemysłowej nie chodzi o sam węgiel i jego dostępność. Gotowość cywilizacyjną tamten rejon Europy uzyskał m.in. dzięki kulturze wykorzystania energii z torfu. Ten proto-węgiel, używany w znacznym stopniu do podgrzewania posiłków, był szczególnie ważny w urbanizacji i postępie społecznym Belgii oraz Holandii. Tak uzyskany wysoki poziom rozwoju cywilizacyjnego regionów sąsiednich przyczynił się do zainicjowania rewolucji przemysłowej w Anglii.
Kolejnym elementem tej układanki jest koncentracja mocy produkcyjnych konkretnej branży. Sprawia ona, że koszt wyprodukowania konkretnego dobra spada. W ekonomii nazywa się to efektem skali. Umiejętność dostrzeżenia odpowiednich parametrów tego efektu, a następnie sterowania nimi w celu zbudowania ośrodków w rodzaju Doliny Krzemowej czy szwajcarskiego zagłębia produkcji zegarków mechanicznych jest jednym z głównych składników zdolności budowania wielkich zjawisk ekonomicznych. I imperiów.
Połowa XIX wieku to czas, w którym dominującym producentem stały się Stany Zjednoczone. Końcówka XIX stulecia to błyskawiczny wzrost amerykańskiej potęgi gospodarczej. Ale potrzeba było dwóch wojen światowych do tego, aby Stany oficjalnie stały się światowym hegemonem. Cywilizacyjną podstawą tej potęgi był i jest dostęp do gigantycznych zasobów całej Ameryki Północnej. Ale najważniejszym składnikiem tej potęgi jest niemal niepodzielna kontrola nad globalnym systemem dystrybucji płynnych węglowodorów. Bowiem energia jest wszystkim.
Jeszcze tylko epitafium dla nowofundlandzkich ławic dorszy. "Narody anglojęzyczne"13 wyżarły je do samego dna! Przebogate ławice zostały całkowicie wyeksploatowane w latach 90. XX wieku. Obecnie od dekad prowadzi się syzyfowe starania o odbudowę tych zasobów.
-
1 To samo zjawisko nazywa się inaczej na każdym z trzech oceanów: na Atlantyku mamy huragany, na Oceanie Indyjskim cyklony, a na Pacyfiku tajfuny.
2 Przywołana w tomie Oni albo my! 2 analogia z pasożytem-ksenomorfem z filmu Obcy (1979, reż. Ridley Scott) jest wyjątkowo celną obserwacją. Usunięcie pasożyta prowadziło do śmierci zaatakowanej ofiary.
3 F.N.L. Poynter (red.), The Journal of James Yonge [1647-1721], s. 56-58.
4 Południowo-zachodni kraniec Wielkiej Brytanii, przylegający do Kanału Angielskiego (La Manche).
5 Większość faktów i spostrzeżeń na temat bawełny pochodzi z książki Svena Beckerta Imperium bawełny (Empire of Cotton) oraz Giorgia Riella The Fabric That Made the Modern World. Niestety autor pierwszej książki fanatycznie nie wierzy ani w istnienie zdań krótszych niż 30 słów, ani przyczynowość wieloczynnikową.
6 Tu, w przypisie, pozwolę sobie na kpinę. Efektem "ratowania palącej się nam planety" faktycznie może być tak dogłębna destrukcja europejskiego przemysłu, że zmiana naszego subkontynentu na pastwiska jest jak najbardziej realna. Ale to już nie kpina: niezrealizowane po II wojnie światowej plany aliantów polegające na całkowitej deindustrializacji Niemiec, realizują z sukcesem Chińczycy i inne siły geopolityczne, ze światowym dżihadem na czele. Wszystko pod standardem dekolonizacji.
7 Tak na potrzeby swojej książki stwierdza Beckert, ale nie jest to twardy fakt. E.A. Wrigley w książce z 2010 roku przekonuje, że Imperium Brytyjskie posiadało aż cztery kluczowe dziedziny gospodarki: przemysł tekstylny oparty na bawełnie, przemysł wełniany, budownictwo i przerób skór, mające mniej więcej równy udział. Inne jednak dane pokazują jeszcze inny obraz. Zachowane dokumenty portugalskie dotyczące przewozów do Luandy pod koniec XVIII i na początku XIX wieku dowodzą, że wyroby tkane stanowiły niemal 60% wolumenu handlu międzynarodowego, przynajmniej tego, który docierał do Afryki Zachodniej.
8 Fabryka jako idea to połączenie systemu pracy i rozmaitych wynalazków pozwalających osiągnąć efekt skali, tj. obniżenie kosztu jednostkowego produkcji.
9 Mówiąc wprost, autor jest marksistowskim ideologiem, a jego książka w dużej części agitką ideologiczną potępiającą praźródło wszelkiego zła trapiącego ludzkość - kapitalizm.
10 Zob. Oni albo my! tom 1, s. 177. Materiał wideo: https://youtu.be/e8fDM60MS84 [dostęp: 2025-04-01].
11 Zob. -PGG IV.1 "Energia jest wszystkim.
12 Historycy prześledzili 1308 wymian barterowych brytyjskiego kupca Richarda Milesa między 1772 a 1780 rokiem. Zakup 2218 niewolników ze Złotego Wybrzeża został zrealizowany za dobra, których ponad połowę stanowiły tekstylia.
13 Termin ukuty przez Winstona Churchilla celem wzmocnienia percepcji więzi między narodem amerykańskim i brytyjskim w czasie II wojny światowej.
Zależność wasalna Polski od Stanów Zjednoczonych
W cieniu konfliktu interesów Niemiec i Ameryki
Jesteśmy partnerem? Junior-partnerem? Wasalem? A może 51 stanem?
Poziom komplikacji odpowiedzi wynika z położenia geograficznego Polski - a konkretnie z istnienia dwóch relacji wasalnych. Jedna to podłączenie Polski do europejskiego systemu gospodarczego, czyli do Niemiec. Pełnimy w nim rolę kluczowego podwykonawcy. Dostarczamy siłę roboczą pracującą na miejscu, w Polsce, i na terytorium Niemiec. Realizujemy prace ulokowane na dole łańcucha wartości. Podobnie jak Ukraina, dostarczamy żywność, której produkcja w krajach rdzeniowych Europy jest niewystarczająca.
Z drugiej strony Polska jest kluczowym sojusznikiem Niemiec w regionie i przyczółkiem amerykańskiej obecności w tej części świata. Przyczółkiem o tyle istotnym, że przynajmniej teoretycznie obecność amerykańska w Polsce, zwłaszcza wojskowa, jest dla Amerykanów formą pozwalającą uniezależnić się od nacisków strony niemieckiej.
Esencją całego problemu jest to, że geopolityczny interes Niemiec, mocarstwa lokalnego, stoi w sprzeczności z interesem globalnego hegemona. Naczelną prerogatywą Stanów jako mocarstwa dominującego jest trzymać wszystkich w dole tak, aby nie wykształcił się żaden ośrodek geopolityczny zdolny utrudnić Ameryce kontrolę nad całym systemem. Różnicę interesów geopolitycznych Niemiec oraz Stanów Zjednoczonych celnie skwitował pierwszy sekretarz generalny NATO Lord Hastings Lionel Ismay. Swego czasu rzekł on, że NATO ma służyć Europie,
by trzymać Sowietów na zewnątrz, Amerykanów wewnątrz, a Niemów na dole1.
Amerykańska władza realizowana jest za pomocą bezpardonowych narzędzi ekonomicznych: poprzez dominację petrodolara czy niezwykle dokuczliwych sankcji. Akty realizacji tej władzy poniżają, generują impuls popychający Niemcy, Rosję, a przede wszystkim Chiny do prób wywikłania się spod amerykańskiej sprawczości.
Bodaj najlepszym przykładem tego, jak skomplikowana jest dynamika tych dwóch ośrodków woli geopolitycznej, jest kwestia budowy CPK - Centralnego Portu Lotniczego. Z punktu widzenia Niemiec i innych okolicznych państw rdzeniowych oczywistą wadą projektu jest konkurencja dla ich własnych lotnisk hubowych (Berlina, Wiednia, Frankfurtu). Podobna gra o wpływy gospodarcze i zyski rozgrywa się o polskie porty towarowe, a jednym z jej ciekawszych epizodów było ułożenie rurociągu Nord Stream w sposób, który kolidował z bezpieczeństwem toru wodnego do polskich portów w Szczecinie i Świnoujściu2.
Osobną sprawą jest kwestia samego istnienia projektu Nord Stream, który z polskiego punktu widzenia jest postrzegany jako dogadanie się ponad Polską. Nic dziwnego, że Nord Stream zyskał szybko nieoficjalną nazwę rurociągu Ribbentrop-Mołotow. Z polskiej perspektywy geopolitycznej Niemcy naruszyły tzw. solidarność energetyczną państw członkowskich Unii. Z punktu widzenia Niemiec gazociąg był jak najbardziej racjonalnym sposobem usunięcia politycznej niepewności użytkowania gazociągów przebiegających przez terytorium Polski (wpływ Stanów) czy Ukrainy.
Nic tak nie komplikuje sytuacji jak jednoczesny wpływ geopolityki, zysków operacyjnych i bezpieczeństwa operacyjnego na dodatek.
"Mentalność 51 stanu"
Polska scena polityczna w sposób klarowny podzielona jest zgodnie z powyżej opisaną logiką. Partia Prawo i Sprawiedliwość to stronnicy Stanów. Główni oponenci polityczni (aktualnie pod szyldem Koalicji Obywatelskiej) zdają się z kolei wiązać z projektem Unii Europejskiej. Oczywiście obie strony są wręcz perfekcyjnie zgodne w jednym punkcie: zarzucaniu interlokutorowi zwasalizowania i wykonywania rozkazów, nakazów i interesów drugiej strony. Wzajemne oskarżenia są treścią i esencją polskiego życia politycznego. Zarzuty stawiane "opcji amerykańskiej" to m.in.:
oddanie Ukrainie znacznej części uzbrojenia armii polskiej, zakup myśliwców F-35 (i innego uzbrojenia), który jest interpretowany jako forma wspierania amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego zakupami wymuszonymi w ramach relacji wasalnej, propozycja nazwania planowanej bazy amerykańskiej na terenie Polski imieniem amerykańskiego prezydenta - Fort Trump (było to za czasów pierwszej kadencji Trumpa, w latach 2016-2020).
Związki historyczne Polaków i Amerykanów
Związki historyczne Polski i Stanów Zjednoczonych, a zarazem Polaków i Amerykanów, sięgają rewolucji amerykańskiej (1775-1783). Obejmują współpracę polityczną, jak i wkład Polaków w budowanie wielkości Stanów już po ich ustanowieniu. Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski to rozpoznawane - przynajmniej przez wojskowych - postacie uczestniczce w walce o niepodległość. Kościuszko jako inżynier wojskowy projektował fortyfikacje, z kolei Pułaski, zwany w literaturze "ojcem amerykańskiej kawalerii", poległ w bitwie pod Savannah w 1779 roku. Kościuszko po wojnie stał się w obu krajach symbolem walki o wolność.
Ryc. 1. Fragment budowanego przez Tadeusza Kościuszkę Fortu Clinton, na terenie akademii West Point (Zdj. 2013).
Polska migracja do USA zaczęła się w XIX wieku. Szczególne jej nasilenia następowały po powstaniach narodowych, zwłaszcza 1830 i 1863 roku. W czasach PRL w stronę Ameryki pchały nas kwestie opresyjnej relacji z ZSRS i bieda. W okresie bezpośrednio po stanie wojennym w (1981-1982) rząd dawał jednorazowe paszporty na wyjazd z Polski osobom uciążliwym i kłopotliwym dla systemu. Znaczna część tych osób na swoją nową ojczyznę wybrała właśnie Stany.
Szczególnie pozytywnym i emocjonalnym epizodem przyjaźni polsko-amerykańskiej było wsparcie Stanów, a przede wszystkim amerykańskiego prezydenta Woodrowa Wilsona, dla przywrócenia Polsce niepodległości. Kluczowe znaczenie miała forma tego procesu zapisana w słynnych Czternastu punktach z 1918 roku. Odrodzona Polska miała mieć strategiczny dostęp do morza.
I teraz po chamsku podepczę zabłoconymi buciorami ten sielankowy obraz braterskiej przyjaźni. Poważni czytelnicy widzą interesy, a nie przyjaźnie. Wielkoduszność i wspaniałomyślność ze strony wielkiego mocarstwa nie wynikała ze wzruszającego amerykańskiego umiłowania wolności. Już wtedy Amerykanie realizowali swoje plany stworzenia nowego porządku świata. Po I wojnie światowej ich planem było rozbicie systemów homeostatycznych wszystkich mocarstw europejskich opartych na rządach arystokracji. Jakże wzruszająca idea "samostanowienia narodów" była narzędziem osiągnięcia tego celu. Kwestię tę naświetla nawet Jacek Bartosiak, postrzegany przez wielu, także przez niżej podpisanego, jako amerykański lobbysta i tuba ich narracji geopolitycznych.
Kolejnym epizodem wzajemnych relacji był "problem" Polski w czasie II wojny światowej. Byliśmy sojusznikami w walce z Niemcami, ale ewidentnie nie do końca i nie w całej rozciągłości. Mimo tego, że Polskie Siły Zbrojne (choćby walczący w obronie Wysp Brytyjskich Dywizjon 303) współpracowały z aliantami, a Rząd RP na uchodźstwie był uznawany przez Waszyngton... to w wyniku ustaleń w Jałcie w 1945 roku Polska została przetransferowana - mówiąc delikatnie - do sowieckiego systemu feudalnego. W końcu nasi żołnierze, walczący za wolny świat z siłami totalitaryzmu, nie mogli nawet uczestniczyć w paradzie zwycięstwa w Londynie w maju 1946 roku3.
Taki obrót spraw był oczywiście kwestią pragmatyki i ówczesnego stanu rozgrywki o dominację nad światem. Jednak ja osobiście nie planuję tego skurwysynom przebaczyć, choćby i z racji tej okoliczności, że niemiecki kanclerz Schröder przeprosił za zbrodnie niemieckie w czasie wojny, a szczególnie Powstania Warszawskiego - co prawda przy odrzuceniu wszelkich żądań materialnych, ale niech mu będzie. Amerykanie nie przeprosili nigdy i za nic.
Innym kazusem takiego braku okazania gestu wdzięczności jest zachowanie cesarza austriackiego po krytycznej bitwie - odsieczy wiedeńskiej. Cesarz nie uchylił nawet polskiemu rycerstwu kapelusza w uznaniu ich waleczności. Takie zachowanie jest zasadniczo obelgą. Jest jednak także błogosławieństwem. Oto osoba, która trzyma nas w pogardzie lub uznaje za nie dość bliskich stanem aby powiedzieć proste "dziękuję", sama to sygnalizuje. Dzięki temu możemy zawczasu zorientować się, że nasz niski status pretenduje nas do tego, że zostaniemy bezceremonialnie wykorzystani lub w inny sposób poniżeni.
Ludzie skrycie traktujący innych jak robactwo są całe lata świetlne od natchnionych wodzów, za których ich podkomendni gotowi są oddać życie. Jednym z nich był ów bezimienny, natchniony dowódca z głębokiej chińskiej starożytności, którego czyn upamiętnia motto tej książki. Prawidło:
Ludzie, których godność się uzna, wysiłek doceni, a pozycję podniesie, okażą swoją wdzięczność choćby i po dziesięciu pokoleniach.
Tak działają duma i różnice statusowe między stronami. Jak przestrzegania warunków umów należy oczekiwać jedynie od partnera o w miarę równym statusie, tak i w geopolityce, i na wojnie nie mają co oczekiwać wyrazów uznania osoby w roli wykonawców "roboty do zrobienia". No chyba że trzeba rozpalić zapał i morale przed kolejną prośbą. Być może potrzeba zachęcenia Polaków do zaangażowania się w wojnę na Ukrainie przyniesie jakiś nieoczekiwany zwrot.
W świecie ludzkich hierarchii i regulowania prestiżu działa jeszcze inne prawidło. Nawet w geopolityce istnieje wdzięczność i przyjaźń - wbrew słynnemu dictum lorda Palmersona. Uruchamia ją szacunek i honor, a przykładem poświadcza słynna odpowiedź węgierskiego premiera Pála Teleki, który bezpośrednio przed wybuchem II wojny światowej, w jednym z listów do Adolfa Hitlera, w lipcu 1939 roku, stwierdzał:
utrzymanie przyjacielskich stosunków z Warszawą jest dla Węgier sprawą honoru
pisząc dalej, że prędzej wysadzi swoje linie kolejowe, niż umożliwi inwazję na Polskę.
Wiek XXI i podsumowanie
Po tym, jak rozpadł się sowiecki układ feudalny, Polska wróciła do układu zachodniego. Szczególnie akcentuje tę zmianę wstąpienie Polski do NATO w 1999 roku. W latach 90. USA stały się kluczowym sojusznikiem w kwestiach bezpieczeństwa. Staliśmy się sojusznikiem i partnerem w amerykańskich interwencjach zbrojnych. Ten duży awans cywilizacyjny i "feudalny" zaakcentowany został obecnością naszych żołnierzy i uczestnictwem w takich misjach jak ta zrealizowana przez jednostkę GROM na irackim terminalu naftowym Umm Kasr w 2003 roku4.
Podsumowując, strategiczne partnerstwo Polski i Stanów Zjednoczonych opiera się w warstwie narracyjnej na wspólnej walce o ideały wolności, emigracji Polaków do USA oraz przejściu Polski po 1989 roku z obozu socjalistycznego (biedny barak polski) do obozu kapitalistycznego (pięknie pomalowany barak polski).
Spostrzeżenia na wynos
A. Na jednym wózku z Ameryką
Mówiąc wciąż bez cenzury i ozdobników - jeśli przyjdzie właściwa konfiguracja geopolityczna, interesy i biznesy sił ponad nami sprawią, że nasz kraj zostanie poświęcony dla wyższej sprawy bez mrugnięcia okiem. Niezależnie, czy będzie to oko wielkiego przyjaciela Polski i Polaków amerykańskie, niemieckie czy chińskie.
Dodatkowym zagrożeniem, z którego nie wszyscy należycie zdają sobie sprawę, jest to, że jako sojusznicy Stanów i element ich systemu feudalnego jesteśmy na celowniku sił, które aktualnie zajmują się podkopywaniem na wszelkie sposoby mechanizmów ekonomicznych i politycznych, z których składa się amerykańska globalna hegemonia. Najważniejszymi elementami tego systemu są Izrael i Tajwan. Ale Polska, z uwagi na krytyczne znaczenie surowców na Ukrainie i konfrontowania się Stanów z Niemcami i Rosją, również może zostać uznana za na tyle istotną część systemu, że znajdzie się na celowniku realizowanych międzynarodowo operacji psychologicznych, ideologicznych i migracyjnych, realizowanych m.in. pod szyldem dekolonizacji.
Z punktu widzenia Chin, dążących w oczywisty sposób do zdominowania gospodarczego Europy, Polska jako potencjalny cel działań dewastujących działanie gospodarki może stać się kartą przetargową albo zasobem, który znajdzie się w roli żetonu do przehandlowania na coś innego. Nie byłby to pierwszy raz.
-
11 Ang. keep the Soviet Union out, the Americans in, and the Germans down.
2 Zob. Interpelacja poselska Sławomira Presissa z 18 stycznia 2010 r., https://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/0E726DC2 [dostęp: 2025-05-14]. Ułożenie rurociągu w miejscu przecięcia z torem wodnym zostawiało 0,4 m wody pod kilem najgłębiej zanurzonych statków. Minimalny wymóg dla tej przestrzeni (Minimum Under Keel Clearance) to 2 m.
3 To akurat decyzja brytyjskiego premiera Churchilla.
4 Zob P. Plebaniak, Umm Kasr 2003, "SOF MAG" 2005, nr 1.
2. Wspólnoty kooperujące Klątwa braku mobilności społecznej
Jak wszyscy z uporem dążą do samozagłady, choć jej w żadnym razie nie chcą
Polityk, który grzmi z mównicy, potępiając chciwość, nie planuje zrezygnować ze swoich przywilejów. On buduje sytuację, w której to on - i nikt inny - kontroluje przepływ bogactwa. Identyczna logika stoi za wszelkimi szlachetnymi ideologiami, których głosiciele propagują szczytne ideały równości i potępiają niesprawiedliwy podział dóbr.
To prawidło budowania rzesz ludzkich skupionych wokół jakiejś ideologii działa wyjątkowo skutecznie, gdyż opiera się na niezwykle silnym instynkcie zaspokajania poczucia sprawiedliwości. Jeśli ta potrzeba nie zostanie zaspokojona, ludzie, tak jak praktycznie wszystkie małpy naczelne, stają się, mówiąc oględnie, złośliwymi małpiszonami. Buntują się, odmawiają kooperacji, przestają ufać sobie nawzajem.
Ludzie, którzy gromadzą swoje portfolio "wyznawców" poprzez przejęcie monopolu na poczucie sprawiedliwości i krzywdy, nigdy nie zrzekną się swojej władzy. To oni będą najrówniejszymi z równych. Zdobędą autorytet i pozycję dominującą. Działa jeszcze inne prawidło. Ludzie okupujący stanowiska władzy będą zmierzać do rozrostu aparatu tej władzy. To oni nim sterują!
Otwarte drogi awansu są wszystkim
Pomoc innym nie polega na sterowaniu emocjami i karaniu tych, na których łatwo skierować zawiść tłumu. Emancypowanie innych, czy też - nawiązując do słynnej powieści Dawida Brina - wspomaganie, polega na likwidowaniu barier na drodze do emancypacji i sukcesu. Opiera się przede wszystkim na zaprogramowaniu samodyscypliną, zdolnością do odraczania nagród i pokrewnymi wartościami. Absolutnie krytyczną rolę odgrywa sformatowanie dziecka odpowiednim systemem motywacyjnym. Realizowane jest to pod przymusem, który przez tzw. lewicowców czy zdominowanych przez ekstremistów ideologicznych liberałów nazywany jest systemową opresją.
Poprzedni rozdział był prezentacją jednego typu patologii - uzależniania ludzi od pomocy państwa. Jego efektem stała się permanentna patologia kluczowego elementu oprogramowania psychicznego, czyli podatności na określony typ zachęt motywujących do podejmowania wysiłku. Prowadzona przez dekady inżynieria społeczna wygenerowała system, który zniechęca do podejmowania pracy i wysiłku w celu tworzenia pozytywnej wartości dla całej społeczności. Za poczucie bycia pokrzywdzonym ofiary zapłaciły permanentną niemożnością awansu społecznego na zasadach merytokratycznych.
Inaczej mówiąc, politycy wygenerowali zawiść, resentyment i konflikt rasowy, które zamiast rozwiązać problemy, są narzędziem zdobycia i umocnienia się na pozycji władzy. Nad tego typu pułapką powiewa sztandar następującej prawidłowości:
Wspólnota osiąga zdolność imperiotwórczą i siły życiowe, gdy uruchamiają się w niej mechanizmy pozwalające na awans w hierarchii drogą wysiłku i poświęcenia.
Osoby pamiętające czasy PRL, w którym "czy się stoi czy się leży, dwa tysiące się należy", z pewnością znakomicie rozumieją, że aby zmaksymalizować produktywność, ludzie powinni być poddawani nieustannej presji zachęt do wysiłku i pracy. Bez zachęt i nadziei na wypracowanie lepszego życia, jeśli nie dla siebie, to dla swoich dzieci, ludzie po prostu przestają się starać. Wyjątkowo klarownym przykładem działającym na poziomie geopolitycznym jest wizja zbudowania własnymi rękami "Tysiącletniej Rzeszy". Amerykański sen czy chiński sen działają na identycznej zasadzie. Hasło dnia, roku i dekady rymuje się z "budujemy świetlaną przyszłość dla siebie i naszych dzieci".
Nadzwyczajna wydajność kapitalizmu w budowaniu dobrobytu polega na tym, że jest on niezwykle sprawnie działającym systemem zachęt we wszystkich możliwych skalach. Zachęty takie jak prosperita, prestiż i awans społeczny mają postać zdolności do gromadzenia majątku. Niezbędnym elementem systemu jest poszanowanie własności prywatnej na poziomie prawa i działania struktur państwa. Najzgrabniejszym opisem tego mechanizmu jest zagwarantowanie "prawa do dysponowania owocami swojej pracy".
Zakłóceniem opisanym wcześniej jest wprowadzenie mechanizmu kontrproduktywnego. Ubogim pomaga się podnieść status do poziomu ofiary opresji i wyzysku, a poczucia sprawiedliwości dostarcza poprzez karanie tych, którzy osiągnęli sukces - kułaków, prywaciarzy, białych etc. Za każdym razem, gdy bogactwo jest demonizowane, nie następuje redystrybucja pieniędzy. Następuje redystrybucja nadziei. W systemie, w którym działają mechanizmy awansu pionowego, biednym pomaga się inaczej - dając im szanse. Ale nie tu.
Tytułem podsumowania weźmy jeden przykład. Do najważniejszych mechanizmów, które odpowiadały za siły żywotne Cywilizacji Zachodniej, zalicza się primogenitura. Dziedziczenie tylko przez najstarszego syna z całego rodzeństwa wysłało w świat całe hordy ambitnych i zdolnych, a często desperados1.
Nieuchronne samobójstwo ludzkich społeczności
Konsolidacja władzy przez elitę sprowadza stagnację i załamanie. Gdy wszystkie atrakcyjne miejsca pracy i propozycje zawodowe są zajęte, żaden wysiłek i talent nie pozwolą na ich osiągnięcie. Nastaje marazm, zniechęcenie, spadek morale. To dlatego w czasach historycznych wojna była wyczekiwana przez ambitnych młodych "chojraków", bo była okazją do szybkiego awansu. Dokładnie ten mechanizm widzieliśmy w działaniu w czasie rekonkwisty Półwyspu Iberyjskiego. To ta sama siła, znakomicie powołana do życia i dostrojona, umożliwiła Kościołowi zmobilizowanie rzesz rycerstwa do ruszenia na krucjaty. Nadzieja na łupy i zdobycie majątku. Obietnica wiecznego życia. Wszystko to elektryzowało, pobudzało wyobraźnię i pchało do działania.
Brak tych sił prowadzi nieuchronnie do upadku lub buntu oddolnego. Taką wizję roztacza Peter Turchin w swojej nie do końca właściwie rozumianej książce Czasy ostatecznie2. Można ją streścić do jednego akapitu. Główną tezą jest to, że
TEZA 1. Elity mają naturalną tendencję do koncentracji swojej władzy i niedopuszczania do swojego kręgu osób w dole na zasadzie awansu merytokratycznego. Izolacja i powiększanie dystansu władzy i zamożności generują potencjał do zapaści, najczęściej rewolucji.
To, czego Turchin nie pisze, jest jednak daleko donioślejsze - zob. ciąg dalszy myśli w spostrzeżeniu B poniżej.
Łatwo można przywołać przykłady zjawisk, które składają się na ogólne załamanie spójności społecznej:
nadprodukcja osób zdobywających wyższe wykształcenie, które z roku na rok traci na wartości przy szukaniu pracy, zajmowaniu prestiżowych stanowisk w zarządzaniu oraz zarabianiu wyższych pensji, konieczność opierania się na imigrantach celem obsadzenia pracowników w zawodach i przy czynnościach dających niższy status i optycznie mniejszą szansę na zrobienie kariery czy po prostu awans - choćby tylko dla swoich dzieci (zob. s. 219), pauperyzacja i demoralizacja klasy średniej polegające na konsolidacji produkcji przemysłowej w rękach coraz większych korporacji. To mobilność tej klasy generuje kluczowe siły życiowe społeczeństw opartych na "kapitalizmie", rozziew między płacami zarządów i zwykłych pracowników w korporacjach, likwidacja miejsc pracy najniższego poziomu, do których wypełnienia i tak importowani są tzw. migranci zarobkowi. Ten mechanizm, oczywiście wieloczynnikowy, generuje m.in. zjawiska takie jak "leżenie płasko" wśród chińskiej młodzieży. (Zob. spostrzeżenie A poniżej)
Nawiązując do innej książki Turchina, tym razem wybitnej Ultrasociety, wojny są potrzebne nie tylko do generowania kooperacji w społecznościach o dużej liczebności3. Wojny, wielkie resety, rewolucje, zmiany reżimów i podobne spektakularne wydarzenia są niezbędne do tego, aby w społecznościach pojawiały się nowe, ożywcze siły.
Sam Turchin prowadzi od lat rozległe badania statystyczne wydarzeń i procesów historycznych. Wykrył prawidłowość polegającą na tym, że ponowne uruchomienie "zdrowego" balansu sił mobilności i awansu (dosł. zakończenie kryzysu) kończyło się aktem przemocy (rewolucje, bunty) w 75% przypadków. Połowa przypadków kończyła się znaczną redukcją populacji. Szósta część kończyła się jakąś formą rzezi elit.
Kluczem do zrozumienia tych mechanizmów, krytycznych dla istnienia narodów i imperiów, jest nie ilościowa struktura społeczna, a ukształtowanie mentalności, czyli oprogramowania psychicznego. Motywacja mas jest wszystkim. Wizja przy zarządzaniu tymi sprawami również jest wszystkim. O tym pisał już Sun Zi całe tysiąclecia temu. My, wyposażeni w osiągnięcia współczesnej psychologii, socjologii i innych nauk społecznych możemy wyrazić tą prawidłowość językiem nauki. Nie jest on politycznie poprawny.
Ludzkie społeczności kwitną i budują swoją siłę przy określonym stanie i kształcie swojej struktury hierarchicznej. Jeśli nie generuje ona mobilności pionowej, będącej nagrodą za wysiłek, ryzyko, poświęcenie dla przyszłości, jeśli te mechanizmy przetrwania całej społeczności nie są sprzęgnięte z osobistymi motywacjami rodziców tyrających od świtu do nocy dla życiowych szans swoich dzieci, konstrukcja psychiczna degeneruje się. Ale społeczność przegrywa walkę na poziomie nie tylko indywidualnym. Przegrywa we współzawodnictwie o zasoby ze społecznościami, które zdołały zaprogramować swoich członków lepiej. I zagwarantowały sobie tym przetrwanie.
-
Spostrzeżenia i przykłady na wynos
A. Brak mobilności - brak motywacji
Co robi człowiek, jeśli jego wysiłki nie przynoszą efektów? Co robi, gdy jego praca nie otwiera drogi awansu niechże jedynie jego dzieciom, na których edukację pracuje, poświęcając swoje własne wygody i marzenia? Buntuje się. Rezygnuje z walki i podejmowania wysiłku. Zwykle jest tak, że próg wejścia na rynek pracy jest zbyt wysoki i zniechęca do podejmowania prób już na samym początku.
Takie zjawisko pojawiło się w 2021 roku w Chinach i przybrało postać w postaci trendu określonego jako "leżeć płasko" (chiń. tang ping ??). Później zmieniło nazwę na "nich zgnije" (chiń. bai lan ??) a aktualnie (2025 r.) na "ludzie-szczury" (chiń. shuzu ??). W skrócie: młodzież postrzega wymagania rynku i perspektywy dorobienia się mieszkania czy pozycji społecznej ogólnie jako zbyt trudne do osiągnięcia. Ten ostatni "ruch społeczny", a w praktyce epidemia społeczna będąca efektem zaburzeń struktury hierarchicznej i motywacyjnej, polega na tym, że dotknięci zjawiskiem śpią lub przebywają w domu do godzin południowych i minimalizują wysiłek (zużycie energii), w przypadku typowym wspierani finansowo przez rodziców.
Taka forma demoralizacji wywołuje podobne zjawiska neurofizjologiczne jak zjawisko apatii i rezygnacji, czy też wyuczonej bezradności. Najciekawszą ilustracją jest eksperyment, w którym szczury wrzucano do wiadra z wodą, by zbadać czas, w którym zaprzestaną prób wydostania4. Bez ingerencji badaczy szczury dość szybko poddawały się i tonęły. Jednak jeśli za pierwszym razem przed poddaniem podawano im kładkę umożliwiającą wydostanie się z wiadra, to po drugim wrzuceniu do wiadra szczury potrafiły walczyć wielokrotnie dłużej. Nadzieja matką głupich? Nie. Nadzieja jest wszystkim - tak jak i wiara w wizję lepszego jutra, świetlanej przyszłości i godziwej nagrody za wysiłek w postaci otwarcia drogi ku górze hierarchii.
B. Błędna konceptualizacja u Turchina
Funkcjonowanie społeczeństwa oraz wszelkiej ludzkiej aktywności, głównie gospodarczej, prowadzi do polaryzacji bogactwa: ci na górze mają większość bogactwa, a cała reszta społeczeństwa niewielką część. Stąd TEZA 2:
Konsolidacja i polaryzacja bogactwa pogłębiają się z narastającą prędkością w całej objętości hierarchicznej tkanki społeczeństwa.
Część mechanizmu demoralizacji opiera się na tym, że motywowanie "przegranych" niespełnialnymi obietnicami generuje narastające poczucie frustracji. Staje się to coraz bardziej dominującą zachętą do kontestowania systemu i uznawania go za opresyjny i niesprawiedliwy.
C. Brzemienne spostrzeżenia w kwestii polityki imigracji zarobkowej do państw Zachodu
Poproszę cię, Czytelniku, o zapoznanie się teraz ze spostrzeżeniem A z eseju nt. Australii (s. 297)
Tylko pozorną sprzecznością jest to, że państwa z jednej strony ściągają imigrantów do pracy, a z drugiej rządy testują skrócony czas pracy - w Polsce będzie testowany m.in. wariant 6 zamiast 8 godzin dziennie lub trzydniowy weekend5. Obserwacje ocierają się silnie o tragikomiczny mechanizm "nieoczekiwanych konsekwencji".
Zmiana doprowadzi albo do wymuszania przez firmy większej wydajności dotychczasowych pracowników, albo (co zdaje się być dość racjonalnym celem nowej polityki) zatrudnienie większej liczby osób. Potrzeba siły roboczej wynika z tego, że wchodzący na rynek pracy młodzi ludzie wzbraniają się przed podjęciem prac o niskim prestiżu lub bez perspektyw awansu zawodowego i społecznego. Gradienty konstruowane przez państwa dominujące motywują takich ludzi do migracji na zewnątrz. To właśnie w ich miejsce pojawiają się migranci, dla których prace niskiego statusu czy realizowanie rozbudzonych retoryką wyborczą aspiracji nie są istotnym czynnikiem decyzyjnym.
Powyżej opisany mechanizm działa na zasadzie dodatniego sprzężenia zwrotnego - środki zaradcze pogłębiają go z dwóch powodów. Pierwszy - kwestie awansu społecznego i merytokratycznej natury tego awansu są ściśle powiązane z retoryką wyborczą ugrupowań politycznych, które konkurują o władzę. W kwestii dzietności żadna, nawet konserwatywna partia nie popełni samobójstwa, proponując wyborcom powrót do tradycyjnych wartości i rodzenia dzieci. Nikt przytomny nie zaproponuje też elektoratowi, w tym młodym i ich ustawionym życiowo rodzicom, rezygnacji z aspiracji i rozpoczęcia kariery od zamiatania ulic czy rozwożenia kurczaka w cieście na ostro Uberem. Pompowanie ludzi aspiracjami i iteracjami "amerykańskiego snu" jest zbyt ważnym instrumentem politycznej walki o wyborcę, żeby nagle politycy opamiętali się i ratowali własne kraje przed czymś, co prowadzi w prosty sposób do zapaści demograficznej, morale i motywacji, a w rezultacie do wymiany populacji.
Drugim powodem jest trudne do zdefiniowania i nazwania tabu kulturowe. Przyzwyczailiśmy się do tego, że nasze społeczeństwo zbudowane jest na powszechnie działającym ekosystemie mechanizmów umożliwiających awans za ciężką pracę, innowację itp. Ten awans hierarchiczny jest dla ludzi ukształtowanych ideami Cywilizacji Zachodniej integralną częścią mentalności, a precyzyjnie systemu motywacyjnego. A zachodni system motywacyjny (potocznie zwany kapitalizmem) jest niezwykle specyficzny i przy tym wydajny.
Demokracja, jeden głos wyborczy dla każdego bezwarunkowo, wszyscy ludzie są równi i tak dalej. To, co dzieje się na naszych oczach z krajami zachodu Europy, a od niedawna z Polską, może być zjawiskiem całkowicie naturalnym - ot, mafia migracyjna napada na kraje. Może jednak być bardzo łatwo przejęta, wspomożona i przekształcona w broń demograficzną przez siły konfrontujące się z Zachodem czy Dominacją Europejczyków (vide ideologia dekolonizacji).
Ekstremistki feministyczne, opisane w przykładzie WNBA, prędzej dadzą się pokroić na plasterki niż obniżą wysokość kosza6. Oczywista i racjonalna decyzja biznesowa konfliktuje z poczuciem dumy koszykarek, którego rdzeniem jest fałszywa ideologia biologicznej równości kobiet i mężczyzn - same koszykarki nie są zdolne mentalnie do spojrzenia temu konfliktowi w twarz, co wynika z uników w czasie udzielanych wywiadów.
Tak i my, a więc i nasze elity polityczne, prędzej doprowadzimy do katastrofalnej "gwałtownej redukcji populacji", którą Turchin stawia jako predykcję z szansą realizacji na poziomie 75%. Zanim jednak nastąpi finalna zapaść, dojdzie do totalnej zapaści demograficznej, jeszcze bardziej katastrofalnego przerwania przekazu międzypokoleniowego oprogramowania kulturowego i wymiany populacji.
Działa tu wieczne prawidło ludzkiej natury, które już wyrażono wcześniej w tej książce. Prędzej damy się zabić i doprowadzimy do zagłady naszej cywilizacji, niż dobrowolnie zgodzimy się na obniżenie naszej pozycji hierarchicznej.
Zjawiska takie jak podejmowanie nieatrakcyjnych prac przez migrujących na saksy Polaków dowodnie pokazują, że powyższe mechanizmy są treścią naszego życia. Pokazują, że podwójna zachęta - zarobki wyższe dzięki gradientowi wartości waluty, oraz wyjście ze struktury hierarchicznej własnej wspólnoty narodowej - pozwala migrantom podejmować najgorsze prace.
Widać więc wyraźnie, że nie chodzi o "nadprodukcję elit". Zjawiskiem destabilizującym jest to, że na obecnym etapie funkcjonowania współczesnych społeczeństw cały potencjał awansu społecznego został bezpowrotnie wyczerpany. Znikł czynnik motywacyjny, który działał w całej objętości społeczeństw.
W przypadku Polski wentylem bezpieczeństwa dla tych procesów są dwa zjawiska: migracja aspirujących i ambitnych do krajów wyżej rozwiniętych, a jednocześnie łatanie dziury ściąganiem kogo popadnie do najmniej prestiżowych i najmniej płatnych prac. Gdyby sprawę potraktować w kategoriach aktów wojny, to agresorem względem Polski są oczywiście państwa rdzeniowe Zachodu - praktykujące drenaż mózgów Stany Zjednoczone, Niemcy itp. To te państwa, same aktualnie w kryzysie egzystencjalnym, redukują napięcia struktury hierarchicznej swoich społeczeństw naszym kosztem. A my kosztem Ukrainy. A Indie kosztem naszym7.
Gradient rozwoju cywilizacyjnego i gospodarczego kształtuje geografię tych przepływów. Dokładnie w rytm ponadczasowej logiki Mocy, o której pisał Sun Zi w Sztuce wojny, ludzkie masy suną z niepowstrzymanym pędem, tak jak rwący, górski strumień i krągłe bale pędzą, grzmiąc, niepowstrzymanie w dół stromego zbocza. I siła żadnego ludzkiego rozkazu czy gdybania nie zdoła zmienić toru, którym te niepowstrzymane siły pędzą ku katastrofie.
Podsumowanie
Na tę chwilę zamknijmy rozumowanie spostrzeżeniem, które jest konkluzją całej niniejszej książki.
Nowoczesne, oparte na demokracji i wolności osobistej społeczeństwa funkcjonują dzięki, a równocześnie pomimo konstytutywnej sprzeczności:
Nasza biologia, końcowy stan ewolucji fizjologicznej mózgu, jest niekompatybilny z zasadami funkcjonowania społeczeństw opartych na idei hierarchicznej równości ludzi. Funkcjonowanie hierarchii, które zapewniało przetrwanie społecznościom w skali plemion czy grup myśliwsko-zbierackich, konfliktuje z zasadami społeczeństw funkcjonujących w trybie ultrakooperacji. Wojna i upadek wielkich imperiów i cywilizacji nie jest więc karą za zejście z drogi "prawidłowego rozwoju". Wojna jest nieuchronnym końcowym etapem rozwoju każdego społeczeństwa. Choć chciałbym się mylić. Wojna lub inna forma skokowej redukcji populacji jest sposobem na dokonanie wielkiego resetu. To trochę tak jak z dziecięcej zabawki - układanki polegającej na przesuwaniu klocków. Gdy klocki ściśle wypełniają ramki zabawki, nie da się ich przesuwać. W grę da się grać tylko wtedy, gdy wolne miejsce między klockami pozwala na swobodę ruchu klocków.
-
Ryc. 1. Wizualizacja poziomu swobody poruszeń klocków drewnianych na przepełnionej szachownicy. Niektóre pozycje, zwłaszcza pozycje prestiżu, są okupowane. W społeczeństwach kastowych lub ogarniętych plagą nepotyzmu i nie da si ich zająć drogą merytokratyczną
1 Potocznie desperaci, którzy dla wypracowania sobie awansu gotowi byli na ryzyko nieakceptowalne dla tych, którzy, mówiąc najprościej, nie musieli zdobywać pozycji i majątku, gdyż już je mieli.
2 P. Turchin, Czasy ostateczne, Warszawa 2025. Niezrozumienie wynika z nadmiarowego używania terminu "nadprodukcja elit", który autor niefortunnie wybrał jako slogan marketingowy. Z pary "popular immiseration" (pol. powszechna pauperyzacja) oraz "elite overproduction" Turchin ukuł motyw przewodni, który rozmija się zupełnie ze skądinąd jak najbardziej trafnym przesłaniem książki. Dodam na marginesie, że wytknięcie tej usterki wywodu książki Turchinowi doprowadziło do zakończenia mojej długoletniej korespondencji z nim.
3 Zob. SP VII.7 "Wojny są potrzebne. Ale nie byle jakie wojny".
4 -SP I.5, T. Witkowski, Poczucie kontroli..., Zob. Curt. Richter, On the Phenomenon of Sudden Death in Animals and Man, "Psychosomatic Medicine", 1957, nr 1957, s. 191-198. Przebieg eksperymentu zdaje się udowadniać zdolności organizmu do popełnienia samobójstwa (ale nie przez utonięcie).
5 Idzie nowe! Ruszamy z pilotażem skróconego czasu pracy, https://www.gov.pl/web/rodzina/idzie-nowe-ruszamy-z-pilotazem-skroconego-czasu-pracy [dostęp: 2025-05-08].
6 Żeńskiej ligi koszykarskiej w USA. Obniżenie o ok. 15 cm pozwoliłoby na skokowe (gra słów zamierzona) zwiększenie atrakcyjności widowiska sportowego. Pełny opis logiki kazusu na s. 248 .
7 - SW III.17, esej pt. Dlaczego drenaż mózgów nie jest postrzegany jako akt wojny?
Jak kończy się porządek rzeczy
Siły rządzące losem narodów
Jak wygląda koniec ery? Co zdoła go powstrzymać?
Wojna jest nieuchronna. Wojna jest integralnym, nieuniknionym etapem funkcjonowania wszelkich projektów cywilizacyjnych i imperialnych powołanych do istnienia przez ludzkie wspólnoty. Analogii historycznych jest wiele. Najbardziej oczywistą jest proces upadku Cesarstwa Rzymskiego. Siłą napędową jego wewnętrznej dynamiki (mechanizmów awansu społecznego) były podboje. Gdy zabrakło podbojów, a więc przepływu energii zasilającej całą dynamikę rzymskiej machiny społecznej, jej upadek był jedynie kwestią czasu.
To, że istotą sprawy jest przepływ energii, widoczne jest wyraziście na przykładzie Hongkongu. Miasto kwitło i osiągnęło zadziwiający poziom rozwoju dzięki skali przepływu bogactwa między Chinami, a resztą świata. Kto stawia Hongkong za gospodarczy wzór dla Polski, a przy tym strofuje naszych polityków dowolnego reżimu, ujawnia swoją ignorancję i niezrozumienie tych prawideł.
Główną przyczyną śmierci silników ekonomicznych jest nie tylko kwestia przepływu energii i bogactwa. Przyczyny są także wewnętrzne. To wyczerpywanie się modelu procesów, które odpowiadały za taki przepływ bogactwa, który motywował obywateli do aktywności, a więc generowania sił życiowych homeostatu. A procesy te funkcjonują w krwiobiegu, którym jest struktura hierarchiczna - nasze ewolucyjne dziedzictwo.
Amerykańska "wojna domowa" o uczynienie Ameryki ponownie wielką jest idealnym kazusem do tego, aby sformułować ogólne prawidła tych procesów. Po II wojnie światowej Stany Zjednoczone żyły amerykańskim snem. Ten sen działał przez dekady. Stopniowo jednak tracił się i dziś młodzi ludzie przestali weń wierzyć. Dystans władzy i bogactwa oddzielający elity od populacji kłębiącej się gdzieś tam w dole stał się zbyt duży. Jeśli kogoś to pocieszy, stało się tak nie tylko w Ameryce i w przestrzeni cywilizacyjnej Zachodu.
Zjawiska takie jak "leżenie płasko" (s. 445) dowodzą, że Chiny także zostały zaatakowane przez procesy dysfunkcyjne struktur hierarchicznych. Następują one w całej objętości społeczeństwa - nie tylko jako "nadprodukcja elit", jak to sugeruje Peter Turchin (s. 442). Te zjawiska widzimy jako skierowane ku gwiazdom kominy pensji prezesów wielkich korporacji; jako systemową bezdomność hodowaną pieczołowicie przez elity polityczne zarządzające miastem San Francisco; jako dysfunkcję systemu edukacyjnego skażonego obecnością ideologów uczących dzieci, że matematyka jest rasistowska. Widzimy w pełnym patologii amerykańskim systemie opieki zdrowotnej, zżeranym przez układy korupcyjne ustanawiane przez wielkie koncerny farmaceutyczne.
Te wszystkie procesy sprawiły, że Donalda Trumpa stworzyli... sami Demokraci. W listopadzie 2024 roku Donald Trump nie tyle wygrał z Harris, co duet Biden-Harris przegrał z nim. Demokraci stracili olbrzymią ilość głosów, jeśli chodzi o poprzednie wybory, podczas gdy Donald Trump de facto utrzymał poparcie, które miał już 4 lata wcześniej. Widać to w niektórych statystykach. To właśnie amerykański establishment, niemal bez reszty podporządkowany siłom oligarchii kierującej wielkimi korporacjami, doprowadził do tego, że ludzie przestali absolutnie wierzyć w podstawę, która spaja najpotężniejszy na tę chwilę kraj na Ziemi - Amerykę.
Oczywiście cały proces degeneracji amerykańskiego homeostatu zaczął się dużo wcześniej, bo w latach 80. i 90. XX wieku. Zaczął się wraz z polityką Ronalda Reagana, a potem Billa Clintona. Obniżono podatki dla najbogatszych, przeniesiono miejsca pracy poza USA. Nastąpiła pauperyzacja i zniknięcie bogactwa podobne w swoich skutkach do tego, czego byliśmy świadkami w Polsce, gdy kolejne generujące zysk gałęzie przemysłu były wygaszane w procesie wciskania nas na "należne nam" miejsce w łańcuchach wartości kontrolowanych przez Niemcy i Unię Europejską.
Dziś większość ludzi w Polsce i USA ma wrażenie, że wybory są bez sensu, bo czy wybiera jednych czy drugich, Demokratów czy Republikanów, PiS czy PO, zawsze dostaje to samo - rządy skrytych w cieniu korporacji funkcjonujących poza wszelkimi procesami demokratycznymi czy mechanizmami rozliczalności wobec obywateli będących quasi-niewolnikami.
Ale druga kadencja Trumpa niewiele zmieni w procesach degenerujących machinę hierarchii społecznych i nie odwróci postępu toczącego ją raka. W nowej administracji Donalda Trumpa jest 13 miliarderów. Na sali, w której miała miejsce inauguracja, wartość zasiadających w pierwszym rzędzie miliarderów - w tym Bezosa, Zuckerberga i reszty naszych władców - przekraczała trzykrotność PKB całej Polski. Jeden z nich, jąkający się Elon Musk, przekazał na kampanię Trumpa 290 milionów USD1.
Nowi władcy świata
Na naszych oczach powstaje oligarchia, która już nie musi posługiwać się lobbystami po to, by kupić polityków. To zresztą jest w USA zalegalizowane systemowo - wystarczy zarejestrować się jako lobbysta i hop! już można kupować polityków i wcielane w życie prawa, które podsuwa się im do podpisu. "Kupować sobie" za pomocą korupcji, bo w Stanach Zjednoczonych zalegalizowano też korupcję.
My w Polsce nie mamy klasy oligarchów. Wciąż działają u nas resztki procesu demokratycznego. Ale oligarchów mają i Rosja, i Ukraina, i Chiny. Era klasy średniej i jej władzy politycznej dobiega końca.
W Ameryce oligarchowie rządzą tym, co jest kluczowe - przepływem informacji i miejscami, w których następuje gros ludzkich interakcji, czyli mediami społecznościowymi. Firmy i ludzie, którzy je kontrolują, mają władzę totalną nad życiem nas wszystkich. Powiązani i infiltrowani zarazem przez ideologicznych ekstremistów są w stanie niemal w dowolnej chwili zniszczyć życie każdego, kto spróbuje poważnie zagrozić ich monopolowi na "prawdę" i sterowanie masami ludzkimi. Cyfrowy monopol staje się najważniejszym narzędziem kontroli.
Problem nas wszystkich polega na tym, że i same korporacje, i ludzie, którzy nimi kierują, to psychopaci i socjopaci, którzy w procesie zdobywania władzy wyzuli się empatii i wartości, które nadają podmiotowość tym wszystkim, którzy są poniżej. Choć posługują się narracjami obiecującymi godność i wolność osobistą, kształtują współczesne społeczeństwa tak, aby utrwalić swoją władzę i powiększać dystans między sobą a resztą ludzi.
To dlatego i Polakom, i Amerykanom, i Chińczykom system zrzuca na głowy coraz więcej i coraz więcej odbiera. Ale ci sami oligarchowie, którzy władni są kierować losem społeczeństw ludzi pracujących, także podlegają siłom rynku - siłom, którym nie są w stanie się przeciwstawić - które teraz dają im władzę i dominację, ale w dłuższej perspektywie przyspieszają załamanie całego systemu.
Przykładem działania tych sił, które zawierają ziarno swojego własnego załamania, są kolejne skoki na tańszą siłę roboczą. Nie rozmnażajcie się - jest nas za dużo! Nie rozmnażacie się - musimy sprowadzać, kogo się da!
Sprzeczność między tymi hasłami jest tylko pozorna. Z punktu widzenia międzynarodowych ośrodków władzy - w tym korporacji, które nie odpowiadają za swoje działania przed nikim, choć dyrygują siłami politycznymi krajów świata - wymienia się nie jeden spójny historycznie naród na inny, a wspólnotę zdolną do wygenerowania siły politycznej na międzykulturową mieszankę, która takiej siły wygenerować nie będzie w stanie. W międzyczasie wszyscy żyjemy w błogiej nieświadomości tego, że na naszych oczach powstaje nowy feudalizm. Tym razem nie będzie wyposażony w bat, lecz w zmyślne narzędzie kontroli i ogłupiania, karmnik z dopaminą, który każdy z nas trzyma w ręku - smartfon.
Trudno powiedzieć, czy nastąpi jakiś rodzaj buntu społecznego albo zbiorowego przebudzenia. Potencjał rewolucyjny z całą pewnością rośnie. Jednym z jego ośrodków jest ten żywiony ideologią dekolonizacji i obalenia porządków białego człowieka. Inny karmi frustracja mieszkańców USA. Jego przykładem jest słynne morderstwo Briana Thompsona, prezesa jednej z wielkich ubezpieczalni - korporacji nastawionych na zysk i obniżanie świadczeń pod byle pretekstem, a nie na dobro pacjentów. Reakcje na to wydarzenie mówią wszystko o nastrojach społecznych.
Poziom nierówności, który istnieje i wciąż rośnie w dzisiejszym świecie, ma ten sam potencjał wybuchu jak ten przed rewolucją francuską. Gotuje się jak przed każdym wielkim zrywem, z których wiele przynajmniej w tej książce wspomniano.
Jak długo wytrzymamy? Jak długo władcy powodujący obiegiem bogactwa świata będą żyli w błogim stanie indolencji, która doprowadziła do tego, że amerykańscy Demokraci, mimo kontroli niemal 100% mediów i współpracy z praktycznie wszystkimi celebrytami... i tak przegrali z siłami rozczarowania i buntu, gulgoczącymi niczym wypełniony lawą krater wulkanu.
Ostatnia wizja
Wszystkie powyższe problemy absorbują nas. Jest to jak najbardziej uzasadnione, bo sprawa tyczy się naszej bezpośredniej przyszłości. Ale musimy zmierzyć się także z czymś o wiele ważniejszym niż następny rok czy następne 10, a może i 100 lat.
Nasza cywilizacja kwitnie wyłącznie dzięki temu, że zdołaliśmy podłączyć się pod niemal niewyobrażalnie bogate złoża energii zaklętej w paliwach kopalnych. To węgiel kamienny, którego gigatony powstały w unikatowych okolicznościach, w czasie, kiedy bakterie nie nauczyły się rozkładać głównego budulca roślin - ligniny. To ropa naftowa i gaz ziemny, bez których nie wyprodukujemy nawozów podtrzymujących życie i prosperity miliardów zwykłych ludzi oraz tych, których geniusz i marzenia pozwalają nam marzyć o wydostaniu się z naszej skromnej planety i podróży choćby jedynie do sąsiedniej gwiazdy, a nie jednej z 2 trylionów galaktyk wykrytych w obserwowalnym Wszechświecie.
My, nasza cywilizacja XX i XXI wieku, zużyliśmy te zasoby w dużej części. Jeśli jako cywilizacja globalna znikniemy z powierzchni ziemi, ci, którzy podejmą kolejną próbę, utkwią w pułapce niedostatecznych zasobów i opresyjnych systemów społecznych, w której ludzkość tkwiła przez całą swoją historię. Naszą bladą niebieską kropkę, nazwaną tak przez wizjonera lat 60. i 70., uda nam się teraz, albo nie uda się już nigdy.
W zakończeniu Sił psychohistorii pisałem, że aby tak niewyobrażalnie ambitne przedsięwzięcie miało szansę realizacji, ludzkość musiałaby stworzyć ideę jednoczącą i energetyzującą o nadzwyczajnej sile. Sile dającej ludziom wizję przyszłości i motywację do tego, aby poświęcić się dla jej spełnienia.
Niech ilustracja, którą ujrzysz, Czytelniku, po odwróceniu tej karty, stanie się inspiracją i natchnieniem do tego, aby ta idea generująca zdolność do ultrakooperacji, mogła zostać powołana do życia.
Kluczowe prawidła i spostrzeżenia
Kolejność prezentacji poniższych prawideł jedynie w przybliżeniu odzwierciedla kolejność rozdziałów książki. Wynika to z tego, że prawidła działania hierarchii przejawiają się w rozmaitych kontekstach i skalach, a więc ulokowanie ich przy konkretnym temacie nie ma uzasadnienia.
1.
"Nie wstydź si czerpać rad od niższych sobie" - ta porada zawarta jest w słynnych Dialogach Konfucjańskich, które powstały dwa i pół tysiąclecia temu. Znaczenie: Kanał przepływu treści sterujących decyzjami i działaniami jest jednokierunkowy. Tłumaczenie na język współczesnej psychologii: zignorujemy największą mądrość i najlepszą poradę, jeśli przyjdzie ona od osoby znajdującej się pod nami w hierarchii statusu. (s. 432)
2.
Czy wojny prowadzi się o zasoby, czy dominację? Wojna nie zawsze jest po prostu walką o zasoby. Niezależnie od powodów bezpośrednich, egzekutorami konflikcie zbrojnym będą mężczyźni: to oni będą bronić lub atakować.
Wojny toczy się o dominację. (s.__)
3.
Naturalne hierarchie mają kształt piramidy. Na górze nie ma tyle miejsc, żeby zmieścili się wszyscy aspirujący. Pierwsze miejsce jest tylko jedno. Ale aby system działał i generował prosperity, musi okłamać (omamić) aspirujących przekonaniem, że awans jest bardziej realny, niż jest w istocie. (s. 272)
4.
Pesymistyczne podsumowanie: "Przyszłość już tu jest. Tylko nie jest równo rozdysponowana"1. (s. 269)
5.
Ktokolwiek atakuje potęgę Zachodu, jego znajomość natury ludzkiej, w tym biologii, praw manipulowania zbiorowościami, ale przede wszystkim zachowań hierarchicznych, operuje i realizuje swoje oddziaływania na poziomie natchnionym.
To, że efektorami w tych oddziaływaniach są ludzie mówiący takie rzeczy jak "biologiczny mężczyzna może rodzić dziecko" czy "nie ma różnicy między mężczyzn a kobietą" dzieje się na innym poziomie - realizacją techniki gas lighting na poziomie taktycznym. (s. 397).
6.
Niesprawiedliwość, wyzysk (faktyczne i postrzegane) oraz tzw. dystans władzy - te zjawiska narastają wraz ze starzeniem się systemu społecznego. Do rewolucji lub innych form załamania się porządku dochodzi zwykle, gdy siła zewnętrzna (zwykle ingerencja subwersyjna wrogich ośrodków geopolitycznych) dokonuje "podpalenia lontu pod beczką prochu. (s. 288). Nieuchronne zużycie się sił żywotnych systemu zaprogramowane jest w prawidłach jego trwania
7.
Wszystkie społeczności da się opisać jako systemy opresji i przymusu. Ktoś musi być w dole i wykonywać najmniej prestiżowe prace. Ktoś musi umierać na polu bitwy, by inni, często zupełnie obcy ludzie, mogli przeżyć.
Istotą tej struktury hierarchicznej jest wieczny, nierozwiązywalny konflikt osobistych i egoistycznych potrzeb, dążeń i praw skonfrontowanych z obowiązkami wynikającymi z potrzeb całej społeczności. (s. 26)
8.
Hierarchie służą temu, by wymusić na członkach wspólnoty zachowania kooperacyjne. Wspólnota ludzka buduje zdolność swojego przetrwania kosztem swoich członków. (s. 27)
9.
Nauka jako taka z samej swojej natury prowadzi do rewolucji. Jest bowiem w immanentnej sprzeczności z większością modeli władzy - przede wszystkim z systemami feudalnymi. (s. 34)
10.
Podstawową rolą hierarchii jest ograniczenie do minimum konfliktów i agresji pomiędzy członkami stada.
(s. 87)
11.
Osoby neurokonformistyczne przetwarzają dane zmysłowe o zachowaniu, statusie i sile osób w swoim otoczeniu społecznym, przepuszczając je przez dodatkowy filtr. Filtrem tym jest zgodność z kolektywnieuformowaną wolą społeczności, do której przynależą. Gdy osoby "neurokonformistyczne" słyszą jakieś twierdzenie lub dyrektywę ideologiczną, nie zadają sobie pytania "czy to prawda?". Oni zadają pytanie "czy inni będą mnie akceptować, jeśli ja stwierdzę, że to prawda?". Osoby klasyfikowane jako neurodywergentne (ang. neurodivergent, aneurotypical) to ci, którzy dysponują autonomią pozwalającą używać filtra "czy to prawda?". (s. 158)
12.
Raz ustanowione relacje hierarchiczne, wymuszone przez silniejszego, nie podlegają zmianom i kontestowaniu. Przestają być kontestowane, gdy stojący wyżej stosują prawo kaduka, a precyzyjnie - gdy kolektywna presja tych, którzy są na górze, trzyma tych niżej z mordą przy ziemi.. (s. 201)
13.
Cechą naszego modelu cywilizacji ludzkiej, w którym ośrodki miejskie dominują, czyli generują gradient prestiżu i bogactwa przyciągający migracje z prowincji, jest to, że model miejskich cmentarzy przeskalowaliśmy do skali całych państw i narodów.. (s. 250)
14.
Miejsc na szczycie hierarchii jest mniej niż chętnych. Nie wszyscy mogą być szefami, dyrektorami czy menadżerami. Ktoś musi stać przy grillu w McDonaldzie i często jest to osoba o kwalifikacjach znacznie wyższych niż potrzebne na tym stanowisku. (s. 271)
15.
Wielkie imperia czerpią energię do podtrzymania swojego istnienia z sieci handlowych. Efektem ich działania są zasoby pozyskiwane poza terytorium macierzystym. To przede wszystkim energia - czy to w postaci żywności, czy surowców energetycznych od najmniej, do najbardziej wydajnych: torfu, drewna, węgla, płynnych węglowodorów, uranu. To w przeważającej mierze gra o sumie zerowej - dominacja jednego oznacza utratę suwerenności przez resztę. Jeden zgarnia gros zysków, reszta musi zadowolić się resztkami z pańskiego stołu. (s. 309)
16.
Tak jak niektórym krajom nie wolno posiadać określonych typów broni, przede wszystkim atomowej, tak każdy ma swoje miejsce w systemie produkcji. (...) Ten, kto by z konsumenta chciał zaawansować na producenta, byłby uznany za wroga ustalonego porządku na świecie. (s. 337)
-
1 Autorem spostrzeżenia jest William Gibson, amerykański pisarz SF.
Wybrana bibliografia
Źródła internetowe
Autor dysponuje kopiami archiwalnymi wszystkich linkowanych materiałów (teksty, wideo). W przypadku potrzeby Czytelnika dostępu do materiałów usuniętych do celów recenzyjnych lub cytowania, zapraszam do kontaktu. Przypisy: Kod QR obok prowadzi do listy odwołań do treści on-line przywołanych w przypisach (w tym kopii archiwalnych materiałów źródłowych.
https://chiny.pl/prz/15
Publikacje książkowe
Poniżej znajdują się wybrane pozycje przywołane i cytowane oraz pomocnicze (polecane). Zastosowane kryterium doboru: użyteczność koncepcyjna i praktyczna.
P. Gray, Play as a foundation for hunter-gatherer social existence, "American Journal of Play" 2009, nr 1
J.M. Buchanan, Group Selection and Team Sports, "Journal of Bioeconomics" 2000, nr 2, s. 1-7.
P. Plebaniak, Sun Zi i jego Sztuka wojny. Chiron, Kraków 2024.
Robert A. Heinlein, Luna to surowa pani, Rebis 1992.
Dan Baum, Wolność i spluwa. Podróż przez uzbrojoną Amerykę, Wołowiec 2018
James Hasson, Stand Down: How Social Justice Warriors Are Sabotaging America's Military, Skyhorse Publishing 2019.
Tomasz Witkowski, Psychomianipulacje, Biblioteka Moderatora 2000.
Jonathan Haidt, Greg Lukianoff, Rozpieszczony umysł, Zysk i S-ka 2023.
Rafał Ziemkiewicz, Strollowana rewolucja, Fabryka Słów 2021.
Candice Owens, Blackout: How Black America Can Make Its Second Escape from the Democrat Plantation, Threshold Editions 2020.
Fred S. McChesney, Money for Nothing Politicians, Rent Extraction, and Political Extortion, Harvard University Press 1997.
Sven Beckert, Empire of Cotton, Alfred A. Knopf 2014.
Giorgio Riello,The Fabric That Made the Modern World, Cambridge University Press 2011.
Elizabeth Warren, Two-Income Trap, Basic Books 2004.
Koniec bibliografii.
Książki Piotra Plebaniaka
Próbki książek w wersji PDF i e-book można pobrać ze strony domowej autora ? tutaj.
Kaligrafie: Na stronie domowej Piotra Plebaniaka są także udostępnione do bezpłatnego pobrania skany wysokiej jakości kaligrafii, które pojawiają się w jego książkach. ? kaligrafie
Książka-album Pieśni dalekich plemion
Przepiękne zdjęcia roześmianych, a czasem zamyślonych aborygenów, którzy opowiadają najpiękniejsze, najważniejsze opowieści swojego życia lub opowiadają o sobie i swoich plemionach. Sprzedaż książki nie ma szans pokryć olbrzymiego kosztu realizacji tego projektu. Autor zaprasza do wsparcia realizacji w portalu Patronite tutaj. Prezentacja i próbki książki tutaj. Facebook autora z wrzutkami różnych zdjęć ludzi i zdarzeń: https://facebook.com/piotrplebaniak.
Seria wzorce
Serię otwiera bestseller 36 forteli opatrzony wstępem Andrzeja Sapkowskiego, drugi tom to wybitny przekład traktatu Sztuka wojny, opatrzony wypowiedziami nt. filozofii wojny i konfliktu takich ekspertów jak prof. Jerzy Bralczyk, gen. Jarosław Kraszewski, dr Tomasz Witkowski i wielu innych. Seria docelowo będzie liczyć osiem tomów - każdy z nich jest studium i repoytorium przykładów na rozmaite prawidłowości świata i natury ludzkiej. Seria wzorce - prezentacja on-line
Seria Zrozumieć wojnę
To podseria wydzielona z serii WZORCE. Fortele, wywieranie wpływu na bieg rzeczy, prawidła historii i ludzkiej natury oraz prawidła geopolityki. Prezentacja serii on-line
Seria Opowieści z Azji Wschodniej
Opowieści z dawnych Chin to 81 legend, mitów i opowiastek historycznych (wydanie kolorowe). Opowieści z dawnego Hongkongu to zbiór opowiadań obyczajowych
autorstwa Davida T.K. Wonga. Zbiorki o Japonii to ponownie kolorowe dzieła autorstwa Piotra Plebaniaka Prezentacja serii on-line
Seria Zrozumieć Chiny
Za wyjątkiem Chińskiej archeologii językowej, każdy tomik to pięknie ilustrowany zbiorek maksym, słynnych fraz, idiomów i przysłów, za pomocą których autor opowiada o najciekawszych aspektach historii i kultury Chin. Archeologia to ilustrowany mini-słownik najciekawszych albo najbardziej nietypowych znaków chińskiego pisma, słów chińskich języków starożytnych, i slangu - zarówno historycznego, jak i współczesnego. Prezentacja książek serii tutaj.
Seria "Wzorce zwyciężania" (sześć tomów)
Piotr Plebaniak prezentuje serię dla miłośników historii wojskowości oraz adeptów sztuki wojennej i skutecznego działania.
Seria planowana jest na sześć tomów. Każdy z nich będzie zawierać analizy znanych i mniej znanych konfliktów, operacji, bitew i potyczek. Analizy te są ukierunkowane na wyciągnięcie maksimum wiedzy i doświadczenia tak, aby błędy i sukcesy postaci historycznych stały się elementem zdobytej przez czytelnika edukacji.
Seria "Wzorce"
Seria Wzorce to pogłębione analizy kolejnych sfer toczenia konfliktów. To także podręczniki budujące zdolność podejmowania optymalnych decyzji i skutecznego działania. Więcej na stronie chiny.pl/ksiazki
Wsparcie autora na Patronite:patronite.pl/piotrplebaniak.
Książka otrzymała wyróżnienie Najlepszej książki geopolitycznej roku 2023 w konkursie Polskiego Towarzystwa Geoplolitycznego.
Praca, w której sam autor i zaproszeni eksperci prezentują swoje wizje prawidłowości geopolitycznych, okraszając je przykładami z kart historii i wydarzeń współczesnych. W środku 43 mapy i 29 zdjęć oraz ilustracji, które pomogą zrozumieć zawiłą logikę zmagań między mocarstwami. Podręcznik budowania obrazów mentalnych i dziesiątki anegdot historycznych - ze wstępem Andrzeja Sapkowskiego Traktat Sztuka wojny w przekładzie Piotra Plebaniaka bezpośrednio z chińskiego języka klasycznego, stylizowany na piękną polszczyznę Sienkiewicza. Do tego wizje wojny i konfliktów prof Bralczyka i ponad 20 innych mistrzów oraz ekspertów.
System odnośników i konwencje użyte w książkach serii "Wzorce"
Tomy "Oni albo my!" to część serii "Wzorce". Jej pierwszym tomem był bestseller pt. 36 forteli. Wszystkie tomy serii zawierają wzajemne odniesienia wykonane tak, aby unikać powtórzeń, a przy tym nie wymuszać w czasie lektury konieczności wertowania pozostałych tomów.
-36.II.4.C - Odwołanie do innego tomu serii "Wzorce". "36" to 36 forteli, "SW" to Sun Zi i jego Sztuka wojny, "SP" - Siły psychohistorii (wyd. II), "WD" - Wzorce Dowodzenia (wyd. 2025), "SK" - Siły i kontrsiły (wyd. 2026), "WZ1" - Wzorce zwyciężania t. 1 oraz "OM2" - Oni albo my! t. 2.
Pojęcia i koncepcje kluczowe: są wyróżnione podwójnie: kursywą i podkreśleniem (np. Moc). Ich indeks znajduje się na s. 13. Wyjaśnienia koncepcji kluczowych rozsiane są we wszystkich tomach serii "Wzorce", jednak ich kompleksowe omówienie znajduje się w vademecum tworzenia i niszczenia imperiów - książce Siły psychohistorii.
Wyróżnienia, passusy i cytaty: jeśli nie zostały oznaczone inaczej, pogrubienia czcionki oraz komentarze w nawiasach kwadratowych pochodzą od autora.
Zdjęcia, mapy i ilustracje: jeśli nie zostały opisane inaczej, wykonał je sam autor.
Przypisy: Kod QR obok prowadzi do listy odwołań do treści on-line przywołanych w przypisach (w tym kopii archiwalnych materiałów źródłowych.
https://chiny.pl/prz/15