Wyspy Prawdopodobne - Monika Raczkowska-Zabawa

Kup ebooka

8.54 zł
7.09 zł (7,26 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
Dlaczego stokrotka?

Dzieciaki to Miśka, Wojtek, Skowronek i Kajtek. Mamy niebieskie komórki i wspólnego różowego laptopa, bo tata stwierdził, że ma być różowy, bo to dla dzieciaków. Chłopaki obraziły się na tatę za ten różowy i za te dzieciaki. Więc ja, Miśka, postanowiłam zarządzać laptopem. Niestety, chłopaki uporały się z akceptacją różowego koloru i natychmiast postanowiły przejąć laptopa w swoje ręce, ponieważ stanowią większość. Faktycznie, dodając kicię Tonię i psa Bryzka musiałyśmy z mamą przyznać, że chłopaki plus tata mają rację, ponieważ w domu liczebnie dominują. Więc sprawę rozpatrując ilościowo laptop powinny przejąć chłopaki, a ja na dostawkę do komputera. Nie mogłam się z tym pogodzić. Mama tajemniczo uśmiechała się, sugerując, że trzeba coś wymyślić. Wsparła nas też Tonia, która jakby wyczuła problem i solidarnie nas nie odstępowała.

- Czy jest możliwość, żebyśmy jednakowo korzystali z laptopa? - zapytałam Kajtka.

- No jest, musisz nas przekonać, że jest was sześć Misiek w jednej - roześmiali się, będąc pewnymi, że to niemożliwe.

- Raczej niemożliwe - pomyślałam, ale tym bardziej postanowiłam odzyskać dostęp do laptopa. Następnie powiedziałam chłopakom, że są rzeczywiście dzieciakami, bo nie rozumieją, że ich wyliczanki kogo więcej, a kogo mniej, czyli chłopaków czy dziewczyn i uzależnianie od tego przynależności, na przykład do zabawy, to nazywa się dyskryminacja.

- Miśka, skąd ty taka mądra jesteś i do tego znasz takie dziwne wyrazy? - ironicznie stwierdził, a następnie zapytał Skowronek.

- Dobra - w rezultacie przytaknął, bo nie cierpi gdy mówi się, że jest dzieciakiem i do tego niewiele wiedzącym. -Ale musisz być także niedyskryminacyjna.

Pewnie. Pobiegłam po Tonię i w ogródku narwałam różowych stokrotek. Kilka wpięłam za obróżkę Toni, z części zrobiłam sobie wianuszek na głowę, a z resztą wkroczyłam do pokoju, w którym rozpostarci na podłodze przed laptopem dyskutowali chłopcy.

- Ale różowych - skomentował Wojtek.

- Jest nas mnóstwo stokrotek - zażartowałam, robiąc trochę naiwną minę i udając powabną stokrotkę.

- Miśka bądź sobą - błagalnie zawołały chłopaki. - Tyle was stokrotek i tylko nas trzech oraz tata plus Bryzek - roześmiali się z faktycznie liczebnie niekorzystnej dla nich sytuacji.

- Nie gniewaj się Miśka...

- Nie jestem dyskryminacyjna - roześmiałam się.

Poproszę muszelkę

Siedzę na brzegu morza i rozgarniam ręką wodę...

- Poproszę muszelkę - powtarzam.

Woda tylko lśni wesoło i podpływając do mnie figlarnie szumi, tworząc na piasku strumyki.

Obiecałam koleżankom przywieźć z wakacji muszelkę.

- Proszę muszelkę.

Morze rozkłada bezradnie swoje fale, przelewam garścią wodę... Nie znajduję muszelki.

- Co tak siedzisz? - przechodzi koło mnie Kajtek i zagląda po co tak rozgarniam piasek na brzegu morza. - Tracisz czas na dłubanie w piasku, lepiej zbudujmy z niego zamek.

- Zamek z piasku jest nietrwały, bo z piasku. Trochę tylko postoi na brzegu morza, aby w końcu fale rozpuściły wszystko co zrobimy.

- To co z tego - mówi Kajtek. - Przecież to zabawa. Poza tym gdy go zostawimy, może po nas ktoś się nim zaopiekuje albo coś dobuduje lub wymyśli w nim nową zabawę. A pewnie i fale mają zabawę rozpuszczając zamek z piasku.

- Może... - wciąż jednak myślałam o muszelkach.

W tym czasie Kajtek zabrał się do pracy. Wykorzystał mój odgarnięty piasek oraz miejsce, które idealnie nadawało się na budowę.

- Robisz fosę - powiedział. - A ja mury obronne.

- A czego będą bronić?

- Zamku przed fosą i.... intruzami.

- Intruzami?

- No wiesz, to tacy, którzy by chcieli zniszczyć zamek.

- Więc fosa też jest intruzem?

- Gdyby woda z fosy zaczęła zalewać mury obronne to tak. Ale buduj Miśka fosę i nie zadawaj głupich pytań.

Łopatką wykopałam duże koło w piasku, które wypełniła woda. Kajtek w tym czasie ulepił z piasku mury. W środku zaś zostało jeszcze miejsce na zamek.

Przybiegli Wojtek i Skowronek.

- Co robicie dzieciaki?

- Dzieciaki budują zamek - trochę z przekąsem odpowiedziałam.

- Dobra, to my dołączamy się do tego.

Szybko powstawały piaskowe stożki, a ja przy pomocy wiaderka zrobiłam dwie wieże, zaś Skowronek ulepił ozdobne kule, którymi przyozdobił czubek wieży i stożków.

Nagle rozgrzebując piasek coś zamigotało mi pomiędzy palcami. Perłowa masa zalśniła i zaraz schowała się znowu.

- Mam, mam muszelkę! - zawołałam.

Wyjęłam jedną, a za nią była następna i jeszcze jedna.

- Idą intruzi! - wrzasnął w tym samym momencie Kajtek.

Z końca plaży biegły dzieciaki, takie jak my.

Kajtek, Skowronek i Wojtek stanęli jak obronni rycerze przed zamkiem z piasku.

- Co tak stoicie na baczność? Co tam chowacie?

- Dzieciaki, bardzo ciekawskie jesteście - powiedziałam.

Dzieciaki oburzyły się za nazwanie ich dzieciakami.

- Jesteśmy Aśka, Jacek i Ewka. Cześć!

Trochę nam się nieprzyjemnie zrobiło, że potraktowaliśmy ich jak intruzów.

- Nie chcecie zniszczyć naszego zamku?

-Skąd! Pokażcie co zrobiliście.

Rozstąpiliśmy się.

- Super, fantastyczne! Możemy się z wami bawić?

- W intruzów?

- W życzliwych intruzów... I dobudujemy może jeszcze coś od siebie.

Roześmialiśmy się wszyscy. A następnie już spora grupa rozbudowywała na brzegu morza zamek oraz teren zamku. Podchodzili do nas młodsi i starsi, chwalili albo proponowali jeszcze jakiś nowy pomysł. Ktoś przyniósł trochę roślin i ozdobił plac przed zamkiem, jeszcze inny patykami wzmocnił mury obronne oraz zrobił na fosie mostek.

- Imponujące - stwierdził tata, gdy przyszedł zobaczyć, czym z taką pasją się zajęliśmy.

- Ale to tylko z piasku - mruknęłam. - Nie można zabrać na pamiątkę.

- Znalazłam muszelkę - zawołała Ewka. - Chcesz?

- Poproszę muszelkę... -roześmiałam się, przypominając sobie prośby do morza. - Myślałam, że ich nigdy nie znajdę. Ale zatrzymaj ją, tobie morze też przyznało nagrodę. Weź na pamiątkę. Ja też znalazłam kilka...

- Dzieciaki, pozwólcie, że i ja wam przyznam nagrodę - zaproponował tata. - Zapraszam na lody.

- Hurra!

Idąc po lody coraz bardziej oddalaliśmy się od naszego zamku z piasku, który pozostawiliśmy morzu na pamiątkę. Ja na pamiątkę miałam muszelki.

Po co komu wieloryb?

Gdybym była wielorybem...

- O czym myślisz Miśka? - pyta wskakując do pokoju Wojtek.

- Gdybym była wielorybem... Wyobraź sobie Wojtek!

- Oj Miśka, dopiero byliśmy nad morzem, a ty wciąż jakbyś tam była. I do tego chcesz zamienić się w rybę?

- Jestem jak najbardziej w domu, a o wielorybach dowiedziałam się, że są wielkie i łagodne, chociaż wzbudzają strach, gdy ktoś nie wie, że z wody morskiej wyłania się nie wieloryb, tylko...

- Smok na przykład - zachichotał Wojtek. - Poza tym Miśka mała jesteś i nikt cię z wielorybem nie pomyli, więc po co wydziwiasz?

- Nic nie rozumiesz... Można sobie wymyślać, ale wiedzieć, że to na niby. I więcej wiesz, gdy sobie wyobrazisz... że jesteś wielorybem na przykład.

- Co wiem?

- Że możesz być wielki i sympatyczny.

- A gdybym był korniszonem?

- To mógłbyś być malutki, ale pysznie pyszny sympatyczny.

- Wszyscy w twoim wymyślonym świecie są sympatyczni Miśka? - ironicznie popatrzył na mnie Wojtek.

- No gdybyś był wielorybem Wojtkiem... To nie wiem co myśleć o wielorybie.

- Że nie wszystkie wieloryby są sympatyczne, chociaż są wielkie - spuentował Wojtek, który nie chciał być wielorybem.

- Wojtek jest bardzo konkretny. Niczego sobie nie wymyśla - pomyślałam.

- Miśka, mam pomysł na nową zabawę!

- A jednak coś potrafisz wymyślić! - pobiegłam do pokoju brata.

Raz, dwa, trzy

Obudziliśmy się wcześnie rano. Sobota. Rodzice planują sprzątanie.

- Kajtek i Skowronek sprzątają swój pokój, Wojtek pomaga Miście w jej pokoju, następnie sprząta swój, w czym pomogą mu Skowronek i Kajtek, gdy sprzątną swój pokój - przydzielili nam czynności rodzice.

- Ale to wszystko zagmatwane - stwierdziłam.

Jeszcze bardziej zagmatwane okazało się powakacyjne sprzątanie. Przez miesiąc nieobecności w domu nazbierało się wszędzie kurzu, w kącie leżał jeszcze niezupełnie rozpakowany plecak, a pamiątki z rozmaitych miejsc z wakacji także nie znalazły jeszcze swojego miejsca. Gdy pakowałam się na wyjazd nad morze, nie mogłam znaleźć kilku rzeczy, więc aby było szybciej trochę porozrzucałam zabawki, także i w szafie był bałagan. Oczywiście Wojtek musiał to skomentować:

- Ale bałagan w twoim pokoju Miśka. Wstydź się. I ty dziewczyna podobno jesteś, a dziewczyny to niby takie porządnickie.

- Podobno... - odpowiedziałam jak echo i wysypałam na środek pokoju torbę z kredkami i mazakami.

- Zwariowałaś Miśka - zdenerwował się Wojtek. - Przecież do jutra tego nie posprzątamy, a poza tym, dlaczego ja mam ci pomagać, a nie Kajtek i Skowronek?

- Bo Kajtek i Skowronek to małe dzieciaki, a ty jesteś najstarszy dzieciak - stwierdziłam i usiadłam na podłodze, przypatrując się porozrzucanym na dywanie kartonom.

- Rysowałam wakacje, a następnie co będzie po wakacjach - powiedziałam jakby do siebie, ale tak aby brat usłyszał.

- Tym razem we wróżkę się bawisz - zażartował Wojtek.

- Nie, w malarkę... Tylko chyba trochę brakuje mi zdolności. Usłyszałam o nich, gdy rodzice po kolacji dyskutowali o tym, jakie my, dzieciaki, mamy zdolności. Najdłużej zastanawiali się nad moimi, bo podobno mam ich wiele, tylko żadne nie są szczególnie rozwinięte i uzgodnili, że po wakacjach zacznę je rozwijać. Postanowiłam więc sama spróbować.... A zaczęłam od rysowania - wyznałam Wojtkowi.

- No i co?

- To chyba nie ta najlepsza z moich zdolności - podetknęłam mu swoje rysunki.

Wojtek wziął kartony do ręki i zaczął przeglądać.

- Podoba mi się... Szczególnie ta plaża z morzem i piaskowym zamkiem, a także żuczek oraz rowerowa wycieczka. O! I łąka doskonała. Ej Miśka, fajnie rysujesz... A to co? - wskazał na niewielki obrazek.

- To kubełek.

- Kubełek?

- Wczoraj narysowałam, myśląc o przyszłości - zaczęłam się śmiać. - Wróżką jestem, prawda? Narysowałam co będziemy dzisiaj robić... Sprzątać.

W kącie pokoju stał jeszcze pusty kubełek.

- A co dzisiaj narysujesz Miśka?

- No jeszcze nie wiem, ale chyba nic istotnego, poza tym to miał być wazon, a wyszedł kubełek, a kwiatów nie zdążyłam dorysować. Tak sobie zażartowałam z tą wróżką, bo chciałabym mieć magiczną różdżkę, aby samo się posprzątało.

- Samo się nic nie zrobi Miśka - wpadli do pokoju Skowronek i Kajtek szczęśliwi, że już skończyli swoje porządki.

- O czym mówicie i dlaczego nie sprzątacie? - zapytali zaciekawieni.

- Bo Miśka ma zdolności zagadywania sytuacji, to znaczy mówi, mówi, mówi, mówi i w tym czasie nic nie robi i ja nic nie robię, bo jej słucham.

- I co ci powiedziała? - dopytywał Skowronek.

- Że nie ma zdolności do rysowania.

- A ten kubełek mi się podoba - ocenił Kajtek.

- To nie kubełek, tylko wazon - rozgniewana zaczęłam sprzątać. - Ty Kajtek masz podobno zdolności matematyczne, więc policz ile kubełków mi potrzeba na te wszystkie śmieci - dodałam.

Kajtek jednak zawołał do Skowronka:

- Bierzemy Bryzka i idziemy na spacer. Dziś mam zdolność spacerowania ze swoim psem i w ogóle rodzice wcale nie znają naszych zdolności.

- Ale powiedzieli także, że masz bardzo dobre serduszko, bo kochasz zwierzęta - klepnęłam Kajtkowi. - To też jest zdolność, wiec jednak trochę nas znają.

Kajtek, zdziwiony tym co powiedziałam, popatrzył na kubełek, a następnie na bałagan i z dumą wyrecytował:

- Raz, dwa, trzy. Potrzebne ci będą trzy kubełki do sprzątania.

Wiecie... Faktycznie potrzebne były trzy kubełki. Ale ten Kajtek liczy.