Wzorce (#1). 36 forteli. Chińska sztuka podstępu, układania planów i skutecznego działania - Piotr Plebaniak

Kup ebooka

48.00 zł
40.22 zł (39,77 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Kultura jako źródło... kiepskiej wyobraźni

Co wpływa na nasz sposób myślenia i działania

Minione doświadczenia i przeżycia emocjonalne kształtują sposób patrzenia na świat nas wszystkich. W trudny, a czasem niemożliwy do zmiany sposób decydują o tym, jak osoba postrzega związki przyczynowo-skutkowe. Zakreślają też granice tego, co aktualnie widzi i jak na to zareaguje. Osobiste doświadczenie, wraz z wartościami wpojonymi przez "bezosobową" kulturę i społeczeństwo, wyznacza pulę działań możliwych do wprowadzenia w życie, a wręcz po prostu do pomyślenia. Jeśli zrozumieć naturę tych oddziaływań, da się przewidzieć, co osoba w danej sytuacji najprawdopodobniej zrobi, a potem na to wpłynąć.

Tematem tej książki jest postrzeganie sytuacji konfliktowych. A sprawność postrzegania uwarunkowana jest nie tylko społecznie, ale też fizjologicznie i dziedzicznie. Dla przykładu, kobiety bezwzględnie górują nad mężczyznami w sferze inteligencji emocjonalnej, m.in. przy wyczuwaniu stanów psychicznych ukrywanych przez innych ludzi. Z kolei osoby z nadrozwojem, dysfunkcjami i uszkodzeniami niektórych części mózgu mogą widzieć i reagować na rzeczywistość zupełnie inaczej niż stojący obok "przeciętniak". Najwięcej odkryć sprzecznych z potocznymi mniemaniami o wolnej woli czy równości płci dostarczają obserwacje aktywności mózgu metodą rezonansu magnetycznego.

Percepcja jest wszystkim. Rzeczywistość, w której ludzie funkcjonują, składa się nie tylko z rzeczy materialnych, ale też tworzonych w umyśle wyobrażeń o rzeczywistości. Innymi słowy, oprócz zjawisk fizycznie zachodzących i możliwych do zmierzenia "szkiełkiem i okiem" wpływ na ludzi ma sztucznie ukształtowane środowisko społeczne.

Nasze zachowania są regulowane m.in. przez konstrukty kulturowe, czyli mniej lub bardziej świadomie powtarzane za innymi ludźmi utrwalone sposoby działania i myślenia - "Strzeż nas, Boże, przed poglądami naszych ojców" mówi Kirst. Ale podział na czynniki naturalne i sztuczne jest mylący, gdyż często coś, co odziedziczymy genetycznie (np. instynkty seksualne), jest wtórnie adaptowane, przekształcane lub deformowane epigenetycznie i w procesie socjalizacji  - przyuczania do życia społecznego. W rezultacie wypadkowa wszystkich sił działających na nieszczęsnego, często bezradnego delikwenta jest równie skomplikowana, co mętlik jego w różnym stopniu uświadamianych reakcji.

Społecznie nabyta nadbudowa działa jak niewidzialne ściany, wokół których w bezwiednym posłuszeństwie się poruszamy i o które rozbijamy sobie (także wzajemnie) nosy. Albo jak niewidzialne pociski, przed którymi uchylamy się, wykonując przedziwny taniec, dla postronnego obserwatora - zwłaszcza pochodzącego z innej kultury - albo niezrozumiały, albo wręcz śmieszny. Do tych uników potrzebna jest inteligencja społeczna albo inteligencja emocjonalna. Jest to umiejętność poruszania się w kontrolowany sposób między przeszkodami wytwarzanymi w świecie społecznym. Jedna z funkcji tej książki to poradnik inteligencji społecznej. Zrozumienie zasad działania niewidzialnego świata sprawi, że - zupełnie jak postać Neo z Matrixa - nie będziesz musiał nawet unikać niewidzialnych kul, a zaczniesz kierować ich lotem. Odkryjesz, że większość twojego wysiłku okaże się niepotrzebna i nauczysz się osiągać swoje cele minimalnym nakładem kosztów.

Niewidzialną częścią świata są normy etyczne, prawne, poczucie honoru czy przyzwoitości. Od aktualnego stanu środowiska kulturowego i społecznego (tradycje, mentalność) zależy to, czy niektóre działania będą społecznie oczekiwane, tolerowane, pogardzane, piętnowane czy zabronione. Wszystkie te ograniczenia działają na wielu płaszczyznach i dodatkowo wikłają swój wpływ, gdy "wchodzą w reakcję" z osobistym doświadczeniem osoby. Zachowanie takiej osoby może być regulowane lub powstrzymane m.in. przez:

" normy etyczne i moralne,

" wytyczne organizacji (firmy, grupy wyznaniowej), od której zależy jego egzystencja (dopływ pieniędzy) lub utrzymanie statusu społecznego i pozycji w grupie,

" osobowość przełożonego,

" stopień konformizmu wobec grupy, w której chce być akceptowany,

" zdolność adaptacji do nowej sytuacji i kwestionowania utrwalonych wcześniej norm oraz tradycji, a przy tym druga strona medalu:

" otwartość na innowacje i zdolność odrzucenia przestarzałych, choć wcześniej skutecznych rozwiązań,

" mniej lub bardziej traumatyczne wydarzenia z własnego życia, a także wynikające z nich usposobienie i dominujący stan psychiczny (np. potrzeba uznania, wyuczona bezradność "20.1),

" przygodne okoliczności i przypadki.

Niech trzy ilustracje pokażą, jak głęboki może być ten wpływ.

1. Pojedynki rycerzy i bitwy pojedynkowe, praktykowane w średniowiecznej Europie, nie dopuszczały stosowania podstępów. Były formą sądu bożego, który miał wskazać tę stronę, przy której stoi prawda i Bóg. Zwycięstwo odniesione podstępem hańbiło, a przede wszystkim nie rozstrzygało. Takie podejście ukształtowało "ideał" europejskiej sztuki wojennej i m.in. mocno upośledziło działania uczestników krucjat w walkach z niestroniącymi od niehonorowych podstępów niewiernymi.

"Ideał", gdyż bitwy wygrywał często ten z przeciwników, który miast trzymać się honorowych i zgodnych z tradycją metod walki, nieuprzejmie zniżył się do metod skutecznych, czyli podstępu. Model ten jest mocno zakotwiczony w dziejach Europy. W Grecji okresu klasycznego wzorem wojownika był hoplita, czyli broniący własnej ziemi właściciel niewielkiego gospodarstwa. Bitwy miały silnie rytualny charakter - zwycięzcy nie ścigali uchodzących wrogów, by ich wybić, ale po prostu wracali do swych domów.

Przykładem bitwy pojedynkowej jest bitwa pod Koronowem, stoczona 10 października 1410 roku. Piotr Derdej, autor opracowania Koronowo 14101, cytuje kronikę Długosza, według którego w bitwie przeciwnicy zarządzali przerwy, nosząc sobie nawzajem wino. Według przytaczanych przez Derdeja historyków, S.M. Kuczyńskiego i Z. Spieralskiego, wynikało to z przekonania, że "rycerscy goście zakonu rodem z Europy Zachodniej [...] wciąż jeszcze zachowywali prastare obyczaje rycerskie, nakazujące szacunek wobec przeciwnika, który walczy uczciwie".

Wcześniej Derdej pisze: "Rycerstwo po obu stronach przestrzegało zachodnioeuropejskiego kodeksu honorowego i toczyło tę bitwę również na sposób zachodni, na poły turniejowy, gdzie stawali w szranki równi sobie [...] w obyczajach rycerskich przeciwnicy, którzy podziwiali i szanowali się nawzajem, choć - chwilowo - walczyli pod przeciwnymi sobie sztandarami". Kontrprzykładem jest bitwa pod Crécy stoczona w 1346 roku, w której szlachetnie urodzeni rycerze zostali wystrzelani przez angielskich łuczników. Odległym o całe stulecia echem tego etosu były rycerskie postępki lotników arystokratów walczących w czasie I wojny światowej.

Moje podkreślenie frazy "równi sobie" jest szalenie istotne w kontekście analizy chińskich wojen. W zasadzie wszystkie one były toczone przez przeciwników nierównych statusem - były to m.in. rebelie przeciw upadłej moralnie dynastii (która zwykle bezpowrotnie traciła legitymizację) lub ekspedycje karne wymierzone przeciw gwałcącym ustalone rytuałem li ? porządki polityczne.

2. Kult ataku zapokutował w przypadku Hitlera, który opóźnił wprowadzenie do walki Me-262. Uparł się on, aby samolot posłużył jako bombowiec (kontratak), a nie myśliwiec do zwalczania alianckich bombowców (obrona). Kosztowne bronie odwetowe V1 i V2, choć były lepszym pomysłem na sprowadzenie aliantów do stołu negocjacyjnego, zostały przez nich w porę zneutralizowane. Gdyby jednak Niemcy odpowiednio wcześnie dopracowali bronie do zwalczania bombowców, doprowadziłoby to do zmasakrowania i zawieszenia alianckich wypraw bombowych. Przekonująco wykazał to choćby wyczyn jednej z eskadr Me-262 w marcu 1945 roku. Choć efektywność maszyn niemieckich była bardzo obiecująca, ze względu na zbyt małą ich liczbę nie mogły zadać strat wymuszających na aliantach zmianę strategii.

3. Przegrana Wielka Wojna 1914-1918 zdjęła z Niemców balast przestarzałych wzorców funkcjonowania sił zbrojnych. Uzyskali szansę stworzenia od podstaw nie tylko całej armii, ale też doktryny wojennej. Budowana od lat dwudziestych XX wieku armia szkieletowa (na 100 000 ludzi 40 000 podoficerów,szykowanych do roli oficerów) składała się wyłącznie z ochotników. Dozwolono na egalitarne relacje oficerów z niższymi rangą, co poprzez wzrost wzajemnego zaufania i poczucia braterstwa broni zwiększyło ogólną wartość bojową ("35.D; o takim rozwiązaniu wspominał też Platon). Każdy żołnierz był szkolony do zadań przełamujących, zgodnych z koncepcją oddziałów szturmowych z końca Wielkiej Wojny.

Wzorując się właśnie na taktyce oddziałów szturmowych, Niemcy wyzyskali potencjał nowej broni - czołgów. Ale ta nowatorska doktryna wojny błyskawicznej, opartej na głębokich uderzeniach pancernych, powstała w Anglii, gdzie - podobnie jak we Francji - została zignorowana. Ta wypracowana przez Niemcy przewaga i tak poszłaby na marne, gdyby nie... przypadek. Szykowany do realizacji plan ataku na Francję był adaptacją planu Schlieffena z poprzedniej wojny - został jedynie poszerzony o doktrynę wojny błyskawicznej. Alianci w większości go odgadli. Dopiero gdy kopia niemieckich planów wpadła w ich ręce, Hitler awaryjnie zaakceptował lekceważony wcześniej plan Mansteina uderzenia przez Ardeny, co - jak wiemy - skończyło się spektakularnym sukcesem "7.6.

Niektóre z nietypowych rozwiązań są łatwe do wprowadzenia w życie i oczywiste. Są one akceptowane i powszechnie stosowane. Ale otwartość na zmiany zależy od mentalności i "ducha czasów" - co zmienia się zależnie od czasów historycznych, reżymu politycznego i innych czynników. Dlatego rozwiązania "nieoczywiste" do wprowadzenia w życie wymagają jednostki upartej i myślącej nieszablonowo, ale może przede wszystkim gotowej na ośli opór otoczenia, jego ostracyzm, a nawet jawną wrogość.

Jednostki wybitne osiągały sukces dzięki temu, że potrafiły wyjść nie tylko poza ramy sytuacji, ale też z zaklętego kręgu gotowych wzorców, w którym poruszali się pozostali uczestnicy zdarzeń. Taką wybitną jednostką był T.E. Lawrence, znany jako Lawrence z Arabii. Dzięki wizji wspartej nabytą wcześniej doskonałą znajomością warunków geograficzno-kulturowych oraz mentalności arabskiej był w stanie osiągnąć znacznie więcej, niż mieściło się w wyobraźni jego przełożonych "19.4.

Tego, że Lawrence jeszcze przed wybuchem wojny spędził w "swojej" Arabii długie lata, w filmie o nim nie zobaczymy. Lawrence przyswoił sobie język, mentalność i wszystkie inne elementy lokalnego środowiska społecznego, realizując zadania powiązane z jego pasją - archeologią. Jego liczne piesze wędrówki zaowocowały przejęciem lokalnych zwyczajów i obyczajów. Choć był obcym, z czasem pustynne życie, które poznał na wskroś, stało się dla niego środowiskiem w pełni oswojonym. Ale zachował jednocześnie spojrzenie gościa (patrz s. 46), które wsparte wszechstronnym wykształceniem dawało mu przewagę nad przełożonymi, podległymi mu arabskimi sojusznikami i nad przeciwnikiem. Tak właśnie osiągnął najwyższy możliwy poziom świadomości sytuacyjnej, co w innych kontekstach określa się osiągnięciem mistrzowskiego panowania nad sytuacją albo dostrojeniem się do środowiska. Rewolta arabska, na której strategię i taktykę wpływał Lawrence, stała się w jego rękach doskonale skutecznym narzędziem walki z imperium osmańskim.

Zdarza się, że wybitny innowator nie ma pełnej swobody działania w ramach organizacji czy społeczności, których jest częścią. Było tak w przypadku mistrza wojny partyzanckiej Orde Wingate'a, słynnego z błyskotliwych sukcesów w walce z Japończykami w birmańskich dżunglach. Mocno niedoceniany i traktowany przez zwierzchników "jak zgniłe jajo" niesforny Wingate był ojcem trzech sukcesów: utworzenia skutecznych milicji żydowskich osadników w Palestynie, kampanii partyzanckiej przeciw Włochom w Sudanie (pod koniec kampanii jego siły liczące 1700 ludzi wzięły do niewoli garnizon liczący 20 000) oraz już bardziej znanej kampanii Chinditów w Birmie.

Działanie jednostek odstających od norm społeczności, z którą są na dobre i na złe związani, jest ściśle reglamentowane. Poucza nas o tym Nietzsche: "Nie dość mieć talent: trzeba mieć także wasze na niego pozwolenie - nieprawdaż, przyjaciele moi?". Być może miał na myśli los wyprzedzającego swój czas Mozarta, bodaj najgenialniejszego kompozytora wszech czasów. Nierozumiany przez ówczesną, niegotową na jego innowacje, publiczność został odrzucony i wypchnięty poza ramy społeczeństwa, które go wydało, a do którego nie pasował. Na koniec zaszczuty w obłęd nieszczęśnik został przez niewidzialne siły - złowrogo mantrujące "Kto sam, ten nasz największy wróg" - ciśnięty do grobu dla biedoty.

Dla osoby kreatywnej czyny jednostek wybitnych powinny być natchnieniem i wzorcem do naśladowania. Dlatego aby zwiększyć efekt ich oddziaływania na wyobraźnię czytelnika, tak często, jak to jest rozsądne, opisuję wydarzenia z możliwie nietypowej perspektywy.

Postacie opisywane w tej książce często pochodzą z obcych nam kręgów kulturowych - przede wszystkim z Chin. Do pełnego zrozumienia przytaczanych w tej książce wydarzeń, ale przede wszystkim do zrozumienia ujęcia, w którego duchu są opisane, potrzebna jest podstawowa znajomość chińskiego kodu kulturowego - historii, kultury i filozofii. Odpowiedniej orientacji dostarcza niniejszy wstęp i liczne dygresje, rozrzucone w różnych miejscach książki. Część chińskich przykładów historycznych zaopatrzona jest w komentarze, które umożliwiają nieco szersze spojrzenie na czasy i kontekst kulturowy, w którym rodziła się chińska tradycja stosowania forteli. Pomogą czytelnikowi w interpretacji znanych mu wydarzeń z cennego poznawczo chińskiego punktu widzenia "19.3.

Patrzenie na własną kulturę przez pryzmat kultury obcej skutkuje zwykle uzyskaniem inspirującej i użytecznej perspektywy. Mam nadzieję, że czytając niniejsze wprowadzenie (część pierwszą książki), czytelnik znajdzie okazję nie tylko do poznania obcej historii i cywilizacji, ale i lepszego rozumienia swojej własnej.

To spojrzenie gościa przełoży się na praktyczną umiejętność omijania niewidzialnych przeszkód. Zaprezentował ją Aleksander Wielki, radząc sobie z węzłem gordyjskim. Działał on ze specyficznie uprzywilejowanej pozycji. Był władcą, a więc jego pozycja społeczna stawiała go ponad zwykłymi regułami i ograniczeniami. Drugim czynnikiem był wpływ jego mentora i nauczyciela, jednego z najbardziej otwartych umysłów greckiej starożytności - Arystotelesa. Z tego podwójnego fundamentu w sposób naturalny narodziła się umiejętność, a zarazem śmiałość podejmowania działań dla innych niewyobrażalnych i "sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem".

1 Piotr Derdej, Koronowo 1410, Bellona, Warszawa 2008, s. 144-145.

fortel szósty

Czyń hałas na wschodzie, a zaatakuj na zachodzie

Odciągnij uwagę i zasoby przeciwnika od miejsca, w którym planujesz działanie. Pozoruj zamiar ataku z dala od punktu, w którym chcesz przeprowadzić rzeczywiste uderzenie. Gdy tamten już uszykuje obronę w niewłaściwym miejscu, zaata­kuj tam, gdzie się tego najmniej spodziewał.

Wzorzec

Istotą fortelu jest dyslokacja (patrz s. 135) uzyskana przez stworzenie fałszywego obrazu twoich zamiarów. Spraw, by wysiłek obronny tamtego został źle zainwestowany i się zmarnował. Pokazuj formę fałszywą, ukrywaj prawdziwą. Przeciwnik ma błędnie ocenić sytuację i w konsekwencji skierować swoją uwagę i przygotować obronę tam, gdzie ty się nie wybierasz.

Fortel ten jest powszechnie używany i spotykany we wszystkich sytuacjach życiowych. Polega na użyciu manewru pozorowanego, który ma zmylić przeciwnika i odciągnąć jego główne siły od miejsca, w którym nastąpi rzeczywiste działanie. Celem jest sprawić, aby nie mogąc poznać twoich prawdziwych zamiarów, musiał rozproszyć swoje siły lub skoncentrować je w niewłaściwym miejscu.

Siły walczących stron w realnie zachodzących sytuacjach nigdy nie są wystarczające, stąd konieczne jest ich umiejętne rozdysponowanie. Atakujący może je koncentrować tam, gdzie obrońców jest mniej, a przez to obrona staje się łatwiejsza do przełamania. Obrońcy muszą zgadywać, skąd przyjdzie atak, a potem odpowiednio inwestować siły do przeciwdziałania. Naturalnie obu stronom zależy na ukryciu własnych ruchów i jak najskuteczniejszym zmyleniu przeciwnika. Stosują zwody i iluzje tak, aby przeciwnik nigdy nie wiedział, co jest rzeczywistym manewrem, a co tylko pozorem lub atrapą realnej siły.

Zaskoczenie w fortelu "1 osiąga się utajnieniem istnienia wrogiej intencji, tutaj - poprzez zmylenie przeciwnika co do miejsca lub czasu, w którym zostanie ona wprowadzona w życie. Fortel można stosować w wielu wariantach. Paradoksalnie działa on nawet wtedy, gdy się go nie używa: sama możliwość jego zastosowania wymusza rozproszenie sił. Jednym z wariantów jest naprzemienne okazywanie zamiaru ataku i wycofania, aż przeciwnik straci rozeznanie co do twoich manewrów - będzie to fortel "7. O tym mówi passus z jednej z klasycznych chińskich powieści:

Gdy fałsz udaje prawdę, prawda też wygląda jak fałsz; gdy puste zajmuje miejsce pełnego, pełne staje się pustym.

 - Cao Xueqin, Sen czerwonego pawilonu

Ukrycie planów może polegać na nieprzybieraniu żadnej konkretnej formy - tak radzi Sun Zi. Wtedy przeciwnik nie będzie w stanie dostrzec porządku w informacjach, które analizuje - zobaczy bezład jak w zepsutym kalejdoskopie. Utrudni mu to obmyślić przeciwdziałanie oparte na ocenie sytuacji. Można jednak zrobić inaczej. Jeśli w przeszłości twoje poczynania były skutecznie przewidywane, pozwól przeciwnikowi sądzić, że i tym razem będzie mógł odgadnąć twoje intencje. Najlepszą metodą jest jedynie podsuwać mu potwierdzenia dla podejrzeń i wniosków, do których on sam dojdzie.

Gdy dezinformacja odniesie sukces, możliwy będzie atak w warunkach idealnych - uzyskanej wcześniej lokalnej przewagi. Będzie to uderzenie silnym w słabe, twardym w miękkie, skoncentrowanym w rozproszone.

Przykłady historyczne

6.1. lis pusTyni konTra alianCi - gra dezinformaCji na pusTyni

Afryka Północna, II wojna światowa

W końcowej części kampanii w Afryce Północnej przewaga materiałowa aliantów była tak przytłaczająca, że Brytyjczycy mogli tracić czołgi średnie i ciężkie w proporcji 4 : 1 i nadal zachować przewagę ilościową 4 : 1254.

W maju 1942 roku generał Erwin Rommel rozpoczął kampanię przeciw wojskom brytyjskim okupującym drogę do Aleksandrii, Kanału Sueskiego i roponośnych terenów poza nimi. Celem głównym kampanii było zdobycie Tobruku, najważniejszego portu na wybrzeżu libijskim na wschód od Trypolisu. Zdobycie tego portu dałoby Niemcom bazę zaopatrzeniową całe 1500 kilometrów bliżej granicy Egiptu.

W Gazali Rommel - nie po raz pierwszy - zastosował następujący fortel. Do wszystkich ciężarówek oraz niektórych lżejszych czołgów włoskich poprzyczepiano pęki drewna i związanych krzewów. W czasie przejazdu kolumn wytworzyły się w ten sposób olbrzymie kłęby kurzu. Brytyjczycy doszli do wniosku, że jest to rzeczywisty generalny atak, i wykonali manewr, aby wyjść mu na spotkanie. W tym czasie Rommel zaatakował z innego kierunku, całkowicie zaskakując swoich adwersarzy.

Oczywiście w czasie walk w Afryce także alianci stale stosowali wybiegi mające ukryć lub zwielokrotnić ich prawdziwe siły. Jednym z nich było rozstawianie fałszywych samolotów i dział. Po pewnym czasie Niemcy nauczyli się rozpoznawać atrapy samolotów - miały one drewniane wsporniki skrzydeł, które dało się dostrzec na powiększonych fotografiach.

Podstęp Brytyjczyków zdawał się utracić swoją wartość. Jednak oficer odpowiedzialny za operację, porucznik Dudley Clarke, zaproponował, aby także prawdziwe samoloty były wyposażone we wsporniki. Tak też zrobiono. Teraz Niemcy nie byli w stanie rozpoznać prawdziwych samolotów.

Podobny fortel, zgodny ze wzorcem "7, zastosowano na Malcie. Aby zmylić nadlatujące nocą niemieckie bombowce, zbudowano fałszywe pasy startowe, po których jeździły samochody z reflektorami imitującymi startujące i lądujące samoloty. Te fałszywe lotniska stały się celem ataków, jednak po jakimś czasie Niemcy zorientowali się w podstępie. Wtedy samochody zaczęły jeździć po prawdziwych lotniskach.

6.2. gdzie będzie inwazja?

Francja-Norwegia, 1944 rok

Starania aliantów mające zmylić Niemców co do miejsca inwazji w 1944 roku to klasyczny przykład fortelu dyslokacji przestrzennej sił przeciwnika. Dowodzący operacją generał Dwight Eisenhower miał do wyboru dwa rejony inwazji: półwysep Cotentin i rejon Caen w dolnej Normandii albo - najbliższy Wyspom Brytyjskim - Calais. Podjęto gigantyczną operację dezinformacyjną o kryptonimie "Fortitude North" i "Fortitude South".

Alianci przedsięwzięli cały szereg działań mających zwieść Niemców: stworzono fikcyjną 1 Grupę Armii (FUSAG), która składała się zarówno z prawdziwych, jak i fikcyjnych jednostek. Miejsca ich stacjonowania podmieniano tak, aby już po D-Day fałszywe jednostki oczekiwały w miejscu skoszarowania, przy portach naprzeciw Calais. W tym czasie rzeczywiste jednostki przerzucano okrężną drogą do Normandii.

Aby uwiarygodnić całość zabiegów, dowódcą nieistniejących armii został - wściekły z tego powodu - generał Patton. W rejonie "stacjonowania" grupy armii składowano olbrzymie zapasy materiałów wojskowych, budowano oświetlane nocą makiety lotnisk, rozstawiano gumowe atrapy czołgów, dymiące kuchnie polowe i symulowano nasiloną wymianę depesz radiowych. To ostatnie było niełatwe: obie strony wyuczyły się rozpoznawać styl nadawania poszczególnych operatorów, co komplikowało i tak skomplikowane fabrykowanie komunikacji radiowej nieistniejących jednostek. W tym czasie aliancki Sztab Naczelny przeniesiono na wschodnie wybrzeże Anglii, pozorując jego aktywność radiową, która natężeniem przewyższała pozostałe sztaby. Nieistniejącą armię odwiedził nawet sam król Jerzy VI - jak najbardziej prawdziwy. W rezultacie Niemcy doszli do graniczącego z pewnością przekonania, że w Wielkiej Brytanii stacjonuje 79 dywizji, choć w rzeczywistości było ich jedynie 47.

Nad pobliskim rejonem Francji prowadzono nasilone operacje powietrzne - lotów rozpoznawczych i bombowych było nad rejonem Calais dwa razy więcej niż nad Normandią. Uporczywie bombardowano też cele w całej północno-zachodniej Francji, co miało dodatkowo utwierdzić Niemców w przekonaniu, że desant nastąpi w Pas de Calais. Szacuje się, że w tych czysto dezinformacyjnych nalotach zginęło od 80 000 do 160 000 osób255, w większości francuskich cywilów. Jednocześnie przed inwazją u ujścia Tamizy gromadzono flotę barek desantowych.

Wywiad niemiecki otrzymywał dokładne informacje od swojej siatki wywiadowczej działającej w Wielkiej Brytanii. Problemem było to, że jej członkowie co do jednego zostali przewerbowani przez Brytyjczyków. Posłużono się aktorem udającym generała Montgomery'ego, którego, aby uśpić czujność Niemców, tuż przed inwazją wysłano do Gibraltaru.

Posługiwano się nie tylko dezinformacją. Ważnym czynnikiem były innowacje o znaczeniu strategicznym, które pozwalały aliantom wykonywać posunięcia dla przeciwnika nieprzewidywalne, bo przeczące fizycznym faktom i zdrowej kalkulacji. Ich zastosowanie sprawiało, że podsuwana dezinformacja nabierała cech wiarygodności. Niemcy słusznie zakładali, że wojska inwazyjne, wymagające gigantycznej ilości zaopatrzenia, muszą od samego początku mieć dostęp do dużego portu. Alianci potwierdzili ten domysł, budując na cele inwazji fałszywy port naftowy w Dover. Tymczasem sięgnęli po innowację techniczną, która rozwiązywała dylemat (patrz przepraw się przez Chencang "8).

Porażka rajdu na Dieppe w sierpniu 1942 roku boleśnie pokazała, że atak na umocnione rejony portowe miał nikłe szanse powodzenia. Dlatego alianci uwolnili się od tej konieczności - przywieźli do Normandii dwa sztuczne porty (kryptonim "Mulberry") oraz ułożyli na dnie kanału La Manche rurociąg (kryptonim "PLUTO" - Pipe Line Under The Ocean), którym przepompowano łącznie niemal 800 milionów litrów paliw. Choć jeden z portów został zniszczony przez sztorm krótko po uruchomieniu, drugi z nich w zupełności spełnił swoje zadanie.

Zabiegi aliantów okazały się wyjątkowo udane. Dziesiątki tysięcy żołnierzy niemieckich pilnowało wybrzeża Norwegii, Holandii, Belgii oraz w Pas de Calais. Nawet po lądowaniu aliantów 6 czerwca 1944 roku na plażach Normandii Hitler działał w przekonaniu, że właściwe lądowanie głównych sił jeszcze nie miało miejsca. Biorąc pod uwagę pulę dostępnych mu danych wywiadowczych, było to przekonanie jak najbardziej racjonalne.

Choć niektórzy niemieccy dowódcy słusznie uznali, że inwazja w Normandii jest rzeczywistą operacją, to w pierwszych jej dniach przeważyło błędne przekonanie Hitlera. W okresie bezpośrednio po lądowaniu zwieść dał się nie tylko sam Hitler, ale i niemieckie OKW i OKH, o czym świadczyły decyzje przemieszczenia dywizji pancernych, zanim jeszcze sam Hitler został tego dnia obudzony. W rezultacie cała niemiecka 15. Armia, licząca około pół miliona żołnierzy, aż do 26 czerwca pilnowała wybrzeży Calais, oczekując na "rzeczywisty" desant.

Porady praktyczne

Użycie fortelu

Należy sprawić, aby siły przeciwnika znalazły się z dala od miejsca, w którym mogłyby być efektywnie użyte. Oczywistą do zastosowania techniką jest odwrócenie uwagi. Będzie to np. zagadywanie pacjenta przy robieniu zastrzyków. Zajmowanie uwagi pacjenta głupimi dowcipami sprawdza się nawet przy dłutowaniu ósemek, czego autor doświadczył osobiście.

A. Bądź szybki i nieprzewidywalny

Zaskoczenie można osiągnąć dwojako: przez skuteczną dezinformację i przez szybkość manewru, a czasami przez ich połączenie. Wielokrotnie w czasie wojny pozycyjnej na froncie zachodnim w latach 1914-1918 czyniono pozorowane ataki na jednym odcinku, aby główne uderzenie rozpocząć w miejscu zupełnie innym. Czasami przed planowaną próbą przełamania frontu rezygnowano z uderzenia artyleryjskiego, aby nie uprzedzić nim przeciwnika o ataku.

Bardziej współczesnym przykładem jest operacja "Ave Maria" w czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Wobec rosnącej koncentracji wojsk irackich na granicy z Arabią Saudyjską w przeddzień ataku Amerykanie przeprowadzili pozorowany desant na wybrzeżu kuwejckim. Rezultatem tej nocnej akcji było zainicjowanie przemieszczenia kilku dywizji irackich w stronę Kuwejtu.

B. Sprowadź przeciwnika na fałszywe tory

Przeciwnik ma do dyspozycji ograniczoną pulę sposobów i środków przeciwdziałania. Jeśli w którymś momencie uznał pewien rodzaj ataku za najbardziej prawdopodobny, mógł zainwestować środki i zaangażować się w sposób trudny do zmiany. Utwierdź go w takiej decyzji, aby maksymalnie utrudnić mu wycofanie się z błędnej inwestycji.

Niemcy uznali, że aliancka inwazja w Normandii w 1944 roku musi mieć za cel jak najszybsze zdobycie dużego portu. Takie założenie stało się ważnym czynnikiem decydującym o dyslokacji jednostek Wehrmachtu - nie uwzględniało jednak tego, że alianci przygotowali dwa innowacyjne sztuczne porty, które przywieźli do Normandii ze sobą.

obrona

C. Zadbaj o elastyczne rozmieszczenie własnych sił

Często przeciwnik dysponuje swobodą uderzenia i nie sposób odróżnić jego działań pozorowanych od rzeczywistych. Najlepszym rozwiązaniem jest skanalizować jego poczynania tak, aby stały się przewidywalne ("30), użyć przynęty. Jeśli takie przejęcie inicjatywy jest niemożliwe, należy tak zorganizować własne siły, aby zareagować natychmiast, gdy tylko intencje przeciwnika staną się dość jasne.

Istotą obrony jest więc sprawna organizacja własnych sił i umiejętność elastycznego nimi dysponowania. Ale i takie rozwiązanie nie na wiele się zdało Niemcom w czasie inwazji w Normandii w 1944 roku. Działania ruchu oporu i aliancka dominacja w powietrzu były tak przytłaczające, że 77. Dywizja Wehrmachtu potrzebowała trzynaście dni na przemieszczenie, które teoretycznie powinno zająć dwa.

D. Wczuj się w przeciwnika, wejdź w jego skórę

Sprawdzoną metodą przewidywania działań przeciwnika jest analizowanie sytuacji z jego punktu widzenia. Powinieneś wczuć się w jego motywację, zrozumieć bliskie i dalekosiężne cele, zrozumieć, co go ogranicza. Należy w każdej sytuacji, choćby jako ćwiczenie umysłu, zastanawiać się, "co bym zrobił na jego miejscu", "jakie działania będą dla niego najbardziej zaskakujące".

Duże znaczenie ma zrozumienie kulturowych uwarunkowań myślenia oponenta: być może przyjęta doktryna wojenna, konieczność zachowania twarzy bądź liczenia się z opinią publiczną czy sojusznikami sprawi, że jego możliwości działania będą ograniczone, a przez to lepiej przewidywalne. To właśnie taki ogranicznik wyobraźni sprawił, że Niemcy, których przemysł wojenny cierpiał na deficyt wszystkich surowców, pod Dunkierką nie przemyśleli należycie tej możliwości, że Brytyjski Korpus Ekspedycyjny po prostu porzuci w czasie ewakuacji cały swój ciężki sprzęt (patrz s. 211).

254 Więcej w książce Johna Ellisa Brute Force: Allied Strategy and Tactics in the Second World War, Viking, New York 1990.

255 Andrew Roberts, op.cit., s. 393. Roberts nie podaje źródła. W trakcie kwerendy nie udało mi się potwierdzić tej liczby z powodu rozbieżności źródeł i niejasnych kryteriów zliczania ofiar.

fortel szósty

Czyń hałas na wschodzie, a zaatakuj na zachodzie

Odciągnij uwagę i zasoby przeciwnika od miejsca, w którym planujesz działanie. Pozoruj zamiar ataku z dala od punktu, w którym chcesz przeprowadzić rzeczywiste uderzenie. Gdy tamten już uszykuje obronę w niewłaściwym miejscu, zaata­kuj tam, gdzie się tego najmniej spodziewał.

Wzorzec

Istotą fortelu jest dyslokacja (patrz s. 135) uzyskana przez stworzenie fałszywego obrazu twoich zamiarów. Spraw, by wysiłek obronny tamtego został źle zainwestowany i się zmarnował. Pokazuj formę fałszywą, ukrywaj prawdziwą. Przeciwnik ma błędnie ocenić sytuację i w konsekwencji skierować swoją uwagę i przygotować obronę tam, gdzie ty się nie wybierasz.

Fortel ten jest powszechnie używany i spotykany we wszystkich sytuacjach życiowych. Polega na użyciu manewru pozorowanego, który ma zmylić przeciwnika i odciągnąć jego główne siły od miejsca, w którym nastąpi rzeczywiste działanie. Celem jest sprawić, aby nie mogąc poznać twoich prawdziwych zamiarów, musiał rozproszyć swoje siły lub skoncentrować je w niewłaściwym miejscu.

Siły walczących stron w realnie zachodzących sytuacjach nigdy nie są wystarczające, stąd konieczne jest ich umiejętne rozdysponowanie. Atakujący może je koncentrować tam, gdzie obrońców jest mniej, a przez to obrona staje się łatwiejsza do przełamania. Obrońcy muszą zgadywać, skąd przyjdzie atak, a potem odpowiednio inwestować siły do przeciwdziałania. Naturalnie obu stronom zależy na ukryciu własnych ruchów i jak najskuteczniejszym zmyleniu przeciwnika. Stosują zwody i iluzje tak, aby przeciwnik nigdy nie wiedział, co jest rzeczywistym manewrem, a co tylko pozorem lub atrapą realnej siły.

Zaskoczenie w fortelu "1 osiąga się utajnieniem istnienia wrogiej intencji, tutaj - poprzez zmylenie przeciwnika co do miejsca lub czasu, w którym zostanie ona wprowadzona w życie. Fortel można stosować w wielu wariantach. Paradoksalnie działa on nawet wtedy, gdy się go nie używa: sama możliwość jego zastosowania wymusza rozproszenie sił. Jednym z wariantów jest naprzemienne okazywanie zamiaru ataku i wycofania, aż przeciwnik straci rozeznanie co do twoich manewrów - będzie to fortel "7. O tym mówi passus z jednej z klasycznych chińskich powieści:

Gdy fałsz udaje prawdę, prawda też wygląda jak fałsz; gdy puste zajmuje miejsce pełnego, pełne staje się pustym.

 - Cao Xueqin, Sen czerwonego pawilonu

Ukrycie planów może polegać na nieprzybieraniu żadnej konkretnej formy - tak radzi Sun Zi. Wtedy przeciwnik nie będzie w stanie dostrzec porządku w informacjach, które analizuje - zobaczy bezład jak w zepsutym kalejdoskopie. Utrudni mu to obmyślić przeciwdziałanie oparte na ocenie sytuacji. Można jednak zrobić inaczej. Jeśli w przeszłości twoje poczynania były skutecznie przewidywane, pozwól przeciwnikowi sądzić, że i tym razem będzie mógł odgadnąć twoje intencje. Najlepszą metodą jest jedynie podsuwać mu potwierdzenia dla podejrzeń i wniosków, do których on sam dojdzie.

Gdy dezinformacja odniesie sukces, możliwy będzie atak w warunkach idealnych - uzyskanej wcześniej lokalnej przewagi. Będzie to uderzenie silnym w słabe, twardym w miękkie, skoncentrowanym w rozproszone.

Przykłady historyczne

6.1. lis pusTyni konTra alianCi - gra dezinformaCji na pusTyni

Afryka Północna, II wojna światowa

W końcowej części kampanii w Afryce Północnej przewaga materiałowa aliantów była tak przytłaczająca, że Brytyjczycy mogli tracić czołgi średnie i ciężkie w proporcji 4 : 1 i nadal zachować przewagę ilościową 4 : 1254.

W maju 1942 roku generał Erwin Rommel rozpoczął kampanię przeciw wojskom brytyjskim okupującym drogę do Aleksandrii, Kanału Sueskiego i roponośnych terenów poza nimi. Celem głównym kampanii było zdobycie Tobruku, najważniejszego portu na wybrzeżu libijskim na wschód od Trypolisu. Zdobycie tego portu dałoby Niemcom bazę zaopatrzeniową całe 1500 kilometrów bliżej granicy Egiptu.

W Gazali Rommel - nie po raz pierwszy - zastosował następujący fortel. Do wszystkich ciężarówek oraz niektórych lżejszych czołgów włoskich poprzyczepiano pęki drewna i związanych krzewów. W czasie przejazdu kolumn wytworzyły się w ten sposób olbrzymie kłęby kurzu. Brytyjczycy doszli do wniosku, że jest to rzeczywisty generalny atak, i wykonali manewr, aby wyjść mu na spotkanie. W tym czasie Rommel zaatakował z innego kierunku, całkowicie zaskakując swoich adwersarzy.

Oczywiście w czasie walk w Afryce także alianci stale stosowali wybiegi mające ukryć lub zwielokrotnić ich prawdziwe siły. Jednym z nich było rozstawianie fałszywych samolotów i dział. Po pewnym czasie Niemcy nauczyli się rozpoznawać atrapy samolotów - miały one drewniane wsporniki skrzydeł, które dało się dostrzec na powiększonych fotografiach.

Podstęp Brytyjczyków zdawał się utracić swoją wartość. Jednak oficer odpowiedzialny za operację, porucznik Dudley Clarke, zaproponował, aby także prawdziwe samoloty były wyposażone we wsporniki. Tak też zrobiono. Teraz Niemcy nie byli w stanie rozpoznać prawdziwych samolotów.

Podobny fortel, zgodny ze wzorcem "7, zastosowano na Malcie. Aby zmylić nadlatujące nocą niemieckie bombowce, zbudowano fałszywe pasy startowe, po których jeździły samochody z reflektorami imitującymi startujące i lądujące samoloty. Te fałszywe lotniska stały się celem ataków, jednak po jakimś czasie Niemcy zorientowali się w podstępie. Wtedy samochody zaczęły jeździć po prawdziwych lotniskach.

6.2. gdzie będzie inwazja?

Francja-Norwegia, 1944 rok

Starania aliantów mające zmylić Niemców co do miejsca inwazji w 1944 roku to klasyczny przykład fortelu dyslokacji przestrzennej sił przeciwnika. Dowodzący operacją generał Dwight Eisenhower miał do wyboru dwa rejony inwazji: półwysep Cotentin i rejon Caen w dolnej Normandii albo - najbliższy Wyspom Brytyjskim - Calais. Podjęto gigantyczną operację dezinformacyjną o kryptonimie "Fortitude North" i "Fortitude South".

Alianci przedsięwzięli cały szereg działań mających zwieść Niemców: stworzono fikcyjną 1 Grupę Armii (FUSAG), która składała się zarówno z prawdziwych, jak i fikcyjnych jednostek. Miejsca ich stacjonowania podmieniano tak, aby już po D-Day fałszywe jednostki oczekiwały w miejscu skoszarowania, przy portach naprzeciw Calais. W tym czasie rzeczywiste jednostki przerzucano okrężną drogą do Normandii.

Aby uwiarygodnić całość zabiegów, dowódcą nieistniejących armii został - wściekły z tego powodu - generał Patton. W rejonie "stacjonowania" grupy armii składowano olbrzymie zapasy materiałów wojskowych, budowano oświetlane nocą makiety lotnisk, rozstawiano gumowe atrapy czołgów, dymiące kuchnie polowe i symulowano nasiloną wymianę depesz radiowych. To ostatnie było niełatwe: obie strony wyuczyły się rozpoznawać styl nadawania poszczególnych operatorów, co komplikowało i tak skomplikowane fabrykowanie komunikacji radiowej nieistniejących jednostek. W tym czasie aliancki Sztab Naczelny przeniesiono na wschodnie wybrzeże Anglii, pozorując jego aktywność radiową, która natężeniem przewyższała pozostałe sztaby. Nieistniejącą armię odwiedził nawet sam król Jerzy VI - jak najbardziej prawdziwy. W rezultacie Niemcy doszli do graniczącego z pewnością przekonania, że w Wielkiej Brytanii stacjonuje 79 dywizji, choć w rzeczywistości było ich jedynie 47.

Nad pobliskim rejonem Francji prowadzono nasilone operacje powietrzne - lotów rozpoznawczych i bombowych było nad rejonem Calais dwa razy więcej niż nad Normandią. Uporczywie bombardowano też cele w całej północno-zachodniej Francji, co miało dodatkowo utwierdzić Niemców w przekonaniu, że desant nastąpi w Pas de Calais. Szacuje się, że w tych czysto dezinformacyjnych nalotach zginęło od 80 000 do 160 000 osób255, w większości francuskich cywilów. Jednocześnie przed inwazją u ujścia Tamizy gromadzono flotę barek desantowych.

Wywiad niemiecki otrzymywał dokładne informacje od swojej siatki wywiadowczej działającej w Wielkiej Brytanii. Problemem było to, że jej członkowie co do jednego zostali przewerbowani przez Brytyjczyków. Posłużono się aktorem udającym generała Montgomery'ego, którego, aby uśpić czujność Niemców, tuż przed inwazją wysłano do Gibraltaru.

Posługiwano się nie tylko dezinformacją. Ważnym czynnikiem były innowacje o znaczeniu strategicznym, które pozwalały aliantom wykonywać posunięcia dla przeciwnika nieprzewidywalne, bo przeczące fizycznym faktom i zdrowej kalkulacji. Ich zastosowanie sprawiało, że podsuwana dezinformacja nabierała cech wiarygodności. Niemcy słusznie zakładali, że wojska inwazyjne, wymagające gigantycznej ilości zaopatrzenia, muszą od samego początku mieć dostęp do dużego portu. Alianci potwierdzili ten domysł, budując na cele inwazji fałszywy port naftowy w Dover. Tymczasem sięgnęli po innowację techniczną, która rozwiązywała dylemat (patrz przepraw się przez Chencang "8).

Porażka rajdu na Dieppe w sierpniu 1942 roku boleśnie pokazała, że atak na umocnione rejony portowe miał nikłe szanse powodzenia. Dlatego alianci uwolnili się od tej konieczności - przywieźli do Normandii dwa sztuczne porty (kryptonim "Mulberry") oraz ułożyli na dnie kanału La Manche rurociąg (kryptonim "PLUTO" - Pipe Line Under The Ocean), którym przepompowano łącznie niemal 800 milionów litrów paliw. Choć jeden z portów został zniszczony przez sztorm krótko po uruchomieniu, drugi z nich w zupełności spełnił swoje zadanie.

Zabiegi aliantów okazały się wyjątkowo udane. Dziesiątki tysięcy żołnierzy niemieckich pilnowało wybrzeża Norwegii, Holandii, Belgii oraz w Pas de Calais. Nawet po lądowaniu aliantów 6 czerwca 1944 roku na plażach Normandii Hitler działał w przekonaniu, że właściwe lądowanie głównych sił jeszcze nie miało miejsca. Biorąc pod uwagę pulę dostępnych mu danych wywiadowczych, było to przekonanie jak najbardziej racjonalne.

Choć niektórzy niemieccy dowódcy słusznie uznali, że inwazja w Normandii jest rzeczywistą operacją, to w pierwszych jej dniach przeważyło błędne przekonanie Hitlera. W okresie bezpośrednio po lądowaniu zwieść dał się nie tylko sam Hitler, ale i niemieckie OKW i OKH, o czym świadczyły decyzje przemieszczenia dywizji pancernych, zanim jeszcze sam Hitler został tego dnia obudzony. W rezultacie cała niemiecka 15. Armia, licząca około pół miliona żołnierzy, aż do 26 czerwca pilnowała wybrzeży Calais, oczekując na "rzeczywisty" desant.

Porady praktyczne

Użycie fortelu

Należy sprawić, aby siły przeciwnika znalazły się z dala od miejsca, w którym mogłyby być efektywnie użyte. Oczywistą do zastosowania techniką jest odwrócenie uwagi. Będzie to np. zagadywanie pacjenta przy robieniu zastrzyków. Zajmowanie uwagi pacjenta głupimi dowcipami sprawdza się nawet przy dłutowaniu ósemek, czego autor doświadczył osobiście.

A. Bądź szybki i nieprzewidywalny

Zaskoczenie można osiągnąć dwojako: przez skuteczną dezinformację i przez szybkość manewru, a czasami przez ich połączenie. Wielokrotnie w czasie wojny pozycyjnej na froncie zachodnim w latach 1914-1918 czyniono pozorowane ataki na jednym odcinku, aby główne uderzenie rozpocząć w miejscu zupełnie innym. Czasami przed planowaną próbą przełamania frontu rezygnowano z uderzenia artyleryjskiego, aby nie uprzedzić nim przeciwnika o ataku.

Bardziej współczesnym przykładem jest operacja "Ave Maria" w czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Wobec rosnącej koncentracji wojsk irackich na granicy z Arabią Saudyjską w przeddzień ataku Amerykanie przeprowadzili pozorowany desant na wybrzeżu kuwejckim. Rezultatem tej nocnej akcji było zainicjowanie przemieszczenia kilku dywizji irackich w stronę Kuwejtu.

B. Sprowadź przeciwnika na fałszywe tory

Przeciwnik ma do dyspozycji ograniczoną pulę sposobów i środków przeciwdziałania. Jeśli w którymś momencie uznał pewien rodzaj ataku za najbardziej prawdopodobny, mógł zainwestować środki i zaangażować się w sposób trudny do zmiany. Utwierdź go w takiej decyzji, aby maksymalnie utrudnić mu wycofanie się z błędnej inwestycji.

Niemcy uznali, że aliancka inwazja w Normandii w 1944 roku musi mieć za cel jak najszybsze zdobycie dużego portu. Takie założenie stało się ważnym czynnikiem decydującym o dyslokacji jednostek Wehrmachtu - nie uwzględniało jednak tego, że alianci przygotowali dwa innowacyjne sztuczne porty, które przywieźli do Normandii ze sobą.

obrona

C. Zadbaj o elastyczne rozmieszczenie własnych sił

Często przeciwnik dysponuje swobodą uderzenia i nie sposób odróżnić jego działań pozorowanych od rzeczywistych. Najlepszym rozwiązaniem jest skanalizować jego poczynania tak, aby stały się przewidywalne ("30), użyć przynęty. Jeśli takie przejęcie inicjatywy jest niemożliwe, należy tak zorganizować własne siły, aby zareagować natychmiast, gdy tylko intencje przeciwnika staną się dość jasne.

Istotą obrony jest więc sprawna organizacja własnych sił i umiejętność elastycznego nimi dysponowania. Ale i takie rozwiązanie nie na wiele się zdało Niemcom w czasie inwazji w Normandii w 1944 roku. Działania ruchu oporu i aliancka dominacja w powietrzu były tak przytłaczające, że 77. Dywizja Wehrmachtu potrzebowała trzynaście dni na przemieszczenie, które teoretycznie powinno zająć dwa.

D. Wczuj się w przeciwnika, wejdź w jego skórę

Sprawdzoną metodą przewidywania działań przeciwnika jest analizowanie sytuacji z jego punktu widzenia. Powinieneś wczuć się w jego motywację, zrozumieć bliskie i dalekosiężne cele, zrozumieć, co go ogranicza. Należy w każdej sytuacji, choćby jako ćwiczenie umysłu, zastanawiać się, "co bym zrobił na jego miejscu", "jakie działania będą dla niego najbardziej zaskakujące".

Duże znaczenie ma zrozumienie kulturowych uwarunkowań myślenia oponenta: być może przyjęta doktryna wojenna, konieczność zachowania twarzy bądź liczenia się z opinią publiczną czy sojusznikami sprawi, że jego możliwości działania będą ograniczone, a przez to lepiej przewidywalne. To właśnie taki ogranicznik wyobraźni sprawił, że Niemcy, których przemysł wojenny cierpiał na deficyt wszystkich surowców, pod Dunkierką nie przemyśleli należycie tej możliwości, że Brytyjski Korpus Ekspedycyjny po prostu porzuci w czasie ewakuacji cały swój ciężki sprzęt (patrz s. 211).

254 Więcej w książce Johna Ellisa Brute Force: Allied Strategy and Tactics in the Second World War, Viking, New York 1990.

255 Andrew Roberts, op.cit., s. 393. Roberts nie podaje źródła. W trakcie kwerendy nie udało mi się potwierdzić tej liczby z powodu rozbieżności źródeł i niejasnych kryteriów zliczania ofiar.

fortel szósty

Czyń hałas na wschodzie, a zaatakuj na zachodzie

Odciągnij uwagę i zasoby przeciwnika od miejsca, w którym planujesz działanie. Pozoruj zamiar ataku z dala od punktu, w którym chcesz przeprowadzić rzeczywiste uderzenie. Gdy tamten już uszykuje obronę w niewłaściwym miejscu, zaata­kuj tam, gdzie się tego najmniej spodziewał.

Wzorzec

Istotą fortelu jest dyslokacja (patrz s. 135) uzyskana przez stworzenie fałszywego obrazu twoich zamiarów. Spraw, by wysiłek obronny tamtego został źle zainwestowany i się zmarnował. Pokazuj formę fałszywą, ukrywaj prawdziwą. Przeciwnik ma błędnie ocenić sytuację i w konsekwencji skierować swoją uwagę i przygotować obronę tam, gdzie ty się nie wybierasz.

Fortel ten jest powszechnie używany i spotykany we wszystkich sytuacjach życiowych. Polega na użyciu manewru pozorowanego, który ma zmylić przeciwnika i odciągnąć jego główne siły od miejsca, w którym nastąpi rzeczywiste działanie. Celem jest sprawić, aby nie mogąc poznać twoich prawdziwych zamiarów, musiał rozproszyć swoje siły lub skoncentrować je w niewłaściwym miejscu.

Siły walczących stron w realnie zachodzących sytuacjach nigdy nie są wystarczające, stąd konieczne jest ich umiejętne rozdysponowanie. Atakujący może je koncentrować tam, gdzie obrońców jest mniej, a przez to obrona staje się łatwiejsza do przełamania. Obrońcy muszą zgadywać, skąd przyjdzie atak, a potem odpowiednio inwestować siły do przeciwdziałania. Naturalnie obu stronom zależy na ukryciu własnych ruchów i jak najskuteczniejszym zmyleniu przeciwnika. Stosują zwody i iluzje tak, aby przeciwnik nigdy nie wiedział, co jest rzeczywistym manewrem, a co tylko pozorem lub atrapą realnej siły.

Zaskoczenie w fortelu "1 osiąga się utajnieniem istnienia wrogiej intencji, tutaj - poprzez zmylenie przeciwnika co do miejsca lub czasu, w którym zostanie ona wprowadzona w życie. Fortel można stosować w wielu wariantach. Paradoksalnie działa on nawet wtedy, gdy się go nie używa: sama możliwość jego zastosowania wymusza rozproszenie sił. Jednym z wariantów jest naprzemienne okazywanie zamiaru ataku i wycofania, aż przeciwnik straci rozeznanie co do twoich manewrów - będzie to fortel "7. O tym mówi passus z jednej z klasycznych chińskich powieści:

Gdy fałsz udaje prawdę, prawda też wygląda jak fałsz; gdy puste zajmuje miejsce pełnego, pełne staje się pustym.

 - Cao Xueqin, Sen czerwonego pawilonu

Ukrycie planów może polegać na nieprzybieraniu żadnej konkretnej formy - tak radzi Sun Zi. Wtedy przeciwnik nie będzie w stanie dostrzec porządku w informacjach, które analizuje - zobaczy bezład jak w zepsutym kalejdoskopie. Utrudni mu to obmyślić przeciwdziałanie oparte na ocenie sytuacji. Można jednak zrobić inaczej. Jeśli w przeszłości twoje poczynania były skutecznie przewidywane, pozwól przeciwnikowi sądzić, że i tym razem będzie mógł odgadnąć twoje intencje. Najlepszą metodą jest jedynie podsuwać mu potwierdzenia dla podejrzeń i wniosków, do których on sam dojdzie.

Gdy dezinformacja odniesie sukces, możliwy będzie atak w warunkach idealnych - uzyskanej wcześniej lokalnej przewagi. Będzie to uderzenie silnym w słabe, twardym w miękkie, skoncentrowanym w rozproszone.

Przykłady historyczne

6.1. lis pusTyni konTra alianCi - gra dezinformaCji na pusTyni

Afryka Północna, II wojna światowa

W końcowej części kampanii w Afryce Północnej przewaga materiałowa aliantów była tak przytłaczająca, że Brytyjczycy mogli tracić czołgi średnie i ciężkie w proporcji 4 : 1 i nadal zachować przewagę ilościową 4 : 1254.

W maju 1942 roku generał Erwin Rommel rozpoczął kampanię przeciw wojskom brytyjskim okupującym drogę do Aleksandrii, Kanału Sueskiego i roponośnych terenów poza nimi. Celem głównym kampanii było zdobycie Tobruku, najważniejszego portu na wybrzeżu libijskim na wschód od Trypolisu. Zdobycie tego portu dałoby Niemcom bazę zaopatrzeniową całe 1500 kilometrów bliżej granicy Egiptu.

W Gazali Rommel - nie po raz pierwszy - zastosował następujący fortel. Do wszystkich ciężarówek oraz niektórych lżejszych czołgów włoskich poprzyczepiano pęki drewna i związanych krzewów. W czasie przejazdu kolumn wytworzyły się w ten sposób olbrzymie kłęby kurzu. Brytyjczycy doszli do wniosku, że jest to rzeczywisty generalny atak, i wykonali manewr, aby wyjść mu na spotkanie. W tym czasie Rommel zaatakował z innego kierunku, całkowicie zaskakując swoich adwersarzy.

Oczywiście w czasie walk w Afryce także alianci stale stosowali wybiegi mające ukryć lub zwielokrotnić ich prawdziwe siły. Jednym z nich było rozstawianie fałszywych samolotów i dział. Po pewnym czasie Niemcy nauczyli się rozpoznawać atrapy samolotów - miały one drewniane wsporniki skrzydeł, które dało się dostrzec na powiększonych fotografiach.

Podstęp Brytyjczyków zdawał się utracić swoją wartość. Jednak oficer odpowiedzialny za operację, porucznik Dudley Clarke, zaproponował, aby także prawdziwe samoloty były wyposażone we wsporniki. Tak też zrobiono. Teraz Niemcy nie byli w stanie rozpoznać prawdziwych samolotów.

Podobny fortel, zgodny ze wzorcem "7, zastosowano na Malcie. Aby zmylić nadlatujące nocą niemieckie bombowce, zbudowano fałszywe pasy startowe, po których jeździły samochody z reflektorami imitującymi startujące i lądujące samoloty. Te fałszywe lotniska stały się celem ataków, jednak po jakimś czasie Niemcy zorientowali się w podstępie. Wtedy samochody zaczęły jeździć po prawdziwych lotniskach.

6.2. gdzie będzie inwazja?

Francja-Norwegia, 1944 rok

Starania aliantów mające zmylić Niemców co do miejsca inwazji w 1944 roku to klasyczny przykład fortelu dyslokacji przestrzennej sił przeciwnika. Dowodzący operacją generał Dwight Eisenhower miał do wyboru dwa rejony inwazji: półwysep Cotentin i rejon Caen w dolnej Normandii albo - najbliższy Wyspom Brytyjskim - Calais. Podjęto gigantyczną operację dezinformacyjną o kryptonimie "Fortitude North" i "Fortitude South".

Alianci przedsięwzięli cały szereg działań mających zwieść Niemców: stworzono fikcyjną 1 Grupę Armii (FUSAG), która składała się zarówno z prawdziwych, jak i fikcyjnych jednostek. Miejsca ich stacjonowania podmieniano tak, aby już po D-Day fałszywe jednostki oczekiwały w miejscu skoszarowania, przy portach naprzeciw Calais. W tym czasie rzeczywiste jednostki przerzucano okrężną drogą do Normandii.

Aby uwiarygodnić całość zabiegów, dowódcą nieistniejących armii został - wściekły z tego powodu - generał Patton. W rejonie "stacjonowania" grupy armii składowano olbrzymie zapasy materiałów wojskowych, budowano oświetlane nocą makiety lotnisk, rozstawiano gumowe atrapy czołgów, dymiące kuchnie polowe i symulowano nasiloną wymianę depesz radiowych. To ostatnie było niełatwe: obie strony wyuczyły się rozpoznawać styl nadawania poszczególnych operatorów, co komplikowało i tak skomplikowane fabrykowanie komunikacji radiowej nieistniejących jednostek. W tym czasie aliancki Sztab Naczelny przeniesiono na wschodnie wybrzeże Anglii, pozorując jego aktywność radiową, która natężeniem przewyższała pozostałe sztaby. Nieistniejącą armię odwiedził nawet sam król Jerzy VI - jak najbardziej prawdziwy. W rezultacie Niemcy doszli do graniczącego z pewnością przekonania, że w Wielkiej Brytanii stacjonuje 79 dywizji, choć w rzeczywistości było ich jedynie 47.

Nad pobliskim rejonem Francji prowadzono nasilone operacje powietrzne - lotów rozpoznawczych i bombowych było nad rejonem Calais dwa razy więcej niż nad Normandią. Uporczywie bombardowano też cele w całej północno-zachodniej Francji, co miało dodatkowo utwierdzić Niemców w przekonaniu, że desant nastąpi w Pas de Calais. Szacuje się, że w tych czysto dezinformacyjnych nalotach zginęło od 80 000 do 160 000 osób255, w większości francuskich cywilów. Jednocześnie przed inwazją u ujścia Tamizy gromadzono flotę barek desantowych.

Wywiad niemiecki otrzymywał dokładne informacje od swojej siatki wywiadowczej działającej w Wielkiej Brytanii. Problemem było to, że jej członkowie co do jednego zostali przewerbowani przez Brytyjczyków. Posłużono się aktorem udającym generała Montgomery'ego, którego, aby uśpić czujność Niemców, tuż przed inwazją wysłano do Gibraltaru.

Posługiwano się nie tylko dezinformacją. Ważnym czynnikiem były innowacje o znaczeniu strategicznym, które pozwalały aliantom wykonywać posunięcia dla przeciwnika nieprzewidywalne, bo przeczące fizycznym faktom i zdrowej kalkulacji. Ich zastosowanie sprawiało, że podsuwana dezinformacja nabierała cech wiarygodności. Niemcy słusznie zakładali, że wojska inwazyjne, wymagające gigantycznej ilości zaopatrzenia, muszą od samego początku mieć dostęp do dużego portu. Alianci potwierdzili ten domysł, budując na cele inwazji fałszywy port naftowy w Dover. Tymczasem sięgnęli po innowację techniczną, która rozwiązywała dylemat (patrz przepraw się przez Chencang "8).

Porażka rajdu na Dieppe w sierpniu 1942 roku boleśnie pokazała, że atak na umocnione rejony portowe miał nikłe szanse powodzenia. Dlatego alianci uwolnili się od tej konieczności - przywieźli do Normandii dwa sztuczne porty (kryptonim "Mulberry") oraz ułożyli na dnie kanału La Manche rurociąg (kryptonim "PLUTO" - Pipe Line Under The Ocean), którym przepompowano łącznie niemal 800 milionów litrów paliw. Choć jeden z portów został zniszczony przez sztorm krótko po uruchomieniu, drugi z nich w zupełności spełnił swoje zadanie.

Zabiegi aliantów okazały się wyjątkowo udane. Dziesiątki tysięcy żołnierzy niemieckich pilnowało wybrzeża Norwegii, Holandii, Belgii oraz w Pas de Calais. Nawet po lądowaniu aliantów 6 czerwca 1944 roku na plażach Normandii Hitler działał w przekonaniu, że właściwe lądowanie głównych sił jeszcze nie miało miejsca. Biorąc pod uwagę pulę dostępnych mu danych wywiadowczych, było to przekonanie jak najbardziej racjonalne.

Choć niektórzy niemieccy dowódcy słusznie uznali, że inwazja w Normandii jest rzeczywistą operacją, to w pierwszych jej dniach przeważyło błędne przekonanie Hitlera. W okresie bezpośrednio po lądowaniu zwieść dał się nie tylko sam Hitler, ale i niemieckie OKW i OKH, o czym świadczyły decyzje przemieszczenia dywizji pancernych, zanim jeszcze sam Hitler został tego dnia obudzony. W rezultacie cała niemiecka 15. Armia, licząca około pół miliona żołnierzy, aż do 26 czerwca pilnowała wybrzeży Calais, oczekując na "rzeczywisty" desant.

Porady praktyczne

Użycie fortelu

Należy sprawić, aby siły przeciwnika znalazły się z dala od miejsca, w którym mogłyby być efektywnie użyte. Oczywistą do zastosowania techniką jest odwrócenie uwagi. Będzie to np. zagadywanie pacjenta przy robieniu zastrzyków. Zajmowanie uwagi pacjenta głupimi dowcipami sprawdza się nawet przy dłutowaniu ósemek, czego autor doświadczył osobiście.

A. Bądź szybki i nieprzewidywalny

Zaskoczenie można osiągnąć dwojako: przez skuteczną dezinformację i przez szybkość manewru, a czasami przez ich połączenie. Wielokrotnie w czasie wojny pozycyjnej na froncie zachodnim w latach 1914-1918 czyniono pozorowane ataki na jednym odcinku, aby główne uderzenie rozpocząć w miejscu zupełnie innym. Czasami przed planowaną próbą przełamania frontu rezygnowano z uderzenia artyleryjskiego, aby nie uprzedzić nim przeciwnika o ataku.

Bardziej współczesnym przykładem jest operacja "Ave Maria" w czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Wobec rosnącej koncentracji wojsk irackich na granicy z Arabią Saudyjską w przeddzień ataku Amerykanie przeprowadzili pozorowany desant na wybrzeżu kuwejckim. Rezultatem tej nocnej akcji było zainicjowanie przemieszczenia kilku dywizji irackich w stronę Kuwejtu.

B. Sprowadź przeciwnika na fałszywe tory

Przeciwnik ma do dyspozycji ograniczoną pulę sposobów i środków przeciwdziałania. Jeśli w którymś momencie uznał pewien rodzaj ataku za najbardziej prawdopodobny, mógł zainwestować środki i zaangażować się w sposób trudny do zmiany. Utwierdź go w takiej decyzji, aby maksymalnie utrudnić mu wycofanie się z błędnej inwestycji.

Niemcy uznali, że aliancka inwazja w Normandii w 1944 roku musi mieć za cel jak najszybsze zdobycie dużego portu. Takie założenie stało się ważnym czynnikiem decydującym o dyslokacji jednostek Wehrmachtu - nie uwzględniało jednak tego, że alianci przygotowali dwa innowacyjne sztuczne porty, które przywieźli do Normandii ze sobą.

obrona

C. Zadbaj o elastyczne rozmieszczenie własnych sił

Często przeciwnik dysponuje swobodą uderzenia i nie sposób odróżnić jego działań pozorowanych od rzeczywistych. Najlepszym rozwiązaniem jest skanalizować jego poczynania tak, aby stały się przewidywalne ("30), użyć przynęty. Jeśli takie przejęcie inicjatywy jest niemożliwe, należy tak zorganizować własne siły, aby zareagować natychmiast, gdy tylko intencje przeciwnika staną się dość jasne.

Istotą obrony jest więc sprawna organizacja własnych sił i umiejętność elastycznego nimi dysponowania. Ale i takie rozwiązanie nie na wiele się zdało Niemcom w czasie inwazji w Normandii w 1944 roku. Działania ruchu oporu i aliancka dominacja w powietrzu były tak przytłaczające, że 77. Dywizja Wehrmachtu potrzebowała trzynaście dni na przemieszczenie, które teoretycznie powinno zająć dwa.

D. Wczuj się w przeciwnika, wejdź w jego skórę

Sprawdzoną metodą przewidywania działań przeciwnika jest analizowanie sytuacji z jego punktu widzenia. Powinieneś wczuć się w jego motywację, zrozumieć bliskie i dalekosiężne cele, zrozumieć, co go ogranicza. Należy w każdej sytuacji, choćby jako ćwiczenie umysłu, zastanawiać się, "co bym zrobił na jego miejscu", "jakie działania będą dla niego najbardziej zaskakujące".

Duże znaczenie ma zrozumienie kulturowych uwarunkowań myślenia oponenta: być może przyjęta doktryna wojenna, konieczność zachowania twarzy bądź liczenia się z opinią publiczną czy sojusznikami sprawi, że jego możliwości działania będą ograniczone, a przez to lepiej przewidywalne. To właśnie taki ogranicznik wyobraźni sprawił, że Niemcy, których przemysł wojenny cierpiał na deficyt wszystkich surowców, pod Dunkierką nie przemyśleli należycie tej możliwości, że Brytyjski Korpus Ekspedycyjny po prostu porzuci w czasie ewakuacji cały swój ciężki sprzęt (patrz s. 211).

254 Więcej w książce Johna Ellisa Brute Force: Allied Strategy and Tactics in the Second World War, Viking, New York 1990.

255 Andrew Roberts, op.cit., s. 393. Roberts nie podaje źródła. W trakcie kwerendy nie udało mi się potwierdzić tej liczby z powodu rozbieżności źródeł i niejasnych kryteriów zliczania ofiar.

fortel szósty

Czyń hałas na wschodzie, a zaatakuj na zachodzie

Odciągnij uwagę i zasoby przeciwnika od miejsca, w którym planujesz działanie. Pozoruj zamiar ataku z dala od punktu, w którym chcesz przeprowadzić rzeczywiste uderzenie. Gdy tamten już uszykuje obronę w niewłaściwym miejscu, zaata­kuj tam, gdzie się tego najmniej spodziewał.

Wzorzec

Istotą fortelu jest dyslokacja (patrz s. 135) uzyskana przez stworzenie fałszywego obrazu twoich zamiarów. Spraw, by wysiłek obronny tamtego został źle zainwestowany i się zmarnował. Pokazuj formę fałszywą, ukrywaj prawdziwą. Przeciwnik ma błędnie ocenić sytuację i w konsekwencji skierować swoją uwagę i przygotować obronę tam, gdzie ty się nie wybierasz.

Fortel ten jest powszechnie używany i spotykany we wszystkich sytuacjach życiowych. Polega na użyciu manewru pozorowanego, który ma zmylić przeciwnika i odciągnąć jego główne siły od miejsca, w którym nastąpi rzeczywiste działanie. Celem jest sprawić, aby nie mogąc poznać twoich prawdziwych zamiarów, musiał rozproszyć swoje siły lub skoncentrować je w niewłaściwym miejscu.

Siły walczących stron w realnie zachodzących sytuacjach nigdy nie są wystarczające, stąd konieczne jest ich umiejętne rozdysponowanie. Atakujący może je koncentrować tam, gdzie obrońców jest mniej, a przez to obrona staje się łatwiejsza do przełamania. Obrońcy muszą zgadywać, skąd przyjdzie atak, a potem odpowiednio inwestować siły do przeciwdziałania. Naturalnie obu stronom zależy na ukryciu własnych ruchów i jak najskuteczniejszym zmyleniu przeciwnika. Stosują zwody i iluzje tak, aby przeciwnik nigdy nie wiedział, co jest rzeczywistym manewrem, a co tylko pozorem lub atrapą realnej siły.

Zaskoczenie w fortelu "1 osiąga się utajnieniem istnienia wrogiej intencji, tutaj - poprzez zmylenie przeciwnika co do miejsca lub czasu, w którym zostanie ona wprowadzona w życie. Fortel można stosować w wielu wariantach. Paradoksalnie działa on nawet wtedy, gdy się go nie używa: sama możliwość jego zastosowania wymusza rozproszenie sił. Jednym z wariantów jest naprzemienne okazywanie zamiaru ataku i wycofania, aż przeciwnik straci rozeznanie co do twoich manewrów - będzie to fortel "7. O tym mówi passus z jednej z klasycznych chińskich powieści:

Gdy fałsz udaje prawdę, prawda też wygląda jak fałsz; gdy puste zajmuje miejsce pełnego, pełne staje się pustym.

 - Cao Xueqin, Sen czerwonego pawilonu

Ukrycie planów może polegać na nieprzybieraniu żadnej konkretnej formy - tak radzi Sun Zi. Wtedy przeciwnik nie będzie w stanie dostrzec porządku w informacjach, które analizuje - zobaczy bezład jak w zepsutym kalejdoskopie. Utrudni mu to obmyślić przeciwdziałanie oparte na ocenie sytuacji. Można jednak zrobić inaczej. Jeśli w przeszłości twoje poczynania były skutecznie przewidywane, pozwól przeciwnikowi sądzić, że i tym razem będzie mógł odgadnąć twoje intencje. Najlepszą metodą jest jedynie podsuwać mu potwierdzenia dla podejrzeń i wniosków, do których on sam dojdzie.

Gdy dezinformacja odniesie sukces, możliwy będzie atak w warunkach idealnych - uzyskanej wcześniej lokalnej przewagi. Będzie to uderzenie silnym w słabe, twardym w miękkie, skoncentrowanym w rozproszone.

Przykłady historyczne

6.1. lis pusTyni konTra alianCi - gra dezinformaCji na pusTyni

Afryka Północna, II wojna światowa

W końcowej części kampanii w Afryce Północnej przewaga materiałowa aliantów była tak przytłaczająca, że Brytyjczycy mogli tracić czołgi średnie i ciężkie w proporcji 4 : 1 i nadal zachować przewagę ilościową 4 : 1254.

W maju 1942 roku generał Erwin Rommel rozpoczął kampanię przeciw wojskom brytyjskim okupującym drogę do Aleksandrii, Kanału Sueskiego i roponośnych terenów poza nimi. Celem głównym kampanii było zdobycie Tobruku, najważniejszego portu na wybrzeżu libijskim na wschód od Trypolisu. Zdobycie tego portu dałoby Niemcom bazę zaopatrzeniową całe 1500 kilometrów bliżej granicy Egiptu.

W Gazali Rommel - nie po raz pierwszy - zastosował następujący fortel. Do wszystkich ciężarówek oraz niektórych lżejszych czołgów włoskich poprzyczepiano pęki drewna i związanych krzewów. W czasie przejazdu kolumn wytworzyły się w ten sposób olbrzymie kłęby kurzu. Brytyjczycy doszli do wniosku, że jest to rzeczywisty generalny atak, i wykonali manewr, aby wyjść mu na spotkanie. W tym czasie Rommel zaatakował z innego kierunku, całkowicie zaskakując swoich adwersarzy.

Oczywiście w czasie walk w Afryce także alianci stale stosowali wybiegi mające ukryć lub zwielokrotnić ich prawdziwe siły. Jednym z nich było rozstawianie fałszywych samolotów i dział. Po pewnym czasie Niemcy nauczyli się rozpoznawać atrapy samolotów - miały one drewniane wsporniki skrzydeł, które dało się dostrzec na powiększonych fotografiach.

Podstęp Brytyjczyków zdawał się utracić swoją wartość. Jednak oficer odpowiedzialny za operację, porucznik Dudley Clarke, zaproponował, aby także prawdziwe samoloty były wyposażone we wsporniki. Tak też zrobiono. Teraz Niemcy nie byli w stanie rozpoznać prawdziwych samolotów.

Podobny fortel, zgodny ze wzorcem "7, zastosowano na Malcie. Aby zmylić nadlatujące nocą niemieckie bombowce, zbudowano fałszywe pasy startowe, po których jeździły samochody z reflektorami imitującymi startujące i lądujące samoloty. Te fałszywe lotniska stały się celem ataków, jednak po jakimś czasie Niemcy zorientowali się w podstępie. Wtedy samochody zaczęły jeździć po prawdziwych lotniskach.

6.2. gdzie będzie inwazja?

Francja-Norwegia, 1944 rok

Starania aliantów mające zmylić Niemców co do miejsca inwazji w 1944 roku to klasyczny przykład fortelu dyslokacji przestrzennej sił przeciwnika. Dowodzący operacją generał Dwight Eisenhower miał do wyboru dwa rejony inwazji: półwysep Cotentin i rejon Caen w dolnej Normandii albo - najbliższy Wyspom Brytyjskim - Calais. Podjęto gigantyczną operację dezinformacyjną o kryptonimie "Fortitude North" i "Fortitude South".

Alianci przedsięwzięli cały szereg działań mających zwieść Niemców: stworzono fikcyjną 1 Grupę Armii (FUSAG), która składała się zarówno z prawdziwych, jak i fikcyjnych jednostek. Miejsca ich stacjonowania podmieniano tak, aby już po D-Day fałszywe jednostki oczekiwały w miejscu skoszarowania, przy portach naprzeciw Calais. W tym czasie rzeczywiste jednostki przerzucano okrężną drogą do Normandii.

Aby uwiarygodnić całość zabiegów, dowódcą nieistniejących armii został - wściekły z tego powodu - generał Patton. W rejonie "stacjonowania" grupy armii składowano olbrzymie zapasy materiałów wojskowych, budowano oświetlane nocą makiety lotnisk, rozstawiano gumowe atrapy czołgów, dymiące kuchnie polowe i symulowano nasiloną wymianę depesz radiowych. To ostatnie było niełatwe: obie strony wyuczyły się rozpoznawać styl nadawania poszczególnych operatorów, co komplikowało i tak skomplikowane fabrykowanie komunikacji radiowej nieistniejących jednostek. W tym czasie aliancki Sztab Naczelny przeniesiono na wschodnie wybrzeże Anglii, pozorując jego aktywność radiową, która natężeniem przewyższała pozostałe sztaby. Nieistniejącą armię odwiedził nawet sam król Jerzy VI - jak najbardziej prawdziwy. W rezultacie Niemcy doszli do graniczącego z pewnością przekonania, że w Wielkiej Brytanii stacjonuje 79 dywizji, choć w rzeczywistości było ich jedynie 47.

Nad pobliskim rejonem Francji prowadzono nasilone operacje powietrzne - lotów rozpoznawczych i bombowych było nad rejonem Calais dwa razy więcej niż nad Normandią. Uporczywie bombardowano też cele w całej północno-zachodniej Francji, co miało dodatkowo utwierdzić Niemców w przekonaniu, że desant nastąpi w Pas de Calais. Szacuje się, że w tych czysto dezinformacyjnych nalotach zginęło od 80 000 do 160 000 osób255, w większości francuskich cywilów. Jednocześnie przed inwazją u ujścia Tamizy gromadzono flotę barek desantowych.

Wywiad niemiecki otrzymywał dokładne informacje od swojej siatki wywiadowczej działającej w Wielkiej Brytanii. Problemem było to, że jej członkowie co do jednego zostali przewerbowani przez Brytyjczyków. Posłużono się aktorem udającym generała Montgomery'ego, którego, aby uśpić czujność Niemców, tuż przed inwazją wysłano do Gibraltaru.

Posługiwano się nie tylko dezinformacją. Ważnym czynnikiem były innowacje o znaczeniu strategicznym, które pozwalały aliantom wykonywać posunięcia dla przeciwnika nieprzewidywalne, bo przeczące fizycznym faktom i zdrowej kalkulacji. Ich zastosowanie sprawiało, że podsuwana dezinformacja nabierała cech wiarygodności. Niemcy słusznie zakładali, że wojska inwazyjne, wymagające gigantycznej ilości zaopatrzenia, muszą od samego początku mieć dostęp do dużego portu. Alianci potwierdzili ten domysł, budując na cele inwazji fałszywy port naftowy w Dover. Tymczasem sięgnęli po innowację techniczną, która rozwiązywała dylemat (patrz przepraw się przez Chencang "8).

Porażka rajdu na Dieppe w sierpniu 1942 roku boleśnie pokazała, że atak na umocnione rejony portowe miał nikłe szanse powodzenia. Dlatego alianci uwolnili się od tej konieczności - przywieźli do Normandii dwa sztuczne porty (kryptonim "Mulberry") oraz ułożyli na dnie kanału La Manche rurociąg (kryptonim "PLUTO" - Pipe Line Under The Ocean), którym przepompowano łącznie niemal 800 milionów litrów paliw. Choć jeden z portów został zniszczony przez sztorm krótko po uruchomieniu, drugi z nich w zupełności spełnił swoje zadanie.

Zabiegi aliantów okazały się wyjątkowo udane. Dziesiątki tysięcy żołnierzy niemieckich pilnowało wybrzeża Norwegii, Holandii, Belgii oraz w Pas de Calais. Nawet po lądowaniu aliantów 6 czerwca 1944 roku na plażach Normandii Hitler działał w przekonaniu, że właściwe lądowanie głównych sił jeszcze nie miało miejsca. Biorąc pod uwagę pulę dostępnych mu danych wywiadowczych, było to przekonanie jak najbardziej racjonalne.

Choć niektórzy niemieccy dowódcy słusznie uznali, że inwazja w Normandii jest rzeczywistą operacją, to w pierwszych jej dniach przeważyło błędne przekonanie Hitlera. W okresie bezpośrednio po lądowaniu zwieść dał się nie tylko sam Hitler, ale i niemieckie OKW i OKH, o czym świadczyły decyzje przemieszczenia dywizji pancernych, zanim jeszcze sam Hitler został tego dnia obudzony. W rezultacie cała niemiecka 15. Armia, licząca około pół miliona żołnierzy, aż do 26 czerwca pilnowała wybrzeży Calais, oczekując na "rzeczywisty" desant.

Porady praktyczne

Użycie fortelu

Należy sprawić, aby siły przeciwnika znalazły się z dala od miejsca, w którym mogłyby być efektywnie użyte. Oczywistą do zastosowania techniką jest odwrócenie uwagi. Będzie to np. zagadywanie pacjenta przy robieniu zastrzyków. Zajmowanie uwagi pacjenta głupimi dowcipami sprawdza się nawet przy dłutowaniu ósemek, czego autor doświadczył osobiście.

A. Bądź szybki i nieprzewidywalny

Zaskoczenie można osiągnąć dwojako: przez skuteczną dezinformację i przez szybkość manewru, a czasami przez ich połączenie. Wielokrotnie w czasie wojny pozycyjnej na froncie zachodnim w latach 1914-1918 czyniono pozorowane ataki na jednym odcinku, aby główne uderzenie rozpocząć w miejscu zupełnie innym. Czasami przed planowaną próbą przełamania frontu rezygnowano z uderzenia artyleryjskiego, aby nie uprzedzić nim przeciwnika o ataku.

Bardziej współczesnym przykładem jest operacja "Ave Maria" w czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Wobec rosnącej koncentracji wojsk irackich na granicy z Arabią Saudyjską w przeddzień ataku Amerykanie przeprowadzili pozorowany desant na wybrzeżu kuwejckim. Rezultatem tej nocnej akcji było zainicjowanie przemieszczenia kilku dywizji irackich w stronę Kuwejtu.

B. Sprowadź przeciwnika na fałszywe tory

Przeciwnik ma do dyspozycji ograniczoną pulę sposobów i środków przeciwdziałania. Jeśli w którymś momencie uznał pewien rodzaj ataku za najbardziej prawdopodobny, mógł zainwestować środki i zaangażować się w sposób trudny do zmiany. Utwierdź go w takiej decyzji, aby maksymalnie utrudnić mu wycofanie się z błędnej inwestycji.

Niemcy uznali, że aliancka inwazja w Normandii w 1944 roku musi mieć za cel jak najszybsze zdobycie dużego portu. Takie założenie stało się ważnym czynnikiem decydującym o dyslokacji jednostek Wehrmachtu - nie uwzględniało jednak tego, że alianci przygotowali dwa innowacyjne sztuczne porty, które przywieźli do Normandii ze sobą.

obrona

C. Zadbaj o elastyczne rozmieszczenie własnych sił

Często przeciwnik dysponuje swobodą uderzenia i nie sposób odróżnić jego działań pozorowanych od rzeczywistych. Najlepszym rozwiązaniem jest skanalizować jego poczynania tak, aby stały się przewidywalne ("30), użyć przynęty. Jeśli takie przejęcie inicjatywy jest niemożliwe, należy tak zorganizować własne siły, aby zareagować natychmiast, gdy tylko intencje przeciwnika staną się dość jasne.

Istotą obrony jest więc sprawna organizacja własnych sił i umiejętność elastycznego nimi dysponowania. Ale i takie rozwiązanie nie na wiele się zdało Niemcom w czasie inwazji w Normandii w 1944 roku. Działania ruchu oporu i aliancka dominacja w powietrzu były tak przytłaczające, że 77. Dywizja Wehrmachtu potrzebowała trzynaście dni na przemieszczenie, które teoretycznie powinno zająć dwa.

D. Wczuj się w przeciwnika, wejdź w jego skórę

Sprawdzoną metodą przewidywania działań przeciwnika jest analizowanie sytuacji z jego punktu widzenia. Powinieneś wczuć się w jego motywację, zrozumieć bliskie i dalekosiężne cele, zrozumieć, co go ogranicza. Należy w każdej sytuacji, choćby jako ćwiczenie umysłu, zastanawiać się, "co bym zrobił na jego miejscu", "jakie działania będą dla niego najbardziej zaskakujące".

Duże znaczenie ma zrozumienie kulturowych uwarunkowań myślenia oponenta: być może przyjęta doktryna wojenna, konieczność zachowania twarzy bądź liczenia się z opinią publiczną czy sojusznikami sprawi, że jego możliwości działania będą ograniczone, a przez to lepiej przewidywalne. To właśnie taki ogranicznik wyobraźni sprawił, że Niemcy, których przemysł wojenny cierpiał na deficyt wszystkich surowców, pod Dunkierką nie przemyśleli należycie tej możliwości, że Brytyjski Korpus Ekspedycyjny po prostu porzuci w czasie ewakuacji cały swój ciężki sprzęt (patrz s. 211).

254 Więcej w książce Johna Ellisa Brute Force: Allied Strategy and Tactics in the Second World War, Viking, New York 1990.

255 Andrew Roberts, op.cit., s. 393. Roberts nie podaje źródła. W trakcie kwerendy nie udało mi się potwierdzić tej liczby z powodu rozbieżności źródeł i niejasnych kryteriów zliczania ofiar.

Postrzeganie porządku świata

najgłębsze korzenie chińskiego sposobu myślenia

Richard Wilhelm trafnie, moim zdaniem, zauważa, że więk-szość idei powstałych w cywilizacji chińskiej ma za inspirację Księgę przemian218. Zajmuje ona w kulturze i cywilizacji chińskiej pozycję szczególną. Choć zawarte w niej koncepcje rodziły się już w czasach neolitycznych, to jej tekst formował się jeszcze w czasach dynastii Han. Dziś Księga przemian jest kwintesencją najstarszej i najdojrzalszej mądrości chińskiej sprzed co najmniej dwóch tysięcy lat. Była i nadal jest instruktażem obserwacji, ale też wpływania na otaczający ludzi wszechświat. W jednym zdaniu: był to i jest nadal instruktaż, jak działać w danej sytuacji społecznej z uwzględnieniem faz świata.

Choć Chińczycy odczytują ją w duchu mistycznym, czasem graniczącym z nabożnością, Księga przemian może być odbierana w duchu racjonalistycznym. Ta dwoistość ma swoją historię. W swojej pierwotnej, najważniejszej warstwie jest zbiorem porad i spostrzeżeń przyjmujących formę aforyzmów oraz maksym. Nie zawierała więc wielu elementów mistycznych, kabalistycznych, wykładni i interpretacji oraz innych. Dopisali je zwolennicy rozmaitych tajemnych doktryn, którzy próbowali "podpiąć się" do Księgi z własnymi teoriami, oraz kolejne pokolenia użytkowników.

Do bardzo trudnych w interpretacji wróżb dopisano tzw. Dziesięć skrzydeł, czyli komentarzy mających usprawnić jej odczyt. Ich powstanie datuje się na V-IV wiek p.n.e. Pod koniec III wieku. p.n.e. podjęto próbę ujęcia zjawisk świata w formalizm symboli liczbowych. Częścią Księgi stała się wywodząca się jeszcze z czasów neolitycznych koncepcja pierwiastków Yin i Yang. W czasach późniejszych Księga przemian obrosła ciężarem magii, tajemniczości i mistycyzmu. Inaczej: granitowa skała racjonalizmu obrastała coraz nowszymi warstwami guana. Oba ujęcia są ze sobą mocno wymieszane, choćby przez to, że posługują się tymi samymi pojęciami i koncepcjami. Dlatego osoba kierująca się racjonalizmem musi przy odczytywaniu Księgi mieć się na baczności219. Podsumowując "oświeceniowe narzekania", stwierdzam, że zbiór praktycznej mądrości zmienił się w "mistyczną głębię nie do pojęcia", a jego racjonalny aspekt się zatracał.

Podstawową nauką Księgi przemian jest koncepcja Dao ? - ładu, fundamentalnej zasady wszechświata, który jest funkcjonującym w równowadze i harmonii organizmem. Ład ten to cykliczna metamorfoza i przemiany zjawisk we wszelkich aspektach życia - w różnych skalach i warstwach postrzegania świata. Co już pisałem, wedle Księgi te same prawidła rządzą nie tylko całym kosmosem, ale i przyrodą, i światem człowieka.

Opisując oscylujące przemiany zjawisk, Chińczycy z reguły operują pojęciem przemian pierwiastków Yin i Yang. Ich opozycja ma charakter nie konfliktu (to zachodni archetyp odwiecznego konfliktu sił dobra i zła), ale komplementarności. Ich natężenie naprzemiennie rośnie i maleje w cyklach. Zamienia się też ich natura - transformują jedno w drugie. Częścią tego kosmicznego ładu jest też cykliczny upadek harmonii świata, a potem jej przywrócenie. Celem Księgi, oprócz objawienia prawdziwej natury kosmosu, było dostosowanie ludzkiej aktywności do rytmów jego cyklicznych zmian.

Taka ramifikacja podstawowych interakcji zjawisk jest odmienna od mniemań i teorii alchemików starożytnej i średniowiecznej Europy. To stanowi najgłębszą różnicę między filozofią Zachodu i Wschodu - między patrzeniem przez pryzmat konfrontacji i harmonii. Dla osiągnięcia zmiany na Zachodzie potrzebna jest głęboka ingerencja i zewnętrzny, działający celowo czynnik sprawczy; na Wschodzie - cierpliwe czekanie, aż zmiana zajdzie sama, oraz dostosowanie siebie i własnych celów do sytuacji. W takiej wizji nie było miejsca na biblijne panowanie człowieka i "ujarzmianie Natury", walkę z żywiołami czy wykradanie bogom sekretów (np. mit o Prometeuszu kradnącym ogień).

W Chinach transformacja jednego w drugie była esencją wszechświata, alchemicy zachodni wierzyli zaś, że w Naturze zachodzi interakcja przeciwieństw, a ich przemiana musi być wywołana sztucznie. Poszukiwane przez nich "magiczne" formuły, a zwłaszcza kamień filozoficzny, miały pozwolić na naruszenie praw naturalnych i wymuszone przekształcanie zjawisk materialnych i duchowych w formy szlachetniejsze - umożliwiać odmłodzenie lub transmutację prostych substancji w złoto - z naruszeniem zasady równości (zużycia czegoś o równej wartości).

Według wykładni Księgi przemian wydarzenia są przewidywalne właśnie dzięki cykliczności. Przebiega ona samoistnie, choć do pewnego stopnia - o ile jest to pożądane - można też na nie wpływać lub schodzić z drogi niepożądanym konsekwencjom ich kulminacji lub słabnięcia. Ideałem mędrca dla m.in. konfucjanistów był tzw. święty mąż shengren ??, którego pojmowanie Naczelnej Zasady Dao, a więc i zdolność dostrzegania przyszłego stanu zjawisk, było zupełne220.

Stąd też płyną fundamentalne zalecenia, które poznaliśmy już powyżej:

1. Unikaj skrajności, które niosą odwrócenie tendencji lub gwałtowne załamanie

Zjawisko, osiągając skrajność, obraca się w swoje przeciwieństwo. Przykładem może być nasz polski szał kredytowy z roku 2007 i "niespodziewane" załamanie, które nastąpiło w 2008 roku. Osoby spłacające kredyt mieszkaniowy w obcej walucie miały okazję delektować się nieodpartą mądrością Księgi przemian: każda tendencja wzrostu w końcu musi ulec odwróceniu. Zupełnie banalny przykład: jazda samochodem z prędkością 160 kilometrów na godzinę łatwo kończy się gwałtowną redukcją prędkości do zera.

Unikanie ekstremów jest fundamentem konfucjańskiej koncepcji doktryny środka zhongyong. Zasadza się ona na umiarze, zachowaniu równowagi i pielęgnowaniu harmonii z naturą - z dala od niebezpiecznych skrajności, przed którymi w filmie Kochaj albo rzuć z ust Pawlaka, widzącego panoramę wspaniałych wieżowców Chicago, słyszymy ostrzeżenie "Wyżej wylecisz, z większym hukiem zlecisz"221.

2. Pokonaj silne w czasie, gdy jeszcze jest w fazie słabego

Przykład: zaatakuj przeciwnika, zanim będzie on gotowy do podjęcia walki, a więc w chwili, gdy jego siła oscyluje w możliwie najniższym punkcie cyklu. Innymi słowy, przeciwdziałaj problemom, gdy są jeszcze w zarodku. Tu święci mężowie oddziaływania na świat lewitują w domenie paradoksu: mogą pomóc wrogowi wzrosnąć w siłę - gdyż automatycznie przyspieszy to jego upadek!

Z Księgi wynikało, że prowadzenie wszelkiej aktywności, w tym wojen, było ściśle powiązane ze stanem Natury, a przede wszystkim z pozostającymi w dynamicznej równowadze siłami Yin i Yang. To było podstawą do czynienia wróżb. Odczytywanie stanu Natury i zastosowanie do konkretnej sytuacji dawało odpowiedzi na stawiane pytania dotyczące sfery osobistej, potwierdzało słuszność podjętych decyzji, a według jednej z hipotez Carla Junga - jak już wspomniałem - wydobywało na światło dzienne odpowiedzi zagrzebane w podświadomości pytającego.

W podejmowaniu decyzji na dworach władców zasadniczą rolę odgrywali wróżbici, którzy odczytywali dobre i złe omeny, wróżąc m.in. z łodyg krwawnika i skorup żółwi. Wspierali się oni autorytetem Księgi. Wiara w pozyskane wyroki była tak głęboko zakorzeniona, że stosownie do skomplikowanych fluktuacji rozmaitych wróżb słano bądź zatrzymywano armie liczące dziesiątki tysięcy żołnierzy. W tej kwestii dawni Chińczycy nic a nic nie różnili się od ludów bliższych nam geograficznie i kulturowo. W dniu, gdy stan równowagi między Yin i Yang był niekorzystny, dowódcy mogli założyć, że druga strona nie rozpocznie bitwy. A to była szansa dla ówczesnych ateistów i sceptyków: bardziej pragmatyczni lub mający mniej do stracenia dowódcy przeprowadzali atak z zaskoczenia, jak to miało miejsce w czasie bitwy między Wu i Chu w roku 519 p.n.e.

Należy raz jeszcze podkreślić, że Sun Zi, któremu przypisujemy autorstwo222 Sztuki wojny, zdecydowanie negował wartość kierowania się równowagą Yin i Yang - tak jak równie zdecydowanie negował użyteczność wróżb. Zamiast tego był orędownikiem działania opartego na racjonalnej analizie. Nawiązania do niektórych koncepcji Księgi przemian, obecne w traktacie Sun Zi, związane są z racjonalistyczną częścią jej przekazu.

Częścią Księgi stały się wierzenia związane z chińskim szamanizmem i teorią pięciu pierwiastków Natury. Z czasem obrosła ona w warstwę komentarzy i interpretacji, traktowanych współcześnie jako integralna część Księgi. Poniższa tabela kontynuuje tę ze s. 68 i prezentuje kilka par przeciwieństw kluczowych dla posługiwania się Księgą:

Heksagram qian ?

Heksagram kun ?

Twórczość, aktywność

Bierność (biorczość)

Manifestacja Yang - aspektu jasnego, pozytywnego,

kreatywnego

Manifestacja Yin - aspektu ciemnego, negatywnego, receptywnego

Czas, Niebiosa, Duch

Przestrzeń, Ziemia, Natura

Pierwiastek męski

Pierwiastek żeński

Twarde, ale skrywa w sobie

oczekującą słabość (miękkość)

Miękkie, ale zawiera w sobie potencjał twardości

Sprawiedliwość yi ?, elastyczność, łagodność, które przezwyciężą swoje przeciwności

Sztywność, siła, przemoc, zadawanie śmierci, karanie

To, co jawne, prawidłowe

To, co niejawne, ukryte, złe moralnie

Wiosna - pora roku, w której wszystko się odradza

Jesień - pora roku, w której wszystko, co żyje, gaśnie i umiera

Żywioł: drewno

Żywioł: metal, ale też woda

Podstawowa liczba: 1, jej potrójność 3, a ogólnie liczby nieparzyste

Podstawowa liczba: 2, jej potrójność 6, a ogólnie liczby parzyste

9 bądź 7

6 bądź 8

Liczby w tabeli związane są z techniką konsultowania wyroczni poprzez wróżenie z łodyg krwawnika. Opis procedury wykracza poza ramy tej książki. Dość powiedzieć, że heksagram składa się z sześciu linii numerowanych od dołu: ciągłej reprezentującej Yang, oraz przerywanej - Yin. Procedura wróżenia może dać linię o dwóch "charakterach": starym i młodym. Stare Yang to siła pozytywna zmienna (liczba dziewięć, dojrzała do zmiany w swoje przeciwieństwo), młode Yang to siła pozytywna spoczywająca (liczba 7, świeżo po transformacji, a więc wciąż spoczywająca w równowadze, nie ma potencjału do zmiany). Analogicznie mamy stare Yin: linia negatywna zmienna i młode Yin: negatywna spoczywająca. Tylko linie zmienne mają własne znaczenie, linie bierne nie są uwzględniane. Aby dać choć jedną ilustrację wróżby: chylące się ku stagnacji i upadkowi imperium - dajmy na to, że współczesne Stany Zjednoczone - to stare Yang, którego siła wkrótce się wyczerpie, niosąc regres bądź upadek. Chiny to młode Yang, którego siła dopiero powoli, acz nieuchronnie wzrasta. Innymi słowy, Ameryce opada, a Chinom rośnie, jeśli komuś odpowiada takie porównanie. Oczywiście w końcu przyjdzie czas na Chiny, ale póki co - "Chińczyki trzymają się mocno".

O pierwotnym, przedhistorycznym systemie wróżb wiemy niewiele albo zgoła nic. Można jedynie spekulować, że nie oferował dostatecznie jasnych wyznaczników działania ani nie dostarczał spójnego wyjaśnienia postrzeganej przypadkowości świata. Dopiero pojawienie się Księgi przemian, a potem jej zmiany przypisywane królowi Wen (ok. 1150 roku p.n.e., jednak większość badaczy przyjmuje daty późniejsze), sprawiło, że z ośmiu trygramów (mających trzy kreski) system rozrósł się do 64 heksagramów. Tak rozbudowany "język" stał się dość bogaty, aby zaoferować obraz dostatecznie oddający zawiłości realnego świata i umożliwić formułowanie użytecznych porad dotyczących prawidłowego sposobu postępowania.

oswajanie przypadkowośCi

W tym miejscu przyda się dygresja dotycząca sposobu "oswajania" przypadkowości. Wyniki wielu badań psychologicznych wskazują, że do zachowania zdrowia psychicznego ludziom potrzebna jest jeśli nie rzeczywista kontrola nad otoczeniem, to przynajmniej jej iluzja. Musimy mieć jakąś sferę życia bądź autorytet, który niósłby stuprocentową pewność co do naszej tożsamości, celów życiowych czy poczucia wartości. Ich brak stwarza silny psychologiczny dyskomfort.

Aby wyjaśnić świat pełen przypadkowych zdarzeń, monoteistyczne religie powstałe w rejonie obecnego Bliskiego Wschodu posługiwały się wolą bożą. Nadawała ona sens wydarzeniom i redukowała poczucie bezradności wobec wymykających się rozumieniu zjawisk Natury. Ale Prawda i jej moc wyjaśniająca pochodziła od Boga, którego moc jednocześnie legitymizowała władcę. Wszelkie odstępstwa od

doktryny religijnej, mocno splecionej z władzą polityczną, były więc najczęściej bezwzględnie tępione. Stąd istniejące w cywilizacji zachodniej takie "tradycje", jak herezja i walka z nią, nękanie alchemików (protonaukowców), ale też dylematy, jak awantury o rozdział władzy świeckiej i kościelnej.

W Chinach sprawy poszły nieco inną drogą. Posługiwanie się Naczelną Zasadą (Dao) nie przekształciło się w religię monoteistyczną typu bliskowschodniego. Państwo rozciągnęło władzę duchową nad ludem nie przez monopol na Prawdę, ale przede wszystkim poprzez zawłaszczenie (upaństwowienie lub - jak ktoś chce - "kolektywizację") kultu przodków, co nastąpiło w czasach dynastii Han. Wykształcony wtedy model władzy feudalnej ani nie ingerował w swobodne życie intelektualne, ani nie produkował prawd, których podważanie przez naukowców mogłoby aktywować aparat represyjny, ówczesny odpowiednik "bijącego serca partii".

Wpisuje się to w inne obecne w chińskiej cywilizacji tendencje. Jedną z najdonioślejszych była przyjęta przez państwo misja "odzwierzęcania" i cywilizowania ludzi. W rezultacie czynnikiem decydującym o tożsamości chińskiej były nie religia czy etniczność, a stopień przyswojenia chińskich wartości kulturowych.

Brak tu miejsca na pełne omówienie wszystkich tego konsekwencji. Dość będzie podsumować dygresję tak: zgłębianie zasad działania wszechświata nie było obwarowane zakazami religijnymi ani nie godziło w autorytet władzy cesarskiej. W wielu okresach historycznych przełożyło się to na większą różnorodność i swobodę idei223, ale też na postęp technologiczny i wynalezienie przez Chińczyków wielu prostych rozwiązań i innowacji, których na próżno szukać w Europie: chomąto, wialnia, pług skibowy itd.224 Wynalazczość, służąc umocnieniu dobrobytu ludu, stała w służbie państwa.

Należy tu wspomnieć, że omówiony w poprzedniej ramce kulturowo uwarunkowany zakaz otwartego kontestowania idei i autorytetów stał się potężnym, naturalnym hamulcem blokującym m.in. rozwój metody naukowej w Chinach. Taki brak sprzężenia zwrotnego to integralna część chińskiej mentalności. Sprowadza się do okaleczenia mechanizmu samoregulacji oraz "rozmyślnego" odcięcia od korekt umożliwiających uczenie się z doświadczenia, co równa się rezygnacji z utrzymania optymalnej sprawności.

Zainteresowany czytelnik niech sięgnie po Dialogi Stanisława Lema, w których dysfunkcje związane z zakłóceniami przepływu bodźców korygujących wyjaśnione są wyjątkowo celnie (patrz s. 723). Opisany przez Lema proces

narastającej utraty kontaktu ze środowiskiem uniemożliwia reagowanie na zmiany sytuacji. Szkodliwe tendencje, jeśli nie zostaną wygaszone, szybko doprowadzają do "rozchwiania" coraz to kolejnych elementów systemu. Także zbyt wielka częstotliwość bodźców (np. powódź nowych ustaw i regulacji prawnych) prowadzi do zatorów informacyjnych i pogłębienia stanu "niewrażliwości zwrotno-sprzężeniowej". Współcześnie określa się to jako utratę świadomości sytuacyjnej. Lem podaje przemawiający do wyobraźni przykład postępującego rozchwiania: kierowanie samochodem, który mając luzy w kierownicy, reaguje na polecenia kierowcy z opóźnieniem i mimo jego wysiłków jedzie zygzakiem.

W historii Chin istniał okres merytorycznego współzawodnictwa idei i koncepcji. Ta otwarta "debata" miała wiele analogii z nam współczesnym gwałtownym rozwojem nauki

i technologii. Kulminacja jej efektów nastąpiła w Okresie Walczących Państw (403-222 p.n.e.). Między innymi funkcjonowanie tzw. Stu Szkół przyniosło gigantyczny skok cywilizacyjny, umożliwiający ustanowienie cesarstwa przez Qin - najsilniejsze z ówczesnych państw. Okres ten w późniejszych epokach wychwalano jako złotą erę chińskiej filozofii. Do jego repety jakoś doprowadzić się nie dało.

Niektóre systemy społeczne i polityczne bardziej sprzyjają postępowi i rozwojowi nauki, inne mniej. Chodzi o kształtowanie mentalności i myślenia naukowego, ale i o "odgórne" przyzwolenie na wdrażanie wynalazków. Przykład: zastępowanie pracy niewolników było w ustroju antycznej Grecji niewyobrażalne. Przykładu innego rodzaju blokady - politycznej - dostarcza powieść Paradyzja Janusza A. Zajdla.

Społeczeństwo sztucznej sztucznej planety było uczone zafałszowanych praw fizyki, dzięki czemu "kłamstwo założycielskie", a nawet samo istnienie uprzywilejowanej elity rządzącej nie dawało się zdemaskować.

Na sytuację walki powyższy schemat przekłada się tak: trzeba wmanewrować przeciwnika w przyjęcie takiej postawy ideologicznej, która albo uniemożliwi mu zachowanie efektywności, albo - już bardziej wprost - uniemożliwi prowadzenie walki i używanie skutecznych metod. Do takich ram fortelu da się wpisać napędzane przez środowiska lewicowe protesty przeciw wojnie w Wietnamie, rozgorzałe w USA pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku. Wpisują się w to też chińskie (a konkretnie dynastii Tang w VII-IX wieku) wysiłki mające rozprzestrzenić buddyzm u mongolskich i tybetańskich przeciwników. Mocno dawali się oni Chińczykom we znaki przez większą część ich historii. Pokojowa religia miała zmoderować agresywną mentalność plemion nękających Państwo Środka.

Bardziej agresywną manifestacją tej prawidłowości - już rasowym fortelem, a konkretnie: chcesz złapać? wpierw popuść! "16 - będzie doprowadzić do władzy najbardziej radykalną frakcję w obozie przeciwnika. Ekstremizm, skrajne doktrynerstwo i często literalne przestrzeganie dogmatów prędzej czy później doprowadzą do paraliżu sprzężeń zwrotnych w ekonomii i innych dziedzinach życia, zacofania, sterroryzowania ludzi, którzy chcą żyć swoim życiem, zantagonizowania frakcji umiarkowanych. Jednocześnie nawet umiarkowani zwolennicy danej idei zostaną zdyskredytowani, a "wybryki" ekstremistów dadzą siłom zewnętrznym pretekst do interwencji. Taki scenariusz uruchamiany jest rutynowo w czasie tzw. destabilizacji jakiegoś kraju.

Prace nad rozwikłaniem genezy Księgi utrudnia też to, że rodowód jej treści protonaukowej i magicznej to zagadnienia różne. Księga przemian była jednym z kilku równolegle rozwijających się konkurencyjnych systemów wróżenia. Wybiła się jednak nad inne być może dzięki temu, że oferowała skuteczniejszy system rozumienia i wpływania na świat. Człowiek przestał czuć się bezsilny wobec przemian zachodzących w Naturze. Wcześniej nie miał nawet jak myśleć o ujarzmieniu zjawisk, którymi rządził przypadek, bądź reguły były zbyt zawiłe, aby je zrozumieć. Teraz, wyposażony w Księgę i jej wyrocznie, mógł cieszyć się poczuciem kontroli lub stać się rzeczywistym współtwórcą własnego przeznaczenia. Warunkiem sukcesu było oczywiście to, że odpowiednia sytuacja została dostatecznie wcześniej rozpoznana. I właśnie tu Księga przemian pokazywała swoją skuteczność. Nie tylko dostarczała fałszywego lub uzasadnionego poczucia kontroli; dyscyplinowała ona użytkownika do tego, aby w swoich planach uwzględniał działające w rzeczywistym świecie mechanizmy oscylacji natężenia zjawisk.

Warto raz jeszcze podkreślić, że taka forma oswajania przypadkowości nie wytworzyła się w cieniu opartej na religii legitymizacji władzy ani jej podziału na świecką i duchową. Dlatego właśnie w umysłach chińskich "niewidzialne przeszkody"225 są po prostu inne niż zachodnie. Na tym też polega odmienność chińskiego postrzegania związków przyczyna-skutek, a więc lokalizowanie (wskazywanie) kluczowego ogniwa ciągu zdarzeń w innym miejscu, niż byłoby to oczywiste dla "zachodniaka".

Dzieło Trzydzieści sześć forteli, zawierające liczne odwołania do Księgi przemian, jest w świetle powyższych rozważań dziełem bardzo szczególnym. A studiowanie forteli jest treningiem przełamującym pewne blokady w percepcji i interpretacji świata, które zagnieździły się w umyśle zwłaszcza zachodniego czytelnika. Poznanie zasad działania zgodnych z wykładnią Księgi pomoże oprzeć plany i działania na schematach kulturowo obcych nam, Polakom. Potencjalnie stanowią więc punkt startu i inspirację do osiągnięć pozornie niemożliwych lub po prostu na tyle nietypowych, że nikt "o zdrowych zmysłach" nie próbuje ich zastosować.

uniwersalne prawidłowośCi

To, co w tej książce nazywane jest fortelami, to tak naprawdę prawidłowości, prawidła, wzorce (ang. patterns) - mechanizmy, które manifestują się w rozmaitych postaciach nie tylko w świecie ludzi. Można je zauważyć także w świecie roślin i zwierząt, a nawet w materii nieożywionej. Przykład: specyficzne umaszczenie zebry, choć czyni ją bardziej widoczną dla drapieżników, to wykształcony ewolucyjnie fortel dezorientacji przeciwnika. Silnie kontrastujące białe i czarne pasy zakłócają efekt polaryzacji światła odbijanego od jednolitych powierzchni, które przyciągają pijące krew gzy i muchy - chronią tym samym przed uciążliwymi i groźnymi ugryzieniami owadów.

Starożytni obserwatorzy dostrzegli występowanie analogicznych praw i prawideł w świecie ludzkim i w zjawiskach przyrody. Ta obserwacja stała się tworzywem, z którego zbudowany jest fundament Księgi przemian i chińskiego rozumienia świata, w którym - w odróżnieniu od kosmologi i innych cywilizacji - to człowiek ma się dostroić do zastanych warunków i synchronizować do cyklicznych przemian. To też praprzyczyna, dlaczego chińscy myśliciele i poeci tak chętnie operują metaforami, które zestawiają świat ludzki i świat przyrody.

Nie inaczej jest z wojowaniem. W traktacie Sztuka wojny widzimy, jak Sun Zi posługuje się metaforą wody, która omija skały, za to wciska się w każdą szczelinę. Swój wpływ woda "cierpliwie" akumuluje, co obleka w słowa Owidiusz, mówiąc: "Kropla drąży kamień nie siłą, a częstym padaniem".

Naczelną poradą Trzydziestu sześciu forteli jest powstrzymanie się od bezsensownego bądź zgubnego działania "na siłę". Jest to esencja taoistycznej doktryny niedziałania wuwei ??. Zasadza się ona na zaprzęganiu do własnych celów sił i procesów, które pulsują w swoich możliwych do przewidzenia naturalnych cyklach. Takie wykorzystywanie zewnętrznych sił i lewarowanie ich dla własnych celów jest istotą m.in. fortelu pożyczonego noża "3. W przypadku manipulowania stanem przeciwnika zwie się tai sabaki (patrz ramka na s. 641-643).

W drugiej, głównej części tej książki, w objaśnieniach mechanizmów działania forteli przykłady zastosowania prawidłowości ilustrowane są przez sytuacje aktywności zarówno pokojowej, jak i konfliktowej (przykłady militarne). Taki podział jest wtórny i mylący - to nieistotny szum. Niech świadomość tego będzie inspiracją do osiągnięcia szerszego spojrzenia na zewnętrzny i wewnętrzny wszechświat ludzkich doświadczeń.

218 Richard Wilhelm, I Cing. Księga przemian, Latawiec, Warszawa 2001, s. 17.

219 Osoba interesująca się cywilizacją chińską zapewne spostrzegła już, że ofiarą podobnej degeneracji padło wiele innych osiągnięć myśli chińskiej - stało się tak choćby z tradycyjną chińską medycyną.

220 Patrz Piotr Plebaniak, Starożytna mądrość chińska w sentencjach, Zysk i S-ka, Poznań 2018, s. 199. O taoizmie więcej w: Piotr Plebaniak, Drogi wędrownych doradców, Polskie Towarzystwo Geopolityczne, Kraków 2021, s. 34-63.

221 Jeśli ktoś chciałby popisać się przed Chińczykiem znajomością chińskiej kultury, zalecam nauczyć się przysłowia wuji-bifan ???? (wym. łu-dźi-bi-fan) - "rzecz, gdy osiągnie skrajność (lub apogeum), zmienia się w swoje przeciwieństwo". Przysłowie jest Chińczykom tak znane, że wypowiedziane w pasującej sytuacji zostanie rozpoznane, nawet mimo błędnej wymowy.

222 Według aktualnych ustaleń sinologicznych Sun Zi jest co najwyżej autorem części traktatu.

223 Frederick W. Mote, Imperial China 900-1800, Harvard University Press, Harvard 2000, s. 324.

224 Proch wynaleźli taoistyczni alchemicy podczas prób stworzenia eliksiru nieśmiertelności.

225 Mam tu na myśli postrzeganą możność skutecznego działania. Zwykle ten, kto uzna, że rzecz jest niemożliwa do zrealizowa-nia, zamiast podjąć próbę, zainwestuje wysiłek do wymyślenia wygodnej wymówki do niedziałania.

fortel szósty

Czyń hałas na wschodzie, a zaatakuj na zachodzie

Odciągnij uwagę i zasoby przeciwnika od miejsca, w którym planujesz działanie. Pozoruj zamiar ataku z dala od punktu, w którym chcesz przeprowadzić rzeczywiste uderzenie. Gdy tamten już uszykuje obronę w niewłaściwym miejscu, zaata­kuj tam, gdzie się tego najmniej spodziewał.

Wzorzec

Istotą fortelu jest dyslokacja (patrz s. 135) uzyskana przez stworzenie fałszywego obrazu twoich zamiarów. Spraw, by wysiłek obronny tamtego został źle zainwestowany i się zmarnował. Pokazuj formę fałszywą, ukrywaj prawdziwą. Przeciwnik ma błędnie ocenić sytuację i w konsekwencji skierować swoją uwagę i przygotować obronę tam, gdzie ty się nie wybierasz.

Fortel ten jest powszechnie używany i spotykany we wszystkich sytuacjach życiowych. Polega na użyciu manewru pozorowanego, który ma zmylić przeciwnika i odciągnąć jego główne siły od miejsca, w którym nastąpi rzeczywiste działanie. Celem jest sprawić, aby nie mogąc poznać twoich prawdziwych zamiarów, musiał rozproszyć swoje siły lub skoncentrować je w niewłaściwym miejscu.

Siły walczących stron w realnie zachodzących sytuacjach nigdy nie są wystarczające, stąd konieczne jest ich umiejętne rozdysponowanie. Atakujący może je koncentrować tam, gdzie obrońców jest mniej, a przez to obrona staje się łatwiejsza do przełamania. Obrońcy muszą zgadywać, skąd przyjdzie atak, a potem odpowiednio inwestować siły do przeciwdziałania. Naturalnie obu stronom zależy na ukryciu własnych ruchów i jak najskuteczniejszym zmyleniu przeciwnika. Stosują zwody i iluzje tak, aby przeciwnik nigdy nie wiedział, co jest rzeczywistym manewrem, a co tylko pozorem lub atrapą realnej siły.

Zaskoczenie w fortelu "1 osiąga się utajnieniem istnienia wrogiej intencji, tutaj - poprzez zmylenie przeciwnika co do miejsca lub czasu, w którym zostanie ona wprowadzona w życie. Fortel można stosować w wielu wariantach. Paradoksalnie działa on nawet wtedy, gdy się go nie używa: sama możliwość jego zastosowania wymusza rozproszenie sił. Jednym z wariantów jest naprzemienne okazywanie zamiaru ataku i wycofania, aż przeciwnik straci rozeznanie co do twoich manewrów - będzie to fortel "7. O tym mówi passus z jednej z klasycznych chińskich powieści:

Gdy fałsz udaje prawdę, prawda też wygląda jak fałsz; gdy puste zajmuje miejsce pełnego, pełne staje się pustym.

 - Cao Xueqin, Sen czerwonego pawilonu

Ukrycie planów może polegać na nieprzybieraniu żadnej konkretnej formy - tak radzi Sun Zi. Wtedy przeciwnik nie będzie w stanie dostrzec porządku w informacjach, które analizuje - zobaczy bezład jak w zepsutym kalejdoskopie. Utrudni mu to obmyślić przeciwdziałanie oparte na ocenie sytuacji. Można jednak zrobić inaczej. Jeśli w przeszłości twoje poczynania były skutecznie przewidywane, pozwól przeciwnikowi sądzić, że i tym razem będzie mógł odgadnąć twoje intencje. Najlepszą metodą jest jedynie podsuwać mu potwierdzenia dla podejrzeń i wniosków, do których on sam dojdzie.

Gdy dezinformacja odniesie sukces, możliwy będzie atak w warunkach idealnych - uzyskanej wcześniej lokalnej przewagi. Będzie to uderzenie silnym w słabe, twardym w miękkie, skoncentrowanym w rozproszone.

Przykłady historyczne

6.1. lis pusTyni konTra alianCi - gra dezinformaCji na pusTyni

Afryka Północna, II wojna światowa

W końcowej części kampanii w Afryce Północnej przewaga materiałowa aliantów była tak przytłaczająca, że Brytyjczycy mogli tracić czołgi średnie i ciężkie w proporcji 4 : 1 i nadal zachować przewagę ilościową 4 : 1254.

W maju 1942 roku generał Erwin Rommel rozpoczął kampanię przeciw wojskom brytyjskim okupującym drogę do Aleksandrii, Kanału Sueskiego i roponośnych terenów poza nimi. Celem głównym kampanii było zdobycie Tobruku, najważniejszego portu na wybrzeżu libijskim na wschód od Trypolisu. Zdobycie tego portu dałoby Niemcom bazę zaopatrzeniową całe 1500 kilometrów bliżej granicy Egiptu.

W Gazali Rommel - nie po raz pierwszy - zastosował następujący fortel. Do wszystkich ciężarówek oraz niektórych lżejszych czołgów włoskich poprzyczepiano pęki drewna i związanych krzewów. W czasie przejazdu kolumn wytworzyły się w ten sposób olbrzymie kłęby kurzu. Brytyjczycy doszli do wniosku, że jest to rzeczywisty generalny atak, i wykonali manewr, aby wyjść mu na spotkanie. W tym czasie Rommel zaatakował z innego kierunku, całkowicie zaskakując swoich adwersarzy.

Oczywiście w czasie walk w Afryce także alianci stale stosowali wybiegi mające ukryć lub zwielokrotnić ich prawdziwe siły. Jednym z nich było rozstawianie fałszywych samolotów i dział. Po pewnym czasie Niemcy nauczyli się rozpoznawać atrapy samolotów - miały one drewniane wsporniki skrzydeł, które dało się dostrzec na powiększonych fotografiach.

Podstęp Brytyjczyków zdawał się utracić swoją wartość. Jednak oficer odpowiedzialny za operację, porucznik Dudley Clarke, zaproponował, aby także prawdziwe samoloty były wyposażone we wsporniki. Tak też zrobiono. Teraz Niemcy nie byli w stanie rozpoznać prawdziwych samolotów.

Podobny fortel, zgodny ze wzorcem "7, zastosowano na Malcie. Aby zmylić nadlatujące nocą niemieckie bombowce, zbudowano fałszywe pasy startowe, po których jeździły samochody z reflektorami imitującymi startujące i lądujące samoloty. Te fałszywe lotniska stały się celem ataków, jednak po jakimś czasie Niemcy zorientowali się w podstępie. Wtedy samochody zaczęły jeździć po prawdziwych lotniskach.

6.2. gdzie będzie inwazja?

Francja-Norwegia, 1944 rok

Starania aliantów mające zmylić Niemców co do miejsca inwazji w 1944 roku to klasyczny przykład fortelu dyslokacji przestrzennej sił przeciwnika. Dowodzący operacją generał Dwight Eisenhower miał do wyboru dwa rejony inwazji: półwysep Cotentin i rejon Caen w dolnej Normandii albo - najbliższy Wyspom Brytyjskim - Calais. Podjęto gigantyczną operację dezinformacyjną o kryptonimie "Fortitude North" i "Fortitude South".

Alianci przedsięwzięli cały szereg działań mających zwieść Niemców: stworzono fikcyjną 1 Grupę Armii (FUSAG), która składała się zarówno z prawdziwych, jak i fikcyjnych jednostek. Miejsca ich stacjonowania podmieniano tak, aby już po D-Day fałszywe jednostki oczekiwały w miejscu skoszarowania, przy portach naprzeciw Calais. W tym czasie rzeczywiste jednostki przerzucano okrężną drogą do Normandii.

Aby uwiarygodnić całość zabiegów, dowódcą nieistniejących armii został - wściekły z tego powodu - generał Patton. W rejonie "stacjonowania" grupy armii składowano olbrzymie zapasy materiałów wojskowych, budowano oświetlane nocą makiety lotnisk, rozstawiano gumowe atrapy czołgów, dymiące kuchnie polowe i symulowano nasiloną wymianę depesz radiowych. To ostatnie było niełatwe: obie strony wyuczyły się rozpoznawać styl nadawania poszczególnych operatorów, co komplikowało i tak skomplikowane fabrykowanie komunikacji radiowej nieistniejących jednostek. W tym czasie aliancki Sztab Naczelny przeniesiono na wschodnie wybrzeże Anglii, pozorując jego aktywność radiową, która natężeniem przewyższała pozostałe sztaby. Nieistniejącą armię odwiedził nawet sam król Jerzy VI - jak najbardziej prawdziwy. W rezultacie Niemcy doszli do graniczącego z pewnością przekonania, że w Wielkiej Brytanii stacjonuje 79 dywizji, choć w rzeczywistości było ich jedynie 47.

Nad pobliskim rejonem Francji prowadzono nasilone operacje powietrzne - lotów rozpoznawczych i bombowych było nad rejonem Calais dwa razy więcej niż nad Normandią. Uporczywie bombardowano też cele w całej północno-zachodniej Francji, co miało dodatkowo utwierdzić Niemców w przekonaniu, że desant nastąpi w Pas de Calais. Szacuje się, że w tych czysto dezinformacyjnych nalotach zginęło od 80 000 do 160 000 osób255, w większości francuskich cywilów. Jednocześnie przed inwazją u ujścia Tamizy gromadzono flotę barek desantowych.

Wywiad niemiecki otrzymywał dokładne informacje od swojej siatki wywiadowczej działającej w Wielkiej Brytanii. Problemem było to, że jej członkowie co do jednego zostali przewerbowani przez Brytyjczyków. Posłużono się aktorem udającym generała Montgomery'ego, którego, aby uśpić czujność Niemców, tuż przed inwazją wysłano do Gibraltaru.

Posługiwano się nie tylko dezinformacją. Ważnym czynnikiem były innowacje o znaczeniu strategicznym, które pozwalały aliantom wykonywać posunięcia dla przeciwnika nieprzewidywalne, bo przeczące fizycznym faktom i zdrowej kalkulacji. Ich zastosowanie sprawiało, że podsuwana dezinformacja nabierała cech wiarygodności. Niemcy słusznie zakładali, że wojska inwazyjne, wymagające gigantycznej ilości zaopatrzenia, muszą od samego początku mieć dostęp do dużego portu. Alianci potwierdzili ten domysł, budując na cele inwazji fałszywy port naftowy w Dover. Tymczasem sięgnęli po innowację techniczną, która rozwiązywała dylemat (patrz przepraw się przez Chencang "8).

Porażka rajdu na Dieppe w sierpniu 1942 roku boleśnie pokazała, że atak na umocnione rejony portowe miał nikłe szanse powodzenia. Dlatego alianci uwolnili się od tej konieczności - przywieźli do Normandii dwa sztuczne porty (kryptonim "Mulberry") oraz ułożyli na dnie kanału La Manche rurociąg (kryptonim "PLUTO" - Pipe Line Under The Ocean), którym przepompowano łącznie niemal 800 milionów litrów paliw. Choć jeden z portów został zniszczony przez sztorm krótko po uruchomieniu, drugi z nich w zupełności spełnił swoje zadanie.

Zabiegi aliantów okazały się wyjątkowo udane. Dziesiątki tysięcy żołnierzy niemieckich pilnowało wybrzeża Norwegii, Holandii, Belgii oraz w Pas de Calais. Nawet po lądowaniu aliantów 6 czerwca 1944 roku na plażach Normandii Hitler działał w przekonaniu, że właściwe lądowanie głównych sił jeszcze nie miało miejsca. Biorąc pod uwagę pulę dostępnych mu danych wywiadowczych, było to przekonanie jak najbardziej racjonalne.

Choć niektórzy niemieccy dowódcy słusznie uznali, że inwazja w Normandii jest rzeczywistą operacją, to w pierwszych jej dniach przeważyło błędne przekonanie Hitlera. W okresie bezpośrednio po lądowaniu zwieść dał się nie tylko sam Hitler, ale i niemieckie OKW i OKH, o czym świadczyły decyzje przemieszczenia dywizji pancernych, zanim jeszcze sam Hitler został tego dnia obudzony. W rezultacie cała niemiecka 15. Armia, licząca około pół miliona żołnierzy, aż do 26 czerwca pilnowała wybrzeży Calais, oczekując na "rzeczywisty" desant.

Porady praktyczne

Użycie fortelu

Należy sprawić, aby siły przeciwnika znalazły się z dala od miejsca, w którym mogłyby być efektywnie użyte. Oczywistą do zastosowania techniką jest odwrócenie uwagi. Będzie to np. zagadywanie pacjenta przy robieniu zastrzyków. Zajmowanie uwagi pacjenta głupimi dowcipami sprawdza się nawet przy dłutowaniu ósemek, czego autor doświadczył osobiście.

A. Bądź szybki i nieprzewidywalny

Zaskoczenie można osiągnąć dwojako: przez skuteczną dezinformację i przez szybkość manewru, a czasami przez ich połączenie. Wielokrotnie w czasie wojny pozycyjnej na froncie zachodnim w latach 1914-1918 czyniono pozorowane ataki na jednym odcinku, aby główne uderzenie rozpocząć w miejscu zupełnie innym. Czasami przed planowaną próbą przełamania frontu rezygnowano z uderzenia artyleryjskiego, aby nie uprzedzić nim przeciwnika o ataku.

Bardziej współczesnym przykładem jest operacja "Ave Maria" w czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Wobec rosnącej koncentracji wojsk irackich na granicy z Arabią Saudyjską w przeddzień ataku Amerykanie przeprowadzili pozorowany desant na wybrzeżu kuwejckim. Rezultatem tej nocnej akcji było zainicjowanie przemieszczenia kilku dywizji irackich w stronę Kuwejtu.

B. Sprowadź przeciwnika na fałszywe tory

Przeciwnik ma do dyspozycji ograniczoną pulę sposobów i środków przeciwdziałania. Jeśli w którymś momencie uznał pewien rodzaj ataku za najbardziej prawdopodobny, mógł zainwestować środki i zaangażować się w sposób trudny do zmiany. Utwierdź go w takiej decyzji, aby maksymalnie utrudnić mu wycofanie się z błędnej inwestycji.

Niemcy uznali, że aliancka inwazja w Normandii w 1944 roku musi mieć za cel jak najszybsze zdobycie dużego portu. Takie założenie stało się ważnym czynnikiem decydującym o dyslokacji jednostek Wehrmachtu - nie uwzględniało jednak tego, że alianci przygotowali dwa innowacyjne sztuczne porty, które przywieźli do Normandii ze sobą.

obrona

C. Zadbaj o elastyczne rozmieszczenie własnych sił

Często przeciwnik dysponuje swobodą uderzenia i nie sposób odróżnić jego działań pozorowanych od rzeczywistych. Najlepszym rozwiązaniem jest skanalizować jego poczynania tak, aby stały się przewidywalne ("30), użyć przynęty. Jeśli takie przejęcie inicjatywy jest niemożliwe, należy tak zorganizować własne siły, aby zareagować natychmiast, gdy tylko intencje przeciwnika staną się dość jasne.

Istotą obrony jest więc sprawna organizacja własnych sił i umiejętność elastycznego nimi dysponowania. Ale i takie rozwiązanie nie na wiele się zdało Niemcom w czasie inwazji w Normandii w 1944 roku. Działania ruchu oporu i aliancka dominacja w powietrzu były tak przytłaczające, że 77. Dywizja Wehrmachtu potrzebowała trzynaście dni na przemieszczenie, które teoretycznie powinno zająć dwa.

D. Wczuj się w przeciwnika, wejdź w jego skórę

Sprawdzoną metodą przewidywania działań przeciwnika jest analizowanie sytuacji z jego punktu widzenia. Powinieneś wczuć się w jego motywację, zrozumieć bliskie i dalekosiężne cele, zrozumieć, co go ogranicza. Należy w każdej sytuacji, choćby jako ćwiczenie umysłu, zastanawiać się, "co bym zrobił na jego miejscu", "jakie działania będą dla niego najbardziej zaskakujące".

Duże znaczenie ma zrozumienie kulturowych uwarunkowań myślenia oponenta: być może przyjęta doktryna wojenna, konieczność zachowania twarzy bądź liczenia się z opinią publiczną czy sojusznikami sprawi, że jego możliwości działania będą ograniczone, a przez to lepiej przewidywalne. To właśnie taki ogranicznik wyobraźni sprawił, że Niemcy, których przemysł wojenny cierpiał na deficyt wszystkich surowców, pod Dunkierką nie przemyśleli należycie tej możliwości, że Brytyjski Korpus Ekspedycyjny po prostu porzuci w czasie ewakuacji cały swój ciężki sprzęt (patrz s. 211).

254 Więcej w książce Johna Ellisa Brute Force: Allied Strategy and Tactics in the Second World War, Viking, New York 1990.

255 Andrew Roberts, op.cit., s. 393. Roberts nie podaje źródła. W trakcie kwerendy nie udało mi się potwierdzić tej liczby z powodu rozbieżności źródeł i niejasnych kryteriów zliczania ofiar.

fortel szósty

Czyń hałas na wschodzie, a zaatakuj na zachodzie

Odciągnij uwagę i zasoby przeciwnika od miejsca, w którym planujesz działanie. Pozoruj zamiar ataku z dala od punktu, w którym chcesz przeprowadzić rzeczywiste uderzenie. Gdy tamten już uszykuje obronę w niewłaściwym miejscu, zaata­kuj tam, gdzie się tego najmniej spodziewał.

Wzorzec

Istotą fortelu jest dyslokacja (patrz s. 135) uzyskana przez stworzenie fałszywego obrazu twoich zamiarów. Spraw, by wysiłek obronny tamtego został źle zainwestowany i się zmarnował. Pokazuj formę fałszywą, ukrywaj prawdziwą. Przeciwnik ma błędnie ocenić sytuację i w konsekwencji skierować swoją uwagę i przygotować obronę tam, gdzie ty się nie wybierasz.

Fortel ten jest powszechnie używany i spotykany we wszystkich sytuacjach życiowych. Polega na użyciu manewru pozorowanego, który ma zmylić przeciwnika i odciągnąć jego główne siły od miejsca, w którym nastąpi rzeczywiste działanie. Celem jest sprawić, aby nie mogąc poznać twoich prawdziwych zamiarów, musiał rozproszyć swoje siły lub skoncentrować je w niewłaściwym miejscu.

Siły walczących stron w realnie zachodzących sytuacjach nigdy nie są wystarczające, stąd konieczne jest ich umiejętne rozdysponowanie. Atakujący może je koncentrować tam, gdzie obrońców jest mniej, a przez to obrona staje się łatwiejsza do przełamania. Obrońcy muszą zgadywać, skąd przyjdzie atak, a potem odpowiednio inwestować siły do przeciwdziałania. Naturalnie obu stronom zależy na ukryciu własnych ruchów i jak najskuteczniejszym zmyleniu przeciwnika. Stosują zwody i iluzje tak, aby przeciwnik nigdy nie wiedział, co jest rzeczywistym manewrem, a co tylko pozorem lub atrapą realnej siły.

Zaskoczenie w fortelu "1 osiąga się utajnieniem istnienia wrogiej intencji, tutaj - poprzez zmylenie przeciwnika co do miejsca lub czasu, w którym zostanie ona wprowadzona w życie. Fortel można stosować w wielu wariantach. Paradoksalnie działa on nawet wtedy, gdy się go nie używa: sama możliwość jego zastosowania wymusza rozproszenie sił. Jednym z wariantów jest naprzemienne okazywanie zamiaru ataku i wycofania, aż przeciwnik straci rozeznanie co do twoich manewrów - będzie to fortel "7. O tym mówi passus z jednej z klasycznych chińskich powieści:

Gdy fałsz udaje prawdę, prawda też wygląda jak fałsz; gdy puste zajmuje miejsce pełnego, pełne staje się pustym.

 - Cao Xueqin, Sen czerwonego pawilonu

Ukrycie planów może polegać na nieprzybieraniu żadnej konkretnej formy - tak radzi Sun Zi. Wtedy przeciwnik nie będzie w stanie dostrzec porządku w informacjach, które analizuje - zobaczy bezład jak w zepsutym kalejdoskopie. Utrudni mu to obmyślić przeciwdziałanie oparte na ocenie sytuacji. Można jednak zrobić inaczej. Jeśli w przeszłości twoje poczynania były skutecznie przewidywane, pozwól przeciwnikowi sądzić, że i tym razem będzie mógł odgadnąć twoje intencje. Najlepszą metodą jest jedynie podsuwać mu potwierdzenia dla podejrzeń i wniosków, do których on sam dojdzie.

Gdy dezinformacja odniesie sukces, możliwy będzie atak w warunkach idealnych - uzyskanej wcześniej lokalnej przewagi. Będzie to uderzenie silnym w słabe, twardym w miękkie, skoncentrowanym w rozproszone.

Przykłady historyczne

6.1. lis pusTyni konTra alianCi - gra dezinformaCji na pusTyni

Afryka Północna, II wojna światowa

W końcowej części kampanii w Afryce Północnej przewaga materiałowa aliantów była tak przytłaczająca, że Brytyjczycy mogli tracić czołgi średnie i ciężkie w proporcji 4 : 1 i nadal zachować przewagę ilościową 4 : 1254.

W maju 1942 roku generał Erwin Rommel rozpoczął kampanię przeciw wojskom brytyjskim okupującym drogę do Aleksandrii, Kanału Sueskiego i roponośnych terenów poza nimi. Celem głównym kampanii było zdobycie Tobruku, najważniejszego portu na wybrzeżu libijskim na wschód od Trypolisu. Zdobycie tego portu dałoby Niemcom bazę zaopatrzeniową całe 1500 kilometrów bliżej granicy Egiptu.

W Gazali Rommel - nie po raz pierwszy - zastosował następujący fortel. Do wszystkich ciężarówek oraz niektórych lżejszych czołgów włoskich poprzyczepiano pęki drewna i związanych krzewów. W czasie przejazdu kolumn wytworzyły się w ten sposób olbrzymie kłęby kurzu. Brytyjczycy doszli do wniosku, że jest to rzeczywisty generalny atak, i wykonali manewr, aby wyjść mu na spotkanie. W tym czasie Rommel zaatakował z innego kierunku, całkowicie zaskakując swoich adwersarzy.

Oczywiście w czasie walk w Afryce także alianci stale stosowali wybiegi mające ukryć lub zwielokrotnić ich prawdziwe siły. Jednym z nich było rozstawianie fałszywych samolotów i dział. Po pewnym czasie Niemcy nauczyli się rozpoznawać atrapy samolotów - miały one drewniane wsporniki skrzydeł, które dało się dostrzec na powiększonych fotografiach.

Podstęp Brytyjczyków zdawał się utracić swoją wartość. Jednak oficer odpowiedzialny za operację, porucznik Dudley Clarke, zaproponował, aby także prawdziwe samoloty były wyposażone we wsporniki. Tak też zrobiono. Teraz Niemcy nie byli w stanie rozpoznać prawdziwych samolotów.

Podobny fortel, zgodny ze wzorcem "7, zastosowano na Malcie. Aby zmylić nadlatujące nocą niemieckie bombowce, zbudowano fałszywe pasy startowe, po których jeździły samochody z reflektorami imitującymi startujące i lądujące samoloty. Te fałszywe lotniska stały się celem ataków, jednak po jakimś czasie Niemcy zorientowali się w podstępie. Wtedy samochody zaczęły jeździć po prawdziwych lotniskach.

6.2. gdzie będzie inwazja?

Francja-Norwegia, 1944 rok

Starania aliantów mające zmylić Niemców co do miejsca inwazji w 1944 roku to klasyczny przykład fortelu dyslokacji przestrzennej sił przeciwnika. Dowodzący operacją generał Dwight Eisenhower miał do wyboru dwa rejony inwazji: półwysep Cotentin i rejon Caen w dolnej Normandii albo - najbliższy Wyspom Brytyjskim - Calais. Podjęto gigantyczną operację dezinformacyjną o kryptonimie "Fortitude North" i "Fortitude South".

Alianci przedsięwzięli cały szereg działań mających zwieść Niemców: stworzono fikcyjną 1 Grupę Armii (FUSAG), która składała się zarówno z prawdziwych, jak i fikcyjnych jednostek. Miejsca ich stacjonowania podmieniano tak, aby już po D-Day fałszywe jednostki oczekiwały w miejscu skoszarowania, przy portach naprzeciw Calais. W tym czasie rzeczywiste jednostki przerzucano okrężną drogą do Normandii.

Aby uwiarygodnić całość zabiegów, dowódcą nieistniejących armii został - wściekły z tego powodu - generał Patton. W rejonie "stacjonowania" grupy armii składowano olbrzymie zapasy materiałów wojskowych, budowano oświetlane nocą makiety lotnisk, rozstawiano gumowe atrapy czołgów, dymiące kuchnie polowe i symulowano nasiloną wymianę depesz radiowych. To ostatnie było niełatwe: obie strony wyuczyły się rozpoznawać styl nadawania poszczególnych operatorów, co komplikowało i tak skomplikowane fabrykowanie komunikacji radiowej nieistniejących jednostek. W tym czasie aliancki Sztab Naczelny przeniesiono na wschodnie wybrzeże Anglii, pozorując jego aktywność radiową, która natężeniem przewyższała pozostałe sztaby. Nieistniejącą armię odwiedził nawet sam król Jerzy VI - jak najbardziej prawdziwy. W rezultacie Niemcy doszli do graniczącego z pewnością przekonania, że w Wielkiej Brytanii stacjonuje 79 dywizji, choć w rzeczywistości było ich jedynie 47.

Nad pobliskim rejonem Francji prowadzono nasilone operacje powietrzne - lotów rozpoznawczych i bombowych było nad rejonem Calais dwa razy więcej niż nad Normandią. Uporczywie bombardowano też cele w całej północno-zachodniej Francji, co miało dodatkowo utwierdzić Niemców w przekonaniu, że desant nastąpi w Pas de Calais. Szacuje się, że w tych czysto dezinformacyjnych nalotach zginęło od 80 000 do 160 000 osób255, w większości francuskich cywilów. Jednocześnie przed inwazją u ujścia Tamizy gromadzono flotę barek desantowych.

Wywiad niemiecki otrzymywał dokładne informacje od swojej siatki wywiadowczej działającej w Wielkiej Brytanii. Problemem było to, że jej członkowie co do jednego zostali przewerbowani przez Brytyjczyków. Posłużono się aktorem udającym generała Montgomery'ego, którego, aby uśpić czujność Niemców, tuż przed inwazją wysłano do Gibraltaru.

Posługiwano się nie tylko dezinformacją. Ważnym czynnikiem były innowacje o znaczeniu strategicznym, które pozwalały aliantom wykonywać posunięcia dla przeciwnika nieprzewidywalne, bo przeczące fizycznym faktom i zdrowej kalkulacji. Ich zastosowanie sprawiało, że podsuwana dezinformacja nabierała cech wiarygodności. Niemcy słusznie zakładali, że wojska inwazyjne, wymagające gigantycznej ilości zaopatrzenia, muszą od samego początku mieć dostęp do dużego portu. Alianci potwierdzili ten domysł, budując na cele inwazji fałszywy port naftowy w Dover. Tymczasem sięgnęli po innowację techniczną, która rozwiązywała dylemat (patrz przepraw się przez Chencang "8).

Porażka rajdu na Dieppe w sierpniu 1942 roku boleśnie pokazała, że atak na umocnione rejony portowe miał nikłe szanse powodzenia. Dlatego alianci uwolnili się od tej konieczności - przywieźli do Normandii dwa sztuczne porty (kryptonim "Mulberry") oraz ułożyli na dnie kanału La Manche rurociąg (kryptonim "PLUTO" - Pipe Line Under The Ocean), którym przepompowano łącznie niemal 800 milionów litrów paliw. Choć jeden z portów został zniszczony przez sztorm krótko po uruchomieniu, drugi z nich w zupełności spełnił swoje zadanie.

Zabiegi aliantów okazały się wyjątkowo udane. Dziesiątki tysięcy żołnierzy niemieckich pilnowało wybrzeża Norwegii, Holandii, Belgii oraz w Pas de Calais. Nawet po lądowaniu aliantów 6 czerwca 1944 roku na plażach Normandii Hitler działał w przekonaniu, że właściwe lądowanie głównych sił jeszcze nie miało miejsca. Biorąc pod uwagę pulę dostępnych mu danych wywiadowczych, było to przekonanie jak najbardziej racjonalne.

Choć niektórzy niemieccy dowódcy słusznie uznali, że inwazja w Normandii jest rzeczywistą operacją, to w pierwszych jej dniach przeważyło błędne przekonanie Hitlera. W okresie bezpośrednio po lądowaniu zwieść dał się nie tylko sam Hitler, ale i niemieckie OKW i OKH, o czym świadczyły decyzje przemieszczenia dywizji pancernych, zanim jeszcze sam Hitler został tego dnia obudzony. W rezultacie cała niemiecka 15. Armia, licząca około pół miliona żołnierzy, aż do 26 czerwca pilnowała wybrzeży Calais, oczekując na "rzeczywisty" desant.

Porady praktyczne

Użycie fortelu

Należy sprawić, aby siły przeciwnika znalazły się z dala od miejsca, w którym mogłyby być efektywnie użyte. Oczywistą do zastosowania techniką jest odwrócenie uwagi. Będzie to np. zagadywanie pacjenta przy robieniu zastrzyków. Zajmowanie uwagi pacjenta głupimi dowcipami sprawdza się nawet przy dłutowaniu ósemek, czego autor doświadczył osobiście.

A. Bądź szybki i nieprzewidywalny

Zaskoczenie można osiągnąć dwojako: przez skuteczną dezinformację i przez szybkość manewru, a czasami przez ich połączenie. Wielokrotnie w czasie wojny pozycyjnej na froncie zachodnim w latach 1914-1918 czyniono pozorowane ataki na jednym odcinku, aby główne uderzenie rozpocząć w miejscu zupełnie innym. Czasami przed planowaną próbą przełamania frontu rezygnowano z uderzenia artyleryjskiego, aby nie uprzedzić nim przeciwnika o ataku.

Bardziej współczesnym przykładem jest operacja "Ave Maria" w czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Wobec rosnącej koncentracji wojsk irackich na granicy z Arabią Saudyjską w przeddzień ataku Amerykanie przeprowadzili pozorowany desant na wybrzeżu kuwejckim. Rezultatem tej nocnej akcji było zainicjowanie przemieszczenia kilku dywizji irackich w stronę Kuwejtu.

B. Sprowadź przeciwnika na fałszywe tory

Przeciwnik ma do dyspozycji ograniczoną pulę sposobów i środków przeciwdziałania. Jeśli w którymś momencie uznał pewien rodzaj ataku za najbardziej prawdopodobny, mógł zainwestować środki i zaangażować się w sposób trudny do zmiany. Utwierdź go w takiej decyzji, aby maksymalnie utrudnić mu wycofanie się z błędnej inwestycji.

Niemcy uznali, że aliancka inwazja w Normandii w 1944 roku musi mieć za cel jak najszybsze zdobycie dużego portu. Takie założenie stało się ważnym czynnikiem decydującym o dyslokacji jednostek Wehrmachtu - nie uwzględniało jednak tego, że alianci przygotowali dwa innowacyjne sztuczne porty, które przywieźli do Normandii ze sobą.

obrona

C. Zadbaj o elastyczne rozmieszczenie własnych sił

Często przeciwnik dysponuje swobodą uderzenia i nie sposób odróżnić jego działań pozorowanych od rzeczywistych. Najlepszym rozwiązaniem jest skanalizować jego poczynania tak, aby stały się przewidywalne ("30), użyć przynęty. Jeśli takie przejęcie inicjatywy jest niemożliwe, należy tak zorganizować własne siły, aby zareagować natychmiast, gdy tylko intencje przeciwnika staną się dość jasne.

Istotą obrony jest więc sprawna organizacja własnych sił i umiejętność elastycznego nimi dysponowania. Ale i takie rozwiązanie nie na wiele się zdało Niemcom w czasie inwazji w Normandii w 1944 roku. Działania ruchu oporu i aliancka dominacja w powietrzu były tak przytłaczające, że 77. Dywizja Wehrmachtu potrzebowała trzynaście dni na przemieszczenie, które teoretycznie powinno zająć dwa.

D. Wczuj się w przeciwnika, wejdź w jego skórę

Sprawdzoną metodą przewidywania działań przeciwnika jest analizowanie sytuacji z jego punktu widzenia. Powinieneś wczuć się w jego motywację, zrozumieć bliskie i dalekosiężne cele, zrozumieć, co go ogranicza. Należy w każdej sytuacji, choćby jako ćwiczenie umysłu, zastanawiać się, "co bym zrobił na jego miejscu", "jakie działania będą dla niego najbardziej zaskakujące".

Duże znaczenie ma zrozumienie kulturowych uwarunkowań myślenia oponenta: być może przyjęta doktryna wojenna, konieczność zachowania twarzy bądź liczenia się z opinią publiczną czy sojusznikami sprawi, że jego możliwości działania będą ograniczone, a przez to lepiej przewidywalne. To właśnie taki ogranicznik wyobraźni sprawił, że Niemcy, których przemysł wojenny cierpiał na deficyt wszystkich surowców, pod Dunkierką nie przemyśleli należycie tej możliwości, że Brytyjski Korpus Ekspedycyjny po prostu porzuci w czasie ewakuacji cały swój ciężki sprzęt (patrz s. 211).

254 Więcej w książce Johna Ellisa Brute Force: Allied Strategy and Tactics in the Second World War, Viking, New York 1990.

255 Andrew Roberts, op.cit., s. 393. Roberts nie podaje źródła. W trakcie kwerendy nie udało mi się potwierdzić tej liczby z powodu rozbieżności źródeł i niejasnych kryteriów zliczania ofiar.

fortel szósty

Czyń hałas na wschodzie, a zaatakuj na zachodzie

Odciągnij uwagę i zasoby przeciwnika od miejsca, w którym planujesz działanie. Pozoruj zamiar ataku z dala od punktu, w którym chcesz przeprowadzić rzeczywiste uderzenie. Gdy tamten już uszykuje obronę w niewłaściwym miejscu, zaata­kuj tam, gdzie się tego najmniej spodziewał.

Wzorzec

Istotą fortelu jest dyslokacja (patrz s. 135) uzyskana przez stworzenie fałszywego obrazu twoich zamiarów. Spraw, by wysiłek obronny tamtego został źle zainwestowany i się zmarnował. Pokazuj formę fałszywą, ukrywaj prawdziwą. Przeciwnik ma błędnie ocenić sytuację i w konsekwencji skierować swoją uwagę i przygotować obronę tam, gdzie ty się nie wybierasz.

Fortel ten jest powszechnie używany i spotykany we wszystkich sytuacjach życiowych. Polega na użyciu manewru pozorowanego, który ma zmylić przeciwnika i odciągnąć jego główne siły od miejsca, w którym nastąpi rzeczywiste działanie. Celem jest sprawić, aby nie mogąc poznać twoich prawdziwych zamiarów, musiał rozproszyć swoje siły lub skoncentrować je w niewłaściwym miejscu.

Siły walczących stron w realnie zachodzących sytuacjach nigdy nie są wystarczające, stąd konieczne jest ich umiejętne rozdysponowanie. Atakujący może je koncentrować tam, gdzie obrońców jest mniej, a przez to obrona staje się łatwiejsza do przełamania. Obrońcy muszą zgadywać, skąd przyjdzie atak, a potem odpowiednio inwestować siły do przeciwdziałania. Naturalnie obu stronom zależy na ukryciu własnych ruchów i jak najskuteczniejszym zmyleniu przeciwnika. Stosują zwody i iluzje tak, aby przeciwnik nigdy nie wiedział, co jest rzeczywistym manewrem, a co tylko pozorem lub atrapą realnej siły.

Zaskoczenie w fortelu "1 osiąga się utajnieniem istnienia wrogiej intencji, tutaj - poprzez zmylenie przeciwnika co do miejsca lub czasu, w którym zostanie ona wprowadzona w życie. Fortel można stosować w wielu wariantach. Paradoksalnie działa on nawet wtedy, gdy się go nie używa: sama możliwość jego zastosowania wymusza rozproszenie sił. Jednym z wariantów jest naprzemienne okazywanie zamiaru ataku i wycofania, aż przeciwnik straci rozeznanie co do twoich manewrów - będzie to fortel "7. O tym mówi passus z jednej z klasycznych chińskich powieści:

Gdy fałsz udaje prawdę, prawda też wygląda jak fałsz; gdy puste zajmuje miejsce pełnego, pełne staje się pustym.

 - Cao Xueqin, Sen czerwonego pawilonu

Ukrycie planów może polegać na nieprzybieraniu żadnej konkretnej formy - tak radzi Sun Zi. Wtedy przeciwnik nie będzie w stanie dostrzec porządku w informacjach, które analizuje - zobaczy bezład jak w zepsutym kalejdoskopie. Utrudni mu to obmyślić przeciwdziałanie oparte na ocenie sytuacji. Można jednak zrobić inaczej. Jeśli w przeszłości twoje poczynania były skutecznie przewidywane, pozwól przeciwnikowi sądzić, że i tym razem będzie mógł odgadnąć twoje intencje. Najlepszą metodą jest jedynie podsuwać mu potwierdzenia dla podejrzeń i wniosków, do których on sam dojdzie.

Gdy dezinformacja odniesie sukces, możliwy będzie atak w warunkach idealnych - uzyskanej wcześniej lokalnej przewagi. Będzie to uderzenie silnym w słabe, twardym w miękkie, skoncentrowanym w rozproszone.

Przykłady historyczne

6.1. lis pusTyni konTra alianCi - gra dezinformaCji na pusTyni

Afryka Północna, II wojna światowa

W końcowej części kampanii w Afryce Północnej przewaga materiałowa aliantów była tak przytłaczająca, że Brytyjczycy mogli tracić czołgi średnie i ciężkie w proporcji 4 : 1 i nadal zachować przewagę ilościową 4 : 1254.

W maju 1942 roku generał Erwin Rommel rozpoczął kampanię przeciw wojskom brytyjskim okupującym drogę do Aleksandrii, Kanału Sueskiego i roponośnych terenów poza nimi. Celem głównym kampanii było zdobycie Tobruku, najważniejszego portu na wybrzeżu libijskim na wschód od Trypolisu. Zdobycie tego portu dałoby Niemcom bazę zaopatrzeniową całe 1500 kilometrów bliżej granicy Egiptu.

W Gazali Rommel - nie po raz pierwszy - zastosował następujący fortel. Do wszystkich ciężarówek oraz niektórych lżejszych czołgów włoskich poprzyczepiano pęki drewna i związanych krzewów. W czasie przejazdu kolumn wytworzyły się w ten sposób olbrzymie kłęby kurzu. Brytyjczycy doszli do wniosku, że jest to rzeczywisty generalny atak, i wykonali manewr, aby wyjść mu na spotkanie. W tym czasie Rommel zaatakował z innego kierunku, całkowicie zaskakując swoich adwersarzy.

Oczywiście w czasie walk w Afryce także alianci stale stosowali wybiegi mające ukryć lub zwielokrotnić ich prawdziwe siły. Jednym z nich było rozstawianie fałszywych samolotów i dział. Po pewnym czasie Niemcy nauczyli się rozpoznawać atrapy samolotów - miały one drewniane wsporniki skrzydeł, które dało się dostrzec na powiększonych fotografiach.

Podstęp Brytyjczyków zdawał się utracić swoją wartość. Jednak oficer odpowiedzialny za operację, porucznik Dudley Clarke, zaproponował, aby także prawdziwe samoloty były wyposażone we wsporniki. Tak też zrobiono. Teraz Niemcy nie byli w stanie rozpoznać prawdziwych samolotów.

Podobny fortel, zgodny ze wzorcem "7, zastosowano na Malcie. Aby zmylić nadlatujące nocą niemieckie bombowce, zbudowano fałszywe pasy startowe, po których jeździły samochody z reflektorami imitującymi startujące i lądujące samoloty. Te fałszywe lotniska stały się celem ataków, jednak po jakimś czasie Niemcy zorientowali się w podstępie. Wtedy samochody zaczęły jeździć po prawdziwych lotniskach.

6.2. gdzie będzie inwazja?

Francja-Norwegia, 1944 rok

Starania aliantów mające zmylić Niemców co do miejsca inwazji w 1944 roku to klasyczny przykład fortelu dyslokacji przestrzennej sił przeciwnika. Dowodzący operacją generał Dwight Eisenhower miał do wyboru dwa rejony inwazji: półwysep Cotentin i rejon Caen w dolnej Normandii albo - najbliższy Wyspom Brytyjskim - Calais. Podjęto gigantyczną operację dezinformacyjną o kryptonimie "Fortitude North" i "Fortitude South".

Alianci przedsięwzięli cały szereg działań mających zwieść Niemców: stworzono fikcyjną 1 Grupę Armii (FUSAG), która składała się zarówno z prawdziwych, jak i fikcyjnych jednostek. Miejsca ich stacjonowania podmieniano tak, aby już po D-Day fałszywe jednostki oczekiwały w miejscu skoszarowania, przy portach naprzeciw Calais. W tym czasie rzeczywiste jednostki przerzucano okrężną drogą do Normandii.

Aby uwiarygodnić całość zabiegów, dowódcą nieistniejących armii został - wściekły z tego powodu - generał Patton. W rejonie "stacjonowania" grupy armii składowano olbrzymie zapasy materiałów wojskowych, budowano oświetlane nocą makiety lotnisk, rozstawiano gumowe atrapy czołgów, dymiące kuchnie polowe i symulowano nasiloną wymianę depesz radiowych. To ostatnie było niełatwe: obie strony wyuczyły się rozpoznawać styl nadawania poszczególnych operatorów, co komplikowało i tak skomplikowane fabrykowanie komunikacji radiowej nieistniejących jednostek. W tym czasie aliancki Sztab Naczelny przeniesiono na wschodnie wybrzeże Anglii, pozorując jego aktywność radiową, która natężeniem przewyższała pozostałe sztaby. Nieistniejącą armię odwiedził nawet sam król Jerzy VI - jak najbardziej prawdziwy. W rezultacie Niemcy doszli do graniczącego z pewnością przekonania, że w Wielkiej Brytanii stacjonuje 79 dywizji, choć w rzeczywistości było ich jedynie 47.

Nad pobliskim rejonem Francji prowadzono nasilone operacje powietrzne - lotów rozpoznawczych i bombowych było nad rejonem Calais dwa razy więcej niż nad Normandią. Uporczywie bombardowano też cele w całej północno-zachodniej Francji, co miało dodatkowo utwierdzić Niemców w przekonaniu, że desant nastąpi w Pas de Calais. Szacuje się, że w tych czysto dezinformacyjnych nalotach zginęło od 80 000 do 160 000 osób255, w większości francuskich cywilów. Jednocześnie przed inwazją u ujścia Tamizy gromadzono flotę barek desantowych.

Wywiad niemiecki otrzymywał dokładne informacje od swojej siatki wywiadowczej działającej w Wielkiej Brytanii. Problemem było to, że jej członkowie co do jednego zostali przewerbowani przez Brytyjczyków. Posłużono się aktorem udającym generała Montgomery'ego, którego, aby uśpić czujność Niemców, tuż przed inwazją wysłano do Gibraltaru.

Posługiwano się nie tylko dezinformacją. Ważnym czynnikiem były innowacje o znaczeniu strategicznym, które pozwalały aliantom wykonywać posunięcia dla przeciwnika nieprzewidywalne, bo przeczące fizycznym faktom i zdrowej kalkulacji. Ich zastosowanie sprawiało, że podsuwana dezinformacja nabierała cech wiarygodności. Niemcy słusznie zakładali, że wojska inwazyjne, wymagające gigantycznej ilości zaopatrzenia, muszą od samego początku mieć dostęp do dużego portu. Alianci potwierdzili ten domysł, budując na cele inwazji fałszywy port naftowy w Dover. Tymczasem sięgnęli po innowację techniczną, która rozwiązywała dylemat (patrz przepraw się przez Chencang "8).

Porażka rajdu na Dieppe w sierpniu 1942 roku boleśnie pokazała, że atak na umocnione rejony portowe miał nikłe szanse powodzenia. Dlatego alianci uwolnili się od tej konieczności - przywieźli do Normandii dwa sztuczne porty (kryptonim "Mulberry") oraz ułożyli na dnie kanału La Manche rurociąg (kryptonim "PLUTO" - Pipe Line Under The Ocean), którym przepompowano łącznie niemal 800 milionów litrów paliw. Choć jeden z portów został zniszczony przez sztorm krótko po uruchomieniu, drugi z nich w zupełności spełnił swoje zadanie.

Zabiegi aliantów okazały się wyjątkowo udane. Dziesiątki tysięcy żołnierzy niemieckich pilnowało wybrzeża Norwegii, Holandii, Belgii oraz w Pas de Calais. Nawet po lądowaniu aliantów 6 czerwca 1944 roku na plażach Normandii Hitler działał w przekonaniu, że właściwe lądowanie głównych sił jeszcze nie miało miejsca. Biorąc pod uwagę pulę dostępnych mu danych wywiadowczych, było to przekonanie jak najbardziej racjonalne.

Choć niektórzy niemieccy dowódcy słusznie uznali, że inwazja w Normandii jest rzeczywistą operacją, to w pierwszych jej dniach przeważyło błędne przekonanie Hitlera. W okresie bezpośrednio po lądowaniu zwieść dał się nie tylko sam Hitler, ale i niemieckie OKW i OKH, o czym świadczyły decyzje przemieszczenia dywizji pancernych, zanim jeszcze sam Hitler został tego dnia obudzony. W rezultacie cała niemiecka 15. Armia, licząca około pół miliona żołnierzy, aż do 26 czerwca pilnowała wybrzeży Calais, oczekując na "rzeczywisty" desant.

Porady praktyczne

Użycie fortelu

Należy sprawić, aby siły przeciwnika znalazły się z dala od miejsca, w którym mogłyby być efektywnie użyte. Oczywistą do zastosowania techniką jest odwrócenie uwagi. Będzie to np. zagadywanie pacjenta przy robieniu zastrzyków. Zajmowanie uwagi pacjenta głupimi dowcipami sprawdza się nawet przy dłutowaniu ósemek, czego autor doświadczył osobiście.

A. Bądź szybki i nieprzewidywalny

Zaskoczenie można osiągnąć dwojako: przez skuteczną dezinformację i przez szybkość manewru, a czasami przez ich połączenie. Wielokrotnie w czasie wojny pozycyjnej na froncie zachodnim w latach 1914-1918 czyniono pozorowane ataki na jednym odcinku, aby główne uderzenie rozpocząć w miejscu zupełnie innym. Czasami przed planowaną próbą przełamania frontu rezygnowano z uderzenia artyleryjskiego, aby nie uprzedzić nim przeciwnika o ataku.

Bardziej współczesnym przykładem jest operacja "Ave Maria" w czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Wobec rosnącej koncentracji wojsk irackich na granicy z Arabią Saudyjską w przeddzień ataku Amerykanie przeprowadzili pozorowany desant na wybrzeżu kuwejckim. Rezultatem tej nocnej akcji było zainicjowanie przemieszczenia kilku dywizji irackich w stronę Kuwejtu.

B. Sprowadź przeciwnika na fałszywe tory

Przeciwnik ma do dyspozycji ograniczoną pulę sposobów i środków przeciwdziałania. Jeśli w którymś momencie uznał pewien rodzaj ataku za najbardziej prawdopodobny, mógł zainwestować środki i zaangażować się w sposób trudny do zmiany. Utwierdź go w takiej decyzji, aby maksymalnie utrudnić mu wycofanie się z błędnej inwestycji.

Niemcy uznali, że aliancka inwazja w Normandii w 1944 roku musi mieć za cel jak najszybsze zdobycie dużego portu. Takie założenie stało się ważnym czynnikiem decydującym o dyslokacji jednostek Wehrmachtu - nie uwzględniało jednak tego, że alianci przygotowali dwa innowacyjne sztuczne porty, które przywieźli do Normandii ze sobą.

obrona

C. Zadbaj o elastyczne rozmieszczenie własnych sił

Często przeciwnik dysponuje swobodą uderzenia i nie sposób odróżnić jego działań pozorowanych od rzeczywistych. Najlepszym rozwiązaniem jest skanalizować jego poczynania tak, aby stały się przewidywalne ("30), użyć przynęty. Jeśli takie przejęcie inicjatywy jest niemożliwe, należy tak zorganizować własne siły, aby zareagować natychmiast, gdy tylko intencje przeciwnika staną się dość jasne.

Istotą obrony jest więc sprawna organizacja własnych sił i umiejętność elastycznego nimi dysponowania. Ale i takie rozwiązanie nie na wiele się zdało Niemcom w czasie inwazji w Normandii w 1944 roku. Działania ruchu oporu i aliancka dominacja w powietrzu były tak przytłaczające, że 77. Dywizja Wehrmachtu potrzebowała trzynaście dni na przemieszczenie, które teoretycznie powinno zająć dwa.

D. Wczuj się w przeciwnika, wejdź w jego skórę

Sprawdzoną metodą przewidywania działań przeciwnika jest analizowanie sytuacji z jego punktu widzenia. Powinieneś wczuć się w jego motywację, zrozumieć bliskie i dalekosiężne cele, zrozumieć, co go ogranicza. Należy w każdej sytuacji, choćby jako ćwiczenie umysłu, zastanawiać się, "co bym zrobił na jego miejscu", "jakie działania będą dla niego najbardziej zaskakujące".

Duże znaczenie ma zrozumienie kulturowych uwarunkowań myślenia oponenta: być może przyjęta doktryna wojenna, konieczność zachowania twarzy bądź liczenia się z opinią publiczną czy sojusznikami sprawi, że jego możliwości działania będą ograniczone, a przez to lepiej przewidywalne. To właśnie taki ogranicznik wyobraźni sprawił, że Niemcy, których przemysł wojenny cierpiał na deficyt wszystkich surowców, pod Dunkierką nie przemyśleli należycie tej możliwości, że Brytyjski Korpus Ekspedycyjny po prostu porzuci w czasie ewakuacji cały swój ciężki sprzęt (patrz s. 211).

254 Więcej w książce Johna Ellisa Brute Force: Allied Strategy and Tactics in the Second World War, Viking, New York 1990.

255 Andrew Roberts, op.cit., s. 393. Roberts nie podaje źródła. W trakcie kwerendy nie udało mi się potwierdzić tej liczby z powodu rozbieżności źródeł i niejasnych kryteriów zliczania ofiar.

Słowo o historii Chin

Aby należycie wdrożyć się w temat chińskiej historii, warto zapoznać się z historycznymi mapami Chin. Dobrze jest też zwrócić uwagę na kilka okoliczności geograficznych, które wpłynęły na kształtowanie się cywilizacji chińskiej.

Na mapach zobaczymy nazwy niektórych ludów, które sąsiadowały z Państwem Środka - na dobre i na złe. Ci "barbarzyńcy" tworzyli często państwa wcale nie mniej zaawansowane. Wedle chińskiej historiografii ich elity postrzegały wyższość cywilizacji chińskiej i traktowały wejście w jej obręb jako prestiżowy awans. Przez większość czasu państwa te były jednak głównie "utrapieniem", stąd już w starożytności Chińczycy budowali pasy umocnień i fortyfikacji, które dziś znane są pod nazwą Wielkiego Muru.

Kolebka chińskiej cywilizacji i centrum chińskiego świata to tzw. Równiny Centralne Zhongyuan ??. W starożytności ścisnęły się na nich najstarsze domeny książąt udzielnych, a potem państw. Po zagospodarowaniu wolnej przestrzeni "pomiędzy" nie mogły one wzrastać tak, jak te na obrzeżach.

Ekspansja rdzennych Chińczyków, choć prowadzona często ogniem i mieczem, miała raczej naturę cierpliwego włączania barbarzyńców w zasięg wpływu ich kultury, cywilizacji i tradycji. Ta misja przypadała państwom zewnętrznym. Często zamieszkane przez zsinizowane ludy etnicznie niechińskie - przy czym odmienna etniczność nie odgrywała roli tak istotnej jak w naszej cywilizacji - musiały patrzeć z dołu i aspirować.

Mieszkańcy państw położonych bliżej epicentrum cywilizacji ludzkiej (czytaj: chińskiej) określali je jako "półbarbarzyńskie". Musieli jednak swoje komentarze wygłaszać szeptem albo wcale, rozgrywając grę o przetrwanie co prawda z pozycji strażników świętych tradycji, ale zawsze jako słabsi gospodarczo i militarnie.

Ale i barbarzyńcy spoza tej strefy przejściowej potrafili się odgryzać. Widoczne na czwartej mapie państwo Dawne Qin to imperium barbarzyńskie, które nie tylko zagarnęło całe rdzennie chińskie tereny na północy, ale i pożyczyło sobie nazwę - etnonim nawiązujący do potęgi pierwszej chińskiej dynastii.

Zepchnięte na południe Wschodnie Jin to pozostałość po dynastii Jin, która na krótko zjednoczyła Chiny po Okresie Trzech Królestw. Choć państwo Jin nie wytrzymało naporu barbarzyńców, to dzięki uciekinierom z północy stało się kapsułą ratunkową dla dorobku chińskiej kultury. Ten close call cywilizacji konfucjańskiej, bodaj najgroźniejszy, był tylko jednym z kilku minimów w tym, co nazywane jest chińskim cyklem dynastycznym, ciągiem naprzemiennych wzlotów ku świetności i dotkliwych okresów chaosu. O tych cyklach historycznych czytelnik przeczyta w mojej książce pt. Chiny. Zrozumieć imperium. Pulsujący matecznik cywilizacji (2020, 2024).

Chronologia chińskich dynastii

Jeszcze słowo o datowaniu wydarzeń historycznych. Przed zaadaptowaniem kalendarza zachodniego w Chinach datowano wydarzenia według er panowania, zwanych nianhao ??. Konwencja rozpowszechniła się i ugruntowała decyzją jednego z cesarzy dynastii Han. Okresy panowania władcy dzielono pierwotnie na początkowy, środkowy i końcowy - nie były one tożsame ani z imieniem, ani imieniem pośmiertnym władcy. Zmianę nazwy powodowały pomyślne lub niepomyślne wydarzenia, w czym brano pod uwagę zalecenia wróżbitów.

Brak jednolitej konwencji i należytej kodyfikacji systemu zliczania lat powoduje wiele zamieszania. Dyskusyjne jest nawet opieranie się na kryteriach legalności władzy, związanej z prze jęciem przez nowego władcę Mandatu Niebios. Stąd rozbieżności, merytorycznie uzasadnione, występują czasem nawet w dziełach rozeznanych w temacie historyków.

Wszystkie zawiłości i trudności dobrze ilustruje ten przykład: pierwszy cesarz dynastii Han, Liu Bang ??, sam jako datę rozpoczęcia swojego panowania wskazywał rok 207 p.n.e., natomiast inna konwencja za początek jego panowania uznaje rok 206 p.n.e., w którym otrzymał tytuł króla niewielkiej krainy Han - nadany mu przez Xiang Yu, przywódcę buntu przeciw poprzedniej dynastii Qin. Obaj stali się wkrótce rywalami i dopiero ostateczne pokonanie Xiang Yu w 202 roku p.n.e. uznaje się za początek faktycznego panowania nowej dynastii.

dynasTie

Xia (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ok. 2100-1600 p.n.e.

Shang (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ok. 1600-1022 p.n.e.

Zhou (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ok. 1022-256 p.n.e.

Zachodnia Dynastia Zhou (??) . . . . . 1022-771 p.n.e.

Wschodnia Dynastia Zhou (??) . . . . . 770-256 p.n.e.

Epoka Wiosen i Jesieni (??) . . . . . . . . . . 770-476 p.n.e.

Okres Walczących Państw (??) . . . . 475-221 p.n.e.

Qin (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 221-207 p.n.e.

Han (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 206 p.n.e.-220 n.e.

Zachodnia Dynastia Han (??) . . . . . 206 p.n.e-24 n.e.

Xin . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9 p.n.e.-23 n.e.

Wschodnia Dynastia Han (??) . . . . . . . . . . . . . . 25-220

Trzy Królestwa (??) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 220-280

Wei (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 220-265

Shu (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 221-263

Wu (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 222-280

Jin (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 265-420

Zachodnia Dynastia Jin (??) . . . . . . . . . . 265-316

Wschodnia Dynastia Jin (??) . . . . . . . . . . . . . . 317-420

Szesnaście Królestw (???) . . . . . . . . . . . . . . . 304-439

Południowe i Północne Dynastie (???) . . . . . 20-589

Południowe Dynastie (??) . . . . . . . . . . . . . . . . 420-589

Song (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 420-479

Qi (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 479-502

Liang (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 502-557

Chen (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 557-589

Północne Dynastie (??) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 386-581

Północne Wei (??) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 386-581

Wschodnie Wei (??) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 534-550

Zachodnie Wei (??) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 535-557

Północne Qi (??) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 550-577

Północne Zhou (??) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 557-581

Sui (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 581-618

Tang (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 618-907

Pięć Dynastii i Dziesięć Królestw (????) . . . 916-979

Liao (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 916-1125

Song (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 960-1279

Północna Dynastia Song (??) . . . . . . . . . . . . . . 960-1127

Południowa Dynastia Song (??) . . . . . . . . . 1127-1279

Jin (?), państwo Dżurdżenów . . . . . . . . . . . . . . 1115-1234

Yuan (?) zwana też Mongolską . . . . . . . . . . . 1271-1368

Ming (?) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 1368-1644

Qing (?) zwana też Mandżurską . . . . . . . . . . . . 1644-1911

Fortel pierwszy.Oszukaj Niebo i przekrocz morze219

Przekrocz morze, ale jednocześnie okazuj, że nie jest to two­im celem. Ani przyjaciel, ani wróg nie powinni wiedzieć, do czego zmierzasz i co robisz. Pierwszy może zdradzić, a obu nie wolno dać możności przeciwdziałania.

Ukryj swoje cele i motywy pod zasłoną działań ostenta­cyjnych, jawnych i pozornie nieprowadzących do jego osiągnięcia. Pozoruj brak aktywności. Ukryj rozbieżność interesów i konflikt, do którego sam już się szykujesz. W wersji mini­mum, gdy twoje cele są znane, inni nie powinni wiedzieć, kiedy i jak je zrealizujesz.

Wzorzec

Istotą fortelu jest, byś ukrył przed przeciwnikiem - i z re­guły przed wszystkimi - nie tylko podjęcie wrogich mu działań, ale i tego, że istnieje między wami rozbieżność in­teresów lub stosowanych metod. Cele i działania należy realizować pod przykrywką aktywności, której nie da się ukryć. Kluczowe me­chanizmy to indukcja błędu konfirmacji oraz habituacja.

Dopóki twoje zachowanie i motywy są niejasne, prze­ciwnik będzie je czujnie analizował. Próba ich ukrycia przy­nosi zwykle odwrotny skutek. Jeśli jednak nakarmisz prze­ciwnika wiarygodną interpretacją zdarzeń, uzna on, że przeniknął twój plan a jego pozycja władzy nie stoi w sprzeczności z tym, co robisz.

Działa tu biologiczny instynkt: jeśli "twoja opowieść", przestaje być spójna lub nie dostarcza przewidywalności - tamten nie panuje nad sytuacją, co generuje w nim "mus" przeciwdziałania. Trzeba mu pomóc w usunięciu tej "swędzącej" potrzeby dalszego wnikania w sprawę. Spraw, by zamiast przeciwdziałać naszemu działaniu uznał je za przejaw aktywności niegroźnej (zgodnej z prawem, obyczajem), nie wymagającej podjęcia kontrakcji.

Skierowanie na inne tory ma wiele postaci: Jeśli nie potrafimy ukryć zdenerwowania, bo mamy w samochodzie coś nielegalnego, powinniśmy powiedzieć policjantowi, że właśnie nas poinformowano, że dziecko miało wypadek w szkole. Innym przykładem powstrzymania procedury jest dowcip krążący w Internecie. Narrator wspomina epizod z dzieciństwa, gdy w wieku 4-5 lat jechał samochodem na tylnym siedzeniu, a kie-rujący rodzic został zatrzymany za wykroczenie. Dzieciek miał wtedy wykrzyknąć "Tato! Ja muszę kupę!", na co policjant po chwili zastanowienia puszcza kierowcę wolno.

Każde działanie (w tym manewr bitewny) to widoczny na zewnątrz ruch oraz ukryty w nim cel. Skryj cel, nie ukrywając ruchu. Działaj, nie podejmując prób ukrycia działań. Nie wzbudzaj podejrzeń, a przeciwnik przyzwyczai się do twojej aktywności i zaszufladkuje ją jako niegroźną. W rezultacie przestanie się głowić nad jej rozgryzaniem.

Wręcz perfekcyjną tego ilustracją jest wspomniane wcześniej niszczenie naziemnych linii telefonicznych przez francuski ruch oporu w czasie operacji "Overlord". Cel działania, a więc niszczenie niemieckiego systemu komunikacji, był oczywisty dla wszystkich. Nie wzbudzał więc najmniejszych podejrzeń co do istnienia celu głębszego - zmuszenia Niemców do posługiwania się rozpracowaną Enigmą. Przykład ten pokazuje dodatkowo, że nie jest istotne, czy wykonawca fortelu sam zaaranżuje, czy też tylko zaadaptuje do swoich działań jakieś przygodne zdarzenie.

Coś, co zostało pozornie zrozumiane, jest oswojone, a więc mniej groźne. Raz ustalona opinia uruchomi błąd poznawczy znany jako błąd konfirmacji: informacje z nią sprzeczne są lekceważone lub przeoczane. Trochę jak u żony przekonanej o wierności zdradzającego męża, która będzie ignorować symptomy i sygnały zdrady małżonka: z naiwności, miłości, w różnym stopniu uświadomionego lęku przed zmianą raz ułożonego już życia, czy ze zwykłej inercji i niechęci do zmian.

Habituacja przejawia się w postaci przyzwyczajenia do zdarzeń i rzeczy widzianych na co dzień - stopniowo przestają być zauważane. Taki mechanizm fizjologiczny potocznie określany jest lenistwem.

habiTuaCja oraz błąd konfirmaCji w psyChologii

Habituacja to wykształcony w toku ewolucji mechanizm fizjologiczny polegający na obniżeniu się wrażliwości komórek nerwowych na bodźce działające w sposób jednostajny. "Dla układu nerwowego istotne znaczenie mają wszelkie zmiany zachodzące w środowisku. Jeśli środowisko nie ulega zmianie, tj. nie pojawiają się żadne sygnały zagrożenia ani też sygnały o wystąpieniu bodźców pozwalających na zaspokojenie potrzeb, wrażliwość układu nerwowego ulega szybkiemu obniżeniu"220.

W sferze ludzkich zachowań działa analogiczny mechanizm przyzwyczajania się do bodźców, a w końcu ich ignorowania. Taki efekt można osiągnąć przez indukowanie błędu konfirmacji (czasami nazywanego efektem potwierdzenia) polegającego na tym, aby ofiara (pod naszym wpływem) sama utwierdziła się w swojej błędnej ocenie, ignorując zdarzenia niezgodne z wcześniejszymi mniemaniami (więcej "20.1).

Możesz uśpić czyjąś czujność, wytwarzając emocjonalny związek, np. współczucie "34. Tu osiągasz efekt, pozorując codzienną rutynę. Tylko rzeczy nie na miejscu, niepasujące do całości obrazu staną się powodem wzmożonej uwagi. Jeśli uda ci się nie wywołać alarmu nietypową aktywnością lub zataić motywy i cele, tamten nie podejmie należytego przeciwdziałania. Niewolnik planujący bunt może przygotowywać się do zrywu, okazując pełne posłuszeństwo, co mistrzowsko zilustrował Jacek Kaczmarski w utworze Meldunek.

Prewencja i kontrakcja aktywuje się wobec zagrożeń w jakiś sposób przewidzianych, dostrzeżonych. Gdy przeciwnik nie widzi w nich zagrożenia, jego działania staną się nieukierunkowane, a więc nieskuteczne. Zostanie zneutralizowany bez walki, a czasem nie spostrzeże nawet, że istnieje między wami rozbieżność interesów... Czasem walka z "niewidocznym wrogiem" lub niemożność dostrzeżenia skutków działań wywoła frustrację i bierność.

Twoje intencje i prawdziwe cele nie powinny być znane sojusznikom i podwładnym. Grecki pisarz Eneasz Taktyk tak radzi, jak zabezpieczyć się przed zdradą: żaden ze strażników warownej polis nie może wiedzieć, na jaki posterunek trafi, ani też w jakim miejscu przypadnie mu pełnić w mieście wartę221.

Twoi podwładni, jeśli nie rozumieją twoich intencji, poddadzą się wytycznym bez próby ich kontestowania. Nie mogąc stworzyć alternatywy, łatwo i bezrefleksyjnie przyjmą jedyny dostępny plan - ten podsunięty przez ciebie. A jeśli nie znają oni twoich zamiarów, nie mogą ich nikomu zdradzić, sabotować ich ani zniweczyć w inny sposób, choćby poprzez forsowanie własnych rozwiązań.

- Jedną z wad Holmesa - jeśli to wadą można nazwać - była niesłychana powściągliwość w odkrywaniu komukolwiek swoich planów. Wynikało to w części z jego despotycznej natury, skutkiem której lubi mieć przewagę i sprawiać otoczeniu niespodzianki, w części zaś z zawodowej podejrzliwości, nakazującej mu nie zaniedbywać żadnej ostrożności.

 - Arthur Conan Doyle, Pies Baskervillów

Przykłady historyczne

1.1. Cesarz przekraCza morze

OPOWIEŚĆ ŹRÓDŁOWA, Chiny, dynastia Tang, VII wiek

Taizong, drugi cesarz dynastii Tang, w siedemnastym roku swojego panowania osobiście poprowadził armię ku wschodnim obszarom swojego imperium, na podbój terenów współczesnej Korei.

Maszerująca armia dotarła do brzegów morza222. Patrząc na rozciągający się po horyzont bezmiar, cesarz, cierpiący ponoć na lęk przed wodą, zwrócił się do swoich generałów, aby obmyślili sposób pokonania przeszkody. Potężna armia rozłożyła się obozem. Gdy generałowie zastanawiali się nad rozwiązaniem, pojawił się mieszkaniec pobliskiej osady, domagając się widzenia z cesarzem. Doprowadzony przed jego majestat powiedział, że żywność i środki transportu niezbędne do przekroczenia morza zostały już przygotowane przez okoliczną ludność. Poprowadził cesarza nad brzeg morza i pokazał szeroko rozciągające się skupisko chat i namiotów. Zaprosił władcę do pełnego luksusów domostwa, w którym rozpoczęto ucztowanie. Pijąc, jedząc i weseląc się, odpoczywano od obozowego życia.

Wkrótce jednak kołysanie podłogi stało się zbyt mocne jak na efekt libacji. Do uszu ucztujących dotarło też wycie wiatru i gromowy huk fal. Zastawa pospadała ze stołów, nikt nie mógł ustać na własnych nogach. Zaskoczony cesarz rozkazał unieść zasłony i gobeliny, którymi były szczelnie obwieszone ściany domostwa.

Okazało się, że wcale nie przebywali w wiosce nadmorskiego ludu. Znajdowali się na pełnym morzu, pośrodku armady wiozącej 300 000 żołnierzy. Obrotnym mieszkańcem nadmorskiej wioski okazał się generał Xue Rengui. W obawie, że cesarz zrezygnuje z prowadzenia kampanii, zawczasu nakazał przygotowanie przeprawy dla wędrującej armii. W ten sposób oszukał cesarza i przekroczył morze.

1.2. niezwyCiężony "sTonewall" jaCkson blokuje armię unii w dolinie shenandoah

USA, wojna secesyjna, 1862 rok

Generał Thomas Jackson (1824-1863), znany też jako "Stonewall" Jackson, dowodził jedną z armii Konfederacji. Choć nieodmiennie dysponował siłą znacznie słabszą niż jego przeciwnicy, za każdym razem udawało mu się uzyskać przewagę taktyczną, a często odnosić zwycięstwa o doniosłym znaczeniu strategicznym.

Jego ulubioną zagrywką było pojawianie się w miejscu jak najmniej spodziewanym i zaskakiwanie kompletnie nieprzygotowanego przeciwnika. Był w tym tak diabelsko biegły, że z czasem dowódcy Północy przestali wykazywać inicjatywę i po prostu czekali, aż intencje Jacksona staną się dość jasne do tego, by zarządzić ruchy własnych sił.

W marcu 1862 roku sytuacja strategiczna konfederatów nie była dobra. Armia Unii pod dowództwem generała George'a McClellana ruszyła w kierunku konfederackiej stolicy, Richmond, oddalonej zaledwie o 150 kilometrów w linii prostej od Waszyngtonu. McClellan nie zamierzał atakować Richmond, zanim nie otrzyma obiecanych przez prezydenta Lincolna posiłków, składających się z armii generała Irvina McDowella oraz stacjonującej w dolinie Shenandoah armii generała Nathaniela Banksa. 22 marca szpiedzy Jacksona dowiedzieli się, że dwie trzecie armii Banksa ruszyło już na miejsce spotkania z główną armią. Jackson natychmiast zdecydował się zaatakować dwukrotnie liczniejszego przeciwnika nieopodal miasteczka Kernstown. Choć ruch ten został okupiony dużymi stratami, przyniósł nadzwyczajny rezultat: armia Banksa wróciła do doliny Shenandoah, a wojska McDowella zatrzymały się, oczekując na dalszy bieg wydarzeń.

Przez kilka tygodni przeciwnicy starali się przewidzieć kolejne posunięcia drugiej strony, wreszcie w pierwszych dniach maja armie Unii ponownie ruszyły na południe. Jackson natychmiast zareagował: wpierw udał się na wschód, pozorując atak na McDowella, potem skierował się z powrotem do doliny. Wojska Unii, próbując odgadnąć zamiary nieprzewidywalnego Jacksona, niebezpiecznie się rozproszyły. Ten zaś nie omieszkał wykorzystać tej słabości. Błyskawicznie połączył dostępne mu siły konfederackie i 24 maja przypuścił gwałtowny atak na przebywające w dolinie siły Unii. Manewr sprawił, że unioniści rzucili się do panicznej ucieczki wzdłuż rzeki Potomac (poza mapą).

Choć nie doszło do pogromu, Jackson odniósł znaczący sukces. Dysponując armią liczącą około 3600 żołnierzy, przez kilka miesięcy skutecznie neutralizował sześćdziesięciotysięczne siły przeciwnika. Zyskany w ten sposób czas pozwolił Konfederacji skonsolidować siły i należycie przygotować się do obrony, co przyczyniło się do znacznego przedłużenia wojny223.

Taki oto jest zysk z bycia nieprzewidywalnym.

1.3. napoleon płynie do... płynie do... egipTu!

Egipt i Morze Śródziemne, 1798 rok

W 1797 roku francuski Dyrektoriat uznał, że należy definitywnie rozprawić się z Wielką Brytanią i dokonać inwazji na Wyspy Brytyjskie. Wyznaczył Napoleona na głównodowodzącego wojsk, które miały wykonać to zadanie w roku następnym. Napoleon po wnikliwym zbadaniu sytuacji strategicznej stwierdził, że dopóki Francja nie zapanuje niepodzielnie na morzach, inwazja jest niemożliwa. Zamiast inwazji na Wyspy Brytyjskie zaproponował, żeby uderzyć w źródło bogactwa Brytyjczyków - Egipt i szlak handlowy do Indii. W tym czasie obecność floty brytyjskiej na Morzu Śródziemnym była ograniczona. Nie miała ona znaczenia jako siła uderzeniowa. Służyła jedynie jako zachęta dla państw śródziemnomorskich, by przystąpiły do koalicji przeciw niepokonanej na stałym lądzie Francji.

Wieści o olbrzymiej ekspedycji morskiej, organizowanej przez Napoleona w Tulonie nad Morzem Śródziemnym, wywołały przerażenie we wszystkich mocarstwach europejskich. Plotki mówiły o wszelkich możliwych celach inwazji, włącznie z Irlandią, w której - niezawodnie, niczym przy odruchu bezwarunkowym - wybuchła właśnie rebelia przeciw Anglikom. Rebelia niewielka, ale to zawsze mogło się błyskawicznie zmienić.

Flota brytyjska, dowodzona przez admirała Horatia Nelsona, strzegła Gibraltaru, obok którego Francuzi mieliby przepłynąć. Dopiero gdy armia Napoleona przepłynęła w pobliżu Sycylii i opanowała Maltę, cel jej wyprawy stał się dla wszystkich jasny - Egipt. Dzięki zachowaniu ścisłej tajemnicy, po sześciu tygodniach rejsu, nieniepokojony przez Anglików Napoleon wylądował w Egipcie z armią liczącą 40 000 żołnierzy.

Porady praktyczne

Zastosowanie fortelu

A. "Jeśli chcesz zwycięstwa, gotuj się do wojny"

Rób to tak, aby w kwestii przygotowań zostawić przeciwnika za plecami. Do tego sprowadza się pożytek z tzw. ostrożności procesowej. Polega ona m.in. na rutynowym formułowaniu wypowiedzi, zwłaszcza pisemnych, w taki sposób, aby nie dały się one użyć przeciw tobie. Częścią ostrożności procesowej jest dokumentowanie zawczasu dokonań potencjalnych oponentów, choćby wymuszając, niby od niechcenia, pisemną formę komunikacji.

Zabawną metodą niwelowania wartości takich zapisów tworzonych przez drugą stronę jest "niefrasobliwe" dodawanie do własnych wypowiedzi czegoś, co obciąża również osobę, która wymianę informacji (rozmowy, e-maile, SMS-y) rejestruje.

B. Udawaj normalną aktywność i stosuj metodę małych kroków

W konfliktach niskiej intensywności224 bojownicy grupują się do uderzenia, przenikając na teren przyszłej akcji jako zwykli cywile. Podobnie działali tzw. nielegałowie, inaczej matrioszki, czyli uśpieni agenci ZSRS, zwykle aktywowani po wielu latach od chwili przeniknięcia w szeregi przeciwnika. Nie wzbudzają podejrzeń generowaniem nietypowej aktywności. Ich akcja jest poprzedzona długotrwałym przyzwyczajaniem przeciwnika do określonych widoków i zachowań, które z czasem uśpią jego czujność.

C. Trzymaj podwładnych w niewiedzy co do twoich planów

Twoi sojusznicy, podwładni lub współpracownicy mogą sabotować twój plan, mając po temu sto powodów: z zazdrości o przyszły sukces, chcąc pomścić zadawnioną urazę, rozładować swoje frustracje spowodowane przez coś lub kogoś niezwiązanego z tobą - to istna loteria. Mogą też chcieć przeforsować własne rozwiązanie. Ludzie, którzy czują, że są traktowani niesprawiedliwie - niezależnie od obiektywnych powodów - mogą się wyzłośliwić bez wcześniejszego ostrzeżenia. Tak, niestety, działa ludzka natura - jest nieokiełzana.

Inna sprawa jest ze zwykłą "uczciwą" zdradą. Jeśli wykonanie zadania wymaga informowania podwładnych, jak to ma miejsce w przypadku przygotowania ochrony osób, rozwiązaniem jest przygotowanie kilku alternatywnych planów, z których ten przeznaczony do realizacji wskazuje się wykonawcom w ostatniej chwili. Taka procedura zabezpiecza zarówno przed rozpoznaniem przeciwnika, jak i działaniem "wtyczki".

Tego, czego człowiek nie wie, nie zdradzi nawet przez sen. Eneasz Taktyk w IV wieku p.n.e. opisał następującą metodę przekazywania tajnych informacji: posłaniec dostawał jawną wiadomość, jednocześnie na drogę dawano mu nowe sandały, w których podeszwie zaszyta była wiadomość tajna - wyryta w metalowej blaszce. Po przybyciu do celu posłaniec przekazywał jawną wiadomość i otrzymywał odpowiedź. Jednak gdy spał przed wyruszeniem w drogę powrotną, zabierano mu obuwie, wydobywano właściwą wiadomość i wszywano odpowiedź225.

Przeciwdziałanie

D. zachowaj czujność

Ponieważ fortel polega na ukryciu motywów i celów, musisz czujnie wypatrywać najmniejszych poszlak oraz symptomów podstępu. Stosuj zasadę "Zawsze na służbie226 - trzeba czy nie". Nieustanna kontrola poczynań przeciwnika i utrzymywanie stałego wysiłku poznawczego są kosztowne - dlatego czasami przeciwnik prowokuje taki wysiłek w celu wstępnego rozmiękczania. Jednak kosztowny wysiłek poznawczy, a więc rozmyślne niwelowanie działającego w sferze mentalności mechanizmu habituacji, wydaje się jedyną obroną przed usypianiem czujności. Potraktuj ten wysiłek jako inwestycję. Przykład: infiltracja lub ucieczka następuje często w miejscu, które właśnie zostało sprawdzone przez wartowników - zapewnia to najdłuższy czas do kolejnego ich przejścia. Dlatego trasa wart i prędkość obchodzenia perymetru chronionego obiektu powinny być nieregularne i nieprzewidywalne, nawet kosztem pomijania części trasy w niektórych cyklach. W ten sposób oparty na rozpoznaniu i wykorzystaniu regularności plan wtargnięcia będzie bardzo utrudniony.

E. Przestrzegaj wymaganych procedur, sprawdzaj już sprawdzone

Konkretną zasadą działania jest realizacja procedur bezpieczeństwa, które będą stosowane niezależnie od tego, czy zagrożenie zostało spostrzeżone i jest postrzegane jako realne.

Osoba odpowiedzialna za ochronę VIP-a lub obiektu winna realizować procedury prewencyjne bez względu na to, czy sytuacja tego wymaga, czy też nie. Aby utrzymać czujność podwładnych, przełożeni mogą więc robić niezapowiedziane ćwiczenia. Warto też przyjąć, że harmonogram ochrony został przez przeciwnika rozpracowany, i zmieniać go regularnie (lub losowo).

F. Cisza przed burzą

Każde nowe zdarzenie utwierdzające cię w poczuciu bezpieczeństwa może być wskazówką, że przeciwnik szykuje się do przeprowadzenia decydującego manewru. Dobrze oddaje to metafora tsunami - zapowiedzią nadejścia niszczycielskiej fali jest charakterystyczne cofnięcie się wody. Po apogeum, według chińskiej mądrości, nastąpi gwałtowne odwrócenie tendencji. Największą czujność zachowaj więc wtedy, gdy wszystko wygląda sielankowo. "Nie podoba mi się ta cisza!"

Ktoś planujący niespodziewane uderzenie zwykle stara się uśpić czujność przeciwnika. Kryje swoją aktywność, udaje niezdolność do działań, pozoruje brak aktywności. Może też spróbować - co zwykle daje odwrotny efekt - "zniknąć z radaru". Gdy przedobrzy i zacznie zachowywać się nienaturalnie, cisza przed burzą zacznie ostrzegawczo dzwonić w uszach.

O dziwo, o takie wpadki nietrudno. Nienaturalny, pozwalający się domyślić, że "coś jest na rzeczy", wzorzec zachowania przejawiła japońska flota handlowa w roku 1941, tuż przed atakiem na Pearl Harbor. Analiza dat osiągnięcia przez japońskie statki handlowe wód macierzystych pozwoliła brytyjskiemu wywiadowi określić moment nieuchronnego rozpoczęcia działań zbrojnych przeciw Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym.

G. Udawaj brak czujności

Tajemnicy nie da się utrzymywać w nieskończoność. Nieopatrzny gest, jedno wypowiedziane lub niewypowiedziane zdanie, popełniona w pośpiechu nieostrożność - wszystko to może zdradzić istnienie ukrytej aktywności lub planów.

Nawet gdy podejrzewasz istnienie wymierzonego w ciebie podstępu, postaraj się ukryć przed przeciwnikiem swoje domysły. Graj w jego grę, ale i szykuj się do jej zakończenia na własnych warunkach. Chińczycy mają na taką okoliczność stosowne chengyu: "pokonaj kogoś w jego własnej grze" (jiangji-jiuji ????). Tak postąpił Zhuge Liang, gdy jego bezpośredni przeciwnik chciał zastosować nieczyste zagranie, pozorując chęć zawarcia małżeństwa politycznego "13.2.

Zhuge rozgłosił "radosną nowinę", królowa matka zaś, dowiedziawszy się o wykorzystaniu jej córki do gry politycznej, interweniowała i od fortelu ucierpiał jego pomysłodawca.

H. Obrazy mentalne i ich wpływ na emocje

Przeciwnik stara się oczarować cię obrazem mentalnym "wszystko w porządku, nie ma niebezpieczeństwa". Chce on wpłynąć na ciebie zestawami przekazów, których wspólnym mianownikiem jest sprawienie, że to ty sam podejmiesz decyzję o zaniechaniu obrony. W głębszym, bardziej fizjologicznym aspekcie taka neutralizacja polega na wygaszeniu energetyzacji działania (patrz s. 501).

Obrazy mentalne stosują rutynowo twórcy reklam, którzy zarzucają nas obrazami pokazującymi beztroskie dzieciństwo czy sielankowe sceny prosto z raju. Pozytywny przekaz najczęściej rozbroi potencjalnego konsumenta, który pod wpływem reklamy połączy czekoladę z własnym dzieciństwem. Następnego dnia na zakupach, gdy odstawać będzie przed kasą supermarketu wyliczony przez kierownictwo placówki czas stania w kolejce przy kasie227, jego ręka sama sięgnie po niepotrzebny lub niezdrowy produkt.

I. Znaj swoje nawyki i słabostki; eliminuj te groźne

Staraj się poznać własne potencjalne słabości: nabyte oczekiwania, nieuświadomione wcześniej lęki, traumy, ale też pozornie niegroźne zwyczaje i nawyki. Mogą one zablokować twoją zdolność trzeźwej analizy, wymusić przestrzeganie tabu, co ograniczy możliwe działania i tym samym pozwoli przeciwnikowi przewidzieć twoje zachowanie.

Organizacje - firmy, instytucje, armie - muszą się często zmagać z wdrożeniem i utrzymaniem należytego obiegu informacji pomiędzy podwładnymi i szefami. Wszelkie patologie w rodzaju "szef, któremu nic się nie da powiedzieć"228 osłabiają wydajność całej "machiny" i mogą zostać wykorzystane przez przeciwnika. Skuteczną metodą eliminacji zagrożenia jest poproszenie niezaangażowanej, zaufanej osoby o trzeźwą ocenę, a w przypadku instytucji - audyt firmy zewnętrznej.

J. Nieuprzejme sprawdzanie prawdomówności

Niekiedy relacja towarzyska nie pozwoli na otwarte sprawdzenie prawdomówności "przeciwnika". W takich sytuacjach potencjalny oszust stara się wymusić na tobie zaniechanie środków bezpieczeństwa transakcyjnego - wytwarza i wykorzystuje atmosferę zaufania lub przyjaźni. Zdarza się tak choćby przy liczeniu przekazywanej gotówki czy podpisywaniu umowy sprzedaży.

Żeby zagwarantować sobie bezpieczeństwo transakcji, na głośne lub milczące: "Jak to? Pan mi nie ufa?", zasłoń się procedurą lub zwyczajem: "Adwokat mnie tak pouczył", "Żona mi tak kazała", "Jeśli nie przeliczę twojej gotówki, to automatycznie obrażę tych, których pieniądze zawsze przeliczam", "To tylko formalność - nie ma o co się obrażać". Możesz też odpowiedzieć zgodnie z tą logiką: "Skoro nie planuje pan grać nie fair [nie mów "dokonać oszustwa", bo urażony gotów go dokonać z przekory], to moja dodatkowa klauzula jest tylko zwykłą formalnością. Dlaczego nie chce pan jej zamieścić?".

Dodatkowo dla uczciwego partnera taka skrupulatność będzie dowodem tego, że ma do czynienia z osobą o wyrobionych właściwych nawykach ostrożności, a więc potencjalnie dobrym partnerem do interesów.

219 W tekście źródłowym chodzi o oszukanie cesarza, dosł. Syna Nieba (tianzi ??). Jednak język chiński, zwłaszcza klasyczny, zostawia wiele kwestii otwartych - to raj dla poetów, ale i nieskończony wszechświat (czasem zasługujący na nazwę "piekło") wieloznaczności i niedopowiedzeń, w tym celowych. W przysłowiu powyżej znak tian może oznaczać też Niebo - świat istot nadprzyrodzonych, albo cały świat pod nim (tianxia ??), czyli wszystkich ludzi żyjących na świecie. Niczym w mechanice kwantowej sprecyzowane znaczenie objawia się kapryśnie i niechętnie dopiero w konkretnym użyciu lub kontekście.

220 Tomasz Maruszewski, op.cit., s. 39.

221 Eneasz Taktyk, Obrona oblężonego miasta, 22.7, przeł. Bogdan Burliga, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007.

222 Chodzi o zachodni kraniec Morza Wschodniochińskiego - tak wynika z powieści, której częścią są przedstawione wydarzenia. Informacje wykraczające poza ramy tej książki zostały zaprezentowane na stronie https://chiny.pl/ksiazka/fortele.

223 Bevin Alexander, Lost Victories: The Military Genius of Stonewall Jackson, Hippocrene Books 2004, New York, s. 53, 60.

224 LIC, Low Intensity Conflict (ang.) - konflikt niskiej intensywności lub konflikt o niskim natężeniu, utożsamiany też niekiedy z wojną hybrydową.

225 Eneasz Taktyk, op.cit., 31.4.

226 Semper Paratus jest mottem m.in. dla amerykańskiej Straży Wybrzeża. W potocznym rozumieniu ma ono wzmacniać poczucie odpowiedzialności i oddanie służbie.

227 Jest to praktyka spotykana w sklepach wielkopowierzchniowych: liczba działających kas jest tak regulowana, aby pod kasami ustawiały się kolejki, a sfrustrowani oczekiwaniem skracali sobie czas dorzucaniem do zakupów drobiazgów z podsuniętych im pod nos półek otaczających stanowisko kasjera.

228 Szerzej w kontekście omówienia świadomości sytuacyjnej "35.D.

fortel drugi

Zamarkuj atak na Wei, aby uratować Zhao

Po co toczyć ryzykowną bitwę z wrogiem przygotowanym na atak, jeśli zadaniem jest przerwanie oblężenia miasta? Za­miast iść z odsieczą sojusznikowi, zagroź bazie wypadowej agresora. Odsiecz to dwa cele: pomoc obleganym i pokonanie ob­legającego - zrealizuj je niezależnie i na własnych warun­kach!

Zrób coś nieoczekiwanego, by zmusić przeciwnika do po­rzucenia starannie przygotowanych i przemyślanych planów. Spraw, by musiał improwizować, opuścić korzystne położe­nie.

Wzorzec

Fortel ten stanowi kwintesencję reguły działania pośredniego. Jego istotą jest wybranie okrężnej, nieoczywi­stej, innej niż społecznie oczekiwana drogi do osiągnię­cia "bliskiego" celu. Należy działać dwutorowo: (1) zapewnij sobie osiągnięcie celu niekonwencjonalnym manewrem: np. spraw, żeby przeciwnik sam zrezygnował z formy, w której przejawia największą siłę; (2) dopiero wtedy przypieczętuj sprawę w sposób zgodny z powszechnie akceptowaną prak­tyką i dopełniając czynności uznawanych za rytualnie wią­żące dla stron konfliktu.

Trudność w osiągnięciu zwycięstwa drogą pośrednią bądź nietypową przejawia się dwojako: (1) w sposobie osiągnięcia celu - przeciwnik nie uzna swojej porażki i będzie kontynuował walkę, a jego wola nie zostanie złamana229; (2) w sposobie pro-wadzenia walki - w mentalności zachodniej jest to wspomniane już podejście do konfrontacji jako honorowego pojedynku lub sądu bożego. Jego ważność zależała od niestosowania podstępnych metod.

W naszym obszarze kulturowym królowała kultura bezpośredniego ataku i poszukiwania decydującej bitwy, odziedziczona po starożytnych Grekach. Oczywistą i poprawną odpowiedzią na rzucone przez przeciwnika wyzwanie jest przyjęcie tego wyzwania. Jest to "transakcja wiązana" (ang. package deal) - wyzwany powinien przestrzegać pewnych reguł i ograniczeń, najczęściej niepisanych. Zwykle są one korzystniejsze dla strony inicjującej. Stąd obyczaj pojedynkowy, zgodnie z którym to wyzwany wybiera broń.

W praktyce, nawet jeśli podczas manewrów do bitwy lub w nie-których jej płaszczyznach podstępy były jak najbardziej dopuszczalne, to sama bitwa (pojedynek), a następnie triumf zwycięzcy był i jest elementem głęboko zakorzenionych zrytualizowanych zachowań. Dlatego właśnie społecznie oczekiwane i często niezbędne do legitymizacji wyniku starcia jest to, aby zwycięstwo było równoczesne na dwóch płaszczyznach: zniszczenie/neutralizacja sił przeciwnika oraz zwycięstwo rytualne230. Klarowną tego ilustracją są nastroje w Niemczech po I wojnie światowej. Niemcy przegrały nie na polu bitwy, ale w wyniku wywołanej brytyjską blokadą morską zapaści gospodarki i wysiłku wojennego. Nie było w tym honoru - tylko poniżenie powiększone przez rujnujące reparacje wojenne. W rezultacie zamiast uznać porażkę, Niemcy wykształcili nastroje rewanżystowskie.

ryTualne i rzeCzywisTe pokonanie przeCiwnika

To różne rzeczy. W kręgu cywilizacji chińskiej przeciwnik wcale nie musi zostać pozbawiony narzędzi walki (armia, broń). Często jest to nawet niewskazane, gdyż demonstracyjne poniżenie przegranego może doprowadzić do utraty przezeń twarzy, a w rezultacie "zmusić" do podjęcia zemsty "5.1. Wybitniejsi chińscy decydenci zadowalali się tym, że wrogowie "jedli im z ręki" - nawet jeśli poddanie się woli politycznej nastąpiło wyłącznie za zamkniętymi drzwiami. W wielu sytuacjach takie podejście okazuje się bardzo dalekowzroczne "16.

Warto tu także przywołać scenę słynnego pojedynku z Sienkiewiczowskiego Potopu, w której Kmicic prosi Wołodyjowskiego: "Kończ... waść! Wstydu... oszczędź!". Sam przegrany prosi o dopełnienie rytualnej części pojedynku, bowiem jej brak uniemożliwia przyjęcie porażki w sposób godny.

Inny przykład: w roku 2003 Stany Zjednoczone odniosły spektakularne zwycięstwo w wojnie z Irakiem i ogłosiły je triumfalnie w telewizji. Jednak przeciwnik był pokonany zaledwie na płaszczyźnie militarnej. Prawdziwe problemy zaczęły się dopiero po ogłoszeniu sukcesu.

Ten, kto zwyciężył w oczach postronnych, ma też moc wymuszenia uznania porażki na przegranym. Działa więc na zwyciężanego wroga także siłą wpływu osób "niezaangażowanych". To właśnie tej dodatkowej siły nie ma w sobie nietypowe rozwiązanie, odbiegające od praktyki społecznej, dlatego często nie jest nawet brane pod uwagę231. Wszystkie te dylematy celnie podsumował w Myślach nieuczesanych mistrz paradoksu Stanisław Jerzy Lec:

Rzeczy śmiesznych nie biorą ludzie na serio. Tak jak gdyby zastrzelono kogoś z rewolweru w kształcie świnki morskiej, a facet zabity nie chciał tego uznać.

Było o wadach, teraz o zaletach. Do założonego celu często prowadzi inna, mniej oczywista, ale skuteczniejsza metoda - tzw. podejście pośrednie. Odpowiedz sobie: "Co jest moim celem: bohaterskie stawienie czoła przeciwnikowi i stoczenie z nim honorowego boju, czy też skuteczne i definitywne zneutralizowanie go?".

Inspirujący wyobraźnię wariant neutralizacji wrogów drogą "nie wprost" podpowiada Abraham Lincoln:

Czyż nie niszczę moich wrogów, gdy zmieniam ich w przyjaciół?

W tym ujęciu już nie tylko nie chodzi o pokonanie, czy nawet o neutralizację (zaszachowanie, pozbawienie możliwości dalszego działania). Lincoln zaleca działanie z jeszcze wyższej półki - sprawienie, by przeciwnik nie przedsięwziął wrogiej aktywności, a nawet jej planowania.

Działania pośrednie mają na celu skryte doprowadzenie przeciwnika do jak najsłabszej formy - położenia, w którym jest możliwie najłatwiejszy do pokonania. W źródłowej opowieści tego fortelu "2.1 Sun Bin pokazał, że żeby unieszkodliwić armię atakującego, wcale nie trzeba pokonać jej w otwartej konfrontacji czy walnej bitwie. On przejął inicjatywę w zmaganiach i sprawił, że walka nastąpiła na jego warunkach - wywabił tygrysa z gór "15. Wprowadzając nowy, niespodziewany czynnik, zmusił przeciwnika do porzucenia wcześniej przygotowanych planów. Jest to pierwszy filar skuteczności fortelu.

Dyslokacja (patrz s. 135) jest drugim filarem sukcesu. Należy tak pokierować przeciwnikiem, żeby większość jego sił straciła wartość bojową lub nie mogła być skutecznie wykorzystana w kluczowej chwili i miejscu, które winny być wybrane przez ciebie.

Choć "walna bitwa" nie jest konieczna, to zazwyczaj sytuacja wymaga, aby taki (rytualny) pokaz był przeprowadzony, a faza decydującego starcia stanie się trzecim filarem fortelu:

Wódz, co zwycięstwo osiąga sposobem takim, iż postronni je dostrzegają, nie jest mistrzem największym. [...] Ten, którego w dawnych wiekach mistrzem wojowania zwali, niepostrzeżenie zwyciężał. Stąd zwycięstwa jego, przez postronnych nienależycie cenione, ani mu sławę wodza wielkiego przynosiły, ani chwałę za czyny niezłomne. (Sun Zi IV.6-9)

Kiedy działanie przeciwnika jest właściwie skanalizowane, on sam robi to, co jest potrzebne do jego własnej zguby. Regułę tę widać w działaniu wszędzie - w wojnach, walce wręcz, powieściach, filmach. Żeby powstrzymać inwazję, należy pozwolić, aby armia przeciwnika zaangażowała się w podbój bez przeszkód z naszej strony - o ile tylko nie ograniczy to naszej siły232. Zaatakować go należy dopiero, gdy długość linii zaopatrzeniowych233 i wyczerpanie żołnierzy sprawi, że będzie bardziej podatny na zniszczenie. Zamiast iść na odsiecz miastom bądź przyjmować walną bitwę, czego z reguły przeciwnik się spodziewa, atakować trzeba cel, którego będzie musiał bronić, zarzucając obmyślane wcześniej plany. Taka jest główna wytyczna tego fortelu.

Stoczenie bitew licznych i z każdej wyjście zwycięskie nie jest najlepszym wcale wydarzeń przebiegiem. Najlepszym jest bowiem wroga wojska pod własną komendę przejąć, takim sposobem jednakże, by walki nie toczyć234. (Sun Zi III.2)

Przykłady historyczne

2.1. Sun Bin idzie na odsiecz, nie idąc na odsiecz

OPOWIEŚĆ ŹRÓDŁOWA, Chiny, Okres Walczących Państw, IV wiek p.n.e.

wcześniejsze wydarzenia patrz "27.1.

W 354 roku p.n.e. władca państwa Wei, król Hui (???, 379-335), wyznaczył Pang Juana na dowódcę wyprawy, której celem było podbicie państwa Zhao. Państwo to wcześniej zrzuciło jarzmo swego silniejszego sąsiada, jednak władca Wei znów dążył do jego zajęcia. Pang Juan poprowadził armię pięciuset rydwanów235 prosto do stolicy Zhao, miasta Handan. Oblężenie trwało rok, nie przynosząc rozstrzygnięcia. Król Zhao rozesłał do sąsiednich państw posłańców z prośbą o pomoc. Władca państwa Qi zdecydował, że udzieli pomocy i wyznaczył Sun Bina na doradcę przy dowodzonej przez generała Tian Ji idącej z odsieczą armii Qi.

Wcześniej Sun Bin i Pang Juan byli uczniami tego samego nauczyciela sztuki wojennej, Mistrza Doliny Duchów. Obaj zostali strategami, jednak to Sun Bin - wnuk słynnego Sun Zi -był bardziej utalentowany, co doskwierało ambitnemu Pang Juanowi. Przepełniony zawiścią doprowadził podstępem do uwięzienia i okaleczenia Sun Bina. Nakazał też wytatuować mu znamię zdrajcy na twarzy, aby nie mógł już więcej pokazywać się publicznie. Sun Bin zdołał uciec z niewoli, symulując szaleństwo "27.1.

Armia Qi wyruszyła z misją zdjęcia oblężenia ze stolicy Zhao. Dowodzący nią Tian Ji początkowo chciał natychmiast skierować się w stronę oblężonego miasta, jednak Sun Bin odradził ten manewr. Powiedział: "Główna armia Wei jest teraz w Zhao. Jeśli spróbujemy pójść z odsieczą, zaatakujemy armię silną i przygotowaną na nasze nadejście, sami będąc po forsownym marszu z dala od ojczyzny. Jest inna droga. Armia broniąca macierzystego Wei jest niewystarczająca. Jeśli więc ruszymy na stolicę przeciwnika, zmusimy siły inwazyjne do powrotu. Dzięki temu oblężenie stolicy Zhao zostanie zakończone. A na powracającą armię Wei przygotujemy zasadzkę".

Tian Ji posłuchał rady Sun Bina. Szybko okazało się, że wszystko stało się tak, jak Sun zaplanował. Na wieść o tym, że w granicach Wei pojawiła się armia inwazyjna, Pang Juan natychmiast porzucił oblężenie Handan i zarządził pospieszny marsz powrotny. W drodze, nieopodal Guiling, armia wpadła w zasadzkę i została rozbita, a Pang Juan musiał wycofać się do własnej stolicy, miasta Daliang. Oblężenie Handan zostało w ten sposób zakończone, a przy okazji potęga Wei całkowicie zneutralizowana. Po upływie kolejnych trzynastu lat sytuacja się powtórzyła, wtedy jednak armia Pang Juana została całkowicie zniszczona.

Interpretacja: Walna bitwa pod murami oblężonego miasta nie była niezbędna do osiągnięcia celu, czyli zdjęcia oblężenia miasta Handan. W gruncie rzeczy były dwa cele - zdjąć oblę-żenie i pokonać przeciwnika. Generał Tian Ji uznał, że oba trzeba osiągnąć jednocześnie, jednak założenie takie jest zupełnie błędne.

Sun Bin był w stanie dostrzec, że najlepiej jest osiągnąć je oddzielnie - i na własnych warunkach. Zamiast iść w kierunku oblężonego miasta, zaatakował bazę wypadową agresora. W ten sposób "z automatu" osiągnął dokładnie to, o co chodziło: przeciwnik zakończył działania oblężnicze i wycofał się do własnego kraju. A więc pierwszorzędny cel osiągnął zerowym kosztem. Drugą część zadania zrealizował kosztem minimalnym - armia Pang Juana została rozbita, gdy maszerowała w pośpiechu, jej dowódca działał bez planu i należytego rozeznania sytuacji, a jej żołnierze byli wyczerpani forsownym marszem.

2.2. oblężona sToliCa Tajpingów

Chiny, 1860 rok

Po przegranych wojnach opiumowych z mocarstwami zachodnimi dynastia Qing jeszcze głębiej osunęła się w słabość. Nastąpił gwałtowny wzrost biedy, korupcji i niepokojów społecznych. W 1843 roku niejaki Hong Xiuquan założył oparty na wzorach chrześcijańskich ruch religijny o nazwie Stowarzyszenie Czcicieli Boga. Ruch głosił idee równości wszystkich ludzi oraz nawoływał do obalenia znienawidzonej przez rdzennych Chińczyków mandżurskiej dynastii Qing. Stowarzyszenie szybko zyskiwało zwolenników. Hong Xiuquan stanął na czele rebelii i 11 stycznia 1851 roku ogłosił ustanowienie Niebiańskiego Królestwa Tajpingów (Taiping Tianguo).

Siły zbrojne tajpingów błyskawicznie urosły do kilkuset tysięcy i początkowo odnosiły sukcesy w każdym starciu. W marcu zajęły Nankin i uczyniły go stolicą nowego państwa, przemianowując go przy tej okazji na Tianjing (dosł. Niebiańska Stolica). Wojska tajpingów ze zmiennym szczęściem okupowały

kilka większych miast, takich jak Qingpu, groźnie zbliżały się do Szanghaju i Pekinu, a rezydujący w tym drugim cesarz Xianfeng szykował się w pewnej chwili do ewakuacji.

Po pewnym czasie potencjał rebelii wyczerpał się - znowu zadziałała zasada "apogeum przynosi odwrócenie"236. W roku 1860 stutysięczna armia cesarska pod dowództwem generała He Chuna założyła szczelne oblężenie Niebiańskiej Stolicy. Sytuacja zamkniętych w mieście wydawała się beznadziejna, jednak jeden z młodszych dowódców, Li Xiucheng, zaproponował rozwiązanie, które Niebiański Król zaaprobował. Pod osłoną ciemności dwóch dowódców, sam Li oraz inny generał - Shi Dakai, wraz z podległymi sobie żołnierzami przedarli się przez okrążenie i zapadli w głuchą noc. Dowodzący oblegającą armią He Chun uznał, że niewielka armia zbiegów nie stanowi realnego zagrożenia i nie warto osłabiać sił oblegających wydzielaniem z nich grupy pościgowej.

Decyzja ta bardzo szybko miała się srodze zemścić - generał He przegapił okazję zniszczenia wrogich sił, gdy były jeszcze słabe. Miał rację, sądząc, że atak na umocnione pozycje wojsk oblegających Nankin nie miał szans na sukces. Ale Li Chun wcale nie planował takiej bezsensownej akcji. Zamiast tego podążył do położonego 230 kilometrów na południowy wschód miasta Hangzhou i zaatakował je z marszu. Jego wojska były zbyt słabe, aby zdobyć miasto: trzy dni i noce szturmów nie dały rezultatów. Wtedy do gry włączyła się natura. Potężna burza rozdzieliła walczące strony i dała możliwość odpoczynku wycieńczonym. Zyskawszy chwilę oddechu, załoga broniąca murów posnęła na stanowiskach bojowych.

Zdeterminowany Li nie dał swoim ludziom odpocząć. Wykorzystał osłabienie czujności przeciwnika i wysłał do ataku tysiąc najdzielniejszych żołnierzy, aby dostali się po drabinach do miasta i otworzyli jego bramy. Gdy obrońcy oprzytomnieli i zaczęli stawiać zorganizowany opór, było już za późno - los Hangzhou był przesądzony. Li Xiucheng nakazał spalenie magazynów żywności, aby dać dowódcy oblegającemu Nankin wyraźny "mesydż", że sytuacja wymaga niestety jego interwencji.

He Chun, dowiedziawszy się poniewczasie o upadku Hangzhou, nakazał zwinąć oblężenie i natychmiast ruszyć na odsiecz. Przygotowania nie uszły uwadze obleganych. Niebiański król Hong Xiuquan przypuścił swoją do niedawna uwięzioną armią zaciekły atak na organizującego się do wymarszu przeciwnika. Dokładnie w tym samym czasie w okolice Niebiańskiej Stolicy powrócił pospiesznym marszem Li Xiucheng oraz Shi Dakai, drugi generał operujący na zewnątrz miasta. W rezultacie wojska cesarskie poniosły druzgocącą klęskę, tracąc ponad 60 000 żołnierzy. Straty te były tak dotkliwe, że uniemożliwiły wznowienie oblężenia.

Nie na wiele się zdało to zwycięstwo - apogeum siły tajpingów już dawno minęło. Wkrótce wewnętrzne walki o władzę w ich przywództwie pozwoliły siłom Qingów na powolną, lecz zwycięską kontrofensywę. Jedną z najskuteczniejszych sił była milicja Xiang (z prowincji Hunan), dowodzona przez Zeng Guofana. Pod koniec roku 1863 zaczęła ona oblężenie stolicy tajpingów. Ostateczny koniec rebelii nadchodzi po tym, jak 3 czerwca 1864 roku powalony chorobą Niebiański Król Hong Xiuquan w końcu umiera. Miasto zostaje przywrócone władzy cesarskiej wkrótce po jego śmierci.

Porady praktyczne

Zastosowanie

A. Rozdziel neutralizację przeciwnika od ogłoszenia się zwycięzcą

Znajdź rozwiązanie, które pozwoli na osiągnięcie obu celów oddzielnie. Taka nietypowa droga do sukcesu otwiera drogę, by zaskoczyć przeciwnika i obserwatorów. Upewnij się jednak, że przeciwnik uznał swoją porażkę i zaprzestał walki lub stojący z boku wymuszą to na nim. Nie udowadniaj też na siłę, kto wygrał - bystrzy i tak będą wiedzieli, a wrogowie, w tym przyszli, jeszcze się czegoś groźnego nauczą.

Świetną ilustracją rozbieżnych opinii w kwestii "kto wygrał" jest dyskusja internetowa o słynnym katowickim przypadku agresji drogowej w grudniu 2013 roku. Zaatakowany przyjął postawę pełnej uległości, pozwalając się uderzyć przez okno i nie wychodząc z pojazdu. Choć brak męskiego rozstrzygnięcia "na miejscu" wiele osób uznało za porażkę i utratę męskiego honoru, to finał sprawy świadczy o czymś przeciwnym: zaatakowany m.in. ochronił pojazd od zniszczenia, jadące w nim dzieci od traumy, a siebie od możliwych oskarżeń o przekroczenie obrony koniecznej. Zajście zaś, zarejestrowane kamerą ofiary, skończyło się dla sprawcy nagonką w Internecie i przykrym poniżeniem.

B. Zneutralizuj jego siłę przed walką (wywab tygrysa z gór "15)

Jeśli przeciwnik działa planowo i w pełni wykorzystuje swoje siły, zrób coś, co zmusi go do popsucia tej formy. Niech uzna swoje starannie przygotowane plany za bezwartościowe, np. niech opuści korzystną lokalizację.

W praktyce ochrony osób istnieją procedury rozpoznawania i rezygnacji z pobytu w miejscach, gdzie potencjalny zamachowiec ma przewagę nad agentami ochrony. Przed obecnością VIP-ów w MCP (miejscach czasowego pobytu) prowadzi się wielokrotne kontrole. Mają one wykryć już istniejące lub potencjalne słabe punkty.

Przeciwdziałanie

C. Nie daj pomieszać sobie szyków: miej w zanadrzu alternatywne plany

"Pomieszać szyki", fraza wywodząca się z terminologii militarnej, oznacza uniemożliwić komuś przeprowadzenie zorganizowanych, celowych działań, pokrzyżować jego plany.

Gdy rozwój wydarzeń uniemożliwi ci realizację zamiarów, miej przemyślane i przygotowane do realizacji różne warianty zapasowe - słynny plan B na każdą ewentualność. Jeśli zawczasu pogodzisz się ze stratą lub w innej sytuacji krytycznej, zamiast trwać w niezdecydowaniu, zadziałasz szybko i skutecznie, zwykle zaskoczysz przeciwnika. Stąd pożytek z tzw. gier wojennych i ćwiczeń rozmaitych wariantów rozwoju wydarzeń w organizacjach nie tylko wojskowych.

D. Bądź nieprzewidywalny i "nieczytelny"

W kontekście pasywnej obrony, w działaniach konspiracyjnych i powieściach szpiegowskich, zachowanie nieprzewidywalne to nieuregulowany plan codziennych czynności, jedzenie zawsze w innym miejscu, o różnej porze itp. Zdeterminowani uciekinierzy nigdy nie dzwonią do mamy czy ukochanej. Przykład mistrzowskiej randomizacji zachowań możemy podziwiać w świetnym filmie Zero Dark Thirty (2012, reż. Kathryn Bigelow), w którym tropiony przez CIA decydent talibów realizuje szereg skomplikowanych "rytuałów bezpieczeństwa". Tropiący narzekają, że brak "wzorca" sprawia, iż ścigany jest dla nich nieuchwytny... ale utwierdzają się przy tym, że dyscypliną zdradza się on jako "profesjonalista" (ang. it's tradacraft!) i ma coś na sumieniu.

W sytuacjach "gorętszych", kiedy zauważysz, że przeciwnik usiłuje kanalizować twoje zachowanie lub wrabia cię w pospieszne, nieprzemyślane wcześniej działania, zrób coś nieoczekiwanego "w stylu Monty Pythona", co nie wynika z sytuacji. Zamiast zrobić to, do czego zmusza cię "naprowadzanie" przeciwnika, zadziałaj na własną szkodę. Takie celowe zaburzenie logiki zysków i strat w twoim zachowaniu natychmiast pokrzyżuje mu plany oparte na przewidywaniu - nawet jeśli w ten sposób na krótką metę sam poniesiesz jakąś stratę.

Taka odpowiedź to użycie fortelu poświęć śliwę, by uratować brzoskwinię "11. Z punktu widzenia przeciwnika dobrowolnie wybrana strata wykracza poza pulę działań uznanych za możliwe. Wróć na chwilę do opowieści o nietypowym manewrze Sun Bina "2.1. Co stałoby się, gdyby Pang Juan, dowiedziawszy się o marszu armii Qi na swoją stolicę, zamiast wracać do własnego kraju, wzorem Sun Bina ruszył na stolicę Qi? Plan Sun Bina byłby całkowicie zneutralizowany!

229 Na tej płaszczyźnie konfliktu alianci zdecydowali o wymuszeniu bezwarunkowej kapitulacji III Rzeszy. Pokonanie samego Hitlera, a nie całych Niemiec, mogło przyczynić się do odrodzenia niemieckiego ekspansjonizmu, co miało miejsce po I wojnie światowej. Dlatego spiskowcy chcący zgładzić Hitlera, którzy szukali alianckiego wsparcia, nie mogli na nie liczyć.

230 Lepiej: "uświęcone obyczajem". Przykłady tego można zobaczyć w wielu filmach. W Gorączce (1995, reż. Michael Mann) bohater grany przez Roberta De Niro, zanim zastrzeli swojego chwilowo nieuzbrojonego przeciwnika, "paląc mu prosto w pierś", mówi mu: "Spójrz na mnie! Spójrz na mnie!". Przykładem odwrotnego zachowania jest scena w Uprowadzonej (2008, reż. Pierre Morel). W filmie tym bohater, próbując uratować porwaną córkę, już bez żadnej gry wstępnej strzela złoczyńcom w plecy. Zwróćmy uwagę, że takie nietypowe dla pozytywnego bohatera zachowanie ma usprawiedliwienie. Zagrożenie życia najukochańszej osoby w oczach bohatera (ale też i widzów) zawiesiło "reguły gry" i dostarczyło rozgrzeszenia dla "niesportowego" aktu.

231 Na tym mechanizmie opierają się znane wszystkim zabawy w zagadki. Pytający zadaje pytanie w sposób, który sugeruje odpowiedź oczywistą, ale błędną. Zgadujący musi natrudzić się podwójnie: znaleźć rozwiązanie, ale i zwalczyć przymus odpowiedzenia zgodnie z oczekiwaniami obecnych na miejscu osób.

232 Jest to realizacja fortelu poświęć śliwę, by uratować brzoskwinię "11. Czasowe oddanie inicjatywy przeciwnikowi to kwestia racjonalnego bilansu zysków i strat. Wciągnięcie nieprzyjaciela w głąb rosyjskiego terytorium, w połączeniu z zastosowaniem taktyki spalonej ziemi, doprowadziło co prawda do zniszczenia kraju, ale też zaskutkowało klęską Wielkiej Armii Napoleona w 1812 roku.

233 Akurat ta uwaga w zasadzie ma już tylko wartość historyczną. Obecne konflikty i wojny toczą się według zasad działań nieregularnych, w których takie pojęcia, jak długość linii zaopatrzeniowych, w zasadzie nie występują.

234 Tłumaczenie podkreślonej frazy bu zhan er quren zhi bing ??????? jest kłopotliwe m.in. ze względu na silne rozmycie semantyczne (wieloznaczność znaków i słów) starożytnego języka chińskiego. Giles tłumaczy: "przełamać opór przeciwnika" (ang. break enemy's resistance), wyrażając tym nasze zachodnie uwarunkowania. Ames: "podporządkować armię przeciwnika" (ang. subdue enemy's army), Sawyer "przejąć kontrolę nad armią przeciwnika" (ang. subjugating the enemy's army). Szalenie istotne jest tu słowo qu ?, które może znaczyć tyle, co "podporządkować sobie" (ang. submit, subdue). Frazę można więc odczytać jako "podporządkować swojej woli ruchy wrogiej armii" (a więc tym samym umysł jej głównodowodzącego, bo słowo ren ? "człowiek" pełni funkcję zaimka mogącego w zamyśle autora wskazywać albo ogólnie "tamtego", albo właśnie dowódcę armii wroga). Dokładnie tak postąpił Sun Bin w przykładzie "2.1. Nie ma więc tu nawet mowy o zniszczeniu sił przeciwnika czy innej formie pokonania go w potocznie rozumianym sensie!

235 Od czasów starożytnych, a więc panowania dynastii Shang w okresie XVII-XI wieku p.n.e., Chińczycy w walce posługiwali się rydwanami bojowymi. Tradycyjnie w czasach Shang walka zwykle miała charakter rytualny, a jej prowadzenie należało do szlachetnie urodzonych, stąd rydwany były obsadzone przez wojowników wywodzących się z arystokracji. Załoga rydwanu składała się z trzech osób. Przyjmuje się, że każdemu rydwanowi towarzyszyło dziesięciu pieszych wojowników. Armia Pang Juana musiała więc liczyć około 6500 żołnierzy. Armie piesze tworzone z poboru pojawiały się stopniowo w czasie panowania następnej dynastii - Zhou.

236 Autor obiecuje, że już nie będzie ponownie przytaczał tej frazy, ale niech czytelnik ma w pamięci, że czai się ona za niemal każdym akapitem tej książki.

fortel trzeci

Zabij pożyczonym mieczem

Cel ataku niech się nie dowie, kto za nim naprawdę stoi, a wykonawca niech się nie zorientuje, że został wykorzystany.

Pozostań w cieniu i użyj innej osoby jako narzędzia do re­alizacji twoich zamiarów - aby uniknąć odpowiedzialności. Przekonaj innych, by walczyli w twoim imieniu, lub poczekaj, aż sami wykonają brudną robotę.

Aby to osiągnąć, wmów im lub pokaż, że leży to w ich interesie, podsuń im jakąś korzyść albo po prostu zaoferuj zapłatę.

Wzorzec

Istotą fortelu jest - najogólniej - eksternalizacja kosz­tów237 lub ucieczka od rozliczalności238 poprzez wykorzystanie cudzej, zewnętrznej siły.

Cel wizerunkowy: znajdź wykonawcę brudnej roboty albo kozła ofiarnego, który przyjmie na siebie negatywne skutki działania. Ukrycie własnego zaangażowania pozwa­la mówić jedno, a robić drugie. Cel ekonomiczny: zaoszczę­dzenie własnych sił i zasobów do wykonania pracochłonne­go zadania. Koszt i wysiłek powinny obciążyć kogoś innego.

Doświadczony gracz nie naraża wizerunku, a do skutecznego działania wydatkuje minimalną ilość wysiłku, po prostu unikając niepotrzebnych czynności. Ci mniej doświadczeni, nieudolni lub ograniczeni przez okoliczności muszą trwonić swoją energię na niepotrzebną walkę i ponieść koszty zrzucone na nich przez sprytniejszych, ukrytych manipulatorów.

Wytrawny gracz oszczędza siły i pozostaje w spoczynku... ale do czasu. Działa, gdy już sytuacja tego wymaga lub słabość wroga osiągnie apogeum. Zwykle wkracza w finalnej fazie rozgrywki i zagarnia dla siebie owoce zwycięstwa.

Jak wymigać się od rozliczalności czy konieczności wydatkowania własnej siły? Namów kogoś neutralnego, aby się włączył i wyręczył cię w trudnej bądź kompromitującej pracy.

Jedną z dróg do tego jest wywołanie konfliktu między twoim przeciwnikiem a "narzędziem". Środkiem do tego może być perswazja: obietnica podziału łupu, zapłata lub jakaś inna wartość ceniona przez tego, kim chcesz się posłużyć: zachowanie honoru, zyskanie sławy itp. Czasem wystarczy stworzyć komuś okazję do pomszczenia zadawnionej krzywdy, a porozumienie nastąpi bez słów. Wariantem tego fortelu jest czarna propaganda i tzw. operacje fałszywej flagi (podszywanie się pod innego gracza) realizowane m.in. w walkach wywiadu i operacjach specjalnych.

Relacje historyczne dostarczają wielu przykładów przekonania nieprzyjaznych władców, że dowodzący ich wojskami wódz próbuje zdradzić. Z reguły prowadziło to władcę do pozbycia się niepewnego podwładnego. W ten sposób wróg sam stawał się "pożyczonym nożem" - pozbawiał się kadry mogącej w przyszłości prowadzić skuteczną obronę.

W tzw. wojnach zastępczych (ang. proxy wars) wariantem tego fortelu może być też przekazanie broni lub technologii temu, kto walczy lub ma konflikt interesów z docelowym wrogiem. To np. przekazanie rakiet ziemia-powietrze Stinger afgańskim mudżahedinom. Taka pomoc sprawi, że ten wspólny wróg wyczerpie swoje siły, zanim ty sam przystąpisz do walki z nim. Innym wariantem może być użycie działania wroga do zmobilizowania własnych podwładnych: z tej perspektywy nożem w rękach amerykańskiego prezydenta był japoński atak na Pearl Harbor, który stał się katalizatorem zmiany izolacjonistycznej postawy społeczeństwa USA "16.3.

Znamienne jest, że sojusznik użyty w roli narzędzia również się osłabi, co może zaowocować możliwością łatwego zdominowania go w przyszłości. Takie instrumentalne traktowanie "przyjaciela" nie stanowi czegoś wyjątkowego - jest elementem wielu bezpardonowych rozgrywek. W czasie gdy dwie strony będą wyczerpywać swoje siły, ty możesz szykować się do uderzenia, gdy wzajemnie się wyczerpią. Historia uczy, że drogi zwycięzców się rozchodzą, a ich sojusz często był jedynie wynikiem konieczności pokonania wspólnego wroga. Zimnowojenna konfrontacja między ZSRS a aliantami zachodnimi była jedną z takich sytuacji.

Jedną z niekonfliktowych manifestacji wzorca pożyczonego noża jest wykorzystanie cudzej sławy i osiągnięć jako trampoliny dla własnej kariery. Posługiwanie się maksymami sławnych postaci historycznych lub cytatami znanych autorów jest jednym ze sposobów. Podobnie działa pozyskanie rekomendacji oraz wsparcia mistrzów i uznanych autorytetów, czego dopilnował niżej podpisany. Uzyskane wsparcie to dźwignia, która pozwala zwielokrotnić efekty i oddziaływanie własnego wysiłku.

Wzorzec poza kontekstem konfliktu może przejawić się tak:

Do sklepu z aparatami słuchowymi wchodzi klient i zaczyna oglądać wyeksponowane w gablocie modele. W pewnym momencie pyta zaskoczony: "Panie, czemu wszystkie modele od trzystu w górę, a ten tylko dychę? Jak on działa?". Sprzedawca odpowiada: "Wcale nie działa. Ale jak ludzie widzą, że ma go pan w uchu, to mówią głośniej".

Przykłady historyczne

3.1. Wysłannik miłującego pokój Konfucjusza podpala świat

Chiny, Epoka Wiosen i Jesieni, V wiek p.n.e.

Balansujcie, dopóki się da, a gdy się już nie da, podpalcie świat!

 - Józef Piłsudski

Pod koniec Epoki Wiosen i Jesieni państwo Lu ?, ojczyzna Konfucjusza, było znacznie słabsze od swoich potężnych sąsiadów. Zalegające "za miedzą" potężne państwo Qi ? stanowiło najbardziej bezpośrednie zagrożenie. Jeden z arystokratów tego państwa, niejaki Tian Chang, postanowił zaanektować małe Lu, co miałoby stworzyć mu drogę do obalenia swojego suwerena i przejęcia tronu.

Armia inwazyjna z Qi założyła obóz przy granicy z Lu i za-częła szykować w nim siły do ataku. Gdy Konfucjusz dowiedział się o tym, wysłał w misję dyplomatyczną najbardziej biegłego w mowie ze swoich uczniów - Zi Gonga. Przybył on do państwa Qi i znalazłszy się na osobności z pomysłodawcą inwazji na Lu, rzekł mu: "Znasz, panie, to powiedzenie: jeśli zaistnieje zagrożenie zewnętrzne, zaatakuj słabego; jeśli zaistnieje zagrożenie wewnętrzne, zaatakuj silnego? Teraz, gdy pragniesz uczynić się władcą Qi, będziesz musiał zmierzyć się z wrogami wewnętrznymi. Jeśli armia Qi zwycięży i posiądziesz Lu, zagarniesz owoce zwycięstwa, ale inni ministrowie również wzmocnią własną pozycję łupem. Gdy jednak twój kraj dozna porażki, twoi przeciwnicy polityczni poginą w działaniach wojennych i łatwiej będzie ci przejąć kontrolę nad dworem. Do tego musisz znaleźć silnego przeciwnika". "Jak jednak mogę wyjaśnić wojsku zmianę celu?", spytał Tian Chang. Zi Gong odparł: "Udam się do króla Wu i namówię go do zaatakowania twojego kraju. Dzięki temu będziesz miał należyte usprawiedliwienie do zmiany planów".

Zi Gong wyruszył na dwór państwa Wu ?. Oznajmił władcy, że wkrótce Wu zostanie zaatakowane przez Qi. Aby temu zapobiec, należy wykonać uderzenie wyprzedzające... w sojuszu z Lu. Król Fu Chai (495-473 p.n.e.) odparł, że rozważał taką ewentualność, jednak pragnął najpierw zapewnić sobie spokój ze strony leżącego na południu państwa Yan ?, z którym miał zadawniony konflikt. Zi Gong obiecał królowi Wu, że rozwiąże ten problem. Udał się do państwa Yan, w którym, z racji swojej sławy i mądrości, został przyjęty z najwyższym szacunkiem i honorami. Sam władca opuścił swój pałac, aby spotkać mędrca w gospodzie, w której Zi Gong się zatrzymał.

Tam przybysz oznajmił, że król Wu, planując zaatakować Qi, chce najpierw zrobić raz na zawsze porządek z Yan, co oznaczało dla tego ostatniego definitywną zgubę, gdyż Yan nie dorównuje siłą militarną państwu Wu. Jeśli jednak Yan pomoże królowi Wu w jego ataku na Qi, państwo Wu skieruje swoją uwagę na południe i zachód. Będzie to z pożytkiem dla Yan, które zdoła wtedy wykorzystać to zaangażowanie i wywrzeć zemstę za dawne porażki i poniżenia. Król Yan, widząc oczywiste korzyści z takiego planu, postąpił zgodnie z sugestią Zi Gonga. Przesłał do Wu bogate podarki i oddał do dyspozycji władcy Wu część swojej armii, aby służyła w ataku na Qi. W ten sposób Zi Gongowi udało się wywikłać swój kraj ze śmiertelnego niebezpieczeństwa.

Nie był to jednak koniec intrygi. Niezmordowany Zi Gong zawędrował bowiem do położonego na zachód od Qi państwa Jin. Ostrzegł jego władcę, że ktokolwiek pozostanie na placu boju w nadchodzącej decydującej rozgrywce między Wu i Qi, z całą pewnością zasilony zasobami nowo zagarniętych ziem zwróci się przeciw Jin. Na pytanie: "Cóż mamy więc czynić?", Zi Gong odparł: "Po prostu przygotuj swoje państwo do nieuchronnej walki o supremację nad Równinami Centralnymi. Ćwiczcie swoich żołnierzy, ostrzcie swoje miecze i gromadźcie żywność i materiały".

Interpretacja: Ta skomplikowana intryga przyniosła zamierzony cel. Wysiłkiem zaledwie jednego człowieka państwo Lu zostało ocalone przed zagarnięciem przez potężnego sąsiada. Władcy zaangażowanych państw zostali pchnięci do wzajemnie wyniszczających zmagań - każdy w przekonaniu, że robi to w dobrze pojętym własnym interesie. A dzięki działaniom Zi Gonga interes ten stał się zbieżny z interesem państwa Lu. Kosztem potężnych sąsiadów ojczyzna Konfucjusza uzyskała upragnione bezpieczeństwo, a sam Konfucjusz mógł ponownie skupić się na formułowaniu swoich idei pokoju i braterstwa między bliźnimi.

3.2. Wojna pożyczonych noży przez niezorientowanych zwana ii wojną światową

Świat, 1933-1945

Tak więc mimo wszystko wygraliśmy! [...] Los Hitlera był przypieczętowany. Los Mussoliniego również. Co do Japończyków, to zostaną starci na proch.

 - Winston Churchill na wieść o ataku na Pearl Harbor239

Jeśli jednak tego dnia Churchill się śmiał... to baranim głosem. Konflikt podzielił bowiem walczących na grupy interesów, które wcale nie były do końca tożsame z sojuszami w jawnie toczonym konflikcie zbrojnym. Nie da się jednoznacznie określić, kto z kim walczył, jednak autorzy książki Total War słusznie zauważają:

Wypowiedzenie wojny przez Hitlera w końcu roku 1941 zagwarantowało, że Amerykanie rzeczywiście przyjdą [na pomoc], ale wielu w [Wielkiej] Brytanii błędnie zakładało, że przyjdą jako wzmocnienie dla Brytanii, przygotowani i niecierpliwi, aby uzupełnić brytyjskie siły i realizować brytyjskie plany. Być może był to duch, w którym Roosevelt, póki jego kraj wciąż był [formalnie] w stanie pokoju, zadeklarował, że sąsiad musi pożyczyć swój szlauch, aby ugasić pożar u sąsiada, jednak nie jest to duch, w którym wielkie potęgi ślą miliony mężczyzn i kobiet na wojnę.

Amerykanie mieli własne plany. Brytyjczycy stali się pomocnikami, zajmującymi jednakowoż nieodzowną wysuniętą bazę. Dla Amerykanów Niemcy były potęgą lądową, którą winna pokonać inna większa potęga lądowa240.

Spójrzmy na II wojnę światową z trochę innej perspektywy. Każda ze stron zmagań realizowała swoją agendę podobnymi metodami na polu dyplomacji. Układy sojuszy i krystalizujących się rozmaitych wspólnot interesu są całą galerią zastosowań pożyczonego noża. Dla Londynu i Moskwy miały być nim Niemcy. Imperium Brytyjskie prowadziło swoją tradycyjną politykę utrzymywania równowagi między potęgami lądowymi (przykład: ramka na s. 303), sprzymierzając się ze słabszą z potęg lądowych - Niemcami. Miały one stanowić ochronę Europy przed zalewem komunizmu. Nieco później przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych "wygadał się":

Jeśli zobaczymy, że Niemcy wygrywają, powinniśmy pomóc Rosji, a jeśli Rosja zwycięża - powinniśmy pomóc Niemcom i w ten sposób pozwolić im zabić tylu [ludzi], ile to możliwe.

 - Harry Truman, 1941

Bolszewicy jedną próbę poniesienia pochodni światowej rewolucji już podjęli - szczęśliwie zostali powstrzymani w woj- nie z Polską w latach 1919-1921. Lata trzydzieste to jednak dynamiczna budowa sowieckiego potencjału ofensywnego, który miał być użyty do zagarnięcia Europy Zachodniej.

Zachodni politycy dostrzegali zagrożenie. Dla Londynu sowieckie cele polityczne nie były czymś nowym. Stanowiły rodzaj przedłużenia tzw. wielkiej gry. Już od połowy XIX wieku Rosja wciąż niepokojąco majstrowała od strony północnej granicy Indii241 - perły, a zarazem wołu roboczego imperium.

Wzrost potencjału ludnościowego Rosji carskiej i sowieckiej, choć przyhamowany "eksperymentami społecznymi", zaczął w połączeniu z uprzemysłowieniem przynosić gwałtowny wzrost siły militarnej w latach trzydziestych. Trafnie zapytuje Marek Sołonin:

Na początku wojny światowej wielkie mocarstwo morskie Wielka Brytania posiadało 58 okrętów podwodnych, Niemcy - 57, Włochy - 68, Japonia - 63. Jako olbrzymie mocarstwo lądowe ZSRS miał (co prawda nie we wrześniu 1939 roku, a w czerwcu 1941 roku) 267 okrętów podwodnych.

Pytanie - blokadę morską jakiego kraju miała przeprowadzić ta gigantyczna flota podwodna?242

Londyn musiał myśleć o znalezieniu przeciwwagi dla Rosji. W tym świetle politykę pobłażania i ustępstw wobec Hitlera, jak choćby oddanie mu Czechosłowacji, można postrzegać jako manifestację działania wyżej wspomnianej podstawowej zasady brytyjskiej dyplomacji.

Jeśli Hitler napadnie na piekło, na pewno wspomnę przychylnie o diable przed Izbą Gmin243.

 - Winston Churchill, czerwiec 1941

Londyn widział remilitaryzację Niemiec jako sposób na zrównoważenie rosnącej potęgi Kraju Rad. Stąd współpraca ZSRS i III Rzeszy, rozpoczęta układem w Rapallo w 1922 roku, była wyspiarzom nie w smak i starali się ją rozbić. Było to oczywiste dla wszystkich, a zwłaszcza Stalina, który (w warstwie werbalnej) nie wierzył w brytyjskie ostrzeżenia o szykowanej operacji "Barbarossa", uważając je za prowokację. Stalin wspierał Niemcy gospodarczo i militarnie, licząc na to, że pójdą one na konflikt przeciw sojuszowi francusko-brytyjskiemu. Wykrwawienie obu stron (obserwuj pożar, czekając za rzeką "9) miało przygotować grunt i dać mu czas na przygotowanie ataku na Europę Zachodnią.

Wspieranie niemieckiej produkcji wojennej było więc dla Stalina niczym ostrzenie swojego noża. Dopiero wybuch wojny w 1939 roku pokomplikował sytuację. Niestety dla Stalina przez "zgubiony gwóźdź", czyli błąd pilota "7.4, Niemcy uwinęli się we Francji zbyt szybko i zyskali możliwość, by operacją "Barbarossa" uprzedzić jego plany militarnego podboju kapitalistów na zachodzie Europy.

Tymczasem zza atlantyckiej fosy na ten bulgoczący "bałkański kocioł" patrzył spokojnie, niczym Wellsowscy Marsjanie na Ziemię244, inny gracz - Stany Zjednoczone245. Trzy okoliczności usprawiedliwiają tę nietypową metaforę. Głównym kucharzem, który napalił pod kotłem, był amerykański prezydent Wilson. Był on architektem traktatu wersalskiego - którego kształt czynił kolejną wojnę nieuniknioną. Kwestia, w jakim stopniu narzucone przez niego rozwiązania były pacyfistyczną mrzonką, a w jakim rozmyślną polityką destabilizacji, nie zmienia takich, a nie innych skutków dla Europy. Poza tym złą sytuację zadłużonych po uszy państw uczestniczących w Wielkiej Wojnie pogłębiło nieustępliwe żądanie Amerykanów - największych wierzycieli świata - aby długi wojenne zaciągnięte przez "mocarstwa stowarzyszone"246 zostały spłacone. Stąd kolejna kostka domina: konieczność rygorystycznego wymuszania na Niemcach płacenia kontrybucji wojennych krajom ententy i - kolejna kostka - rewanżystowskie resentymenty wyniszczonych gospodarczo Niemiec.

Można doszukać się w tym układzie "czyje pieniądze dokąd trafiały" kolejnego pożyczonego noża: gwałtownie rozwijające się Niemcy były wszak poważnym rywalem Ameryki. Częścią ich siły był fenomenalny wręcz potencjał naukowy. Później zresztą wojenna zawierucha zmieniła niemieckich naukowców w zdobycz wojenną i zawiała do USA. Niemcy były dla Stanów Zjednoczonych bezpośrednią konkurencją. Tę konkurencję należało permanentnie wyeliminować. Wreszcie po trzecie, już po Wielkiej Wojnie wzrost potencjału gospodarczego Ameryki był tak wielki, że musiał prędzej czy później doprowadzić do odpowiedniej korekty w układzie politycznym na linii Stany Zjednoczone-Imperium Brytyjskie247, a konkretnie do "odziedziczenia" po Brytyjczykach roli światowego imperium.

W tym czasie Imperium Brytyjskie nie dysponowało siłami mogącymi utrzymać kontrolę nad swoimi rozległymi posiadłościami. Mieli je Amerykanie. Brytyjską ofertą zawiązania sojuszu, który równałby się użyciu potęgi Stanów Zjednoczonych do strzeżenia Imperium Brytyjskiego, Amerykanie nie byli zainteresowani. Zmiana układu sił sprawiła, że to oni zaczęli rozdawać karty.

W połowie XIX wieku świat został zdominowany właściwie niepodzielnie przez jeden organizm: Imperium Brytyjskie. Kontrolowało morskie szlaki handlowe, wyzyskiwało swoje kolonie, czerpało krociowe zyski ze światowej wymiany towarowej i dominowało w światowych finansach. Szczyt swojej potęgi Imperium osiągnęło w drugiej połowie XIX wieku dzięki "pracy" dwóch czynników: budowanej metodycznie flocie handlowej i wojennej oraz przygodnej okoliczności posiadania własnych łatwo dostępnych pokładów węgla kamiennego, niezbędnego do napędzania rewolucji przemysłowej, ale też... napędzania parowców - statków handlowych i okrętów wojennych.

Jeden kruczek. Zjednoczone Królestwo ustanowiło swoją dominację nad odległymi rejonami świata jako potęga morska. Potęgi lądowe nie stanowiły dla niego zagrożenia lub dawało się je przytrzymać wewnątrz Europy - wpierw Napoleona, potem cesarza Wilhelma II, a teraz Hitlera. Do tej kolekcji wprowadzaczy nowego porządku248 koniecznie chcieli dołączyć Roosevelt i Japończycy. A ich powstrzymać się już nie dawało.

Potencjałludnościowy

1900-1914

1918-1939

1939

Rosja

ZSRS

71,2

132

91,5 (28%)

184,6 (1917 r.)

108 (18%)

170

Niemcy

56,4

67,2 (19%)

69,6 (3,5%)

89,9 (34%)

Anglia

Wielka Brytania

35,4 41 + 379

41,7 (1%)

47,8 (15%)

Stany Zjednoczone

76 + 13

99,1 (30%)

131 (32%)

Porównanie potencjału głównych uczestników II wojny światowej. Wartości podane w milionach. W nawiasie przyrosty w stosunku do poprzedniego okresu. Wielka Brytania: druga wartość to terytoria zamorskie. ZSRS to Rosja i później wszystkie tereny kontrolowane przez ZSRS. Niemcy 1939 - druga wartość po aneksjach.

Źródło: Witold M. Orłowski, Stulecie chaosu. Alternatywne dzieje XX wieku, Open, Warszawa 2007, i in. pozycje.

Rywalizacja morska rozpoczęła się pod koniec XIX wieku. Przed wybuchem Wielkiej Wojny Niemcy nie tylko posiadały najlepszą armię lądową. Miały też marynarkę wojenną zdolną do rzucenia wyzwania Brytyjczykom. W 1914 roku Londyn wyznaczył sobie standard dwóch mocarstw, według którego flota Zjednoczonego Królestwa powinna być równa siłą flotom dwóch kolejnych konkurentów. Na początku lat dwudziestych traktaty morskie zrównały tonaże flot Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonego Królestwa. W końcu w 1939 roku Brytyjczycy musieli obejść się standardem jednego mocarstwa oraz wiecznego pokoju ze Stanami Zjednoczonymi. W tym czasie Stany Zjednoczone nachalnie wciskały się na tereny brytyjskie - m.in. z pominięciem Londynu zawarły układ z Egiptem i utrzymywały nieoficjalne kontakty dyplomatyczne oraz wymianę handlową z Kanadą i Australią249.

Zjednoczone Królestwo (Wielka Brytania) i Stany Zjednoczone to historyczni wrogowie - ostatnia wojna między tymirajami przyniosła spalenie Waszyngtonu w roku 1814. To w sumie stare dzieje, ale kwestia spłacania pożyczek z czasu Wielkiej Wojny - już nie. W dwudziestoleciu międzywojennym była ona przyczyną bardzo poważnych wrogości między stronami.

No i co te biedne Stany Zjednoczone miały począć? Ano trzeba było "użyć" Brytyjczyków do neutralizacji Niemców, a Niemców do osłabienia Imperium Brytyjskiego250. W rezultacie podjętego wysiłku wojennego Imperium Brytyjskie znalazło się na skraju bankructwa. Pozostałe państwa europejskie, których siły wydrenowała wyniszczająca wojna, nie miały się lepiej. Stany Zjednoczone mogły dyktować warunki udzielanego przez siebie wsparcia wojskowego i gospodarczego. Większość kosztów wyeliminowania konkurencji, w tym zniszczenia wojenne, ponieśli sojusznicy: Francja i sam odchodzący hegemon... Wielka Brytania. Majstersztyk.

Innymi słowy, konkurenci US, oprócz ZSRS, zostali całkowicie spacyfikowani. Ich baza przemysłowa i ekonomiczna została albo w znacznym stopniu zniszczona w uporczywych dywanowych nalotach bombowych, przejęta jako łup wojenny (np. wspomniani wywiezieni z Niemiec naukowcy), wykupiona w ramach zapłaty za Lend-Lease albo po prostu wyeksploatowana wysiłkiem wojennym. To ta sytuacja pozwoliła Stanom Zjednoczonym przejąć właściwie niekwestionowaną kontrolę nad gospodarką światową i wysforować się na pozycję "policjanta świata".

Czy Stany Zjednoczone podejmowały aktywne działania prowadzące do wybuchu konfliktu militarnego w Europie, czy też skorzystały jedynie z przygodnych okoliczności? Racjonalny werdykt jest niemożliwy - trzeba by wkroczyć w grząską sferę nieweryfikowalnych motywów, operować poszlakami i informacją zmanipulowaną. Zgadywanki, czy zdarzenie wywołano lub wzmocniono celowo, czy też zaszło ono przypadkiem, mogą jedynie pogłębić frustrację osób szukających odpowiedzi - trochę w sposób opisany w przykładzie "20.1. Dociekanie prawdy wydaje się z góry skazane na niepowodzenie.

Warto dać jednak jeden przykład "pachnącej" sprawy. Niech to będą wydarzenia związane z domniemaną misją pokojową Rudolfa Hessa w 1941 roku. Swego czasu, wykazując się dalekowzrocznością, Churchill stwierdził - choć szybko się z tego wycofał - że jeśli Niemców usatysfakcjonuje zwrot byłych kolonii i panowanie nad środkową Europą, zawarcie pokoju byłoby możliwe251. W żywotnym interesie Amerykanów było, aby podobne negocjacje zepsuć. A tu, w celu zablokowania Brytyjczyków, nie musieli nawet grozić czy ostrzegać. Od zerwania rozmów mogli uzależnić swoją decyzję, której stronie "neutralność" Stanów Zjednoczonych byłaby bardziej przychylna252. Do roli straszaka wystarczała sama możliwość zastopowania pomocy materiałowej i finansowej.

Niektóre decyzje amerykańskiego prezydenta Roosevelta oraz jego najbardziej zaufanego doradcy Harry'ego Hopkinsa świadczą za tezą o ukrytej wojnie między Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią253. Pośrednim dowodem tego, że miała ona miejsce, jest zestawienie stanu politycznej kontroli przed i po II wojnie światowej, tzn. kto na czym trzymał łapę "przed" i "po". Nie ulega wątpliwości, że między Zjednoczonym Królestwem i Stanami Zjednoczonymi toczyły się zażarte, choć ciche zmagania o wpływy, choć najważniejszą bitwą tej wojny, jak to z perfekcyjną celnością ujął Witold M. Orłowski w Stuleciu chaosu, była ta, w której pociski latały między Kapitolem i Białym Domem.

Zanim Amerykanie zaczęli oferować sojusznikowi pożyczki i darowizny, wydrenowali skarbiec brytyjski z wszelkich rezerw złota, stawiając dumnych Brytyjczyków pod murem. Gdy Churchill wyznał, że walcząca z Hitlerem Wielka Brytania nie ma już czym płacić za broń, 23 grudnia 1940 roku prezydent Roosevelt poinformował rząd brytyjski, że wysyła krążownik Louisville do Simon's Town w Afryce Południowej, aby załadować transport złota wart 42 miliony funtów - ostatnie aktywa dumnego niegdyś Imperium. Następnie miała miejsce wyprzedaż brytyjskich firm działających na terytorium USA -po bezlitośnie zaniżonych cenach254.

Dopiero po wyczerpaniu możliwości płacenia gotówką Brytyjczycy mogli korzystać z układu Lend-Lease. Jednak nawet w czasie jego trwania wartość dóbr pozyskiwanych przez zakup przewyższała wartość pożyczoną. Samo zakończenie Lend-Lease w sierpniu 1945 roku nastąpiło w maksymalnie dokuczliwych warunkach. Wielka Brytania została zmuszona do zapłacenia gotówką 650 milionów dolarów. Aby sprostać żądaniu, musiała na zbójeckich warunkach zaciągnąć pożyczkę 3,75 miliarda dolarów. Innym z warunków było doprowadzenie do wymienialności funta w ciągu roku od ratyfikowania traktatu przez Kongres Stanów Zjednoczonych - bo właśnie one wspaniałomyślnie pożyczyły kwotę potrzebną do spłaty zadłużenia im samym255. Amerykańscy imperialiści zgolili do zera i zostawili Lwa Albionu w skarpetkach... albo i nawet bez nich.

Wygraną Ameryki, intensywnie rozwijającej swój potencjał przemysłowy, była neutralizacja Niemiec i Japonii za pomocą środków militarnych oraz demontaż (przejęcie) starych imperiów kolonialnych. Był to ewidentnie cel realizowany metodycznie - i został z pełnym sukcesem osiągnięty. Niemcy po raz drugi zostali zatrzymani we wnętrzu kontynentu europejskiego, Japończycy zamknięci w swoim archipelagu. A nad wyczerpanym zwycięską wojną Imperium Brytyjskim... w końcu zaszło słońce.

Porady praktyczne

Gdy chcesz użyć fortelu...

A. Zdobądź sojuszników

W razie impasu i pełnego zaangażowania obu stron konfliktu decydujące znaczenie będzie miała siła zewnętrzna włączająca się do rozgrywki. Ten trzeci uczestnik powinien być zawczasu zneutralizowany lub - najlepiej - dyskretnie przeciągnięty na twoją stronę.

Starożytni chińscy stratedzy od samego początku rozgrywki traktowali swój "pożyczony miecz", a nawet sprawdzonego sojusznika jak już aktualnego wroga (szerzej "23). Jeśli ktoś toleruje nieproporcjonalny wzrost siły swojego sojusznika, hoduje sobie rywala, a może i wroga. Według historyka Pawła Jasienicy taka była przesłanka Jagiełły w tym, że nie wykorzystał politycznie zwycięstwa pod Grunwaldem. Rozchodziło się o równowagę sił we wspólnocie. Zniknięcie Krzyżaków dałoby więcej korzyści Koronie (Polsce) niż już i tak słabszej w tandemie Litwie.

B. Zidentyfikuj zbieżne interesy

Planując walkę z silnym przeciwnikiem, należy nawiązać współpracę z tymi, którzy byli, są lub mogą znaleźć się z nim w konflikcie. Bacznie rozeznaj sytuację, aby zidentyfikować i wykorzystać zadawnione nieporozumienia, potencjalne zadrażnienia czy różnice interesów wszystkich stron. Jeśli takich punktów zaczepienia nie ma - stwórz je.

Sowieckie tajne służby w czasach zimnej wojny prowadziły szeroko zakrojoną działalność wspomagającą wszelkie organizacje przeciwstawiające się zbrojnie bądź politycznie interesom Zachodu (wojna partyzancka "4.7). Sowieci dostarczali pomocy materialnej, zapewniali szkolenia i udzielali wsparcia ideologicznego.

Amerykanie stosowali dokładnie te same metody. W 1947 roku CIA utworzyła OSO (Office of Special Operations), które rok później przemianowano na OPC (Office of Policy Coordination), które było de facto zbrojnym ramieniem CIA. Jeden z departamentów, nazwany "Dirty Tricks", trzymając się zasady działania pod tzw. fałszywą flagą, zajmował się nie tylko sabotażem, ale i wspieraniem lokalnych ruchów antykomunistycznych. Jedna z operacji CIA polegała na wsparciu tybetańskiego ruchu oporu (operacja "Circus"), a pośrednio destabilizacji sytuacji w Chinach, na co przez pewien okres CIA przekazywała 1,5 miliona dolarów rocznie. W roku 1957 rozpoczęto transporty środków walki, ale też terrorystów (tj. oczywiście "bojowników o wolność"), których rekrutowano spośród tybetańskich uchodźców politycznych szkolonych w Camp Hale. Wydarzenia te omawia John Kenneth Knaus w książce Ofiary zimnej wojny.

W połowie lat siedemdziesiątych Stany Zjednoczone postanowiły osłabić ZSRS przez rozbudzenie islamskiego fundamentalizmu w Afganistanie. CIA we współpracy z wywiadem tureckim i saudyjskim wspierała ruchy muzułmańskie. Materialna i organizacyjna pomoc dla mudżahedinów, udzielana już na kilka miesięcy przed sowiecką inwazją, była celowym tworzeniem sytuacji, która zmusiła Sowietów do wkroczenia (patrz fortel zabierz drabinę po wejściu na dach "28). Później fundamentaliści byli zachęcani do przyjeżdżania i prowadzenia świętej wojny, dżihadu, w Afganistanie. Awantura w Afganistanie miała przyspieszyć upadek ZSRS, stąd Amerykanie nie szczędzili wysiłków. W sumie CIA ściągnęła ponad 30 000 bojowników muzułmańskich z 40 różnych krajów, a rocznie dostarczała 56 000 ton rozmaitej broni. Jednym z agentów zaangażowanych w tę operację był Osama bin Laden.

obrona

C. Przemyśl swoje działania i motywy

Przede wszystkim upewnij się, że potrafisz uzasadnić swój osąd i działanie za pomocą rachunku zysków i strat. Przed podjęciem decyzji i przystąpieniem do działania przesłuchaj sam siebie - sprawdź, czy rozumiesz własne cele i czy są one racjonalne. Świetny sprawdzian: musisz umieć podać konsekwencje zarówno pozytywne, jak i negatywne tego, co "chcesz" zrobić. Dobrą metodą jest po prostu zrobić ich listę na kartce - często wychodzą z tego ciekawe rzeczy.

Jeśli nie potrafisz znaleźć racjonalnych przesłanek lub podać jasnych motywów własnego działania, oznacza to, że jesteś wykorzystywany i emocjonalnie kontrolowany - działasz pod wpływem innych ludzi, nierzadko realizując ich cele własnym kosztem.

D. Sprawdź, kto zyskuje, a kto traci na tym, co robisz

U każdej osoby logika, honor i etyka pracują inaczej, często w zaskakujący sposób. Rób listę zysków i strat także dla innych aktorów sytuacji.

Jeśli ktoś cię namawia do działania, które przyniesie mu korzyści, a tobie żadnych, to znak, że w jakiś sposób chce się tobą posłużyć, nie rekompensując twojej fatygi. Taka sytuacja ma miejsce na rynku pracy. O ile w przypadku stażów taki układ to w miarę uczciwa wymiana - za swoją pracę dana osoba dostaje bezcenną orientację zawodową, o tyle często niniejsze zjawisko przyjmuje postać żerowania na już wyszkolonych, ale nadal nieobytych pracownikach. Czasami zleceniodawcy szukają naiwnych, by wyłudzić usługę freelancerów w zamian za "możliwość wpisania jej do portfolio". Osiągają w ten sposób nieproporcjonalnie więcej korzyści niż wykonawca.

Przyszły darmowy robotnik winien odpowiedzieć pracodawcy taką ofertą: zażądać wynagrodzenia podzielonego na pła-coną z góry opłatę za podjęcie próby (np. pokrycie kosztów) oraz premię od sukcesu. Może też poprosić o przelanie awansem zaliczki w postaci symbolicznych pięciu złotych, co pozwoli wykryć, czy zleceniodawca jest mentalnie przysposobiony do konieczności sięgania do kieszeni i rozliczania się za otrzymaną usługę.

E. Bij na alarm, zrób hałas, ostrzeż tego, kogo miałeś zaatakować w roli narzędzia

Obojętne, czy jesteś w pozycji celu, czy narzędzia w fortelu pożyczonego noża, metodą obrony będzie popsucie całej gry tego, kto ją przygotował. Fortel opiera się na zakulisowych działaniach, więc zrobienie hałasu i upublicznienie sprawy będzie uderzeniem we wrażliwe miejsce zamiarów przeciwnika.

Do roli narzędzia zwykle spadasz wbrew twojej woli, szantażowany lub inaczej przymuszony. Możesz jednak umiejętnie i dyskretnie ostrzec ofiarę, że jest ona celem spisku. Dzięki temu nie tylko zyskasz wdzięczność, ale kwestię ujawnienia fortelu, a więc też pozbycia się szantażysty przerzucisz na ofiarę. Taki sposób wywikłania się z opresji jest niczym innym jak użyciem własnego pożyczonego noża.

F. W prawie cywilnym...

Jeśli ktoś przymusza cię do przestępstwa, zbieraj starannie tego dowody. Prawo przewiduje kary zarówno za podżeganie do przestępstwa, jak i nakłanianie innych do niekorzystnego rozporządzania swoim mieniem. Takiemu postępowaniu stara się przeciwdziałać zarówno prawo karne, jak i cywilne. W pierwszym przypadku przyjęto zasadę, że odpowiada za sprawstwo nie tylko ten, kto wykonuje czyn zabroniony, ale także ten, kto kieruje wykonaniem czynu zabronionego przez inną osobę lub do niego podżega.

237 Przerzucenie ich na kogoś innego. Przykładem takiego postępowania jest np. rabunkowa wycinka drzew, która kosztami obciąża przyszłe pokolenia, niemogące wyrazić swojego sprzeciwu.

238 Stan uporządkowania i przejrzystości spraw umożliwiający przypisanie odpowiedzialności za decyzję lub czyn, ang. accountability.

239 Winston Churchill, Druga wojna światowa, t. 3, Wielka Koalicja, Phantom Press International/Refren, Gdańsk 1995, ks. 2, rozdz. 32.

240 Peter Calvocoressi, Guy Wint, John Pritchard, Total War, Vol. 1, The Western Hemisphere, revised second edition, Pantheon Books, New York 1990, s. 159-160.

241 Znakomite omówienie tych zmagań znajdzie czytelnik w książce Petera Hopkirka Wielka gra, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2011.

242 Marek Sołonin, Nic dobrego na wojnie, op.cit., s. 23. Możliwe, że taki potencjał floty był też wymierzony w Japonię albo i prze-ciw Szwecji - celem byłoby uczynienie Bałtyku sowieckim morzem wewnętrznym.

243 Prawdopodobnie to te słowa są wzorcem dla błędnie przypisanej Churchillowi frazy: "Jeśli, aby wygrać, muszę zawrzeć pakt z diabłem, poproszę o listy polecające do piekła".

244 Nawiązanie do słów otwierających powieść H.G. Wellsa Wojna światów (1898). Czy genialny wizjoner widział wyłaniającą się zza oceanu amerykańską potęgę przemysłową, ale też i bankową? Czy kreśląc obraz Marsjan jako wyposażone w macki i wysysające krew potwory, widział macki amerykańskich finansistów bezlitośnie drenujących krew Imperium? Oba krwiopijcze gatunki przekraczają wielką przestrzeń - odpowiednio międzyplanetarną i "atlantycką fosę" - przybywają do Anglii w cylindrach, jedni z innego, a drudzy z Nowego Świata. Taki skryty między wierszami, podprogowy przekaz mógł stanowić o popularności powieści w kraju jej powstania - zwłaszcza w obliczu przykrej konieczności zwracania Amerykanom pożyczek z czasów Wielkiej Wojny oraz innych przejawów rosnącej potęgi Stanów Zjednoczonych.

245 Desygnatem skrótowca US są Stany Zjednoczone, podmiot prawa międzynarodowego i gracz geopolityczny. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej (USA) to terytorium podlegające jurysdykcji rządu Stanów Zjednoczonych z siedzibą w Dystrykcie Kolumbii. Osobna sprawa to nazwa Wielka Brytania. Choć w języku potocznym ma za desygnat Zjednoczone Królestwo (UK), to w użyciu ścisłym jest jedynie nazwą geograficzną wyspy, która podlega jurysdykcji Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii (od 1707 roku).

246 Amerykanie nazywali siebie "mocarstwem stowarzyszonym z ententą", a nie "mocarstwem sojuszniczym".

247 Regułę nieuchronności korekty politycznej można z powodzeniem zastosować do wielu innych konfliktów. Przykład: wojna z Indianami i Francuzami, rozegrana na kontynencie północnoamerykańskim w latach 1754-1763. Skończyła się ugruntowaniem dominacji brytyjskiej w Ameryce Północnej. Około połowy XVIII wieku tak wyglądała proporcja sił: populacja brytyjskich kolonii rolniczych - 1,1 miliona, francuskich kolonii handlowych -55 tysięcy. Źródło: F. Anderson, The War that Made America, Viking, New York 2005, s. XXIII.

248 Ten anglojęzyczny termin może znaczyć zarówno "nowy porządek, nowy ład", jak i "nowe rozdanie [w kartach]".

249 Edward Hallet Carr, Britain: A Study of Foreign Policy from the Vercailles Treaty to the Outbreak of War, London 1939, s. 190.

250 Jest to tzw. strategia bait & bleed opisana w książce Johna J. Mearsheimera The Tragedy of Great Power Politics, W.W. Norton & Company, New York 2001. Chodzi o wywołanie lub rozjątrzenie wojny na wyniszczenie między potencjalnymi rywalami.

251 A.J.P. Taylor, The Second World War, Putnam, New York 1975, s. 66.

252 Andrew Roberts, Wicher wojny, Magnum, Warszawa 2010, s. 128. Jeśli Stany Zjednoczone podjęłyby kroki blokujące takie porozumienie - co sugerują autorzy książki Od własnej kuli - byłoby to realizacją zasady "dziel i rządź" ("softpowerowej" wersji strategii bait & bleed). Umieszczenie konfliktu US-Zjednoczone Królestwo w fortelu trzecim, a nie dziewiątym jest oczywiście intelektualną prowokacją.

253 Patrz Lynn Picknet, Clive Prince, Stephen Prior, Od własnej kuli. Tajna wojna między aliantami, Bellona, Warszawa 2007, s. 304-340.

254 Len Deighton, Blood, Tears and Folly, Harper, New York 2005, s. 221.

255 Peter Calvocoressi, Guy Wint, John Prichard, op.cit., s. 448.

Kluczowe prawidła

Definicja fortelu

Stosować fortele to tak powodować sytuacją, aby przeciwnik - otumaniony fałszywymi obrazami mentalnymi i własnymi stanami emocjonalnymi - mamił sam siebie, że to jemu bieg wydarzeń sprzyja, a własne posunięcia przynoszą korzyści. Swoje kalkulacje oceni przez pryzmat względów wizerunkowych, rytualnych czy emocjonalnych. W rezultacie zaniecha stosowania metod działania (procedur) optymalnych i skutecznych w danej sytuacji.

Przeciwnik musi zostać odłączony od kontaktu ze środowiskiem, w którym działa. Ma utracić tzw. świadomość sytuacyjną: ignorować istotne wydarzenia i czynniki lub ich nie wykryć - a w rezultacie bezwiednie utracić zdolność i możność do realizacji upatrzonych celów, tzw. siłę oddziaływania. Ma nie wiedzieć, że toczy się jakaś gra, ani co jest w niej stawką. Ma dobrać taktykę i sposób działania narzucone mu przez inne względy niż logika bezpośredniego pola walki.

Inaczej jeszcze: zamiast dać przeciwnikowi problem do rozwiązania, należy postawić go przed sprytnie skonstruowanym dylematem - ma zmarnować czas, rozstrzygnąć kwestię, wybierając umiejętnie mu podsunięte, pozornie mniejsze zło, lub zdać się na "dobrą" poradę. Co lepsze dowcipy, filmy, ale i rzeczywiste sytuacje konfliktowe są manifestacją właśnie tak rozumianego wzorca (metody) oddziaływania na innych.

Definicja zwycięstwa

"Pokonać" - to wywołać w umyśle przeciwnika zjawisko poczucia przegranej (ang. create defeat phenomenon), tak aby zaniechał on wrogiej nam aktywności.

"Zwyciężyć" - to sprawić, że inni utracą zdolność do przeciwdziałania naszym planom, zoptymalizować swoją zdolność oddziaływania na bieg wydarzeń. W tym celu nie trzeba ani zniszczyć fizycznie przeciwnika czy jego narzędzi działania, ani nawet narzucać mu własnej woli czy poglądów. Wystarczy wywołać w nim poczucie rzeczywistej lub postrzeganej przegranej, zniszczyć jego morale (ang. fortitude).

Definicja wojny

Wojna to kolektywne zabijanie dla kolektywnych celów, jak ujął to John Keegan. Ale najgłębszy jej wzorzec to działania mające na celu optymalizację sił oddziaływania podmiotów uczestniczących.

Prawidła wojen i konfliktów

Wojny i konflikty toczą ludzie. Pierwszorzędnym celem oddziaływania jest umysł przeciwnika. Tak pojmowana sztuka wojenna jest z samej swojej natury gałęzią psychologii.

Podejście "zachodnie" to wojna na wyniszczenie (ang. attrition warfare). Metoda zwycięstwa to wytworzenie obliczalnej metodami arytmetycznymi, dającej się więc skwantyfikować, przewagi liczebnej lub materiałowej, a następnie zniszczenie przeciwnika lub jego zdolności działania. Newralgiczny punkt, którego zniszczenie jest celem, tzw. środek ciężkości przeciwnika (ang. center of gravity), to jego kluczowa siła. Kulturowe uwarunkowania sprawiają, że starcie przybiera formę konfrontacji typu fair game, a więc m.in. atak ma naturę uderzania twardym w twarde, a obrona polega na wytworzeniu kontrsiły podobnego typu co ta użyta do ataku.

Podejście przeciwne, którego prekursorem jest Sun Zi, to tzw. wojna manewrowa (za Leonhardem). W takiej wojnie uczestnik uzyskuje przewagę, wykorzystując trudne do zważenia słabości i siły ludzkiej duszy. Psychologia jest treścią i esencją tak rozumianej wojny- jest ona bowiem starciem dwóch przeciwstawnych ludzkich woli.

W wojnie manewrowej środek ciężkości przeciwnika to jego kluczowa słabość. Atak ma postać uderzania twardym w miękkie, najlepiej w warunkach możliwie nieuczciwych dla tamtego. Trzy podstawowe techniki neutralizacji lub podporządkowania sobie przeciwnika to:

1) działanie wyprzedzające (ang. preemption), czyli pokonanie lub neutralizacja przeciwnika zanim dojdzie do walki. To np. błyskawiczne podjęcie działań, tak że plany przeciwnika i stopień ich rozpoznania przestają mieć jakiekolwiek znaczenie;

2) dyslokacja (ang. dislocation), czyli sprawienie, aby siły przeciwnika utraciły znaczenie przez to, że znajdą się w niewłaściwym miejscu lub czasie (dyslokacja pozycyjna i czasowa), albo też są nieadekwatne do zadania (dyslokacja funkcjonalna), jak to miało miejsce z atakami konnego rycerstwa na innowacyjne, doraźnie budowane husyckie fortyfikacje z wozów bojowych;

3) zakłócenie (ang. disruption), czyli neutralizacja (w tym m.in. zniszczenie) lub sparaliżowanie jego zdolności funkcjonowania, np. przez przerwanie łańcucha dowodzenia218.

Prawidła skutecznego działania

Jeśli zdecydowałeś się pominąć pierwszą, teoretyczną część książki, miej zawsze w pamięci poniższe sześć wzorców, które w różnym natężeniu są obecne we wszystkich trzydziestu sześciu fortelach.

1. Trzymaj się zasady "minimum wysiłku - maksimum efektu". Podstawą chińskiego pojmowania świata, w tym też świata ludzi, jest cykliczność zjawisk. Obserwuj ich oscylację i czekaj z działaniem na sprzyjający moment. Pokonaj silne, gdy jest jeszcze w fazie słabego. Działanie nie w porę to trwonienie sił, a więc plany należy przeciwnikom pokrzyżować, zanim zostaną wcielone do realizacji.

2. Kształtuj środowisko tak, by w przyszłości sprzyjało twoim działaniom. To tak jak z sadzeniem drzewa i wychowywaniem dzieci, które we wczesnej fazie potrzebują do rozwoju właściwego środowiska. Odpowiednio wczesne kształtowanie sytuacji przyjaznej twoim działaniom to redukcja "tarcia" Clausewitza. Rozpocznij przygotowania wcześniej, niż inni, a zwycięstwo osiągniesz symbolicznym kosztem.

3. Spraw, aby twoje ograniczenia kulturowe, etyczne i osobiste nie działały na twoją szkodę, a ograniczenia przeciwnika pracowały na jego.

4. Unikaj walki i wydatkowania siły, jeśli nie przynoszą one korzyści lub wygranej. Zachowaj swój potencjał na lepszą okazję.

5. Przed zadaniem ostatecznego ciosu zmanipuluj przeciwnikiem tak, aby sam przyjął formę, w której najłatwiej go pokonać. Sposobem sterowania przeciwnikiem jest też uruchomić lub wygasić jego zachowania perfidne (s. 320).

6. Twoim głównym celem powinno być zmniejszenie zdolności przeciwnika do komunikowania się i interakcji z otoczeniem oraz utrzymanie lub zwiększenie tej zdolności u siebie. Zachowaj świadomość sytuacyjną i zakłóć ją wrogowi.

Spraw, by przeciwnik został oślepiony i nie znał twoich ruchów, działając w trzech sferach: ukrywaj je (środowisko), twórz fałszywe obrazy (przepływ informacji), zablokuj zdolność rozumowania i postrzegania (obezwładnienie umysłu przeciwnika).

218 Na podstawie m.in. książki Roberta Leonharda The Art of Maneuver, s. 78-82.

Książki Piotra Plebaniaka

Próbki książek w wersji PDF i e-book można pobrać ze strony domowej autora ? tutaj.

Kaligrafie: Na stronie domowej Piotra Plebaniaka są także udostępnione do bezpłatnego pobrania skany wysokiej jakości kaligrafii, które pojawiają się w jego książkach. ? kaligrafie

Książka-album Pieśni dalekich plemion

Przepiękne zdjęcia roześmianych, a czasem zamyślonych aborygenów, którzy opowiadają najpiękniejsze, najważniejsze opowieści swojego życia lub opowiadają o sobie i swoich plemionach. Sprzedaż książki nie ma szans pokryć olbrzymiego kosztu realizacji tego projektu. Autor zaprasza do wsparcia realizacji w portalu Patronite tutaj. Prezentacja i próbki książki tutaj. Facebook autora z wrzutkami różnych zdjęć ludzi i zdarzeń: https://facebook.com/piotrplebaniak.

Seria wzorce

Serię otwiera bestseller 36 forteli opatrzony wstępem Andrzeja Sapkowskiego, drugi tom to wybitny przekład traktatu Sztuka wojny, opatrzony wypowiedziami nt. filozofii wojny i konfliktu takich ekspertów jak prof. Jerzy Bralczyk, gen. Jarosław Kraszewski, dr Tomasz Witkowski i wielu innych. Seria docelowo będzie liczyć osiem tomów - każdy z nich jest studium i repoytorium przykładów na rozmaite prawidłowości świata i natury ludzkiej. Seria wzorce - prezentacja on-line

Seria Zrozumieć wojnę

To podseria wydzielona z serii WZORCE. Fortele, wywieranie wpływu na bieg rzeczy, prawidła historii i ludzkiej natury oraz prawidła geopolityki. Prezentacja serii on-line

Seria Opowieści z Azji Wschodniej

Opowieści z dawnych Chin to 81 legend, mitów i opowiastek historycznych (wydanie kolorowe). Opowieści z dawnego Hongkongu to zbiór opowiadań obyczajowych autorstwa Davida T.K. Wonga. Zbiorki o Japonii to ponownie kolorowe dzieła autorstwa Piotra Plebaniaka Prezentacja serii on-line

Seria Zrozumieć Chiny

Za wyjątkiem Chińskiej archeologii językowej, każdy tomik to pięknie ilustrowany zbiorek maksym, słynnych fraz, idiomów i przysłów, za pomocą których autor opowiada o najciekawszych aspektach historii i kultury Chin. Archeologia to ilustrowany mini-słownik najciekawszych albo najbardziej nietypowych znaków chińskiego pisma, słów chińskich języków starożytnych, i slangu - zarówno historycznego, jak i współczesnego. Prezentacja książek serii tutaj.

Seria "Wzorce zwyciężania" (sześć tomów)

Piotr Plebaniak prezentuje serię dla miłośników historii wojskowości oraz adeptów sztuki wojennej i skutecznego działania.

Seria planowana jest na sześć tomów. Każdy z nich będzie zawierać analizy znanych i mniej znanych konfliktów, operacji, bitew i potyczek. Analizy te są ukierunkowane na wyciągnięcie maksimum wiedzy i doświadczenia tak, aby błędy i sukcesy postaci historycznych stały się elementem zdobytej przez czytelnika edukacji.

Seria "Wzorce"

Seria Wzorce to pogłębione analizy kolejnych sfer toczenia konfliktów. To także podręczniki budujące zdolność podejmowania optymalnych decyzji i skutecznego działania. Więcej na stronie chiny.pl/ksiazki

Wsparcie autora na Patronite:patronite.pl/piotrplebaniak.

Książka otrzymała wyróżnienie Najlepszej książki geopolitycznej roku 2023 w konkursie Polskiego Towarzystwa Geoplolitycznego.

Praca, w której sam autor i zaproszeni eksperci prezentują swoje wizje prawidłowości geopolitycznych, okraszając je przykładami z kart historii i wydarzeń współczesnych. W środku 43 mapy i 29 zdjęć oraz ilustracji, które pomogą zrozumieć zawiłą logikę zmagań między mocarstwami. Podręcznik budowania obrazów mentalnych i dziesiątki anegdot historycznych - ze wstępem Andrzeja Sapkowskiego Traktat Sztuka wojny w przekładzie Piotra Plebaniaka bezpośrednio z chińskiego języka klasycznego, stylizowany na piękną polszczyznę Sienkiewicza. Do tego wizje wojny i konfliktów prof Bralczyka i ponad 20 innych mistrzów oraz ekspertów.

Podziękowania

Do zwiększenia użyteczności tej książki i samego jej powstania przyczyniła się życzliwa pomoc wielu osób. Przede wszystkim muszę jednak podziękować tym, z którymi byłem w przeszłości w konflikcie. To ich "pomoc" stała się impulsem do powstania wyciągu z dziennika bojowego, który czytelnik raczy trzymać w ręku.

Nie przyjaciel czy osoba życzliwa, ale właśnie przeciwnik i konieczność walki z nim hojnie obdarzają nas odpornością psychiczną i doświadczeniem życiowym. To spostrzeżenie szczególnie dobrze pasuje do książki, która jest niczym innym jak zbiorem praktycznych porad dotyczących wygrywania konfliktów. Podziękowanie oczywiście udzielane jest wyłącznie w zakresie zdobycia umiejętności, które zwykle można opanować w mniej przykrych okolicznościach, a na dodatek naj-pewniej nie byłyby wcale potrzebne.

Już zupełnie tradycyjne podziękowania należą się tym, którzy z wymierzoną bądź przygodną życzliwością dostarczyli mi inspiracji, sugestii i pomocy, przez co pomogli mi ukierun-kować początkowo chaotyczne wysiłki i zmaterializować ich efekt w postaci książki. Moją szczególną wdzięczność zaskar-bili sobie: pan Zbigniew Bogusz, prof. Jerzy Bralczyk, prof. Krzysztof Gawlikowski, prof. Jacek Hołówka, pan Marcin Krzyżanowski, red. Stanisław Michalkiewicz, prof. Jerzy Pelc, pani Joanna Skrzypkowska.

Osobne słowo wdzięczności należy się tym, którzy zechcieli zapoznać się z rękopisem i podzielić się cennymi uwagami. Byli to: płk Leszek Baran, pan Piotr Adam Chlebowicz, prof. Dariusz Doliński, pan Paweł Łyziński, mec. Marcin Pawełek, płk Mirosław Plata, gen. Roman Polko, st. chor. Piotr Soyka, dr Tomasz Witkowski oraz mjr dr Maciej Zimny. Pomocy na poziomie wybitnym udzielili dr Bogdan Burliga z Uniwersytetu Gdańskiego oraz dr Maciej Gaca z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, za co niech przyjmą osobne podziękowania.

Zdarzało się, że sugestie i porady na własną odpowiedzialność odrzucałem, dlatego wina za wszystkie uchybienia, błędy i niedostatki leży tylko po mojej stronie.

W końcu wyrazy wdzięczności kieruję ku tym, którzy bez stawiania oporu, a wręcz przeciwnie, pozwolili użyć się w charakterze "pożyczonego noża" (fortel trzeci) i użyczyli książce swojego imienia, a poniekąd - mam nadzieję, że zasłużo-nego - błogosławieństwa.

SPIS TREŚCI

Podziękowania 14

Fortele, podstępy, wybiegi...

Wprowadzenie Andrzeja Sapkowskiego 17

System odnośników i konwencje użyte w książce 31

Część pierwsza. walka z Cieniami

1. Kultura jako źródło... kiepskiej wyobraźni 35

Co wpływa na nasz sposób myślenia i działania

2. Cztery mechanizmy działania forteli 44

Najważniejsze zasady skutecznego działania i wygrywania konfliktów

3. Punkt ciężkości konfliktu 53

Chiński i zachodni sposób patrzenia na konflikt

4. Timeo Chińczyków et dona ferentes 60

"Ach, ci podstępni Azjaci", czyli geneza

chińskiej sztuki stosowania podstępów

5. Prakseologia i protonauka 77

Praźródło popularności traktatu Sun Zi Sztuka wojny

6. Postrzeganie porządku świata 81

Najgłębsze korzenie chińskiego sposobu myślenia

7. Sekret chińskiego sukcesu 96

Zalety narodowe i kulturowe Chińczyków

8. Trzydzieści sześć? Forteli? 105

O fortelach i obrazach mentalnych

9. W kwestii ostrożności procesowej 116

Rozmaite uwagi i zastrzeżenia

10. Słowo o historii Chin 123

11. Chronologia chińskich dynastii 127

Część druga. Trzydzieści sześć forTeli

Kluczowe prawidła 133

Definicja fortelu 133

Definicja zwycięstwa 134

Definicja wojny 134

Prawidła wojen i konfliktów 134

Prawidła skutecznego działania 135

Fortele (patrz szczegółowy wykaz na s. 8-13) 135-752

aneks

Źródło motta 754

Opis ilustracji na okładce 755

Jak czytać transkrypcję języka chińskiego 757

Żarty i krotochwile poukrywane w książce 760

Imiona chińskich postaci historycznych 763

Chronologiczny indeks przykładów historycznych 765

Spis ramek psychologicznych, kulturoznawczych

i historycznych 770

Spis kaligrafii, map i planów bitew 772

Indeks ważniejszych terminów 773

Indeks ważniejszych postaci i nazw własnych 774

Bibliografia 780

Fortel 1 Oszukaj Niebo i przekrocz morze

Pod zasłoną działań jawnych i pozornie niewinnych ukryj rozbieżność interesów i konflikt, do którego sam już się szykujesz.

Fortel 2 Zamarkuj atak Na Wei, aby uratować Zhao

Rozdziel neutralizację siły przeciwnika od zgodnego z powszechną praktyką (tj. rytualnego) sposobu pokonania go.

Fortel 3 Zabij pożyczonym nożem

Znajdź wykonawcę brudnej roboty albo kozła ofiarnego, który przyjmie na siebie negatywne skutki działania.

Fortel 4 Wyczerpuj wroga, a sam gromadź siły

Wyczekaj, aż stosunek sił stanie się maksymalnie korzystny dla ciebie.

Fortel 5 Obrabuj płonący dom

Przeprowadź atak wtedy, gdy ofiara, zajęta innymi kłopotami, nie ma możliwości przeciwstawienia się twoim działaniom.

Fortel 6 Czyń hałas na wschodzie, a zaatakuj na zachodzie

Odciągnij uwagę przeciwnika od miejsca, w którym planujesz atak. Spraw, by wysiłek obronny zainwestował bezproduktywnie.

Fortel 7 Zmień miejscami prawdę i fałsz

Przekształć dynamicznie akcję pozorowaną w rzeczywiste działanie po tym, jak przeciwnik utwierdził się, że ma do czynienia z pozorem.

Fortel 8 Skrycie przepraw się przez Chencang

Stwórz jeden wiarygodny, ale fałszywy obraz, który odwróci uwagę od manewru uznanego za niemożliwy.

Fortel 9 Obserwuj pożar, czekając za rzeką

Wyczekaj, aż słabnący przeciwnik stanie się łatwym łupem.

Fortel 10 W uśmiechu ukryj sztylet

Broń swoich interesów bezpardonowo, zachowując pełną uprzejmość z pozycji siły.

Fortel 11 Poświęć śliwę, by uratować brzoskwinię

Zawczasu pogódź się z nieuniknioną stratą, by uniknąć pospiesznej decyzji i pozbawić przeciwnika dźwigni wpływu.

Fortel 12 Wykorzystaj okazję, by zagarnąć każdą kozę

Wykorzystaj nieuwagę bądź słabość przeciwnika, by ukraść mu, co się da. Łączna wartość drobnych korzyści może zadecydować o wyniku zmagań.

Fortel 13 Uderz w trawę, aby wypłoszyć węża

Sprowokuj przeciwnika do przedwczesnego działania. Zmuś go do reakcji, a poznasz jego siłę, strategię lub zamiary.

Fortel 14 Ożyw martwego

Włącz do gry coś uznanego za bezwartościowe, aby nadać mu pozorną bądź rzeczywistą wartość.

Fortel 15 Wywab tygrysa z gór

Niech walka stoczy się na twoim terenie i na twoich warunkach, gdzie nieprzyjaciel nie może korzystać z własnych atutów.

Fortel 16 chcesz złapać? wpierw popuść!

Podpuść przeciwnika lub poczekaj, aż sam zrobi coś na własną szkodę. 413

Fortel 17 Rzuć cegłę, aby przyciągnąć nefryt

Użyj przynęty, aby przeciwnik zachował się w sposób przewidywalny lub po prostu tak, jak tego chcesz.

Fortel 18 By schwytać rozbójników, pochwyć ich herszta

Rozpoznaj i wyeliminuj osobę (lub rzecz), która sprawia, że przeciwnik prowadzi zorganizowaną walkę.

Fortel 19 Zabierz opał spod kociołka

Nie próbuj pokonać silnego przeciwnika w otwartym boju. Pozbaw go źródeł jego siły.

Fortel 20 Zmąć wodę, by złapać ryby

"Popsuj" przeciwnikowi środowisko, w którym działa - ma stracić orientację.

Fortel 21 Opuść pancerzyk jak cykada

Ukryj swoją przejściowo dużą wrażliwość na atak.

Fortel 22 zablokuj drzwi, by uwięzić złodzieja

Osacz słabego, działającego skrycie wroga. Walcz bronią i sposobem, które tamtemu są nie na rękę.

Fortel 23 Zjednuj odległych, gdy atakujesz bliskiego

Zablokuj wspólne działania kilku przeciwników i pokonuj ich po kolei.

Fortel 24 .Pożycz drogę, by uderzyć na Guo

Oczaruj przeciwnika, by użyczył ci siły i zasobów, których perfidnie użyjesz przeciw niemu.

Fortel 25 Unieś krokiew, by usunąć filar

Niepostrzeżenie obezwładnij przeciwnika, zmieszaj szyki lub zakłóć działanie newralgicznej części jego sił.

Fortel 26 Wskazuj na morwę, ganiąc drzewo świętojańskie

Zamiast ryzykować karanie winowajcy, zmuś go do uległości, dając odstraszający przykład.

Fortel 27 Udawaj szalonego, zachowaj zmysły

Udawaj głupiego lub pokonanego, aby przeciwnik uznał cię za niegroźnego.

Fortel 28 Zabierz drabinę po wejściu na dach

Gdy przeciwnik zapędzi się za daleko, odbierz mu możliwość powrotu w bezpieczne miejsce.

Fortel 29 Umieść kwiaty w koronie drzewa

Zburz przeciwnikowi ogląd rzeczywistości, zdekoncentruj go, zakłóć jego procedury postępowania.

Fortel 30 Zamień miejscami gościa i gospodarza

Pozbaw przeciwnika jego atutów, przejmij inicjatywę i kontrolę nad sytuacją.

Fortel 31 Fortel pięknej kobiety

Użyj pięknych kobiet lub ich odpowiedników, by przeciwnik stracił kontrolę nad własnym postępowaniem, poróżnił się z podwładnymi, utracił wolę walki.

Fortel 32 Fortel pustego miasta

Fortel podwójnego blefu. Odkryj swoją słabość, by przeciwnik uznał to za podstęp. Mów mu prawdę, gdy myśli, że go oszukujesz.

Fortel 33 Fortel przewerbowanego szpiega i siania niezgody

Dezinformuj przeciwnika rękami jego stronników. Psuj jego więzi społeczne: siej niezgodę i brak zaufania.

Fortel 34 Fortel samookaleczenia

Zaszkodź sobie, by zyskać zaufanie wroga lub przekonać go, że przechodzisz na jego stronę.

Fortel 35 Sekwencja forteli

Opracuj serię działań (procedurę), które w danej sytuacji najskuteczniej doprowadzą do pokonania przeciwnika.

Fortel 36 Ucieczka jest najlepsza

Nie walcz, jeśli nie masz szans na wygraną. Zachowaj siły i sprawność na lepszą okazję. Uciekaj, by zwyciężyć następnym razem.

System odnośników i konwencje użyte w książce

"34

- przekartkuj wstecz do analizy fortelu 34

"36.1

- przekartkuj do przodu do pierwszego przykładu historycznego fortelu 36

"3.C

- przekartkuj wstecz do porady praktycznej C fortelu 3

Zhuge Liang

- imię lub nazwa własna pisana po chińsku zamieszczona w indeksie na końcu książki (w tekście znaki chińskie pozostały jedynie przy nazwach państw)

mapa s. 126

- mapa na stronie 126

Cytaty: pogrubienia czcionki oraz komentarze w nawiasach kwadratowych, jeśli nie zostały oznaczone inaczej, są moje własne.

Zjawiska i mechanizmy znane z psychologii poznawczej wyjaśnione zostały w ramkach informacyjnych, których indeks znajduje się na końcu książki.

Niniejszy plik służy wyłącznie do użytku redakcyjnego i nie podlega dystrybucji ani publikacji. Jeśli wszedłeś w jego posiadanie inaczej niż otrzymując bezpośrednio od autora - skasuj go ze swoich urządzeń.

Niniejszy plik jest wersją roboczą do publikacji zaplanowanej na rok 2026. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kontakt z autorem: piotr.plebaniak@gmail.com

Fortele, podstępy, wybiegi...

wprowadzenie andrzeja sapkowskiego

Fortele, podstępy, wybiegi, pułapki, sprytne manewry. Wyprowadzanie w pole za pomocą sztuczek, trików, blefów i mniej lub bardziej śmiesznych figli. Lubimy o tym czytać i słuchać. Znajdujemy szczególną radość w tym, że w konflikcie czy w konfrontacji silniejszy został wykiwany przez słabszego, że ktoś będący w sytuacji rozpaczliwej, gdy śmierć zagląda mu w oczy i wszystko wydaje się stracone, ratuje się, używszy sprytu, wyłgiwa się i robi z adwersarza durnia. Jak ów schwytany przez Lisa Br'er Rabbit, Brat Królik. Zjedz mnie, Lisie, jęczał biedak, przedtem nabij na rożen i upiecz, ale, błagam, proszę, nie wrzucaj mnie, ach, nie wrzucaj w kolczaste krzaki. Lis oczywiście wrzucił Królika w kolczaste krzaki, a ten uciekł, śmiejąc się, bo wśród kolców był jak w domu. Królik wystawił Lisa na pośmiewisko, pokonał go, choć był słabszy i w beznadziejnej, zdałoby się, sytuacji. Podobnych sztuk dokonywali i inni spryciarze - tricksterzy - z baśni i legend: Loki, Lis Reynart, Dyl Sowizdrzał, pająk Anansi, Kojot.

Szczególną rolę odgrywa fortel na wojnie. Tu, gdzie, jak powszechnie wiadomo, wszystkie chwyty są dozwolone, spryt również pozwala słabszym pokonywać silniejszych i liczniejszych, odnosić zwycięstwo tam, gdzie z pozoru brak na nie szans. Ratować się z sytuacji beznadziejnych, gdy z pozoru nie ma już ratunku. To też - niezależnie od tego, po czyjej stronie są akurat nasze sympatie - wywołuje w nas emocje pozytywne. Cieszy nas, gdy zwycięża słabszy, ale sprytniejszy, gdy rozum i inteligencja triumfują nad brutalną siłą. Tysięczne są przykłady z historii świata, gdy użyto forteli, podstępów, wybiegów, dezinformacji. A wszystkie one, jak jeden mąż, zostały nazwane, opisane i skatalogowane przez Chińczyków. Przez słynnych strategów Państwa Środka.

Każdy wie, że sztuka wojenna Państwa Środka kwitła już w czasach wręcz prehistorycznych. Każde dziecko wie, kim był Sun Zi, zwany "ojcem wojen". Każde inteligentniejsze dziecko wie, że traktat Sztuka wojny to wybitne dzieło militarne, studiowane do dziś i do dziś zaskakująco młode i aktualne.

Niewątpliwy wkład Chińczyków w rozwój myśli militarnej zrodził pewien stereotyp. Człowieka Wschodu uważa się oto i przedstawia jako łagodnego mędrca, uśmiechniętego filozofa, który ze stoickim spokojem patrzy na świat zmrużonymi oczyma. Taki jest też azjatycki strateg: to mądry i spokojny generał, wygrywający bitwy wiedzą i rozwagą, sprytem i chytrością, fortelem i taktyką, manewrem i fintą.

Takowemu przeciwstawia się stratega Zachodu stosującego brutalną i chamską przemoc i tylko w nią wierzącego, wszelki zaś fortel lub podstęp uważającego za godny wyłącznie pogan, dla chrześcijańskiego rycerza będący grzechem i sromotną plamą na honorze. Fakt, tak było - lub mogło być - przez długie wieki, dowodem na to choćby militarna historia krucjat, momentu, w którym po raz pierwszy Okcydent starł się zbrojnie z Orientem na prawdziwie dużą skalę. Ale stereotyp, jak każdy stereotyp, niesie nieprawdę i fałsz. Wojenna historia Zachodu to nie same tylko ślepe szarże i walenie się wzajem po łbach. Naszych strategów, jak mawiają Rosjanie, też kura z piasku nie wydrapała. Wiedzą i nasi, co to fortel.

Achajom nie udało się zdobyć Troi pomimo trwającego dziesięć lat oblężenia. Które zapewne potrwałoby drugie tyle, gdyby nie chytry pomysł Greków - przysłowiowy drewniany koń. Coś tu śmierdzi, psiakrew, krzyczał kapłan Laokoon, zostawcie tego konia, to jakaś ściema, Timeo Danaos et dona ferentes! Nikt go nie posłuchał. Troja padła. Grecy - nie wiedząc o tym - zastosowali chiński fortel wojenny. Głoszący: uśmiechaj się, ale trzymaj nóż za pazuchą.

Gedeon, sędzia Izraela, ocalił Galileę przed najazdem Madianitów, których wojska były, jak chce Biblia, liczniejsze niż szarańcza. Gedeon, choć dysponował garstką żołnierzy, przypuścił nocny atak psychologiczny, trąbiąc w rogi, wrzeszcząc i wyjąc: "Miecz Pana i Gedeona!", czyniąc harmider jak ogromna armia. Madianici dali się oszukać, spanikowali, rzucili się do ucieczki, a wtedy Gedeon - zgodnie z literą Pisma - poraził ich na pośladkach.

Teraz literatura światowa. Tyran i morderca Makbet oblę-żony jest w zamku dunzynańskim przez Malkolma i sojuszników. Malkolm rozkazuje, by żołnierze wycięli w Lesie Birnamskim gałęzie i z nimi maszerowali, by zmylić wroga co do ich liczby. Fortel odnosi niezamierzony podwójny skutek: pomny przepowiedni o "nadejściu lasu" Makbet wpada w panikę.

Teraz literatura polska. Uciekającego z Heleną Kurcewiczówną pana Zagłobę semeni Bohuna dościgają na przeprawie promowej, rzucają się wpław, by go dopaść. To ludzie Jaremy - krzyczy pan Zagłoba do Kozaków na promie - hej, ditki, do piszczeli! Pościg zostaje wystrzelany, semeni giną od friendly fire.

Pisze Sun Zi: wojna to oszustwo.

Pisze Niccol? Machiavelli: jakkolwiek w innych dziedzinach życia godne wzgardy i potępienia, w prowadzeniu wojny oszustwo i podstęp są chwalebne. Zwyciężający nad wrogiem z pomocą podstępu godzien jest takich samych laurów jak triumfujący z pomocą siły.

Pradawne czasy. Morawskie miasteczko Frydek jest oblężone przez zagon najeźdźców węgierskich, zdecydowanych brać miasto głodem. Głodujący oblężeni zabijają ostatniego w mieście kozła, oprawiają go i oblepiają charakterystyczną sierścią sarny, wyszarpaną z jakiegoś starego myśliwskiego trofeum. Pozorują w mieście huczną "ucztę", grają, śpiewają, śmieją się. Po czym zrzucają sfałszowaną "sarnę" z murów. Madziarzy nabierają przekonania, że Frydek ma tajne podziemne przejścia, którymi oblężeni chodzą na polowania, dzięki czemu dziczyzny mają dość, by się weselić, nawet ją wyrzucają. Oblężenie nie ma sensu. Trzeba odstąpić...

Pradawna Morawa, a mądrość iście chińska: oszukaj wroga; jeśli głodujesz, niechaj sądzi, że jadła ci nie brak i jesz do przesytu.

Rok 1645, maj. Wyniszczająca Europę wojna trzydziestoletnia ma się ku końcowi. Ale działa nie milkną. Dwudziestoośmiotysięczna armia szwedzka pod dowództwem wsławionego w bojach generała Lennarta Torstenssona oblega Brno. Obroną miasta dowodzi Jean Louis Raduit de Souches, mający pod komendą zaledwie półtora tysiąca żołnierzy i miejskiej milicji. Torstensson chełpi się, że zdobędzie Brno z marszu. Ale po ponad trzech miesiącach ciężkiego oblężenia Brno trzyma się, a dzielny de Souches ani myśli o poddaniu. Armia szwedzka jest wyczerpana na równi z obrońcami. Piętnastego sierpnia Torstensson nakazuje rozstrzygający szturm. Klnie się, że miasto będzie jego, nim oddzwonią południe - albo odstąpi od oblężenia. Ktoś musiał generała podsłuchać. Podczas zajadłej walki na murach nagle rozlega się dzwon, obwieszczający południe. Wściekły Torstensson rozkazuje przerwać atak. Pamięta, co obiecał. Odstępuje od oblężenia. Nie wie, że obrońcy Brna przechytrzyli go i oszukali - oddzwonili południe... o jedenastej. I do dzisiaj, by uczcić tradycję, tak się w Brnie dzwoni.

Se non ? vero, ? ben trovato...

Uczy Sun Zi: dobry wojownik staje tam, gdzie nie będzie można go pokonać, i nie przeoczy żadnej słabości przeciwnika.

Marzec roku 1420. W Czechach rozpala się konflikt zbrojny pomiędzy zbuntowanymi zwolennikami nauk Jana Husa a poplecznikami króla Zygmunta Luksemburskiego. Do pana Bohuslava ze Szwamberku, zajadłego nieprzyjaciela husytów, dociera wieść, że jego śmiertelny wróg, jednooki, liczący sobie lat bez mała sześćdziesiąt Jan Żiżka, osławiony wódz heretyków, maszeruje z Pilzna ku Taborowi, i to w małej sile! Husytów jest raptem cztery setki, w tym baby i dzieci, do tego mają jedynie dwanaście wozów bojowych. Jest okazja, by ich zniszczyć, okazja, jakiej nie wolno przegapić. Pan ze Szwamberku skrzykuje posiłki w postaci joannitów z komturii w Strakonicach. Rusza w pościg za Żiżką, mając do dyspozycji siedmiuset zakutych w stal rycerzy. Rycerz w bitwie staje za dziesięciu pieszych. W starciu, jakie ma nastąpić, Żiżka nie ma szans.

Pod wsią Sudomierz pan ze Szwamberku dopędza husytów. I co widzi? Żiżka zajął pozycję na grobli, ustawił na niej zaporę ze swych dwunastu wozów. Jedno skrzydło i tyły chronią mu stawy rybne. Ale na drugim skrzydle... Pan Bohuslav oczom nie wierzy. Wróg popełnił kardynalny błąd! Husytów można łatwo oskrzydlić, atakując poprzez osuszony staw! Rusza natarcie. Pierwsi, od czoła, atakują joannici, ale na wąskiej grobli nie mają szans, padają pod gradem bełtów, cofają się w nieładzie spod najeżonej ostrzami vozovej hradby. Tymczasem pan ze Szwamberku galopuje zadać śmiertelny cios, jego rycerstwo szarżuje przez osuszony staw wprost na odsłonięte husyckie skrzydło...

Ale dno stawu tylko wyglądało na suche, w rzeczywistości pod wyschniętą skorupą jest ponad metr rzadkiego mułu. Pod ciężarem "żelaznych panów" skorupa pęka, konie grzęzną w szlamie, więzną w bagnie rycerze w ciężkich zbrojach. Husyci strzelają do nich jak do kaczek. Piesi i lekkozbrojni nie zapadają się, w pień wyrzynają ugrzęźniętych w błocie rycerzy. Sudomierz, pierwsza większa bitwa mających nastąpić wojen husyckich, przejdzie do historii jako triumf Żiżki i przykład jego militarnego geniuszu. Żiżka wiedział, co robi. Choć nie czytał Sztuki wojny, postąpił zgodnie z radami Sun Zi. Symulując własny błąd, wprowadził w błąd wroga. Odsłonięte skrzydło wabiło do szarży w zgubne bagno. Było przynętą, na którą wróg się złapał.

Ukradkiem przepraw się przez powiat Chencang. Cóż mogłoby lepiej zilustrować tę wojenną mądrość chińską niż słynne "kanonierki z Cherbourga"?

Pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, w ramach rozbudowywania i modernizacji swej floty wojennej, Izrael złożył we Francji zamówienie na dwanaście kutrów rakietowych, uzbrojonych w rakiety woda-woda i działka Boforsa, do wykonania przez stocznię Félix Amiot w Cherbourgu. Produkcja ruszyła, pod nadzorem misji morskiej Izraela wkrótce większość kutrów była gotowa, a kontrakt w pełni opłacony. Wojna sześciodniowa zepsuła jednak stosunki francusko-izraelskie na tyle, że wprowadzono embargo na dostawy broni. Izraelczycy niezbyt się tym przejęli. Siedem gotowych kutrów zwyczajnie uprowadzili, pod pretekstem prób na pełnym morzu. Wybuchł straszny skandal. Pozostałe w Cherbourgu pięć kutrów wzięto pod ścisły dozór. Wtedy do akcji wkroczył Mosad.

Niedostarczone do Izraela kutry - na których wciąż przebywała szkieletowa załoga izraelska - zostały odsprzedane cywilnej firmie norweskiej. Rzecz jasna kontrakt był tylko papierem, a firma norweska przykrywką dla Mosadu. "Norwegowie" przybyli do Cherbourga i zaczęli przygotowywać kutry - polegało to między innymi na tym, że co i rusz uruchamiali silniki. Nawet nocą. Okoliczni mieszkańcy skarżyli się na hałasy, policja interweniowała, ale w końcu wszyscy przywykli i po pewnym czasie nikt nie zwracał już na hałas uwagi. Ot, kutry, normalka.

W tym czasie, małymi grupkami, różnymi trasami, udając turystów, do Cherbourga dotarli i rozproszyli się po mieście izraelscy marynarze. Kutry potajemnie zatankowano - ćwierć miliona litrów paliwa przemycono na nie... w kanistrach.

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia roku 1969. Szkieletowa załoga kutrów zamierzała świętować - z wyprzedzeniem zarezerwowała stoliki w najlepszej restauracji Cherbourga. Francuski wywiad pilnie ten fakt odnotował.

W noc wigilijną w Cherbourgu rozbrzmiały syreny wszystkich stojących w porcie i na redzie statków. Wśród tego harmidru rozległ się ryk silników kutrów, którym nikt się nie przejął - ot, kutry, normalka. W tym czasie kutry mało uczęszczanym i niekontrolowanym farwaterem opuściły port i wyszły w morze. Ich brak Francuzi odkryli dopiero po świętach - a dowiedzieli się o ich ucieczce z BBC. Wtedy kutry były już daleko. W drodze do Hajfy.

A za rezerwację stolików w restauracji Mosad zapłatę uiścił co do centyma.

?

Pisze Sun Zi: uderzaj, gdy wróg nie jest przygotowany.

Mało kto w historii wojen zastosował tę zasadę tak chytrze i z takim sukcesem jak dowództwa wojsk egipskich i syryjskich w październiku 1973. Po długotrwałej akcji dezinformacyjnej, skutkiem której było przekonanie wywiadu izraelskiego o tym, że wojska arabskie są "kompletnie nieprzygotowane" do ataku, atak nastąpił. W precyzyjnie wyznaczonym terminie. Szóstego października. W dzień Jom Kippur, największego święta w żydowskim kalendarzu. Cały Izrael świętował, armia izraelska także. Żołnierze i oficerowie w większości dostali przepustki, by mogli w tym dniu być w gronie bliskich, przez co doszło do praktycznej demobilizacji. Atak był kompletnym zaskoczeniem i miał skutek morderczy. Siły Obronne Państwa Izrael, które wbrew nazwie dotąd zwykle bywały napastnikiem i agresorem, teraz po raz pierwszy faktycznie musiały się bronić. I to rozpaczliwie. A wojna Jom Kippur, choć w finale zakończona militarnym zwycięstwem Izraela, była dla społeczeństwa szokiem, z którego kraj długo nie mógł się otrząsnąć. A dla wielu żydowskich polityków i wojskowych - w tym słynnego Mosze Dajana - była to osobista klęska i odejście w polityczny niebyt.

Chińska mądrość i fortel wojenny mówi: zrób coś z niczego. Zasadą tą umiał posłużyć się Henry Morgan, osławiony - a prawdziwy - pirat z Karaibów.

Październik roku 1668. Port Royal na Jamajce, osławiona baza piracka. Sławny kapitan Henry Morgan mustruje Braci Wybrzeża na kolejny łupieski rajd na posiadłości hiszpańskie. Po Puerto Principe, Porto Bello i Cartagenie tym ra-zem celem pirackiej flotylli będzie bogate Maracaibo, miasto w dzisiejszej Wenezueli.

Miasto Maracaibo leży nad zatoką, a raczej płytkim jeziorem, połączonym z oceanem wąskim przesmykiem. Przesmyku strzeże fort Fuerte de La Barra. Bukanierzy opanowują go śmiałym atakiem. Morgan popełnia błąd, który może go drogo kosztować: nie obsadza placówki. Jego flotylla wpływa na jezioro, piraci plądrują miasto.

Na odsiecz spieszy hiszpańska eskadra, którą dowodzi admirał Alonzo de Campos y Espinosa. Są to trzy fregaty: Magdalena, San Luis i Nuestra Se?ora de Soledad. Don Alonzo ponownie obsadza fort La Barra - i nagle piraci są w potrzasku. Jezioro Maracaibo jest jak butelka z wąską szyjką. Szyjkę korkuje fort i trzy fregaty, górujące siłą ognia.

Hiszpański admirał wzywa Morgana do poddania, zwrotu łupów i uwolnienia wziętych dla okupu jeńców, w przeciwnym razie pardonu nie będzie. Morgan kpiąco odrzuca ultimatum. Miast kapitulować, naciera. Trzy pirackie okręty atakują Magdalenę, flagowy okręt admirała. Mimo straszliwego ostrzału jednej z pirackich jednostek udaje się stanąć z Magdaleną burta w burtę i zarzucić haki abordażowe. Hiszpanie wdzierają się na pokład pirackiego okrętu... który okazuje się zupełnie pusty. Zamiast stłoczonych przy burcie piratów, Hiszpanie widzą... pomalowane pniaki. I umykających czółnem kilkunastu bukanierów z prowizorycznej załogi. A wyładowany beczkami prochu okręt, będący jedną wielką bombą, eksploduje, staje w ogniu i idzie na dno wraz ze spiętą z nim Magdaleną.

Na widok zagłady flagowej jednostki Hiszpanie panikują. Załoga fregaty San Luis sama podpala i porzuca okręt, kryjąc się w forcie La Barra. To samo chce uczynić Nuestra Se?ora de Soledad, ale utyka na mieliźnie. Załoga ucieka wpław, a bukanierzy opanowują okręt i włączają go do własnej flotylli.

Don Alonzo de Campos jest wściekły i upokorzony stratą eskadry, ale wciąż ma się za pana sytuacji. Morgan wszak nadal jest w pułapce, nie zdoła uciec na pełne morze, przesmyk jest pod ostrzałem dział fortu. A z Caracas płyną już hiszpańskie okręty. Wnet, zaciera ręce admirał, perros ingleses poznają, co to stryczek i garota.

Tymczasem na jeziorze Maracaibo coś się dzieje. Od pirackich okrętów jedna po drugiej odbijają pełne ludzi łodzie. Wiezieni na brzeg piraci są uzbrojeni po zęby, taszczą nawet falkonety. Łodzie powracają puste, tylko po to, by zaraz zabrać z okrętów kolejnych zbrojnych. Operacja desantowa trwa cały dzień.

Hiszpanie wpadają w popłoch. Na brzeg, jak policzono, wysiadły setki ludzi, kto mógł przypuścić, że piraci są tak liczni! Na domiar złego Morgan ewidentnie szykuje atak od strony lądu! Wykrył, że wszystkie co do jednego działa fortu skierowane są na przesmyk! Zaczyna się przenoszenie dział, wkrótce wszystkie wycelowane są w dżunglę. Skąd ma nastąpić piracki szturm.

W nocy okręty Morgana cichcem podnoszą kotwice i na fali odpływu dryfują przez przesmyk. Bez świateł. Z żagli postawiono tylko kliwry, które w dodatku uczerniono. Hiszpanie nie widzą nic. Do momentu, w którym piraci częstują fort salwami ze wszystkich dział. Po czym spokojnie wychodzą na pełne morze.

Nie było żadnego desantu, nie planowano żadnego ataku od lądu. Na ląd nikt nie wysiadł. Piraci wracali na statki, leżąc na dnie łodzi. Morgan zastosował fortel rodem wprost z dzieł chińskich strategów. Zrobił coś z niczego. Stworzył pozór. I sprawił, że wróg weń uwierzył. By wziął za "ewidentną" prawdę to, co było iluzją.

Z fortelu Morgana i wystrychniętych na dudków Hiszpanów długo jeszcze śmiano się przy rumie w tawernach Port Royal. A pisarz Rafael Sabatini, jak wiedzą miłośnicy powieści awanturniczych, przypisał wyczyn Morgana własnemu fikcyjnemu bohaterowi - kapitanowi Bloodowi.

Siedem lat po wyczynie Morgana coś z niczego robi król polski Jan III Sobieski.

Jest sierpień roku 1675. Od trzech lat trwa wojna polsko-turecka. W ramach kolejnej operacji Turcy forsują Dniestr, wraz ze sprzymierzonymi z nimi Tatarami idą na Lwów. Król Jan obsadza zamki Podola, resztę sił koncentruje pod Lwowem, w okolicy wsi Lesienice. Ma pod komendą sześć tysięcy żołnierzy, w tym połowę jazdy. Przeciwko nim rusza zagon tatarski: dziesięć tysięcy ordyńców. Król Jan wydaje im bitwę w dolinie rzeki Pełtwi. Wcześniej zaś każe zebrać pachołków, stajennych i wszelkie ciury obozowe. Uzbraja tałatajstwo w husarskie kopie i ustawia na wzgórzu opodal. Tatarzy atakują, ale ich morale skutecznie podgryza i łamie widok "lasu kopii" i strach przed grożącą w każdej chwili szarżą "tysięcznego hufca" strasznej polskiej husarii. Wreszcie uciekają w panice. Na wieść o tej klęsce Turcy rezygnują z kontynuowania ofensywy. Król Jan wywiódł pohańców w pole. Lwów został ocalony.

Dla "robienia czegoś z niczego", tworzenia iluzji i oszustwa historia najnowsza znalazła szumniej i nowocześniej brzmiącą nazwę: dezinformacja.

Największa w historii wojen akcja dezinformacyjna poprzedziła operację "Overlord", czyli lądowanie aliantów w Normandii w czerwcu 1944. Celem było przekonanie Niemców, że atak na Festung Europa ma nastąpić nie w Normandii, lecz w rejonie Pas-de-Calais. Aby oszukać szpiegów i zwiad lotniczy, w hrabstwie Kent i opodal Dover zbudowano fałszywe lotniska, na których ustawiono dziesiątki samolotów... zmajstrowanych z dykty. Powstały bazy pełne czołgów... nadmuchiwanych, wykonanych z gumy. W eterze krzyżowały się mylące meldunki i komunikaty fałszywych radiostacji, pozorujące ruchy i formowanie dużych jednostek. W lokalnych gazetach pojawiały się przecieki o stacjonujących w okolicy oddziałach - w rzeczywistości "przecieki" te dyktował dziennikarzom kontrwywiad. Aby zaś definitywnie uwierzytelnić dezinformację, dowódcą nieistniejącej, wymyślonej przez kontrwywiad "Pierwszej Grupy Armii USA" uczyniono absolutnie autentycznego generała George'a Pattona, którego tylko w tym celu - i ku jego wściekłości - odwołano z frontu włoskiego i kazano grać komedię. Znający reputację Pattona Niemcy uwierzyli, że to on pokieruje wojskami desantowymi - częstą obecność Pattona w Dover i okolicach uznali za ostateczny dowód, że stamtąd właśnie dokona się inwazja. Popełniono błąd, który przesądził o wyniku wojny. A być może i o losach świata.

Swoistym signum temporis, nowoczesnym "robieniem czegoś z niczego", fortelem wojennym nowych czasów stało się mylenie przeciwnika za pomocą fałszywych desantów i zrzutów spadochronowych. Najbardziej znaną i największą tego typu akcją była operacja "Titanic" w ramach dopiero co opisanej operacji "Overlord". D-Day rozpoczął się przed świtem, gdy czterdzieści samolotów transportowych zrzuciło na tyły Niemców pięciuset spadochroniarzy... wykonanych z jutowych worków wypchanych słomą i piaskiem. Spowodowało to znaczne zamieszanie i odciągnęło uwagę Niemców od rejonów, gdzie zrzucano spadochroniarzy prawdziwych. Niemcy odpłacili aliantom pięknym za nadobne już pół roku później, podczas niespodziewanej kontrofensywy w Ardenach, zrzucając własnych sztucznych Fallschirmjägerów i pogłębiając panujący wśród wroga chaos.

Resztę jutowych manekinów, które zostały w demobilu, Amerykanie zużyli w Wietnamie, pozorując zrzuty celem przyciągnięcia w rejon partyzantów Wietkongu lub żołnierzy Północy, których następnie likwidowano nalotami lub ogniem artylerii. Chytrym trikiem było też zrzucanie na spadochronach... bloków lodu. W tropikalnej temperaturze lód szybko topniał, na ziemi zostawały spadochrony i uprząż. Wietnamczycy byli pewni, że zrzucono im na tyły grupy dywersyjne i tracili czas i środki na ich tropienie.

Podobny fortel zastosował w Afganistanie generał porucznik Borys Wsiewołodowicz Gromow, w ramach słynnej operacji "Magistrala", w grudniu 1987, podczas walk o drogę Gardez-Chost i strategiczną przełęcz Sataw Kandaw. Symulując desant, na domniemane a dobrze ukryte pozycje mudżahedinów zrzucono na spadochronach worki z piaskiem. Na widok "skoczków" mudżahedini otworzyli ogień, demaskując swe stanowiska. Na które natychmiast spadło niszczące uderzenie szturmowych Su-25, a lądujący prawdziwi spadochroniarze opanowali przełęcz.

Sun Zi: wojna jest sztuką wprowadzania wroga w błąd.

Tytułem zakończenia przykład dobrze ilustrujący tę chińską mądrość wojenną. Przy czym nieco - za co przepraszam -cuchnący.

Wracamy do korzeni. Do Azji. Nie do Chin wprawdzie, lecz blisko. Nad Morze Południowochińskie.

Problemem numer jeden sił amerykańskich w Wietnamie było wykrywanie partyzantów Wietkongu, przeciwnika, który sztukę ukrywania się i kamuflażu doprowadził do perfekcji. Z pomocą miała pospieszyć najnowocześniejsza, iście kosmiczna technika. Na zlecenie Pentagonu firma General Electric opracowała skomplikowane i bajecznie drogie superustrojstwo XM Personnel Detector, popularnie zwane People Sniffer ("wywęszacz ludzi"). Podczas przemarszów, biwaków, wychodząc z podziemnych tuneli, partyzanci Wietkongu musieli wszak załatwiać potrzeby naturalne. Montowany na śmigłowcach Sniffer wykrywał amoniak i metan wydzielane przez mocz i kał. Tam, gdzie Sniffer coś wywęszył, natychmiast kierowano uderzenia lotnicze, całą okolicę zalewano napalmem i zasypywano bombami kasetowymi.

Wietnamska odpowiedź na amerykańskie cudo techniki była tania, prosta i bezpretensjonalna niczym... kubeł gówna. Partyzanci wypróżniali się i sikali do plastikowych wiaderek, które następnie wieszali na drzewach w miejscach odległych. I spali spokojnie, słuchając, jak gdzieś hen, hen daleko Amerykanie bombardują dżunglę.

Łódź, wrzesień 2012