Wyobraź to sobie! - Łukasz Jach

Kup ebooka

37.90 zł
30.32 zł (27,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Strona re­dak­cyjna

Co­py­ri­ght ? Łu­kasz Jach, 2022

Co­py­ri­ght ? Wy­daw­nic­two Po­znań­skie sp. z o.o., 2022

Re­dak­tor ini­cju­jący: Szy­mon Lan­gow­ski

Re­dak­tor pro­wa­dzący: An­drzej Szew­czyk

Mar­ke­ting i pro­mo­cja: Ka­ta­rzyna Schin­kel-Bar­ba­rzak

Re­dak­cja: Mo­nika Ba­ra­now­ska

Re­dak­cja me­ry­to­ryczna: dr Adam Ze­mełka

Ko­rekta: Da­ria Ko­zier­ska, Be­ata Wój­cik

Kon­wer­sja do ebo­oka: Ma­te­usz Cze­kała

Pro­jekt gra­ficzny se­rii i okładki: To­masz Ma­jew­ski

Ze­zwa­lamy na udo­stęp­nia­nie okładki książki w in­ter­ne­cie.

eISBN 978-83-66981-69-0

Wy­daw­nic­two Po­znań­skie sp. z o.o.

ul. Fre­dry 8, 61-701 Po­znań

tel. 61 853-99-10

re­dak­cja@wy­daw­nic­two­po­znan­skie.pl

www.wy­daw­nic­two­po­znan­skie.pl

Roz­dział 1

Wy­obraź­nia w wy­obraźni psy­cho­lo­gów

Dzia­ła­nie wy­obraźni czę­sto prze­ciw­sta­wia się temu, co rze­czy­wi­ste i na­ma­calne. Przy­znajmy, że co­dzien­ność bywa szara, ru­ty­nowa i mało pa­sjo­nu­jąca. Dla­tego wła­śnie sprawy zwią­zane z wy­obraź­nią wy­dają nam się tak pełne ko­lo­rytu. Co jak co, ale wy­obraź­nia po pro­stu nie może być nudna, a jej na­ukowe ba­da­nie musi przy­po­mi­nać przy­gody In­diany Jo­nesa! Z ta­kim po­dej­ściem do te­matu osoby stu­diu­jące psy­cho­lo­gię mogą prze­żyć naj­pierw szok, a po­tem roz­cza­ro­wa­nie. Kiedy bo­wiem za­glą­damy do pod­ręcz­ni­ków aka­de­mic­kich, na­szym oczom uka­zują się kartki wy­peł­nione fi­gu­rami geo­me­trycz­nymi, czarno-bia­łymi ry­sun­kami czy opi­sami ba­dań po­le­ga­ją­cych na przy­glą­da­niu się temu, jak prze­twa­rzamy lub wy­ko­nu­jemy ope­ra­cje lo­giczne. Czy w tym na pierw­szy rzut oka su­chym jak wiór ma­te­riale ukrywa się po­ten­cjał za­miany w trzy­ma­jący w na­pię­ciu thril­ler? Wy­star­czy tro­chę za­an­ga­żo­wa­nia i wy­obraźni, by uznać, że to moż­liwe.

Wy­obraź so­bie je­dzonko

Na­ukowe do­cie­ka­nia psy­cho­lo­gów na te­mat wy­obraźni roz­po­częły się od... so­lid­nego śnia­da­nia. Fran­cis Gal­ton znany jest mię­dzy in­nymi z tego, że był ku­zy­nem Ka­rola Dar­wina, oraz z pro­wa­dzo­nych stu­diów nad dzie­dzicz­no­ścią cech psy­chicz­nych i in­te­li­gen­cją. W 1880 roku uczony ten opu­bli­ko­wał pio­nier­ską pracę na te­mat róż­nic mię­dzy ludźmi do­ty­czą­cych stop­nia, w ja­kim po­tra­fią wy­obra­żać so­bie rze­czy, które wcze­śniej wi­dzieli3. Gal­ton po­pro­sił stu męż­czyzn, wśród któ­rych byli rów­nież sza­no­wani przed­sta­wi­ciele świata ów­cze­snej na­uki, aby przy­po­mnieli so­bie, jak ran­kiem w dniu ba­da­nia wy­glą­dał ich stół śnia­da­niowy. Po­tem zaś ba­dani mieli opi­sać po­ja­wia­jące się w ich gło­wach ob­razy, od­no­sząc się do ich wy­ra­zi­sto­ści, szcze­gó­ło­wo­ści i na­sy­ce­nia bar­wami.

Tym, co przy­kuło uwagę Gal­tona, były wy­stę­pu­jące po­mię­dzy uczest­ni­kami znaczne róż­nice w zdol­no­ściach do wy­obra­ża­nia so­bie nie­dawno zje­dzo­nych po­sił­ków. Wśród re­spon­den­tów byli tacy, któ­rzy twier­dzili, że wy­obra­żone śnia­da­nie nie­wiele różni się kształ­tem i wy­ra­zi­sto­ścią od rze­czy­wi­stego, ale w przy­padku in­nych ob­raz był znacz­nie bar­dziej roz­ma­zany i nie­do­okre­ślony. Jesz­cze inni mó­wili, że wła­ści­wie nie są w sta­nie przy­wo­łać żad­nych wi­zji zje­dzo­nego po­siłku. Po­dobne róż­nice do­ty­czące dzia­ła­nia wy­obraźni ku­zyn Dar­wina od­no­to­wy­wał także w in­nych ba­da­nych gru­pach. Wska­zy­wał na przy­kład, że ko­biety mają w za­kre­sie umie­jęt­no­ści przy­wo­ły­wa­nia ob­ra­zów prze­wagę nad męż­czy­znami, a dzieci ce­chuje więk­sza ła­twość wy­obra­ża­nia so­bie niż do­ro­słych. Szcze­gól­nie in­try­gu­jące wy­da­wało mu się jed­nak to, że w po­słu­gi­wa­niu się wy­obraź­nią dość słabo w jego ba­da­niach wy­pa­dali... na­ukowcy. Bry­tyj­ski ba­dacz po­czu­wał się do obo­wiązku wy­ja­śnie­nia uzy­ska­nych re­zul­ta­tów. Z jed­nej strony wy­da­wało mu się, że wy­bitne umy­sły po­tra­fią brać wy­obraź­nię w karby i nie zaj­mują jej ta­kimi bzdu­rami jak wy­obra­że­nia po­sił­ków, z dru­giej zaś wi­dział w przy­wo­ły­wa­niu kon­kret­nych wy­obra­żeń siłę opo­zy­cyjną wo­bec uogól­nio­nego, abs­trak­cyj­nego my­śle­nia. Mó­wiąc ina­czej, do­szedł do wnio­sku, że żywa, od­zy­wa­jąca się na co dzień wy­obraź­nia ra­czej nie idzie w pa­rze z ta­len­tem do pracy na­uko­wej. Kiedy czyta się pracę Gal­tona z dzi­siej­szej per­spek­tywy, można po­my­śleć, że sam wy­ka­zy­wał się nie lada wy­obraź­nią, uza­sad­nia­jąc, dla­czego u zaj­mu­ją­cych się na­uką mogą wy­stę­po­wać ta­kie de­fi­cyty.

Roz­po­znane przez Gal­tona za­gad­nie­nie trud­no­ści w two­rze­niu wy­obra­żeń po­dej­mo­wane jest obec­nie w ba­da­niach nad tak zwaną afan­ta­zją, o któ­rej wię­cej opo­wiemy w ostat­nim roz­dziale tej książki. Już te­raz za­sta­nówmy się, czy Gal­ton miał ra­cję, mó­wiąc, że na­ukowcy są na ba­kier z wy­obraź­nią? Na po­czątku XXI wieku po­sta­no­wiła spraw­dzić to para ame­ry­kań­skich ba­da­czy4. Wil­liam F. Bre­wer i Mar­lene Schom­mer-Aikins za­uwa­żyli, że choć wnio­ski Gal­tona wpły­nęły na dwu­dzie­sto­wieczny spo­sób my­śle­nia o wy­obraźni na­ukow­ców, to stoją one w sprzecz­no­ści z licz­nymi de­kla­ra­cjami przed­sta­wi­cieli świata na­uki, pod­kre­śla­ją­cymi zna­cze­nie wy­obraźni w ich co­dzien­nej pracy i do­ko­ny­wa­niu prze­ło­mo­wych od­kryć. Aby wy­ja­śnić tę za­gadkę, Bre­wer i Schom­mer-Aikins po­sta­no­wili od­two­rzyć do­świad­cze­nie Gal­tona, po­słu­gu­jąc się do­kład­nie tą samą śnia­da­niową pro­ce­durą oraz iden­tycz­nym sys­te­mem ko­do­wa­nia od­po­wie­dzi. Do udziału w ba­da­niu za­pro­sili kil­ku­dzie­się­ciu pro­fe­so­rów nauk przy­rod­ni­czych oraz grupę stu­den­tów.

Po prze­ana­li­zo­wa­niu wy­ni­ków oka­zało się, że co prawda wy­obra­że­nia stu­den­tów były nieco bar­dziej wy­ra­zi­ste niż twory wy­obraźni na­ukow­ców, to jed­nak zde­cy­do­wana więk­szość przed­sta­wi­cieli obu grup cha­rak­te­ry­zo­wała się cał­kiem nie­złą wy­obraź­nią. Czyżby więc Gal­ton my­lił się, twier­dząc, że wy­obraź­nia na­ukow­ców ku­leje? Cóż, wy­gląda na to, że tak. Bre­wer i Schom­mer-Aikins po­szli w swoim śledz­twie da­lej i przyj­rzeli się jesz­cze raz da­nym ze­bra­nym przez Gal­tona. Po za­po­zna­niu się z ma­te­ria­łem stwier­dzili, że z wy­obraź­nią ba­da­nych przez niego osób wcale nie było aż tak źle, a pły­nące z wy­ni­ków wnio­ski były zwy­czaj­nie prze­sa­dzone. Ta hi­sto­ryczna po­myłka mo­gła wziąć się z po­prze­dza­ją­cych ba­da­nia roz­mów Gal­tona z kil­koma wy­bit­nymi na­ukow­cami ów­cze­snej epoki, ma­ją­cymi szcze­gól­nie ubogą wy­obraź­nię, które wstęp­nie ukie­run­ko­wały go na spo­sób po­dej­ścia do ze­bra­nych da­nych.

Inna in­ter­pre­ta­cja przy­cho­dzi do głowy pod wpły­wem od­po­wie­dzi, ja­kiej Gal­to­nowi udzie­lił jego wielki ku­zyn Ka­rol Dar­win w li­ście z 14 li­sto­pada 1879 roku. Przy­rod­nik wska­zy­wał, że jego wy­obra­że­nie śnia­da­nia jest ko­lo­rowe i wy­ra­zi­ste, jed­nak opi­sał je na­stę­pu­ją­cymi sło­wami: "umiar­ko­wana, ale moje sa­motne śnia­da­nie było wcze­sne, a po­ra­nek ciemny"5. Może więc czę­ścią roz­wią­za­nia za­gadki sła­bej wy­obraźni dzie­więt­na­sto­wiecz­nych uczo­nych jest to, że spo­ży­wali oni śnia­da­nia w róż­nych wa­run­kach i o róż­nych go­dzi­nach. Na­to­miast pewne ob­razy, które po­ja­wiały się w ich gło­wach, to nie tyle nie­wy­raźne wy­obra­że­nia wy­raź­nych po­sił­ków, ile wy­raźne wy­obra­że­nia nie­wy­raź­nych za­ry­sów wi­dzia­nego na ta­ler­zach je­dze­nia?

"Po­ja­wiasz się i zni­kasz, i zni­kasz, i zni­kasz..."

Spo­sób, w jaki wy­obraź­nię sta­rał się uchwy­cić w swo­ich śnia­da­nio­wych ba­da­niach Gal­ton, po­krywa się z uję­ciem, we­dle któ­rego wy­obraź­nia to zdol­no­ści my­śle­nia o czymś, co nie jest obec­nie spo­strze­gane, ale jest, było lub będzie rze­czy­wi­ste w cza­sie i prze­strzeni. Ty­powa de­fi­ni­cja wy­obraźni, z którą za­po­znają się współ­cze­śni stu­denci psy­cho­lo­gii, tak na­prawdę wy­gląda bar­dzo po­dob­nie. Wy­obraź­nię przed­sta­wia się im bo­wiem jako zdol­ność do re­pre­zen­ta­cji świata po­zo­sta­jącą w ści­słym po­wią­za­niu ze spo­strze­ga­niem za po­mocą zmy­słów6. Wy­obra­żane obiekty mają sta­tus po­dobny do obiek­tów rze­czy­wi­stych, z tą jed­nak róż­nicą, że w da­nej chwili po­ja­wiają się je­dy­nie w na­szej gło­wie, a nie w świe­cie ze­wnętrz­nym. Po­dob­nie pod­cho­dzi do sprawy Joel Pe­ar­son, który twier­dzi, że obecny stan wie­dzy po­zwala uzna­wać wy­obra­że­nia wzro­kowe za słab­szą formę wzro­ko­wych spo­strze­żeń7.

To, jak wiele łą­czy wy­obraź­nię ze spo­strze­ga­niem, do­bit­nie ilu­strują kla­syczne ba­da­nia prze­pro­wa­dzone w 1910 roku przez Che­wesa W. Perky'ego w Cor­nell La­bo­ra­tory8. Perky chciał spraw­dzić po­ziom ludz­kich zdol­no­ści od­róż­nia­nia ob­ra­zów two­rzo­nych w umy­śle od ob­ra­zów, które rze­czy­wi­ście po­ja­wiają się przed na­szymi oczami. Ba­dane przez niego osoby miały, pa­trząc we wska­zany punkt na kwa­dra­to­wym ekra­nie, wy­obra­żać so­bie na przy­kład czer­wo­nego po­mi­dora, nie­bie­ską książkę, żół­tego ba­nana czy zie­lony liść. Po chwili ba­da­nych pro­szono o opi­sa­nie swo­ich wy­obra­żeń. Kiedy uczest­nicy za­czy­nali to ro­bić, eks­pe­ry­men­ta­to­rzy za po­mocą spe­cjal­nej apa­ra­tury wy­świe­tlali na ekra­nie wcze­śniej przy­go­to­wane gra­fiki zgodne za­równo kształ­tem, jak i ko­lo­rem z wy­obra­ża­nymi obiek­tami.

Czy to moż­liwe, by ba­dani nie orien­to­wali się, że w trak­cie ba­da­nia pa­trzą na po­mi­dory, książki czy li­ście już nie tylko oczyma du­szy, lecz także za po­mocą praw­dzi­wych ga­łek ocznych? Cóż, we wstęp­nym eks­pe­ry­men­cie Perky'ego pe­wien dzie­się­cio­letni chło­piec - po­dob­nie jak jego ró­wie­śnik z ba­śni An­der­sena o no­wych sza­tach ce­sa­rza - do­strzegł szwin­del i za­de­kla­ro­wał, że to, co wi­dzi, to nie wy­twory wy­obraźni, ale cie­nie rzu­cane na ekran. Ina­czej było z dwiema na­sto­lat­kami, które uwa­żały opi­sy­wane obiekty za wy­twory wy­obraźni. Ba, jedna z nich była zresztą mocno za­sko­czona, gdy dzień póź­niej eks­pe­ry­men­ta­tor wy­ja­śnił jej całą pro­ce­durę! Ale co z do­ro­słymi? Perky po­daje, że w pod­da­nej do­świad­cze­niu gru­pie dwu­dzie­stu czte­rech stu­den­tów nie zna­lazł się nikt, kto uwa­żałby pre­zen­to­wane kształty za coś in­nego niż dzieło wy­obraźni. Mało tego, część ba­da­nych do­da­wała do swo­ich wi­zji bar­dziej szcze­gó­łowe ele­menty, wska­zu­jąc na przy­kład kon­kretny ty­tuł książki lub ga­tu­nek drzewa, z któ­rego po­cho­dził liść.

Przed­sta­wiony tak zwany efekt Perky'ego brzmi ty­leż spek­ta­ku­lar­nie, co nie­wia­ry­god­nie. Nic więc dziw­nego, że w póź­niej­szych la­tach zna­leźli się na­ukowcy, któ­rzy po­sta­no­wili zba­dać go sa­mo­dziel­nie. Jedno z ta­kich ba­dań prze­pro­wa­dził Syd­ney J. Se­gal na kil­ku­dzie­się­cio­oso­bo­wej gru­pie stu­den­tów9. Se­gal sa­dzał ba­da­nych na krze­śle, a po­tem pro­sił ich o wło­że­nie głowy do cze­goś w ro­dzaju stoż­ko­wa­tego kap­tura z ma­łym ekra­nem umiesz­czo­nym na wierz­chołku. Na­stęp­nie pro­sił uczest­ni­ków o wy­obra­że­nie so­bie ko­lejno ba­nana, pa­pugi, ro­śliny i skrzy­piec. Pierw­sze dwa wy­obra­że­nia po­wsta­wały wy­łącz­nie w gło­wach ba­da­nych, jed­nak wy­obra­że­niom ro­śliny i skrzy­piec to­wa­rzy­szyły rów­no­cze­sne pro­jek­cje na ekra­nie znaj­du­ją­cym się na końcu kap­tura. Gdy za­da­nie do­bie­gało końca, uczest­nicy byli py­tani o to, czy ich zda­niem w trak­cie ca­łego ba­da­nia na ekra­nach po­ja­wiały się tre­ści z ze­wnątrz. Po­tem po­dobne py­ta­nia za­da­wano już kon­kret­niej, w od­nie­sie­niu do wy­obra­żeń ro­śliny i skrzy­piec. Po prze­ana­li­zo­wa­niu wy­ni­ków Se­gal do­szedł do wnio­sków zbież­nych z tymi, ja­kie wy­pły­wały z ba­dań Perky'ego - na po­zio­mie ogól­nym ba­dani bar­dzo słabo ra­dzili so­bie z od­róż­nia­niem wy­obra­żeń od wy­świe­tla­nych na ekra­nie ob­raz­ków. Kiedy jed­nak ba­dacz za­da­wał uczest­ni­kom py­ta­nia na­pro­wa­dza­jące, nie­któ­rzy z nich udzie­lali od­po­wie­dzi su­ge­ru­ją­cych do­strze­ga­nie w trak­cie ba­da­nia dziw­nych ele­men­tów. Je­den z ba­da­nych po­wie­dział na przy­kład, że ze skrzyp­cami chyba było coś nie tak, bo o ile przy wy­obra­że­niu so­bie ro­śliny mu­siał się na­mę­czyć, o tyle skrzypce po­ja­wiły się w jego wy­obraźni za­sta­na­wia­jąco szybko. In­te­re­su­jące jest jed­nak to, że... wi­zja ro­śliny też była ba­da­nym pod­po­wia­dana na ekra­ni­kach. Dla­czego za­tem nasz de­tek­tyw tak bar­dzo mę­czył się nad jej wy­obra­ża­niem?

Czy ob­raz to na­prawdę ob­raz?

Współ­cze­śnie dzia­ła­nie efektu Perky'ego opi­suje się w świe­tle usta­leń neu­ro­bio­lo­gicz­nych. Uwagę zwraca się szcze­gól­nie na to, że pod­czas za­równo od­bioru bodź­ców wzro­ko­wych, jak i two­rze­nia wi­zu­al­nych wy­obra­żeń ak­ty­wi­zują się w na­szych mó­zgach te same ob­szary10. Kiedy za­py­tamy lu­dzi wo­kół, czy uwa­żają swoje wy­obra­że­nia za po­dobne do spo­strze­ga­nych obiek­tów, za­pewne od­po­wie­dzą twier­dząco. Jaka jest jed­nak re­la­cja po­mię­dzy oso­bi­stym wra­że­niem do­świad­cza­nia men­tal­nych ob­ra­zów a tym, co na­prawdę dzieje się w na­szych umy­słach? W la­tach sie­dem­dzie­sią­tych ubie­głego wieku roz­go­rzał na ten te­mat psy­cho­lo­giczny spór, który prze­szedł do hi­sto­rii jako "de­bata nad wy­obraź­nią" (ang. ima­gery de­bate)11. W spo­rze tym starli się zwo­len­nicy tezy, że pod­czas wy­obra­żeń ludzki umysł na­prawdę prze­twa­rza ob­razy, oraz zwo­len­nicy po­dej­ścia mó­wią­cego, że pier­wot­nymi kloc­kami, z któ­rych bu­duje na­sza wy­obraź­nia, są ukryta wie­dza i sądy na te­mat rze­czy­wi­sto­ści. W ka­te­go­riach po­pkul­tu­ro­wych spór ten można okre­ślić z grub­sza jako Willy Wonka kon­tra Ma­trix. Czy­tel­nicy, któ­rzy oglą­dali film Char­lie i fa­bryka cze­ko­lady (reż. T. Bur­ton, 2005), pa­mię­tają pew­nie scenę trans­mi­to­wa­nia cze­ko­lady do te­le­wi­zora. W świe­cie Willy'ego Wonki po­ja­wia­jąca się w te­le­wi­zji cze­ko­lada nie różni się od cze­ko­lady rze­czy­wi­stej. Osią świata Ma­trixa (reż. ro­dzeń­stwo Wa­chow­skich, 1999) jest zaś za­ło­że­nie, że do­świad­czane wra­że­nia są re­zul­ta­tem pro­ce­sów o zu­peł­nie in­nym, cy­fro­wym cha­rak­te­rze.

Ar­gu­men­tów za tezą, że na­sze wy­obra­że­nia rze­czy­wi­ście mają ob­ra­zową na­turę, do­star­czył słynny eks­pe­ry­ment Ro­gera N. ­She­parda i Ja­cqu­eline Met­zler, opi­sany w ar­ty­kule z 1971 roku12. Ba­da­cze wy­ko­rzy­stali w nim dwu­wy­mia­rowe ry­sunki trój­wy­mia­ro­wych kształ­tów zło­żo­nych z dzie­się­ciu sze­ścia­nów po­skle­ja­nych ze sobą bo­kami. Brzmi skom­pli­ko­wa­nie, ale tak na­prawdę cho­dzi tu o coś w ro­dzaju wę­ży­ków zbu­do­wa­nych z dzie­się­ciu ko­stek cu­kru, któ­rych ścianki wcze­śniej lekko by­śmy na­mo­czyli, aby mo­gły się do sie­bie kleić. Za­da­niem uczest­ni­ków było przy­glą­da­nie się pa­rom ta­kich kształ­tów i wska­zy­wa­nie, czy są iden­tyczne, czy też nie. Sęk w tym, że oglą­dane obiekty były wzglę­dem sie­bie ob­ró­cone i to za­równo w sen­sie dwu­wy­mia­ro­wym (czyli tak jak przy ob­ra­ca­niu kie­row­nicą auta), jak i we­dle wy­miaru głębi.

Ba­dane przez She­parda i Met­zler osoby mó­wiły, że aby upo­rać się z za­da­niem, wy­obra­żały so­bie ru­chy trój­wy­mia­ro­wych obiek­tów, ma­jące na celu ich do­pa­so­wa­nie. Czyżby więc w na­szych umy­słach fak­tycz­nie do­cho­dziło do krę­ce­nia stwo­rzo­nymi tam mo­de­lami trój­wy­mia­ro­wych wę­ży­ków? Po­prze­sta­jąc na ana­li­zie sa­mych wy­po­wie­dzi, tak na­prawdę na­dal jed­nak nie wy­szli­by­śmy poza sferę tego, co na te­mat dzia­ła­nia umy­słu wy­daje nam się na pod­sta­wie oso­bi­stych wra­żeń. Pro­wa­dzący ba­da­nie na­ukowcy za­uwa­żyli jed­nak, że czas udzie­la­nia od­po­wie­dzi przy po­rów­ny­wa­niu iden­tycz­nych kształ­tów był za­leżny od stop­nia, w ja­kim je­den obiekt był ob­ró­cony wzglę­dem dru­giego - aż do skraj­nego po­ziomu 180 stopni. Efekt ten po­ja­wiał się i w przy­padku ro­ta­cji "prawo-lewo", i w przy­padku ro­ta­cji "w głąb". A nieco do­kład­niej: na każde 60 stopni ob­rotu czas wy­ko­ny­wa­nia za­da­nia wy­dłu­żał się o mniej wię­cej se­kundę. Można więc po­wie­dzieć, że jego uczest­nicy za­cho­wy­wali się tak, jakby fak­tycz­nie w ich umy­słach do­cho­dziło do prze­strzen­nego ob­ra­ca­nia obiek­tów, a czas wy­ko­ny­wa­nia za­da­nia wią­zał się z ilo­ścią pracy, jaką na­le­żało przy tym wy­ko­nać.

Dwa lata póź­niej Lynn A. Co­oper i Ro­ger N. She­pard opu­bli­ko­wali wy­niki in­nych ba­dań, w któ­rych tym ra­zem wy­ko­rzy­sty­wano dwu­wy­mia­rowe przed­sta­wie­nia liczb i li­ter oraz ich lu­strzane od­bi­cia13. Opi­sane tam pro­ce­dury obej­mo­wały szer­szy za­kres aspek­tów, ale ogólne wnio­ski, ja­kie z nich wy­pły­wają, są zbieżne z tymi do­ty­czą­cymi umy­sło­wej ro­ta­cji obiek­tów trój­wy­mia­ro­wych. Co wię­cej, na wy­kre­sach pre­zen­to­wa­nych przez Co­oper i She­parda wy­raź­nie wi­dać, że czas re­ak­cji wzra­sta do mo­mentu osią­gnię­cia ro­ta­cji wy­no­szą­cej 180 stopni, po czym za­czyna spa­dać. Wy­gląda to tak, jakby lu­dzie nie tylko na­prawdę do­ko­ny­wali umy­sło­wego ob­ra­ca­nia obiek­tów, ale ro­bili to w moż­li­wie naj­bar­dziej oszczędny spo­sób i na przy­kład za­miast krę­cić w lewo o 270 stopni, wy­bie­rali ob­rót w prawo o 90 stopni. Je­śli efekt jest ten sam, to po co się nad­mier­nie mę­czyć!

Mniej wię­cej w tym sa­mym cza­sie wy­niki swo­jego ba­da­nia nad tak zwa­nym ska­nin­giem umy­sło­wym (ang. men­tal scan­ninng) opu­bli­ko­wał Ste­phen M. Kos­slyn14 - być może naj­więk­szy orę­dow­nik ob­ra­zo­wego uję­cia wy­obra­żeń, który przez wiele de­kad dzia­łał na rzecz wła­śnie tego sta­no­wi­ska15. Aby prze­pro­wa­dzić przy­wo­ły­wane ba­da­nie, ko­nieczne było przy­go­to­wa­nie dzie­się­ciu ry­sun­ków, z któ­rych pięć przed­sta­wiało rze­czy zo­rien­to­wane po­ziomo (sa­mo­chód, mo­to­rówka, grze­chot­nik, sa­mo­lot i lo­ko­mo­tywa), a ko­lej­nych pięć uka­zy­wało obiekty o pio­no­wym kształ­cie (wieża, ro­ślina, czło­wiek, ra­kieta i lampa). Każdy ry­su­nek za­wie­rał pewne szcze­góły umiej­sco­wione mniej wię­cej po­środku (na przy­kład ka­bina sa­mo­lotu czy li­ście ro­śliny) oraz inne zlo­ka­li­zo­wane na brzegu (na przy­kład śmi­gło czy kwiat). Kos­slyn po­ka­zy­wał te kształty ba­da­nym lu­dziom, a po­tem in­stru­ował ich, by za­częli je so­bie wy­obra­żać. Część uczest­ni­ków - na­zwijmy ich "ca­ło­ściow­cami" - pro­szona była o to, by wy­obra­że­nie miało cha­rak­ter ogólny, inni ba­dani ("fo­ku­sowcy") mieli skon­cen­tro­wać swoje wy­obra­że­nie na kon­kret­nym ele­men­cie ob­razu znaj­du­ją­cym się w jego skraj­nym punk­cie. Na­stęp­nie ba­dani sły­szeli słowo od­no­szące się do ele­mentu z cen­tral­nej lub prze­ciw­le­głej czę­ści ob­razka, a ich za­da­niem było jak naj­szyb­sze udzie­le­nie od­po­wie­dzi na py­ta­nie, czy wy­mie­niony ele­ment fak­tycz­nie się na ob­razku znaj­do­wał.

Kos­slyna szcze­gól­nie in­te­re­so­wał czas, w ja­kim "ca­ło­ściowcy" i "fo­ku­sowcy" udzie­lali od­po­wie­dzi w tych przy­pad­kach, gdy py­tano ich o ele­menty ob­raz­ków, które rze­czy­wi­ście się na nich znaj­do­wały. "Ca­ło­ściowcy" od­po­wia­dali w po­dob­nym tem­pie bez względu na to, gdzie znaj­do­wał się ele­ment, o który byli py­tani. Ina­czej było z "fo­ku­sow­cami", któ­rzy naj­szyb­ciej od­po­wia­dali wtedy, gdy py­tano ich o rze­czy po­ło­żone w "punk­cie sku­pie­nia", a im da­lej się one znaj­do­wały, tym dłuż­szy był czas udzie­la­nia od­po­wie­dzi16. Skąd brał się ten efekt? Można po­dej­rze­wać, że ba­dani w swo­ich umy­słach wy­ko­ny­wali pracę po­dobną do rze­czy­wi­stego oglą­da­nia ob­razu. Je­śli na przy­kład sku­pimy wzrok na twa­rzy Matki Whi­stlera i zo­sta­niemy za­py­tani, czy ko­bieta ma rę­ka­wiczki, to prze­nie­sie­nie wzroku na dło­nie ko­biety zaj­mie nam mniej czasu niż spraw­dze­nie, czy na jej sto­pach znaj­dują się buty. Po­dob­nie mia­łyby dzia­łać na­sze umy­słowe wy­obra­że­nia, któ­rych po­szcze­gólne ele­menty są wzglę­dem sie­bie od­da­lone o okre­ślony dy­stans.

Kilka lat póź­niej Kos­slyn wraz z dwoma współ­pra­cow­ni­kami przed­sta­wili wy­niki paru in­nych eks­pe­ry­men­tów wspie­ra­ją­cych kon­cep­cję ob­ra­zo­wej na­tury wy­obra­żeń17. W li­te­ra­tu­rze psy­cho­lo­gicz­nej szcze­gól­nie czę­sto przy­wo­łuje się wy­niki dru­giego z nich, w któ­rym uczest­nicy byli za­bie­rani w coś w ro­dzaju wy­obra­żo­nej po­dróży. Eks­pe­ry­men­ta­to­rzy po­ka­zy­wali ba­da­nym oso­bom mapę przed­sta­wia­jącą wy­spę po­dobną kształ­tem do Is­lan­dii lub Au­stra­lii. Na ma­pie znaj­do­wało się też sie­dem ilu­stra­cji przed­sta­wia­ją­cych na przy­kład stud­nię, sza­łas czy je­zioro. Za­da­niem uczest­ni­ków było ta­kie na­ucze­nie się kształtu mapy oraz umiej­sco­wie­nia wszyst­kich wy­stę­pu­ją­cych na niej obiek­tów, żeby bez pro­blemu byli w sta­nie wy­obra­zić so­bie cały ry­su­nek. Kiedy już mieli to opa­no­wane, ba­da­cze przy­stę­po­wali do naj­waż­niej­szej czę­ści. Osoby bio­rące udział w do­świad­cze­niu in­stru­owano, że po usły­sze­niu słowa okre­śla­ją­cego któ­ryś z obiek­tów na ma­pie po­winni skon­cen­tro­wać swoje wy­obra­że­nie wła­śnie na nim. Pięć se­kund póź­niej ba­dani sły­szeli inne słowo, a ich za­da­niem było prze­ska­no­wa­nie umy­sło­wej mapy i udzie­la­nie za po­mocą spe­cjal­nych gu­zi­ków od­po­wie­dzi na py­ta­nie, czy dany obiekt znaj­do­wał się na niej, czy też nie. Dal­szy ciąg tej opo­wie­ści jest już wła­ści­wie ła­twy do prze­wi­dze­nia - w im więk­szej od­le­gło­ści znaj­do­wały się od sie­bie pierw­szy i drugi obiekt, tym wię­cej czasu po­trze­bo­wali ba­dani na udzie­le­nie od­po­wie­dzi. Zu­peł­nie tak jakby uczest­nicy eks­pe­ry­mentu wy­ko­ny­wali rze­czy­wi­stą po­dróż pal­cem po umy­sło­wej ma­pie.

W ba­da­niach nad na­turą wy­obra­żeń nie­ba­ga­telną rolę ode­grały rów­nież zwie­rzęta, a ra­czej to, co mo­żemy po­wie­dzieć na ich te­mat, po­słu­gu­jąc się je­dy­nie umy­sło­wymi ob­ra­zami. Wy­obraźmy so­bie ja­kieś zwie­rzę, na przy­kład lwa, a obok niego inne, na przy­kład kró­lika. Za­sta­nówmy się te­raz nad tym, czy nasz wy­obra­żony lew ma ogon. Go­towe? To te­raz za­sta­nówmy się, czy wy­obra­żony kró­lik ma pa­zury. Je­śli na­sze umy­sły dzia­łają po­dob­nie do umy­słów lu­dzi ba­da­nych przez Kos­slyna18, od­po­wiedź na dru­gie py­ta­nie po­winna za­jąć nam nieco wię­cej czasu niż na pierw­sze. Dla­czego? Cóż, lu­dzie mają ten­den­cję do wy­obra­ża­nia so­bie zwie­rząt w re­ali­stycz­nej skali. In­nymi słowy, wy­obra­żony kró­lik po­wi­nien być znacz­nie mniej­szy od wy­obra­żo­nego lwa. Po­nie­waż zaś wy­obra­żone kró­li­cze pa­zurki nie rzu­cają się za­nadto w oczy, aby od­po­wie­dzieć na na­sze py­ta­nie, mu­sie­li­śmy wy­ko­nać coś jakby men­talny zoom, który za­jął nam nieco czasu. Po­dobny efekt wiąże się z umy­sło­wym roz­my­wa­niem kształ­tów zwie­rząt w miarę ich przy­bli­ża­nia. Aby zro­zu­mieć jego dzia­ła­nie, wy­obraźmy so­bie naj­pierw sło­nia, a póź­niej psa i cho­mika, a na­stęp­nie spró­bujmy przy­bli­żać so­bie ich umy­słowe ob­razy aż do mo­mentu, gdy kształty zwie­rząt staną się dla nas nie­wy­raźne. Je­śli mie­li­by­śmy te­raz osza­co­wać od­le­głość, w któ­rej się one od nas znaj­dują, to naj­bli­żej na­szych oczu po­wi­nien znaj­do­wać się roz­myty cho­mik, a naj­da­lej roz­myty słoń. Efekt ten we­dług Kos­slyna bie­rze się z cech umy­sło­wych ob­ra­zów zwią­za­nych z za­cho­wy­wa­niem skali.

Ka­myczki do ob­ra­zo­wego ogródka

Przed­sta­wione wy­niki eks­pe­ry­men­tów ekipy ob­ra­zo­wej skła­niają do przy­ję­cia po­pie­ra­nego przez nią po­dej­ścia. W na­uce nie cho­dzi jed­nak o to, by cią­gle so­bie po­ta­ki­wać i wy­szu­ki­wać ko­lejne przy­kłady po­twier­dza­jące daną kon­cep­cję. Praw­dziwy po­li­gon dla teo­rii na­uko­wych po­lega na ich te­sto­wa­niu w krzy­żo­wym ogniu py­tań i wąt­pli­wo­ści. Nie ina­czej było z ob­ra­zową kon­cep­cją dzia­ła­nia wy­obraźni. Tak jak w ży­ciu każ­dego Bat­mana w końcu po­ja­wia się Jo­ker, tak po­dej­ście ob­ra­zowe mu­siało zmie­rzyć się z wy­zwa­niem, ja­kie rzu­cił mu ka­na­dyj­ski ba­dacz Ze­non Py­ly­shyn19.

Za co Py­ly­shyn kry­ty­ko­wał po­dej­ście ob­ra­zowe? Naj­pro­ściej rzecz uj­mu­jąc, cho­dziło o to, że zwo­len­nicy tego po­dej­ścia zwy­czaj­nie idą na ła­twi­znę. Po­do­bień­stwo wy­obra­żeń do ob­ra­zów czy in­nych two­rów gra­ficz­nych jest bli­skie co­dzien­nemu do­świad­cze­niu więk­szo­ści z nas. Jakże pięk­nie by­łoby, gdyby na­uka po­twier­dzała, że rów­nież na głęb­szym po­zio­mie dzia­ła­nia umy­słu wszystko prze­biega do­kład­nie lub pra­wie do­kład­nie tak samo. Py­ly­shyn uwa­żał, że wła­śnie ta­kiemu pra­gnie­niu dają się uwo­dzić wszy­scy ci, na któ­rych wra­że­nie ro­bią wy­niki ba­dań nad ro­ta­cją umy­słową, umy­sło­wym ska­nin­giem czy umy­sło­wym zoo­mem. W jego pra­cach znaj­dziemy wiele (no­men omen) prze­ma­wia­ją­cych do wy­obraźni ar­gu­men­tów prze­strze­ga­ją­cych przed zbyt szyb­kim pój­ściem na skróty. Ba­dacz wska­zuje na przy­kład, że kiedy ktoś prosi nas o wy­obra­że­nie so­bie kwiatka, to przed na­szymi oczami stają te czy inne od­miany kwia­tów, na­to­miast żadne ob­razy nie stają przed oczami wtedy, gdy mamy wy­obra­zić so­bie de­mo­kra­cję20. Nie wszyst­kie na­sze wy­obra­że­nia są za­tem do­świad­czane tak, jakby miały po­stać ob­ra­zową, a część z nich ma po­stać słowną21. Py­ly­shyn po­su­nął się jed­nak w swo­ich wąt­pli­wo­ściach o krok da­lej. No bo co, je­śli za­równo ob­ra­zowa, jak i słowna po­stać wy­obra­żeń wcale nie od­po­wiada ich rze­czy­wi­stej, abs­trak­cyj­nej na­tu­rze, a je­dy­nie wy­daje się i nam, i na­ukow­com ob­ra­zow­com, że tak jest?

Inny ar­gu­ment Py­ly­shyna ma­jący od­sło­nić ilu­zję ob­ra­zo­wej po­staci wy­obra­żeń po­lega na przy­ła­py­wa­niu na go­rą­cym uczynku ich róż­nych nie­do­ró­bek. Kiedy na przy­kład ktoś prosi nas, by­śmy wy­obra­zili so­bie ja­kąś li­terę, na przy­kład tę, która w al­fa­be­cie pol­skim znaj­duje się mię­dzy "p" a "s"22, za­pewne już po chwili mamy po­czu­cie, że się nam to udało. Roz­łóżmy jed­nak na­sze wy­obra­że­nie na czyn­niki pierw­sze. Czy wy­obra­żona przez nas li­tera była wielka, czy mała? Jaki miała ko­lor? Czy była za­pi­sana kro­jem sze­ry­fo­wym, czy bez­sze­ry­fo­wym? A może była po­gru­biona lub po­chy­lona? Część z nas pew­nie wła­śnie za­uwa­żyła, że w stwo­rzo­nych przed chwilą wy­obra­że­niach nie­które z tych pa­ra­me­trów w ogóle nie były uwzględ­niane, a mimo to by­li­śmy prze­ko­nani, że udało nam się wy­obra­zić za­daną li­terę. Wła­śnie o to cho­dzi Py­ly­shy­nowi! W two­rzo­nych w umy­śle wy­obra­że­niach mo­żemy po­mi­jać liczne aspekty, któ­rych nie da się wy­eli­mi­no­wać z rze­czy­wi­stych ob­ra­zów, a i tak bę­dziemy mieli po­czu­cie, że po­zo­stają spraw­nymi wy­obra­że­niami. Ba, na­wet nie mamy po­ję­cia o wy­stę­pu­ją­cych w na­szych wy­obra­że­niach nie­do­rób­kach, do­póki ktoś nam o tym nie po­wie.

Prace ka­na­dyj­skiego psy­cho­loga są pi­sane tak, jakby miały przede wszyst­kim po­zo­sta­wić czy­tel­nika z prze­ko­na­niem, że dzia­ła­nie wy­obraźni nie ma cha­rak­teru ob­ra­zo­wego. Jak więc tłu­ma­czy się w nich rze­czy­wi­ste dzia­ła­nie wy­obraźni? We­dług Py­ly­shyna w na­uko­wym opo­wia­da­niu o wy­obraźni na­leży od­dzie­lać fak­tyczną ar­chi­tek­turę umy­słu uczest­ni­czącą w two­rze­niu wy­obra­żeń od oso­bi­stych do­świad­czeń, na które ogromny wpływ mają na­sze za­soby ukry­tej wie­dzy na dany te­mat. Wie­dzy ta­kiej nie da się przed­sta­wić na za­wo­ła­nie ani w pełni opi­sać jej za­war­to­ści, uczest­ni­czy ona jed­nak w umy­sło­wych sy­mu­la­cjach po­ja­wia­ją­cych się pod­czas two­rze­nia wy­obra­żeń. Wy­obraźmy so­bie na przy­kład efekt na­ło­że­nia nie­bie­skiego szkiełka na inne szkiełko w ko­lo­rze żół­tym. To, jak wy­gląda na­sze wy­obra­że­nie, za­leży przede wszyst­kim od po­sia­da­nej wie­dzy na te­mat mie­sza­nia barw. Ci, któ­rzy wie­dzą, że ko­lory żółty i nie­bie­ski dają ko­lor zie­lony, oczyma wy­obraźni zo­ba­czą za­pewne taki wła­śnie ob­ra­zek. Za­py­tajmy jed­nak o to samo ko­goś, kto ni­gdy nie mie­szał barw, a jego od­po­wiedź może być inna.

To te­raz wy­obraźmy so­bie pro­ces spa­da­nia z wy­so­ko­ści kilku me­trów na po­wierzch­nię po­zba­wio­nej at­mos­fery pla­nety dwóch kul wiel­ko­ści piłki do ko­szy­kówki. Na­sze wy­obra­żone kule mają się róż­nić tym, że jedna jest z pa­pieru, a druga z oło­wiu. Czy obie kule spa­dły w tym sa­mym cza­sie, czy może któ­raś z nich po­ru­szała się szyb­ciej? Choć in­tu­icja pod­po­wiada nam, że me­ta­lowa kulka po­winna do­tknąć po­wierzchni pla­nety pierw­sza, nie jest to zgodne z pra­wem fi­zyki do­ty­czą­cym swo­bod­nego spa­da­nia ciał w polu gra­wi­ta­cyj­nym, we­dle któ­rego obie kulki po­winny spaść na po­wierzch­nię pla­nety w tym sa­mym cza­sie. Na­sze wy­obra­że­nie na­siąka jed­nak wie­dzą ukrytą, zwią­zaną z po­tocz­nymi ob­ser­wa­cjami spa­da­ją­cych obiek­tów, na które oprócz ziem­skiej gra­wi­ta­cji działa wię­cej sił, na przy­kład opór po­wie­trza. W po­dobny spo­sób można tłu­ma­czyć efekty po­ja­wia­jące się w ba­da­niach do­ty­czą­cych umy­sło­wego ska­no­wa­nia map czy ob­ra­ca­nia trój­wy­mia­ro­wych obiek­tów. Na przy­kład zwią­zek od­le­gło­ści na ma­pie z cza­sem udzie­la­nia od­po­wie­dzi mógłby brać się z tego, że uczest­nicy eks­pe­ry­mentu po­in­stru­owani o na­tu­rze za­da­nia, przed ja­kim stoją, au­to­ma­tycz­nie włą­czali znane z ży­cia ele­menty ukry­tej wie­dzy na te­mat po­ru­sza­nia się i dy­na­miki ru­chu w cza­sie23.

"Moja ra­cja jest moj­sza..."

Czy w spo­rze o rze­czy­wi­stą na­turę wy­obra­żeń ra­cję ma Kos­slyn, czy Py­ly­shyn? Po czy­jej sta­nąć stro­nie? Cóż, od­po­wiedź na to py­ta­nie nie jest oczy­wi­sta. Pro­wa­dzone w ostat­nich de­ka­dach ba­da­nia neuro­ob­ra­zowe24 wy­raź­nie po­ka­zują, że pod­czas two­rze­nia men­tal­nych wy­obra­żeń w na­szych mó­zgach ak­ty­wują się te same ob­szary co pod­czas rze­czy­wi­stego spo­strze­ga­nia obiek­tów w na­szym oto­cze­niu. Dla jed­nych, szcze­gól­nie dla tych, któ­rzy utoż­sa­miają pracę umy­słu z dzia­ła­niem mó­zgu, sta­nowi to nie­pod­wa­żalny ar­gu­ment za po­dej­ściem Kos­slyna. Inni zaś (za­pewne ci, któ­rzy uwa­żają, że na pod­sta­wie ob­ser­wa­cji naj­bar­dziej pod­sta­wo­wego po­ziomu dzia­ła­nia urzą­dze­nia nie da się okre­ślić pro­ce­sów, ja­kie w nim za­cho­dzą) wciąż po­zo­stają nie­prze­ko­nani. Może jed­nak wyj­ście jest prost­sze, niż mo­gli­by­śmy przy­pusz­czać? Może wcale nie trzeba opo­wia­dać się po żad­nej ze stron, bo dużo wię­cej po­znaw­czej przy­jem­no­ści do­star­cza przy­glą­da­nie się wy­ni­kom ba­dań, które moc­niej wspie­rają cza­sem pierw­sze, a cza­sem dru­gie sta­no­wi­sko?

Przyj­rzyjmy się na przy­kład wy­ni­kom ba­da­nia nad umy­sło­wym ob­ra­ca­niem obiek­tów, prze­pro­wa­dzo­nego przez Pe­tera Sle­zaka25. Ba­dacz ten po­ka­zy­wał uczest­ni­kom na ekra­nie czarno-białe ry­sunki zwie­rząt, ta­kich jak kaczka czy ko­nik mor­ski, i po­zwa­lał przy­glą­dać się im przez dzie­sięć se­kund. Po tym cza­sie ob­razki zni­kały, a ba­dani mieli za za­da­nie przy­wo­łać ich wy­obra­że­nia, a na­stęp­nie ob­ró­cić je w umy­śle o 90 stopni, zgod­nie z ru­chem wska­zó­wek ze­gara. Kiedy uczest­nicy de­kla­ro­wali, że udało się im już osią­gnąć ten efekt, Sle­zak pro­sił o opi­sa­nie rze­czy wi­dzia­nej oczyma wy­obraźni z no­wej ob­ró­co­nej per­spek­tywy.

Sęk w tym, że całe ba­da­nie zo­stało bar­dzo spryt­nie za­pro­jek­to­wane. Każdy z pre­zen­to­wa­nych ob­raz­ków był jed­nym z tych, które w za­leż­no­ści od punktu wi­dze­nia mogą przed­sta­wiać różne rze­czy - ob­ró­cona o 90 stopni kaczka wy­glą­dała jak kró­lik, a ko­nik mor­ski za­mie­niał się w śli­maka. Jak po­daje Sle­zak, żad­nemu uczest­ni­kowi ba­da­nia nie udało się po­praw­nie opi­sać ob­ró­co­nego wy­glądu pierw­szego z po­ka­zy­wa­nych im ob­raz­ków, z na­stęp­nymi ra­dzili już so­bie nieco le­piej. Po­wody ta­kiego stanu rze­czy są do­syć zro­zu­miałe - za pierw­szym ra­zem ba­dani nie wie­dzieli, jaki bę­dzie dal­szy ciąg za­da­nia, i za­czy­nali ob­ra­cać od­wzo­ro­wa­nie ob­razka w umy­śle do­piero po znik­nię­ciu jego rze­czy­wi­stej wer­sji. Na dal­szych eta­pach mieli jed­nak szansę ob­ra­cać kształt jesz­cze wtedy, gdy wi­dzieli go przed oczami. Wy­niki ta­kie jak te stu­dzą nieco en­tu­zjazm zwią­zany z po­dej­ściem ob­ra­zo­wym, we­dle któ­rego umy­słowa ro­ta­cja ob­raz­ków zwie­rząt nie po­winna być ni­czym trud­nym. Przy men­tal­nym ob­ra­ca­niu pierw­szej z po­ka­zy­wa­nych ilu­stra­cji ba­dani mo­gli mieć po­czu­cie, że ro­bią to we wła­ściwy spo­sób. Nie­umie­jęt­ność do­strze­że­nia wi­ze­runku kró­lika w ob­ró­co­nej kaczce po­ka­zuje jed­nak, że na­sze su­biek­tywne wra­że­nia by­wają w ta­kich przy­pad­kach błędne.

Cie­kawe ba­da­nia do­ty­czące umy­sło­wego ob­ra­ca­nia przed­mio­tów, które uwzględ­niały per­spek­tywę za­równo ob­ra­zową, jak i abs­trak­cyjną, zo­stały prze­pro­wa­dzone w Pol­sce przez ba­da­czy z Ka­to­lic­kiego Uni­wer­sy­tetu Lu­bel­skiego26. W pierw­szym z do­świad­czeń au­to­rzy po­ka­zy­wali uczest­ni­kom na ekra­nie kom­pu­tera pro­ste lub zło­żone obiekty trój­wy­mia­rowe, które bądź od­wzo­ro­wy­wały znane z ży­cia co­dzien­nego przed­mioty (na przy­kład jabłko, fajka, sku­ter lub sa­mo­lot), bądź też miały cha­rak­ter abs­trak­cyjny i przy­po­mi­nały ra­czej no­wo­cze­sne rzeźby albo przed­mioty de­ko­ra­cyjne. Co wię­cej, obiekty te nie były pre­zen­to­wane w po­zba­wio­nej in­nych ele­men­tów prze­strzeni, ale w po­miesz­cze­niu przy­po­mi­na­ją­cym salę wy­sta­wową. Uczest­nicy eks­pe­ry­mentu mieli zaś wska­zy­wać, czy dany zro­to­wany obiekt jest iden­tyczny z wcze­śniej wi­dzia­nym obiek­tem wzor­co­wym, czy też jest jego lu­strza­nym od­bi­ciem. Za­da­nie ba­da­nych osób było więc po­dobne do tego, przed ja­kim kil­ka­dzie­siąt lat wcze­śniej sta­wali uczest­nicy eks­pe­ry­mentu She­parda i Met­zler.

Uzy­skane re­zul­taty po­twier­dziły, że im bar­dziej po­obra­cane wzglę­dem sie­bie były oglą­dane obiekty, tym dłuż­szy był czas re­ak­cji ba­da­nych, co w pełni zga­dzało się z kla­sycz­nymi wy­ni­kami po­dob­nych eks­pe­ry­men­tów sprzed kilku de­kad. Oka­zało się jed­nak, że na czas i po­praw­ność od­po­wie­dzi nie miało wpływu ani to, czy dany obiekt przed­sta­wiał coś zna­nego ba­da­nym z ży­cia co­dzien­nego, ani sto­pień jego zło­żo­no­ści. Zda­niem au­to­rów eks­pe­ry­mentu świad­czy to ra­czej na ko­rzyść po­pie­ra­nego przez Kos­slyna po­dej­ścia ob­ra­zo­wego. Wy­gląda bo­wiem na to, że do­tych­cza­sowe do­świad­cze­nie ba­da­nych z ta­kimi obiek­tami jak kubki, pa­tel­nie, spi­na­cze czy jabłka wcale nie po­ma­gało w roz­wią­zy­wa­niu za­da­nia eks­pe­ry­men­tal­nego.

Idąc da­lej, au­to­rzy za­pro­jek­to­wali ko­lejne ba­da­nie, w któ­rym ob­ra­cane w umy­śle obiekty róż­niły się wie­loma pa­ra­me­trami, mię­dzy in­nymi roz­mia­rem oraz ma­te­ria­łem, z ja­kiego zo­stały wy­ko­nane: raz było to drewno, a raz mar­mur. Ana­liza wy­ni­ków wy­ka­zała, że czas umy­sło­wej ro­ta­cji obiek­tów drew­nia­nych był krót­szy niż tych zro­bio­nych z mar­muru. Wy­nik ten daje z ko­lei punkt teo­rii Py­ly­shyna mó­wią­cej o wy­ko­rzy­sty­wa­niu ukry­tej wie­dzy pod­czas two­rze­nia wy­obra­żeń. Dłuż­szy czas ob­ra­ca­nia w wy­obraźni obiek­tów mar­mu­ro­wych mógł wy­ni­kać z tego, że ba­dani ko­ja­rzyli ten ma­te­riał jako cięż­szy, a za­tem wy­ma­ga­jący więk­szego wy­siłku niż w przy­padku rze­czy zro­bio­nych z drewna. Wy­daje się jed­nak, że na czas umy­sło­wych ro­ta­cji obiek­tów w po­dobny spo­sób co two­rzywo po­wi­nien wpły­wać też roz­miar - więk­sze przed­mioty wy­ko­nane z da­nego ma­te­riału są zwy­kle cięż­sze niż mniej­sze. Efekt zwią­zany z wiel­ko­ścią obiek­tów jed­nak się nie po­ja­wił, co osła­bia nieco wnio­ski zwią­zane z wpły­wem ukry­tej wie­dzy.

Gdzie dwóch się bije...

Sta­no­wi­ska ob­ra­zowe i abs­trak­cyjne to pod­sta­wowe po­dej­ścia, z któ­rymi obec­nie za­po­znają się osoby stu­diu­jące psy­cho­lo­gię wy­obraźni. Li­sta kon­cep­cji dzia­ła­nia wy­obraźni jest jed­nak znacz­nie dłuż­sza, ale przy­wo­ły­wa­nie ich wszyst­kich wraz z wy­ni­kami ba­dań, które sta­no­wią dla nich bądź wspar­cie, bądź wy­zwa­nie, by­łoby pew­nie bar­dzo dłu­gie i żmudne. Nie chcąc więc ka­zać zbyt długo cze­kać na nas ko­lej­nym roz­dzia­łom tej książki, w skró­cie za­po­znajmy się z jesz­cze tylko dwoma po­my­słami na wy­obraź­nię, ja­kie po­ja­wiły się w gło­wach psy­cho­lo­gów.

W okre­sie, gdy spór mię­dzy Kos­sly­nem a Py­ly­shy­nem zdą­żył już się roz­krę­cić, swoją kon­cep­cję na te­mat wy­obra­żeń przed­sta­wił Al­lan Pa­ivio, który po­dob­nie jak Py­ly­shyn po­cho­dził z Ka­nady27. Ba­dacz ten jest au­to­rem teo­rii po­dwój­nego ko­do­wa­nia, mó­wią­cej o dwóch sys­te­mach - ob­ra­zo­wym i wer­bal­nym - od­po­wie­dzial­nych za two­rze­nie umy­sło­wych re­pre­zen­ta­cji świata ze­wnętrz­nego28. Sys­temy te od­po­wia­dają za po­wsta­wa­nie i prze­twa­rza­nie wy­obra­żeń, mo­gą­cych mieć po­stać za­równo ob­ra­zową (mó­wimy wtedy o tak zwa­nych ima­ge­nach), jak i słowną (tak zwane lo­go­geny). Co istotne, nie­które wy­obra­że­nia mogą mieć i jedną, i drugą po­stać. Przy­kła­dowo, kiedy usły­szymy zda­nie: "Na ta­le­rzu znaj­dują się ryba, frytki i sa­łatka", to na­sza wy­obraź­nia może two­rzyć sma­ko­wity ima­gen ro­dem z kon­cep­cji Kos­slyna. Je­śli jed­nak znamy ję­zyk an­giel­ski, ale nie po­słu­gu­jemy się nim w płynny, swo­bodny spo­sób, to zda­nie There is fish, chips and sa­lad on the plate po­winno ra­czej po­bu­dzić lo­go­gen od­po­wia­da­jący mu pod wzglę­dem tre­ści niż rze­czy­wi­stego obiektu, do któ­rego się od­nosi. Zwy­kle bywa tak, że im kon­kret­niej­szy jest dany obiekt, tym ła­twiej nadać mu umy­słową po­stać ima­genu, pod­czas gdy dla rze­czy abs­trak­cyj­nych na­tu­ral­niej­szym śro­do­wi­skiem jest sys­tem wer­balny. W za­leż­no­ści od po­trzeb nasz umysł po­słu­guje się raz ta­kimi, a raz ta­kimi re­pre­zen­ta­cjami, co może czę­ściowo wy­ja­śniać, dla­czego w ba­da­niach nad wy­obraź­nią uzy­skuje się wy­niki raz wspie­ra­jące kon­cep­cję ob­ra­zową, a raz nie. No i po­ka­zuje do­bit­nie, że wy­obra­że­nie jabłka i wy­obra­że­nie de­mo­kra­cji pod pew­nymi wzglę­dami są do sie­bie po­dobne, ale pod in­nymi mogą się wy­raź­nie róż­nić.

Teo­ria po­dwój­nego ko­do­wa­nia jest ni­czym da­jąca schro­nie­nie przy­stań, do któ­rej mo­żemy przy­bi­jać, pły­nąc na wo­dach wzbu­rzo­nych przez kil­ku­dzie­się­cio­letni spór Py­ly­shyna z Kos­sly­nem. Po­dej­ście za­pro­po­no­wane przez Ni­gela J.T. Tho­masa29 wy­pro­wa­dza jed­nak na­sze my­śle­nie na te­mat wy­obraźni na zu­peł­nie inne akweny. Ba­dacz ten przy­po­mina, że w hi­sto­rii my­śli hu­ma­ni­stycz­nej oraz w li­te­ra­tu­rze pięk­nej po­ję­cie wy­obraźni od­nosi się ra­czej do kre­atyw­nych aspek­tów funk­cjo­no­wa­nia umy­słu niż pro­ce­sów opi­sy­wa­nych w ka­te­go­riach do­tych­czas po­ja­wia­ją­cych się w tym roz­dziale. Do przed­sta­wie­nia tego, o co cho­dzi w za­pro­po­no­wa­nej przez Tho­masa teo­rii ak­tyw­nej per­cep­cji, może przy­dać się wiersz Ju­liu­sza Sło­wac­kiego pt. Nie­wia­domo co czyli ro­man­tycz­ność. W utwo­rze tym dwóch idą­cych drogą męż­czyzn wi­dzi zbli­ża­jący się ku nim czarny kształt. Pa­trzący na niego męż­czyźni za­czy­nają się za­sta­na­wiać: "Czy to pies? / Czy to bies?". Z lek­tury tek­stu do­wia­du­jemy się, że umy­słowe roz­terki dwóch je­go­mo­ściów nie zo­stają wy­ja­śnione, po­nie­waż do­cie­ra­jące do nich in­for­ma­cje nie były wy­star­cza­jące, by do­ko­nać osta­tecz­nego opo­wie­dze­nia się za tą czy inną opcją.

We­dług Tho­masa w na­szych umy­słach stale two­rzone są mo­dele ota­cza­ją­cej rze­czy­wi­sto­ści, a w dzia­ła­niu tym wielką rolę od­grywa wła­śnie wy­obraź­nia z ca­łym jej kre­atyw­nym po­ten­cja­łem. Mo­dele te mogą mieć bar­dzo zróż­ni­co­waną treść (ten sam czarny obiekt może być w jed­nych psem, a w in­nych bie­sem), umysł zaś nie­ustan­nie za­daje py­ta­nia o rze­czy­wi­stość, na które od­po­wie­dzi po­wstają na pod­sta­wie da­nych zbie­ra­nych za po­mocą zmy­słów. Je­śli na przy­kład dzięki wzro­kowi lub do­ty­kowi do­strze­żemy, że czarny kształt ma rogi, ogon za­koń­czony strzałką i roz­sz­cze­pione ko­pyto, przyj­miemy, że jest on "bie­sem", a mo­dele, w któ­rych był roz­po­zna­wany jako "pies", zo­staną odło­żone na bok. W sy­tu­acji gdy in­for­ma­cje zmy­słowe są nie­do­stępne, wy­obraź­nia ma na­prawdę sze­ro­kie pole do po­pisu, a two­rzone przez nią mo­dele nie są pod­da­wane szyb­kiej we­ry­fi­ka­cji. Po­myślmy tu na przy­kład o wy­cieczce do re­stau­ra­cji, w któ­rej po­trawy po­daje się w cał­ko­wi­tych ciem­no­ściach. Brak da­nych wzro­ko­wych spra­wia, że mu­simy po­le­gać tylko na po­zo­sta­łych zmy­słach, które nie­kiedy nie wy­star­czają, by od­gad­nąć, co tra­fiło do na­szych ust, i za praw­do­po­dobne uwa­żamy wiele al­ter­na­tyw­nych mo­deli na­szych wy­obra­żeń o tym, co w da­nej chwili jemy. Wła­śnie na tym po­lega pro­ces, który Tho­mas na­zywa ak­tywną per­cep­cją. Umysł za­opa­trzony w wy­obraź­nię nie koń­czy pracy po uzy­ska­niu da­nych zmy­sło­wych we­ry­fi­ku­ją­cych ten czy inny mo­del rze­czy­wi­sto­ści, ale za­daje ko­lejne py­ta­nia, ma­jące na celu jego do­pre­cy­zo­wa­nie. Wie­dząc, że stoi przed nami bies, mo­żemy wszak da­lej py­tać, czy to zło­wiesz­czy de­mon, czy ra­czej nie­groźny, prza­śny i ru­baszny dia­boł ro­dem z prozy An­drzeja Sap­kow­skiego.

Jesz­cze raz przy­wo­łajmy przed­sta­wione wcze­śniej po­rów­na­nie kon­cep­cji dzia­ła­nia wy­obraźni z rze­czy­wi­sto­ścią znaną z fil­mów Char­lie i fa­bryka cze­ko­lady oraz Ma­trix. Za­równo kon­cep­cja Py­ly­shyna, jak i kon­cep­cja Tho­masa mogą być uzna­wane za teo­rie ma­trik­sowe, jed­nak z zu­peł­nie in­nych po­wo­dów. U Py­ly­shyna ma­trik­sowe jest to, że istota dzia­ła­nia wy­obraźni jest od­mienna niż na­sze po­toczne wra­że­nia na jej te­mat. Choć wy­daje nam się, że we­wnętrzne oko umy­słu pod­rzuca nam ob­razy po­dobne do tych, ja­kie po­cho­dzą ze zmy­słów, za wszyst­kim mają stać bar­dziej abs­trak­cyjne pro­cesy. Tho­mas pro­po­nuje nam na­to­miast wi­zję związ­ków mię­dzy umy­słem, wy­obraź­nią, zmy­słami i świa­tem ze­wnętrz­nym, w któ­rej moż­liwe jest uwa­ża­nie do­wol­nego mo­delu rze­czy­wi­sto­ści za praw­dziwy, pod wa­run­kiem że nie zo­sta­nie on ne­ga­tyw­nie zwe­ry­fi­ko­wany przez in­for­ma­cje do­cie­ra­jące z ze­wnątrz. Wi­zja ta do­pusz­cza więc moż­li­wość ży­cia w świe­cie po­dob­nym temu z Ma­trixa, Tru­man Show czy se­rii gier The Sims30. Do­póki coś nie zmusi nas do po­rzu­ce­nia wcze­śniej­szych prze­ko­nań o rze­czy­wi­sto­ści, różne wa­rianty po­zo­stają w grze...

Przy­pisy

[1] L. Ste­ven­son, Twe­lve con­cep­tions of ima­gi­na­tion, "The Bri­tish Jo­ur­nal of Aesthe­tics" 2003, 43(3), s. 238-259.

[2] Po­ten­cjał na­szej wy­obraźni jest tak ogromny, że mo­żemy do­pa­try­wać się sensu tam, gdzie jego wy­stę­po­wa­nie jest mało praw­do­po­dobne. Przy­kła­dowo, na stro­nie in­ter­ne­to­wej http://wis­do­mof­cho­pra.com (do­stęp: 10.03.2021) działa lo­sowy ge­ne­ra­tor zdań, które można uznać za od­no­szące się do głę­bo­kich, trans­cen­dent­nych aspek­tów rze­czy­wi­sto­ści. W trak­cie pracy nad wpro­wa­dze­niem ge­ne­ra­tor ten ura­czył pi­szą­cego taką oto mą­dro­ścią: "Ist­nie­nie roz­wija się w śmier­telną bez­cza­so­wość" (Exi­stence unfolds into mor­tal ti­me­les­sness).

[3] F. Gal­ton, Sta­ti­stics of men­tal ima­gery, "Mind" 1880, 5, s. 301-318.

[4] W.F. Bre­wer, M. Schom­mer-Aikins, Scien­ti­sts are not de­fi­cient in men­tal ima­gery: Gal­ton re­vi­sed, "Re­view of Ge­ne­ral Psy­cho­logy" 2006, 10(2), s. 130-146.

[5] Tamże, s. 140.

[6] Zob. np. E. Nęcka, J. Orze­chow­ski, B. Szy­mura, Psy­cho­lo­gia po­znaw­cza, War­szawa: Wy­daw­nic­two Na­ukowe PWN, 2006, s. 66.

[7] J. Pe­ar­son, The vi­sual ima­gi­na­tion, w: A. Abra­ham (red.), The Cam­bridge Hand­book of Ima­gi­na­tion, Cam­bridge: Cam­bridge Uni­ver­sity Press, 2020, s. 175-186.

[8] Ch.W. Perky, An expe­ri­men­tal study of ima­gi­na­tion, "The Ame­ri­can Jo­ur­nal of Psy­cho­logy" 1910, 21, s. 422-452.

[9] S.J. Se­gal, The Perky ef­fect: Chan­ges in re­ality jud­ge­ments with chan­ging me­thods of in­qu­iry, "Psy­cho­no­mic Science" 1968, 12, s. 393-394.

[10] Za­równo pod­czas od­bie­ra­nia bodź­ców wzro­ko­wych, jak i w trak­cie wy­obra­ża­nia so­bie obiek­tów wi­zu­al­nych ak­tywne są ob­szary tak zwa­nej kory wzro­ko­wej zlo­ka­li­zo­wane w tyl­nej czę­ści mó­zgu. W trak­cie rze­czy­wi­stego wi­dze­nia do­cie­ra­jące do tych ob­sza­rów mó­zgu sy­gnały biorą swój po­czą­tek w na­rzą­dzie wzroku, czyli oczach. W przy­padku wy­obra­żeń sy­gnały ini­cjo­wane są w ob­sza­rach kory czo­ło­wej zwią­za­nych z dzia­ła­niem pa­mięci. Spo­strze­ga­nie można okre­ślać więc jako pro­ces "dół-góra", wy­obraź­nię zaś jako pro­ces "góra-dół"; zob. J. Pe­ar­son, The vi­sual ima­gi­na­tion, w: A. Abra­ham (red.), The Cam­bridge Hand­book of Ima­gi­na­tion, Cam­bridge: Cam­bridge Uni­ver­sity Press, 2020, s. 175-186.

[11] Ob­szerne stu­dium na te­mat tego sporu można zna­leźć w: P. Fran­cuz, Teo­ria wy­obraźni Ste­phana Kos­slyna. Próba re­in­ter­pre­ta­cji, w: P. Fran­cuz (red.), Ob­razy w umy­śle. Stu­dia nad per­cep­cją i wy­obraź­nią, War­szawa: Wy­daw­nic­two Na­ukowe SCHO­LAR, 2007, s. 149-189.

[12] R.N. She­pard, J. Met­zler, Men­tal ro­ta­tion of three-di­men­sio­nal ob­jects, "Science" 1971, 171, (3972), s. 701-703.

[13] L.A. Co­oper, R.N. She­pard, Chro­no­me­tric stu­dies of the ro­ta­tion of men­tal ima­ges, w: W.G. Chase (red.), Vi­sual In­for­ma­tion Pro­ces­sing, New York: Aca­de­mic Press, 1973, s. 75-176.

[14] S.M. Kos­slyn, Scan­ning vi­sual ima­ges: Some struc­tu­ral im­pli­ca­tions, "Per­cep­tion & Psy­cho­phy­sics" 1973, 14, s. 90-94.

[15] Zob. np. S.D. Slot­nick, W.L. Thomp­son, S.M. Kos­slyn, Vi­sual me­mory and vi­sual men­tal ima­gery re­cruit com­mon con­trol and sen­sory re­gions of the brain, "Co­gni­tive Neu­ro­science" 2012, 3(1), s. 14-20.

[16] Dla po­rządku trzeba wspo­mnieć, że w czę­ści grup Kos­slyn pro­sił ba­da­nych o do­ko­ny­wa­nie wi­zu­al­nych wy­obra­żeń, a w czę­ści - o ci­che opi­sy­wa­nie so­bie wcze­śniej wi­dzia­nych ob­ra­zów bądź to w ca­ło­ści, bądź w okre­ślo­nym "punk­cie sku­pie­nia". Tam, gdzie ba­dani mieli za za­da­nie two­rzyć wer­balne opisy, róż­nice w cza­sie re­ak­cji mię­dzy "ca­ło­ściow­cami" a "fo­ku­sow­cami" były jed­nak jesz­cze więk­sze. Zja­wi­sko to można tłu­ma­czyć ko­niecz­no­ścią po­skła­da­nia ob­ra­zów ze słów, co zaj­mo­wało ba­da­nym do­dat­kowe mi­li­se­kundy.

[17] S.M. Kos­slyn, T.M. Ball, B.J. Re­iser, Vi­sual ima­ges pre­se­rve me­tric spa­tial in­for­ma­tion: Evi­dence from stu­dies of image scan­ning, "Jo­ur­nal of Expe­ri­men­tal Psy­cho­logy: Hu­man Per­cep­tion and Per­for­mance" 1978, 4(1), s. 47-60.

[18] S.M. Kos­slyn, In­for­ma­tion re­pre­sen­ta­tion in vi­sual ima­ges, "Co­gni­tive Psy­cho­logy" 1975, 7(3), s. 341-370; tenże, On re­trie­ving in­for­ma­tion from vi­sual ima­ges. TIN­LAP '75: Pro­ce­edings of the 1975 work­shop on the­ore­ti­cal is­sues in na­tu­ral lan­gu­age pro­ces­sing, June 1976, s. 146-150.

[19] Wcze­sną kry­tykę wy­su­niętą przez Py­ly­shyna pod ad­re­sem po­dej­ścia ob­ra­zo­wego można zna­leźć w: Z. Py­ly­shyn, What the mind's eye tells the mind's brain, "Psy­cho­lo­gi­cal Bul­le­tin" 1973, 80(1), s. 1-24. Na po­czątku XXI wieku ba­dacz ten opu­bli­ko­wał pracę, w któ­rej z wła­snej per­spek­tywy pod­su­mo­wał trwa­jący trzy de­kady spór: tenże, Men­tal ima­gery: In se­arch of a the­ory, "Be­ha­vio­ral and Brain Scien­ces" 2002, 25(2), s. 157-238.

[20] Po­zna­łem jed­nak osobę, która twier­dziła, że po­trafi na wła­sny uży­tek kon­kre­ty­zo­wać ta­kie abs­trak­cyjne po­ję­cia. Kiedy roz­ma­wia­łem z nią o pły­cie ze­społu Kult za­ty­tu­ło­wa­nej Osta­teczny krach sys­temu kor­po­ra­cji (1998), po­wie­działa, że ty­tu­łowe wy­da­rze­nie wy­obraża so­bie tak, jakby ja­kieś szklane wy­so­kie biu­rowce w War­sza­wie na­gle pę­kały i za­pa­dały się z hu­kiem pod wła­snym cię­ża­rem.

[21] Do wątku tego wró­cimy w pod­roz­dziale pre­zen­tu­ją­cym teo­rię Al­lana Pa­ivio.

[22] Ce­lowo nie wska­zano tu­taj kon­kret­nej li­tery, aby nie na­rzu­cać jej sche­matu. Po­nie­waż jed­nak mamy do czy­nie­nia z pełną li­ter książką, być może próba ta musi być z gruntu nie­udana. Można spró­bo­wać więc prze­te­sto­wać ten efekt na kimś, kto ani te­raz, ani przed chwilą ni­czego nie czy­tał.

[23] No wła­śnie - wra­ca­jąc do wi­zji "osta­tecz­nego kra­chu sys­temu kor­po­ra­cji" po­ja­wia­ją­cej się we wcze­śniej­szym przy­pi­sie. Być może Py­ly­shyn stwier­dziłby, że na wy­obra­że­nie to wy­warła wpływ do­tych­cza­sowa wie­dza osoby, obej­mu­jąca np. sche­mat pro­cesu bu­rze­nia się wie­żowca, utrwa­lony przez dzie­się­cio­le­cia oglą­da­nia te­le­wi­zyj­nych ma­te­ria­łów na te­mat za­ma­chu na World Trade Cen­ter.

[24] Zob. np. wska­zy­wane we wcze­śniej­szych przy­pi­sach prace Pio­tra Fran­cuza i Jo­ela Per­sona.

[25] P. Sle­zak, Can ima­ges be ro­ta­ted and in­spec­ted? A test of the pic­to­rial me­dium the­ory, w: K.J. Ham­mond, D. Gent­ner (red.) The Pro­ce­edings of the Thir­te­enth An­nual Con­fe­rence of the Co­gni­tive Science So­ciety, Hil­ls­dale, New Jer­sey: Erl­baum Press, 1991, s. 55-60.

[26] P. Fran­cuz, M.A. Oleś, M. Chu­mak, Umy­słowa ro­ta­cja obiek­tów se­man­tycz­nych i ase­man­tycz­nych umiesz­czo­nych w na­tu­ral­nym kon­tek­ście, "Prze­gląd Psy­cho­lo­giczny" 2008, 51(2), s. 235-260.

[27] Przed po­świę­ce­niem się ka­rie­rze na­uko­wej Pa­ivio był mię­dzy in­nymi kul­tu­ry­stą i zdo­bywcą ty­tułu Mr. Ca­nada. W in­ter­ne­cie bez trudu można zna­leźć fo­to­gra­fię przed­sta­wia­jącą jego umię­śnioną i błysz­czącą od oliwki syl­wetkę. W tym miej­scu mu­szę szcze­rze po­in­for­mo­wać czy­tel­ni­ków, że prze­bieg ka­riery Pa­ivia był nie­tu­zin­kowy i pew­nie w do­mo­wych ar­chi­wach nie­wielu psy­cho­lo­gów znaj­dują się zdję­cia z kul­tu­ry­stycz­nej mło­do­ści. W każ­dym ra­zie na pewno nie ma ich w mo­jej szu­fla­dzie.

[28] Zob. np. J.M. Clark, A. Pa­ivio, Dual co­ding the­ory and edu­ca­tion, "Edu­ca­tio­nal Psy­cho­logy Re­view" 1991, 3(3), s. 149-210. Dla ścis­ło­ści na­leży wspo­mnieć, że sys­tem ob­ra­zowy jest w tej kon­cep­cji czę­ścią więk­szego sys­tem nie­wer­bal­nego, któ­rego dzia­ła­nie obej­muje rów­nież umy­słowe re­pre­zen­ta­cje zja­wisk zwią­za­nych z dźwię­kami, ru­chem, od­czu­ciami trzew­nymi itd.

[29] N.J.T. Tho­mas, Are the­ories of ima­gery the­ories of ima­gi­na­tion? An ac­tive per­cep­tion ap­pro­ach to con­scious men­tal con­tent, "Co­gni­tive Science" 1999, 23(2), s. 207-245. Przy­stępny opis teo­rii Tho­masa można zna­leźć rów­nież w: A. Łu­ka­sik, Fi­lo­ge­neza i ad­ap­ta­cyjne funk­cje ludz­kiej wy­obraźni, Rze­szów: Wy­daw­nic­two Uni­wer­sy­tetu Rze­szow­skiego, 2008.

[30] O kon­stru­owa­nych dzięki wy­obraźni umy­sło­wych mo­de­lach rze­czy­wi­sto­ści bę­dziemy mó­wili jesz­cze nie­raz na kar­tach tej książki, np. w kon­tek­ście gier fa­bu­lar­nych czy eks­pe­ry­men­tów my­ślo­wych. Za­chę­cam do prze­czy­ta­nia po­świę­co­nego po­dob­nej idei opo­wia­da­nia Sta­ni­sława Lema za­ty­tu­ło­wa­nego Dziwne skrzy­nie pro­fe­sora Cor­co­rana (do­stępne bez­płat­nie na stro­nie ma­ga­zynu "Prze­krój": https://ti­ny­url.com/2s387y6d, do­stęp: 04.06.2022).