Perspektywa lepszego życia zachęciła mnie, by wyemigrować z rodzinnego kraju. Nic mnie nie trzymało w Polsce, a Floryda kusiła niczym zakazany owoc. Kamila, moja przyjaciółka, co tydzień opowiadała przez Messengera o swoich przygodach, których musiałam doświadczyć na własnej skórze. Zazdrościłam jej i to był dobry pretekst, by dokonać zmian w życiu. Rozejrzałam się po moim wynajmowanym mieszkaniu. Wszystkie rzeczy były w kartonach w magazynie, nic nie świadczyło o tym, że mieszkałam tutaj prawie dwa lata. Przed drzwiami stała mała walizka - jedyna, którą zabierałam ze sobą w tę daleką podróż za ocean. Wszyscy pytali, czy nie boję się takich radykalnych zmian. Moja odpowiedź zawsze była taka sama: "nie". Zmiany są dobre, a ja właśnie teraz ich potrzebowałam. Pragnęłam zacząć żyć na nowo w innym miejscu, by zostawić przeszłość daleko za sobą. Tutaj nie czekało mnie już nic nowego. Wyjęłam z torebki piwo, które kupiłam na tę okazję. Musiałam lekko się znieczulić przed lotem, zaplanowanym na punkt dwudziestą. Wybrałam nocny, by mieć ciszę i móc przespać większość lotu - albo i cały, jak dobrze pójdzie. Z natury jestem aż zanadto aktywna, a siedzenie w metalowej puszce nie było moim ulubionym zajęciem. Czekałam podekscytowana, przebierając nogami w miejscu, aż do czasu, kiedy przyjechała moja taksówka.
Ahoj, przygodo! Florydo, nadciągam!
Na warszawskim Modlinie na szczęście odprawa poszła bardzo szybko. Zaopatrzyłam się w kanapkę, w razie gdybym zgłodniała. Rozparta na niewygodnym, plastikowym siedzeniu, przyglądałam się ludziom kręcącym się w tę i z powrotem. Snułam daleko idące plany i marzenia, które zamierzałam zrealizować. Nawet nie zauważyłam, jak szybko uciekał mi czas. Wywołali mój lot, więc niemalże w podskokach poszłam na ostatnią odprawę przed wejściem do maszyny. Miałam tylko walizkę podręczną, dlatego wszystko trwało zdecydowanie krócej. Stewardesa pokazała mi kierunek, a numer fotela w samolocie znałam na pamięć. Ciężko było go zapomnieć - potrafiłam kilka razy dziennie oglądać bilet. Odnalazłam siedzenie w klasie ekonomicznej. Niestety miejsca na bagaże podręczne znajdowały się przy suficie, a ja nie byłam obdarzona wysokim wzrostem. Moje nędzne próby zdały się na nic i już wiedziałam, że sama nie dam rady, cokolwiek bym nie robiła.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.