4
Biura sekcji zabójstw i przestępstw przeciwko osobie,
kwestura w Cagliari
Starsza inspektor Mara Rais rozłączyła się i purpurowa ze złości, potrząsnęła głową.
- Szlag - zaklęła pod nosem.
Jej koledzy podnieśli wzrok znad swoich papierów i spojrzeli na nią z uśmiechem. Patrząc na nich, zdała sobie sprawę, że ktoś im już powiedział. Kolejne dźgnięcie w plecy.
- Co tam, Mara? - zapytał jeden z miną niewiniątka. - Jakiś problem?
- Farci wcisnął mi tego szurniętego Barralego i jego seryjnych morderców.
Personel sekcji zabójstw wydziału śledczego, ściśnięty we wspólnym pomieszczeniu, wybuchnął jednogłośnym śmiechem. Moreno Barrali był tutaj stałym przedmiotem żartów; jego długo karmiona obsesja na punkcie zabójstw sprzed lat - dla niego były to mordy rytualne - sprawiła, że nękał kolegów i przełożonych, aby uzyskać ponowne otwarcie dawnych spraw.
- Cóż, Mara, właśnie cię przenieśli do spraw niezałatwionych, więc to chyba naturalne, że chcą, byś spiknęła się z Barralim, co nie?
- No pewnie. Tylko na to czekałam. Poza tym to się nazywa sekcja spraw nierozwiązanych, Piras - odparła Mara, wstając i zostawiając pudła, do których pakowała swoje osobiste rzeczy w ramach przeniesienia do komórki uznawanej przez wszystkich za najgłębszą otchłań czyśćcową wydziału śledczego.
- Gdzie idziesz?
- Fariscazzustusu - syknęła Mara po sardyńsku, niezbyt elegancko sugerując koledze, by zajął się swoimi sprawami. Wściekłym krokiem ruszyła w kierunku gabinetu szefa sekcji zabójstw, Giacoma Farciego.
- Mara, to chyba nie jest dobry pomysł - ostrzegła ją Ilaria Deidda, jedna z nielicznych osób w wydziale, z którymi się dogadywała.
Mara Rais była dobrą policjantką, ale miała charakterek. Nie umiała zmilczeć, kiedy należało, i przez to stała się solą w oku przełożonych, którzy łatwo zapominali o jej kompetencjach, a zamiast tego zwracali uwagę na niewyparzony język; każdy pretekst był dobry, aby posadzić ją za biurkiem w celu zminimalizowania szkód powodowanych przez jej "barwną dialektykę", jak to określił kwestor.
- Spokojnie, nie zamierzam do niego strzelać. Przynajmniej nie tutaj - zażartowała Mara, po czym zapukała do drzwi i weszła, nie czekając, aż przełożony zaprosi ją do środka.
- Proszę, rozgość się, Rais - powiedział ironicznie nadkomisarz Giacomo Farci, widząc swoją pyskatą inspektor tudzież byłą koleżankę, z którą kilka lat wcześniej pracował w sekcji do spraw walki z przestępczością zorganizowaną.
Kobieta zamknęła drzwi, szeroko otworzyła oczy i jeszcze szerzej rozłożyła ramiona w geście niedowierzania.
- Słuchaj, ja wszystko rozumiem. Chcą się na mnie zemścić? Doskonale, to skurwysyństwo, ale rozumiem. Chcą mi zniszczyć karierę? W sumie już to zrobili. Ale Barrali? Naprawdę aż tak nisko upadłam?
- On umiera, Mara. Przynajmniej tyle możemy zrobić. Wysłuchaj go, niech myśli, że nam zależy. Tylko o to cię proszę. Mimo wszystko jest jednym z nas - powiedział przełożony.
- Więc co mam zrobić? Pracować razem z nim?
Jej słowa były zabarwione ironią.
- Nie. Moreno wciąż jest na zwolnieniu. Zbliża się do terminalnego stadium choroby i raczej nie wróci do służby.
- Bardzo mi go szkoda. No ale co? Mam słuchać jego wywodów o seryjnym mordercy z nuragów tylko dlatego, że zaraz umrze?
- Siadaj.
- Nie chcę siadać. To był twój pomysł?
Farci nie odpowiedział i zamknął akta z prokuratury.
- Wiedziałam. To kolejne kurewstwo Del Greca, co?
W odpowiedzi Farci tylko kiwnął głową. Rzucił jej wymowne spojrzenie i dał znak, żeby ściszyła głos.
- Uspokój się i usiądź, do cholery.
Policjantka ograniczyła się do skrzyżowania rąk na piersi i nie zmieniła wojowniczej miny.
- Mara, proszę cię - powiedział Farci, sięgnął po teczkę z biurka i podał jej bez komentarza.
Otworzyła z nieufnym wyrazem twarzy. Były to akta osobowe policjantki, starszej inspektor Evy Croce.
- Co to...?
- Przeczytaj - polecił Farci.
Eva Croce specjalizowała się w śledztwach badających sekty i rytualne zbrodnie, pracowała w drugim oddziale Centralnej Służby Operacyjnej - innymi słowy w policyjnej elicie - i należała do sekcji badającej nakrwawsze morderstwa na terenie kraju. Z akt wynikało, że po kilku latach spędzonych w rzymskiej siedzibie CSO została oddelegowana w charakterze wsparcia do wydziału śledczego w jej rodzinnym Mediolanie. Aktualnie przeniesiono ją do dyspozycji Biura Przestępstw Nierozwiązanych, ogólnokrajowej struktury zapewniającej wsparcie i doradztwo wydziałom śledczym w terenie.
- Bardzo się cieszę z jej powodu, ale...
- Przeczytaj jeszcze to, co masz na drugiej stronie.
Było tam polecenie służbowe informujące kobietę i wydział śledczy przy via Amat o przeniesieniu do pomocy w tworzeniu nowo powstałej eksperymentalnej komórki spraw nierozwiązanych pracującej w ramach sekcji zabójstw w Cagliari.
- Nie mów mi...
- Tak, to twoja nowa koleżanka.
- Że też o tym nie pomyślałam. Wyrzucenie mnie z sekcji zabójstw nie wystarczyło. Teraz podsyłasz mi jeszcze babysitterkę z kontynentu. Dziękuję bardzo, Giacomo - warknęła Rais, gwałtownie zamykając teczkę.
- Odezwij się tak jeszcze raz, a wyślę cię do kierowania ruchem w Sant'Elia, cumprendiu*?
Ostry ton zaskoczył Marę. Na pozór szorstki Farci był dobrodusznym mężczyzną, jednym z niewielu sojuszników, których miała w kwesturze, i prawie nigdy nie używał sardyńskiego w pracy. Jeśli to zrobił, to oznaczało, że ona i jej niewyparzona gęba przekroczyły granicę.
- Nie mam pojęcia, kim jest ta cała Croce, ale jeśli z takim życiorysem ją tu przysłali, to z pewnością za karę - kontynuował komisarz. - Przez ponad rok była na zwolnieniu lekarskim, a teraz od czterech miesięcy przebywa na płatnym urlopie w ramach środków ostrożności, cokolwiek to znaczy. Musiała zrobić coś głupiego albo nadepnąć na odcisk komuś ważnemu. Mnie to nie obchodzi. Zależy mi tylko na tym, żebyście od razu wzięły się do pracy.
- Znaczy jakiej pracy? Chodzi o opiekę nad tym świrem Barralim?
- Nie. Już ci to mówiłem i po raz ostatni powtórzę: w ramach sekcji spraw nierozwiązanych macie zrobić trzy rzeczy. Po pierwsze, przejrzeć akta przysłane do nas z Rzymu, zobaczyć, czy są jakieś tropy do przeanalizowania i czy czegoś nie pominięto w czasie pierwotnych śledztw. Po drugie, ocenić, czy opłaca się komuś uwikłanemu w stare sprawy założyć ogon albo podsłuch. I na to dajemy sobie dokładny czas: dwa, najwyżej trzy miesiące na sprawę. Po trzecie, zaproponować prokuraturze plan śledztwa w najciekawszych sprawach, a jeśli dostaniemy zgodę, zająć się nimi. Wszystko jasne?
- To jakieś szaleństwo - mruknęła kobieta.
- Nie usłyszałem.
- Powiedziałam, że starzy śledczy nie przyjmą tego dobrze, jeśli będę badała ich...
- Nie jesteśmy tu po to, by poprawiać błędy naszych kolegów. Wręcz przeciwnie. Skontaktujecie się z nimi, jeśli jeszcze żyją, bo chcemy ich sugestii. Będziecie miały do dyspozycji mały zespół techników kryminalistyki, którzy pomogą, jeśli prokuratura i sędziowie śledczy pozwolą.
- To strata czasu.
- Potrzebujemy liczb: wydział musi zwiększyć procent rozwiązanych spraw. Jeśli nie potrafimy tego zrobić, możemy pożegnać się z subwencjami i nowym personelem. Trzeba poprawić współczynniki zamkniętych śledztw. Czy będzie to sprawa aktualna, czy sprzed trzydziestu lat, dla statystyki nie ma żadnego znaczenia.
- A Barrali?
- Wierzymy mu czy nie, facet jest jednym z filarów w kwesturze. Zapieprzał przez ponad czterdzieści lat. I nikt mu niczego nie ułatwiał.
- Daj spokój. Nigdy nie zastanawiałeś się dlaczego? - rzuciła Rais z wyrazem kpiącego zdziwienia.
Farci to zignorował.
- Del Greco, wicekwestor i ja chcemy dać mu szansę. Już mówiłem, jesteśmy mu to winni. Ty i Croce wykorzystacie go jako konsultanta i będziecie pracować nad jego morderstwami równolegle, niezależnie od waszych spraw.
- To wszystko legendy.
- Nie, dopóki ktoś nie zamknie sprawy. W każdym razie chcę, żebyś się temu przyjrzała. Są co najmniej dwie potwierdzone ofiary. Morderstwa nigdy nie zostały rozwiązane, co oznacza, że sprawca wciąż może być na wolności. Sprawca lub sprawcy.
- Nawet jeśli, to na pewno nie żyje.
- Być może, ale Barrali nie chce odejść z wyrzutami sumienia i szczerze mówiąc, ja też nie. To jest numer twojej partnerki - dodał, wręczając jej kartkę. - Wiem, że wolałabyś teraz pracować sama, ale nie ja ustalam zasady doboru partnerów.
- Nie do wiary - wyszeptała, nerwowo masując czoło i próbując odzyskać odpowiednią samokontrolę.
- Będziecie spędzać razem dużo czasu, więc sugeruję, żebyś dobrze zaczęła i zaprzyjaźniła się z nią. Zobacz, czy czegoś nie potrzebuje. Krótko mówiąc, pokaż jej, że słynna sardyńska gościnność nie jest tylko legendą.
- Giacomo... - westchnęła policjantka, wstając i rzucając akta na biurko.
- Dottore*. Od teraz jestem dla ciebie dottor Farci, Mara.
- Ależ oczywiście. Mam też zwracać się do ciebie w trzeciej osobie?
- Pohamuj sarkazm, Rais. Pamiętaj, że w tej chwili jesteś na widelcu, a to - mężczyzna stuknął w akta - jest preferencyjne traktowanie, bo gdybym za ciebie nie poręczył, kwestor przeniósłby cię do Barbagii.
- Mówisz tak, bo to nie ciebie obmacywał ten piździelec.
- Było wewnętrzne śledztwo, które...
- Które przetrąciło mi kręgosłup, nie przyznając mi racji, Farci. Przepraszam, dottor Farci. Ten kutas zjebał mi karierę, rozumiesz? I to dzięki tym sprzedajnym kurwom, o, przepraszam, naszym koleżankom, które zeznawały na jego korzyść.
- Rais, odpuść sobie i bądź wdzięczna, że masz jeszcze pracę. Walczyłaś, ale to on wygrał. Radzę uznać ten wątek za zamknięty, dla dobra wszystkich. Zwłaszcza twojego.
Rzuciła mu pogardliwe spojrzenie i ruszyła do drzwi.
- I pamiętaj - dodał na koniec Farci. - Moja matka mawiała: "Mało słów, wiele mądrości".
- I ty tak poważnie?
- To powiedzenie pasuje do ciebie jak ulał, co nie?
"Ma ba' far? coddai"*, przeklęła go w myślach, wychodząc z gabinetu.