Wynalezienie Europy Wschodniej. Mapa cywilizacji w dobie Oświecenia - Larry Wolff

Kup ebooka

40.00 zł
33.46 zł (33,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Nowo­jor­czyk i wyna­le­zie­nie Europy Wschod­niej

Nowo­jor­czyk i wyna­le­zie­nie Europy Wschod­niej

Przy­na­leż­ność do Wschodu lub Zachodu to nie kwe­stia geo­gra­fii i gra­nic. To przede wszyst­kim pro­blem przy­na­leż­no­ści do kręgu kul­tu­ro­wego, strefy eko­no­micz­nej i sys­temu poli­tycz­nego - to kwe­stia świa­to­po­glądu, ale i wspól­noty doświad­czeń. "Pod wzglę­dem panu­ją­cego sys­temu poli­tycz­nego Europa środ­kowa jest Wscho­dem; pod wzglę­dem prze­szło­ści kul­tu­ral­nej - Zacho­dem. A ponie­waż Europa traci poczu­cie wła­snej toż­sa­mo­ści kul­tu­ral­nej, to w Euro­pie środ­ko­wej widzi jedy­nie jej ustrój poli­tyczny. Innymi słowy, widzi w Euro­pie środ­ko­wej jedy­nie Europę wschod­nią", pod­kre­ślał przed nie­omal czter­dzie­stu laty Milan Kun­dera w swoim gło­śnym eseju Zachód porwany albo tra­ge­dia Europy Środ­ko­wej, opu­bli­ko­wa­nym na łamach "The New York Review of Books", doda­jąc: "Po 1945 roku gra­nica mię­dzy dwiema Euro­pami prze­su­nęła się o kil­ka­set kilo­me­trów na zachód i narody, które dotąd uwa­żały się za zachod­nie, obu­dziw­szy się pew­nego poranka, stwier­dziły, że znaj­dują się na Wscho­dzie. Po woj­nie ukształ­to­wały się w Euro­pie trzy zasad­ni­cze sytu­acje: sytu­acja Europy zachod­niej, sytu­acja Europy wschod­niej oraz sytu­acja Europy środ­ko­wej. Ta ostat­nia jest naj­bar­dziej skom­pli­ko­wana"1.

Jeśli ta skom­pli­ko­wana Europa Środ­kowa jest przede wszyst­kim kwe­stią naszego świa­to­po­glądu, a stwo­rzony w Jał­cie zim­no­wo­jenny podział geo­po­li­tyczny na Wschód i Zachód Europy runął wraz z murem ber­liń­skim w roku 1989, to czy można zna­leźć jed­no­znaczną odpo­wiedź na istotę i linię podziału na wschód i zachód naszego Kon­ty­nentu? Histo­rycy gospo­dar­czy już dawno na to pyta­nie zna­leźli odpo­wiedź. To dualizm agrarny Europy jako sku­tek wiel­kich odkryć geo­gra­ficz­nych. Stały się one kata­li­za­to­rem naro­dzin i roz­woju kapi­ta­li­zmu na zacho­dzie Europy. Rów­no­le­gle na tery­to­riach na wschód od Łaby postę­po­wała refeu­da­li­za­cja i roz­wój "wtór­nego pod­dań­stwa chło­pów". Pozwo­liło to bada­czom dzie­jów spo­łeczno-gospo­dar­czych na wyraźny podział Sta­rego Kon­ty­nentu na postę­powy Zachód i zaco­fany Wschód. Ana­liza róż­nych modeli roz­woju spo­łeczno-gospo­dar­czego od dawna sta­no­wiła w mię­dzy­na­ro­do­wym dys­kur­sie histo­ry­ków pod­sta­wowe kry­te­rium pozwa­la­jące na wyod­ręb­nie­nie Europy Wschod­niej2. Zarówno dłu­gie trwa­nie feu­da­li­zmu, jak i świeża lek­cja komu­ni­zmu pozo­sta­wały pod­sta­wo­wymi kry­te­riami podziału na Europę Wessis i Ossis wzdłuż linii Łaby.

Larry Wolff - pro­fe­sor Uni­wer­sy­tetu Nowo­jor­skiego - już kilka lat po upadku muru ber­liń­skiego zapro­po­no­wał nam jed­nak inną per­spek­tywę na bipo­larny podział Europy, cofa­jąc się w swo­ich roz­wa­ża­niach do wieku XVIII! W wyda­nym w roku 1996 obszer­nym stu­dium Wyna­le­zie­nie Europy Wschod­niej. Mapa cywi­li­za­cji w dobie Oświe­ce­nia pod­jął się wni­kli­wej ana­lizy zmien­no­ści poję­cia Europy Wschod­niej zarówno w wymia­rze poli­tycz­nym, jak i cywi­li­za­cyj­nym. Wywo­dząc je ze stwo­rzo­nej przez oświe­ce­nio­wych phi­lo­so­phes ide­olo­gii egzo­tycz­nego i bar­ba­rzyń­skiego Wschodu, ziden­ty­fi­ko­wał dwa aksjo­maty leżące "u pod­łoża dwóch stu­leci histo­rii idei, histo­rii "cywi­li­za­cji" w Euro­pie, dzie­jów wymy­śle­nia Europy Wschod­niej"3. Według Wolffa pro­ble­mem klu­czo­wym dla zro­zu­mie­nia potrzeby "wymy­śle­nia Europy Wschod­niej" stał się dyle­mat włą­cze­nia lub wyklu­cze­nia tery­to­riów pery­fe­ryj­nie poło­żo­nych wzglę­dem epi­cen­trum cywi­li­za­cji. Anty­no­mia cywi­li­zo­wany Zachód i bar­ba­rzyń­ski Wschód wyni­kała z jed­nej strony z potrzeby zde­fi­nio­wa­nia skali zasięgu gospo­dar­czego i kul­tu­ro­wego modelu osiem­na­sto­wiecz­nej cywi­li­za­cji w stylu fran­cu­skim. Z dru­giej zaś była owo­cem zacie­ka­wie­nia oświe­ce­nio­wych elit Europy egzo­tyką wschodu kon­ty­nentu jako anty­tezy Zachodu. Ten Wschód ozna­czał wów­czas zarówno tery­to­ria "naszej Europy Środka", jak i Rosję Kata­rzyny Wiel­kiej.

Oświe­ce­niowa kon­cep­cja egzo­tycz­nego Wschodu, odle­głego od jądra Europy, jakie sta­no­wił Zachód, według nowo­jor­skiego pro­fe­sora wykra­cza poza syn­drom trzonu i pery­fe­rii.

Larry Wolff udo­wad­nia, że "czyn­niki spo­łeczne i gospo­dar­cze by­naj­mniej nie były jedy­nymi, które dopro­wa­dziły do stwo­rze­nia przez Europę Zachod­nią poję­cia Europy Wschod­niej"4. Wycho­dząc poza gospo­dar­cze modele Imma­nu­ela Wal­ler­ste­ina5, Wolff pod­kre­śla zna­cze­nie mitu, jaki two­rzył oświe­ce­niowy "trzon" roz­pięty pomię­dzy Pary­żem a Lon­dy­nem, zmie­nia­jąc dotych­cza­sowy podział Europy na Pół­noc i Połu­dnie. Podział ten był jesz­cze czy­telny w XVIII wieku według kry­te­rium: pro­te­stancka, dyna­micz­nie roz­wi­ja­jąca się Pół­noc i kato­lic­kie, ogar­nięte sta­gna­cją Połu­dnie. Larry Wolff prze­ko­nuje, że osiem­na­sto­wieczne pary­skie i lon­dyń­skie elity zastą­piły podział Pół­noc-Połu­dnie nowym podzia­łem na cywi­li­zo­wany Zachód i bar­ba­rzyń­ski Wschód! W tym też Wolff upa­truje przy­czyny ani­hi­la­cji środ­ko­wo­eu­ro­pej­skiej toż­sa­mo­ści. Samo­okre­śle­nie Europy Zachod­niej wyma­gało anty­tezy Wschodu. Jeśli osiem­na­sto­wieczna Europa Wschod­nia to opis pery­fe­rii i sym­bol nie­do­ro­zwoju stwo­rzone przez oświe­ce­niowy Zachód, to marze­nia Środ­ko­wo­eu­ro­pej­czy­ków pozo­staną snem o cywi­li­za­cji Zachodu. A jeśli tak, to Larry Wolff zanu­rza się w sferę poli­fo­nii pamięci zdo­mi­no­wa­nej przez wyobra­że­nia i mity. Dodajmy, że pamięć kul­tu­rowa jest orga­ni­zo­wa­niem i rytu­ali­zo­wa­niem pamięci zbio­ro­wej. Trzeba też za Janem Assman­nem koniecz­nie powtó­rzyć, że pamięć kul­tu­rowa buduje naszą toż­sa­mość, która ma dwa wymiary. Pierw­szy to nie­zmien­ność, bycie cią­gle tym samym. Drugi nato­miast to odpo­wiedź na pyta­nie, co wyróż­nia nas od innych6. Poję­cie toż­sa­mo­ści jest więc poję­ciem wie­lo­znacz­nym.

Czy Wyna­le­zie­nie Europy Wschod­niej pozwala nam dzi­siaj lepiej zro­zu­mieć sens naszej wiary w Europę Środka? Bo rok 1989 zmie­nił seman­tykę poję­cia Wschodu. Zasad­ni­czym pro­ble­mem dla miesz­kań­ców Europy Środ­ko­wej była i jest obse­sja poło­że­nia, szcze­gól­nie czy­telna w przy­padku Pol­ski. Usy­tu­owa­nie pomię­dzy dwoma naj­więk­szymi naro­dami Europy: Niem­cami i Rosja­nami, z dawien dawna rodziło poczu­cie zagro­że­nia. W sto­sunku do Rosji, a także przez pewien czas Tur­cji, zagro­że­nie to łączyło się z poczu­ciem peł­nie­nia misji bastionu cywi­li­za­cji łaciń­skiej.

Dzi­siaj Europa Środ­kowa to lek­cja komu­ni­zmu; to kry­tyka idei postępu; to wszech­obec­ność histo­rii; to skom­pli­ko­wana geo­gra­fia i geo­po­li­tyka; to róż­no­rod­ność kul­tu­rowa i siła nacjo­na­li­zmów; to kom­pleks niż­szo­ści pery­fe­rii, a rów­no­cze­śnie kre­atyw­ność pogra­ni­cza. Europa Środ­kowa to trudny dia­log z sąsia­dem7.

Larry Wolff - pro­fe­sor Uni­wer­sy­tetu Nowo­jor­skiego - odkrywa przed nami histo­rię two­rze­nia wyobra­żeń i ste­reo­ty­pów o nas samych. Już we wstę­pie swej książki pod­kre­śla, że dla oświe­ce­nio­wych elit "trzonu" ówcze­snej cywi­li­za­cji "czy to w duchu ima­gi­na­cyj­nym, czy filo­zo­ficz­nym, figlar­nym czy nauko­wym, bada­nie Europy Wschod­niej, tak jak orien­ta­lizm, było formą inte­lek­tu­al­nego pano­wa­nia, łącze­nia wie­dzy i wła­dzy, utrwa­la­nia domi­na­cji i pod­po­rząd­ko­wy­wa­nia"8. Rów­no­cze­śnie Ame­ry­ka­nin pomaga nam zro­zu­mieć, gdzie byli­śmy i gdzie jeste­śmy wzglę­dem epi­cen­trum cywi­li­za­cji euro­pej­skiej i jak trudny jest men­talny remap­ping Europy.

Syn­drom pery­fe­rii to rów­nież gorzka lek­cja prawdy o nas samych, jakże inna od odzie­dzi­czo­nej po wieku XIX naro­do­wej mito­lo­gii. To także inna per­spek­tywa na nasze miej­sce w histo­rii, która skła­nia do pogłę­bio­nej reflek­sji. W epoce oświe­ce­nio­wego prze­łomu "odkry­wana" wów­czas Europa Wschod­nia stała się po raz pierw­szy polem obser­wa­cji na taką skalę. Wszyst­kich intry­go­wał wschód Europy. Nie przy­pad­kiem więc na stro­nach dzieła Larry'ego Wolffa prze­wi­jają się nazwi­ska Wol­tera, Rous­seau, Her­dera, Les­singa, Dide­rota czy Adama Smi­tha. Już wów­czas - w spo­rze pomię­dzy Wol­te­rem a Rous­seau - poja­wiła się ambi­wa­len­cja w sto­sunku do Rosji i orien­tal­nej tra­dy­cji jej sys­temu poli­tycz­nego. Jakże dale­ko­wzroczna zdaje się w tej kwe­stii myśl Wol­tera, że "dobro­czynna auto­kra­cja może nie być odpo­wied­nia dla kra­jów zachod­nich, ale jest odpo­wied­nia dla kraju, któ­rego lud­ność na­dal żyje w warun­kach zbli­żo­nych do pier­wot­nych"9. Z kolei Adam Smith uwa­żał Pol­skę za kraj zaco­fany i biedny, ale nale­żący do euro­pej­skiego obszaru gospo­dar­czego. Filo­zo­ficzne spoj­rze­nie Smi­tha okre­ślało miej­sce ówcze­snej Pol­ski w hie­rar­chii naro­dów oraz defi­nio­wało miarę jej zaco­fa­nia i ana­chro­nicz­ność jej modelu roz­woju10. Zaska­kuje nie­zwy­kła aktu­al­ność wielu myśli, ste­reo­ty­pów i postaw, jak choćby komen­ta­rze Jeana-Jacques'a Rous­seau o dyle­ma­tach Pola­ków11! Jego prze­strogi dla Pol­ski to rów­no­cze­śnie poucza­jąca ana­lo­gia do naszych współ­cze­snych pro­ble­mów wize­run­ko­wych i oka­zja, aby patrząc w lustro, zapy­tać: jacy jeste­śmy w oczach innych12!

Wyobra­ża­nie sobie Europy Wschod­niej nie­rzadko oparte było na fik­cji i fan­ta­zji. Denis Dide­rot powie­rzył Louisowi de Jau­co­urt - wykształ­co­nemu w Gene­wie, Lej­dzie i Cam­bridge - opra­co­wa­nie spo­rej czę­ści fran­cu­skiej Ency­klo­pe­dii. Zain­te­re­so­wany przy­ro­do­znaw­stwem i medy­cyną de Jau­co­urt nie zawa­hał się jed­nak opra­co­wać rów­nież haseł doty­czą­cych Pol­ski i Węgier. Larry Wollf dema­skuje na przy­kła­dzie pary­skiej Ency­klo­pe­dia: ou dic­tion­na­ire... subiek­tyw­ność, a nawet absur­dal­ność wielu stwier­dzeń de Jau­co­urta budu­ją­cych oświe­ce­niową per­spek­tywę Europy Zachod­niej na Europę Środ­kową13. Rów­no­cze­śnie trudno odmó­wić fran­cu­skiemu ency­klo­pe­dy­ście intu­icji. De Jau­co­urt zasta­na­wiał się bowiem w pomiesz­czo­nym w 12. tomie Ency­klo­pe­dii haśle Polo­gne, co wcze­śniej znisz­czy Pol­skę: "Brze­mię nie­wol­nic­twa czy nad­miar wol­no­ści"14.

Larry Wolff w finale swo­ich intry­gu­ją­cych roz­wa­żań zastrzega się, że tema­tem jego "książki nie jest Europa Wschod­nia. Gra­ma­tyka tytułu pod­kre­śla, że Europa Wschod­nia jest tutaj trak­to­wana przede wszyst­kim jako obiekt, a mia­no­wi­cie obiekt licz­nych dzia­łań inte­lek­tu­al­nych, któ­rym pod­dało ją zachod­nio­eu­ro­pej­skie Oświe­ce­nie"15. Nad stwo­rze­niem wize­runku tego "obiektu" pra­co­wały w oświe­ce­nio­wej Euro­pie: dyplo­ma­cja, kar­to­gra­fia i filo­zo­fia, dzia­ła­jąc w trój­ką­cie wza­jem­nego wspie­ra­nia się, wzmac­nia­nia i uza­sad­nia­nia. Wolff słusz­nie też pod­kre­śla, że "Jeśli sprawy mię­dzy­na­ro­dowe przy­czy­niły się do powsta­nia obrazu Europy Wschod­niej jako obszaru geo­gra­ficz­nego cha­osu, rucho­mych gra­nic i prze­su­wa­ją­cych się czę­ści, to obraz ten budo­wał z kolei kli­mat kul­tu­rowy regionu, w któ­rym sprawy te się roz­gry­wały i w któ­rym o nich infor­mo­wano"16. Czy więc dyle­maty Milana Kun­dery pozo­stają i dziś aktu­alne? Prze­cież w Euro­pie Środka toż­sa­mość kul­tu­rowa ni­gdy nie była czymś danym na zawsze i wymaga nie­usta­ją­cego wyboru.

Histo­ria "wyna­le­zie­nia Europy Wschod­niej" potwier­dza, że sto­sunki mię­dzy­na­ro­dowe zależą w dużej mie­rze od naszych wyobra­żeń o innych, te zaś oparte są czę­sto na ste­reo­ty­pach, czyli żywio­nych przez ludzi utar­tych prze­ko­na­niach, które nie znaj­dują potwier­dze­nia w rze­czy­wi­sto­ści. Mimo to nie­chęt­nie się ich pozby­wamy. Gor­don All­port okre­ślił ste­reo­ty­pi­zo­wa­nie jako "prawo naj­mniej­szego wysiłku", któ­rym kie­ruje się czło­wiek, wybie­ra­jąc naj­mniej pra­co­chłonne metody17. Two­rzy wtedy pro­ste prze­ko­na­nia, krzyw­dzące swoją powierz­chow­no­ścią. Zwal­niają nas one z myśle­nia o tym, jak naprawdę wygląda świat. Doty­czy to zwłasz­cza ste­reo­ty­pów naro­do­wych. Raz sfor­mu­ło­wane są odporne na zmianę pod wpły­wem nowej infor­ma­cji. Lek­cja, jakiej udziela nam w tym wzglę­dzie Nowo­jor­czyk i Wyna­lazca Europy Wschod­niej, jest nie­zwy­kle poucza­jąca!

- Jacek Pur­chla Kra­ków, 1 maja 2020 roku

Milan Kun­dera, Zachód porwany albo tra­ge­dia Europy Środ­ko­wej, "Zeszyty Lite­rac­kie" 1984, nr 5. [wróć]

Anna Sosnow­ska, Zro­zu­mieć zaco­fa­nie. Spory histo­ry­ków o Europę Wschod­nią (1947-1994), War­szawa 2004, s. 327-331. Wiel­kie zasługi w bada­niach nad feno­me­nem "Europy pańsz­czy­zny" poło­żyli rów­nież przed­sta­wi­ciele pol­skiej szkoły histo­rii gospo­dar­czej Marian Mało­wist i Witold Kula. [wróć]

Zob. Wpro­wa­dze­nie [wróć]

Zob. Wpro­wa­dze­nie [wróć]

Imma­nuel Wal­ler­stein, The Modern World-Sys­tem. Capi­ta­list Agri­cul­ture and the Ori­gins of the Euro­pean World-Eco­nomy in the Sixte­enth Cen­tury, New York 1974. [wróć]

Jan Assmann, Kul­tura pamięci, w: Pamięć zbio­rowa i kul­tu­rowa. Współ­cze­sna per­spek­tywa nie­miecka, red. Mag­da­lena Sary­usz-Wol­ska, Kra­ków 2009, s. 33. [wróć]

Lon­nie R. John­son, Cen­tral Europe. Ene­mies, Neigh­bors, Friends, New York-Oxford 1996. [wróć]

Zob. Wpro­wa­dze­nie [wróć]

Zob. "Wie­cze­rzać w Sofii" [wróć]

Zob. "Wie­cze­rzać w Sofii" [wróć]

Zob. "Dzielni Polacy, uwa­żaj­cie!" [wróć]

Zob. "Dzielni Polacy, uwa­żaj­cie!" [wróć]

Zob. "W Azji i w Euro­pie" [wróć]

Louis de Jau­co­urt, Polo­gne, w: Encyc­lo­pe­die: ou dic­tion­na­ire raisonné des scien­ces, des arts et des métiers, nouvelle impres­sion en facsimilé de la premi?re édition de 1751-1780, Stut­t­gart 1967, t. 12, s. 928-930. [wróć]

Zob. Zakoń­cze­nie [wróć]

Zob. Zakoń­cze­nie [wróć]

Elliot Aron­son, Timo­thy D. Wil­son, Robin M. Akert, Psy­cho­lo­gia spo­łeczna. Serce i umysł, przeł. Anna Bez­wiń­ska et al., Poznań 1997, s. 544. [wróć]

Podzię­ko­wa­nia

Podzię­ko­wa­nia

Pra­cu­jąc nad tym pro­jek­tem, uzmy­sło­wi­łem sobie, z jak bar­dzo sze­ro­kim pro­ble­mem przy­szło mi się zmie­rzyć, toteż tym łatwiej jest mi doce­nić wska­zówki, pomoc i zachęty, które otrzy­my­wa­łem przez wiele lat od nauczy­cieli, kole­gów z pracy, zna­jo­mych i rodziny. Ogromną wdzięcz­ność jestem rów­nież winien naukow­com, któ­rych nie mia­łem oka­zji poznać oso­bi­ście. Ich książki, w wielu wypad­kach napi­sane długo przed moim uro­dze­niem, wska­zy­wały mi drogę przy pracy nad bar­dzo trudną ukła­danką. Przy­pisy na końcu tej książki nie mogą ade­kwat­nie wyra­zić mojej wdzięcz­no­ści dla osób, któ­rych bada­nia pomo­gły mi spró­bo­wać zbu­do­wać spójną całość z mate­riału pocho­dzą­cego z wielu obsza­rów histo­rycz­nych, a zwłasz­cza poko­nać histo­rio­gra­ficzny rów mię­dzy Wschod­nią a Zachod­nią Europą w celu zbada­nia ich kom­ple­men­tar­nej rela­cji w histo­rii idei. Cho­ciaż chcę podzię­ko­wać tym ludziom za otrzy­maną pomoc, jed­no­cze­śnie biorę pełną odpo­wie­dzial­ność za użyte w książce argu­menty, tym bar­dziej że nie­które mogą się wydać kon­tro­wer­syjne. Kwe­stia, jak to się stało, że Oświe­ce­nie zaczęło myśleć o Euro­pie jako podzie­lo­nej na Wschód i Zachód, ma moim zda­niem duże zna­cze­nie histo­ryczne, ale rów­nież poli­tyczne - i liczę na to, że moja teza pobu­dzi dal­szą kry­tyczną dys­ku­sję na ten temat. Zdaję sobie sprawę, że zakres pod­ję­tego przeze mnie pro­blemu histo­rycznego zmu­sił mnie do wej­ścia na cudze fachowe poletka, i mam nadzieję, że moje argu­menty zostaną pod­wa­żone, dopre­cy­zo­wane czy sko­ry­go­wane przez osoby, które tak jak ja uwa­żają, że pyta­nie o Oświe­ce­nie i Europę Wschod­nią jest nie­zwy­kle istotne.

W sen­sie nauko­wym naj­wię­cej zawdzię­czam pro­fe­so­rowi, który tak mądrze pokie­ro­wał moim stu­diami dok­to­ranc­kimi w Stan­for­dzie, Wayne'owi Vuci­ni­chowi, czyli wuj­kowi Wayne'owi. To on zachę­cał mnie do bada­nia Europy Wschod­niej łącz­nie z Zachod­nią, był pro­mo­to­rem mojej pracy dok­tor­skiej o Pol­sce i Waty­ka­nie oraz poka­zał mi na wła­snym przy­kła­dzie sub­tel­ność, wraż­li­wość i rze­tel­ność naukową, na którą zasłu­guje temat Europy Wschod­niej ze strony histo­ry­ków. Jesz­cze dalej w prze­szłość sięga mój dług wobec Wik­tora Wein­trauba, z któ­rym stu­dio­wa­łem pol­ski język, lite­ra­turę i histo­rię idei na Harvar­dzie. Książki, które dał mi do czy­ta­nia, mię­dzy innymi Znasz-li ten kraj? Boya i Rodzinna Europa Miło­sza, spra­wiły, że zaczą­łem się zasta­na­wiać nad kwe­stią podziału Europy na Zachod­nią i Wschod­nią. Mia­łem moż­li­wość korzy­stać z jego rad już na pierw­szym eta­pie tego pro­jektu, a po jego śmierci w 1988 roku bar­dzo mi bra­ko­wało jego samego i jego wska­zó­wek. Temat mojej książki sięga wstecz jesz­cze jedno poko­le­nie dalej, do pro­fe­so­rów moich pro­fe­so­rów, ana­li­zu­ją­cych prace Roberta Ker­nera o osiem­na­sto­wiecz­nych Cze­chach czy Sta­ni­sława Kota o Pol­sce w zachod­nio­eu­ro­pej­skiej lite­ra­tu­rze poli­tycz­nej.

Na stu­diach dok­to­ranc­kich w Stan­for­dzie zetkną­łem się z jesz­cze dwoma pro­fe­so­rami, Gor­do­nem Wri­gh­tem i Gor­do­nem Cra­igiem, któ­rym czę­ściowo zawdzię­czam przy­go­to­wa­nie aka­de­mic­kie nie­zbędne do pod­ję­cia tak trud­nego tematu. Gor­don Wri­ght zare­ko­men­do­wał mi lek­turę Sto­ria dell'idea d'Europa Fede­rica Cha­boda, a Gor­don Craig skło­nił mnie do zasta­no­wie­nia się nad kwe­stią, jak Europa Wschod­nia wyglą­dała z per­spek­tywy Wied­nia w cza­sach, kiedy poli­tyką zagra­niczną Habs­bur­gów zaj­mo­wali się kolejno książę Euge­niusz Sabaudzki i książę Wenzel Anton von Kau­nitz. Jestem wdzięczny Nor­ri­sowi Pope'owi za jego wska­zówki redak­tor­skie. Podzię­ko­wa­nia należą się rów­nież Wil­lia­mowi Abra­ham­sowi i Dor­ris Cohn za nie­zwy­kle cenne uwagi na eta­pie redak­cyj­nym.

Pro­jekt otrzy­mał wspar­cie finan­sowe od Boston Col­lege i Ame­ri­can Coun­cil of Lear­ned Socie­ties. Frag­menty mojej pracy od kilku lat pre­zen­tuję na kon­fe­ren­cjach i szcze­gólne podzię­ko­wa­nia należą się tutaj Ale­xowi Pet­ti­towi, który namó­wił mnie do wygło­sze­nia odczytu o Wol­te­rze na kon­fe­ren­cji Stu­diów Osiem­na­sto­wiecz­nych w Seat­tle w 1991 roku, oraz Susan Sule­iman, która rok póź­niej zapro­siła mnie do wystą­pie­nia w Ośrodku Badań Lite­rac­kich i Kul­tu­ro­wych na Harvar­dzie. Nad kwe­stiami zwią­za­nymi z tym pro­jek­tem zasta­na­wia­łem się pod­czas kon­fe­ren­cji na Uni­wer­sy­te­cie Cor­nella poświę­co­nej Fran­cji i Pol­sce (1988) i przy tej oka­zji Alain Guery udo­stęp­nił mi swoje prace o fizjo­kra­tach w Pol­sce; dzię­kuję rów­nież Micha­elowi Wil­so­nowi za pomoc w prze­tra­wie­niu nauko­wych owo­ców tej kon­fe­ren­cji.

Wielu naukow­ców zare­ago­wało na mój pro­jekt inte­re­su­jącą kry­tyką i cen­nymi radami. Jestem wdzięczny Gaeta­nowi Pla­ta­nii za pomoc z Bosco­vi­chem, a Mary­li­nie Żół­tow­skiej Wein­traub z Mara­tem. Peter Stan­sky pomógł mi roz­po­znać w lady Cra­ven mar­gra­binę Ans­bach. Dena Good­man ostrze­gła mnie, żebym nie lek­ce­wa­żył Mme Geof­frin. Simon Schama zachę­cał mnie, żebym nie dał się zastra­szyć repu­ta­cji Gib­bona. Robert Darn­ton życz­li­wie zare­ago­wał na moją prośbę o pomoc z Carrą w Moł­da­wii. Anthony Cross poświę­cił sporo czasu na wypro­wa­dze­nie mnie z błędu w kwe­stii Jose­pha Mar­shalla. Ste­phen Gre­en­blatt i Antoni Mączak udzie­lili mi bar­dzo cen­nych wska­zó­wek na temat podróż­ni­ków i lite­ra­tury podróż­ni­czej. Jerzy Jedlicki udo­stęp­nił mi maszy­no­pis swo­jej pracy o Pol­sce w Euro­pie.

Szcze­gólne podzię­ko­wa­nia należą się Lesliemu Cho­qu­ette'owi, nie tylko za pomoc z mar­ki­zem de Sade, ale rów­nież za kry­tyczną lek­turę pierw­szej wer­sji maszy­no­pisu. Jestem rów­nież wdzięczny Kathy Ann Mil­ler za prze­czy­ta­nie wstępu w samym środku hura­ganu. Maria Tatar słu­żyła mi pomocą, poradą i zachętą na każ­dym eta­pie tego pro­jektu i ogrom­nie wiele sko­rzy­sta­łem na jej inspi­ru­ją­cym poczu­ciu rów­no­wagi, czy to pomię­dzy histo­rią i lite­ra­turą, czy to zdro­wiem psy­chicz­nym i bada­niami nauko­wymi; poka­zała mi rów­nież, że rze­czy­wi­ście moż­liwe jest napi­sa­nie trze­ciej książki - i to nie tra­cąc wszyst­kich przy­ja­ciół. Frag­menty poświę­cone podróż­ni­kom wiele zawdzię­czają mojej przy­jaźni z Pau­lem Marxem, który w latach osiem­dzie­sią­tych razem ze mną wykła­dał histo­rię i lite­ra­turę na Harvar­dzie; jego inte­lek­tu­alny entu­zjazm roz­bu­dził we mnie zain­te­re­so­wa­nie lite­ra­turą podróż­ni­czą. Od jego śmierci w 1989 roku bar­dzo mi go bra­kuje.

Moi współ­pra­cow­nicy z wydziału histo­rii w Boston Col­lege fan­ta­stycz­nie mnie wspie­rali od początku do końca tego pro­jektu. Jestem szcze­gól­nie wdzięczny Tomowi Perry'emu za nasze dys­ku­sje o Mozar­cie, Robin Fle­ming za suge­stie o Scy­tach i Pau­lowi Bre­ine­sowi za uży­teczne wska­zówki na temat Her­dera i Hegla. Moi dwaj dok­to­ranci, Hugh Guil­der­son i Nick Rowe, rów­nież zain­spi­ro­wali mnie do prze­my­śle­nia pew­nych waż­nych osiem­na­sto­wiecz­nych kwe­stii. Jestem wdzięczny Biblio­tece O'Neilla w Boston Col­lege, pod wspa­nia­łym kie­row­nic­twem Mary Cro­nin, za zno­sze­nie gradu moich pytań i zała­twia­nie ksią­żek, które uwa­ża­łem za nie­do­stępne w Bosto­nie.

Jim Cro­nin jest wspa­nia­łym czło­wie­kiem i wspa­nia­łym przy­ja­cie­lem - jego przy­jaźń pomo­gła mi nie tylko napi­sać tę książkę, ale rów­nież czer­pać z tego przy­jem­ność. Jego porady były tak mądre, zachęty takie entu­zja­styczne, a przy­kład tak inspi­ru­jący, że wyzna­czyły mi nowy stan­dard aka­de­mic­kiego kole­żeń­stwa. Jego prze­ni­kliwa zna­jo­mość psy­cho­lo­gii badań nauko­wych i aka­de­mic­kiej poli­tyki, a także świa­do­mość, że bycie pro­fe­so­rem histo­rii wiąże się rów­nież z roz­ma­itymi przy­jem­no­ściami, zmie­niły moje życie.

Perri Klass - który to już raz? - nie tylko znosi moją wewnętrzną nie­rów­no­wagę i nie do końca sym­pa­tyczny spo­sób bycia w odmę­tach przed­się­wzię­cia nauko­wego, ale rów­nież udziela mi zawsze traf­nych rad na temat każ­dego aspektu całego pro­jektu, od usta­le­nia jego zakresu po naj­bar­dziej pedan­tyczne szcze­góły osta­tecz­nego for­matu. Książka ta ogrom­nie wiele zyskała dzięki jej wska­zów­kom wszę­dzie tam, gdzie star­czyło mi roz­sądku, aby się do nich zasto­so­wać, a poza tym to Perri zna­la­zła pol­ski akcent w twór­czo­ści Louisy May Alcott. Perri Klass żyje ze mną i z moim zain­te­re­so­wa­niem Europą Wschod­nią od cał­kiem dawna i zda­rzyło się jej nawet miesz­kać w namio­cie pod Kra­ko­wem. Ode­słała mnie z powro­tem do Europy Wschod­niej, zanim sam poją­łem, że już naj­wyż­sza pora się tam wybrać, i pod­su­nęła mi ide­al­nego towa­rzy­sza tej podróży, pro­fe­sora Nicho­lasa Fran­cię, tajem­ni­czego następcę tronu bra­szow­skiego z romansu The Prince and the Patriot. Jed­nak to Perri Klass jest moim wzo­rem, a także moją ulu­bioną pisarką i praw­dziwą miło­ścią. Zdo­ła­li­śmy razem stwo­rzyć dom, w któ­rym wiele rze­czy się zanie­dbuje, ale książki takie jak ta zostają w końcu napi­sane, i z reguły udaje się zro­bić dzie­ciom dru­gie śnia­da­nie do szkoły. Do wymy­śla­nia Europy Wschod­niej nasze dzieci odno­szą się dość przy­chyl­nie; Orlando od początku był wta­jem­ni­czony w cały pro­jekt, nato­miast Jose­phine uro­dziła się w 1989 roku, wschod­nio­eu­ro­pej­skim annus mira­bi­lis. Tylko one same wie­dzą, jak bar­dzo uprzy­jem­niają mi pracę.

Naj­wię­cej zawdzię­czam moim rodzi­com, któ­rym dedy­kuję tę książkę. Dedy­kuję ją także pamięci moich dziad­ków, któ­rym zawdzię­czam pewne poczu­cie oso­bi­stego związku ze Europą Wschod­nią.

Obok oso­bi­stych dłu­gów wdzięcz­no­ści są też długi naukowe, które w trak­cie pracy nad tym pro­jek­tem osią­gnęły pokaźne roz­miary. Ze względu na wła­sne ogra­ni­cze­nia posił­ko­wa­łem się wie­dzą innych, szu­ka­jąc kom­plek­so­wych odpo­wie­dzi na dosyć sze­roko sfor­mu­ło­wane pyta­nie. Zagłę­bi­łem się zwłasz­cza w bada­nia uczo­nych fran­cu­skich daw­nych poko­leń. Fran­cu­scy phi­lo­so­phes są cen­tral­nymi posta­ciami oświe­ce­nio­wego wymy­śle­nia Europy Wschod­niej, a naukowcy fran­cu­scy z początku XX wieku ode­grali czo­łową rolę w bada­niu zna­cze­nia tych osiem­na­sto­wiecz­nych oso­bi­sto­ści i pro­ce­sów. Bar­dzo wiele zawdzię­czam pra­com Abla Man­suya o Sło­wia­nach i lite­ra­tu­rze fran­cu­skiej, Marietty Mar­tin o Mme Geof­frin, Alice Che­va­lier o Rulhi?rze, Ambro­ise'a Joberta o fizjo­kra­tach, a przede wszyst­kim zna­ko­mi­tym stu­diom Alberta Lor­tho­lary'ego o Rosji i Oświe­ce­niu oraz Jeana Fabre'a o Pol­sce i Oświe­ce­niu. Nie­mały dług zacią­gną­łem także u bar­dziej współ­cze­snych bada­czy Europy Wschod­niej, zwłasz­cza u pol­skiego histo­ryka Ema­nu­ela Rostwo­row­skiego i węgier­skiego histo­ryka Béli Köpecziego, auto­rów zna­ko­mi­tych stu­diów o związ­kach mię­dzy Fran­cją a ich ojczy­znami w XVIII wieku. Wresz­cie naj­wyż­szej próby bada­nia angiel­skie i ame­ry­kań­skie ostat­niego poko­le­nia umoż­li­wiły mi pod­ję­cie pew­nych tyta­nicz­nych tema­tów, na przy­kład sta­no­wią­cej osnowę tej książki rela­cji mię­dzy Wol­te­rem a Kata­rzyną II Wielką. Szybko bym się pogu­bił, gdy­bym na każ­dym kroku nie zaglą­dał do prac o Wol­te­rze autor­stwa The­odore'a Bester­mana, Petera Gaya i Caro­lyn Wil­ber­ger. Pisząc o Kata­rzy­nie, w jesz­cze więk­szym stop­niu opie­ra­łem się na pra­cach Isa­bel de Mada­riagi, Johna Ale­xan­dra i Davida Ran­sela. Nie pora­dził­bym sobie rów­nież bez pracy Mat­thew Smi­tha Ander­sona o Anglii i Rosji oraz P.J. Mar­shalla i Glyn­dwra Wil­liamsa o resz­cie osiem­na­sto­wiecz­nego świata. Muszę w tym miej­scu powtó­rzyć, że żaden z tych naukow­ców nie jest w jakim­kol­wiek stop­niu odpo­wie­dzialny za moje prze­my­śle­nia i argu­menty oraz że zda­rzało mi się nawet wyko­rzy­sty­wać owoce ich badań nieco na prze­kór ich wła­snym inter­pre­ta­cjom.

Bar­dzo dla mnie for­tun­nym zrzą­dze­niem losu pisa­łem tę książkę w latach, kiedy Europa Wschod­nia sku­piła na sobie uwagę i reflek­sję na wszyst­kich forach świata aka­de­mic­kiego. Zwłasz­cza od prze­łomu w 1989 roku cały sze­reg nie­zwy­kle prze­ni­kli­wych auto­rów obszer­nie wypo­wiada się na temat miej­sca Europy Wschod­niej we współ­cze­snej Euro­pie, a ja śle­dzi­łem tę dys­ku­sję z naj­więk­szym zain­te­re­so­wa­niem - mam na myśli zwłasz­cza reflek­sje Timo­thy'ego Gar­tona Asha, Tony'ego Judta, Jacques'a Rup­nika, Daniela Chi­rota, Gale'a Sto­kesa, Kri­shana Kumara, Milana Kun­dery, Josefa Škvoreckiego, Sta­ni­sława Barań­czaka, Adama Mich­nika i Cze­sława Miło­sza. Wszy­scy uczest­ni­czyli w trwa­ją­cym od kilku lat prze­my­śle­niu idei Europy Wschod­niej i nie­moż­liwe byłoby drą­żyć osiem­na­sto­wieczną kwe­stię, która mnie zaprzą­tała, nie bio­rąc pod uwagę nasi­lo­nego zain­te­re­so­wa­nia bie­żą­cymi spra­wami i bie­żą­cymi deba­tami na temat wschod­niej czę­ści Sta­rego Kon­ty­nentu. Cho­ciaż mam nadzieję, że oma­wiane przeze mnie osiem­na­sto­wieczne tematy oświe­tlą tę kwe­stię pod nowym kątem, jestem świa­dom, że moje wła­sne prze­my­śle­nia i argu­menty w nie­ma­łym stop­niu zostały zain­spi­ro­wane - cza­sem w sen­sie pole­micz­nym - oce­nami innych osób, które z powagą, zaan­ga­żo­wa­niem i głę­boką wie­dzą wypo­wiadają się na temat naj­now­szej histo­rii Europy Wschod­niej.

Mam poczu­cie, że jestem winien bar­dziej nie­kon­wen­cjo­nalne podzię­ko­wa­nia boha­te­rom mojej książki, phi­lo­so­phes Oświe­ce­nia. Rzecz jasna ich namiętne zain­te­re­so­wa­nie Europą Wschod­nią pobu­dziło moje zain­te­re­so­wa­nie ich zain­te­re­so­wa­niem. Mam jed­nak świa­do­mość, że w mojej książce wydaję się roz­li­czać ich z cha­rak­teru tego zain­te­re­so­wa­nia, które nawet w swoim naj­bar­dziej życz­li­wym wyda­niu było poli­tycz­nie obcią­żone pew­nymi aspek­tami orien­ta­li­zmu, stan­dar­dami "cywi­li­za­cji" i nie­wy­ra­ża­nymi wprost zało­że­niami hege­mo­nicz­nego dys­kursu. Zdaję sobie sprawę, że w pew­nym sen­sie popeł­niam ten sam grzech aro­gan­cji, sto­su­jąc kry­tyczne narzę­dzia moich cza­sów do wiel­kich umy­słów Oświe­ce­nia, i trudno mi jest oprzeć się poczu­ciu mojej inte­lek­tu­al­nej mało­ści w obli­czu wiel­kich pro­ce­sów histo­rycz­nych. Wyzna­nie to wydaje się tym waż­niej­sze, że phi­lo­so­phes Oświe­ce­nia byli i na­dal pozo­stają moimi inte­lek­tu­al­nymi boha­te­rami; ich zain­te­re­so­wa­nie Europą Wschod­nią, nie­za­leż­nie od tego, jakimi grze­chami obcią­żone, wydaje mi się zarówno zaska­ku­jące, jak i godne podziwu, jako świa­dec­two inte­lek­tu­al­nej cie­ka­wo­ści, odwagi i bły­sko­tli­wo­ści, z któ­rymi pod­cho­dzili do każ­dego aspektu ich świata i które moim zda­niem w dużym stop­niu współ­two­rzyły zamiesz­ki­wany przez nas men­tal­nie współ­cze­sny świat idei. Z tego powodu oma­wiamy te idee i pole­mi­zu­jemy z nimi, a idea Europy Wschod­niej od lat leży w cen­trum moich aka­de­mic­kich zain­te­re­so­wań.

Czło­wie­kiem, który naj­bar­dziej mnie zaprząta, jest Wol­ter. To jeden z moich boha­te­rów - w histo­rii idei nie­wiele jest postaci, któ­rych umy­sły bar­dziej bym podzi­wiał. A prze­cież mam świa­do­mość, że czy­niąc z niego temat ana­lizy i trzon dys­ku­sji w dłu­gich frag­men­tach tej książki, przed­sta­wi­łem jego poglądy w kry­tycz­nym, a cza­sem nawet iro­nicz­nym świe­tle. Peter Gay tak­tow­nie stwier­dził w książce Vol­ta­ire's Poli­tics, że "kore­spon­den­cja z Kata­rzyną poka­zuje go w jego naj­mniej sym­pa­tycz­nym wyda­niu". Wzią­łem tę kore­spon­den­cję na warsz­tat i dogłęb­nie prze­ana­li­zo­wa­łem jako pod­sta­wowy doku­ment oświe­ce­nio­wego spoj­rze­nia na Europę Wschod­nią. Innymi słowy, wzią­łem mojego boha­tera i poka­za­łem go od naj­mniej sym­pa­tycz­nej strony. Oczy­wi­ście nie wie­rzę w duchy, tak jak nie wie­rzył w nie Wol­ter, ale jako namięt­nemu miło­śni­kowi dow­cipu Wol­tera nie­trudno mi sobie wyobra­zić miaż­dżącą łatwość, z którą wykpiłby i zbył moje aka­de­mic­kie imper­ty­nen­cje. Tro­chę mnie to roz­straja, zwłasz­cza że moja poprzed­nia książka o Wied­niu Freuda była pra­wie tak samo ana­li­tycz­nie kry­tyczna wobec jed­nego z moich inte­lek­tu­al­nych boha­te­rów. Pro­szę więc uznać mnie za histo­ryka idei, który wcho­dzi w powi­kłane rela­cje z naj­bar­dziej podzi­wia­nymi przez sie­bie umy­słami. Pokor­nie przy­znaję, że nie­zwy­kłe przed­się­wzię­cie inte­lek­tu­alne, jakim było Oświe­ce­nie, nie wyłą­cza­jąc wymy­śle­nia Europy Wschod­niej, okre­śliło kate­go­rie i obszar, na któ­rym reali­zuję moje póź­niej­sze i pośled­niej­sze dąże­nia z dzie­dziny histo­rii idei.

- Larry Wolff

Wpro­wa­dze­nie

Wpro­wa­dze­nie

"Od Szcze­cina nad Bał­ty­kiem do Trie­stu nad Adria­ty­kiem zapa­dła w poprzek kon­ty­nentu żela­zna kur­tyna", oznaj­mił w 1946 roku Win­ston Chur­chill w Ful­ton w sta­nie Mis­so­uri, w głębi innego kon­ty­nentu. Sfor­mu­ło­wa­nie to odnio­sło zde­cy­do­wa­nie naj­więk­szy suk­ces ze wszyst­kich jego pomy­słów reto­rycz­nych: żela­zna kur­tyna dzie­ląca Europę na dwie czę­ści, na Europę Zachod­nią i Europę Wschod­nią. Przez nie­mal pół stu­le­cia two­rzyła fun­da­men­talną, struk­tu­ralną gra­nicę, w sen­sie men­tal­nym i kar­to­gra­ficz­nym. Na mapie Europy, z jej licz­nymi kra­jami i kul­tu­rami, poja­wiła się żela­zna kur­tyna Chur­chilla, zim­no­wo­jenne pęk­nię­cie ide­olo­giczne kon­ty­nentu. "Cień padł na sceny nie­dawno oświe­tlone zwy­cię­stwem alian­tów", stwier­dził Chur­chill. Cień ten padł rów­nież na mapę Europy, prze­sła­nia­jąc kraje za żela­zną kur­tyną. A jeśli coś jest pogrą­żone w cie­niu, można sobie mgli­ście wyobra­żać przy­kre, nie­przy­jemne, roz­stra­ja­jące bądź nie­po­ko­jące rze­czy, można rów­nież nie patrzeć zbyt uważ­nie bądź nawet odwró­cić wzrok - bo któż potra­fiłby przej­rzeć żela­zną kur­tynę na wskroś i wyło­wić przy­ciem­nione kształty?

Kraje za żela­zną kur­tyną Chur­chill okre­ślił geo­gra­ficz­nie jako "te wszyst­kie pań­stwa Europy Wschod­niej"; włą­czył je do "tego, co muszę nazwać strefą sowiecką". We wszyst­kich tych pań­stwach par­tie komu­ni­styczne dążyły do usta­no­wie­nia "tota­li­tar­nej kon­troli". Linii łączą­cej Szcze­cin z Trie­stem, wyzna­cza­ją­cej gra­nicę owej sowiec­kiej strefy, nie zna­mio­no­wał bez­względny geo­gra­ficzny deter­mi­nizm, bowiem Chur­chill dopu­ścił jeden wyją­tek: "Tylko Ateny - Gre­cja z jej nie­śmier­telną chwałą - swo­bod­nie decy­dują o swo­jej przy­szło­ści". Jeśli cho­dzi o resztę państw wschod­nich, Chur­chill z jed­nej strony przy­zna­wał, że "bez­pie­czeń­stwo świata wymaga nowej jed­no­ści Europy, z któ­rej nie powinno się wyklu­czyć na stałe żad­nego narodu", a z dru­giej strony dostrze­gał powody, żeby zaak­cep­to­wać, poprzeć, a nawet pogłę­biać coraz bar­dziej widoczny podział kon­ty­nentu. "W pań­stwach przed żela­zną kur­tyną, która bie­gnie poprzez Europę, ist­nieją inne powody do nie­po­koju", powie­dział Chur­chill, nie mając wąt­pli­wo­ści, które kraje leżą "przed" - wymie­nił Wło­chy i Fran­cję - a które za tą barierą. Nie­po­ko­iła go kwe­stia infil­tra­cji poli­tycz­nej i ska­że­nia ide­olo­gicz­nego, ponie­waż nawet w Euro­pie Zachod­niej "par­tie komu­ni­styczne czy piąte kolumny sta­no­wią rosnące wyzwa­nie dla cywi­li­za­cji chrze­ści­jań­skiej"k1. Przez całą zimną wojnę żela­zną kur­tynę wyobra­żano sobie jako swo­isty kor­don sani­tarny, odgra­dza­jący świa­tłość cywi­li­za­cji chrze­ści­jań­skiej od jakichś nie­okre­ślo­nych mro­ków. Taka kon­cep­cja dostar­czała dodat­ko­wego uza­sad­nie­nia dla tego, żeby nie patrzeć zbyt uważ­nie na kraje po dru­giej stro­nie.

Prze­mó­wie­nie Chur­chilla w Ful­ton oka­zało się pro­ro­cze. Jego meta­fora zyskała zna­cze­nie geo­po­li­tycz­nego faktu okre­śla­ją­cego sto­sunki mię­dzy­na­ro­dowe. W następ­nym poko­le­niu histo­rycy zim­no­wo­jen­nej dyplo­ma­cji, mię­dzy innymi Wal­ter LaFe­ber i Daniel Yer­gin, roz­wa­żali, czy nie zadzia­łał mecha­nizm samo­speł­nia­ją­cego się pro­roc­twa, czy pro­wo­ka­cyjne prze­mó­wie­nie Chur­chilla nie przy­czy­niło się do wykry­sta­li­zo­wa­nia stref ide­olo­gicz­nych w Euro­pie, przy­spie­sza­jąc utwar­dze­nie sta­no­wisk. Wspo­mnie­nia Chur­chilla poka­zują, że nie był zupeł­nie nie­win­nym obser­wa­to­rem losu, który przy­padł w udziale wschod­nim pań­stwom Europy, że chciał uczest­ni­czyć w wyzna­cza­niu linii gra­nicz­nej i powie­sze­niu na niej kur­tyny. Nie­całe dwa lata przed wystą­pie­niem w Ful­ton, gdzie w towa­rzy­stwie Harry'ego Tru­mana ostrze­gał przed sowiec­kim cie­niem, w 1944 roku odwie­dził w Moskwie Józefa Sta­lina i zapro­po­no­wał pro­cen­towe udziały w powo­jen­nych wpły­wach w tychże samych wschod­nich pań­stwach. Bazgrząc na papie­rze, zapro­po­no­wał Sta­li­nowi 90% w Rumu­nii, 75% w Buł­ga­rii, 50% na Węgrzech i w Jugo­sła­wii, ale tylko 10% w Gre­cji - z jej "nie­śmier­telną chwałą". Chur­chill zasu­ge­ro­wał póź­niej, żeby spa­lić kartkę, lecz Sta­lin mu powie­dział, że może ją zatrzy­mać.

W 1989 roku w Euro­pie Wschod­niej doszło do rewo­lu­cji, a raczej sze­regu powią­za­nych ze sobą rewo­lu­cji w róż­nych pań­stwach wschod­nich, w wyniku czego upa­dły rządy komu­ni­styczne, któ­rych histo­ria się­gała lat tuż­po­wo­jen­nych. Rewo­lu­cja poli­tyczna zaowo­co­wała demo­kra­tycz­nymi wybo­rami, otwar­ciem gospo­da­rek na kapi­ta­lizm wol­no­ryn­kowy, znie­sie­niem ogra­ni­czeń w podró­żo­wa­niu, wyco­fa­niem wojsk sowiec­kich i wresz­cie, w 1991 roku, roz­wią­za­niem Układu War­szaw­skiego. To wła­śnie Układ War­szaw­ski, sto­jący naprze­ciwko NATO w Euro­pie Zachod­niej, od lat pięć­dzie­sią­tych nada­wał podzia­łowi Europy wymiar mili­tarny, stwa­rza­jąc dwa bloki toczące ze sobą zimną wojnę. Rewo­lu­cyjny upa­dek komu­ni­zmu w Euro­pie Wschod­niej i zakoń­cze­nie zim­nej wojny unie­waż­niły utarte poję­cia, które okre­ślały ostry podział Europy na dwie wro­gie czę­ści: żela­zną kur­tynę, strefę sowiecką i zło­wróżbny cień z mowy Chur­chilla. Podział Europy nagle wyda­wał się zakoń­czony, wyma­zany, unie­waż­niony, odrębne połówki w jed­nej chwili ponow­nie się złą­czyły w jeden kon­ty­nent. Tak zadzia­łał grom rewo­lu­cji.

W 1988 roku byłem w Pol­sce. Z grupą innych ame­ry­kań­skich pro­fe­so­rów spo­tka­li­śmy się z pol­skimi naukow­cami, aby pody­sku­to­wać o zawi­kła­nej kwe­stii zna­cze­nia sowiec­kiej gła­sno­sti dla Europy Wschod­niej. Połą­cze­nie naszej wie­dzy aka­de­mic­kiej zaowo­co­wało bogac­twem reflek­sji, ana­liz, para­dok­sów, pro­gnoz i hipo­tez, ale nikt się nawet nie zająk­nął, że w Euro­pie Wschod­niej może nie­długo wybuch­nąć rewo­lu­cja. Nikt z nas nie miał poję­cia, co się kryje tuż za zasłoną przy­szło­ści; nikt się nie domy­ślał, jak bar­dzo poważne będą skutki gła­sno­sti - że za rok sama kon­cep­cja Europy Wschod­niej jako odręb­nego bytu geo­po­li­tycz­nego, zwięk­sza­jąca pre­cy­zję ana­liz nauko­wych, sta­nie się wąt­pliwa i nie­jed­no­znaczna.

Wschod­nio­eu­ro­pej­ska rewo­lu­cja z 1989 roku w dużym stop­niu zmie­niła obo­wią­zu­jące przez stu­le­cia spoj­rze­nie, co zmu­siło nas do ponow­nego prze­my­śle­nia idei Europy jako cało­ści. Mapy ścienne zawsze poka­zy­wały kon­ty­nent z wie­loma kolo­rami, ele­men­tami ukła­danki ozna­cza­ją­cymi liczne pań­stwa; ciemna linia żela­znej kur­tyny, kła­dąca się jed­no­stron­nym cie­niem, była wyry­so­wana tylko na mapach men­tal­nych. Mapy te trzeba sko­ry­go­wać, dosto­so­wać, zre­kon­stru­ować, ale same struk­tury są głę­boko ugrun­to­wane i sil­nie kształ­tują nasze poglądy. W latach dzie­więć­dzie­sią­tych zmar­twieni i zanie­po­ko­jeni Włosi depor­to­wali albań­skich uchodź­ców: Alba­nesi, no gra­zie! - to treść graf­fiti na murze. Niemcy witają przy­by­szów z Pol­ski chu­li­gań­ską prze­mocą i neo­na­zi­stow­skimi demon­stra­cjami, a w pary­skich skle­pach tury­stów ze wschod­niej Europy bez powodu się zatrzy­muje i prze­szu­kuje w związku z podej­rze­niem o kra­dzieże. Poli­tycy, któ­rzy nie­gdyś z wiel­kim entu­zja­zmem wypo­wia­dali się o per­spek­ty­wie jed­no­ści Europy, odwra­cają wzrok od Sara­jewa, być może żału­jąc, że to się nie dzieje na innym kon­ty­nen­cie. Poczu­cie obco­ści po czę­ści jest kwe­stią róż­nic gospo­dar­czych, prze­pa­ści mię­dzy bogac­twem Europy Zachod­niej i biedą Europy Wschod­niej. Jed­nak róż­nice te z natury rze­czy obro­sły w skom­pli­ko­waną i zawiłą sko­rupę uprze­dzeń kul­tu­ro­wych. Żela­zna kur­tyna znik­nęła, ale cień pozo­stał.

Cień pozo­stał, ponie­waż prze­trwała idea Europy Wschod­niej, mimo braku żela­znej kur­tyny. Nie wynika to wyłącz­nie z faktu, że budo­wane przez pół wieku struk­tury myślowe wciąż są mocne, lecz przede wszyst­kim z tego, że ideę Europy Wschod­niej zapo­cząt­ko­wano znacz­nie wcze­śniej niż zimną wojnę. Ora­tor­ski obraz żela­znej kur­tyny w prze­mó­wie­niu Chur­chilla był wymowny i prze­ko­nu­jący, a jego popu­lar­ność to ponie­kąd efekt tego, że meta­fora ta zda­wała się cel­nie opi­sy­wać tym­cza­sowe poja­wie­nie się strefy sowiec­kiej jako mię­dzy­na­ro­do­wego kata­kli­zmu o prze­ło­mo­wym zna­cze­niu histo­rycz­nym. Jed­nak traf­ność i pro­roc­two tej meta­fory prze­sło­niły to, dzięki czemu tak sil­nie oddzia­ły­wała ona na wyobraź­nię, a mia­no­wi­cie histo­rię inte­lek­tu­alną, w ramach któ­rej idea Europy Wschod­niej została wymy­ślona już dużo wcze­śniej. Wyzna­cza­jąc gra­nicę "od Szcze­cina nad Bał­ty­kiem po Triest nad Adria­ty­kiem", Chur­chill podą­żał wzdłuż linii, którą ryso­wano i nasy­cano zna­cze­niem przez dwa stu­le­cia, począw­szy od naj­sław­niej­szego przodka bry­tyj­skiego pre­miera, wojow­ni­czego księ­cia Marl­bo­ro­ugh. "Żela­zna kur­tyna" dosko­nale sto­piła się z wcze­śniejszą kon­struk­cją, przez co pra­wie zapo­mniano, zlek­ce­wa­żono albo wyparto ze świa­do­mo­ści, że kon­ty­nent podzie­liła już pewna wcze­śniejsza epoka w histo­rii idei, two­rząc znany nam do dzi­siaj roz­łam.

Roz­róż­nie­nie na Europę Zachod­nią i Wschod­nią nastą­piło jesz­cze przed Chur­chil­lem i zimną wojną, ale by­naj­mniej nie sięga nie­pa­mięt­nych cza­sów, nie ma ukry­tych w dzie­jo­wej pomroce korzeni. Nie było to roz­róż­nie­nie natu­ralne ani nawet nie­winne, tylko pewien twór kul­tu­rowy, kon­struk­cja myślowa, moty­wo­wana ide­olo­gicz­nie i słu­żąca do celów auto­pro­mo­cyj­nych. To prawda, że Chur­chill poje­chał do Ful­ton, aby spra­wiać wra­że­nie, że spo­gląda na podział Europy z daleka, z zewnętrz­nej per­spek­tywy, ale podziału tego doko­nano na miej­scu. Europę Wschod­nią wymy­śliła Europa Zachod­nia, jako swoje dopeł­nie­nie, w XVIII wieku, w epoce Oświe­ce­nia. Epoce, kiedy naj­waż­niej­sze ośrodki inte­lek­tu­alne mie­ściły się w Euro­pie Zachod­niej, a ponadto kul­ty­wo­wano i odno­szono wyłącz­nie do niej nowe poję­cie "cywi­li­za­cji" - osiem­na­sto­wieczny neo­lo­gizm. Cywi­li­za­cja odkryła z kolei swoje prze­dłu­że­nie na tym samym kon­ty­nen­cie, w pogrą­żo­nych w cie­niu kra­inach zaco­fa­nia, a nawet bar­ba­rzyń­stwa. Tak wymy­ślono Europę Wschod­nią. Począw­szy od XVIII wieku idea ta zyskała wielką popu­lar­ność, a po II woj­nie świa­to­wej dosko­nale wpi­sała się w reto­rykę i realia zim­nej wojny, ale prze­trwała rów­nież upa­dek komu­ni­zmu, nie tra­cąc swo­jego miej­sca w kul­tu­rze i na men­tal­nych mapach. Jeśli chcemy zro­zu­mieć ideę Europy Wschod­niej i zmie­rzyć się z nią, musimy naj­pierw zba­dać zawiły pro­ces histo­ryczny, który ją ugrun­to­wał i zako­do­wał w naszej kul­tu­rze.

W cza­sach rene­sansu pod­sta­wo­wym podzia­łem poję­cio­wym Europy był podział na połu­dnie i pół­noc. Pań­stwa-mia­sta Włoch były raczej nie­kwe­stio­no­wa­nymi ośrod­kami sztuki i nauki, malar­stwa i rzeźby, reto­ryki i filo­zo­fii, nie wspo­mi­na­jąc o finan­sach i han­dlu. Wło­scy huma­ni­ści bez skrę­po­wa­nia odno­sili się do innych kul­tur euro­pej­skich z wyż­szo­ścią, co zna­la­zło swój naj­bar­dziej dra­ma­tyczny wyraz w "Wezwa­niu do obję­cia prze­wod­nic­twa w Ita­lii i uwol­nie­nia jej z rąk bar­ba­rzyń­ców" Machia­vel­lego, ostat­nim roz­dziale Księ­cia. Machia­velli spo­glą­dał wstecz na prze­ło­mowe wyda­rze­nie dla jego poko­le­nia, dla każ­dego flo­ren­tyń­czyka i więk­szo­ści Wło­chów, inwa­zję Karola VIII, króla Fran­cji, w 1494 roku, która zapo­cząt­ko­wała okres "bar­ba­rzyń­skich" najaz­dów z pół­nocy, wyzna­cza­ją­cych kres quat­tro­cento, naj­wspa­nial­szej epoki wło­skiego rene­sansu. Jesz­cze bar­dziej trau­ma­tyczna była wielka kata­strofa, która nastą­piła w kolej­nym poko­le­niu, czyli zdo­by­cie Rzymu przez nie­miec­kich żoł­nie­rzy cesa­rza rzym­skiego Karola V w 1527 roku. Wło­ski rene­sans jawił się jako poobi­jany przez pół­noc­nych bar­ba­rzyń­ców, a ponie­waż wło­scy huma­ni­ści dosko­nale znali histo­rię sta­ro­żytną, narzu­cały im się sko­ja­rze­nia ze zdo­by­ciem Rzymu przez Gotów w 476 roku, co tylko wzmac­niało prze­ko­na­nie odno­śnie do geo­gra­ficz­nego poło­że­nia "dzi­kich" kra­jów. Zarówno sta­ro­żytni Rzy­mia­nie, jak i rene­sansowi Włosi czy­tali tekst Tacyta o Ger­ma­nach i dowie­dzieli się o naro­dzie, który skła­dał ofiary z ludzi, nosił skóry dzi­kich zwie­rząt i gene­ral­nie nie odzna­czał się kul­turą: "Ile­kroć nie idą na wojnę, spę­dzają nie­wiele czasu na łowach, wię­cej na bez­czyn­no­ści, oddani ospal­stwu i jadłu"k2. Tacyt wie­dział o innych bar­ba­rzyń­cach dalej na wschód, takich jak Sar­maci i Dako­wie, ale zaj­mo­wał się przede wszyst­kim Ger­ma­nami z pół­nocy; ta sta­ro­żytna per­spek­tywa bar­dzo odpo­wia­dała Wło­chom z cza­sów rene­sansu. Machia­velli wyko­rzy­stał sta­ro­rzym­skie spoj­rze­nie z takim samym roz­ma­chem i reto­rycz­nym opor­tu­ni­zmem, z jakim Chur­chill użył per­spek­tywy oświe­ce­nio­wej do budowy żela­znej kur­tyny.

Pola­ry­za­cja Europy na Wło­chy i pół­noc­nych bar­ba­rzyń­ców, tak oczy­wi­sta dla sta­ro­żyt­nych Rzy­mian, tak wygodna dla rene­san­so­wych Wło­chów, prze­trwała do XVIII wieku jako forma reto­ryczna. Wil­liam Coxe, który w 1785 roku opu­bli­ko­wał Tra­vels into Poland, Rus­sia, Swe­den, and Den­mark, mógł jesz­cze pod­su­mo­wać te wyprawy jako "moje podróże przez pół­nocne kró­le­stwa Europy"k3. Ta per­spek­tywa geo­gra­ficzna zaczęła się jed­nak wyda­wać poważ­nie ana­chro­niczna; Oświe­ce­nie przy­stą­piło do inte­lek­tu­al­nej pracy, która zaowo­co­wała reorien­ta­cją kon­ty­nentu i powsta­niem nowego podziału: na Europę Zachod­nią i Wschod­nią. Pol­ska i Rosja miały zostać men­tal­nie ode­rwane od Szwe­cji i Danii - od tej pory koja­rzono je z Węgrami i Cze­chami, z bał­kań­skimi kra­jami impe­rium osmań­skiego, a nawet z czar­no­mor­skim Kry­mem.

W okre­sie od epoki rene­sansu do Oświe­ce­nia euro­pej­skie ośrodki kul­tury i finan­sów prze­nio­sły się ze skar­bów i skarb­nic Rzymu, Flo­ren­cji i Wene­cji do bar­dziej dyna­micz­nych miast, takich jak Paryż, Lon­dyn i Amster­dam. Spoj­rze­nie Wol­tera na Europę z osiem­na­sto­wiecz­nego Paryża pod wzglę­dem geo­gra­ficz­nym zupeł­nie się róż­niło od spoj­rze­nia Machia­vel­lego z szes­na­sto­wiecz­nej Flo­ren­cji. Wol­ter wiódł prym pośród filo­zo­fów Oświe­ce­nia, któ­rzy wypra­co­wy­wali nową euro­pej­ską per­spek­tywę, patrząc z zachodu na wschód zamiast z połu­dnia na pół­noc. Doko­nali tym samym poję­cio­wej reorien­ta­cji Europy, którą prze­ka­zali nam w spadku, skut­kiem czego widzimy dzi­siaj Europę tak jak oni, a raczej bier­nie odzie­dzi­czy­li­śmy Europę, którą oni czyn­nie prze­kon­stru­owali poję­ciowo. Tak jak nowe ośrodki oświe­ce­niowe zastą­piły stare ośrodki rene­sansu, tak też dawne kra­iny bar­ba­rzyń­stwa i zaco­fa­nia na pół­nocy prze­nie­siono na wschód. Oświe­ce­nie musiało wymy­ślić Europę Wschod­nią i Zachod­nią razem, jako poję­cia kom­ple­men­tarne, które defi­niują się nawza­jem poprzez opo­zy­cję i przy­le­głość.

Zasad­ni­czą rolę w tym pro­ce­sie reorien­ta­cji ode­grali wędrowcy, osiem­na­sto­wieczni podróż­nicy przy­by­wa­jący z Europy Zachod­niej do Wschod­niej. W XVIII wieku kraje Europy Wschod­niej były na tyle nie­znane i egzo­tyczne, że każdy podróż­nik wiózł ze sobą men­talną mapę, którą mógł dowol­nie opa­try­wać przy­pi­sami, uzu­peł­niać, pre­cy­zo­wać i skła­dać na nowo. Naj­waż­niej­szymi ope­ra­cjami men­tal­nego mapo­wa­nia było koja­rze­nie i porów­ny­wa­nie: koja­rze­nie kra­jów Europy Wschod­niej, inte­lek­tu­alne łącze­nie ich w spójną całość, oraz porów­ny­wa­nie z kra­jami Europy Zachod­niej, co w sumie usta­na­wiało podział kon­ty­nentu według kry­te­rium roz­wo­jo­wego. Roz­pocznę tę książkę od histo­rii jed­nego z podróż­ników, hra­biego Ségura, fran­cu­skiego boha­tera rewo­lu­cji ame­ry­kań­skiej, który wje­chał do Europy Wschod­niej zimą 1784 roku po dro­dze do Peters­burga, gdzie miał peł­nić służbę amba­sa­dora Fran­cji na dwo­rze Kata­rzyny Wiel­kiej. Prze­miesz­cza­jąc się z Prus do Pol­ski - mniej wię­cej w tym miej­scu, gdzie dwa stu­le­cia póź­niej miała opaść żela­zna kur­tyna - dobit­nie sobie uświa­da­miał, że prze­kra­cza nie­zwy­kle ważną gra­nicę. W swoim odczu­ciu "cał­kiem opu­ścił Europę", a ponadto "cof­nął się o dzie­sięć stu­leci". Książkę zakoń­czy opo­wieść o innym podróż­niku, który wró­cił do Europy Zachod­niej, o Ame­ry­ka­ni­nie Joh­nie Ledy­ar­dzie, który wcze­śniej okrą­żył świat z kapi­ta­nem Cookiem, a w 1788 roku wra­cał z samot­nej eks­pe­dy­cji na Sybe­rię, zakoń­czo­nej jego aresz­to­wa­niem z roz­kazu Kata­rzyny. Wędru­jąc na zachód przez Impe­rium Rosyj­skie, a potem przez Pol­skę, dopiero po prze­kro­cze­niu gra­nicy pru­skiej uznał, że znaj­duje się już z powro­tem w Euro­pie. Wła­śnie mię­dzy Pol­ską i Pru­sami Ledy­ard zlo­ka­li­zo­wał "wielką barierę mię­dzy azja­tyc­kimi i euro­pej­skimi oby­cza­jami", po czym "prze­sko­czył" ją nad wyraz skwa­pli­wie: "Ponow­nie witaj, Europo, w moich ser­decz­nych obję­ciach"k4. Nie trzeba mieć pod ręką atlasu, aby się zorien­to­wać, że kiedy Ségur miał poczu­cie, iż "cał­kiem opu­ścił Europę", nie zbli­żył się nawet do jej gra­nic, a Ledy­ard podró­żu­jąc w prze­ciw­nym kie­runku, witał i ści­skał Europę, na któ­rej tere­nie poko­nał już ponad tysiąc mil.

Ledy­ard miał swoje okre­śle­nie na to swo­bodne podej­ście do geo­gra­fii i nazy­wał je "geo­gra­fią filo­zo­ficzną". W Oświe­ce­niu pod­po­rząd­ko­wy­wano geo­gra­fię wyzna­wa­nym war­to­ściom, uzu­peł­nia­jąc mapę sub­tel­no­ściami, które nie mie­ściły się w bar­dziej rygo­ry­stycz­nych stan­dar­dach kar­to­gra­fii nauko­wej. Ségur z kolei miał swoją nazwę dla obszaru, który odkrył, kiedy ogar­nęło go poczu­cie, że opusz­cza Europę, mimo że na­dal w niej prze­by­wał - osta­tecz­nie umiej­sco­wił się na "wscho­dzie Europy", co w języku fran­cu­skim, jako l'orient de l'Europe, pod­su­wało rów­nież bogate w sko­ja­rze­nia okre­śle­nie "Orient Europy". Jesz­cze w przeded­niu I wojny świa­to­wej fran­cu­ska nauka zamien­nie sto­so­wała dwa z pozoru podobne ter­miny: l'Europe orien­tale (Europa Wschod­nia) i l'Orient europeén (euro­pej­ski Orient)k5. W książce Orien­ta­lizm Edward Said wysu­nął tezę, że "poję­cie Wschód pozwo­liło lepiej zde­fi­nio­wać Europę (Zachód) - jako prze­ciw­stawny obraz, ideał, oso­bo­wość, doświad­cze­nie", nato­miast orien­ta­lizm funk­cjo­nuje mię­dzy innymi "jako Zachodni spo­sób na domi­na­cję, prze­bu­dowę i spra­wo­wa­nie wła­dzy nad Wscho­dem"k6. Idea Europy splo­tła się z rosną­cym w siłę orien­ta­li­zmem, bo cho­ciaż geo­gra­fia filo­zo­ficzna bez­tro­sko wyklu­czała Europę Wschod­nią z Europy, w domy­śle prze­no­sząc ją do Azji, to kar­to­gra­fia naukowa zda­wała się zaprze­czać takim kapry­śnym kon­struk­cjom. Ist­niała prze­strzeń dla nie­jed­no­znacz­no­ści. Kar­to­gra­ficzna gra­nica mię­dzy Europą i Azją nie była w XVIII wieku pre­cy­zyj­nie usta­lona, cza­sami umiej­sca­wiano ją na Donie, cza­sami dalej na wschód wzdłuż Wołgi, a cza­sami, tak jak dzi­siaj, na Uralu.

Tego rodzaju nie­pew­ność przy­czy­niała się do poj­mo­wa­nia Europy Wschod­niej jako para­doksu jed­no­cze­snego włą­cze­nia i wyklu­cze­nia, jako Europy, lecz nie Europy. Poprzez kon­trast Europa Wschod­nia defi­nio­wała Europę Zachod­nią, tak jak Orient defi­nio­wał Okcy­dent, jed­no­cze­śnie musiała pośred­ni­czyć mię­dzy Europą a Orien­tem. Wymy­śle­nie Europy Wschod­niej można okre­ślić jako inte­lek­tu­alny pro­jekt swo­istej orien­ta­li­za­cji. Mecha­nizm ten mógł rów­nież dzia­łać w drugą stronę. W książce Black Athena Mar­tin Ber­nal wysu­nął tezę, że poprzez celowy hel­le­nizm usu­nięto z naszych wyobra­żeń o sta­ro­żyt­nej Gre­cji wpływy afry­kań­skie i azja­tyc­kie. Pozwo­liło to rów­nież wyłą­czyć nowo­żytną Gre­cję z poję­cia Europy Wschod­niej, dzięki czemu jesz­cze Chur­chill mógł się cie­szyć, że "nie­śmier­tel­nej chwały" tego kraju nie objął cień żela­znej kur­tyny. Zacho­dzące rów­no­le­gle inte­lek­tu­alne pro­cesy orien­ta­li­zmu i hel­le­nizmu, oba zapo­cząt­ko­wane w XVIII wieku, dały ważne punkty odnie­sie­nia i wyznacz­niki ewo­lu­cji idei Europy Wschod­niej. Co cie­kawe, idea Europy jako cało­ści stała się przed­mio­tem zain­te­re­so­wa­nia w tym samym okre­sie, kiedy kon­ty­nent ten postrze­gano jako podzie­lony na dwie czę­ści. Wło­ski histo­ryk Fede­rico Cha­bod, który po II woj­nie świa­to­wej snuł wizje euro­pej­skiej jed­no­ści, prze­ko­ny­wał, że idea Europy zyskała spój­ność i zna­cze­nie filo­zo­ficzne w epoce Oświe­ce­nia. Cha­bod kładł szcze­gólny nacisk na pisma Mon­te­skiu­sza, na prze­ciw­sta­wie­nie Europy Orien­towi w Listach per­skich oraz euro­pej­skiej wol­no­ści azja­tyc­kiemu despo­ty­zmowi w O duchu prawk7. Opo­zy­cje te dopusz­czały jed­nak pośred­nią prze­strzeń kul­tu­rową, w któ­rej roz­wi­nęła się idea Europy Wschod­niej.

Geo­gra­fia filo­zo­ficzna była spor­tem nie­skrę­po­wa­nym zbyt wie­loma regu­łami, do tego stop­nia, że nie trzeba było podró­żo­wać do Europy Wschod­niej, aby uczest­ni­czyć w jej inte­lek­tu­al­nym odkry­wa­niu. Nie­któ­rzy decy­do­wali się jed­nak na tę wyprawę, z wiel­kimi ocze­ki­wa­niami i mię­dzy­na­ro­do­wym roz­gło­sem. Mme Geof­frin zosta­wiła phi­lo­so­phes ze swego pary­skiego salonu, aby w 1766 roku odwie­dzić króla Pol­ski, a Dide­rot w 1773 roku wybrał się do Peters­burga zło­żyć usza­no­wa­nie Kata­rzy­nie Wiel­kiej. Nikt jed­nak nie pisał o Rosji bar­dziej auto­ry­ta­tyw­nie i entu­zja­stycz­nie niż Wol­ter, który ni­gdy nie dotarł dalej na wschód niż do Ber­lina, a nikt z więk­szą pasją i weną nie wystę­po­wał w obro­nie Pol­ski niż Rous­seau, dla któ­rego gra­nicę wyzna­czała Szwaj­ca­ria. Podróż z Europy Zachod­niej do Wschod­niej odbył Mozart, prze­kra­cza­jąc gra­nicę w miej­scu, w któ­rym jej "gra­nicz­ność" ma bar­dzo skom­pli­ko­wany cha­rak­ter, mia­no­wi­cie mię­dzy Wied­niem a Pragą. W isto­cie Praga leży na pół­noc od Wied­nia i odro­binę na zachód, ale dla Mozarta, podob­nie jak dla nas, była to podróż do Europy Wschod­niej, do sło­wiań­skich Czech. Prze­kro­cze­nie gra­nicy uczcił iście po mozar­tow­sku, nada­jąc sobie, swo­jej rodzi­nie i zna­jo­mym nowe toż­sa­mo­ści, w postaci pseu­do­orien­tal­nych absur­dal­nych imion: "Ja nazy­wam się Pun­ki­ti­titi, moja żona - Sza­bla Pumfa, Hofer - Rozka Pumpa, Sta­dler - Naczi­bi­ni­czibi"k8. Kur­tyna mię­dzy Wied­niem a Pragą sta­nęła jako sce­no­gra­fia tej pło­chej kome­dii ope­ro­wej, na długo zanim opa­dła w swoim żela­znym wcie­le­niu.

Czy to w duchu ima­gi­na­cyj­nym czy filo­zo­ficz­nym, figlar­nym czy nauko­wym, bada­nie Europy Wschod­niej, tak jak orien­ta­lizm, było formą inte­lek­tu­al­nego pano­wa­nia, łącze­nia wie­dzy i wła­dzy, utrwa­la­nia domi­na­cji i pod­po­rząd­ko­wy­wa­nia. Tak jak w przy­padku Orientu, odkry­wa­nia i opa­no­wy­wa­nia inte­lek­tu­al­nego Europy Wschod­niej nie dało się cał­ko­wi­cie oddzie­lić od moż­li­wo­ści praw­dzi­wego pod­boju. Osiem­na­sto­wieczni fran­cu­scy eks­perci od Europy Wschod­niej tra­fili do rządu i na uczel­nie Napo­le­ona, po czym oświe­ce­niowe odkry­cie Europy Wschod­niej zaczęło wska­zy­wać drogę do pod­boju i domi­na­cji. Utwo­rze­nie przez Napo­le­ona Wiel­kiego Księ­stwa War­szaw­skiego w 1807 roku, anek­sja adria­tyc­kich pro­win­cji w Ili­rii w 1809 roku i w końcu inwa­zja na Rosję w 1812 roku ozna­czały zaprzę­gnię­cie geo­gra­fii filo­zo­ficz­nej na służbę kar­to­gra­fii woj­sko­wej. Nie był to ostatni przy­pa­dek, kiedy Europa Zachod­nia dążyła do usta­no­wie­nia impe­rium w Euro­pie Wschod­niej.

W książce Ori­gins of the Euro­pean World-Eco­nomy Imma­nuel Wal­ler­stein oce­nia, że w XVI wieku wyło­nił się kapi­ta­li­styczny "trzon" Europy Zachod­niej spra­wu­jący hege­mo­nię gospo­dar­czą nad "pery­fe­riami" w Euro­pie Wschod­niej (i laty­no­skiej Ame­ryce), co dopro­wa­dziło do wytwo­rze­nia się "kom­ple­men­tar­nej dywer­gen­cji" z mini­mal­nych począt­kowo róż­nic w pozio­mie roz­woju gospo­dar­czegok9. Zasad­ni­czą rolą Europy Wschod­niej jako "pery­fe­rii" Europy Zachod­niej był eks­port zboża, oparty na pracy przy­mu­so­wej w ramach post­śre­dnio­wiecz­nego "dru­giego pod­dań­stwa". Argu­ment Wal­ler­ste­ina jest jed­nak oparty pra­wie wyłącz­nie na przy­padku Pol­ski, któ­rej gospo­darka rze­czy­wi­ście w dużej mie­rze bazo­wała na eks­por­cie psze­nicy z Gdań­ska do Amster­damu drogą mor­ską. Autor ma świa­do­mość, że w XVI wieku nie cała Europa Wschod­nia mie­ściła się choćby na pery­fe­riach euro­pej­sko-świa­to­wej gospo­darki: "Rosja na zewnątrz, ale Pol­ska w środku. Węgry na zewnątrz, ale impe­rium osmań­skie w środku"k10. Uzna­nie Europy Wschod­niej za gospo­dar­cze pery­fe­rie w jakimś stop­niu wymaga prze­nie­sie­nia sztucz­nie skon­stru­owa­nej osiem­na­sto­wiecz­nej jed­no­ści w prze­szłość, aby móc nadać struk­turę wcze­śniej­szemu mode­lowi gospo­dar­czemu. Tym­cza­sem czyn­niki spo­łeczne i gospo­dar­cze by­naj­mniej nie były jedy­nymi, które dopro­wa­dziły do stwo­rze­nia przez Europę Zachod­nią poję­cia Europy Wschod­niej. Histo­ryczne kwe­stie trzonu i pery­fe­rii, które Wal­ler­stein poru­szył w latach sie­dem­dzie­sią­tych, nadały kie­ru­nek dal­szym bada­niom Europy Wschod­niej i w 1985 roku w Bel­la­gio odbyła się mię­dzy­na­ro­dowa kon­fe­ren­cja naukowa poświę­cona "Korze­niom zaco­fa­nia Europy Wschod­niej". Eric Hobs­bawm porów­nał przy­padki Szwaj­ca­rii i Alba­nii, podob­nych pod wzglę­dem zaso­bów i ukształ­to­wa­nia terenu, lecz o zasad­ni­czo róż­nym pro­filu gospo­dar­czym. Robert Bren­ner prze­ko­ny­wał, że "pro­blem zaco­fa­nia Europy Wschod­niej to błęd­nie posta­wione pyta­nie", ponie­waż "histo­rycz­nie rzecz bio­rąc, brak roz­woju jest regułą, a nie wyjąt­kiem", toteż pyta­nie powinno brzmieć, jak doszło do nie­spo­ty­ka­nego gdzie indziej kapi­ta­li­stycz­nego roz­woju Europy Zachod­niej. Uczest­nicy kon­fe­ren­cji przy­znali, że "Europa Wschod­nia w żad­nym razie nie jest regio­nem jed­no­rod­nym", że różne jej obszary stały się "gospo­dar­czymi przy­dat­kami" Europy Zachod­niej w róż­nych okre­sach oraz że ich "zaco­fa­nie ma roz­ma­ity cha­rak­ter"k11. Kwe­stie zaco­fa­nia i roz­woju Europy Wschod­niej poru­szono i zde­fi­nio­wano w XVIII wieku, nie­zu­peł­nie jako kwe­stie gospo­dar­cze, i do dzi­siaj tak kształ­tują się nasze wyobra­że­nia o tych kra­jach. Nie­jed­no­znaczne poło­że­nie Europy Wschod­niej, jako czę­ści Europy, ale nie w pełni euro­pej­skiej, wyma­gało uży­cia takich pojęć jak zaco­fa­nie i roz­wój, aby można było łatwiej poru­szać się inte­lek­tu­al­nie mię­dzy prze­ciw­staw­nymi bie­gu­nami cywi­li­za­cji i bar­ba­rzyń­stwa. W XVIII wieku Europa Wschod­nia wska­zała Zachod­niej pierw­szy model niedoroz­woju, poję­cia, które dzi­siaj odno­simy do róż­nych kra­jów na całym świe­cie.

Sam pomysł mię­dzy­na­ro­do­wej kon­fe­ren­cji eks­per­tów aka­de­mic­kich, któ­rzy spo­ty­kają się w Bel­la­gio pod auspi­cjami Fun­da­cji Roc­ke­fel­lera, aby prze­dys­ku­to­wać "pro­blem zaco­fa­nia Europy Wschod­niej", do złu­dze­nia przy­po­mina oświe­ce­niowe podej­ście do tego tematu. W Fer­ney, po dru­giej stro­nie Alp, Wol­ter przez dwa­dzie­ścia lat wyko­rzy­sty­wał swój genialny umysł na potrzeby "jed­no­oso­bo­wego sym­po­zjum" poświę­co­nego zaco­fa­niu Europy Wschod­niej. Pary­scy fizjo­kraci regu­lar­nie się spo­ty­kali w salo­nie star­szego Mira­beau, aby oma­wiać gospo­dar­cze aspekty zagad­nie­nia. W 1774 roku salon ten z wielką pompą wysłał jed­nego z fizjo­kra­tów do Pol­ski, tak jak kate­dra gospo­darki na Harvar­dzie w 1989 roku wysłała do Pol­ski jed­nego z pro­fe­so­rów. Rewo­lu­cja w 1989 roku z pew­no­ścią dodała kwe­stii "zaco­fa­nia" Europy Wschod­niej dra­ma­ty­zmu - nowe rządy dążyły do usu­nię­cia gospo­dar­czych ruin komu­ni­zmu i włą­cze­nia się w glo­balną gospo­darkę wol­no­ryn­kową. Sko­rzy­sta­nie z eks­perc­kich porad i pomocy gospo­dar­czej z zagra­nicy z pew­no­ścią może być inter­pre­to­wane jako osta­teczne potwier­dze­nie naszego suk­cesu gospo­dar­czego i zaco­fa­nia Europy Wschod­niej. Kiedy Wspól­nota Euro­pej­ska przy­go­to­wy­wała się do powo­ła­nia unii gospo­dar­czej, "Europy 1992 roku", stwo­rzono spe­cjalny bank, Euro­pej­ski Bank Odbu­dowy i Roz­woju, aby zająć się spe­cy­ficz­nymi pro­blemami Europy Wschod­niej. W Euro­pie lat dzie­więć­dzie­sią­tych Europa Wschod­nia na­dal zaj­mo­wała nie­jed­no­znaczną prze­strzeń mię­dzy włą­cze­niem i wyklu­cze­niem, zarówno pod wzglę­dem gospo­dar­czym, jak i kul­tu­ro­wym.

Oświe­ce­niowi phi­lo­so­phes ana­li­zo­wali i wyko­rzy­sty­wali tę nie­jed­no­znacz­ność, wpi­su­jąc ją w sche­mat zaco­fa­nia i roz­woju, czy­niąc z niej cechę cha­rak­te­ry­styczną, która pozwa­lała umie­ścić róż­no­rodne kraje pod wspól­nym szyl­dem Europy Wschod­niej. Już w rene­san­sie moż­liwe było zasto­so­wa­nie takiego sche­matu wobec Pol­ski. W 1523 roku Erazm z Rot­ter­damu pogra­tu­lo­wał "naro­dowi, który, cho­ciaż daw­niej uwa­żany za bar­ba­rzyń­ski, teraz tak buj­nie roz­kwita w dzie­dzi­nie lite­ra­tury, prawa, oby­cza­jów, reli­gii i róż­nych innych, że może iść w zawody z naj­wy­bit­niej­szymi i naj­bar­dziej sła­wio­nymi naro­dami"k12. Dla Era­zma podźwi­gnię­cie się z bar­ba­rzyń­stwa nie miało nic wspól­nego z roz­wo­jem gospo­dar­czym. W XVI wieku Mon­ta­igne uznał wszyst­kich ludzi za swo­ich roda­ków i "uści­skałby Polaka i Fran­cuza", choć moż­liwe, że ten osten­ta­cyjny kosmo­po­li­tyzm był rów­nie sil­nie pod­szyty pro­tek­cjo­na­li­zmem jak gra­tu­la­cje Era­zma. Kiedy w 1573 roku fran­cu­ski książę został kró­lem Pol­ski, a rok póź­niej porzu­cił koronę i wró­cił do Fran­cji jako Hen­ryk III, fran­cu­ski poeta z jego świty, Phi­lippe Despor­tes, napi­sał sar­ka­styczne "Poże­gna­nie z Pol­ską", a kon­kret­nie z lodem i śnie­giem, kiep­skimi manie­rami i "bar­ba­rzyń­skim ludem"k13.

W pierw­szej poło­wie XVI wieku Rabe­lais wymie­nił jed­nym tchem "Moskali, Hin­du­sów, Per­sów i tro­glo­dy­tów", suge­ru­jąc, że Rosja należy do sfery orien­tal­nej, a nawet mito­lo­gicz­nejk14. W poło­wie XVI wieku, kiedy angiel­ski podróż­nik Richard Chan­cel­lor odkrył ark­tyczną trasę do Rosji i powo­łano firmę han­dlową Muscovy Com­pany, rela­cje o Rosji nabrały więk­szego zna­cze­nia. Zebrano je w elż­bie­tań­skiej publi­ka­cji Prin­ci­pal Navi­ga­tions, Voy­ages, and Disco­ve­ries of the English Nation pod redak­cją Richarda Hakluyta, wraz z opo­wie­ściami o ame­ry­kań­skim Nowym Świe­cie. W 1600 roku fran­cu­ski najem­nik kapi­tan Jacques Mer­ga­ret zacią­gnął się na służbę u cara Rosji Borysa Godu­nowa, a póź­niej opu­bli­ko­wał naj­po­waż­niej­sze sie­dem­na­sto­wieczne fran­cu­skie wspo­mnie­nia o Rosji. Autor utoż­sa­mił Rosjan z "tymi, któ­rych daw­niej nazy­wano Scy­tami", i ogól­nie postrze­gał ich jako "naród z gruntu nie­okrze­sany i bar­ba­rzyń­ski". Jak dono­sił, w Rosji roiło się od mito­lo­gicz­nych dzi­wów przy­rody, takich jak uko­rze­nione zwie­rzę-roślina: "Owca zjada trawę wokół sie­bie, a potem zdy­cha. Są wiel­ko­ści jagnię­cia, z kudłatą wełną. Część ma skórę zupeł­nie białą, część deli­kat­nie cęt­ko­waną. Widzia­łem całe mnó­stwo tych skór"k15. Kiedy kapi­tan Mer­ga­ret prze­by­wał w Rosji, inny awan­tur­nik, kapi­tan John Smith, wyru­szył z Anglii do impe­rium osmań­skiego, by potem pod­su­mo­wać swoją wyprawę jako "Służbę i for­tele z czasu wojny na Węgrzech, w Tran­syl­wa­nii, na Wołosz­czyź­nie i w Moł­da­wii, prze­ciwko Tur­kom i Tata­rom". W 1603 roku został wzięty do nie­woli przez krym­skich Tata­rów, co dało mu przed­smak wyda­rzeń z 1607 roku, kiedy poj­mali go India­nie z ludu Powa­ta­nów w Wir­gi­nii, a ura­to­wała go trzy­na­sto­let­nia Poca­hon­tas. Smith uciekł z nie­woli tatar­skiej - mor­du­jąc swo­jego pana - a następ­nie podró­żo­wał przez Rosję, Ukra­inę i Pol­skę, "kraje, które powinny być przed­mio­tem naszej lito­ści, a nie zazdro­ści", jak pro­sto pod­su­mo­wał. Jego doświad­cze­nia jako jeńca i nie­wol­nika Tata­rów skło­niły go do wnio­sku, że Tata­ria nie daje się opi­sać: "Trzeba wam zro­zu­mieć, że Tata­ria i Scy­tia to jedno i to samo; jest to wszakże kraj tak prze­ogromny, że nikt ni­gdy go ade­kwat­nie nie opi­sze, podob­nie jak sze­regu tych wyjąt­kowo bar­ba­rzyń­skich ludów, które go zamiesz­kują"k16. Scy­to­wie byli znani z rela­cji Hero­dota jako bar­ba­rzyńcy w oczach sta­ro­żyt­nej Gre­cji. Kiedy Euro­pej­czycy cof­nęli się dalej w histo­rii i zamiast po Ger­ma­nów Tacyta się­gnęli po Scy­tów Hero­dota, to ukie­run­ko­wa­nie bar­ba­rzyń­stwa zmie­niło oś z pół­noc-połu­dnie na wschód-zachód. Okre­śle­nie "Scy­to­wie" w XVIII wieku obej­mo­wało całą Europę Wschod­nią i funk­cjo­no­wało do momentu, gdy Johann Got­t­fried Her­der wpoił nowo­żyt­no­ści inne okre­śle­nie bar­ba­rzyń­ców z histo­rii sta­ro­żyt­nej i nadał Euro­pie Wschod­niej jej współ­cze­sną toż­sa­mość przy­na­leżną Sło­wia­nom.

Auto­rem naj­bar­dziej uzna­nej sie­dem­na­sto­wiecz­nej rela­cji o Rosji był Adam Ole­arius, który w latach trzy­dzie­stych podró­żo­wał z nie­miecką misją dworu w Holsz­ty­nie, mającą na celu wyne­go­cjo­wa­nie ustępstw umoż­li­wia­ją­cych han­del z Per­sją przez tery­to­rium Rosji. Tego rodzaju misja wska­zy­wała na istotne zna­cze­nie gospo­dar­cze Rosji, a także na jej związki z Orien­tem. Jed­nak w rela­cji Ole­ariusa, po raz pierw­szy opu­bli­ko­wa­nej w 1647 roku po nie­miecku, a następ­nie w prze­kła­dzie fran­cu­skim, holen­der­skim, angiel­skim i wło­skim, Rosja oce­nia­nia jest przede wszyst­kim według kry­te­riów nie­go­spo­dar­czych. Ole­arius pisał o Rosja­nach, że "ich skóra jest tego samego koloru co u innych Euro­pej­czy­ków". Poka­zuje to, jak marna była wie­dza jego czy­tel­ni­ków na temat Rosji. "Obser­wu­jąc ducha, oby­czaje i spo­sób życia Rosjan - napi­sał w okre­sie, kiedy tylko nie­liczni mieli taką moż­li­wość - nie­po­dobna nie zali­czyć ich do bar­ba­rzyń­ców". Następ­nie pięt­no­wał ich na grun­cie moral­nym za "uży­wa­nie obe­lży­wych i plu­ga­wych słów", za brak "dobrych manier" - "ci ludzie gło­śno pier­dzą i czkają" - za "cie­le­sne chu­cie i roz­wią­złość", jak rów­nież za "obrzy­dliwą depra­wa­cję, którą nazy­wamy sodo­mią", upra­wianą nawet z końmi. Aspekt eko­no­miczny pośred­nio poja­wia się w tezie, że Rosja­nie "nadają się tylko do nie­wol­nic­twa" i trzeba "zaga­niać ich do pracy pałką i batem"k17. W Oświe­ce­niu spoj­rzano na Rosję łaskaw­szym okiem, snu­jąc wizje uwol­nie­nia tej kra­iny od bar­ba­rzyń­stwa i poprawy oby­cza­jów. Nadzieję tę można dostrzec już w Brief History of Mosco­via, dziele napi­sa­nym przez Johna Mil­tona, przy­pusz­czal­nie w latach trzy­dzie­stych XVII wieku. Przy­szły autor Raju utra­co­nego wyja­śnił, że Rosja zain­te­re­so­wała go jako "naj­bar­dziej wysu­nięty na pół­noc region Europy o cywi­li­zo­wa­nej reno­mie"k18. Oświe­ce­nie miało na nowo odkryć Rosję jako wschodni region kon­ty­nentu, a jej zna­cze­nie, w sen­sie filo­zo­ficz­nym i geo­gra­ficz­nym, zrów­nać z repu­ta­cją innych kra­jów Europy Wschod­niej.

Dnia 23 marca 1772 roku James Boswell zastał Samu­ela John­sona "zaję­tego przy­go­to­wy­wa­niem do druku czwar­tej edy­cji jego Słow­nika. Miało to być wyda­nie in folio". Oma­wiali pewien ówcze­sny neo­lo­gizm, któ­rego John­son nie uwzględ­nił w swoim słow­niku jako nie­po­praw­nego języ­kowo: "Nie chciał dopu­ścić civi­li­sa­tion, a jedy­nie civi­lity. Przy całym moim wiel­kim sza­cunku dla niego uzna­łem, że "cywi­li­za­cja", od "cywi­li­zo­wać", jest lep­sza w sen­sie prze­ciw­staw­nym do bar­ba­rzyń­stwa". Tego samego dnia odbyła się rów­nież dys­ku­sja na temat ety­mo­lo­gii i rodzin języ­ko­wych. John­son nad­mie­nił, że "język cze­ski jest typowo sło­wiań­ski". Kiedy jeden z obec­nych wyznał, że dostrzega pewne podo­bień­stwa do nie­miec­kiego, John­son odparł: "Natu­ral­nie, łaskawy panie. W kra­jach sło­wiańsz­czy­zny sąsia­du­ją­cych z Niem­cami zapo­ży­cza się ger­mań­skie wyrazy, tatar­skie zaś tra­fiają do mowy naro­dów, co gra­ni­czą z Tata­rami"k19.

Dok­tor John­son z dumą zde­fi­nio­wał "cywi­li­za­cję" jako nie­uży­wany już ter­min praw­ni­czy, ozna­cza­jący prze­kształ­ce­nie pro­cesu kar­nego w cywilny. Jed­nak w latach sie­dem­dzie­sią­tych XVIII wieku inne angiel­skie słow­niki, podob­nie jak fran­cu­skie, dopusz­czały już nowe zna­cze­nie tego słowa: civi­lity, czyli ucy­wi­li­zo­wa­nie. Jak usta­lili języ­ko­znawcy, jed­nym z pierw­szych śro­do­wisk, które zaczęło posłu­gi­wać się tym nowym sło­wem, byli fizjo­kraci sku­pieni wokół star­szego Mira­beau, żywo zain­te­re­so­wani spra­wami Europy Wschod­niej. Począw­szy od nie­zwy­kle poczyt­nego dzieła L'ami Des Hom­mes z 1756 roku, Mira­beau posłu­gi­wał się tym ter­mi­nem w kon­tek­ście zarówno gospo­dar­czym, jak i kul­tu­ro­wym, koja­rząc cywi­li­za­cję ze wzro­stem bogac­twa i poprawą oby­cza­jów. Był jed­nak rów­nież uwraż­li­wiony na "fał­szywą cywi­li­za­cję", zwłasz­cza w odnie­sie­niu do ambi­cji cara rosyj­skiego Pio­tra Wiel­kiego. Inny fizjo­krata, abbé Bau­deau, który odbył podróż do Pol­ski i Rosji, pisał o róż­nych sta­diach i pozio­mach cywi­li­za­cji, a także o "postę­pie" cywi­li­za­cji w Rosji. Nadał też nowemu poję­ciu dodat­kowy wymiar, posłu­gu­jąc się okre­śle­niem "cywi­li­za­cja euro­pej­ska". Rewo­lu­cja fran­cu­ska, w inter­pre­ta­cji fran­cu­skich phi­lo­so­phes, jesz­cze sil­niej powią­zała idę cywi­li­za­cji z mode­lem roz­woju. Vol­ney widział postęp cywi­li­za­cji jako "naśla­do­wa­nie" jed­nego prze­wod­niego kraju, a Con­dor­cet posta­wił pyta­nie, czy docze­kamy dnia, kiedy kraje te wejdą na "poziom cywi­li­za­cji osią­gnięty przez naj­bar­dziej oświe­cone, naj­bar­dziej wolne, naj­mniej obcią­żone uprze­dze­niami ludy, takie jak Fran­cuzi i Anglo­ame­ry­ka­nie". Na początku XIX wieku Augu­ste Comte wciąż upra­wiał oświe­ce­niową geo­gra­fię filo­zo­ficzną, sto­su­jąc ter­min "cywi­li­za­cja" jako miarę spój­no­ści " Europy Zachod­niej"k20.

Europa Wschod­nia nie loko­wała się na anty­po­dach cywi­li­za­cji, w cze­lu­ściach bar­ba­rzyń­stwa, lecz w jakimś miej­scu na skali roz­wo­jo­wej mie­rzą­cej odle­głość mię­dzy cywi­li­za­cją a bar­ba­rzyń­stwem. Pod koniec XVIII wieku Ségur widział Peters­burg jako cha­otyczne połą­cze­nie "epoki bar­ba­rzyń­stwa z epoką cywi­li­za­cji, X i XVIII wieku, oby­cza­jów azja­tyc­kich i euro­pej­skich, nie­okrze­sa­nych Scy­tów i ogła­dzo­nych Euro­pej­czy­ków"k21. Europa Wschod­nia znaj­do­wała się pomię­dzy. W XIX wieku nowe opo­zy­cje nabrały mocy utar­tych for­mu­łek. W Kome­dii ludz­kiej Bal­zac w jed­nym zda­niu pod­su­mo­wał Europę Wschod­nią z per­spek­tywy Paryża, posłu­gu­jąc się dokład­nie tymi samymi kate­go­riami: "Ukra­ina, Rosja, rów­niny Dunaju, cała Sło­wiańsz­czy­zna wresz­cie - to łącz­nik mię­dzy Europą a Azją, mię­dzy cywi­li­za­cją a bar­ba­rzyń­stwem"k22.

Pomysł na tę książkę po raz pierw­szy przy­szedł mi do głowy dzie­sięć lat temu, kiedy w taj­nych archi­wach Waty­kanu przez rok bada­łem osiem­na­sto­wieczne sto­sunki mię­dzy Pol­ską a Sto­licą Apo­stol­ską. Czy­ta­łem depe­sze nun­cju­szy papie­skich z War­szawy. W 1783 roku, po sied­miu latach pobytu w Pol­sce, nun­cjusz Gio­vanni Archetti przy­go­to­wy­wał się do trud­nej i prze­ło­mo­wej misji dyplo­ma­tycz­nej w Peters­burgu, na dwo­rze Kata­rzyny. Jedną z wielu kwe­stii, które go zaprzą­tały na tym waż­nym eta­pie jego kariery kościel­nego dyplo­maty, był zwy­czaj naka­zu­jący, aby po przy­by­ciu nad Newę uca­ło­wać dłoń Kata­rzyny. Miał obawy, że spo­tka się to ze sta­now­czą dez­apro­batą papieża, który uzna, że taki gest pod­waży cał­ko­witą nie­za­leż­ność Kościoła rzym­sko­ka­to­lic­kiego. Można dostrzec coś para­dok­sal­nego w fak­cie, że ktoś mar­twił się o takie try­wialne szcze­góły dwor­skiej ety­kiety kilka lat przed rewo­lu­cją fran­cu­ską. Wydaje się rów­nież dosyć zabawne, że takie kon­tro­wer­sje budził nie­winny gest poca­ło­wa­nia w dłoń carycy, któ­rej sek­su­alne eks­cesy prze­szły do legendy już za jej życia. Mnie jed­nak bar­dziej zain­te­re­so­wało to, w jaki spo­sób Archetti uspra­wie­dli­wił tę formę powi­ta­nia w swo­jej depe­szy do Rzymu. Prze­ko­ny­wał, że dzięki swoim pol­skim doświad­cze­niom dogłęb­nie rozu­mie "te pół­nocne kraje" - wrzu­cił Pol­skę i Rosję do jed­nego worka. Dostrze­gał prze­paść mię­dzy "bar­dziej kul­tu­ral­nymi naro­dami" a "tymi kra­jami, które póź­niej wstą­piły na tę drogę". Te dru­gie, "kraje pół­nocne", przy­wią­zują rze­komo prze­sadną wagę do ety­kiety, na przy­kład do cało­wa­nia w rękę, pró­bu­jąc dorów­nać "bar­dziej kul­tu­ral­nym naro­dom"k23. Napu­szony i lek­ce­wa­żący ton Archet­tiego suge­ro­wał, że nun­cjusz uwa­żał osią­gnię­cie takiej rów­no­ści za mało praw­do­po­dobne. Jed­nak zasto­so­wana przez niego skala w oce­nie kul­tury - wię­cej albo mniej, wcze­śniej albo póź­niej - sta­no­wiła wyra­fi­no­waną i nowo­cze­sną kon­cep­cję zaco­fa­nia i roz­woju. Bra­ko­wało tylko słowa "cywi­li­za­cja" - a także reorien­ta­cji geo­gra­ficz­nej i uzna­nia kra­jów pół­noc­nych za wschod­nie. Archetti, który był Wło­chem, pozo­stał przy per­spek­ty­wie rene­san­so­wej. Kata­rzyna rów­nież potra­fiła zacho­wać się pro­tek­cjo­nal­nie - dała Archet­tiemu kożuch i nazwała go póź­niej "dobrym dziec­kiem".

Archetti twier­dził, że mniej kul­tu­ralne narody robią wię­cej szumu wokół kur­tu­azji. Sku­pił się na pew­nym detalu savoir vivre'u i wyol­brzy­mił jego zna­cze­nie, aby zbu­do­wać men­talną mapę Europy. Nor­bert Elias wysu­nął tezę, że idea cywi­li­za­cji roz­wi­nęła się z idei "civi­lity", co sta­no­wiło uwień­cze­nie histo­rii oby­cza­jów. Poję­cie cywi­li­za­cji było tak fun­da­men­tal­nym aspek­tem toż­sa­mo­ści - dla tych, któ­rzy uwa­żali się za cywi­li­zo­wa­nych - że zaczęto je sto­so­wać jako miarę wobec innych - innych klas, innych naro­dów. Czy­ta­jąc Archet­tiego, który pod­su­mo­wał pół­nocne kraje jako mniej kul­tu­ralne, mniej ogła­dzone, zaczą­łem myśleć o zja­wi­sku mapo­wa­nia cywi­li­za­cji w Euro­pie. Ude­rzyło mnie, jak bar­dzo te pro­tek­cjo­nalne wypo­wie­dzi przy­po­mi­nają oceny, które poja­wiają się dzi­siaj, i zada­łem sobie pyta­nie, czy nun­cjusz stał na progu wiel­kiej reorien­ta­cji Europy. Zasta­no­wiło mnie, jak doszło do tego, że ludzie zaczęli postrze­gać nasz kon­ty­nent jako podzie­lony na wschód i zachód.

Archetti i dłoń Kata­rzyny przy­po­mniały mi się jakiś czas temu, kiedy prze­by­wa­łem gdzieś za żela­zną kur­tyną, w Euro­pie Wschod­niej. W środku nocy posze­dłem do miesz­ka­nia osoby, któ­rej zbyt dobrze nie zna­łem, aby ode­brać od niej wia­do­mo­ści i bibułę, bo zgo­dzi­łem się ukryć je w bagażu i prze­wieźć pocią­giem za żela­zną kur­tynę. Na poże­gna­nie czło­wiek ten poca­ło­wał mnie trzy razy w policzki, na prze­mian - w stylu sło­wiań­skim, jak powie­dział. Od razu sko­ja­rzyło mi się to z Archet­tim i pomy­śla­łem, jakie to dziwne, że kwe­stie ety­kiety tak sil­nie oddzia­łują na wyobraź­nię i zdają się defi­nio­wać różne światy. Takie szcze­góły splo­tły się w moim umy­śle z pozna­wa­niem Europy Wschod­niej, spo­tka­niami z poli­tycz­nym pod­zie­miem, ści­szo­nymi roz­mo­wami i ner­wo­wym prze­kra­cza­niem gra­nicy.

Ta Europa Wschod­nia prze­stała ist­nieć w 1989 roku, razem z żela­zną kur­tyną. Albo znaj­dziemy nowe sko­ja­rze­nia wyzna­cza­jące jej odmien­ność, albo powró­cimy do sta­rych, sprzed zim­nej wojny. Można też jed­nak potrak­to­wać nie­zwy­kłą rewo­lu­cję 1989 roku jako pre­tekst i zachętę do prze­my­śle­nia naszej men­tal­nej mapy Europy. W 1990 roku Ame­ry­kań­ska Aka­de­mia Sztuk i Nauk uczciła to wyda­rze­nie spe­cjal­nym wyda­niem cza­so­pi­sma "Daeda­lus" zaty­tu­ło­wa­nym "Europa Wschod­nia... Europa Środ­kowa... Europa", suge­ru­jąc, że nastę­pują istotne prze­su­nię­cia seman­tyczne i Europa przy­biera w naszych umy­słach nowy kształt. Moty­wem prze­wod­nim wpro­wa­dze­nia do tego zbioru tek­stów autor­stwa Timo­thy'ego Gar­tona Asha, angiel­skiego histo­ryka, który w prze­ło­mo­wych latach osiem­dzie­sią­tych oka­zał się naj­bar­dziej prze­ni­kli­wym zachod­nio­eu­ro­pej­skim ana­li­ty­kiem Europy Wschod­niej, było pyta­nie: "Mit­te­leu­ropa?". Pyta­nie to odwo­ły­wało się do innego eseju tego samego autora, opu­bli­ko­wa­nego przed rewo­lu­cją 1989 roku: "Czy Europa Środ­kowa ist­nieje?". Była to deli­katna i sporna kwe­stia zwią­zana z men­tal­nym mapo­wa­niem, ponie­waż idea Mit­te­leu­ropa po raz pierw­szy poja­wiła się w 1915 roku, pod­czas I wojny świa­to­wej, kiedy Frie­drich Naumann opu­bli­ko­wał w Ber­li­nie książkę pod takim wła­śnie tytu­łem, ale bez pytaj­nika. Mit­te­leu­ropa Naumanna okre­ślała obszary zapla­no­wa­nej hege­mo­nii gospo­dar­czej i kul­tu­ro­wej Niem­ców, obej­mu­ją­cej kraje tra­dy­cyj­nie umiej­sca­wiane w Euro­pie Wschod­niej. Kon­cep­cja Mit­te­leu­ropa, podob­nie jak Osteu­ropa i Ostraum, ode­grała ważną rolę ide­olo­giczną pod­czas II wojny świa­to­wej, kiedy Hitler reali­zo­wał pro­gram dale­ko­sięż­nego pod­boju i bru­tal­nego znie­wo­le­nia Europy Wschod­niej, zapo­cząt­ko­wany oku­pa­cją Cze­cho­sło­wa­cji i Pol­ski w 1939 roku, a zakoń­czony inwa­zjami na Jugo­sła­wię i Rosję w 1941 roku. Można było dostrzec pewien para­doks w fak­cie, że w latach osiem­dzie­sią­tych ideę Europy Środ­ko­wej ponow­nie odkryli inte­lek­tu­ali­ści w Pol­sce, Cze­cho­sło­wa­cji i na Węgrzech, jak rów­nież w Euro­pie Zachod­niej - i pro­pa­go­wali ją jako ide­olo­giczne anti­do­tum na żela­zną kur­tynę. Odpo­wiedź na pyta­nie, czy Europa Środ­kowa ist­nieje, zale­żała od tego, czy danemu auto­rowi cho­dziło o kon­struk­cję inte­lek­tu­alną czy o rze­czy­wi­stość geo­po­li­tyczną, ponie­waż Europa Środ­kowa była tylko ideą: "Jesz­cze nie ist­nieje. Europa Wschod­nia ist­nieje - jest to ta część Europy, która znaj­duje się pod kon­trolą mili­tarną Związku Radziec­kiego"k24. Jed­nak Europa Wschod­nia rów­nież miała swój począ­tek jako idea, a po 1989 roku ponow­nie się nią stała, wyzwo­lona spod mili­tar­nej kon­troli Związku Radziec­kiego. Idea Europy Wschod­niej wciąż ma jed­nak potężną siłę oddzia­ły­wa­nia, jest głę­boko zako­rze­niona w dwóch wie­kach histo­rii, a kon­se­kwen­cje poli­tyczne prze­sła­niają myślowe korze­nie, ukryte pod histo­rycz­nym kamu­fla­żem.

Rosja może zre­zy­gno­wać z domi­na­cji mili­tar­nej nad Europą Wschod­nią, ale nie może unie­waż­nić tej idei, ponie­waż jej nie zapo­cząt­ko­wała ani nie narzu­ciła. Idea Europy Wschod­niej została stwo­rzona przez Europę Zachod­nią w epoce Oświe­ce­nia, a Rosja była jej czę­ścią. Rosja pod­le­gała temu samemu pro­ce­sowi odkry­cia, zasze­re­go­wa­nia, pro­tek­cjo­nal­nego trak­to­wa­nia oraz inte­lek­tu­al­nego pano­wa­nia, a jej loka­li­za­cję i toż­sa­mość okre­ślały te same for­mułki: mię­dzy Europą i Azją, mię­dzy cywi­li­za­cją i bar­ba­rzyń­stwem. Zwo­len­nicy Europy Środ­ko­wej dążą do demon­tażu opre­syj­nej idei Europy Wschod­niej, do wyzwo­le­nia z jej oków Czech i Węgier, może Pol­ski, może nawet Sło­we­nii. Ter­min Europa Wschod­nia wciąż może być jed­nak uży­wany do dal­szego wyklu­cza­nia reszty kra­jów, do pod­trzy­my­wa­nia roz­róż­nie­nia, któ­rym karmi się nasza toż­sa­mość. Michaił Gor­ba­czow, czło­wiek, który zbu­rzył żela­zną kur­tynę i zakoń­czył zimną wojnę, wyka­zał się rów­nież nie­zwy­kle głę­bo­kim zro­zu­mie­niem kwe­stii podziału Europy. "Jeste­śmy Euro­pej­czy­kami", napi­sał w swoim mani­fe­ście pie­rie­strojki, snu­jąc wizję roz­cią­gnię­tego od Atlan­tyku po Ural "wspól­nego domu", a także zwra­ca­jąc uwagę na "sztucz­ność" blo­ków poli­tycz­nych i "archa­icz­ność" żela­znej kur­tyny. Skry­ty­ko­wał tych przed­sta­wi­cieli Zachodu, któ­rzy wyklu­czają Zwią­zek Radziecki z Europy i utoż­sa­miają ten kon­ty­nent z Europą Zachod­niąk25. Zarówno to wyklu­cze­nie, jak i to utoż­sa­mie­nie, są dwoma aksjo­ma­tami leżą­cymi u pod­łoża dwóch stu­leci histo­rii idei, histo­rii "cywi­li­za­cji" w Euro­pie, dzie­jów wymy­śle­nia Europy Wschod­niej.

1. Wcho­dze­nie do Europy Wschod­niej. Osiem­na­sto­wieczni podróż­nicy na pogra­ni­czu

1. Wcho­dze­nie do Europy Wschod­niej

Osiem­na­sto­wieczni podróż­nicy na pogra­ni­czu

"Te pół­dzi­kie posta­cie"

W 1784 roku hra­bia Louis Phi­lippe de Ségur wyje­chał z Fran­cji do Rosji, mia­no­wany peł­no­moc­ni­kiem i posłem extra­or­di­na­ire Ludwika XVI na dwór Kata­rzyny II w Peters­burgu. Ségur miał zale­d­wie trzy­dzie­ści jeden lat, a swoją nomi­na­cję zawdzię­czał temu, że jego ojciec był mini­strem wojny. Młody czło­wiek podró­żo­wał przez Ber­lin i uzy­skał audien­cję w Pocz­da­mie u sta­rego już i sław­nego Fry­de­ryka. Król zwró­cił uwagę, że Ségur ma na piersi order Cyn­cy­nata, odzna­cze­nie za służbę pod dowódz­twem Geo­rge'a Washing­tona pod­czas ame­ry­kań­skiej wojny rewo­lu­cyj­nej. "Był pan w sta­nie na tak długo zapo­mnieć o roz­ko­szach Paryża - spy­tał sar­ka­stycz­nie Fry­de­ryk - w kra­inie, gdzie cywi­li­za­cja dopiero kieł­kuje?" Taki lek­ce­wa­żący sto­su­nek do Ame­ryki odzwier­cie­dlał typowe osiem­na­sto­wieczne wyobra­że­nia o zja­wi­sku cywi­li­za­cji i zarówno pary­ża­nin, jak i ber­liń­czyk z pew­no­ścią mieli świa­do­mość, że uwaga króla była dwu­znaczna, odno­sząca się nie tylko do służby woj­sko­wej w Ame­ryce, ale rów­nież do misji dyplo­ma­tycz­nej w Peters­burgu. W zgod­nej opi­nii oświe­co­nych Euro­pej­czy­ków rów­nież w Rosji cywi­li­za­cja dopiero kieł­ko­wała. Ségur przez następne pięć lat miał spo­sob­ność przyj­rzeć się tej spra­wie z bli­ska. Tak się wszakże skła­dało, że kwe­stia sta­diów i postępu cywi­li­za­cji w zaco­fa­nych kra­jach bar­dzo go inte­re­so­wała, toteż był gotów poświę­cić roz­ko­sze i zno­sić nie­wy­gody, aby dowie­dzieć się cze­goś wię­cej o kra­inach, które we Fry­de­ryku budziły tylko iro­nię. "Jaką drogą jedzie pan do Peters­burga, naj­krót­szą?" - spy­tał król. Naj­szyb­ciej i naj­wy­god­niej podró­żo­wałoby się drogą mor­ską, a naj­krót­sza droga lądowa pro­wa­dziła wzdłuż wybrzeża Bał­tyku. "Nie, Naj­ja­śniej­szy Panie - odparł Ségur. - Chcę prze­je­chać przez War­szawę, aby zoba­czyć Pol­skę". Fry­de­ryk odparł na to: "Oso­bliwy kraj"k26.

Zarówno cie­ka­wość Ségura, jak i poczu­cie Fry­de­ryka, że Pol­ska jest kra­jem oso­bli­wym, odzwier­cie­dlały rosnące zain­te­re­so­wa­nie tą czę­ścią Europy, obej­mu­jące rów­nież Rosję. Wybie­ra­jąc się do Rosji drogą lądową, Ségur i inni osiem­na­sto­wieczni podróż­nicy utwier­dzali się w nie­oczy­wi­stym wów­czas prze­ko­na­niu, że Rosja i Pol­ska to geo­gra­ficzni sąsie­dzi. W XVII wieku han­dlowe połą­cze­nia mor­skie - szlak ark­tyczny z Anglii do Archan­giel­ska, kurs bał­tycki z Holan­dii do Gdań­ska - masko­wały przy­le­głość Pol­ski i Rosji. Jesz­cze więk­szy wpływ na świa­do­mość odkryw­ców miały dzie­więt­na­sto­wieczne koleje żela­zne - tory kole­jowe połą­czyły War­szawę z Peters­bur­giem czy Moskwą - ale zaspo­ko­je­nie osiem­na­sto­wiecz­nej cie­ka­wo­ści Ségura wyma­gało wię­cej czasu i wysiłku. Fry­de­ryk uda­wał, że go zachęca, wygła­sza­jąc iro­niczne uwagi o tym, dla­czego Pol­ska jest oso­bliwa: "Wolny kraj ze znie­wo­lo­nym naro­dem, repu­blika z kró­lem, ogromny kraj pra­wie bez lud­no­ści". Polacy to rze­komo zapa­leni wojow­nicy, ale w ich armii nie ma dys­cy­pliny. Polacy są odważni i che­va­le­re­sque, ale pol­skie kobiety wyka­zują więk­szą siłę cha­rak­teru, a nawet hero­izm. Fry­de­ryk zakoń­czył kpiącą nutą: "Praw­dzi­wymi męż­czy­znami są tam kobiety"k27. Posłu­gi­wał się para­dok­sem jako narzę­dziem reto­rycz­nym uka­zu­ją­cym oso­bli­wość Pol­ski, jej non­sen­sowny nie­ład i posta­wie­nie na gło­wie osiem­na­sto­wiecz­nych kon­cep­cji spo­łe­czeń­stwa, poli­tyki, demo­gra­fii, a nawet rycer­sko­ści i ról płcio­wych. Sprzecz­no­ści te były przy­dat­kiem do anar­chii, anar­chia zaś posłu­żyła Fry­de­ry­kowi za pre­tekst do tego, aby zapro­po­no­wać w 1772 roku roz­biór Pol­ski i zagar­nię­cie czę­ści Prus.

Warto zwró­cić uwagę, że Fry­de­ryk, który z pew­no­ścią chciał bły­snąć inte­lek­tem, krótko i lek­ce­wa­żąco pod­su­mo­wu­jąc Pol­skę, nie miał pod­staw do twier­dze­nia, że lepiej rozu­mie ten kraj, nie pró­bo­wał zde­fi­nio­wać ani wyja­śnić jego rze­ko­mych nie­do­sko­na­ło­ści. Para­dok­sal­nie o zrozu­mieniu Pol­ski mia­łoby świad­czyć poka­za­nie jej nie­zro­zu­mia­ło­ści, przed­sta­wie­nie kon­tra­stów, któ­rych nie da się ze sobą pogo­dzić. Ségur nie miał poli­tycz­nych zaku­sów na Pol­skę, twier­dził nawet, że roz­biór z 1772 roku budzi w nim obu­rze­nie jako akt nie­spra­wie­dli­wo­ści, ale jego podróż­ni­cza cie­ka­wość zaowo­co­wała spo­strze­że­niami, które pod wzglę­dem reto­rycz­nym ude­rza­jąco przy­po­mi­nały uwagi Fry­de­ryka wygło­szone bez opusz­cza­nia Ber­lina. Co wię­cej, w tym samym stylu, za pomocą sprzecz­no­ści, Ségur scha­rak­te­ry­zo­wał rów­nież Rosję. Takie for­mułki, wygła­szane przez króla Prus i fran­cu­skiego dyplo­matę w odnie­sie­niu do Pol­ski czy Rosji, defi­nio­wały osiem­na­sto­wieczne odkry­cie Europy Wschod­niej. Oso­bli­wość tego regionu, to jest jego odmien­ność od Europy Zachod­niej, jego zaco­fa­nie, sfor­mu­ło­wano jako inte­lek­tu­alną kwe­stię skom­pli­ko­wa­nych kon­tra­stów.

Z punktu widze­nia dwu­dzie­sto­wiecz­nego podróż­nego wydaje się oczy­wi­ste, że pod­czas wyprawy z Nie­miec do Pol­ski Ségur opu­ścił Europę Zachod­nią i wje­chał do Wschod­niej. Hra­bia nie potra­fił jed­nak tego kla­row­nie wyja­śnić, ponie­waż w XVIII wieku idea Europy Wschod­niej nie była jesz­cze utrwa­lona, wciąż ewo­lu­owała, nabie­rała kształ­tów w umy­słach i sło­wach podróż­ni­ków takich jak on. W rela­cji z prze­jazdu z Ber­lina do War­szawy ude­rza jed­nak jego głę­bo­kie poczu­cie, że prze­kra­cza gra­nicę o wiel­kim zna­cze­niu, mimo że nie dys­po­no­wał jesz­cze dzi­siej­szym roz­róż­nie­niem na Europę Zachod­nią i Wschod­nią.

Prze­mie­rza­jąc wschod­nie wło­ści króla Prus, odno­simy wra­że­nie, że opusz­czamy teatr, któ­rym rzą­dzi natura wspo­ma­gana dąże­niami sztuki i udo­sko­na­lo­nej cywi­li­za­cji. Oko już zasmuca widok jało­wych pia­sków, ogrom­nych lasów. Lecz kiedy przy­by­wamy do Pol­ski, mamy poczu­cie, że cał­ko­wi­cie opu­ści­li­śmy Europę i naszym oczom uka­zuje się nowy spek­takl: bez­kre­sny kraj nie­mal cał­ko­wi­cie poro­śnięty wiecz­nie zie­lo­nymi jodłami, ale zawsze smutny, z rzadka poprze­dzie­lany upraw­nymi rów­ni­nami, podob­nymi do wysp na oce­anie; uboga, znie­wo­lona lud­ność; brudne wio­ski; cha­tynki nie­wiele się róż­niące od sza­ła­sów dzi­kich ludów; wszystko to składa się na poczu­cie, że cof­nę­li­śmy się o dzie­sięć wie­ków, że znaj­du­jemy się pośród Hunów, Scy­tów, Wene­dów, Sło­wian i Sar­ma­tówk28.

Widać Ségur prze­żył swoją podróż jako coś znacz­nie wykra­cza­ją­cego poza prze­jazd z jed­nego kró­le­stwa do następ­nego. Zosta­wił za sobą udo­sko­na­loną cywi­li­za­cję, cał­ko­wi­cie opu­ścił Europę, odbył nawet podróż w cza­sie i porzu­cił XVIII wiek. Cho­ciaż podał kon­kretną liczbę dzie­się­ciu stu­leci, czyli tysiąca lat, i oce­nił, że w Pol­sce "odżyły feu­dalne wieki", można odnieść wra­że­nie, że prze­niósł się do pra­hi­sto­rii z sza­ła­sami i hor­dami, z bar­ba­rzyń­cami, któ­rzy "zmiaż­dżyli swoim cię­ża­rem resztki gru­zów Cesar­stwa Rzym­skiego"k29. Na uwagi Ségura zde­cy­do­wa­nie miała wpływ jego wraż­li­wość - oko podróż­nika widziało smu­tek nawet w drze­wach. Powie­dział wcze­śniej Fry­de­ry­kowi, że chce tylko "zoba­czyć Pol­skę", lecz jego spoj­rze­nie aktyw­nie prze­kształ­cało kra­jo­braz, któ­rego nie upięk­szyła sztuka i cywi­li­za­cja. Zosta­wił za sobą "teatr" i odkrył "nowy spek­takl". Tym nowym spek­taklem była Europa Wschod­nia, ale nie potra­fił jej jesz­cze nazwać. Dokąd podró­żo­wał? W swo­jej oce­nie nie do Europy, ale rów­nież nie do Azji, Orientu. Była to jakaś pośred­nia prze­strzeń geo­gra­ficzna, bez okre­ślo­nego umiej­sco­wie­nia w cza­sie czy histo­rii, ze zja­wi­skami przy­rody dziw­nymi do tego stop­nia, że podróż drogą lądową zamie­niła się w wyprawę "oce­aniczną". Wbrew swoim inten­cjom Ségur stra­cił grunt pod nogami. "To jest to kra­ina kon­tra­stów - odno­to­wał Ségur, powie­la­jąc for­mułę Fry­de­ryka - pustyń i pała­ców, nie­woli chło­pów i wybu­ja­łej wol­no­ści szlachty. [...] Pol­ska to nie­po­jęty melanż daw­nych i nowych wie­ków, ducha monar­chicz­nego i repu­bli­kań­skiego, feu­dal­nej dumy i rów­no­ści, nędzy i bogac­twa". Oko podróż­nika wyła­wiało te prze­ciw­no­ści i łączyło dostrze­żone obrazy w nie­po­jęty kolaż. W zam­kach widział "mno­gość służby i koni, ale pra­wie żad­nych mebli, orien­talne luk­susy, ale żad­nych wygód". Zbo­żowe bogac­two kon­tra­sto­wało z małą ilo­ścią pie­nią­dza w obiegu i pra­wie cał­ko­wi­tym bra­kiem han­dlu, "jeśli nie liczyć pra­co­wi­tej ciżby zachłan­nych Żydów". Pol­ska "pasja wojenna" kon­tra­sto­wała z "awer­sją do dys­cy­pliny"k30. Ségur, podob­nie jak Fry­de­ryk, posłu­żył się for­mułą sprzecz­no­ści, która czy­niła z Pol­ski oso­bliwy kraj non­sen­sów i para­dok­sów, kraj luk­su­sów bez mebli.

"Taka była Pol­ska i takie zaprzą­tały mnie reflek­sje - napi­sał Ségur o swo­jej podróży - kiedy po wyjeź­dzie z bez­lu­dzia ogrom­nego lasu cypry­sów i sosen, gdzie czło­wiek mógłby pomy­śleć, że znaj­duje się na skraju świata, mojemu spoj­rze­niu oddała się War­szawa". Niczym Kolumb zosta­wił za sobą Europę, wypły­nął na ocean i zna­lazł się na skraju świata. Pol­ska naj­wy­raź­niej roz­bu­dziła w nim skłon­ność do hiper­boli, co zmniej­szyło rangę jego odkry­cia, bo gdyby mniej dra­ma­tycz­nie wspo­mniał o "skraju Europy", znacz­nie zbli­żyłby się do okre­śle­nia, które mu umy­kało. Poja­wie­nie się War­szawy nie­ocze­ki­wa­nie wyrwało go ze spój­nego ciągu reflek­sji, rze­czy­wi­stość Pol­ski wdarła się do jego prze­my­śleń. Szybko jed­nak ochło­nął i z żela­zną kon­se­kwen­cją wra­cał do swo­jego sche­matu ana­li­tycz­nego: "Po wjeź­dzie do mia­sta zauwa­ży­łem kolejne nie­zwy­kłe kon­tra­sty: oka­załe rezy­den­cje i nędzne domki, pałace i liche nory". W celu "dopeł­nie­nia obrazu" opi­sał swoją war­szaw­ską kwa­terę, "coś w rodzaju pałacu, któ­rego jedna połowa olśnie­wała ary­sto­kra­tyczną ele­gan­cją, a druga była tylko kupą gru­zów i ruin, smut­nym pogo­rze­li­skiem"k31. Trudno unik­nąć podejrz­li­wo­ści wobec zało­że­nia, z któ­rym Ségur wyru­szył w podróż, aby bez żad­nych ukry­tych celów "zoba­czyć Pol­skę". War­szawa "oddała się" jego spoj­rze­niu jak jakaś bez­silna ofiara, spło­nęła na ołta­rzu tej nie­spo­ży­tej ener­gii ana­li­tycz­nej, która pozo­sta­wiła mia­sto w ruinie, inte­lek­tu­al­nej ruinie wewnętrz­nych sprzecz­no­ści. Można tu przy­wo­łać Michela Foucaulta, filo­zo­fu­ją­cego histo­rycz­nie na temat spoj­rze­nia, które zamie­nia patrze­nie w wie­dzę, a wie­dzę we wła­dzę, spoj­rze­nia kla­sycz­nej ana­lizy. Ségur, Fran­cuz epoki Oświe­ce­nia, miał to we krwi, ale w Euro­pie Wschod­niej cała ope­ra­cja ana­lizy prze­bie­gała dosyć opor­nie. Ele­menty ana­li­zo­wane przez Ségura, podob­nie jak w przy­padku Fry­de­ryka, zamiast umoż­li­wiać zro­zu­mie­nie obiektu, na który się skła­dały, czy­niły go jesz­cze bar­dziej nie­zro­zu­mia­łym, a nawet nie­do­rzecz­nym. Taka ana­liza w ustach Fry­de­ryka, wygło­szona tonem nie­skry­wa­nego sar­ka­zmu, bez pro­blemu dawała się roz­po­znać jako akt inte­lek­tu­al­nej agre­sji, uza­sad­nie­nie dla roz­bio­rów. Spoj­rze­nie Fry­de­ryka na mapę Pol­ski wznie­ciło w nim myśli o tery­to­rial­nym poćwiar­to­wa­niu, tak jak idea Pol­ski zachę­cała do ana­lizy reto­rycz­nej. War­szawa miała osta­tecz­nie "oddać się" Pru­som w ramach ostat­niego roz­bioru w 1795 roku. Spoj­rze­nie Ségura nie ozna­czało ani pod­boju, ani roz­bioru, lecz było spoj­rze­niem uda­ją­cego zain­try­go­wa­nie, wyra­zem "inte­lek­tu­al­nego pano­wa­nia" Saida, za pomocą któ­rego Europa Zachod­nia odkry­wała Wschod­nią.

Sprzecz­no­ści zagnież­dżone w innych sprzecz­no­ściach. Podzie­lony pałac, w któ­rym zatrzy­mał się Ségur, połą­cze­nie prze­py­chu i ruiny, podzie­lone mia­sto zło­żone z pała­ców i lichych nor. Na tej samej zasa­dzie War­szawa jako całość uwi­dacz­niała sprzecz­no­ści reszty Pol­ski. "Sztuka, roz­mach, wdzięk, lite­ra­tura, wszyst­kie uroki salo­no­wego życia, dorów­nu­ją­cego w War­sza­wie śmie­tance towa­rzy­skiej Wied­nia, Lon­dynu i Paryża; ale na pro­win­cji oby­czaje wciąż sar­mac­kie"k32. Pol­ska mie­ściła w sobie róż­nice mię­dzy cywi­li­za­cją a bar­ba­rzyń­stwem, jed­no­cze­śnie Ségur zazna­czył pewne punkty na mapie, które suge­ro­wały jesz­cze więk­szy kon­trast, rywa­li­za­cję mię­dzy róż­nymi obsza­rami kon­ty­nentu euro­pej­skiego. Wie­deń, Lon­dyn i Paryż to sto­lice Europy, którą Ségur zosta­wił za sobą, wjeż­dża­jąc do Pol­ski - sto­lice Europy Zachod­niej.

W War­sza­wie Ségurowi sta­now­czo dora­dzano odło­że­nie wyjazdu do Peters­burga ze względu na opady śniegu. On nie chciał jed­nak cze­kać, czego póź­niej poża­ło­wał. Gdzieś mię­dzy Bia­łym­sto­kiem a Rygą dało się jechać już tylko lek­kimi saniami, toteż musiał zosta­wić bagaż. Poin­for­mo­wano go póź­niej, że spło­nął w poża­rze. Kolejny typowy dla Europy Wschod­niej para­doks: "Śnieg i ogień sprzy­mie­rzyły się ze sobą, aby mnie uka­rać"k33. Na ostat­nim odcinku podróży, Ryga-Peters­burg, uwol­niony od bagażu, mógł odda­wać się reflek­sjom. Myślał o tym, jak bar­dzo jest zimno, a także o Pio­trze Wiel­kim, który zatrium­fo­wał nad naturą, pod­grze­wa­jąc "ten wieczny lód płod­nym cie­płem cywi­li­za­cji". Pod­grze­wa­nie wiecz­nego lodu to kolejny para­doks, tak jak przy­mie­rze ognia i śniegu, ale "triumf Pio­tra nad naturą" funk­cjo­no­wał już wtedy jako oświe­ce­niowy fra­zes, odkąd poko­le­nie wcze­śniej Wol­ter napi­sał swój bio­gra­ficzny hołd. Reflek­sje Ségura zostały prze­rwane na widok Peters­burga. Hra­bia miał na podo­rę­dziu kolejną sztam­pową uwagę na powi­ta­nie mia­sta, "gdzie nie widać nic oprócz ogrom­nych, nie­upra­wia­nych i cuch­ną­cych bagnisk". Inny osiem­na­sto­wieczny podróżny odwie­dza­jący Peters­burg mógł nie zoba­czyć czy nawet nie poczuć tych cuch­ną­cych bagnisk, ponie­waż już ich tam nie było. W Euro­pie Wschod­niej spoj­rze­nie przy­by­sza potra­fiło nakła­dać na kra­jo­braz roz­ma­ite ele­menty, two­rząc "melanż" róż­nych stu­leci i wido­ków.

Ségur z pew­no­ścią nie był pierw­szym Fran­cu­zem przy­by­łym do Peters­burga. Wspo­mniał cho­ciażby o słyn­nej wizy­cie Dide­rota u Kata­rzyny sprzed dzie­się­ciu lat. Wie­dział, że "dosyć podróż­ni­ków i auto­rów słow­ni­ków opi­sało i wyszcze­gól­niło pałace, świą­ty­nie, liczne kanały, oka­załe gma­chy", mia­sta, które nazwał "tą sto­licą pół­nocy". Uznał jed­nak za sto­sowne odno­to­wa­nie swo­ich mniej tury­stycz­nych spo­strze­żeń na temat Peters­burga i po wio­sen­nych roz­to­pach odma­lo­wał obraz mia­sta, któ­rego cha­rak­te­ry­styczne cechy wschod­nie zazna­czały się znacz­nie bar­dziej niż jego pół­nocne poło­że­nie. Posłu­żył się tym samym sche­ma­tem poję­cio­wym, który zasto­so­wał wobec Pol­ski i War­szawy.

Obli­cze Peters­burga budzi w duszy podwójne zadzi­wie­nie; łączą się tutaj ze sobą epoka bar­ba­rzyń­stwa i epoka cywi­li­za­cji, X i XVIII wiek, oby­czaje azja­tyc­kie i euro­pej­skie, nie­okrze­sani Scy­to­wie i ogła­dzeni Euro­pej­czycy, zna­ko­mita, dumna szlachta i ludzie pogrą­żeni w pod­dań­stwie. Z jed­nej strony ele­gancka moda, wspa­niałe stroje, wystawne uczty, prze­świetne festyny i teatry dorów­nu­jące tym, które dodają bla­sku i oży­wiają śmie­tanki towa­rzy­skie Paryża i Lon­dynu; z dru­giej strony kupcy w azja­tyc­kim odzie­niu, fur­mani, słu­żący i chłopi w owczych skó­rach, z dłu­gimi bro­dami i futrza­nymi cza­pami, wiel­kimi ręka­wi­cami bez pal­ców i topo­rami zatknię­tymi za sze­roki skó­rzany pas. Ubiór ten, a także grube weł­niane szmaty wokół stóp i nóg, które two­rzą coś na kształt zgrub­nego koturnu, przy­wo­dzą na myśl owych Scy­tów, Daków, Rok­so­la­nów i Gotów, nie­gdy­siej­szy postrach świata rzym­skiego. Wszyst­kie te pół­dzi­kie posta­cie, które widziało się w Rzy­mie na pła­sko­rzeź­bach kolumny Tra­jana, zdają się na naszych oczach odra­dzać i oży­wiaćk34.

Oczy Ségura i jego dra­pieżne spoj­rze­nie zasad­ni­czo stały się "naszymi" oczami i "naszym" spoj­rze­niem - spoj­rze­niem wszyst­kich podró­żu­ją­cych do Peters­burga, także tych, któ­rzy wybrali się tam tylko w wyobraźni, czy­ta­jąc wspo­mnie­nia hra­biego. Wydano je w 1824 roku, kiedy Ségur był już stary, ale wciąż pamię­tał, że przed oczyma sta­nęli mu Scy­to­wie, i posta­no­wił ich oży­wić dla "nas wszyst­kich".

W oczach Ségura Pol­ska i Rosja naj­wy­raź­niej sta­no­wiły ten sam melanż, w któ­rym kon­ty­nenty i stu­le­cia, bar­ba­rzyń­stwo i cywi­li­za­cja mie­szają się ze sobą jak w bajce. Taki zamęt oka­zał się prze­szkodą na dro­dze do nazwa­nia tej sfery. Nawet dzicy byli tylko pół­dzicy, zaprze­cza­jąc samym sobie. Trzeba jed­nak przy­znać, że uwagi Ségura doty­czące Rosji pod wie­loma wzglę­dami są bar­dziej tre­ściwe i kon­kretne niż te na temat Pol­ski. Bar­ba­rzyń­skie ludy ze sta­ro­żyt­nego świata budziły się do życia, zstę­po­wały z wyrzeź­bio­nej w II wieku kolumny, z kamien­nej pła­sko­rzeźby wcho­dziły do trój­wy­mia­ro­wej rze­czy­wi­sto­ści. Co wię­cej, cho­ciaż Ségur już przy wjeź­dzie do Pol­ski twier­dził, że opu­ścił Europę, w Rosji expli­cite roz­po­znał odmienny azja­tycki byt. Zacho­waw­cza wzmianka o "orien­tal­nych luk­su­sach" w Pol­sce ustą­piła miej­sca kon­kret­nym obra­zom azja­tyckich oby­cza­jów i stro­jów w Peters­burgu, "tej sto­licy pół­nocy". Podró­żu­jąc z War­szawy do Peters­burga, Ségur prze­miesz­czał się w nie­jed­no­znacz­nym kie­runku - na pół­nocny wschód, i to bar­dziej na pół­noc niż wschód. Czuł, że opu­ścił Europę, ale wie­dział, że w sen­sie geo­gra­ficz­nym nie wje­chał do Azji. Odkrył pośred­nią prze­strzeń. Zresztą Impe­rium Rosyj­skie obej­mo­wało oby­dwa kon­ty­nenty, a na osiem­na­sto­wiecz­nych mapach sta­ran­nie wyzna­czano gra­nicę mię­dzy "Rosją w Euro­pie" a "Rosją w Azji". Peters­burg nie­pod­wa­żal­nie znaj­do­wał się w tej pierw­szej, ale bystre oko Ségura dostrze­gło pewną prze­ni­kal­ność kul­tu­rową na gra­nicy kon­ty­nentu. Wyni­ka­jący z tego chaos, wespół z zamę­tem chro­no­lo­gicz­nym, dał począ­tek Euro­pie Wschod­niej, która zro­dziła się w oczach Europy Zachod­niej w oso­bli­wej prze­strzeni mię­dzy cywi­li­za­cją a bar­ba­rzyń­stwem.

"W momen­cie mojego przy­by­cia do Peters­burga - napi­sał Ségur (kon­kret­nie 10 marca 1785) - w sto­licy tej, pod zewnętrz­nymi for­mami cywi­li­za­cji euro­pej­skiej, zacho­wało się wiele śla­dów daw­niej­szych cza­sów". Dotar­cie do skom­pli­ko­wa­nej prawdy, pen­ti­mento stu­leci, wyma­gało zatem od podróż­nika facho­wo­ści i prze­ni­kli­wo­ści, pozwa­la­ją­cych prze­bić się wzro­kiem przez zewnętrzne formy. "Roz­róż­nie­nia tego mogłem doko­nać dopiero po głęb­szym zba­da­niu sprawy; na pierw­szy rzut oka róż­nica była nie­do­strze­galna. W ciągu pięć­dzie­się­ciu lat wszy­scy przy­wy­kli do kopio­wa­nia cudzo­ziem­ców, do ubie­ra­nia się, miesz­ka­nia, urzą­dza­nia domu, jedze­nia, spo­ty­ka­nia się, pozdra­wia­nia czy peł­nie­nia hono­rów domu na balu bądź kola­cji tak samo jak Fran­cuzi, Anglicy i Niemcy"k35. Hra­bia z pew­no­ścią nie miał tutaj na myśli Scy­tów w owczych skó­rach, lecz wytworną elitę Peters­burga, ludzi od "wystaw­nych uczt i prze­świet­nych festy­nów". Oce­nia­jąc naśla­do­wa­nie przez nich cudzo­ziem­ców, Ségur posłu­gi­wał się kry­te­rium civi­lity - jedną z miar "cywi­li­za­cji" w zachod­niej Euro­pie, to jest we Fran­cji, w Anglii i Niem­czech. Kwe­stie jedze­nia, spo­ty­ka­nia się i pozdra­wia­nia opi­sał Nor­bert Elias w Prze­mia­nach oby­cza­jów w cywi­li­za­cji Zachoduk36, uzna­jąc je za klucz do tego, jak elita spo­łeczna tych kra­jów defi­nio­wała swoją rolę na tle reszty spo­łe­czeń­stwa. Pocho­dzący z wiel­kiego ary­sto­kra­tycz­nego rodu Ségur zna­lazł tutaj nowe zasto­so­wa­nie dla kodeksu civi­lity, czy­niąc z niego miarę nie­rów­no­ści mię­dzy ludami w róż­nych kra­jach. War­szawa może pró­bo­wać rywa­li­zo­wa­nia z Wied­niem, Lon­dy­nem i Pary­żem, a Rosja­nie mogą naśla­do­wać elity Fran­cji, Anglii i Nie­miec, ale "głęb­sze zba­da­nie sprawy" pozwala dostrzec nie­wi­doczną na pierw­szy rzut oka róż­nicę mię­dzy zewnętrz­nymi for­mami i daw­niej­szymi cza­sami.

"Tylko roz­mowa - twier­dził Ségur - i zna­jo­mość pew­nych zewnętrz­nych szcze­gó­łów pozwala odróż­nić daw­nego Moskala od współ­cze­snego Rosja­nina"k37. W ten sam spo­sób ary­sto­krata z osiem­na­sto­wiecz­nej Fran­cji roz­po­zna­wał dobrze wycho­wa­nego miesz­cza­nina. Roz­mowy podróż­nika z miej­sco­wymi - Ségur miał tutaj prze­wagę wyni­ka­jącą z tego, że roz­ma­wiał we wła­snym języku, po fran­cu­sku - poma­gały wydo­być szcze­góły, które umy­kały spoj­rze­niu. W daw­nym ustroju civi­lity można było uznać za kwe­stię umow­nych reguł i powierz­chow­nych detali, moż­li­wych do sko­pio­wa­nia przez osobę z zewnątrz, ale odkrywcy Europy Wschod­niej chcieli się pod­jąć bar­dziej nowo­cze­snego roz­róż­nie­nia opar­tego na esen­cjo­nal­nym cha­rak­te­rze naro­do­wym. Rosja­nie byli "nazna­czeni" i Ségur nie zamie­rzał pozwo­lić im na ucieczkę od ich toż­sa­mo­ści.

Mówiąc o "daw­nych Moska­lach", mimo że prze­by­wał w Peters­burgu, odno­sił się do pań­stwa "Moskwa", wcze­śniej­szego niż Piotr Wielki i Peters­burg. Zasad­ni­czo wizyta w Moskwie potwier­dziła kon­cep­cję, którą Ségur wypra­co­wał w Peters­burgu, a wcze­śniej w Pol­sce. W czerwcu 1785 roku poje­chał wraz z Kata­rzyną do Moskwy, "tego melanżu chat ludu, boga­tych domów kupiec­kich, prze­świet­nych pała­ców dum­nej i licz­nej szlachty; nie­jed­no­rodna lud­ność repre­zen­to­wała prze­ciw­stawne oby­czaje, roz­ma­ite stu­le­cia, dzi­kie i cywi­li­zo­wane ludy, spo­łe­czeń­stwa euro­pej­skie i azja­tyc­kie bazary"k38. Z per­spek­tywy Moskwy "wschodni" aspekt Rosji, poło­że­nie pomię­dzy Europą i Azją, był jesz­cze bar­dziej widoczny i osła­biał powszechne utoż­sa­mia­nie Rosji z pół­nocą. Ségur miał jed­nak świa­do­mość, że Moskwy, którą nie­gdyś znał, już nie ma, że "więk­szą jej część pochło­nęły pło­mie­nie"k39. W okre­sie, który upły­nął pomię­dzy podróżą Ségura a spi­sa­niem wspo­mnień, Moskwę nawie­dziły zwy­cię­skie armie Napo­le­ona, zosta­wiły ją w pło­mie­niach i wró­ciły prze­grane do Fran­cji.

Sam Ségur wyje­chał z Rosji w 1789 roku, po wybu­chu rewo­lu­cji we Fran­cji. Począt­kowo kon­ty­nu­ował służbę dyplo­ma­tyczną jako oby­wa­tel szla­chet­nego pocho­dze­nia, ponie­waż mógł się pochwa­lić refe­ren­cjami przy­ja­ciela wol­no­ści, orde­rem Cyn­cy­nata i służbą pod­czas ame­ry­kań­skiej wojny rewo­lu­cyj­nej. W końcu, podob­nie jak wielu innych ary­sto­kra­tów, został aresz­to­wany, razem ze swoim ojcem, i obaj o mało nie pod­ło­żyli głów pod gilo­tynę. Jed­nak Ségur prze­żył i z powo­dze­niem peł­nił służbę publiczną za Napo­le­ona, jako doradca, jako sena­tor, jako wielki mistrz cere­mo­nii. Dopiero po Water­loo został wyklu­czony z życia publicz­nego i zna­lazł czas na pisa­nie wspo­mnień. W więk­szo­ści opie­rał się na swo­ich notat­kach z podróży, co nie zmie­nia faktu, że wspo­mnie­nia powstały jedno poko­le­nie po poby­cie hra­biego w Rosji. Ségur nie­kiedy wprost mówi o tym odstę­pie cza­so­wym, zwłasz­cza w odnie­sie­niu do Moskwy:

O Moskwie powiem nie­wiele: nazwa ta przy­wo­łuje zbyt ponure wspo­mnie­nia. Ponadto opi­sów tej oka­za­łej i pięk­nej sto­licy nie bra­kuje: nie­wiele naszych rodzin nie może się pochwa­lić okry­tym chwałą i ranami wojow­ni­kiem, z któ­rego opo­wie­ści znają pałace, ogrody, świą­ty­nie, rudery, liche budy, pola, Kreml, dziel­nicę chiń­ską, zło­cone wie­życe, które uka­zy­wały naszym oczom w Moskwie prze­dziwny obraz sze­regu grup pała­ców lub zam­ków oto­czo­nych swo­imi wio­skamik40.

Do oczu podróż­nika dołą­czyły oczy wete­ra­nów napo­le­oń­skich, "nasze oczy". Każdy okryty chwałą wojow­nik miał swoją opo­wieść o moskiew­skim melanżu. Inte­lek­tu­alna ofen­sywa zacie­ka­wio­nego podróż­nika i jego ana­li­tyczne spoj­rze­nie nie pozo­sta­wały bez związku z real­nym pod­bo­jem zbroj­nym. Syn Ségura Phi­lippe-Paul uczest­ni­czył w kam­pa­nii rosyj­skiej. Napi­sał o niej obra­zowe wspo­mnie­nia, które posłu­żyły Toł­sto­jowi za jedno ze źró­deł do Wojny i pokoju.

Kiedy Ségur udał się do Rosji jako mini­ster peł­no­mocny, jego pod­sta­wo­wym zada­niem było wyne­go­cjo­wa­nie trak­tatu han­dlo­wego, dopusz­cza­ją­cego Fran­cję do rynku rosyj­skiego, na któ­rym domi­no­wała w tam­tych cza­sach Anglia. Był w tym ele­ment impe­ria­li­zmu gospo­dar­czego, acz­kol­wiek Ségur nie uwa­żał tego za bar­dzo ważną sprawę dyplo­ma­tyczną. "Moje zada­nie ogra­ni­czało się do roli obser­wa­tora - przy­znał - wystę­pu­ją­cego na dwo­rze, na który nie mamy wpływu"k41. To przy­pa­try­wa­nie się nie mogło być jed­nak poli­tycz­nie obo­jętne. Rosja i Pol­ska odda­wały się spoj­rze­niu Ségura, a w następ­nym poko­le­niu woj­ska Napo­le­ona uznały to za przy­zwo­le­nie na gwałt. Osiem­na­sto­wieczni podróżni, któ­rzy odkryli Europę Wschod­nią, pomię­dzy cywi­li­za­cją i bar­ba­rzyń­stwem, pomię­dzy Europą i Azją, zwró­cili uwagę Europy Zachod­niej na liczne sprzecz­no­ści.

"Swo­iste dla Pol­ski"

Wil­liam Coxe miał trzy­dzie­ści jeden lat, tyle samo ile Ségur, kiedy wybrał się w podróż przez Pol­skę do Rosji. Coxe woja­żo­wał w latach 1778-1779, a Ségur kilka lat póź­niej, zimą z 1784 na 1785 rok, toteż zbież­ność ich nie­zbyt odda­lo­nych w cza­sie angiel­skich i fran­cu­skich spo­strze­żeń wska­zuje na kształ­to­wa­nie się wśród podróż­ni­ków z Europy Zachod­niej wspól­nej per­spek­tywy. Ségur był potom­kiem wiel­kiego fran­cu­skiego ary­sto­kra­tycz­nego rodu, a Coxe był czło­wie­kiem z gminu na służ­bie rów­nie wiel­kiego rodu angiel­skiego. Ten syn dwor­skiego leka­rza pobie­rał nauki w Eton i Cam­bridge, po czym został angli­kań­skim pasto­rem, a następ­nie guwer­nan­tem sze­ścio­let­niego Chur­chilla w Blen­heim. W 1775 roku powie­rzono mu nowego ucznia, nasto­let­niego sio­strzeńca księ­cia Marl­bo­ro­ugh, z zada­niem towa­rzy­sze­nia pod­opiecz­nemu w wyjąt­kowo ambit­nej pię­cio­let­niej podróży edu­ka­cyj­nej po Euro­pie1. Coxe zajął się ucze­niem chłopca języ­ków, geo­gra­fii, histo­rii, mate­ma­tyki, poezji, muzyki i rysunku, nato­miast znie­na­wi­dzony przez Coxe'a inny uczest­nik wyprawy, nie­jaki kapi­tan Floyd, wziął na sie­bie wycho­wa­nie fizyczne, czyli jeź­dziec­two, strze­la­nie, pły­wa­nie, tenis, szer­mierkę i taniec. Matka chłopca pisała do Coxe'a o jesz­cze jed­nym obsza­rze nauki, wyra­ża­jąc nadzieję, że jej syn "zako­cha się na umór w mod­nej i inte­li­gent­nej kobie­cie, która dosta­tecz­nie go polubi, aby nauczyła go sta­rać się ją zado­wo­lić, a jed­no­cze­śnie trzy­mała go na odpo­wiedni dystans"k42. Pro­gram naucza­nia był zatem cał­kiem kom­plek­sowy. Coxe poważ­nie trak­to­wał sta­ro­świecki peda­go­giczny cel grand tour, czyli wycho­wa­nie angiel­skiego dżen­tel­mena, ale był rów­nież wystar­cza­jąco ambitny, aby roz­sze­rzyć tra­dy­cyjną mar­szrutę. Z nowych kie­run­ków wpro­wa­dził nie tylko Pol­skę i Rosję, ale rów­nież Szwe­cję i Danię. Kolumb odkrył Ame­rykę, szu­ka­jąc Indii. Coxe, podob­nie jak Ségur, pod koniec XVIII wieku wyru­szył zoba­czyć kraje "Pół­nocy", która od dawna funk­cjo­no­wała jako ugrun­to­wane poję­cie geo­gra­ficzne, i osta­tecz­nie odkrył Europę Wschod­nią.

Tho­mas Nugent, doce­nia­jąc "szla­chetny i dawny zwy­czaj podró­żo­wa­nia", który pozwala "uro­bić dżen­tel­mena pełną gębą", opu­bli­ko­wał w 1738 roku rela­cję, zary­so­wu­jąc typowy obszar podróżny Anglika: The Grand Tour; Or, A Jour­ney thro­ugh the Nether­lands, Ger­many, Italy and Francek43. Tytu­łowa for­muła była wciąż aktu­alna w 1756 roku, kiedy uka­zało się dru­gie wyda­nie. Coxe zabrał swo­jego pod­opiecz­nego do wszyst­kich tych kra­jów, ale kiedy przy­szło do spo­rzą­dze­nia rela­cji z podróży, uzmy­sło­wił sobie, że czy­tel­nicy będą naj­bar­dziej zain­te­re­so­wani kra­jami spoza typo­wego zestawu. W 1784 roku, tym samym, w któ­rym Ségur wyru­szył do Pol­ski i Rosji, Coxe opu­bli­ko­wał Tra­vels into Poland, Rus­sia, Swe­den, and Den­mark, książkę, która przed upły­wem stu­le­cia miała sze­reg wydań w ory­gi­nale i jedno w prze­kła­dzie fran­cu­skim. Był to ważny aspekt osiem­na­sto­wiecz­nego odkry­wa­nia Europy Wschod­niej - posze­rze­nie wie­dzy o kra­jach wcze­śniej mało zna­nych i rzadko odwie­dza­nych.

"Wje­cha­li­śmy do Pol­ski" - dono­sił Coxe, datu­jąc to na 24 lipca 1778 roku, po czym dodał: "kon­ty­nu­owa­li­śmy naszą podróż do Kra­kowa przez tery­to­ria pozy­skane przez monar­chię austriacką w nie­daw­nym roz­bio­rze"k44. Innymi słowy, nie znaj­do­wali się na obsza­rze pań­stwa pol­skiego. Tereny te nale­żały do cesar­stwa Habs­bur­gów od 1772 roku, jed­nak dla Coxe'a poczu­cie, że wjeż­dża do Pol­ski, było dosta­tecz­nie silne, aby opa­trzyć to wyda­rze­nie dokładną datą i zare­je­stro­wać swoje wra­że­nia. "Drogi były kiep­skie, wio­ski nie­liczne i nie­wy­obra­żal­nie liche - napi­sał Coxe - zbu­do­wane z drewna rudery zda­wały się pełne brudu i nie­szczę­ścia i wszystko nosiło zna­mię skraj­nej nędzy". Póź­niej dotarł do innego przej­ścia gra­nicz­nego, na rze­czy­wi­stej gra­nicy poli­tycz­nej, na Wiśle tuż pod Kra­ko­wem. "Na jed­nym końcu mostu stał austriacki żoł­nierz, na dru­gim pol­ski war­tow­nik". Coxe pod­su­mo­wał Kra­ków jako "oso­bliwe stare mia­sto", a za jedną z oso­bli­wo­ści uznał fakt, że "nie­gdyś leżało pra­wie na środku pol­skich ziem, ale teraz jest mia­stem gra­nicz­nym". Kwe­stia rucho­mo­ści gra­nicy splo­tła się z poczu­ciem zmien­nych losów histo­rycz­nych. Kra­kow­skie domy "daw­niej były bogato wypo­sa­żone i dobrze zalud­nione, ale dzi­siaj część z nich albo stoi pusta, albo znaj­duje się w sta­nie budzą­cego smu­tek roz­kładu". Nad­wi­ślań­skie mia­sto jawiło się Coxe'owi jako "wielka sto­lica w ruinie", ucie­le­śnia­jąca kon­trast mię­dzy "pier­wot­nym splen­do­rem" a "świet­no­ścią w ruinie"k45.

"Ni­gdy nie widzia­łem drogi ofe­ru­ją­cej tak mało cie­ka­wych wido­ków jak droga z Kra­kowa do War­szawy - napi­sał Coxe. - Wzdłuż całego traktu nie ma ani jed­nego obiektu, który choć na moment mógłby przy­kuć uwagę nawet naj­bar­dziej docie­kli­wego podróż­nego". Kraj pła­ski, droga pusta, domów jak na lekar­stwo, nie licząc spo­ra­dycz­nych wio­sek, "któ­rych ubogi wygląd wpi­sy­wał się w nędzę oko­licy". Wio­ski te były jedy­nie "zbio­ro­wi­skami chat", a "podróżny mógł się schro­nić tylko w nale­żą­cych do Żydów rude­rach, zupeł­nie pozba­wio­nych mebli". Chaty i rudery, obec­ność Żydów i brak mebli - wszystko to było rów­nież czę­ścią doświad­cze­nia Ségura. Coxe wcho­dził do tych ruder i zachę­cał czy­tel­ni­ków, żeby podą­żali za nim.

Naszym jedy­nym łóż­kiem była rzu­cona na zie­mię słoma. Poczy­ty­wa­li­śmy sobie za szczę­ście, jeśli tra­fiła nam się czy­sta. Nawet my, ludzie by­naj­mniej nie deli­katni, dawno nawy­kli do wszel­kiego rodzaju nie­wy­gód, cier­pie­li­śmy w tej kra­inie roz­pa­czy. W więk­szo­ści kra­jów z roz­my­słem wstrzy­my­wa­li­śmy podróż na noc, aby żaden widok nie uciekł naszemu spoj­rze­niu. Tu jed­nak wole­li­śmy kon­ty­nu­ować jazdę ze względu na pokuty zada­wane nam w tych naczy­niach wypeł­nio­nych bru­dem i ubó­stwem. Mam też powody sądzić, że ciem­no­ści nocy nie pozba­wiły nas niczego oprócz widoku ponu­rych lasów, jed­no­staj­nych łanów zboża i świa­dectw ludz­kiego nie­szczę­ścia. Tubylcy byli bied­niejsi, pokor­niejsi i bar­dziej wynędz­niali od wszyst­kich ludzi, któ­rych dotych­czas napo­tka­li­śmy pod­czas naszych podróży: gdzie­kol­wiek się zatrzy­ma­li­śmy, tłum­nie się wokół nas zla­ty­wali, a pro­sząc o jał­mużnę, wyko­ny­wali skraj­nie upa­dla­jące gestyk46.

Wjazd do Europy Wschod­niej był nazna­czony biedą i nędzą, cier­pie­niem i roz­pa­czą. Na wra­że­nia Coxe'a bez wąt­pie­nia miał wpływ fakt, że podróżni tacy jak on pozba­wieni byli wygód, do któ­rych przy­wy­kli.

W tym aspek­cie rela­cja Coxe'a prze­są­dziła o roz­po­wszech­nio­nym w Anglii obra­zie Pol­ski, pra­wie nie­zna­nej angiel­skim podróż­ni­kom z innych źró­deł. Lady Eli­za­beth Cra­ven przy­je­chała do Pol­ski w 1785 roku, rok po uka­za­niu się Tra­vels Coxe'a, i już go cyto­wała: "W kwe­stii zakwa­te­ro­wa­nia odsy­łam czy­tel­ni­ków do książki pana Coxe'a, sama zaś ogra­ni­czę się do opi­sów przy­jem­nych oko­licz­no­ści"k47. Coxe nie przy­jął takiej zasady i nie tylko pisał o "tych naczy­niach brudu i ubó­stwa", ale rów­nież roz­ma­wiał o nich. Póź­niej wspo­mi­nał, że kiedy gościł w jed­nym z naj­oka­zal­szych pała­ców w Pol­sce, rezy­den­cji Bra­nic­kich w Bia­łym­stoku, "roz­mowa zeszła na nasz spo­sób podró­żo­wa­nia przez kraj tak biedny i nędzny, tak ubogi w wygodne kwa­tery". Coxe zbul­wer­so­wał towa­rzy­stwo pol­skich ary­sto­kra­tów, mówiąc im, że nocuje "na sło­mie, jeśli uda się ją zdo­być", i gór­no­lot­nie poin­for­mo­wał hra­binę Bra­nicką, że to jest jego spo­sób na "zazna­jo­mie­nie się z gospo­dar­stwem domo­wym chłopa - współ­za­miesz­ki­wa­nie z nimi i powie­rza­nie im zaspo­ka­ja­nia naszych potrzeb"k48. Nie­wy­gody były ceną za osią­gnię­cie peda­go­gicz­nego celu wyprawy - pozna­nie ułom­no­ści Pol­ski i prze­ka­za­nie ich uczniowi Coxe'a, jego angiel­skim czy­tel­ni­kom, a nawet samym Pola­kom.

Wjazd Ségura do Pol­ski prze­bie­gał pod zna­kiem smutku, który zabar­wiał rów­nież jego pierw­sze wra­że­nia na temat Peters­burga - "podwójna melan­cho­lia" na widok Zatoki Fiń­skiej i na myśl o rosyj­skim despo­ty­zmie. Melan­cho­lia dopa­dła Coxe'a już w War­sza­wie i rzą­dziła jego opi­sem kon­tra­stów w mie­ście, spo­rzą­dzo­nym według ulu­bio­nego sche­matu Ségura.

Całe mia­sto przed­sta­wia melan­cho­lijny widok, prze­ja­wia­jąc silny kon­trast mię­dzy bogac­twem i biedą, luk­su­sem i udrę­cze­niem, który to kon­trast prze­nika każdy skra­wek tego nie­szczę­śli­wego kraju. Ulice są sze­ro­kie, ale kiep­sko wybru­ko­wane; kościoły i gma­chy publiczne są duże i oka­załe; pałace ary­sto­kra­cji są liczne i pełne splen­doru; ale więk­szość domów, zwłasz­cza na przed­mie­ściach, to podłe i mar­nie zbu­do­wane drew­niane ruderyk49.

Ségur wypra­wił się z War­szawy na pół­nocny wschód do Peters­burga, nato­miast Coxe skie­ro­wał się zde­cy­do­wa­nie bar­dziej na wschód - do Moskwy - co dało mu spo­sob­ność obej­rze­nia wschod­niej czę­ści Pol­ski, Wiel­kiego Księ­stwa Litew­skiego. Tam­tej­sze Grodno pod­su­mo­wał za pomocą tej samej, bar­dzo uży­tecz­nej for­muły kon­tra­stów: "Mie­szanka nędz­nych ruder, sypią­cych się domów i pała­ców w ruinie z oka­za­łymi bra­mami, pozo­sta­ło­ściami daw­nego splen­doru". Odwie­dził w Grod­nie zakład włó­kien­ni­czy, nie­dawno powstały, a że pocho­dził z kraju, któ­rego prze­mysł włó­kien­ni­czy wiódł w świe­cie prym, mógł oka­zać pro­tek­cjo­nalne zacie­ka­wie­nie: "Te manu­fak­tury na­dal są jesz­cze w powi­ja­kach"k50.

Coxe poznał w Grod­nie fran­cu­skiego przy­rod­nika Jeana-Emma­nu­ela Gili­berta, który zbie­rał mate­riały doty­czące histo­rii natu­ral­nej Litwy, do książki o jej zwie­rzę­tach, mine­ra­łach i warzy­wach. Coxe odno­to­wał, że "wie­dza przy­rod­ni­cza w tym kraju dopiero się rodzi" - podob­nie jak będące w powi­ja­kach manu­fak­tury - i uwa­żał za oczy­wi­stość, że naj­le­piej będzie zosta­wić tę sprawę w rękach osoby z Fran­cji. Na Litwie Coxe zoba­czył żubra, zwie­rzę, które szcze­gól­nie go inte­re­so­wało, i przy­to­czył teo­rię Petera Simona Pal­lasa, nie­miec­kiego przy­rod­nika bada­ją­cego histo­rię natu­ralną Rosji, że "gatu­nek dzi­kiego wołu, daw­niej bar­dzo roz­po­wszech­niony w Euro­pie, nie ist­nieje ni­gdzie na tym kon­ty­nen­cie poza litew­skimi lasami, nie­któ­rymi obsza­rami Kar­pat i być może Kau­ka­zem"k51. Innymi słowy, przy­kład żubra wska­zy­wał, że ist­nieje odrębna histo­ria natu­ralna Europy Wschod­niej, histo­ria rzad­kich gatun­ków, które prze­trwały tylko na obrze­żach kon­ty­nentu.

Jesz­cze cie­kaw­sze były cha­rak­te­ry­styczne odmiany gatunku ludz­kiego w Euro­pie Wschod­niej. "Po dro­dze przez Litwę nie mogli­śmy unik­nąć zasko­cze­nia wido­kiem chmar Żydów, któ­rzy wpraw­dzie bar­dzo licz­nie zamiesz­kują każdą część Pol­ski, ale na swoje główne sie­dli­sko naj­wy­raź­niej wybrali to księ­stwo". Rów­nież Ségur zauwa­żył w Pol­sce "pra­co­witą ciżbę zachłan­nych Żydów". W XX wieku histo­ria Żydów z Europy Wschod­niej to temat powszech­nie znany - podob­nie jak jej dra­ma­tyczny finał, czyli pra­wie cał­ko­wite wymor­do­wa­nie tego narodu - ale w XVIII stu­le­ciu Żydzi z Europy Wschod­niej cze­kali na odkry­cie wraz samą Europą Wschod­nią. Coxe był aku­rat w miarę zorien­to­wany w kwe­stii Żydów. Przy swoim pierw­szym zetknię­ciu z Pol­ską w Kra­ko­wie odwie­dził grób "nadob­nej Żydówki Estery", rze­ko­mej kochanki Kazi­mie­rza Wiel­kiego. Zwró­cił uwagę na "przed­się­bior­czość tego wyjąt­ko­wego ludu". Dono­sił, że pol­scy Żydzi "zdo­mi­no­wali cały han­del w kraju". Po dro­dze do War­szawy wcho­dził do ich "ruder". Pod­czas podróży na wschód z Bia­łe­go­stoku powóz Coxe'a ota­czały tłumy żebra­ków i "bez prze­rwy poja­wiali się Żydzi". Na Litwie były ich całe "chmary", zwłasz­cza podróżni spo­ty­kali ich na każ­dym kroku: "popro­sisz o tłu­ma­cza, spro­wa­dzą ci Żyda; pój­dziesz do gospody, wła­ści­cie­lem okaże się Żyd; zechcesz koni pocz­to­wych, Żyd ci je zała­twi i będzie nimi powo­ził". Podró­żu­jąc na wschód z Miń­ska, przez dzi­siej­szą Bia­ło­ruś, Coxe schro­nił się przed nocną burzą w sto­dole i zoba­czył tam "kilka postaci, w dłu­gich czar­nych sza­tach i z dłu­gimi bro­dami, zaję­tych mie­sza­niem w dużym kotle". Jed­nak podróżny z epoki Oświe­ce­nia nie dopusz­czał do sie­bie "wiary w czarną magię i zabo­bon", toteż dodał: "po uważ­niej­szym przyj­rze­niu się roz­po­zna­li­śmy w nich naszych sta­rych zna­jo­mych, Żydów, któ­rzy przy­go­to­wy­wali swój i nasz wie­czorny posi­łek"k52. "Bez prze­rwy" napo­ty­ka­jący "chmary" Żydów Coxe z peł­nym prze­ko­na­niem wyra­żał się o nich pogar­dli­wie per "sta­rzy zna­jomi". Mię­dzy nadobną Żydówką w Kra­ko­wie a groźną sceną wokół kotła pod Miń­skiem jego opisy stały się zde­cy­do­wa­nie bar­dziej posępne. Sygna­li­zu­jąc czy­tel­ni­kom, że jako czło­wiek oświe­cony odrzuca zabo­bon, Coxe jed­no­cze­śnie zasu­ge­ro­wał, że Europa Wschod­nia z tam­tej­szymi Żydami jest nie­po­ko­jąco nie­oświe­cona.

Obser­wu­jąc miesz­kań­ców Pol­ski, Coxe, tak jak Ségur, twier­dził, że zosta­wia za sobą Europę: "Z rysów twa­rzy, wyglądu, oby­cza­jów, ubioru i ogól­nej apa­ry­cji Polacy bar­dziej przy­po­mi­nają Azja­tów niż Euro­pej­czy­ków; nie­pod­wa­żal­nie pocho­dzą od tatar­skich przod­ków". Za klu­czową poszlakę posłu­żył ich spo­sób obcho­dze­nia się z wło­sami: "golą głowy, zosta­wiając tylko kółko wło­sów na czubku". Coxe przy­to­czył opi­nię pew­nego nie­miec­kiego auto­ry­tetu w dzie­dzi­nie sta­ro­żyt­no­ści, który uwa­żał, że "fry­zura Pola­ków sta­nowi chyba jedno z naj­daw­niej­szych świa­dectw ich korzeni - zwa­żyw­szy, że w V wieku nie­które narody, ujmo­wane pod tą samą nazwą Scy­tów, miały ten sam zwy­czaj"k53. Bada­jąc azja­tycki aspekt Europy Wschod­niej, nie wystar­czało się­gnąć wstecz do tatar­skich korzeni; dla Coxe'a, tak jak dla Ségura, naj­waż­niej­sze było utoż­sa­mie­nie ze sta­ro­żyt­nymi bar­ba­rzyń­cami i Scy­tami. Rosyj­scy Scy­to­wie zeszli z pła­sko­rzeźb na kolum­nie Tra­jana odziani w owcze skóry; pol­skich można było roz­po­znać po fry­zu­rze, którą pie­lę­gno­wali od ponad tysiąca lat.

Zain­te­re­so­wa­nie fry­zu­rami Pola­ków powró­ciło na koń­co­wych kar­tach rela­cji Coxe'a z podróży po Pol­sce, gdzie opi­sano cho­robę rze­komo mającą swój począ­tek wła­śnie we wło­sach.

Zanim zakoń­czę moją rela­cję o Pol­sce, pokrótce wspo­mnę, że pod­czas prze­jazdu przez ten kraj nie mogli­śmy nie zauwa­żyć sze­regu osób ze zme­cha­co­nymi albo sku­dlo­nymi wło­sami, które skła­dają się na dole­gli­wość zwaną plica polo­nica: nazwę tę otrzy­mała dla­tego, że ucho­dzi za swo­istą dla Pol­ski, cho­ciaż nie­rzadko wystę­puje rów­nież na Węgrzech, w Tata­rii i kilku innych ościen­nych kra­jachk54.

Loka­li­zu­jąc tę cho­robę w Pol­sce, na Węgrzech, w Tata­rii i kra­jach ościen­nych, Coxe naszki­co­wał obszar, w któ­rym można było roz­po­znać Europę Wschod­nią. Bar­dzo przy­po­mi­nało to zresztą obszar wystę­po­wa­nia żubra: na Litwie, w Kar­pa­tach i na Kau­ka­zie. Eks­pert od histo­rii natu­ral­nej Litwy był Fran­cu­zem, eks­pert od pra­daw­nych korzeni Pola­ków - Niem­cem, auto­ry­tet od plica polo­nica rów­nież pocho­dził z zagra­nicy i był "genial­nym szwaj­car­skim leka­rzem od dawna miesz­ka­ją­cym w Pol­sce". W napi­sa­nym po fran­cu­sku trak­ta­cie scha­rak­te­ry­zo­wano "kwa­śny, lepki humor, który prze­nika do rur­ko­wa­tego włosa, a następ­nie wydziela się przez ściankę albo jeden z koń­ców i zle­pia włosy albo w osobne fałdy, albo w jed­no­rodną całość". Objawy obej­mo­wały "swę­dze­nia, spuch­nię­cia, wybro­czyny, wrzody, nawra­ca­jące gorączki, bóle w gło­wie, odrę­twie­nie, podły nastrój, reu­ma­tyzm, poda­grę, a cza­sem nawet kon­wul­sje, pora­że­nia i obłęd". Kiedy włosy wchłoną pato­gen i pozle­piają się, symp­tomy ustę­pują, ale jeśli ktoś ogoli wtedy głowę, symp­tomy nawra­cają do czasu, kiedy włosy odro­sną i ponow­nie się zle­pią. "Zabu­rze­nie to ucho­dzi za dzie­dziczne, a w postaci ostrej jest zaraź­liwe"k55.

Rze­koma dzie­dzicz­ność i owa zaraź­li­wość plica polo­nica dosko­nale ją pre­de­sty­no­wały do roli cho­roby regio­nal­nej, zarówno w sen­sie geo­gra­ficz­nym, jak i demo­gra­ficz­nym, doty­ka­ją­cej "ościen­nych" ludów cha­rak­te­ry­stycz­nej pato­lo­gii Europy Wschod­niej. Jej wystę­po­wa­nie zarówno w Pol­sce, jak i w Tata­rii, nie mogło zaska­ki­wać, skoro Polacy niby "pocho­dzili od tatar­skich przod­ków". Ponie­waż plica polo­nica zle­piała włosy, z koniecz­no­ści nie­ob­ci­nane, była łatwo zauwa­żalna, a dla takiego obser­wa­tora jak Coxe, dys­po­nu­ją­cego roz­le­głą wie­dzą na temat pol­skich korzeni, musiało się to wią­zać ze scy­tyj­skim sty­lem pol­skich fry­zur. Pol­skie ciała nosiły styg­maty cho­roby i bar­ba­rzyń­stwa. Zresztą wymie­nia­jąc prow­do­po­dobne przy­czyny plica polo­nica, Coxe wprost połą­czył tę cho­robę z zaco­fa­niem. Naj­pierw wspo­mniał o "pol­skim powie­trzu" - nie­po­li­czone lasy i bagna czy­nią je bowiem nie­zdro­wym"; na dru­gim miej­scu wymie­nił wodę, bo "cho­ciaż w Pol­sce nie bra­kuje dobrych źró­deł, gmin zazwy­czaj piję tę, którą ma pod ręką, bio­rąc ją jak popad­nie z rzek, jezior i zatę­chłych sta­wów"; i wresz­cie dostrzegł "zupełny brak uwa­ża­nia na higienę u tubyl­ców". Pierw­sze wyja­śnie­nie wyni­kało z deter­mi­ni­zmu geo­gra­ficz­nego, nato­miast kolejne, a zwłasz­cza trze­cie, zrzu­cały winę na cha­rak­ter naro­dowy samych Pola­ków, któ­rzy dzia­łali "jak popad­nie" i "nie­uważ­nie". Zresztą kwe­stia higieny, poru­szona pod koniec podróży przez Pol­skę, wień­czyła rela­cję Coxe'a, który już na samym początku odno­to­wał "brud i ubó­stwo". Podob­nie wypo­wia­dali się inni osiem­na­sto­wieczni podróż­nicy i eks­perci w odnie­sie­niu do dżumy w połu­dniowo-wschod­niej Euro­pie, na tere­nach impe­rium osmań­skiego. Coxe porów­nał spo­łeczne uwa­run­ko­wa­nia plica polo­nica do pod­łoża trądu, który "na­dal sze­rzy się pośród ludów nie­zna­ją­cych medy­cyny i lek­ce­wa­żą­cych pierw­sze objawy i przy­padki cho­roby; rzadko jed­nak wystę­puje w tych kra­jach, gdzie podej­muje się odpo­wied­nie środki ostroż­no­ści w celu zapo­bie­że­nia jej roz­prze­strze­nia­niu się"k56. Wystę­po­wa­nie plica polo­nica przy­czy­niło się do wykre­śle­nia mapy Europy Wschod­niej jako kra­iny nie­wie­dzy i zaco­fa­nia.

"Bli­żej cywi­li­zo­wa­nych obsza­rów Europy"

Prze­jazd z Pol­ski do Rosji był rów­nie dez­orien­tu­jący geo­gra­ficz­nie jak przy­by­cie do Pol­ski mie­siąc wcze­śniej, znowu ze względu na roz­biory. Osiem­na­stego sierp­nia Coxe zano­to­wał: "prze­kro­czy­li­śmy Bere­zynę, którą część współ­cze­snych geo­gra­fów myl­nie podaje jako nową gra­nicę mię­dzy Rosją i Pol­ską", a dwa dni póź­niej: "wje­cha­li­śmy do Rosji w małej miej­sco­wo­ści Toło­czyn, która w 1772 roku nale­żała do Pol­ski"k57. Jeśli kon­se­kwen­cje poli­tyczne pierw­szego roz­bioru zama­zy­wały gra­nicę Pol­ski i Rosji i powo­do­wały, że w oczach podróż­nika kraje te nale­żały do tej samej strefy, to podo­bień­stwo języ­ków pogłę­biało jesz­cze takie wra­że­nie. Tłu­macz Coxe'a nie był ani Pola­kiem, ani Rosja­ni­nem - był cze­skim słu­żą­cym. Coxe wyja­śnił czy­tel­ni­kowi w przy­pi­sie, że "język cze­ski i rosyj­ski to dia­lekty mowy sło­wiań­skiej". Chcąc przy prze­kra­cza­niu gra­nicy zare­je­stro­wać róż­nice mię­dzy Pol­ską i Rosją, Coxe stwier­dził: "Naj­bar­dziej ude­rza­jący kon­trast bie­rze się z metody nosze­nia wło­sów: Rosja­nie, zamiast golić głowy, pozwa­lają swoim wło­som wisieć nad brwiami i uszami, a wokół szyi krótko je obci­nają"k58. Sku­pie­nie uwagi na wło­sach, zarówno w Rosji, jak i w Pol­sce, ponow­nie zdra­dziło deter­mi­na­cję podróż­nika, aby odkryć zna­miona pozwa­la­jące odróż­nić obce ludy.

W dro­dze ze Smo­leń­ska do Moskwy Coxe uznał, że zna­miona te świad­czą o tym, że posuwa się w stronę Orientu. Pew­nej nocy wyprawa zatrzy­mała się w "zno­śnej cha­cie [...], gdzie gospo­dyni była posta­cią praw­dzi­wie azja­tycką". Usta­lono to na pod­sta­wie jej ubioru: "Miała na sobie nie­bie­ską szatę bez ręka­wów, która spły­wała jej do kostek, była obwią­zana w talii czer­woną szarfą; gospo­dyni owi­nęła głowę bia­łym kawał­kiem lnu jak tur­ba­nem, miała też kol­czyki i naszyj­nik z roz­ma­itymi pacior­kami; san­dały zawią­zała nie­bie­skimi sznu­rów­kami, które opla­tały też jej kostki, aby pod­trzy­mać zgrzebne owijki, które peł­niły funk­cję poń­czoch". Zgrzeb­ność ubra­nia wią­zała się ze zgrzeb­no­ścią samych ludzi - Coxe doszedł do wnio­sku, że "rosyj­scy chłopi to gene­ral­nie duża, zgrzebna, zahar­to­wana rasa". Noszą albo się­ga­jący za kolano "zgrzebny płaszcz z dro­jetu", albo owczą skórę. Podob­nie jak azja­tycka gospo­dyni "owi­jają nogę szmatą, zamiast nosić poń­czochy", a san­dały robią z kory. Rów­nież Ségur zauwa­żył w Rosji owcze skóry, a także zatknięte za pas topory, czy­niące z tam­tej­szych chło­pów "pół­dzi­kie posta­cie". Dla Coxe'a topory były czymś wię­cej niż tylko akce­so­riami - sygna­li­zo­wały dzi­kość wyglądu, ale także pry­mi­ty­wizm cywi­li­za­cyjny. Coxe zdu­mie­wał się, że rosyj­scy chłopi budują swoje domy, to jest chaty, "wyłącz­nie za pomocą topora", ponie­waż "nie umieją posłu­gi­wać się piłą"k59.

Podob­nie jak w Pol­sce Coxe miał oka­zję zoba­czyć te chaty od środka, jako że tylko tam podróżny mógł zna­leźć zakwa­te­ro­wa­nie. W czę­ści z nich budziły go kury, w jed­nej zaś skar­żył się: "wyrwała mnie ze snu sfora psów, o czwar­tej rano, war­cząc bli­sko mojego ucha". W tej samej izbie spali: dwaj jego towa­rzy­sze podróży i ich słu­żący, na sło­mie; "trzej Rosja­nie, z dłu­gimi bro­dami i w zgrzeb­nych juto­wych koszu­lach i spodniach", na pod­ło­dze; trzy kobiety na ławie; "czwórka pra­wie nagich dzieci" na bla­sze pieca. Póź­niej Coxe zasu­ge­ro­wał nawet, że takie pry­mi­tywne warunki mogą sprzy­jać sek­su­al­nym zdroż­no­ściom, ponie­waż "męż­czyźni, kobiety i dzieci" mie­szają się ze sobą "roz­wiąźle, bez zwra­ca­nia uwagi na płeć i stan, nie­rzadko pra­wie jak ich Pan Bóg stwo­rzył". Trudny do znie­sie­nia był rów­nież "duszący smród"k60.

Coxe reje­stro­wał mijane mia­sta z roz­cza­ro­wa­niem i według okre­ślo­nego sche­matu: "W pew­nej odle­gło­ści tro­chę wie­życ i kopuł wyra­sta nad drzewa, które ukry­wają przy­le­pione do sie­bie rudery, co zna­ją­cemu ten kraj podróż­nemu każe się spo­dzie­wać dużego mia­sta, w któ­rym znaj­dzie tylko zbio­ro­wi­sko drew­nia­nych chat"k61. Taki obraz nie­wąt­pli­wie wpi­sy­wał się w zasadę kon­tra­stu - mię­dzy oka­za­łymi wie­ży­cami i kopu­łami kościo­łów a nędz­nymi cha­tami i rude­rami - ale z pewną inte­re­su­jącą mody­fi­ka­cją. Oka­zało się bowiem, że te prze­ci­wień­stwa są nie­praw­dziwe, że to tylko złu­dze­nie. Fra­pu­jące w tym spo­strze­że­niu z 1778 roku jest to, jak dosko­nale anty­cy­po­wało legen­darną rosyj­ską ilu­zję zwią­zaną z podróżą Kata­rzyny na Krym w 1787 roku, a mia­no­wi­cie "wio­skę potiom­ki­now­ską". Coxe zasto­so­wał for­mułę ilu­zo­rycz­nego splen­doru i zawie­dzio­nych ocze­ki­wań nawet w odnie­sie­niu do Moskwy:

Zbli­ża­nie się do Moskwy naj­pierw zaanon­so­wały z odle­gło­ści sze­ściu mil wyra­sta­jące ponad wznie­sie­nie wie­życe na końcu sze­ro­kiej alei wyrą­ba­nej w lesie; jakieś dwie albo trzy mile dalej wje­cha­li­śmy na pagó­rek, z któ­rego roz­to­czyła się przed naszymi oczyma prze­piękna pano­rama ogrom­nego mia­sta. Cią­gnęło się przed nami roz­le­głym pół­księ­ży­cem; nie­po­li­czone kościoły, wieże, zło­cone iglice i kopuły, białe, czer­wone i zie­lone budynki, migo­czące w słońcu, two­rzyły olśnie­wa­jący obraz, który dziw­nie jed­nak kon­tra­sto­wał z wple­cio­nymi w to wszystko drew­nia­nymi rude­ramik62.

Mimo całego ogromu, całej roz­le­gło­ści Moskwy, kiedy oszo­ło­miony podróżny osło­nił oczy przed olśnie­wa­ją­cym zło­tym bla­skiem iglic, spoj­rzał w dół na rudery i zorien­to­wał się, że nawet Moskwa jest czymś na kształt wio­ski potiom­ki­now­skiej, mia­stem ułudy. "Nie mogę się nadzi­wić ogro­mowi i róż­no­rod­no­ści Moskwy; [...] mia­sta tak nie­re­gu­lar­nego, tak nie­ty­po­wego, tak nie­zwy­kłego i tak kon­tra­sto­wego ni­gdy wcze­śniej nie mia­łem przed oczyma". Z powodu wspo­mnia­nych kon­tra­stów cza­sem trudno było roz­po­znać w niej mia­sto, "ponie­waż nie­które czę­ści tej ogrom­nej metro­po­lii wyglą­dają jak odle­gła pusty­nia, a inne jak ludne mia­sto; nie­które jak nędzna wio­ska, inne jak wielka sto­lica"k63. Na tym pole­gała prze­waga podróż­nika - może zoba­czyć w Moskwie "nędzną wio­skę", jeśli tylko przy­szła mu na to ochota.

Coxe okre­ślił szer­sze ramy dla tych moskiew­skich sprzecz­no­ści, wyja­śnia­jąc je w kate­go­riach idei Europy Wschod­niej: "Moskwę można uznać za mia­sto zbu­do­wane według modelu azja­tyc­kiego, które stop­niowo jed­nak staje się coraz bar­dziej euro­pej­skie; przed­sta­wia sobą pstro­ka­ci­znę nie­spój­nej archi­tek­tury"k64. Odkry­wa­nie Europy Wschod­niej można sobie wyobra­zić jako pozy­ski­wa­nie nowych ziem, sku­pia­nie coraz więk­szej uwagi na kra­jach, które sta­wały się coraz bar­dziej euro­pej­skie. Nie­spój­ność i pstro­ka­tość były cen­nymi dodat­kami do este­tycz­nej ter­mi­no­lo­gii kon­tra­stu i sprzecz­no­ści. Aby poru­szać się po Moskwie, Coxe i jego towa­rzy­sze wyna­jęli powóz z "sze­ścioma końmi w róż­nych kolo­rach". Woź­nica miał "długą brodę i kożuch", a pocz­ty­lioni okryci byli "zgrzeb­nymi szma­tami". Wozili ze sobą mnó­stwo siana, żeby konie mogły coś zjeść na każ­dym postoju, w towa­rzy­stwie "grup woź­ni­ców i pocz­ty­lio­nów zaspo­ka­ja­ją­cych głód posił­kiem wcze­śniej przy­go­to­wa­nym jak dla bydła i wyma­ga­ją­cym rów­nie mało cere­mo­nii przy poda­wa­niu". Pod­czas gdy woź­nica jadł razem z bydłem, Coxe zwie­dzał pałace, zbu­do­wane w "stylu praw­dzi­wie azja­tyc­kiej oka­za­ło­ści", a co naj­istot­niej­sze, za pomocą sie­kiery: "Więk­szą część drewna zasto­so­wa­nego do budowy tych ogrom­nych gma­chów uro­biono sie­kierą. Cho­ciaż czę­sto oglą­da­łem cie­ślów przy pracy, ni­gdy nie widzia­łem w ich rękach piły"k65. Coxe na każ­dym kroku zauwa­żał cha­rak­te­ry­styczne dla Europy Wschod­niej prze­su­nię­cia (w miej­scu i cza­sie), ponie­waż pałace odsy­łały swoim sty­lem do Azji i pry­mi­tyw­nych cza­sów, w któ­rych powstały. Woź­nica Coxe'a, ze swoją brodą i owczą skórą, tak samo jak cie­śla z topo­rem, współ­grał ze swoim rosyj­sko-scy­tyj­skim pier­wo­wzo­rem u Ségura.

Powo­ły­wa­nie się na wyima­gi­no­wa­nych Scy­tów nie było w Moskwie konieczne, ponie­waż można tam było zauwa­żyć praw­dzi­wych ludzi z odle­głych pro­win­cji Impe­rium Rosyj­skiego, z naj­dal­szych gra­nic Europy, Uralu albo Kau­kazu. Wie­cze­rza­jąc z hra­bią Alek­sie­jem Orło­wem, dowódcą mary­narki wojen­nej carycy Kata­rzyny, Coxe z fascy­na­cją sku­pił uwagę na świ­cie słu­żą­cych, któ­rzy zgro­ma­dzili się wokół Orłowa:

Był pośród nich Ormia­nin, nie­dawno przy­były z góry Kau­kaz, który zgod­nie z oby­cza­jem swo­jego kraju zamiesz­ki­wał w roz­bi­tym w ogro­dzie fil­co­wym namio­cie. Jego ubiór skła­dał się z dłu­giej, luź­nej, prze­wią­za­nej szarfą szaty, obszer­nych bry­cze­sów i butów. Włosy miał obcięte, na modłę tatar­ską, na okrą­gło; uzbro­jony był w szty­let i łuk z rogów bawołu z cię­ciwą ze ścię­gien tego samego zwie­rzę­cia. Oka­zy­wał nie­zwy­kłe przy­wią­za­nie do swo­jego pana; kiedy go przed­sta­wiano, z wła­snej ini­cja­tywy zło­żył mu hołd lenny i poprzy­siągł, z iście wschod­nią reto­ryczną prze­sadą, że napad­nie na wszyst­kich wro­gów hra­biego; w dowód szcze­ro­ści zapro­po­no­wał, że obe­tnie sobie uszy; wyra­ził rów­nież życze­nie, aby wszyst­kie cho­roby, które dopadną jego pana, prze­szły na niego. [...] Odtań­czył taniec Kał­muka, który pole­gał na tym, aby naprę­żyć wszyst­kie mię­śnie i ukła­dać ciało w roz­ma­ite wygi­basy, nie rusza­jąc się z miej­sca. Zapro­sił nas do ogrodu, z wielką przy­jem­no­ścią poka­zał nam swój namiot i broń, po czym kilka razy strze­lił z łuku na nie­spo­ty­kaną wyso­kość. Zafra­po­wał nas brak sztucz­no­ści cha­rak­teru tego Ormia­nina, spra­wia­ją­cego wra­że­nie dzi­kiego czło­wieka, któ­rego dopiero zaczy­nają cywi­li­zo­waćk66.

Dostęp do Europy Wschod­niej w jej naj­bar­dziej skraj­nym wyda­niu - w sen­sie geo­gra­ficz­nym i antro­po­lo­gicz­nym - podróżny uzy­skał w moskiew­skim ogro­dzie pała­co­wym. Sztucz­ność tej sytu­acji naj­wy­raź­niej nie prze­szko­dziła Coxe'owi w podzi­wia­niu "braku sztucz­no­ści cha­rak­teru" Ormia­nina. Poja­wiły się tu pewne ele­menty typowe dla opi­sów ame­ry­kań­skich Indian - namiot, bawoli róg i ścię­gna - ale kał­mucki taniec i tatar­ska fry­zura zako­rze­niały Ormia­nina w kon­tek­ście Europy Wschod­niej. Obcięte na okrą­gło włosy posłu­żyły zresztą Coxe'owi za łącz­nik mię­dzy Pol­ską a Tata­rią. Przy­pi­sał Ormia­ni­nowi "iście wschod­nią reto­ryczną prze­sadę", sam nato­miast uży­wał języka zachod­niego pro­tek­cjo­na­li­zmu, spro­wa­dza­jąc istotę Europy Wschod­niej do postaci "dzi­kiego czło­wieka, któ­rego dopiero zaczy­nają cywi­li­zo­wać".

Podróżny odkry­wa­jący Europę Wschod­nią mógł zre­ka­pi­tu­lo­wać pod­czas swo­ich wojaży te pierw­sze sta­dia pro­cesu "cywi­li­zo­wa­nia dzi­kich". Miał moż­li­wość obser­wo­wa­nia nie tylko poje­dyn­czego dzi­kusa, ale także całej pano­ramy kra­jo­brazu i spo­łe­czeń­stwa. Coxe wyru­szył z Moskwy do Peters­burga we wrze­śniu. Jadąc na pół­nocny zachód, mijał paste­rzy, któ­rzy "pod wzglę­dem ubioru i zwy­cza­jów przy­po­mi­nali wędrowną hordę tatar­ską". Wcho­dził do domów ludzi i widział, jak padali na twarz przed iko­nami "topor­nie nama­lo­wa­nego na drew­nie świę­tego, który nie­rzadko bar­dziej przy­po­mina kał­muc­kiego idola niż ludzką głowę". Cza­sem ludzie padali nawet na twarz przed Coxe'em, który nie krył "zdzi­wie­nia tego rodzaju wschod­nimi hoł­dami"k67. Tatar­skie i kał­muc­kie "podo­bień­stwa" obser­wo­wane w dro­dze do Peters­burga, wcze­śniej dostrze­gane u Ormia­nina w Moskwie, pod­wa­żały pre­cy­zyjne inter­pre­ta­cje geo­gra­ficzne i doświad­cze­nia podróż­nego. Tak jak pamiątki po daw­nych Scy­tach i Sar­ma­tach zada­wały kłam kon­wen­cjom chro­no­lo­gicz­nym i histo­rycz­nym, tak podo­bień­stwa do Tata­rów i Kał­mu­ków zada­wały kłam geo­gra­fii i two­rzyły mniej rygo­ry­stycz­nie skon­stru­owaną strefę antro­po­lo­giczną zamiesz­kaną przez nie­dbale kla­sy­fi­ko­wane ludy pier­wotne.

W ory­gi­nale grand tour - podróż odby­wana przez mło­dych euro­pej­skich ary­sto­kra­tów w celu dokształ­ce­nia się, zdo­by­cia wie­dzy o świe­cie i kul­tu­rze, posze­rze­nia hory­zon­tów myślo­wych, wyro­bie­nia sobie gustu este­tycz­nego i ogła­dze­nia manier (przyp. tłum.). [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Win­ston Chur­chill, Żela­zna kur­tyna, w: Krew, znój, łzy i pot. Sławne mowy Win­stona Chur­chilla, przeł. Maria Zbo­row­ska, Poznań 2001, s. 228-230. [wróć]

Tacyt, Ger­ma­nia, w: idem, Dzieła, przeł. Sewe­ryn Ham­mer, t. 2, War­szawa 1957, s. 273. [wróć]

Wil­liam Coxe, Tra­vels into Poland, Rus­sia, Swe­den, and Den­mark. Inter­sper­sed with Histo­ri­cal Rela­tions and Poli­ti­cal Inqu­iries, Lon­don 1785; prze­druk: New York 1971 (przed­mowa). [wróć]

Louis-Phi­lippe, comte de Ségur, Mémoires, souve­nirs, et anec­do­tes, par le comte de Ségur, t. 1, w: Biblio­the­que des memo­ires: rela­tif a l'histo­ire de France: pen­dant le 18e si?cle, t. 19, red. François Barri?re, Paris 1859; John Ledy­ard, John Ledy­ard's Jour­ney Thro­ugh Rus­sia and Sibe­ria 1787-1788. The Jour­nal and Selec­ted Let­ters, red. Ste­phen D. Watrous, Madi­son 1966. [wróć]

Abel Man­suy, Le Monde sclave et les clas­si­ques français aux XVIe-XVIIe si?cles (przed­mowa Char­les Diehl), Paris 1912, s. 8, 10. [wróć]

Edward W. Said, Orien­ta­lizm, przeł. Witold Kali­now­ski, War­szawa 1991, s. 2, 4. [wróć]

Mar­tin Ber­nal, Black Athena. The Afro­asia­tic Roots of Clas­si­cal Civi­li­za­tion, t. 1: The Fabri­ca­tion of Ancient Gre­ece 1785-1985, New Brun­swick, NJ 1987; Fede­rico Cha­bod, Sto­ria dell'idea d'Europa, Bari 1965, s. 82-121; Denys Hay, Europe. The Emer­gence of an Idea, Edin­burgh 1968, s. 117-127; Jean-Bap­ti­ste Duro­selle, L'Idée d'Europe dans l'histo­ire, Paris 1965, s. 77-133; zob. też: Janusz Tazbir, Poland and the Con­cept of Europe in the Sixte­enth-Eigh­te­enth Cen­tu­ries, "Euro­pean Stu­dies Review" 7, nr 1 (1977), s. 29-45. [wróć]

Wol­fgang Ama­de­usz Mozart, Listy, przeł. Ire­ne­usz Dem­bow­ski, War­szawa 1991, s. 492. [wróć]

Imma­nuel Wal­ler­stein, The Modern World-Sys­tem. Capi­ta­list Agri­cul­ture and the Ori­gins of the Euro­pean World-Eco­nomy in the Sixte­enth Cen­tury, New York 1974, s. 97. [wróć]

Ibid., s. 301. [wróć]

The Ori­gins of Bac­kward­ness in Eastern Europe. Eco­no­mics and Poli­tics from the Mid­dle Ages Until the Early Twen­tieth Cen­tury, red. Daniel Chi­rot, Ber­ke­ley 1989, s. 1-15. [wróć]

Harold B. Segel, Rena­is­sance Cul­ture in Poland. The Rise of Huma­nism 1470-1543, Ithaca, NY 1989, s. 13; zob. też: Antoni Mączak, Pro­gress and Under-Deve­lop­ment in the Eyes of Rena­is­sance and Baro­que Man, "Stu­dia Histo­riae Oeco­no­mi­cae" 9 (1974), s. 77-94. [wróć]

Abel Man­suy, Le Monde sclave..., op. cit., s. 32, 56-57. [wróć]

Ibid., s. 14-15. [wróć]

Jacques Mar­ge­ret, The Rus­sian Empire and Grand Duchy of Muscovy. A 17th-Cen­tury French Acco­unt, Pit­ts­burgh 1983, s. 8, 10, 23. [wróć]

John Smith, Tra­vels and Works of Cap­tain John Smith. Pre­si­dent of Vir­gi­nia, and Admi­ral of New England, 1580-1631, red. Edward Arber, cz. 2, Edin­burgh 1910, s. 805, 857, 866-868. [wróć]

Adam Ole­arius, The Tra­vels of Ole­arius in Seven­te­enth-Cen­tury Rus­sia, Stan­ford 1967, s. 126-147; zob. też: Wal­ter Leitsch, Westeuropäische Reise­be­richte über den Moskauer Staat, w: Reise­be­richte als Quel­len europäischer Kul­tur­ge­schichte. Aufga­ben und Möglichkeiten der histo­ri­schen Reise­for­schung, red. Antoni Mączak, Hans Jürgen Teu­te­berg, Wol­fen­but­tel 1982, s. 153-176. [wróć]

John Mil­ton, A Brief History of Mosco­via. And of Other Less-Known Coun­tries Lying Eastward of Rus­sia as far as Cathay, Lon­don 1929, s. 32. [wróć]

James Boswell, Żywot dok­tora Samu­ela John­sona, przeł. Tade­usz Jan Deh­nel, War­szawa 1962, s. 98-99. [wróć]

Nor­bert Elias, Prze­miany oby­cza­jów w cywi­li­za­cji Zachodu, przeł. Tade­usz Zabłu­dow­ski, War­szawa 1980, s. 52-59 (Elias posłu­guje się fran­cu­skim civilité, nie­tłu­ma­czo­nym w pol­skim wyda­niu - przyp. tłum.); Joachim Moras, Ursprung und Entwic­klung des Begriffs der Zivi­li­sa­tion in Fran­kre­ich (1756-1830), w: Ham­bur­ger Stu­dien zu Volks­tum und Kul­tur der Roma­nen, t. 6, Ham­burg 1930, s. 4-8, 32-43, 46-47, 55-57, 63; Lucien Febvre, Civi­li­sa­tion. Evo­lu­tion of a Word and a Group of Ideas, w: A New Kind of History. From the Wri­tings of Febvre, red. Peter Burke, New York 1973, s. 219-257. [wróć]

Louis-Phi­lippe, comte de Ségur, Mémoires, souve­nirs, et anec­do­tes..., op. cit., s. 329-330. [wróć]

Honoré de Bal­zac, Kuzynka Bietka, przeł. Tade­usz Boy-Żeleń­ski, War­szawa 2000, s. 218. [wróć]

Larry Wolff, The Vati­can and Poland in the Age of the Par­ti­tions. Diplo­ma­tic and Cul­tu­ral Enco­un­ters at the War­saw Nun­cia­ture, New York 1988, s. 178. [wróć]

Timo­thy Gar­ton Ash, Does Cen­tral Europe Exist?, "The New York Review of Books" (9 paź­dzier­nika 1986); prze­druk: The Uses of Adver­sity. Essays on the fate of Cen­tral Europe, New York 1989, s. 179-213; idem, Mit­te­leu­ropa?, "Daeda­lus. Jour­nal of the Ame­ri­can Aca­demy of Arts and Scien­ces" 119, nr 1 (1990): Eastern Europe... Cen­tral Europe... Europe, s. 1-21; zob. też: Kri­shan Kumar, The 1989 Revo­lu­tions and the Idea of Europe, "Poli­ti­cal Stu­dies" 40 (1992), s. 439-461; Robert John Weston Evans, Essay and Reflec­tion. Fron­tiers and Natio­nal Iden­ti­ties in Cen­tral Europe, "The Inter­na­tio­nal History Review" 14, nr 3 (1992), s. 480-502; Robin Okey, Cen­tral Europe/Eastern Europe. Behind the Defi­ni­tions, "Past and Pre­sent" 137 (1992), s. 102-133; Iver B. Neu­mann, Rus­sia as Cen­tral Europe's Con­sti­tu­ting Other, "East Euro­pean Poli­tics and Socie­ties" 7, nr 2 (1993), s. 349-369. [wróć]

Michaił Gor­ba­czow, Prze­bu­dowa i nowe myśle­nie dla naszego kraju i całego świata, przeł. Alina Kur­kus et al., War­szawa 1988, s. 261, 266. [wróć]

Louis-Phi­lippe, comte de Ségur, Mémoires, souve­nirs, et anec­do­tes..., op. cit., s. 288-289, 293. [wróć]

Ibid., s. 293. [wróć]

Ibid., s. 300. [wróć]

Loc. cit. [wróć]

Ibid., s. 301. [wróć]

Ibid., s. 302. [wróć]

Ibid., s. 301. [wróć]

Ibid., s. 316-317. [wróć]

Ibid., s. 329-330. [wróć]

Ibid., s. 332-333. [wróć]

Nor­bert Elias, Prze­miany oby­cza­jów w cywi­li­za­cji Zachodu, przeł. Tade­usz Zabłu­dow­ski, War­szawa 1980. [wróć]

Louis-Phi­lippe, comte de Ségur, Mémoires, souve­nirs, et anec­do­tes..., op. cit., s. 333. [wróć]

Ibid., s. 399. [wróć]

Louis-Phi­lippe, comte de Ségur, Mémoires, souve­nirs, et anec­do­tes..., t. 2, w: Biblio­the­que des memo­ires. Rela­tif a l'histo­ire de France: pen­dant le 18e si?cle, t. 20, red. François Barri?re, Paris 1859, s. 93. [wróć]

Ibid., s. 93. [wróć]

Louis-Phi­lippe, comte de Ségur, Mémoires, souve­nirs, et anec­do­tes..., t. 1, op. cit., s. 356. [wróć]

Seven Bri­tons in Impe­rial Rus­sia 1698-1812, red. Peter Put­nam, Prin­ce­ton, NJ 1952, s. 237-241; zob. też hasło: Coxe, Wil­liam, w: Dic­tio­nary of Natio­nal Bio­gra­phy, t. 12, Lon­don 1887, s. 421-422. [wróć]

Wil­liam Edward Mead, The Grand Tour in the Eigh­te­enth Cen­tury, Boston 1914, s. 4. [wróć]

Wil­liam Coxe, Tra­vels into Poland..., op. cit., s. 122. [wróć]

Ibid., s. 125. [wróć]

Ibid., s. 148-149. [wróć]

Eli­za­beth Cra­ven, A Jour­ney Thro­ugh the Cri­mea to Con­stan­ti­no­ple. In a Series of Let­ters from the Right Hono­ura­ble Eli­za­beth Lady Cra­ven, to His Serene High­ness the Mar­grave of Bran­de­bo­urg, Anspach, and Bare­ith, Writ­ten in the Year MDC­C­LXXXVI, Dublin 1789; prze­druk: New York 1970, s. 158. [wróć]

Wil­liam Coxe, Tra­vels into Poland..., op. cit., s. 186-187. [wróć]

Louis-Phi­lippe, comte de Ségur, Mémoires, souve­nirs, et anec­do­tes..., op. cit., t. 1, s. 329; Wil­liam Coxe, Tra­vels into Poland..., op. cit., s. 150. [wróć]

Wil­liam Coxe, Tra­vels into Poland..., op. cit., s. 191, 197, 199. [wróć]

Ibid., s. 193. [wróć]

Ibid., s. 142, 188, 201, 205. [wróć]

Ibid., s. 143-144. [wróć]

Ibid., s. 209. [wróć]

Loc. cit. [wróć]

Ibid., s. 209-210. [wróć]

Ibid., s. 205; Wil­liam Coxe, Tra­vels in Poland and Rus­sia, w: Tra­vels in Poland, Rus­sia, Swe­den, and Den­mark, wyd. 5, t. 1, Lon­don 1802, s. 251. [wróć]

Ibid., s. 255-256, 272; zob. też: Anthony Cross, Bri­tish Know­ledge of Rus­sian Cul­ture (1698-1801), "Cana­dian-Ame­ri­can Sla­vic Stu­dies" 13, nr 4 (1979), s. 412-435. [wróć]

Wil­liam Coxe, Tra­vels into Poland..., op. cit., s. 267, 270. [wróć]

Ibid., I, s. 271-272; II, s. 68-69. [wróć]

Ibid., s. 268. [wróć]

Ibid., s. 277. [wróć]

Ibid., s. 283. [wróć]

Ibid., s. 283-285. [wróć]

Ibid., s. 287-289. [wróć]

Ibid., s. 306-307. [wróć]

Ibid., II, s. 66, 69, 70. [wróć]