Rozdział 1
AVA
- Psia mać!
Wściekła patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Na moich policzkach pojawiły się czerwone wypieki, które kontrastowały z krzywo wykonaną zieloną kreską na powiece.
- Trevor, cholera jasna, możesz bardziej uważać? - zrugałam mężczyznę, który nieumyślnie na mnie wpadł.
- Sorry, bejbe, ale się śpieszę - wymamrotał pod nosem, szamocząc się z kurtką. - Mówiłem ci, że jestem dziś umówiony z Mią i jej rodzicami na przedświąteczną kolację.
- To dziś? Stresujesz się?
Mój przyjaciel, a zarazem wspólnik przystanął przy moim boku. Zmarszczył nos w zabawny sposób, jakby coś śmierdziało w naszym otoczeniu. Zrezygnowany opuścił ręce wzdłuż ciała, a okrycie wierzchnie, z którym chwilę wcześniej się szarpał, spoczęło na jego ciężkich butach. Westchnął i odchylił głowę do tyłu. Z jego krtani wydobył się jęk zranionego zwierzęcia.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo, Ava. Rodzice Mii to osoby, które na punkcie świąt mają typowego pierdolca. - Spojrzał na mnie ponownie. - Jej matka ma obsesję na punkcie tłuściocha z brodą i gdyby mogła, to trzymałaby jego podobizny w całym domu przez trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku.
- Aż tak? - zdziwiłam się, patrząc w szare oczy Trevora.
- Aż tak - potwierdził. - Ich przygotowania do tego okresu zaczynają się dzień po Halloween. Dasz wiarę? Matka w okamgnieniu upycha wszystkie wampiry, zombie i inne koszmarne stworzenia w piwnicy, by chwilę potem wyciągnąć bożonarodzeniowe światełka, girlandy i bombki ze strychu. Mówię ci, pojebowo! - Zaakcentował swoje wzburzenie uniesieniem rąk.
- W takim razie wcale się nie dziwię, że zaplanowaliście z Mią uciec stąd jak najdalej. To musi być straszne. - Wzdrygnęłam się i z udawanym przerażeniem złapałam się za policzki, co wywołało serdeczny śmiech Trevora. Podszedł do mnie i oplótł moją talię rękoma.
- I kto to mówi, co? Irlandzki Grinch mi się trafił. - Pokręcił głową i złożył całusa na moim policzku. - Poradzisz sobie przez te kilka dni mojej nieobecności?
Oboje powiedliśmy wzrokiem po naszym małym królestwie.
Czarne ściany, a na nich kilkanaście oprawionych w ramki zdjęć naszych prac oraz artów, które zbieraliśmy latami. Stanowiska zostały uporządkowane i odkażone. Tusze, maszynki i wszystko, co nam było potrzebne, schowaliśmy do szafki. Każda rzecz leżała na swoim miejscu.
Widząc idealny porządek, przytaknęłam.
- Tak, myślę, że możesz spokojnie jechać na wycieczkę marzeń - stwierdziłam, aby dodać mu otuchy. - Za trzy dni święta, więc raczej nikt nie będzie chciał się tatuować. W kalendarzu mam zapisane tylko dwie osoby na jutro. Zresztą jak sam wiesz, większość klientów ostatnio wykupiła vouchery prezentowe.
- Masz rację.
- Oczywiście, że mam. I bardziej na twoim miejscu obawiałbym się powrotu do domu. W styczniu zapewne będziemy urabiać się po łokcie.
Trevor zerknął na zegar wiszący na ścianie i siarczyście zaklął.
- Czyżbyś już był spóźniony? - zakpiłam na reakcję wspólnika, który biegł właśnie do wyjścia. O mały włos nie zaplątał się we własną kurtkę.
Już łapał za klamkę, aby opuścić nasze studio, ale nagle przystanął w miejscu, zupełnie jakby dopiero sobie o czymś przypomniał. Jego ramiona opadły w dół tak, jak chwilę wcześniej głowa.
- Ava... - Jego głos zadrżał i wywołał w moim wnętrzu niepokój.
- Tak, Trev?
Dopiero na zdrobnienie własnego imienia popatrzył przez ramię w moim kierunku.
Czy mi się wydaje, czy on ma łzy w oczach?
- A co z tobą? - wyszeptał. - Co planujesz robić?
Chyba właśnie dotarło do niego, że zaczynał się najbardziej znienawidzony przeze mnie okres w roku. Ludzie wpadali w przedświąteczną gorączkę. Ogarnięci bożonarodzeniowym wariactwem gnali przed siebie, planowali kupienie prezentów, swoje kreacje oraz listę gości. Ustalali świąteczne zakupy oraz menu wigilijne. Szkoda, że zapominali, o co tak naprawdę w tym chodzi.
Innymi słowy: nienawidziłam świąt! Tak, byłam pieprzonym Grinchem i nie zamierzałam tego zmieniać.
Zacisnęłam dłonie na nadal trzymanym w palcach opakowaniu eyelinera i uśmiechnęłam się szeroko. Nie chciałam, żeby Trevorem targały wyrzuty, że po raz pierwszy od prawie dziesięciu lat, zostawił mnie samą.
- Spokojnie, dam sobie radę. - Puściłam oczko w jego stronę. - Zaraz zamknę studio i pójdę po zapas mrożonej pizzy oraz popcornu do mikrofali. Za trzy dni zamknę się w mojej ciasnej norze, ubiorę puchatą piżamę zakupioną w Primarku i urządzę sobie seans horrorów z Mikołajem w roli głównej.
- Nie brzmi to dobrze...
- Tak musi być, Trev. Nie martw się, tydzień szybko zleci - pocieszałam go. - Nim się obejrzysz, wrócicie z Mią do miasta, przy czym ona z wielkim pierścionkiem na palcu, który masz zamiar jej podarować.
- Ale...
Uniosłam dłoń w ramach powstrzymania go od dalszych protestów. Widziałam, że właśnie dopadło go poczucie winy i jeszcze chwila, a zrezygnowałby z wyjazdu tylko po to, bym nie została sama.
- Nie ma żadnego ale - podkreśliłam i ruszyłam do wyjścia. - Ustaliliśmy to już dawno temu - pchnęłam go z całej siły ku drzwiom - więc wypieprzaj!
Wydelegowałam go z salonu, chamsko zamknęłam mu przed nosem szklane skrzydło i niemo poruszałam wargami: Widzimy się w Sylwestra.
Trevor w odpowiedzi jedynie pokiwał głową, iż zrozumiał, że nie odpuszczę, po czym okręcił się na pięcie i już go nie było.