Depresja pod lupą
Na początek postawmy pewną tezę. Tak jak w przypadku leczenia wielu chorób cywilizacyjnych możliwe wydawałoby się wyizolowanie duchowego pierwiastka, tak w przypadku depresji bezsprzecznie jest to niemożliwe. Sceptycy holistycznego leczenia depresji z pewnością zapytają, co ma wspólnego dusza z chorobą psychiczną, skoro medycyna wskazuje na przyczynę leżącą w dysfunkcji układu nerwowego i mózgu? Po pierwsze, współczesny człowiek żyjący w ciągłym stresie i lęku nigdy nie jest pewien swojego przeznaczenia. Rodząca się w ten sposób depresja ma źródło w tym, że zamiast Boga, boimy się innych ludzi. Po drugie, zapomnieliśmy, że prócz negatywnej strony lęku, istnieje również strona pozytywna, czyli tęsknota będąca wyrazem duchowej jedności z Bogiem. Po trzecie, tylko nieliczni chcą odejść z tego świata z tęsknoty za Stwórcą, wielu myśli o śmierci, gdyż ma już dość swojego życia. Choć z samej definicji psychologia powinna być nauką o duszy (z grec. psyche - dusza), w zasadzie w ogóle nie uwzględnia jej istnienia. Starając się nie dostrzegać ludzkiej skłonności do zła oraz nie biorąc pod uwagę roli grzechu pierworodnego, nie rozpatruje zachowań człowieka w kontekście grzechu, będącego źródłem zniewoleń, nałogów, nieumiarkowania i innych problemów, które mogą prowadzić do powstawania depresji. Psychologia zakłada również, że człowiek sam, bez udziału łaski Bożej, może osiągnąć szczęście i spełnienie. Taki profil skupienia na własnym "ja" prowadzi do zgłębiania siebie bez odniesienia do Stwórcy.
Co gorsza, zamiast w leczenie depresji włączyć duchowe uzdrowienie i zmianę nawyków, tłumienie naszych lęków odbywa się jedynie poprzez środki psychotropowe i poszukiwanie przyjemności cielesno-zmysłowych. Warto dodać, że nerwice współczesnego człowieka mają często podobne źródło: lęk przed poczuciem winy. Zamiast więc wpatrywać się w Boga, który jest źródłem przebaczenia i miłości, sami sobie nie okazujemy miłosierdzia, stale wypierając grzech. Żyjąc w takim przewlekłym poczuciu winy oraz przekonaniu, że jakoś to będzie, wypieramy skruchę, kierując się w życiu pychą. Izolując się w świecie swoich przekonań i zafałszowanego przez media wyobrażenia o szczęściu, utraciliśmy sens Bożej dyscypliny. Zachowanie nieskazitelnej duszy stało się nudnym i jałowym obowiązkiem, który nikogo już nie pociąga. Na scenie współczesnego świata pojawia się bowiem żądny sukcesu hedonista, którego nadrzędnym życiowym celem jest zachowanie sprawnego, pięknego ciała jak najdłużej!
Obecność Boga, który uzdrawia, jest więc coraz bardziej nierealna, co gorsza, jest stale wypierana ze świadomości i życia duchowego. Osoby pogrążone często od lat w depresji nie mogą doświadczyć uzdrowienia wewnętrznego, ponieważ również ich bliscy oraz opiekunowie stali się obojętni na Boże Miłosierdzie. Jeśli w twoim życiu panuje lęk i stres, miewasz stany depresyjne i tracisz poczucie sensu życia, wyobraź sobie, że właśnie teraz ktoś prowadzi cię do Boga i prosi, abyś Go jedynie dotknął. Ewangelista Marek tak o tym napisze: "A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie" (Mk 6,56).
Zapamiętaj!
Życie jest czymś o wiele większym niż zbiór funkcji i czynności biologicznych. Jest darem od Boga i ma wymiar wieczności. Dlatego ma szczególną wartość tylko wtedy, gdy przeżywamy je w jedności ze Stwórcą. Choroby i związane z nimi cierpienie boleśnie przypominają nam o naszej kruchości oraz o tym, że Bóg uzdrawia nas jedynie mocą naszej wiary i wzajemnej miłości. Wzbudzajmy w sobie większą wrażliwość na chorych pogrążonych w depresji, a nasze dusze niech będą utkane z modlitwy i wiary.
Pojawia się zatem w tym miejscu pewna refleksja. Skoro depresja nie pochodzi od Boga i nie jest czymś typowym dla ludzkiej natury, skąd się wzięła na świecie? Kultura chrześcijańska wskazuje na jej przyczyny w brzemiennej w skutki decyzji naszych pierwszych rodziców, którzy (co warto stale przypominać) zerwali komunię z Bogiem. Właśnie to wydarzenie dumnego nieposłuszeństwa, zakorzenionego w braku zaufania w bezwarunkowe obdarowanie nas miłością, nazywamy grzechem. W konsekwencji grzechu pierworodnego ludzka natura została głęboko zraniona, umysł zaciemniony, wola stała się wypaczona i przylgnęła do złego, nasze zaś emocje przestały być integralnie złączone z intelektem, wolą i ciałem. Na świecie pojawiły się choroby, zepsucie i śmierć - dotknęły one ciała i zniszczyły jego jedność z duszą. To właśnie przez to pierwotne zerwanie jedności depresja znalazła drogę do ludzkiego ciała i duszy. Jednym słowem, głównym źródłem choroby jest człowiek, który, chcąc doświadczyć upragnionego szczęścia i harmonii bez Boga, zapomniał, że w swojej kruchości sam sobie nigdy nie poradzi. Owszem, istnieje mnóstwo terapii mogących polepszyć stan zdrowia, lecz pokoju serca i poczucia miłości nie zagwarantuje nam żadna tabletka, terapeuta czy cudowna dieta. Źródłem uzdrowienia jest wyłącznie Konstruktor tego wspaniałego wydarzenia, jakim jest życie! Mądrość Boża, Jego Słowo i życie sakramentalne nie tylko dostarczają nam wiedzy, jak żyć w doczesnym świecie, ale co najważniejsze, jak przygotować się do życia wiecznego. Taka Boża dyscyplina stanowi dla nas lustro, w którym możemy dojrzeć samych siebie jako istoty umiłowane przez Boga, które jednocześnie są słabe i grzeszne. Dlatego w trudnych chwilach i okolicznościach Bóg zawsze działa ostatecznie na naszą korzyść, nawet jeśli nie dostrzegamy tego od razu, co powinno wzbudzać w nas ufność do Niego. Pamiętam, jak cierpiałem na zespół depresyjno-lękowy i czasem bałem się wyjść z domu. Modliłem się do Boga o zdrowie, lecz nie przyjmowałem jeszcze tego, że oczekuje ode mnie radykalnej zmiany wielu czynników wyzwalających moją chorobę. Zanim doszedłem do tego, że tylko On jest ostatecznym celem mojego życia, długo myślałem, że moje zdrowie jest schowane w jakiejś cudownej tabletce. Zmiana życia, żywienia, wprowadzenie aktywności, i co najważniejsze, głębokie nawrócenie i powrót do chrześcijańskich korzeni doprowadziły mnie do odzyskania zdrowia, o jakim nie śniłem.
Być może poczujesz wewnętrzny dyskomfort, lecz jako katolik muszę w tym miejscu już we wstępie stanowczo podkreślić, że depresja nie może być opisana wyczerpująco, szczególnie w ramach medycyny naturalnej, jeśli nie uwzględnimy chrześcijańskiego Objawienia. Po pierwsze, zgodnie z tym rytmem plan Bożej miłości jako zintegrowana strategia doprowadzenia nas do wiekuistej radości jest zakorzeniona w Jezusie Chrystusie. Po drugie, Bóg jest zawsze treścią naszego życia w optyce trwania, działania, trudnych doświadczeń, a szczególnie naszego uzdrowienia. Po trzecie, tylko chrześcijańska antropologia daje nam prawdziwe poczucie bezpieczeństwa, a owoc takiej zintegrowanej jednomyślności wprowadza nas w świadomość, że zależymy nie tylko jedni od drugich, ale przede wszystkim od Boga. Psalmista zawoła: "Tylko w Bogu znajduje dusza moja spokój, od Niego przychodzi moje ocalenie [...] od Niego bowiem pochodzi cała moja nadzieja" (Ps. 62,2-6).
Wyłącznie taka solidarność nawet w obliczu mroków depresji daje nam niegasnącą wiarę i nadzieję, że cierpienie oraz droga do uzdrowienia mają sens w jedności z Bogiem. Nie pisałbym tego z tak wielkim przekonaniem, gdybym sam nie doświadczył wspomnianej choroby depresyjno-lękowej, gdzie drogą do pełnego uzdrowienia był powrót do Bożej dyscypliny i uzdrawiająca moc miłosiernej miłości Boga. Oczywiście, jak wspomniałem, nie obyło się bez radykalnej zmiany życia, ale siła potrzebna do owej przemiany wypłynęła z mojej wewnętrznej skruchy i aktu woli, aby całkowicie wszystko oddać i zawierzyć Bogu. Jestem przekonany, że dla kogoś, kogo nigdy nie dotknęła depresja, będzie to trudne do zrozumienia. Niestety wielu z nas, którzy nigdy nie doświadczyli tej choroby, może błędnie uważać, że jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, na czym polega depresja i jej leczenie. Jest to jednak niemożliwe! Stąd pragnę zwrócić uwagę, że w kontekście holistycznego leczenia depresji nie warto zbyt wiele uwagi skupiać na tym, co ją powoduje, lecz co należy każdego dnia z tym problemem zrobić. Niektórzy mogą dalej się zastanawiać, co dietetyk włączający duchowość do swojej praktyki może wnieść w leczenie depresji? Jednak warto raz jeszcze przypomnieć, że zgodnie ze swym greckim źródłem słowo psychiatra to "lekarz duszy". Gdybym oddzielał życie od wiary, byłbym jak drzewo, które odcina sobie gałęzie. Owoc żyje bowiem tylko wtedy, gdy jest połączony ze źródłem życia. Ewangelista Jan przypomni nam to słowami Chrystusa: "Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami" (J 15,5).
Zapamiętaj!
W medycynie naturalnej i holistycznym leczeniu nie chodzi o to, aby podważać metody współczesnej medycyny oraz metody leczenia w psychiatrii. Bóg, który stworzył świat, jest bowiem ostateczną prawdą, a wszelkie odkrycia naukowe właściwie zinterpretowane i zweryfikowane nigdy nie będą w sprzeczności z właściwie rozumianą prawdą objawioną przez kulturę chrześcijańską.
Po moich doświadczeniach osobistych oraz wieloletniej praktyce dietetycznej wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z zaburzeniem psychicznym, potrzebujemy zarówno sprawdzonego lekarstwa, zmiany odżywiania, zwiększenia aktywności oraz właściwego wsparcia bliskiej osoby. Stwórca za nas tego nie zrobi. Dlatego nawet głęboko wierzący pacjent cierpiący z powodu depresji na pytanie, czy powinien zrezygnować z leczenia farmakologicznego, usłyszy odpowiedź brzmi: Módl się i stosuj leczenie! Nasze cierpienie w kontekście chrześcijańskiej wiary nabiera sensu wyłącznie wtedy, gdy łączymy je z cierpieniem Chrystusa.
To, że korzenie każdego cierpienia dotykają naszego emocjonalnego życia, jest niezaprzeczalne. Zmiany nastroju są nieodłączną cechą doświadczenia ludzkiego, a nastrój ma olbrzymie znaczenie dla naszego rozwoju. Wpływa on na naszą dyspozycję do działania i zachowywania, odpowiada za zaangażowanie życiowe, równocześnie zapewniając nam względne bezpieczeństwo. Ludzie, którzy są nadmiernie pesymistyczni, mogą jednak nie wykorzystywać swoich potencjalnych możliwości, wiemy bowiem, że osoba depresyjna najczęściej wycofuje się z życia. Z kolei osoby nadmiernie optymistyczne mogą działać impulsywnie lub lekkomyślnie. Zaburzony nastrój może zatem sprawić, że nasze życie stanie się rozbite, zdegenerowane, bolesne i potencjalnie niebezpieczne dla nas i otoczenia. Dieta oraz sprawność naszego trawienia i przyswajania, na czele ze stanem mikroflory jelitowej, o czym postaram się przekonać w tej publikacji, mają bardzo duży wpływ na nasze stany emocjonalne. W tej książce z powodu braku odpowiednich kompetencji nie będę omawiał głębokich stanów depresyjno-maniakalnych, które wymagają specjalnego medycznego podejścia. Nawet nasza głęboka wiara nie jest w stanie uchronić nas od wielu zagrożeń i chorób psychicznych, w tym depresji. Nasze życie bowiem to suma wielu złożonych wyborów i decyzji, często o nieodwracalnych skutkach. Zaburzenia psychiczne, takie jak schizofrenia czy zespoły dwubiegunowe maniakalno-depresyjne, objawiają się w sferze psychiki, mogą natomiast mieć poważne przyczyny neurobiologiczne oraz genetyczne, więc nie można ich kontrolować za pomocą jakiejkolwiek diety eliminacyjnej czy leczyć wyłącznie przy użyciu farmakologii, mocą naszej woli lub wiary. Wspomagać leczenie można jednak zawsze! Są również zaburzenia psychiczne pojawiające się z powodu przeżycia głębokiej traumy wynikającej z doświadczeń życiowych lub choroby będące skutkami uszkodzenia mózgu. Tego również nie da się kontrolować za pomocą poprawności moralnej, wiary czy diety. Jednak z tego powodu nie możemy popadać w niewiarę w Boże Miłosierdzie. Ewangelista Jan przypomina: "Ale smutek wasz przemieni się w radość" (J 16,20).
Codzienny nastrój i nastawienie do Boga oraz ludzi wywierają silny wpływ na naszą samoocenę. Prawdziwa miłość stawia nam zawsze konkretne wymagania! Jednak brak wiary w to, że Bóg nas kocha, oraz doświadczenie często przybierają formę fałszywego mniemania, że Stwórca odbiera nas tak samo jak inni ludzie. Konsumpcyjny i hedonistyczny świat, w którym żyjemy, chce nas za wszelką cenę oddzielić od relacji z Bogiem, a wiadomo, że największym cierpieniem człowieka jest utrata Jego miłości. Łatwo jest manipulować społeczeństwem, które wyłącznie w doczesności dostrzega wszelką wartość życia. Dlatego w depresji występuje często tendencja do koncentrowania się na stratach i porażkach, spostrzega się jedynie chorobowe i negatywne aspekty życia. Terapeuta czy lekarz nie wskazuje bowiem na przenikanie się naszej natury ze światem duchowym. Z czasem w takim zamkniętym kole nasze negatywne myśli i przekonania obniżają samoocenę, powodując poczucie bezwartościowości, beznadziei i bycia ciężarem dla innych. Zaczynamy doznawać ciągłego uczucia smutku i pustki, zamartwiamy się bez powodu, reagujemy irytacją i wrogością. Przyczyną takiego stanu bywa duchowa pustka.
Osoba depresyjna może być wycofana, pozbawiona energii, inwencji. Podjęcie jakiejkolwiek decyzji jest dla niej prawie niemożliwe, a codzienne zadania i cele wywołują lęk paraliżujący działanie. Dlatego tak ważne jest pogłębianie świadomości profilaktyki dietetycznej we wspieraniu leczenia depresji szczególnie u osób, które żyją w bliskiej relacji lub więzi z chorymi. W poważniejszych odmianach depresji mogą występować objawy irracjonalne, psychotyczne pod postacią urojeń. Ponieważ epizody depresyjne trwają czasami kilka miesięcy lub nawet dłużej, mogą poważnie obniżać samoocenę i poczucie wartości. Przedłużające się okresy depresji mogą prowadzić do pragnienia śmierci i myśli samobójczych. Jednak - jak już wspomniałem - niniejsza publikacja nie omawia leczenia tego typu odmian depresji. Skupimy się na tym, aby przede wszystkim...
.
.
.
...(fragment)...
Całość dostępna w wersji pełnej