Wyjątkowa - Beata Berent

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Zegar wybija 10.55... Zostało tylko kilka minut do końca sesji. Terapia należała do słabo udanych, a ja myślałam tylko o tym, by jak najszybciej ją skończyć, wrócić szybko do domu, schować się pod kołdrę i zapomnieć o całym świecie. Kiedyś lubiłam wychodzić do ludzi. Dziś jestem tylko ja i moje demony...

Mój były partner był toksyczny. Każda chwila z nim była ciosem w moje zdrowie - notoryczna zazdrość o każdego faceta, z którym się spotykałam i agresja słowna. Znoszenie urojeń. Potem pojawiła się we mnie ona - depresja.

Myślałam, że to minie... Naiwnie chciałam wierzyć, że to tylko zły okres. Ale to nie były tylko "gorsze chwile". Chciałam w to wierzyć. A może nie umiałam inaczej?

Pewnego dnia Miłosz obudził się z furią. Od razu przestraszyłam się jego wzroku. Sposób, w jaki na mnie patrzył, sprawił, że przeszły mnie dreszcze, a potem było już tylko gorzej. Krzyczał i oskarżał mnie o wymyślone przez siebie rzeczy. Stałam nieruchomo i nie byłam w stanie nic zrobić. Stałam i patrzyłam, jak krzyczy. Powtarzał w kółko te same słowa. To był koniec. Koniec naszego związku nadszedł tak po prostu, tak nagle! Koniec, a zarazem początek nowego życia.

W tamtej chwili byłam w szoku. Milion emocji kłębiło się we mnie. Dopiero gdy opuściłam mieszkanie i poczułam powiew świeżego powietrza, dotarło do mnie, co się stało.

Nagle wszystko zrozumiałam. W duszy czułam okrutny ból. Czułam, jakby setki igieł wbijały się w moje serce. W głowie ciągle słyszałam jego słowa. Wzięłam głęboki oddech i wróciłam w rodzinne strony. Musiałam walczyć o siebie.

Miałam ochotę przepłakiwać dnie i noce, lecz jednocześnie nie chciałam dać mu tej satysfakcji. Próbowałam więc stłumić te stany lękowe i kołatanie serca, powtarzając sobie, że muszę być silna.

W ciągu następnych kilku dni słyszałam dzwoniące telefony. Miłosz chciał się upewnić, że czuję ból. Wiedziałam, że chciał to zobaczyć, chciał widzieć moje cierpienie, lecz nie mogłam dać mu tej satysfakcji. Zebrałam w sobie wszystkie siły, by odebrać telefon. Powiedziałam, że daję sobie radę bez niego i chcę, by dał mi spokój, że chcę być sama. Poirytował się i rozłączył.

W najbliższym czasie zabrałam swoje rzeczy z jego mieszkania. Wychodziłam z olbrzymią ulgą. Na odchodne usłyszałam, że "popamiętam go", ale nic nie było w stanie zmienić uczucia ulgi, gdy dotarło do mnie, że już nie muszę cierpieć w tym związku. Chciałam już tylko wymazać czas, który zmarnowałam na niego.

Pół nocy nie mogłam usnąć. Kolejnego dnia napisał do mnie mój przyjaciel i oznajmił, że chciałby spotkać się i wesprzeć mnie w tym trudnym czasie, pomóc mi stanąć na nogi. Spotkaliśmy się i stało się dokładnie tak, jak powiedział. Podniosłam się. Potem wszystko było jakby łatwiejsze i oto - po wielu miesiącach - byłam stałą uczestniczką spotkań terapeutycznych oraz instruktorką fitness. W wolnych chwilach pomagałam innym zaakceptować siebie i swoje ciało, wstawiałam do mediów społecznościowych motywujące materiały, do czego skłoniła mnie ciągła krytyka mojego wyglądu przez byłego partnera. Miłosz zawsze bowiem powtarzał, że powinnam być chudsza - tak, jak niektóre dziewczyny. Lecz ja lubiłam swój rozmiar "M"! Stanowczo mi wystarczało i nie miałam potrzeby noszenia rozmiaru "XS". Po rozstaniu z nim mogłam tylko podziękować sobie, że podjęłam taką decyzję. Pogodziłam się również ze swoim uczuciem samotności.

Była za pięć czwarta, gdy zobaczyłam, jak do mojego salonu zbliża się mężczyzna, którego wcześniej tu nigdy nie widziałam. Mój salon fitness mieścił się w zacisznym miejscu na odludziu, lecz mimo to przychodziło tam sporo osób. Od zawsze lubiłam ciche, klimatyczne miejsca, więc gdy zobaczyłam ofertę pracy w takiej okolicy, od razu się zgłosiłam. Cieszyło mnie, jak wiele ludzi przychodziło do mnie - nie dla samego wyglądu, lecz dla poprawy zdrowia.

Schowałam książkę, którą akurat czytałam. Nie chciałam, by wyglądało to tak, jakbym zajmowała się książką, zamiast pracą. Kątem oka widziałam wchodzącego mężczyznę w kapturze. Gdy się zbliżył, od razu powiedziałam grzecznościowe:

- Dzień dobry. W czym mogę panu pomóc?

Starałam się być profesjonalistką w każdej sekundzie, lecz miałam nieodparte wrażenie, że skądś go znam. Instynkt podpowiadał mi jednak, że może nie mieć dla mnie dobrych wieści. Mężczyzna w kapturze wyjął kartkę i spojrzał na mnie. Byłam tego dnia sama na zmianie, co jeszcze wzmogło we mnie lęk w stosunku do tego człowieka. Nagle zdałam sobie sprawę, że ja go już gdzieś wcześniej widziałam.

- Przyszedłem przekazać wiadomość.

Gdy to powiedział, spojrzałam na kartkę, którą trzymał w dłoni. Na moment mnie zamurowało. Przeczytałam, co było na kartce. Widniał na niej napis: "Pozdrowienia od Miłosza, teraz stracisz wszystko".

Mężczyzna zostawił wiadomość i wyszedł. Miliony myśli kłębiły się w mojej głowie. Wiedziałam, że Miłosz będzie próbował teraz wszystkich swoich znajomości, by zniszczyć moją relację z córką.

Postanowiłam poszukać adwokata. Zamieściłam ogłoszenie w Internecie informujące w skrócie o mojej sprawie. W niedługim czasie odezwał się on - ten, który miał niebawem wywrócić mi w głowie.

Nazajutrz umówiłam się na spotkanie w kancelarii. Gdy weszłam, zobaczyłam przed sobą uśmiechniętego mężczyznę o głębokim, hipnotyzującym spojrzeniu. Ciemne włosy i ciepło, którym emanował, dodawało mu uroku. Był wysoki i wyglądał na osobę, która dobrze przytula. Nie był zapatrzony w siebie, czym różnił się od innych adwokatów. Bił od niego wewnętrzny magnetyzm i nie umiałam oderwać się od jego głębokiego spojrzenia. Zdałam sobie sprawę, że jestem całkowicie zestresowana tą sytuacją.

- Proszę usiąść. Jestem mecenas Paweł Nowak. W czym mogę pomóc? - powiedział prawdopodobnie nie zauważając, jakie zrobił na mnie wrażenie.

- Hanna Wójcik, miło mi. Przyszłam w sprawie wiadomości od byłego partnera w sprawie córki. - Uśmiechnęłam się lekko, by nie zrobić złego wrażenia, ale jego pozytywne usposobienie pomogło przezwyciężyć stres, z jakim tam weszłam.

- Proszę opowiedzieć swoją historię. W mailu było wprawdzie pokrótce napisane, lecz poprosiłbym o rozwinięcie problemu. Może pani teraz na spokojnie wszystko mi opowiedzieć.

Czułam, jak kłębi się we mnie milion myśli. Zaczęłam opowiadać swoją historię, starając się nie patrzeć mu w oczy. Po zakończeniu i przejrzeniu przyniesionych przeze mnie papierów zaczął zadawać pytania. Chciał w ten sposób najwyraźniej rozluźnić emocje. Czułam bijącą od niego empatię. Mimo stresu czułam na sobie jego ciepło.

- Dziękuję, że pan mnie tak cierpliwie wysłuchał. Dzięki pana pozytywnej energii łatwiej mi było wyrzucić to z siebie.

W duchu pomyślałam, że jest intrygujący i od razu skarciłam się za takie myślenie. Owszem, facet ma coś w sobie, ale nie chciałam poddawać się takim reakcjom. Od rozstania z byłym otoczyłam się niewidzialną barierą chroniącą mnie przed mężczyznami.

Gdy tak rozmawialiśmy, przyglądałam mu się ukradkiem. Był wysoki, na oko sto osiemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, a może nawet ciut więcej. Miał taką "misiowatą" posturę - nie był gruby, ani chudy, taki "w sam raz". Koszula tylko podkreślała jego szerokie ramiona. Wyglądał na około trzydzieści sześć lat i nie dostrzegłam na jego ręku obrączki. Sprawnie prowadził rozmowę, jakbyśmy się dobrze znali.

Gdy podpisałam stosowne papiery dotyczące udzielenia mu pełnomocnictwa, spojrzałam na niego. Ujęła mnie jego pewność siebie.

- Kiedy możemy zatem umówić się na pierwsze pismo w mojej sprawie? Zależy mi na czasie. - Powiedziałam, po czym dostrzegłam, jak patrzy mi głęboko w oczy, co wywołało we mnie emocje, których najmniej wówczas potrzebowałam.

- Z reguły trwa to do kilku dni, lecz dla pani zrobię wyjątek i postaram się, by na jutro było gotowe. Czy tak pani pasuje?

Znając ilość klientów, których obsługiwał, wiedziałam, że nie będzie to dla niego proste, tym bardziej doceniałam ten miły gest. Widział, jak bardzo jestem zestresowana i zaniepokojona zaistniałą sytuacją. Ja natomiast widziałam w nim nie tylko pełen profesjonalizm, ale zarazem coś więcej. Fakt przebywania z nim zaspokajał moje wewnętrzne potrzeby ciepła, a zarazem bezpieczeństwa. Niby nic nie robił, a jednak wypełniał moje potrzeby emocjonalne.

- Super, bardzo panu dziękuję i doceniam. Musi to być ciężkie do wykonania w tak krótkim czasie.

- Nie jest to proste, ale - jak powtarzam - dla pani się postaram. Proszę czekać, będę informował na bieżąco.

- W takim razie jesteśmy w kontakcie. I jeszcze raz dziękuję, że znalazł pan tak szybko czas, to dla mnie bardzo ważne.

- Podziękuje pani, gdy uda się skończyć pismo. Do zobaczenia, a może raczej usłyszenia.

Gdy wyszłam z gabinetu lekko odetchnęłam. Potrzebowałam ochłonąć, bo nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Pierwszy raz od rozstania poczułam, że bariera otaczająca mój zamknięty świat nie sprawdziła się. Poczułam coś innego, niż dotychczasowy smutek. Nie był to jakiś zwykły pociąg fizyczny, to były emocje nie do opisania. Na ogół trzymałam ludzi na dystans, starałam się czytać ich emocje, czytać im z oczu, ale z Pawłem było inaczej. Był dla mnie zagadką i czułam potrzebę bycia blisko niego.