Łączymy kropki
Pewien żydowski krawiec przeniósł się do miasta w nadziei, że tam będzie miał więcej klientów i interesy będą lepiej szły. Nikogo w tym miasteczku nie znał, dlatego kiedy nadszedł szabat, poszedł do synagogi na nabożeństwo, aby nawiązać nowe kontakty. Prowadzący zwrócił się do zgromadzonych:
- Witam was na naszym nabożeństwie. Niestety naszego rabina dziś nie będzie z nami, ponieważ poszedł do nieba.
- To trochę dziwny sposób, aby powiadomić o śmierci rabina - pomyślał sobie krawiec.
Kiedy nabożeństwo dobiegło końca, krawiec wychodząc, pożegnał się z prowadzącym:
- Dziękuję za piękne nabożeństwo - powiedział - i przykro mi słyszeć, że wasz rabin umarł.
- Ale rabin nie umarł. On żyje i ma się dobrze - odpowiedział prowadzący. - On tylko poszedł do nieba, ale wróci.
- To jest naprawdę jakaś dziwna historia - pomyślał sobie krawiec i poszedł do domu.
W następny szabat znowu przyszedł na nabożeństwo i podobnie jak tydzień wcześniej prowadzący przywitał zgromadzonych, a potem powiedział:
- Wybaczcie, ale nasz rabin dziś będzie nieobecny, ponieważ poszedł do nieba.
Krawiec znowu się zdziwił i kompletnie nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć, ale przez kolejny tydzień nie miał za dużo czasu na myślenie, ponieważ przychodziło dużo nowych klientów i miał mnóstwo roboty. Jednak kiedy nadszedł szabat, znowu poszedł do synagogi i historia powtórzyła się po raz kolejny. Prowadzący nabożeństwo przeprosił, że także i dziś nie będzie rabina, ponieważ poszedł do nieba. To zaczynało być już trochę irytujące i krawiec chciał dowiedzieć się, dokąd ten rabin chodzi i co tu jest grane.
W tygodniu krawiec przypadkiem spotkał rabina na ulicy. Wyglądał na żywego i całkiem zdrowego. Z ciekawości nawet poszedł za nim, aby zobaczyć, gdzie mieszka, ponieważ postanowił sobie, że musi rozwikłać tę zagadkę.
Kiedy więc nadszedł kolejny szabat, krawiec zamiast do synagogi poszedł pod dom rabina i zaczaił się nieopodal. Nie musiał długo czekać. Rabin pojawił się w drzwiach, na plecach miał wielki worek i ruszył przed siebie. Wyszedł za miasto i dotarł na skraj lasu. A potem szedł przez las wąską ścieżką, aż dotarł do małej polany. Na tej polanie był pień drzewa, w który wbita była siekiera, a dokoła leżały konary zwalonego drzewa.
Rabin zakasał rękawy i zaczął rąbać, aż narąbał tyle kawałków drewna, ile mógł unieść. Potem dalej ruszył ścieżką w głąb lasu, aż dodarł do większej polany, na której stała stara, rozwalająca się chata. Z tej chaty wybiegła na jego powitanie gromadka sierot, którymi opiekowała się uboga wdowa. Dzieci obskoczyły go ze wszystkich stron. Zaczęły się do niego przytulać, a on głaskał je po główkach. Sięgnął do swojego worka i rozdawał im słodycze.
W końcu wszedł do domu, przywitał się z wdową i napalił w piecu. Rozpakował jedzenie, które przyniósł w worku. A potem siedzieli i rozmawiali, aż do wieczora. Wieczorem rabin pożegnał się z wdową oraz dziećmi i wrócił do domu.
Tydzień później krawiec znowu poszedł do synagogi na nabożeństwo. Prowadzący znowu wstał i przywitał wszystkich, a potem, tak jak zwykle, powiedział:
- Dziś rabina nie będzie z nami, ponieważ poszedł do nieba.
Słysząc te słowa, krawiec nie wytrzymał, zerwał się na równe nogi i zawołał:
- To nieprawda! Rabin nie poszedł do nieba. Ja wiem, dokąd on poszedł.
W synagodze zapadła niezręczna cisza. Wszystkie głowy odwróciły się w stronę krawca i wszystkie oczy były w niego wpatrzone, bo wszyscy chcieli wiedzieć, dokąd poszedł ich rabin. A krawiec zastanowił się przez chwilę nad tym, co właśnie zamierza im powiedzieć, i w końcu wydusił:
- Rabin nie poszedł do nieba... ale on - dukał krawiec - ...on poszedł... wyżej.
--------
I to już koniec? Owszem! Przypowieści często nie mówią rzeczy wprost, a kiedy już mówią, to znaczą więcej, niż mówią. No i co teraz? Teraz słuchacz musi połączyć kropki i zrozumieć, jaki jest związek pomiędzy chodzeniem do nieba a chodzeniem do biednej wdowy i sierot oraz co to znaczy, że rabin poszedł nawet wyżej niż niebo. Przypowieść znaczy więcej, niż mówi, a żeby ją zrozumieć, trzeba umieć łączyć kropki.
Historii o żydowskim krawcu na próżno by szukać w Biblii. Wiele lat temu opowiedział ją na zajęciach profesor Mark Scott17. A zrobił to, aby pokazać, że przypowieści wykorzystują różne sposoby, aby wprawić nas w zdumienie i skłonić do refleksji. Choć często tego nie zauważamy, ponieważ je dobrze znamy i już nas tak bardzo nie dziwią. Jednak w przypowieściach Jezusa, podobnie jak w historii o żydowskim krawcu, czasem pojawiają się otwarte zakończenia. Kiedy więc dobrniemy do końca w poszukiwaniu rozwiązania, to zamiast rozwiązania pojawiają się pytania: To już koniec? To wszystko? No i co z tego wynika? Wtedy odkrywamy, że przypowieści faktycznie więcej znaczą, niż mówią. One niekoniecznie muszą mieć na końcu puentę, bo sama historia często jest puentą.
Jedną z najbardziej znanych przypowieści o otwartym zakończeniu jest przypowieść o synu marnotrawnym. W tej historii zbuntowany syn prosi ojca, aby dał mu jego część spadku. Robi to, jeszcze zanim jego ojciec umarł, co było skandalicznie obraźliwym zachowaniem. Potem wyrusza w świat i trwoni wszystkie pieniądze. Kiedy nie ma już nic i cierpi głód, postanawia wrócić do ojca i prosić go, aby przyjął go jako sługę, tak aby mógł zapracować na swoje utrzymanie. Ojciec jednak wybiega mu na spotkanie, wybacza mu, przyjmuje go jako syna i wydaje dla niego przyjęcie.
Starszy brat, który przez te wszystkie lata wiernie pomagał ojcu, właśnie wraca z pola i słyszy muzykę. Kiedy dowiaduje się, że to przyjęcie na cześć młodszego brata, wpada we wściekłość. Przecież to nie jest sprawiedliwe. Ojciec wychodzi do niego i osobiście zaprasza na ucztę, przekonując, że powrót jego brata jest powodem do radości - i w tym miejscu historia się kończy. Czy starszy brat wejdzie na przyjęcie? Czy tak się obrazi, że sam wyruszy w świat? A może będzie się dąsał na ojca przez następne tygodnie? Nie znamy odpowiedzi na żadne z tych pytań, bo ta przypowieść ma otwarte zakończenie. Co więcej, nie znamy odpowiedzi na najważniejsze pytanie tej przypowieści, czyli nie wiemy, jak zachowali się słuchacze Jezusa po jej wysłuchaniu.
A Jezus opowiedział tę historię ludziom religijnym, którzy dumni ze swojej pobożności oburzali się tym, że On zasiadał z grzesznikami i wyrzutkami przy jednym stole. Czy oni po wysłuchaniu tej przypowieści dosiądą się do tego stołu wraz z Jezusem i wszystkimi innymi, czy pójdą swoją drogą? Czy uda im się połączyć kropki, czy nic nie zrozumieją i wylądują w rowie? Prawdę mówiąc, nie tylko im to grozi.
--------
Jeśli jednak prawdą jest, że przypowieści są wywrotowymi historiami, to jak je czytać, żeby nie utknąć gdzieś po drodze, nie stracić równowagi na dobre i nie wylądować w krzakach? Innymi słowami - jak łączyć kropki? Augustyn na przykład miał swój sposób łączenia kropek i interpretował je alegorycznie, czyli każdemu elementowi historii nadawał jakieś symboliczne znaczenie. A robił to w bardzo zaskakujący sposób.
Któregoś razu Jezus opowiedział historię, którą znamy jako przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Pewien człowiek podróżował z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców, którzy go poturbowali i półżywego zostawili na drodze. Tamtą drogą przechodzili kapłan, a potem Lewita, ale żaden z nich mu nie pomógł. Szedł też tamtędy Samarytanin, który zlitował się nad wędrowcem, opatrzył mu rany oliwą i winem, włożył go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i jeszcze zapłacił za opiekę nad nim.
Augustyn wyjaśnia tę przypowieść w następujący sposób. Człowiek, na którego napadli zbójcy, to Adam. Jerozolima to niebiańskie miasto pokoju. Jerycho to nowe przeznaczenie Adama, czyli jego śmiertelność. Zbójcy to diabeł i jego demony. Obrabowali go, czyli pozbawili nieśmiertelności. Zostawili na wpół żywego, to znaczy, że choć fizycznie żył, był duchowo martwy. Kapłan i Lewita to porządek Starego Testamentu, który nie może nikomu pomóc. Samarytanin to Jezus Chrystus. Oliwa to pocieszenie i dobra nadzieja. Wino to zachęta do działania. Bydlę to ciało Chrystusa, na którym poniósł nasze grzechy. Gospoda to Kościół. Dwa denary to obietnica obecnego i przyszłego życia. Gospodarz to Paweł Apostoł18. Mamy tu więc człowieka, który został napadnięty przez diabła, ale uratował go Jezus i zabrał do Kościoła, gdzie przywitał go apostoł Paweł. Nieźle, co? Jak on na to wszystko wpadł?
Augustyn wykazał się wprost niezwykłą kreatywnością i zrobił z tej przypowieści bardzo piękną historię o upadku człowieka oraz zbawieniu. Problem w tym, że to nie jest ta sama historia, którą opowiedział Jezus. Jego była o czymś zupełnie innym, a jeśli chcesz się dowiedzieć o czym, to musisz czytać dalej - dużo dalej.
Niestety, niektórzy idą w ślady Augustyna, puszczają wodze fantazji i na siłę próbują nadać jakieś symboliczne znaczenie każdemu elementowi czytanych przypowieści. Wyjaśniają więc, czym jest oliwa, której nie miały głupie panny, albo daleki kraj, do którego udał się syn marnotrawny, świnie, które pasł, albo płaszcz, który dał mu ojciec. Niebezpieczeństwo takiego podejścia polega na tym, że zamiast odkrywać znaczenie przypowieści, nadajemy im takie znaczenie, jak nam się podoba.
Dlatego znowu wracamy do pytania, jak łączyć kropki, aby połączyć te właściwe, i jak czytać wywrotowe historie, aby nie wylądować w rowie. Chcąc uniknąć tych wszystkich niepotrzebnych nieprzyjemności, warto poznać kilka praktycznych rad, jak czytać i rozumieć przypowieści Jezusa.
Pokora
Któregoś razu zupełnie niespodziewanie wpadłem w Zakościelu na mojego kolegę Ethana z czasów studiów na Uniwersytecie w Lincoln. Chcąc nadrobić dwadzieścia lat zaległości w rozmowie, postanowiliśmy zjeść razem obiad. Siedzieliśmy i wspominaliśmy naszych profesorów, a zwłaszcza jednego, Roberta Lowery'ego. Nagle Ethan popatrzył na mnie i wyrecytował:
- Najważniejszą zasadą interpretacji Biblii jest... - i tu zawiesił głos.
- Pokora - odpowiedziałem, bo to była najważniejsza lekcja, jaką doktor Lowery na różne sposoby wbijał do naszych głów. A teraz brzmiało to jak sekretne hasło absolwentów Uniwersytetu w Lincoln. Choć Robert Lowery jest już w wieczności, a my słuchaliśmy jego wykładów dwadzieścia lat temu, to niektóre rzeczy zostały z nami na zawsze. Tak jak to, że czytając Biblię, musimy wykazać się pokorą, ponieważ jest to Słowo samego Boga, a nasze próby jego wyjaśnienia, choć staranne i rzetelne, zawsze będą niedoskonałe. Przypowieści Jezusa to wywrotowe historie i największe umysły zmagały się z tym, jak je rozumieć, dlatego my, też świadomi własnych ograniczeń, musimy pamiętać, że nikt z nas nie jest ostatnią instancją ani decydującym głosem w tej dyskusji. Zasada pokory jest tu więc niezbędna.
Kontekst
Zaraz po zasadzie pokory doktor Lowery ciągle powtarzał nam inną zasadę, która jest równie niezbędna do poprawnego rozumienia Pisma Świętego, a mianowicie zasadę kontekstu. Irytuje nas, kiedy ktoś wyrywa nasze słowa z kontekstu albo opacznie je rozumie, bo wiemy, że kontekst wszystko zmienia. Mogę powiedzieć: "Marcin jest rzeźnikiem" - i to zdanie będzie miało zupełnie inne znaczenie w zależności od sytuacji. "Marcin jest rzeźnikiem i już dziesięć lat pracuje w rzeźni" - ma zupełnie inne znaczenie niż stwierdzenie: "Marcin jest rzeźnikiem, ponieważ tak nudzi na wykładach, że potrafi zarżnąć nawet najciekawszy temat, a przy okazji swoich słuchaczy" albo "Marcin jest rzeźnikiem, bo egzamin u niego to prawdziwa rzeźnia i mało kto go zalicza". Proste zdanie: "Kasia to wiedźma" - może być metaforą i oznaczać, że jest wredna, albo być dosłownym opisem jej zajęcia, ponieważ faktycznie zajmuje się czarami. Kontekst wszystko zmienia.
Podobnie rzecz ma się z przypowieściami. Nie wystarczy jedynie przeczytać historię, aby ją zrozumieć. Tak naprawdę czytanie samej historii jest najlepszą receptą na to, żeby jej nie zrozumieć. Dlatego zawsze trzeba zwracać uwagę na to, w jaki sposób autor, często na początku lub na końcu przypowieści, ją wyjaśnia i jaki podaje powód, dla którego została opowiedziana. Ponadto warto przeczytać to, co znajduje się przed przypowieścią i po niej, a przy okazji zastanowić się, dlaczego autor Ewangelii umieścił właśnie tę przypowieść w tym konkretnym miejscu.
--------
Weźmy na przykład przypowieść o pasterzu, który zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec i idzie szukać tej jednej zgubionej19. Przypowieść ta została zapisana zarówno przez Mateusza, jak i Łukasza. Jednak Mateusz w swojej Ewangelii umieścił ją w kontekście relacji we wspólnocie i dyskusji o ludziach, którzy swoim postępowaniem doprowadzają do upadku innych - tych najsłabszych, najmniejszych, najbardziej bezbronnych20. Niestety tak się zdarza, że któryś z tych najsłabszych ulega złym wpływom i gubi się tak jak owca, która odłączyła się od stada. Wtedy Bóg, jak dobry pasterz, idzie i szuka zguby, ponieważ: "nie jest wolą waszego Ojca w niebie, aby zginął jeden z tych małych"21. Ta przypowieść mówi więc o tych słabych i małych, którzy mieli relację z Bogiem, byli częścią wspólnoty, ale się pogubili, bo ktoś sprowadził ich na manowce. Ktoś zburzył ich wiarę i ich skrzywdził.
W Ewangelii Łukasza ta sama przypowieść znajduje się natomiast w zupełnie innym kontekście, a przez to ma też inne znaczenie22. Łukasz opowiada o tym, jak faryzeusze oburzali się na Jezusa, że spędza czas z grzesznikami i wyrzutkami, a nawet z nimi ucztuje. Wówczas Jezus opowiedział im przypowieść o zgubionej owcy, którą podsumował słowami: "Podobnie w niebie większa będzie radość z jednego skruszonego grzesznika niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują opamiętania"23. W tym kontekście i z takim podsumowaniem odkrywamy, że ta przypowieść nie dotyczy słabych i bezradnych, którzy pogubili się gdzieś w swojej relacji z Bogiem, bo ktoś ich skrzywdził. Ta historia mówi o tych, którzy sami wybrali życie bez Boga, świadomie się od Niego odwrócili albo po prostu nigdy w Niego nie uwierzyli. Takich właśnie Bóg szuka i cieszy się, kiedy się znajdują.
--------
Jednak kiedy jeszcze uważniej przyglądamy się kontekstowi tej przypowieści w Ewangelii Łukasza, odkrywamy, że jest to pierwsza z serii trzech podobnych historii o tym, co zgubione i znalezione: o zgubionej owcy, o zgubionej monecie i o zgubionym synu, zwana też przypowieścią o synu marnotrawnym. W takim przypadku, kiedy mamy serię trzech przypowieści, przesłanie wszystkich trzech najczęściej znajduje się w ostatniej. A te konkretne przypowieści są bardzo podobne , gdyż we wszystkich jest jakaś zguba. W pierwszej gubi się owca - jedna ze stu. W drugiej moneta - jedna z dziesięciu. W trzeciej syn - jeden z dwóch. Za każdym razem stawka więc rośnie.
W tych historiach jednak nie tylko coś albo ktoś się gubi, ale też się znajduje. Potem jest impreza, a na końcu wszyscy się cieszą. Tylko czy wszyscy? Otóż nie wszyscy. Jak już wcześniej zauważyliśmy, w ostatniej przypowieści pojawia się starszy brat, który nigdy nie opuścił domu ojca i zawsze ciężko pracował. On wcale się nie cieszy. Nie cieszy się tak bardzo, że nawet nie chce wziąć udziału w przyjęciu wydanym z okazji powrotu młodszego brata. A to dlatego, że jak już sobie powiedzieliśmy wcześniej, ta przypowieść została opowiedziana dla faryzeuszy, którzy jak starszy brat nie cieszyli się, że ci pogubieni wracają do domu. Oni z takimi ludźmi się nie zadawali, a Jezus do takich przyszedł.
Mamy więc dwie bardzo podobne historie o zgubionej owcy. Ta z Ewangelii Mateusza mówi o małych i słabych w wierze, którzy byli częścią wspólnoty, ale się pogubili, ponieważ ktoś ich skrzywdził i sprowadził na manowce. Zaś ta z Ewangelii Łukasza mówi o grzesznikach i celnikach, którzy z własnego wyboru wpakowali się w tarapaty i wybrali życie, które Bogu się nie podoba. Ta sama historia ma inne znaczenie w różnych kontekstach i ma inny cel. Dlatego tak ważne jest zwracanie uwagi na kontekst, czyli na to, co wcześniej, i na to, co potem.
Zdziwienie
Przypowieści to wywrotowe historie, które wywołują zdziwienie - trochę tak ja ta zasłyszana niegdyś opowieść, w której żona przychodzi rano do męża i mówi:
- Kochanie! Miałam sen i śniło mi się, że mężczyzna, który mnie bardzo kocha, podarował mi bardzo drogi naszyjnik. I to zupełnie bez okazji. Wyobrażasz to sobie?
Mąż, zaskoczony i nieco zmieszany tą wiadomością, podrapał się po głowie, ale nie odezwał się ani słowem, tylko poszedł do pracy. Następnego dnia rano, kiedy żona weszła do kuchni, zobaczyła pięknie zapakowane pudełko z dołączonym liścikiem: "Od mężczyzny, który Cię kocha". Szybko rozwiązała wstążki, zerwała papier, a kiedy otworzyła pudełko, znalazła w nim... książkę do interpretacji snów.
Tego się nie spodziewaliśmy. Jednak tak właśnie działają przypowieści. Zaskakują i wywołują zdziwienie. Wcześniej wspominaliśmy o tym, że w przypowieściach czasem występuje jakiś element zaskoczenia typu odwrócenie ról albo niespodziewane, otwarte zakończenie. Jednak oprócz tego trzeba zauważyć, że przypowieści są dziwnymi historiami i jeśli chce się je zrozumieć, nie można przegapić ich dziwności i potrzeba umiejętności zdziwienia.
Pasterz odkrywa, że brakuje mu jednej owcy, więc zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć na pustkowiu i idzie szukać jednej. Zostawia owce na pustkowiu? Jaki pasterz tak robi? Co, jeśli one mu się rozbiegną i pogubią? Kupiec znalazł cenną perłę i tak bardzo chciał ją mieć, że sprzedał wszystko, co ma. Świetnie, tylko z czego on teraz będzie żył? Ma perłę, ale stracił majątek.
Historia o dwóch dłużnikach mówi o tym, że jeden z nich był dłużny królowi dziesięć tysięcy talentów, czyli sześćdziesiąt milionów denarów, to jest sześćdziesiąt milionów dniówek. Kto pożycza takie pieniądze? Przecież wiadomo, że takiego długu nie można spłacić. W przypowieści o robotnikach w winnicy ci, którzy pracowali cały dzień, czyli dwanaście godzin, dostali takie samo wynagrodzenie jak ci, którzy pracowali przez jedną godzinę wieczorem. Przecież to niesprawiedliwe. No właśnie.
Przypowieści to historie na opak i one mają za zadanie wywoływać w nas zdziwienie. Dlatego najczęściej to, co jest najdziwniejsze w przypowieści, to właśnie to, co najmocniej wiąże się z jej przesłaniem. To jest ten wywrotowy element, który przewraca nasze myślenie do góry nogami i wołamy: Jakie to dziwne! To niesprawiedliwe! W życiu to tak nie działa! Ale dlaczego tak? I właśnie ta dziwność sprawia, że zaczynamy inaczej patrzeć na życie i uczymy się, jak funkcjonuje Boże Królestwo. Często poprzez te najdziwniejsze elementy w historii odkrywamy, na czym polega łaska, czyli ta niezasłużona przychylność Boga, którą On niejednokrotnie okazuje w sposób najmniej oczekiwany tym ludziom, po których najmniej byśmy się tego spodziewali.
W przypowieści o synu marnotrawnym młody człowiek, po tym, jak roztrwonił swoją część spadku, w końcu postanowił wrócić do domu. W drodze obmyślał, jak przekonać ojca, aby go przyjął, i zdecydował, że mu powie: "Nie jestem godny być twoim synem. Zatrudnij mnie jako swojego sługę". Ojciec widzi go z daleka, biegnie do niego i obejmuje go. A potem nie pozwala mu nic powiedzieć, każe przynieść dla niego płaszcz, sandały i pierścień, a więc tym samym przyjmuje go jako syna i nazywa go swoim synem. Co to jednak znaczy w praktyce? Z czego będzie żył jego syn? Swoje pieniądze już roztrwonił, a to, co zostało, należy przecież do jego brata. Czy ojciec zabierze więc starszemu bratu, aby dać młodszemu, czy faktycznie zatrudni go jako pracownika?24
A może wcale nie o to tutaj chodzi, ponieważ ta historia to OBRAZ miłości ojca do syna, Boga do człowieka. Dalej ten OBRAZ staje się LUSTREM, w którym widzimy samych siebie. A to LUSTRO staje się OKNEM, przez które inaczej patrzymy na Boga, na samych siebie i innych pogubionych.
--------
Jeśli więc przypowieści są trochę jak dowcip, to żeby je zrozumieć, trzeba umieć się dziwić i zadawać właściwe pytania. Jeśli nie umiemy się dziwić i zadajemy niewłaściwe pytania, to możemy przegapić nie tylko sens przypowieści, ale sens wszystkich innych gatunków literackich, włączając w to dowcipy.
Któregoś razu spotykasz znajomego i opowiadasz mu dowcip:
- Przychodzi baba do lekarza...
A on nagle ci przerywa i zadaje całą serię pytań:
- To był specjalista czy lekarz rodzinny? A ona miała ubezpieczenie czy poszła prywatnie? W jakim wieku była ta baba? Długo czekała w kolejce?
Ty patrzysz zdziwiony i myślisz sobie: "Ale te pytania nie mają sensu. Tutaj nie o to chodzi. To jest dowcip, a nie sprawozdanie z wizyty u lekarza. Musisz się wsłuchać, dać się zaskoczyć, a potem najlepiej się roześmiać".
Dlatego nie dadzą się zaskoczyć przypowieściom ci, którzy uważają, że one faktycznie musiały się wydarzyć, i tak jak w opowieści o dowcipie zadają pytania:
- A to prywatna wizyta czy na NFZ?
- No i z czego teraz będzie żył ten syn marnotrawny?
Oczywiście wielu mówców wykaże się kreatywnością i wyjaśni, co pasterz zrobił z tymi dziewięćdziesięcioma dziewięcioma owcami, które zostały na pustkowiu, z czego żyli kupiec, który kupił perłę, i ten syn, który wrócił do domu. Jeśli bowiem zakładamy, że to są historie, które musiały się wydarzyć, to całą ich dziwność trzeba jakoś wygładzić i wyjaśnić, żeby brzmiały sensownie i prawdopodobnie dla współczesnych, sceptycznych słuchaczy. Tylko że wyjaśniając je w ten sposób, gubi się sedno tych historii, bo to nie są kronikarskie sprawozdania o realiach pasterstwa, decyzjach biznesowych kupców czy rodzinnych perypetiach rolników. To są wywrotowe historie o Bogu, Jego Królestwie i życiu według zasad tego Królestwa. Jezus opowiadał przypowieści po to, aby uczyć, i one celowo miały być dziwne, żeby nie dawać nam spokoju i wybijać nas z równowagi. A my mamy się tak zdziwić, żeby zacząć myśleć i zrobić krok do przodu.
Gdzie te kropki?
Któregoś razu ktoś rzucił wyzwanie Ernestowi Hemingway'owi, aby w sześciu słowach opowiedział historię. A on to zrobił tak: "Na sprzedaż: buciki dziecięce, nigdy nienoszone". Tylko sześć słów, a za nimi kryje się historia opowiadająca o czyimś doświadczeniu. Choć nikt tej historii nam nie opowiedział w całości, to my sami łączymy kropki pomiędzy słowami a życiem i tę historię tworzymy w swoich umysłach, wypełniając luki. Zastanawiamy się, dlaczego ktoś miałby sprzedawać nienoszone buciki dziecięce.
Sztuka łączenia kropek jest też niezbędna do zrozumienia przypowieści. Skoro "Bóg jest jak poeta, który przemawia do świata poprzez metafory, symbole i przypowieści", to potrzeba wyobraźni, żeby ten niezwykły język Boga zrozumieć i docenić25. Wyobraźnia to właśnie umiejętność łączenia kropek i dostrzegania połączeń pomiędzy ideami, obrazami czy doświadczeniami, które wcześniej wydawały się ze sobą niepowiązane.
W życiu nieustannie posługujemy się wyobraźnią. Kiedy próbujesz wytłumaczyć dziecku, jakie są konsekwencje nieodrabiania lekcji, to odwołujesz się do jego wyobraźni: "Jeśli nie będziesz odrabiać lekcji, to nauczycielka będzie się gniewać i wstawi ci jedynkę. A jak będziesz mieć dużo jedynek, to nie zdasz do następnej klasy, będziesz powtarzać rok i nie będziesz się uczyć ze swoimi kolegami". Choć jeszcze nigdy nie dostał jedynki, odwołujesz się do wyobraźni, mówiąc o tym, co może się wydarzyć, bo chcesz, aby zobaczył możliwe konsekwencje. Chcesz, aby połączył kropki i dostrzegł związek między swoim obecnym zachowaniem a tym, co go czeka.
Podobnie rzecz ma się z metaforami. Chcąc je zrozumieć, też trzeba posługiwać się wyobraźnią i umieć łączyć kropki. Kiedy więc czytam, że Jezus jest Królem, to muszę dostrzec powiązania pomiędzy osobą Jezusa a pojęciem króla. Jezus jest Królem, ponieważ panuje nad całym stworzeniem, ustanawia doskonałe Prawo, karze tych, którzy to Prawo łamią, ale też troszczy się o swoich poddanych i ich broni. Tak więc istnieje wiele podobieństw pomiędzy Jezusem a ideą króla.
Jednak choć Jezus jest podobny do królów, jakich znamy, to też się od nich znacząco różni. Królowie rządzą, a potem umierają i ich władza się kończy. Czasem swoje panowanie zdobywają podstępem lub przemocą. Żyją na koszt swoich poddanych i zdarza się, że ich wykorzystują. Bywa, że są okrutnymi tyranami, którzy zamiast chronić poddanych, krzywdzą, zamiast pilnować przestrzegania prawa, sami je łamią. Dlatego chcąc zrozumieć, co znaczy, że Jezus jest Królem, potrzebujemy wyobraźni, aby dostrzec, w czym jest On podobny, a w czym niepodobny do królów, jakich znamy ze swojego doświadczenia.
--------
Przypowieści też wymagają od nas wyobraźni. Choć z przypowieściami jest jak z pacjentami u lekarza, każdy przypadek jest inny i należy traktować go indywidualnie. Dlatego z tym dostrzeganiem powiązań jest tak, że w niektórych dzieje się to zupełnie naturalnie, a w przypadku innych musimy trochę pomyśleć. W jednych tych powiązań jest mniej, a w innych - całkiem sporo.
Jezus porównał kiedyś Królestwo Niebios do skarbu, który człowiek znalazł na roli26. Ukrył go dobrze. Sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę, a wraz z nią skarb. Królestwo Niebios jest więc tak cenne jak skarb, za który trzeba oddać wszystko, co mamy.
Człowiek znajduje skarb ? Ktoś znajduje Królestwo Niebios
Skarb jest wart wszystkiego ? Królestwo Niebios jest warte wszystkiego
Człowiek sprzedaje wszystko ? Ktoś oddaje wszystko, co ma, za Królestwo
Oczywiście porównanie Bożego Królestwa do skarbu ma swoje granice i kiedy łączymy kropki, to musimy zwrócić uwagę zarówno na to, jak Królestwo jest podobne do skarbu, jak i na to, jak jest od niego różne. Przecież życia wiecznego nie można kupić, tak jak bohater przypowieści kupił skarb razem z kawałkiem ziemi. Skarb można też zgubić, ukraść, można go komuś podarować, ale żadnej z tych rzeczy nie można zrobić z Bożym Królestwem. Łącząc kropki, zwracamy więc uwagę na to, co podobne i niepodobne.
W innych przypowieściach, tak jak w przypowieści o czterech rodzajach gleby, tych powiązań jest dużo więcej. Wyszedł siewca, aby siać, a jego ziarna spadały na różne grunty i nie przyniosły żadnego plonu. Tylko jeden grunt okazał się żyzną glebą, która przyniosła plon. Jezus sam wyjaśnia tę przypowieść, pokazując powiązania i łącząc za nas kropki27. Jezus mówi, że ziarno to Słowo, a różnymi rodzajami gleby są różne rodzaje słuchaczy, którzy na swój sposób reagują na słyszane Słowo. Jedni są zatwardziali jak ubita droga, inni - płytcy jak skalisty grunt, jeszcze inni nawet przyjmują Słowo, ale zagłusza je zachwaszczone i cierniste życie. W końcu są też tacy, którzy je przyjmują i wydają plon.
Ziarno ? Słowo
Gleba ? Słuchacze
Ubita droga, ptaki ? Słuchają Słowa, ale przychodzi zły i je zabiera
Grunt skalisty ? Przyjmują Słowo, ale brakuje korzenia i Słowo usycha
Ciernie ? Przyjmują Słowo, ale troski je zaduszają
Dobra gleba ? Przyjmują Słowo i wydają obfity plon
Wcześniej, odwołując się do przykładu Augustyna i jego twórczej interpretacji przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, mówiliśmy o tym, żeby nie szukać w przypowieściach powiązań, których tam nie ma. Zazwyczaj nie ma też konieczności wyjaśniania każdego elementu przypowieści, ponieważ są one tylko częścią historii, która w całości przekazuje konkretne przesłanie. Jednak są też takie przypowieści, gdzie sam Jezus albo autor Ewangelii wyjaśniają poszczególne elementy, i wtedy musimy wziąć to pod uwagę. W niektórych skupiamy się więc tylko na głównym przesłaniu, a inne, takie jak przypowieść o siewcy, wymagają też przyjrzenia się szczegółom. Zawsze to sam tekst dyktuje, co zrobić. Chcąc jednak wiedzieć, które kropki łączyć, a których nie, musimy zrobić kolejny krok i dowiedzieć się, jak odkryć cel przypowieści.
Cel
Czasem z tymi kropkami to nie jest tak oczywista sprawa. Nawet w przytaczanej wcześniej przypowieści, którą prorok Natan opowiedział Dawidowi, nie wszystkie kropki zdają się pasować. W jego historii bogaty człowiek zabrał biedakowi jego jedyną owieczkę i kazał ją zabić. A przecież w rzeczywistości to Uriasz zginął, a nie jego żona Batszeba, którą Dawid mu zabrał. Jednak mimo to Dawid doskonale zrozumiał tę historię, ponieważ zrozumiał jej cel i przesłanie. Tu nie chodziło o szczegóły, kto kogo zabił, to była historia o tym, że ktoś bezprawnie zabrał coś, co do niego nie należało. Ta historia mówiła o niesprawiedliwości, która domagała się kary. Przy okazji odkrywamy, że takie właśnie są przypowieści. To wywrotowe historie i kiedy myślimy, że już je rozgryźliśmy, i wiemy, jak je wyjaśniać, odkrywamy, że w przypowieści jest coś nie tak i te kropki nie do końca pasują, co prowokuje do dalszego myślenia. Dlatego próbując te kropki łączyć, nie możemy tego robić mechanicznie, musimy wsłuchać się w historię jako całość, aby zrozumieć jej cel i zamiar autora.
Dlatego czytając przypowieści, zawsze warto zadać sobie pytanie, jaki jest cel tej historii i po co została opowiedziana. Czy Jezus opowiada tę historię, bo próbuje nas nauczyć czegoś o pasterstwie, rolnictwie czy budownictwie, a może czegoś zupełnie innego? Jaka ponadczasowa prawda kryje się w tej przypowieści i jakie jest jej główne przesłanie?28
--------
Skoro przypowieści to wywrotowe historie, to w tym rozdziale mogliśmy dowiedzieć się o tym, jak dać się im wywrócić, ale przy okazji nie wpaść do rowu albo w krzaki. Innymi słowami mówiąc, uczyliśmy się, jak i które kropki łączyć, aby odkryć cel i przesłanie przypowieści. Jeśli przebrnąłeś przez te rozważania, to moje gratulacje, ponieważ od tego momentu będzie tylko przyjemniej, bo zamiast mówić o przypowieściach, zaczniemy się im przysłuchiwać. Opowiadać je będą dwie zacne postacie o barwnych życiorysach: celnik Mateusz i doktor Łukasz. Jeśli więc przypowieści to wywrotowe historie, przed nami czas na wywrotkę z celnikiem Mateuszem.