Chcąc sprawdzić zaskakujące wyniki badania Lairda, naukowcy opracowali
własne wersje eksperymentu, zastępując atrapy elektrod innymi
rekwizytami. Badacze z Uniwersytetu Michigan zaczerpnęli pomysł od
fotografów, prosząc ochotników, aby powtarzali samogłoski "i", przez co
wykrzywiali twarz w grymas przypominający uśmiech, oraz "u", co
skutkowało miną wyrażającą niesmak10. Psychologowie z Uniwersytetu Waszyngtońskiego przymocowali do wewnętrznych końców brwi
uczestników badania kołeczki golfowe, a następnie poprosili ich, aby
wykrzywili twarze w jeden z dwóch grymasów11. Członkowie
pierwszej grupy opuszczali brwi tak, aby kołeczki zetknęły się ze sobą,
tworząc w konsekwencji "nieszczęśliwą" minę. Druga grupa miała pilnować,
aby kołeczki się ze sobą nie stykały, co nadawało twarzom bardziej
"neutralny" wyraz.
W prawdopodobnie najbardziej znanym badaniu przeprowadzonym przez
niemieckich naukowców uczestnikom powiedziano, że wezmą udział w teście
sprawdzającym nową metodę nauki pisania, przeznaczoną dla osób
sparaliżowanych od szyi w dół12. Połowa ochotników przytrzymywała
ołówek horyzontalnie, pomiędzy zębami (co zmuszało ich do "uśmiechu"),
druga połowa zaś przytrzymywała go w zaciśniętych wargach (co tworzyło
grymas niezadowolenia).
Uczestnicy badań, którzy powtarzali samogłoskę "i", nie stykali
golfowych kołeczków i trzymali ołówki w zębach, odczuwali poprawę
samopoczucia. W każdym kolejnym badaniu uzyskiwano te same wyniki co
Laird, a tym samym potwierdzano prawdziwość teorii Jamesa. Nasze
zachowania wpływają na to, jak się czujemy, a tym samym jesteśmy w stanie wywoływać u siebie dowolne emocje, tak jak sugeruje reguła "tak
jakby".
Podekscytowani wynikami naukowcy przystąpili do prac, które miały dać
odpowiedź na pytanie, w jaki sposób powyższa reguła wpływa na ludzkie
ciało oraz mózg.
Ciało i mózg
Paul Ekman z Uniwersytetu Kalifornijskiego poświęcił na badanie emocji i wyrazów twarzy całą karierę naukową. W jej toku stworzył wyczerpujący
podręcznik ludzkiej mimiki (pięciusetstronicowy traktat referujący, w jaki sposób czterdzieści trzy mięśnie ludzkiej twarzy układają się w tysiące min), doradzał służbom mundurowym podczas przesłuchań
podejrzanych, stwierdzając, czy kłamią, poprzez obserwację ich twarzy,
był także konsultantem przy produkcji serialu telewizyjnego Magia
kłamstwa.
Na początku kariery Ekman zainteresował się tematem wpływu ludzkiej
mimiki na odczuwane przez nas uczucia i postanowił dowiedzieć się, w jaki sposób reguła "tak jakby" odnosi się do naszych ciał. Jego badania
i ich zaskakujące wyniki oddają po części hołd teorii Jamesa. Ekman
podłączał zgłaszających się do jego laboratorium ochotników do maszyny,
która stale monitorowała ich tętno oraz temperaturę skóry13.
Następnie prosił ich o wykonanie dwóch zadań. Pierwsze miało ich
rozzłościć, przypominali sobie bowiem wydarzenia z przeszłości, które
wywołały w nich gniew, przeżywając je ponownie w myślach. Drugie było
prostsze -?wykrzywiali twarz w grymasie gniewu (ściągnięte i opuszczone
brwi, uniesione powieki, zaciśnięte wargi). Procedurę tę powtarzano
wielokrotnie, dobierając inne wydarzenia, inne miny oraz inne emocje, w tym strach, smutek, szczęście, zdziwienie czy niesmak.
Nie powinno dziwić, że odtwarzanie prawdziwych uczuć wywoływało u uczestników badania określone reakcje fizjologiczne. Strach przekładał
się na przyspieszone tętno i niską temperaturę ciała, a szczęście -?na
spowolnienie pracy serca i podwyższenie temperatury. Co ciekawe,
dokładnie te same rezultaty otrzymano dzięki zmianom mimiki. Kiedy
badani wykrzywiali twarze w grymasie wyrażającym lęk, ich serca
zaczynały bić szybciej, a temperatura spadała. Kiedy się uśmiechali,
tętno opadało, a temperatura rosła.
Chcąc sprawdzić, czy odnotowany mechanizm jest "wmontowany" w ludzką
psychikę, Ekman wybrał się z grupą asystentów na drugi koniec świata i powtórzył eksperyment na jednej z wysp zachodniej Indonezji14.
Otrzymał identyczne wyniki, co sugerowało, że reguła "tak jakby" nie
jest wytworem kultury Zachodu, lecz powstała na drodze ewolucji
ludzkiego gatunku.
Badania Ekmana wykazały, że zachowując się tak, jakbyśmy odczuwali
określoną emocję, wpływamy nie tylko na swoje samopoczucie, lecz również
na swoje ciała.
Współcześni naukowcy wykorzystali te odkrycia i posiłkując się
najnowszymi technologiami, sprawdzili, w jaki sposób reguła "tak jakby"
wpływa na ludzkie mózgi. Gdybyśmy ucięli sobie głowy i przyjrzeli się
fragmentom mózgu znajdującym się u jego pnia, najbliżej kręgosłupa,
zauważylibyśmy dwa elementy ulokowane symetrycznie po obu stronach
rdzenia kręgowego. To ciała migdałowate (nazwane tak z powodu swojego
kształtu). Są małe, ale dobrze połączone z innymi fragmentami mózgu, i odgrywają bardzo istotną rolę w naszym codziennym życiu, gdyż
odpowiadają za przeżywanie emocji, a w szczególności strachu.
Rolę, którą te "straszne" migdały spełniają w przeżywaniu uczucia
strachu, zilustrowali niedawno naukowcy, badając pacjentkę ukrytą pod
inicjałami S.M.15. Cierpiała ona na chorobę Urbacha-Wiethego,
rzadkie zaburzenie genetyczne niszczące między innymi ciała migdałowate.
W trakcie wywiadu z S.M. badacze zwrócili uwagę na to, że opisując
wydarzenia z przeszłości, w których powinna odczuwać strach,
stwierdziła, że się nie bała. Kiedy napadnięto ją w parku i napastnik
przyłożył S.M. do szyi nóż, grożąc, że zrobi jej krzywdę, nie czuła w ogóle strachu. Jej wzrok padł na pobliski kościół. Spokojnym i opanowanym głosem odparła: "Jeśli masz zamiar mnie zabić, to najpierw
zmierzysz się z aniołami mojego Pana". Zaskoczony i zdezorientowany
napastnik puścił S.M. wolno.
Naukowcy postanowili wystraszyć pacjentkę. Najpierw zabrali ją do sklepu
z egzotycznymi zwierzętami i poprosili, żeby brała do rąk węże i pająki.
S.M. robiła to bez problemu. Trzeba ją było nawet powstrzymywać, by nie
włożyła dłoni do terrariów, w których trzymano niebezpieczne okazy.
Następnie badacze zabrali S.M. do domu strachów i wyświetlili wiele
horrorów. I znowu nie wywołali u niej żadnej reakcji, co dowiodło, że
prawidłowo działające ciała migdałowate odgrywają istotną rolę w odczuwaniu strachu.
Kilka lat temu badacze postanowili poddać hipotezę Jamesa ostatecznemu
sprawdzianowi, prosząc uczestników eksperymentu o robienie
"wystraszonych" min i jednocześnie skanując ich mózgi16. W przeciwieństwie do badań prowadzonych wcześniej osoby biorące udział w teście nie musiały relacjonować naukowcom swoich uczuć, gdyż informował
ich o tym obraz mózgu uzyskany dzięki skanerowi. Aktywne ciała
migdałowate były oznaką, że uczestnicy i uczestniczki faktycznie
odczuwali strach. Badanie dowiodło, że reguła "tak jakby" odnosi się
również do ludzkich mózgów.
Do tej pory czytaliśmy o wywoływaniu szczęścia i sterowaniu ludzkim
ciałem oraz mózgiem w warunkach laboratoryjnych. Czy reguła "tak jakby"
działa jednak w normalnym świecie? Czy można ją na przykład wykorzystać
do rozbawienia całego społeczeństwa? Czas najwyższy się o tym przekonać.
Projekt szczęście
W trakcie swojej kariery przeprowadziłem kilka eksperymentów z udziałem
dużej grupy ludzi. Uczestniczyły w nich dziesiątki tysięcy ochotniczek i ochotników, a badałem w nich różnorodne zagadnienia, począwszy od
psychologii kłamstwa, przez wpływ, jaki strój oskarżonych wywiera na
werdykt orzekających sędziów oraz sędzin, po ustalanie ceny wina poprzez
jego kosztowanie (tak, badani nie potrafili odróżnić drogiego trunku od
taniego).
Kilka lat temu zaangażowałem tysiące Brytyjczyków do badań nad
szczęściem. Psychologowie opracowali wiele technik wywoływania tego
uczucia i postanowiłem sprawdzić, która z nich jest najskuteczniejsza.
Dodatkowo, mając na uwadze fakt, iż badania dowiodły, że szczęście
roznosi się niczym zaraźliwa choroba, a ludzie zarażają się nią
wzajemnie17, chciałem przetestować, czy tysiące szczęśliwych
osób, niczym katalizatory, poprawią nastrój całego społeczeństwa!
Przed rozpoczęciem badania zleciłem sondaż badający ów nastrój. Biorące
w nim udział osoby miały określić swój poziom zadowolenia na
siedmiopunktowej skali, na której jedynka oznaczała "kompletny brak
zadowolenia", a siódemka nastrój "bardzo radosny". 40% badanych
przyznało sobie piątki, szóstki oraz siódemki.
O planowanym badaniu poinformowały krajowe media. Osoby, które chciały w nim uczestniczyć, mogły skorzystać ze strony internetowej projektu.
Zrobiło tak 26 tysięcy ludzi. Podzielono ich na różne grupy, a następnie
poproszono o wykonywanie określonych zadań, które miały ich uczynić
szczęśliwszymi. Część uczestników powtarzała popularne ćwiczenia
bazujące na zasadzie "myśl o szczęściu" i przeżywała ponownie w myślach
radosne chwile z przeszłości. Inni podążali za przykładem Jamesa i każdego dnia uśmiechali się przez kilka sekund.
Po tygodniu badani logowali się na stronie projektu i oceniali poziom
swojego szczęścia. Największy wzrost odnotowano w grupie, której
uczestnicy zmieniali mimikę twarzy, co dowiodło, że generująca emocje
reguła "tak jakby" działa również poza laboratoriami, a wywoływane
dzięki niej uczucia są silne i trwałe.
Po zakończeniu badania przeprowadziliśmy kolejny sondaż badający poziom
szczęścia w społeczeństwie, ponownie wykorzystując siedmiopunktową
skalę. Tym razem w górnej połówce umieściło się 52% respondentów. W społeczeństwie liczącym około sześćdziesiąt milionów ludzi
siedmioprocentowy wzrost przełożył się na ponad cztery miliony
uszczęśliwionych osób. Czy zmiana była konsekwencją naszego projektu?
Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie ze stuprocentową pewnością, ale
nie odnotowano pomiędzy oboma sondażami wystąpienia czynników
wpływających na nastrój, takich jak poprawa pogody, nagłe ulewy czy
relacjonowane w serwisach informacyjnych istotne wydarzenia. Dlatego
uważamy, że William James pomógł podnieść na duchu cały naród!
3. Wartość zabawy
William James uważał, że wpływ na nasze poczucie szczęścia mają nie
tylko uśmiechy, lecz również inne elementy zachowania, takie jak sposób
poruszania i mówienia, które również oddziałują na emocje. Aby
przetestować to założenie, naukowcy zaczęli spacerować i rozmawiać.
Badania wykazały, że ludzie posługują się nie tylko ograniczoną liczbą
min, lecz również sposobów chodzenia. Naukowcy wyodrębnili sześć typów
chodu. "Chodziarze" stawiają długie, sprężyste kroki, a do tego kołyszą
rękoma w przód i w tył. Znajdujący się na przeciwnym końcu skali
"przebieracze" robią krótkie kroczki i nisko opuszczają ramiona. Co
ciekawe, wyniki testów sugerowały, iż przypisujemy różnym sposobom
chodzenia inne emocje. "Chodziarze" postrzegani są jako osoby
szczęśliwe, a "przebieracze" jako smutne.
Psycholożka Sara Snodgrass z Uniwersytetu Atlantyckiego na Florydzie
postanowiła sprawdzić, czy zmiana sposobu chodzenia może wpłynąć na
samopoczucie18. Udając, że przeprowadza badanie wpływu
aktywności fizycznej na pracę serca, prosiła uczestników, aby
spacerowali przez trzy minuty na dwa różne sposoby. Połowa robiła długie
kroki, poruszała ramionami i zadzierała głowy. Pozostali stawiali małe
kroki, człapali i wpatrywali się we własne stopy. Po odtworzeniu
Montypythonowego skeczu z Ministerstwem Głupich Kroków badani oceniali
poziom własnego szczęścia. Wyniki wykazały działanie reguły "tak jakby"
-?osoby stawiające duże kroki określały się jako znacznie szczęśliwsze
niż osoby człapiące.
Reguła "tak jakby" ułatwia też zbliżenie ludziom, którzy dopiero co się
poznali. Sabine Koch z Uniwersytetu w Heidelbergu poświęciła się
badaniom nad wpływem ruchu na nasze umysły, a przeprowadzone przez nią
eksperymenty z dziedziny psychologii tańca wykazały, że ludzie odczuwają
większe szczęście, kiedy poruszają się w sposób płynny, a mniejsze, gdy
kroczą w linii prostej lub wykonują gwałtowne ruchy19. Mając
świadomość, że większości z nas poruszanie się niczym rącze gazele
nastręczy trudności, skupiła się na znacznie łatwiejszej do wykonania
czynności -?ściskaniu dłoni na powitanie.
Koch nauczyła grupę pomocników witać się na dwa sposoby. Część robiła to
w sposób płynny, pozostali potrząsali dłonią gwałtownie w górę i w dół.
Zespół nieustraszonych i dobrze wyszkolonych "uściskiwaczy" przywitał
się następnie z ponad pięćdziesięcioma uczestnikami badania. Po każdym
uścisku dłoni Koch pytała ochotników, jak się czują. Wyniki były
zaskakujące. W przeciwieństwie do szorstkiego potrząsania płynne ruchy
dłoni sprawiały, że osoby badane deklarowały większe poczucie szczęścia,
odczuwały bliższą więź z eksperymentatorami i oceniały ich jako bardziej
otwartych oraz sympatycznych. Spokojne uściski wymuszały na uczestnikach
zachowanie kojarzone ze szczęściem, co w konsekwencji poprawiało ich
samopoczucie i sprawiało, że bardziej skupiali się na poznanych przed
chwilą osobach.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. G.A. Miller, Psychology: The Science of Mental Life, Harper Row, New York 1993. [wróć]
2. Większość informacji zawartych w tej części książki za: M. Hunt, The History of Psychology, Doubleday, New York 1993; R.D. Richardson, William James: In the Mealstrom of American Modernism, Houghton-Mifflin, New York 2006. [wróć]
3. G.A. Miller, Psychology: The Science of Mental Life, Harper Row, New York 1962. [wróć]
4. Cytat za: G.R. Myers , William James: His Life and Thought, Yale University Press, New Haven 1986. [wróć]
5. W. James, Psychology: Briefer Course, Henry Holt, New York 1892. [wróć]
6. W. James, The Principles of Psychology, t. I, Henry Holt Co., New York 1890. [wróć]
7. P.S. Snyder, R. Kaufman, J. Harrison, P. Maruff, Charles Darwin's Emotional Expression "Experiment" and His Contribution to Modern Neuropharmacology, "Journal of the History of the Neurosciences", 19, 2010, s. 158-170. [wróć]
8. W. James, The Gospel of Relaxation, "Scribner's", 1899, s. 499-507. [wróć]
9. Większość informacji zawartych w tej części książki za: J.D. Laird, Feelings: The Perception of Self, Oxford University Press, New York 2007. [wróć]
10. R.B. Zajonc, S.T. Murphy, M. Inglehart, Feeling and facial efference: implications of the vascular thoery of emotion, "Psychological Review", 96 (3), 1989, s. 395-416. [wróć]
11. R.J. Larsen, M. Kasimatis, K. Frey, Facilitating the furrowed brow: An unobtrusive test of the facial feedback hypothesis applied to unpleasant affect, "Congintion and Emotions", 6, 1992, s. 321-328. [wróć]
12. F. Strack, L.L. Martin, S. Stepper, Inhibiting and facilitating conditions of the human smile: A nonobtrusive test of the facial feedback hypothesis, "Journal of Personality and Social Psychology", 54, 1988, s. 768-777. [wróć]
13. R.W. Levenson, P. Ekman, W.V. Friesen, Voluntary facial action generates emotion-specific autonomic nervous system activity, "Psychophysiology", 27 (4), 1990, s. 363-384. [wróć]
14. R.W. Levenson, P. Ekman, K. Heider i in., Emotion and autonomic nervous system activity in the Minnankabau of West Sumatra, "Journal of Personality and Social Psychology", 62 (6), 1992, s. 972-988. [wróć]
15. J.S. Feinstein, R. Adolphs, A. Damasio i in., The Human Amygdala and the Induction and Experience of Fear, "Current Biology", 21, 2010, s. 34-38. [wróć]
16. T.W. Lee, O. Josephs, R.J. Dolan i in., Imitating expressions: Emotion-specific neural substrates in facial mimicry, "Social Cognitive Affective Neuroscience", 1, 2006, s. 122-135. [wróć]
17. A. Hill, D. Rand, M. Nowak i in., Emotions as infectious diseases in a large social network: the SISa model, "Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences", 277 (1701), 2010, s. 3827-3835. [wróć]
18. S.E. Snodgrass, J.G. Higgins, L. Todisco, The Effects of Walking Behavior on Mood, referat wygłoszony na konwencji Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, 1986. [wróć]
19. S.C. Koch, Basic body rhythms and embodied intercorporality: From individual to interpersonal movement feedback, w: The implications of embodiment: Cognition and communication, red. W. Tschacher, C. Bergomi, Imprint Academic, Exeter 2011, s. 151-171. [wróć]
Wszyscy guru od samodoskonalenia i trenerzy biznesu powtarzają tę samą
prostą mantrę: jeśli chcesz odmienić własne życie na lepsze, musisz
zacząć od zmiany sposobu, w jaki myślisz. Zmuś się do tego, aby myśleć o pozytywach, a staniesz się szczęśliwym człowiekiem. Zwizualizuj idealną
wersję siebie, a zaczniesz odnosić więcej sukcesów. Myśl jak milioner, a staniesz się bogaczem. Na polu teorii takie podejście wydaje się jak
najbardziej sensowne. Niemniej jednak w zderzeniu z praktyką okazuje się
zaskakująco mało skuteczne. Badania wykazują, że ludzie mają wyraźne
problemy z ciągłym myśleniem o pozytywach, pracownicy nie stają się
wydajniejsi, gdy wyobrażają sobie idealne wersje samych siebie, a osoby
marzące o nieskończonym bogactwie nie zarabiają milionów.
Ponad sto lat temu błyskotliwy wiktoriański filozof William James
zaprezentował radykalnie odmienne podejście do zagadnienia zmiany. Od
tamtej pory naukowcy z całego świata przeprowadzili setki badań i eksperymentów powiązanych z teorią Jamesa, dochodząc ostatecznie do
wniosku, że można ją odnieść do niemalże każdego aspektu ludzkiego
życia. Co więcej, powyższe prace badawcze przełożyły się na opracowanie
serii łatwych do wykonania i efektywnych ćwiczeń, dzięki którym ludzie
czują się szczęśliwsi, mają mniej obaw, zakochują się, a potem żyją
razem długo i szczęśliwie, zachowują dobrą formę fizyczną, wzmacniają
siłę woli i nabierają pewności siebie, a nawet spowalniają efekty
starzenia. Badania te omawiano na wielu konferencjach naukowych i publikowano w rozlicznych periodykach akademickich, a mimo to nie stały
się one częścią powszechnej wiedzy.
W mojej poprzedniej książce -?Pomyśl chwilę, zmień wiele -?opisałem
kilka z takich ćwiczeń. Wyrwij się jest kontynuacją tej pracy, gdyż
zawiera pierwszy przystępny i obszerny poradnik, dotyczący radykalnej
teorii Jamesa. Pokazuje, jak bardzo mylimy się na temat działania
własnych umysłów, i udowadnia, że zmiana nie musi stanowić wyzwania, a ponadto opisuje kilka łatwych do zastosowania technik opracowanych z myślą o poprawie różnych sfer codziennego życia.
Na stronach tej książki będę Was zachęcał do zmiany zachowań. Aby
podkreślić znaczenie poprzedniego zdania, poproszę teraz o coś, o co
nikt, jak podejrzewam, dotąd Was nie prosił. Chcę, abyście po
przeczytaniu kolejnych rozdziałów sukcesywnie je niszczyli. Zakładam, że
w tym momencie pojawiły się w Waszych głowach co najmniej dwie myśli.
Pierwsza brzmi zapewne: "Nieeeeeeee! Niszczenie książek to okropny
pomysł". Dokładnie na tym polega to ćwiczenie. Kiedy prosimy innych, aby
zmienili własne zachowanie, natychmiast wyliczają długą listę powodów,
dla których nie mogą tego zrobić. Postawa ta jest po części zrozumiała
(czynności powtarzane zakorzeniają się w naszych umysłach, stając się
szybko dobrymi przyjaciółmi), a jednocześnie stanowi prawdopodobnie
największą przeszkodę na drodze do zmiany. Najlepszym sposobem na
poradzenie sobie z tym problemem jest zrobienie czegoś, czego nigdy
dotąd nie robiliśmy. Czegoś, co nie sprawi nam przyjemności, lecz będzie
stosunkowo nieszkodliwe. Na przykład zniszczenie książki.
Co z czytelnikami korzystającymi z cyfrowej wersji książki, którzy ze
zrozumiałych przyczyn nie będą mogli wykonać mojej prośby? Nic
straconego. Radzę zniszczyć dowolny poradnik samodoskonalenia stojący na
ich półce... Tylko żartowałem.
Aby łatwiej ruszyć z miejsca, zacznijmy od drobnej, ale mimo wszystko
radykalnej zmiany. Na następnej karcie znajduje się strona tytułowa
"Podręcznika". Wyrwijcie ją teraz, przerwijcie wzdłuż i wszerz, a potem
zgniećcie cztery części w papierową kulkę. Mam nadzieję, że nie było to
bolesne doświadczenie i poczuliście, że w Waszych umysłach zaszła drobna
zmiana. Co więcej, liczę, że ćwiczenie przypadło Wam do gustu, bo na
kolejnych stronach będę prosił o dalsze zmienianie Waszych zachowań, co
przełoży się na zmiany w sposobie tego, jak odczuwacie i jak myślicie.
Nadszedł czas nowego podejścia do zmian. Podejścia zakorzenionego w nauce, które wywraca do góry nogami standardowe myślenie i zapewnia
podstawę dla łatwych, szybkich i efektywnych sposobów odmieniania
własnego życia.
A teraz, drodzy czytelnicy, wyprostujcie się, weźcie głęboki oddech i przygotujcie się do tego, żeby wyrwać się z pułapek dawnego myślenia.
1. Prosta myśl, która wszystko zmienia
Niemiecki psycholog Wilhelm Wundt opracował w 1879 roku pierwszy
laboratoryjny eksperyment w dziedzinie psychologii. Historyczne badanie
przeprowadzono na Uniwersytecie Lipskim w małym pomieszczeniu. Dzięki
niemu dowiadujemy się, jak badacze schyłku XIX wieku postrzegali i opisywali działanie ludzkiego umysłu.
Wundt mógł zapoczątkować eksperymentalną psychologię, wybierając dowolną
tematykę. Poszukać odpowiedzi na pytania, dlaczego ludzie się zakochują,
dlaczego wierzą w istnienie Boga, dlaczego czasami mają ochotę wzajemnie
się pozabijać. Zamiast tego "pozbawiony poczucia humoru i niezmordowany"1 Wundt obmyślił przedziwny eksperyment, w którym wykorzystał małą mosiężną kulkę.
Wraz z dwoma studentami zamontował na niewielkim stole stoper, wyłącznik
oraz metalowy stojak, do którego przyczepił tę kulkę. Pomocnicy trzymali
dłonie nad przyciskiem, a automatycznie uwalniana ze stojaka kulka
uruchamiała stoper. Studenci mieli za zadanie go zatrzymać poprzez
wciśnięcie przycisku w chwili, gdy kulka uderzała o blat stołu.
Zapisując skrupulatnie pomiary w notatniku, Wundt stworzył pierwszy
punkt danych w historii psychologii.
Mogłoby się wydawać, że po całym dniu upuszczania kulek zamknął notes,
zapisał wnioski i zajął się czymś bardziej interesującym. Nic bardziej
błędnego. W rzeczywistości psycholog spędził kilka kolejnych lat,
obserwując setki ludzi wykonujących tą samą czynność. Na podobieństwo
fizyków próbujących zgłębić naturę materii, Wundt i jego pomocnicy
starali się odkryć elementy składowe ludzkiej świadomości. Część
uczestników badania wciskała przycisk po usłyszeniu odgłosu opadającej
kulki. Innych proszono, aby robili to dopiero, kiedy będą w pełni
świadomi tego, że kulka uderzyła o stół. Pierwsza grupa koncentrowała
się bardziej na kulce, druga na swoich myślach. Wundt założył, że
reakcja osób z pierwszej grupy będzie po prostu odruchowa, z drugiej zaś
będzie w większym stopniu świadomą decyzją. Co nie powinno dziwić, wielu
uczestników nie potrafiło początkowo dostrzec różnicy pomiędzy dwoma
warunkami i przed przystąpieniem do właściwego eksperymentu musiało
wykonać dziesiątki tysięcy prób.
Po uważnym przebrnięciu przez morze danych na temat spadających kulek
Wundt doszedł do wniosku, że reakcja odruchowa trwała średnio jedną
dziesiątą sekundy, a uczestnik badania wciskający przycisk nie
zapamiętywał dokładnie odgłosu uderzenia. Z kolei świadome wsłuchiwanie
się w dźwięk wydłużało czas reakcji do dwóch dziesiątych sekundy, lecz
poproszeni o nie badani lepiej pamiętali odgłos uderzającej o blat
kulki.
Po odkryciu zagadki, jaką była reakcja odruchowa, Wundt poświęcił resztę
kariery na przeprowadzenie setek podobnych eksperymentów. Co ciekawe i zaskakujące, jego prace zyskały dużą renomę i bez mała każdy XIX-wieczny
naukowiec badający ludzki umysł poszedł w jego ślady. W większości
europejskich laboratoriów badacze mieli problem z zebraniem myśli, gdyż
przeszkadzały im w tym odgłosy spadających na stoły mosiężnych kulek.
Tego entuzjazmu nie podzielał jednak młody amerykański filozof i psycholog William James. Był niezwykłym człowiekiem. Przyszedł na świat
w 1842 roku w Nowym Jorku. Jego ojciec był zamożnym, ekscentrycznym,
religijnym filozofem z jedną nogą i dobrymi koneksjami w mieście, który
poświęcił życie na edukację piątki swoich pociech2. W dzieciństwie William nie przestąpił progu szkoły, za to zwiedził
największe europejskie muzea oraz galerie sztuki i poznał takie
osobistości, jak Henry Thoreau, Alfred Tennyson czy Horace Greeley. Jego
starszy brat Henry został sławnym pisarzem, a siostra Alice autorką
poczytnych dzienników.
James uczył się malarstwa, lecz po dwudziestce postanowił studiować
chemię i anatomię w Harvard Medical School. W 1872 roku przyjaciel
rodziny, a jednocześnie rektor harwardzkiego uniwersytetu Charles Eliot
zatrudnił Jamesa na uczelni, a ten zaczął wygłaszać wykłady na temat
fizjologii kręgowców. Niebawem jego zainteresowania przeniosły się na
owianą aurą tajemniczości ludzką psychikę i w 1875 roku poprowadził
pierwsze w Ameryce zajęcia na temat psychologii. Później stwierdził
nawet, że "pierwszy wykład dotyczący psychologii, którego wysłuchałem,
wygłosiłem sam".
Przerażony trywialnością prac Wundta, doszedł do wniosku, iż
eksperymenty badające psychikę powinny odnosić się przede wszystkim do
realnego życia. Odwróciwszy się plecami do mosiężnych kulek i pomiarów
czasu reakcji, James skupił się na ciekawszych i bardziej pragmatycznych
sprawach, szukając odpowiedzi na takie pytania, jak: czy wiara w Boga
jest słuszna, co czyni życie wartym tego, aby je przeżywać, i czy w ogóle istnieje coś takiego jak wolna wola.
Wundta i Jamesa różniło nie tylko podejście do badań nad ludzkim
umysłem. Pierwszy był człowiekiem formalnym i wyniosłym, prowadził
wykłady bardzo poważnie, a pisał w sposób nudny i ciężkostrawny. James
był z kolei osobą swobodną i bezpretensjonalną, często przechadzał się
po kampusie w "jedwabnym kapeluszu, z laską w dłoni, ubrany w surdut i spodnie w czerwoną kratę". W trakcie wykładów opowiadał żarty i robił
śmieszne dygresje tak często, że do porządku przywoływali go sami
studenci, a pisał w sposób przystępny i nierzadko zabawny ("Dopóki
choćby jeden karaluch zmagać się będzie z bólem nieodwzajemnionej
miłości, dopóty świat ten nie będzie światem moralnym").
James i Wundt opracowali również inne podejście do swoich prac. Wundt
potrzebował do ściśle kontrolowanych badań wielu pomocników. Kiedy nowi
studenci zjawiali się w jego laboratorium po raz pierwszy, ustawiał ich
w rzędzie i wręczał opisy testów, które mieli przeprowadzić. Po ich
ukończeniu oceniał badania, a pomocnicy podający wyniki niepokrywające
się z teoriami wykładowcy ryzykowali niezaliczeniem
przedmiotu3. James zachęcał do samodzielnego myślenia i czuł
odrazę do zaszczepiania konkretnych idei w umysłach studentów. Żalił się
nawet, iż widział, jak jego kolega po fachu "nakłada ostatnią warstwę
werniksu na swojego ucznia".
Obaj myśliciele nie ukrywali tego, że za sobą nie przepadają. James
dobierał słowa w sposób niemalże poetycki i z tego powodu wielu
publicystów stwierdzało, iż opisywał psychologię jak powieściopisarz,
podczas gdy Henry tworzył powieści niczym psycholog. Kiedy zapytano
Wundta o pisma Jamesa, ten odparł, że "są piękne, ale to nie jest
psychologia". W odpowiedzi James wytknął, iż Wundt zmienia swoje poglądy
co książkę, dodając: "Niestety nie doczekamy się nigdy Waterloo... Kiedy
się go pokroi na części, niczym robaka, to każda rozpełznie się w swoją
stronę... Jego nie sposób zabić".
Choć za Wundtem stała cała armia zwolenników, James twardo obstawał przy
swoim. Podczas gdy w Europie każdy bez mała psycholog obsesyjnie
przeprowadzał kolejne, coraz bardziej dziwaczne wersje pierwszego
eksperymentu Wundta, James nadal przechadzał się po Harvardzie w spodniach w czerwoną kratę i nieustannie zachęcał swoich studentów do
zgłębiania sensu życia.
Opór się opłacił. Jeśli otworzymy dowolny podręcznik na temat
psychologii, będziemy mieli duży problem ze znalezieniem choćby wzmianki
o Wundcie i jego mosiężnych kulkach, w przeciwieństwie do często
cytowanych tez Jamesa, którego wielu uważa za ojca współczesnej
psychologii. Jego wydane po raz pierwszy w 1890 roku dwutomowe opus
magnum The Principles of Psychology pewien historyk określił niedawno
jako "najbardziej literacką, skłaniającą do refleksji i inteligentną
książkę, która kiedykolwiek ukazała się w druku"4. Oba tomy
uznawane są wciąż za lektury obowiązkowe na wydziałach zajmujących się
naukami behawioralnymi. Wydział psychologii na Harvardzie nadał swemu
gmachowi imię Jamesa, a każdego roku Association for Psychological
Science wręcza William James Fellow Award badaczom, którzy wnieśli
najwięcej do dziedziny współczesnej psychologii.
James najlepiej czuł się, odkrywając tajemnice i treści w fenomenach,
które większość ludzi uznawało za coś oczywistego. W 1892 roku pisał o znaczeniu takiego podejścia do zgłębiania natury ludzkiego umysłu i podał kilka przykładowych zagadnień, które przyciągnęły jego uwagę:
Dlaczego się uśmiechamy, kiedy jesteśmy zadowoleni, a nie marszczymy
czoła? Dlaczego nie potrafimy przemawiać do tłumu w sposób, w jaki
rozmawiamy z przyjacielem? Dlaczego konkretna niewiasta sprawia, że
tracimy rozum? Zwykły człowiek odpowie: "To oczywiste, że się
uśmiechamy, to oczywiste, że nasze serce zaczyna bić szybciej na widok
tłumu, to oczywiste, że zakochujemy się w niewieście, której przepiękna
dusza przybrała idealną formę tak ewidentnie i jawnie stworzoną do tego,
aby kochać ją przez wieczność!5
Właśnie ten sposób myślenia doprowadził Jamesa do stworzenia
kontrowersyjnej teorii i jednocześnie postawił rozumienie ludzkiego
umysłu na głowie.
O emocji
Pod koniec lat 80. XIX wieku James skupił się na związku pomiędzy
ludzkimi emocjami i zachowaniami. Niewtajemniczonym wybór ten może się
wydać zaskakujący, zwłaszcza że dokonał go światowej sławy filozof i psycholog.
Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że pewne wydarzenia oraz myśli budzą w nas emocje, a te z kolei wpływają na to, jak się zachowujemy. Podajmy
kilka przykładów. Czasami zdarza się nam iść nocą ciemną ulicą. Szef
wzywa nas do swojego gabinetu i daje podwyżkę. Przypominamy sobie nagle,
jak mając pięć lat, spadliśmy ze schodów. Wszystkie z tych bodźców
wywołują w nas określone emocje. Nieoświetlona ulica może sprawić, że
zaczniemy się bać, podwyżka da nam radość, a wspomnienie upadku
przerodzi się w zmartwienie. Emocje te wpłyną następnie na nasze
zachowanie, gdyż lęk sprawia, że zaczynamy się pocić, radość, że się
uśmiechamy, a zmartwienie, że płaczemy. Jeśli popatrzymy z tej
perspektywy, istnienie więzi pomiędzy uczuciem a czynem jest oczywiste i mało zaskakujące. Zagadka rozwiązana, sprawa zamknięta.
Zachowanie a emocja
Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że to emocje wywołują zachowania:
Odczuwamy lęk ? pocimy się.
Odczuwamy radość ? śmiejemy się.
Odczuwamy smutek ? płaczemy.
Wcześniejsze doświadczenia Jamesa z pozornie oczywistymi fenomenami
psychologicznymi uświadomiły mu jednak, że to, co powszechnie uznawane
jest za oczywiste, często takie nie jest. Weźmy za przykład jego prace
dotyczące pamięci. Latami moszczący się w fotelach filozofowie
utrzymywali, że pamięć działa na podobieństwo mięśni, a im częściej z niej korzystamy, tym lepsza się staje. James postanowił sprawdzić, czy
to założenie jest trafne6. Aby znaleźć odpowiedź, przez osiem
dni mierzył czas, zapamiętując pierwsze 158 wersów wiersza Wiktora Hugo
Satyr. Ustalił tym samym, że zapamiętanie jednej linijki zajmowało mu
średnio pięćdziesiąt sekund. Chcąc lepiej wytrenować mięsień pamięci,
przez następne trzydzieści dni poświęcał dziennie dwadzieścia minut na
zapamiętanie całej pierwszej księgi poematu Miltona Raj utracony.
Jeśli założenie, że "częstsze korzystanie to większe możliwości", było
trafne, to zapamiętywanie dalszych wersów Satyra powinno pójść
sprawniej, uznał James. W rzeczywistości zadanie to sprawiało mu jednak
więcej trudności. Hipoteza o "mięśniu pamięci" została obalona.
James postanowił na tej samej zasadzie sprawdzić zdroworozsądkową teorię
emocji i zaczął zastanawiać się nad tym, w jaki sposób ustalamy, co
czują inne osoby.
Popatrzmy na zamieszczone poniżej zdjęcie i spróbujmy wyobrazić sobie
uczucia uwiecznionej na nim pary.
A teraz powtórzmy to ćwiczenie z osobami na fotografii na sąsiedniej
stronie.
Większość z nas uważa to ćwiczenie za trywialne. Prawie wszyscy
zakładają, że para z pierwszej fotografii miło spędza czas i jest
szczęśliwa, a nawet odczuwa do siebie pewien pociąg. Drugie zdjęcie
wywołuje odmienne reakcje. Większość uznaje, że grupa osób odczuwa
zaniepokojenie, a nawet strach, a jedna z nich potrzebuje skorzystać z toalety.
To proste ćwiczenie wykorzystuje eksperyment przeprowadzony w połowie
XIX wieku przez legendarnego przyrodnika Karola Darwina. W trakcie swego
życia opublikował on dwadzieścia dwie prace, w tym przełomową O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymaniu się
doskonalszych ras w walce o byt, a także mniej znaną O tworzeniu się
gruntu przez działalność robaków wraz z obserwacją ich zachowania. W 1872 roku wydał pismo zatytułowane Wyraz uczuć u człowieka i zwierząt,
w którym opisał pierwsze psychologiczne badanie emocji7.
Francuski lekarz Guillaume Duchenne przeprowadził wcześniej eksperyment,
w trakcie którego raził dobrowolnych uczestników prądem w celu
studiowania anatomii twarzy. Kiedy Darwin zobaczył fotografie wykonane
podczas badań, zdziwił się, z jak dużą łatwością do poszczególnych
grymasów można przypisać konkretne emocje. Zaskoczony tym odkryciem
pokazał zdjęcia znajomym i poprosił, aby opisali, jakie uczucia
odczuwają uwiecznione na nich osoby. Ci zrobili to z łatwością, dowodząc
jednocześnie, że umiejętność ustalania emocji innych ludzi poprzez
obserwacje ich twarzy jest niejako "wmontowana" w nasze mózgi.
James przeczytał opis eksperymentu brytyjskiego przyrodnika i wykorzystał go jako podstawę dla swojej teorii emocji. Darwin wykazał,
że ludzie łatwo ustalają, co odczuwają w danej chwili inni, poprzez
mimikę ich twarzy. James zaczął się zastanawiać, czy podobny mechanizm
nie działa przypadkiem również w odniesieniu do odczuwania emocji przez
nas samych. Ostatecznie zasugerował, że ludzie mogą obserwować własne
twarze, a następnie ustalać, co w danej chwili czują.
James początkowo założył, że każda emocja jest wynikiem obserwacji
własnego zachowania. Kiedy przyjrzymy się tematowi uczuć z tej
perspektywy, okaże się, że ludzie uśmiechają się nie dlatego, że są
szczęśliwi, lecz odczuwają szczęście wtedy, gdy się uśmiechają (albo,
przytaczając jego bardziej poetycki opis tej radykalnej hipotezy: "Nie
uciekamy przed niedźwiedziem, bo się go boimy, lecz zaczynamy się go
bać, bo przed nim uciekamy"). James wyraźnie odróżnia zachowania
instynktowne, będące konsekwencjami określonych bodźców -?cofnięcie
dłoni znad płomienia, uśmiech wywołany żartem, ucieczka na widok
rozgniewanego niedźwiedzia -?od analizy danego zdarzenia, którą wykonują
nasze mózgi, produkując następnie emocje. Ciąg wygląda zatem
następująco: widzimy niedźwiedzia, nasze ciało reaguje ucieczką, nasz
mózg uznaje, że się boimy. Uwspółcześniona wersja teorii Jamesa zakłada
działanie w obie strony. Ludzie uśmiechają się, gdyż są szczęśliwi, i stają się szczęśliwsi, kiedy się uśmiechają.
James nigdy nie sprawdził swojej teorii, gdyż uznawał eksperymenty za
nudne i niedające intelektualnej satysfakcji ("Na myśl o mosiężnych
przyrządach i psychologii pełnej algebraicznych wzorów odczuwam
przerażenie"). Był jednakże żarliwym pragmatykiem i od razu przystąpił
do obmyślania praktycznych implikacji swojej tezy.
A sugeruje ona, że skoro zachowania wywołują uczucia, to ludzie powinni
czuć w określony sposób, zachowując się tak, jakby już odczuwali
konkretną emocję. Mówiąc słowami samego Jamesa: "Jeśli chcesz jakości,
zachowuj się, jakbyś już ją miał". Ja opisuję tę tezę jako regułę "tak
jakby" (patrz diagram poniżej).
Zachowanie a emocja
Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że zależność przebiega następująco:
Jesteśmy szczęśliwi ? śmiejemy się.
Boimy się ? uciekamy.
Teoria "tak jakby" sugeruje, że zależność przebiega w odwrotnym
kierunku:
Uśmiechamy się ? i wtedy jesteśmy szczęśliwi.
Uciekamy ? i dlatego się boimy.
Ta myśl pochłaniała uwagę Jamesa bardziej od pozostałych. W trakcie
jednej z rozmów opisał ją jako "zamknięty w butelce piorun" i z entuzjazmem zanotował: "jedyna dobrowolna ścieżka wiodąca do
radości[...] polega na tym, by siadać radośnie, rozglądać się radośnie
wokół i działać oraz mówić tak, jakbyśmy już byli radośni[...]. Zmaganie
się z negatywnym uczuciem tylko przykuwa do niego naszą uwagę i mocuje
je w naszych umysłach"8.
Teoria Jamesa spotkała się z krytyczną reakcją części kolegów po fachu.
Wilhelm Wundt potępił ją bez ogródek, przypinając łatkę "psychologischen
Scheinerklarungen", a następnie zaproponował własną, w której
zasugerował, że uczucia to Gefühl, czyli "niemożliwe do rozbicia na
części i proste procesy odpowiadające w sferze Gemüth temu, czym w sferze dociekania jest czucie" (dobrze, że już to ustaliliśmy). James
próbował bronić swojej tezy, lecz dla wielu tradycjonalistów była ona
zbyt radykalna i szybko powędrowała do szuflady opatrzonej napisem:
"Wyprzedzające swoje czasy".
Przeleżała tam ponad sześćdziesiąt lat.
2. Sprawdzanie teorii
Pod koniec lat 60. XX wieku młody badacz z Uniwersytetu Rochester,
niejaki James Laird, pracował nad swoim doktoratem z dziedziny
psychologii klinicznej9. Podczas jednej z sesji
szkoleniowych Laird miał przeprowadzić rozmowę z pacjentem pod okiem
stojącego za lustrem weneckim promotora. W pewnym momencie na twarzy
pacjenta pojawił się dość osobliwy uśmiech. Zaciekawiony nim Laird
zaczął się zastanawiać, jakie emocje towarzyszyły temu dziwnemu
grymasowi.
Wracając samochodem do domu, próbował odtworzyć przebieg rozmowy, nie
potrafiąc zapomnieć o uśmiechu. Sam ułożył usta w podobny grymas, aby
sprawdzić, jak się poczuje. Ku swemu ogromnemu zaskoczeniu stwierdził,
że czuje się szczęśliwszy chwilę wcześniej. Następnie zmarszczył czoło i od razu poczuł się gorzej. Te dwa osobliwe momenty odmieniły przebieg
dalszej kariery Lairda. Kiedy dotarł do domu, natychmiast skierował się
do biblioteczki, szukając informacji na temat psychologii emocji.
Zrządzeniem losu pierwszą książką, po którą sięgnął, była The
Principles of Psychology Williama Jamesa.
Laird zapoznał się z zapomnianą teorią i uznał, że wyjaśnia ona,
dlaczego uśmiechając się w aucie, poczuł się lepiej. Zaskoczyło go, że
nikomu nie przyszło do głowy, by sprawdzić tezę Jamesa, i postanowił
naprawić ów błąd. W tym celu zaprosił do swojego laboratorium
ochotników, poprosił, aby się uśmiechali i marszczyli czoła, a następnie
opisywali, jak się czują. Zgodnie z teorią Jamesa grupa uśmiechających
się osób powinna czuć się szczęśliwsza od grupy osób marszczących czoła.
Laird obawiał się jednak, że ochotnicy będą podawali odpowiedzi zgodne z jego oczekiwaniami, i uznał, iż musi ukryć przed nimi rzeczywisty temat
badania. Po chwili zastanowienia wpadł na ciekawe rozwiązanie.
Poinformował ochotników, że wezmą udział w teście badającym aktywność
elektryczną w mięśniach twarzy, a następnie przyłożył im do czoła,
kącików ust oraz szczęki elektrody. Wyjaśnił też, że zmiany odczuwanych
emocji mogą wypaczyć wyniki eksperymentu, aby więc wyeliminować to
źródło błędów, ochotnicy będą relacjonowali, jak się czują.
Przyrządy były atrapami, a zmyślone założenia eksperymentu pozwalały
Lairdowi wpływać na mimikę uczestników badania. By wywołać gniewną minę,
naukowiec prosił ochotników, aby zsunęli elektrody na czole do siebie,
przesunęli je w dół, pomiędzy brwi, i zacisnęli szczęki. Radosna mina
powstawała po przesunięciu elektrod z kącików ust na policzki.
Po odpowiednim ułożeniu mięśni uczestnicy otrzymywali listę emocji
(agresja, lęk, radość, smutek), na której zaznaczali, czy i w jakim
stopniu odczuwają je w danej chwili. Wyniki były zaskakujące. Tak jak
przewidział James, grupa "uśmiechnięta" znacznie częściej odnotowywała
zadowolenie, podczas gdy ta "marszcząca czoło" częściej zaznaczała
zdenerwowanie.
Po zakończeniu badania Laird zapytał uczestników, czy wiedzieli,
dlaczego odczuwają właśnie te emocje. Tylko garstka powiązała swoje
uczucia z mimiką twarzy. Pozostali nie potrafili znaleźć żadnego
wytłumaczenia. W jednym z wywiadów poproszony o marszczenie czoła
ochotnik wyznał: "Nie jestem zdenerwowany, ale moje myśli wybiegały ku
tematom, które mnie denerwują, co jest przecież głupie. Miałem
świadomość, że uczestniczę w eksperymencie, i wiedziałem, że nie ma
powodu, abym tak się czuł, ale po prostu straciłem nad sobą kontrolę".
Wyrwij się ze schematów myślowych
Jak stać się szczęśliwą osobą w chwilę
Na przełomie XIX i XX wieku rosyjski reżyser teatralny Konstantin
Stanisławski zrewolucjonizował tę dziedzinę sztuki, opracowując system
reguł gry aktorskiej. Kluczową rolę odgrywa w nim zachęcanie aktorów do
przeżywania na scenie prawdziwych emocji poprzez kontrolę własnego
zachowania. Z techniki tej, określanej często jako "magiczne gdyby"
("Gdybym naprawdę tak się teraz czuła, to jak bym się zachowywała?"),
korzystało przez lata wielu znanych aktorów i aktorek, takich jak Marlon
Brando, Warren Beatty czy Robert De Niro.
Identyczną technikę wykorzystano w eksperymentach laboratoryjnych
badających zasady "gdyby". Wyobraźmy sobie, że bierzemy udział w takim
badaniu. Na początku poproszono by, abyśmy określili nasz poziom
zadowolenia na skali od jednego (tak czujemy się po wpadnięciu do
niezabezpieczonej studzienki kanalizacyjnej) do dziesięciu (tak czujemy
się, widząc, że spotkało to naszego najgorszego wroga).
Następnie poproszono by nas, żebyśmy się uśmiechnęli. Sam uśmiech, w dodatku krótkotrwały, nie czyni nas jednak w pełni szczęśliwymi. Dlatego
otrzymalibyśmy listę z dodatkowymi instrukcjami.
Usiądź przed lustrem.
Rozluźnij mięśnie na czole i policzkach, otwórz lekko usta. W kręgach
naukowych taki wyraz twarzy uznawany jest za "neutralny" i pełni rolę
czystego płótna.
Napnij mięśnie w kącikach ust, zbliżając je do uszu. Uśmiech powinien
być jak najszerszy, a pod oczami powinny się pojawić zmarszczki. Unieś
mięśnie brwi i utrzymaj tę minę przez około dwadzieścia sekund.
Rozluźnij mięśnie i zastanów się, jak się teraz czujesz.
Czy jesteś radośniejszy niż na początku badania? Jaki punkt na skali
zadowolenia wybrałbyś teraz?
Większość badanych osób stwierdza, że czuje się szczęśliwsza. Okazuje
się, że krótkie ćwiczenie mięśni twarzy przed lustrem ma ogromny wpływ
na nasze samopoczucie. A dokładnie taką tezę postawił przed ponad
wiekiem William James.
Wszyscy możemy poprawiać sobie humor, uśmiechając się codziennie do
własnego odbicia w lustrze. Żeby o tym nie zapomnieć, narysujcie lub
namalujcie dwa autoportrety, na których się uśmiechacie. Pierwszy
wykonajcie na kartce papieru w formacie A4, drugi na mniejszej, o wymiarach 10 na 10 centymetrów. Niech wasze dzieła skłaniają was do
śmiechu. Na koniec powieście większy portret w mieszkaniu, ale w dobrze
widocznym miejscu, a mniejszy włóżcie do portfela. Będą wam przypominały
o tym, żeby się uśmiechać.