WPROWADZENIE
Jak zostałam"dziewczyną od granic"
W pewnych kręgach jestem znana jako "dziewczyna od granic".
Mówiąc szczerze, jestem znana z wielu rzeczy. Pełnię funkcję dyrektorki generalnej, jestem żoną i matką. Autorką bestsellerów, zapaloną turystką i zagorzałą czytelniczką. Jeśli chodzi o granice, wielu współmałżonków moich czytelników zna mnie tylko jako "tę dziewczynę z Instagrama, która zajmuje się granicami".
Gdybyście zechcieli mi się dzisiaj przyjrzeć, to łatka ta miałaby sens. Pod względem osobowościowym powiedzmy, że nie jestem typem people pleaser, czyli osoby bezproblemowej, pragnącej zadowolić innych. Nawet dla przypadkowych obserwatorów wydaję się asertywną, niezależną i pewną siebie; nie krępują mnie sytuacje konfliktowe i wprost wyrażam swe potrzeby. Takie zachowanie, zwłaszcza u kobiety, wywołuje niekiedy posądzenie o egoizm i o... - wolę tu o tym nie wspominać, ale prawdopodobnie domyślacie się, o co mi chodzi.
Nie jestem jednak samolubna, nie mam też nic wspólnego z innymi określeniami, które właśnie sobie wyobraziliście. Jestem osobą, która na serio podchodzi do kwestii swojego zdrowia psychicznego, potencjału energetycznego i własnej wartości, i robię wszystko, co trzeba, by je chronić. Może to wyglądać następująco:
- W biznesie: "Dziękuję, że o mnie pamiętasz. Ten projekt za bardzo mi nie pasuje, więc dam sobie z nim spokój".
- W kontaktach z rodzicami: "Wiem, że staracie się pomóc, ale to ja określam zasady dla mojego syna. Dam wam znać, jeśli będę potrzebowała waszego wsparcia".
- W przyjaźni: "Hej, muszę ci przerwać - nie opowiadaj, proszę, o tym, co wyprawia mój były. Naprawdę nie chcę o tym słyszeć".
- W relacji z mężem: "Chciałabym mieć trochę czasu dla siebie i dlatego idę poczytać do drugiego pokoju".
Czytając te sformułowania, możecie się poczuć niezręcznie, ale wszystkie one są zdecydowanie moim konikiem i często je wykorzystuję jako sposób na wzmocnienie relacji, zwiększenie pokładów energii i zadbanie o własne zdrowie psychiczne. I nie przepraszam za wyznaczanie tego rodzaju granic, bo gdy wyrażam swoje potrzeby bezpośrednio i grzecznie, nie mam za co przepraszać.
Jestem również współtwórczynią programu "Whole30"; to dzięki niemu pomogłam milionom ludzi skutecznie zmienić ich zachowania. Doprowadziło to do diametralnej przemiany tych osób. Uczestnicy "Whole30" często mówią "nie", co dla wielu jest w najlepszym razie zniechęcające. Przez ostatnie trzynaście lat uczyłam moją publiczność, jak wyznaczać granice dotyczące własnego zdrowia i sposobów zachowania się, a także jak sobie radzić z negatywnymi reakcjami i presją znajomych lub otoczenia. (Czy jesteście gotowi zaakceptować "Nie, dziękuję" jako pełne, kończące każdą sprawę zdanie? Dojdziemy do tego).
Kiedy ludzie się zorientowali, że potrafię nauczyć ich odmawiać pizzy i wina, zaczęli się dopytywać, jak powiedzieć "nie" natrętnemu koledze z pracy, toksycznej teściowej czy wścibskiej sąsiadce. Otrzymywałam tak wiele pytań o sposoby wyznaczania granic, że postanowiłam zagłębić się we wszystkie opracowania na ten temat, jakie tylko udało mi się znaleźć. Chcąc odkryć, co składa się na odpowiednie granice i jak się je wyznacza, przeczytałam każdą książkę, każdy artykuł i każde opracowanie naukowe, jakie wygrzebałam i skombinowałam od terapeutów, psychiatrów, socjologów, specjalistów zajmujących się uzależnieniami, lekarzy medycyny i liderów biznesu.
Dzięki tym dociekaniom, własnej pracy nad sobą i wsłuchiwaniu się w potrzeby moich słuchaczy, opracowałam własną metodologię i sposób mówienia o stawianiu granic. Cztery lata temu zaczęłam organizować dla mojej społeczności internetowej i na łamach newslettera sesje Q&A "Pomóż mi wyznaczać granice", co dało mi możliwość wysłuchania tysięcy waszych opowieści, dopracowania metody i ulepszenia porad. (Tak na marginesie: wasi teściowie faktycznie potrafią być okropni).
Toteż z dumą noszę etykietkę "dziewczyny od granic", bo pamiętam o tym, jak długą drogę przeszłam, by na nią zasłużyć. A nie zawsze taka byłam.
Moja przygoda z granicami zaczęła się dwadzieścia dwa lata temu, kiedy sama znalazłam się na zakręcie życia, a w kwestii granic byłam totalną katastrofą. Na mojej liście "kim jestem" figurowała między innymi "narkomanka na odwyku" - i musiało minąć wiele lat wypełnionych desperackimi próbami, zanim zdałam sobie sprawę, że to właśnie granice są tym, co mi uratuje życie (dosłownie).
Wiem, że brzmi to dość dramatycznie i że nagminnie grzeszę słowem "dosłownie" używanym w znaczeniu "niedosłownym", ale w tym przypadku to prawda. Wychowałam się w domu, w którym zamiast uzdrawiającej mocy konfliktu praktykowano unik, a po traumatycznych doświadczeniach przeżytych w wieku nastoletnim, przez większość dekady ukrywałam swe emocje, starając się nie sprawiać kłopotu i nigdy nie mówić "nie". Nie nauczono mnie umiejętności stawiania się ani obrony własnej osoby, a konfrontacja wywoływała u mnie silny niepokój. Rozpaczliwie potrzebowałam granic, lecz niestety nie czułam się ani godna, ani zdolna do ich wyznaczenia.
Aż którejś nocy, dwadzieścia dwa lata temu, siedząc przy beczułce piwa, w desperackim akcie samozachowawczym ustaliłam w końcu swe granice... i to właśnie całkiem odmieniło trajektorię mego życia. Doświadczenie to skłoniło mnie do stawiania nowych granic - w kontaktach z przyjaciółmi, rodziną, współpracownikami, a także wobec samej siebie. Im więcej granic ustalałam, tym pełniejsze stawało się moje życie, a to z kolei doprowadziło do powstania projektu "Whole30", mojej firmy i niniejszej książki.
Rzecz w tym, że nauczyłam się stawiać granice. Jasne, że z trudem, ale się nauczyłam. A skoro mnie się udało, to i wam się może udać.
CZYM SĄ GRANICE I DLACZEGO ICH POTRZEBUJEMY?
Zanim przejdziemy do tej historii, ustalmy roboczą definicję tego, co mam na myśli, kiedy mówię "granice". Na pewno zdarzyło się wam o nich słyszeć, ale prawdopodobnie macie ledwie mgliste pojęcie o tym, czym naprawdę są. Podejrzewam, że już samo to pojęcie sprawia, że doznajecie dyskomfortu, a może i poczucia winy. Czasami się uważa, że granice są czymś złym. Panuje także przekonanie, że są przejawem egoizmu albo brakiem troski. Lub że chodzi o próby kontrolowania innych.
Możliwe, że wszystkie te rzeczy oznajmiły wam osoby, które najwięcej zyskują na tym, że nie macie wyznaczonych granic.
Ja osobiście definiuję "granice" jako wyraźne obostrzenia, czyli warunki, na jakich pozwalamy ludziom wchodzić z nami w interakcje i jakie zapewniają bezpieczeństwo i zdrowie nam samym i naszym relacjom. Według językoznawców granica to "linia oddzielająca pewien obszar" - i jest to doskonałe podejście, i powinniśmy się nim kierować, myśląc o relacjach. Wyobraźcie sobie, że stoicie pośrodku pola. Teraz narysujcie wokół siebie wyimaginowany okrąg - to właśnie jest granica. Cokolwiek wpuścicie do środka, będzie dla was czymś do zaakceptowania, bo jest bezpieczne, służy zdrowiu i daje dobre samopoczucie. Wszystko, czego nie tolerujecie, trzymacie poza okręgiem, gdyż wywołuje w was poczucie zagrożenia, jest niezdrowe lub ogólnie powoduje złe samopoczucie. Możecie wyznaczać granice w stosunku do innych ludzi, wobec pewnych tematów rozmów, wzorców zachowań lub działań własnych - i zawsze to wy decydujecie, gdzie mają się znajdować i jak je egzekwować.
Granice wyznaczają obszar zachowań
akceptowalnych dla was, gdzie słowa lub działania
wykraczające poza te ramy wyrządzają wam krzywdę
lub sprawiają, że nie czujecie się zbyt komfortowo.
Granice nie mają na celu mówienia innym, co mogą, a czego nie mogą robić. Byłoby to kontrolowaniem. Granice wyznacza się po to, by pomóc zaplanować wam i zakomunikować waszą reakcję na słowa i czyny innych ludzi. W ramach zdrowego podejścia do kwestii granic zauważacie, jak wpływa na was zachowanie innych, określacie waszą bezpieczną granicę w odniesieniu do tego zachowania, a następnie się zastanawiacie, co możecie zrobić, by tę granicę przeforsować. A zatem nie mówcie wujkowi Joemu, żeby rzucił palenie, bo byłoby to już kontrolowaniem. Możecie natomiast zauważyć, że dym papierosowy powoduje u was kaszel oraz że nieprzyjemnie pachnie, a także dodać, że nie pozwalacie palić u was w domu, i nie zapraszać go do środka, jeśli nie będzie przestrzegał tych zasad. Wyznaczacie granicę nie po to, by zawstydzić wujka Joego, zmienić jego styl życia czy zadbać o stan zdrowia, lecz by chronić samych siebie.
Dostrzegacie różnicę?
Istnieje wiele powodów, dla których możecie chcieć wyznaczyć granicę. Oznacza to, że w różnych sytuacjach będzie to różnie przebiegać. Czasami stawiacie delikatne granice w wypadku drobnych, acz frustrujących kwestii, takich jak sąsiadka, która wciąż się wprasza na wasz poranny spacer. Innym razem wytyczacie granice wobec zachowań, które rzeczywiście wyrządzają krzywdę, na przykład kiedy podczas wspólnego lunchu wasza mama krytykuje waszą wagę albo wasi rodzice informują was, że bez uzgadniania z wami zarezerwowali właśnie bilet na samolot, żeby zobaczyć swojego wnuka. (Nie potrafię sobie tego wyobrazić, ale wiele ludzi mi mówi, że takie rzeczy się zdarzają). Granice mogą brzmieć: "Mogę pospacerować z tobą w sobotę, ale w tygodniu potrzebuję czasu tylko dla siebie", "Odejdę od stołu, jeśli ciągle będziesz rozprawiać o mojej figurze" albo "Nie jesteśmy jeszcze gotowi na odwiedziny, damy wam znać, kiedy będziecie mogli do nas przyjechać".
Istnieje wiele mylących przekonań co do granic, na domiar złego nikt nam o tym nie mówi. Rzadko się rozmawia o nich w domu, nie uczy się o nich w szkole i prawdopodobnie nie należą one do elementów rozwoju zawodowego w pracy. W rzeczywistości większość tego, co wiemy o granicach, pochodzi od terapeutów z mediów społecznościowych, jeśli przypadkiem trafiliśmy na nich na TikToku. Tymczasem wyznaczanie granic to bardzo istotna umiejętność życiowa, podobnie jak organizacja czasu i zarządzanie budżetem. Niestety, jak wynika z wyciągu z mojej karty kredytowej z 2001 roku, wielu z nas zdaje sobie sprawę z braku tych umiejętności dopiero w czasie kryzysu i dlatego jesteśmy skazani na ich nabywanie w niezbyt sprzyjających okolicznościach.
To okropna i jednocześnie wspaniała wiadomość.
Okropna, ponieważ to prawdziwe panaceum na każdą życiową bolączkę było od zawsze do waszej dyspozycji, tylko że nawet o tym nie wiedzieliście. I wspaniała, gdyż właśnie za chwilę zaczniecie intensywny kurs na temat granic, który zmieni wszystko.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki