1. Operacja
W trzecim tygodniu marca 2023 roku Władimir Putin podczas wideorozmowy zatwierdził aresztowanie kolejnego Amerykanina1.
Prezydent Rosji zarządzał największym krajem świata z kilku identycznych, przemyślnie skonstruowanych sal konferencyjnych2. Według informacji CIA w całej Rosji były trzy takie sale; każda z nich została zbudowana na zamówienie i wyposażona zgodnie z identycznymi specyfikacjami, łącznie z precyzyjnym rozmieszczeniem na lakierowanym drewnianym biurku prezydenckiego pojemnika na ołówki - z wygrawerowanym na nim dwugłowym orłem, symbolem państwowym sięgającym pięciu wieków wstecz. Ani dziesięć idealnie zaostrzonych ołówków w środku, ani żadne inne szczegóły w pozbawionych okien pomieszczeniach z beżowymi panelami na ścianach i wystrojem nawiązującym do korporacyjnej wydajności nie dawały żadnej wskazówki, gdzie tak naprawdę przebywa Putin.
Człowiek, który rządził Rosją od niemal ćwierć wieku, nie używał telefonu komórkowego i rzadko korzystał z internetu3 - zamiast tego prowadził spotkania w blasku płaskiego ekranu monitora umieszczonego na stojaku na kółkach. Pojawiający się na ekranie ponurzy urzędnicy, z których wielu spędziło dziesiątki lat w jego bliskim otoczeniu, często nie wiedzieli, z której z jedenastu stref czasowych kraju dzwoni ich zwierzchnik. Pracownicy Putina niekiedy ogłaszali, że opuszcza on jedno miasto i udaje się do innego, a następnie wysyłali na lotnisko pustą kolumnę samochodów i samolot wabik, zanim on sam pojawił się na wideokonferencji, udając, że jest gdzie indziej.
Z tych bunkrów epoki Zooma Putin rządził krajem pogrążonym w wojnie, wydając rozkazy dowódcom na froncie w Ukrainie i zaostrzając ograniczenia w kraju. Inżynierowie z Prezydenckiej Dyrekcji ds. Komunikacji wysyłali ciężarówki z wyposażeniem przez całą Rosję, aby utrzymać coś, co nazwali "komunikacją specjalną", pozwalającą szyfrować rozmowy "szefa". Komputery na jego biurkach pozostawały całkowicie odizolowane od sieci - nie były podłączone do internetu. Niektórzy inżynierowie nerwowo żartowali na temat "kokonu informacyjnego", w którym działał prezydent4.
Jeden z szefów wywiadu Putina właśnie z nim rozmawiał, proponując eskalację działań przeciwko temu, co jego ludzie nazywali "głównym wrogiem". Wysoki, z wąsami, bez cienia uśmiechu - generał dywizji Władysław Mienszykow był jednym z siłowików ze służb bezpieczeństwa, którzy zrobili karierę dzięki Putinowi. Prezydent darzył go wystarczającym zaufaniem, by powierzyć mu zarządzanie rosyjskimi bunkrami nuklearnymi5, a także grał w hokeja z jego zastępcami.
Niewiele osób spoza wąskiego kręgu specjalistów zajmujących się polityką Kremla słyszało o Mienszykowie, szefie Pierwszej Służby rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), następczyni KGB - jednak wszyscy w Ameryce byli świadkami spektakularnej operacji, którą przeprowadził zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Elitarna agencja wywiadowcza pod jego dowództwem zorganizowała aresztowanie amerykańskiej mistrzyni koszykówki Brittney Griner. Gwiazdy Hollywood i legendy NBA, w tym Steph Curry i LeBron James, zażądały od prezydenta Joe Bidena zapewnienia jej szybkiego powrotu; sportowcy nosili na boisku koszulki z napisem "We Are BG" ["Jesteśmy BG"]. Mienszykow nadzorował jej wymianę za Wiktora Buta, niesławnego rosyjskiego handlarza bronią, nazywanego "handlarzem śmiercią", odsiadującego dwadzieścia pięć lat w więzieniu w stanie Illinois. Wymiana znanego handlarza bronią za koszykarkę była oszałamiającym przykładem siły, jaką daje Rosjanom więzienie obywateli USA - a podwładni Mienszykowa przetrzymywali w koloniach karnych w całej Rosji kolejnych więźniów, gotowi wymienić ich za odpowiednią cenę. Był wśród nich uznany za agenta były żołnierz piechoty morskiej, który przyjechał do Moskwy na ślub znajomego, a także nauczyciel historii z liceum, którego uczennicą była córka dyrektora CIA, zatrzymany na lotnisku z medyczną marihuaną. Niestety, żadna z tych trudnych sytuacji nie przyniosła jeszcze pożądanej oferty ze strony Waszyngtonu.
W ramach kolejnego posunięcia Mienszykow zaproponował przekroczenie granicy, której Moskwa nie naruszała od czasów zimnej wojny, i uwięzienie amerykańskiego dziennikarza pod zarzutem szpiegostwa. Młody reporter "Wall Street Journal" z New Jersey leciał właśnie z Moskwy do Jekaterynburga, aby relacjonować wzrost produkcji tamtejszej fabryki czołgów. Jeśli operacja przebiegnie zgodnie z planem, będzie można go wymienić na więźnia, którego Putin nazywał "patriotą" - funkcjonariusza FSB odbywającego karę dożywotniego więzienia w Niemczech za zastrzelenie jednego z wrogów Rosji przed berlińską kawiarnią o uroczej nazwie All You Need Is Love. Morderca nic nie powiedział policji - nie zdradził nawet swojego imienia6.
Putin chciał mieć go z powrotem w Rosji - znali się bardzo dobrze, razem chodzili na strzelnicę7. Trzej rosyjscy szefowie wywiadu w ostatnich miesiącach poprosili CIA o uwolnienie go, ale usłyszeli w odpowiedzi, że Stany Zjednoczone nie są właściwym adresatem prośby o uwolnienie rosyjskiego zabójcy z niemieckiego więzienia. Kilka dni wcześniej jeden z doradców Putina zadzwonił do dyrektora CIA Billa Burnsa, aby ponownie o to poprosić - i raz jeszcze usłyszał, że cały pomysł jest nie do przyjęcia.
Funkcjonariusze Mienszykowa zamierzali sprawdzić, jak będzie w praktyce.
Jego ludzie mieli aresztować reportera, jeśli nie w Jekaterynburgu, to wkrótce potem w Moskwie - o ile Putin wyrazi na to zgodę.
***
Evan Gershkovich był w drodze do miejsca, o którym miał pisać - prawie tysiąc pięćset kilometrów na wschód od Moskwy - i czytał właśnie SMS-a z odległej Filadelfii. Była to wiadomość od jego mamy, Elli. Trzydziestojednoletni reporter czuł, że mama się o niego martwi: Kochanie, jak się masz? Jak się czujesz? Kocham cię i całuję. Odpisał: Wszystko w porządku. Musiałem zostać nieco dłużej w Rosji, ale tylko na ten tydzień. Postaram się wkrótce do ciebie zadzwonić8.
Był koniec marca 2023 roku. Od trzynastu miesięcy trwała rosyjska "wojskowa operacja specjalna", a Evan zmierzał do Jekaterynburga, "bramy Syberii" i stolicy rosyjskiego kompleksu militarno-przemysłowego9. Miał przeanalizować, jak wojenna gospodarka Rosji radzi sobie z utratą w Ukrainie czterech czołgów dziennie10. Jego informator, przedstawiciel związku zawodowego zakładów zbrojeniowych Urałwagonzawod, zgodził się spotkać z nim o czwartej po południu w restauracji Bukowski Grill przy Alei Lenina.
Putin, zmobilizowany wspomnieniami o bohaterskich czynach Stalina podczas II wojny światowej, przestawiał rosyjski przemysł na produkcję większej liczby pojazdów opancerzonych, rakiet i broni. Producenci serwetek, motywowani szczerym patriotyzmem, masowo produkowali kominiarki, buty i apteczki pierwszej pomocy11. Fabryki czołgów, aby przyspieszyć produkcję, zatrudniały więźniów na przepustkach jako wiertaczy, spawaczy i operatorów dźwigów12. Rosyjskie państwowe agencje informacyjne entuzjastycznie relacjonowały ten wybuch stachanowskiej produktywności, a uwagę Evana przyciągnęła ta sama dudniąca machina wojenna i jej niewykwalifikowani robotnicy, pracujący dniami i nocami, by sprostać nowym normom. Był on jednym z coraz mniejszej grupy korespondentów zagranicznych w kraju, który w zawrotnym tempie rozszerzał swoje przepisy dotyczące szpiegostwa i "zagranicznych agentów"13.
Evan - wysoki i towarzyski, amerykański syn emigrantów z ZSRR - odnosił sukcesy w kraju, z którego jego rodzice uciekli przed ponad czterdziestoma laty. Zdobywał sensacyjne informacje, które trafiały na pierwsze strony "Wall Street Journal" i do codziennych briefingów administracji prezydenta Bidena. W jego dzieciństwie wspomnienia po Rosji, zachowane w jego domu w Princeton w stanie New Jersey, były - jak sam mawiał - "jedynie replikami": makaron z masłem zamiast makaronu z serem, radziecka kreskówka Wilk i Zając zamiast popularnej w USA Hej Arnold!...14
Jednak Rosja, o której teraz pisał, stawała się coraz bardziej realna. Źródła informacji znikały w więzieniach, a niepokojący widok nieznanych mężczyzn śledzących na ulicach jego samego lub jego kolegów stawał się codziennością15. Kilka tygodni wcześniej jego przyjaciel z innej gazety siedział nieruchomo jak posąg w moskiewskim mieszkaniu, przy zgaszonych światłach, słuchając, jak policja wali w drzwi16 - po czym opuścił kraj: kolejny zachodni dziennikarz, który uciekł z Rosji.
Mimo to rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nadal przedłużało ważność legitymacji prasowej Evana i dawało mu kolejne trzymiesięczne wizy, a z Kremla nie docierały żadne sygnały, by ktokolwiek z siłowików w ogóle zapoznał się z jego tekstami17. W każdym razie wyprawa do Jekaterynburga - druga podróż Evana w tym miesiącu - miała trwać krótko. Telefon miał wyposażony w aplikację śledzącą, która na żywo przekazywała jego współrzędne GPS zespołowi ochrony w New Jersey. Jeśli coś poszłoby nie tak, mogliby go zlokalizować.
Powodzenia, stary!18 - brzmiał SMS od jednego z kolegów z redakcji, kiedy Evan wybierał się na spotkanie ze swoim informatorem.
Dzięki, brachu! - odpisał. - Dam ci znać, jak poszło.
Restauracja Bukowski Grill była prawie pusta19, gdy schodził po długich schodach, wyłożonych szarymi kafelkami, prowadzących do piwnicznej sali przesiąkniętej zapachem grillowanego mięsa. Modne odsłonięte cegły i loże z siedzeniami wyłożonymi czarnym materiałem w lokalu nazwanym na cześć palącego nałogowo amerykańskiego poety pokolenia beatników sprawiały wrażenie schronienia dla brooklyńskich hipsterów, położonego - co za ironia - w mieście produkującym broń dla Rosji na konfrontację z "neofaszystowskim Zachodem".
Kelnerzy w identycznych czerwonych czapeczkach bezczynnie kręcili się przy pustych stolikach, barman rozmawiał z jakąś samotnie pijącą kobietą. Dwie młode kobiety żartowały przy końcu baru, dzieląc się drinkiem i gestykulując nad otwartym laptopem. Evan zajął stolik w tylnym rogu, po czym przestudiował wybór piw i steków w menu. Nie wiedział, że na jednym ze stołów, obok torebki, znajdowała się skierowana na niego ukryta kamera.
Przedstawiciel związku zawodowego, mężczyzna w średnim wieku, przyszedł w beżowej koszulce i usadowił się w loży, gdzie Evan siedział pochylony nad notatnikiem i dyktafonem. Przez lata wielokrotnie rozmawiał z dziennikarzami "Wall Street Journal" i od czasu ich pierwszego spotkania kilka tygodni wcześniej pozostawał w stałym kontakcie z Evanem. Evan chciał potwierdzić doniesienia rosyjskich mediów, że produkcja czołgów naprawdę przeżywa boom, ale przedstawiciel powiedział, że ma więcej szczegółów na temat produkcji czołgów, a nawet rakiet, i chętnie się nimi podzieli. Na początku spotkania Evan podkreślił, że będzie to jedynie wywiad z przedstawicielem związku zawodowego, który zostanie zacytowany jako "anonimowe źródło".
- Chodzi o to, że... to tylko wywiad.
Na zewnątrz, przy drzewach rosnących wzdłuż krawężnika naprzeciwko drzwi restauracji, zatrzymała się nieoznakowana biała furgonetka. Przy niej zgromadziło się sześciu mężczyzn w puchowych kurtkach, bluzach z kapturem i maskach. Zgarbieni z zimna, wymieniali ukradkowe spojrzenia, a następnie ruszyli w stronę drzwi. Dwóch z nich filmowało wszystko telefonami.
Tymczasem w restauracji związkowiec wyciągnął kartkę i przesunął ją po stole. W tym samym momencie grupa mężczyzn wtargnęła do restauracji i przyspieszyła kroku, niegrzecznie przepychając się obok hostessy, która podniosła ręce w geście zdezorientowanego protestu. Kelnerzy, barman i klienci odwrócili się, patrząc na całą scenę z niemym zaskoczeniem. Evan podniósł wzrok znad notatnika i zobaczył jednego mężczyznę, potem czterech, w końcu sześciu.
***
Było tuż po trzynastej w małym biurze ochrony w redakcji "Wall Street Journal" w New Jersey, kiedy aplikacja śledząca Evana przestała działać20. Niewielki zespół analityków monitorujących sygnały od reporterów rozmieszczonych na froncie w Ukrainie i w innych newralgicznych punktach na świecie zauważył, że telefon jest wyłączony - co jednak nie oznaczało konieczności wszczynania natychmiastowego alarmu. Jekaterynburg, z którego relacjonował korespondent z Rosji, znajdował się na wschód od Uralu, tysiąc sześćset kilometrów od ostrzału artyleryjskiego i rakietowego niszczącego sąsiednią Ukrainę. Pracownicy dziennika regularnie wyłączali telefony, wychodzili poza zasięg sieci komórkowej lub po prostu wyczerpywały im się baterie. Zespół ochrony odnotował to w rejestrze. Prawdopodobnie nie było to nic poważnego.
Do kierownika ds. bezpieczeństwa dziennika przyszła wiadomość tekstowa. Miałeś jakiś kontakt z Evanem?21
Kierownik spędził cały dzień, monitorując reporterów w pobliżu ukraińskiej linii frontu, a także tych w Kijowie, którzy schronili się podczas ostrzału rakietowego. Zauważył jednak, że Evan nie zgłosił się dwa razy, i nakazał zespołowi z New Jersey nadal próbować się z nim skontaktować. Cholera! - odpisał, po czym wysłał wiadomość do starszych redaktorów.
Z siedziby dziennika w centrum Manhattanu widać było zimne marcowe niebo nad nowojorską Szóstą Aleją. W ciągu kilku minut pracownicy zgromadzeni w czterdziestopięciopiętrowym budynku News Corporation lub dzwoniący z Europy zaczęli gorączkowo kontaktować się ze swoimi informatorami, próbując dowiedzieć się, co się dzieje w Rosji. Zagraniczni korespondenci gazety znający Moskwę przerwali pracę nad artykułami i dzwonili do osób, które mogłyby zlokalizować ich kolegę. Jeden z nich skontaktował się z taksówkarzem w Jekaterynburgu i poprosił go, aby podjechał pod mieszkanie, w którym zatrzymał się Evan. Kilka minut później kierowca oddzwonił i powiedział, że widział tylko ciemne okna - zasłony były odsłonięte.
- Miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze22 - stwierdził.
Lokalny dziennikarz, którego Evan zatrudnił do pomocy w zorganizowaniu kilku wywiadów, wydawał się pijany i bełkotał coś pod nosem.
Chociaż nadal nie było żadnych doniesień prasowych na temat zaginięcia Evana ani oficjalnego komentarza ze strony rosyjskiego rządu, wszystkie dane sugerowały, że coś poszło bardzo nie tak. Fotoreporter, z którym współpracował Evan, mieszkający w Moskwie wraz z żoną i dziećmi, musiał zostać dyskretnie ewakuowany. Tymczasem gazeta umówiła się na rozmowę telefoniczną z ambasadorem Rosji w Waszyngtonie, ale kiedy nadeszła wyznaczona godzina, poinformowano ją, że dyplomata "niestety nie jest dostępny". Biuro głównego radcy prawnego dziennika, Jaya Contiego, wysłało do rzecznika Departamentu Stanu e-mail zatytułowany: Pilne - reporter "Wall Street Journal" w Rosji23. Sprawa dotarła do nowej redaktorki naczelnej dziennika, Emmy Tucker, która wysłuchała tego w milczeniu, a następnie odpowiedziała głosem pełnym strachu:
- Rozumiem. Co robimy?
Tucker była naczelną od zaledwie ośmiu tygodni - całym umeblowaniem jej mieszkania na Manhattanie był materac na podłodze - i wciąż próbowała zrozumieć globalną strukturę organizacyjną dziennika. Evana spotkała tylko raz, w brytyjskim biurze gazety. Teraz zwoływała redaktorów, prawników i korespondentów zagranicznych - od Dubaju po Londyn - na telekonferencje, próbując ustalić, jak go odnaleźć. Finalista Nagrody Pulitzera i specjalista ds. Rosji z jej zespołu przedstawił ponurą prognozę. Jeśli rosyjska FSB zatrzymała Evana, raczej nie skończy się to szybko:
- Może się okazać, że lata po trzydziestce spędzi w więzieniu.
Kiedy redaktorzy zadzwonili do wydawcy gazety, Almar Latour zwiedzał właśnie Robben Island, więzienie u wybrzeży Kapsztadu w RPA, gdzie Nelson Mandela spędził osiemnaście z dwudziestu siedmiu lat za kratami. Mieli jednak nadzieję, że to nie jest zły omen...
Był pewien reporter, o którym nikt wtedy głośno nie wspominał, ale którego twarz widniała na tablicy pamiątkowej na ścianie redakcji. Latour siedział kiedyś obok Daniela Pearla - Danny'ego - nieustraszonego, towarzyskiego korespondenta gazety w Azji Południowej. W 2002 roku trzydziestoośmioletni wówczas dziennikarz został zwabiony na wywiad, który okazał się jego porwaniem, a potem został ścięty przed kamerą przez Khalida Sheikha Mohammeda, człowieka, który był mózgiem ataków terrorystycznych z 11 września 2001 roku24. Pozostawił ciężarną żonę i redakcję, która musiała poinformować cały świat o morderstwie swojego przyjaciela.
Paul Beckett, szef biura w Waszyngtonie i jeden z ostatnich reporterów, którzy widzieli Pearla żywego, od razu o nim pomyślał. Udało mu się dodzwonić do sekretarza stanu Antony'ego Blinkena. Najwyższy rangą dyplomata Ameryki doskonale wiedział, kim jest Evan25. Tego ranka wysłał do innych urzędników administracji e-mail z najnowszym artykułem reportera z pierwszej strony dziennika, w którym Gershkovich szczegółowo opisał, w jaki sposób zachodnie sankcje wyrządzają poważne szkody rosyjskiej gospodarce26. Blinken powiedział swoim pracownikom, że jest to przykład doskonałego dziennikarstwa, jakie wciąż można uprawiać w Rosji.
- To okropna sytuacja - powiedział Blinken Beckettowi. - Odzyskamy go27.
Sekretarz zaplanował rozmowę telefoniczną, podczas której zamierzał oświadczyć rosyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych Siergiejowi Ławrowowi: "Pański rząd przekroczył granicę".
Najpierw jednak wysłał wiadomość do mało znanego biura piętro niżej - niewielkiego, ale rozwijającego się departamentu, którego ściany zdobiły oprawione zdjęcia Amerykanów przetrzymywanych jako zakładnicy za granicą oraz ich rodzin desperacko pragnących ich uwolnienia28.
***
Specjalny pełnomocnik prezydenta ds. zakładników, Roger Carstens, nie tracił czasu. Zszedł ze swojego biura na szóstym piętrze budynku Departamentu Stanu do dźwiękoszczelnej komory w piwnicy, której ściany pokrywał polietylen odbijający fale radiowe i chroniący przed elektroniczną inwigilacją29. Kilku funkcjonariuszy i ich pomocników nadal zbierało skąpe informacje na temat zaginionego amerykańskiego dziennikarza, a po drugiej stronie miasta CIA przeprowadzała "kontrolę aktywów", aby dowiedzieć się, kim jest i czym się zajmował. Wiadomo już było, że dziennikarz Evan Gershkovich trafił do aresztu w Rosji - a Carstens zastanawiał się, dlaczego go zatrzymano.
Oficjalnie pełnomocnik, działający kilka szczebli poniżej Białego Domu, nie powinien był zajmować się tą sprawą, dopóki sekretarz stanu nie uznał więźnia za "bezprawnie zatrzymanego", co w żargonie dyplomatycznym oznaczało "porwanego". Do tego momentu możliwości amerykańskiej dyplomacji w sprawie Evana nie były większe niż w przypadku tysięcy innych obywateli USA aresztowanych za granicą każdego roku30.
Carstens powiedział jednak urzędnikom zgromadzonym w dźwiękoszczelnej sali, że rozpoczął już "przygotowania", ponieważ "jest to jedna z najbardziej oczywistych spraw, z jakimi kiedykolwiek mieliśmy do czynienia"31. Putin kazał aresztować Evana, bo chciał coś w zamian. Ich zadaniem było dowiedzieć się co. Albo kogo.
Około dwóch tuzinów pracowników biura Carstensa32 stanowiło zespół kryzysowy zajmujący się problemem, który w świadomości większości Amerykanów w zasadzie nie istniał. Liczba obywateli amerykańskich przetrzymywanych w roli zakładników na całym świecie rosła tak szybko, że administracja Bidena ogłosiła stan "zagrożenia narodowego"33. Urzędnicy podkreślali, że odpowiedzialne za ten trend nie są już grupy ekstremistyczne ani terroryści, ale autorytarne reżimy. Carstens kierował niewielką częścią amerykańskiej biurokracji federalnej, której zadaniem było sprowadzanie takich osób do domu. Ci, którzy mieli nieszczęście osobiście poznać jego zespół, nazywali biuro specjalnego pełnomocnika prezydenta ds. zakładników skrótem SPEHA (Special Envoy for Hostage Affairs) lub - żartobliwie - "1-800-So-Your-Son-Has-Been-Kidnapped" (1-800-a-więc-twój-syn-został-porwany)*.
Carstens, były żołnierz Zielonych Beretów, który nadal do garniturów zakładał bojowe buty, wyłożył ściany swojego biura zdjęciami ludzi, których pomógł sprowadzić do domu. Byli tam między innymi kontrahent amerykańskiej armii uratowany z rąk talibów oraz więziony dyrektor wykonawczy koncernu naftowego - jego uwolnienie Carstens osobiście wynegocjował z wenezuelskim dyktatorem Nicolasem Maduro. Sam potajemnie udał się do Damaszku, aby przekonać dyktatora Baszszara al-Asada do wydania Amerykanina, który "zaginął" w Syrii ponad dziesięć lat wcześniej.
Jednak żaden przeciwnik nie mógł się równać z Władimirem Putinem.
Amerykanie znikali teraz w rosyjskich więzieniach co kilka miesięcy, a częstotliwość tych przypadków wyraźnie odzwierciedlała eskalację konfliktu Kremla z Zachodem. Niektórzy z nich zyskali rozgłos, inni nie, ale dla rosyjskich służb wywiadowczych wszyscy byli kartami przetargowymi, które dało się wykorzystać w negocjacjach. Zespół SPEHA debatował nad znaczeniem aresztowania Evana: czy Putin próbował uciszyć relacje prasowe na temat wojny? Czy może była to jedynie wynikająca z czyjejś nadgorliwości pomyłka paranoicznego reżimu, który widział agentów CIA pod każdym kamieniem i każdą deską podłogi?
Carstens lubił rozwiązywać nawet podstawowe dylematy, korzystając z wojskowego przewodnika dla dowódców w terenie, zawierającego siedmiostopniowy system podejmowania decyzji34. Teraz jednak miał już dokładne wyobrażenie o tym, czego Putin chciał od reportera "Wall Street Journal" - i co należało zrobić, aby uwolnić Amerykanina. Wiedział, że aresztowanie było tylko ostatnim posunięciem w grze polegającej na porywaniu i wymianie najbardziej cenionych obywateli, w którą Waszyngton i Moskwa grały w tajemnicy od prawie dwóch dekad. Jej początki sięgały szczytu potęgi Ameryki, ekscytujących i dawno zapomnianych dni "wojny z terroryzmem" George'a W. Busha, której echo wciąż wybrzmiewało podczas rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Pracownicy biura Carstensa obserwowali eskalację tego konfliktu, toczącego się obecnie daleko poza granicami Stanów Zjednoczonych i Rosji, podczas gdy obie strony podejmowały kolejne działania. Mogli wyrecytować nazwiska Rosjan aresztowanych przez sojuszników w Europie i Azji na polecenie Waszyngtonu - szpiegów, hakerów, osób zajmujących się praniem brudnych pieniędzy i przemytników złapanych podczas próby obchodzenia amerykańskich sankcji i przemycania wrażliwych towarów. Na tablicy w biurze zapisali nazwiska Amerykanów czekających na uwolnienie przez rząd z rosyjskich więzień - lista ta właśnie powiększyła się o jedną osobę35.
Carstens wiedział, że w nadchodzących miesiącach będzie musiał potajemnie nawiązać kontakt z niektórymi z najpotężniejszych polityków i liderów biznesu na świecie - ale wiedział też, że taka podróż zawsze zaczyna się od rodziny porwanego.
* W USA numery zaczynające się od 1-800 są bezpłatne, podobnie jak w Polsce numery zaczynające się od 800 lub 0-800 - przyp. tłum.