Wystarczy tylko chwila - Ramenda Nadia

Kup ebooka

12.80 zł
10.62 zł (10,88 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 1 Kilka lat wcześniej

Gdy wróciłam ze szkoły, odrazu podbiegłam do mamy by spytać jak się czuję. Odrazu nalałam też jej ciepłej herbaty i usiadłam przy niej.

- Jak się czujesz? - spytałam.

- No nawet, nawet, ale jutro mam kolejną wizytę w szpitalu. Biorę chemię. - odpowiedziała.

- Aha dobrze, to nie pójdę na dodatkowe lekcje, pojadę z tobą. - wypowiedziałam z troską.

- Dziękuję, ale nie musisz. - powiedziała.

- Muszę, muszę. - oznajmiłam. - Chce być przy tobie.

Gdy w końcu matka ustąpiła, to ugotowałam obiad, znaczy się to wsumie tylko podgrzałam wczorajsze spaghetti. Podeszłam do mamy i podałam obiad mówiąc.

- Smacznego.

- Dziękuje, ty też sobie zjedź. - odpowiedziała. - żebyś nie była głodna bo zaraz masz akrobatykę.

- Dobrze, zjem. - oznajmiłam.

Poinformowałam mamę, że nie zakluczam drzwi.

Kiedy dotarłam na przystanek to usiadłam na ławce i akurat zadzwoniła do mnie przyjaciółka z akrobatyki.

- Hej kiedy będziesz? - spytała Wera.

- Dopiero przyszłam na przystanek. - oznajmiłam. - będę za pół godziny. - rzekłam.

- Spoczko, narka. - powiedziała żegnając się

W czasie gdy jechałam busem przeglądałam sobie portale społecznościowe. Instagram, tik tok. Niby to pochłaniacze czasu, ale jakoś im nie wierzę.

Kiedy wysiadłam z busa to skierowałam się do sklepu po picie. Wchodząc zauważyłam dziwną osobę, bardzo podejrzaną. Była cała na czarno ubrana i miała maskę na pół twarzy i trzymała coś w rekawie. Dałam sobie spokój i wyszłam z tego sklepu.

- Jeju, co dziś ludzie mają w tych głowach. - mówiłam cichym głosem.

Gdy dotarłam na akrobatykę przywitałam się z paniami i poszłam do szatni. Ubrałam stroj artystyczny, związałam włosy w kitkę i skierowałam się na salę gimnastyczną. Wychowawczynie już rozkładały szarfy oraz koła akrobatyczne, gdy znienacka od tyłu przytuliła mnie Weronika.

- No cześć, w końcu jesteś. - krzyknęła zadowolona.

- No jestem, a teraz ty mnie tu nie zagaduj i chodź się rozgrzewać.

Zakładając, że Wera to niezła gaduła to ciągłe obiecywanie, że już nie będzie rozmawiać okazuje się błędne. No ale cóż, trzeba się z tym pogodzić. Nie uwierzę jej, że to się zmieni. Akurat w tym przypadku nie sądzę. Nie że jej nie lubię czy coś, no ale po prostu już tak jest. Przechodząc do rozgrzewki to już mieliśmy kończyć lecz pani nas poinformowała o ważnej sprawie.

- Dziewczyny, szykują się zawody więc proszę się starać. - wypowiedziała. - Wybiorę 5 najlepszych dziewcząt, które pojadą na zawody do Los Angeles. - wypowiedziała.

W trakcie treningu pani zawołała mnie samą do biura. Wyglądała na bardzo zmartwioną, bałam się trochę co chce mi przekazać.

- Emi, bo jest taka sprawa.. two-twoja mama jest w szpi-szpitalu straciła przytomność. - z jękiem wypowiedziała.

- Coo, ale jak to..- łzy zaczęły mi napływać do oczu.

- Choć, ubieraj się i jedziemy do niej dziewczęta zostaną z paniami.

Gdy wyszła to odrazu skuliłam się na krześle wiedząc że mama jest chora i nie chce jej stracić, ponieważ nie mam kogo kto by się mną zajął. Nie mam jeszcze 18 lat. Sama w tamtym momencie nie wiedziałam co się dzieje. Pani mnie zawołała i wsiadłam z mega szybkim tempem do samochodu.

- Proszę by nic jej nie było, proszę by nic jej nie było. - powtarzałam cichym głosem.

Już gdy byliśmy przy szpitalu wybiegliśmy z auta i szliśmy pod salę mamy. Zapytaliśmy czy możemy wejść. Lekarze potaknęli głową i z zadyszką weszliśmy do pokoju.

- Co jej jest? - spytałam.

- Pani Magdalena Warren straciła przytomność. - odparł. - W tym momencie badamy jej tętno, serce raz bije ze zbyt przyspieszonym tempem lub rzadko bije, Magdalena mówi też że ma trudności z oddychaniem. Narazie nie mówimy co to ale wykrywamy niewydolność serca. - powiedział lekarz.

Usiadłam koło mamy i zaczęłam ją głaskać. Było mi jej tak żal, gdyż tyle przeżyła a teraz musi tak cierpieć. Modliłam się w myślach tak bardzo, by mama szybko wyzdrowiała.