Dzieciaki to Miśka, Wojtek, Skowronek i Kajtek. Mamy niebieskie komórki i wspólnego różowego laptopa, bo tata stwierdził, że ma być różowy, bo to dla dzieciaków. Chłopaki obraziły się na tatę za ten różowy i za te dzieciaki. Więc ja, Miśka, postanowiłam zarządzać laptopem. Niestety, chłopaki uporały się z akceptacją różowego koloru i natychmiast postanowiły przejąć laptopa w swoje ręce, ponieważ stanowią większość. Faktycznie, dodając kicię Tonię i psa Bryzka musiałyśmy z mamą przyznać, że chłopaki plus tata mają rację, ponieważ w domu liczebnie dominują. Więc sprawę rozpatrując ilościowo laptop powinny przejąć chłopaki, a ja na dostawkę do komputera. Nie mogłam się z tym pogodzić. Mama tajemniczo uśmiechała się, sugerując, że trzeba coś wymyślić. Wsparła nas też Tonia, która jakby wyczuła problem i solidarnie nas nie odstępowała.
- Czy jest możliwość, żebyśmy jednakowo korzystali z laptopa? - zapytałam Kajtka.
- No jest, musisz nas przekonać, że jest was sześć Misiek w jednej - roześmiali się, będąc pewnymi, że to niemożliwe.
- Raczej niemożliwe - pomyślałam, ale tym bardziej postanowiłam odzyskać dostęp do laptopa. Następnie powiedziałam chłopakom, że są rzeczywiście dzieciakami, bo nie rozumieją, że ich wyliczanki kogo więcej, a kogo mniej, czyli chłopaków czy dziewczyn i uzależnianie od tego przynależności, na przykład do zabawy, to nazywa się dyskryminacja.
- Miśka, skąd ty taka mądra jesteś i do tego znasz takie dziwne wyrazy? - ironicznie stwierdził, a następnie zapytał Skowronek.
- Dobra - w rezultacie przytaknął, bo nie cierpi gdy mówi się, że jest dzieciakiem i do tego niewiele wiedzącym. -Ale musisz być także niedyskryminacyjna.
Pewnie. Pobiegłam po Tonię i w ogródku narwałam różowych stokrotek. Kilka wpięłam za obróżkę Toni, z części zrobiłam sobie wianuszek na głowę, a z resztą wkroczyłam do pokoju, w którym rozpostarci na podłodze przed laptopem dyskutowali chłopcy.
- Ale różowych - skomentował Wojtek.
- Jest nas mnóstwo stokrotek - zażartowałam, robiąc trochę naiwną minę i udając powabną stokrotkę.
- Miśka bądź sobą - błagalnie zawołały chłopaki. - Tyle was stokrotek i tylko nas trzech oraz tata plus Bryzek - roześmiali się z faktycznie liczebnie niekorzystnej dla nich sytuacji.
- Nie gniewaj się Miśka...
- Nie jestem dyskryminacyjna - roześmiałam się.
Poproszę muszelkę
Siedzę na brzegu morza i rozgarniam ręką wodę...
- Poproszę muszelkę - powtarzam.
Woda tylko lśni wesoło i podpływając do mnie figlarnie szumi, tworząc na piasku strumyki.
Obiecałam koleżankom przywieźć z wakacji muszelkę.
- Proszę muszelkę.
Morze rozkłada bezradnie swoje fale, przelewam garścią wodę... Nie znajduję muszelki.
- Co tak siedzisz? - przechodzi koło mnie Kajtek i zagląda po co tak rozgarniam piasek na brzegu morza. - Tracisz czas na dłubanie w piasku, lepiej zbudujmy z niego zamek.
- Zamek z piasku jest nietrwały, bo z piasku. Trochę tylko postoi na brzegu morza, aby w końcu fale rozpuściły wszystko co zrobimy.
- To co z tego - mówi Kajtek. - Przecież to zabawa. Poza tym gdy go zostawimy, może po nas ktoś się nim zaopiekuje albo coś dobuduje lub wymyśli w nim nową zabawę. A pewnie i fale mają zabawę rozpuszczając zamek z piasku.
- Może... - wciąż jednak myślałam o muszelkach.
W tym czasie Kajtek zabrał się do pracy. Wykorzystał mój odgarnięty piasek oraz miejsce, które idealnie nadawało się na budowę.
- Robisz fosę - powiedział. - A ja mury obronne.
- A czego będą bronić?
- Zamku przed fosą i.... intruzami.
- Intruzami?
- No wiesz, to tacy, którzy by chcieli zniszczyć zamek.
- Więc fosa też jest intruzem?
- Gdyby woda z fosy zaczęła zalewać mury obronne to tak. Ale buduj Miśka fosę i nie zadawaj głupich pytań.
Łopatką wykopałam duże koło w piasku, które wypełniła woda. Kajtek w tym czasie ulepił z piasku mury. W środku zaś zostało jeszcze miejsce na zamek.
Przybiegli Wojtek i Skowronek.
- Co robicie dzieciaki?
- Dzieciaki budują zamek - trochę z przekąsem odpowiedziałam.
- Dobra, to my dołączamy się do tego.
Szybko powstawały piaskowe stożki, a ja przy pomocy wiaderka zrobiłam dwie wieże, zaś Skowronek ulepił ozdobne kule, którymi przyozdobił czubek wieży i stożków.
Nagle rozgrzebując piasek coś zamigotało mi pomiędzy palcami. Perłowa masa zalśniła i zaraz schowała się znowu.
- Mam, mam muszelkę! - zawołałam.
Wyjęłam jedną, a za nią była następna i jeszcze jedna.
- Idą intruzi! - wrzasnął w tym samym momencie Kajtek.
Z końca plaży biegły dzieciaki, takie jak my.
Kajtek, Skowronek i Wojtek stanęli jak obronni rycerze przed zamkiem z piasku.
- Co tak stoicie na baczność? Co tam chowacie?
- Dzieciaki, bardzo ciekawskie jesteście - powiedziałam.
Dzieciaki oburzyły się za nazwanie ich dzieciakami.
- Jesteśmy Aśka, Jacek i Ewka. Cześć!
Trochę nam się nieprzyjemnie zrobiło, że potraktowaliśmy ich jak intruzów.
- Nie chcecie zniszczyć naszego zamku?
-Skąd! Pokażcie co zrobiliście.
Rozstąpiliśmy się.
- Super, fantastyczne! Możemy się z wami bawić?
- W intruzów?
- W życzliwych intruzów... I dobudujemy może jeszcze coś od siebie.
Roześmialiśmy się wszyscy. A następnie już spora grupa rozbudowywała na brzegu morza zamek oraz teren zamku. Podchodzili do nas młodsi i starsi, chwalili albo proponowali jeszcze jakiś nowy pomysł. Ktoś przyniósł trochę roślin i ozdobił plac przed zamkiem, jeszcze inny patykami wzmocnił mury obronne oraz zrobił na fosie mostek.
- Imponujące - stwierdził tata, gdy przyszedł zobaczyć, czym z taką pasją się zajęliśmy.
- Ale to tylko z piasku - mruknęłam. - Nie można zabrać na pamiątkę.
- Znalazłam muszelkę - zawołała Ewka. - Chcesz?
- Poproszę muszelkę... -roześmiałam się, przypominając sobie prośby do morza. - Myślałam, że ich nigdy nie znajdę. Ale zatrzymaj ją, tobie morze też przyznało nagrodę. Weź na pamiątkę. Ja też znalazłam kilka...
- Dzieciaki, pozwólcie, że i ja wam przyznam nagrodę - zaproponował tata. - Zapraszam na lody.
- Hurra!
Idąc po lody coraz bardziej oddalaliśmy się od naszego zamku z piasku, który pozostawiliśmy morzu na pamiątkę. Ja na pamiątkę miałam muszelki.
Po co komu wieloryb?
Gdybym była wielorybem...
- O czym myślisz Miśka? - pyta wskakując do pokoju Wojtek.
- Gdybym była wielorybem... Wyobraź sobie Wojtek!
- Oj Miśka, dopiero byliśmy nad morzem, a ty wciąż jakbyś tam była. I do tego chcesz zamienić się w rybę?
- Jestem jak najbardziej w domu, a o wielorybach dowiedziałam się, że są wielkie i łagodne, chociaż wzbudzają strach, gdy ktoś nie wie, że z wody morskiej wyłania się nie wieloryb, tylko...
- Smok na przykład - zachichotał Wojtek. - Poza tym Miśka mała jesteś i nikt cię z wielorybem nie pomyli, więc po co wydziwiasz?
- Nic nie rozumiesz... Można sobie wymyślać, ale wiedzieć, że to na niby. I więcej wiesz, gdy sobie wyobrazisz... że jesteś wielorybem na przykład.
- Co wiem?
- Że możesz być wielki i sympatyczny.
- A gdybym był korniszonem?
- To mógłbyś być malutki, ale pysznie pyszny sympatyczny.
- Wszyscy w twoim wymyślonym świecie są sympatyczni Miśka? - ironicznie popatrzył na mnie Wojtek.
- No gdybyś był wielorybem Wojtkiem... To nie wiem co myśleć o wielorybie.
- Że nie wszystkie wieloryby są sympatyczne, chociaż są wielkie - spuentował Wojtek, który nie chciał być wielorybem.
- Wojtek jest bardzo konkretny. Niczego sobie nie wymyśla - pomyślałam.
- Miśka, mam pomysł na nową zabawę!
- A jednak coś potrafisz wymyślić! - pobiegłam do pokoju brata.
Raz, dwa, trzy
Obudziliśmy się wcześnie rano. Sobota. Rodzice planują sprzątanie.
- Kajtek i Skowronek sprzątają swój pokój, Wojtek pomaga Miście w jej pokoju, następnie sprząta swój, w czym pomogą mu Skowronek i Kajtek, gdy sprzątną swój pokój - przydzielili nam czynności rodzice.
- Ale to wszystko zagmatwane - stwierdziłam.
Jeszcze bardziej zagmatwane okazało się powakacyjne sprzątanie. Przez miesiąc nieobecności w domu nazbierało się wszędzie kurzu, w kącie leżał jeszcze niezupełnie rozpakowany plecak, a pamiątki z rozmaitych miejsc z wakacji także nie znalazły jeszcze swojego miejsca. Gdy pakowałam się na wyjazd nad morze, nie mogłam znaleźć kilku rzeczy, więc aby było szybciej trochę porozrzucałam zabawki, także i w szafie był bałagan. Oczywiście Wojtek musiał to skomentować:
- Ale bałagan w twoim pokoju Miśka. Wstydź się. I ty dziewczyna podobno jesteś, a dziewczyny to niby takie porządnickie.
- Podobno... - odpowiedziałam jak echo i wysypałam na środek pokoju torbę z kredkami i mazakami.
- Zwariowałaś Miśka - zdenerwował się Wojtek. - Przecież do jutra tego nie posprzątamy, a poza tym, dlaczego ja mam ci pomagać, a nie Kajtek i Skowronek?
- Bo Kajtek i Skowronek to małe dzieciaki, a ty jesteś najstarszy dzieciak - stwierdziłam i usiadłam na podłodze, przypatrując się porozrzucanym na dywanie kartonom.
- Rysowałam wakacje, a następnie co będzie po wakacjach - powiedziałam jakby do siebie, ale tak aby brat usłyszał.
- Tym razem we wróżkę się bawisz - zażartował Wojtek.
- Nie, w malarkę... Tylko chyba trochę brakuje mi zdolności. Usłyszałam o nich, gdy rodzice po kolacji dyskutowali o tym, jakie my, dzieciaki, mamy zdolności. Najdłużej zastanawiali się nad moimi, bo podobno mam ich wiele, tylko żadne nie są szczególnie rozwinięte i uzgodnili, że po wakacjach zacznę je rozwijać. Postanowiłam więc sama spróbować.... A zaczęłam od rysowania - wyznałam Wojtkowi.
- No i co?
- To chyba nie ta najlepsza z moich zdolności - podetknęłam mu swoje rysunki.
Wojtek wziął kartony do ręki i zaczął przeglądać.
- Podoba mi się... Szczególnie ta plaża z morzem i piaskowym zamkiem, a także żuczek oraz rowerowa wycieczka. O! I łąka doskonała. Ej Miśka, fajnie rysujesz... A to co? - wskazał na niewielki obrazek.
- To kubełek.
- Kubełek?
- Wczoraj narysowałam, myśląc o przyszłości - zaczęłam się śmiać. - Wróżką jestem, prawda? Narysowałam co będziemy dzisiaj robić... Sprzątać.
W kącie pokoju stał jeszcze pusty kubełek.
- A co dzisiaj narysujesz Miśka?
- No jeszcze nie wiem, ale chyba nic istotnego, poza tym to miał być wazon, a wyszedł kubełek, a kwiatów nie zdążyłam dorysować. Tak sobie zażartowałam z tą wróżką, bo chciałabym mieć magiczną różdżkę, aby samo się posprzątało.
- Samo się nic nie zrobi Miśka - wpadli do pokoju Skowronek i Kajtek szczęśliwi, że już skończyli swoje porządki.
- O czym mówicie i dlaczego nie sprzątacie? - zapytali zaciekawieni.
- Bo Miśka ma zdolności zagadywania sytuacji, to znaczy mówi, mówi, mówi, mówi i w tym czasie nic nie robi i ja nic nie robię, bo jej słucham.
- I co ci powiedziała? - dopytywał Skowronek.
- Że nie ma zdolności do rysowania.
- A ten kubełek mi się podoba - ocenił Kajtek.
- To nie kubełek, tylko wazon - rozgniewana zaczęłam sprzątać. - Ty Kajtek masz podobno zdolności matematyczne, więc policz ile kubełków mi potrzeba na te wszystkie śmieci - dodałam.
Kajtek jednak zawołał do Skowronka:
- Bierzemy Bryzka i idziemy na spacer. Dziś mam zdolność spacerowania ze swoim psem i w ogóle rodzice wcale nie znają naszych zdolności.
- Ale powiedzieli także, że masz bardzo dobre serduszko, bo kochasz zwierzęta - klepnęłam Kajtkowi. - To też jest zdolność, wiec jednak trochę nas znają.
Kajtek, zdziwiony tym co powiedziałam, popatrzył na kubełek, a następnie na bałagan i z dumą wyrecytował:
- Raz, dwa, trzy. Potrzebne ci będą trzy kubełki do sprzątania.
Wiecie... Faktycznie potrzebne były trzy kubełki. Ale ten Kajtek liczy.